Co wspólnego mają Chopin, Zielony Ład, Mercosur i Hołodomor?
Opublikowano: 17.07.2026
Na naszej „działce numer jeden na globusie”, jak Polskę określa Grzegorz Braun, lato trochę fiksuje. Termometr w cieniu podskoczy prawie pod czterdziestkę, pomęczy parę dni, a potem, jakby się przestraszył, spada do 15°C w dzień, a w nocy do 10°C.
Lipcowym żeglarzom z pierwszej połowy miesiąca na Mazurach „ocieplający się klimat” dał nieźle „w kość”: szalały zimne szkwały, chłostał zimny deszcz i rejsy nie były samą przyjemnością, ale raczej „niedźwiedzim mięsem”.
A jak to bywało niegdyś?
Amantine Lucille Aurore Dupin, urodzona 1 lipca 1804 roku w Paryżu, opisuje upalne lato 1870 roku we Francji. Zapewne nie byłaby zbyt dobrze znana polskiemu czytelnikowi, gdyby nie to, że była kochanką Fryderyka Chopina w latach 1838–1847. Znamy ją pod pseudonimem George Sand.
W 1870 roku miała 66 lat, mieszkała wówczas w Nohant, Chopin nie żył od ponad dwudziestu lat. Oto jak opisuje lato 1870 roku George Sand: „45°C w Nohant w lipcu 1870 roku. Ogromne zmęczenie, zaległości w pracy, rozpaczliwe próby powrotu do zajęć pośród lata, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam, lata, którego nie uważałam za możliwe w naszym umiarkowanym klimacie: dni, gdy termometr w cieniu wskazywał 45 stopni, gdy na dzień 1 lipca nie ostało się ani źdźbło trawy, ani kwiat, drzewa żółkły i gubiły liście, a spieczona ziemia pękała, jakby chciała nas pochłonąć żywcem; lęk, że z dnia na dzień zabraknie wody; strach przed chorobą i nędzą dotykającymi tych wszystkich biednych ludzi – zniechęconych daremnym błaganiem ziemi o plony, których ta uparcie odmawiała ich trudom – rozpacz z powodu zbiorów siana, które praktycznie nie istniały, rozpacz z powodu nędznych zbiorów zboża, fatalnych w tym afrykańskim skwarze, który sprawiał wrażenie końca świata! A do tego plagi, o których nauka sądziła, że je wyeliminowała, a wobec których teraz okazywała się bezsilna: zjadliwa, przerażająca ospa prawdziwa; pożary w okolicznych lasach wznoszące swe złowieszcze słupy ognia na horyzoncie; przerażone wilki szukające schronienia w naszych domach o zmierzchu! A potem gwałtowne burze niszczące wszystko, i zabójczy grad dopełniający dzieła suszy!” [1].
Czytając ten opis, łatwiej znieść tegoroczne upały, ale również budzi się inna refleksja: gdyby tak jakiś przewrotny i inteligentny geszefciarz już wtedy wpadł na to, by ludzie „działali na rzecz klimatu” – mielibyśmy już półtora wieku prac w celu ochłodzenia klimatu! Jak wspaniale mógłby ewoluować taki Zielony Ład, ileż to pieniędzy można by zgarnąć przez ten czas za wydzielany przez mieszkańców Europy dwutlenek węgla! Ile kopalń zamknąć, ilu ludziom zlikwidować miejsca pracy, piece i kominki… Łza się w oku kręci.
Europejczycy w tamtych czasach nie byli jeszcze całkiem „zbetryzowani” [2] i jak ktoś im wchodził w szkodę, potrafili intruza stosownie potraktować czym kto miał pod ręką: z fuzji, szpadą albo widłami. Może dlatego byłoby trudniej lub wręcz niemożliwe taki przekręt przeprowadzić. Dzisiaj namnożyło się różnych „działaczy”, „uzdrawiaczy klimatu”, „ochroniarzy korników w puszczy”, „kontrolerów dobrostanu trzody chlewnej i długości psiego łańcucha” i wszelkiego rodzaju innych pasożytów po jakichś „gas cooking high school” (chodzi o „wyższą szkołę gaztronomii”? – przypis admin WM), niepotrafiących robić niczego pożytecznego, tylko uprzykrzać życie ludziom. Ludzie zaś, obawiając się „służb osłonowych” opłacanych przez polskiego podatnika, zamiast pogonić intruza ze swojego terenu, kulą ogony pod siebie i poddają się jak niewolnicy.
Złodzieje ludzkich pieniędzy, wspomagani przez rządzących, wyciągają z nas rozliczne, coraz cięższe do uniesienia podatki i opłaty. Podpisanie Zielonego Ładu przez Morawieckiego (z akceptacją Kaczyńskiego) spowodowało okradanie Polaków w majestacie unijnych dyrektyw. Kto nie wierzy, niech sprawdzi swoje opłaty za prąd sprzed np. dwóch lat i dzisiaj. U mnie pięcioletnie zestawienie (dla dwóch osób w domu) wygląda tak: 2021 – 1405 PLN; 2022 – 1483 PLN; 2023 – 1421 PLN; 2024 – 1470 PLN; 2025 – 2180 PLN; 2026 – 3271 PLN. Zgadniecie, w którym roku spadł na nas Zielony Ład? Liczba zużytych kWh jest corocznie na rachunku w przybliżeniu ta sama, oprócz tego siedzimy cztery miesiące w roku na działce, gdzie za elektryczność płacimy oddzielnie.
Wiecie teraz, dlaczego (m.in.) nie życzę dobrze ani Naczelnikowi, ani Pinokiowi, mimo że głosowałem na nich przez kolejne lata? Dla mnie to są oszuści, którzy teraz odwrócili marynarki podszewką do góry i udają patriotów – bez Zełenskiego, którego przedwczoraj obcałowywali i obściskiwali. O reszcie p.o. Polaków polityków pod wodzą Oskara nie wspominam, szczególnie z grupy, dla której „polskość to nienormalność”. Żadnego z nich nie było w swoim czasie w Domostawie na odsłonięciu Pomnika Ludobójstwa Wołyńskiego, żaden nie pomógł wspaniałemu rzeźbiarzowi – patriocie Andrzejowi Pityńskiemu, by stworzony przez niego pomnik stanął na należnym mu miejscu w Warszawie lub którymś z większych miast. Teraz, kiedy ktoś przełożył „wajchę” i Zełenski wchodzi w ześlizg po równi pochyłej, pojawiają się w Domostawie ci i owi, by przykleić się do patriotów i uchronić przed utratą swojego miejsca przy żłobie z konfiturami.
Upały upałami, a tymczasem „dyrektywy unijne” przyjmowane przez polityków PO-PiS-u coraz głębiej niszczą polską gospodarkę. Szczególnie dotkliwym stało się przyjęcie przez Polskę w ramach Zielonego Ładu (Naczelnik i Morawiecki!) tak zwanego ETS. Angielskie Emissions Trading System to wprowadzony przez Unię system handlu uprawnieniami do emisji CO2 czyli podatek dla fabryk i elektrowni za to,, że wydzielają dwutlenek węgla. Wynosił on w latach 2017-2018 około 5 USD za tonę CO2 – niewiele, na zachętę. Potem uruchomiono geszeft: „niech cenę 1 tony CO2 określa giełda”.
No i poszło: geszefciarze handlują prawem do tego, ile podatku mają zapłacić kopalnie, fabryki, elektrownie za wydzielony dwutlenek węgla, bez którego nie byłoby na świecie życia. W 2020 roku cena poszła sześciokrotnie w górę, do około 30 USD za tonę. W latach 2021–2022 nastąpił skokowy wzrost z około 30 USD do ponad 80 USD za tonę. Obecnie, w 2026 roku, ceny wahają się w przedziale 60–90 USD za tonę, w zależności od aktualnych przetargów na giełdach. W ten sposób narzucono krajom eurokołchozu podatek od wszystkiego – bo energia potrzebna jest do każdej produkcji – od ziarna zboża i ziemniaka po długopis, samochód pancerny i działo bezodrzutowe. Ten złodziejski haracz to ponad 60% ceny energii, czyli ponad połowa, co powoduje drożyznę wszystkiego.
Równocześnie Unia zawarła umowę „Merkosur” z krajami Ameryki Łacińskiej, gdzie żadne unijne normy nie obowiązują i ETS nie działa. Energia nieopodatkowana tym haraczem pozwala na tańsze wyprodukowanie wszystkiego, szczególnie w rolnictwie, czego umowa dotyczy. Co prawda produkty Mercosuru nie są obciążone restrykcyjnymi normami sanitarno-higienicznymi: żadnymi tam zakazami nastrzykiwania antybiotyków do wołowiny czy innymi eurokołchozowymi wymysłami.
Czy konsumowanie merkosurowych produktów wyjdzie nam na zdrowie, okaże się za jakiś czas. Na pewno na początek zadławią nasze rolnictwo i Polska stanie się zależna od dostaw żywności z zagranicy. Hodowcy przestaną hodować bydło i trzodę chlewną, rolnicy obsiewać pola – bo ich produkty, jako za drogie, nie będą miały zbytu. Żeby zlikwidować hodowlę i rolnictwo, wystarczy rok czy dwa, i zostaniemy na własnej (jeszcze) ziemi bez własnej żywności. A potem, żeby nas zmusić do przejścia w stan kompletnego zniewolenia, wystarczy wstrzymać dostawy.
Słyszeliście o Wielkim Głodzie na Ukrainie? Hołodomor (ukr. „Голодомор”, czyli „głodobójstwo”) wywołały sztucznie komunistyczne władze w latach 1932–1933. Ukraińcy sprzeciwili się kolektywizacji rolnictwa, władze ich ukarały głodem. Różne źródła podają, że liczba ofiar na Ukrainie wynosiła od ponad 3 do 10 milionów ludzi. Przykład dla władz unijnych jest. Polacy to znani w świecie buntownicy, podskoczą – nie dostarczy im się produktów z Merkosuru, swoich nie mają – weźmiemy ich głodem. Trochę wyzdycha („dusza goja pochodzi od zwierzęcia”), część wyjedzie, opustoszeje wieś, grunty będą tak tanie, że tylko brać i wybierać. Tak może skończyć swoje istnienie kraj o ponad tysiącletniej historii zwany Polską, zasiedlą go inni.
Dlatego liczę na Koronę z Braunem, że otrzymawszy stosowną ilość głosów w wyborach, pogoni kłamców u władzy i odbierze Polskę eurokołchozowym komisarzom, którzy wbrew jakiejkolwiek demokracji dokooptowują się na euro-unijne stołki i prowadzą Europę do zagłady, a Polskę skazali na sługusa Ukrainy.
Liczę na Koronę z Braunem, że popierany przez Naród potrafi wyrzucić Unię z Polski i odzyskamy niepodległość. Dzieło i odpowiedzialność wielka, ale stawka to „być albo nie być”. Można spekulować, że ten Braun, ach ten Braun, taki bezczelny, taki kontrowersyjny, taki nie wiadomo co. Najtrudniej być prorokiem we własnym kraju. Przyjmując, że jest prawdziwym prorokiem, a nie matrioszką jak różni chodzący dziś w sławie „nasi” politycy, nie ryzykujemy nic, a Polska może wiele zyskać, zawracając z drogi do przepaści. Urszula „Wodęleje” oznajmiła, że Europa oparta jest na wartościach „Talmudu”. Warto zajrzeć, co „Talmud” ma do zaproponowania gojom i co nas czeka [3].
Jasnowidzami posiłkowali się przywódcy większości krajów, królowie i dyktatorzy. Mieli swoich jasnowidzów: Hitler, Stalin, Churchill.
Uwierzmy i my Stefanowi Ossowieckiemu, że: „Najpierw będą władali Polską komuniści, a potem szubrawcy i świnie. Na koniec powstanie jeszcze większa niż teraz”. O tyle łatwiej uwierzyć, że pierwsze dwa człony przepowiedni z 1939 roku już sprawdziły się.
Uwierzmy ojcu Klimuszce, skromnemu franciszkaninowi, zwanemu jasnowidzem z Elbląga: „Polska będzie źródłem nowego prawa na świecie, zostanie tak uhonorowana wysoko, jak żaden kraj w Europie. Będzie jakaś wojna w Europie, ale to nie przejdzie przez teren Polski. Polsce będą się kłaniać narody Europy… Widzę mapę Europy, widzę orła polskiego w koronie. Polska jaśnieje jak słońce i blask ten pada naokoło. Do nas będą przyjeżdżać inni, aby żyć tutaj i szczycić się tym” [4].
Ktoś musi nas tam zaprowadzić.
Amen.
Autorstwo: Barnaba d’Aix
Źródło: WolneMedia.net