Walka o demokrację czyli Akademia Morderców

Walka o demokrację czyli Akademia Morderców

17.07.2026 wolnemedia/walka-o-demokracje-czyli-akademia-mordercow

Szkoła Ameryk (Escuela de las Américas) jest niezwykłym przejawem zinstytucjonalizowanej manipulacji politycznej oraz terroru. Szkoła ta powstała z inicjatywy Waszyngtonu i miała (i ma nadal) za zadanie utrzymanie amerykańskiej kontroli nad latynoamerykańskimi państwami poprzez zapewnienie sobie wpływu na armie i policje tych krajów.

Szkoła ta, pomimo że jej motto brzmi: „Wolność, Pokój, Braterstwo”, jest w Ameryce Łacińskiej powszechnie znienawidzona z powodu aktywności, jaką prowadzi w krajach rozciągających się na południe od Rio Grande. Od 2001 roku występuje ona pod nazwą hiszpańską Instituto del Hemisferio Occidental para la Cooperación en Seguridad (Instytut Współpracy w dziedzinie Bezpieczeństwa Półkuli Zachodniej) lub angielską The Western Hemisphere Institute for Security Cooperation. Nazwa hiszpańska jest częściej stosowana, gdyż językiem wykładowym szkoły jest język hiszpański. Starsze określenie szkoły, Escuela de las Américas, jednak się utrwaliło i potocznie do dziś jest stosowane. Szkoła mieści się w Fort Benning (obecnie przemianowanym na Fort Moore) w stanie Georgia, USA. Obecnym szefem szkoły jest pułkownik Michael P. Rogowski.

Szkoła została założona w 1946 roku w zachodniej części strefy Kanału Panamskiego, znajdującej się pod kontrolą Stanów Zjednoczonych. Szkoła wówczas nazywała się Centro de Entrenamiento Latinoamericano. División de Tierra (Centrum Szkolenia Latynoamerykańskich Sił Lądowych), a jej siedzibą był Fort Amador. Już w 1949 roku szkołę przeniesiono do Fort Gulick w innej części strefy kanałowej, zmieniając jednocześnie jej nazwę na Escuela del Caribe de Ejército de EE. UU. (Szkoła Amerykańskiego Wojska w Rejonie Karaibów). W 1963 roku otrzymała nową nazwę – Escuela de las Américas (lub School of the Americas – SOA), ale wśród nacji latynoskich jest określana najczęściej mianem Academia de Asesinos (Akademia Morderców).

Przed jej gmachami w Panamie odbywały się nieustanne demonstracje domagające się zamknięcia szkoły. Jako że wszystkie te protesty odbywały się w atmosferze niechęci do Stanów Zjednoczonych, Ronald Reagan przeniósł szkołę do Fort Benning, gdzie funkcjonuje do dziś. W szkole kształcą się żołnierze i oficerowie latynoscy, często osiągający dzięki temu awanse na wysokie szarże. Zadaniem oficjalnym szkoły było poprawianie kwalifikacji żołnierzy z krajów latynoskich w dziedzinie ćwiczeń artyleryjskich, reperacji pojazdów wojskowych, zajęć z działań piechoty, poprawiania ogólnej sprawności fizycznej, a nawet kuchni wojskowej. W istocie rzeczy uczniowie szkoły od początku przechodzą intensywny kurs ideologiczny Bezpieczeństwa Narodowego, oparty na amerykańskiej doktrynie wojennej. Utrzymanie stabilizacji danego państwa jest podstawą tej narracji. Nie bierze się pod uwagę, że system wyzysku i ograbiania miejscowych gospodarek przez amerykańskie koncerny siłą rzeczy zaburza tę właśnie stabilność.

Wychowankowie

Szkoła Ameryk w czasie swego długiego istnienia wyedukowała ponad 60 000 żołnierzy latynoskich, w tej liczbie 10 prezydentów, 38 ministrów obrony i 70 różnego rodzaju komendantów wojskowych. Jej absolwenci stanowili dość homogeniczny zestaw ludzi, który tworzyli głównie żołnierze i policjanci. Dzięki poparciu szkoły, a tym samym rządu Stanów Zjednoczonych, wielu z nich awansowało na wysokie rangi oficerskie. Wśród nich wymienić można takich wojskowych jak: gen. Jorge Rafael Videla, gen. Roberto Eduardo Viola, gen. Leopoldo Galtieri określający się jako „pupilek Waszyngtonu” (przywódcy faszystowskiej junty rządzącej Argentyną w latach 1976–1983), gen. Hugo Banzer (dyktator Boliwii w latach 1971–1978 oraz 1997–2001, odpowiedzialny za 4000 zaginionych i zabitych), gen. Manuel Contreras (szef osławionej tajnej policji DINA, zwanej powszechnie „gestapo Pinocheta”), gen. Hernán José Guzmán Rodríguez (Kolumbia, współpracujący z faszyzującymi bojówkami narkotykowymi Muerte a Secuestradores), Raoul Cédras (dyktator Haiti w latach 1991–1994), Guillermo Rodríguez (dyktator Ekwadoru w latach 1972–1976), kapitan Juan Oreldo Urbine (Urugwaj), Vladimiro Montesinos (Peru, szef wywiadu wojskowego w rządzie dyktatora Alberto Fujimoriego), gen. Efraín Ríos Montt (dyktator Gwatemali w latach 1982–1983), gen. Gustavo Adolfo Álvarez Martínez (dowódca szwadronów śmierci w Hondurasie w latach 1981–1984) etc.

Przez Akademię Morderców przewinęło się mnóstwo ludzi różnego autoramentu. Jednym z ciekawszych przypadków był Luis Arce Gómez, boliwijski gangster narkotykowy. Poprzez matkę był blisko spokrewniony z „królem kokainy” Roberto Suárezem Gómezem. W 1980 roku „król kokainy” sfinansował prawicowy, wojskowy zamach stanu w Boliwii, który przeprowadził generał Luis García Meza. W zamian za wsparcie narkomafia została wynagrodzona teką ministra spraw wewnętrznych, którą otrzymał Luis Arce Gómez. Zamach stanu wspomógł także żyjący jeszcze wtedy „kat Lyonu”, Klaus Barbie, który zwerbował dla generała Mezy kilkuset faszystów z Europy Zachodniej. Generał Meza i Arce Gómez rządzili około półtora roku. Przez ten czas wysłali na tamten świat ponad 500 osób, a 4000 umieścili w więzieniach.

Nie wszystkim swoim wychowankom Szkoła Ameryk zdołała jednak zepsuć psychikę. Peruwiański generał Juan Velasco Alvarado, wychowanek Akademii Morderców, w 1968 roku przeprowadził w Peru zamach stanu w interesie Indian i rolników. Przeprowadził reformę rolną, wywłaszczył za odszkodowaniem niektóre amerykańskie koncerny. Uczynił język keczua (quechua) językiem równoprawnym obok hiszpańskiego. Jego pogrzeb w 1975 roku był wielką manifestacją poparcia społecznego i żalu z powodu śmierci generała. W pogrzebie wzięło udział około milion osób. Trochę podobnym przykładem był prezydent Panamy, Manuel Noriega, zwany „Ananasem”. Początkowo współpracował z CIA, ale później odrzucił żądania Reagana, by renegocjować warunki użytkowania Kanału Panamskiego. W odpowiedzi w 1989 roku doczekał się amerykańskiej inwazji. Został pojmany i w Miami skazany na 40 lat więzienia za handel narkotykami (media amerykańskie zarzucały mu także oglądanie pornografii, skłonności homoseksualne, noszenie czerwonych kalesonów etc.).

Zupełnie odmiennym przypadkiem jest sprawa sławetnego Augusto Pinocheta. Był on wychowankiem Akademii Morderców, o czym wzmiankuje wiele publikacji, ale ostatnio pojawił się trend negowania jego związków z tą szkołą. Sztuczna Inteligencja twierdzi, że Pinochet nie studiował w Escuela de las Américas, mimo że wszystkie jego posunięcia bezdyskusyjnie wskazują, że w tej szkole odebrał odpowiednie nauki. Wydaje się, że obecnie Szkoła Ameryk pragnie się odciąć od tego „gwiazdora”, którego wyczyny są doskonale znane międzynarodowej opinii publicznej.

Metody działania

Szkoła przeżyła wstrząs ideologiczny i mentalny po zwycięstwie rewolucji na Kubie. Waszyngton uznał, że jego strefa wpływów, doskonale wyrażona przez doktrynę Monroe, może zostać zagrożona. W efekcie kursy ideologiczne stały się prawdziwym praniem mózgów. Uczono tam nienawiści do lewicowości we wszystkich przejawach, do związków zawodowych i do autochtonów, którzy zostali uznani za element niepewny. Czynniki decyzyjne w Waszyngtonie uznały, że muszą zastosować bardziej bezwzględne i okrutne metody, by utrzymać wpływy i dominację w Ameryce Łacińskiej.

W 1963 roku pod patronatem Jamesa J. Angletona, członka mrocznej organizacji Skull & Bones i pracownika Uniwersytetu Yale, CIA stworzyła podręcznik tortur zwany „Kubark Counterintelligence Interrogation”. W 1983 roku CIA wydała następne tego typu dzieło pt. „Human Resource Exploitation Training Manual”. Nazwa Kubark była zaszyfrowanym skrótem odnoszącym się do samej CIA. Kubark był dokumentem ściśle tajnym i przez około 30 lat nikt nie wiedział o jego istnieniu. Był jednym z podstawowych podręczników, na bazie którego szkolono tysiące adeptów Szkoły Ameryk. Agenci CIA określali Kubark mianem „inteligentnego przesłuchania”.

Wstępne metody postępowania związanego z przesłuchaniem obejmowały psychiczne zastraszanie, wyznaczanie nagrody pieniężnej za głowę poszukiwanego, zmuszanie do przyjmowania narkotyków i różnych innych substancji psychoaktywnych, takich jak temazepam, etanol, hioscyna, tiopental etc. By szantażować przesłuchiwanego, zalecane było porywanie członków jego rodziny i ewentualne pastwienie się nad nimi. Fizyczne znęcanie się nad pochwyconym obejmowało m.in.: bicie, kopanie, wieszanie ze związanymi na plecach rękami, trzymanie głowy przesłuchiwanego przez pewien czas w mocno nasolonej wodzie, kłucie, przypalanie prądem elektrycznym szczególnie unerwionych miejsc, głodzenie, nieustanne wybudzanie ze snu.

Nauczycielami byli często członkowie amerykańskich, elitarnych jednostek specjalnych, np. Zielonych Beretów. Pewien żołnierz salwadorski wspominał, jak pewnego dnia Zielone Berety przyprowadziły do jego garnizonu 16-letniego chłopca, oskarżonego o przynależność do partyzantki, i kazały miejscowym żołnierzom wbijać mu bagnety w palce i wyrywać paznokcie. Chłopca poddano także innym torturom, w skutek których zmarł.

Wszyscy pochwyceni musieli zostać rozebrani do naga i byli często przetrzymywani z kapturem na głowie, z założonymi kajdanami na rękach i nogach. Schwytanych umieszczano w ukrytych, zaimprowizowanych obozach koncentracyjnych. Obozy te lokowano najczęściej w niepozornych miejscach, na peryferiach miast albo w buszu, z daleka od siedzib ludzkich. W Chile, w okresie dyktatury Pinocheta, jednym z większych i bardziej znanych obozów koncentracyjnych była Villa Grimaldi w Santiago, przy Avenida José Arrieta 8200. „Gościła” w swoich murach ponad 4500 osób. Zwano ją także Cuartel Terranova i wsławiła się wyjątkowo okrutnymi torturami. Szefem Villa Grimaldi był brygadier Miguel Krasnoff, Chilijczyk pochodzący z rodziny Kozaków dońskich, urodzony w Austrii. Był dowódcą Brygady Caupolicán, znanej z licznych potajemnych porwań ludzi, zabójstw i stosowania tortur. Miguel Krasnoff był wychowankiem Szkoły Ameryk i był odpowiedzialny za śmierć około 70 osób, w tym za zabójstwo generała Carlosa Pratsa, przeciwnika spisku Pinocheta w 1973 roku.

W Argentynie, w okresie rządów prawicowej junty (1976–1983) szefem policji w prowincji Buenos Aires był generał Ramón Camps, wychowanek Escuela de las Américas. Zarządzał on siecią 29 obozów koncentracyjnych rozsianych na terenie tej prowincji. Ramón Camps miał na sumieniu 32 zabójstwa, 120 przypadków torturowania schwytanych, 2 gwałty, 2 porody sprowokowane torturami, 18 przypadków okradania więźniów, 214 porwań etc. Proces, jaki prowadzono przeciwko niemu, nie przyniósł jednak sprawiedliwości, gdyż w 1990 roku neoliberalny prezydent Carlos Menem udzielił mu ułaskawienia.

W praktyce wobec osób uznawanych za zakłócające stabilizację oprawcy stosowali zarówno tortury zalecone w podręcznikach Kubark, jak i wykazywali się inwencją własną. Doskonałą ilustracją takiej inwencji jest sprawa amerykańskiej siostry zakonnej, urszulanki, Dianny Ortiz. W 1989 roku przebywała ona w Gwatemali z misją edukacyjną i dobroczynną wśród Majów z grupy Ixil. Pewnego dnia została porwana przez żołnierzy gwatemalskich i zaciągnięta do obozu ukrytego w posterunku policji. Tam poddano ją brutalnym przesłuchaniom trwającym 24 godziny. Przesłuchania były przerywane biciem, kopaniem i zbiorowymi gwałtami. Po powrocie na wolność lekarze naliczyli na jej ciele ponad 111 ran spowodowanych tym, że oprawcy gasili na jej plecach płonące papierosy. Gdy Dianna była już półżywa, przesłuchujący wrzucili ją do dołu, w którym leżały trupy razem z żywymi ludźmi, dogorywającymi po torturach. Przypuszczalnie zakończyłaby wtedy życie, ale wśród przesłuchujących był rodowity Amerykanin, którego rozpoznała po angielskim akcencie, z jakim mówił po hiszpańsku. Kumple zwracali się do niego Alejandro. Otóż tenże Alejandro zaproponował, by jej jeszcze nie dobijać. Dzięki temu przeżyła. W stolicy Gwatemali domagała się zadośćuczynienia u ministra obrony Gwatemali, generała Héctora Gramajo – człowieka bezpośrednio odpowiedzialnego za represje, jakich doznała. Gramajo był wychowankiem Escuela de las Américas i ściśle współpracował ze służbami amerykańskimi. Oczywiście nie podjął on tematu i dalej działał zgodnie z dotychczasowym kursem. Wobec tego siostra Dianna przedstawiła swój przypadek w USA, domagając się sprawiedliwości. Rząd Ronalda Reagana odpowiedział jej ustami Thomasa Stroocka, amerykańskiego ambasadora w Gwatemali. Oświadczył on, że Stany Zjednoczone nie mają nic wspólnego z podobnymi okrucieństwami i nie partycypują w nich…

Walka o prawdę i uchylenie rąbka tajemnicy

Prezydent Jimmy Carter, który poważnie traktował pojęcie praw człowieka, zawiesił działalność szkoły. Ronald Reagan po objęciu prezydentury ponownie ją jednak otworzył i udzielił jej szerokiego poparcia. Praktyki wychowanków Akademii Morderców przez długie dziesięciolecia pozostawały w ukryciu. Nikt też nie wiedział o istnieniu podręczników tortur. W 1990 roku amerykański ksiądz Roy Bourgeois stworzył organizację SOA-Watch, która miała uważnie śledzić działalność Escuela de las Américas. Inicjował też protesty przed siedzibą szkoły w Fort Benning. Za taką działalność ksiądz Bourgeois i inni aktywiści zostali aresztowani i skazani wyrokiem sądu na cztery lub więcej lat więzienia.

Działalność Escuela de las Américas była nawet dla niektórych kongresmenów podejrzana. W 1993 roku deputowani Partii Demokratycznej – Marty Meehan, Joseph Kennedy i Joseph Moakley – wystąpili z wnioskiem o zamknięcie szkoły albo przynajmniej o zmniejszenie jej finansowania. W 1996 roku, za prezydentury Billa Clintona, zdecydowano się odtajnić podręczniki stosowane przez nauczycieli z Akademii Morderców. Były to m.in.: „Terrorismo y guerrilla urbana”, „Estudio de Interrogación”, „Inteligencia de Combate”, „Manual de Estudios Contra-Inteligencia” etc. Mimo odsłonięcia rąbka tajemnicy, różni politycy amerykańscy nadal podważali wyczyny wychowanków szkoły. Dick Cheney utrzymywał, że były to tylko nieautoryzowane błędy.

Niektóre wyczyny

Pierwszy szef junty argentyńskiej, generał Jorge Rafael Videla (1976–1981), stanął w 2010 roku przed sądem za popełnione zbrodnie w 1256 przypadkach. Zarzucano mu m.in. bezpośrednią odpowiedzialność za zabicie 29 osób, poddanie torturom 32 osób, zagrabienie mienia 35 osobom etc. Został skazany na dożywocie. Zmarł w 2013 roku.

Do historii przeszły wyczyny faszystowskiego batalionu Atlacatl. Dowódcą był pułkownik Domingo Monterrosa, wychowanek Akademii Morderców. Duża część żołnierzy batalionu również przeszła szkolenie w tej akademii. W grudniu 1981 roku batalion Atlacatl napadł na miejscowość El Mozote. Jego ludzie zabili tam 978 osób – kobiet, mężczyzn i dzieci. Mężczyźni przed śmiercią zostali poddani torturom w miejscowym kościele. Najmłodsze dzieci miały po kilka miesięcy lub lat. Monterrosa zarzucał mieszkańcom El Mozote, że byli sympatykami lewicowej partyzantki. W 1982 roku żołnierze z Atlacatl zamordowali w miejscowości El Calabazo ponad 200 osób płci obojga. Jednym z głośniejszych mordów było zabójstwo arcybiskupa Óscara Arnulfo Romero, wielkiego obrońcy pokoju i praw człowieka. 23 marca 1980 roku wygłosił on pamiętną homilię, w której w imię chrześcijańskich wartości apelował do żołnierzy salwadorskich, by nie wykonywali rozkazów strzelania do ludzi. Dzień później został zabity przez członków szwadronów śmierci. Zleceniodawcą wymienionych zbrodni był czołowy polityk salwadorskiej prawicy, major Roberto d’Aubuisson – wychowanek Akademii Morderców.

W Kolumbii 18 000 żołnierzy przeszło trening w Escuela de las Américas. Jednym z bardziej „zasłużonych” wychowanków szkoły był generał Agustín Ardila Uribe, komendant 4. Dywizji armii kolumbijskiej. W 1984 roku przeszedł on trening w Escuela de las Américas. W 1992 roku napadł na miejscowość Mapiripán w departamencie Meta. Jego oddziały ściśle współpracowały z faszystowskimi i narkotykowymi bojówkami Autodefensas Unidas de Colombia. W Mapiripán żołnierze i bojówkarze zamordowali ponad 77 wieśniaków płci obojga, ścinając im głowy, podrzynając gardła i wypruwając wnętrzności. Armia i bojówkarze zarzucali mieszkańcom Mapiripán, że sympatyzowali z lewicową partyzantką.

Escuela de las Américas do dziś wykazuje się wielką aktywnością w obronie amerykańskiego i zachodnioeuropejskiego kapitału. W 2018 roku boliwijscy oligarchowie z prowincji Santa Cruz i amerykańskie służby postanowiły pozbyć się demokratycznie wybranego prezydenta Evo Moralesa, któremu prawica zarzucała, że chce być dożywotnim dyktatorem. Bunt w Santa Cruz mógł być łatwo stłumiony, gdyż nie miał szerokiego poparcia w społeczeństwie, ale naczelny dowódca armii boliwijskiej, generał Williams Kaliman, i szef policji, Vladimir Yuri Calderón, opowiedzieli się za oligarchami i zażądali dymisji prezydenta. Evo Morales musiał się ukrywać, a prawicowa bojówka przeszukiwała jego mieszkanie. Przypuszczalnie Morales zostałby wówczas zabity, ale prezydent Meksyku, Andrés Manuel López Obrador, wysłał do Boliwii meksykański samolot wojskowy, który zdołał odnaleźć Moralesa i zabrać go bezpiecznie do Meksyku. Zarówno Kaliman, jak i Calderón byli wychowankami Escuela de las Américas. Oprócz nich w armii boliwijskiej działali wówczas tacy wychowankowie szkoły jak: burmistrz miasta Cochabamba, kapitan Manfred Reyes Villa (mózg tego zamachu), pułkownik Remberto Siles Vázquez, pułkownik Teobaldo Cardozo Guevara, pułkownik Julio César Maldonado Leoni, pułkownik Oscar Aguirre etc.

W obecnej, po-chavezowskiej Wenezueli tymczasowa prezydent Delcy Rodríguez, w ramach wymiany kadr wojskowych, postawiła na czele armii generała Gustavo Gonzáleza Lópeza – znanego z brutalności adepta Akademii Morderców. Rząd Delcy Rodríguez ściśle współpracuje z Waszyngtonem, zajmując się powolną likwidacją reform Cháveza oraz Maduro i przygotowaniem gruntu pod powrót neoliberalizmu. W takich warunkach możliwe będą wybuchy społecznego niezadowolenia. Wychowanek Akademii Morderców jako wódz armii wenezuelskiej może być w tych warunkach bardzo przydatny.

Warto na koniec zastanowić się, ilu ludzi straciło życie na skutek długotrwałej aktywności Szkoły Ameryk. Autor tego tekstu wyznaje, że nie natrafił na żadną wiarygodną i wyczerpującą statystykę. Biorąc pod uwagę duży zasięg czasoprzestrzenny działania szkoły, wydaje się, że ofiar było bardzo dużo – może nawet setki tysięcy. Czas pokaże, czy liczba ludzi, którzy zostali zamordowani lub ponieśli ciężki uszczerbek na zdrowiu skutkiem działalności Szkoły Ameryk, kiedykolwiek zostanie w pełni ujawniona.

Autorstwo: Andrzej Ulmer
Źródło: Strajk.eu