Czy zastanawiałaś się kiedyś, jak rodzą się wielkie fortuny?
Anna Kowal facebook.com/story
Czy zastanawiałaś się kiedyś, jak rodzą się wielkie fortuny?
Skąd wzięli się ludzie, którzy w latach 90. nagle stali się królami polskiego biznesu? Odpowiedź na to pytanie kryje sprawa, o której w szkole raczej nam nie mówią. Nazywa się ją „matką wszystkich afer” III RP, a właściwie to nie tyle aferą, co gigantycznym drenażem naszych wspólnych pieniędzy. Nazywa się FOZZ.
Ale nie o samych liczbach chcę Ci dzisiaj napisać. Chcę Ci opowiedzieć o facecie, który jako pierwszy miał odwagę zajrzeć w tę otchłań. Nazywał się Michał Falzmann.

Wyobraź sobie młodego, bo zaledwie 38-letniego urzędnika, który w zwykłym, szarym urzędzie (w Najwyższej Izbie Kontroli) dostrzega coś, co włos na głowie jeży. Falzmann rozpracował mechanizm, który wyglądał jak żywcem wyjęty z filmu sensacyjnego. Publiczne miliony złotych były wyprowadzane z budżetu państwa i trafiały do prywatnych spółek. A kto za tym stał? Ludzie dawnych służb specjalnych PRL. To oni kręcili gigantycznymi sumami, które miały iść na spłatę naszego zagranicznego zadłużenia.
Falzmann nie był bohaterem z plakatu. Był po prostu człowiekiem, który rzetelnie wykonywał swoją pracę. Kiedy zorientował się w skali przekrętu, zaczął drążyć głębiej. I tu zaczyna się robić naprawdę przerażająco, bo wchodzimy w świat, gdzie za wiedzę płaci się najwyższą cenę.
Na początku lipca 1991 roku złożył wniosek do Narodowego Banku Polskiego o udostępnienie kluczowych dokumentów objętych tajemnicą bankową. Chciał dowodów czarno na białym. Co stało się w zamian? Zamiast wsparcia i ochrony, został odsunięty od sprawy. Kilka dni później, 18 lipca 1991 roku, Michał Falzmann zmarł nagle w Warszawie. Jako oficjalną przyczynę podano zawał serca. Miał zaledwie 38 lat.
Trudno w ten zawał uwierzyć, prawda? Zwłaszcza kiedy patrzy się na to, co działo się później. Zaledwie kilka miesięcy po jego śmierci, w przeddzień ogłoszenia wyników kontroli, w tajemniczym wypadku samochodowym zginął szef Falzmanna, prezes NIK Walerian Pańko. Zbieg okoliczności? Nawet jak na zbiegi okoliczności, to o wiele za dużo.
Pomyśl o tym, żyjąc w dzisiejszej Polsce. Michał Falzmann poświęcił wszystko, żebyśmy dowiedzieli się, jak wyprowadzano pieniądze z naszego kraju. Zaryzykował własne życie, by chronić publiczny interes. Często narzekamy na to, jak wygląda polityka i finanse w naszym kraju. Warto jednak pamiętać, że fundamenty naszej „wolnej” gospodarki bywają bardzo mroczne.
Dla mnie historia Falzmanna to przypomnienie, że uczciwość w państwie wymaga czasem ogromnej odwagi. I wielkiej samotności. O takich ludziach jak on powinnyśmy pamiętać, bo to oni zapłacili cenę za to, byśmy dzisiaj mogli żyć w świadomym społeczeństwie. Odszedł, mówiąc prawdę, gdy reszta wolała milczeć. Czy kiedykolwiek poznamy pełną prawdę o tamtych dniach? Pozostaje nam tylko zadawać pytania i nie pozwalać, by ta sprawa została zamieciona pod dywan.
1,7 tys.