Feministki już gryzą ludzi. A ciągle – są bezkarne, „po opieką”.

Szanowny Panie,

1 maja zorganizowaliśmy dużą akcję informacyjną o aborcji na Placu Zamkowym w Warszawie, którą próbowała zakłócić agresywna feministka. W pewnym momencie kobieta rzuciła się na jednego z naszych działaczy i… ugryzła go!

Obecni na miejscu liczni funkcjonariusze policji obchodzili się z prowokatorką bardzo wyrozumiale, dając swym zachowaniem do zrozumienia, że jest przyzwolenie „z góry” na tego typu działania. Takiej akceptacji nie ma natomiast dla pokazywania prawdy o aborcji – dwaj nasi wolontariusze zostali właśnie skazani przez sąd na ponad 3 500 zł kary za ostrzeganie Polaków przed tym procederem! Opowiem Panu szczegóły.

Dzięki ulicznym akcjom informacyjnym nasza Fundacja dociera do tysięcy Polaków, których udaje się uświadomić czym jest i jak wygląda aborcja. Spotyka się to z agresywnymi reakcjami zwolenników dzieciobójstwa. Naszą akcję na Placu Zamkowym próbowała zakłócić znana warszawskiej policji aktywistka aborcyjna posługująca się pseudonimem „babcia Kasia”. Zagłuszała nasz przekaz płynący z megafonów i eksponowała proaborcyjny transparent. Gdy to nie pomogło, rzuciła się na jednego z naszych wolontariuszy, zaczęła go uderzać i ugryzła go w rękę. Wszystkiemu przyglądały się setki osób – obecnych na miejscu i oglądających transmisję na żywo w sieci.

„Babcia Kasia” była już wcześniej zatrzymywana m.in. za naruszanie nietykalności cielesnej i znieważanie policjantów oraz zakłócanie legalnych zgromadzeń. Pomimo tego, funkcjonariusze obchodzili się z nią niezwykle delikatnie, nawet pomimo tego, że w wulgarnych słowach im ubliżała. Jest to czytelny sygnał dla wszystkich aborcyjnych chuliganów i zadymiarzy, że mogą liczyć na wyrozumiałość i łagodne traktowanie.

A wie Pan czego niemal w tym samym czasie doświadczyli nasi działacze?

Adam Brawata oraz Bawer Aondo-Akaa usłyszeli prawomocne wyroki sądu za mówienie prawdy o aborcji. Muszą zapłacić ponad 3 600 zł grzywny i kosztów sądowych za to, że koordynowali akcje billboardowe w ramach których wywieszamy wielkoformatowe plakaty ostrzegające Polaków przed skutkami aborcji. Zdaniem sądu we Wrocławiu, jest to działanie „nieprzyzwoite”. To jednak nie koniec prześladowań.

Równolegle przeciwko Adamowi zapadł w tym samym sądzie inny prawomocny wyrok skazujący za publiczne nazwanie aborcji zabijaniem dzieci – 9 000 zł kary i kosztów. W sumie Adam w przeciągu tylko jednego miesiąca musiał zapłacić ponad 12 000 zł kary za to, że ratuje niewinne dzieci przed aborcją i zmienia świadomość Polaków na temat tego procederu.

Podczas gdy służby prześladują wolontariuszy naszej Fundacji, przestępstwa i wybryki aborcjonistów są tolerowane. Mamy na to kolejny przykład.

W jeszcze innym procesie, sędzia wrocławskiego sądu Magdalena Jurkowicz skazała jednego z naszych wolontariuszy za organizację ulicznej akcji informacyjnej na temat aborcji. Również jej zdaniem pokazywanie prawdy o aborcji w przestrzeni publicznej było „nieprzyzwoite”. Niemal równolegle, ta sama sędzia uniewinniła feministkę, która… obnażyła się w centrum Wrocławia!

Sprawa dotyczy akcji na wrocławskim Placu Solnym, gdzie nasi wolontariusze za pomocą rzutnika wyświetlali film informacyjny na temat aborcji. Nasze działania zaczęła zakłócać feministka, której nie podobało się to, że ostrzegamy Polaków przed aborcją. W pewnym momencie kobieta obnażyła się przed naszymi działaczami pokazując gołe piersi i pytając, czy wywołuje to u nich zgorszenie?

Sprawa została zgłoszona do sądu, który uniewinnił feministkę nie dopatrując się niczego nieprzyzwoitego w jej zachowaniu. Za to nasi wolontariusze zostali już kilka razy skazani za „nieprzyzwoite” działania przeciwko aborcji. Co więcej, w trakcie procesu sędzia dała wiarę feministce, która podczas rozprawy zaprzeczała obnażeniu się, a zeznania naszych wolontariuszy potraktowała jako niewiarygodne.

To wszystko ma pewien szerszy kontekst, który jest bardzo ważny. Nie chodzi tylko o konkretne sprawy sądowe, gdyż nadal większość z nich wygrywamy (a mamy ich obecnie około 100 jednocześnie). Chodzi o to, że politycy rządzący oraz podlegli im funkcjonariusze i urzędnicy nie są zainteresowani przestępstwami, wykroczeniami i aktami terroru dokonywanymi przez polskich aborcjonistów. Jeżeli już kogoś zatrzymują lub skazują (co dzieje się rzadko), to sprawcy otrzymują często śmiesznie niskie wyroki lub są uniewinniani. Dzięki temu zwolennicy dzieciobójstwa swobodnie rozwijają swoją działalność i eskalują przemoc.

W ubiegłym roku działające w Polsce zorganizowane grupy przestępcze pomogły dokonać ponad 30 000 aborcji za pomocą nielegalnych pigułek poronnych. Organizacje te funkcjonują już od kilku lat i nieustannie reklamują się w mediach. Ich członkowie byli nawet zapraszani na posiedzenie Sejmu! Jak dotąd nikt nie odpowiedział prawnie za masowe ludobójstwo, które dokonuje się na polskich dzieciach. W ubiegłych latach doszczętnie spalono dwie nasze furgonetki, a kilka innych pojazdów podpalono i zdewastowano. Sprawców nie udało się znaleźć pomimo tego, że podpalenia transmitowane były na żywo w internecie (!) Liczni zwolennicy aborcji publicznie grożą śmiercią naszym wolontariuszom, wzywając do mordowanie naszych działaczy i niszczenia naszego mienia. Żaden z nich nie stanął za to przed sądem.

Wie Pan czym jeszcze skutkuje w praktyce ta bezczynność wobec aborcyjnych przestępców?

Niedawno informowaliśmy o tym, że do naszej Fundacji napisała pani Monika z Częstochowy, która opisała dramatyczna historię, jaka się jej przydarzyła. Gdy była w ciąży do jej domu wdarł się bandyta, który skatował ją, używając paralizatora i gazu, a także kopał ją po brzuchu. Udało jej się wezwać pomoc i dzięki temu przeżyła, ale jej dziecko straciło życie. Bandyta był ojcem tego dziecka i wcześniej wywierał presję na matkę, aby dokonała aborcji. Ponieważ pani Monika odmówiła, agresor dokonał zabójstwa osobiście.

Kilka tygodni temu sąd w Częstochowie zwolnił bandytę z aresztu, a Sąd Apelacyjny w Katowicach podtrzymał tę decyzję, argumentując, że do żadnego zabójstwa nie doszło, bo „według naszego stanowiska o człowieku można mówić od momentu rozpoczęcia akcji porodowej.” Innymi słowy – zdaniem sądu dziecko przed rozpoczęciem porodu nie jest człowiekiem i nie przysługują mu prawa równe człowiekowi, dlatego jego mordercę można potraktować ulgowo.

Pani Monika próbowała nagłośnić tę sprawę. Wiedziały o niej organizacje i media feministyczne, które głośno deklarują przecież, że stają w obronie praw kobiet, w szczególności tych, które doświadczają przemocy. Środowiska te milczą jednak w tej sprawie. Najwyraźniej katowanie ciężarnych kobiet nie jest dla nich istotne. A może chodzi o to, że bandycki napad jest zgodny z celem ich działalności – przerywaniem ciąży bez ograniczeń i bez kary? Przecież na co dzień właśnie tym się zajmują – promują nielegalne aborcje pigułkowe i domagają się wprowadzenia bezkarności dzieciobójstwa.

Do tego typu sytuacji dochodzi, gdyż polskie prawo jest wadliwe i niespójne, a umysły wielu Polaków, w tym sędziów, prokuratorów i urzędników, zainfekowane są mentalnością aborcyjną. Nasza Fundacja wielokrotnie próbowała zmienić ten stan rzeczy i naprawić nasze prawo poprzez szereg obywatelskich inicjatyw ustawodawczych, pod którymi zebraliśmy w sumie ponad milion podpisów. Za każdym razem były one odrzucane przez Sejm.

Na skutek tchórzostwa polityków, polskie dzieci są masowo mordowane przy pomocy środków poronnych, a dostarczający ich handlarze pozostają bezkarni. Konsekwencje nie spotykają także aborcyjnych terrorystów, którzy eskalują przemoc i nawołują do nienawiści wobec naszych wolontariuszy, a także mnożą wulgarne i nieprzyzwoite zachowania w przestrzeni publicznej. Zamiast nich, obiektem zainteresowania służb i sądów są nasi działacze.

Nie zamierzamy jednak zrezygnować z głoszenia prawdy i ostrzegania Polaków przed skutkami aborcji. Im więcej osób dowie się czym jest ten barbarzyński proceder, tym więcej dzieci uda nam się ocalić. Prawda o aborcji ratuje także matki i ojców przed zostaniem zabójcami własnych dzieci, co ma ogromne konsekwencje dla przyszłości całego naszego narodu.

Już wkrótce chcemy zorganizować kolejne akcje zmieniające świadomość Polaków, między innymi kolejne kampanie billboardowe, które tak bardzo przeszkadzają zwolennikom aborcji. Jeden billboard umieszczony w dobrym miejscu reklamowym pozwala na dotarcie do tysięcy osób. Koszt wywieszenia takiego plakatu to ok. 1 000 zł miesięcznie.Chcielibyśmy wywiesić w najbliższym czasie co najmniej 10 kolejnych takich billboardów, oraz naprawić te, które nieustannie niszczą aborcjoniści. Potrzebujemy na ten cel ok. 14 000 zł.

Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby wznowić kampanię billboardową i dotrzeć do tysięcy kolejnych Polaków z prawdą o aborcji, zanim umysły naszego społeczeństwa całkowicie zatruje propaganda cywilizacji śmierci.

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

„Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości” – powiedział Jan Paweł II. W Polsce w rok zamordowano ponad 30 000 dzieci, a przestępcy i chuligani, którzy są za to odpowiedzialni, pozostają bezkarni i swobodnie pomagają w kolejnych morderstwach, a także zakłócają pokazywanie prawdy o aborcji w miejscach publicznych. Jaka przyszłość czeka nasz kraj, jeśli ten proceder dalej będzie tolerowany?

Musimy dalej głosić prawdę, aby zmienić świadomość i sumienia Polaków (w tym polityków, policjantów, sędziów, prokuratorów i innych urzędników). Temu służą nasze kampanie, w tym akcje uliczne i billboardowe, które pozwalają na dotarcie do tysięcy osób. Dlatego raz jeszcze proszę Pana o pomoc finansową w ich organizacji.
Serdecznie Pana pozdrawiam,