Największy proces polityczny III RP. Stachanowskie tempo! Pato-prokurator.

Największy proces polityczny III RP. Stachanowskie tempo!

10.06.2026 Marek Skalski nczas/najwiekszy-proces-polityczny-iii-rp-stachanowskie-tempo

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

W maju mieliśmy dwa kolejne terminy rozpraw w procesie przeciw polskiemu posłowi do euro-kołchozu, czyli prezesowi Konfederacji Korony Polskiej Grzegorzowi Braunowi. Od lutego bieżącego roku mieliśmy już tych terminów blisko dziesięć. Każda rozprawa – całodniowa, tempo iście stachanowskie!

Do największego zgrzytu doszło w trakcie posiedzenia, które w warszawskim sądzie rejonowym odbyło się w dniu 22 maja. Grzegorz Braun już na samym początku rozprawy po raz kolejny podniósł temperaturę i skalę emocji niemal do wrzenia. Po tym, jak sędzia Marcin Brzostko poinformował strony, że wniosek formalny o wyłączenie prokuratora Macieja Młynarczyka z postępowania został odrzucony, oskarżony Grzegorz Braun nie skąpił mu ostrych słów. „Dał on popis swojej bezczelnej, butnej skłonności do manipulacji i kłamstwa. Zaprezentował się Wysokiemu Sądowi jako skrajnie stronniczy, agresywny, napastniczy rzecznik nie interesu publicznego, nie sprawiedliwości, której wyroki mają być ferowane w majestacie Rzeczpospolitej”. Na koniec poseł Braun podkreślił bez cienia wahania: „Ten banderowski pato-prokurator reprezentuje reżim”.

Słowa o „pato-prokuratorze” bardzo zdenerwowały przewodniczącego składu sędziowskiego. Sędzia Brzostko ostrzegł oskarżonego Grzegorza Brauna, że jeśli po raz kolejny użyje sformułowania „pato-prokurator”, to nakaże opuszczenie przez niego sali rozpraw. Za chwilę tak się stało i poseł Braun został wyproszony z sali na 40 minut. Doszło przy okazji do sporego zamieszania, bo gdy poseł Braun zgodnie z ustaleniami wrócił na salę posiedzeń punktualnie o godzinie 10.00, to sędzia orzekł, że zakaz obowiązuje… do godziny 10.20. „Proszę zaprotokołować, że ja stawiłem się punktualnie” – protestował Grzegorz Braun.

W tak zwanym „międzyczasie” głos zabrał sam zainteresowany, który najwyraźniej poczuł się urażony słowami Grzegorza Brauna. „Oskarżony ma usta pełne mafii, służb i lóż, ale ja na tej sali reprezentuję interes Rzeczpospolitej Polskiej” – te słowa wyjątkowo rozbawiły zgromadzoną na sali sądowej publiczność. Spowodowało to nawet interwencję sędziego przewodniczącego, który mówił, że „prosi publiczność o nieokazywanie żywiołowych reakcji w sposób głośny, można się śmiać po cichu”.

Operacja „Choinka LGBT”

W czasie kiedy Grzegorz Braun został de facto wyrzucony z sali posiedzeń, sąd zajął się przesłuchaniem kolejnych świadków. Jak już pisaliśmy, prokuratura i obrona powołali łącznie około 90 świadków, tak że pracy przed sądem i pełnomocnikami jest naprawdę sporo.

Tym razem posiedzenie zdominowała operacja „choinka LGBT”. Sąd wezwał bowiem świadków związanych z tym incydentem. Przypomnijmy, w styczniu 2023 roku Grzegorz Braun powołany na świadka w procesie, który toczył się przed Sądem Okręgowym w Krakowie został poinformowany, że w holu tego sądu znajduje się choinka ustawiona i „ozdobiona” przez sędziów członków Stowarzyszenia „Iustitia” i „Temis”, którzy na drzewku umieścili bombki „przystrojone” takimi napisami, jak „LGBT”, „Konstytucja” czy „PL-UA”. Prezes Konfederacji Korony Polskiej w akcie spontanicznej interwencji poselskiej usunął choinkę i wyrzucił ją do kubła na śmieci na sądowym dziedzińcu. Incydent ten rozwścieczył sędziów-aktywistów, jedna z nich przybyła na miejsce i wezwała policję.

Po kilku latach prokuratura warszawska włączyła ten watek do swojego aktu oskarżenia. Co ciekawe, rzeczoznawca powołany przez prokuraturę wycenił początkowo wartość szkody (potłuczonych bombek i uszkodzonej plastikowej choinki) na około 400 zł. Prokurator Wantuch uznał jednak, że tak być nie może. Bo to by oznaczało, że można jedynie mówić o wykroczeniu, a nie przestępstwie, czyli to postępowanie byłoby bezprzedmiotowe, więc zamówił kolejną ekspertyzę. Rzeczoznawca właściwie odczytał intencję prokuratury i wycenił już szkodę na wartość około 1400 zł (sama praca eksperta natomiast została wyceniona na kwotę 2500 zł – [sic!]). W ekspertyzie podniesiono „wysoką wartość artystyczną ręcznie malowanych bombek”.

Magiel i pensjonarka

No i właśnie kwestia rzeczywistej wartości tej „szkody” zdominowała posiedzenie w dniu 22 maja br. Najpierw sędzia przesłuchał świadka, który wskazał oskarżonemu Grzegorzowi Braunowi sam obiekt, czyli choinkę. Był to krakowski przedsiębiorca, który podobnie jak poseł Braun był świadkiem w innym procesie. Jak sam przyznał, „był w szoku”, kiedy dostrzegł, jak polski poseł do „euro-kołchozu” potraktował to oczko w głowie sędziów ze stowarzyszenia „Iustitia”.

Potem przyszedł czas na przesłuchanie sędzi Marzeny Stoces, byłej przewodniczącej krakowskiego oddziału „Iustitii”. Wypowiedź sędzi była bardzo chaotyczna. Trajkotała ona jak automat, mówiąc tak szybko, że sędzia prowadzący kilkakrotnie musiał jej przerywać, bo protokolanci nie byli w stanie notować zeznań świadka. Najważniejszy przekaz, jaki płynął z tego swoistego strumienia świadomości, był taki, że choinka, która stała w holu krakowskiego sadu okręgowego, była swoistym fetyszem, „ukochanym dzieckiem” całego środowiska. „Zbieraliśmy się wokół niego, składaliśmy sobie życzenia, żeby w Polsce wróciła praworządność i szacunek dla Konstytucji” – mówiła wyraźnie wzruszona sędzia Stoces. Świadek przyznała, że członkowie „rozkminiali, jak sfinansować zakup ozdób choinkowych i założyli grupę na popularnym komunikatorze i zrobili zrzutkę dla pani mecenas Pauliny Bac, która pomalowała bombki”. Co ciekawe, świadek przyznała, że członkiem tej grupy był również obecny minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek i jego zastępca”.

Kolejnym i ostatnim już świadkiem w tym dniu była adwokat Paulina Bac, która właśnie na prośbę sędziów z „Iustitii” i „Temis” malowała bombki. Tutaj przeszliśmy do clou, czyli faktycznego ustalenia kosztów, jakie poniosła pani mecenas, malując bombki. Już na wstępie pani mecenas na pytanie jednego z obrońców Grzegorza Brauna wyraźnie się rozmarzyła, mówiąc, że „zawsze marzyła, żeby zostać malarką, no ale została adwokatem”. Na samym początku zeznań wyceniła ona swój wkład finansowy w produkcję jednej bombki na 30 zł. Mimo wzmożonych wysiłków obrony nie mogła jednak przedstawić na to jakichś przekonywających dowodów.

Nie pamiętała bowiem, jak sama mówiła, w jakiej cenie kupowała tak zwane „gołe bombki”, które następnie malowała. Tłumaczyła bowiem, że nie każde bombki się nadawały, bo nie na każdych „dobrze siadła farba”. W jej wcześniejszych zeznaniach złożonych w procesie przygotowawczym przyznała jednak, że bombki kupowała w sklepach jednej z dużych sieci marketów budowlanych, w tak zwanej „promocji”. Dodatkowo okazało się, że niezwykle ciężko jej ustalić, czy zniszczeniu uległy bombki „świeżo wykonane”, czy może te z lat wcześniejszych. Jaka więc była wartość amortyzacji pomocy artystycznych (farb, pędzli czy rozpuszczalników do farb)?

Te żenujące lekko i w sumie ośmieszające powagę sądu Rzeczpospolitej spory i dywagacje ostatecznie podsumował sam Grzegorz Braun. „Wnioskuję, aby sąd zlecił biegłemu ustalenie tempa i stopnia amortyzacji choinek plastikowych, bombek z roku 2018, 2019, 2020, 2021, 2022 i 2023, dla porównania. Proszę wyliczyć, jaki był stopień tej amortyzacji i proszę przyjąć najbardziej korzystny dla oskarżonego wariant, że w obliczu niezdolności autorki tych bombek do ustalenia, jakie to właściwie bombki wisiały w dniu krytycznym na choince, która naruszała powagę sądu okręgowego w Krakowie, na co zareagowałem w trybie interwencji poselskiej. Ponieważ nie jest w stanie pani mecenas Bac powiedzieć, czy to były bombki z 2022 roku, czy może jednak z 2018 i czy były bardziej za 15,50 zł, a może jednak bardziej za 11,30 i na dodatek czas upływał, więc proszę, by biegły ustalił, w jakim tempie i na jakie kwoty ulegają amortyzacji bombki i choinki i proszę, żeby to po ustaleniu w najbardziej dla mnie korzystnym procesowo wariancie zostało przyjęte”.

Kolejny termin

28 maja br. odbyło się kolejne posiedzenie sądu. I tym razem nie zabrakło kontrowersji i ostrych sporów na linii prokuratura–oskarżony–obrona. Prokurator Maciej Młynarczyk po raz kolejny poprosił sąd o zrezygnowanie z listy świadków aż 11 osób pierwotnie wskazanych w akcie oskarżenia. „Zeznania tych osób niewiele wniosą, gdyż nie byli wystarczająco blisko sytuacji, w których dochodziło do sytuacji znamionujących popełnienie przestępstwa albo ich zeznania pokrywają się z wcześniejszymi zeznaniami już przesłuchanych przez sąd świadków” – mówił na sali rozpraw prokurator Maciej Młynarczyk.

Takie postawienie sprawy nie znalazło zrozumienia u obrońców Grzegorza Brauna. Dał temu wyraz w sposób dobitny mecenas Mariusz Ratajczak. „Wyłączenie przesłuchania przed sądem jest możliwe jedynie w sytuacji, gdy świadek na stałe przebywa zagranicą. Mamy wtedy do czynienia z przełamaniem zasady bezpośredniości i wtedy mamy uzasadnienie. Przeciw takim fundamentalnym zmianom stanowiska prokuratury my stanowczo protestujemy”.

Nawiązując do sprawy choinki z krakowskiego sądu mecenas Ratajczak zauważył: „Zdroworozsądkowo i tak obiektywnie ujmując sprawę, można było przyjąć wartość tej choinki, która miała wiele lat już, że to było mniej niż te 800 zł. Ale zwraca uwagę ekspresowe działanie prokuratury w tej sprawie. 27 stycznia dochodzi do zdarzenia i już tego samego dnia prokuratura wszczyna postępowanie przygotowawcze”.

W tym dniu sąd przesłuchał aż czterech świadków. Tylko i wyłącznie pracowników policji, bądź firmy ochroniarskiej wynajętej przez prezesa sądu w Krakowie. Jeden z nich wyraźnie miotał się i plątał w zeznaniach, co zauważył sam oskarżony, który wnioskował o przyjęcie przysięgi od świadka.

Był to funkcjonariusz, który podczas incydentu „choinkowego” naruszył nietykalność cielesną posła Brauna i w związku z tym miał nawet postępowanie przed prokuraturą, bronił go były poseł Paweł Śliz. „Charakterystyczne, że świadek odpowiada pytaniami na pytania. Ponieważ jest to proces nie tylko choinkowy, ale także i chanukowy, więc zwrócę uwagę na to, że to jest właśnie retoryka talmudu” – mówił poseł Grzegorz Braun komentując zeznania świadka: „Dyskurs, pytanie na pytanie”

A sprawiedliwość i tak po naszej stronie… MEM-y VI.

—————————–

———————-

——————————————

—————————————-

—————————————

——————————————

———————————————

——————————————-

Niezbędne ulgi dla prawników! MEM-y V.

————————————

——————————————-

—————————-

————————–

——————————————-

co tu ukrywać…

————————————————–

—————————–

————————————–

—————————————————-

—————————————————————-

174 policyjne wnioski o ukaranie mnie

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Dzień dobry Panie Mirosławie.

Trwają prześladowania sądowo-policyjnie za mówienie prawdy o aborcji i deprawacji dzieci oraz za publiczną modlitwę.

Tylko w samym Wrocławiu do sądów wpłynęły w ubiegłym roku 174 wnioski o ukaranie mnie jako członka zarządu naszej Fundacji w związku z organizacją ulicznych akcji informacyjnych i różańców przez naszych wolontariuszy.

Represjonowani są także nasi lokalni działacze. W Rzeszowie nasza wolontariuszka Marta ma obecnie ponad 50 wniosków o ukaranie. Marta nieustannie przesłuchiwana jest na policji, czasami nawet kilka razy dziennie. Wiele spraw mają również Adam, Jan i Kasia, a także inni nasi przyjaciele, o pracy których często informujemy w naszych materiałach.

Podobnie prześladowani jesteśmy w wielu miastach. Co więcej, jesteśmy wzywani na rozprawy i przesłuchania nie tylko w swoich miejscach zamieszkania, ale również do miejscowości oddalonych o setki kilometrów.

Dzięki wytężonej pracy Centrum Prawnego naszej Fundacji, większość spraw wygrywamy lub jest umarzana, a jeżeli zapadnie wyrok skazujący to odwołujemy się od niego. 

Pomimo tego, zwolennicy aborcji i deprawacji w postaci polityków, urzędników i aktywistów nieustannie zalewają sądy i komisariaty kolejnymi wnioskami o ukaranie nas za mówienie prawdy. Wiedzą, że większość spraw przegrywają lub jest umarzana, ale mimo tego masowo składają kolejne wnioski, wszczynają sprawy i inicjują przesłuchania. 

Wszystko ciągle na podstawie tych samych zarzutów i paragrafów, wielokrotnie obalanych przez sądy w całej Polsce, w tym Sąd Najwyższy. Aborcjoniści i deprawatorzy wciąż jednak „bombardują” nas kolejnymi procesami chcąc w ten sposób sparaliżować działania naszej Fundacji i licząc na to, że w końcu któraś sprawa zostanie gdzieś wszczęta i zakończy się skazaniem nas.
I tak się dzieje: W ubiegłym roku na mocy skazujących nas wyroków sądów byliśmy zmuszeni zapłacić blisko 40 000 zł grzywien, kar i kosztów sądowych za ratowanie dzieci przed aborcją i deprawacją oraz modlitwę w miejscach publicznych. 
Przy tak wielkiej liczbie wniosków, spraw, procesów i przesłuchań działalność naszego Centrum Prawnego oraz cała obsługa związana z kwestiami prawnymi kosztuje obecnie ponad 10 000 zł miesięcznie. Do tego dochodzą koszty dojazdów na rozprawy oraz wiele innych kosztów, co łącznie daje wydatki na poziomie kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. 
Walka przed sądami o prawdę i możliwość jej głoszenia może się odbywać tylko dzięki stałej i regularnej pomocy naszych darczyńców. Nasi wolontariusze chcą organizować kolejne akcje informacyjne i publiczne różańce, ale potrzebują „tarczy prawnej”, która będzie ich osłaniać i bronić przed represjami. 

Nie chciałbym, aby moi koledzy i koleżanki zostali bez tej osłony.  Dlatego bardzo proszę Pana o pomoc.

Pana zaangażowanie finansowe umożliwi nam dalsze działania prawne w najbliższym czasie oraz pokaże naszym wolontariuszom, że nie są sami w starciu z potężnym systemem. 

Liczymy na Pana pomoc. WPŁACAM Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Z wyrazami szacunku, 

Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez marszałka Sejmu

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa

przez marszałka Sejmu w dniu 9.04.2026

Alina@Warszawa, 09.04.2026

Do właściwego sądu, prokuratury, do Prezydenta RP.  

Niniejszym, za pośrednictwem publikacji na oficjalnej stronie internetowej „Nasze Blogi”, zawiadamiam o popełnieniu przez marszałka sejmu Włodzimierza Czarzastego przestępstwa poświadczenia nieprawdy w dokumentach, to jest czyn (fałsz intelektualny), określony przez art. 271 Kodeksu karnego, czyli  przestępstwo polegające na wpisaniu niezgodnych z rzeczywistością informacji o istotnym znaczeniu prawnym przez osobę uprawnioną. Grozi za to kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności, a w przypadku celu majątkowego – do 8 lat. 

Przestępstwo miało miejsce w sali kolumnowej sejmu i polegało na publicznym poświadczeniu (transmisja tv, zapis notarialny, dokumenty poświadczające złożenie przyrzeczenia), że zorganizowane tam „zaprzysiężenie” kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego odbyło się wobec osoby Prezydenta RP.

Słowo „wobec” oznacza „w obecności”, tymczasem w żadnym momencie dzisiejszej uroczystości Prezydent RP nie był obecny! Czyli nie został spełniony warunek ustawowy złożenia przyrzeczenia wobec prezydenta RP. 

To samo przestępstwo popełnił prawnik-notariusz, oraz wszyscy sześcioro prawnicy, którzy zostali wybrani przez sejm do pełnienia funkcji sędziów Trybunału Konstytucyjnego. 

Wobec tego wnoszę o ukaranie wszystkich winnych zgodnie z kodeksem karnym, oraz unieważnienie wszelkich dokumentów i następstw prawnych wynikających z popełnionego przestępstwa. 

Wnoszę też o pozbawienie innych uczestników owej uroczystości prawa sprawowania funkcji publicznych. Zasadne jest także pozbawienie tytułów profesorskich grona „autorytetów” prawniczych, którzy nie tylko dopuścili do zorganizowania owej „uroczystości”, ale także brali w niej aktywny udział, oszukując opinię publiczna, że to przestępstwo, które zostało zorganizowane w sejmie, ma jakiekolwiek podstawy prawne. 

Alina@Warszawa 

Reportaż bez cenzury z procesu Grzegorza Brauna

Oczy i uszy na sali sądowej.

Reportaż bez cenzury z procesu Grzegorza Brauna

11.03.2026 Autor:Julia Gubalska nczas/oczy-i-uszy-na-sali-sadowej-reportaz-bez-cenzury-z-procesu-grzegorza-brauna

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

To nie jest zwykły proces karny. To proces, który dotkliwie ujawnia patologię, jaka od lat przeżera nasz system: od władzy ustawodawczej, przez biurokrację w urzędach, po wymiar (nie)sprawiedliwości. To historyczne wydarzenia dla polskiego narodu, który masowo się budzi i murem stoi za liderem Konfederacji Korony Polskiej. Choć rozprawy są jawne, to Sąd chce przeprowadzić proces błyskawicznie, a media zamieść go pod dywan.

To chwile, w których prawda wybrzmiewa publicznie. Dlatego jako „Najwyższy Czas!” byliśmy obecni na dwóch kolejnych rozprawach Grzegorza Brauna, towarzysząc mu w drodze po sprawiedliwość. Wierzymy, że kwestia odzyskania Niepodległości jest niezwykle istotna dla naszych czytelników, dlatego poniższy reportaż bez cenzury relacjonuje dwa dni – 23 lutego i 5 marca – które spędziliśmy w sądzie z panem posłem Braunem.

Interweniował w imię narodu

23 lutego 2026 r. od godz. 8:30 przed budynkiem Sądu Rejonowego dla Warszawy Praga-Południe przy ul. Terespolskiej 15A licznie zaczęli gromadzić się przedstawiciele Szerokiego Frontu Gaśnicowego. Działacze partyjni i sympatycy dodawali otuchy Grzegorzowi Braunowi, a przebieg sprawy od początku do końca relacjonowały niezależne propolskie media. Po przedstawieniu stanowiska prokuratury głos zabrał oskarżony. Grzegorz Braun już na początku swojego wystąpienia zaznaczył, że nie zgadza się z interpretacją zdarzeń przedstawioną przez stronę oskarżycielską.

W swojej wypowiedzi podkreślał, że jego działania miały charakter symboliczny i były wyrazem sprzeciwu. Jak stwierdził: „Nie działałem z zamiarem naruszenia prawa, lecz w obronie wartości, które uważam za fundamentalne dla polskiej państwowości”. Oskarżony wielokrotnie odnosił się do kontekstu politycznego sprawy. Pamiętajmy, że to postępowanie sądowe jest elementem szerszego sporu ideowego, który toczy się w przestrzeni publicznej. Braun argumentował, że jego działania były formą manifestacji poglądów oraz protestu wobec zjawisk, które zagrażają suwerenności państwa i tradycyjnym wartościom.

W jednym z fragmentów swojej wypowiedzi powiedział: „Moje działanie było aktem sprzeciwu i symbolicznym gestem. Broniłem majestatu Rzeczypospolitej i wartości, które uważam za ważne”. Podczas rozprawy poruszono również kwestię motywów działania oskarżonego. Strona oskarżycielska wskazywała, że niezależnie od deklarowanych intencji czyn pozostaje czynem podlegającym ocenie prawnej. Prokurator stwierdził: „Intencje mogą być przedmiotem interpretacji, jednak prawo ocenia przede wszystkim skutki i charakter działania”. Z kolei Braun podkreślał, że jego działania nie były wymierzone w konkretne osoby, lecz miały charakter symboliczny i polityczny. „Nie był to akt agresji wobec kogokolwiek” – mówił.

W trakcie posiedzenia sądowego pojawiły się także odniesienia do wcześniejszych wydarzeń oraz do reakcji opinii publicznej. Oskarżony wskazywał, że jego działania spotkały się z szeroką aprobatą wśród narodu. W jego ocenie pokazuje to, że sprawa ma wymiar nie tylko prawny, lecz także polityczny i społeczny. „Ta sprawa jest elementem większego sporu o to, czym jest państwo i jakie wartości powinny je kształtować” – podkreślił. Sędzia prowadzący rozprawę wielokrotnie przypominał stronom o konieczności koncentrowania się na kwestiach prawnych oraz na faktach związanych z zarzutami.

Posiedzenie miało momentami dynamiczny charakter, ponieważ zarówno prokurator, jak i oskarżony przedstawiali rozbudowane argumenty, często odwołujące się do szerszego kontekstu społecznego i politycznego. Pod koniec rozprawy sąd wysłuchał końcowych wypowiedzi stron. Prokurator podtrzymał swoje stanowisko, wskazując, że materiał dowodowy jest – według jego opinii – wystarczający do oceny zachowania oskarżonego: „Zebrane dowody pozwalają na jednoznaczne stwierdzenie, że czyn będący przedmiotem postępowania miał miejsce i został popełniony przez oskarżonego” – zaznaczył.

W tym miejscu należy odnotować zachowanie strony oskarżycielskiej, która od początku do końca reprezentowała postawę skrajnie lekceważącą. W sieci pojawiły się liczne zdjęcia mecenasa grającego w gry na telefonie podczas składania wyjaśnień przez oskarżonego, a także pani mecenas śpiącej na ławie. Wypowiedzi oskarżycieli były ciche i zwięzłe – zarówno sam oskarżony, jak i publiczność niejednokrotnie mieli problem, aby je usłyszeć.

Oskarżony przez Żydów

Grzegorz Braun w końcowym wystąpieniu ponownie podkreślił, że nie uważa swojego działania za przestępstwo. W jego ocenie był to akt obywatelskiego sprzeciwu oraz symboliczny gest o charakterze politycznym.

„Nie przyznaję się do winy w sensie moralnym – powiedział – ponieważ działałem w przekonaniu, że bronię dobra Rzeczypospolitej”. Podkreślił też wyraźnie – że fałszywie oskarżają go Żydzi: „Składanie wyjaśnień przed Wysokim Sądem rozpocząłem od wskazania faktów, których znajomość ukształtowała mój stan świadomości i moje stanowisko wobec ekscesu, jakim było pojawienie się w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej przedstawicieli sekty Chabad-Lubawicz wraz z asystą. Ta asysta to z jednej strony osoby pierwsze i drugie w państwie, marszałkowie izby niższej, wyższej Parlamentu Rzeczpospolitej Polskiej, ale także silna reprezentacja ministrów i generalnie politycznej elity, która w zmiennym składzie w tak niegodny sposób rządzi Polską. Ta asysta to również, na ile można się było zorientować z doniesień medialnych – bo przecież ja tam nikogo nie legitymowałem – przedstawiciele rozmaitych organizacji, które przedstawiają się same jako organizacje żydowskie. Jak się przedstawiają? No, na przykład post factum sygnując listy oskarżenia i potępienia wobec mnie. Jeden z takich listów sygnowany był chyba przez ponad setkę organizacji żydowskich w Polsce. Kto by się, Wysoki Sądzie, spodziewał, że aż ponad setka się uzbiera chętnych do tego, żeby mnie potępiać?

I teraz, dlaczego to jest istotne dla rozpoznania tej sprawy? Dlatego że najwyraźniej zorganizowana diaspora żydowska w Polsce, a chyba też i w świecie; ponieważ to potępienie, oburzenie, rozdzieranie szat i sięganie po kamienie (rzecz jasna w przenośni) w przestrzeni medialnej zatoczyło kręgi znacznie przekraczające zarys granic Rzeczypospolitej Polskiej. Więc te organizacje najwyraźniej utożsamiają się z dyskursem prowadzonym przez sektę Chabad-Lubawicz. Więc to jest istotne – że chociaż nie wszyscy Żydzi na co dzień utożsamiają się z programem ideowym i aktywnością sekty Chabad-Lubawicz i chociaż wielu z nich będzie wręcz podkreślać niszowość, wyjątkowość, marginalność tej formacji – to żeby mnie potępić, osądzić od czci i wiary i stawiać przed Wysokim Sądem, skrzyknęli się wszyscy. Nie ma zatem przesady. Jest tylko stwierdzenie faktu, że to Żydzi mnie oskarżają, Żydzi mnie szkalują, Żydzi pociągnęli mnie przed ten sąd w sposób tak bezczelny, jak tego przykład mieliśmy” – podsumował oskarżony.

Po pierwsze służba rodakom

Rozprawa zakończyła się zapowiedzią dalszego toku postępowania oraz analizą przedstawionych materiałów. Sąd poinformował, że decyzje w sprawie zostaną podjęte po szczegółowym rozpatrzeniu wszystkich argumentów oraz dowodów zaprezentowanych podczas rozprawy. W tym miejscu należy zaznaczyć, że pod koniec rozprawy z dnia 23 lutego oskarżony złożył wniosek o możliwość kontynuowania swoich wyjaśnień w późniejszym terminie, ponieważ naglił go termin zbliżającego się lotu do Brukseli w tym samym dniu.

Złożył więc wniosek o odroczenie rozprawy na późniejszy termin. Strona oskarżycielska posuwała się do bezczelnych wręcz sugestii, jakoby praca posła nie była niczym wyjątkowym i nie zwalniała oskarżonego z obecności na rozprawach.

„Nie sposób pominąć faktu, że Grzegorz Braun jest polskim posłem do Parlamentu Europejskiego i to wybranym głosami ponad 100 tysięcy obywateli. Sugerowanie przez przeciwników politycznych nieuczciwości w celu przewlekania postępowania dotyczącego, w mojej ocenie, błahych spraw oraz dyskusyjnych zarzutów, jest formą walki politycznej przeniesioną wprost na salę sądową. Oskarżony nie potrzebuje kreować roli do minus litis, on po prostu korzysta z przysługujących mu uprawnień, których Sąd ma obowiązek strzec za kulisami upolitycznionych pełnomocników pokrzywdzonego stowarzyszenia. Pismo dr Hanny Gajewskiej-Kraczkowskiej, adwokata dr Hanny Gajewskiej-Kraczkowskiej, adwokata Andrzeja Kraczkowskiego, należy uznać za nieuzasadnioną polemikę z decyzjami sądu oraz próbę obejścia elementarnych zasad procesu karnego. Wnoszę zatem nie tylko o procedowanie z poszanowaniem stanu zdrowia oskarżonego, ale i jego prawa do osobistego udziału w czynnościach, co jest jedyną gwarancją wydania sprawiedliwego wyroku. Takie pismo zostało do sądu skierowane” – mówił obrońca oskarżonego.

Grzegorz Braun około godziny 15:00 opuścił salę rozpraw, uzasadniając swoją decyzję służbą, jaką jest praca posła i tym, że nie może zawieść zaufania swoich rodaków, ponieważ pełni rolę wybranego przez nich przedstawiciela w Parlamencie Europejskim. Zapadła decyzja o kompromisie, wedle którego na kolejnej rozprawie, która odbyła się 5 marca, były kontynuowane wyjaśnienia oskarżonego oraz miało dojść do rozpoczęcia przesłuchań świadków.

Szeroki Front Gaśnicowy na warcie

W czwartek 5 marca 2026 roku odbyła się kolejna, III rozprawa. Sympatycy, wyborcy i działacze Konfederacji Korony Polskiej nie zawiedli Grzegorza Brauna, kolejny raz licznie gromadząc się przed budynkiem sądu już od godziny 8:30. Moją uwagę szczególnie przykuła okazała rycerska zbroja jednego z działaczy Szerokiego Frontu Gaśnicowego oraz towarzystwo górali, którymi prezes Korony chętnie się otacza. Dodawali otuchy swojemu liderowi, a przebieg sprawy od początku do końca relacjonowały niezależne propolskie media.

Mimo iż proces Brauna jest publiczny, otwarty dla wszystkich i ważą się na nim losy narodu, to jednak media głównego nurtu zdają się nie angażować w jego ogólnopolską promocję. Na szczęście były obecne niezależne media, które bez owijania w bawełnę relacjonują przebieg zdarzeń. Wraz z Markiem Skalskim reprezentowaliśmy „Najwyższy Czas!” jako przedstawiciele medialni. Z pierwszych minut poranka dało się słyszeć komentarze osób trzecich stojących w kolejce przed salą rozpraw, a także relacje na żywo. Po wejściu na salę sądową ujrzałam pomieszczenie wypełnione niemal po brzegi.

Należy tu zaznaczyć, że wysoka temperatura panująca na sali nie stwarza niestety korzystnych warunków do spokojnego procedowania, stąd co około 1–1,5 godziny sąd zarządzał przerwę w rozprawie. Obok dziennikarzy, rodzin i obserwatorów znajdowały się osoby nagrywające przebieg rozprawy własnymi kamerami. Trzecie posiedzenie w toczącym się procesie europosła dotyczy szeregu zarzutów, z których najgłośniej komentowanym jest incydent z grudnia 2023 roku, dotyczący zgaszenia świec chanukowych podczas obchodów Chanuki w Sejmie RP.

Przed wejściem na salę rozpraw Braun tradycyjnie udzielił krótkiej konferencji, w którą był zaangażowany również szerzej nagłaśniany monolog przed kamerami. Jak mówił podczas tej konferencji: „Rozstrzyga się, z której strony muru wszyscy się znajdziemy i czy przypadkiem nie będzie to mur otaczający Gazę” – powiedział przed wejściem do sądu, odnosząc się do szerszego kontekstu światowego.

Sam proces trwał blisko 7,5 godziny. Po otwarciu posiedzenia przewodniczący sędzia poprosił o kontynuowanie składania wyjaśnień przez oskarżonego. Grzegorz Braun – zgodnie z nagraniami i relacjami – rozpoczął od znanego sobie tonu obronnego, podkreślając, że postrzega to postępowanie jako część szerszego sporu o przyszłość państwa i narodu: „Nie stoję tutaj tylko w obronie własnej osoby, ale w obronie każdego Polaka, który ma prawo do samoobrony wobec narzuconych wzorców i oczekiwań” – mówił.

Następnie polityk odniósł się do poszczególnych zarzutów, zaczynając od najgłośniejszego – dotyczącego zgaszenia świec chanukowych w Sejmie. Z przekazów wideo wynika, że Braun próbował uzasadniać swoje zachowanie jako stanowczy sprzeciw wobec rytualnych manifestacji, które według niego naruszają porządek i prawo: „Nie pozwolę na to, by kultura polityczna była narzucana przez manifestacje, których treść – moim zdaniem – sprzeczna jest z konstytucyjnym porządkiem publicznym” – mówił Grzegorz Braun.

Po swobodnych wyjaśnieniach został poproszony o odpowiedzi na pytania przedstawicieli oskarżenia. Jak wynika z relacji z sali, prokurator wielokrotnie zadawał szczegółowe pytania dotyczące kolejnych zdarzeń z 2023 i 2024 roku, w których uczestniczył poseł. Momentami atmosfera na sali była napięta. Jeden z komentarzy podczas składania wyjaśnień brzmiał: „To nie są konkretne zarzuty – to polityczna interpretacja moich działań, które miały charakter obronny wobec arbitralnych i niekonstytucyjnych praktyk”. Strona oskarżenia zadawała również pytania o incydent w Niemieckim Instytucie Historycznym z maja 2023 roku, gdzie – według aktu oskarżenia – miał zakłócić wykład o Holokauście, przewrócić głośnik i krzyczeć do sali. Grzegorz Braun w odpowiedzi stwierdził, iż jego działania miały na celu odsłonić manipulację narracyjną.

Kopała Brauna, nie przyszła do sądu

W trakcie rozprawy stało się jasne, że Magdalena Guzińska‑Adamczyk – wskazywana w akcie oskarżenia jako osoba poszkodowana w związku z incydentem z gaśnicą – nie pojawiła się na sali. Jak relacjonowano na żywo, sąd uwzględnił jej wyjaśnienia przesłane wcześniej i zdecydował, że jej zeznania odbędą się na posiedzeniu zamkniętym, bez udziału Brauna czy jego obrońców.

I ten fakt zasmucił chyba najbardziej obecnych uczestników rozprawy, ponieważ czekali na moment, aż Żydówka-agresorka spojrzy Grzegorzowi Braunowi w oczy i odniesie się do nagrania, na którym wyraźnie widać, jak się na jego kierunku rzuciła, krzyczała i kopała. Do tego niestety z „przyczyn osobistych” agresorki nie doszło.

Nie powstrzymało to jednak pana Brauna od wyjaśnienia: „Ta pani – cywil, to agresor w sferze symbolicznej – bo uczestniczka tego talmudycznego, satanistycznego rytuału rasistowskiego”. Jak stwierdził pan Grzegorz Braun w swojej przemowie przed budynkiem sądu po zakończonej rozprawie, brak stawienia się Żydówki-agresorki w charakterze świadka to próba uniknięcia spojrzenia prawdzie prosto w oczy „po tym, jak się nakłamało w prokuraturze”. W sieci pojawiały się fragmenty transmisji, w których obrońca Brauna miażdżył wersje prokuratury, wskazując na momenty, kiedy to pokrzywdzona zaczęła atakować parlamentarzystę. Pan Grzegorz Braun nawiązał tu w swojej wypowiedzi do mrocznej i talmudycznej genezy święta Chanuki, które w żadnym wypadku nie powinno być świętowane w polskim Sejmie.

Zadał również pytanie o źródło przyzwolenia na pojawienie się nieobyczajnych bombek na choince w gmachu Sądu, która została przez niego usunięta, albowiem ta interwencja również znalazła się w akcie oskarżenia: „Notabene te stowarzyszenia sędziowskie nie wykazały – a w każdym razie ja o to zapytam Wysoki Sąd – ale nie zauważyliśmy żadnych umów, które by opiewały na przekazanie rozporządzania tym mieniem. Nie wiemy, czy to było na zasadzie użyczenia tych bombek, czy na zasadzie darowizny… jeśli darowizna, to ciekawy, nowy wątek. Wobec tego, czy to zostało zgłoszone do Urzędu Skarbowego? I jeżeli zostałoby zgłoszone, to czy to jest legalne? Czy się godzi sędziom przyjmować darowiznę w postaci choćby bombek (już pomijam, nieobyczajne i nielicujące z powagą sądów treści eksponowane na tych bombkach)? Bo jeżeli można dać bombkę, to można dać też kurę na rosół” – wyjaśniał Grzegorz Braun mediom przed kamerami, co zresztą powtórzył na sali sądowej. Pytanie o legalność występowania takich zjawisk jak bombki propagujące treści nawiązujące do konkretnych ideologii nie powinny bowiem mieć miejsca w siedzibach instytucji państwowych, podobnie jak świecznik chanukowy w Sejmie RP. Dopiero po ocenie podstawy ich pojawienia się tam należałoby przejść do analizy reakcji, do których posunął się Prezes Konfederacji Korony Polskiej.

Przerwana wypowiedź o Żydach

Podczas ostatniej rozprawy oskarżony złożył wniosek o załączenie książki do materiału dowodowego: „Zapytam, czy zostanie uznane za stosowne włączenie tej książki jako całości do materiału dowodowego: »Reckless Rites. Purim and the Legacy of Jewish Violence« (Okrutne rytuały. Święto Purim i dziedzictwo żydowskiej przemocy), autor – Eliot Horowitz, którego, sądząc z nazwiska, nie będziemy podejrzewali o jakiś brzydki antysemityzm. To jest książka naukowa, wydana w Oksfordzie w roku 2006. Polecam. To jest książka jeżąca włos na głowie, która pokazuje na przestrzeni wieków praktykę żydowskiej rytualnej przemocy wywiedzionej z fałszywego kultu talmudycznego.

I ponieważ ta wojna rozpętana została, jak rozumiem, właśnie w duchu świąt purimowych – ponieważ w te święta żydowskie dzieci są zachęcane do tego, żeby powtarzały rytualny mord Hamana, jego jedenastu synów i wszystkich niezliczonych stronników za zgodą króla, który uległ urokom Estery (historia ze Starego Testamentu) – to znowu ważne, żeby Wysoki Sąd rozumiał, że ja występuję, mając świadomość realności zagrożeń wynikających z bezkarnego kultywowania, propagowania rasizmu właśnie przez talmudystów w kolejnych pokoleniach. Dziś Gaza i Iran – a przez wieki rytuał mordowania Hamana i jego stronników, zaczynając od jego potomstwa. Warto, żebyśmy rozumieli, z kim mamy do czynienia.

Mamy do czynienia z ludźmi, dla których wszyscy jesteśmy tyle warci, ile Haman i jego potomstwo. Warto rozumieć, że tak ci ludzie na nas patrzą i w związku z tym scenariusz ludobójstwa jest bardzo realny. A oczywiście bardzo realny jest scenariusz niewolnictwa, zniewolenia, poddania Polaków w woli żydowskich ludobójców, którzy – w czasie wolnym od ludobójstwa, od okrucieństwa bezpośredniego – dopuszczają się takiego okrucieństwa, jakim jest handel ludźmi, co również ma wielopiętrową, dziejową praktykę” – tłumaczył Grzegorz Braun.

„Moje poczucie zagrożenia wynikające z tego, że publicznie celebruje się rasistowski kult talmudyczny, jest zagrożeniem niewydumanym. Ja się tych ludzi lękam. Ja się ich osobiście boję – właśnie dlatego że przeczytałem te wszystkie książki i oglądałem doniesienia z frontów wojen, które Żydzi mieli fantazję wytoczyć w różnych stronach tego świata, sięgając po kij bejsbolowy, po lewar Imperium Amerykańskiego. Więc pozwoli Wysoki Sąd, że podyktuję do protokołu…?” – zapytał.

W tym miejscu jednakże wypowiedź oskarżonego została przerwana: „Nie zezwalam Panu” – odparł sąd. Każdy z nas powinien zadać sobie pytanie o przyczynę takiej decyzji. Jak widać, są tematy których nie można poruszać zbyt szeroko, nie wolno ich zgłębiać. A prawda nie może w polskich instytucjach w pełni wybrzmiewać publicznie.

Grzegorz Braun spędził 7,5 godziny w sądzie. „Miałem poczucie dobrze spełnionego obowiązku”

Grzegorz Braun spędził 7,5 godziny w sądzie.

„Miałem poczucie dobrze spełnionego obowiązku”

pch24.pl/grzegorz-braun-spedzil-7.5-godziny-w-sadzie-mialem-poczucie-dobrze-spelnionego-obowiazku

(fot. PAP/Paweł Supernak)

W procesie lidera Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna warszawski sąd wysłuchiwał w czwartek wyjaśnień oskarżonego dotyczących przerwania skandalicznego wykładu promującego kłamstwa na temat rzekomego udziału Polaków w zbrodniach hitlerowskich, jaki odbył się w Niemieckim Instytucie Historycznym. Odpowiadał też na pytania odnoszące się m.in. do zgaszenia świec chanukowych w Sejmie.

Czwartkowa rozprawa przed sądem rejonowym dla Warszawy-Pragi Południe rozpoczęła się o godz. 9 i trwała 7,5 godziny. Była to już trzecia rozprawa w tym procesie, a jednocześnie także trzecia, w trakcie której Grzegorz Braun składał wyjaśnienia. Po zakończeniu swobodnej wypowiedzi, Braun udzielił odpowiedzi na pytania oskarżenia oraz zaczął odpowiadać na pytania swoich obrońców.

Europoseł Braun składał wyjaśnienia dotyczące zarzutów odnoszących się do zdarzeń z maja 2023 r. w Niemieckim Instytucie Historycznym. Polityk zablokował wówczas wykład niejakiego Jana Grabowskiego o Holokauście, a w toku tej interwencji uszkodził mikrofon, uderzając nim o pulpit. Następnie podszedł do głośnika, przewracając go i krzycząc: „Dość tego!”.

Przed sądem w czwartek Braun mówił, że na organizowane w Instytucie wydarzenie przybył na publiczne zaproszenie, a działania, które wtedy podjął, „były absolutnie niezbędne, by powstrzymać obrażanie państwa i narodu polskiego, majestatu Rzeczypospolitej i dobrego imienia polskich patriotów poległych, cierpiących na różne sposoby za ojczyznę”.

Europoseł powiedział także, że „dezaktywował” mikrofon oraz sprzęt nagłaśniający, żeby mieć pewność, że „seans pogardy i nienawiści wobec Polski i Polaków” nie będzie kontynuowany. Ocenił również, że „zadziałał tak, jak było to możliwe w danych okolicznościach”, a także ma „poczucie dobrze spełnionego obowiązku”.

Najgłośniejszy z zarzutów, którego dotyczy proces, odnosi się do zgaszenia gaśnicą świec chanukowych w Sejmie w grudniu 2023 r. i skierowania jej strumienia na niejaką Magdalenę Gudzińską-Adamczyk. Prokuratura zarzuca europosłowi, że gasząc gaśnicą zapalone świece w świeczniku Chanuki, „obraził uczucia religijne wyznawców judaizmu”. Z kolei kierując strumień gaśnicy w stronę Gudzińskiej-Adamczyk, która miała podjąć „interwencję na rzecz ochrony porządku publicznego”, naruszył jej nietykalność cielesną oraz „spowodował u niej lekki uszczerbek na zdrowiu”.

Na czwartkowe popołudnie zaplanowane było przesłuchanie Gudzińskiej-Adamczyk. Do sądu wpłynął jednak wniosek o usprawiedliwienie jej nieobecności, który został przyjęty przez sędziego Marcina Brzostkę. Przy czym na początku czwartkowej rozprawy sędzia Brzostko poinformował, że jej pełnomocnik złożył wniosek o to, aby składanie przez nią zeznań odbywało się z wyłączeniem jawności oraz bez obecności oskarżonego [sic!! md] . O swojej decyzji sędzia poinformuje na kolejnej rozprawie.

W wyjaśnieniach Braun stwierdził, że został „napadnięty” przez kobietę, w czasie, gdy jako poseł przebywał w miejscu swojej pracy. Dodał, że zapisane w akcie oskarżenia słowa, które miał wypowiedzieć wtedy do Gudzińskiej-Adamczyk, wcale nie padły. Stwierdził również, że oba jego twierdzenia potwierdzają wykonane tego dnia nagrania.

Europoseł powiedział również, że nie przyznaje się do zarzutu „znieważenia przedmiotu czci religijnej”, ponieważ w jego ocenie świecznik chanukowy był „przedmiotem służącym manifestacji politycznej na gruncie reminiscencji historycznych”.

Podczas poprzedniej rozprawy europoseł złożył już wyjaśnienia odnoszące się do zarzutów dotyczących zajść w budynku Narodowego Instytutu Kardiologii w 2022 r., gdy w czasie tzw. pandemii koronawirusa wszedł z grupą osób na spotkanie dyrekcji placówki, aby zarejestrować ówczesnego dyrektora, a byłego ministra zdrowia, współodpowiedzialnego za politykę terroru pandemicznego, Łukasza Szumowskiego, który – jak twierdził Braun – był pijany i podjął ucieczkę przed politykiem.

Odniósł się wtedy również do zarzutu związanego z wyrzuceniem do kosza choinki bożonarodzeniowej w Sądzie Okręgowym w Krakowie w 2023 r.

Następne rozprawy zaplanowano na: 13 i 19 marca, 13 kwietnia, 22 i 28 maja oraz 19 i 26 czerwca. Podczas posiedzenia europoseł Braun będzie kontynuował odpowiadanie na pytania obrony oraz sędziego. Możliwe także, że wówczas zeznania złoży Gudzińska-Adamczyk.

Łącznie akt oskarżenia wobec Brauna w tej sprawie zawiera siedem zarzutów, a niektóre z nich są zagrożone karą do pięciu lat pozbawienia wolności.

Na różnych etapach są inne sprawy wobec Grzegorza Brauna. Ostatnio szef MS – prokurator generalny Waldemar Żurek informował o kolejnym wniosku do europarlamentu o uchylenie immunitetu Brauna. W tym przypadku – jak mówił – chodzi o zaprzeczanie zbrodniom nazistowskim.

Źródło: PAP / Ewa Fiutka

Zeznania żydówki spod chanuki zostały utajnione?

Zeznania żydówki spod Chanuki zostały utajnione?

5 marca 2026

Na dzisiejszej rozprawie Grzegorz Braun dowiedział się, że Sąd ma zamiar utajnić zeznania świadka oskarżenia…

Bezczelna, bezczelna lub i niezrównoważona moja fałszywa oskarżycielka, tak czy inaczej obarczona jakimś poważnym deficytem albo intelektualnym albo moralnym – pełna zdolność do rozpoznania rzeczywistości, ale uporczywa skłonność do kłamstwa.  (…) usiłuje nadać sobie w tym postępowaniu jakiś nadzwyczajny status, który nikomu nie przysługuje.

Czy ja mam wyrzucić czy wnioskować o wyrzucenie z sali pełnomocników moich fałszywych oskarżycieli? Żadną miarą. Niech tam grają w węża w telefonie, niech przysypiają, ale są.

Fragment wypowiedzi Grzegorza Brauna opublikowany na X

(…) usunięcia mnie z sali rozpraw na czas, kiedy będzie ona powtarzała swoje kłamstwa przeciwko mnie. Jest to istotne dla rozpoznania przez wysoki sąd charakteru i skali bezczelności żydowskiej, której jestem celem i ofiarą. To jest bezczelność.

To znaczy, że każdemu Żydowi wolno, powołując się na swoje fantasmagorie i omamy, oskarżyć każdego goja o dowolne bezeceństwo,  po czym rezerwować sobie luksus powtarzania kłamstw nie do oczu oskarżonemu, ale w zaciszu sali, z której i państwo publiczno i zostalibyście usunięci.

Ja przypominam, że jest wielowiekową, wielotysiącletnią tradycją i zasadą i prawem Talmudu imperatyw kłamania w sądzie przeciwko gojowi. To jest imperatyw religijny w tradycji talmudycznej nierozdzielnie związany z imperatywem prawnym.

***

Ciąg dalszy wypowiedzi – Prawda versus Talmud

Mamy bowiem do czynienia z antycywilizacją, która nie rozróżnia władzy duchownej i władzy świeckiej. Jest to antycywilizacja stojąca na antypodach naszej cywilizacji łacińskiej. Przymiotem i imperatywem naszej cywilizacji jest jawność, jawność badania, dochodzenia prawdy, czy w trybie badań naukowych, czy w trybie badań kryminologicznych.

Nasza cywilizacja tym się wyróżnia, że nie ma u nas prawdy ezoterycznej… że prawda nie tylko jest ostatecznie niedyskusyjna, jest tam gdzie jest, a nie jest sytuacyjna, jak w antycywilizacji Talmudu, gdzie prawdą jest to, co dobre dla naszych w danym momencie, bo może się to zmienić.

W naszej cywilizacji prawda nie tylko w duchu i zgodnie z literą Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu, prawda jest poznawana, jest do ustalenia.  Ale nie dosyć na tym, prawda domaga się głoszenia, czy to na agorze publicznej, akademickiej, uniwersyteckiej, czy właśnie przed sądami.

I teraz od tego ogółu przechodząc do szczegółu, nasz system prawny, choć dalece dla mnie osobiście niezadowalający, niedoskonały, ale stoi przecież na gruncie jawności postępowania wysokiego sądu. Wysoki Sąd będzie przecież w swoim czasie ogłaszał wyrok w imieniu Rzeczypospolitej. I wszystkich obywateli, państwa tu obecność nie jest znakiem jakiejś próżnej ciekawości.

To w imieniu także tych tu zgromadzonych obywateli Rzeczpospolitej Polskiej będzie oferowany wyrok.  I to jest dla wysokiego sądu oczywiście oczywiste.

I otóż bezczelna, bezczelna lub i niezrównoważona moja fałszywa oskarżycielka, tak czy inaczej obarczona jakimś poważnym deficytem. Albo intelektualnym, trudność z rozpoznaniem rzeczywistości, albo moralnym – pełna zdolność do rozpoznania rzeczywistości, ale uporczywa skłonność do kłamstwa. Otóż usiłuję nadać sobie w tym postępowaniu jakiś nadzwyczajny status, który nikomu nie przysługuje.

Nikomu nie przysługuje. Czy ja mam wyrzucić czy wnioskować o wyrzucenie z sali pełnomocników moich fałszywych oskarżycieli? Żadną miarą. Niech tam grają w węża w telefonie, niech przysypiają, ale są, ale są. Niech nawet powtarzają insynuacje o Belgii pod moim adresem.

Kłamstwa, po prostu kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa, niech powtarzają.To jest właśnie uciążliwy dla mnie osobiście, być może nieprzyjemny, ale format naszej cywilizacji. I o to się tutaj upominam, Wysoki Sądzie, żeby Wysoki Sąd nie implementował, nie inkorporował nieludzkich, rasistowskich zasad talmudyzmu, holokaustyzmu, to w wersji dla naiwnych świeckich, do tego postępowania.

Wnoszę o włączenie do materiału dowodowego niniejszej książki

LINK

Proces przeciwko Braunowi jest procesem przeciwko Polsce

Proces przeciwko Braunowi jest procesem przeciwko Polsce

CzarnaLimuzyna, 24 lutego 2026 ekspedyt/proces-przeciw-braunowi-jest-procesem-przeciw-polsce

Jeżeli ktoś kręci nosem na to w jaki sposób reprezentuje Polskę w tym procesie Grzegorz Braun, to warto raz jeszcze zwrócić uwagę, że nikt do tej pory z grona innych formacji politycznych nie zgłosił się, nie wystąpił z szeregu stłamszonych tchórzy, a niektórzy dołączyli nawet do nagonki.

Z szeregu wystąpił, tak jak to określił ksiądz Marek Bąk, „jedyny mężczyzna”, Grzegorz Braun.

==================================

Przytaczam kilka ważnych cytatów, dołączając na końcu film z całości rozprawy.

Bogu dziękuję, że tak się właśnie zdarzyło, że mogłem zareagować.

Jestem szczęśliwy, że los, przypadek, Opatrzność tak zrządziła, że mogłem w sposób tak jasny, zdecydowany zareagować na bezeceństwo, które powinno oburzać każdego państwowca, każdego Polaka, który jest świadom w pełni zasad prawno- ustrojowych, które są fundamentalne dla istnienia Rzeczpospolitej Polskiej

Była to celebracja żydowskiego triumfalizmu nad nie Żydami. Była to celebracja wyższości plemienia żydowskiego nad wszystkimi innymi ludzkimi plemionami

– Cytaty –

To Żydzi mnie oskarżają, Żydzi mnie szkalują, Żydzi pociągnęli mnie przed ten sąd i w sposób tak bezczelny… podbechtują, ponaglają wysoki sąd do szybszej, bardziej bezwzględnej rozprawy ze mną bez oglądania się na moje prawo do obrony!

Zarzuca mi się napaść, gdy tymczasem to ja zostałem napadnięty. To jest właśnie żydowska hucpa, wysoki sądzie. To jest właśnie największa bezczelność w całej tej sprawie.

(…) Napadła mnie pani zawodowa żydówka, bo później przeczytałem w gazecie, że tak się prezentuje, że należy do warszawskiej gminy żydowskiej, czyli z bycia Żydem uczyniła sobie jakąś część swojego życia, swojego udziału w życiu publicznym.

Napadła mnie, po czym nakłamała gazetom, prokuratorowi, który wziął to i bezkrytycznie, wytnij-wklej, powtórzył Wysokiemu Sądowi. Kluczowa kwestia. Pani zawodowa żydówka twierdzi, że odezwałem się do niej w sposób nieżyczliwy.

Uwaga, nawet gdybym się odezwał w sposób nieżyczliwy, to jeszcze nie jest przestępstwo. Chyba miałem, dalibóg sporo powodów, żeby odnieść się bez życzliwości do tej pani. A jednak nie odezwałem się ani słowem.

Rasiści oskarżają mnie o rasizm

A jednak nie odezwałem się ani słowem, zaś słowa fałszywie mi przypisane przez tą panią zostały nie wiadomo ile razy przedrukowane, powtórzone, nadano im rezonans, wydźwięk rasistowski. Rasiści oskarżają mnie o rasizm. Żydowscy rasiści talmudyści oskarżają mnie o to, że to ja dzielę ludzi na ludzi i podludzi.

Otóż z naciskiem to stwierdzam i to jest moje w tej kwestii wyjaśnienie kluczowe odnoszące się do faktografii. Ja do tej pani nie odezwałem się słowem, a dowody znajdzie, chwała Bogu, Wysoki Sąd, odtwarzając, mam nadzieję, w tej sali, wszystkie materiały, audio, foto-wideo, które są dostępne, które dokumentują to wydarzenie. Nie trzeba mi wierzyć na słowo, Wysoki Sądzie, no, ale lepiej byłoby też nie wierzyć na słowo mojej fałszywej oskarżycielce.

Bo skoro kłamie ona w sposób tak bezczelny, kontr-faktycznie, stwierdzając jakieś moje wypowiedzi, których nie było, no to w jakiej sprawie nie kłamie, wysoki sądzie? To w jakiej sprawie nie kłamie ta pani?

Ja byłem tam w prawie i u siebie, jako poseł na Sejm, nie tylko upoważniony, ale uwaga, wezwany przez moich wyborców do tego, żeby stać na gruncie polskiej racji stanu, polskiego interesu narodowego i standardów cywilizacji łacińskiej, z którymi się nie godzi program i praktyka sekty Chabad Lubawicz, no i tych stu z górką organizacji żydowskich, które mnie potępiają, a tę panią pochwalają.

Opinia biegłych o paleniu świecznika

Pan czy jeszcze poprzednia pani prokurator zamówił opinię biegłego i została sporządzona taka opinia przez pana profesora doktora habilitowanego Eugeniusza Asakowicza, który stwierdza, cytuję, że świecznik chanukija nie jest przedmiotem kultu uznanym przez zarejestrowaną na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej i wspólnotę religijną, jeszcze raz dużymi literami, nie jest przedmiotem kultu. Nie. Trzy literki N i E. Nie jest.

Nie jest przedmiotem kultu uznanym przez zarejestrowaną na terytorium RP wspólnotę religijną, kościół lub związek wyznaniowy. I stwierdził ten sam biegły profesor doktor habilitowany Eugeniusz Asakowicz, że uroczystość zapalenia świec w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej w dniu 12 grudnia 2023 roku, uwaga, znowu to krótkie słówko, „nie”. Nie.

(…) „to wydarzenie nie stanowiło elementu celebracji religijnej, a zgaszenie świecznika nie stanowiło przeszkadzania w wykonywaniu aktu religijnego”. Bardzo doniosłe stwierdzenie.

No, tylko po przyjęciu takiej opinii, pan prokurator postanowił schować ją pod dywan, do szuflady, unieważnić i zamówił sobie następną opinię, ponieważ ta nie pasowała do przyjętej linii oskarżenia.

I otóż została zakontraktowana następna biegła. Pani doktor Edyta Gawron z judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego: wygoogla sobie Wysoki Sąd, mam nadzieję panią doktor Edytę Gawron, i zobaczy Wysoki Sąd, że jest ona nie jest li tylko przedstawicielem świata akademickiego, świata nauki, badaczem, publicystą.

Pani Edyta Gawron wchodzi do zarządu Żydowskiej Masonerii B’nai B’rith Polska. I ta organizacja, mówię Żydowska Masoneria, bo oni tam mają cenzus narodowościowy i gojów nie przyjmują. Otóż ta organizacja figuruje na liście tych organizacji, które mnie potępiły.

Otóż… B’nai B’rith … potępia mnie jako jeden z liderów tej akcji, tego niekończącego się seansu nienawiści, tej napaści medialnej i politycznej.

I oto osoba reprezentująca tę organizację, a więc z całą pewnością nie obiektywnie bezstronny rzeczoznawca, tylko zaangażowana funkcjonariuszka frontu ideologicznego, zostaje przez prokuraturę zakontraktowana jako biegły. Po to, żeby unieważnić wcześniejszą opinię profesora doktora habilitowanego Eugeniusza Sakowicza. To jest hucpa, Wysoki Sądzie. To są drwiny z prawa, sprawiedliwości, zdrowego rozsądku.

To z Wysokiego Sądu chcą zrobić wykonawcę tego wyroku, który gdzie indziej już został napisany. Nie dopuśćmy do tego, żeby pani Gawron z zarządu B’nai B’rith Polska udrapowana w szaty obiektywnego, niezależnego biegłego, żeby dyktowała, co tutaj jest, a co nie jest prawdą w tej sprawie.

=======================

Kolejny skandal w sądowym szczuciu na ks. Olszewskiego. Ławnicy czytali 8333 stron akt na godzinę

niezalezna.pl/lawnicy-wyznaczeni-na-dobe-przed-procesem-czytali-8333-stron-akt-na-godzine

Ławnicy wyznaczeni na dobę przed procesem. Czytali 8333 stron akt na godzinę

Ławnicy orzekający w sprawie księdza Olszewskiego i urzędniczek zostali wyznaczeni dzień przed procesem 20 stycznia. Mieli więc dobę na zapoznanie się z ponad 200 tysiącami stronami akt, co jest fizycznie niemożliwe – ustaliła niezalezna.pl.

Sędzia Justyna Koska-Janusz na posiedzeniu 21 stycznia stwierdziła, że ma zaufanie do ławników i złożyli ono oświadczenie, że zapoznali się aktami. Jak wyliczyliśmy, ławnicy by zapoznać się z aktami, musieliby przejrzeć ok. 400 stron tekstu na minutę – i to jeszcze ze zrozumieniem. Bez snu i przerw. – W tej sytuacji ten skład orzekający jest iluzoryczny, Ten proces nie może być kontynuowany – mówi obrońca Krzysztof Wąsowski.

Autor: Jarosław Molga

Sądfot. Tomasz Jędrzejowski – niezalezna.pl Sąd

Przeglądając akta sprawy, obrońca księdza Olszewskiego natknął się na decyzję dotyczącą wyznaczenia ławników do sprawy księdza. Wydała ją szefowa wydziału Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Magdalena Wójcik. Ta sama, która dostała awans zaraz po tym, jak przedłużyła w 2024 roku areszt dla księdza i urzędniczek. 

Okazuje się, że ławnicy zostali wyznaczeni przez sędzię 20 stycznia, a więc na dobę przed rozpoczęciem procesu.

– Jak mówiła na posiedzeniu 21 stycznia sędzia Koska-Janusz, jako przewodnicząca składu orzekającego ma zaufania do wyznaczonych ławników, a oni złożyli oświadczenie, że zapoznali się z aktami. To jest fizycznie niemożliwe w ciągu doby – mówi obrońca księdza Michał Skwarzyński.

Akta liczą co najmniej 200 tysięcy stron. Wystarczy tylko ta zaniżona liczba , by okazało się, że ławnicy w ciągu 24 godzin nie mogli się z aktami zapoznać, a to oznacza, że skład tego sądu jest wadliwy, jest iluzoryczny, a w takiej sytuacji proces nie może być kontynuowany. W środę na planowanym posiedzeniu będziemy to podnosić – mówi obrońca księdza i pani Urszuli Krzysztof Wąsowski.

Wyliczyliśmy, że zapoznanie się z 200 tysiącami stron akt w ciągu doby oznacza, że ławnicy musieliby w ciągu godziny zapoznać się i zrozumieć z 8333 stronami tekstu, czyli 138,8 strony na minutę, czyli ponad 2 strony na sekundę. Bez snu i jakiejkolwiek przerwy!

Obrońcy księdza i urzędniczek kwestionowali przygotowanie ławników od momentu, kiedy okazało się, że wylosowani rok temu ławnicy nie będą brać udziału w tym procesie. – Wtedy podnosiliśmy, a był to początek stycznia, że niemożliwe jest zapoznanie się z taką ilością akt w kilka dni, bo zawodowej sędzi Kosce-Janusz zajęło to rok. Teraz okazuje się, że to była doba. Albo mamy do czynienia z cudem, albo ławnicy poświadczyli nieprawdę.

Z naszych informacji z wewnątrz sądu wynika, że mec. Wąsowski otrzymał akta przez niedopatrzenie, a w wydziale VIII rozdzwoniły się telefony, co zrobić w sytuacji, kiedy ta informacja wyszła na jaw.

– To już jest sprawa sądu. Bez wątpienia taka sytuacja to powód do unieważnienia tego procesu – mówi nam Krzysztof Wąsowski.

Autor: Jarosław Molga

„Niezależny” sąd po stronie abortera ! Pomóż !

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Piszę do Pana w trybie pilnym, bo wydarzenia wokół Weroniki ze Starogardu Gdańskiego przybrały zaskakująco szybki obrót.

Sąd rozpoczął natychmiastową egzekucję wyroku. O wiele szybciej niż zwykle w podobnych sprawach – w ciągu nieco ponad miesiąca od wydania uzasadnienia z sądu II instancji.


Weronika – matka trójki dzieci – została wezwana do kuratora w celu niezwłocznego rozpoczęcia prac społecznych.

Próbowano również wymusić na niej przeprosiny wobec abortera Piotra A., przed którym ostrzegała inne kobiety. Weronika odmówiła przepraszania człowieka, który chciał zamordować jej synka i złożyła oświadczenie, że takich przeprosin nie wystosuje.
Kurator pouczył, że wobec tego grozi jej 1,5 miesiąca aresztu. Posiedzenie sądu w tej sprawie niebawem.

Przypomnijmy: Weronika została skazana, bo uratowała życie swojego nienarodzonego synka, a następnie ostrzegła przed Piotrem A., który chciał zabić chłopca poprzez aborcję. Wyrok obejmuje:

– 3 miesiące prac społecznych,

– zapłatę kosztów sądowych dla abortera,

– nakaz przeprosin wobec Piotra A.

Dziś państwo działa błyskawicznie – jakby chodziło o ukaranie szefa groźnej mafii, a nie matki, która powiedziała „nie” aborcji.

Co robimy teraz?

  1. Weronika oczekuje na ułaskawienie przez Prezydenta RP Karola Nawrockiego.
    Istotne – sąd przystąpił do egzekucji wyroku wkrótce po tym, jak do prasy przedostała się informacja, że Weronika złożyła podanie o ułaskawienie w Kancelarii Prezydenta. Sędzia najwyraźniej ściga się z czasem…
  2. Niezależnie – Weronika idzie do Strasburga.
    Składamy skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Prawnicy Fundacji zaczęli już opracowywać stosowne pisma.
    Będzie to pierwsza od długiego czasu sprawa pro-life w ETPCz – precedensowa i przełomowa, o ogromnym znaczeniu dla przyszłości obrony życia w Polsce i w Europie.

W ostatnich latach ETPCz zajmował się głównie sprawami proaborcyjnymi – z inspiracji organizacji feministycznych – głównie egzekucją odszkodowań dla kobiet, które chciały sobie zabić dziecko, ale państwo polskie nie dało im takiej możliwości lub utrudniało morderstwo. 

Sprawa „W.K. przeciwko Polsce” – bo taką nazwę będzie mieć skarga po przyjęciu przez ETPCz – stanie się symbolem walki z aborcją, symbolem dla wszystkich normalnych Polek, które nie chcą mordowania dzieci – chcą opieki medycznej zamiast oferty zabicia własnego dziecka.

Szanowny Panie,

Teraz najtrudniejsze: PIENIĄDZE.

Przygotowanie i wniesienie skargi do ETPCz wraz z niezbędnymi tłumaczeniami przysięgłymi dokumentów to koszt 33 000 złotych.


To kwota, którą musimy zebrać jak najszybciej. Bez tego walka Weroniki – i walka o prawo do obrony życia – zostanie brutalnie zatrzymana.

Nie ma już czasu na odkładanie decyzji i nie wystarczy tylko życzyć dobrze tej odważnej Dziewczynie. Potrzebne są konkretne ruchy.

Dziś z całego serca Pana proszę:

– o wpłacenie jak najwięcej,

– o wpłacenie więcej niż zwykle,

– o przekazanie tej wiadomości osobom, które rozumieją, że stawką jest coś więcej niż jeden wyrok i rozmieją, że trzeba pomóc.

Dane do wpłat:

Fundacja Życie i Rodzina

Numer konta:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

Kod SWIFT dla przelewów transgranicznych: BIGBPLPW

Blik/płatności kartami/szybkie przelewy online:

www.RatujZycie.pl/wesprzyj

Proszę o dopisek STRASBURG.

Każda wpłata przybliża nas do Strasburga. Każda przekazana kwota to realna pomoc dla matki, którą system chce złamać. Jeśli nie my, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Dziękuję z góry za szybką reakcję na moją prośbę – i za każde zaangażowanie.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS. Weronika może w każdej chwili trafić do aresztu, a jej malutkie dzieci zostaną na długie tygodnie bez mamy. Powinna zostać niezwłocznie ułaskawiona, a jej sprawa musi jak najszybciej znaleźć się w ETPCz.

Człowiek, który zamordował wiele dzieci, siedzi sobie w wygodnym fotelu i cieszy się, że wygrał proces z matką, którą znienawidził za obronę życia. Pomóż !

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Piekło Weroniki będzie trwało dłużej. Sąd Okręgowy w Gdańsku zdecydował, że uzasadnienie wyroku w jej sprawie zostanie sporządzone dopiero do 15 listopada. To strasznie długo, bo to uzasadnienie powinno być już od kilku dni gotowe. Pod zarządzeniem Prezesa SO w Gdańsku podpisał się Wiceprezes, SSO Tomasz Adamski. To kolejne tygodnie niepewności dla młodej mamy i jej najbliższych. Sąd przedłuża ten trudny czas…

Poniżej piszę więcej, co dzieje się z Weroniką – w newsletterze, który wysłałam do Pana w mijającym tygodniu. Jeśli nie miał Pan jeszcze sposobności, aby zapoznać się z moim listem – zapraszam, bo sytuacja jest nadzwyczaj poważna.

Serdecznie pozdrawiam,
Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl 

==================================================

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci,

To właśnie prawdziwe piekło kobiet. Weronika popłakała się na antenie, gdy dziennikarka zapytała ją o wyrok w procesie z aborterem.

W tym tygodniu byłam razem z Weroniką w programie red. Edyty Paradowskiej w telewizji internetowej PL1. Widać było, że emocje Weroniki są wciąż żywe i intensywne. Mimo że stara się być silna, widać, że gehenna, jaką zgotował jej aborter, kosztuje ją bardzo wiele.

Nie tak powinno wyglądać życie tej kobiety. Weronika powinna dziś spokojnie zajmować się trójką swoich dzieci.

Zamiast tego zmuszona jest mierzyć się z machiną prawną i medialną – uruchomioną przez człowieka, który jedno z jej dzieci chciał zabić.

Morderca nienarodzonych dzieci, z przeszłością kryminalną, napadł na swoją byłą pacjentkę.

Dziś bez żadnych konsekwencji przyjmuje kolejne kobiety, a Weronika ma prawomocny wyrok [skazujący… md].

W obecnej chwili sytuacja jest dramatyczna: nie mamy pieniędzy, by rozpocząć kolejne działania, by bronić Weroniki. Zebraliśmy dotąd tylko 8500 złotych z potrzebnych 20 tysięcy.

Nie możemy uruchomić dużej akcji zbiórkowej pod petycją o ułaskawienie, bo jest to znaczne przedsięwzięcie logistyczne. I brakuje na nie środków.

Kwota, którą pozyskaliśmy to za mało, by wszystko przygotować, wystartować z drukiem pakietów zbiórkowych, rozesłać je po całej Polsce, zrealizować kampanię zbiórki podpisów o ułaskawienie Weroniki i dopilnować, by jej głos dotarł do Prezydenta.

A czas ucieka. I każdy dzień zwłoki zwiększa ryzyko, że Weronika zostanie wezwana do odbycia prac społecznych, a następnie… do więzienia. Tę karę z całą pewnością jej zasądzą, bo nie będzie przepraszała abortera za to, że nie zabiła swojego dziecka i ostrzegła inne mamy. I wtedy do akcji wkroczy sąd i Ją zamknie.

Szanowny Panie,

Ludzie myślą, że teraz nie ma co przekazywać wsparcia, bo wyrok został już wydany.

Tymczasem właśnie w tym momencie zaczyna się największa nasza walka. TERAZ wychodzimy na front, na pierwszą linię: czy uda się wydrzeć Weronikę z rąk złych ludzi, którzy zaatakowali Ją samą i Jej Dziecko?

Czy może Pan pomóc? Czy może Pan wpłacić darowiznę o wysokości, jaką sam Pan określi? Czy może Pan nie odkładać tej sprawy na później, na jutro, aż będzie spokój?

Dane do wpłaty:

Fundacja Życie i Rodzina

Numer konta:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

Kod swift: BIGBPLPW

BLIK, karta, szybki przelew: www.RatujZycie.pl/wesprzyj

Proszę o dopisek ułaskawienie”.

W tej chwili człowiek, który zamordował wiele dzieci, siedzi sobie w wygodnym fotelu i cieszy się, że wygrał proces z matką, którą znienawidził za obronę życia.

Musimy wszyscy o Nią walczyć.

Nie pozwólmy, aby zło tryumfowało.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja Godek
Kaja GodekKaja GodekFundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – program, w którym Weronika płakała, może Pan zobaczyć tutaj:

 https://www.youtube.com/watch?v=9NDleUadUHo. Przesyłam ten link w zaufaniu, bo wiem, że Pan nie wyśmieje tej dzielnej dziewczyny, ona naprawdę ma powód do ogromnego smutku i niepokoju.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Prezydent Duda: W wymiarze sprawiedliwości jest grupa, która oszalała z obawy przed naruszeniem ich przywilejów

Prezydent Duda: w wymiarze sprawiedliwości jest grupa,

która oszalała z obawy przed naruszeniem ich przywilejów

prezydent-duda-jest-grupa-sedziow-ktora-oszalala-z-obawy-przed-naruszeniem-ich-przywilejow

W polskim wymiarze sprawiedliwości jest grupa, która oszalała z obawy przed naruszeniem ich przywilejów – ocenił prezydent Andrzej Duda. Jego zdaniem sędziowie powołani po 2017 roku są „w wielu przypadkach prześladowani” i poniżani, m.in. poprzez określanie ich mianem tzw. neosędziów.

Szef Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak powiedział na zakończenie środowej uroczystości wręczenia Karolowi Nawrockiemu uchwały o wyborze na prezydenta RP, że ma on „dość wojny polsko-polskiej”, a nadto „wojny sędziowsko-sędziowskiej”. – Sądy miały być wolne, a są powolne. Miliony obywateli polskich i tysiące przedsiębiorców zbyt długo czeka na sprawiedliwe rozstrzygnięcia. Mam nadzieję, że panu prezydentowi, we współdziałaniu z najwyższymi organami władzy publicznej, uda się rozwiązać tę kwestię – mówił Marciniak.

Prezydent Andrzej Duda powiedział na czwartkowym briefingu w Singapurze, że on sam także wzywa do tego, by „nie poniżać, poprzez takie określenia, jak neosędziowie” osób powołanych na stanowisko sędziego przy udziale KRS, ukształtowanej zgodnie z ustawą z 2017 r. Sędziowie ci są, jego zdaniem, „w wielu przypadkach prześladowani”, a stosowne wobec nich metody są „wstrętne i podłe (…), co powinno się zakończyć raz na zawsze”.

Duda odniósł się także do środowisk prawniczych, kwestionujących umocowanie osób powołanych na sędziów po 2017 roku. – Jest niestety w tej chwili, w polskim wymiarze sprawiedliwości grupa, która – w moim osobistym przekonaniu – oszalała z obawy przed naruszeniem ich przywilejów, z obawy przed naruszeniem ich dominującej pozycji, z obawy przed utratą swojej elitarności – ocenił prezydent. – Nie wiem, w czym jest rzecz, natomiast w moim odczuciu oszalała, poniewierając innymi sędziami – dodał.

Zdaniem prezydenta, obecnie mamy do czynienia z „szokującymi sytuacjami, kiedy bandytów, morderców de facto wypuszcza się z więzienia poprzez uchylanie orzeczeń na tej podstawie”, że w składzie orzekającym zasiadał tzw. neosędzia.

Trudno sobie wyobrazić większą nieodpowiedzialność. To jest – w moim osobistym przekonaniu – wręcz zdrada interesów państwowych i działanie przeciwko bezpieczeństwu obywateli Rzeczpospolitej, żeby mordercę de facto zwolnić od odpowiedzialności tylko dlatego, że ktoś ma swoje oszalałe, osobiste preferencje, poglądy polityczne – ocenił Duda. Stwierdził ponadto, że takie działania wskazują na „kompletne niezrozumienie roli, jaką ktoś na siebie przyjął, decydując się na uczestniczenie w sprawowaniu trzeciej władzy w Polsce, czyli bycie sędzią”.

Źródło: PAP

Zgwałcił dziewczynę. Policja zatrzymała sprawcę, ale sąd nie zgodził się na areszt, nawet tymczasowy. Ukrainiec rozpłynął się w powietrzu.

Sluzby_w_akcji

Służby w akcji

@Sluzby_w_akcji❗️Policja poszukuje 18-letniego Ukraińca Sai Roman, który na początku marca w Płocku zgwałcił młodą dziewczynę. Policja zatrzymała sprawcę, ale sąd nie zgodził się na areszt tymczasowy. Ukrainiec rozpłynął się w powietrzu, dopiero teraz sąd zgodził się na areszt, a policja opublikowała jego wizerunek. Każdy, kto posiada informacje o miejscu przebywania młodego mężczyzny proszony jest o kontakt z Komendą Wojewódzką Policji zs. w Radomiu, nr tel. 47 701-24-44 lub 112. Ostatnio podobny przypadek miał miejsce w Jarocińskim, tam również dwóch cudzoziemców zza wschodniej granicy wspólnie i w porozumieniu pobili i zgw# łcili młodą kobietę w lesie. Prokuratura postawiła zarzut tylko jednemu z nich i zastosowała jedynie dozór policyjny. Zdjęcie: Policja Płock / poszukiwany

Zdjęcie

224,4 tys. wyświetleń . 393 odpowiedzi

Morderca polityka PiS – Cyba – wyszedł na wolność.

Potem groził innym osobom użyciem niebezpiecznego narzędzia

Morderca polityka PiS wyszedł na wolność. Jest wyjaśnienie Służby Więziennej

01.04.2025 morderca-cyba-wyszedl-na-wolnosc

– Pan Cyba był w takim stanie psychicznym, który pozwalał stwierdzić, że on nie rozumie gdzie się znajduje, ani co się z nim dzieje – przekazała rzecznik Służby Więziennej Arleta Pęconek, która poinformowała, że zabójca działacza PiS nie znajduje się obecnie w więzieniu.

Według ustaleń Telewizji Republika, 18 marca 2025 roku z zakładu karnego wyszedł Ryszard Cyba, mężczyzna skazany za zabicie działacza Prawa i Sprawiedliwości Marka Rosiaka.

Mimo że sąd orzekł, iż Cyba mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po ukończeniu 90. roku życia, decyzja o jego uwolnieniu zapadła już teraz, co budzi liczne kontrowersje.

W dokumentach mających uzasadniać powód zwolnienia użyto sformułowania o „zawieszeniu postępowania wykonawczego”.

Kilka godzin po opuszczeniu murów więzienia skierował się do lokalnej placówki oferującej wsparcie socjalne w rejonie swojego zameldowania w Częstochowie. Tam, jak przekazano, miał grozić innym osobom użyciem niebezpiecznego narzędzia, co w konsekwencji doprowadziło do jego skierowania na oddział psychiatryczny już następnego dnia.

Jest komunikat Służby Więziennej

W rozmowie z Polsat News rzecznik Służby Więziennej, ppł Arleta Pęconek skomentowała opuszczenie więzienia przez Ryszarda Cybę.

W przeprowadzonych przez biegłych badaniach wyszło, że osadzony nie jest zdolny do odbywania kary pozbawienia wolności w warunkach zakładu karnego

– wyjaśniła ppłk Arleta Pęconek. Jak dodała, podczas odbywania kary zabójca działacza PiS był pod stałą opieką medyczną i psychologiczną.

Po jednej z konsultacji psychiatrycznych wynikło, że osoba ta najprawdopodobniej jest w takim stanie, że ma trudności z adaptacją. Informacje te zostały przesłane do sądu okręgowego w Słupsku, który zdecydował się na przeprowadzenie badań sądowo-psychiatrycznych przez biegłych sadowych

– przekazała rzecznik Służby Więziennej w rozmowie z Polsat News.

W tych badaniach wyszło, że osadzony nie jest zdolny do odbywania kary pozbawienia wolności w warunkach zakładu karnego, nie może realizować kodeksowego celu wykonywania kary pozbawienia wolności. W związku z tym sąd okręgowy w Słupsku przekazał dokumentację do sądu okręgowego w Łodzi, który zdecydował o zawieszeniu wykonania kary pozbawienia wolności

Sąd jasno określił, że osoba ta musi przebywać w konkretnym ośrodku, w zakładzie opiekuńczo-leczniczym lub w domu pomocy społecznej, gdzie będzie miał całodobową opiekę medyczną

– powiedziała. Wyjaśniła także, że tego typu rozwiązania są stosowane wówczas, gdy ktoś „całkowicie nie jest zdolny do zrozumienia celu wykonywania kary pozbawienia wolności”. 

Tak było w tym przypadku. Pan Cyba był w takim stanie psychicznym, który pozwalał stwierdzić, że on nie rozumie gdzie się znajduje, ani co się z nim dzieje

– stwierdziła Arleta Pęconek.

W dniu kiedy wpłynął nakaz zwolnienia tego człowieka, został on przewieziony konwojem służby więziennej do placówki opiekuńczo-leczniczej – wyjaśniła funkcjonariuszka.

Jak podaje Polsat News, rzecznik Służby Więziennej nie chciała przekazać, gdzie obecnie przebywa Ryszard Cyba. Podkreśliła, że do jednostki karnej nie wpłynęły żadne sygnały o jego niewłaściwym zachowaniu po opuszczeniu więzienia.

Na obecną chwilę ten człowiek jest człowiekiem wolnym, w związku z tym podlega jurysdykcji ośrodka, w którym przebywa 

– dodała rzecznik Służby Więziennej.

Morderstwo polityka PiS Marka Rosiaka

Przypomnijmy, że 19 października 2010 roku Ryszard Cyba wdarł się do biura poselskiego Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi i zaatakował tamtejszych pracowników. W wyniku napaści zginął polityk PiS Marek Rosiak, a kolejna osoba została ranna. Po zatrzymaniu sprawca nie ukrywał swoich motywów, krzycząc, że „chciał zabić Kaczyńskiego”, ale na to miał „za małą broń”.

Jestem przeciwko PiS-owi i chciałem go zamordować – krzyczał wówczas Cyba.

Francja: Sędziowie zastępują powszechne prawo wyborcze.

Bogdan Dobosz 31 marca 2025 czarny-dzien-demokracji

„Czarny dzień demokracji”. WYJAŚNIAMY, o co naprawdę chodzi w sprawie Marine Le Pen

(fot. EPA/MOHAMMED BADRA Dostawca: PAP/EPA.)

Demokracja francuska osiągnęła poziom… Rumunii. Marine Le Pen – faworytka wyborów prezydenckich we Francji zaplanowanych na 2027 rok, prawdopodobnie podzieli los rumuńskiego zwycięzcy pierwszej, unieważnionej tury wyborów Georgescu i zostanie wykluczona z udziału we francuskim „święcie demokracji” przez wymiar „sprawiedliwości”.

Kiedy nie pomaga tradycyjna propaganda i zaczynają wygrywać kandydaci „niekompatybilni” z polityką unijną, po prostu się ich wyklucza.

Marine Le Pen została przez paryski sąd uznana za winną „defraudacji środków publicznych”. Chodzi o „fikcyjne zatrudnianie asystentów”, kiedy była deputowaną w PE. Została ukarana grzywną w wysokości 100 tys. euro, karą 4-letniego więzienia (z czego 2 lata w zawieszeniu), ale przede wszystkim odebraniem biernych praw wyborczych na lat 5.

Oznacza to, że Marine Le Pen nie mogłaby wystartować w następnych wyborach prezydenckich w 2027 roku, w których jest faworytką. Le Pen szybko odwołała się, ale ta procedura nie zatrzymuje zakazu startu w wyborach. Media wskazują, że rozpatrzenie apelacji odbędzie się za mniej więcej 12 miesięcy, a do wydania nowej decyzji sądu mogą minąć kolejne trzy miesiące, czyli stałoby się to tuż przed wyborami w 2027 roku. W związku z tym Marine Le Pen po prostu może nie zdążyć zgłosić swojej kandydatury. Rzecznik Zjednoczenia Narodowego (RN), Laurent Jacobelli, mówi wprost, że „system jest w rozsypce” i ratuje się go pozapolitycznymi działaniami.

Marine Le Pen i 8 europosłów jej partii zostało uznanych za „winnych defraudacji środków publicznych” w wysokości 2,9 miliona euro. Na Le Pen, która miała „fikcyjnie” zatrudniać czterech asystentów, przypada „rachunek” na sumę 474 tys. euro. Sąd oszacował, że pieniądze z Parlamentu Europejskiego były pobierane przez osoby, które „faktycznie pracowały dla partii”. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że trudno rozgraniczyć te obowiązki, a podobną sprawę mieli już euro-deputowani centrowej partii MoDem, która popiera prezydenta Macrona. W ich przypadku wyroki nie były jednak tak surowe.

Nic dziwnego, że padają stwierdzenia o „zmiennej geometrii wyroków sądów”. RN w poprzednich latach nie miała swojej reprezentacji w parlamencie krajowym (okręgi jednomandatowe), ale przy większościowej ordynacji do PE, miała zawsze sporą grupę posłów w Brukseli. W tym przypadku nie chodziło o przywłaszczenie jakichkolwiek środków, ale o ich wydawanie na prace także związane z polityką krajową struktur partii, która od lat ma problemy finansowe. Przypomnijmy, że słynna sprawa „rosyjskiej pożyczki” wzięła się stąd, że żaden bank krajowy nie chciał udzielić takiej pomocy, chociaż gwarancją była refundacja po wyborach z środków budżetowych.

Marine Le Pen jest nadal faworytką wyborów prezydenckich. W sondażach wygrywa pierwszą turę z wynikami od 34 proc. do 37 proc. poparcia. Drugi najprawdopodobniej byłby kandydat obozu prezydenckiego, centrowy polityk Édouard Philippe, który uzyskiwał w ostatnich sondażach od 20 proc. do 25 proc. głosów.

Przy utrzymaniu zakazu startu,  Le Pen zapewne zastąpi lider jej partii Jordan Bardella. Jednak sam wyrok wywołuje duże kontrowersje. Kierownictwo RN zebrało się jeszcze w poniedziałek w Paryżu, celem omówienia nowej sytuacji ich kandydatki na prezydenta. Po tym spotkaniu, rzecznik partii oświadczył, że Marine Le Pen nie traci ducha, pozostaje „waleczna, odważna i godna, a ci, którzy sądzą, że ta polityczna egzekucja rzuciła ją na kolana, są w poważnym błędzie”. – Walka trwa! – dodał.

Głosów krytycznych wobec wykorzystywania systemu sądowniczego i wymiaru sprawiedliwości do walki politycznej nie szczędzą nawet politycy z kręgów rządu. François-Xavier Bellamy z Partii Republikanie (LR), mówi, że „data wydania wyroku będzie czarnym dniem dla francuskiej demokracji”. Dodał, że „kandydat, którego sondaże faktycznie stawiają na czele wyborów prezydenckich, został pozbawiony możliwości udziału w nich decyzją sądu i takie bezprecedensowe wydarzenie pozostawi głębokie blizny”.

Szef grupy parlamentarnej Republikanów i potencjalny kandydat na prezydenta, Laurent Wauquiez wyraził ubolewanie i stwierdził, że to „niezdrowe, by w demokracji wybrany parlamentarzysta nie mógł kandydować w wyborach”. Dodał, że „debaty polityczne powinny być rozstrzygane przy urnach wyborczych, a ten wyrok będzie miał bardzo duży wpływ na funkcjonowanie naszej demokracji”.

 Prawicowy mer miasta Beziers, Robert Ménard mówił wprost, że ​​„sędziowie zastępują powszechne prawo wyborcze”. Nawet premier Francois Bayrou wyrażał obawy o możliwe „wstrząsy” wśród wyborców i mówił o przewidywanym „kryzysie politycznym”. Socjalistyczny poseł Jérôme Guedj, który uznał za „zobowiązanie polityczne niedopuszczenie do wyboru Marine Le Pen” i twierdził, że „jeśli nic się nie wydarzy, naturalnym następstwem będzie zwycięstwo Marine Le Pen”, stwierdził, że wolałby jednak „walczyć na gruncie idei, skuteczności polityki gospodarczej, kwestii społecznej i problemów bezpieczeństwa”.

Siostrzenica Le Pen, euro-deputowana Marion Maréchal zareagowała w obronie ciotki wpisem: „przez dziesięciolecia obóz narodowy i nasza rodzina cierpiały wszystkie ciosy, wszystkie ataki, wszystkie niesprawiedliwości. Sędziowie, uważający się za ważniejszych od suwerennego ludu, postanowili wykonać wyrok w sądzie, którego nigdy nie byliby w stanie odwrócić w głosowaniu”. Przypomniała też sprawę sądowego „linczu” na b. premierze François Fillon, który był pewnym kandydatem do zwycięstwa w wyborach prezydenckich, ale na skutek ujawniania różnych „afer” wybory przegrał, co utorowało drogę do Pałacu Elizejskiego Emmanuelowi Macronowi. – To nie sędziowie powinni decydować, na kogo ludzie powinni głosować – mówił Éric Zemmour, szef prawicowej partii „Reconquête!”.

Skazany razem z Le Pen były skarbnik jej partii, Wallerand de Saint-Just, oświadczył, że „sąd wyraził swoją wolę polityczną, a nie wolę sądowniczą czy prawną” i zapowiedział „opór”. Ten polityk sam został skazany na trzy lata więzienia, w tym jeden rok z „elektronicznym systemem monitorowania” oraz na trzy lata utraty biernych praw wyborczych. Były skarbnik wyraził zamiar złożenia apelacji. Odwołanie składa też były numer 2 partii Bruno Gollnisch, który także został skazany.  Jego zdaniem „wyroki praktycznie kopiują ekstrawaganckie żądania prokuratury”.

Głosy przeciwne pojawiają się tylko na lewicy i to nie wśród wszystkich polityków. „Prawo jest takie samo dla wszystkich” – powiedziała Cyrielle Chatelain, przewodnicząca grupy Zielonych i Socjalistów w parlamencie. Złośliwie zauważyła, że Marne Le Pen zawsze popierała ostre prawo i te ją dopadło. „Kiedy kradniesz pieniądze Francuzów, jesteś karany i kropka” – dodała francuska polityk Zielonych zupełnie w stylu naszych krajowych „zetemesówek” z Sejmu… W obozie prezydenckim opinie są podzielone. Jednak parlamentarzystka partii Renaissance i była rzeczniczka rządu, Prisca Thevenot, mówiła, że politycy powinni „szanować” system sprawiedliwości. Mówiła także, że żadne wyniki sondaży nie pozwalają „stać ponad prawem”. Partia Socjalistyczna zaakceptowała  decyzję sądu skazującą Marine Le Pen i wezwała wszystkich do „poszanowania niezależności sądownictwa i praworządności”. Wszystko to prawda, ale polityczna motywacja tego wyroku jest jednak dla wszystkich oczywista.

Echa wyroku odbiły się szeroko także poza granicami Francji. Szybko zareagował m.in. Elon Musk, który skrytykował „nadużywanie systemu prawnego”. Napisał: „kiedy radykalna lewica nie może wygrać poprzez demokratyczne głosowanie, nadużywa systemu prawnego, aby uwięzić swoich przeciwników”. „To jest zasada gry, którą stosują wszędzie na świecie”, dorzucił.

Można się jeszcze zastanawiać nad konsekwencjami tego wyroku dla całej UE. Eksperyment „ratowania” demokracji w Rumunii, czy nowa „demokracja walcząca” w Polsce można było traktować jako „wypadki przy pracy”. Przykład Francji wskazywałby już na nowe reguły gry, o której napisał też Musk. 

Bogdan Dobosz

Znienawidzona „nienawiść”. Wielka uznaniowość i grupy donosicieli

Znienawidzona nienawiść. Wielka uznaniowość i grupy donosicieli

27.03.2025 Leszek Szymowski nczas/znienawidzona-nienawisc-wielka-uznaniowosc-i-grupy-donosicieli

szpieg, donosiciel, podglądacz, konfident, kabel
Fot. Pixabay

Sejm przegłosował nowelizację kodeksu karnego w zakresie penalizowania tzw. „mowy nienawiści”. Jeśli Senat zaakceptuje zmiany, konserwatywnych publicystów czekają wyjątkowo ciężkie czasy.

Do 3 lat więzienia – taka maksymalna kara grozić ma osobie uznanej przez sąd za winnego przestępstwa „mowy nienawiści”. Tak wynika z nowelizacji przepisów Kodeksu Karnego, które w piątek 7go marca przegłosował Sejm i które trafiły do Senatu. Znowelizowane przepisy – efekt pracy wiceministra sprawiedliwości Krzysztofa Śmiszka (zawodowego sodomity), który w resorcie sprawiedliwości odpowiada za zmiany kodeksu karnego, teoretycznie mają dawać ochronę grupom społecznym prześladowanym za „orientację seksualną”. Te prace są wynikiem umowy koalicyjnej. Zawierając sojusz powyborczy z Platformą Obywatelską, skrajna Lewica wymusiła walkę z „mową nienawiści” jako jeden z warunków poparcia rządu i wejścia do politycznego sojuszu. Cenę za ten sojusz zapłacą wszyscy ci, którzy myślą i mówią odmiennie od kanonów jedynie słusznych.

Wielkie zmiany

Zmiany prawne mają objąć trzy dotychczas istniejące przepisy kodeksu karnego. Pierwszy to art. 119. Czytamy w nim: „Kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Potem – najważniejszy – artykuł 256: „Kto publicznie propaguje nazistowski, komunistyczny, faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Ten sam artykuł przewiduje kary również za głoszenie ideologii totalitarnych lub posiadanie symboliki tych ustrojów.

W końcu artykuł 257: „Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Teraz wszystkie te artykuły mają zostać rozszerzone o sformułowanie „orientacji seksualnej”. A zatem znieważenie kogoś ze względu na jego orientacje seksualną lub nawoływanie do nienawiści ze względu na orientację seksualną stanie się czynem penalizowanym i zagrożonym karą odsiadki.

Wielka uznaniowość

O ile propagowanie ustroju faszystowskiego albo posiadanie symboliki totalitarnej to pojęcia względnie precyzyjne, o tyle „znieważenie innej osoby ze względu na jej orientację seksualną” albo nawoływanie do nienawiści przeciwko niej to już sformułowania, pod którymi może kryć się wszystko i nic. Ich zastosowanie będzie zależeć od poglądów sędziów, a w tym środowisku nie brak osób o przekonaniach lewicowych. Pewne światło na to rzucił sam Śmiszek, w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w Radio Zet.

Pytany o te nieprecyzyjne pojęcia, Śmiszek mówił, że o tym, co jest mową nienawiści, będą decydowały „niezależne, niezawisłe sądy, które orzekają na podstawie prawa i na podstawie doświadczenia życiowego każdego z sędziów (…) To będzie przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego i to oskarżyciel publiczny będzie decydował o wniesieniu aktu oskarżenia, a niezależny sąd będzie decydował o tym, czy do przestępstwa doszło, czy też nie”.

Będzie decydował „na podstawie doświadczenia życiowego”, to znaczy na podstawie własnego widzimisię. I tu zaczyna się problem.

Grupy donosicieli

Według proponowanych zmian prawnych, procesy o „mowę nienawiści” mają się toczyć z oskarżenia publicznego, a więc akt oskarżenia wniesiony zostanie przez prokuratora, sprawie zostanie nadana sygnatura i będzie się ona toczyć według reguł kpk. Czy coś będzie odróżniać procedurę ścigania „mowy nienawiści” od innych, publicznie ściganych przestępstw? Tak. To, że oskarżycieli inspirować będą działania środowisk lewackich. W Polsce bardzo agresywnie działają takie organizacje jak Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, Stowarzyszenie „Tolerado” albo Stowarzyszenie „Nigdy więcej”.

Finansowane z publicznych pieniędzy, organizacje te zajmują się programowym donoszeniem na polskich patriotów, szczególnie za wypowiedzi, które nie podobają się przedstawicielom LGBT. Będą więc one wyszukiwać rozmaite niepoprawne wypowiedzi i wysyłać je do prokuratur razem z wnioskiem o ściganie. W teorii chodzi więc o to, aby ścigać tych, którzy podżegają do nienawiści lub przestępstw na szkodę osób o orientacji innej niż heteroseksualna.

Bez prawdy

Jak jednak będzie to wyglądać w praktyce? Przedsmak tego mogliśmy zobaczyć w minionym tygodniu w Gdańsku. Sąd Okręgowy w tym mieście wydał prawomocny wyrok skazujący Mariusza Dzierżawskiego z Fundacji Pro – Prawo do życia na rok ograniczenia wolności i grzywnę w wysokości 15 tysięcy złotych. Sąd – działający z inspiracji stowarzyszenia „Tolerado” (wniosło prywatny akt oskarżenia) – ukarał Dzierżawskiego za zniesławienie polegające na prowadzeniu kampanii informującej Polaków o tym, że najwięcej przypadków pedofilii ma miejsce właśnie w środowiskach homoseksualnych.

Dzierżawski przywoływał konkretne przypadki (m.in. aresztowania znanych działaczy LGBT pod zarzutem pedofilii) oraz wyniki poważnych badań naukowych. Okazało się to niewystarczające. Ciekawym aspektem tej sprawy jest pisemne uzasadnienie wyroku.

Sąd bowiem powtarzał w nim (niemal na zasadzie „kopiuj – wklej”) tezy prywatnego aktu oskarżenia autorstwa stowarzyszenia „Tolerado” np. taką tezę „działalność oskarżonego naraziła oskarżycieli prywatnych na utratę dobrego imienia, utrudniając im wykonywanie zadań edukacyjnych m.in. w szkołach”.

Bieg wydarzeń był następujący: Dzierżawski zorganizował kampanię informującą Polaków, jednak jego tezy nie spodobały się działaczom ze Stowarzyszenia „Tolerado”. Uznali to więc za pomówienie i skierowali do sądu akt oskarżenia, podnosząc, że przeszkadza im to w działalności edukacyjnej. Sąd uznał, że pomówienie o pedofilię rzeczywiście przeszkadza w działalności edukacyjnej. Oddalił więc wszystkie wnioski dowodowe Dzierżawskiego zmierzające do wykazania prawdziwości tych twierdzeń i wymierzył mu karę.

Pisemne uzasadnienie wyroku jest zupełnie gołosłowne, bo sprowadza się do powtarzania tez toleradowców. Skandalem jest to, że w ogóle taki wyrok w Polsce zapadł – że człowiek trafił na ławę oskarżonych za to, że prowadził kampanię społeczną opartą o merytoryczną wiedzę, fakty i badania naukowe.

Wszystko jest pomówieniem

Przykład sprawy Mariusza Dzierżawskiego pokazuje, że w praktyce sądy nie będą sądzić za faktyczne podżeganie do przemocy tylko za opinie niepodobającą się środowiskom LGBT lub za przywoływanie niekorzystnych dla nich badań naukowych. Tym samym więc pomówieniem nie będzie faktyczne pomówienie, czyli insynuowanie komuś negatywnego postępowania, tylko to, co środowiska LGBT uznają za pomówienie. A więc wszystko to, co im się nie podoba nawet niekorzystne dla nich badania naukowe. Ponieważ środowiska LGBT wykazują się wyjątkową wrażliwością na tym punkcie, spodziewać się należy ich wyjątkowej aktywności, czyli kierowania do prokuratur tysięcy kretyńskich donosów.

Paraliż sądowy

Jaki rezultat będzie miała aktywność legislacyjna zawodowego gorszyciela – Śmiszka?

Po pierwsze sparaliżuje prokuratury i sądy. Te instytucje, wystarczająco już obciążone pracą i procesami (często bezsensownymi), będą miały tysiące kolejnych spraw rocznie do rozpoznawania.

Po drugie zlikwiduje szacunek dla sądów. Ciężko doprawdy szanować sądy, które wydają tak skandaliczne wyroki, jak ten w sprawie Mariusza Dzierżawskiego.

Trzecim skutkiem będzie faktyczny wzrost nastrojów antyLGBT i wzrost nienawiści normalnych Polaków przeciwko nim. Póki bowiem osoby nieheteroseksualne żyją razem i w czterech ścianach uprawiają „miłość”, nikomu to nie wadzi. Jeśli jednak zmuszają nas do przyjmowania ich filozofii i ograniczają systemowo nasze prawo do głoszenia poglądów, to wywołuje to silny sprzeciw, który może przerodzić się w agresję i faktyczną nienawiść.

Tym samym więc Krzysztof Śmiszek jeszcze wzmoże, a nie osłabi nienawiść do osób LGBT.

“Sprawiedliwość okresu przejściowego”. Paragraf 22

“Sprawiedliwość okresu przejściowego”. Paragraf 22

Autor: CzarnaLimuzyna, 17 marca 2025

To nie jest czas, aby ściśle trzymać się litery prawa – Ewa Wrzosek, prokurator III RP

W politycznym teatrze aż roi się od marionetek i widmowych postaci. Postacie realne mieszają się z fikcyjnymi.  Dodatkowe zamieszanie powstaje w momencie zmiany obsady reżyserskiej i aktorskiej. Wówczas do scenariusza dopisywane są “apokryfy” z wsteczną mocą lub odwrotnie: wykreślane są całe akapity, eliminowane są postacie. W taki sposób aktualizuje się, a czasem nawet tworzy nową wersję historii, początkowo opornie, ale przy pomocy mediów prawie wszystko jest możliwe.

Bywają też elementy humorystyczne. Oto po 8 latach „pełnej władzy” Jarosław Kaczyński przypomina sobie nagle o działającym bezkarnie przez wszystkie lata III RP “niemieckim agencie Tusku”, akurat w momencie utraty tejże władzy.

Wcześniej nie było to możliwe, bo razem z inkryminowanym byli zajęci:

  •  ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego
  •  transformacją klimatyczną
  •  walką z pandemią uwieńczoną 250 tys. ofiar lockdownu
  •  zrównoważonym rozbojem czyli agendą 2030
  •  wpuszczaniem Ukraińców do Polski.

W takich właśnie okolicznościach III RP przeszła do kolejnego etapu walki o demokrację i praworządność ze zmianą podwykonawcy mającym duże  doświadczenie, dodać należy, doświadczenie sponsorowane w stosowaniu narzędzi demokracji walczącej takich jak: areszt tymczasowy, tymczasowa nagonka z możliwością przedłużenia, śmierć cywilna, poranne przeszukania mieszkania przez ABW w poszukiwaniu kości dinozaurów, szczątków UFO lub czegoś równie realnego – śladów antysemityzmu.

Jak działa nowa wersja słynnego Paragrafu 22 w demokracji walczącej?

Porównując nowy rodzaj demokracji do nowego „Pod-Naddźwiękowego Niewidzialnego i Bezgłośnego Defensywno-Ofensywnego Bombowca  Szturmowego Drugiego Uderzenia ”, który pojawił się w kontynuacji powieści „Paragraf 22” możemy wysnuć następującą  analogię:

W nowym rozdziale scenariusza III RP „demokracja walcząca”, specjaliści od przelewania z pustego w próżne, sprzedali obywatelom (za kolejną,  gigantyczną kwotę zadłużenia rozłożonego na pokolenia) nową wersję demokracji.

“W powieści „Ostatni rozdział”, która jest kontynuacją „Paragrafu 22”, krętacz Milo Minderbinder, sprzedał rządowi USA (za setki miliardów dolarów) „Pod-Naddźwiękowy Niewidzialny i Bezgłośny Defensywno-Ofensywny Bombowiec Szturmowy Drugiego Uderzenia ”. Samolotu nie można było zobaczyć, bo był supertajny i silą rzeczy niewidzialny. Największą jednak tajemnicą tego wynalazku był fakt, że nie istniał w rzeczywistości.

Podobnie jest z aktualną praworządnością, która trochę w niezgodzie ze starą komunistyczną maksymą „ilość przechodzi w jakość” osiągnęła stan widzialności dostępny tylko dla wydzielonych sektorów dla publiczności w medialnym Koloseum – dla nienawidzących razem, głupszych razem i silnych razem.

Ofiary braku demokracji versus ofiary “demokracji walczącej”

Aktualnie trwa licytacja których ofiar jest więcej. W kontekście niedawno zmarłej Barbary Skrzypek Robert Winnicki napisał:

Każdy kto zetknął się w internecie z działalnością prokurator Ewy Wrzosek wie, że mówimy o owładniętej obsesją wariatce. Działalność tej wariatki doprowadziła właśnie do śmierci kobiety, którą przez pięć godzin przesłuchiwała, próbując dopiąć politycznych celów. Widując przez lata jej wpisy w sieci jestem w stanie wyobrazić sobie to przesłuchanie. Natomiast Ewa Wrzosek jest aż i tylko narzędziem. Tępym, brutalnym i opętanym nienawiścią ale jednak narzędziem. Politycznie ta krew jest na rękach jej szefów, Bodnara i Tuska.

A co mówiła trzy miesiące temu prokurator Wrzosek?

To jest sytuacja, w której nie mamy jeszcze ani ustabilizowanej sytuacji prawnej, politycznej, ustabilizowanej demokracji. (…) niestety to nie jest ten czas, aby ściśle w sposób taki pozytywistyczny trzymać się litery prawa /link/.

„Nie mamy jeszcze ani ustabilizowanej sytuacji …” A co ze stabilizacją moralną i intelektualną u funkcjonariuszy sytemu?

Sąd Najwyższy ułatwia „tranzycję płci” – chaos prawny i aktywizm sędziowski

Sąd Najwyższy ułatwia „tranzycję płci” – chaos prawny i aktywizm sędziowski

5.03.2025 ordoiuris/sad-najwyzszy-ulatwia-tranzycje

• Izba Cywilna Sądu Najwyższego ogłosiła uchwałę, zgodnie z którą osoby cierpiące na transseksualne zaburzenia tożsamości płciowej i chcące „zmienić płeć” – czyli dokonać zmiany oznaczenia swojej płci metrykalnej w akcie urodzenia – nie będą musiały odtąd „pozywać swoich rodziców”.

Przedstawiciele ruchu LGBT zgodnie chwalą Sąd Najwyższy za wydanie tej uchwały, która usuwa rodziców z postępowania dotyczącego ich dzieci i może ułatwić procedurę tranzycji na masową skalę w porównaniu ze stanem dotychczasowym.

Sędziowie zdecydowanie wyszli poza zakres zadanego im pytania, które nie kwestionowało zasadności drogi procesowej.

Dziwi także fakt tak szerokiej akceptacji dla uchwały sędziów powołanych po 2017 r. ze strony osób, które dotąd odmawiały im uznania, nazywając ich „neosędziami”.

Adam Bodnar oraz rządowa komisja kodyfikacyjna wielokrotnie zastrzegali, że nie będą uznawać uchwał „neosędziów”. Czy będą w tej kwestii konsekwentni także w sprawach „tranzycyjnych”?

Czy akt urodzenia może być zmieniony?

Wczoraj ogłoszona została uchwała pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego (sygn. III CZP 6/24). Na pytanie prawne zadane 8 września 2022 r. przez ówczesnego Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego: „czy w sprawie o ustalenie albo zmianę płci wytoczonej przez osobę transseksualną pozostającą w związku małżeńskim lub posiadającą dzieci, po stronie pozwanej muszą wystąpić obok żyjących rodziców, nierozwiedziony małżonek lub dzieci powoda, a ich współuczestnictwo ma charakter współuczestnictwa jednolitego (art. 73 § 2 k.p.c. w zw. z art. 72 § 2 k.p.c.)?” sędziowie odpowiedzieli, że „1. Żądanie zmiany oznaczenia płci w akcie urodzenia podlega rozpoznaniu przez sąd w postępowaniu nieprocesowym przy zastosowaniu w drodze analogii art. 36 ustawy z dnia 28 listopada 2014 r. – Prawo o aktach stanu cywilnego. 2. Zmiana oznaczenia płci w akcie urodzenia może nastąpić wyłącznie na wniosek osoby, której dotyczy ten akt. 3. Oprócz wnioskodawcy uczestnikiem postępowania może być tylko jego małżonek (art. 510 k.p.c.). 4. Postanowienie uwzględniające wniosek wywołuje skutki od chwili uprawomocnienia się”. Sędziowie zaznaczyli zarazem, że Sąd Najwyższy „odstępuje od zasady prawnej uchwalonej przez skład siedmiu sędziów Sądu Najwyższego 22 czerwca 1989 r., III CZP 37/89”.

Udzielona przez sędziów odpowiedź (obowiązek stosowania instytucji sprostowania aktu stanu cywilnego z art. 36 Prawa o aktach stanu cywilnego w postępowaniu nieprocesowym w miejsce dotychczasowej drogi procesowej) zdecydowanie nie pasuje do zadanego pytania. Prokurator Generalny pytał o to, kto może wystąpić po stronie pozwanej „obok” żyjących rodziców, traktując obowiązek formalnego „pozywania rodziców” jako oczywisty, wynikający z wspomnianej wyżej uchwały składu siedmiu sędziów SN z 22 czerwca 1989 r., mającej moc zasady prawnej. W uchwale tej SN logicznie wyjaśniał, że sprostować można tylko to, co było błędne od początku, czyli w dacie sporządzenia aktu (ex tunc), podczas gdy późniejsze zmiany poszczególnych elementów stanu cywilnego (ex nunc) rejestrowane są w aktach stanu cywilnego z reguły w formie wzmianek dodatkowych. Późniejsze stwierdzenie transseksualnych zaburzeń tożsamości płciowej nie oznacza zatem, że akt urodzenia osoby dotkniętej obecnie tą przypadłością, sporządzony z uwzględnieniem tych czynników, które mają znaczenie dla określenia płci dziecka zgodnej z biologiczną rzeczywistością, był (i jest) obarczony błędem lub nieścisłością wymagającą sprostowania. Tymczasem SN w uchwale z 4 marca zakwestionował samą istotę instytucji sprostowania, sugerując tym samym, jakoby jeden z najbardziej obiektywnych faktów biologicznych, jakim jest płeć w momencie urodzenia dziecka, mógł stanowić przedmiot manipulacji i zmian dokonywanych już po fakcie.

Lobby LGBT się nie zatrzyma

Swój entuzjazm wobec uchwały wyraziła już m. in. minister równości w rządzie Donalda Tuska Katarzyna Kotula, pisząc, że to „przełomowy wyrok” (w rzeczywistości: uchwała), a także stowarzyszenie „Miłość Nie Wyklucza” identyfikujące się z ruchem LGBT, pisząc, że „to jest gruba sprawa”. Ten drugi podmiot od razu zastrzega jednak, że uchwała SN, jakkolwiek zgodna z oczekiwaniami tęczowych lobbystów „nie odpowiada na potrzeby osób niebinarnych, nie zdejmuje z osób trans wymogu, by udowadniały przed lekarzami swojej transpłciowości, nie pozostawia im decyzji o swojej tożsamości, zamiast tego nadal uzależnia ją od sędziów. To rozwiązanie tymczasowe”. Rzeczywiście uchwałę SN pozornie można postrzegać jako odbierającą ruchowi LGBT jeden z głównych argumentów prowadzonej przez nich „walki o tranzycję”. W rzeczywistości jednak, o czym świadczy także przytoczona wypowiedź, uchwała ta ma potencjał do wzbudzenia dalszej eskalacji transseksualnych roszczeń. W fundamentalnym dla ruchu LGBT tekście z 1987 r. pt. „Jak przeorać heteroseksualną Amerykę?” tęczowi aktywiści minionego pokolenia, Marshall Kirk oraz Erastes Pill apelowali do swoich współtowarzyszy: „Doprowadźmy do tego, aby dali nam palec; przyjdzie czas, a weźmiemy całą rękę! […] Szczególnie ważne dla ruchu gejowskiego jest podpięcie swojej sprawy do akceptowanych standardów prawa i sprawiedliwości, ponieważ jego heteroseksualni zwolennicy muszą mieć na podorędziu przekonującą odpowiedź na moralne argumenty jego wrogów”. Uchwała SN jawi się w tej perspektywie właśnie jako „dawanie palca”, po którym lobby transseksualne nieuchronnie sięgnie po „całą rękę”, doprowadzając do dekonstrukcji pojęcia płci, a także dewastacji społecznej i prawnej pozycji małżeństwa.

Instytut Ordo Iuris już 10 lat temu, w toku dyskusji nad projektem ustawy „o uzgodnieniu płci” (zawetowanej ostatecznie przez prezydenta Andrzeja Dudę), przypominał, że „wyjątkowa łatwość zmiany płci metrykalnej grozi przede wszystkim nadużyciami w kontekście instytucji małżeństwa”. Również prezydent Duda w uzasadnieniu swojego weta podkreślał, że „tożsamość płciowa” oznacza wyłącznie „świadomość bycia kobietą lub mężczyzną”. Z kolei dopuszczenie rozwiązań ułatwiających tranzycję na życzenie „stanowić będzie pokusę obejścia przepisów przewidujących istnienie jedynie małżeństw dwupłciowych i naruszać będzie zasadę dychotomicznego podziału społeczeństwa na dwie płcie, tworząc swoistą trzecią płeć w postaci osób, których cechy fizyczne należą do jednej płci, zaś status prawny do płci przeciwnej”. Proponowane zmiany „realnie mogą prowadzić do destabilizacji norm społecznych poprzez zaprzeczenie istnienia dychotomicznego podziału ludzi na kobiety i mężczyzn”. Dotychczasowe rozwiązanie, zgodnie z którym procedura tranzycji była stosunkowo trudna i wymagająca przejścia przez względnie skomplikowaną ścieżkę postępowania procesowego, stanowiło zatem pewną, choć niedoskonałą, formę zabezpieczenia porządku prawnego przed nadużyciami. To właśnie na podstawie powszechnego przeświadczenia o zasadzie dychotomicznego podziału społeczeństwa na dwie płcie Naczelny Sąd Administracyjny konsekwentnie odmawia umieszczania w dowodzie osobistym dziecka „dwóch matek”, zamiast prawdziwych, biologicznych rodziców.

Cios w prawa rodziców

Uchwała SN otwiera drogę do rozszerzenia tranzycji również na osoby małoletnie lub młodociane, wbrew woli i wiedzy ich rodziców. Do tej pory obowiązkowy udział rodziców w sądowym etapie procedury tranzycji stanowił swoisty dodatkowy bezpiecznik przed bezrefleksyjnym uznaniem przez sąd pochopnej, nieprawidłowej czy wręcz fałszywej diagnozy transseksualizmu. Rodzice jako prawni opiekunowie małoletniego, często jako pierwsi byli w stanie skonfrontować stwierdzenia swojego dziecka (już po osiągnięciu pełnoletniości) z rzeczywistością i zakwestionować przedwczesne uznanie jego przypadłości za zaburzenia transseksualne. Jak dotąd, właśnie otrzymanie pozwu mogło stanowić pierwszą okazję do uświadomienia sobie przez rodziców (lub przynajmniej jednego z rodziców), jak ich dziecko postrzega swoje problemy, określając je jako transseksualizm. Uchwała SN usuwa z postępowania element obligatoryjnego udziału rodziców – odtąd będą oni mogli być powoływani wyłącznie jako świadkowie, wedle uznania sędziów. Jak zwróciła uwagę prawniczka związana z ruchem LGBT, „nie wiemy jeszcze co to oznacza dla spraw w toku”. Z pewnością jednak uchwała ta przyczyni się do dalszego skonfliktowania dzieci z rodzicami na polu zaburzeń transseksualnych. Tym pilniejszą staje się potrzeba niezwłocznego rozpatrzenia przez Sejm gotowego projektu ustawy o zakazie wykonywania tranzycji, czyli operacji „zmiany płci”, wobec osób małoletnich, ubezwłasnowolnionych oraz cierpiących na zaburzenia psychiczne uniemożliwiające świadome wyrażenie zgody, złożonego przez Instytut Ordo Iuris w dniu 12 lipca 2023 r. (nr petycji: BKSP-155-X-1/23), który 23 lipca 2024 r., po jednogłośnie pozytywnym rozpatrzeniu przez sejmową Komisję do spraw Petycji, został przekazany do sejmowych Komisji Zdrowia oraz Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka i od tamtej pory czeka na ponowne podjęcie prac.

Interesującym aspektem sprawy jest fakt, że uchwała została podjęta na wniosek poprzedniego Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry.

Jego następca, Adam Bodnar, usiłował cofnąć ten wniosek, jednak SN postanowieniem z dnia 19 stycznia 2024 r. orzekł o niedopuszczalności takiego wycofania. 3 lutego 2025 r. Komisja Kodyfikacyjna Ustroju Sądownictwa i Prokuratury, powołana rozporządzeniem rządu Donalda Tuska z 5 marca 2024 r., opublikowała projekt ustawy „o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa”, którego artykuł 37 ustęp 1 stanowi, że uchwały Sądu Najwyższego podjęte z udziałem osób, uznawanych przez obóz rządzący za „neosędziów”, „nie mają mocy zasady prawnej i nie stosuje się do nich trybu określonego w art. 88 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym”. Adam Bodnar w komunikacie z 29 października 2024 r. dotyczącym tej sprawy informował, że „pismem z dnia 9 sierpnia 2024 r. wniósł o wyłączenie ze składu orzekającego sędziów Sądu Najwyższego powołanych na stanowisko na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej w trybie określonym przepisami ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r.” i ostrzegał, że jego zdaniem „kontynuowanie przez Sąd Najwyższy postępowania i ewentualne wydanie rozstrzygnięcia będzie obarczone wadą prawną”.

Jeszcze w stanowisku z 3 marca 2025 r., Bodnar konsekwentnie podtrzymywał swój „pogląd o braku podstaw faktycznych i prawnych do zajęcia stanowiska w tej sprawie przez Sąd Najwyższy”. W związku z tym, niezależnie od entuzjazmu wyrażanego wobec uchwały z 4 marca przez ruch LGBT i środowiska radykalnej lewicy, jeżeli obóz Donalda Tuska, do którego należą zarówno Lewica, jak i Adam Bodnar, zdoła przeforsować swoje pomysły na usunięcie „neosędziów” z Sądu Najwyższego, uchwała ta zostanie uznana za nieposiadającą waloru zasady prawnej, i jako taka nie będzie stanowić punktu odniesienia dla sędziów orzekających w sprawach związanych z tranzycją.

Adw. Nikodem Bernaciak – starszy analityk Centrum Badań i Analiz Ordo Iuris