Fundacja „Wołyń Pamiętamy” odwiedza miejsca kaźni Polaków
Fundacja Wołyń Pamiętamy i Stowarzyszenie Zawsze Wierny Tobie Polsko na czele z paniami Katarzyną Sokołowską i Anetą Salą odwiedziły i złożyły wieniec pod pomnikiem upamiętniającym pomordowanych przez Ukraińców Polaków w miejscowości Pawłokoma na Podkarpaciu. Towarzyszyli im redaktorzy „Myśli Polskiej” Łukasz Jastrzębski i Arkadiusz Miksa. Podczas tej wizyty udało się spotkać z miejscową ludnością, która przekazała wiele informacji na temat działalności ukraińskich szowinistów w tej okolicy.

O wydarzeniach w wsi przypomniała pani Danuta Wojciechowska:
Wieś Pawłokoma uchodziła za najsilniejszy ośrodek nacjonalizmu ukraińskiego w pow. Brzozów. W 1938 roku mieszkało w niej 273 Polaków, 898 Ukraińców, wielu z nich przed wojną należało do UWO-OUN. Antypolską działalność wspierał ksiądz grekokatolicki i nauczyciel Mikołaj Lewicki. W czytelni „Proswity” urządzano festyny upamiętniające terrorystów z OUN – Białasa i Daniłyszyna, odpowiedzialnych za zamach na polityka i posła Tadeusza Hołówko. Na religijno-narodowych manifestacjach wzywano Polaków do wyniesienia się za San, „tu będzie Ukraina”. Prowodyrów aresztowano, ale konflikt narastał. Miejscowi nacjonaliści mieli nadzieję na powstanie zalążka przyszłej Ukrainy na Rusi Zakarpackiej, oczywiście przy pomocy Hitlera. Entuzjazm z tego tytułu i zbliżająca się wojna uświadomiła Polakom grozę sytuacji.
W 1939 roku do Pawłokomy weszły wojska niemieckie, witane przez miejscową ludność ukraińską. Lewicki natychmiast złożył doniesienie na Polaków i podał nazwiska tych, którzy udzielali pomocy polskim żołnierzom i ostrzeliwali Niemców. Z 12 zadenuncjowanych Polaków Niemcy aresztowali 5, pozostali zdołali się ukryć. Życie uratował im Austriak, który jednego z zatrzymanych znał z wojska austriackiego z I wojny światowej. W wyniku ustalenia granicy niemiecko-radzieckiej, po dwóch tygodniach Niemcy opuścili Pawłokomę, z nimi wycofał się Lewicki, w Dynowie współpracował z Niemcami.
Podczas okupacjiradzieckiej z donosów Ukraińców wywieziono na Sybir 40 Polaków. Według wspólnej relacji 7 osób- mieszkańców Pawłokomy, ukraińscy sąsiedzi domagali się od radzieckiego komendanta zezwolenia na wymordowanie wszystkich Polaków, na co on nie wyraził zgody. Wywiezionych Polaków Ukraińcy oskarżyli o udział w walkach w 1920 roku, gdy to okazało się nieprawdą wywózki wstrzymano. Szykany ze strony Ukraińców trwały nadal, do zabudowań Polaków podrzucano starą broń, co powodowało rewizje i aresztowania. Z sąsiedniej wsi Bartkówka leżącej w strefie granicznej władze sowieckie przesiedliły na Wołyń większość polskich mieszkańców.
Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej (czerwiec 1941 roku) Pawłokoma znalazła się pod okupacją niemiecką. Powrócił Lewicki i rozpoczął wojskowe szkolenie młodzieży ukraińskiej. Okupant niemiecki faworyzował Ukraińców, szykany z ich strony nie ustawały, z donosu Ukraińców gestapo aresztowało i osadziło w Oświęcimiu (marzec 1943 rok) 4 Polaków i Ukrainkę sprzyjającą Polakom, policja ukraińska rozstrzelała J. Michalika. Młodzi Ukraińcy z Pawłokomy zgłaszali się do Dywizji SS-Galizien, przyjęto 10 ochotników.
Pod koniec 1943 roku zaczęli powracać z Wołynia wysiedleni Polacy z Bartkówki. Ci, którym udało się przeżyć przekazywali wiadomości o masowych mordach Polaków przez tzw. UPA. Wywołało to strach polskich mieszkańców, pamiętających pogróżki o tym, że będzie usuwanie obcych z „ukraińskich ziem”. Pawłokoma i Jawornik Ruski należeli do wspólnego kuszcza OUN, trwała współpraca z ukraińską organizacją w Dynowie i posterunkiem policji ukraińskiej w Jaworniku Ruskim, gdzie szkolono młodych Ukraińców dla potrzeb tzw. UPA i SKW. W tym czasie już głośno mówiono „budem rizaty Lachiw”.
Aresztowania Polaków miały miejsce w sąsiednich wsiach, Dylągowej i Jaworniku Ruskim, gdzie dwie polskie rodziny żywcem wrzucono do studni. Na posterunek zabrano 150 Polaków, byli bici przez policję ukraińską. Niemcy broni nie znaleźli więc zostali wypuszczeni. Był to dopiero wstęp przed przystąpieniem do mordów masowych. W Pawłokomie był dobrze zakamuflowany oddział UPA (ok. 50 osób), który z etatowymi sotniami napadał na polskie wsie. Polacy za wszystkie nieszczęścia obwiniali ukraińskich nacjonalistów.

Zalążki polskiego ruchu oporu w Pawłokomie umocniły się w latach 1943-1944, na początku pluton liczył 12 osób. Nastroje antyukraińskie wzmogły się po aresztowaniu w kwietniu 1944 r. pod zarzutem przynależności do AK- 5 mieszkańców Pawłokomy i 1 z Dylągowej. Próba odbicia aresztowanych przez stacjonujący w terenie oddział AK nie powiodła się, aresztowani zginęli bez wieści. Przed nadejściem frontu wschodniego w powiecie brzozowskim wielu Polaków poniosło śmierć z rąk UPA i SKW.
Po wkroczeniu Armii Radzieckiej, Ukraińcy wypróbowaną metodą układali się z komendantem radzieckim, donosili, gdzie stacjonują polskie oddziały podziemne, powodowało to liczne aresztowania. W Pawłokomie stacjonował radziecki oddział szkolny, po jego odejściu w styczniu 1945 roku sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu. Do Pawłokomy przybyła bojówka UPA i uprowadziła 10 Polaków i Ukrainkę oraz 3 mieszkańców Dynowa, ślad po nich zaginął. Prośby o wskazanie miejsca ich pochówku były zbywane drwinami. Polskie posterunki milicji były jeszcze słabe, nie gwarantowały bezpieczeństwa, w obawie przed zagrożeniem życia część mieszkańców Pawłokomy opuszczała wieś. W atmosferze rozpaczy zapadła decyzja o odwecie.
Zalecenia dowództwa AK były jasne, kobiet i dzieci zabijać nie wolno. W akcji odwetowej z miejscową samoobroną brał udział poakowski oddział „Wacława”. Ukraińcom polecono zgromadzić się w cerkwi, kobiety i dzieci wypuszczono, mężczyznom zadano dwa pytania: kto uprowadził Polaków i gdzie są pochowani? Nikt na pytanie nie odpowiedział. Egzekucji dokonano na cmentarzu, świadkowie zeznali, że rozstrzelano ok. 120 mężczyzn, nie zginęła ani jedna kobieta ani jedno dziecko. Pogrobowcy OUN-UPA podają 365 ofiar polskiego odwetu. Na ekshumację nie wyrazili zgody. 5 października 1945 roku banderowcy dokonali zmasowanego ataku na Pawłokomę, Bartkówkę, Dylągową i Sielnicę, tzw. UPA wzmogła ludobójcze działania, płonęły wsie, napadano na strażnice WOP, niszczono infrastrukturę, w 1947 r. operacja „Wisła” przywróciła spokój.

Prezydent Lech Kaczyński przywołał zasługi Giedroycia i powiedział, że „Pawłokoma stała się dla Ukraińców symbolem tragedii ich narodu”, powtórzył za OUN-owcami nieprawdę o walkach bratobójczych i słowami modlitwy odpuścił winy. Juszczenko wzywał do pojednania, wybaczyć mogą tylko silni – powiedział.
Mówcy nie wymienili z nazwy terrorystów, kolaborantów, morderców Polaków, z którymi naród ukraiński nie chce mieć nic wspólnego. Cel propagandowy został osiągnięty, świat dowiedział się jakimi zbrodniarzami byli Polacy. Oczywiście żadnej zbrodni nie można usprawiedliwiać, ale o złożonych przyczynach, które Polaków pchnęły do odwetu należało powiedzieć. Nie powiedziano. W imię „strategicznego partnerstwa” można upokorzyć Polaków, nie wolno „drażnić Ukraińców” de facto kontynuatorów tradycji ukraińskiego integralnego nacjonalizmu.