OSTRZĄ BANDEROWCOM SIEKIERY
Krzysztof Baliński
Dlaczego do uchwały Rady Ministrów wrzucili zapis o „wprowadzeniu odrębnych przepisów dotyczących zwalczania różnych przejawów „mowy nienawiści” – przecież antysemityzm to „mowa nienawiści”? Czy nie chodzi o objęcie uchwałą „ukrainofobii”, o wykorzystanie uchwały do zwalczania „antyukraińskiego rasizmu” i wmówienie Polakom, że to taki inny antysemityzm, a nawet więcej – że jest równoznaczny z antybanderyzmem?
Przejdźmy do konkretów. Socjolożka z Żydowskiego Instytutu Historycznego Anna Landau alarmuje: „Już 10 lat temu Michał Bilewicz zdiagnozował, że współczesny antyukraiński rasizm w Polsce to kopiuj wklej przedwojennego polskiego rasizmu antysemickiego”. Były prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma (Петро Тима), w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” ujawnił, że dzięki grantom z Fundacji Batorego będzie monitorował wpisy w Internecie pod kątem „mowy nienawiści” wymierzone w Ukraińców. Tymczasem sam, fragment pomnika w Domostawie obrazujący polskie dziecko nabite na ukraińskie widły, porównał do „komara na widelcu”.
Wzorując się na Żydach i ich definicjach „antysemityzmu”, wypracowali równie kuriozalne definicje „antyukrainizmu”. Antyukraińską fobią, nienawistną postawą wobec Ukraińców jest wypominanie, że pomoc, jaką udzielamy jest rozkradana, a oni przecież bronią Polski przed Putinem. Dla Weroniki Marczuk zarzuty korupcyjne CBA pod jej adresem to „efekt antyukraińskich uprzedzeń” (co przypomina debatę w Muzeum Polin, gdy żydowski naukowiec ogłosił: „Mówienie o skorumpowanych sitwach u władzy i ich rozbijaniu jest antysemickie”). Gdy w Legnicy złomiarze skradli krzyż z kopuły cerkwi, prowidnyk Ukraińców w Polsce Mirosław Skórka mówił o „ewidentnie symbolicznym geście pokazującym narastającą wrogość do społeczności ukraińskiej w Polsce”. Wtórował mu ambasador Ukrainy: „Zwracam się do organów ścigania Rzeczypospolitej Polskiej – uczyńcie wszystko, aby ta oraz wszystkie podobne zbrodnie przeciwko Ukraińcom i ukraińskości doprowadzone zostały do logicznego końca – wyroków sądu zgodnie z prawem RP”. Uwagę przy tym zwraca, że o incydencie powiedział „zbrodnia”, a Rzeź Wołyńską zawsze nazywa „wydarzenia”.
Naśladują Żydów w metodach polowania na polskich nienawistników. Przy czym żydowski modus operandi polega na wysyłaniu w świat kłamstw o „polskich obozach”, a ukraiński o funkcjonujących po wojnie „polskich obozach koncentracyjnych dla Ukraińców”. Oba kłamstwa w jednym połączyła dziennikarka CNN, gdy zapytała: „Czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych?”. O „polskim obozie koncentracyjnym dla partyzantów UPA w Świętochłowicach” obszernie w swoich książkach pisze Anne Applebaum. I wybiela przy okazji rolę komunistów żydowskich w mordowaniu polskich patriotów, bo łagier ten nie był – jak kłamliwie utrzymuje – polskim, lecz żydowskim obozem śmierci, bo w sposób sadystyczny, z niezwykłym bestialstwem mordowano w nim przede wszystkim Polaków, bo jego komendantem był Salomon Morel, szefem więziennictwa Mosze Wassersturm, szefem MO w pobliskim Będzinie Jurek Furstenfeld, a prokuratorem w pobliskich Gliwicach Mietek Rosenkranz.
Ukraińcy agresywnie forsują antypolską narrację historyczną. Tak, jak Żydzi oskarżają powstańców warszawskich o mordowanie ocalałych z getta, tak oni oskarżają AK o mordowanie Ukraińców i głoszą: „Ukraińcy byli uciskani przez Polaków w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić”. Ukraiński minister Andrij Sybiha, po tym jak w „Gazecie Wyborczej” pojawiły się informacje o 15-letniej Ukraince, która miała doświadczyć przemocy psychicznej w formie obraźliwych wiadomości głosowe, wezwał Polskę do ukarania „przejawiających ksenofobiczną postawę wobec Ukraińców”. Na Facebooku napisał: „Szkoda, że trzeba wracać do spraw haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce”. Dorzucił też: „Nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce. Uważam, że takie zachowanie nie może i nigdy nie będzie normą w cywilizowanym społeczeństwie europejskim”. Nie omieszkał też poinformować, że „poruszył incydent wraz z szefem polskiego MSZ podczas wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Polsce i otrzymał zapewnienie, że strona polska odpowiednio zareaguje”. Ale nie „poruszył”, że w Jeleniej Górze 14-letnia Ukrainka zamordowała kuchennym nożem 11-letnią Danusię, wzorową i wszechstronnie uzdolnioną koleżankę ze szkolnej klasy, bo „chciała sprawdzić, jak się zabija człowieka”, że do szkoły przychodziła z nożem i że otwarcie go ostrzyła. Nie „poruszył” też tematu dzieci w polskich szkołach, które są terroryzowane i zmuszane do słuchania banderowskich pieśni.
O antyukraińskim rasizmie nieprzerwanie gardłuje czołowy orędownik tępienia „mowy nienawiści” – Paweł Kowal. Ten obrzydliwie proukraiński typ jest spokrewniony z Heleną Łuczywo, wieloletnią zastępczynią Adama Michnika, wnuczką płk. Ferdynanda Chabera, funkcjonariusza Centralnego Biura Kontroli Prasy MBP i kierownika Wydziału Propagandy KC PPR, której córka Łucja Koch jest szefową Działu Edukacji w Muzeum Polin, głównej manufaktury walki z „mową nienawiści”. Ciotka Kowala w 2002, 2004 i 2005 roku notowana była na liście najbogatszych Polaków, a Kowal został pełnomocnikiem Tuska do spraw odbudowy Ukrainy i nawołuje do przekazywania polskich funduszy ukraińskim oligarchom. Czyżby chciał, śladem cioci, doszlusować do elity finansowej kraju?
Kto jeszcze w Polsce bierze czynny udział w promowaniu narracji, że wypominanie Ukraińcom zbrodni na Wołyniu to „mowa nienawiści”? Od początku III RP środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”, które tropiąc wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce, przeszło do porządku dziennego nad ideologią OUN, któremu nie przeszkadza, że bandyci, których biorą w obronę, mają na sumieniu śmierć kilkuset tysięcy Żydów. Mimo świadomości, iż ofiarami UPA byli jej ziomkowie, robi to Anne Applebaum, wmawiając nam przy tym, że nacjonalizm nie jest zły, jeśli nie jest nacjonalizmem polskim, a jeśli jest antypolski – to wspaniale. Bardzo często mija się też z prawdą. Choćby wtedy, gdy zrównuje zbrodnie banderowców z akcją „Wisła”. „W końcu czerwca 1947 siłom interwencyjnym udało się wreszcie, część z liczącej sobie 140 tys. społeczności ukraińskiej wypędzić z jej siedzib, wepchnąć do brudnych bydlęcych wagonów i przesiedlić na północ i zachód Polski. To był krwawy i bezwzględny proces, tak samo krwawy i bezwzględny jak wymordowanie mieszkańców Wołynia trzy lata wcześniej” – pisze w jednej z książek.
Takimi żartami popisuje się Zełenski. Na przykład o „Ukraińcach ratujących Żydów podczas II wojny światowej”. Ale to nie tylko dowcip podrzędnego komika. Tu chodzi o wysłanie w świat przesłania, że to Polacy tworzyli formacje pomocnicze w niemieckich obozach zagłady, że to Polacy mordowali a Ukraińcy ratowali i że to Polacy a nie UPA ćwiczyli mordowanie Żydów podczas „wydarzeń” na Wołyniu. I już wiemy, dlaczego nikt nie przyjdzie nam z pomocą, kiedy zostaniemy najechani, że będzie to bój o wyzwolenie Polski spod okupacji – trzymając się słów Sybihy – „tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce”. Wiemy też, że noblistka Olga Tokarczuk (tak, jak niegdyś Wolter u boku carycy) zaapeluje do przywódców „państw demokratycznych” (w tym Zełenskiego), aby zrobili porządek z tą „Polską – ostoją nierządu i zabobonu, prześladującą mniejszości”.
Dlaczego w Polsce mogą już wszystko? Nie tylko dlatego, że pomoc ze strony Polski jest im dana raz na zawsze i nie muszą o nią zabiegać. Nie tylko dlatego, że „sługa” nie może dyktować swemu panu, co ma robić. Ale dlatego, że widzą, jak Polacy są spolegliwi wobec Żydów, którzy ich poniżają i oskarżają o różne niegodziwości, a oni, dla wkradzenia się w ich łaski, godzą się na plucie w twarz i jeszcze za to płacą. No i dlatego, że widzą, jak Polacy są słabi wobec roszczeń żydowskich i dla udobruchania Żydów zwracają im majątki.
Sprawę można drążyć pytaniem: Czy „ukrainizacja” Polski nie jest dziełem środowisk „sympatyzujących” z oligarchami, z których tylko jeden na 100 ma nieżydowskie pochodzenie? Czy w całej miłości do Ukrainy nie chodzi o Zełenskiego i jego oligarchów, których łączy jedno – przed świętem Chanuki gremialnie udają się prywatnymi odrzutowcami do Izraela? Czy przyczyną nie jest także to, że Polską i Ukrainą od dekad rządzi żydokomuna? Warszawska ulica o „pierwszym niekomunistycznym rządzie wolnej Polski” mówiła: „Sami Żydzi tylko jeden Syryjczyk” (chodziło o ministra przemysłu Tadeusza Syryjczyka). Dziś o rządzących Ukrainą ulica kijowska mówi: „Sami Żydzi tylko jeden Tatar” (chodzi o Rinata Achmetowa), a my o polskim rządzie mówimy: „Sami Ukraińcy tylko jeden Niemiec” (ale i on ma ukraińską konkubinę). I jeszcze jedno – śledząc kariery polskich polityków powiązanych z Ukrainkami można pytać, czy karier nie porobili dzięki machinacji kadrowej podobnej do funkcjonującej od dekad „Instytucji Esterki”, która polega na pomyślnym swataniu Polaków z Żydówkami?
Dlaczego na Ukrainie nie istnieje w ogóle temat odszkodowań za mienie pożydowskie? Co jest o tyle zastanawiające, że przed wojną większość Żydów mieszkała na wschodnich terenach II RP i tam pozostały majątki większości ofiar Holokaustu. Czy nie dlatego, że na Ukrainie wszystko przejęli Żydzi i trudno byłoby wysuwać do tych majątków roszczenia? Może też chodzić o swoistą rekompensatę dla Ukraińców, którzy pozwolili Żydom rozkraść Ukrainę oraz przejąć grunty rolne i lasy, poprzez wypuszczenie banderowskich sotni do Polski, żeby ją złupić? A jak już złupią to (tak, jak w wojsku chazarskim) dojdzie do podział łupów, połowę zagarnie wódz czambułu. A za złupione wykupi kolejny kawałek Polski.
Ukraińcy (tak, jak Żydzi) nakłaniani są do nabywania polskiego obywatelstwa. Hebrajskojęzyczne portale instruują, że w ten sposób „można dochodzić roszczeń majątkowych za mienie pozostawione w Polsce przez „wypędzonych” w marcu ’68. A Ukraińców przecież też „wypędzono” podczas akcji „Wisła”, i też mają prawo do pozostawionych majątków! Przypomnijmy, że gdy w 2018 r. Kongres uchwalił Act 447, PiS mamiło opinię publiczną tym, że spłaty Żydom nie naruszą interesów Polaków, bo zostaną zrekompensowane wypłatami od Niemców. Dziś PO mami tym, że wielomiliardowa pomoc dla Ukrainy nie narusza interesów Polaków, bo zostanie zrekompensowana pieniędzmi skonfiskowanymi Ruskim.
Na Dzikich Polach doszło do wielkiego skandalu – „masowego schematu defraudacji w przemyśle energetycznym” (by zacytować komunikat ukraińskiego biura antykorupcyjnego – NABU). Z Ukrainy do Izraela zbiegł Timur Mindycz „blizkij drug” Zełenskiego. To nie tylko wizerunkowa katastrofa prezydenta, ale i cios w polskich Ukrainerów, którzy w tym jakiś udział mieć musieli! I tu postawmy tezę: Polska już spłaca roszczenia żydowskie m. in. poprzez pomoc dla Ukrainy, która jest niczym innym, jak pomocą dla żydowskich oligarchów, którzy dzielą się rozkradzionymi w ten sposób pieniędzmi z Izraelem. Hipotezę taką wzmacnia to, że „pomocą” dla Ukrainy zajmuje się Paweł Kowal oraz Anne Applebaum. Ta ostatnia przy pomocy Radka (chociaż, nie wiemy, czy wtajemnicza w to wszystko swego głupkowatego męża).
Hipotezę taką wzmacnia to, że Pawło Kowal skarcił Tomka Terlikowskiego za to, że „mówi o korupcji a to drugorzędna sprawa, bo toczy się wojna i Ruscy wysadzają tory”, i tekst Applebaum zatytułowany „Czym korupcja w Kijowie różni się od korupcji w Waszyngtonie?”, w którym przekonuje, że „afera korupcyjna w otoczeniu Zełenskiego oznacza, że ukraiński system polityczny jest zdrowy i działa zgodnie z prawem”. Hipotezę taką wzmacnia także to, że po wyjściu na światło dzienne afery Mindycza, Radek Sikorski natychmiast przelał z konta MSZ do Kijowa 100 milionów dolarów. No i jeszcze jedno – wypominanie, że Timur (i jego żydowska drużyna) miał paszport izraelski i że zwiał do Izraela, to już jawny „antysemityzm”. Bo przecież on tylko znalazł schronienie w Izraelu przed antysemitami z NABU.
A co do Radka to kiedyś, na wiadomość o aresztowaniu Sławomira Nowaka, padł na niego blady strach. Wielbiciel Twittera stracił chęć do tweetowania. Milczał całymi dniami. Co tym bardziej dziwiło, że wcześniej na podobną aferę korupcyjną zareagował tweetem: „Powiedzieć o ukraińskiej gospodarce, że nie jest skorumpowana, to tak jak powiedzieć o Julii Tymoszenko, że jest niepokalanie uczciwa”. Szefowi jednego z najbardziej zżeranych korupcją ministerstw odpowiedzieli wówczas blogerzy: „Mówić, że gospodarka polska nie jest skorumpowana, to tak jakby mówić, że Anne Applebaum jest dziewicą”.
Do afery Mindycza doszło po naciskach władz amerykańskich, do których docierały sygnały, że kontrola nad pomocą wysyłaną Ukrainie kończy się na polskiej granicy, i gdy w Senacie USA zapytano, skąd Zełenski wziął 700 mln dolarów (bo na tyle wyceniła jego majątek „Forbes”). I właśnie dlatego zapytać trzeba: Czy, po zakończeniu wojny, ukraińscy oligarchowie obłowieni na polskiej pomocy, nie ukryją zrabowanych pieniędzy nad Wisłę, pod opiekę warszawskich rabinów z Chabad, którzy pomogli im się nakraść?
Nie należy też wykluczyć innego scenariusza: W przypadku totalnej klęski na froncie – dostaną azyl w Polsce. Azyl dostaną też ukraińscy nacjonaliści, którzy, dzięki pieniądzom od oligarchów nabyli dziwną przypadłość – nie są zwolennikami „Ukrainy dla Ukraińców”, są tylko „wrogami Rosji”, Żydom nie zagrażają, ale są na tyle zapalczywi, że doprowadzą do wojny domowej w Polsce.
Pikanterii aferze dodaje, że Timur Mindycz, przed odlotem do Tel Awiwu wpadł do synagogi sekty Chabad w Warszawie. Nie wiadomo tylko, czy na modlitwę czy na rozmowy biznesowe, bo Chabad w Polsce (tak, jak na Ukrainie) nie zajmuje się krzewieniem mądrości Talmudu, a biznesem, szczególnie przejmowaniem kamienic. I tu pytanie: Czy to Chabad nie dokończy przedwojennego żydowskiego zamysłu: „Wasze ulice, nasze kamienice”. I czy nie uzasadnione jest podejrzenie, że Timur i jego „blizkij drug” Wołodymyr to tylko kurierzy przewożący, pod ochroną Mosadu i ABW, zrabowane pieniądze do Izraela?
Co jeszcze świadczy o tym, że to wojna żydowska? Bo jest w interesie osiadłych w Nowym Jorku skomunizowanych żydków z Galicji. Bo Tom Rose powiedział w Senacie: „Izrael prowadzi wojnę na siedmiu frontach, sześciu na Bliskim Wschodzie a siódmym w Europie”. Bo nacjonalista żydowski stał się nacjonalistą ukraińskim, wybaczył banderowcom unicestwienie swoich ziomków i żydowskim niedobitkom na Ukrainie nie pozwala powiedzieć na Banderę złego słowa. Bo takiego sojuszu broni żydokomuna w Polsce, a osłonę medialną zapewnia „Gazeta Wyborcza” i TV Republika (która swą siedzibę wynajęła od warszawskiej gminy żydowskiej). Bo PiS i KO w tej sprawie zachowują się, jak Komintern w odniesieniu do wojny polsko-bolszewickiej, wykazują pełną jednomyślność, a drobne animozje wynikają jedynie z licytowania się, kto da Ukrainie więcej.
A na koniec kilka konkluzji:
Coś wisi w powietrzy, coś się święci, coś Polakom szykują. Wkrótce uraczą nas uchwałą o „Przeciwdziałaniu antyukrainizmowi i wspieraniu życia ukraińskiego w Polsce na lata 2026-2100”, która będzie przewidywać sankcje karne wobec Polaków, będzie kompatybilna z ogłoszonymi przez Tuska „pięcioma przykazaniami” ostrzegającymi Polaków, że każde „ale” wobec Ukrainy oznacza zdradę na rzecz Rosji,
Polacy stają się obywatelami trzeciej kategorii, co wskazuje na to pogardę, jaką Żydzi i Ukraińcy żywią wobec nas i że nie byłoby to możliwe bez zorganizowanej i wpływowej agentury, która do wyzwolenia Polski spod jarzma zoologicznych ukrainofobów wydeleguje tych samych prokuratorów, którzy zajmują się antysemitami.
Ukraińcy po cichu grabią Polskę, a Żydzi (też po cichu) mienie bezspadkowe i jeszcze razem tworzą sobie Ukropolin. A jak już wycisną z Polski wszystkie żywotne soki, jak już odbiorą odszkodowania za „wydarzenia” na Wołyniu, wymuszą jeszcze większe pieniądze dla banderowskich fundacji, czyli finansowanie banderowcom ostrzenia siekier. Ugrają też Ukropolin, bo to wszystko jest do siebie dopasowane jak puzzle.
Widzimy, jak profetyczny był Grzegorz Braun ze swymi przestrogami: Stop ukrainizacji Polski i Stop banderyzacji polskiej racji stanu.
Krzysztof Baliński
