Pani Małgorzata – Rosjanka, przyjaciółka „Dziadka” Wyszyńskiego.

Pani Małgorzata

 

https://www.gosc.pl/doc/7827318.Pani-Malgorzata

Margarita Szarowa w Polsce z wizytą u rodziny Ryżko. archiwum margerity

Pani Małgorzata

===============================

Margerita Szarowa, rosyjska katoliczka i osoba zaufania kard. Stefana Wyszyńskiego, skrywała wiele tajemnic. Jedną z nich udało mi się poznać w Laskach.

Poznałem ją w maju 2005 r., kiedy przyleciałem do Moskwy, aby wysłuchać i spisać opowieści o jej niezwykłym życiu: świadka wiary, ofiary represji politycznych oraz organizatorki pomocy dla prowadzonych przez polskich księży parafii katolickich na Białorusi, a także na Łotwie i Ukrainie. Przez kilka dni notowałem jej wspomnienia, gdyż nie zgodziła się, abym je nagrywał. Nie opowiedziała mi jednak całej swej historii.

Element antysowiecki

Była Rosjanką. Pochodziła z rodziny prawosławnej, która w czasach sowieckich odeszła od wiary. Na studiach koleżanki wprowadziły ją w środowisko katolików, tajnie spotykających się w parafii św. Ludwika w Moskwie. Jej proboszczem był amerykański asumpcjonista o. Léopold Braun. Tajnie ochrzcił Szarową 24 września 1942 r. Poskutkowało to tym, że 28 czerwca 1943 r. została aresztowana i osadzona w areszcie śledczym NKWD na Łubiance. Po długim śledztwie 22 lutego 1944 r. Kolegium Specjalne NKWD skazało ją jako „element antysowiecki” na pięć lat zesłania na Syberię. Tam nawiązała kontakt z polskimi księżmi, podobnie jak ona odbywającymi karę: ks. Janem Wasilewskim, byłym rektorem seminarium duchownego w Pińsku, ks. Wacławem Piątkowskim z Niedźwiedzicy oraz ks. Stanisławem Ryżką z Pińska.

Po odbyciu kary w 1949 r. pojechała na Białoruś, do Niedźwiedzicy w obwodzie brzeskim, aby odzyskać siły i odbudować się duchowo. Tam znalazła drugi dom, do którego później chętnie wracała. W latach 1948–1956 przesyłała paczki z żywnością dla uwięzionych w łagrach kapłanów katolickich. Kiedy w 1949 r. mogła wrócić do Moskwy, podjęła studia wieczorowe w Moskiewskim Pedagogicznym Instytucie Literatury Zagranicznej im. Maurice’a Thoreza i uczyła języka francuskiego w szkole. Była aktywna w parafii pw. św. Ludwika, prowadziła tam m.in. chór kościelny i grała na organach. W 1957 r. została zrehabilitowana. Znalazła pracę w Państwowej Bibliotece Literatury Zagranicznej w Moskwie, gdzie była zatrudniona do emerytury, na którą przeszła w 1981 r. Dzięki ogromnej wiedzy, znajomości kilku języków i sumienności zachowała posadę, choć interesowały się nią tajne służby.

U boku prymasa

Pod koniec lat sześćdziesiątych nawiązała kontakty z rodzinami osób, które poznała na Syberii. Zaczęła przyjeżdżać do Polski. Wykorzystała te znajomości do zorganizowania akcji wysyłki do Związku Sowieckiego książek religijnych, a przede wszystkim mszałów. Jej mieszkanie było miejscem, w którym Polacy szukający kontaktu z chrześcijanami i dysydentami mogli otrzymać wsparcie. Znakomicie opanowała w mowie i piśmie język polski.

W czasie jednej z wizyt w Polsce poznała kard. Stefana Wyszyńskiego. Spowiadała się u niego, gdyż księżom z Moskwy nie ufała. Przygotowała dla niego obszerny materiał na temat sytuacji Kościoła w Związku Sowieckim oraz systemu ateizacji społeczeństwa. Opracowanie trafiło do Watykanu, ale nie przyniosło skutków, gdyż ktoś przekazał je władzom sowieckim.

W 1990 r. do Moskwy, jako duszpasterz Polaków w ZSRR, przyjechał ks. Tadeusz Pikus, później biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej, a następnie biskup drohiczyński. W pierwszym okresie zamieszkał u Szarowej. Przekazała mu swoje kontakty i uczyła rosyjskiego. Tłumaczyła również teksty z łaciny dla moskiewskiej kurii, którą w 1991 r. zorganizował abp Tadeusz Kondrusiewicz, administrator apostolski dla europejskiej części Rosji. Do końca życia była aktywna w duszpasterstwie różnych grup i środowisk. Zmarła 28 czerwca 2008 r. w wieku 87 lat.

Nasza siostra

Pisałem o niej w „Gościu”, a także w wydawnictwach IPN, m.in. opracowałem jej biogram w leksykonie pt. „Zostali na Wschodzie. Słownik inteligencji polskiej w ZSRS 1945–1991”. Nie spodziewałem się, że tekst będzie miał dalsze konsekwencje. Redaktor książki Adam Hlebowicz podarował egzemplarz s. Faustynie, zajmującej się archiwum Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach. Przeglądając go, zwróciła uwagę na sylwetkę Szarowej. – Ona była naszą siostrą – powiedziała. Pojechałem więc do Lasek, aby dopowiedzieć historię Margarity.

– Małgorzatę Szarową poznałam w 1977 r. w Laskach, byłam wtedy postulantką, opowiada s. Faustyna. – Zobaczyłam ją po raz pierwszy w refektarzu naszego domu zakonnego. Nikt mi jej wcześniej nie przedstawiał, więc byłam zaskoczona, że po refektarzu, a więc w przestrzeni dostępnej tylko dla sióstr, krząta się osoba świecka. Jako postulantka mogłam tam wchodzić o określonej porze, a ta pani po prostu tam była. Nie chodziła w habicie, była ubrana w strój świecki. Zwracaliśmy się do niej „pani Małgorzato”. Gdy wchodziła do kaplicy, zakładała na głowę chustę. Wspólnie z nami odmawiała brewiarz, uczestniczyła we Mszy św. Jadała z nami posiłki, ale mieszkała w domu rekolekcyjnym. Przyjeżdżała co jakiś czas, czasem z osobą towarzyszącą, która zatrzymywała się na krótko. Pani Małgorzata natomiast była u nas na dłużej, czasem na trzy tygodnie. Odprawiała także z siostrami rekolekcje. O tym, że jest naszą siostrą, oficjalnie dowiedziałyśmy się dopiero po rozpadzie Związku Sowieckiego. Ona jednak już wtedy do nas nie przyjeżdżała, natomiast pisała listy, które zachowały się w naszym archiwum. Ich adresatem była s. Klara Jaroszyńska, z którą była zaprzyjaźniona, a później s. Rut Wosiek. Natomiast jeszcze w czasach komunizmu nasze siostry jeździły do niej do Moskwy. Była u niej s. Terezja Dziarska. Oczywiście siostry jechały jako osoby świeckie. Siostra Terezja była w latach 1989–1995 przełożoną generalną w Laskach. Można więc powiedzieć, że z Margaritą Szarową utrzymywały osobisty kontakt trzy kolejne przełożone generalne w Laskach: Maria Stefania Wyrzykowska, Alma Skrzydlewska i Terezja Dziarska. Była u niej także s. Jana Brudzińska, która przed wojną pracowała jako nauczycielka na Kresach. Była osobą niewidomą. Siostra Jana spinała włosy w duży kok i gdy jechała do Związku Sowieckiego, ukrywała w nim różańce i medaliki, które później przekazywała tamtejszym chrześcijanom. Wiem, że w czasie takich podróży zabierała ze sobą także egzemplarze Pisma Świętego, modlitewniki i literaturę religijną. Zatrzymywała się u Szarowej.

Maria Gabriela Teresa od Królowej Korony Polskiej

Z zachowanej w archiwum notatki, którą sporządziła siostra Rut Wosiek, wynika, że w październiku 1979 r. Szarowa, która w zakonie przybrała imię Maria Gabriela Teresa od Królowej Korony Polskiej, odnowiła śluby wieczyste. Jest tam także informacja, że pierwsze śluby wieczyste odebrała od niej matka Maria Stefania Wyrzykowska, przełożona generalna w latach 1962–1977. Świadkiem zaś była s. Alma Skrzydlewska, która była następczynią Wyrzykowskiej. W notatce napisano, że śluby wieczyste odbyły się w pokoju matki Czackiej „przy szczelnie zasłoniętych oknach i zamkniętych drzwiach”. Niestety, nie znamy daty, kiedy to miało miejsce. Jak mówi s. Faustyna, w czasie składania ślubów wieczystych mógł być obecny także kapłan, ale nie było to konieczne. Z listów Szarowej wynika, że jej przewodnikiem duchowym w Laskach był ks. Tadeusz Fedorowicz, charyzmatyczny kapłan, kierownik duchowy Zakładu dla Ociemniałych w Laskach, który w 1941 r. dobrowolnie pojechał z deportowanymi Polakami w głąb Rosji. Pytam s. Faustynę, co można wywnioskować z informacji, że Szarowa odnowiła śluby wieczyste w październiku 1979 r. – To oznacza, że była u nas wtedy na rekolekcjach, gdyż one zawsze kończą się odnowieniem ślubów. Oczywiście śluby wieczyste musiała złożyć wcześniej.

Otwarte jest pytanie, jak Szarowa trafiła do Lasek. – Musiała mieć rekomendację od kogoś ważnego. Wydaje mi się, że w przypadku Rosjanki taką rekomendację mógł jej dać tylko kard. Wyszyński. Z całą pewnością ksiądz prymas musiał się zgodzić na udzielenie jej ślubów wieczystych, gdyż takie wówczas obowiązywały procedury – mówi s. Faustyna. – Wszystkie nasze siostry, które nielegalnie jeździły z posługą na Wschód, miały zgodę księdza prymasa. Musiała także przejść okres formacji wstępnej, postulat i nowicjat, który normalnie trwa u nas dwa lata. Prawdopodobnie ten czas przeszła zaocznie. Dostała materiały formacyjne i dalej sama przygotowywała się do złożenia pierwszych ślubów. Przed ślubami musiała się odbyć rozmowa kanoniczna, którą przeprowadzała przełożona generalna, a więc osoba odbierająca później śluby. Musiała znać całą biografię nowicjuszki i ją osobiście. W przypadku Szarowej wiemy, że była to matka Stefania, a więc należy przyjąć, że śluby wieczyste złożyła w Laskach najpóźniej w 1977 r. – opowiada. – W tamtym czasie obowiązkowe były także rozmowy kandydatki z biskupem miejsca albo jego delegatem. Przypuszczam, że w jej przypadku była to rozmowa z księdzem prymasem. Jednak nawet po ślubach funkcjonowała w Laskach jako pani Małgorzata. Tak się wszyscy do niej zwracali. Obowiązywała jednak zasada, że zanim złoży się śluby wieczyste, przez pięć lat odnawia się pierwsze śluby. Matka Stefania była przełożoną generalną do 1977 r., a więc śluby wieczyste Szarowej musiały nastąpić najpóźniej do tego roku. To zaś oznacza, że pierwsze śluby mogła złożyć najpóźniej w 1973 r.

Siostra Faustyna dodaje, że normalnie w zgromadzeniu wszystkie śluby są odnotowywane w Księdze Ślubów. Jednak nie ma w niej żadnego zapisu o ślubach Małgorzaty Szarowej. – Zresztą podobnie nie ma zapisów o ślubach wieczystych dziewięciu innych sióstr, które tajnie składały je w Ukrainie. Wiedzę o tym wydarzeniu miały jedynie osoba składająca śluby i przełożona generalna, która je przyjmowała, lub jej delegatka, a także świadek. Może są na ten temat jakieś nieoficjalne notatki, ale na razie do nich nie udało się dotrzeć – mówi s. Faustyna.

W archiwum w Laskach przechowywanych jest ponad 60 obszernych listów Szarowej, pisanych w latach 1991–2008. Opisują one proces odradzania się Kościoła katolickiego; zawierają również wnikliwą obserwację tego, co działo się w Rosji. Szarowa nie miała złudzeń, że jej kraj idzie w złą stronę. Zwłaszcza po tym, gdy prezydentem został Putin. W liście z 19 listopada 1999 r. napisała: „O ile wybuchnie trzecia, potworna wojna, proszę mi wierzyć, rozpęta ją właśnie Rosja”. W kontekście agresji Rosji na Ukrainę, wpisującej się w ciąg wydarzeń nazwanych przez papieża Franciszka trzecią wojną światową w kawałkach, jej słowa nabierają nowego, profetycznego znaczenia.

====================================

Mirosław Dakowski: Panią Małgorzatę poznaliśmy w czasie mej pracy w Zjednoczonym Instytucie Badań Jądrowych w Dubnej w latach 60-tych. To była wcześniej szaraszka.

Małgorzata Siergiejewna mieszkała w Moskwie w izbie w wieżowcu -klatce do spania. Z Matką, która jeszcze w Latach 70-tych… po ciężkich obozach, była stalinistką. Gdy byliśmy już w Polsce [PRL], czasem pojawiała się jakaś osoba, i wręczała mi pakiecik. „Chusteczki dla Dziadka”, wiedziałem. I wręczałem którejś pani z „Ósemki”, której Małgorzata była pewna. Te chusteczki były wyszywane drobnym, pewnym pismem, w pięknej polszczyźnie. Bez szyfrów.

Naszej rodziny najbliższa, najcieplejsza Przyjaciółka.

======================

Gdzieś to opisałem, nie mogę znaleźć.. W latach 80-tych mało wyjeżdżało kolegów do Dubnej – konferencje, staże. A książki do przemytu piętrzyły się. Okazało się ,że Filharmonia Narodowa ma tournée w „Związuniu”. Byli chętni. Zawiozłem ze 40 kg trefnych książek, gł. katolickich. Instruuję o BHP, by nikt nie wsypał. Hi, hi.. już sekretarz POP wziął, obaj agenci -donosicliele też Przysięgali że nie doniosą – to byłoby „niepatriotycznie”. Musiałem wracać do drugi transport. Więcej przywieź, fortepiany i harfy dużo wezmą!!! [pudła]. Nawet Marysia kochanka dyrygenta, poczuła odwagę.

Zarządziłem jednak, by w Moskwie nie ujawniać Małgorzaty i jej adresu: Do Metro Sokoł wieźli różni, dalej wzięli zaufani – i zanieśli do p. Małgorzaty. „Oj, kochani, tak to jest potrzebne!” -krzyknęła MS radośnie.

Po paru tygodniach dowiedziałem się z kartki pocztowej, że wszystko przebiegło sprawnie, już rozdała.