
ZUS będzie dopłacał do emerytur Brazylijczyków
magnapolonia/zus-bedzie-doplacal-do-emerytur-brazylijczykow
Rząd warszawski zakończył negocjacje z Brazylią w sprawie umowy o zabezpieczeniu społecznym. Porozumienie ma umożliwić m.in. sumowanie okresów ubezpieczenia oraz transfer świadczeń pomiędzy obydwoma państwami. Pomysł już teraz budzi sprzeciw polityków prawicy, gdyż oznaczać będzie kolejne obciążenia dla polskiego podatnika.
ZUS będzie dopłacał do emerytur Brazylijczyków. Opanowane przez aktywistów skrajnej lewicy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej potwierdziło, że negocjacje zostały zakończone, a Polska i Brazylia prowadzą obecnie procedury wewnętrzne poprzedzające podpisanie porozumienia. Rząd tłumaczy, że umowa ma ułatwić funkcjonowanie osobom, które pracowały w obu państwach, a także polskim przedsiębiorcom prowadzącym działalność w Brazylii.
Problem polega jednak na tym, że podobne rozwiązania mają poważny wagomiar finansowy. I właśnie o ten aspekt pytają krytycy rządu. Największe kontrowersje dotyczą możliwości wykorzystania zagranicznego stażu pracy przy ustalaniu prawa do świadczeń w Polsce. Krzysztof Bosak wskazuje, że w przypadku przyszłej umowy z Brazylią osoba posiadająca odpowiednio długi staż ubezpieczeniowy w Brazylii może – przy spełnieniu warunków określonych w porozumieniu – uzyskać prawo do polskiej emerytury minimalnej po bardzo krótkim okresie opłacania składek w Polsce. Jako przykład podaje nawet jedną składkę.
Istnieją już przykłady działania podobnych mechanizmów. Z danych przywoływanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że dopłaty do minimalnych emerytur cudzoziemców wzrosły z 27,7 mln zł w 2020 roku do 123,5 mln zł w 2025 roku. Liczba osób objętych takimi dopłatami zwiększyła się w tym czasie z około 4,2 tys. do 11,4 tys. To oznacza wzrost kosztów ponad czterokrotny w ciągu zaledwie pięciu lat.
Polska ma już dwustronne umowy o zabezpieczeniu społecznym m.in. z Ukrainą, Białorusią, USA, Kanadą, Australią, Turcją, Izraelem, Indiami i Koreą Południową. ZUS wyjaśnia, że tego rodzaju porozumienia opierają się m.in. na zasadzie sumowania okresów ubezpieczenia oraz zachowania praw do świadczeń.
Samo istnienie takich umów nie musi być problemem. Kontrowersje zaczynają się wtedy, gdy polski system gwarantuje świadczenie minimalne osobie, która zdecydowaną większość swojej kariery zawodowej przepracowała poza Polską, a różnicę pomiędzy wypracowanym świadczeniem a polską emeryturą minimalną są znaczne i musi je pokryć polski budżet.
Rząd warszawski powinien przed podpisaniem umowy przedstawić opinii publicznej szczegółowe wyliczenia: ilu osób może ona dotyczyć, ile świadczeń może zostać wypłaconych z Polski oraz ile będzie wynosiła potencjalna dopłata z pieniędzy polskich podatników. Tymczasem takich danych nadal nie przedstawiono. Ekspertka cytowana przez „Rzeczpospolitą” zwraca uwagę, że bez informacji o liczbie potencjalnych beneficjentów, skali zatrudnienia transgranicznego i przewidywanej liczbie świadczeń nie sposób rzetelnie ocenić, czy korzyści gospodarcze z umowy przewyższą jej koszty.
Według danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców w 2025 roku w Polsce mieszkało 1716 obywateli Brazylii. Rząd argumentuje, że Brazylia jest największym partnerem handlowym Polski w Ameryce Łacińskiej, a umowa ma ułatwić współpracę gospodarczą i sytuację pracowników delegowanych. Trudno jednak nie zadać pytania, czy interes gospodarczy rzeczywiście wymaga tworzenia potencjalnych zobowiązań emerytalnych wobec kolejnej grupy cudzoziemców.
Polska ma przecież własny, narastający problem z finansowaniem systemu emerytalnego. ZUS nie wypłaca przecież emerytur każdemu ze zgromadzonego przez niego prywatnego subkonta. Bieżące składki pracujących finansują w dużej mierze bieżące świadczenia innych osób. Jeżeli więc państwo rozszerza krąg osób uprawnionych do świadczeń finansowanych z polskiego budżetu, powinno jednocześnie wskazać, skąd będą pochodziły pieniądze na te zobowiązania.
Niestety, lewicowi politycy POPiS najpierw tworzą nowe uprawnienia, a dopiero później zastanawiają się nad ich długoterminowym finansowaniem. Dziś kwota 123,5 mln zł może wydawać się niewielka w porównaniu z całym budżetem państwa. Problem polega jednak na dynamice. Jeżeli liczba cudzoziemców korzystających z dopłat rośnie z kilku tysięcy do kilkunastu tysięcy, a następnie system jest rozszerzany na kolejne państwa, koszty mogą systematycznie rosnąć.
Nie oznacza to, że umowa z Brazylią sama w sobie doprowadzi ZUS do bankructwa. Tego na podstawie obecnie dostępnych danych nie można uczciwie stwierdzić. Można natomiast wskazać realne ryzyko: każde dodatkowe zobowiązanie emerytalne państwa zwiększa presję na system, który już w przyszłości będzie wymagał znacznego finansowania z budżetu.
W tym kontekście krytyka ze strony Konfederacji zasługuje przynajmniej na poważną debatę. Krzysztof Bosak określił planowaną umowę mianem kolejnego elementu programu wsparcia imigrantów na emeryturze. Konfederacja domaga się odejścia od mechanizmu, w którym bardzo krótki okres pracy w Polsce może – przy spełnieniu określonych warunków dotyczących zagranicznego stażu – prowadzić do prawa do polskiego świadczenia minimalnego finansowanego z budżetu. To fundamentalne pytanie o sprawiedliwość systemu.
Polak przez kilkadziesiąt lat płaci składki, podatki i finansuje funkcjonowanie państwa. Tymczasem państwo nie powinno tworzyć sytuacji, w której osoba, która znaczną część swojej kariery zawodowej spędziła poza Polską, może uzyskać świadczenie wyższe od tego, które wynikałoby wyłącznie z jej składek zapłaconych w Polsce – a różnicę pokrywa polski podatnik.
NASZ KOMENTARZ: System emerytalny, który zamiast ograniczać przyszłe zobowiązania otwiera kolejne kanały ich powstawania, może w długim okresie stać się jeszcze większym ciężarem dla następnych pokoleń. Zanim więc Brazylia zostanie objęta kolejnymi przywilejami emerytalnymi, władze powinny odpowiedzieć ile będzie to kosztowało polskich podatników – dziś, za 10 lat i za 30 lat?
Niestety, nikt z POPiS o tym nie myśli. Warszawkę interesuje tylko perspektywa najbliższych wyborów i dorwania się do koryta.