Największe oszustwo współczesnego świata

Największe oszustwo współczesnego świata

Jerzy Karwelis dziennikzarazy/-najwieksze-oszustwo-wspolczesnego-swiata

plaża to

26 lipca, wpis nr 1418

Szybko zleciało. Właśnie dołączam do grupy ludzi, którym się przypatrywałem z rzadka, z pewną może nie pogardą, gdyż zawsze szanowałem ludzi starszych, ale z pewnym dystansem, że to mnie czeka dopiero kiedyś i będę się martwił jak to się stanie. Nie, nie mówię tutaj o śmierci – mówię o tym, że właśnie osiągnąłem wiek emerytalny. Znajduję się w momencie rytuału przejścia do specyficznej grupy społecznej, a właściwie uposażeniowej. No bo emeryci tylko z tego powodu stanowią, jeśli już, jakąś społeczność – nie z powodów jedności poglądów politycznych, nawet pokoleniowych – są tylko zjednoczeni tym, jak potraktowało i traktuje ich państwo. Nie dając im żadnej alternatywy.

Niedługo więc dołączę do tej grupy, która codziennie czyta poradniki (najczęściej w Wyborczej, co nie jest bez politycznego znaczenia) jakież to tam dodatki przewidziało dla mnie państwo, jak dostać kolejną zapomogę, dofinansowanie, po ile dziś leki i po ile za babciowe (dziadowe?) w tym miesiącu. Stanę się ofiarą codziennych kalkulacji, rewaloryzacji, przeliczeń. Mam już zresztą swój stały, indywidualny numerek w ZUS-ie, w którym zaczynam bywać coraz częściej. Tak, dopiero teraz zaczynam tam bywać, choć to ta instytucja, okazało się dziś, towarzyszyła mi od młodości, od pierwszego odpisu składek (wcześniej zbiorowych, później indywidualnych), zabierając mi sporą część zarobków. Dziś więc odwiedzam ten Watykan emerytów, by zobaczyć co tam dla mnie mają. Mój los, tych spóźnionych i odkładanych odwiedzin u swego codziennego ciemiężyciela powtórzą kiedyś wszyscy młodzi, tak ja kiedyś dziś myśląc, że to za sto lat.

ZUS jako ciemiężca

Mówię o ZUS-ie „ciemiężyciel”, gdyż system emerytalny jest jednym z większych skandali oszukańczego przymusu. Państwo bowiem wmusza we mnie swój jedyny, monopolistyczny system emerytalny, określa, rosnące w procentach czy też w okresach, składki, te latają gdzieś tam po OFE, ZUS-ach, czy FUS-ach. (Nota bene – my myślimy, że emerytury płaci nam ZUS – nic podobnego płaci nam Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, ZUS tylko wylicza, a więc jest tylko wystawiony do nas, emerytów do kontaktu). Kiedy przychodzi co do czego, to dowiadujemy się po skomplikowanych algorytmach ile tej emerytury dostaniemy. A więc system jest taki – dziś zabieramy tyle ile nam się chce, zaś – jak mawiał redaktor Michalkiewicz – „kiedyś” „coś” ci na emeryturze wypłacimy. „Kiedyś”, gdyż rozmowy na temat osiągniecia wieku emerytalnego wciąż trwają, zaś co do jej wysokości, to jak już się zacząłem dowiadywać, to wysokość emerytury się zmieniała za każdym razem.

System emerytalny to jakaś porażka. Po pierwsze – mieliśmy do czynienia z totalnym przewałem. Wiadomo za komuny zindywidualizowanie podatków czy składek było mitem – wszystko szło do jednego wora, który przy przejściu do formatu III RP okazał się pusty. I jak nowa Polska zechciała się zabawić w budowanie nowego systemu, to weszliśmy w spiralę, gdzie na ludzi na emeryturze nie pracowały ich odkładane pieniądze, bo tych nie było, tylko pracowali na nich ówcześnie płacący składki. Okazało się więc, że pracujący nie płacili na własne przyszłe emerytury, tylko na emerytury tych, co na nie odkładali, zaś ich środki zostały zdefraudowane.

Nie wszystko można zrzucić na PRL

Ale nie było to takie proste, że nowa III RP odziedziczyła bankruta po PRL i nie było co z tym zrobić. (Przypomnę – wciąż są ludzie, którzy za PRL-em tęsknią, będąc jednocześnie przezeń obrabowanymi ze swych składek, a właściwie popierając system, który na ich dzieci nałożył obowiązek utrzymania swoich rodziców pozbawionych sprzeniewierzonych środków). III RP miała okazję napełnienia tego pustego garnka. Okazją była prywatyzacja. Już na samym początku tzw. transformacji Unia Polityki Realnej (partii z Korwinem na czele) postulowała, żeby z każdej prywatyzacji odpisywać 20% i zasilać nim FUS, tak, by wypełnić tę dziurę po PRL-u. Mimo rządów partii postsolidarnościowych prywatyzacja poszła jak poszła, a właściwie – tak jak się wysokie umawiające się strony umówiły się przy Okrągłym Stole.

Prywatyzacja była najszybszym sposobem półlegalnego uwłaszczenia się nomenklatury i nie było – przy Okrągłym Stole przynajmniej – żadnej mowy o jakichś odpisach na rzecz ludu. Ten był ganiany – przez solidaruchów najbardziej – za zwierzęcy antykomunizm, sami komuniści przeistoczyli się nagle we wzorce kapitalistów (dodajmy – za nasze), zaś Gazeta Wyborcza zaczęła promować fałszywy amerykański mit, jakoby „pierwszy milion trzeba ukraść”. Z takiej ochrony skorzystali postkomuniści, tyle, że nie skończyli na „pierwszym milionie”, nie tylko uwłaszczając się na publicznym mieniu, ale budując cały równoległy i nieoficjalny system podwieszeń typu patron-klient. Interesy przyszłych pokoleń, polegające na reanimowaniu systemu emerytalnego za pieniądze z prywatyzacji były tu na ostatnim miejscu. Tyle, że nawet emeryci o tym nie pamiętali i nie pamiętają do dziś, utyskując albo, że za PRL było lepiej, albo, że Solidarność chciała dobrze przy Okrągłym Stole, tyle, że wyszło jak wyszło.

Demografia jako praprzyczyna   

Do zapaści obecnego systemu doszła jeszcze zapaść demograficzna, która włączyła nożyce pokoleniowe – coraz więcej ludzi przechodziło na emeryturę, do pustej kasy zaś dokładało się coraz mniej pracujących Polaków. Nie bez znaczenia było również to, że lawinowo zwiększyła się administracja, którą oceniam na około miliona ludzi. Jest to milion ludzi wykazywanych jako pracujących, ale pensje dla nich i składki za nich płaci polski podatnik, a więc ich składki są mocno iluzoryczne, bo to przekładanie z kieszeni do kieszeni tych samych pieniędzy. 

Ta finansowa dziura deficytu pomiędzy składkami a wypłatami wciąż rośnie. Przypomnieć należy, że do tej kolejki po kasę ustawiły się obecnie jeszcze tysiące Ukraińców – wystarczy bowiem miesiąc pracy w Polsce (czyli miesiąc płacenia składek), by Polska dopłaciła – z naszych przecież – do ukraińskiej różnicy do polskiej emerytury minimalnej. Dodać należy, że to kuriozum – gościu z Ukrainy płacił TAM składki, my zaś mu płacimy u nas część emerytury po jednym miesiącu wnoszenia składek. Roczny deficyt systemu emerytalnego wynosi obecnie ponad 64 miliardy złotych i rośnie rok do roku.

Tyle kwestie finansowe. Teraz pora na społeczne. System emerytalny, który mamy obecnie, pamięta jeszcze czasy swego założyciela, Bismarcka, i jest przykładem jak rozwiązania w miarę pasujące do czasów swego stosowania mogą narobić szkód w czasach, gdy okoliczności usprawiedliwiające ówczesne rozwiązanie obecnie nie istnieją. Chodzi o demografię. Za Bismarcka ludzi było pełno, było więc komu płacić składki, nawet państwo się zabawiało nadwyżkami.

W miarę upadku europejskiej demografii, szczególnie w przeliczaniu tego w odwrotnych przepływach finansowych, że to nie emeryt pobiera sobie emeryturę ze swoich składek, ale to pracujący płaci na niego, zaciągając wobec siebie coraz większy dług na przyszłość, proporcje zaczęły się zmieniać. Wystarczy porównać ilość pracujących w danym roku i ilość pobierających emeryturę. Na początku lat dwutysięcznych na jednego emeryta „pracowało” 3 pracowników, dziś to 2,6. W 1980 roku było to 5,2 pracującego na jednego emeryta. Czyli spadliśmy o połowę.

Społeczne efekty systemu emerytalnego

Taki system powoduje duże szkody społeczne. W dotychczasowej historii cywilizacji jakoś obywaliśmy się przez tysiąclecia bez bismarkowskich emerytur i zusów. Jak to działało? Po pierwsze – dzieci były inwestycją. Nie tylko w pracę i zarabianie dla rodziny, ale również w spokojną starość rodziców. Rodziny musiały być więc w miarę liczne, ale też wychowywanie dzieci odbywało się poprzez wpajanie szacunku do starszych, gdyż tylko ten szacunek gwarantował, że jak się rodzice zestarzeją, to – będąc na łasce dzieci – nie zostaną pogonione z domu jako obciążenie. Istnienie między innymi takiego systemu emerytalnego spowodowało po latach, że dzieci stopniowo przestawały być traktowane jako inwestycja, ale jako koszt.

Bowiem utrzymanie na starość rodziców przejął ktoś inny, w większości niestety państwo, w wymuszonym podatku, za który, jak się tu rzekło „kiedyś”, „coś” dostaniemy. Zwolniło to dzieci na przyszłość od zajmowania się rodzicami, zaś sami rodzice nie musieli już wychowywać dzieci na porządnych ludzi, gdyż rodziców dobrostan nie zależał już od poprawnych stosunków w rodzinie, tylko od okazało się, że od złudnej nadziei, że te obowiązki przejmie państwo.

Z tego też powodu spadła demografia, bo kto chce zamiast mnożenia inwestycji fundować sobie dodatkowe koszty? Tu się właśnie pomyliły wszelkie te programy socjalne z plusikiem, gdyż myślały, że jak się dosypie kasy do rodzin, to się zwiększy dzietność. Ale nie tędy droga, no długo by o tej demografii mówić, ale dzietności programy pomocowe nie zwiększają, jak już – są formą redystrybucji budżetu w pożądanych (dodajmy – wyborczo) kierunkach. Ale w wielu przypadkach efektem ubocznym jest degrengolada budżetu i morale społeczeństwa, że „się należy”.

Co ciekawe, słyszałem, że na początku III RP chciała wręcz wypchnąć ludzi na emeryturę. Postanowojenny wyż demograficzny dawał szanse na sfinansowanie tego procederu, zaś chciano obywateli skażonych PRL-em zredukować jako element nie nadający się do nowej rzeczywistości. Wkrótce okazało się, że poszło jak zwykle. Nowa Polskę zbudowało uwolnienie tłamszonego w PRL potencjału przedsiębiorczości, zaś nowi „młodzi, wykształceni, z dużych ośrodków” wcale nie ruszyli gremialnie do roboty. Za to ruszyli gremialnie do szkół, systemu, który wymyślały całe wydziały „wyższych szkół gotowania na gazie”, byleby tylko zmonetyzować na głupotach wyż demograficzny. W efekcie narobiło się pełno magistrów od wszystkiego, przedsiębiorczo przydusił gospodarkę fiskalnie aparat państwowy i okazało się, że w wielu przypadkach to emerytura takiego nie nadającego się do niczego peerelowskiego odpadu jest jedynym stałym i pewnym dochodem całych rodzin.

Siwy (łysy?) elektorat

Politycznie emeryci nie istnieją. Są podzieleni na plemiona, jak reszta Polaków. I jak reszta Polaków nie są w stanie przełożyć swych wspólnych interesów na wspólnotę polityczną. A są na tyle liczni, że – jak przedsiębiorcy – są w stanie zdmuchnąć każdą władzę. Ta jednak utrzymuje ich sprawie – znów jak przedsiębiorców – w kleszczach pomiędzy wojną polsko-polską a strachem przed wychylaniem się, wspartym organiczną niechęcią do samoorganizacji. Zresztą nawet projekty podstawienia emerytom gotowej formuły reprezentacji politycznej nie spotkały się z ich strony z większym odzewem. Jest to więc bardziej grupa bezradnych ciemiężonych, niż społeczność świadoma swych interesów.

Przechodzę więc w smugę cienia, w siwy elektorat. Będę więc członkiem grupy, do której nie czuję żadnego przywiązania, żadnej wspólnoty. Zresztą widziałem już wielu emerytów, którzy mieli więcej energii i chęci do życia niż młodzi, którzy nimi pogardzali w erupcji swego naiwnego ejdżyzmu. Ponieważ jestem już w wieku, kiedy rówieśnicy powoli znikają, mam więc więcej znajomych i przyjaciół młodszych ode mnie.

Mam więc do was przesłanie, które często można zobaczyć na nagrobkach, ale tu – bez bezpośrednich aluzji. Brzmi ono: „byłem kim jesteś, jestem kim będziesz”. To jednocześnie przestroga, ale i dobra rada – emerytura przychodzi bardzo szybko, nie wiadomo kiedy, a więc proszę o szacunek dla każdego, moja młodzieży. W waszym wieku (zaczęło się emeryckie gderanie…), tez byłem taki, jak Wy. Ale za to Wy też tacy kiedyś będziecie jak ja, a to wersja optymistyczna, bo pesymistyczna oznaczałby, że do emerytury nie dożyjecie. A więc jeżeli w przyszłości kiedyś będziecie się denerwować, że jakiś siwawy Jerzyk nieporadnie, a więc długo, grzebie się do autobusu, jeśli będziecie się wkurzać jak będę w Biedrze godzinami wyskrobywał moniaki ze swej pomarszczonej portmonetki, wreszcie – jak będziecie utyskiwać na to, jaką Polskę Wam zostawiliśmy, wiedzcie, że dziadzia starał się jak mógł.                  

Jerzy Karwelis

Ukrainiec w Polsce: Wyliczona emerytura – 13,86 zł. DOPŁATA z naszych pieniędzy – 1593,49 zł. WYRÓWNANIE – 73 130,79 zł

Obcokrajowcy dostają wyrównania dopłaty i emerytur? Burza w sieci

wpolityce.pl/obcokrajowcy-dostaja-wyrownania-doplaty-i-emerytur-burza-w-sieci

Według polityków Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Polska ma dopłacać do emerytur obcokrajowców kosztem rodzimych świadczeniobiorców. Piotr Czach Żukowski oraz Włodzimierz Skalik opublikowali w mediach społecznościowych wyliczenia dotyczące rzekomej decyzji ZUS wobec obywatela Ukrainy i zaapelowali o zmianę zasad przyznawania takich świadczeń.

Polityk Konfederacji Piotr Czak Żukowski we wpisie zamieszczonym w mediach społecznościowych alarmował ws. dopłat i wyrównań do emerytur obcokrajowców.

Jako przykład zamieścił rzekomą decyzję rzeszowskiego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ws. obywatela Ukrainy. 

Jako Konfederacja ostrzegaliśmy, że będziemy dopłacać do emerytur Ukraińcom, potem hindusom i reszcie świata

Następnie przedstawił wyliczenia, które zostały przedstawione w decyzji. 

Już się zaczęło. Suma składek – 2243,78 zł. Wyliczona emerytura – 13,86 zł. DOPŁATA z naszych pieniędzy – 1593,49 zł. WYRÓWNANIE – 73 130,79 zł

– wymieniał. 

Ponad siedemdziesiąt tysięcy jednorazowego wyrównania. Co miesiąc półtora tysiąca dopłaty do emerytury komuś, kto przepracował klika miesięcy w Polsce. Stop równemu traktowaniu imigrantów

Wyliczenia te przedstawił w serwisie X także Włodzimierz Skalik, poseł Konfederacji Korony Polskiej.

Dopłaty do emerytur dla obcokrajowców. Suma opłaconych składek: 2243,78 zł. Wyliczona emerytura: 13,86 zł. Przyznana emerytura: 1607,35 zł. Dopłata comiesięczna: 1593,49 zł Wyrównanie do wypłacenia: 71130,79 zł.

Hańba. Polacy w Polsce są obywatelami drugiej kategorii’

Nie potrzebujemy imigrantów, żeby mieć emerytury

Nie potrzebujemy imigrantów, żeby mieć emerytury

Konrad Rękas 31/08/2025 https://aniemowilem.pl/?p=757


Nowi podatnicy nie są bynajmniej niezbędni dla utrzymania budżetu i systemu emerytalnego państwa. To jak z systemem bankowym. Kiedyś faktycznie jedna osoba musiała przynieść fizycznie pieniądze w formie lokaty, by inna mogła je otrzymać jako kredyt. Dziś jednak banki produkują pieniądze, uzyskują je z oprocentowania kredytów, nie z lokat. 

Pieniądze z brudnego powietrza

Dla przykładu, z-agregowane dla Eurozony loan-to-deposit ratio w pierwszym kwartale 2025 r. osiągnęło 101.97 proc., tzn. że wartość udzielanych kredytów przekracza wartość depozytów, choć i tak pod tym względem utrzymuje się trend spadkowy od rekordowych 127 proc. osiągniętych w roku 2015. Obserwowana tendencja nie jest jednak objawem zdrowienia systemu finansowego, ale przede wszystkim zwiększania ilości pieniądza w obiegu, którego część trafiła z powrotem do banków w formie lokat, przy jednoczesnym podniesieniu stóp procentowych, studzącym popyt na kredyty.

Skądinąd zresztą skuteczność rozwiązań tak monetarystycznych z jednej, a makroekonomicznych z drugiej strony słabnie, co jest skutkiem konsekwentnej deregulacji rynków finansowych, nad którymi wbrew zapowiedziom nie przywrócono kontroli po kryzysie 2008-2011/13, ale przeciwnie, których zakres wpływu na politykę finansową państw jeszcze się zwiększył, co zostało tylko umocnione w okresie tzw. pandemii.

Drukarki nie pracują dla emerytów

Podobnie jak z bankami rzecz ma się bowiem również z państwami. Lockdowny potwierdziły, że dochód z podatków (a więc i praca) nie są niezbędne państwom, by ponosić wydatki. Środki na ich pokrycie uzyskano właśnie z bankowej kreacji pieniądza, bo to banki, a nie państwa dysponują dziś osłabionymi drukarkami pieniędzy. Państwa mogą więc sobie długiem rekompensować redukcję dochodów powodowaną cięciami podatkowymi (z reguły korzystnymi dla i tak najbogatszych i/lub o najwyższych dochodach), jednak gdy przychodzi do wypłaty emerytur nagle okazuje się, że drukarki nie działają i koniecznie musi ktoś przyjechać z drugiego końca świata i włożyć pieniądze dla systemu, bo inaczej akurat dla emerytów ich nie starczy.

Abstrahując zatem od oceny samego mechanizmu kreacji pieniądza z brudnego powietrza – łatwo można dostrzec hipokryzję jego beneficjentów w stosunku do zobowiązań zaciągniętych wobec podatników. Nagle wtedy potrzebują piramidy finansowej, jaką są systemy ubezpieczeń społecznych, bo drukarki mają widać do innych celów. 

Mechanizmy wegetacyjne

Inaczej też niż sądzą sami podatnicy, nie istnieje i nigdy nie istniała żadna dedykowana im pula odkładanych pieniędzy, które zostaną im następnie zwrócona w formie emerytur.

Pierwotnym założeniem systemu świadczeń społecznych był nie tylko społeczny solidaryzm, ale przekonanie o równomiernym podziale rosnącego majątku narodowego. Praca kolejnych pokoleń służyć będzie zwiększaniu ogólnego bogactwa danego społeczeństwa, a zatem pomnożeniu również środków podlegających następnie redystrybucji. To stąd miały brać się m. in. nasze emerytury.

Jeśli jednak bogactwo nie rośnie albo jest transferowane poza daną społeczność, (geograficznie i/bądź klasowo) wówczas nie ma czego dzielić. Tak działa zarówno pułapka średniego wzrostu, jak i narastające rozwarstwienie majątkowe. System podatkowo/emerytalny zaczyna więc chodzić na jałowym biegu i pojawiają się pomysły utrzymywania go tak przez redukcję liczby przewidywanych odbiorców, jak i metodami ekstensywnymi, czyli sztucznie zwiększając liczbę podatników.

Stąd właśnie masowa imigracja, podwyższanie wieku emerytalnego czy skracanie tygodnia pracy. To są mechanizmy wegetacyjne, podczas gdy równocześnie przecież w skali globalnej następuje pomnożenie bogactwa. Sęk w tym co się z nim dzieje, bo nie odlatują przecież na Jowisza. 

U progu zmiany dehumanizacyjnej.

To właśnie to zagregowane bogactwo i jego nowa redystrybucja mogą i powinny stanowić podstawę nie tylko odbudowanych systemów emerytalnych, ale także są kapitałem do wykorzystania w sytuacji globalnej zmiany struktury pracy, postępów jej automatyzacji i zastępowania człowieka przez AI. I odpowiednio – nierówność dostępu do zgromadzonych zasobów jest jednym z kluczowych instrumentów dehumanizacji, etapu, w którym zbędne są już nie tylko zobowiązania wobec nas, nasze depozyty i nasza praca, ale nawet nasza fizyczna egzystencja. Polityka imigracyjna globalnego Północnego-Zachodu jest więc w tym zakresie tylko elementem całościowej transformacji, wykraczającej nawet poza skalę finansową i cywilizacyjną. 

A nam wmawiają, że chodzi tylko o to, żeby Danyło dołożył się Polakom do składek…

Konrad Rękas

Polska emerytura dla Ukraińców po jednym dniu pracy? TAK… ale „nie jest to informacja publiczna”.

Polska emerytura dla Ukraińców po jednym dniu pracy? Nie jest to informacja publiczna”.

Interwencja poselska Konfederacji

maj 19, 2023 polska-emerytura-dla-ukraincow-po-jednym-dniu-pracy

W czwartek (18.05.2023) poseł Konfederacji Krzysztof Bosak oraz kandydat tej partii w najbliższych wyborach Grzegorz Płaczek udali się do Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, żeby w trybie interwencji poselskiej złożyć zapytanie o to, czy prawdą jest, że obywatel Ukrainy, który nabył uprawnienia emerytalne na Ukrainie, może po jednym dniu pracy w Polsce otrzymywać minimalną polską emeryturę.

O sprawie polskich emerytur dla Ukraińców zrobiło się głośno, gdy w kwietniu br. w sieci pojawiło się nagranie, na którym Ukrainka instruuje swoich rodaków, jak otrzymać takie świadczenie. Wyjaśnienie brzmi tak: Ukraińska emerytka przyjeżdża do Polski i zatrudnia się na umowę o pracę lub umowę zlecenie, pracuje przez tydzień, a potem składa dokumenty do ZUS i dostaje świadczenie w wysokości 1588 zł brutto niezależnie od tego, czy zostanie w Polsce, czy też wróci na Ukrainę.

W reakcji na ten instruktaż Grzegorz Płaczek zadzwonił do ZUS i zapytał, czy to prawda. Urzędniczka wytłumaczyła, że polska minimalna emerytura w wysokości 1588 zł przysługuje wyłącznie tym ukraińskim emerytom, którzy zostaną w Polsce. Będą oni wtedy otrzymywali emeryturę ukraińską, a Polska dopłaci tyle, żeby całe świadczenie było na poziomie polskiej emerytury minimalnej. Jeśli natomiast ukraiński emeryt, który nabył prawo do polskiej emerytury, wróci na Ukrainę, to ZUS wypłaca mu tylko taką kwotę, jaką faktycznie wypracował ze składek płaconych w Polsce.

Na pytanie, w jaki sposób sprawdzane jest faktyczne miejsce pobytu ukraińskiego emeryta uprawnionego do polskiej emerytury, urzędniczka wyjaśniła, że ZUS wysyła raz w roku pismo na podany przez niego polski adres. Jeśli nie ma odpowiedzi, to wypłata świadczenia może zostać wstrzymana.

Ale jeśli emeryt, który mieszka na Ukrainie, zostanie powiadomiony o tej korespondencji i przyjedzie do Polski, żeby fałszywie poświadczyć, że mieszka pod wskazanym adresem, to świadczenie nadal jest wypłacane.

Po tej rozmowie Grzegorz Płaczek wysłał w tej sprawie pisemne zapytanie do ZUS, ale odmówiono mu udzielenia odpowiedzi argumentując, że „nie jest to informacja publiczna”. W związku z tym Płaczek poprosił Konfederację o podjęcie interwencji poselskiej w tej sprawie.

– Wiemy już, że instytucje państwa polskiego nie poradziły sobie z weryfikowaniem zamieszkania w Polsce przy wypłacie innych świadczeń i mamy również informacje prasowe o tym, że odzyskiwanie wyłudzonych świadczeń właściwie w ogóle nie idzie do przodu, bo nie ma do tego żadnych narzędzi – powiedział Krzysztof Bosak podczas konferencji prasowej przed budynkiem ministerstwa. Podkreślił, że oczekuje „konkretnych odpowiedzi” dotyczących praktyki w zakresie wypłaty polskich emerytur Ukraińcom.

[WIDEO] w oryg. md

10 groszy wynosi najniższa emerytura w Polsce. Koszt jej obsługi to 1500 razy więcej

https://nczas.com/2022/08/25/tyle-wynosi-najnizsza-emerytura-w-polsce-koszt-jej-obslugi-to-nawet-1500-razy-wiecej/

W Polsce najniższa emerytura wynosi 10 groszy, przy czym koszt wypłaty takiego świadczenia to 100-150 zł – poinformowała w środę w Studiu PAP prezes ZUS prof. Gertruda Uścińska. Dodała, że wypłacanie tzw. groszowych emerytur jest sprzeczne z ideą, czym jest świadczenie emerytalne.

Szefowa ZUS w rozmowie z PAP.pl była pytana o to, ile w Polsce wynosi najniższa emerytura, o potrzebne w tej kwestii zmiany i o stan systemu emerytalnego w perspektywie wyzwań demograficznych. Poinformowała także, ilu w Polsce żyje stulatków.

Zdaniem prof. Uścińskiej wypłacanie tzw. groszowych emerytur jest sprzeczne z ideą świadczenia emerytalnego.

– Moje stanowisko się nie zmieniło. Badam od wielu lat systemy emerytalne nie tylko na poziomie krajowym, ale też europejskim, międzynarodowym i zasada, że jedna składka otwiera prawo do emerytury, a taką zasadę mamy od stycznia 1999 r., jest nieprzystosowana i nie realizuje idei, czym jest świadczenie emerytalne – powiedziała prezes ZUS.

Poinformowała, że najniższa emerytura wypłacana przez ZUS wynosi 10 groszy. – Koszt obsługi (wypłaty takiego świadczenia) może wynosić od 100 do 150 zł – wskazała prof. Uścińska.

– Dlatego postulujemy, że powinien być co najmniej minimalny okres zatrudnienia. W większości państw to jest 10-15 lat, może być 5 lat, które w ogóle otwiera prawo do emerytury przy wieku emerytalnym. Może być jakiś kapitał, który daje tę emeryturę na jakimś poziomie. Najprostszym rozwiązaniem jest wprowadzenie zasady, by te groszowe emerytury nie były wypłacane co miesiąc, tylko na przykład raz na rok, bo i tak zachowane jest prawo do opieki zdrowotnej czy do innych świadczeń – powiedziała szefowa Zakładu.

Ponadto zwróciła uwagę, że w Polsce systematycznie przybywa osób pobierających emerytury z systemu powszechnego. Obecnie – jak podała – jest ich ponad 6 mln.

Prezes ZUS zaznaczyła, że obecny system emerytalny jest dobrze uporządkowany z punktu widzenia wyzwań demograficznych.

– Dalsze trwanie życia będzie się przedłużało, jeśli będziemy dbać o warunki życia i zdrowia. Z tego punktu widzenia nasz system emerytalny, który funkcjonuje od stycznia 1999 r., jest oparty na zdefiniowanej składce i on jest bezpieczniejszy dla jego utrzymania w perspektywie kilkudziesięciu lat, ponieważ on oparty jest na jasnej formule: twoja emerytura jest wprost proporcjonalna do tego, jak długo pracowałeś i kiedy przechodzisz na emeryturę – powiedziała prof. Uścińska.

Dodała, że system emerytalny wymaga polityki, która jest oparta na dobrych warunkach zatrudnienia. – To jest ogromne zadanie dla polityki rynku pracy, dlatego że zmieniają się warunki w globalnym świecie. Trzeba stosować instrumenty, które będą powodowały, że poziom aktywności zawodowej będzie wyższy. Dotyczy to kobiet, osób z niepełnosprawnościami – wskazała szefowa Zakładu.

Podkreśliła, że system emerytalny jest powiązany z polityką gospodarczą państwa, a w sposób szczególny z rynkiem pracy. Pytana, czy ten system wytrzyma, odparła, że „jest on bardziej odporny niż stary system”.

Prezes ZUS była także pytana o to, ilu mamy w Polsce stulatków. Stulatków jest w Polsce 2200. Tym seniorom przysługuje świadczenie honorowe w granicach 4500 zł – przypomniała prof. Uścińska.

Cały wywiad z prezes ZUS można obejrzeć TUTAJ.