Vaginet wpada w furię [epicką?]

Vaginet wpada w furię

Stanisław Michalkiewicz  19 marca 2026 michalkiewicz

Nie jest dobrze. Po wtorkowym spotkaniu u pana prezydenta Karola Nawrockiego z udziałem prezesa NBP Adama Glapińskiego w sprawie programu SAFE i alternatywy, rozpętała się furia – z tą różnicą, że tym razem nie chodzi o Wielki Izrael, tylko o Generalną Gubernię. Obywatel Tusk Donald skomentował propozycję, by pieniądze w kwocie 180 mld złotych dla naszej niezwyciężonej armii wygenerować z rezerw NBP, szacowanych na ponad bilion złotych – jako „program SAFE zero złotych” . Głównym argumentem było to, że NBP przez ostatnie lata nie odnotowywał zysków, tylko straty.

Ale jeśli nawet NBP nie odnotowywał zysków, które – w przypadku odnotowania – musiałby przekazać rządowi na pożarcie, to nie znaczy, że nie ma rezerw. Te rezerwy są, zarówno w obcych walutach, jak i w postaci ponad 500 ton złota. Prezes Glapiński w dzień po spotkaniu u prezydenta wspominał, że jeśli cena złota by rosła, np. w związku z „Epicką furią”, albo innymi furiami, to z samej różnicy ceny można wygenerować pieniądze. Ale obywatelu Tusku Donaldu, podobnie, jak Księciu-Małżonku, nic nie przemawiało do przekonania. Przeciwnie – vaginet obywatela Tuska Donalda najwyraźniej zmobilizował stado autorytetów moralnych, zależnych albo od vaginetu, albo od starych kiejkutów, albo wreszcie – od Sanhedrynu, który w Polsce ma przecież swoje żywotne interesy, a także prześwietną Generalicję naszej niezwyciężonej armii.

Całe to towarzystwo zaczęło oskarżać pana prezydenta Nawrockiego jeśli nie o ignorancję – na tym odcinku wyróżniał się zwłaszcza pan prof. Leszek Balcerowicz, który najwyraźniej przyzwyczaił się do przytłaczania wskazanych mu nieubłaganym palcem osób swoim mniemanym autorytetem. Ci, którzy nawet mniemanym autorytetem nikogo nie byliby w stanie przytłoczyć, jak na przykład Wielce Czcigodny pan Trela – dawniej z SLD, obecnie z Lewicy – bez ceregieli oskarżają pana prezydenta o „zdradę”. Widać, że poruszone zostały Moce niebieskie, ziemskie i piekielne – a ta sytuacja skłania do postawienia pytania o przyczyny takiej zapamiętałości i determinacji.

Najwyraźniej w całej tej sprawie nie chodzi o pieniądze dla naszej niezwyciężonej, bo prezes NBP wskazał na źródła alternatywnego finansowania. To, że mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, nie przyjmują tego do wiadomości, to jeszcze nie dowód, że żadnych pieniędzy nie ma. Nikt bowiem nie zaprzecza, że NBP ma rezerwy szacowane na ponad bilion złotych, a w tej sytuacji uruchomienia 20 procent z nich nie jest przedsięwzięciem niewykonalnym. Żeby ominąć konstytucyjny zakaz finansowania deficytu budżetowego kredytem NBP, wystarczyłoby – jak to miało miejsce w latach poprzednich – że Bank Gospodarstwa Krajowego wyemituje obligacje na sumę 180 mld złotych – co jest legalne – a następnie NBP, w ramach „inwestowania” swoich avoirów, „zainwestuje” w te obligacje – co też jest legalne – i po krzyku.

Jak pisze w książce „Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza” nieżyjący już amerykański ekonomista Murray Rothbard, System Rezerwy Federalnej kreuje pieniądze dosłownie z niczego. Zapisuje sobie, dajmy na to, że ma 100 mld dolarów. Tych pieniędzy fizycznie nie ma, ale to nic nie szkodzi, żeby z tej puli napożyczać forsy bankom komercyjnym. Banki komercyjne kredytują z tych pożyczek firmy i obywateli, i w ten sposób z niczego rodzą się prawdziwe pieniądze – bo firmy i obywatele muszą spłacać długi naprawdę. Powoduje to oczywiście inflację – ale to jest „podatek emisyjny” – jak ją nazywał noblista Milton Friedman. Kombinacja z rezerwami NBP aż taka kozacka nie jest, bo te rezerwy rzeczywiście istnieją. Zatem nie o pieniądze tu chodzi.

A jeśli nie o pieniądze, to o co?

Snop światła na tę sprawę rzuca „mechanizm warunkujący”, jakim obwarowana jest pożyczka SAFE. Chodzi o to, że Komisja Europejska pod byle pretekstem – jak to było w przypadku KPO – może wstrzymywać wypłaty kolejnych transz pożyczki. W ten sposób może dyscyplinować nieszczęsnego dłużnika, by skakał przed nią z gałęzi na gałąź. Po drugie – jak w niepojętym przypływie szczerości wychlapała Wielce Czcigodna Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, mająca w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę pełnomocnika do spraw SAFE – cztery do pięciu procent” od tych prawie 44 miliardów euro od razu powędruje na Ukrainę. To oczywiście nieprawda, bo nie „cztery do pięciu”, tylko prędzej piętnaście – a jak będzie trzeba – to i 50 procent tej sumy trafi na Ukrainę.

Ale to by jeszcze nie uzasadniało aż takiej determinacji, jakiej dowody składa obywatel Tusk Donald, zadowolony ze swego rozumu Książę-Małżonek i zmobilizowane stado mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu. Ponieważ z obfitości serca usta mówią, to wyjaśnienie przyczyn tego zacietrzewienia przyszło od rzecznika Komisji Europejskiej, który wychlapał, że Komisja Europejska Polsce kazała przyjąć program SAFE. To znaczy – przykazała vaginetowi obywatela Tuska Donalda, który otrzymał zadanie wkręcenia naszego nieszczęśliwego kraju w ten program. Bo trzeba nam wiedzieć, że chociaż oprocentowanie SAFE jest podobno „korzystne”, to z uwagi na wieloletni termin spłaty, Polska musiałaby oddać Komisji Europejskiej prawie dwa razy tyle, ile by dostała. Obywatelu Tusku Donaldu to oczywiście nie przeszkadza, bo w roku 2070 prawdopodobnie będzie on już starym nieboszczykiem, podobnie jak i Książę-Małżonek, chociaż sprawia wrażenie niezwykle żywotnego.

Ale co z naszym nieszczęśliwym krajem? Ano – SAFE zostało pomyślane jako instrument trwałego uzależnienia Polski od Komisji Europejskiej, w której coraz więcej kompetencji zagarnia dla siebie Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje. Najwyraźniej musiała opatrzyć rozkaz przyjęcia przez Polskę programu SAFE zagrożeniem, że w przeciwnym razie powyrywa Donaldu Tusku i Księciu-Małżonku nogi z tyłka. Może nie dosłownie, chociaż i tego wykluczyć z góry przecież nie można – ale mogła uzależnić od tego możliwość kontynuowania świetnych karier. Toteż ze zrozumieniem w tej sytuacji przyjmujemy do wiadomości pogróżki obywatela Tuska Donalda, że w razie zawetowania ustawy o SAFE, vaginet przystąpi do realizowania „Planu B”, to znaczy – wzięcia tej pożyczki na tak zwany „rympał”, bez oglądania się na żadne konstytucyjne dyrdymały.

W tej sytuacji Polska zostałaby, wraz z całą naszą niezwyciężoną armią, wprowadzona na świetlisty szlak, wiodący do Generalnej Guberni – bo w IV Rzeszy taki właśnie los wypadł naszemu nieszczęśliwemu krajowi. Tymczasem, kiedy „takie oto zabawy i spory” się u nas odbywają, „Epicka furia” powoli ogarnia również Europę i to w pobliżu naszego nieszczęśliwego kraju. Właśnie Rumunia zaoferowała Amerykanom swoje terytorium, jako kolejną bazę do ataku na złowrogi Iran. O ile pamiętam, to na terenie Rumunii jest amerykańska baza, podobna do tej u nas, w Redzikowie na Pomorzu. Skoro zatem „Epicka furia” zatacza coraz szersze kręgi, to w pewnym momencie może objąć nie tylko Rumunię, ale i nasz nieszczęśliwy kraj.

Stanisław Michalkiewicz

EPICKA FURIA

EPICKA FURIA

C9H9NO3

=============================================

EPICKA FURIA

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora.pl/epicka-furia

Globalistycznej elicie wojna z Iranem spadła, jak z nieba, niczym grad pocisków zrzuconych na obiekty Teheranu. Wszystko odbyło się równo dwa tygodnie po siódmej chyba w obecnej kadencji Trumpa wizycie izraelskiego przywódcy w Białym Domu. 2 marca Netanjahu oświadczył z dumą, że „Ali Chamenei stał się celem precyzyjnej, zakrojonej na szeroką skalę operacji przeprowadzonej przez izraelskie siły powietrzne, kierowanych przez dokładne dane wywiadowcze IDF, podczas gdy przebywał w swojej centralnej siedzibie w samym sercu Teheranu, wraz z innymi wysokimi rangą urzędnikami”. Pozwolę sobie przypomnieć co o tego typu danych wywiadowczych piszę w swej najnowszej książce „Zatopić Wolność” odnosząc się do podobnego sukcesu sił izraelskich podczas pierwszych godzin tzw. wojny sześciodniowej.

Nawiązuję tam do wspomnień Grace Halsell, pisującej wówczas przemówienia dla prezydenta Lyndona Johnsona, które kończyła mówiąc, że „podobnie jak miliony Amerykanów, byłam podekscytowana potęgą małego Izraela. Być może autorka nie byłaby tak podniecona wyczynami małego Izraela, gdyby wiedziała, jaką siecią uzależnień został spętany jej ówczesny prezydent. I, że to amerykańskie, nieoznakowane samoloty pozwoliły na wcześniejsze dokonanie precyzyjnego zwiadu powietrznego oraz ustalenie miejsca stacjonowania większości maszyn mogących podjąć walkę. Dzięki szczegółowym fotografiom lotniczym zostały zneutralizowane zanim piloci zdołali zająć miejsca za ich sterami. Dziś znane już są zeznania amerykańskich załóg, którym przez lata kneblowano usta groźbą najsurowszych konsekwencji w przypadku wspominania o tej operacji. Jeden z nich opowiadał przed kamerami wiele lat później, że brał udział w lotach zwiadowczych, których dokonywały cztery rozpoznawcze samoloty amerykańskie nad terytorium Egiptu. Lotnictwo izraelskie nie posiadało tego typu maszyn. Publikowane później w magazynach Time i Life fotografie zniszczonych celów rozpoznawał, jako te, które identyfikowali dla swego alianta. (…) Administracja Johnsona czyniła wysiłki zmierzające do obalenia egipskiego rządu i dała przyzwolenie Izraelowi na rozpoczęcie wojny sześciodniowej. Izraelski atak zniszczył większość egipskich i syryjskich sił powietrznych na ziemi, a te straty dały asumpt zarówno Naserowi, jak i pozostałym przywódcom arabskim do publicznego oskarżenia amerykańskich sił o przystąpienie do wojny po stronie Izraela”. 

Wiemy, że i tym razem uderzono podczas ataku na Iran w obiekty syryjskie. Teraz jednak poruszono już nie tylko opinię arabską, ale tę większą, szeroko pojmowanego świata islamu. Uderzenie, w którym podczas pierwszych godzin zginęli nie tylko przywódcy Islamskiej Republiki Iranu, ale też ponad półtorej setki dziewczynek w wieku od 7 do 12 lat, ze szkoły podstawowej w Minab, nie byłoby możliwe bez wsparcia wywiadowczego tych samych służb, które zasilają od lat choćby ukraiński system dowodzenia. I każdy muzułmanin wie doskonale, z których państw się one wywodzą. Śmierć Chamenei nie sprawiła, że Iran pozostanie bez przywództwa. Jest o wiele gorzej, bo został już formalnie okrzyknięty męczennikiem a na irańskie maszty wciągnięto czerwone flagi dżihadu.

Do koalicji po stronie amerykańsko-izraelskiej dołączyła Wielka Brytania i Francja. To źle wróży Europie. „Nasi” politycy, w swym bezmyślnym służalstwie też zdążyli już poinformować świat, że o mającym nastąpić ataku wiedzieli wcześniej. Mam nadzieję, że tylko wiedzieli…

Netanjahu walczy o swoje własne przetrwanie, zdając sobie sprawę, że z tą ilością zarzutów korupcyjnych, które ma na głowie, musi jak najdłużej trwać w konflikcie zbrojnym. To zresztą podobny schemat do tego wykorzystywanego przez przywódcę ukraińskiego, któremu mandat prezydencki już dawno wygasł. Ale, o przetrwanie walczy też „elita” globalistyczna, która, jak powiedziała prokurator generalna USA, w wyniku ujawnienia akt Epsteina powinna być aresztowana w całości, co trudno uczynić, bo nie miałby kto zarządzać Ameryką.

Być może jest coś na rzeczy, skoro operację antyirańską nazwano EPIC FURY (EPSTEIN FILES). Operację, której nie dokonano by, gdyby wiedziano, że Iran posiada broń atomową. To z tego powodu, znienawidzeni przez wielu, przywódcy mającej broń nuklearną Korei Północnej śpią spokojnie. Podobnie, jak ludność Pakistanu, któremu zresztą Izrael w latach 80. XX wieku próbował (pospołu z Indiami!) zniszczyć potencjał atomowy. Stało się inaczej i pakistańskie służby współpracują od tamtej pory ze swymi zachodnimi aliantami wiernie, począwszy od zaangażowania w teatr dla gojów o nazwie 9/11. Obecnie, w przededniu uderzenia na Iran, odegrały podobne przedstawienie maskujące, atakując afgańskich talibów. Na konsulat amerykański w Karachi ruszył tłum protestujących przeciw wojnie z Iranem, a ochrona zabiła 10 osób. Kolejnych 10 zastrzelono niedaleko ambasady USA w stolicy Pakistanu, Islamabadzie. To państwo ma granicę z Iranem o długości ponad 900 kilometrów.

Czy temat akt Epsteina jest jednym z powodów dzisiejszej sytuacji na Bliskim Wschodzie? Dziennikarze dopiero się rozpędzali z ich analizowaniem, gdy już na czołówkach gazet znalazł się temat o wiele gorętszy. Przypomnę jednak urywek książki „TerraMar utopia elit”.

„Mało kto wspomina przy tym o jeszcze jednym, poważnym i dającym gigantyczne pieniądze przestępstwie, jakim jest nieuprawniony transport organów dla przeszczepów. A przecież w ostatnich kilku dekadach ten biznes wszedł na sam szczyt najbardziej dochodowych interesów mafijnych. Zastraszająca liczba młodych ludzi ginie bez wieści we wszystkich krajach świata, by nigdy się nie odnaleźć. I nie zawsze trafiają do lupanarów w portowych dzielnicach wielkich miast, czy na prywatne orgie pedofilskie, a okazują się właśnie bezwolnymi dawcami organów dla starych i najczęściej chorych milionerów. Piszę najczęściej, bo zdarzają się przecież oferty przetaczania „młodej krwi”, nie z powodu konieczności, a tylko z nadziei jej biorców na wieczną młodość i jurność.

Od lat, pojawiają się też gdzieniegdzie, ponure informacje o pochodnej adrenaliny, jaką jest adrenochrom. Trudno dotrzeć, z powodów zrozumiałych, do jakichkolwiek wiarygodnych danych na ten temat, jednak wątek ten przewija się na tyle często w kontekście handlu dziećmi, że nie mogę go pominąć. Podobno jest to substancja psychoaktywna, powodująca zmiany percepcji, sposobu myślenia i odczuwania emocji. Niektórzy uważają, że pozyskiwana jest z nadnerczy żywych dawców i nie mogą być transplantowane ze zwłok. Inni twierdzą, że ten swoisty narkotyk można pobrać z szyszynek ludzi będących o krok od śmierci, na przykład torturowanych, wskazując na używanie go przez satanistyczne grupy w ich zboczonych rytuałach. Ponadto, jest to substancja silnie uzależniająca, co ma powodować tak wielkie na nią zapotrzebowanie, a co za tym idzie, nieustające na świecie porwania dzieci. Jej działanie podobne jest do tego, jakie daje psylocybina oraz LSD. Tropiciele wątków dotyczących tego „narkotyku elit”, jak się o nim mówi, uważają, że może powodować choroby psychiczne, a nawet zmiany genetyczne. Być może coś jest na rzeczy, jeśli sięgniemy do opisu długotrwałych efektów chorobowych, występujących u plemion, które praktykowały kanibalizm. Jak podają niektóre źródła, kanibalizm rytualny nie jest reliktem zamierzchłej przeszłości, stąd daleki bym był od odrzucenia również takiej przyczyny ciągle obecnych w naszym życiu, uprowadzeń młodych osób. Teorie te pojawiają się zarówno w książkach, jak i coraz częściej, filmach.

Ciekawe jest, że wzór sumaryczny adrenochromu, to C9H9NO3, który przedstawiony w formie graficznej, przypomina do złudzenia motyw królika. Stąd, przez słynne „króliczki” Playboya, całkiem niedaleko już do postaci reklamowanej w „świecie Disneya”, o którym więcej piszę na dalszych stronach”.

Sławomir M. Kozak

Książka „Zatopić Wolność” ukaże się w kwietniu tego roku.

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się – https://buycoffee.to/s.m.kozak

 Zapraszam też do zaglądania na portal Reduta.tv