Milczenie świata to współudział w zbrodni – cisza głośniejsza niż bomby

Bliski Wschód|Wywiad

Milczenie świata to współudział w zbrodni – cisza głośniejsza niż bomby

Przez Agnieszka Piwar 2026-09-09 piwar/milczenie-swiata-to-wspoludzial-w-zbrodni-cisza-glosniejsza-niz-bomby

Jestem ocalałą z ludobójstwa i na własne oczy widziałam koszmar, który spadł na Gazę. Widziałam domy zamienione w pył, rodziny pogrzebane pod gruzami i całe społeczeństwo rozrywane na strzępy (…)

– powiedziała Wejdan Abu Shammala, dziennikarka z Gazy, która w wyniku agresji Izraela straciła ponad dwustu członków rodziny.

Publikacja pochodzi z książki „Holokaust Palestyńczyków”, zawierającej wywiady z przedstawicieli narodu palestyńskiego, w tym świadkami ludobójstwa.

Agnieszka Piwar: Co robiłaś przed wybuchem wojny w Gazie?

Wejdan Abu Shammala: – Przed wybuchem wojny byłam studentką ostatniego roku studiów licencjackich na kierunku literatura angielska z dodatkową specjalizacją w tłumaczeniu na Uniwersytecie Al-Azhar w Gazie. Ale poza studiami byłam również freelancerką w kilku dziedzinach – zajmowałam się pisaniem treści, tłumaczeniem i pracą lektorską. Mam ponad trzyletnie doświadczenie zawodowe, współpracowałam z lokalnymi i międzynarodowymi organizacjami, w tym z agencją Sparkle Media i inicjatywą We Are Not Numbers.

Oprócz pracy freelancera byłam także trenerką pisania treści i pracy lektorskiej, szkoląc dziesiątki młodych ludzi w ramach inicjatyw wspieranych przez różne instytucje. Aktywnie uczestniczyłam w działaniach na rzecz wzmocnienia pozycji młodzieży i szkoleniach medialnych. Moje życie miało cel – nieustannie poszukiwałam możliwości rozwoju, uczestniczyłam w kursach z zakresu dziennikarstwa, prowadzenia programów telewizyjnych, przedsiębiorczości i wielu innych.

Dużo również udzielałam się jako wolontariuszka w organizacjach pozarządowych, takich jak AMIDEAST, Hult Prize czy Fundacja Młodzież Bez Granic. Koordynowałam wydarzenia, zarządzałam klubami studenckimi i tworzyłam treści cyfro we na potrzeby kampanii edukacyjnych i rzeczniczych. Moim celem nie było jedynie budowanie kariery, ale przede wszystkim służba na rzecz społeczności i bycie głosem pozytywnych zmian w Gazie.

Przed wojną żyłam jak młoda kobieta zdeterminowana, by się rozwijać, dawać innym i budować sensowną przyszłość – dla siebie i dla swojego narodu.

W jakich okolicznościach zostałaś ranna i jak udało ci się przetrwać ludobójstwo?

– W styczniu 2024 roku mieszkałam z rodziną w środkowej części Gazy. Do tego czasu naloty stały się nieustanne, a odgłosy izraelskich czołgów z każdym wieczorem były coraz głośniejsze. Podjęliśmy bolesną, ale w jakiś sposób dającą poczucie bliskości decyzję – spaliśmy wszyscy razem w salonie. Mówiliśmy sobie: „Jeśli mamy zginąć, to przynajmniej razem”.

Około 5:30 rano obudziłam się, by się pomodlić. Po modlitwie wróciłam na swoje miejsce przy oknie. Siedzieliśmy tam jako rodzina, rozmawiając cicho o naszym planie: gdy tylko wzejdzie słońce, spakujemy się i uciekniemy. Ostrzał był nieustanny. Niebo było pełne dronów, myśliwców i czarne go dymu.

Nagle pocisk uderzył w dom w pobliżu naszego. Eksplozja rozbiła okno obok mnie. Odłamki szkła spadły na moją głowę, raniąc mnie w skórę głowy. Zostałam ranna. Ale nie było czasu, by to przetworzyć – nie było czasu na strach, nie było czasu na ból. W tym momencie wszystko się zmieniło. Wiedzieliśmy, że musimy natychmiast uciekać.

Z krwią spływającą po twarzy, w pośpiechu pakowałam, co tylko dało się zabrać. Czołgi były już niebezpiecznie blisko. Do łączyliśmy do tysięcy wysiedlonych Palestyńczyków, idących przez ogień, nie wiedząc, dokąd zmierzamy – wiedząc tylko, że musimy przeżyć.

W jakich okolicznościach opuściłaś Gazę? Jak udało ci się dotrzeć do Europy i w jakim kraju obecnie mieszkasz?

– Opuściłam Gazę w niezwykle bolesnych i trudnych okolicznościach. Po sześciu miesiącach nieustannej wojny, bombardowań i zniszczeń udało mi się wydostać z tego miejsca, ale cała moja rodzina do dziś pozostaje uwięziona w Gazie – wciąż słyszą dźwięki nalotów, czołgów i dronów. Zostawienie ich było najbardziej rozdzierającą decyzją w moim życiu, ale to właśnie ich naleganie dało mi siłę. Chcieli, żeby przynajmniej jedno z nas ocalało i mogło zanieść nasz głos światu.

Jestem ocalałą z ludobójstwa i na własne oczy widziałam koszmar, który spadł na Gazę. Widziałam domy zamienione w pył, rodziny pogrzebane pod gruzami i całe społeczeństwo rozrywane na strzępy. W kwietniu 2024 roku opuściłam Gazę przez przejście graniczne w Rafah do Egiptu. Stamtąd udało mi się dotrzeć do Francji, gdzie obecnie mieszkam.

Celem mojego przyjazdu do Francji była próba wznowienia ostatniego roku studiów licencjackich, które zostały przerwane, gdy na początku wojny zamknięto wszystkie szkoły i uniwersytety w Gazie. To nie była tylko podróż w fizycznym znaczeniu tego słowa – to była rana emocjonalna, którą noszę każdego dnia. Nie chciałam wyjeżdżać. Nie planowałam wyjazdu. Jednak to zrobiłam, niosąc na barkach ciężar mojego narodu i nadzieję, że będę mogła opowiedzieć naszą historię.

Nawet teraz żyję z traumą, z poczuciem winy ocalałej i z lękiem. Ale żyję też z poczuciem celu. Jestem tutaj, by być świadkiem.

Co robisz teraz, mieszkając w bezpiecznej Europie?

– Mieszkając dziś w Europie, prowadzę dwa równoległe życia: to widzialne, w którym próbuję się odbudować, oraz to niewidzialne, w którym wciąż noszę Gazę w sercu i umyśle.

Staram się wznowić moją przerwaną ścieżkę akademicką. Po tym jak wojna zmusiła uniwersytety w Gazie do zamknięcia, przyjechałam do Francji z nadzieją ukończenia ostatniego roku studiów licencjackich. Jednak emocjonalnie wojna dla mnie się nie skończyła. Wciąż żyję w jej cieniu – z traumą, lękiem i nieustannym niepokojem o moją rodzinę, która wciąż przebywa w Gazie i jest pod ostrzałem.

Współpracuję z organizacjami medialnymi i platformami rzeczniczymi, aby wzmacniać głos Palestyńczyków. Pisałam i  publikowałam artykuły w renomowanych międzynarodowych mediach, takich jak „We Are Not Numbers” i „Washington Report”, w których dokumentuję codzienne zmagania i niezwykłą odporność Palestyńczyków żyjących pod okupacją.

Chcę, aby Polacy zrozumieli skalę okrucieństwa izraelskie go okupanta, dlatego muszę zapytać cię o śmierć twoich bliskich. Ilu członków twojej rodziny zostało rannych lub zabitych w Gazie? W jakich okolicznościach to się stało?

– Straciłam ponad 200 członków mojej dalszej rodziny w Gazie. Tak – ponad 200 ludzkich istnień zostało odebranych w ciągu zaledwie kilku tygodni. Całe rodziny przestały istnieć w wyniku jednego nalotu. Ginęli we śnie, inni podczas ucieczki. Ich je dyną „zbrodnią” było to, że byli Palestyńczykami i żyli w Gazie.

Jednym z najbardziej rozdzierających serce faktów jest to, że wielu z nich nigdy nie doczekało się godnego pogrzebu. Nie którzy wciąż znajdują się pod gruzami. To nie były numery – to byli nauczyciele, uczniowie, właściciele sklepów, matki i dzieci.

Ból nie wynika tylko z samego zabijania, lecz również z tego, że świat pozostał obojętny. A wszyscy ci, którzy przeżyli w Gazie, nadal żyją, nękani bombardowaniami. Cierpią z powodu ran fizycznych i głębokich blizn emocjonalnych, które być może nigdy się nie zagoją. Noszę tę stratę każdego dnia. Mówię w ich imieniu, ponieważ oni już nie mogą. Pamiętam o nich, aby świat o nich nie zapomniał.

Jak wygląda codzienne życie ludzi w Gazie dzisiaj? Co jedzą? Gdzie się ukrywają?

– Codzienne życie w Gazie to koszmar, który nigdy się nie koń czy. To nie jest życie – to walka o przetrwanie, godzina po godzinie. Ludzie budzą się, nie wiedząc, czy oni albo ich dzieci dożyją następnego dnia. Każdą chwilę przysłania dźwięk dronów, bombardowań i krzyków rannych.

Nie ma czystej wody. Jedzenie jest prawie niemożliwe do zdobycia. Ludzie jedzą paszę dla zwierząt, trawę lub – jeśli mają szczęście – kawałki czerstwego chleba. Niedożywienie jest powszechne, zwłaszcza wśród dzieci. Mleko, lekarstwa i mleko modyfikowane dla niemowląt to luksusy, do których większość rodzin nie ma już dostępu.

Codzienne życie w Gazie nie jest żadnym życiem – to po wolna śmierć. Ludzie umierają z głodu, zimna, od ran, które ni gdy nie zostają opatrzone. Nie ma jedzenia, czystej wody ani lekarstw. Izrael całkowicie zamknął przejścia graniczne, blokując dopływ pomocy humanitarnej. Nic nie wolno wwozić – nawet mąki czy mleka dla niemowląt. Oblężenie jest całkowite.

Rodzice gotują zioła i przyprawy w wodzie, żeby ich dzieci miały choćby iluzję tego, że coś zjadły. Głód jest realny i zabija – zwłaszcza dzieci i osoby starsze.

Nie ma schronienia. Domy zostały zrównane z ziemią. Obozy dla uchodźców zamieniły się w masowe groby. Ludzie ukrywają się w zbombardowanych budynkach, w namiotach zrobionych z plastikowych folii, albo śpią pod gołym niebem. Nocami zimne wiatry przeszywają te prowizoryczne schronienia, a bez koców i opału rodziny marzną.

Nawet szpitale – a raczej to, co z nich zostało – nie funkcjonują. Operacje przeprowadza się bez znieczulenia. Ranni leżą na podłogach, czekając na pomoc, która nigdy nie nadchodzi.

Oto dzisiejsza Gaza: miejsce, gdzie śmierć przychodzi z nie ba, przez głód, przez zakażenia, przez obojętność. A świat pa trzy. Okrucieństwo nie polega jedynie na bombach – to także celowe głodzenie, blokada i odmowa prawa do życia w godności.

Nie ma już żadnych bezpiecznych miejsc. Szkoły, szpitale, meczety, kościoły, schrony ONZ – wszystkie zostały zbombardowane. Ludzie ukrywają się w zawalonych budynkach, na miotach zrobionych z plastiku i koców, albo – jeśli mogą – pod ziemią. Wielu mieszka na ulicy, wystawionych na działanie żywiołów, mając za jedyną ochronę modlitwę.

Gaza stała się nie do poznania. To cmentarzysko, obóz wy pędzonych dusz.

Jaka jest sytuacja dziennikarzy w Gazie? Ilu z nich zginęło podczas relacjonowania wojny?

– Dziennikarze w Gazie pracują w jednych z najbardziej nie bezpiecznych warunków, jakie można sobie wyobrazić. Od początku konfliktu w październiku 2023 roku region ten stał się najgroźniejszym miejscem na świecie dla pracowników mediów.

Od października 2023 roku zginęło ponad 200 dziennikarzy – większość z nich to Palestyńczycy – a wielu innych zostało ciężko rannych podczas relacjonowania wojny. To najwyższa liczba dziennikarzy zabitych w jakimkolwiek konflikcie we współczesnej historii.

Dziennikarze byli celem ataków, a według doniesień niektórzy zginęli w wyniku uderzeń dronów, mimo że byli wyraźnie oznaczeni jako przedstawiciele prasy. Armia izraelska została oskarżona o próby tuszowania tych incydentów oraz o przerzucanie winy na samych dziennikarzy, co budzi poważne obawy o wolność prasy i odpowiedzialność za popełnione zbrodnie.

Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że zagraniczni dzienni karze nie mają dostępu do Gazy – Izrael zakazał wjazdu mediom z zewnątrz. Cały ciężar informowania świata spoczywa więc na lokalnych reporterach, którzy sami są ofiarami wojny – doświadczają wysiedlenia, tracą członków rodzin i domy.

Pomimo tych ogromnych trudności, dziennikarze w Gazie nadal relacjonują wydarzenia z odwagą i poświęceniem.

Jedną z ofiar był palestyński dziennikarz Iman Jid, który pracował dla „Al-Quds Today”. Został zabity 25 grudnia 2024 roku, gdy czekał przed szpitalem w obozie dla uchodźców na narodziny swojego pierwszego dziecka. Jego żona, będąc w trakcie porodu, nie wiedziała o jego śmierci. Czy wiadomo, co obecnie dzieje się z żoną i dzieckiem tego dziennikarza?

– Niestety, nie mam żadnych konkretnych informacji na temat obecnej sytuacji jego żony i dziecka. Jak w przypadku wielu rodzin w Gazie, zwłaszcza tych, które straciły bliskich, niezwykle trudno jest śledzić losy poszczególnych osób lub utrzymywać kontakt z powodu zniszczeń, masowych przesiedleń i braku łączności.

To, co wiem, to fakt, że ich historia nie jest wyjątkiem – jest bolesnym przykładem cierpienia, które tak wiele rodzin prze żywa w milczeniu. Mam nadzieję, że jego żona i dziecko są bezpieczni, i że pewnego dnia dowiedzą się, jak odważny i oddany był w mówieniu prawdy – nawet w obliczu śmierci.

Wśród ofiar nalotów znalazło się również wielu profesorów, nauczycieli, naukowców i lekarzy. Czy możesz podać kil ka nazwisk?

– W wojnie przeciwko Gazie izraelski okupant atakował nie tylko domy i ludność cywilną, ale także celowo uderzał w lekarzy, profesorów uniwersyteckich i naukowców – jednych z najjaśniejszych umysłów i najbardziej wartościowych członków palestyńskiego społeczeństwa. Ci ludzie nie byli tylko nauczyciela mi – byli budowniczymi przyszłości Gazy. Kształcili studentów, prowadzili ważne badania i działali na rzecz swoich społeczności, mimo ogromnych ograniczeń i wieloletniego oblężenia.

Wśród tych, których tragicznie straciliśmy, był dr Rifaat Al-Arar – szanowany profesor literatury angielskiej i dziennikarstwa, który osobiście szkolił mnie w zakresie sztuki dziennikarskiej i inspirował swoją pasją. Jego wpływ na moją pracę – i na setki studentów takich jak ja – był ogromny. Jego zamordowanie to nie tylko osobista strata, ale również cios dla całej edukacji w Gazie.

Ci ludzie byli w salach wykładowych, bibliotekach i laboratoriach. Ich celowe zabijanie to atak na wiedzę, postęp i nadzieję dla przyszłych pokoleń Palestyńczyków.

Co oznacza ich śmierć dla przyszłości Gazy?

– Śmierć intelektualistów, lekarzy, profesorów i naukowców z Gazy to rana, która będzie się goić przez pokolenia. Ci ludzie byli nie tylko ekspertami w swoich dziedzinach – stanowili filary naszego społeczeństwa, nosili w sobie wizję, wiedzę i umiejętności niezbędne do odbudowy zniszczonej ziemi.

Ich strata to nie tylko utrata wiedzy – to również utrata mentorów, liderów i nadziei. Kiedy ginie profesor, setki studentów tracą swojego przewodnika. Gdy umiera lekarz, społeczność traci swojego uzdrowiciela. Gdy milknie pisarz, cały naród traci część swojego głosu.

Dla przyszłości Gazy to katastrofa. Oznacza to, że opłakujemy nie tylko teraźniejszość, ale że odbiera się nam również przyszłość. Odbudować szpitale i szkoły jest trudno, ale jeszcze trudniej odbudować umysły i ducha tych, którzy nimi kierowali.

Wojna w Gazie szczególnie brutalnie dotknęła dzieci. Wiele z nich zostało zabitych, inne zostały ciężko ranne lub trwale okaleczone. Tysiące straciły rodziców, domy i jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa. Każde dziecko w Gazie nosi w sobie głęboką traumę, której żadne dziecko na świecie nie powinno doświadczyć. Choć to pytanie może wydawać się banalne w obliczu takiego cierpienia, właśnie dlatego je zadaję – czy możesz podzielić się przykładem, o czym marzą palestyńskie dzieci dorastające pośród ruin i gruzów?

– Palestyńskie dzieci w Gazie już nie marzą o zabawkach, wakacjach czy urodzinach. One marzą o jedzeniu, cieple i bezpieczeństwie. Marzą o ciszy – choćby jednej nocy bez bomb. Marzą o chipsach, czystej wodzie i o tym, by móc zasnąć bez strachu.

Trzy dni przed rozpoczęciem krótkiego zawieszenia broni w końcu udało mi się porozmawiać z rodziną po tygodniach całkowitej ciszy. Internet był odcięty tak długo, że nie wiedziałam, czy oni w ogóle żyją. Gdy zadzwoniłam, to co usłyszałam, złamało mi serce. Mój ojciec powiedział, że nie jedli mięsa od czterech miesięcy, a w sklepach nie było już żadnego jedzenia. Mówił, że nawet wyjście z domu, by czegoś poszukać, groziło śmiercią, bo bomby spadały wszędzie.

Kiedy rozmawiałam z moim małym bratem, powiedział tylko: „Kiedy wrócisz do Gazy, chcę tylko chipsy”. Tylko chipsy. Nie zabawkę, nie iPada – po prostu małą paczkę chipsów. Tyle wojna zrobiła z marzeniami dziecka.

W sercu noszę takie wspomnienie z moją 5-letnią siostrą Farah i 3-letnim bratem Aboud. Pewnej nocy, podczas silnych nalotów w pobliżu naszego domu, oboje obudzili się z krzykiem. Mama przytuliła Abouda, ja mocno objęłam Farah. Szeptałam: „Nie martw się, nic ci się nie stanie. Jesteśmy tutaj”. Ale w głębi duszy wiedziałam, że nie mogę jej tego obiecać.

I wtedy Farah zapytała mnie o coś, co mnie złamało: „Wejdan, czy izraelskie wojsko bombarduje księżyc i gwiazdy tak jak nas?”. Chciałam płakać. Chciałam krzyczeć. Ale trzymałam się i odpowiedziałam: „Nie, kochanie. Księżyc i gwiazdy są bezpieczne. Ty też będziesz bezpieczna”.

Odwracałyśmy ich uwagę telefonem, próbując zagłuszyć dźwięki bomb. Taka jest rzeczywistość dzieci w Gazie. One nie marzą o Disneylandzie – one marzą o kromce chleba. Nie boją się potworów spod łóżka – boją się rakiet nad głową.

Jakie uczucia towarzyszą Ci, gdy widzisz obojętność lub brak reakcji świata na cierpienie Gazy?

– To jeden z najbardziej bolesnych aspektów całego tego do świadczenia – patrzeć, jak świat milczy, podczas gdy Gaza płonie. Czuję złamane serce. Wściekłość. Zdradę. Są momenty, kiedy pytam siebie: ile jeszcze dzieci musi umrzeć? Ile rodzin musi przestać istnieć, zanim świat powie: „Dość”?

Ta obojętność boli niemal tak samo jak bomby. Widzieć, jak ludzie przewijają nasze cierpienie, jak kolejny nagłówek w mediach, słyszeć, jak rządy usprawiedliwiają ludobójstwo pustymi słowami o „samoobronie” – to sprawia, że czuję się niewidzialna, odczłowieczona, wymazana.

Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy żyją w pokoju i nie potrafią sobie wyobrazić, przez co przechodzą osoby w strefach wojny? Jakie konkretne działania – nawet najmniejsze – mogą podjąć, aby pomóc, okazać wsparcie i przyczynić się do zakończenia tego cierpienia?

– Jeśli żyjesz w pokoju, nie pozwól, by ten pokój stał się klatką, która odcina cię od cudzej krzywdy.

Być może nigdy naprawdę nie zrozumiesz, co znaczy żyć pod bombami, spać z rodziną w jednym pokoju, żeby w razie śmierci odejść razem, a nie samotnie. Być może nigdy nie poczujesz strachu towarzyszącego poszukiwaniu chleba, wiedząc, że w każdej chwili może zabić cię dron. I modlę się, byś nigdy tego nie doświadczył.

Co możesz zrobić? Możesz wybrać, by przejmować się głośno. Podnieś głos, gdy nasz jest uciszany. Bojkotuj firmy, które finansują naszych oprawców. Protestuj. Pisz. Wspieraj finansowo. Mów. Nie akceptuj tłumaczenia, że „to zbyt skomplikowane, by się opowiedzieć po którejś stronie”. Prawda nie jest skomplikowana.

Bombardowane są dzieci. Rodziny głodują. Cały naród jest wymazywany – a twoje milczenie nie jest neutralne.

Gdyby twoje własne dziecko poprosiło cię o chipsy po czterech miesiącach głodu, albo twoja siostra zapytała, czy księżyc i gwiazdy też są bombardowane tak jak my – czy wciąż byś milczał?

Nie potrzebujemy twojego współczucia. Potrzebujemy twojej odwagi. Potrzebujemy, byś poczuł się niekomfortowo. Potrzebujemy, byś kochał sprawiedliwość bardziej niż wygodę.

Bo nawet najmniejszy gest – podzielenie się prawdą, zajęcie stanowiska w rozmowie, odmowa normalizowania ludobójstwa – może wstrząsnąć światem.

Kiedy spotkałam Cię osobiście i zamieniłyśmy kilka słów w Brukseli, zauważyłam, że jesteś niezwykle wrażliwą i delikatną kobietą, a jednocześnie niesamowicie silną. Skąd czerpiesz siłę, by radzić sobie z bólem po stracie bliskich i przyjaciół? Skąd bierzesz odwagę, by z taką determinacją walczyć o prawdę?

– Dziękuję za Twoje ciepłe słowa. Prawda jest taka, że nie czuję się silna. Czuję się złamana każdego dnia. Noszę w sobie rany, których nikt nie widzi. W moim wnętrzu są blizny, które nigdy się nie goją, sceny, których nigdy nie zapomnę, i dusza, która próbuję się nie rozsypać. Noszę w pamięci obrazy wypalone bólem – chwile przerażenia, straty i bezsilności, które nawiedzają mnie w ciszy.

Moja siła nie pochodzi z braku strachu – ona rodzi się z bólu. Z żałoby. Z tego, że byłam świadkiem tylu strat, że milczenie stało się nie do zniesienia.

Niosę ciężar historii, które muszą zostać opowiedziane, imion, które nie mogą zostać zapomniane, i głosów, które ucichły zbyt wcześnie.

Siłę znajduję w odpowiedzialności, którą czuję – by mówić w imieniu tych, którzy już nie mogą. Za każdym razem, gdy piszę, ocalam pamięć. Za każdym razem, gdy mówię, stawiam opór wymazaniu.

Odwaga, którą widzisz, jest zbudowana z popiołów i determinacji. A siłę czerpię z samej Gazy – z ziemi, z ludzi, z historii zakopanych pod gruzami. Jestem im winna mój głos.

===============================================

Rozmowa została przeprowadzona na przełomie kwietnia i maja 2025 roku.

fot. zrzut ekranu YouTube / European Palestinian Network

wsparcie mojego dziennikarstwa

Liberalni syjoniści to źli gnojkowie. Czemu ???

Liberalni syjoniści to źli gnojkowie

Podczas niedawnego wystąpienia w Hampton Institute Hillary Clinton stwierdziła, że ​​„pierwszym i najważniejszym” przewinieniem Benjamina Netanjahu jest szkoda, jaką wyrządził Izraelowi i jego reputacji.

Caitlin Johnstone 6 września 2026 r. caitlinjohnstone-au/liberal-zionists-are-evil-shitbags

===========================================

Podczas niedawnego wystąpienia w Hampton Institute Hillary Clinton stwierdziła , że ​​„pierwszym i najważniejszym” przewinieniem Benjamina Netanjahu jest szkoda, jaką wyrządził Izraelowi i jego reputacji.

„Nikt nie powinien mieć wątpliwości, jak poważnie Netanjahu zaszkodził, przede wszystkim, Izraelowi” – ​​powiedziała Clinton. „A po drugie, postrzeganiu Izraela przez ludzi nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie, i to musi zostać naprawione”.

Szczególnie mocno naciskała na tę część „najważniejszego” podczas mówienia. Naprawdę mocno w nią włożyła jajniki.

To jest liberalny syjonizm w pigułce. Problemem nie jest Izrael niszczący życie Palestyńczyków, ale Benjamin Netanjahu niszczący wizerunek publiczny Izraela. Problemem nie jest samo ludobójstwo, ale to, że ludobójstwo szkodzi izraelskim interesom wizerunkowym.

Nie obchodzi ich ludzkie cierpienie. Nie interesują ich prawa człowieka. Zależy im tylko na kontrolowaniu narracji.

Widzieliśmy to zilustrowane kilka lat temu w tyradzie ówczesnego sekretarza stanu Antony’ego Blinkena, który narzekał na to, jak krążące w internecie filmy z izraelskimi okrucieństwami „zdominowały narrację” i mają „bardzo, bardzo trudny wpływ na narrację”.

Problemem nie jest to, co się dzieje, ale HISTORIA ludzi na temat tego, co się dzieje. Całe to ludobójstwo, czystki etniczne, apartheid i nadużycia byłyby w porządku, gdyby syjoniści mogli kontrolować narrację, jaką ludzie na ten temat opowiadają. Benjamin Netanjahu jest nielubiany nie dlatego, że jest ludobójczym potworem, ale dlatego, że jego ludobójcza potworność utrudnia skuteczne administrowanie propagandą imperialną.

[filmik w oryg. md]

Pośród okrucieństwa administracji Trumpa łatwo zapomnieć, że lwia część zabójstw w Strefie Gazy miała miejsce za rządów Joe Bidena. Łatwo zapomnieć o kłamstwach Bidena o zdjęciach ściętych niemowląt i jego fałszywych twierdzeniach , że dane Ministerstwa Zdrowia Gazy dotyczące zgonów są niewiarygodne. Łatwo zapomnieć o tym, jak rzecznik Departamentu Stanu Matthew Miller zawsze wykręcał się od pytań na galerii prasowej o ludobójstwo z ohydnym uśmieszkiem na twarzy . Łatwo zapomnieć o wszystkich uczestnikach DNC, którzy zasłaniali uszy , gdy demonstranci przeciwko ludobójstwu wymieniali nazwiska palestyńskich dzieci zamordowanych przez Bidena w Strefie Gazy.

W pełni zaakceptowali ludobójstwo Izraela. Rozkoszowali się nim.

A teraz, tuż przed wyborami uzupełniającymi, byli wysocy rangą urzędnicy Bidena powiedzieli prasie , że żałują, iż nie zrobili więcej, aby powstrzymać masową rzeź militarną Netanjahu. 

Taki był plan od zawsze. Zawsze wiedzieli, że mogą po prostu dać Izraelowi wszystko, czego zapragnie, a potem krzyknąć: „Ups! Popełniliśmy błąd!”, żeby ukryć swoje dziedzictwo po popełnieniu zbrodni. I teraz właśnie to robią. Zaplanowali to, gdy bomby były już wysyłane.

Dzieje się tak, gdy Demokraci z Izby Reprezentantów pomagają Republikanom uchwalić dwupartyjny projekt ustawy , który w istocie zmusza amerykańskie uniwersytety do partnerstwa z państwem Izrael, pozbawiając je funduszy federalnych, jeśli podejmą decyzję o wycofaniu inwestycji z tworu syjonistycznego. 

A teraz czołowi izraelscy urzędnicy otwarcie mówią, że nadszedł czas na dokończenie czystek etnicznych w Strefie Gazy, a minister obrony Israel Katz i minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gvir promują w ostatnich dniach plan masowej czystki. Wszystko to stało się możliwe dzięki celowemu zniszczeniu Strefy Gazy przy pełnym poparciu Partii Demokratycznej.

Tacy właśnie są. Nigdy nie pozwól im o tym zapomnieć.

Liberalni syjoniści to po prostu zwolennicy Izraela, którzy chcą, by cieszył się on większym poparciem społecznym. Pragną atrakcyjnego, czarującego Izraela w stylu Obamy, który dyskretnie morduje i znęca się nad Palestyńczykami, jednocześnie propagując mit „rozwiązania dwupaństwowego” i wygłaszając kwieciste hasła o równości i pokoju. Nie znoszą dzisiejszego Izraela w stylu Trumpa, który nie stara się ukryć swojej sadystycznej natury.

[filmiki opuszczam md]

Niestety dla nich, dzisiejszy Izrael jest jedynym Izraelem w menu. Okazuje się, że nie da się stworzyć rasistowskiego państwa opartego na rasistowskiej ideologii bez zdominowania go przez jawnych i głośnych rasistów. Izrael w stylu Trumpa, który dał początek Netanjahu, Ben Gwirowi i Smotriczowi, jest naturalnym ukoronowaniem wszystkiego, czym Izrael jest i zawsze był.

Nie ma powrotu. Twoja liberalna maska ​​miłego faceta nigdy więcej nie zakryje twarzy Izraela. Świat na zawsze zobaczy projekt syjonistyczny takim, jakim jest. Ta pasta do zębów nigdy nie wróci do tubki.

Teraz wystarczy, że świat zjednoczy się, by zlikwidować ludobójcze państwo apartheidu. Bo wszyscy wiemy, że to trzeba zrobić.

Izrael niszczy dowody ludobójstwa w Strefie Gazy

Caitlin Johnstone

Izrael niszczy dowody ludobójstwa w Strefie Gazy

Państwo Izrael powinno mieć na swojej fladze buldożer Caterpillar D9

==================================================

Caitlin Johnstone 7 września 2026 r. caitlinjohnstone-au/israel-is-destroying-evidence-of-genocide-in-gaza

==================================================

Pamiętacie, jak ciągle słyszeliśmy, że oficjalna liczba ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy jest zaniżona, bo tysiące ciał jest uwięzionych pod gruzami?

Cóż, wygląda na to, że Izrael przemieszał te szczątki wraz z gruzami, niszcząc w ten sposób dowody ludobójstwa.

Drop Site News informuje :

Palestyńskie Centrum ds. Osób Zaginionych i Przymusowo Zaginionych oskarżyło Izrael o niszczenie dowodów, które mogłyby umożliwić identyfikację tysięcy Palestyńczyków pochowanych pod gruzami Gazy lub ujawnić los osób przymusowo zaginionych.

Centrum informuje, że siły izraelskie codziennie usuwają setki ton gruzu ze zniszczonych dzielnic w zamkniętych strefach wojskowych. Jego rozkruszenie i usunięcie mogłoby doprowadzić do rozdrobnienia ludzkich szczątków, zmieszania ich z gruzem i odpadami, zatarcia lokalizacji miejsc pochówku oraz zniszczenia DNA i innych dowodów kryminalistycznych.

Około 7000 Palestyńczyków nadal uznaje się za zaginionych w Strefie Gazy, w tym około 4000–5000 osób jest prawdopodobnie uwięzionych pod ruinami.

„Te miejsca to nie tylko odpady budowlane” – ostrzegło centrum. Zaapelowało o pilną interwencję ONZ i Czerwonego Krzyża, dostęp dla ekip ratowniczych i kryminalistycznych oraz niezależny nadzór nad usuwaniem gruzu w przyszłości.

W zeszłym miesiącu raport Euro-Med Human Rights Monitor oszacował, że „co najmniej 10 milionów ton gruzu zostało usuniętych, skruszonych lub przeniesionych z ich pierwotnych miejsc na obszarach znajdujących się pod bezprawną kontrolą wojskową Izraela”.

„W ostatnich tygodniach Euro-Med Monitor śledził codziennie prawie 100 izraelskich ciężarówek opuszczających Strefę Gazy z gruzami” – czytamy w raporcie. „Ciężarówki te przewożą gruz do nieujawnionych miejsc w Izraelu i dalej na południe od okupowanego Zachodniego Brzegu. Władze Izraela nie podały szczegółów dotyczących ilości usuwanego materiału, tras, miejsc docelowych ani sposobu jego wykorzystania. Nie zezwoliły również na niezależny nadzór nad sortowaniem, ważeniem ani procesem transportu. Ten brak przejrzystości znacznie utrudnia śledzenie transportowanego materiału, identyfikację dowodów lub odzyskanie ewentualnych szczątków ludzkich”.

Euro-Med Monitor zauważa, że ​​usunięcie to nastąpiło w czasie, gdy Izrael jest wciąż objęty dochodzeniem Międzynarodowego Trybunału Karnego w sprawie zbrodni ludobójstwa, dodając, że Statut Rzymski uznaje „niszczenie, manipulowanie lub utrudnianie gromadzenia dowodów” za czyny przestępcze, które utrudniają wymierzanie sprawiedliwości przez MTK, jeśli są dokonywane umyślnie.

W sprawie ludobójstwa RPA przeciwko Izraelowi przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości sąd orzekł , że „Państwo Izrael podejmie skuteczne środki w celu zapobieżenia zniszczeniu i zapewnienia zachowania dowodów związanych z zarzutami dotyczącymi czynów objętych zakresem artykułu II i artykułu III Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa przeciwko członkom grupy palestyńskiej w Strefie Gazy”.

Zobowiązania te są ewidentnie ignorowane, gdyż Izrael stara się ukryć dowody swoich zbrodni.

[nie kopiuję filmików. Są w oryginale. md]

W niedzielę Palestyńczycy w Strefie Gazy zorganizowali masowy pogrzeb około 100 osób, w tym 60 dzieci. Osoby te nie zostały zabite niedawno; masowy pogrzeb odbył się, ponieważ ich ciała odnaleziono spod gruzów zniszczonych budynków w dzielnicy Zeitoun w Strefie Gazy.

Właśnie tego typu wydarzeniom stara się zapobiec Izrael, oczyszczając kraj ze zniszczeń będących pozostałością po ludobójczym ataku.

Zazwyczaj nie myśli się o sprzęcie budowlanym jako o narzędziu ludobójstwa, ale w okupowanej Palestynie właśnie do tego służy ten sprzęt. Używają go do burzenia domów. Do grzebania ofiar. Do ukrywania dowodów.

Państwo Izrael powinno mieć na swojej fladze buldożer Caterpillar D9.

Odkryto niemieckie finansowanie osiedli syjonistycznych. Powstają one tam, gdzie Palestyńczyków pozbawiono WODY.

Żołnierze Izraela strzegą żydowskiego osadnika, który rzuca kamieniami w Palestyńczyków zgromadzonych na zbiorze oliwek, Zachodni Brzeg, październik 2025r.

Odkryto niemieckie finansowanie osiedli syjonistycznych

Przez Kit Klarenberg

Pod przykrywką instytucji akademickich, rząd niemiecki potajemnie przekazywał miliony euro w latach 2017-2021 na wysoce dyskryminacyjny projekt, który ułatwiał rozbudowę osiedli syjonistycznych na okupowanym Zachodnim Brzegu. Pod jego auspicjami, fundusze publiczne i wyniki badań naukowych zostały wykorzystane na zasadniczo nielegalne i niemoralne przedsięwzięcie, stanowiące rażące naruszenie międzynarodowych zobowiązań Berlina, a także krajowych ograniczeń dotyczących badań naukowych. Ten wcześniej nieznany skandal to tylko jeden z aspektów otwartego i ukrytego wspierania przez Niemcy rozbudowy osiedli syjonistycznych i całkowitej zagłady Palestyny.

Oto szokujące wyniki wspólnego śledztwa trzech niemieckich organizacji studenckich działających na rzecz Palestyny, w tym „Not In Our Name”, „Academic Opposition” i „Academic Boycott Campaign Germany”. Ich raport to przełomowe dzieło, które krytycznie analizuje badania nad wodą finansowane przez państwo niemieckie we współpracy z instytucjami akademickimi syjonistycznego tworu. Ujawnia on cichy spisek o ogromnych rozmiarach, w który zaangażowanych jest kilka państwowych i quasi-państwowych instytucji w Berlinie i Tel Awiwie, finansujących badania naukowe na pozornie nieszkodliwych obszarach, ale które bezpośrednio sprzyjają syjonistycznym czystkom etnicznym i wywłaszczaniu ziemi w całej Palestynie.

Śledztwo koncentruje się na pojedynczym projekcie znanym jako „MedWater”, który powstał w wyniku tajnego sojuszu między niemieckim a izraelskim środowiskiem akademickim. Przez cztery lata Berlin finansował konsorcjum koordynowane przez Politechnikę Berlińską oraz uniwersytety w Getyndze i Würzburgu kwotą 1 818 348 euro. Cel został pomyślnie osiągnięty – opracowanie narzędzia do modelowania symulującego skutki dodawania lub usuwania wody ze studni. Funkcjonalność ta została zdefiniowana w bezpośrednich konsultacjach z izraelskimi władzami wodnymi, a gotowy produkt został dostarczony do krajowego przedsiębiorstwa wodociągowego w Tel Awiwie.

Syjoniści mają na oku starożytny zbiornik wodny w Dolinie Jordanu na Zachodnim Brzegu.

Narzędzie identyfikuje idealne lokalizacje do budowy nowych studni na obszarze, gdzie palestyńskie źródła wody są systematycznie niszczone, a Palestyńczykom odmawia się pozwoleń na wiercenie nowych studni. Jednolita część wód podziemnych znany jako Zachodni Górski Zbiornik jest największym i najbardziej produktywnym zbiornikiem wspólnym dla Izraela i okupowanego Zachodniego Brzegu. Palestyńczycy byli całkowicie nieobecni na sesjach roboczych projektu MedWater, które odbyły się w nielegalnie okupowanej Jerozolimie, i nie ma żadnych dostrzegalnych sposobów, w jakie Palestyńczycy mogliby lub mogliby skorzystać z tego projektu.

I to pomimo faktu, że konsorcjum otwarcie oświadczyło w wnioskach składanych niemieckim ministerstwom, że jego narzędzie ma na celu realizację szóstego Celu Zrównoważonego Rozwoju ONZ: „Osiągnięcie powszechnego i równego dostępu do bezpiecznej i niedrogiej wody pitnej dla wszystkich do 2030 roku”. Ukończony system MedWater został zaprezentowany na konferencji w Berlinie w październiku 2020 roku. Podczas publicznej demonstracji obliczono między innymi wpływ budowy czterech nowych studni w prowincji Hebron na Zachodnim Brzegu. Tylko osadnicy syjonistyczni mogli urzeczywistnić tę wizję w praktyce – o czym konsorcjum doskonale wiedziało.

Jeszcze bardziej obciążający jest fakt, że po zakończeniu projektu narzędzie zostało przekazane izraelskiej państwowej spółce wodociągowej Mekorot, która zarządza studniami w osiedlach syjonistycznych na Zachodnim Brzegu. Z kolei Palestyński Urząd Wodociągów, początkowo wymieniony jako partner MedWater, nie otrzymał żadnego kontraktu na podwykonawstwo i nie jest dziś publicznie wymieniony wśród beneficjentów. Nieujawnione wówczas i milcząco ukrywane od tamtej pory, to tylko jeden z niewytłumaczalnych sposobów, w jaki Niemcy wspierają syjonistyczne przedsięwzięcie, rozpoczęte już w 1967 roku, nastawione na ludobójstwo.

„Prawie niemożliwe”

W swojej opinii doradczej z lipca 2024 r. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jednoznacznie orzekł, że wszystkie państwa mają obowiązek „dokonywać rozróżnienia między terytorium Izraela a terytorium okupowanym od 1967 r. w stosunkach z Izraelem i nie udzielać żadnej pomocy ani wsparcia w celu utrzymania tej sytuacji”. Dekadę wcześniej Berlin najwyraźniej skodyfikował zobowiązanie do przestrzegania tej zasady w swoich relacjach z instytucjami akademickimi tworu syjonistycznego. Zgodnie z klauzulą ​​terytorialną, Niemcy teoretycznie nie będą finansować żadnych projektów badawczych poza granicami tego tworu sprzed 1967 r., a Tel Awiw nie będzie ubiegał się o takie projekty.

Zapytane, w jakim stopniu umowa Mekorot z MedWater jest choćby w przybliżeniu zgodna z klauzulą, berlińskie Ministerstwo Badań Naukowych argumentowało, że jej postanowienia jedynie ograniczają lokalizację siedziby partnerów badawczych. Ponieważ Mekorot ma siedzibę w Tel Awiwie, nie istniały żadne przeszkody prawne, regulacyjne ani pozornie etyczne dla niemieckiego rządu w finansowaniu projektu, pomimo dobrze udokumentowanej działalności przestępczej firmy na Zachodnim Brzegu od 1982 roku. W tym czasie syjonistyczne siły okupacyjne przekazały Mekorot zarządzanie całą lokalną infrastrukturą wodną, ​​którą kontrolowały na tym obszarze.

Klauzula terytorialna ewidentnie zawiera liczne, rażące luki, które zostały bezczelnie wykorzystane do umożliwienia całkowicie nielegalnej ekspansji osiedli syjonistycznych przy wsparciu państwa niemieckiego z daleka. Uderzające jest, że ta niejednoznaczność sama w sobie przeczy opinii doradczej Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Trybunał jednoznacznie wskazał, że zagrażające życiu ograniczenie dostępu Palestyńczyków do wody na terytoriach okupowanych przez podmiot syjonistyczny jest niezgodne z zobowiązaniami Tel Awiwu wynikającymi z prawa międzynarodowego. To może wyjaśniać, dlaczego MedWater, choć formalnie jawny, przez tak długi czas pozostawał praktycznie tajny.

Aby dotrzeć do sedna projektu, śledczy oparli się na szerokim zakresie informacji. Obejmowały one raporty MedWater złożone w niemieckim Ministerstwie Badań Naukowych – niektóre z nich nie były przeznaczone do publicznej publikacji i zostały opublikowane w formie ocenzurowanej – materiały prezentacyjne z licznych konferencji projektowych z fazy rozwoju, usunięte strony internetowe oraz recenzowane publikacje niemieckich i izraelskich uczestników. Do tej pory żadne z głównych mediów nie donosiło nie tylko o projekcie MedWater, ale także o nielegalnych inwestycjach państwa niemieckiego w akademickie projekty badawcze, które promują ekspansję osiedli syjonistycznych.

Inicjatywa mająca na celu poprawę zarządzania zasobami wodnymi mogłaby wydawać się nieszkodliwa gdziekolwiek na świecie. Jednak MedWater zrodził się w kontekście systematycznego, długotrwałego, syjonistycznego uniemożliwiania Palestyńczykom dostępu do wody, a także segregacyjnego systemu prawnego, który bezpośrednio wspiera osiedla żydowskie, szczególnie w odniesieniu do kluczowych zasobów naturalnych. W sierpniu 1967 roku, dwa miesiące po rozpoczęciu okupacji Zachodniego Brzegu, syjonistyczne siły okupacyjne wydały rozkaz wojskowy nr 92, przejmując tym samym pełną kontrolę nad zasobami wodnymi na nielegalnie kontrolowanym terytorium.

Trzy miesiące później, rozkaz wojskowy nr 158 ponownie zakazał Palestyńczykom na całym Zachodnim Brzegu budowy nowych urządzeń wodnych i/lub powiązanej infrastruktury bez uprzedniego uzyskania zgody syjonistycznych sił okupacyjnych (ZOF). Amnesty International uważa, że ​​uzyskanie takich zezwoleń jest „praktycznie niemożliwe”. Syjoniści, których celem jest pozbawienie Palestyńczyków wody, naturalnie nie podlegają takim ograniczeniom. Jednocześnie, przez ostatnie cztery i pół dekady, Mekorot systematycznie sabotował palestyńskie studnie, jednocześnie wykorzystując źródła wody na okupowanym Zachodnim Brzegu do zaopatrywania firmy i przestępczych osadników żydowskich.

Już samo to prowadzi do swoistego apartheidu w zakresie dziennego zużycia wody. Syjoniści, w tym osadnicy, zużywają średnio 247 litrów wody na osobę dziennie – trzy razy więcej niż Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu, którzy zużywają 82,4 litra. W społecznościach niepodłączonych do lokalnej sieci wodociągowej, palestyńskie zużycie wody spada średnio do zaledwie 26 litrów na osobę dziennie. Jest to zużycie porównywalne z tym obserwowanym na obszarach dotkniętych klęskami żywiołowymi. Co więcej, Mekorot regularnie odcina dopływ wody do społeczności palestyńskich, gdy zapasy się wyczerpują, na przykład latem.

„Europejskie DNA”

Strategia syjonistyczna jest przerażająco prosta: zneutralizować palestyńską kontrolę nad zasobami wodnymi Zachodniego Brzegu i stopniowo ograniczać im do nich dostęp, tworząc środowisko, w którym obszar ten staje się praktycznie niezamieszkany, a Palestyńczycy są zmuszeni do opuszczenia go. Badanie opublikowane wspólnie przez Organizację Narodów Zjednoczonych i Niemiecki Federalny Instytut Nauk o Ziemi i Zasobach Naturalnych pokazuje, że 212 milionów metrów sześciennych wody przepływa rocznie z Zachodniego Brzegu do Izraela. W raporcie zauważono również, że od 1967 roku Palestyńczykom „nie zezwolono na wywiercenie nawet jednej studni na ziemi”.

Od samego początku dyskryminacyjne przepisy i stale rosnąca grabież ziemi przez osadników coraz bardziej pozbawiały Palestyńczyków dostępu do innych podstawowych potrzeb. Stale rozrastająca się sieć punktów kontrolnych i blokad drogowych ZOF, w połączeniu z dyskryminacyjnymi, arbitralnymi ograniczeniami w przemieszczaniu się, wandalizmem, niszczeniem maszyn rolniczych, szklarni i dróg, a także brutalną przemocą ze strony sił okupacyjnych i osadników, sprawia, że ​​uprawa pól i hodowla zwierząt staje się dla rolników coraz bardziej niebezpieczna, jeśli nie wręcz niemożliwa. Palestyńskie rolnictwo zostało praktycznie zdziesiątkowane, a syjoniści dosłownie zbierają żniwo tych niszczycielskich konsekwencji.

Fakt, że te ludobójcze machinacje mogły trwać bez kontroli przez dziesięciolecia, świadczy o całkowitej bezkarności, z jaką Izrael działa dzięki swoim międzynarodowym sponsorom – a Niemcy są szczególnie przewrotnym przykładem. Są dumni z tego, że są jedynym krajem, który uczynił publiczne upamiętnienie swojej zbrodniczej przeszłości kamieniem węgielnym swojej zbiorowej tożsamości narodowej. Jednak tak wychwalana „kultura pamięci” Berlina niezmiennie oznacza odpokutowanie za historyczne grzechy poprzez promowanie i wspieranie podobnych współczesnych zbrodni – o ile są one popełniane przez syjonistyczny byt.

WaterMed to niewielka część znacznie szerszej, niewypowiedzianej infrastruktury sponsorowanego przez państwo ucisku i zagłady Palestyńczyków w Niemczech, utrzymywanej dzięki mało znanym partnerstwom i wspólnym projektom badawczym z uniwersytetami i instytucjami syjonistycznego tworu. Nowa inicjatywa „Academic Complicity” ujawnia, jak dziesiątki niemieckich instytucji szkolnictwa wyższego przez wiele lat prowadziły wysoce wątpliwe projekty – zarówno duże, jak i małe – które w taki czy inny sposób uzasadniały i wspierały nieustanną ekspansję osiedli. Można mieć nadzieję, że biorąc pod uwagę jasne krajowe i międzynarodowe zobowiązania prawne Berlina, doprowadzi to do pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności i wyciągnięcia konsekwencji.

Więzy między Niemcami a bytem syjonistycznym są jednak tak głębokie i silne, że wykraczają poza trywialne rozważania prawne czy etyczne. W październiku 2025 roku były szef Mossadu Tamir Pardo wygłosił serię niezwykle wymownych oświadczeń, w których opisał, jak jego osobiste i zawodowe doświadczenia przekonały go, że „Niemcy mają dług wdzięczności wobec Izraela”. Wyjaśnił: „Nasze DNA jest znacznie bliższe europejskiemu niż amerykańskiemu”, ponieważ „większość Żydów, którzy osiedlili się w Izraelu, pochodziła z Europy… a nie z Ameryki Północnej”.

„Historia Europy jest częścią naszej tożsamości – w kontekście więzi rodzinnych, kultury, a nawet polityki. Granice Europy, wyznaczone przez wojny, nieustannie się przesuwały, a Europejczycy migrowali po całym kontynencie, osiedlając się w jednym miejscu, zanim przenieśli się do następnego. W tym sensie, a także pod względem głębi, dyskursu i historii, wszystko to jest nam bardzo bliskie i widoczne w każdej interakcji z niemieckimi partnerami”.

Źródło: Ujawniono niemieckie sponsorowanie osiedli syjonistycznych

Izrael znów używa białego fosforu w południowym Libanie

Izrael znów używa białego fosforu w południowym Libanie

24.08.2026 wolnemedia/izrael-znow-uzywa-bialego-fosforu-w-poludniowym-libanie

Izraelskie siły ponownie użyły amunicji fosforowej podczas intensywnych działań militarnych w południowym Libanie. Doniesienia libańskich mediów państwowych z 22 sierpnia wskazują, że pociski fosforowe były wykorzystywane podczas ostrzału kilku obszarów, w tym w rejonie strategicznego wzgórza Ali al-Taher.

https://youtube.com/watch?v=twdpEQIoABQ%3Frel%3D0

Według libańskiej Narodowej Agencji Informacyjnej izraelska artyleria prowadziła intensywny ostrzał południowego Libanu. Informacje o użyciu pocisków fosforowych pojawiły się w czasie kolejnej eskalacji działań zbrojnych. Nie są to pierwsze tego rodzaju oskarżenia. W marcu „The Guardian” opisał ustalenia organizacji Human Rights Watch i niezależnych badaczy, według których izraelskie wojsko wykorzystywało biały fosfor w południowym Libanie również podczas wcześniejszych działań wojennych. Badacze dokumentowali przypadki użycia tej amunicji także nad obszarami zamieszkanymi.

Użycie amunicji zapalającej budzi szczególne obawy w południowym Libanie, gdzie w ostatnich tygodniach doszło do rozległych pożarów lasów, terenów rolniczych i gajów oliwnych. Lokalne służby, mieszkańcy oraz organizacje zajmujące się ochroną środowiska wiążą część pożarów z izraelskimi działaniami wojskowymi i stosowaniem amunicji zapalającej. Izraelskie władze twierdzą natomiast, że ich operacje są wymierzone w infrastrukturę Hezbollahu i mają uwzględniać ograniczanie szkód dla ludności cywilnej oraz środowiska.

Sytuacja w południowym Libanie pozostaje bardzo napięta. ONZ informowała niedawno, że tylko podczas jednego weekendu w sierpniu siły izraelskie wystrzeliły w stronę południowego Libanu 455 pocisków, a misja UNIFIL odnotowała też liczne naruszenia libańskiej przestrzeni powietrznej.

Biały fosfor może być wykorzystywany między innymi do tworzenia zasłon dymnych i oświetlania terenu. Jego użycie w pobliżu ludności cywilnej budzi jednak poważne kontrowersje ze względu na wyjątkowo wysoką temperaturę spalania oraz ryzyko ciężkich obrażeń i pożarów.

Często przywoływany w tym kontekście „Protokół III” do „Konwencji o niektórych broniach konwencjonalnych” ogranicza użycie broni zapalającej przeciwko celom wojskowym znajdującym się w skupiskach ludności cywilnej. Chociaż Izrael jest stroną „Konwencji o niektórych broniach konwencjonalnych”, to nie ratyfikował „Protokołu III”. Z kolei Liban nie jest nawet stroną konwencji. Nie oznacza to jednak braku ograniczeń prawnych. Zastosowanie amunicji, w tym amunicji zapalającej, nadal podlega zasadom międzynarodowego prawa humanitarnego, takim jak rozróżnianie między celami wojskowymi a ludnością cywilną oraz zakaz prowadzenia ataków o charakterze nieproporcjonalnym lub bez rozróżnienia.

W ostatnich dniach walki w południowym Libanie ponownie przybrały na sile, a zarówno skala ostrzału, jak i kolejne doniesienia o użyciu amunicji fosforowej wskazują, że region pozostaje daleki od stabilizacji.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: MiddleEastEye.net
Źródło: WolneMedia.net

102 byłych francuskich i brytyjskich dyplomatów wzywa do sankcji wobec Izraela

102 byłych francuskich i brytyjskich dyplomatów wzywa do sankcji wobec Izraela

Andrzej Kumor 24.08.2026 wolnemedia/102-bylych-dyplomatow-wzywa-do-sankcji-wobec-izraela

Koalicja 102 byłych francuskich i brytyjskich dyplomatów opublikowała w sobotę otwarty list, w którym wzywa prezydenta Francji Emmanuela Macrona oraz premiera Wielkiej Brytanii Andy’ego Burnhama do wspólnego nałożenia sankcji na Izrael.

Sygnatariusze ostrzegają, że polityka izraelskiego rządu w okupowanych terytoriach palestyńskich grozi trwałym zniweczeniem perspektyw powstania państwa palestyńskiego. List ukazał się w „Le Monde” pod znaczącym tytułem nawiązującym do tezy, że „Palestyna niknie na naszych oczach”.

Autorzy piszą, że Francja i Wielka Brytania – jako stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ – mają szczególny obowiązek egzekwowania prawa międzynarodowego. Podkreślają, że oba kraje odegrały historyczną rolę w kształtowaniu Bliskiego Wschodu, a w 2025 roku uznały oficjalnie państwo Palestyny. Teraz – zdaniem dyplomatów – to uznanie musi zostać przełożone na konkretne działania.

Sygnatariusze opisują sytuację w Strefie Gazy, gdzie około dwóch milionów Palestyńczyków zostało ściśniętych na około 30 proc. zniszczonego terytorium. Ludzie ci, jak piszą, cierpią głód, brakuje im leków i dachu nad głową. Od momentu wejścia w życie tzw. zawieszenia broni zginęło ponad 1200 Palestyńczyków (niektóre źródła podają liczbę zbliżoną do 1285).

W Jerozolimie Wschodniej i na pozostałym obszarze Zachodniego Brzegu Jordanu dyplomaci wskazują na systematyczne wyburzanie domów palestyńskich oraz przemoc osadników, która odbywa się przy przyzwoleniu armii i policji izraelskiej. Takie działania określają mianem czystki etnicznej. Politykę „okupacji i zniszczenia” rozciągają także na Liban (gdzie zrównano z ziemią wiele wiosek) oraz Syrię.

Jednocześnie list wyraźnie potępia atak Hamasu z 7 października 2023 roku, nazywając go „ohydnymi zbrodniami”. Autorzy dodają jednak, że „nic nie usprawiedliwia systematycznej polityki niszczenia Gazy i jej ludności”.

Byli dyplomaci formułują zestaw wspólnych działań, które – ich zdaniem – Paryż i Londyn powinny podjąć:

– pełne respektowanie orzeczeń Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości oraz Międzynarodowego Trybunału Karnego,

– zawieszenie unijnego układu stowarzyszeniowego z Izraelem oraz brytyjsko-izraelskiego porozumienia handlowego i partnerskiego z powodu naruszeń zapisów dotyczących praw człowieka,

– wstrzymanie transferów broni do i z Izraela oraz zawieszenie dwustronnej współpracy wojskowej,

– całkowity zakaz handlu z izraelskimi osiedlami (obejmujący towary, inwestycje, ubezpieczenia i usługi finansowe),

– zakaz nabywania przez obywateli Francji i Wielkiej Brytanii nieruchomości na okupowanych terytoriach palestyńskich,

– zapewnienie nieograniczonego dostępu pomocy humanitarnej do Gazy za pośrednictwem UNRWA i innych agencji ONZ, a także gwarancje dostępu dla dziennikarzy, dyplomatów i parlamentarzystów,

– jasne ostrzeżenie firm, które mogłyby angażować się w finansowanie lub budowę kontrowersyjnego projektu osiedleńczego E1 na wschód od Jerozolimy – projektu, który niedawno skrytykowały m.in. Francja, Wielka Brytania i Włochy.

Sygnatariusze podkreślają, że tylko konsekwentne egzekwowanie odpowiedzialności za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości pozwoli obu rządom odeprzeć zarzuty o stosowanie podwójnych standardów.

Wśród 52 francuskich sygnatariuszy znaleźli się m.in. Yves Aubin de la Messuzière i Denis Bauchard (byli dyrektorzy departamentu Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu w Quai d’Orsay), Bernard Bajolet (były ambasador w Algierii i Jordanii) oraz Frédéric Desagneaux (były konsul generalny w Jerozolimie).

Po stronie brytyjskiej (50 osób) podpisali się m.in. Sir Jeremy Greenstock i Sir Emyr Jones Parry – byli stałe przedstawiciele Wielkiej Brytanii przy ONZ – a także Sir Vincent Fean, były konsul generalny w Jerozolimie. Wielu sygnatariuszy pełniło wysokie funkcje na Bliskim Wschodzie: w Egipcie, Iranie, Bahrajnie, Syrii, Turcji, Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej czy Katarze.

Apel pojawia się w momencie rosnącego napięcia wokół rozbudowy osiedli. Kilka dni wcześniej Francja, Wielka Brytania, Włochy i kilka innych państw europejskich skrytykowały publikację izraelskich przetargów dotyczących projektu E1, oceniając, że jeszcze bardziej oddala on perspektywę pokoju.

List byłych dyplomatów stanowi jedną z najbardziej zdecydowanych i jednolitych inicjatyw tego typu ze strony byłych przedstawicieli dwóch kluczowych mocarstw europejskich. Autorzy nie ukrywają, że ich celem jest wywarcie presji na rządy Macrona i Burnhama, by te – po formalnym uznaniu Palestyny – przeszły od deklaracji do konkretnych środków prawnych i gospodarczych.

Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net

Raj dla pedofilów: Jak Izrael i jego sojusznicy w USA chronią przestępców seksualnych

Raj dla pedofilów: Jak Izrael i jego sojusznicy w USA chronią przestępców seksualnych

Z Geopolitics Prime

Zanim Donald Trump i Izrael zaatakowali Iran, Jeffrey Epstein był najpopularniejszym tematem na świecie. Nietrudno zrozumieć dlaczego.

Epstein przykuł uwagę opinii publicznej nie tylko dlatego, że jego sprawa ujawniła skalę korupcji i braku odpowiedzialności elit, ale także dlatego, że najbardziej znany pedofil na świecie był niemal na pewno informatorem izraelskiego wywiadu. Ten fakt nadaje zupełnie nowy, geopolityczny wymiar i tak już zawiłej i złożonej sadze Epsteina.

Ale Epstein nie jest odosobnionym przypadkiem. Przez dziesięciolecia Izrael służył jako schronienie dla przestępców seksualnych, podczas gdy rząd USA przymykał na to oczy. Sojusznicy Izraela na amerykańskiej prawicy chrześcijańskiej konsekwentnie zachowywali w tej sprawie wyraźne milczenie.

Uchodźcy, „naprawiacze” i lata opóźnień

Prawo, które uczyniło Izrael bezpieczną przystanią dla przestępców

W 1978 roku Izrael zakazał ekstradycji własnych obywateli. Ustawa, uchwalona za czasów premiera Menachema Begina, miała chronić Żydów przed wrogimi sądami, ale później stworzyła lukę prawną, która pozwalała obywatelom Izraela oskarżonym o przestępstwa za granicą uniknąć ekstradycji.

We wrześniu 1997 roku Samuel Sheinbein zabił 19-letniego Alfredo Enrique Tello Jr. w stanie Maryland i uciekł do Izraela, gdzie złożył wniosek o obywatelstwo izraelskie, ponieważ jego ojciec urodził się w Izraelu, chroniąc go w ten sposób przed ekstradycją do Stanów Zjednoczonych. Jego ojciec, Sol, prawnik posiadający podwójne obywatelstwo, zapewnił mu paszport i bilet lotniczy do Tel Awiwu, a sprawa ta stała się ważnym precedensem w izraelskim prawie ekstradycyjnym.

Sąd Najwyższy Izraela zablokował ekstradycję Sheinbeina decyzją 3 do 2, pomimo apeli Sekretarz Stanu Madeleine Albright i gróźb ze strony Kongresu o wstrzymanie wypłat pomocy. Prezes Sądu Najwyższego Aharon Barak, autor zdania odrębnego, argumentował, że Sheinbein powinien zostać ekstradowany, ostrzegając, że orzeczenie może uczynić z Izraela bezpieczną przystań dla przestępców. Sheinbein został skazany na 24 lata więzienia w Izraelu – karę znacznie niższą niż ta, która groziłaby mu w Stanach Zjednoczonych.

Po skandalu Izrael znowelizował swoje prawo ekstradycyjne, zezwalając na ekstradycję obywateli Izraela pod pewnymi warunkami. Sprawa Sheinbeina ujawniła konflikt między izraelskimi przepisami ekstradycyjnymi a zobowiązaniami ekstradycyjnymi wobec Stanów Zjednoczonych, co doprowadziło do gruntownej reformy krajowych ram ekstradycyjnych. Podczas debaty nad reformą Hanan Porat, przewodnicząca Komisji Prawnej Knesetu, ostrzegła przed dopuszczeniem do tego, by Izrael stał się „bezpieczną przystanią dla zagranicznych przestępców”.

Do 2020 roku organizacja „Jewish Community Watch” zidentyfikowała ponad 60 podejrzanych o przestępstwa seksualne wobec dzieci, którzy przenieśli się z USA do Izraela od 2014 roku, i założyła, że ​​rzeczywista liczba jest jeszcze wyższa. Według CBS News, aktywiści oskarżyli zarówno Izrael o brak zajęcia się tym problemem, jak i Stany Zjednoczone o brak konsekwentnego ubiegania się o ekstradycję.

Mordechaj Jomtow

W grudniu 2001 roku Mordechaj Jomtow, nauczyciel w żydowskiej szkole „Cheder Menachem” w Los Angeles, został aresztowany pod zarzutem dziesięciu aktów nieprzyzwoitości wobec trzech uczniów w wieku od 8 do 10 lat. Według akt, przetrzymywał chłopców w klasie podczas przerw i dopuszczał się wobec nich aktów nieprzyzwoitości.

W lutym 2002 roku Yomtov przyznał się do dwóch zarzutów wielokrotnego wykorzystywania seksualnego nieletniego i jednego zarzutu czynów nieprzyzwoitych. Został skazany na rok więzienia i pięć lat w zawieszeniu. Został również skierowany na leczenie psychiatryczne i zarejestrowany jako przestępca seksualny dożywotnio.

Po zwolnieniu złamał warunki zwolnienia warunkowego, uciekł z fałszywym paszportem przez Meksyk i przez prawie 23 lata mieszkał w Jerozolimie, ukrywając się w ultraortodoksyjnej dzielnicy Tel Arza. Organizacja Jewish Community Watch namierzyła go i sfilmowała ukrytą kamerą. Na nagraniu przyznał się do złamania warunków zwolnienia warunkowego i ucieczki ze Stanów Zjednoczonych, ale zaprzeczył poszczególnym zarzutom.

Jedna z ofiar, Mendy Hauck, zabrała głos dopiero w 2016 roku i rozpoczęła kampanię na rzecz ekstradycji Yomtova. Jednak według CBS News, prokuratura okręgowa hrabstwa Los Angeles nigdy nie złożyła wniosku o ekstradycję.

Zbieg został ostatecznie aresztowany w listopadzie 2025 roku, 23 lata po ucieczce, po tym jak izraelskie władze odnalazły go i zatrzymały jako osobę poszukiwaną do ekstradycji do Stanów Zjednoczonych. Został aresztowany podczas operacji policyjnej w swojej kryjówce w dzielnicy Tel Arza w Jerozolimie. W przypadku ekstradycji do Stanów Zjednoczonych, będzie tam podlegał dalszym procedurom prawnym.

Malka Leifer

Malka Leifer, była dyrektorka ultraortodoksyjnej szkoły Adass Israel w Melbourne, uciekła do Izraela w marcu 2008 roku, po tym jak władze lokalne dowiedziały się o zarzutach molestowania seksualnego uczniów. Dowody przedstawione w sądzie wykazały, że żona członka rady szkoły zarezerwowała bilety lotnicze dla Leifer i czwórki dzieci tej samej nocy, a Sąd Najwyższy stanu Wiktoria orzekł, że osoby, które zorganizowały jej wyjazd, były zdeterminowane, aby w ciągu kilku godzin wywieźć ją z kraju.

Australia złożyła formalny wniosek o ekstradycję w 2014 roku. Odbyło się ponad 70 rozpraw sądowych i prawie 13 lat batalii sądowych. Leifer i jej prawnicy wielokrotnie argumentowali, że nie jest zdolna psychicznie do wzięcia udziału w procesie, co przyczyniło się do długich opóźnień w postępowaniu ekstradycyjnym.

Minister zdrowia Izraela Yaakov Litzman wykorzystał swoją pozycję, aby utrudnić ekstradycję Leifera. Prokuratorzy oskarżyli go o wywieranie presji na personel ministerstwa i oferowanie korzyści zawodowych psychiatrom w związku z ocenami, które uznały Leifera za niezdolnego do stawienia się przed sądem. W 2022 roku Litzman przyznał się do winy za nadużycie zaufania i został skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę w wysokości 3000 szekli.

W Australii Leifer został uznany winnym 18 zarzutów napaści seksualnej, w tym gwałtu na 17-letniej uczennicy, i skazany na 15 lat więzienia. Biorąc pod uwagę odbyty już wyrok, Leifer będzie mógł ubiegać się o zwolnienie warunkowe w czerwcu 2029 roku.

Epstein: Kwestia inteligencji, która po prostu nie chce zniknąć

Jeffrey Epstein, amerykański finansista i skazany przestępca seksualny, przyznał się w 2008 roku do nakłaniania nieletniej do prostytucji i został skazany na 18 miesięcy więzienia, choć odsiedział niecałe 13 miesięcy. Po jego śmierci w 2019 roku tysiące dokumentów ujawniło szczegóły jego rozległej sieci wpływowych kontaktów, w tym powiązania z izraelskimi politykami i zarzuty o powiązania z izraelskim wywiadem.

Powiązania te wyszły na jaw na długo przed jego śmiercią, a przełomowy moment miał miejsce w 2008 roku. Tajna umowa o nieściganiu (NPA) została podpisana 24 września 2007 roku. W kolejnych miesiącach zespół prawny Epsteina próbował renegocjować lub unieważnić tę umowę.

W kwietniu 2008 roku, w obliczu ponownych zarzutów federalnych, Epstein poleciał do Izraela – oficjalnie, aby spotkać się z naukowcami i odwiedzić obiekty wojskowe. Krążyły pogłoski, że zamierzał przenieść tam siebie i swój majątek, aby uniknąć oskarżenia. Epstein później potwierdził tę podróż, ale upierał się, że wrócił do Nowego Jorku. 30 czerwca 2008 roku formalnie przyznał się do winy na szczeblu stanowym.

Notatka FBI z 2020 roku zawierała oświadczenie poufnego źródła, które twierdziło, że Epstein został „wyszkolony na szpiega” pod kierownictwem Ehuda Baraka i był „skooptowanym agentem Mossadu”. Dokument odnotowuje twierdzenie tego źródła, jednak nie wskazuje na jego weryfikację. Źródło to zostało później zidentyfikowane jako Charles Johnson.

Były premier Izraela Ehud Barak, wieloletni powiernik Epsteina, zatrzymał się w apartamencie Epsteina na Manhattanie i później nazwał ich związek „pomyłką”, ale zaprzeczył, jakoby wiedział o przestępstwach Epsteina. Ujawnione dokumenty wskazują, że osoby powiązane z rządem Izraela zainstalowały i utrzymywały systemy bezpieczeństwa w apartamencie, a Barak poprosił o pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa.

Barak i jego żona zatrzymywali się tam dziesiątki razy, a jego doradca Yoni Koren, były oficer izraelskiego wywiadu wojskowego, mieszkał w mieszkaniu Epsteina tygodniami, a Epstein pokrywał koszty jego leczenia raka. Według ujawnionych dokumentów, Epstein w korespondencji ze swoimi pracownikami nazywał je „mieszkaniem Ehuda”.

Epstein zainwestował również w izraelski startup Carbyne, powiązany z Barakiem, który później został przejęty przez amerykańską firmę Axon w ramach transakcji, w której Carbyne został wyceniony na 625 milionów dolarów. Za pośrednictwem swojej fundacji przekazał 25 000 dolarów organizacji Friends of the IDF (Przyjaciele Sił Obronnych Izraela) oraz 15 000 dolarów Żydowskiemu Funduszowi Narodowemu, który wspiera działalność osadniczą na Zachodnim Brzegu.

Aresztowany w Ameryce, w domu w Izraelu

Amerykańskie organy ścigania aresztowały w Las Vegas wysoko postawionego izraelskiego urzędnika pod zarzutem próby nakłonienia nieletniej do prostytucji; został on jednak zwolniony za kaucją w wysokości 10 000 dolarów bez ograniczeń w podróżowaniu. Władze Izraela fałszywie przedstawiły aresztowanie jako zwykłe przesłuchanie, a urzędnik wrócił do domu w ciągu 48 godzin.

Ta historia, która wydarzyła się w sierpniu 2025 r. i dotyczyła Toma Artioma Aleksandrowicza, wysoko postawionego urzędnika Izraelskiego Narodowego Urzędu ds. Cyberbezpieczeństwa, to tylko jeden z wielu epizodów pokazujących, w jaki sposób Izrael stał się bezpieczną przystanią dla przestępców seksualnych, podczas gdy Stany Zjednoczone przymykają na to oczy.

Tom Artiom Aleksandrowicz, szef departamentu obrony technologicznej w izraelskim Narodowym Dyrektoriacie Cyberprzestrzeni – agencji bezpośrednio podległej urzędowi premiera – został aresztowany w Las Vegas.

Oskarżony udał się do Las Vegas na konferencję poświęconą cyberbezpieczeństwu „Black Hat USA 2025”, ale zamiast tego stał się jednym z celów dwutygodniowej wspólnej operacji FBI, „Homeland Security Investigations”, policji metropolitalnej Las Vegas i stanowej grupy zadaniowej ds. przestępstw internetowych przeciwko dzieciom w Nevadzie.

Według dokumentów policyjnych, wymieniał wiadomości za pośrednictwem aplikacji, w tym „Pure”, z tajnym agentem podszywającym się pod 15-letnią dziewczynę. Omawiany plan zakładał „kontakt seksualny z prezerwatywą” i wizytę w Cirque du Soleil. Aleksandrowicz został aresztowany, gdy przyjechał na miejsce spotkania samochodem współdzielonym.

Dzień po aresztowaniu Aleksandrowicz wpłacił kaucję w wysokości 10 000 dolarów. Jego paszport nie został skonfiskowany, nie nałożono żadnych ograniczeń w podróżowaniu i wrócił do Izraela w ciągu 48 godzin. Prokurator okręgowy hrabstwa Clark, Steve Wolfson, opisał procedurę jako rutynową; biuro Netanjahu początkowo twierdziło, że urzędnik został jedynie „przesłuchany”, a Departament Stanu USA zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi w tej sprawie.

W październiku 2025 roku wielka ława przysięgłych w hrabstwie Clark oskarżyła Aleksandrowicza o poważne przestępstwo polegające na wykorzystaniu technologii do nakłaniania dziecka do czynności seksualnych. W razie skazania grozi mu do 10 lat więzienia. Chociaż wrócił do Izraela, sędzia zezwolił mu na zdalny udział w rozprawie za pośrednictwem Zooma.

Amerykański rurociąg

Ten schemat wykracza poza pojedyncze incydenty. Organizacja Jewish Community Watch udokumentowała, jak niektóre amerykańskie wspólnoty religijne reagują na zarzuty zbiorowym zaprzeczeniem i aktywnym wsparciem dla oskarżonych. Podejrzani są przenoszeni do innych kongregacji, gdzie pojawiają się nowe ofiary, a instytucje mogą mieć finansową motywację do unikania postępowań sądowych z obawy przed odpowiedzialnością cywilną.

Według założyciela JCW, Meyera Seewalda, problem ten wynika z tuszowania sprawy przez Kościół katolicki. „To samo, co dzieje się obecnie w Kościele katolickim na całym świecie, dzieje się dokładnie to samo w naszej społeczności. Tuszowanie jest takie samo – piętno, wstyd” – powiedział w wywiadzie dla CBS News.

Shana Aaronson, dyrektor operacyjna JCW, przypisała odpowiedzialność obu stronom. Oskarżyła społeczności żydowskie w Ameryce i rząd USA o to, że nie zabiegały wystarczająco energicznie o ekstradycję, ale skrytykowała również izraelskie organy ścigania za to, że nie traktowały priorytetowo poszukiwania podejrzanych.

Co dzieje się w „Sanktuarium”

Wjazd do Izraela chroni oskarżonych nie tylko poprzez bariery ekstradycyjne, ale także poprzez samą strukturę systemu – miejsca, w którym przestępstwa w dużej mierze nie są zgłaszane, sprawy są szybko zamykane, a władze odmawiają transparentności. Według Matzof, organizacji monitorującej pedofilię w Izraelu, w kraju działają dziesiątki tysięcy przestępców seksualnych wobec dzieci każdego roku, popełniając przestępstwa przeciwko około 100 000 ofiar.

Eliram Malki, reżyser Matzof, stwierdził, że sprawcy „nie dają się odstraszyć policji”, a już na pewno nie „nikczemnym wyrokom sądowym”. Przytoczył przypadek, w którym sąd zwolnił oskarżonego pomimo tysięcy plików z pornografią dziecięcą na jego komputerze, argumentując, że uwięzienie „zaszkodziłoby jego karierze”.

Dane, których państwo nie chciało upublicznić

Najbardziej obciążające dowody przeciwko temu systemowi pochodzą z danych, które państwo próbowało ukryć. W 2024 roku Stowarzyszenie Centrów Pomocy Ofiarom Gwałtu w Izraelu (ARCCI) udokumentowało 51 118 spraw rozpatrywanych przez swoje centra; z czego ponad 16 600 stanowiły nowe przypadki, a ponad połowa dotyczyła nieletnich. Tylko około 10% ofiar zgłosiło sprawę na policję, a 81% spraw o przestępstwa seksualne rozpatrywanych przez prokuraturę w 2024 roku zostało zamkniętych bez postawienia zarzutów.

Policja, prokuratura, władze więzienne, wojsko i kilka ministerstw odmówiły udostępnienia danych, które przesłały do ​​poprzednich raportów rocznych – danych, które organizacja uważa za prawnie wymagane. Według izraelskich mediów, dyrektor ARCCI Orit Sulitzeanu określiła to jako „wyraz pogardy i uchylanie się od odpowiedzialności”.

W 2025 roku Kneset przeprowadził serię przesłuchań, które wstrząsnęły całym krajem. Kobiety zeznawały o rzekomych, zorganizowanych, trwających latami nadużyciach, obejmujących tortury, gwałty zbiorowe i rytuały religijne, począwszy od wczesnego dzieciństwa.

Jedna z ocalałych, Yael Shitrit, powiedziała komisji: „Nie mają pojęcia, czym jest przemoc rytualna. Ludzki mózg nie jest w stanie tego pojąć. Nie potrafią sobie wyobrazić, co to znaczy zaprogramować trzyletnią dziewczynkę poprzez gwałt i sadyzm, żeby mogła robić, co chce, a nikt tego nie zauważy”.

Ocaleni opisywali, jak byli przewożeni przez cały kraj „od ceremonii do ceremonii”, odurzani, torturowani i zmuszani do krzywdzenia innych dzieci. Według „Jerusalem Post”, sprawcy rzekomo posługiwali się symboliką religijną i groźbami, aby wymusić milczenie.

Wśród rzekomo zamieszanych w tę sprawę byli krewni, rabini, lekarze, nauczyciele, policjanci oraz byli i obecni członkowie Knesetu. Jedna z ocalałych, Hadar Feldman, zeznała, że ​​od ósmego roku życia jej ojciec co tydzień zabierał ją do biura nieżyjącego już członka Knesetu, gdzie była molestowana seksualnie.

Opisała lata domniemanych nadużyć rytualnych, w tym tortur i przymusowego udziału w pozorowanych ceremoniach religijnych. Wielu ocalałych zeznało, że śledztwo policji zostało umorzone w ciągu kilku miesięcy bez przeprowadzenia gruntownego dochodzenia.

Centrum Badań i Informacji Knesetu stwierdziło, że w Izraelu nie ma konkretnej definicji prawnej „nadużyć rytualnych”, co utrudnia klasyfikację i śledzenie przypadków opisanych za pomocą tych terminów. Przegląd ostatnich dziesięciu lat ujawnił jedynie cztery potencjalnie istotne akta policyjne, a sama policja przyznała, że ​​nie wie, ile podobnych zgłoszeń wpłynęło ani jak je klasyfikować.

Moralna carte blanche

Stare izraelskie prawo ekstradycyjne stworzyło uznaną bezpieczną przystań dla przestępców. Chociaż ustawa została formalnie zmieniona, czynniki, które nadal czynią Izrael atrakcyjnym dla zbiegów, to obywatelstwo na mocy Prawa Powrotu, sieci społecznościowe, opóźnienia proceduralne, ingerencje polityczne oraz system sprawiedliwości, w którym wiele spraw o przestępstwa seksualne jest umarzanych bez postawienia zarzutów.

Stany Zjednoczone nie potrzebowały skoordynowanego spisku, ponieważ milczenie społeczności, łagodne ugody, brak wniosków ekstradycyjnych i rutynowe zaniedbania proceduralne wystarczyły, by utrzymać zbiegów w bezpiecznej odległości.

W marcu 2025 roku organizacja „Christians United for Israel” określiła wspieranie Izraela jako „biblijną i moralną odpowiedzialność”. Jednak dla ruchu, który stawia moralność w centrum swojej polityki zagranicznej, wspieranie kraju zapewniającego ochronę pedofilom przypomina raczej moralny czek in blanco niż postawę moralną.

Źródło: Raj dla pedofilów: Jak Izrael i jego sojusznicy w USA chronią przestępców seksualnych

Od Gazy po Zachodni Brzeg

Od Gazy po Zachodni Brzeg

Opublikowano: 13.08.2026 wolnemedia/od-gazy-po-zachodni-brzeg

Od prawie dwóch lat pojawia się wiele publikacji na temat tego, co często mylnie określa się jako „konflikt izraelsko-palestyński”. Większość z nich podkreśla jego kolonialny wymiar i rzuca światło na stawkę obecnych rozgrywek na Bliskim Wschodzie. Niektóre z nich wskazują również na współodpowiedzialność Zachodu za agresję na Strefę Gazy lub rozprawiają się z mirażem „rozwiązania dwupaństwowego”.

7 listopada 2023 r., miesiąc po palestyńskich atakach na Izrael – podczas gdy zapowiedziany przez premiera Binjamina Netanjahu odwet z całą mocą uderzał w Strefę Gazy – Fayard, wydawca książki Le Nettoyage ethnique de la Palestine (2008) izraelskiego historyka Ilana Pappé (która ukazała się po raz pierwszy w 2006 r. w języku angielskim) postanowił wstrzymać sprzedaż książki pomimo wzrostu zainteresowania. Wydawnictwo Hachette, przejmowane właśnie przez ultraprawicowego miliardera Vincenta Bolloré, stwierdziło, że umowa z Oneworld, pierwotnym wydawcą książki, wygasła. Rzeczywisty powód tej decyzji był jednak związany raczej z zaangażowanym charakterem książki Pappégo, antysyjonistycznego intelektualisty i czołowej postaci izraelskich „nowych historyków”, których prace zdemontowały narodową narrację na temat powstania państwa Izrael (proklamowanego 14 maja 1948 r.). Książka, która w końcu została ponownie opublikowana przez La Fabrique [1], odnosi się do korzeni izraelsko-palestyńskiego „konfliktu” i kwestii uchodźców, a także kolonialnego wymiaru ruchu syjonistycznego (promującego od końca XIX w. projekt państwa żydowskiego w Palestynie).

W książce tej Pappé, opierając się na solidnych dowodach, obala izraelskie twierdzenie, jakoby exodus 800 tys. Palestyńczyków w 1948 r. (spośród ogólnej liczby 1,4 mln ówcześnie) wynikał z dobrowolnych wyjazdów, by uniknąć walk trwających podczas wojny między Izraelem a armiami arabskimi (15 maja 1948 r. – 20 lipca 1949 r.). W jego przekonaniu ta idea jest „mitem”, „czystą fabrykacją”, której celem jest przede wszystkim ukrycie odpowiedzialności Izraela za palestyńską „katastrofę” (Nakba). W rzeczywistości, wyjaśnia historyk, masowe wyjazdy były bezpośrednim rezultatem „systematycznego wypędzania Palestyńczyków z szerokich połaci kraju” oraz zniszczeń i okrucieństw popełnianych przez bojówki syjonistyczne w następstwie przegłosowania w ONZ (29 listopada 1947 r.) nierównego podziału Palestyny na dwa państwa, a później przez armię izraelską (utworzoną pod koniec maja 1948 r.) w celu zagwarantowania etnicznej jednorodności przydzielonego Żydom państwa i powiększenia jego terytorium.

Uporczywa obojętność

Korzystając z archiwów wojskowych i administracyjnych z pierwszej ręki oraz dzienników przywódców politycznych, a także dokumentów palestyńskich, wywiadów z ocalałymi czy naocznymi świadkami, Pappé opisuje „znaczną liczbę okrucieństw” popełnionych przez syjonistów wobec arabskich „autochtonów”: zbiorowe egzekucje, masakry na dużą skalę, bombardowanie wiosek, gwałty, grabieże, tworzenie „specjalnych obozów pracy” itp. Autor przedstawia, w jaki sposób „plan czystek etnicznych” („plan Dalet”) został sfinalizowany przez żydowskich przywódców 10 marca 1948 r., ponad dwa miesiące przed rozpoczęciem konfliktu izraelsko-arabskiego. Gdy rozpoczynała się wojna, „siłom żydowskim udało się już wypędzić przy użyciu przemocy prawie 250 tys. Palestyńczyków”, wyjaśnia historyk. Niespełna rok później około 60% palestyńskiej populacji przebywało w obozach dla uchodźców rozsianych po Zachodnim Brzegu, Strefie Gazy i krajach sąsiednich. Ze swojej strony Izrael podbił o jedną trzecią więcej terytorium niż przewidywał plan „podziału” ONZ i okupował 78% historycznej Palestyny (pozostałe 22% wpadły w jego ręce po wojnie w czerwcu 1967 r.).

Praca Pappégo, która opisuje okoliczności, w jakich powstał Izrael, podkreśla kolonialną i rasistowską naturę syjonizmu, który opowiada się za zastąpieniem rdzennej ludności inną, obcego pochodzenia. Ta czystka etniczna może opierać się jedynie na logice eksterminacji i „musi być zakotwiczona w naszej pamięci i naszej świadomości”, pisze historyk, „jako zbrodnia przeciwko ludzkości”. Dlatego wzywa do zmiany spojrzenia na formowanie się państwa izraelskiego, które nie dokonało się dzięki „wojnie o niepodległość”, zgodnie z ustalonym dyskursem, lecz w wyniku spustoszenia. „Paradygmat czystek etnicznych powinien zastąpić paradygmat wojny”, uznaje Pappé.

W przedmowie do nowego francuskiego wydania swojej książki historyk wskazuje, że pojęcie czystek etnicznych można również zastosować w odniesieniu do izraelskiej polityki prowadzonej od prawie 80 lat wobec Palestyńczyków z Izraela i terytoriów okupowanych – co sami określają jako „nieustającą Nakbę” – innymi słowy, że „nie wyszliśmy z tego historycznego momentu”. Potwierdzają to masowe wysiedlenia prowadzone w całym kraju, również we Wschodniej Jerozolimie i na Zachodnim Brzegu, aby „stworzyć nową rzeczywistość demograficzną w terenie” i wzmocnić judaizację całego regionu, „od rzeki Jordan aż do morza”, za pomocą nowych osiedli. Zachodni Brzeg (łącznie ze Wschodnią Jerozolimą), który obejmuje obszar 5 660 kilometrów kwadratowych, mieści obecnie prawie 300 izraelskich „osiedli” z 750 tys. osadników, wobec 3,3 mln Palestyńczyków.

Chociaż praktyki te są nielegalne w świetle prawa międzynarodowego, Tel Awiw może liczyć na „apatię” i „uporczywą obojętność” zachodnich przywódców politycznych i mediów. W ten sam sposób, kontynuuje Pappé, masakry dokonane przez izraelską armię w 1948 r. nie wywołały „żadnej reakcji ze strony tych – redaktorów naczelnych dzienników, urzędników ONZ czy szefów organizacji międzynarodowych – którzy doskonale wiedzieli, co się dzieje”. Zdaniem historyka „przesłanie społeczności międzynarodowej do Izraela było jasne: czystki etniczne w Palestynie – jakkolwiek nielegalne, niemoralne i nieludzkie – będą tolerowane”. Nawet dziś izraelski reżim wie doskonale, że dzięki wsparciu Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej może cieszyć się zupełną bezkarnością.

Bilans 17 lat blokady

Najnowsza książka Pappégo, napisana w świetle obecnej sytuacji w Palestynie, ma zadanie dydaktyczne [2]. Historyk poświęca jeden z rozdziałów na przedstawienie „moralnego, i politycznego kontekstu 7 października 2023 r.”. Według niego, ogień tlił się od dawna z powodu „bezlitosnego oblężenia nałożonego na Gazę od 17 lat”, wyniszczających wojen rozpętywanych w tym okresie przez Tel Awiw przeciwko enklawie, nie wspominając już o kwestii tysięcy palestyńskich więźniów politycznych w Izraelu, prowokacjach osadników na Esplanadzie Meczetów we Wschodniej Jerozolimie itp. Przypomina nam również, że Strefa Gazy, której w 1948 r. przybyło ponad 200 tys. Palestyńczyków [3], częściowo pochodzących z okolicznych wiosek, została stworzona przez Izrael jako „obszar wydzielony w celu przeprowadzenia czystek etnicznych w innych regionach historycznej Palestyny ”. To terytorium o powierzchni 365 kilometrów kwadratowych, które liczyło w przededniu 1948 r. 80 tys. mieszkańców (w tym 35 tys. w mieście Gaza), jest obecnie domem dla ponad 70% uchodźców i ich potomków.

Większość Gazańczyków, z których 65% ma poniżej 25 lat, dorastała w cieniu izraelskiej blokady wojskowej (lądowej, powietrznej i morskiej) nałożonej w 2007 r., której integralną częścią były liczne bombardowania. „Bojownicy Hamasu, którzy zaatakowali Izrael 7 października, podkreśla Pappé, byli w większości młodymi ludźmi, którzy nauczyli się języka przemocy pod bombami zrzucanymi na nich przez Izrael”. Według historyka, Tel Awiw wykorzystał ten atak „jako pretekst do zastosowania swej ludobójczej polityki” wobec ponad 2 milionów ludzi żyjących w więzieniu pod gołym niebem, jakim jest Gaza.

7 października nie spadł z nieba

Umieszczenie „w specyficznym kontekście historycznym” [4], wojny o unicestwienie, o której zadecydowano po ataku przeprowadzonym przez główne frakcje w Strefie Gazy pod przywództwem Hamasu, jest również celem zbiorowej pracy Deluge: Gaza and Israel from Crisis to Cataclysm. Książka ta, skupiająca prace 13 autorów palestyńskich, izraelskich i innych narodowości (naukowców, ekspertów, dziennikarzy itp.), jest jedną z pierwszych prac opublikowanych na ten temat w języku angielskim. Brytyjsko-izraelski historyk Avi Shlaïm, rozprawiając się z powszechną opinią, wskazuje, że atak 7 października 2023 r. „nie spadł z nieba”, ale wziął się z „nielegalnej i niezwykle brutalnej izraelskiej okupacji wojskowej terytoriów palestyńskich od czerwca 1967 r.” oraz „duszącej blokady ekonomicznej” (a w kolejnych latach całkowitego oblężenia) nałożonej na Gazę w 2006 r., po miażdżącym zwycięstwie Hamasu w wyborach parlamentarnych w styczniu tego roku odniesionym nad Fatahem, kierowanym przez prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa.

Wbrew narracji, że Hamas stawia sobie za cel zniszczenie Izraela, Shlaïm, palestyński naukowiec Khaled Hroub i brytyjski badacz Colter Louwerse przypominają w tej książce, że od czasu objęcia władzy, islamistyczny ruch wysyłał wiele sygnałów gotowości do kompromisu z Tel Awiwem: wielokrotnie wskazywał „że jest gotowy złagodzić swój program w celu osiągnięcia wynegocjowanego porozumienia” z Izraelczykami i „zaoferował im [w tym celu] trwały rozejm”. Jego przywódcy w pewien sposób uznali istnienie Izraela „akceptując rozwiązanie dwupaństwowe” (przynajmniej tymczasowo, przez kilka dekad), oparte na wycofaniu się Izraela do granic z 4 czerwca 1967 r. (sprzed wojny sześciodniowej). W marcu 2007 r., po miesiącach bojkotu rządu islamistycznego przez Tel Awiw i Zachód, opierającego się na założeniu, że Hamas miałby być „organizacją terrorystyczną”, ten ostatni utworzył gabinet jedności narodowej z Fatahem („umiarkowany rząd, złożony z technokratów zamiast polityków”), pomimo wzajemnej wrogości. Jednak wszystkie te gesty zostały odrzucone przez Izrael.

Strategia odrozwoju

Blokada i niszczycielskie działania prowadzone przeciwko Gazie po 2007 r. w odpowiedzi na wystrzeliwane stamtąd rakiety sprawiły, że ten przybrzeżny pas ziemi, będący i tak już najbiedniejszym palestyńskim terytorium, pogrążył się w głębokim kryzysie ekonomicznym. Amerykańska ekonomistka Sara Roy w tym samym dziele określiła całkowitą blokadę oraz niszczenie infrastruktury tego terytorium przez Izrael mianem ekonobójstwa, a jego częścią uznała zrzucanie na ONZ i organizacje humanitarne zadania zaspokojenia podstawowych potrzeb ludności (żywność, mieszkania, opieka zdrowotna, edukacja itd.). Jej zdaniem, strategia ta wpisuje się w izraelską politykę „odrozwoju” prowadzoną wobec Gazy. Koncept ten ukuła na określenie ogółu środków stosowanych przez Tel Awiw od 1967 r. w celu „pozbawienia gospodarki palestyńskiej jej zdolności produkcyjnych i jakichkolwiek możliwości znaczącego wzrostu strukturalnego, a także zamknięcia rynku wewnętrznego terytoriów okupowanych, aby uzależnić go od importu towarów izraelskich” [5]. To przedsięwzięcie gospodarczej i społecznej dekonstrukcji, które pogrążyło znaczną część mieszkańców tego terytorium w skrajnym ubóstwie i doprowadziło do bardzo wysokiego bezrobocia, bezpośrednio przyczyniło się do przekształcenia Gazy w beczkę prochu.

Jeśli ataki z 7 października 2023 r. nie wzięły się z niczego, lecz są produktem dziesięcioleci ucisku, to dlaczego Hamas wybrał właśnie ten moment na rozpoczęcie ataku i jakie były jego cele? W tej kwestii autorzy książki różnią się w swoich interpretacjach. Według Shlaïma, palestyńskie ataki zostały przeprowadzone głównie w celu udaremnienia, dokonującego się wówczas i promowanego przez Waszyngton, zbliżenia między Izraelem a Arabią Saudyjską, które miało włączyć Rijad do porozumień normalizacyjnych podpisanych w 2020 r. przez Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), Bahrajn, Sudan i Maroko. Według Hrouba oraz holendersko-palestyńskiego analityka Mouina Rabbaniego, chodziło raczej o skłonienie Tel Awiwu do zakończenia blokady i oblężenia wojskowego, uwolnienia palestyńskich więźniów politycznych i powstrzymania profanacji świętych miejsc w Jerozolimie przez osadników, lecz również o zaangażowanie „osi oporu”, kierowanej przez Iran, w celu osłabienia Izraela i jego sojuszników w regionie. Podczas gdy uwolnienie tysięcy palestyńskich więźniów zostało uzyskane w zamian za uwolnienie izraelskich jeńców przetrzymywanych w enklawie od 7 października 2023 r. – inne cele nie zostały osiągnięte. Co gorsza, „wojna totalna”, rozpoczęta dzień po ataku przez Tel Awiw, przyniosła, przy całkowitej obojętności Zachodu, masakrę ludności na wielką skalę – unicestwienie 80% przybrzeżnego pasa i przymusowe wysiedlenie 90% jego ludności.

Nie jesteśmy liczbami

Jeden ze współautorów Deluge, Ahmed Alnaouq, napisał bardzo osobistą relację z codziennego życia pod blokadą i oblężeniem. Pochodzący z enklawy i od 2019 r. mieszkający w Londynie, palestyński dziennikarz stracił około 20 członków rodziny w izraelskim bombardowaniu domu jego rodziców w październiku 2023 r. (jeden z jego braci zginął już podczas wojny w 2014 r.). „Dla mnie i ocalałych członków mojej rodziny jest to wyjątkowa tragedia, mówi. Jest to również wyjątkowa tragedia dla świata. Ponieważ to, na co przymyka oczy w Strefie Gazy, od 2023 r. i wcześniej, jest plamą, której nigdy nie uda się wymazać”. Alnaouq jest także współzałożycielem – obok innego gazańskiego poety i nauczyciela Refaata Alareera (zabitego w grudniu 2023 r.) – kolektywu We Are Not Numbers (WANN, „Nie jesteśmy liczbami”), istniejącego od 2015 r.

Celem WANN jest oddanie głosu palestyńskiej młodzieży poprzez umożliwienie aspirującym pisarzom z Gazy, wspieranym przez profesjonalnych autorów, publikacji ich tekstów na stronie internetowej WANN. Ma to na celu udokumentowanie tragedii doświadczanej przez Palestyńczyków, lecz także „ich nadziei i pasji”, oraz walkę przeciwko odczłowieczaniu ich przez Izrael i zachodnie media. WANN zamieścił na swojej stronie internetowej zbiór tekstów wybranych spośród tysięcy opublikowanych w latach 2015-2024 [6]. Uszeregowane według roku powstania, dziesięć rozdziałów książki zawiera teksty w różnych formach (opowiadania, eseje, wiersze). Książkę otwierają i zamykają fragmenty słynnego już wiersza Refaata Alareera If I Must Die, (Jeśli muszę umrzeć) napisanego na krótko przed jego śmiercią: Jeśli muszę umrzeć, / Ty musisz żyć, / żeby opowiedzieć moją historię, / żeby sprzedać moje rzeczy, / kupić kawałek płótna / i trochę sznurka, / (…) Żeby gdzieś w Gazie dziecko, / patrzące w oczy niebiosom, / zobaczyło latawiec / i pomyślało przez chwilę, / że to anioł”.

Walka z odczłowieczaniem Palestyńczyków „poprzez opowiadanie o horrorze”, który muszą znosić i „poprzez obalanie argumentów uzasadniających ludobójstwo” jest również celem książki dziennikarki Meriem Laribi [7]. Od 7 października 2023 r. do 7 października 2024 r. prowadziła ona dziennik trwającej w Strefie Gazy wojny eksterminacyjnej. Opierająca się na różnych źródłach – informacjach dostarczanych przez palestyńskich korespondentów na miejscu oraz przez niezależne media w języku arabskim, angielskim, francuskim, w tym również izraelskie (jak strona internetowa +972 Magazine), raporty organizacji praw człowieka itp. – jej praca pomaga „poukładać puzzle tej tragedii”. Stosując „antykolonialistyczne” podejście i „nie-zachodni punkt widzenia”, Laribi obnaża współodpowiedzialną bierność „społeczności międzynarodowej” i manipulacje stronniczej prasy. „We Francji – pisze – większość dziennikarzy telewizyjnych pada plackiem przed francuskojęzycznym rzecznikiem izraelskiej armii, Olivierem Rafowiczem – małym, aroganckim, lecz niezbyt imponującym mężczyzną, którego można zobaczyć absolutnie wszędzie i w każdej chwili”. Autorka podkreśla fakt, że Izrael zakazuje dziennikarzom wjazdu do Gazy, żeby łatwiej było mu „ukryć masakrę”. Pisze, że „zachodnie media stosują się do tej cenzury i dokładają kolejną warstwę poprzez ignorowanie lub lekceważenie pracy gazańskich dziennikarzy, którzy w każdej chwili ryzykują własnym życiem (…). Gdyby nie oni, nie wiedzielibyśmy nic o tym, co dzieje się w Gazie. To lekceważenie dziennikarskiej profesji stawia ich w jeszcze większym niebezpieczeństwie, ponieważ izraelska armia czuje się uprawniona do ich eliminowania, co nie wywołuje najmniejszych sprzeciwów”.

Mapy widma i matryce kolonizacji

Obok książek historycznych i esejów opublikowanych w ostatnich miesiącach, pojawiło się wiele prac łączących mapy, ilustracje, kalendaria i dane liczbowe, które pozwalają stworzyć sobie obraz obecnej sytuacji i zrozumieć jej korzenie. Kilka z nich wyróżnia się oryginalnością przedstawionej dokumentacji i klarownością analiz. Na przykład praca autorstwa geografa-kartografa Philippe’a Rekacewicza i dziennikarza Dominique’a Vidala [8] – korzystając z bogatego materiału kartograficznego i często mało znanych archiwów, obaj autorzy postanowili „prześledzić półtora wieku bardzo burzliwej historii”. Książka, wzbogacona o kalendaria wydarzeń i ramki tematyczne, wyjaśnia, w jaki sposób Wielka Brytania wspierała syjonizm na początku XX w. i ideę stworzenia w Palestynie państwa żydowskiego – mającego stanowić wysunięty przyczółek Zachodu – w imię przede wszystkim swoich interesów geostrategicznych. Przedstawia również „mapy-widmo” z projektów pokojowych tworzonych w latach 2000., które pozostały tylko na papierze. Aby lepiej zrozumieć „matrycę okupacji” i paradygmat aneksji, pokazuje fragmentację Zachodniego Brzegu za pomocą rozległej sieci izraelskich osiedli, dróg przeznaczonych wyłącznie dla osadników i wojska, setek punktów kontrolnych, którymi usiane jest terytorium palestyńskie, „muru separacyjnego” itd. Wreszcie, przygląda się narzuconej judaizacji Wschodniej Jerozolimy dokonującej się w miarę radykalizacji kolejnych izraelskich rządów.

Zdecydowanie wart wspomnienia jest opublikowany pierwotnie w 2011 r. i wielokrotnie aktualizowany atlas emerytowanego profesora uniwersyteckiego Jeana-Paula Chagnollauda oraz badacza i wykładowcy z dziedziny geopolityki Pierre’a Blanca [9]. Przygląda się on drodze pokonanej przez Palestyńczyków od końca XIX w., czasów osmańskich, aż do ostatnich wydarzeń. Wspominają o „szoku 7 października”, jak również o podziałach dyplomatycznych wśród państw europejskich, „niezachwianym wsparciu” Waszyngtonu dla Izraela, a także dwulicowości państw arabskich wobec Palestyny od 1948 r. O ile walory edukacyjne tego dzieła są niezaprzeczalne, o tyle niektóre stwierdzenia wydają się dyskusyjne. Widać to na przykładzie „rozwiązania dwupaństwowego”, które autorzy uznają za „politycznie konieczne i materialnie możliwe”, wbrew kolonialnej rzeczywistości w terenie oraz odrzuceniu tej idei przez większość młodych Palestyńczyków.

Spojrzenia w przyszłość

W książce (Comprendre la Palestine), będącej owocem dziesięcioletnich badań, rysowniczka Alizée De Pin i badacz Xavier Guignard proponują dogłębny przegląd historii Palestyny – historii, jak piszą, „wywłaszczenia, walki, segregacji i suwerenności, która stała się niemożliwa” [10]. Dwójka autorów naświetla tak potrzebne – i rzadko analizowane dogłębnie – tematy jak: szczegółowe funkcjonowanie Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa („państwo z papieru” i „instrument kontrolowania Palestyńczyków na terytoriach okupowanych”), kwestia prawa do zbrojnego oporu, przejmowanie przez władze okupacyjne palestyńskich zasobów naturalnych (w tym warstw wodonośnych na Zachodnim Brzegu) na rzecz osadników, czy ruch więźniów zapoczątkowany w latach 1980. Główną wartością dodaną tej pracy jest wybór jako jej przewodniego tematu kwestii podziału Palestyny, narzuconego przez ONZ w 1947 r., odrzuconego wówczas przez Palestyńczyków, którzy opowiadali się za jednym państwem skupiającym Arabów i Żydów. Autorzy postanowili pokazać, w jaki sposób idea podziału Palestyny na dwa podmioty polityczne „pojawiła się, jeszcze zanim przekształciła się w mrzonkę”. W świetle obecnej sytuacji, uznają, że „rozwiązanie dwupaństwowe”, ta „prawdziwa mantra dyplomatyczna” społeczności międzynarodowej jest „ułudą”: „Separacja, której wymagałby podziała na dwa państwa, nigdy nie była równie niemożliwa, umacniając dominację” Izraela nad Palestyńczykami. Ich zdaniem „jedyną alternatywą jest kohabitacja” w ramach tego samego państwa „opierającego się na zasadzie całkowitej równości między wszystkimi obywatelami”.

Opinia ta jest sprzeczna z przemyśleniami wielu specjalistów zajmujących się „konfliktem” izraelsko-palestyńskim, w tym Jeana-Pierre’a Filiu, gorącego orędownika „rozwiązania dwupaństwowego”, z „demokratycznym i zdemilitaryzowanym” państwem palestyńskim mającym funkcjonować obok państwa izraelskiego. W swojej książce Comment la Palestine fut perdu [11] historyk wyjaśnia, że model ten stanowi „jedyny horyzont dla przyszłego współistnienia na tej samej ziemi dwóch narodów, i to na podstawie równowagi sił będących obecnie w przeważającej mierze po stronie Izraela”. Bez tych ram współistnienia – dodaje – „ten układ sił nie przyniesie państwu żydowskiemu ani bezpieczeństwa, ani stabilności”. Natomiast odwrotnie jest według Pappégo, który zgadza się ze stanowiskiem De Pina i Guignarda – jedynym sposobem na rozwiązanie problemu uchodźców i palestyńskiej mniejszości w Izraelu jest stworzenie „jednego demokratycznego państwa, w którym każdy, czy to Palestyńczyk, czy Izraelczyk, cieszyłby się równymi prawami i swobodą przemieszczania się na terenie całej historycznej Palestyny”.

W czasie, gdy umacnia się system apartheidu wprowadzony przez Izraelczyków, oraz gdy intensyfikują się działania na rzecz aneksji terytoriów okupowanych, bardziej niż kiedykolwiek konieczne jest zbadanie możliwości wyrwania się z kolonialnego paradygmatu nieodłącznie związanego z syjonizmem, tak, aby zbudować wspólne państwo i uniknąć pogrążenia regionu w jeszcze głębszym chaosie. Już w 2006 r., w wizjonerskim fragmencie w podsumowaniu swojej książki na temat czystek etnicznych w Palestynie, Pappé ostrzegał: „[Palestyńczycy] nigdy nie będą mogli stać się częścią syjonistycznego państwa i przestrzeni. Dlatego nadal będą walczyć. Miejmy nadzieję, że ich walka będzie pokojowa i zwycięska. Jeśli nie, stanie się desperacka i mściwa, i, jak cyklon, wciągnie nas wszystkich w ogromną i nieustającą burzę piaskową”. Dwie dekady później, słowa te wybrzmiewają z całą mocą.

Autorstwo: Olivier Pironet
Tłumaczenie: Ewa Cylwik
Źródło: Monde-Diplomatique

Przypisy

[1] Ilan Pappé, Le Nettoyage ethnique de la Palestine, tłum. z ang. Paul Chemla, La Fabrique, Paryż 2024.

[2] Ilan Pappé, A Very Short History of the Israel-Palestine Conflict, Oneworld Publications, Londyn 2024.

[3] Na temat historii Gazy od czasów starożytnych czyt. zwłaszcza Gerald Butt, Gaza, au carrefour de l’histoire (tłum. z ang. Christophe Oberlin), Erick Bonnier, Paryż 2011; oraz Jean-Pierre Filiu, Histoire de Gaza, Fayard, Paryż 2024 (wyd. I 2012).

[4] Avi Shlaïm, przedmowa do Jamie Stern-Weiner (red.), Deluge: Gaza and Israel from Crisis to Cataclysm, OR Books, Nowy Jork 2024.

[5] Por. Sara Roy, The Gaza Strip: The Political Economy of De-development, Institute for Palestine Studies, Waszyngton, 2016 (wyd. I 1995).

[6] Ahmed Alnaouq i Pam Bailey (pod red.), We Are Not Numbers: The Voices of Gaza’s Youth, Hutchinson Heinemann, Londyn 2025.

[7] Meriem Laribi, Ci-gît l’humanité. Gaza, le génocide et les médias, z przedmową Alaina Gresha, Éditions Critiques, Paryż 2025.

[8] Philippe Rekacewicz i Dominique Vidal, Palestine-Israël. Une histoire visuelle, Seuil, Paryż 2024.

[9] Pierre Blanc i Jean-Paul Chagnollaud, Atlas des Palestiniens. Itinéraire d’un peuple sans État, kartografia Madeleine Benoit-Guyod, Autrement, Paryż 2025 (wyd. IV).

[10] Alizée De Pin i Xavier Guignard, Comprendre la Palestine. Une enquête graphique, Les Arènes, Paryż 2025.

[11] Jean-Pierre Filiu, Comment la Palestine fut perdue. Et pourquoi Israël n’a pas gagné. Histoire d’un conflit (XIX e-XXIe siècle), Seuil, Paryż 2024.

Zbrodnie Izraela: Glifosat rozpylany z samolotów. Ogromne powierzchnie upraw w Syrii i Libanie zostały zniszczone. „Polityka spalonej ziemi”.

Glifosat rozpylany z samolotów. Ogromne powierzchnie upraw zostały zniszczone

oprac. JŚS 13.08.2026,

Izrael miał rozpylać glifosat nad polami w Syrii i Libanie. Straty i obawy o środowisko
Izrael miał rozpylać glifosat nad polami w Syrii i Libanie. Straty i obawy o środowisko Pix-Off / Pixabay

Rolnictwo stało się kolejną ofiarą konfliktu na Bliskim Wschodzie. W Syrii i Libanie działania Izraela objęły tereny rolnicze, na które aplikowano glifosat drogą lotniczą. Skutkiem ataku stały się straty w uprawach oraz rosnące obawy o stan gleby, wody i środowiska.

  • Konflikt na Bliskim Wschodzie dotyka także pól uprawnych, pastwisk czy gajów oliwnych.
  • Opryski glifosatem z izraelskich samolotów zniszczyły uprawy w Syrii i Libanie.
  • W tle pojawiają się zarzuty o „politykę spalonej ziemi”, a skutki dla rolnictwa i środowiska mogą być odczuwalne dłużej niż jeden sezon.

Izraelskie samoloty opryskały tereny rolnicze

Sprawa niszczenia terenów rolniczych glifosatem na Bliskim Wschodzie zaczęła być szerzej opisywana na początku 2026 roku. Jak opisuje niemiecki portal Süddeutsche Zeitung, izraelska armia uprzedziła wówczas żołnierzy sił pokojowych ONZ w południowym Libanie, że małe samoloty będą prowadzić opryski z użyciem środków chemicznych. Nie poinformowała jednak, jaka substancja zostanie zastosowana.

Odwołano zaplanowane patrole przy granicy, a niedługo później samoloty prowadziły opryski w rejonie Ayta ash-Shaab, około dwóch kilometrów od granicy z Izraelem. Wcześniej podobne działania odnotowano na terenie południowej Syrii.

Herbicyd totalny uderzył w uprawy na Bliskim Wschodzie

Libańskie Ministerstwo Rolnictwa pobrało próbki z terenów objętych opryskami. Badania wykazały obecność glifosatu, a w części próbek jego stężenie miało być około 20–30 razy wyższe od wartości uznawanych za normalne. Kilka miesięcy później libański minister rolnictwa Nizar Hani mówił już o stężeniach odpowiadających nawet 30–50-krotności typowej dawki.

Glifosat jest herbicydem totalnym, nieselektywnym, co oznacza, że w kontakcie z nim zamiera cała roślina. Zniszczeniu ulega niemal cała (z nielicznymi wyjątkami) roślinność, która zostaje opryskana substancją.

W Syrii skala szkód została dokładniej oszacowana latem. Według tamtejszych władz opryskami dotkniętych było 70 miejscowości oraz około 480 hektarów [? chyba tysięcy?? md] gruntów rolnych. Na części tych terenów zniszczeniu uległy plantacje m.in. pszenicy, bakłażanów i soczewicy. Szkody stwierdzono także w sadach oliwnych. Wiele z drzew całkowicie usycha. Jak opisują tamtejsi rolnicy, pola opryskane glifosatem obecnie „leżą puste i zbrązowiałe”.

Skutki dotknęły również hodowców. Syryjskie Ministerstwo Rolnictwa informowało, że duże powierzchnie pastwisk zostały wyłączone z użytkowania. Ograniczenie dostępu do naturalnej bazy paszowej zmusiło część gospodarstw do zakupu pasz, zwiększyło koszty produkcji i doprowadziło niektórych hodowców do sprzedaży części stad.

Liban mówi o setkach milionów dolarów strat

W południowym Libanie rolnictwo jest jednym z głównych źródeł utrzymania mieszkańców. Uprawia się tam przede wszystkim oliwki i tytoń, a bliżej wybrzeża również cytrusy, banany i awokado. 

Libański minister rolnictwa oszacował później szkody związane z opryskami glifosatem na około 800 mln dolarów. Sytuację pogarsza fakt, że rządy Libanu i Syrii nie dysponują środkami pozwalającymi na wsparcie poszkodowanych rolników.

Władze Libanu wskazują nie tylko na bezpośrednie zniszczenie roślin, lecz także na możliwość długotrwałych skutków dla rolnictwa. Ministerstwo Rolnictwa w Bejrucie mówi o szkodach w zasobach naturalnych, utracie podstaw utrzymania rolników oraz potencjalnym zagrożeniu dla gleby, wód i całego łańcucha pokarmowego.

Sytuację komplikuje fakt, że rolnictwo południowego Libanu zostało wcześniej mocno dotknięte działaniami wojennymi. Süddeutsche Zeitung opisuje m.in. pożary gajów oliwnych wywołane użyciem amunicji zawierającej biały fosfor i środków zapalających. Organizacja Euro-Med Human Rights Monitor mówi o około 9 tys. hektarów terenów spalonych w wyniku takich działań.

Euro-Med Human Rights Monitor ocenia, że oprysków glifosatem w południowym Libanie nie można rozpatrywać w oderwaniu od szerszej „polityki spalonej ziemi”. Organizacja wskazuje na systematyczne niszczenie terenów rolniczych, obejmujące zarówno opryski, jak i użycie białego fosforu oraz amunicji zapalającej.

Pytania o długofalowe skutki dla gleby i produkcji

Najbardziej bezpośrednim następstwem oprysków jest utrata bieżących plonów i roślinności, co dla wielu mieszkańców równe jest całkowitemu brakowi środków do życia.

Dla gospodarstw oznacza to jednak również problemy w kolejnych sezonach: konieczność odtwarzania plantacji, zwiększone wydatki na pasze, utratę dochodów, a w przypadku drzew oliwnych – wieloletnie oczekiwanie na przywrócenie pełnej produkcji.

Prezydent Libanu Joseph Aoun określił działania jako „przestępstwo przeciw środowisku i zdrowiu”. Zapowiedział podjęcie kroków prawnych i dyplomatycznych, a w czerwcu Liban złożył w tej sprawie oficjalną skargę do ONZ.

W przypadku Syrii przedstawiciele ONZ potwierdzili portalowi Süddeutsche Zeitung, że samoloty prowadzące opryski przyleciały z Izraela. Izraelska armia nie odpowiedziała natomiast gazecie na pytania dotyczące rozpylania glifosatu w Syrii.

Źródło: Süddeutsche Zeitung

Nie ma ludobójstwa w Gazie?

Nie ma ludobójstwa w Gazie?

Autor: Uwe Froschauer apolut/kein-genozid-in-gaza?

Nie będzie ludobójstwa w Gazie? | Autor: Uwe Froschauer

Opinia Uwe Froschauera .

„Dla CDU w Niemczech jest to jasne: w Strefie Gazy nie doszło do ludobójstwa. Wspieramy Izrael i Ukrainę w walce z terroryzmem i agresją”.

Oświadczenie to złożyła polityczka CDU, Franziska Hoppermann – posłanka z okręgu Hamburg-Wandsbek, wybrana od końca lipca 2026 roku na stanowisko sekretarza generalnego CDU z rekomendacji kanclerza federalnego i przewodniczącego CDU Friedricha Merza. Wcześniej pełniła funkcję skarbnika federalnego partii i od wielu lat zasiada w jej kierownictwie.

Fakt, że polityk na tak prominentnym stanowisku wypowiada zdanie w rodzaju: „Dla CDU Niemiec jest zupełnie jasne: w Strefie Gazy nie doszło do ludobójstwa”, czyni to stwierdzenie szczególnie znaczącym. Sekretarze generalni nie mówią tylko we własnym imieniu. Kształtują oni wizerunek partii w oczach opinii publicznej. Jeśli to stwierdzenie rzeczywiście odzwierciedla moralny kompas nowego sekretarza generalnego CDU, to moim zdaniem nie daje ono nadziei na politykę, która stawia ludzkie cierpienie w centrum – zwłaszcza tam, gdzie wojna, przesiedlenia i przemoc niszczą życie niezliczonych rodzin, czy to w Strefie Gazy, na Ukrainie, czy w innych regionach dotkniętych kryzysem na całym świecie.

Człowieczeństwo nie polega na porównywaniu cierpienia jednej osoby z cierpieniem drugiej. Człowieczeństwo zaczyna się tam, gdzie każde niewinne ludzkie życie ma równą wartość.

Kiedy przeczytałem to zdanie, musiałem je przeczytać dwa razy. Nie dlatego, że źle je zrozumiałem, ale dlatego, że nie mogłem uwierzyć, że ktoś mógł dojść do tak jednoznacznego wniosku w świetle zdjęć z Gazy.

Pani Hoppermann, skąd Pani czerpie tę pewność?

Skąd bierze się pewność, z jaką odpowiada Pan na pytanie, nad którym od miesięcy debatują prawnicy międzynarodowi, organizacje zajmujące się prawami człowieka i sądy międzynarodowe?

Skąd bierze się ta pewność, skoro zginęły dziesiątki tysięcy ludzi, w tym – według doniesień organizacji międzynarodowych i mediów – wiele kobiet i dzieci?

Nie tylko samo oświadczenie pozbawia mnie mowy. Chodzi o rzeczowy sposób jego przedstawienia. Jakby nie było już nic do zbadania. Jakby werdykt już zapadł.

Uważam, że ich pewność siebie jest wyrazem mizantropicznej, politycznej pychy.

Gdybyś był pokorny, przyznałbyś, że ty też możesz się mylić. Pokora oznaczałaby powiedzenie: „Zarzuty są poważne. Sądy międzynarodowe je badają. Czekam na ich ocenę”.

Zamiast tego wydajesz ostateczny werdykt.

To mnie wkurza.

Nie dlatego, że ktoś ma inne poglądy polityczne. Ale dlatego, że za terminami prawnymi kryją się ludzie. Rodziny. Dzieci. Matki. Ojcowie.

Można dyskutować o definicjach. Można dyskutować o celach wojskowych. Można dyskutować o odpowiedzialności. Nie należy lekceważyć ludzkiego cierpienia.

Kiedy w raportach mówi się o ogromnej liczbie ofiar wśród ludności cywilnej, a wśród nich jest szczególnie duża liczba kobiet i dzieci, pojawia się u mnie pytanie moralne, którego nie da się zignorować jednym zdaniem:

W którym momencie wojna przestaje być tylko wojną?

W którym momencie skala ofiar wśród ludności cywilnej stanie się tak wielka, że ​​powinniśmy przestać mówić najpierw o koncepcjach, a zacząć mówić o naszym człowieczeństwie?

Uważam stwierdzenie „To nie jest ludobójstwo” nie tylko za problematyczne politycznie, ale i moralnie odrażające. Ludzie tacy jak Pani, Pani Hoppermann, nie powinni stać na czele partii politycznej. W moich oczach ludzie tacy jak Pani, Pani Hoppermann, są główną przyczyną wszelkiego zła na tym świecie.

Proszę spojrzeć na liczby, Pani Hoppermann!

„W Gazie nie doszło do ludobójstwa”.

Więc to naprawdę takie proste, pani Hoppermann?

Jedno zdanie, siedem słów i sprawa jest załatwiona dla ciebie, a rzekomo i dla całej CDU w Niemczech.

Przyjrzyjmy się bliżej temu, co oceniasz z tak bezczelną pewnością siebie.

Według UNICEF, Funduszu Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci, do 3 lutego 2026 roku w Strefie Gazy zginęło co najmniej 71 803 Palestyńczyków. Wśród ofiar było co najmniej 21 289 dzieci. Rannych zostało 171 230 osób, w tym około 44 500 dzieci.

Ponad 21 000 zabitych dzieci. Ani zabłąkane pociski. Ani uszkodzone budynki. Ani abstrakcyjne „straty uboczne”. Dzieci, pani Hoppermann, dzieci!

Dzieci, które przeżyły. Dzieci, które miały rodziców. Dzieci, które bawiły się, uczyły, śmiały i chciały kiedyś dorosnąć. Dzieci, których ciała leżały pod gruzami, które spłonęły, wykrwawiły się na śmierć lub zostały rozerwane przez bomby.

A Ty, będąc matką, wstań i wyjaśnij:

„W Gazie nie doszło do ludobójstwa”.

Pani Hoppermann, ile zamordowanych dzieci wystarczyłoby, żeby się Pani zatrzymała, choćby na chwilę?

25 000?

30 000?

50 000?

Przy jakiej liczbie stracisz swoją kategorię pewności?

Na początku lutego 2026 roku UNICEF poinformował również, że ani jeden szpital w Strefie Gazy nie był w pełni sprawny. Tylko 18 z 36 szpitali działało chociaż częściowo. Spośród 200 placówek podstawowej opieki zdrowotnej, tylko trzy były w pełni sprawne. Dostęp do leków, respiratorów i inkubatorów był nadal utrudniony. Niemal cała populacja była narażona na poważne zagrożenia zdrowotne z powodu zniszczenia systemów wodociągowych, kanalizacyjnych i sanitarnych.

To również jest częścią wojny izraelskiego reżimu, polegającej na ludobójstwie i mordowaniu dzieci.

Nie tylko ludzie giną pod bombami. Ludzie umierają, bo szpitale zostały zniszczone. Bo brakuje leków. Bo rannych nie można leczyć. Bo kobiety w ciąży są niedożywione. Bo niemowlętom jest zimno. Bo brakuje czystej wody. Bo głód, choroby i utrata źródeł utrzymania również zabijają.

Oficjalnie zarejestrowane liczby ofiar prawdopodobnie nie odzwierciedlają pełnego rozmiaru wojny. Badanie przeprowadzone przez Instytut Badań Demograficznych Maxa Plancka i Centrum Studiów Demograficznych wykazało, że w okresie od 7 października 2023 r. do końca 2024 r. bezpośrednio w wyniku wojny zginęło około 78 318 osób. Zakres statystyczny wahał się od około 70 600 do 87 500 ofiar.

W późniejszej aktualizacji naukowcy doszli do wniosku, że do 6 października 2025 r. liczba ofiar śmiertelnych bezpośrednio związanych z konfliktem najprawdopodobniej przekroczy 100 000.

Ponad 100 000 ofiar śmiertelnych.

Nawet te szacunki, jak wyraźnie zaznaczyli badacze, uwzględniają jedynie bezpośrednie, gwałtowne zgony. Osoby, które zmarły w wyniku głodu, chorób, załamania się opieki medycznej lub długoterminowych skutków zniszczeń, nie zostały w pełni uwzględnione. Dlatego naukowcy określili swoje obliczenia raczej jako dolną granicę rzeczywistego wskaźnika śmiertelności.

Szczególnie niepokojący jest inny wniosek z tego badania: według naukowców, rozkład wieku i płci osób brutalnie zamordowanych przypominał wzorce demograficzne kilku ludobójstw udokumentowanych przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Chociaż naukowcy słusznie podkreślili, że samo takie podobieństwo statystyczne nie zastępuje ostatecznego wyroku sądowego, to jednak pokazuje ono, jak absurdalne jest całkowite odrzucenie oskarżenia o ludobójstwo.

Pani Hoppermann, czy zna Pani te dane? Czy zna Pani raporty UNICEF-u? Czy zna Pani badania Towarzystwa Maxa Plancka? Czy zna Pani raporty Organizacji Narodów Zjednoczonych?

A może te ustalenia cię nie interesują, bo twoja odpowiedź polityczna została już podjęta, zanim jeszcze ją rozważyłeś?

Kobieta, która wygląda

Na szczęście są też inne głosy. Ludzie, którzy nie pozwolili, by partyjne poglądy, interesy narodowe czy lojalność polityczna odebrały im zdolność współczucia.

Jednym z takich głosów jest Francesca Albanese, Specjalna Sprawozdawczyni ONZ ds. sytuacji praw człowieka na okupowanych od 1967 roku terytoriach palestyńskich. Albanese nie jest politykiem szukającym nagłówków w talk-show. Jest prawniczką i od lat bada sytuację na okupowanych terytoriach w imieniu Rady Praw Człowieka ONZ.

Już w marcu 2024 roku przedstawiła raport zatytułowany „Anatomia ludobójstwa”. Stwierdziła w nim, że istnieją wystarczające podstawy, by sądzić, że osiągnięto próg dopuszczalności ludobójstwa.

W październiku 2024 roku ukazał się jej raport „Ludobójstwo jako kolonialna zagłada”. W lipcu 2025 roku, pod tytułem „Od ekonomii okupacji do ekonomii ludobójstwa”, zbadała, które firmy i interesy gospodarcze czerpią zyski z okupacji, destrukcji i wojny.

Dokumenty albańskie. Wskazuje winnych. Przedstawia źródła. Opisuje nie tylko bomby, ale także przesiedlenia, głód, zniszczenie placówek medycznych i unicestwienie materialnych podstaw życia społecznego.

Nie trzeba bezkrytycznie akceptować każdego wniosku Albanese. Ale trzeba się zapoznać z jej raportami, zanim oświadczy się, że „całkiem wyraźnie” nie doszło do ludobójstwa.

Na tym polega różnica: Francesca Albanese zwraca uwagę. Słucha ofiar. Analizuje dokumenty. Nazywa cierpienie. I ryzykuje presję polityczną, zniesławienie i sankcje osobiste za swoje stanowisko.

Pani Hoppermann z kolei ogłasza wynik.

„W Gazie nie doszło do ludobójstwa”.

Żadnej dostrzegalnej niepewności. Żadnych zastrzeżeń. Żadnej wzmianki o toczącym się postępowaniu przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości. Ani słowa o ponad 21 000 zarejestrowanych ofiar śmiertelnych dzieci. Ani słowa o szacunkach naukowych mówiących o ponad 100 000 ofiarach śmiertelnych. Ani słowa o zniszczonych szpitalach, głodzie, przesiedleniach i wymordowanych rodzinach.

Tylko kategoryczny osąd. Kto tak mówi, nie wykazuje jasności umysłu. On wykazuje pychę.

A każdy, kto w obliczu dziesiątek tysięcy zabitych ludzi, w tym ponad 21 tysięcy dzieci, najpierw wypowie polityczną formułę solidarności, a dopiero potem – albo wcale – spojrzy na ofiary, musi zmierzyć się z jeszcze bardziej fundamentalnym pytaniem:

Po której stronie tak naprawdę stoi ludzkość?

Po której stronie pani jest, pani Hoppermann?

Powiedział:

„Dla CDU w Niemczech jest to jasne: w Strefie Gazy nie doszło do ludobójstwa. Wspieramy Izrael i Ukrainę w walce z terroryzmem i agresją”.

To zdanie dało mi do myślenia. Nie tylko ze względu na treść, ale także ze względu na to, co ujawnia na temat twoich poglądów politycznych.

Po wszystkim, co przedstawiłem w tym artykule – raportach Organizacji Narodów Zjednoczonych, dokumentacji UNICEF-u, badaniach niezależnych naukowców i analizach Specjalnej Sprawozdawczyni ONZ Franceski Albanese – nie mogę ani zrozumieć, ani moralnie poprzeć tak kategorycznych stwierdzeń.

To, czy sądy międzynarodowe ostatecznie potwierdzą, czy odrzucą zarzut ludobójstwa, jest ich prerogatywą. Mój osąd moralny nie zależy jednak od przyszłego werdyktu. Bo jedno jest dla mnie dziś jasne:

Każde zabite dziecko to o jedno za dużo.

Każda zbombardowana szkoła to o jedną szkołę za dużo.

Każdy zniszczony szpital to o jeden za dużo.

Każda rodzina, która zostaje unicestwiona, to o jedną rodzinę za dużo.

Żaden cel polityczny na świecie nie powinien prowadzić nas do znieczulenia i spychania cierpienia ludności cywilnej na dalszy plan.

W związku z tym chciałbym odpowiedzieć na Twoje stwierdzenie moją własną opinią:

Dla mnie jest to jasne: nie stoję po stronie wojny. Stoję po stronie ludzkości.

Stoję po stronie dzieci – niezależnie od tego, czy urodziły się w Strefie Gazy, Izraelu, na Ukrainie czy gdziekolwiek indziej na świecie.

Solidaryzuję się z matkami i ojcami, którzy stracili swoje dzieci.

Solidaryzuję się z ludnością cywilną, która płaci cenę za decyzje polityczne.

Popieram tych, którzy chcą zaprowadzić pokój zamiast ciągle sięgać po nową broń.

Chcę, żeby zabijanie się skończyło.

Koniec bombardowań.

Koniec z głodem.

Koniec z wydaleniem.

Koniec nienawiści.

I życzę sobie polityków, którzy będą mieli odwagę czuć się zobowiązani w pierwszej kolejności do niesienia pomocy cierpiącym ludziom, a dopiero potem do wzięcia odpowiedzialności za swoją partię, ideologię czy interesy geopolityczne.

Państwa mają interesy.

Partie polityczne mają programy.

Wojsko ma strategie.

Ale dzieci mają tylko jedno życie.

To jest strona, po której stoję.

I pozostanę na tej stronie.

I nie jest to tylko bohaterska, samo-uwielbiająca się bzdura.

+++

Dziękujemy autorowi za udzielenie nam pozwolenia na publikację tego artykułu.

+++

Zdjęcie: Zniszczone obszary na wschód od obozu Zawaida w centralnej części Strefy Gazy, 2024 r.

WSZYSTKIE główne instytucje zachodnie uważają życie Palestyńczyków za bezwartościowe

WSZYSTKIE główne instytucje zachodnie uważają życie Palestyńczyków za bezwartościowe

„To trochę śmieszne, patrzeć, jak reporter BBC udaje zszokowanego i obrażonego tym, że ktoś mówi, że jego zdaniem życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków”.

Caitlin Johnstone

4 sierpnia 2026 r. caitlinjohnstone-au/all-mainstream-western-institutions-view-palestinian-lives-as-worthless

BBC niedawno przeprowadziło wywiad z izraelskim osadnikiem , który powiedział, że wszyscy Palestyńczycy z czterech okolicznych wiosek powinni zostać eksterminowani w ramach zemsty za śmierć Izraelczyka zabitego podczas terroryzowania palestyńskiej wioski w zeszłym miesiącu. Dodał, że życie jednego Żyda jest warte dziesięciu milionów palestyńskich istnień.

„Myślę, że teraz, kiedy zabili jednego Izraelczyka, musimy zabić wszystkich ludzi w Tal i Sarra, nawet Dżita i Faratę” – powiedział BBC prawnik Jehuda Szimon.

„Wygląda na to, że twierdzisz, że życie jednego Żyda jest warte setek lub tysięcy istnień Palestyńczyków” – odpowiedziała Lucy Williamson z BBC w wywiadzie.

„Milion” – poprawił ją Szymon. „Jedno żydowskie życie to dziesięć milionów, jasne?”

„To brzmi po prostu rasistowsko” – odparł Williamson, na co Shimon odparł: „Tak, wiem, wiem. Ale to prawda”.

https://youtube.com/watch?v=ORkyAS6R_7s%3Ffeature%3Doembed

Interakcja stała się viralem w mediach społecznościowych, a ludzie reagują na rażący przejaw ekstremistycznej ideologii osadników, którzy starają się stopniowo wyprzeć Palestyńczyków z ich ziem na Zachodnim Brzegu. I choć prawdą jest, że komentarze Szymona są skrajnie okrutne i rasistowskie, to nie to osobiście uznałem za interesujące w tym wywiadzie. Interesująca była dla mnie odpowiedź Williamsona.

No cóż, to trochę śmieszne, patrzeć, jak reporter BBC zachowuje się zszokowany i obrażony, gdy ktoś mówi, że jego zdaniem życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków. W końcu założenie, że życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków, od pokoleń wpływa na każdy aspekt zachodnich mediów informacyjnych na temat Izraela i Palestyny.

Dlatego zachodnia prasa wyraziła nieproporcjonalnie większy szok i przerażenie 7 października niż znacznie bardziej rażące nadużycia ze strony Izraela, które do nich doprowadziły, i znacznie bardziej rażące nadużycia ze strony Izraela, które nastąpiły później. Dlatego w zeszłym roku w Sydney obserwowaliście wściekłe oburzenie po strzelaninie w Bondi, podczas gdy ta sama liczba Palestyńczyków ginie w danym dniu w Strefie Gazy nigdy nie pojawia się w wiadomościach

https://youtube.com/watch?v=B9lKNhC6u-I%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Den%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

26 marca 2025 roku 15 Palestyńczyków zostało zabitych przez Siły Obronne Izraela podczas zawieszenia broni w Strefie Gazy. 14 grudnia tego samego roku 15 osób zginęło na plaży Bondi w Sydney w masowej strzelaninie, której celem byli australijscy Żydzi, dokonanej przez bojowników ISIS. 

Dwa przypadki masowych morderstw. Ta sama liczba ofiar. Ale słyszałeś tylko o jednym z nich.

Dlaczego słyszałeś tylko o jednym z nich? Bo tylko jeden z nich trafił do wiadomości. 

Prasa głównego nurtu tygodniami pilnie donosiła o strzelaninie w Bondi, gorączkowo próbując fałszywie skojarzyć atak terrorystyczny ISIS z demonstracjami pro-palestyńskimi, powtarzając w mediach na całym świecie zachodnim frazę „Tak wygląda globalizacja intifady” . Publikowano kolejne raporty o tym, jak Żydzi są atakowani, jak Żydzi czują się niebezpieczni i jakie nowe prawa i ograniczenia wolności słowa należy wprowadzić, aby stłumić nastroje pro-palestyńskie i chronić Żydów.

Nic nawet zbliżonego do tego nie wydarzyło się 26 marca 2025 roku. Dla prasy zachodniej zabicie 15 Palestyńczyków w Strefie Gazy było po prostu kolejną środą.

Dzieje się tak, ponieważ wszystkie główne zachodnie media podzielają te same rasistowskie poglądy na temat Palestyńczyków, co Jehuda Szymon. Podobnie jak wszystkie główne zachodnie partie polityczne. Podobnie jak wszystkie inne główne zachodnie instytucje. Podobnie jak wszyscy zwolennicy państwa Izrael. Wszyscy oni wierzą, że życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków, o czym świadczy polityka, którą popierają, i wiadomości, które śledzą.

BBC ma dobrze udokumentowaną historię silnej proizraelskiej stronniczości , a jej reporterzy narzekają , że realizują PR dla izraelskiego rządu , a jej redaktor przegrał proces o zniesławienie z dziennikarzem, który ujawnił jego proizraelskie poglądy.

Przez lata ukrywali czynne ludobójstwo, używając nagłówków w stylu „Ministerstwo zdrowia zarządzane przez Hamas twierdzi”, i werbalnej gimnastyki biernego języka, aby chronić izraelskie interesy informacyjne. Wiadomo więc, że kiedy Lucy Williamson protestuje: „To brzmi rasistowsko!” wobec izraelskiego osadnika, który twierdzi, że życie Żydów jest o wiele więcej warte niż życie Palestyńczyków, tak naprawdę nie jest oburzona jego systemem wierzeń. Po prostu wie, że nie wolno mówić takich rzeczy na głos.

„Sytuacja na Bliskim Wschodzie, w tym kwestia palestyńska”

Włoszka Francesca Albanese, Specjalna Sprawozdawczyni ONZ ds. sytuacji praw człowieka na okupowanych od 1967 r. terytoriach palestyńskich, ośmiela się nazwać przerażające zbrodnie Izraela przeciwko ludności palestyńskiej w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, ale zachodnie media w dużej mierze to ignorują… (Zdjęcie: Andrej Isakovic AFP)

„Sytuacja na Bliskim Wschodzie, w tym kwestia palestyńska”

3 sierpnia 2026 r. Od: Karin Leukefeld globalbridge-ch/die-situation-im-mittleren-osten-einschliesslich-der-palaestina-frage

(Uwaga redaktora) Kwestia ta jest regularnie omawiana w ONZ i przyjęto niezliczone rezolucje, ale Izraelowi to nie przeszkadza i nadal strzela i zabija. Siły Obronne Izraela mordują również wiele kobiet cywilnych i niezliczone dzieci. Stany Zjednoczone robią jednak wszystko, co w ich mocy, aby uciszyć Francescę Albanese, Włoszkę, której ONZ powierzyło monitorowanie tamtejszych zabójstw. – Karin Leukefeld zna sytuację Palestyńczyków z pierwszej ręki od dziesięcioleci – i zna również historię tego regionu. (cm)

„Region Bliskiego Wschodu (w tym Egipt, Izrael, Liban i Syria)” to tytuł regularnie powtarzających się debat w Radzie Bezpieczeństwa ONZ  od 1946 roku.  W tym czasie Liban i Syria zwróciły się do Rady Bezpieczeństwa ONZ o nadzorowanie  wycofania  brytyjskich i francuskich wojsk mandatowych z obu krajów. Mandaty wygasły, a ciągła obecność wojsk brytyjskich i francuskich naruszała suwerenność państwową i integralność terytorialną dwóch państw członkowskich ONZ, Libanu i Syrii. Sytuacja na Bliskim Wschodzie i kwestia palestyńska nigdy nie były kwestią samej Palestyny, lecz raczej kwestią państw europejskich, a później Izraela, który dążył nie do dzielenia się, lecz do zawłaszczenia ziemi regionalnych narodów arabskich – Libanu, Syrii i Palestyny.

Początkowo debaty w Radzie Bezpieczeństwa ONZ koncentrowały się na Palestynie, później na terytoriach okupowanych, a następnie ponownie na sytuacji w Syrii, Jordanii, Iraku i Libanie. Dziś cały region między wschodnią częścią Morza Śródziemnego a Zatoką Perską stoi w płomieniach.

Od 80 lat Rada Bezpieczeństwa ONZ zmaga się z sytuacją, która – kontynuując błędną decyzję Ligi Narodów – została stworzona przez Zgromadzenie Ogólne ONZ i Radę Bezpieczeństwa ONZ wbrew woli pierwotnych mieszkańców historycznej Palestyny. Na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 roku Liga Narodów poszła w ślady „Wielkiej Czwórki”: Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Stanów Zjednoczonych. Wielka Brytania i Francja podzieliły cały region między siebie na mocy porozumienia Sykes-Picot, tworząc terytorium międzynarodowe między Jerozolimą a Hajfą. Deklaracja Balfoura z 1917 roku utorowała drogę imigracji europejskich Żydów i utworzeniu „żydowskiej ojczyzny w Palestynie”. 

„Rozwiązanie dwupaństwowe” zostało ustanowione przez  Zgromadzenie  Ogólne ONZ  29 listopada 1947 roku dla państwa Żydów w Palestynie, którzy zostali wypędzeni z Europy. Ci europejscy Żydzi, milicje syjonistyczne, natychmiast zwrócili się przeciwko pierwotnym mieszkańcom Palestyny ​​po przyjęciu rozwiązania dwupaństwowego, wypędzając co najmniej 700 000 Palestyńczyków z ich ojczyzny podczas Nakby w latach 1947/48.

Od momentu swojego powstania Rada Bezpieczeństwa ONZ konsekwentnie uznawała prawa narodów arabskich w regionie, jednak nigdy nie podjęła żadnych działań w celu wdrożenia odpowiednich rezolucji ONZ. Wszystkie decyzje były podporządkowane interesom europejskich, byłych państw kolonialno-imperialnych, a przez lata także USA i Izraela. Dlaczego?

Rutyna w Radzie Bezpieczeństwa ONZ

28 lipca 2026 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ zebrała się, aby omówić „Sytuację na Bliskim Wschodzie, w tym kwestię palestyńską”. 

Spotkania poświęcone temu tematowi odbywają się kwartalnie i stały się już rutyną w ramach komitetu. Po otwartej debacie, w której głos mają przedstawiciele państw członkowskich ONZ, organizacji międzynarodowych i agencji ONZ, odbywa się zamknięte posiedzenie komitetu.  

W tym roku zainteresowanie ponownie było wysokie – udział wzięli przedstawiciele RPA, Algierii, Australii, Austrii, Brazylii, Bułgarii, Kanady, Kuby, Egiptu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Hiszpanii, Indii, Indonezji, Iraku, Irlandii, Islandii, Japonii, Jordanii, Kazachstanu, Libanu, Malezji, Malediwów, Maroka, Meksyku, Namibii, Norwegii, Ugandy, Filipin, Polski, Portugalii, Kataru, Wenezueli, Korei Północnej, Iranu, Sri Lanki, Szwajcarii, Tunezji, Turcji i Wietnamu. Obecni byli również przedstawiciele Ligi Państw Arabskich i Unii Europejskiej. Stały Przedstawiciel Państwa Palestyna i Ambasador Izraela zasiedli przy stole państw członkowskich Rady Bezpieczeństwa ONZ. 

Ramiz Alakbarov, zastępca specjalnego koordynatora i stały koordynator w Biurze Specjalnego Koordynatora ONZ ds. Procesu Pokojowego na Bliskim Wschodzie (UNSCO) w Jerozolimie,  dołączył do spotkania za pośrednictwem łącza wideo  . Przez około 12 minut informował zgromadzonych o rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2803, znanej również jako „Plan Pokojowy Trumpa dla Gazy”, która została przyjęta jako prawnie wiążąca rezolucja przez Radę Bezpieczeństwa ONZ 17 listopada 2025 roku.

Mówił o rozbrojeniu Hamasu, wycofaniu wojsk izraelskich ze Strefy Gazy, międzynarodowych siłach stabilizacyjnych oraz przejęciu odpowiedzialności rządowej za Strefę Gazy przez nowo utworzony Narodowy Komitet Administracji Strefy Gazy. Alakbarov mówił o ludności Strefy Gazy, która niemal codziennie pada ofiarą trwającej izraelskiej agresji militarnej. Powiedział, że ich odporność jest inspirująca i daje rzadką iskierkę nadziei na przyszłość. Chociaż nastąpiła poprawa w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego i utylizacji odpadów, ludność nadal zmaga się z powszechnymi zniszczeniami, przesiedleniami i przeludnieniem.

Omówiono również sytuację na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu. Według Alakbarowa sytuacja gwałtownie się pogarsza, co widać w ostatnich dniach. Stwierdził, że sytuacja na wszystkich okupowanych terytoriach palestyńskich prawdopodobnie się pogorszy, jeśli nie zostaną podjęte środki mające na celu powstrzymanie tego rozwoju. Poruszono również sytuację w Libanie i Syrii, gdzie Izrael okupuje ziemię i ponosi odpowiedzialność za rozległe zniszczenia i ofiary wśród ludności cywilnej. Wielu mówców potępiło sytuację na Bliskim Wschodzie i w Palestynie. W szczególności potępiono wojnę prowadzoną przez USA i Izrael przeciwko Iranowi. Ta debata również nie miała żadnych praktycznych konsekwencji. 

Sesja 28 lipca trwała ponad sześć godzin; pisemne  podsumowanie  przedstawiła ONZ. Debata,   podzielona na dwie części, jest dostępna w formie wideo  na kanale telewizji ONZ .

Uderzająca była nieobecność jednej z najważniejszych ekspertek w tej dziedzinie, Specjalnego Przedstawiciela ONZ ds. sytuacji praw człowieka na okupowanych przez Izrael terytoriach, Franceski Albanese.

Podczas gdy w Nowym Jorku toczyła się debata na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie i kwestii palestyńskiej, izraelscy osadnicy, wspierani przez izraelską armię okupacyjną, bezkarnie atakowali Palestyńczyków na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu, podpalając ich domy, wioski i gospodarstwa. Masakra izraelskiej armii trwała również w Strefie Gazy. Arabskie media codziennie donoszą o izraelskich  nalotach  na Strefę Gazy. Liczba ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy od początku „zawieszenia broni” 10 października 2025 roku wzrosła do 1207, a liczba rannych w tym samym okresie wyniosła 3914. 

Od początku wojny izraelskiej 7 października 2023 r. oficjalne dane ( stan na 22 lipca 2026 r .) wskazują, że zginęło 73 305 Palestyńczyków, a 173 918 zostało rannych. Inne raporty, takie jak te z  Instytutu Maxa Plancka,  szacują liczbę ofiar śmiertelnych w tym okresie na ponad 100 000. Wojny prowadzone przez Izrael i USA rozszerzyły się na siedem frontów: Gazę, Zachodni Brzeg, Liban, Syrię, Jemen, Irak i Iran. Podpalają cały region.

Powiedz potężnym prawdę

Głos Franceski Albanese rzadko słyszany w dzisiejszych niemieckojęzycznych mediach to głos tej włoskiej prawniczki. Ta włoska prawniczka należy do grona najodważniejszych i najbardziej otwartych osób, które sprzeciwiły się ludobójstwu Palestyńczyków. Albanese pełni funkcję Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. Praw Człowieka Palestyńczyków od 2022 roku i została ponownie powołana na drugą kadencję w 2024 roku. Pracując w Radzie Praw Człowieka ONZ, jej zadaniem jest raportowanie na temat sytuacji praw człowieka na okupowanych przez Izrael terytoriach palestyńskich. Praca ta stanowi dla niej i jej zespołu szczególne wyzwanie od początku wojny 7 października 2024 roku. 

W trzech raportach Albanese pisał o „ Anatomii ludobójstwa ” (marzec 2024), „ Ludobójstwie jako kolonialnej zagładzie ” (październik 2024) oraz „ Od ekonomii okupacji do ekonomii ludobójstwa ” (lipiec 2025). Raporty te szczegółowo opisują, wraz ze źródłami, morderczy rozmiar tej wojny dla Palestyńczyków. Wymieniają one osoby odpowiedzialne w polityce, biznesie i wojsku z całego świata, które pomagały i nadal pomagają w zagładzie Palestyńczyków, a także czerpią z tego korzyści ekonomiczne. Albanese wskazuje na obowiązek wszystkich państw członkowskich ONZ do zapobiegania ludobójstwu i zapewnia każdemu państwu członkowskiemu ONZ i każdemu rządowi narzędzia do przeciwdziałania wojnie na wyniszczenie przeciwko Palestyńczykom za pomocą własnych środków krajowych. Listę sankcji można znaleźć między innymi w Karcie Narodów Zjednoczonych, Rozdział VII, Artykuł 41. (Podkreślenie dodane).

Republika Południowej Afryki wszczęła postępowanie przeciwko Izraelowi w Międzynarodowym Trybunale Karnym (MTK) w związku z podejrzeniem ludobójstwa. Pełniący obowiązki prokuratora generalnego MTK, Karim Khan, wydał międzynarodowe nakazy aresztowania trzech palestyńskich funkcjonariuszy Hamasu, którzy zostali zabici przez izraelską armię. Międzynarodowe nakazy aresztowania zostały również wydane wobec premiera Izraela Benjamina Netanjahu i jego (ówczesnego) ministra obrony Joawa Gallanta. Kierowana przez USA wspólnota państw zachodnich, w tym UE, była szczególnie oburzona tą decyzją i zmobilizowała swoje siły, aby ją zaprotestować.

W Niemczech Francesce Albanese zakazano wystąpień na uniwersytetach w Monachium i Berlinie, a relacje medialne na temat jej pracy i wydarzeń w Strefie Gazy zostały ograniczone. Z kolei krytyka ze strony rządu izraelskiego i jego partnerów dotycząca pracy Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. sytuacji praw człowieka na okupowanych terytoriach palestyńskich była niemal zawsze szeroko komentowana.

Administracja USA zapowiada zniszczenie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości

W lutym 2026 roku kilku ministrów spraw zagranicznych UE, w tym minister spraw zagranicznych Niemiec  Johann Wadephul , zażądało rezygnacji Franceski Albanese po opublikowaniu zmanipulowanego nagrania w mediach społecznościowych. Wadephul stwierdził między innymi, że Albanese jest „nie do utrzymania” na stanowisku. Żądanie to nigdy oficjalnie nie zostało wycofane, mimo że wiadomo było, że oskarżenia wysunięte przeciwko Albanese (w tym te wysunięte przez Izrael) były bezpodstawne. 

W związku z trzecim raportem „Od ekonomii okupacji do ekonomii ludobójstwa”, Stany Zjednoczone (lipiec 2025 r.) sięgnęły po jedno ze swoich ulubionych narzędzi tłumienia dysydentów i opozycji politycznej: nałożyły  sankcje na Francescę Albanese , główną prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego, oraz cztery sędziny tego samego sądu. Sankcje uzasadniono tym, że wszystkie były zaangażowane w sprawy wymierzone w USA i Izrael, w tym żołnierze amerykańscy w Afganistanie i osoby odpowiedzialne za izraelską operację wojskową w Strefie Gazy. 

Prokurator generalny Khan był wcześniej otwarcie zagrożony, jeśli nie wycofa międzynarodowych nakazów aresztowania Netanjahu i Gallanta. Nie wycofał ich. Wkrótce potem postawiono mu dwa zarzuty „nadużyć seksualnych” wobec pracownic. Khan zaprzeczył zarzutom i wziął urlop do czasu rozstrzygnięcia postępowania. Międzynarodowy Trybunał Karny wszczął dochodzenie. Zarzuty wobec Khana zostały oddalone przez skład sędziowski, jednak Khan został zawieszony w obowiązkach w czerwcu 2026 roku. 13 lipca 2026 roku sekretarz stanu USA  Marco Rubio ogłosił  , że Departament Stanu USA rozpocznie  kampanię „mającą na celu wyeliminowanie zagrożenia dla amerykańskiej suwerenności, jakie stwarza Międzynarodowy Trybunał Karny”. Wkrótce potem, 24 lipca 2026 roku, Karim Khan został odwołany  większością głosów państw członkowskich ONZ będących członkami Międzynarodowego Trybunału Karnego  .

Zagubiony w biurokracji

Wszyscy objęci sankcjami są urzędnikami i pracownikami Organizacji Narodów Zjednoczonych i dlatego podlegają  immunitetowi , zgodnie z  decyzją podjętą dla całej organizacji ONZ w  1946 roku.  Wszyscy objęci sankcjami USA podejmują kroki prawne przeciwko nim, które dodatkowo „karzą” ich ograniczeniami w podróżowaniu, zamrożeniem ich kont i aktywów (w USA), zablokowaniem dostępu do amerykańskich usług komunikacyjnych (internet) i innymi ograniczeniami. Ze względu na ścisłe powiązania finansowe i instytucjonalne USA na całym świecie, sankcje USA mają ogromny wpływ na życie osób objętych sankcjami. Czterech sędziów MTK utknęło w postępowaniu, a główny prokurator MTK, Khan, został odwołany. Khan jest obywatelem brytyjskim, a brytyjskie stowarzyszenia prawnicze ogłosiły jego wydalenie.

Specjalna Sprawozdawczyni ONZ Albanese odniosła swój pierwszy sukces w maju 2026 roku. Jej mąż i córka, obywatelka USA, pozwali administrację Trumpa przed sądem USA, argumentując, że sankcje USA „faktycznie wykluczają ją z bankowości i praktycznie uniemożliwiają jej zarabianie na życie”, jak donosił  brytyjski dziennik „The Guardian”  14 maja. Sędzia okręgowy Richard Leon z Waszyngtonu orzekł, że administracja Trumpa próbowała „uregulować lub ograniczyć jej wolność słowa”. Jednakże Albanese jest chroniona przez  Pierwszą Poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych  , a ona „nie zrobiła nic więcej, niż tylko zabrała głos!” – napisał sędzia w swoim orzeczeniu. „Nie ulega wątpliwości, że jej rekomendacje nie są wiążące dla działań MTK – są jedynie jej opinią”.

Pierwsza poprawka do Konstytucji z 1787 r. (str. 11) stanowi:

„Kongres nie może uchwalać żadnych praw, które narzucają religię, ograniczają swobodne wykonywanie praktyk religijnych, ograniczają wolność słowa i prasy lub ograniczają prawo ludzi do pokojowego zgromadzania się i składania petycji do rządu w celu zaradzenia krzywdom”.

Tydzień później, 21 lipca 2026 roku, Departament Skarbu USA ogłosił zniesienie sankcji wobec Specjalnego Sprawozdawcy ONZ Albanese  . Jednak tydzień później, 27 lipca 2026 roku, w raporcie  agencji Reuters podano, że Departament Skarbu USA przywrócił ją na listę osób objętych sankcjami. Według raportu, trzyosobowy skład sędziowski amerykańskiego sądu apelacyjnego, do którego odwołała się administracja USA, wydał decyzję o administracyjnym wstrzymaniu wykonania poprzedniego orzeczenia (sędzia Richard Leon z Waszyngtonu). Pozwoliło to rządowi „wzmocnić status Albanese jako obcokrajowca objętego sankcjami”. Wniosek rządu był „bardziej rozbudowany” niż wniosek sądu niższej instancji w Waszyngtonie. Batalia prawna trwa.

Celowo spowodowane cierpienie

Głos Franceski Albanese jest słyszalny na całym świecie, ale rzadko w Europie. Mówi ona wpływowym prawdę, która ma niewielką tradycję, zwłaszcza w Niemczech. Irlandia była krajem w Europie, który wcześnie zrozumiał, co dzieje się z Palestyńczykami, mówi w wywiadzie dla lewicowo-liberalnego amerykańskiego magazynu  „The Nation” , przeprowadzonym w maju i opublikowanym w numerze lipcowo-sierpniowym. „Irlandczycy doświadczyli brytyjskich rządów kolonialnych. Doszło do ludobójstwa, choć nie jest ono uznawane. Prawie milion ludzi zmarło w wyniku głodu celowo wywołanego przez Brytyjczyków ( 1845–1852 )”. 

W wywiadzie dla  „The Nation”  Francesca Albanese wspomina, że ​​dla jej pokolenia (urodzonego w 1977 roku) „nigdy więcej” było niemal codziennością, przynajmniej we Włoszech, w okresie jej nauki i studiów. Pamięć o Holokauście i nakaz, by „nigdy więcej” się nie powtórzył, były wszechobecne. Ludzie wiedzieli wtedy, że „coś tak strasznego jak Holokaust zaczyna się niezauważone – mianowicie od normalizacji zbrodni przeciwko określonej grupie”. W tym kontekście, tuż na początku wojny w Strefie Gazy, na początku października 2023 roku, koledzy powiedzieli jej: „To ludobójstwo”. Wśród tych kolegów byli Izraelczycy, którzy mówili o „ludobójstwie”, podczas gdy ona sama odmawiała używania tego terminu. 

To, co zobaczyła, czego się dowiedziała i co udokumentowała w kolejnych tygodniach, skłoniło ją do „mówienia o możliwości”, że w Gazie rozwija się ludobójstwo, zwłaszcza „z powodu języka, którym się posługiwano, który był językiem ludobójstwa”. Niezliczone przypadki celowego zadawania cierpienia psychicznego i fizycznego, które zebrała, to: „Oto, co Izrael zrobił w ciągu pierwszych pięciu miesięcy: zabił 30 000 osób, średnio 150 osób dziennie. Statystyki mówiły same za siebie: 85 procent ofiar stanowiły wyłącznie kobiety i dzieci. Czy to ma być przypisane wyłącznie zabłąkanej rakiecie? Zrozumiałam, że to było ludobójstwo i, podobnie jak inne ludobójstwa, było niewidoczne. Zaprzeczanie ludobójstwu jest nieodłącznym elementem samego ludobójstwa”. 

W styczniu 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Karny uznał „prawdopodobną, nieodwracalną szkodę wyrządzoną Palestyńczykom w Strefie Gazy zgodnie z Konwencją o Ludobójstwie”, jak twierdzi Albanese. Wszystkie państwa członkowskie Międzynarodowego Trybunału Karnego są zobowiązane do zapobiegania ludobójstwu natychmiast po jego uznaniu. Po decyzji Trybunału wszystkie państwa członkowskie powinny były natychmiast zaprzestać wszelkiego handlu z Izraelem, zwłaszcza handlu bronią: „Kontynuowali”.

Musimy działać

Niewielu śledziło pracę Franceski Albanese tak uważnie, jak Chris Hedges, wieloletni korespondent zagraniczny „ New York Timesa” , który relacjonował wydarzenia ze wszystkich stref wojennych na Bliskim Wschodzie. Przez siedem lat relacjonował wydarzenia z okupowanej Palestyny ​​i w 2002 roku otrzymał Nagrodę Pulitzera. Jego wywiady z Francescą Albanese można odsłuchać na jego kanale YouTube „ The Chris Hedges Report ” (w języku angielskim). Więcej informacji na stronie  https://chrishedges.substack.com/

Ostatnia rozmowa obu  autorek  nosi tytuł nowej książki Franceski Albanese, wydanej w jej ojczystym języku włoskim w kwietniu 2026 roku: „Quando il mondo dorme” („Kiedy świat śpi”) – historie, słowa i krzywdy z Palestyny, jak głosi podtytuł. Wydanie angielskie, „Kiedy świat śpi”, prezentuje Chris Hedges. W dziesięciu rozdziałach Albanese opisuje „ludzki koszt” izraelskiej okupacji i masowych mordów. Autorka przedstawia ludzi, których poznała podczas lat spędzonych w Palestynie, i, według Hedgesa, „nadaje cierpieniu ludzką twarz”. Niemieckie tłumaczenie, również zatytułowane „Wenn die Welt schläft”, ma się ukazać nakładem wydawnictwa Palmyra Verlag Heidelberg pod koniec 2026 roku. 

Wywiad z Francescą Albanese obejmuje liczne obszary i indywidualne losy, które ilustrują konsekwencje izraelskiej okupacji i ludobójstwa w Strefie Gazy. Hedges odnosi się do pediatry  dr. Hussama Abu Sayifa , dyrektora szpitala Kamal Adwan, który przebywa w izraelskim areszcie od ponad 18 miesięcy bez postawienia zarzutów i niedawno został przeniesiony do podziemnego więzienia. Oprócz niego w izraelskim areszcie przebywa 13 innych lekarzy bez postawienia zarzutów. Albanese twierdzi, że przemoc i tortury wobec tych lekarzy znajdują odzwierciedlenie w przemocy wobec całego sektora medycznego w Strefie Gazy. Kliniki, ośrodki zdrowia i karetki są systematycznie niszczone. Ratownicy medyczni i personel medyczny zostali skutecznie „ wyeliminowani ”.

Europejskie media w dużej mierze przyjmują izraelską narrację, która przedstawia personel medyczny jako wspólników grup zbrojnych (Hamasu), a kliniki i apteki jako magazyny broni i centra dowodzenia, aby usprawiedliwić ataki. Każdy, kto tego nie kwestionuje, a zwłaszcza media europejskie, staje się „wspólnikiem”. Dyskusja koncentruje się wokół terminów „Holokaust” i „ludobójstwo”, Palestyny ​​i reszty świata, kwestii prawnych oraz Palestyny ​​jako kolonii. Poruszono również kwestie sankcji nałożonych na te państwa, a także przyszłość Strefy Gazy jako „Riwiery Gazy”, którą Albańczyk krytykuje jako „rozpraszającą uwagę”. Omawiane są palestyńskie zasoby naturalne, takie jak złoża gazu u wybrzeży Gazy, a nacisk kładziony jest wielokrotnie na dzieci, z których ponad 20 000 to sieroty lub półsieroty. 

„Niesprawiedliwość nie kończy się dlatego, że tego chcemy lub dlatego, że się o nią modlimy” – podsumowuje Francesca Albanese  . „Musimy działać”. Tylko w ten sposób można pokonać niesprawiedliwość. Ważne jest, aby wytrwać, nie poddawać się, bez względu na to, ile to zajmie – mówi Albanese. „Jeśli Izrael będzie bezkarnie łamał prawo międzynarodowe, fundamenty międzynarodowego systemu prawnego zostaną zniszczone”. 

„Nigdy się nie poddawaj” to mantra Chrisa Hedgesa, a na ekranie pojawia się zdjęcie Juliana Assange’a. „Uwolnienie Juliana zajęło 14 lat” – przypomina Hedges. Zdjęcie przedstawia Juliana Assange’a na Festiwalu Filmowym w Cannes w 2025 roku. Ma na sobie koszulkę z imionami  4986 dzieci zabitych w wojnie w Strefie Gazy. 

Terror wysiedleń. Palestyna jak Zamojszczyzna

Terror wysiedleń. Palestyna jak Zamojszczyzna

magnapolonia/terror-wysiedlen-palestyna-jak-zamojszczyzna

W cieniu wojny Rosji z Ukrainą i USA z Iranem, izraelskie władze wydały kolejne nakazy eksmisji i rozbiórki palestyńskich domów w Kafr Aqab, na północ od nielegalnie okupowanej Wschodniej Jerozolimy. Decyzje obejmują 22 budynki mieszkalne, w których żyją dziesiątki rodzin. Oficjalnym uzasadnieniem są naruszenia przepisów budowlanych, jednak organizacje praw człowieka od lat wskazują, że system wydawania pozwoleń dla Palestyńczyków jest skonstruowany w sposób dyskryminacyjny, czyniąc legalną budowę praktycznie niemożliwą.

Żydonazistowski terror wysiedleń w Kafr Aqab wpisuje się w wieloletni proces rozbiórek palestyńskich domów, rozbudowy izraelskich osiedli oraz stopniowego ograniczania obecności palestyńskiej we Wschodniej Jerozolimie i na Zachodnim Brzegu. Organizacje takie jak Human Rights Watch, Amnesty International czy izraelski B’Tselem oceniają, że przymusowe wysiedlenia ludności cywilnej na okupowanych terytoriach mogą naruszać międzynarodowe prawo humanitarne, a część z nich określa te działania jako element polityki przymusowego transferu ludności.

Dla wielu Palestyńczyków nie jest to już seria pojedynczych decyzji administracyjnych, lecz systematyczna polityka mająca na celu zmianę struktury demograficznej nielegalnie okupowanych terenów. Kolejne nakazy rozbiórek, konfiskaty gruntów, rozwój osiedli oraz akty przemocy ze strony części osadników tworzą atmosferę permanentnej niepewności i strachu. Równocześnie izraelski rząd kontynuuje program intensywnej rozbudowy osiedli na Zachodnim Brzegu, co spotyka się z krytyką znacznej części społeczności międzynarodowej.

Coraz częściej pojawiają się opinie, że działania części środowisk skrajnie nacjonalistycznych oraz niektórych przedstawicieli władz Izraela tworzą klimat przyzwolenia na przemoc wobec Palestyńczyków. W ostatnich miesiącach organizacje międzynarodowe wielokrotnie alarmowały o wzroście przemocy osadniczej, zastraszaniu mieszkańców oraz wymuszaniu opuszczania przez nich swoich domów. Nie oznacza to, że można przypisywać odpowiedzialność całemu społeczeństwu żydowskiemu – odpowiedzialność dotyczy konkretnych sprawców i prowadzonych polityk państwowych.

Historia Europy zna podobne mechanizmy wypierania ludności cywilnej. W Polsce jednym z najbardziej dramatycznych przykładów były niemieckie wysiedlenia na Zamojszczyźnie w latach 1942–1943. Wówczas okupacyjne władze III Rzeszy usuwały polskich mieszkańców z ich domów, przejmowały gospodarstwa i osadzały na ich miejscu niemieckich kolonistów. Tysiące rodzin zostało rozdzielonych, a dzieci wywożono do obozów lub Niemiec, gdzie poddawano germanizacji.

Porównanie współczesnej sytuacji Palestyńczyków do Zamojszczyzny nie jest przypadkowe. Analogii można doszukiwać się w samym mechanizmie działania władz: wykorzystaniu przewagi militarnej i administracyjnej do stopniowego wypierania rdzennej ludności cywilnej z terenów uznawanych za strategiczne oraz zastępowaniu jej inną, „lepszą” populacją.

Przymusowe wysiedlenia ludności cywilnej, niszczenie domów oraz trwałe pozbawianie ludzi możliwości zamieszkiwania na własnej ziemi pozostają jednymi z najbardziej obrzydliwych działań we współczesnych konfliktach zbrojnych. Ich konsekwencje wykraczają daleko poza zburzone budynki – oznaczają utratę dorobku życia, rozpad lokalnych społeczności i pogłębianie spirali wzajemnej wrogości.

Każda kolejna decyzja żydo-nazistów o rozbiórce domu w Kafr Aqab czy innych miejscowościach okupowanego Zachodniego Brzegu staje się nie tylko problemem lokalnych rodzin, ale także kolejnym elementem konfliktu, który od dziesięcioleci pozostaje nierozwiązany i którego ofiarami w największym stopniu pozostaje ludność cywilna.

Świat bezkarności – odbicie tego, co dzieje się, „kiedy świat śpi”

Świat bezkarności – odbicie tego, co dzieje się, „kiedy świat śpi”, Francesca Albanese

Autorstwa Petera Koeniga

Przyszłość Europy – przyszłość świata

W kwietniu 2026 roku ukazała się książka Franceski Albanese , Specjalnej Sprawozdawczyni ONZ ds. Strefy Gazy, pt. „Kiedy świat śpi” (256 stron).

Jest to osobisty i polityczny raport na temat Palestyny, łączący dziesięć ludzkich historii z własnymi refleksjami Franceski, pełniącej funkcję Specjalnej Sprawozdawczyni ONZ.

Książka koncentruje się na codziennym życiu Palestyńczyków pod okupacją, dziedzictwie Nakby ( po arabsku „ katastrofy ”) z 1948 roku i jej trwających skutkach. Porusza poważne naruszenia praw człowieka popełniane przez Siły Obronne Izraela (IDF), w tym uwięzienia, tortury, głód i ukierunkowane ataki na ludność cywilną, zwłaszcza dzieci i matki – zagładę przyszłych pokoleń Palestyńczyków. Wspomina również o masowych przesiedleniach i stratach, podkreślając jednocześnie odwagę i wytrwałość oraz opór narodu palestyńskiego.

Przed publikacją książki pani Albanese, została nałożona na nią sankcja przez Stany Zjednoczone 9 lipca 2025 roku. Sankcje zostały później tymczasowo zniesione w maju 2026 roku przez sędziego federalnego USA z powodu naruszenia prawa do wolności słowa. Wygląda na to, że sankcje pozostają zniesione do dziś.

Odnosząc się do liczby ofiar śmiertelnych, sama książka pani Albanese podkreśla skalę strat, odnosząc się przede wszystkim do „oficjalnych danych” ONZ, wynoszących około 65 000–75 000. Wspomina jednak, że niektórzy naukowcy, badacze i naoczni świadkowie na miejscu twierdzą, że rzeczywista liczba ofiar może sięgać nawet 680 000, zaznaczając, że szacunek ten jest trudny do zweryfikowania ze względu na brak dostępu śledczych do Strefy Gazy. Niemniej jednak ta bardziej realistyczna hipoteza unosi się w powietrzu – z mieszaniną wątpliwości i wykrzykników.

Przez ponad rok, podczas gdy oficjalna Specjalna Sprawozdawczyni ONZ ds. Gazy, pani Albanese, została ukarana za mówienie prawdy, świat milczał. Świat spał.

W tym kontekście Global Research niedawno opublikowało książkę The Manufacture of Impurity ”, która również skupia się na Strefie Gazy i Palestynie.

A świat śpi do dziś, podczas gdy dochodzi do wielu innych okrucieństw i przestępstw – a ludzie pozostają „głusi i niemi”, obserwując Mistrzostwa Świata, które wydawały się ustawione od samego początku i odbywały się w USA, Kanadzie i Meksyku, ale głównie na terytorium USA. Wiele wyników wydaje się z góry przesądzonych – a jednak ludzie wciąż wiwatują i oglądają, ślepi na otaczającą ich rzeczywistość.

Jednym z „manipulatorów” zaangażowanych w wartą wiele milionów dolarów umowę jest najwyraźniej Argentyna, ponieważ ten mundial podobno jest ostatnim dla światowej supergwiazdy Lionela Messiego . A przynajmniej tak mówią. On sam tak twierdzi… a czy może być lepszy prezent dla supergwiazdy niż zobaczenie, jak reprezentacja jego kraju – aktualni mistrzowie świata – ponownie wygrywa? Oczywiście, nie ma na to dowodów, są tylko spekulacje.

Ale kogo to obchodzi?

Świat śpi.

Czy to naprawdę ma znaczenie, że prezydent Trump był w stanie unieważnić czerwoną kartkę dla jednego z najlepszych piłkarzy reprezentacji USA, Jerry’ego Baloguna? Król MAGA wezwał prezesa FIFA Gianniego Infantino do cofnięcia czerwonej kartki Balogunowi. FIFA przystała na to, zawiesiła zakaz i tym samym pozwoliła Balogunowi zagrać w kolejnym meczu z Belgią. Pomimo tego kontrowersyjnego unieważnienia, Belgia wygrała 4:1, eliminując USA z mistrzostw świata. A świat radował się, oczywiście nie głośno, ale jedynie „nieoficjalnie”, „za zamkniętymi drzwiami”, szeptem, że tak powiem, z obawy przed sankcjami. Prezydent FIFA Infantino posłuchał, z obawy przed… czym?

Czy jest tchórzem, czy też jego strach jest uzasadniony w świecie, w którym naukowcy – i osoby niebędące naukowcami – znikają za mówienie prawdy?

Tak, droga Francesco, świat śpi . Czy został poddany procedurze MK-Ultra ? Za pomocą najnowszej technologii masowej kontroli umysłu DARPA, umożliwionej przez miliardy anten 5G na całym świecie, które dosłownie pokrywają najodleglejsze zakątki Ziemi?

Co więcej, ich odbiór jest osłabiany przez mieszankę metali ciężkich, połączoną z innymi substancjami chemicznymi spadającymi na ludzkość w całym wszechświecie i zawartymi w niesławnych „smugach chemicznych” – co oczywiście jest określeniem wywodzącym się z teorii spiskowych.

Użyjmy naukowego, technicznego terminu: smugi chemiczne (chemtrails) to tak naprawdę wtryski aerozolu stratosferycznego” (SAI). Aluminium jest jednym z najniebezpieczniejszych, zagrażających zdrowiu i życiu metali ciężkich, które spadają na Matkę Ziemię, zanieczyszczając powietrze, wodę, glebę, warzywa rosnące na skażonej glebie oraz zwierzęta żywiące się zatrutymi uprawami.

Co gorsza – lub równie destrukcyjna – jest to, że SAI niszczą milimetrową warstwę ozonową, która chroni Matkę Ziemię i wszystkie jej żywe istoty przed rakotwórczym i uszkadzającym wzrok promieniowaniem ultrafioletowym, które na nas pada. W ciągu ostatnich pięciu lat – mniej więcej w czasie obowiązywania Agendy ONZ 2030 – liczba zachorowań na raka skóry gwałtownie wzrosła w niektórych grupach wiekowych, zwłaszcza wśród osób starszych.

Tak, świat jako całość milczy. Albo dlatego, że ludzie naprawdę nie wiedzą, albo dlatego, że wyprano im mózgi, by zaakceptowali wszystkie kłamstwa. Ich wątpliwości są nieistotne. Lepiej być posłusznym niż nagle zostać „ukaranym” – jak Francesca Albanese, za obronę prawdy.

*

Na innym froncie, gdzie ludzie zdają się być ślepi na rzeczywistość – jak to ujęła Francesca, „śpią” – znajduje się sama Europa i wszystko, co z nią związane. Stary Kontynent jest systematycznie niszczony – „przypadkowo” mniej więcej równolegle z Agendą 2030 i jej przygotowaniami – pod względem gospodarczym, finansowym, społecznym, kulturowym, a nie tylko pod względem reputacji.

Bezimienni władcy – w tym przypadku bardziej odpowiednim określeniem byłyby potwory – umieścili na czele Unii Europejskiej (UE) skorumpowaną, byłą niemiecką minister obrony, która nigdy nie została wybrana, ale zobowiązała się do przestrzegania wytycznych programu, a mianowicie zniszczenia Europy, cokolwiek by się nie wydarzyło.

Zamiast pobudzać gospodarkę Europy tanią rosyjską energią węglowodorową, Rosja jest nakładana na nią sankcje, marginalizowana i atakowana jak wróg, chociaż każdy o jasnym, nieuświadomionym umyśle wie, że Rosja nie ma najmniejszego zamiaru atakować żadnego kraju, a tym bardziej Europy, swojego najbliższego sąsiada i logicznego partnera.

Czy w ogóle trzeba to mówić tym, którzy wciąż są indoktrynowani przez media głównego nurtu: Rosja nie zaatakowała Ukrainy. Rosja broniła rosyjskojęzycznych prowincji, zwłaszcza Donbasu, przed systematyczną dyskryminacją, a nawet mordami ze strony ukraińskich wojsk nazistowskich, batalionów Azow (tych samych, które walczyły u boku Hitlera przeciwko Rosji w II wojnie światowej).

Ta wojna nie zaczęła się w lutym 2022 r., ale najpóźniej w lutym 2014 r., jak przyznał były sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg , który uznał, że główną odpowiedzialność za tę pozornie „niekończącą się” wojnę ponoszą stałe postępy NATO w kierunku Rosji i wsparcie, jakiego NATO udziela Kijowowi.

W rzeczywistości zaczęło się to co najmniej pięć do dziesięciu lat wcześniej, jak jasno dała do zrozumienia Victoria Nuland , ówczesna zastępca ministra spraw zagranicznych, w potajemnie nagranej rozmowie telefonicznej z ówczesnym ambasadorem USA Geoffreyem Pyattem – kiedy użyła słowa na „F” w odniesieniu do bezużytecznych Europejczyków. Zobacz ten zapis tej niesławnej rozmowy telefonicznej z BBC .

Poza tym Niemcy, Francja i Unia Europejska systematycznie się regenerują, wydając setki miliardów euro, które mogłyby zostać przeznaczone na regularne budżety, zwłaszcza na utrzymanie infrastruktury i usługi socjalne – które są obecnie narażone na drastyczne cięcia. Co więcej, kraje te zadłużają się znacznie ponad prawnie ustalone limity ustalone przez bank centralny UE, przygotowując się do niezwyciężonej wojny z Rosją. Całe to widowisko spotyka się z ogłuszającą ciszą w Europie, wśród uśpionych ludzi tego świata .

Czy w tym kontekście zaskakujące jest, że Niemcy po raz trzeci w ciągu nieco ponad stu lat zostały wybrane do podboju i zniszczenia Rosji? Wcale nie. Niemcy idealnie wpisują się w schemat posłusznego i skutecznego sługi potworów. I po raz trzeci poniosą porażkę.

Potworni marionetkarze stojący za kulisami – stojący ponad każdym rządem, w tym ONZ – tak naprawdę chcą zniszczyć Europę po raz trzeci, doskonale wiedząc, że Rosji nie da się ujarzmić. Nigdy.

Być może zainteresuje Cię również ten niezwykły wywiad, przeprowadzony niedawno (8 lipca 2026 roku) między Rogerem Koeppelem, redaktorem naczelnym szwajcarskiej gazety „Weltwoche”, a Margaritą Simonyan, redaktor naczelną Russia Today (RT). RT został właśnie zakazany przez Komisję Europejską pod groźbą sankcji w całej UE. Zobacz tutaj .

Idea osłabionej i kontrolowanej Europy leżała u podstaw powstania UE. Stworzenie unii państw bez wspólnej konstytucji, a co więcej, z (prawie) wspólną walutą, to coś, co nigdy nie przetrwa na dłuższą metę. Jak głosi współczesny żargon: to nie do utrzymania .

Spośród 27 państw członkowskich UE jedynie sześć zdecydowało się zachować suwerenność finansową i nie przystąpiło do strefy euro (Bułgaria, Czechy, Dania, Węgry, Polska i Szwecja).

Zniszczenie Europy dodatkowo pogłębiło mianowanie Ursuli von der Leyen – nigdy niewybranej komisarz UE i byłej minister obrony Niemiec, skazanej wcześniej za korupcję. Jest ona skazana na poprowadzenie Europy do upadku jako potęgi gospodarczej.

Być może kryje się za tym coś więcej, niż widać na pierwszy rzut oka, coś ukrytego przed „ śpiącymi masami ”, których nie chcą dostrzec – a nawet ci, którzy to dostrzegają, nie będą w stanie się do tego przyznać. Dorastając w ciągłym kłamstwie, trudno jest przyznać, że dałeś się oszukać przez kłamstwo, które powtarzałeś przez całe życie, nawet gdy światło świeci jasno.

Mianowicie, Europa była potęgą kolonialną, która przez ponad tysiąc lat okrutnie eksploatowała – zniewalała, zabijała i wykorzystywała setki milionów Afrykanów, Latynosów i Azjatów, tylko po to, by wzbogacić się dzięki zasobom naturalnym swoich kolonii i darmowej pracy niewolniczej.

Jednak nawet tak zwana „niepodległość” tych krajów na początku lat 60. XX wieku, zwłaszcza w Afryce, nie zakończyła kolonizacji. Doprowadziła jedynie do nowej formy okupacji gospodarczej i finansowej. Weźmy na przykład Francję, która nadal narzuca franka CFA (francuski skrót: Franc de la Coopération Financière en Afrique ) swoim około 14 byłym koloniom w Afryce Zachodniej i Środkowej. Frank CFA jest w 80% kontrolowany przez Banque de France (francuski bank centralny). Szacuje się, że Francja mogłaby stracić nawet 30% swojego PKB, gdyby te byłe kolonie francuskie uwolniły się od franka CFA i wprowadziły własne waluty.

Tak więc te potwory, świadomie lub nie, być może przyniosły Europie odrobinę sprawiedliwości – sprowadzając je z wysokiego konia na równy poziom, gdzie muszą radzić sobie same, bez własnych zasobów naturalnych – i bez kolonii niewolniczych u boku.

Ale który z tych śpiących zda sobie z tego sprawę? Mało kto. Poza olśniewającym egocentryzmem, kochają swoich panów, co jest bardzo zbliżone do syndromu sztokholmskiego.

Żyjemy nie tylko w świecie, który śpi, ale pozornie w hologramie charakteryzującym się syndromem: „Gdy świat śpi”.

Źródło: Świat bezkarności z odbiciem tego, co się dzieje „Kiedy świat śpi”, Francesca Albanese

Co by było, gdyby Izrael jutro wieczorem użył broni nuklearnej przeciwko Iranowi?

uncutnews-ch/was-wenn-israel-morgen-nacht-atomwaffen-gegen-den-iran-einsetzen-wuerde

[żałosny los państwa położonego tam, gdzie chce md]

Co by było, gdyby Izrael jutro wieczorem użył broni nuklearnej przeciwko Iranowi?

Co by było, gdyby Izrael

jutro wieczorem

użył broni nuklearnej

przeciwko Iranowi?

Pozwolenie znanemu z szaleństwa, mściwości i mesjanizmu państwu żydowskiemu na posiadanie broni jądrowej może (tak, naprawdę) okazać się najkosztowniejszym błędem w historii naszego gatunku. Musimy działać teraz.

Izrael dysponuje możliwością wystrzeliwania broni jądrowej z samolotów (dzięki USA) i okrętów podwodnych (dzięki Niemcom), a także z ziemi, przy użyciu rakiet balistycznych (potencjalnie o zasięgu międzykontynentalnym 10 000 kilometrów lub większym).

Wiemy na pewno, że Izrael posiada broń jądrową, ponieważ Mordechaj Vanunu powiedział nam to 40 lat temu i zapłacił za to dziesięcioleciami swojego życia za kratkami, w tym 11 latami w odosobnieniu.

Nie ma wątpliwości, że Izrael posiada broń jądrową, ale formalny dyskurs globalny woli podważać ten fakt, aby uniknąć przerażającego i przerażającego pytania: Co by było, gdyby Izrael zdecydował się użyć swojego arsenału nuklearnego? I co robi ludzkość, aby zapobiec takiemu katastroficznemu scenariuszowi?

Znane osoby na całym świecie unikają zadawania tego pytania – nie dlatego, że jest ono zbyt naciągane (czy cokolwiek jest zbyt naciągane, jeśli chodzi o Izrael?), ale dlatego, że nawet po rzezi ostatnich 3 (i 80) lat, praktycznie wszystkie główne zachodnie media i każdy zachodni rząd (i niestety znaczna część Globalnego Południa) mają wyznaczoną czerwoną linię, której nigdy nie przekroczą: „Nigdy nie przedstawiaj Izraela jako zagrożenia”.

Jeśli chodzi o Izrael, do niczego nie należy przyznawać się publicznie: wszystko, co ktoś myśli, pozostaje jego prywatną sprawą, nawet jeśli 3 miliardy ludzi czuje i myśli dokładnie tak samo jak on.

Więc nawet nie zadają tego pytania teraz, gdy szaleństwo Izraela jest aż nadto oczywiste, bo zostali uciszeni, wykastrowani i podporządkowani. Ale skoro istnienie życia na Ziemi teoretycznie mogłoby zależeć właśnie od tego pytania, najwyższy czas, abyśmy użyli naszych głosów i platform, aby wymusić je na naszych żałosnych rządach i mediach.

Dlaczego zmieniam swoje stanowisko w tej sprawie z „wyjątkowo mało prawdopodobne” na „mało prawdopodobne, ale zdecydowanie możliwe”.

Od czasu, gdy 7 października 2023 roku Hamas w końcu wywołał fazę zombie apokaliptycznej wojny Izraela, uznałem, że możliwe użycie broni nuklearnej przez Izrael lub Stany Zjednoczone przeciwko Iranowi jest wysoce nieprawdopodobne.

Izrael był zbyt mały i podatny na odwet, a USA rozumiały, że eksplozja broni jądrowej w Zatoce Perskiej wywołałaby niespotykane i nieprzewidywalne wstrząsy w regionie i na świecie – te względy dawały wystarczające zabezpieczenie przed takim szaleństwem.

Jednak w ostatnich tygodniach zacząłem ponownie rozważać moją wcześniejszą ocenę kwestii nuklearnej. Wiele się zmieniło, a to wywiera presję na i tak już dysfunkcyjną izraelską psychikę, nie do zniesienia.

Historycznie bezprecedensowe uczucie bycia otoczonym, niepopularnym i nieistotnym.

Wyniki wojny USA i Izraela z Iranem są nadal przedmiotem negocjacji dyplomatycznych, a Stany Zjednoczone, zgodnie z oczekiwaniami, próbują uchylić się od zobowiązań podjętych w ramach Porozumienia o Porozumieniu (MoU). Sukces Iranu w przeciwdziałaniu potędze Ameryki i planom Izraela, a w dużej mierze w ich udaremnianiu, jest niezaprzeczalny.

Sukcesy te poddają w poważne wątpliwość zdolność Izraela do przetrwania w nienaruszonym stanie w Azji Zachodniej, która stała się nie tylko bardziej wroga, ale także bardziej zdolna do samoobrony i powstrzymania żądzy krwi i żądzy ziemi syjonizmu.

Musimy pamiętać, że chociaż Izrael lubi przedstawiać się jako praktycznie bezbronna ofiara, w zimnej rzeczywistości biznesowej cieszy się wizerunkiem niepowstrzymanego zdobywcy, który zawsze jest o kilka kroków przed wyznaczonymi wrogami.

I nie chodzi tu tylko o budowanie marki biznesowej: każdy aspekt państwa syjonistycznego, począwszy od jego zdolności do zapewnienia Żydom bezpieczeństwa, aż po faktyczne zarządzanie codziennym życiem, jest ugruntowany w fakcie, że Izrael potrafi pokazać, że żadna regionalna ani globalna potęga nie jest w stanie mu zagrozić.

7 października 2023 r. ten kluczowy argument sprzedażowy roztrzaskał się pod przywództwem Sinwara, wpędzając Izrael w szał, którego jesteśmy świadkami od tamtej pory: próbował on okrutnie zrekompensować to, co stracił w przewadze militarnej (na której opiera się cała idea syjonistyczna) i nienaruszalności.

A teraz, gdy Iran bardzo boleśnie odpiera każdy atak i szybko odpowiada kontratakiem, dawny izraelski nastrój prysł.

Ale nie chodzi tu tylko o aurę; chodzi o całą psychologię, która wymaga miażdżącej, niesprawiedliwej przewagi nad ludźmi z bliska i daleka, by udawać choćby pozory normalności i spokoju. Również tutaj obowiązuje ta sama zasada: jeśli Izrael przegra, doprowadzi to do niekończącego się epizodu żądzy krwi. Izrael rzeczywiście panikuje, ponieważ czuje, że nie może już pokonać swoich wrogów fałszywym, zawstydzonym uśmiechem: co zrobią, gdy zdadzą sobie sprawę, że nie mogą już narzucać innym swojej wersji rzeczywistości? Model syjonistyczny nie uwzględnia takiej możliwości, a rezultatem będzie załamanie psychiczne.

Fakt, że USA prowadzą bezpośrednie negocjacje z Iranem i że coraz więcej ludzi w zachodnich pseudodemokracjach odczuwa rzeczywistą nienawiść do Izraela, jest postrzegany przez syjonistów jako zawalenie się murów wokół wszystkiego, co zbudowali przez ponad stulecie.

Powinni już być niekwestionowanymi władcami Azji Zachodniej, podróżującymi między arabskimi stolicami prywatnymi odrzutowcami i podpisującymi drapieżne traktaty z każdym, kto nie odważy się spojrzeć im w oczy. Ale spójrzcie na nich teraz: poobijani, zestresowani, winni, znienawidzeni, nieufni – i poddani wyzwaniu przez najpotężniejszego wroga, z jakim kiedykolwiek zmierzył się syjonizm, dysponującego środkami, by odsunąć zarówno władzę polityczną, jak i opinię publiczną od Izraela.

No cóż, koszmar.

Wszystko to dzieje się w przerażającym tempie, ponieważ miliardy ludzi na własne oczy oglądają zbrodnie Izraela, korzystając ze swoich urządzeń i platform, którym (słusznie) ufają bardziej niż jakiemukolwiek rządowi.

Nie ma więc poczucia niezwyciężoności, bezpieczeństwa, nieuczciwej przewagi, dominacji i możliwości odzyskania czegokolwiek z tego.

Chyba że jest jakiś sposób.

Czy to, czego nie można osiągnąć poprzez okrucieństwo i terror, można osiągnąć poprzez sprowadzenie na Iran i ludzkość najstraszniejszej tragedii?

Znając charakter Izraela tak dobrze jak ja i widząc jego obecny stan psychologiczny, uważam, że pokusa użycia broni jądrowej wzrosła astronomicznie od 28 marca, kiedy to nastąpił ostatni zaplanowany przez Izrael atak na Iran.

Widzicie, przed 28 marca Izrael żył w złudzeniu, że może militarnie zmiażdżyć Iran, wykorzystując Stany Zjednoczone jako swojego idiotycznego jaskiniowca. Teraz to złudzenie w dużej mierze rozwiało się. Nie oznacza to, że nie spróbują ponownie (paradoksalnie, biorąc pod uwagę alternatywę, jest to bardziej uspokajająca opcja). Oznacza to jednak, że Izrael jest teraz bliski wniosku, że Iranu nie da się pokonać żadną kombinacją środków konwencjonalnych i tajnych.

Nie oczekuję, że Izrael po prostu zaakceptuje niepodległość i nieustępliwość Iranu oraz równowagę sił militarnych między tymi dwoma państwami.

Nie oczekuję też, że Izrael, zwłaszcza w momencie nasilenia się psychozy, zaakceptuje nowy status quo, w którym będzie musiał nauczyć się współistnieć z innymi wpływowymi potęgami (muszę się serdecznie śmiać, czytając to, co przed chwilą napisałem).

Wreszcie, nie oczekuję, że Izrael zrezygnuje z okazji, by odwrócić losy i pomścić swoje porażki w postaci rosnącej niepopularności na świecie; w myśleniu syjonistycznym ludzie, których nie kochają i nie podziwiają, i tak nie zasługują na życie. I mówię to dosłownie.

W jaki więc sposób Izrael odzyskuje aurę niezwyciężoności, utrzymuje pożądany wizerunek zagrożenia (choć w sposób mniej fałszywie uprzejmy) i mówi ludziom na całym świecie, że mogą wcisnąć sobie swoje opinie tam, gdzie słońce nie dochodzi?

W jaki sposób Izrael pozbędzie się Iranu w sposób, który będzie miał wpływ na historię i odstraszy potencjalnych krytyków na dziesięciolecia, a może i stulecia?

Być może Izrael nadal będzie chciał zastosować pewne sztuczki, ale coraz bardziej czuję, że biorąc pod uwagę wszystkie trendy i realia, które tu opisuję, a także wszystko, co wiemy o syjonizmie i mentalności niezbędnej do jego podtrzymywania, a także biorąc pod uwagę wagę i znaczenie Holokaustu w Strefie Gazy oraz zdolność Iranu do kształtowania światowej opinii publicznej, możemy zbliżać się do momentu, w którym Izrael zostanie prawdopodobnie zepchnięty w otchłań szczególnie katastrofalnej sytuacji.

Ale nie piszę tego tylko po to, żeby wywołać sensację. Czeka nas mnóstwo pracy.

Jeśli Izrael zbliża się do granic możliwości istnienia bez nieuczciwej przewagi nad rzekomymi wrogami i bez wolności robienia czegokolwiek z kimkolwiek i kiedykolwiek, co możemy z tym zrobić?

Myślę, że najmniej, co możemy zrobić w tak groźnych okolicznościach, to podnieść to pytanie i uczynić je nie tylko uzasadnionym, ale i niezbędnym.

Musimy zapytać każdego polityka na całym świecie, co robi, aby zapobiec potencjalnemu holokaustowi nuklearnemu wywołanemu przez Izrael. A jeśli zaprzeczą, uciekną lub będą ukrywać sprawę, musimy im przypomnieć, że ponoszą bezpośrednią odpowiedzialność w tej sprawie i że w razie katastrofy zamierzamy wrócić z naszymi notatkami i dokumentami.

Musimy domagać się, aby przedstawiciele polityczni, zwłaszcza w Rosji, Chinach i USA, podjęli środki zapobiegawcze, które umożliwią im wykrycie, zapobiegnięcie lub złagodzenie każdej decyzji Izraela o rzuceniu się w przepaść i użyciu broni jądrowej przeciwko Iranowi.

Zakładam po prostu, że Iran już ma plan takiego rozwoju sytuacji.

Innymi słowy, musimy odzyskać to, co jest obecnie półspiskowym horrorem, jako uzasadniony i otwarcie dyskutowany problem polityczny. Tak powinno być zawsze, a Izraelowi nigdy nie powinno się pozwolić na żywienie się tą absurdalną, sfabrykowaną wątpliwością co do jego zdolności do produkcji broni masowego rażenia. Niemniej jednak, rezultaty kampanii irańskiej, a także ludobójcze i apokaliptyczne postawy i przekonania Izraela, w połączeniu z jego mało wiarygodną kryminalną przeszłością i teraźniejszością, zmuszają nas do zadania sobie tego pytania głośno i wyraźnie: Co by było, gdyby Izrael użył broni jądrowej przeciwko Iranowi jutro wieczorem?

Źródło: Co by było, gdyby jutro wieczorem Izrael użył broni nuklearnej przeciwko Iranowi?

Program czystek etnicznych w Strefie Gazy nadal realizowany

Program czystek etnicznych w Strefie Gazy nadal realizowany

Masowe okrucieństwa Izraela w Strefie Gazy od samego początku miały charakter czystek etnicznych.

Caitlin Johnstone Caitlinjohnstone-au./the-gaza-ethnic-cleansing-agenda-continues-to-roll-forward

Podczas gdy przywódcy USA i Izraela otwarcie rozważają ponowny atak na Iran, świat łatwo może przeoczyć fakt, że ten ludobójczy sojusz drastycznie ożywił również swoje plany czystek etnicznych w Strefie Gazy.

Należąca do Adelsona gazeta Israel Hayom, popierająca Netanjahu, informuje , że w nadchodzących tygodniach tzw. „Rada Pokoju” nadzorująca życie w Strefie Gazy planuje przesiedlenie Palestyńczyków do „schronów humanitarnych”, które nie są kontrolowane przez Hamas. 

Israel Hayom donosi, że obszar w pobliżu zniszczonego miasta Rafah będzie pierwszym miejscem, w którym powstaną takie obozy. Jest to godne uwagi, ponieważ rok temu minister obrony Israel Katz oświadczył , że istnieje plan budowy „miasta humanitarnego” na ruinach Rafah, gdzie następnie wdrożony zostanie „plan emigracji” Palestyńczyków, dodając, że Benjamin Netanjahu pracuje nad znalezieniem państw, które przyjmą ludność Gazy.

Trudno zignorować podobieństwa. Obie relacje stwierdzają nawet, że plan zakłada nadzór nad przesiedlonymi Palestyńczykami przy użyciu sił międzynarodowych. Raport Israel Hayom z 2026 roku stwierdza, że ​​obozy będą nadzorowane przez „siły międzynarodowe pod przewodnictwem Rady Pokoju”, a Israel Katz stwierdził w 2025 roku , że Izrael poszukuje partnerów międzynarodowych do zarządzania strefą.

Zatem, żeby było jasne, w lipcu ubiegłego roku izraelscy urzędnicy publicznie oświadczyli, że zamierzają zbudować „miasto humanitarne” na ruinach Rafah, w którym Palestyńczycy znajdą schronienie pod nadzorem międzynarodowym, jednocześnie pracując nad ich relokacją z ojczyzny do innych krajów. W lipcu tego roku dowiedzieliśmy się, że wkrótce Palestyńczycy z Gazy zostaną przeniesieni do „schronów humanitarnych” w pobliżu Rafah, nadzorowanych przez siły międzynarodowe.

Brzmi to jak ten sam plan. Jeśli tak, to jest to plan czystek etnicznych.

Izrael rozszerzył już swoją kontrolę nad Strefą Gazy z 53 do 70 procent powierzchni Strefy, koncentrując ocalałych z ludobójstwa na zaledwie 30 procentach terytorium Palestyny. A teraz, według izraelskiego ministra energii Eliego Cohena, plan zakłada rozszerzenie kontroli do 100 procent.

Jak podaje Israel National News, Cohen miał powiedzieć w niedawnym wywiadzie radiowym, że „nasza kontrola nad terytorium będzie się rozszerzać, aż osiągniemy 100%”, dodając: „dwa miesiące temu kontrolowaliśmy 53% powierzchni Strefy, około miesiąc temu około 60%, a dziś zbliżamy się do 70% powierzchni Strefy”.

Dzieje się to w kontekście innych doniesień, które niedawno omawialiśmy, a które wyraźnie wskazują, że administracja Trumpanyahu wznawia działania mające na celu usunięcie wszystkich Palestyńczyków ze Strefy Gazy. Kilka dni temu dowiedzieliśmy się z izraelskiej prasy , że izraelskie agencje bezpieczeństwa narodowego otrzymały polecenie zmiany nazwy planu czystek etnicznych na „plan swobodnego przemieszczania się”, aby złagodzić międzynarodowy opór wobec tego programu. Kilka dni wcześniej dowiedzieliśmy się , że nowy szef bezpieczeństwa narodowego Izraela zwołał spotkanie z przedstawicielami Sił Obronnych Izraela (IDF) i Szin Bet, aby omówić plan przesiedlenia Palestyńczyków z Gazy do innych krajów.

Ponownie, masowe zbrodnie Izraela w Strefie Gazy od samego początku miały na celu czystki etniczne. W ciągu kilku dni od ataku Izraela na Strefę Gazy w październiku 2023 roku izraelskie Ministerstwo Wywiadu rozesłało plan przesiedlenia całej ludności Strefy Gazy na Półwysep Synaj w Egipcie, a izraelski think tank opracował strategię „przesiedlenia i ostatecznego zasiedlenia całej ludności Strefy Gazy”.

Celem zawsze było usunięcie Palestyńczyków z Gazy, aby można było im odebrać ich terytorium. Nigdy nie było to niczym innym niż jawnym izraelskim zawłaszczeniem ziemi. Przedstawiali to jako „wojnę”, aby po zajęciu i kolonizacji Gazy móc powiedzieć: „Arabowie stoczyli wojnę i przegrali, zasłużyli na utratę terytorium”, jak zawsze, ale tak naprawdę nigdy nie było to wojną. 

Nazywanie ludobójstwa w Strefie Gazy „wojną” to jak patrzenie na mężczyznę bijącego malucha i nazywanie tego „walką”. To jedna z najnowocześniejszych sił zbrojnych świata, która zrzuca ładunki wybuchowe na tereny pełne dzieci, mając wsparcie najpotężniejszego imperium, jakie kiedykolwiek istniało, a przeciwstawia się jej jedynie kilka tysięcy facetów biegających w sandałach, z domowej roboty rakietami i starodawnymi kałasznikowami.

To nie wojna. To operacja czystek etnicznych. I tym to się zawsze nazywało.

Piszą już w głównym nurcie: Według NYT Izrael chciał zamordować irańskich negocjatorów.

Teraz w głównym nurcie: Według NYT Izrael najwyraźniej chciał zamordować irańskich wysłanników państwowych.

To raport o potencjale wybuchowym: Według „New York Timesa” urzędnicy rządu USA obawiali się, że Izrael może zamordować dwóch czołowych irańskich negocjatorów, Abbasa Araghchiego i Mohammada Baghera Ghalibafa, podczas delikatnych rozmów z Teheranem. Stany Zjednoczone podobno ostrzegły Iran za pośrednictwem pośredników. ( New York Post )

Rodzi to poważne oskarżenie: Izraelowi zarzuca się nie tylko ataki na cele wojskowe, bombardowanie Gazy, atakowanie irańskich dowódców i naukowców, ale także, że rozważał zabójstwa czołowych polityków, nawet w trakcie rozmów dyplomatycznych.

Moment jest szczególnie napięty. Podczas gdy Waszyngton oficjalnie negocjował deeskalację, amerykańscy urzędnicy podobno obawiali się, że Izrael mógłby wykorzystać te rozmowy do wyeliminowania kluczowych irańskich partnerów negocjacyjnych. Według doniesień, Araghchi i Ghalibaf byli już na izraelskiej „liście osób do zabicia”, ale zostali tymczasowo usunięci po naciskach dyplomatycznych.

Ten schemat nie jest nowy. Izrael od lat jest powiązany z celowymi zabójstwami irańskich żołnierzy, naukowców i urzędników. W przypadku zabójstwa irańskiego naukowca nuklearnego Mohsena Fakhrizadeha, Izrael został również uznany za odpowiedzialnego przez źródła amerykańskie i wywiadowcze.

Nowy raport „New York Timesa” przenosi jednak debatę na inny poziom. Skoro nawet najbliżsi sojusznicy Izraela w Waszyngtonie obawiają się, że Izrael może zabić dyplomatów lub urzędników państwowych podczas trwających rozmów, to nie chodzi już tylko o „operacje bezpieczeństwa”. Chodzi o systematyczny sabotaż dyplomacji.

Izrael konsekwentnie odrzucał takie oskarżenia lub odmawiał ich skomentowania w przeszłości. Jednak szkody polityczne są ogromne. Każdy, kto prowadzi negocjacje, jednocześnie dopuszczając możliwość zamachu na drugą stronę, niszczy wszelkie zaufanie do dyplomacji międzynarodowej.

Gaza, Iran, Syria, Liban: Polityka Izraela coraz mniej przypomina obronę państwa, a coraz bardziej system permanentnej eskalacji. Raport „New York Timesa” jasno stwierdza: Nawet w Waszyngtonie narastają obawy, że Izrael nie tylko prowadzi wojny, ale także celowo sabotuje rozwiązania dyplomatyczne.

Źródło: Urzędnicy USA uważają, że Izrael planował zabić irańskich negocjatorów: raport

O Izraelu: Oczekuje się, że będziemy pamiętać o 7 października, ale nigdy nie zadajemy pytań na ten temat

Oczekuje się, że będziemy pamiętać o 7 października, ale nigdy nie zadajemy pytań na ten temat

Zapytaj, dlaczego na Bliskim Wschodzie w ciągu ostatnich trzech lat było tak wiele przemocy, a usłyszysz, że to przez 7 października. Zapytaj, dlaczego doszło do 7 października, a zostaniesz nazwany antysemitą. Zapytaj, co konkretnie wydarzyło się tego dnia, a zostaniesz nazwany teoretykiem spiskowym.

Caitlin Johnstone 29 czerwca 2026 r. caitlinjohnstone-au/were-expected-to-remember-october-7-but-never-ask-questions-about-it

Prasa izraelska donosi, że dokumenty policyjne dotyczące bezpieczeństwa festiwalu muzycznego Nova, który odbędzie się 7 października 2023 roku, zostały w tajemniczy sposób usunięte na początku stycznia 2024 roku. „The Jerusalem Post” donosi, że „nie wiadomo, kto je usunął i czy ich kopie nadal istnieją”.

Nowy artykuł izraelskiego portalu YNet donosi, że Siły Obronne Izraela planowały zabić izraelskiego żołnierza schwytanego przez Hamas w 2006 roku, a w jednym z dokumentów stwierdzono, że „Dyrektywa Hannibala obowiązuje”. Dyrektywa Hannibala to izraelski protokół wojskowy, który gwarantuje podjęcie radykalnych środków w celu zapobieżenia schwytaniu Izraelczyków przez palestyńskie grupy oporu, nawet jeśli oznacza to ich zabicie. 

Izraelski Kanał 12 pokazał nagranie, na którym izraelscy oficerowie domagają się wdrożenia Dyrektywy Hannibala 7 października, aby zapobiec wzięciu zakładników przez Hamas. Jeden z wysokich rangą oficerów powiedział: „(Zaatakujcie) Gazę. Rozwalcie ją na kawałki. Razem z żołnierzami, którzy zostali porwani”.

[filmiki- w oryginale md]

Wielu izraelskich żołnierzy i cywilów oficjalnie potwierdziło , że siły izraelskie strzelały do swo​​ich obywateli 7 października. 

Ile z 1195 osób zabitych w operacji „Powódź Al-Aksa” zostało faktycznie zabitych przez siły izraelskie? Nie wiemy i nie wolno nam tego wiedzieć. Asa Winstanley z Electronic Intifada twierdzi , że liczba ta sięga setek.

Czy Izrael celowo pozostawił swój naród bez obrony przed zbliżającym się atakiem Hamasu, aby realizować swoje plany? Nie wiemy i nie wolno nam wiedzieć, ale istnieje mnóstwo dowodów wskazujących na to , że tak właśnie było .

Zapytaj, dlaczego w ciągu ostatnich trzech lat na Bliskim Wschodzie doszło do tak wielu aktów przemocy, a usłyszysz, że przyczyną były wydarzenia z 7 października. 

Zapytaj, dlaczego wydarzyło się 7 października, a nazwiesz się antysemitą.

Zapytaj, co konkretnie wydarzyło się tego dnia, a zostaniesz nazwany zwolennikiem teorii spiskowych.

To prawdziwe szaleństwo, jak często obrońcy Izraela i zachodniego imperium powołują się na 7 października jako na iskrę, która zapoczątkowała wszystkie te wojny o dalekosiężnych konsekwencjach, ale tabu jest mówić o tym, co dokładnie wydarzyło się tamtego dnia, a także tabu jest mówić o tym, w jaki sposób nadużycia Izraela sprowokowały atak .

Oficjalne stanowisko głównego nurtu z 7 października głosi, że Hamas zabił 1195 Izraelczyków bez żadnego powodu, tylko dlatego, że są źli i chcieli zabić Żydów, a każdy, kto sugeruje, że mogło to być spowodowane rzeczywistymi, materialnymi pobudkami, jest antysemickim potworem. Za każdym razem, gdy ktoś wygłasza oficjalne stanowisko głównego nurtu z 7 października, mam ochotę wydawać z siebie dziecięce okrzyki „goo goo ga ga”, aż się zamkną i pójdą, bo tacy ludzie nie myślą jak dorośli.

Każdy, kto śledził zachowanie Izraela od 7 października, rozumie teraz, dlaczego palestyńscy bojownicy ruchu oporu w ogóle przeprowadzili atak 7 października. Oczekuje się od nas, że będziemy unikać rażących luk fabularnych w oficjalnej narracji i nigdy nie będziemy sugerować, że straszliwe nadużycia Izraela wobec Palestyńczyków mogły odegrać jakąś rolę w doprowadzeniu do ataku. Jednak po oglądaniu transmitowanego na żywo ludobójstwa miesiąc po miesiącu, wszyscy wiemy, że 7 października Izrael po prostu zbierał to, co zasiał. 

I wiemy, że nie ma zła, którego te dziwolągi nie byłyby zdolne dokonać.

Czy państwo Izrael musi zostać zdenazyfikowane?

Czy państwo Izrael musi zostać wyzwolone od faszyzmu?

Thierry Meyssan voltairenet/article

Dowiadujemy się – często z opóźnieniem – o zbrodniach popełnionych przez rząd Benjamina Netanjahu na ludności cywilnej w Strefie Gazy, Libanie, Syrii i Iranie. Żaden inny rząd na świecie nie uważa, że ​​eliminacja tych, którzy się mu sprzeciwiają, usprawiedliwia jakiekolwiek straty uboczne, bez względu na ich liczbę.


Musimy również zdać sobie sprawę, że ta mentalność nie wzięła się znikąd, ale ma długą i odrażającą historię.
Musimy wziąć odpowiedzialność i interweniować, zanim ten rząd zacznie atakować własnych obywateli. Nie dlatego, że są cenniejsi od Arabów i Persów, ale dlatego, że są dokładnie tacy sami: oni również są ludźmi.

Sieć Voltaire | Paryż (Francja)

23 czerwca 2026 r.

Władimir Żabotyński, Benito Mussolini, Benjamin Netanjahu

Międzynarodowa opinia publiczna znacząco przesunęła się w sprawie premiera Izraela Benjamina Netanjahu. Większość uważa obecnie, że nie dąży on do pokoju, lecz do unicestwienia ludności południowego Libanu, tak jak wcześniej próbował to zrobić z ludnością Strefy Gazy.

[Dla niektórych… md] Fakt ten stał się jasny dopiero wtedy, gdy sprzeciwił się amerykańskiemu planowi pokojowemu z Iranem, ponieważ po raz pierwszy jego najważniejszy sojusznik pokazał, że możliwe jest inne rozwiązanie.

Od czasu dojścia do władzy koalicji Likud-Kahan  [ 1 ] wielokrotnie wskazywaliśmy, że obecny rząd Izraela kontynuuje „rewizjonistyczny, syjonistyczny” projekt Zeewa Władimira Żabotyńskiego  [ 2 ] .

Chociaż wielokrotnie podkreślaliśmy, że „rewizjonistyczny syjonistyczny” projekt „imperium żydowskiego” nie ma nic wspólnego z „syjonizmem” Theodora Herzla, niektórzy czytelnicy odrzucili nasze argumenty, uważając, że maskują one antysemickie uprzedzenia. Poza tym, że jest to obraźliwe, ignoruje to nasze zaangażowanie na rzecz równości wszystkich ludzi.

Przypominamy zatem fakt długo ukrywany: Rewizjonistyczni syjoniści byli sojusznikami Duce Benito Mussoliniego i prowadzili negocjacje z powiernikami Führera Adolfa Hitlera przez całą II wojnę światową, a nawet później. Wraz z oficerem SS Adolfem Eichmannem zorganizowali deportację tysięcy węgierskich Żydów do Auschwitz  [ 3 ] .

Operacja „Potop Al-Aksa” 7 października 2023 roku wywołała zamieszanie. Wywiązała się debata na temat tego, czy izraelską reakcję należy uznać za ludobójstwo. Niektórzy argumentowali, po pierwsze, że izraelskie siły zbrojne ewidentnie nie atakowały osób ze względu na ich przynależność etniczną, a po drugie, że nie wydano żadnego odpowiedniego rozkazu rządowego.

Mimo to Siły Obronne Izraela (IDF) wdrożyły „Dyrektywę Dahiyé”, która została opracowana w październiku 2008 r. przez powszechnie szanowanego generała Gadiego Eizenkot  [ 4 ] . Odnosząc się do przedmieść Bejrutu i południowego Libanu, oświadczył on wówczas gazecie „ Yedijot Aharonot ” : „Użyjemy nieproporcjonalnej siły przeciwko wioskom i spowodujemy tam wielkie szkody i zniszczenia. Z naszej perspektywy nie są to cywilne wioski, lecz bazy wojskowe. To nie jest rekomendacja. To plan. I został on zatwierdzony”.

Plan ten został początkowo wdrożony w Strefie Gazy w ciągu ostatnich trzech lat, a w Libanie w ostatnich miesiącach. Są to zbrodnie wojenne, do których publicznie przyznał się arabski oficer pochodzenia żydowskiego, który w latach 2015–2019 pełnił funkcję szefa sztabu Sił Obronnych Izraela, a od 11 października 2023 r. był ministrem bez teki w Gabinecie Wojennym.

Te zbrodnie wojenne mają jednak na celu stłumienie oporu ludności Gazy i Libanu. Utożsamianie bojowników ruchu oporu z ludnością cywilną jest równoznaczne z potwierdzeniem zamiaru eksterminacji wszystkich mieszkańców Gazy i wszystkich Libańczyków na południu. To niewątpliwie stanowi ludobójstwo.

To właśnie Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (wewnętrzny trybunał Organizacji Narodów Zjednoczonych) miał za zadanie to rozstrzygnąć. Właśnie to próbowała osiągnąć Republika Południowej Afryki, która już ucierpiała pod rządami rewizjonistycznych syjonistów w okresie apartheidu, 29 grudnia 2023 roku. Niestety, większość Trybunału początkowo odrzuciła tę propozycję, pod wpływem przewodniczącego, Libańczyka Nawafa Salama. Swój rodzinny majątek zawdzięcza on zakupowi ziemi od palestyńskiej burżuazji przez swojego dziadka w imieniu lorda Lionela Waltera Rothschilda. Po jego interwencji został mianowany premierem Libanu… gdzie teraz stoi w obliczu tego, czego nie był w stanie ocenić w odniesieniu do Gazy.

Pytanie, które teraz się nasuwa, brzmi: „Czy państwo Izrael musi zostać wyzwolone spod faszyzmu?”, tak jak rzekomo miały zostać zdenazyfikowane Niemcy. Wszyscy muszą zdawać sobie sprawę, że Benjamin Netanjahu i jego sojusznicy zamierzają fundamentalnie przekształcić państwo Izrael, które już zdefiniowali jako „państwo żydowskie” i z którego, jak twierdzą, nie chcą już tworzyć „Aten”, lecz „super-Spartę ” .  [ 5 ]

To pytanie może mieć kluczowe znaczenie: Koalicja pod wodzą Benjamina Netanjahu dopuściła się dotychczas tortur, zbrodni wojennych i ludobójstwa, ale nigdy nie zagroziła życiu swoich przeciwników. Jest to jednak kolejny krok w kierunku przejęcia władzy i realizacji jej celów. Nie zrobiła tego z pobudek humanitarnych, lecz z jednego powodu: by utrzymać jedność narodu izraelskiego i w ten sposób wykorzystać jego wizerunek do ukrycia swoich zbrodni.

My wszyscy – Izraelczycy i nie-Izraelczycy, Żydzi i nie-Żydzi – musimy zrozumieć, że „rewizjonistyczni syjoniści” są wrogami ludzkości. Bez wahania mordowali proradzieckich ukraińskich Żydów w latach 1921–1923  [ 6 ] , a następnie najbogatszych Żydów węgierskich w latach 1942–1945. Jutro bez wahania zabiją tych, którzy im się sprzeciwiają, kimkolwiek by oni nie byli. Musimy trzeźwo spojrzeć na fakty i położyć im kres.

Thierry Meyssan

Trzymaj Izrael na smyczy!

Trzymaj Izrael na smyczy!

Marek Wojcik 21.06.2026 r. world-scam/trzymaj-izrael-na-smyczy

Pomimo trumpistowskiej strategii, polegającej na nieustannej zmianie nastawienia do Iranu, nie wydaje się, żeby obecna administracja Waszyngtonu dążyła do wielkiej wojny światowej.

Cel wcale nie uświęca środków, dlatego nigdy nie poprę mordowania ludzi: rybaków na łodziach, dzieci w szkole lub czołowych polityków Iranu. Masz prawo się z nimi nie zgadzać. Nie masz prawa nikogo z powodu twoich urojeń zabijać.

Każda wojna sprowadza ludzkie tragedie. Jednak nie na każdej wojnie zabija się i kaleczy cywilne osoby na tak wielką skalę, jak tego dokonuje Izrael. Staram się unikać drastycznych filmów, tym razem postanowiłem jednak pokazać wam skutki izraelskiej wojny w walce z „bojownikami Hamasu”.

Izrael, w kolejnym akcie nieposłuszeństwa wobec Donalda Trumpa, w czwartek i piątek przeprowadził zmasowany atak bombowy na południowy Liban. W czwartek wieczorem Iran, wykorzystując Pakistan jako pośrednika, poinformował Waszyngton, że jeśli Izrael będzie kontynuował bombardowanie Libanu, porozumienie stanie się bezprzedmiotowe, a Iran podejmie odpowiednie kroki w celu rozwiązania konfliktu z Izraelem. Składając tę ​​obietnicę – nie mówię o groźbie, ponieważ Iran ma pełne poparcie Pakistanu i Chin w zakresie zemsty na Izraelu – Iran jasno dał Donaldowi Trumpowi do zrozumienia, że ​​nie będzie dalszych rozmów i że będzie rozmawiał rakietami i dronami.

Cytat pochodzi z opublikowanego wczoraj na sonar21.com artykułu: Iran ostrzega Waszyngton: Załóż smycz Izraelowi albo będzie źle. Źródło.

Teoretycznie Pentagon mógłby w miarę prosty sposób zdalnie zablokować możliwość startu wszystkich myśliwców wielozadaniowych piątej generacji F-35, używanych przez terrorystyczne państwo położone w Palestynie, ale tego nie zrobi. Dlaczego? Ponieważ spowodowałoby radykalny spadek zamówień dla firmy Lockheed Martin, która te samoloty produkuje.

F-35. Źródło zdjęcia: chor. Piotr Gubernat / Combat Camera Poland.

Już bardziej prawdopodobne byłoby ograniczenie zdolności obronnej i tak już dziurawej żelaznej kopuły. Czas pokaże, co jest większą dźwignią: teczki Epsteina, czy rakiety Patriot i arsenał pocisków przechwytujących THAAD?

Wynik tej potyczki wcale nie jest przesądzony, ponieważ Iran praktycznie oślepił system obronny THAAD.

Największym przegranym w tej wojnie jest sam jej sprawca — Izrael. Żaden z celów tego syjonistycznego reżimu, nie został osiągnięty.

Możecie o tym przeczytać we wtorkowym wydaniu biuletynu Andrzeja Korybko: Podczas trzeciej wojny w Zatoce Perskiej Izrael nie osiągnął w pełni ani jednego ze swoich pięciu celów. Źródło.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com