Powstaje droga „Nur für Juden”

Powstaje droga „Nur für Juden”

magnapolonia/powstaje-droga-nur-fur-juden

Izrael przygotowuje rozwiązanie, które może jeszcze bardziej podzielić palestyńskie terytoria na Zachodnim Brzegu. Chodzi o ponowne otwarcie drogi nr 463, przebiegającej przez ścisły obszar Ramallah i Al-Bireh. Odcinek ma być dostępny zasadniczo wyłącznie dla ruchu izraelskich osadników, czyli nowej „rasy panów”. Według palestyńskiej Komisji ds. Kolonizacji i Oporu przeciwko Murowi decyzja doprowadzi do odcięcia ośmiu palestyńskich wsi i dwóch dużych dzielnic od południowej części aglomeracji. To ich faktyczna gettoizacja.

Powstaje droga Nur für Juden. Informacje o planach jej otworzenia pojawiły się najpierw w izraelskich mediach. Jak podała „Haaretz”, powołując się na syjonistyczny tygodnik „Olam Katan”, izraelska armia ma przygotowywać warunki umożliwiające ponowne otwarcie trasy, mającej działać w warunkach etniczności. Yisrael Gantz, przewodniczący rady Yesha oraz rady regionalnej Binyamin, miał potwierdzić, że zapadła wstępna decyzja w tej sprawie, zabezpieczono środki finansowe, a wojsko rozpoczęło przygotowania prawne i związane z bezpieczeństwem.

Droga nr 463, określana również jako Fellerstein Axis, ma około 10 kilometrów długości. Łączy okolice Al-Bireh i obozu uchodźców Jalazone na wschodzie z rejonem Ein Qiniya na zachodzie. Została wybudowana w 1994 roku, aby połączyć izraelskie osiedla Beit El i Dolev. Po wybuchu drugiej intifady w 2000 roku izraelska armia ograniczyła możliwość korzystania z części trasy zarówno przez osadników, jak i przez Palestyńczyków.

Teraz sytuacja ma się zmienić. Zwolennicy otwarcia drogi twierdzą, że ma ona skrócić przejazd między izraelskimi osiedlami. Problem polega jednak na tym, że trasa nie przebiega przez pustkowie. Przecina obszar będący częścią palestyńskiej aglomeracji Ramallah i Al-Bireh, a w jej pobliżu znajdują się ważne obiekty, w tym szpital, uniwersytet oraz oczyszczalnia ścieków.

Według palestyńskiej Komisji ds. Kolonizacji i Oporu przeciwko Murowi otwarcie drogi będzie wymagało ustanowienia nowych posterunków wojskowych, punktów kontrolnych i innych zabezpieczeń. To właśnie one mogą w praktyce ograniczyć możliwość swobodnego poruszania się Palestyńczyków. Komisja twierdzi, że osiem wsi oraz dwie duże dzielnice w północnej części obszaru Ramallah i Al-Bireh może zostać oddzielonych od południowej części aglomeracji.

Konsekwencje mogą być odczuwalne przez dziesiątki tysięcy mieszkańców. Zamiast korzystać z bezpośredniej trasy, mieliby oni zostać skierowani na starszą drogę w pobliżu obozu Jalazone. Według palestyńskich władz droga ta już jest zatłoczona i dodatkowy ruch mógłby znacząco wydłużyć podróże pomiędzy sąsiednimi miejscowościami.

Sprawa wywołuje szczególne kontrowersje także dlatego, że otwarcie trasy jest przedstawiane jako element szerszej polityki rozbudowy infrastruktury służącej izraelskim osiedlom. Palestyńska komisja twierdzi, że kolejne drogi, punkty kontrolne i osiedla przyczyniają się do fragmentacji Zachodniego Brzegu, utrudniając Palestyńczykom przemieszczanie się pomiędzy ich własnymi miejscowościami.

Nie jest to zresztą pierwszy przypadek, gdy infrastruktura drogowa staje się elementem konfliktu. Według danych przytaczanych przez ONZ i palestyńską Komisję ds. Kolonizacji i Oporu przeciwko Murowi na Zachodnim Brzegu znajduje się obecnie 942 punktów kontrolnych, zamknięć i innych barier ograniczających ruch. W samym regionie Ramallah i Al-Bireh odnotowano ich 160. Bariery te mogą powodować, że przejazd pomiędzy miejscowościami położonymi stosunkowo blisko siebie wymaga korzystania z długich tras objazdowych.

W ostatnich miesiącach nacisk na otwarcie drogi nr 463 miał się dodatkowo nasilić. Izraelskie grupy osadnicze organizowały przejazdy i wydarzenia na jej fragmentach, pojawiały się tam izraelskie flagi, a część takich działań odbywała się przy obecności lub przy współpracy izraelskich sił bezpieczeństwa. Według palestyńskiej komisji 8 września żydonazistowscy osadnicy zablokowali rondo w pobliżu Ein Ayoub i mieli rzucać kamieniami w palestyńskie samochody, uszkadzając co najmniej jeden z nich.

Istotą sporu jest to, że droga ma zostać otwarta wyłącznie dla ruchu osadniczego, podczas gdy równocześnie przewidywane są wojskowe punkty kontroli i ograniczenia dotyczące palestyńskiego ruchu. W praktyce może więc powstać system, w którym izraelscy osadnicy otrzymają znacznie łatwiejszy dostęp do trasy przebiegającej przez obszar zamieszkany przez Palestyńczyków.

Palestyńska komisja uważa, że byłby to kolejny krok prowadzący do aneksji Zachodniego Brzegu i dalszego izolowania i wysiedlania palestyńskich miejscowości. To właśnie kontrola nad infrastrukturą może decydować o tym, czy poszczególne palestyńskie miejscowości pozostaną połączone, czy też będą funkcjonować jako coraz bardziej odizolowane minigetta – siedliska biedy i beznadziei, które są celem żydowskiego reżimu.

Ostatni „mędrzec” z Syjonu

Ostatni „mędrzec” z Syjonu

27. września 2026 Marek Wojcik world-scam/ostatni-medrzec-z-syjonu

Przed wojną – tą z Iranem – nie do pomyślenia! Protesty przeciwko polityce syjonistycznego apartheidu odbywały się już dawno na całym świecie. Jednak skala ostatnich demonstracji w Nowym Jorku przerosła oczekiwania nawet samych organizatorów. Do tego fakt, że prezydent USA również wspiera ten ruch, jest czymś zupełnie nowym. Nie przybył on co prawda w swojej czerwonej czapeczce MAGA na tę demonstrację, ale pokazał wsparcie w inny, dyplomatyczny sposób.

Na kilka dni przed przybyciem Netanjahu do USA na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Donald Trump – republikanin, spotkał się z zagorzałym wrogiem Netajahu, burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdanim – demokratą. A do spotkania Trump – Netanjahu tym razem nie doszło.

Burmistrz NY zapowiedział, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, aresztuje Netanjahu za zbrodnie wojenne na Palestyńczykach. Nawet gdyby tak się stało, to premier Izraela szybko odzyskałby wolność i zostałby oficjalne przeproszony. Wpadłem na pomysł, żeby wsadzić Netanjahu do jednej celi z przebywającym tam przecież już wenezuelskim prezydentem Maduro. Ich dyskusja mogłaby być naprawdę interesująca. Nie tylko dla CIA. Maduro, pomimo że sam żartobliwie określił swoją angielszczyznę „językiem Tarzana”, potrafi się jednak dogadać w tym języku.

Spojrzenie zbitego psa powinno wzbudzać litość, ale tego nie robi.

Kiedy pod koniec września izraelski premier Benjamin Netanjahu wystąpił przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, ponad stu dyplomatów demonstracyjnie opuściło salę, zanim jeszcze zaczął przemawiać. Wśród nich byli delegaci z Palestyny, Brazylii, Hiszpanii, Turcji, Tunezji, Arabii Saudyjskiej i RPA.

Netanjahu, wobec którego Międzynarodowy Trybunał Karny – ten trybunał w Hadze, który może oskarżać osoby fizyczne o zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i ludobójstwo – wydał nakaz aresztowania w związku z domniemanymi zbrodniami wojennymi w Strefie Gazy, nazwał tych, którzy opuścili salę, „moralnymi tchórzami”. Źródło. Moim zdaniem adekwatną odpowiedzią na jego postawę, byłoby nazwanie premiera Izraela niemoralnym „bohaterem”.

Interesujący artykuł o tej klęsce premiera najbardziej terrorystycznego kraju na świecie ukazał się w piątek na tkp.at: Błyskawiczna wizyta Netanjahu w Nowym Jorku: strach przed Mamdanim, panika w podziemiu – i prawdziwy rozłam w kraju. Źródło.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu przemawiał przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ w Nowym Jorku w czwartek, 24 września 2026 roku – według izraelskich mediów, była to jedna z najkrótszych i najbardziej wymagających pod względem bezpieczeństwa wizyt USA w czasie jego prezydentury. Podczas gdy międzynarodowe doniesienia koncentrowały się głównie na protestach, konflikcie opinii publicznej z burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdanim i dziwacznym incydencie w kanalizacji w pobliżu jego hotelu, konflikt, który był kluczowy dla politycznego przetrwania Netanjahu, rozgrywał się w samym Izraelu: otwarte zerwanie z najbardziej wpływowym rabinem w litewsko-charedimskim świecie, Dovem Landauem.

Kraje, których przedstawiciele opuścili salę plenarną ONZ przed wystąpieniem Netanjahu.
Źródło.

Jak wynika z tej mapy wszyscy dotychczasowi sprzymierzeńcy Izraela z Zatoki Perskiej i wszystkie kraje na Bliskim Wschodzie naturalnie poza samym Izraelem, zbojkotowały wystąpienie terrorysty na forum ONZ.

Nie jest to jedynie moda, by przypodobać się wyborcom. Daje to nam nadzieję, że przynajmniej resztki człowieczeństwa odzywają się coraz liczniej także wśród polityków. Z pewnością obserwujemy koniec haniebnej ery premiera Netanjahu. Kto zajmie jego miejsce? Biorąc pod uwagę 70% wsparcia w Izraelu dla rasistowskiej polityki rządu, obawiam się, że będzie to wcale nie lepszy drań.

Francuski sędzia Nicolas Gouyou, który wydał w Międzynarodowym Trybunale Karnym nakaz aresztowania Netanjahu, twierdzi, że firmy Visa i Mastercard zablokowały wszystkie jego karty, przez co nie może już dokonywać zakupów.
Twierdzi on, że sędziowie, prawnicy i politycy są zastraszani i traktowani jak przestępcy.

Źródło: Telegram 24.09.2026 r. 14:32.

Przy negatywnych emocjach związanych ze zbrodniami Izraela, nie jest łatwo zachować pełen obiektywizm. Przecież każde państwo ma prawo do obrony nawet wtedy, gdy korzystając z sił specjalnych, samo organizuje napaść na własny kraj, żeby potem mieć pretekst do tej „obrony”. Nigdy tak nie jest, że cały naród ponosi zbiorową odpowiedzialność za zbrodnie polityków. To syjonistyczny rząd organizując napaść na własne państwo, wykorzystuje naturalny strach, by skonsolidować naród przeciwko wymyślonemu wrogowi.

Nie usprawiedliwia to izraelskich radykalnych wyborców. Jednak spójrzmy na siebie – jakie kreatury dopuszczamy do władzy we własnym kraju?

Co prawda również Beni-to przecież nie Mussolini.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

„Moralni tchórze” – architektura selektywnej percepcji

„Moralni tchórze” – architektura selektywnej percepcji

Autor: Dirk Ellerbrock apolut/moralische-feiglinge-die-architektur-der-selektiven-wahrnehmung

„Moralni tchórze” – architektura selektywnej percepcji | Autor: Dirk Ellerbrock

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

Kiedy premier Izraela Benjamin Netanjahu przemawiał pod koniec września przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, ponad stu dyplomatów demonstracyjnie opuściło salę obrad, zanim zaczął przemawiać. Byli wśród nich delegaci z Palestyny, Brazylii, Hiszpanii, Turcji, Tunezji, Arabii Saudyjskiej i Republiki Południowej Afryki.

Netanjahu, przeciwko któremu Międzynarodowy Trybunał Karny – trybunał w Hadze, który może ścigać osoby za zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i ludobójstwo – wydał nakaz aresztowania za domniemane zbrodnie wojenne w Strefie Gazy, nazwał tych, którzy chcieli wyjechać, „moralnymi tchórzami”.

Można by odrzucić tę scenę jako zwykłą prowokację, typowy teatralny gest polityka, który uważa atak za najlepszą formę obrony. Bardziej interesujące od samego odejścia jest jednak to, kto pozostał. Delegacja amerykańska była w pełni reprezentowana na sali. Delegacje europejskie natomiast były słabo zaludnione, a ich oklaski były demonstracyjnie stłumione – nie nieobecne, ale też nie entuzjastyczne. Nie był to głos moralny, lecz raczej geometria bliskości z dominującą potęgą: każdy ustawił się jak najdalej od hegemona, nie ponosząc realnych konsekwencji dla własnej przynależności sojuszniczej.

Ta scena stanowi wprowadzenie do szerszego problemu, który charakteryzuje dziennikarstwo polityczne jako całość: selektywnej percepcji. Nie oznacza to, że poszczególni dziennikarze kłamią lub celowo manipulują. Odnosi się to do czegoś bardziej fundamentalnego: zinstytucjonalizowanego systemu filtrowania, który na długo przed jakąkolwiek oceną decyduje, które fakty w ogóle przekraczają próg wartości informacyjnej. Osoby mające dostęp do akredytacji, oficjalnych briefingów i źródeł uważanych za „wiarygodne” w dużej mierze decydują o tym, co istnieje jako informacja – a co ginie w szumie informacyjnym. Ta sama kategoria faktów nie jest zatem traktowana według jej wagi, ale według podmiotu, któremu jest przypisywana.

Ten schemat można zaobserwować w wielu klasycznych porównaniach. Aleksiej Nawalny zmarł w rosyjskim areszcie w 2024 roku i w ciągu kilku godzin stał się globalnym symbolem odważnego oporu wobec autorytarnego reżimu, co wywołało żałobę narodową wśród zachodnich polityków i tygodniami artykułów na pierwszych stronach gazet. Julian Assange, założyciel WikiLeaks, który udokumentował prawdziwe zbrodnie wojenne – takie jak nagranie tzw. „Collateral Murder” pokazujące atak amerykańskiego helikoptera na cywilów w Iraku – spędził ponad pięć lat w odosobnieniu w brytyjskim więzieniu o zaostrzonym rygorze Belmarsh, a jego sprawa nie zyskała nawet zbliżonego zainteresowania mediów. Obie sprawy należą do tej samej kategorii: państwo karze niewygodnego sygnalistę. Uwaga opinii publicznej skupiała się jednak niemal wyłącznie na tym, czy państwo karzące było postrzegane jako przeciwnik, czy sojusznik.

Podobny schemat pojawia się przy porównaniu Buczy i Jemenu. Po wycofaniu wojsk rosyjskich z miasta Bucza pod Kijowem w kwietniu 2022 roku, odkryto ciała cywilów, a relacje medialne w ciągu kilku dni uczyniły z tego faktu potwierdzony fakt i moralny punkt zaczepienia dla całej narracji ukraińskiej. Podczas wojny w Jemenie, prowadzonej przez Arabię ​​Saudyjską, wspieranej bronią i wywiadem przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię, organy Organizacji Narodów Zjednoczonych udokumentowały dziesiątki tysięcy ofiar śmiertelnych wśród cywilów na przestrzeni lat w wyniku nalotów na targowiska, wesela i autobusy szkolne – nie wywołując przy tym porównywalnego, długotrwałego oburzenia mediów ani nawet debaty na temat sankcji wobec zaangażowanych w to zachodnich dostawców broni. Ta sama kategoria, radykalnie różny okres w świadomości społecznej.

Sprawa Skripala również należy do tej kategorii. Po otruciu byłego rosyjskiego podwójnego agenta Siergieja Skripala w Salisbury w 2018 roku, Zachód zbiorowo nałożył sankcje na Rosję, opierając się na ocenach wywiadowczych, które nigdy nie zostały w pełni publicznie uzasadnione. Z kolei kilku zwolenników i zaufanych osób Juliana Assange’a w krajach zachodnich, którzy zmarli w niejasnych okolicznościach, praktycznie nie spotkało się z zainteresowaniem mediów – ich sprawy albo w ogóle nie były przedstawiane jako politycznie istotne, albo szybko zbywane jako godne ubolewania, odosobnione incydenty. Różnica nie leży w dowodach, ale w tym, które państwo mogłoby w ogóle mieć interes w tym akcie.

Innym przykładem jest domniemany atak bronią chemiczną w Dumie w Syrii w 2018 roku. Wersja ataku reżimu Asada, twierdząca, że ​​był to atak gazem bojowym, szybko stała się oficjalną podstawą zachodnich nalotów. Jednak gdy inżynierowie z Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) – agencji odpowiedzialnej za międzynarodowe monitorowanie przestrzegania zakazu – wyrazili wątpliwości co do oficjalnej oceny zawartej w wyciekłych raportach wewnętrznych, na przykład w odniesieniu do pochodzenia znalezionych butli z gazem, wątpliwości te ledwo przedostały się do mediów głównego nurtu. Pierwotna wersja pozostała przyjętą narracją, mimo że sama agencja była wewnętrznie podzielona.

Wreszcie, schemat ten jest również widoczny w prostym sposobie przedstawiania danych o ofiarach. Dane z ministerstwa zdrowia w Strefie Gazy, zarządzanego przez Hamas, są regularnie zawężane lub bagatelizowane w sprawozdaniach z zastrzeżeniem, że „nie da się ich niezależnie zweryfikować”. Z drugiej strony, dane o ofiarach cywilnych z innych konfliktów są często przyjmowane bez porównywalnych zastrzeżeń, pod warunkiem, że są zgodne z dominującą narracją. Standard sceptycyzmu co do źródła zmienia się zatem nie ze względu na jakość źródła, ale ze względu na polityczną użyteczność jego oświadczenia.

Dziennikarz rzadko działa w tym wszystkim ze złej woli. Pełni on funkcję, której sam nie zaprojektował – rolę, która dawno temu oderwała się od indywidualnych przekonań osoby ją pełniącej. W tym systemie uwaga skupia się na dostępie do zasobów i strukturalnej bliskości władzy, a nie na moralnej wadze wydarzenia.

To prowadzi nas do sceny w Nowym Jorku. Niewielka obecność Europejczyków i powściągliwy aplauz same w sobie były produktem tej struktury – prewencyjnej kalibracji tego, co można było jeszcze powiedzieć, nie narażając na szwank własnego sojuszu. Selektywna percepcja nie jest odstępstwem od dziennikarskiego mandatu, lecz jego systemem operacyjnym. A ci, którzy ubolewają nad nią jako nad indywidualną porażką, mylą oprogramowanie z programistą.

+++

Źródło obrazu: noamgalai / shutterstock

+++

Źródła

  • Przemówienie Netanjahu w ONZ i odejście delegatów (25 września 2026 r.): RT DE, „Moralni tchórze” – Masowy protest: delegat ONZ oburza Netanjahu
  • Jemen, ofiary cywilne w wyniku nalotów przeprowadzonych przez koalicję pod przywództwem Arabii Saudyjskiej: raport Rady Praw Człowieka ONZ przedstawiony przez Kamela Jendoubiego (Grupa Międzynarodowych i Regionalnych Wybitnych Ekspertów ds. Jemenu), sierpień 2018 r. – dokumentuje tysiące ofiar cywilnych w wyniku nalotów na obszary mieszkalne, targowiska, wesela, pogrzeby i placówki medyczne; późniejsze badanie ONZ (wrzesień 2021 r.) oszacowało liczbę ofiar cywilnych na co najmniej 18 000 od 2015 r. (źródła obejmują: Radę Praw Człowieka ONZ, Yemen Data Project)
  • Wyciek z OPCW Duma: wyciek wewnętrznej „Oceny Technicznej” Iana Hendersona (OPCW) z 2019 r., sugerującej ręczne rozmieszczanie butli z gazem, a nie zrzuty z powietrza; publiczne oświadczenie byłego dyrektora generalnego OPCW José Bustaniego dotyczące „nieprawidłowości” w śledztwie; zeznania Hendersona przed Radą Bezpieczeństwa ONZ (spotkanie Arria Formula, 20 stycznia 2020 r.)
  • Sprawy Nawalnego/Assange’a i Skripala: publicznie dostępne, chronologicznie udokumentowane doniesienia prasowe na temat warunków przetrzymywania, reakcji rządów zachodnich i decyzji w sprawie sankcji; nie pojedyncze źródło, ale porównanie publicznie weryfikowalnego rozkładu uwagi mediów.
  • Liczby ofiar w Strefie Gazy i sceptycyzm co do źródeł: powtarzający się schemat w międzynarodowych relacjach, widoczny w sposobie traktowania danych pochodzących z Ministerstwa Zdrowia Strefy Gazy w porównaniu z danymi z innych źródeł konfliktu.

Mossad – fabryka agentów

Mossad – fabryka agentów

24. września 2026 Marek Wojcik world-scam/mossad-fabryka-agentow

Masowe opuszczanie sali przez delegatów Zgromadzenia Ogólnego ONZ, gdy izraelski premier Benjamin Netanjahu wkracza na mównicę.

Nastał światowy trend krytyki ludobójczej polityki Izraela. Zjawisko godne pochwały. Nasuwa się jednak pytanie: dlaczego trzeba było czekać tyle lat? Dlaczego chowano pod dywan liczne morderstwa ludności cywilnej w Palestynie? Przecież zdecydowana większość tych samych polityków, którzy teraz demonstracyjnie opuszcza salę, jeszcze nie tak dawno biła brawa na stojąco dla tej samej kreatury premiera Izraela – hańby dzisiejszego świata. Również ci delegaci z entuzjazmem wspierali przygotowaną także przez izraelskich globalistów Agendę 2030.

Moralność ma z polityką tyle wspólnego co mainstreamowi dziennikarze z faktami. Gdy są wygodne, to je wykorzystują.

W początkowych latach działalności izraelski wywiad w dużej mierze polegał na agentach żydowskich, zarówno w przypadku rutynowych, jak i delikatnych misji. Wraz z rozszerzaniem się zasięgu na wrogie środowiska, coraz więcej zadań związanych ze zbieraniem informacji powierzano zwerbowanym agentom w społeczeństwach arabskich i palestyńskich, podczas gdy agenci żydowscy nadal zapewniali wsparcie logistyczne i operacyjne za granicą.

Możecie się więcej dowiedzieć o metodach działania Mossadu z artykułu opublikowanego 4 września na thecradle.co: Wewnątrz izraelskiej fabryki agentów: Jak Mossad kultywuje zdradę. Źródło.

Terroryści jedynie się tak bronią, zarzucając terroryzm swoim ofiarom.
Odwrócony, okrutny świat: zaprzeczanie lub ignorowanie ludobójstwa w Strefie Gazy jest dziś przepustką do „osi dobra”.
Źródło: Telegram 18.09.2026 r. 23:16.

Mossad odegrał ważną rolę w przygotowaniu i realizacji powstania w Gazie w październiku 2023 r. Dlaczego? Z tego samego powodu, dla którego CIA poświęciła blisko 3 tysiące Amerykanów na Manhattanie 11 września 2001 r. Potrzebny był pretekst do wojny z terrorem. Tak, to właśnie terrorysta używa takiego pretekstu, by przekonać opinię publiczną o słuszności walki z terroryzmem, który jest podstawowym programem działań rządu państwa okupującego Palestynę.

Ben Gwir – kandydat na premiera w październikowych wyborach do Knesetu.

To nawoływanie do zbrodni i jego realizacja jest końcowym efektem drogi do Wielkiego Izraela:

  • 1943 r. Żydzi przybywają do Palestyny – początki kolonizacji. Przybyli;
  • 1948 poproś Anglików, żeby pomogli ci założyć na nieswojej ziemi państwo Izrael. Pomogli;
  • 1948 r. wojna izraelsko-arabska. Pozwól uchodźcom palestyńskim osiedlić się w Strefie Gazy. Pozwolili;
  • Załóż sojusz z najsilniejszym państwem świata, obiecując wieczny wpływ USA na Bliski Wschód. Założyli;
  • Zdobądź broń atomową i nie przyznawaj się do jej posiadania. Zdobyli;
  • 1967 r. po wojnie sześciodniowej przejmij kontrolę w Strefie Gazy. Przejęli;
  • 1967 r. Rozpocznij budowę pierwszych oficjalnych osiedli żydowskich na Wzgórza Golan oraz półwyspie Synaj. Rozpoczęli;
  • 1967 r. Wprowadź dyskryminację rasową. Inne prawa przysługują izraelskim osadnikom, a inne (prawo wojskowe) ludności palestyńskiej. Wprowadzili;
  • 10 grudnia 1987 r. Załóż przy współudziale Mossadu Hamas dla przeciwwagi wobec PLO (Organizacja Wyzwolenia Palestyna Jassera Arafata). Założyli;
  • Dbaj o pomoc finansową dla Hamasu. Dbali;
  • Wrzesień 2024 r. Podaruj przeciwnikom Izraela, wykorzystując agentów Mossadu, pagery, które potem wysadzisz w powietrze. Podarowali;
  • Zbuduj haki na światowych polityków i przekup resztę. Tak powstał AIPAC i wyspa Epsteina;
  • 28 lutego 2026 r. Wykorzystaj te haki, by stworzyć koalicję wojenną przeciwko Iranowi.

W ten sposób nieświadomie Izrael zapoczątkował drogę własnego upadku. Upadku Izraela jako państwa terrorystycznego. Ważnym wspólnikiem tych działań był właśnie Mossad – izraelski wywiad. Organizacja wykorzystująca naiwnych, pazernych na łatwe pieniądze agentów, których zostawia własnemu losowi, kiedy są zbyt kłopotliwi lub niepotrzebni. Organizacja, którą podejrzewa się o zamach na prezydenta Johna Kennedy’ego, na WTC, Charliego Kirka i nawet o nieudane próby zamachu na Trumpa.

Tak wygląda terrorysta.
Źródło.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Minister obrony Izraela grozi depopulacją Gazy

Minister obrony Izraela grozi depopulacją Gazy

Israel Katz uważa, że ​​radykalny ruch palestyński Hamas ponownie planuje porwanie Izraelczyków.Redaktorzy strony internetowej TASS

22 września, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Hasan Alzaanin/TASS

TEL AWIW, 22 września. /TASS/.

Minister obrony Izraela Israel Katz twierdzi, że radykalny ruch palestyński Hamas planuje kolejne porwania Izraelczyków.

W odpowiedzi minister ostrzegł, że jeśli choć jeden obywatel Izraela zostanie wzięty jako zakładnik, Izrael wypędzi milion mieszkańców Gazy i zniszczy samo miasto.

„Biorąc pod uwagę różne zamiary i doniesienia wywiadowcze, ostrzegam organizację terrorystyczną (Hamas – TASS) i jej zwolenników, od Iranu po [prezydenta Turcji Recepa Tayyipa] Erdogana: jeśli choć jeden izraelski żołnierz lub cywil zostanie porwany, całe miasto Gaza, milion jego mieszkańców, zostanie ewakuowane na południe” – powiedział Katz podczas uroczystości upamiętniającej żołnierzy poległych w wojnie Jom Kipur w 1973 roku, donosi The Times of Israel.

Minister zagroził ponadto zniszczeniem „domów i wież terrorystów” w Gazie, sugerując, że miasto podzieli los innych miast Strefy Gazy, niemal doszczętnie zniszczonych przez izraelską armię podczas walk trwających od 2023 roku. „Zostanie to zrobione tak samo, jak w przypadku Rafah, Beit Hanun i 70% Strefy Gazy, dopóki [potencjalni zakładnicy – ​​TASS] nie zostaną zwróceni” – dodał. „To jest język, którym posługują się terrorystyczne organizacje dżihadystyczne w Gazie i Libanie, i to jest język, którym my mówimy: ewakuacja ludności, zniszczenie infrastruktury i zajęcie terytorium” – zapewnił Katz.

Assange powraca do publicznego komentowania

Assange powraca do publicznego komentowania

Nie każdy to pamięta, ale był czas, kiedy było to niemal niemożliwe do wyobrażenia.

caitlinjohnstone-au/assange-returns-to-public-commentary

Julian Assange oficjalnie powrócił na Twittera , przywracając światu ważny głos, którego zostaliśmy pozbawieni w wyniku wieloletniej kampanii amerykańskiego imperium, mającej na celu uciszenie założyciela WikiLeaks poprzez skazanie go na dożywocie za zakazane akty dziennikarskie.

Nie wszyscy będą to pamiętać, ale był czas, kiedy było to niemal niemożliwe do wyobrażenia. Wydawało się niemal pewne, że ten człowiek umrze w więzieniu Belmarsh albo spędzi resztę życia w jakimś piekle w Ameryce. 

Teraz, ilekroć mój siostrzeniec przyłapie mnie lub mojego męża na wyrażaniu pesymizmu co do tego, że coś się uda, mówi nam: „Hej. Assange jest już wolny”. To stało się naszym rodzinnym hasłem oznaczającym: „Wszystko jest możliwe. Nie traćcie nadziei”.

Naprawdę powinniśmy to docenić. Nigdy nie pozwólmy umrzeć nadziei. Lepszy świat jest możliwy. Wszystko może się wydarzyć.

W innych wiadomościach, cieszymy się, że świat odrzuca politykę pozornej neutralności Eda Sheerana w kwestii Gazy. „Nie opowiadam się po żadnej ze stron” to błędne przekonanie, gdy mamy do czynienia z ogromną nierównowagą sił i wyraźnym agresorem, zwłaszcza gdy twój kraj ponosi częściową odpowiedzialność za to, co się dzieje. Jeśli twój mąż znęca się nad twoim dzieckiem, a ty nic nie robisz, nie jesteś stroną neutralną w takiej sytuacji, a kiedy twoje dziecko dorośnie, prawdopodobnie będziesz obwiniana tak samo jak ojciec. 

Nowoczesne siły zbrojne, niszczące gigantyczny obóz koncentracyjny pełen skolonizowanych ludzi za pomocą zaawansowanej technologicznie broni masowego mordu, za pieniądze z twoich podatków, to nie jest „wojna”, wobec której możesz być „neutralny”. To ludobójstwo i albo jesteś za, albo przeciw. Nie ma wygodnej trzeciej opcji, która pozwoli ci uniknąć opowiedzenia się po którejkolwiek ze stron i jednocześnie uniknąć wystawienia się na idiotę.

Jednym z najbardziej idiotycznych argumentów, jakie można dziś usłyszeć, jest twierdzenie, że krytykowanie Izraela bez jednoczesnego krytykowania Hamasu jest złe. Co masz na myśli? Mówisz, że nie mogę krytykować uzbrojonej w broń jądrową, zaawansowanej technologicznie armii popełniającej zbrodnie wojenne przy wsparciu mojego kraju i jego sojuszników, jeśli nie krytykuję jednocześnie małej grupy oblężonych bojowników? Mówisz mi, że nie mogę nic powiedzieć o nadużyciach państwa apartheidu, którego zwolennicy bezlitośnie atakują moje prawo do wolności słowa i podważają wolności obywatelskie w całym świecie zachodnim, chyba że jednocześnie skrytykuję kilka tysięcy palestyńskich bojowników ruchu oporu, którzy nie wyrządzili mi żadnej krzywdy? O czym ty w ogóle mówisz?

Nie, zamierzam po prostu skrytykować Izrael, bardzo dziękuję. Zamierzam skrytykować państwo, którego ludobójcze okrucieństwa są wspierane przez strukturę władzy, w której żyję i płacę podatki, a której sieć wsparcia systematycznie niszczy prawa moje i moich rodaków. Jeśli ci się to nie podoba, to idź się odpieprzyć.

Mam jeszcze kilka myśli na dziś.

Po pierwsze, uwielbiam, gdy widzę, jak obrońcy Izraela narzekają na ludzi odpowiadających na ich tyrady słowami: „Nie będę tego wszystkiego czytał. Wolna Palestyna”. Hasbarzyści mają jedynie niekończące się góry wywodów, wyjaśniających, dlaczego zrzucanie ładunków wybuchowych na budynki pełne dzieci jest w porządku i normalne, więc wścieka ich, gdy ktoś odbiera im jedyną broń. 

Nie mają po swojej stronie prawdy i moralności, więc mają tylko słowa, słowa, słowa, słowa, słowa. Zabierz im to, a nie mają nic i wiedzą o tym.

I wreszcie nowa zasada: jeśli zaprzeczasz, że Izrael jest winny ludobójstwa w Strefie Gazy, to na tobie spoczywa obowiązek przedstawienia przekonującego wyjaśnienia, dlaczego każda grupa obrońców praw człowieka na świecie (w tym izraelska) uważa, że ​​jest to ludobójstwo.

Jeśli uważasz, że istnieje spisek o podłożu antysemickim między wszystkimi grupami obrońców praw człowieka, to na tobie spoczywa ciężar udowodnienia, że ​​taki spisek faktycznie ma miejsce.

Jeśli uważasz, że istnieje spisek islamistów mający na celu infiltrację wszystkich organizacji obrońców praw człowieka, to musisz przedstawić dowód tego spisku.

Jeśli uważasz, że nie ma żadnego spisku i że to tylko zbieg okoliczności, że wszystkie grupy obrońców praw człowieka uważają, że Izrael dopuszcza się naruszeń praw człowieka, to musisz przedstawić przekonujący argument, dlaczego wszystkie instytucje ekspertów w dziedzinie praw człowieka przypadkowo doszły do ​​tych samych wniosków i nadal się mylą.

Nie można po prostu powiedzieć: „Nie zgadzam się z ich ustaleniami” albo „Ta jedna grupa przedstawiła argument, który uważam za słaby” albo „To nie jest ludobójstwo, bo bla bla bla”. Trzeba odnieść się do jednomyślnego konsensusu, bo to teraz część debaty.

Nawet płaskoziemcy i negacjoniści zmian klimatycznych [ Co ta idiotka wypisuje ?? A ja muszę ją cytować, co w całości tekstu ma rację… Mirosław Dakowski], którzy twierdzą, że wszyscy eksperci się mylą, przynajmniej próbują przedstawić argumenty na rzecz istnienia tajnego spisku, którego celem jest wzmacnianie błędnych wniosków w środowisku naukowym. Natomiast negacjoniści ludobójstwa w Strefie Gazy jakoś uważają, że nie muszą odnosić się do swojego sprzeciwu z przytłaczającą większością ekspertów w danej dziedzinie.

Nie macie prawa tego robić, chłopaki. To nie ma sensu. Jeśli twierdzicie, że eksperci kłamią na temat konkretnego kraju, to musicie podać szczegółowe i wiarygodne wyjaśnienie, dlaczego tak jest.

Nie spotkałem jeszcze ani jednego negacjonisty ludobójstwa, który by to potrafił, w sieci czy gdziekolwiek indziej. Ani jednego.

PS

Twierdzenie, że nie można oskarżyć Izraela o ludobójstwo, dopóki MTS nie orzeknie, że było to ludobójstwo, jest dokładnie tym samym, co twierdzenie, że nie można powiedzieć, że Charlie Kirk został zamordowany, dopóki jego zabójca nie zostanie oficjalnie skazany za morderstwo.

Mike Huckabee jest najgorszą osobą w administracji Trumpa

Mike Huckabee jest najgorszą osobą w administracji Trumpa

Jest to urzędnik rządu USA wyznaczony przez Trumpa, który świadomie okłamuje opinię publiczną, aby umożliwić jej dalsze wspieranie izraelskich nadużyć wobec narodu palestyńskiego, dokonywanych przy wsparciu USA.

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone/mike-huckabee-is-the-most-evil-person-in-the-trump-administration

W administracji Trumpa jest kilku naprawdę psychopatycznych upiorów, łącznie z samym Trumpem, ale jak na razie jestem przekonana, że ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee jest najgorszym z nich.

Podczas gdy izraelscy urzędnicy stają się coraz bardziej otwarci na temat swoich planów „czystek etnicznych” [rzezi md] Palestyńczyków ze Strefy Gazy, a kontrowersje wokół Macklemore’a ponownie skupiają uwagę opinii publicznej na nadużyciach syjonizmu, pro-izraelscy spin-mistrzowie zarówno w mediach masowego przekazu, jak i w rządzie USA prześcigają się w próbach odzyskania kontroli nad narracją.

Podczas szaleńczej propagandy na kanale Newsmax na temat Macklemore’a i ruchu propalestyńskiego, Huckabee powtórzył dawno zdyskredytowaną propagandę o okrucieństwach ataku Hamasu z 7 października, aby wyjaśnić, dlaczego nikt nie powinien sprzeciwiać się działaniom Izraela w Strefie Gazy.

„To są ludzie, którzy gwałcili kobiety na oczach ich własnych dzieci” – powiedział Huckabee prowadzącemu program Newsmax Robowi Schmittowi . „Odcinali im genitalia na oczach ich rodzin. Podpalali starszych ludzi i palili ich żywcem, gdy siedzieli na wózkach inwalidzkich. Robili dzieciom niewypowiedziane rzeczy. Obcinali głowy niemowlętom i wsadzali inne niemowlęta do pieca, gdy jeszcze żyły. Każdy, kto to popiera, nie jest po prostu chory, jest psychopatą”.

„Jeśli ktoś powie, że to się nie wydarzyło, to my wiemy, że się wydarzyło, Rob, bo Hamas nagrał to sam. Mamy to na wideo” – twierdził Huckabee.

==============================

Żeby było jasne, wszystko, co mówi Huckabee, to kłamstwo. Twierdzenia o obciętych głowach i pieczonych w piecach niemowlętach zostały bezlitośnie obalone w 2023 roku, również w izraelskiej prasie . Nigdzie nie ma żadnego nagrania z okrucieństw opisanych przez Huckabee’ego. Apologeci Izraela często wymyślają wszelkiego rodzaju fałszywe twierdzenia na temat nagrania wideo z 7 października przez kamery GoPro Hamasu, ufając, że przeciętny obywatel będzie zbyt wrażliwy, by obejrzeć te brutalne nagrania na własne oczy. Zapewniam jednak, że jeśli zechcesz zagłębić się w tę króliczą norę nagrań, nie znajdziesz żadnych dowodów na którykolwiek z czynów, które właśnie wymienił Huckabee.

Trudno znaleźć słowa, by opisać, jak bardzo to jest złe. Huckabee wie, że kłamie, mówiąc takie rzeczy. Jest w stu procentach świadomy, że szerzy propagandę okrucieństw, by usprawiedliwić dalsze izraelskie okrucieństwa. 

Kiedy Huckabee po raz pierwszy powtórzył te twierdzenia w październiku i listopadzie 2023 r., można powiedzieć, że być może nie zdawał sobie sprawy, że szerzy propagandę okrucieństw, ponieważ minęło kilka tygodni, zanim główne media obaliły te twierdzenia, a świadomość ich nieprawdziwości dotarła do głównego nurtu dyskursu.

Gdy powtórzył to twierdzenie we wrześniu 2025 r. , można by argumentować, że BYĆ MOŻE Huckabee po prostu żył w szczelnie odizolowanej syjonistycznej komorze echa i w jakiś sposób wciąż nie zdawał sobie sprawy, że twierdzenie to zostało całkowicie obalone.

Jednak powtarzając te twierdzenia w maju i ponownie we wrześniu 2026 r., po tym jak został szeroko i wielokrotnie potępiony za szerzenie kłamstw i propagandy okrucieństw, bezsprzecznie patrzy światu w oczy i kłamie nam w twarz, mając pełną i całkowitą świadomość tego, co robi. 

Co pokazuje, że przez cały czas świadomie kłamał. To mianowany przez Trumpa urzędnik rządu USA, który świadomie okłamuje opinię publiczną, aby nadal wspierała wspierane przez USA nadużycia Izraela wobec narodu palestyńskiego.

Pomyśl, jak bardzo trzeba być popieprzonym, żeby zrobić coś takiego. A ten świr ma czelność nazywać zwolenników Palestyny ​​„psychopatami”.

W tym samym oszukańczym, propagandowym wywiadzie dla Newsmax Rob Schmitt powiedział, że tak naprawdę to przeciwnicy ludobójstwa padają ofiarą propagandy.

„To niesamowite, jak skuteczna może być propaganda, jak oślepiająca może być dla ludzi, których można by uznać za rozsądnych” – powiedział Schmitt Huckabeemu, dodając: „Nienawidzę tego mówić, ale wydaje mi się, że islamiści wygrywają tę wojnę propagandową. Teraz czuję, że w stosunku do Izraela jest więcej gniewu i furii niż wobec ohydnych rzeczy, których byliśmy świadkami 7 października”.

No więc, według popleczników Trumpa w jego administracji i w ich prasie, dawno obalona propaganda okrucieństw wobec Palestyńczyków jest w rzeczywistości prawdą, a to właśnie ludzie, którzy uważają, że Izrael dopuszcza się przestępstw, są propagandą, a to właśnie ludzie sprzeciwiający się ludobójstwu są psychopatami. Góra to dół, noc to dzień. Wojna to pokój, wolność to niewola, ignorancja to siła.

Światem zachodnim rządzą kłamliwi, manipulujący przestępcy. Rewolucja nie może nadejść wystarczająco szybko.

Romantyzowanie ludobójstwa, czyli po co Netflix wyprodukował serial „Fauda”

Romantyzowanie ludobójstwa, czyli po co Netflix wyprodukował serial „Fauda”

Przez Agnieszka Piwar 2026-09-19 piwar/romantyzowanie-ludobojstwa-czyli-po-co-netflix-wyprodukowal-serial-fauda

Tym wyznaniem zapewne zaskoczę Czytelników śledzących moje publikacje, w których stanowczo i bezkompromisowo krytykuję Izrael. Otóż zanim zabrałam się za zbieranie materiału do książki „Holokaust Palestyńczyków”, zawierającej wstrząsające relacje ofiar Izraela, oglądałam – z wypiekami na twarzy – izraelską propagandę. Co więcej, robię to nadal.

Wychodzę z założenia, że trzeba poznać metody wroga. Syjoniści – zakała ludzkości – to nie tylko wrogowie Palestyńczyków, ale całego cywilizowanego świata. Wejdan Abu Shammala, dziennikarka z Gazy, powiedziała mi, że „milczenie świata to współudział w zbrodni”. Dlatego uważam, że demaskowanie kłamstw Izraela to obowiązek każdego, kto jest świadomy popełnianych przez nich okrucieństw.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jestem na beznadziejnej pozycji, bo w przeciwieństwie do syjonistów nie dysponuję środkami finansowymi, nie mam dostępu do mediów głównego nurtu oraz platform streamingowych, nie steruję algorytmami, ani nie trzymam na smyczy polityków i dziennikarzy większości krajów świata.

Mimo to, robię swoje na miarę skromnych możliwości. Kiedy żydowscy zbrodniarze kłamią, że walczą z terrorystami, ja odpowiadam spisanymi relacjami naocznych świadków, którzy przedstawiają dowody, że Izrael morduje przede wszystkim bezbronnych cywilów, w tym kobiety i dzieci.

Kiedy zbrodniarze – oraz ich słudzy pokroju prezydenta Karola Nawrockiego – twierdzą, że „Izrael ma prawo do samoobrony”, ja wykazuję, że Izrael jest okupantem Palestyny i bezwzględnym agresorem. Kiedy ignorant premier Donald Tusk publicznie oświadcza, że „Polska była, jest i będzie po stronie Izraela w jego konfrontacji z islamskim terroryzmem”, ja mu odpowiadam listem otwartym, w którym łopatologicznie tłumaczę, że nie byłoby Hamasu, gdyby nie Izrael.

MANIPULACJA WIDZAMI

To właśnie wspomniany Hamas jest głównym antagonistą izraelskich żołnierzy jednostki specjalnej – bohaterów propagandowego serialu „Fauda” (z arabskiego „chaos”). Głośna produkcja platformy Netflix koncentruje się na konflikcie izraelsko-palestyńskim, pomijając jednak kluczowe fakty dotyczące jego źródła.

W realnym życiu zaczęło się od tego, że żydowscy najeźdźcy ukradli ziemię Palestyńczykom i jako pierwsi odpalili szereg brutalnych działań. Serial „Fauda” oczywiście to przemilczał.

Przypominam więc o Nakbie w 1948 roku, kiedy żydowscy przybysze z innych krajów zmusili do ucieczki od 700 tysięcy do miliona Palestyńczyków. Generalnie powstanie państwa Izrael wiąże się z konfiskatą palestyńskiej ziemi, niszczeniem palestyńskich wiosek, wyburzaniem palestyńskich domów, przymusowymi przesiedleniami czy ograniczaniem swobody przemieszczania się Palestyńczyków.

Do tego dochodzi fizyczna przemoc żydowskich osadników wobec Palestyńczyków, w tym brutalne porwania i aresztowania, bezpodstawne przetrzymanie w więzieniach cywilów, z kobietami i dziećmi włącznie, poniżanie, torturowanie i zabijanie.

Jest więc naturalne, że po takim traktowaniu – trwającym od dekad – Palestyńczycy zaczęli się buntować. Z definicji taki bunt nazywa się ruchem oporu, czyli tajną i zorganizowaną działalnością ludzi, którzy walczą z okupantem lub z niesprawiedliwą władzą. Tym więc właśnie jest Hamas, który zresztą powstał nie bez inspiracji Izraela, chcącego mieć pod kontrolą także buntowników.

Tego całego kontekstu brakuje w produkcji Netflixa, która opowiada o konflikcie, pomijając jego faktyczne przyczyny. Ktoś powie, że to przecież tylko fabuła, a nie dokument, więc autorzy mają prawo tworzyć scenariusz według własnego widzimisię.

Problem w tym, że Lior Raz i Avi Issacharoff – pomysłodawcy i twórcy serialu „Fauda” – twierdzą, iż scenariusz został zainspirowany ich własnymi doświadczeniami wojskowymi i dziennikarskimi oraz prawdziwymi wydarzeniami. Nie wątpię, że po części tak było. Jednak bez kluczowego kontekstu dotyczącego faktycznych źródeł konfliktu zbyt wielu widzów uwierzyło w kłamstwo, że Izraelczycy są ofiarą, a Palestyńczycy agresorem zasługującym na śmierć.

MORDERCY Z LUDZKĄ TWARZĄ

Perfidia twórców serialu ma wiele wymiarów. Całkowicie pominięto chociażby obrzydliwy rasizm syjonistów, na którym oparto państwo Izrael. Tymczasem główna postać „Faudy” – Doron Kabilio (w tej roli współtwórca Lior Raz) – choć zabija Palestyńczyków na potęgę, to bywa przy tym wrażliwy i uczuciowy wobec okupowanego narodu.

Dla przykładu, w 1., 2. i 4. sezonie Doron szczerze zakochał się w palestyńskich kobietach, które wykorzystywał w ramach operacji specjalnych, by dorwać ich krewnych powiązanych kolejno z Hamasem i Hezbollahem. Następnie dzielnie próbował je ochronić. W 3. sezonie miał romans z żydowską koleżanką z pracy, ale ani wobec niej – ani wobec żydowskiej żony, którą zdradzał – nie był już taki sentymentalny jak do Palestynek.

Innym razem dręczyły go wyrzuty sumienia, gdy cynicznie oszukiwał młodego niewinnego Palestyńczyka, żeby w ramach tajnej misji rozpracować członków jego rodziny powiązanych z Hamasem. Doron jest Izraelczykiem pochodzenia irackiego, więc świetnie mówi po arabsku, dzięki czemu łatwo przenika na stronę przeciwnika, udając jednego z nich.

Tamta akcja skończyła się katastrofą. Gdy palestyński chłopak poznał prawdę, poczuł się zdradzony. Dodatkowo dotknęła go hańba, że dał się podejść izraelskiemu agentowi. Palestyńczyk musiał więc się „oczyścić” i zemścić. Zradykalizował się, co w konsekwencji doprowadziło do krwawej jatki. „Fauda” pokazuje więc czasem, że Izraelczycy również popełniają błędy, co ma uwiarygodnić propagandową serię.

Dzięki tym sprytnym zabiegom nawet i ja mam swój ulubiony wątek w serialu. Dzieje się to w 4. sezonie, kiedy Gabi Ayub (w tej roli Itzik Cohen), dowódca izraelskiej jednostki do zadań specjalnych, zostaje porwany przez Hezbollah.

We wcześniejszych sezonach bezwzględnie przesłuchiwał palestyńskich więźniów, w tym kobiety, by ich złamać, wydobyć informacje i zmusić do zdrady swoich. Kiedy sam trafił w niewolę bojowników Hezbollahu, kapitan Ayub pod wpływem tortur „wyśpiewał” dosłownie wszystko, łącznie z nazwiskami i adresami zamieszkania izraelskich agentów, którymi dowodził. Ta „słabość” kosztowała życie części z nich.

„Ludzkie oblicze” izraelskich bohaterów „Faudy” – którzy na co dzień zajmują się bezwzględnym zabijaniem – przewija się przez całą serię. Pokazywane są ich słabości, walka w wewnętrznymi demonami, trudności z normalnym funkcjonowaniem, rodzinne dramaty, cierpienie po stracie przyjaciół z jednostki, którzy zginęli podczas akcji.

Widząc to wszystko, nawet zatwardziały przeciwnik Izraela – a za takiego się uważam – może poczuć jakieś współczucie wobec głównych postaci „Faudy”. Dlatego uważam, że jest to świetnie zrealizowany serial propagandowy. Oczywiście piszę to nie bez żalu i obrzydzenia wobec twórców, którzy najmocniej przegięli w najnowszym 5. sezonie.

KŁAMSTWO DLA ŚWIATA

Nie byłam zaskoczona, że ostatni sezon „Faudy” – który miał premierę we wrześniu 2026 roku i był zrealizowany po dłuższej przerwie – koncentruje się wokół wydarzeń 7 października 2023 roku, kiedy Hamas zaatakował Izrael. To przełomowy moment w historii konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który i mnie „pchnął” do wzmożonej aktywności dziennikarskiej w tym temacie, w wyniku czego powstała książka „Holokaust Palestyńczyków”.

5. sezon obejrzałam z największymi emocjami, bo w pamięci miałam rozmowy z Palestyńczykami – świadkami trwającego w Strefie Gazy ludobójstwa – którzy opowiadali o izraelskich bombardowaniach zrównujących z ziemią szpitale, szkoły, całe osiedla. Wiem też o celowym ostrzeliwaniu przez Izrael karetek pogotowia czy atakowaniu zagranicznych wolontariuszy próbujących dostarczyć leki i żywność dla konających cywilów. To wszystko pomija produkcja Netflixa.

Jest za to Eli, który powołuje się na „Boga zemsty”, bo Hamasowcy zabili w kibucu żonę i dzieci. Nie zdążył ich ocalić, bo zatrzymały go akcje zbrojne Hamasu wzdłuż granicy z Gazą. Nie zdążył też Doron, bo w międzyczasie ruszył z pomocą izraelskiej młodzieży, zaatakowanej przez Palestyńczyków podczas festiwalu.

Najbliżsi Eliego zginęli tragicznie, a ich ostatnie chwile, kiedy próbowali przetrwać w obliczu brutalnego zagrożenia, budzą u widza współczucie. Znaczna część fabuły skupia się na ogromnym uczuciu łączącym tę żydowską rodzinę. Chodzi o to, aby odbiorca – wzruszony cierpieniem romantycznego żołnierza – dał mu niejako prawo do krwawej zemsty.

Dwa lata później, kiedy Eli poznaje nazwisko i adres zabójcy, wyrusza do Marsylii we Francji, by pomścić rodzinę. Dołącza do niego Doron, zmagający się zespołem stresu pourazowego. Oprócz prywatnej zemsty, mają za zadanie udaremnić kolejny atak na Izrael, tym razem z udziałem pro-palstyńskich działaczy z Europy.

Ale jak to? Ktoś z oświeconej Europy popiera tych złych Palestyńczyków? Spokojnie, na to syjoniści mają „argument”. Do obsady „Faudy” dołącza blondwłosa Francuska (Mélanie Laurent), której serce zdobył bojownik Hamasu. Izrael znalazł więc sobie „wytłumaczenie”: jeśli ktoś opowiada się po stronie Palestyńczyków, to znaczy, że ślepe zakochanie odebrało temu komuś rozum i rozeznanie.

Tak mniej więcej poprowadzono ten wątek w „Faudzie”, ale nie tylko. Sama wielokrotnie czytałam o sobie komentarze w Internecie – prawdopodobnie produkowane przez izraelskie boty – sugerujące, że w życiu prywatnym musiałam być uwiedziona przez jakiegoś muslima, skoro opisuję Palestyńczyków jako ofiary.

I wreszcie, zmagający się z traumami po 7 października bohaterowie „Faudy” wciskają widzom Netflixa ściemę, że Izrael dał się zaskoczyć. Nic bardziej mylnego. Przed szykowanym przez Hamas zamachu ostrzegała chociażby egipska bezpieka. Poza tym Izrael ma doskonały wywiad, śmiem przypuszczać, że najlepszy na świecie. Moim zdaniem atak był wręcz Izraelowi na rękę.

Według oficjalnych danych (strach pomyśleć, co kryje się za nieoficjalnymi) wydarzenia zapoczątkowane 7 października 2023 roku przyniosły 61,5 razy więcej ofiar śmiertelnych po stronie palestyńskiej niż po stronie izraelskiej. Od trzech lat trwa metodyczne ludobójstwo na narodzie palestyńskim w Gazie.

Zbrodni Izraela nie da się już ukryć, bo Palestyńczycy mają telefony z kamerami. Skoro więc nie da się ukryć niewygodnych faktów, można próbować zagłuszyć je innym przekazem. Uważam, że właśnie taką funkcję pełni serial „Fauda” – ma odwracać uwagę od okrucieństw Izraela i faktycznych powodów konfliktu. A żeby lepiej się to sprzedało, fabułę podlano sosem romantycznych uniesień.

Agnieszka Piwar

PS Dwa dni po premierze „Faudy”, podczas 83. Festiwalu Filmowego w Wenecji, miał światową premierę w konkursie głównym dokument „NAZA” Yuvala Abrahama i Rachel Szor, poświęcony systemowi izraelskich ataków w Gazie i ich skutkom dla ludności cywilnej. Projekcję zakończyła ponad 24-minutowa owacja na stojąco, co stanowi rekord w historii festiwalu. Film otrzymał następnie Nagrodę Specjalną Jury.

Od tamtej pory algorytmy w mediach społecznościowych pokazują mi niezliczoną ilość postów i przerobionych przez AI filmów oczerniających twórców nagrodzonego dokumentu. Jak długo żyję, nie widziałam tak potężnej nagonki jak ta wobec tych odważnych izraelskich filmowców, którzy zdemaskowali zbrodnie dokonywane przez ich państwo.

Fot. Netflix

tutaj można postawić mi kawę

Ślepota światowego sumienia

Ślepota światowego sumienia

18. września 2026 Marek Wojcik world-scam/slepota-swiatowego-sumienia

11 stycznia 2024 r. Blinne Ní Ghrâlaigh, adwokat koronny (KC), wygłosiła mowę końcową w imieniu Republiki Południowej Afryki w sprawie przeciwko Izraelowi przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości.

Mowa końcowa Republiki Południowej Afryki przeciwko Izraelowi w sprawie o ludobójstwo przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości. Można włączyć polską ścieżkę dźwiękową.

Przedstawione argumenty dobrze opisują dramatyczną sytuację narodu Palestyńskiego w Strefie Gazy. Co było do przewidzenia, wyrok Trybunału został przez Izrael zignorowany. Bezwzględne ludobójstwo narodu gospodarzy ziem okupowanych przez terrorystyczne państwo Izrael, mordowanie pracowników organizacji humanitarnych przynoszących pomoc Palestyńczykom, a także zabijanie dziennikarzy przekazujących światu prawdę o planowym ludobójstwie palestyńskiego narodu, nie zostało wstrzymane.

Władze palestyńskie szacują, że szczątków ponad 8000 osób nie odnaleziono jeszcze i nadal pozostają one pogrzebane pod gruzami.

6 września Palestyńskie Centrum ds. Osób Zaginionych ponownie wyraził głębokie zaniepokojenie i stanowczo potępił systematyczne działania Izraela mające na celu rozbiórkę i usuwanie gruzu ze zdewastowanych obszarów mieszkalnych. Ostrzeżono, że inicjatywa ta stanowi celowy wysiłek mający na celu wyeliminowanie dowodów kryminalistycznych niezbędnych do ustalenia losu zaginionych Palestyńczyków.

Cytat pochodzi z wydanego w środę na presstv.co.uk artykułu: Ciała wydobyte z gruzów Gazy budzą obawy dotyczące izraelskich zbrodni wojennych: szefowa ONZ ds. praw człowieka. Źródło.

Ostrzeżenie: Treści mogą wywołać silne emocje
Wzruszające sceny po odnalezieniu ciała palestyńskiego niemowlęcia spod gruzów budynku, w którym mieszkali wysiedleni Palestyńczycy, a który zawalił się w dzielnicy Al-Sinaa w zachodniej części miasta Gaza.
Źródło: Telegram 16.09.2026 r. 15:15.

Takie sceny są przyczyną radykalizacji z gruntu pokojowej społeczności islamskiej. Zgadnijcie, kto steruje tymi emocjami, komu zależy na podziałach religijnych i stwarzaniu atmosfery terroru? Nie zamierzam usprawiedliwiać islamskich radykałów, chcę jednak zwrócić uwagę na przyczyny takiego nastawienia.

Film dokumentuje użycie bomb wyprodukowanych w USA podczas ataków na Gazę. Nagranie z ruin zniszczonego domu w Strefie Gazy pokazuje szczątki bomby produkcji amerykańskiej, użytej podczas ataków, w których zginęły całe palestyńskie rodziny.
Stany Zjednoczone dostarczają tę broń, a Izrael wykorzystuje ją w atakach na Palestyńczyków.
Źródło: Telegram 17.09.2026 r. 12:05.

Produkujący narzędzia śmierci przemysł zbrojeniowy jest współodpowiedzialny za te zbrodnie. Potężne lobby – słowo wymyślone po to, żeby uniknąć prawdziwej nazwy: korupcja – wpływa na polityków, żeby wywoływali kolejne wojny i wraz z nimi kolejne rynki zbytu dla przemysłu śmierci.

Palestyńskie dziecko zostało uwięzione pod gruzami po tym, jak izraelskie siły zbrojne przeprowadziły atak na budynek mieszkalny w Strefie Gazy.
Źródło: Telegram 16.09.2026 r. 06:02.

Świat dawno już przywykł do takich obrazów i patrzy obojętnie na ewidentne wyniszczanie narodu palestyńskiego. A jednak coś się zmienia. Pamiętamy, jak podczas plandemii znani aktorzy zaprzedali się oprawcom biologicznego ludobójstwa, propagując broń biologiczną przeciwko ludzkości.

Kiedy na tournée zorganizowanym przez proizraelskiego Eda Sheerana amerykański raper Macklemore zawołał: wolność dla Palestyny, rozpoczęła się klasyczna kampania obrzucająca tego rapera dawno przeżutym epitetem antysemityzmu. Co było potem? Obejrzyjcie film z polskim dźwiękiem:

Ed Sheeran opowiedział się po stronie Izraela – teraz świat go nienawidzi.

Podobne tendencje widać podczas aktualnej kampanii wyborczej w USA. Szczególnie po stronie partii demokratycznej widać tendencję odrzucania kandydatów biorących łapówkę od izraelskiego lobby – AIPAC.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Świat już płaci haracz

Świat już płaci haracz

Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia” 17 września 2026 michalkiewicz

Jak pamiętamy, władze izraelskie, a wraz z nimi wszyscy żydofile, w 2023 roku lamentowali, że rakietowy atak Hamasu na Izrael przeprowadzony 7 października był całkowicie „zaskakujący” i dlatego pociągnął za sobą tyle ofiar, a także – tylu zakładników.

Od samego początku wydawało mi się to bardzo wątpliwe i to z kilku powodów. Po pierwsze – wywiad izraelski, czyli Mosad, uchodzi za jeden z najlepszych, a może nawet najlepszy na świecie. Jest to między innymi skutkiem tego, że Żydowie żyją w diasporze, w związku z tym Mosad w każdym kraju, a jeśli nie w „każdym” to w takim, gdzie ta diaspora żydowska się znajduje, może mieć swoją agenturę. Po drugie – że co jak co, ale Strefa Gazy, z której Hamas wyprowadził swój „zaskakujący” atak, z całą pewnością jest naszpikowana izraelskimi agentami, niczym wielkanocna baba rodzynkami. Jeśli zatem – po trzecie – do przeprowadzenia tego „zaskakującego” ataku użyte były tysiące rakiet domowej roboty, to jest rzeczą niemożliwą, żeby argusowemu oku Mosadu umknęła taka masowa produkcja. W takiej sytuacji – po czwarte – jeśli Izrael stworzył wrażenie, jakby mu umknęła, to możliwe to było tylko dlatego, że ktoś nałożył Mosadowi czarne okulary, a uszy zalepił woskiem , niczym Odyseusz swoim marynarzom, kiedy chciał posłuchać śpiewu Syren.

Jedynym człowiekiem, który coś takiego mógł zrobić, by Beniamin Netanjahu, nad którym wtedy wisiała groźba wtrącenia do turmy – czego domagali się liczni demonstranci. Kierując się tedy – po piąte – starożytną, pełną mądrości rzymską sentencją: „is fecit, cui prodest” – co się wykłada, że ten zrobił, kto skorzystał, nieubłagany palec wskazuje nie tylko na premiera Beniamina Netanjahu, który dzięki temu nie tylko uniknął turmy, ale wkrótce stanął na czele „rządu jedności narodowej” bezcennego Izraela i nawet prezydent Józio Biden, który wcześniej kręcił nad nim nosem, po „zaskakującym” ataku Hamasu nie tylko przestał nosem kręcić, ale pogalopował do Izraela, by swojej umiłowanej duszeńce okazać „pełną solidarność”. Czegóż chcieć więcej? W takiej sytuacji – po szóste – wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że tak naprawdę to nie żaden Hamas, tylko bezcenny Izrael, za pośrednictwem swojej agentury w Strefie Gazy doprowadził do tego uderzenia po to, by je następnie wykorzystać jako pretekst do aneksji tego terytorium.

No i właśnie w dniach ostatnich dziennik „Haaretz” doniósł, że premier Beniamin Netanjahu „wiedział” z góry o tym „zaskakującym” ataku Hamasu. Czy tylko „wiedział”, czy dlatego „wiedział” – bo go przygotował i zainicjował? Oczywiście sam zainteresowany temu zaprzecza, chociaż nie bardzo energicznie, a poza tym na taką możliwość wskazuje szczere niewątpliwie wyznanie Beniamina Netanjahu, że „czuje się związany” ideą „wielkiego Izraela”. Idea ta ma stary rodowód, z głębokiej starożytności, kiedy to jeszcze bogowie, a nawet sam Stwórca Wszechświata, układali się z różnymi ciekawymi ludźmi i zawierali z nimi przymierza. Opis takiego bliskiego spotkania III stopnia został zapisany w zbiorze żydowskich sag, zwanym Biblią. Czytam tam m.in. jak to Stwórca Wszechświata upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku i ułożył się z nim, że jeśli ów koczownik będzie Go słuchał i wychwalał, to On, w nagrodę, uczyni go „ojcem wielkiego narodu”, któremu odda w arendę obszar „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”. Na tej podstawie Żydowie uważają się za faworytów Stwórcy Wszechświata i w ogóle – prawdziwych ludzi wśród istot człekopodobnych, wyciągają stąd wniosek, że ta wyjątkowa pozycja we Wszechświecie powinna kiedyś przełożyć się na panowanie, jeśli już nie nad Wszechświatem, to przynajmniej – nad Ziemią. Wstępem do tego – przynajmniej według premiera Beniamina Netanjahu – miałaby być realizacja idei „Wielkiego Izraela” – zgodnie z obietnicą nakreśloną przez Stwórcę Wszechświata.

Trzeba przyznać, że idea ta jest już całkiem zaawansowana. Dzięki wykorzystaniu siły amerykańskich twardzieli, którzy przed Żydami skaczą z gałęzi na gałąź, kraje leżące na tym obszarze został już w znacznym stopniu politycznie obezwładnione, więc następnym etapem powinna być aneksja. Jest atoli szkopuł w postaci złowrogiego Iranu, który realizowanie idei Wielkiego Izraela uważa za zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla całego regionu. Toteż Beniamin Netanjahu nie byłby sobą, gdyby nie wpadł na pomysł wykorzystania w tym celu największego amerykańskiego twardziela w osobie prezydenta Donalda Trumpa.

Jak pamiętamy, wkręcił amerykańskiego prezydenta, chyba nawet „bez jego wiedzy i zgody” w tę wojnę, z której następnie zręcznie się wycofał, pozostawiając jej kontynuowanie Stanom Zjednoczonym. Prezydent Trump chyba już się zorientował, w jaką kabałę został wpakowany, ale sęk w tym, że nie bardzo wie, jak się z niej wymiksować. Ogranicza się więc do ogłaszania triumfalnych komunikatów, że złowrogi Iran już jest passe – ale cóż z tego, kiedy onże Iran nie tylko się odgrywa, obrzucając amerykańskie bazy w rejonie Bliskiego Wschodu swoimi ponaddźwiękowymi dzidami, ale w dodatku się odgraża, że zrobi coś jeszcze gorszego.

Wprawdzie Stany Zjednoczone mogłyby zniszczyć złowrogi Iran na tej samej zasadzie, co Feliks Dzierżyński, który każdego mógł aresztować – ale nie wiedzą, co na takie dictum powiedziałaby reszta świata. Wprawdzie w obronie demokracji można użyć nawet broni atomowej, ale w tym cały jest ambaras, że tą bronią dysponują nie tylko demokracji, ale również – wrogowie demokracji. Jak wrogowie demokracji i pokoju zareagowaliby na unicestwienie złowrogiego Iranu – tego nikt, łącznie z prezydentem Trumpem nie wie, więc rozsądek w tej sytuacji nakazuje zachowanie umiaru w niszczeniu. W rezultacie złowrogi Iran wykorzystuje swój atut w postaci blokady cieśniny Ormuz, w następstwie czego cena baryłki ropy naftowej znowu przekroczyła 100 dolarów, a z pewnością nie jest to ostatnie słowo.

W ten oto sposób, za sprawą sprytnego i co tu ukrywać – obrotnego premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu, cały świat został zmuszony do płacenia haraczu z tytułu „związania się” izraelskiego premiera z ideą „Wielkiego Izraela”. Czyż to nie początek żydowskiej władzy nad światem? A co będzie później? Strach pomyśleć.

Stanisław Michalkiewicz

Izraelski think tank. „Żydowski terroryzm” zagrożeniem dla państwa

Izraelscy żołnierze, fot. idf.il

Izraelski think tank. „Żydowski terroryzm” zagrożeniem dla państwa

16 września 2026 kresy/izraelski-think-tank-zydowski-terroryzm-zagrozeniem-dla-panstwa

Izraelski Instytut Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym uznał przemoc żydowskich osadników wobec Palestyńczyków za strategiczne zagrożenie dla państwa. W pierwszej połowie 2026 roku odnotowano 660 przestępstw na tle szowinistycznym, a zdecydowana większość śledztw prowadzonych w poprzednich latach nie kończyła się aktem oskarżenia. INSS domaga się skuteczniejszego egzekwowania prawa, likwidacji nielegalnych przyczółków osadniczych i odebrania broni osobom używającym jej niezgodnie z prawem.

16 września izraelski dziennik „Haaretz” poinformował o wydaniu przez Instytut Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym (INSS) drugiego w historii tej instytucji alertu strategicznego. Jeden z najważniejszych izraelskich ośrodków analitycznych ostrzegł, że przemoc żydowskich osadników wobec Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu Jordanu przestała być lokalnym problemem i stała się zagrożeniem dla bezpieczeństwa, demokratycznego charakteru oraz międzynarodowej pozycji Izraela. Sam INSS określa to zjawisko jako „żydowski terroryzm”.

Alert wskazuje, że bezkarność sprawców prowadzi do osłabienia instytucji państwa i podważa zasadę jego monopolu na stosowanie siły. INSS zwraca również uwagę na niedostateczne egzekwowanie prawa oraz brak politycznego wsparcia dla służb zajmujących się przemocą na tle nacjonalistycznym.

Czytaj też: Atak na ekipę dziennikarzy i Palestynkę na okupowanym Zachodnim Brzegu [+VIDEO]

660 przestępstw w ciągu pół roku

W pierwszej połowie 2026 roku na Zachodnim Brzegu odnotowano 660 przestępstw popełnionych przez Żydów na tle szowinistycznym. Oznaczało to wzrost o 63 proc. w porównaniu z drugą połową 2025 roku. W atakach zginęło 6 Palestyńczyków, a 140 zostało rannych.

Problem wpływa również na funkcjonowanie izraelskich sił bezpieczeństwa. W niektórych jednostkach wojskowych nawet 80 proc. rejestrowanych zdarzeń ma dotyczyć przestępczości żydowskich nacjonalistów. Konieczność angażowania wojska w takie incydenty odciąga część sił od innych zadań związanych z bezpieczeństwem.

INSS zwrócił również uwagę na skalę nieskuteczności postępowań wobec sprawców. W latach 2005–2025 około 94 proc. śledztw dotyczących tego rodzaju zdarzeń zamknięto bez aktu oskarżenia, natomiast 3 proc. zakończyło się skazaniem.

Think tank ocenił, że utrzymywanie się takiej sytuacji sprzyja dalszej przemocy wobec Palestyńczyków i przejmowaniu ziemi. W alercie wskazano zarazem na brak wystarczającej reakcji ze strony władz.

INSS chce likwidacji nielegalnych przyczółków

Instytut zaapelował o jednakowe egzekwowanie prawa niezależnie od narodowości sprawców. Zaproponował również utworzenie wspólnego zespołu złożonego z przedstawicieli wojska, policji, kontrwywiadu, administracji cywilnej i prokuratury, który miałby zajmować się przemocą osadników.

INSS postuluje ponadto usunięcie 26 nielegalnych przyczółków osadniczych znajdujących się na obszarach Zachodniego Brzegu, gdzie sprawy cywilne pozostają w gestii Autonomii Palestyńskiej, a za bezpieczeństwo odpowiada Izrael.

Kolejnym postulatem jest odbieranie broni osobom wykorzystującym ją niezgodnie z prawem oraz skuteczne egzekwowanie zakazu wstępu Izraelczyków na obszary znajdujące się pod palestyńską administracją cywilną i kontrolą bezpieczeństwa.

Działania te mają również ograniczyć ryzyko załamania się struktur Autonomii Palestyńskiej. Taki rozwój wydarzeń mógłby doprowadzić do chaosu oraz dalszego wzrostu przemocy na Zachodnim Brzegu.

Przemoc osadników rzadziej obecna w izraelskich mediach

Spośród głównych izraelskich mediów alert szerzej opisał lewicowy dziennik „Haaretz”, którego udział w rynku wynosi kilka procent. Przemoc osadników wobec Palestyńczyków pozostaje na marginesie zainteresowania największych mediów w Izraelu, których relacje z Zachodniego Brzegu koncentrują się przede wszystkim na atakach Palestyńczyków na Izraelczyków.

INSS już w styczniu 2026 roku poświęcił temu problemowi osobną analizę. Ośrodek oceniał wówczas, że przemoc wobec Palestyńczyków przestała mieć charakter marginalny i lokalny, a liczba oraz skala ataków zwiększyły się szczególnie po 7 października 2023 roku.

Ponad 500 tys. żydowskich osadników

Izrael zajął Zachodni Brzeg Jordanu i Wschodnią Jerozolimę podczas wojny sześciodniowej w 1967 roku, a następnie rozpoczął budowę osiedli na przejętych terenach. Obecnie mieszka w nich ponad 500 tys. żydowskich osadników, których enklawy są chronione przez izraelskie wojsko.

Na Zachodnim Brzegu mieszka również około 3,5 mln Palestyńczyków. Obie grupy podlegają odmiennym systemom prawnym. Izraelscy osadnicy podlegają prawu izraelskiemu, natomiast Palestyńczycy prawu wojskowemu i palestyńskiej administracji w zakresie wynikającym z podziału terytorium.

Palestyńczycy uznają izraelskie osiedla oraz obecność wojskową niezbędną do ich ochrony za przeszkodę w utworzeniu własnego państwa na Zachodnim Brzegu.

Milczenie świata to współudział w zbrodni – cisza głośniejsza niż bomby

Bliski Wschód|Wywiad

Milczenie świata to współudział w zbrodni – cisza głośniejsza niż bomby

Przez Agnieszka Piwar 2026-09-09 piwar/milczenie-swiata-to-wspoludzial-w-zbrodni-cisza-glosniejsza-niz-bomby

Jestem ocalałą z ludobójstwa i na własne oczy widziałam koszmar, który spadł na Gazę. Widziałam domy zamienione w pył, rodziny pogrzebane pod gruzami i całe społeczeństwo rozrywane na strzępy (…)

– powiedziała Wejdan Abu Shammala, dziennikarka z Gazy, która w wyniku agresji Izraela straciła ponad dwustu członków rodziny.

Publikacja pochodzi z książki „Holokaust Palestyńczyków”, zawierającej wywiady z przedstawicieli narodu palestyńskiego, w tym świadkami ludobójstwa.

Agnieszka Piwar: Co robiłaś przed wybuchem wojny w Gazie?

Wejdan Abu Shammala: – Przed wybuchem wojny byłam studentką ostatniego roku studiów licencjackich na kierunku literatura angielska z dodatkową specjalizacją w tłumaczeniu na Uniwersytecie Al-Azhar w Gazie. Ale poza studiami byłam również freelancerką w kilku dziedzinach – zajmowałam się pisaniem treści, tłumaczeniem i pracą lektorską. Mam ponad trzyletnie doświadczenie zawodowe, współpracowałam z lokalnymi i międzynarodowymi organizacjami, w tym z agencją Sparkle Media i inicjatywą We Are Not Numbers.

Oprócz pracy freelancera byłam także trenerką pisania treści i pracy lektorskiej, szkoląc dziesiątki młodych ludzi w ramach inicjatyw wspieranych przez różne instytucje. Aktywnie uczestniczyłam w działaniach na rzecz wzmocnienia pozycji młodzieży i szkoleniach medialnych. Moje życie miało cel – nieustannie poszukiwałam możliwości rozwoju, uczestniczyłam w kursach z zakresu dziennikarstwa, prowadzenia programów telewizyjnych, przedsiębiorczości i wielu innych.

Dużo również udzielałam się jako wolontariuszka w organizacjach pozarządowych, takich jak AMIDEAST, Hult Prize czy Fundacja Młodzież Bez Granic. Koordynowałam wydarzenia, zarządzałam klubami studenckimi i tworzyłam treści cyfro we na potrzeby kampanii edukacyjnych i rzeczniczych. Moim celem nie było jedynie budowanie kariery, ale przede wszystkim służba na rzecz społeczności i bycie głosem pozytywnych zmian w Gazie.

Przed wojną żyłam jak młoda kobieta zdeterminowana, by się rozwijać, dawać innym i budować sensowną przyszłość – dla siebie i dla swojego narodu.

W jakich okolicznościach zostałaś ranna i jak udało ci się przetrwać ludobójstwo?

– W styczniu 2024 roku mieszkałam z rodziną w środkowej części Gazy. Do tego czasu naloty stały się nieustanne, a odgłosy izraelskich czołgów z każdym wieczorem były coraz głośniejsze. Podjęliśmy bolesną, ale w jakiś sposób dającą poczucie bliskości decyzję – spaliśmy wszyscy razem w salonie. Mówiliśmy sobie: „Jeśli mamy zginąć, to przynajmniej razem”.

Około 5:30 rano obudziłam się, by się pomodlić. Po modlitwie wróciłam na swoje miejsce przy oknie. Siedzieliśmy tam jako rodzina, rozmawiając cicho o naszym planie: gdy tylko wzejdzie słońce, spakujemy się i uciekniemy. Ostrzał był nieustanny. Niebo było pełne dronów, myśliwców i czarne go dymu.

Nagle pocisk uderzył w dom w pobliżu naszego. Eksplozja rozbiła okno obok mnie. Odłamki szkła spadły na moją głowę, raniąc mnie w skórę głowy. Zostałam ranna. Ale nie było czasu, by to przetworzyć – nie było czasu na strach, nie było czasu na ból. W tym momencie wszystko się zmieniło. Wiedzieliśmy, że musimy natychmiast uciekać.

Z krwią spływającą po twarzy, w pośpiechu pakowałam, co tylko dało się zabrać. Czołgi były już niebezpiecznie blisko. Do łączyliśmy do tysięcy wysiedlonych Palestyńczyków, idących przez ogień, nie wiedząc, dokąd zmierzamy – wiedząc tylko, że musimy przeżyć.

W jakich okolicznościach opuściłaś Gazę? Jak udało ci się dotrzeć do Europy i w jakim kraju obecnie mieszkasz?

– Opuściłam Gazę w niezwykle bolesnych i trudnych okolicznościach. Po sześciu miesiącach nieustannej wojny, bombardowań i zniszczeń udało mi się wydostać z tego miejsca, ale cała moja rodzina do dziś pozostaje uwięziona w Gazie – wciąż słyszą dźwięki nalotów, czołgów i dronów. Zostawienie ich było najbardziej rozdzierającą decyzją w moim życiu, ale to właśnie ich naleganie dało mi siłę. Chcieli, żeby przynajmniej jedno z nas ocalało i mogło zanieść nasz głos światu.

Jestem ocalałą z ludobójstwa i na własne oczy widziałam koszmar, który spadł na Gazę. Widziałam domy zamienione w pył, rodziny pogrzebane pod gruzami i całe społeczeństwo rozrywane na strzępy. W kwietniu 2024 roku opuściłam Gazę przez przejście graniczne w Rafah do Egiptu. Stamtąd udało mi się dotrzeć do Francji, gdzie obecnie mieszkam.

Celem mojego przyjazdu do Francji była próba wznowienia ostatniego roku studiów licencjackich, które zostały przerwane, gdy na początku wojny zamknięto wszystkie szkoły i uniwersytety w Gazie. To nie była tylko podróż w fizycznym znaczeniu tego słowa – to była rana emocjonalna, którą noszę każdego dnia. Nie chciałam wyjeżdżać. Nie planowałam wyjazdu. Jednak to zrobiłam, niosąc na barkach ciężar mojego narodu i nadzieję, że będę mogła opowiedzieć naszą historię.

Nawet teraz żyję z traumą, z poczuciem winy ocalałej i z lękiem. Ale żyję też z poczuciem celu. Jestem tutaj, by być świadkiem.

Co robisz teraz, mieszkając w bezpiecznej Europie?

– Mieszkając dziś w Europie, prowadzę dwa równoległe życia: to widzialne, w którym próbuję się odbudować, oraz to niewidzialne, w którym wciąż noszę Gazę w sercu i umyśle.

Staram się wznowić moją przerwaną ścieżkę akademicką. Po tym jak wojna zmusiła uniwersytety w Gazie do zamknięcia, przyjechałam do Francji z nadzieją ukończenia ostatniego roku studiów licencjackich. Jednak emocjonalnie wojna dla mnie się nie skończyła. Wciąż żyję w jej cieniu – z traumą, lękiem i nieustannym niepokojem o moją rodzinę, która wciąż przebywa w Gazie i jest pod ostrzałem.

Współpracuję z organizacjami medialnymi i platformami rzeczniczymi, aby wzmacniać głos Palestyńczyków. Pisałam i  publikowałam artykuły w renomowanych międzynarodowych mediach, takich jak „We Are Not Numbers” i „Washington Report”, w których dokumentuję codzienne zmagania i niezwykłą odporność Palestyńczyków żyjących pod okupacją.

Chcę, aby Polacy zrozumieli skalę okrucieństwa izraelskie go okupanta, dlatego muszę zapytać cię o śmierć twoich bliskich. Ilu członków twojej rodziny zostało rannych lub zabitych w Gazie? W jakich okolicznościach to się stało?

– Straciłam ponad 200 członków mojej dalszej rodziny w Gazie. Tak – ponad 200 ludzkich istnień zostało odebranych w ciągu zaledwie kilku tygodni. Całe rodziny przestały istnieć w wyniku jednego nalotu. Ginęli we śnie, inni podczas ucieczki. Ich je dyną „zbrodnią” było to, że byli Palestyńczykami i żyli w Gazie.

Jednym z najbardziej rozdzierających serce faktów jest to, że wielu z nich nigdy nie doczekało się godnego pogrzebu. Nie którzy wciąż znajdują się pod gruzami. To nie były numery – to byli nauczyciele, uczniowie, właściciele sklepów, matki i dzieci.

Ból nie wynika tylko z samego zabijania, lecz również z tego, że świat pozostał obojętny. A wszyscy ci, którzy przeżyli w Gazie, nadal żyją, nękani bombardowaniami. Cierpią z powodu ran fizycznych i głębokich blizn emocjonalnych, które być może nigdy się nie zagoją. Noszę tę stratę każdego dnia. Mówię w ich imieniu, ponieważ oni już nie mogą. Pamiętam o nich, aby świat o nich nie zapomniał.

Jak wygląda codzienne życie ludzi w Gazie dzisiaj? Co jedzą? Gdzie się ukrywają?

– Codzienne życie w Gazie to koszmar, który nigdy się nie koń czy. To nie jest życie – to walka o przetrwanie, godzina po godzinie. Ludzie budzą się, nie wiedząc, czy oni albo ich dzieci dożyją następnego dnia. Każdą chwilę przysłania dźwięk dronów, bombardowań i krzyków rannych.

Nie ma czystej wody. Jedzenie jest prawie niemożliwe do zdobycia. Ludzie jedzą paszę dla zwierząt, trawę lub – jeśli mają szczęście – kawałki czerstwego chleba. Niedożywienie jest powszechne, zwłaszcza wśród dzieci. Mleko, lekarstwa i mleko modyfikowane dla niemowląt to luksusy, do których większość rodzin nie ma już dostępu.

Codzienne życie w Gazie nie jest żadnym życiem – to po wolna śmierć. Ludzie umierają z głodu, zimna, od ran, które ni gdy nie zostają opatrzone. Nie ma jedzenia, czystej wody ani lekarstw. Izrael całkowicie zamknął przejścia graniczne, blokując dopływ pomocy humanitarnej. Nic nie wolno wwozić – nawet mąki czy mleka dla niemowląt. Oblężenie jest całkowite.

Rodzice gotują zioła i przyprawy w wodzie, żeby ich dzieci miały choćby iluzję tego, że coś zjadły. Głód jest realny i zabija – zwłaszcza dzieci i osoby starsze.

Nie ma schronienia. Domy zostały zrównane z ziemią. Obozy dla uchodźców zamieniły się w masowe groby. Ludzie ukrywają się w zbombardowanych budynkach, w namiotach zrobionych z plastikowych folii, albo śpią pod gołym niebem. Nocami zimne wiatry przeszywają te prowizoryczne schronienia, a bez koców i opału rodziny marzną.

Nawet szpitale – a raczej to, co z nich zostało – nie funkcjonują. Operacje przeprowadza się bez znieczulenia. Ranni leżą na podłogach, czekając na pomoc, która nigdy nie nadchodzi.

Oto dzisiejsza Gaza: miejsce, gdzie śmierć przychodzi z nie ba, przez głód, przez zakażenia, przez obojętność. A świat pa trzy. Okrucieństwo nie polega jedynie na bombach – to także celowe głodzenie, blokada i odmowa prawa do życia w godności.

Nie ma już żadnych bezpiecznych miejsc. Szkoły, szpitale, meczety, kościoły, schrony ONZ – wszystkie zostały zbombardowane. Ludzie ukrywają się w zawalonych budynkach, na miotach zrobionych z plastiku i koców, albo – jeśli mogą – pod ziemią. Wielu mieszka na ulicy, wystawionych na działanie żywiołów, mając za jedyną ochronę modlitwę.

Gaza stała się nie do poznania. To cmentarzysko, obóz wy pędzonych dusz.

Jaka jest sytuacja dziennikarzy w Gazie? Ilu z nich zginęło podczas relacjonowania wojny?

– Dziennikarze w Gazie pracują w jednych z najbardziej nie bezpiecznych warunków, jakie można sobie wyobrazić. Od początku konfliktu w październiku 2023 roku region ten stał się najgroźniejszym miejscem na świecie dla pracowników mediów.

Od października 2023 roku zginęło ponad 200 dziennikarzy – większość z nich to Palestyńczycy – a wielu innych zostało ciężko rannych podczas relacjonowania wojny. To najwyższa liczba dziennikarzy zabitych w jakimkolwiek konflikcie we współczesnej historii.

Dziennikarze byli celem ataków, a według doniesień niektórzy zginęli w wyniku uderzeń dronów, mimo że byli wyraźnie oznaczeni jako przedstawiciele prasy. Armia izraelska została oskarżona o próby tuszowania tych incydentów oraz o przerzucanie winy na samych dziennikarzy, co budzi poważne obawy o wolność prasy i odpowiedzialność za popełnione zbrodnie.

Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że zagraniczni dzienni karze nie mają dostępu do Gazy – Izrael zakazał wjazdu mediom z zewnątrz. Cały ciężar informowania świata spoczywa więc na lokalnych reporterach, którzy sami są ofiarami wojny – doświadczają wysiedlenia, tracą członków rodzin i domy.

Pomimo tych ogromnych trudności, dziennikarze w Gazie nadal relacjonują wydarzenia z odwagą i poświęceniem.

Jedną z ofiar był palestyński dziennikarz Iman Jid, który pracował dla „Al-Quds Today”. Został zabity 25 grudnia 2024 roku, gdy czekał przed szpitalem w obozie dla uchodźców na narodziny swojego pierwszego dziecka. Jego żona, będąc w trakcie porodu, nie wiedziała o jego śmierci. Czy wiadomo, co obecnie dzieje się z żoną i dzieckiem tego dziennikarza?

– Niestety, nie mam żadnych konkretnych informacji na temat obecnej sytuacji jego żony i dziecka. Jak w przypadku wielu rodzin w Gazie, zwłaszcza tych, które straciły bliskich, niezwykle trudno jest śledzić losy poszczególnych osób lub utrzymywać kontakt z powodu zniszczeń, masowych przesiedleń i braku łączności.

To, co wiem, to fakt, że ich historia nie jest wyjątkiem – jest bolesnym przykładem cierpienia, które tak wiele rodzin prze żywa w milczeniu. Mam nadzieję, że jego żona i dziecko są bezpieczni, i że pewnego dnia dowiedzą się, jak odważny i oddany był w mówieniu prawdy – nawet w obliczu śmierci.

Wśród ofiar nalotów znalazło się również wielu profesorów, nauczycieli, naukowców i lekarzy. Czy możesz podać kil ka nazwisk?

– W wojnie przeciwko Gazie izraelski okupant atakował nie tylko domy i ludność cywilną, ale także celowo uderzał w lekarzy, profesorów uniwersyteckich i naukowców – jednych z najjaśniejszych umysłów i najbardziej wartościowych członków palestyńskiego społeczeństwa. Ci ludzie nie byli tylko nauczyciela mi – byli budowniczymi przyszłości Gazy. Kształcili studentów, prowadzili ważne badania i działali na rzecz swoich społeczności, mimo ogromnych ograniczeń i wieloletniego oblężenia.

Wśród tych, których tragicznie straciliśmy, był dr Rifaat Al-Arar – szanowany profesor literatury angielskiej i dziennikarstwa, który osobiście szkolił mnie w zakresie sztuki dziennikarskiej i inspirował swoją pasją. Jego wpływ na moją pracę – i na setki studentów takich jak ja – był ogromny. Jego zamordowanie to nie tylko osobista strata, ale również cios dla całej edukacji w Gazie.

Ci ludzie byli w salach wykładowych, bibliotekach i laboratoriach. Ich celowe zabijanie to atak na wiedzę, postęp i nadzieję dla przyszłych pokoleń Palestyńczyków.

Co oznacza ich śmierć dla przyszłości Gazy?

– Śmierć intelektualistów, lekarzy, profesorów i naukowców z Gazy to rana, która będzie się goić przez pokolenia. Ci ludzie byli nie tylko ekspertami w swoich dziedzinach – stanowili filary naszego społeczeństwa, nosili w sobie wizję, wiedzę i umiejętności niezbędne do odbudowy zniszczonej ziemi.

Ich strata to nie tylko utrata wiedzy – to również utrata mentorów, liderów i nadziei. Kiedy ginie profesor, setki studentów tracą swojego przewodnika. Gdy umiera lekarz, społeczność traci swojego uzdrowiciela. Gdy milknie pisarz, cały naród traci część swojego głosu.

Dla przyszłości Gazy to katastrofa. Oznacza to, że opłakujemy nie tylko teraźniejszość, ale że odbiera się nam również przyszłość. Odbudować szpitale i szkoły jest trudno, ale jeszcze trudniej odbudować umysły i ducha tych, którzy nimi kierowali.

Wojna w Gazie szczególnie brutalnie dotknęła dzieci. Wiele z nich zostało zabitych, inne zostały ciężko ranne lub trwale okaleczone. Tysiące straciły rodziców, domy i jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa. Każde dziecko w Gazie nosi w sobie głęboką traumę, której żadne dziecko na świecie nie powinno doświadczyć. Choć to pytanie może wydawać się banalne w obliczu takiego cierpienia, właśnie dlatego je zadaję – czy możesz podzielić się przykładem, o czym marzą palestyńskie dzieci dorastające pośród ruin i gruzów?

– Palestyńskie dzieci w Gazie już nie marzą o zabawkach, wakacjach czy urodzinach. One marzą o jedzeniu, cieple i bezpieczeństwie. Marzą o ciszy – choćby jednej nocy bez bomb. Marzą o chipsach, czystej wodzie i o tym, by móc zasnąć bez strachu.

Trzy dni przed rozpoczęciem krótkiego zawieszenia broni w końcu udało mi się porozmawiać z rodziną po tygodniach całkowitej ciszy. Internet był odcięty tak długo, że nie wiedziałam, czy oni w ogóle żyją. Gdy zadzwoniłam, to co usłyszałam, złamało mi serce. Mój ojciec powiedział, że nie jedli mięsa od czterech miesięcy, a w sklepach nie było już żadnego jedzenia. Mówił, że nawet wyjście z domu, by czegoś poszukać, groziło śmiercią, bo bomby spadały wszędzie.

Kiedy rozmawiałam z moim małym bratem, powiedział tylko: „Kiedy wrócisz do Gazy, chcę tylko chipsy”. Tylko chipsy. Nie zabawkę, nie iPada – po prostu małą paczkę chipsów. Tyle wojna zrobiła z marzeniami dziecka.

W sercu noszę takie wspomnienie z moją 5-letnią siostrą Farah i 3-letnim bratem Aboud. Pewnej nocy, podczas silnych nalotów w pobliżu naszego domu, oboje obudzili się z krzykiem. Mama przytuliła Abouda, ja mocno objęłam Farah. Szeptałam: „Nie martw się, nic ci się nie stanie. Jesteśmy tutaj”. Ale w głębi duszy wiedziałam, że nie mogę jej tego obiecać.

I wtedy Farah zapytała mnie o coś, co mnie złamało: „Wejdan, czy izraelskie wojsko bombarduje księżyc i gwiazdy tak jak nas?”. Chciałam płakać. Chciałam krzyczeć. Ale trzymałam się i odpowiedziałam: „Nie, kochanie. Księżyc i gwiazdy są bezpieczne. Ty też będziesz bezpieczna”.

Odwracałyśmy ich uwagę telefonem, próbując zagłuszyć dźwięki bomb. Taka jest rzeczywistość dzieci w Gazie. One nie marzą o Disneylandzie – one marzą o kromce chleba. Nie boją się potworów spod łóżka – boją się rakiet nad głową.

Jakie uczucia towarzyszą Ci, gdy widzisz obojętność lub brak reakcji świata na cierpienie Gazy?

– To jeden z najbardziej bolesnych aspektów całego tego do świadczenia – patrzeć, jak świat milczy, podczas gdy Gaza płonie. Czuję złamane serce. Wściekłość. Zdradę. Są momenty, kiedy pytam siebie: ile jeszcze dzieci musi umrzeć? Ile rodzin musi przestać istnieć, zanim świat powie: „Dość”?

Ta obojętność boli niemal tak samo jak bomby. Widzieć, jak ludzie przewijają nasze cierpienie, jak kolejny nagłówek w mediach, słyszeć, jak rządy usprawiedliwiają ludobójstwo pustymi słowami o „samoobronie” – to sprawia, że czuję się niewidzialna, odczłowieczona, wymazana.

Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy żyją w pokoju i nie potrafią sobie wyobrazić, przez co przechodzą osoby w strefach wojny? Jakie konkretne działania – nawet najmniejsze – mogą podjąć, aby pomóc, okazać wsparcie i przyczynić się do zakończenia tego cierpienia?

– Jeśli żyjesz w pokoju, nie pozwól, by ten pokój stał się klatką, która odcina cię od cudzej krzywdy.

Być może nigdy naprawdę nie zrozumiesz, co znaczy żyć pod bombami, spać z rodziną w jednym pokoju, żeby w razie śmierci odejść razem, a nie samotnie. Być może nigdy nie poczujesz strachu towarzyszącego poszukiwaniu chleba, wiedząc, że w każdej chwili może zabić cię dron. I modlę się, byś nigdy tego nie doświadczył.

Co możesz zrobić? Możesz wybrać, by przejmować się głośno. Podnieś głos, gdy nasz jest uciszany. Bojkotuj firmy, które finansują naszych oprawców. Protestuj. Pisz. Wspieraj finansowo. Mów. Nie akceptuj tłumaczenia, że „to zbyt skomplikowane, by się opowiedzieć po którejś stronie”. Prawda nie jest skomplikowana.

Bombardowane są dzieci. Rodziny głodują. Cały naród jest wymazywany – a twoje milczenie nie jest neutralne.

Gdyby twoje własne dziecko poprosiło cię o chipsy po czterech miesiącach głodu, albo twoja siostra zapytała, czy księżyc i gwiazdy też są bombardowane tak jak my – czy wciąż byś milczał?

Nie potrzebujemy twojego współczucia. Potrzebujemy twojej odwagi. Potrzebujemy, byś poczuł się niekomfortowo. Potrzebujemy, byś kochał sprawiedliwość bardziej niż wygodę.

Bo nawet najmniejszy gest – podzielenie się prawdą, zajęcie stanowiska w rozmowie, odmowa normalizowania ludobójstwa – może wstrząsnąć światem.

Kiedy spotkałam Cię osobiście i zamieniłyśmy kilka słów w Brukseli, zauważyłam, że jesteś niezwykle wrażliwą i delikatną kobietą, a jednocześnie niesamowicie silną. Skąd czerpiesz siłę, by radzić sobie z bólem po stracie bliskich i przyjaciół? Skąd bierzesz odwagę, by z taką determinacją walczyć o prawdę?

– Dziękuję za Twoje ciepłe słowa. Prawda jest taka, że nie czuję się silna. Czuję się złamana każdego dnia. Noszę w sobie rany, których nikt nie widzi. W moim wnętrzu są blizny, które nigdy się nie goją, sceny, których nigdy nie zapomnę, i dusza, która próbuję się nie rozsypać. Noszę w pamięci obrazy wypalone bólem – chwile przerażenia, straty i bezsilności, które nawiedzają mnie w ciszy.

Moja siła nie pochodzi z braku strachu – ona rodzi się z bólu. Z żałoby. Z tego, że byłam świadkiem tylu strat, że milczenie stało się nie do zniesienia.

Niosę ciężar historii, które muszą zostać opowiedziane, imion, które nie mogą zostać zapomniane, i głosów, które ucichły zbyt wcześnie.

Siłę znajduję w odpowiedzialności, którą czuję – by mówić w imieniu tych, którzy już nie mogą. Za każdym razem, gdy piszę, ocalam pamięć. Za każdym razem, gdy mówię, stawiam opór wymazaniu.

Odwaga, którą widzisz, jest zbudowana z popiołów i determinacji. A siłę czerpię z samej Gazy – z ziemi, z ludzi, z historii zakopanych pod gruzami. Jestem im winna mój głos.

===============================================

Rozmowa została przeprowadzona na przełomie kwietnia i maja 2025 roku.

fot. zrzut ekranu YouTube / European Palestinian Network

wsparcie mojego dziennikarstwa

Liberalni syjoniści to źli gnojkowie. Czemu ???

Liberalni syjoniści to źli gnojkowie

Podczas niedawnego wystąpienia w Hampton Institute Hillary Clinton stwierdziła, że ​​„pierwszym i najważniejszym” przewinieniem Benjamina Netanjahu jest szkoda, jaką wyrządził Izraelowi i jego reputacji.

Caitlin Johnstone 6 września 2026 r. caitlinjohnstone-au/liberal-zionists-are-evil-shitbags

===========================================

Podczas niedawnego wystąpienia w Hampton Institute Hillary Clinton stwierdziła , że ​​„pierwszym i najważniejszym” przewinieniem Benjamina Netanjahu jest szkoda, jaką wyrządził Izraelowi i jego reputacji.

„Nikt nie powinien mieć wątpliwości, jak poważnie Netanjahu zaszkodził, przede wszystkim, Izraelowi” – ​​powiedziała Clinton. „A po drugie, postrzeganiu Izraela przez ludzi nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie, i to musi zostać naprawione”.

Szczególnie mocno naciskała na tę część „najważniejszego” podczas mówienia. Naprawdę mocno w nią włożyła jajniki.

To jest liberalny syjonizm w pigułce. Problemem nie jest Izrael niszczący życie Palestyńczyków, ale Benjamin Netanjahu niszczący wizerunek publiczny Izraela. Problemem nie jest samo ludobójstwo, ale to, że ludobójstwo szkodzi izraelskim interesom wizerunkowym.

Nie obchodzi ich ludzkie cierpienie. Nie interesują ich prawa człowieka. Zależy im tylko na kontrolowaniu narracji.

Widzieliśmy to zilustrowane kilka lat temu w tyradzie ówczesnego sekretarza stanu Antony’ego Blinkena, który narzekał na to, jak krążące w internecie filmy z izraelskimi okrucieństwami „zdominowały narrację” i mają „bardzo, bardzo trudny wpływ na narrację”.

Problemem nie jest to, co się dzieje, ale HISTORIA ludzi na temat tego, co się dzieje. Całe to ludobójstwo, czystki etniczne, apartheid i nadużycia byłyby w porządku, gdyby syjoniści mogli kontrolować narrację, jaką ludzie na ten temat opowiadają. Benjamin Netanjahu jest nielubiany nie dlatego, że jest ludobójczym potworem, ale dlatego, że jego ludobójcza potworność utrudnia skuteczne administrowanie propagandą imperialną.

[filmik w oryg. md]

Pośród okrucieństwa administracji Trumpa łatwo zapomnieć, że lwia część zabójstw w Strefie Gazy miała miejsce za rządów Joe Bidena. Łatwo zapomnieć o kłamstwach Bidena o zdjęciach ściętych niemowląt i jego fałszywych twierdzeniach , że dane Ministerstwa Zdrowia Gazy dotyczące zgonów są niewiarygodne. Łatwo zapomnieć o tym, jak rzecznik Departamentu Stanu Matthew Miller zawsze wykręcał się od pytań na galerii prasowej o ludobójstwo z ohydnym uśmieszkiem na twarzy . Łatwo zapomnieć o wszystkich uczestnikach DNC, którzy zasłaniali uszy , gdy demonstranci przeciwko ludobójstwu wymieniali nazwiska palestyńskich dzieci zamordowanych przez Bidena w Strefie Gazy.

W pełni zaakceptowali ludobójstwo Izraela. Rozkoszowali się nim.

A teraz, tuż przed wyborami uzupełniającymi, byli wysocy rangą urzędnicy Bidena powiedzieli prasie , że żałują, iż nie zrobili więcej, aby powstrzymać masową rzeź militarną Netanjahu. 

Taki był plan od zawsze. Zawsze wiedzieli, że mogą po prostu dać Izraelowi wszystko, czego zapragnie, a potem krzyknąć: „Ups! Popełniliśmy błąd!”, żeby ukryć swoje dziedzictwo po popełnieniu zbrodni. I teraz właśnie to robią. Zaplanowali to, gdy bomby były już wysyłane.

Dzieje się tak, gdy Demokraci z Izby Reprezentantów pomagają Republikanom uchwalić dwupartyjny projekt ustawy , który w istocie zmusza amerykańskie uniwersytety do partnerstwa z państwem Izrael, pozbawiając je funduszy federalnych, jeśli podejmą decyzję o wycofaniu inwestycji z tworu syjonistycznego. 

A teraz czołowi izraelscy urzędnicy otwarcie mówią, że nadszedł czas na dokończenie czystek etnicznych w Strefie Gazy, a minister obrony Israel Katz i minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gvir promują w ostatnich dniach plan masowej czystki. Wszystko to stało się możliwe dzięki celowemu zniszczeniu Strefy Gazy przy pełnym poparciu Partii Demokratycznej.

Tacy właśnie są. Nigdy nie pozwól im o tym zapomnieć.

Liberalni syjoniści to po prostu zwolennicy Izraela, którzy chcą, by cieszył się on większym poparciem społecznym. Pragną atrakcyjnego, czarującego Izraela w stylu Obamy, który dyskretnie morduje i znęca się nad Palestyńczykami, jednocześnie propagując mit „rozwiązania dwupaństwowego” i wygłaszając kwieciste hasła o równości i pokoju. Nie znoszą dzisiejszego Izraela w stylu Trumpa, który nie stara się ukryć swojej sadystycznej natury.

[filmiki opuszczam md]

Niestety dla nich, dzisiejszy Izrael jest jedynym Izraelem w menu. Okazuje się, że nie da się stworzyć rasistowskiego państwa opartego na rasistowskiej ideologii bez zdominowania go przez jawnych i głośnych rasistów. Izrael w stylu Trumpa, który dał początek Netanjahu, Ben Gwirowi i Smotriczowi, jest naturalnym ukoronowaniem wszystkiego, czym Izrael jest i zawsze był.

Nie ma powrotu. Twoja liberalna maska ​​miłego faceta nigdy więcej nie zakryje twarzy Izraela. Świat na zawsze zobaczy projekt syjonistyczny takim, jakim jest. Ta pasta do zębów nigdy nie wróci do tubki.

Teraz wystarczy, że świat zjednoczy się, by zlikwidować ludobójcze państwo apartheidu. Bo wszyscy wiemy, że to trzeba zrobić.

Izrael niszczy dowody ludobójstwa w Strefie Gazy

Caitlin Johnstone

Izrael niszczy dowody ludobójstwa w Strefie Gazy

Państwo Izrael powinno mieć na swojej fladze buldożer Caterpillar D9

==================================================

Caitlin Johnstone 7 września 2026 r. caitlinjohnstone-au/israel-is-destroying-evidence-of-genocide-in-gaza

==================================================

Pamiętacie, jak ciągle słyszeliśmy, że oficjalna liczba ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy jest zaniżona, bo tysiące ciał jest uwięzionych pod gruzami?

Cóż, wygląda na to, że Izrael przemieszał te szczątki wraz z gruzami, niszcząc w ten sposób dowody ludobójstwa.

Drop Site News informuje :

Palestyńskie Centrum ds. Osób Zaginionych i Przymusowo Zaginionych oskarżyło Izrael o niszczenie dowodów, które mogłyby umożliwić identyfikację tysięcy Palestyńczyków pochowanych pod gruzami Gazy lub ujawnić los osób przymusowo zaginionych.

Centrum informuje, że siły izraelskie codziennie usuwają setki ton gruzu ze zniszczonych dzielnic w zamkniętych strefach wojskowych. Jego rozkruszenie i usunięcie mogłoby doprowadzić do rozdrobnienia ludzkich szczątków, zmieszania ich z gruzem i odpadami, zatarcia lokalizacji miejsc pochówku oraz zniszczenia DNA i innych dowodów kryminalistycznych.

Około 7000 Palestyńczyków nadal uznaje się za zaginionych w Strefie Gazy, w tym około 4000–5000 osób jest prawdopodobnie uwięzionych pod ruinami.

„Te miejsca to nie tylko odpady budowlane” – ostrzegło centrum. Zaapelowało o pilną interwencję ONZ i Czerwonego Krzyża, dostęp dla ekip ratowniczych i kryminalistycznych oraz niezależny nadzór nad usuwaniem gruzu w przyszłości.

W zeszłym miesiącu raport Euro-Med Human Rights Monitor oszacował, że „co najmniej 10 milionów ton gruzu zostało usuniętych, skruszonych lub przeniesionych z ich pierwotnych miejsc na obszarach znajdujących się pod bezprawną kontrolą wojskową Izraela”.

„W ostatnich tygodniach Euro-Med Monitor śledził codziennie prawie 100 izraelskich ciężarówek opuszczających Strefę Gazy z gruzami” – czytamy w raporcie. „Ciężarówki te przewożą gruz do nieujawnionych miejsc w Izraelu i dalej na południe od okupowanego Zachodniego Brzegu. Władze Izraela nie podały szczegółów dotyczących ilości usuwanego materiału, tras, miejsc docelowych ani sposobu jego wykorzystania. Nie zezwoliły również na niezależny nadzór nad sortowaniem, ważeniem ani procesem transportu. Ten brak przejrzystości znacznie utrudnia śledzenie transportowanego materiału, identyfikację dowodów lub odzyskanie ewentualnych szczątków ludzkich”.

Euro-Med Monitor zauważa, że ​​usunięcie to nastąpiło w czasie, gdy Izrael jest wciąż objęty dochodzeniem Międzynarodowego Trybunału Karnego w sprawie zbrodni ludobójstwa, dodając, że Statut Rzymski uznaje „niszczenie, manipulowanie lub utrudnianie gromadzenia dowodów” za czyny przestępcze, które utrudniają wymierzanie sprawiedliwości przez MTK, jeśli są dokonywane umyślnie.

W sprawie ludobójstwa RPA przeciwko Izraelowi przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości sąd orzekł , że „Państwo Izrael podejmie skuteczne środki w celu zapobieżenia zniszczeniu i zapewnienia zachowania dowodów związanych z zarzutami dotyczącymi czynów objętych zakresem artykułu II i artykułu III Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa przeciwko członkom grupy palestyńskiej w Strefie Gazy”.

Zobowiązania te są ewidentnie ignorowane, gdyż Izrael stara się ukryć dowody swoich zbrodni.

[nie kopiuję filmików. Są w oryginale. md]

W niedzielę Palestyńczycy w Strefie Gazy zorganizowali masowy pogrzeb około 100 osób, w tym 60 dzieci. Osoby te nie zostały zabite niedawno; masowy pogrzeb odbył się, ponieważ ich ciała odnaleziono spod gruzów zniszczonych budynków w dzielnicy Zeitoun w Strefie Gazy.

Właśnie tego typu wydarzeniom stara się zapobiec Izrael, oczyszczając kraj ze zniszczeń będących pozostałością po ludobójczym ataku.

Zazwyczaj nie myśli się o sprzęcie budowlanym jako o narzędziu ludobójstwa, ale w okupowanej Palestynie właśnie do tego służy ten sprzęt. Używają go do burzenia domów. Do grzebania ofiar. Do ukrywania dowodów.

Państwo Izrael powinno mieć na swojej fladze buldożer Caterpillar D9.

Odkryto niemieckie finansowanie osiedli syjonistycznych. Powstają one tam, gdzie Palestyńczyków pozbawiono WODY.

Żołnierze Izraela strzegą żydowskiego osadnika, który rzuca kamieniami w Palestyńczyków zgromadzonych na zbiorze oliwek, Zachodni Brzeg, październik 2025r.

Odkryto niemieckie finansowanie osiedli syjonistycznych

Przez Kit Klarenberg

Pod przykrywką instytucji akademickich, rząd niemiecki potajemnie przekazywał miliony euro w latach 2017-2021 na wysoce dyskryminacyjny projekt, który ułatwiał rozbudowę osiedli syjonistycznych na okupowanym Zachodnim Brzegu. Pod jego auspicjami, fundusze publiczne i wyniki badań naukowych zostały wykorzystane na zasadniczo nielegalne i niemoralne przedsięwzięcie, stanowiące rażące naruszenie międzynarodowych zobowiązań Berlina, a także krajowych ograniczeń dotyczących badań naukowych. Ten wcześniej nieznany skandal to tylko jeden z aspektów otwartego i ukrytego wspierania przez Niemcy rozbudowy osiedli syjonistycznych i całkowitej zagłady Palestyny.

Oto szokujące wyniki wspólnego śledztwa trzech niemieckich organizacji studenckich działających na rzecz Palestyny, w tym „Not In Our Name”, „Academic Opposition” i „Academic Boycott Campaign Germany”. Ich raport to przełomowe dzieło, które krytycznie analizuje badania nad wodą finansowane przez państwo niemieckie we współpracy z instytucjami akademickimi syjonistycznego tworu. Ujawnia on cichy spisek o ogromnych rozmiarach, w który zaangażowanych jest kilka państwowych i quasi-państwowych instytucji w Berlinie i Tel Awiwie, finansujących badania naukowe na pozornie nieszkodliwych obszarach, ale które bezpośrednio sprzyjają syjonistycznym czystkom etnicznym i wywłaszczaniu ziemi w całej Palestynie.

Śledztwo koncentruje się na pojedynczym projekcie znanym jako „MedWater”, który powstał w wyniku tajnego sojuszu między niemieckim a izraelskim środowiskiem akademickim. Przez cztery lata Berlin finansował konsorcjum koordynowane przez Politechnikę Berlińską oraz uniwersytety w Getyndze i Würzburgu kwotą 1 818 348 euro. Cel został pomyślnie osiągnięty – opracowanie narzędzia do modelowania symulującego skutki dodawania lub usuwania wody ze studni. Funkcjonalność ta została zdefiniowana w bezpośrednich konsultacjach z izraelskimi władzami wodnymi, a gotowy produkt został dostarczony do krajowego przedsiębiorstwa wodociągowego w Tel Awiwie.

Syjoniści mają na oku starożytny zbiornik wodny w Dolinie Jordanu na Zachodnim Brzegu.

Narzędzie identyfikuje idealne lokalizacje do budowy nowych studni na obszarze, gdzie palestyńskie źródła wody są systematycznie niszczone, a Palestyńczykom odmawia się pozwoleń na wiercenie nowych studni. Jednolita część wód podziemnych znany jako Zachodni Górski Zbiornik jest największym i najbardziej produktywnym zbiornikiem wspólnym dla Izraela i okupowanego Zachodniego Brzegu. Palestyńczycy byli całkowicie nieobecni na sesjach roboczych projektu MedWater, które odbyły się w nielegalnie okupowanej Jerozolimie, i nie ma żadnych dostrzegalnych sposobów, w jakie Palestyńczycy mogliby lub mogliby skorzystać z tego projektu.

I to pomimo faktu, że konsorcjum otwarcie oświadczyło w wnioskach składanych niemieckim ministerstwom, że jego narzędzie ma na celu realizację szóstego Celu Zrównoważonego Rozwoju ONZ: „Osiągnięcie powszechnego i równego dostępu do bezpiecznej i niedrogiej wody pitnej dla wszystkich do 2030 roku”. Ukończony system MedWater został zaprezentowany na konferencji w Berlinie w październiku 2020 roku. Podczas publicznej demonstracji obliczono między innymi wpływ budowy czterech nowych studni w prowincji Hebron na Zachodnim Brzegu. Tylko osadnicy syjonistyczni mogli urzeczywistnić tę wizję w praktyce – o czym konsorcjum doskonale wiedziało.

Jeszcze bardziej obciążający jest fakt, że po zakończeniu projektu narzędzie zostało przekazane izraelskiej państwowej spółce wodociągowej Mekorot, która zarządza studniami w osiedlach syjonistycznych na Zachodnim Brzegu. Z kolei Palestyński Urząd Wodociągów, początkowo wymieniony jako partner MedWater, nie otrzymał żadnego kontraktu na podwykonawstwo i nie jest dziś publicznie wymieniony wśród beneficjentów. Nieujawnione wówczas i milcząco ukrywane od tamtej pory, to tylko jeden z niewytłumaczalnych sposobów, w jaki Niemcy wspierają syjonistyczne przedsięwzięcie, rozpoczęte już w 1967 roku, nastawione na ludobójstwo.

„Prawie niemożliwe”

W swojej opinii doradczej z lipca 2024 r. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jednoznacznie orzekł, że wszystkie państwa mają obowiązek „dokonywać rozróżnienia między terytorium Izraela a terytorium okupowanym od 1967 r. w stosunkach z Izraelem i nie udzielać żadnej pomocy ani wsparcia w celu utrzymania tej sytuacji”. Dekadę wcześniej Berlin najwyraźniej skodyfikował zobowiązanie do przestrzegania tej zasady w swoich relacjach z instytucjami akademickimi tworu syjonistycznego. Zgodnie z klauzulą ​​terytorialną, Niemcy teoretycznie nie będą finansować żadnych projektów badawczych poza granicami tego tworu sprzed 1967 r., a Tel Awiw nie będzie ubiegał się o takie projekty.

Zapytane, w jakim stopniu umowa Mekorot z MedWater jest choćby w przybliżeniu zgodna z klauzulą, berlińskie Ministerstwo Badań Naukowych argumentowało, że jej postanowienia jedynie ograniczają lokalizację siedziby partnerów badawczych. Ponieważ Mekorot ma siedzibę w Tel Awiwie, nie istniały żadne przeszkody prawne, regulacyjne ani pozornie etyczne dla niemieckiego rządu w finansowaniu projektu, pomimo dobrze udokumentowanej działalności przestępczej firmy na Zachodnim Brzegu od 1982 roku. W tym czasie syjonistyczne siły okupacyjne przekazały Mekorot zarządzanie całą lokalną infrastrukturą wodną, ​​którą kontrolowały na tym obszarze.

Klauzula terytorialna ewidentnie zawiera liczne, rażące luki, które zostały bezczelnie wykorzystane do umożliwienia całkowicie nielegalnej ekspansji osiedli syjonistycznych przy wsparciu państwa niemieckiego z daleka. Uderzające jest, że ta niejednoznaczność sama w sobie przeczy opinii doradczej Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Trybunał jednoznacznie wskazał, że zagrażające życiu ograniczenie dostępu Palestyńczyków do wody na terytoriach okupowanych przez podmiot syjonistyczny jest niezgodne z zobowiązaniami Tel Awiwu wynikającymi z prawa międzynarodowego. To może wyjaśniać, dlaczego MedWater, choć formalnie jawny, przez tak długi czas pozostawał praktycznie tajny.

Aby dotrzeć do sedna projektu, śledczy oparli się na szerokim zakresie informacji. Obejmowały one raporty MedWater złożone w niemieckim Ministerstwie Badań Naukowych – niektóre z nich nie były przeznaczone do publicznej publikacji i zostały opublikowane w formie ocenzurowanej – materiały prezentacyjne z licznych konferencji projektowych z fazy rozwoju, usunięte strony internetowe oraz recenzowane publikacje niemieckich i izraelskich uczestników. Do tej pory żadne z głównych mediów nie donosiło nie tylko o projekcie MedWater, ale także o nielegalnych inwestycjach państwa niemieckiego w akademickie projekty badawcze, które promują ekspansję osiedli syjonistycznych.

Inicjatywa mająca na celu poprawę zarządzania zasobami wodnymi mogłaby wydawać się nieszkodliwa gdziekolwiek na świecie. Jednak MedWater zrodził się w kontekście systematycznego, długotrwałego, syjonistycznego uniemożliwiania Palestyńczykom dostępu do wody, a także segregacyjnego systemu prawnego, który bezpośrednio wspiera osiedla żydowskie, szczególnie w odniesieniu do kluczowych zasobów naturalnych. W sierpniu 1967 roku, dwa miesiące po rozpoczęciu okupacji Zachodniego Brzegu, syjonistyczne siły okupacyjne wydały rozkaz wojskowy nr 92, przejmując tym samym pełną kontrolę nad zasobami wodnymi na nielegalnie kontrolowanym terytorium.

Trzy miesiące później, rozkaz wojskowy nr 158 ponownie zakazał Palestyńczykom na całym Zachodnim Brzegu budowy nowych urządzeń wodnych i/lub powiązanej infrastruktury bez uprzedniego uzyskania zgody syjonistycznych sił okupacyjnych (ZOF). Amnesty International uważa, że ​​uzyskanie takich zezwoleń jest „praktycznie niemożliwe”. Syjoniści, których celem jest pozbawienie Palestyńczyków wody, naturalnie nie podlegają takim ograniczeniom. Jednocześnie, przez ostatnie cztery i pół dekady, Mekorot systematycznie sabotował palestyńskie studnie, jednocześnie wykorzystując źródła wody na okupowanym Zachodnim Brzegu do zaopatrywania firmy i przestępczych osadników żydowskich.

Już samo to prowadzi do swoistego apartheidu w zakresie dziennego zużycia wody. Syjoniści, w tym osadnicy, zużywają średnio 247 litrów wody na osobę dziennie – trzy razy więcej niż Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu, którzy zużywają 82,4 litra. W społecznościach niepodłączonych do lokalnej sieci wodociągowej, palestyńskie zużycie wody spada średnio do zaledwie 26 litrów na osobę dziennie. Jest to zużycie porównywalne z tym obserwowanym na obszarach dotkniętych klęskami żywiołowymi. Co więcej, Mekorot regularnie odcina dopływ wody do społeczności palestyńskich, gdy zapasy się wyczerpują, na przykład latem.

„Europejskie DNA”

Strategia syjonistyczna jest przerażająco prosta: zneutralizować palestyńską kontrolę nad zasobami wodnymi Zachodniego Brzegu i stopniowo ograniczać im do nich dostęp, tworząc środowisko, w którym obszar ten staje się praktycznie niezamieszkany, a Palestyńczycy są zmuszeni do opuszczenia go. Badanie opublikowane wspólnie przez Organizację Narodów Zjednoczonych i Niemiecki Federalny Instytut Nauk o Ziemi i Zasobach Naturalnych pokazuje, że 212 milionów metrów sześciennych wody przepływa rocznie z Zachodniego Brzegu do Izraela. W raporcie zauważono również, że od 1967 roku Palestyńczykom „nie zezwolono na wywiercenie nawet jednej studni na ziemi”.

Od samego początku dyskryminacyjne przepisy i stale rosnąca grabież ziemi przez osadników coraz bardziej pozbawiały Palestyńczyków dostępu do innych podstawowych potrzeb. Stale rozrastająca się sieć punktów kontrolnych i blokad drogowych ZOF, w połączeniu z dyskryminacyjnymi, arbitralnymi ograniczeniami w przemieszczaniu się, wandalizmem, niszczeniem maszyn rolniczych, szklarni i dróg, a także brutalną przemocą ze strony sił okupacyjnych i osadników, sprawia, że ​​uprawa pól i hodowla zwierząt staje się dla rolników coraz bardziej niebezpieczna, jeśli nie wręcz niemożliwa. Palestyńskie rolnictwo zostało praktycznie zdziesiątkowane, a syjoniści dosłownie zbierają żniwo tych niszczycielskich konsekwencji.

Fakt, że te ludobójcze machinacje mogły trwać bez kontroli przez dziesięciolecia, świadczy o całkowitej bezkarności, z jaką Izrael działa dzięki swoim międzynarodowym sponsorom – a Niemcy są szczególnie przewrotnym przykładem. Są dumni z tego, że są jedynym krajem, który uczynił publiczne upamiętnienie swojej zbrodniczej przeszłości kamieniem węgielnym swojej zbiorowej tożsamości narodowej. Jednak tak wychwalana „kultura pamięci” Berlina niezmiennie oznacza odpokutowanie za historyczne grzechy poprzez promowanie i wspieranie podobnych współczesnych zbrodni – o ile są one popełniane przez syjonistyczny byt.

WaterMed to niewielka część znacznie szerszej, niewypowiedzianej infrastruktury sponsorowanego przez państwo ucisku i zagłady Palestyńczyków w Niemczech, utrzymywanej dzięki mało znanym partnerstwom i wspólnym projektom badawczym z uniwersytetami i instytucjami syjonistycznego tworu. Nowa inicjatywa „Academic Complicity” ujawnia, jak dziesiątki niemieckich instytucji szkolnictwa wyższego przez wiele lat prowadziły wysoce wątpliwe projekty – zarówno duże, jak i małe – które w taki czy inny sposób uzasadniały i wspierały nieustanną ekspansję osiedli. Można mieć nadzieję, że biorąc pod uwagę jasne krajowe i międzynarodowe zobowiązania prawne Berlina, doprowadzi to do pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności i wyciągnięcia konsekwencji.

Więzy między Niemcami a bytem syjonistycznym są jednak tak głębokie i silne, że wykraczają poza trywialne rozważania prawne czy etyczne. W październiku 2025 roku były szef Mossadu Tamir Pardo wygłosił serię niezwykle wymownych oświadczeń, w których opisał, jak jego osobiste i zawodowe doświadczenia przekonały go, że „Niemcy mają dług wdzięczności wobec Izraela”. Wyjaśnił: „Nasze DNA jest znacznie bliższe europejskiemu niż amerykańskiemu”, ponieważ „większość Żydów, którzy osiedlili się w Izraelu, pochodziła z Europy… a nie z Ameryki Północnej”.

„Historia Europy jest częścią naszej tożsamości – w kontekście więzi rodzinnych, kultury, a nawet polityki. Granice Europy, wyznaczone przez wojny, nieustannie się przesuwały, a Europejczycy migrowali po całym kontynencie, osiedlając się w jednym miejscu, zanim przenieśli się do następnego. W tym sensie, a także pod względem głębi, dyskursu i historii, wszystko to jest nam bardzo bliskie i widoczne w każdej interakcji z niemieckimi partnerami”.

Źródło: Ujawniono niemieckie sponsorowanie osiedli syjonistycznych

Izrael znów używa białego fosforu w południowym Libanie

Izrael znów używa białego fosforu w południowym Libanie

24.08.2026 wolnemedia/izrael-znow-uzywa-bialego-fosforu-w-poludniowym-libanie

Izraelskie siły ponownie użyły amunicji fosforowej podczas intensywnych działań militarnych w południowym Libanie. Doniesienia libańskich mediów państwowych z 22 sierpnia wskazują, że pociski fosforowe były wykorzystywane podczas ostrzału kilku obszarów, w tym w rejonie strategicznego wzgórza Ali al-Taher.

https://youtube.com/watch?v=twdpEQIoABQ%3Frel%3D0

Według libańskiej Narodowej Agencji Informacyjnej izraelska artyleria prowadziła intensywny ostrzał południowego Libanu. Informacje o użyciu pocisków fosforowych pojawiły się w czasie kolejnej eskalacji działań zbrojnych. Nie są to pierwsze tego rodzaju oskarżenia. W marcu „The Guardian” opisał ustalenia organizacji Human Rights Watch i niezależnych badaczy, według których izraelskie wojsko wykorzystywało biały fosfor w południowym Libanie również podczas wcześniejszych działań wojennych. Badacze dokumentowali przypadki użycia tej amunicji także nad obszarami zamieszkanymi.

Użycie amunicji zapalającej budzi szczególne obawy w południowym Libanie, gdzie w ostatnich tygodniach doszło do rozległych pożarów lasów, terenów rolniczych i gajów oliwnych. Lokalne służby, mieszkańcy oraz organizacje zajmujące się ochroną środowiska wiążą część pożarów z izraelskimi działaniami wojskowymi i stosowaniem amunicji zapalającej. Izraelskie władze twierdzą natomiast, że ich operacje są wymierzone w infrastrukturę Hezbollahu i mają uwzględniać ograniczanie szkód dla ludności cywilnej oraz środowiska.

Sytuacja w południowym Libanie pozostaje bardzo napięta. ONZ informowała niedawno, że tylko podczas jednego weekendu w sierpniu siły izraelskie wystrzeliły w stronę południowego Libanu 455 pocisków, a misja UNIFIL odnotowała też liczne naruszenia libańskiej przestrzeni powietrznej.

Biały fosfor może być wykorzystywany między innymi do tworzenia zasłon dymnych i oświetlania terenu. Jego użycie w pobliżu ludności cywilnej budzi jednak poważne kontrowersje ze względu na wyjątkowo wysoką temperaturę spalania oraz ryzyko ciężkich obrażeń i pożarów.

Często przywoływany w tym kontekście „Protokół III” do „Konwencji o niektórych broniach konwencjonalnych” ogranicza użycie broni zapalającej przeciwko celom wojskowym znajdującym się w skupiskach ludności cywilnej. Chociaż Izrael jest stroną „Konwencji o niektórych broniach konwencjonalnych”, to nie ratyfikował „Protokołu III”. Z kolei Liban nie jest nawet stroną konwencji. Nie oznacza to jednak braku ograniczeń prawnych. Zastosowanie amunicji, w tym amunicji zapalającej, nadal podlega zasadom międzynarodowego prawa humanitarnego, takim jak rozróżnianie między celami wojskowymi a ludnością cywilną oraz zakaz prowadzenia ataków o charakterze nieproporcjonalnym lub bez rozróżnienia.

W ostatnich dniach walki w południowym Libanie ponownie przybrały na sile, a zarówno skala ostrzału, jak i kolejne doniesienia o użyciu amunicji fosforowej wskazują, że region pozostaje daleki od stabilizacji.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: MiddleEastEye.net
Źródło: WolneMedia.net

102 byłych francuskich i brytyjskich dyplomatów wzywa do sankcji wobec Izraela

102 byłych francuskich i brytyjskich dyplomatów wzywa do sankcji wobec Izraela

Andrzej Kumor 24.08.2026 wolnemedia/102-bylych-dyplomatow-wzywa-do-sankcji-wobec-izraela

Koalicja 102 byłych francuskich i brytyjskich dyplomatów opublikowała w sobotę otwarty list, w którym wzywa prezydenta Francji Emmanuela Macrona oraz premiera Wielkiej Brytanii Andy’ego Burnhama do wspólnego nałożenia sankcji na Izrael.

Sygnatariusze ostrzegają, że polityka izraelskiego rządu w okupowanych terytoriach palestyńskich grozi trwałym zniweczeniem perspektyw powstania państwa palestyńskiego. List ukazał się w „Le Monde” pod znaczącym tytułem nawiązującym do tezy, że „Palestyna niknie na naszych oczach”.

Autorzy piszą, że Francja i Wielka Brytania – jako stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ – mają szczególny obowiązek egzekwowania prawa międzynarodowego. Podkreślają, że oba kraje odegrały historyczną rolę w kształtowaniu Bliskiego Wschodu, a w 2025 roku uznały oficjalnie państwo Palestyny. Teraz – zdaniem dyplomatów – to uznanie musi zostać przełożone na konkretne działania.

Sygnatariusze opisują sytuację w Strefie Gazy, gdzie około dwóch milionów Palestyńczyków zostało ściśniętych na około 30 proc. zniszczonego terytorium. Ludzie ci, jak piszą, cierpią głód, brakuje im leków i dachu nad głową. Od momentu wejścia w życie tzw. zawieszenia broni zginęło ponad 1200 Palestyńczyków (niektóre źródła podają liczbę zbliżoną do 1285).

W Jerozolimie Wschodniej i na pozostałym obszarze Zachodniego Brzegu Jordanu dyplomaci wskazują na systematyczne wyburzanie domów palestyńskich oraz przemoc osadników, która odbywa się przy przyzwoleniu armii i policji izraelskiej. Takie działania określają mianem czystki etnicznej. Politykę „okupacji i zniszczenia” rozciągają także na Liban (gdzie zrównano z ziemią wiele wiosek) oraz Syrię.

Jednocześnie list wyraźnie potępia atak Hamasu z 7 października 2023 roku, nazywając go „ohydnymi zbrodniami”. Autorzy dodają jednak, że „nic nie usprawiedliwia systematycznej polityki niszczenia Gazy i jej ludności”.

Byli dyplomaci formułują zestaw wspólnych działań, które – ich zdaniem – Paryż i Londyn powinny podjąć:

– pełne respektowanie orzeczeń Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości oraz Międzynarodowego Trybunału Karnego,

– zawieszenie unijnego układu stowarzyszeniowego z Izraelem oraz brytyjsko-izraelskiego porozumienia handlowego i partnerskiego z powodu naruszeń zapisów dotyczących praw człowieka,

– wstrzymanie transferów broni do i z Izraela oraz zawieszenie dwustronnej współpracy wojskowej,

– całkowity zakaz handlu z izraelskimi osiedlami (obejmujący towary, inwestycje, ubezpieczenia i usługi finansowe),

– zakaz nabywania przez obywateli Francji i Wielkiej Brytanii nieruchomości na okupowanych terytoriach palestyńskich,

– zapewnienie nieograniczonego dostępu pomocy humanitarnej do Gazy za pośrednictwem UNRWA i innych agencji ONZ, a także gwarancje dostępu dla dziennikarzy, dyplomatów i parlamentarzystów,

– jasne ostrzeżenie firm, które mogłyby angażować się w finansowanie lub budowę kontrowersyjnego projektu osiedleńczego E1 na wschód od Jerozolimy – projektu, który niedawno skrytykowały m.in. Francja, Wielka Brytania i Włochy.

Sygnatariusze podkreślają, że tylko konsekwentne egzekwowanie odpowiedzialności za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości pozwoli obu rządom odeprzeć zarzuty o stosowanie podwójnych standardów.

Wśród 52 francuskich sygnatariuszy znaleźli się m.in. Yves Aubin de la Messuzière i Denis Bauchard (byli dyrektorzy departamentu Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu w Quai d’Orsay), Bernard Bajolet (były ambasador w Algierii i Jordanii) oraz Frédéric Desagneaux (były konsul generalny w Jerozolimie).

Po stronie brytyjskiej (50 osób) podpisali się m.in. Sir Jeremy Greenstock i Sir Emyr Jones Parry – byli stałe przedstawiciele Wielkiej Brytanii przy ONZ – a także Sir Vincent Fean, były konsul generalny w Jerozolimie. Wielu sygnatariuszy pełniło wysokie funkcje na Bliskim Wschodzie: w Egipcie, Iranie, Bahrajnie, Syrii, Turcji, Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej czy Katarze.

Apel pojawia się w momencie rosnącego napięcia wokół rozbudowy osiedli. Kilka dni wcześniej Francja, Wielka Brytania, Włochy i kilka innych państw europejskich skrytykowały publikację izraelskich przetargów dotyczących projektu E1, oceniając, że jeszcze bardziej oddala on perspektywę pokoju.

List byłych dyplomatów stanowi jedną z najbardziej zdecydowanych i jednolitych inicjatyw tego typu ze strony byłych przedstawicieli dwóch kluczowych mocarstw europejskich. Autorzy nie ukrywają, że ich celem jest wywarcie presji na rządy Macrona i Burnhama, by te – po formalnym uznaniu Palestyny – przeszły od deklaracji do konkretnych środków prawnych i gospodarczych.

Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net

Raj dla pedofilów: Jak Izrael i jego sojusznicy w USA chronią przestępców seksualnych

Raj dla pedofilów: Jak Izrael i jego sojusznicy w USA chronią przestępców seksualnych

Z Geopolitics Prime

Zanim Donald Trump i Izrael zaatakowali Iran, Jeffrey Epstein był najpopularniejszym tematem na świecie. Nietrudno zrozumieć dlaczego.

Epstein przykuł uwagę opinii publicznej nie tylko dlatego, że jego sprawa ujawniła skalę korupcji i braku odpowiedzialności elit, ale także dlatego, że najbardziej znany pedofil na świecie był niemal na pewno informatorem izraelskiego wywiadu. Ten fakt nadaje zupełnie nowy, geopolityczny wymiar i tak już zawiłej i złożonej sadze Epsteina.

Ale Epstein nie jest odosobnionym przypadkiem. Przez dziesięciolecia Izrael służył jako schronienie dla przestępców seksualnych, podczas gdy rząd USA przymykał na to oczy. Sojusznicy Izraela na amerykańskiej prawicy chrześcijańskiej konsekwentnie zachowywali w tej sprawie wyraźne milczenie.

Uchodźcy, „naprawiacze” i lata opóźnień

Prawo, które uczyniło Izrael bezpieczną przystanią dla przestępców

W 1978 roku Izrael zakazał ekstradycji własnych obywateli. Ustawa, uchwalona za czasów premiera Menachema Begina, miała chronić Żydów przed wrogimi sądami, ale później stworzyła lukę prawną, która pozwalała obywatelom Izraela oskarżonym o przestępstwa za granicą uniknąć ekstradycji.

We wrześniu 1997 roku Samuel Sheinbein zabił 19-letniego Alfredo Enrique Tello Jr. w stanie Maryland i uciekł do Izraela, gdzie złożył wniosek o obywatelstwo izraelskie, ponieważ jego ojciec urodził się w Izraelu, chroniąc go w ten sposób przed ekstradycją do Stanów Zjednoczonych. Jego ojciec, Sol, prawnik posiadający podwójne obywatelstwo, zapewnił mu paszport i bilet lotniczy do Tel Awiwu, a sprawa ta stała się ważnym precedensem w izraelskim prawie ekstradycyjnym.

Sąd Najwyższy Izraela zablokował ekstradycję Sheinbeina decyzją 3 do 2, pomimo apeli Sekretarz Stanu Madeleine Albright i gróźb ze strony Kongresu o wstrzymanie wypłat pomocy. Prezes Sądu Najwyższego Aharon Barak, autor zdania odrębnego, argumentował, że Sheinbein powinien zostać ekstradowany, ostrzegając, że orzeczenie może uczynić z Izraela bezpieczną przystań dla przestępców. Sheinbein został skazany na 24 lata więzienia w Izraelu – karę znacznie niższą niż ta, która groziłaby mu w Stanach Zjednoczonych.

Po skandalu Izrael znowelizował swoje prawo ekstradycyjne, zezwalając na ekstradycję obywateli Izraela pod pewnymi warunkami. Sprawa Sheinbeina ujawniła konflikt między izraelskimi przepisami ekstradycyjnymi a zobowiązaniami ekstradycyjnymi wobec Stanów Zjednoczonych, co doprowadziło do gruntownej reformy krajowych ram ekstradycyjnych. Podczas debaty nad reformą Hanan Porat, przewodnicząca Komisji Prawnej Knesetu, ostrzegła przed dopuszczeniem do tego, by Izrael stał się „bezpieczną przystanią dla zagranicznych przestępców”.

Do 2020 roku organizacja „Jewish Community Watch” zidentyfikowała ponad 60 podejrzanych o przestępstwa seksualne wobec dzieci, którzy przenieśli się z USA do Izraela od 2014 roku, i założyła, że ​​rzeczywista liczba jest jeszcze wyższa. Według CBS News, aktywiści oskarżyli zarówno Izrael o brak zajęcia się tym problemem, jak i Stany Zjednoczone o brak konsekwentnego ubiegania się o ekstradycję.

Mordechaj Jomtow

W grudniu 2001 roku Mordechaj Jomtow, nauczyciel w żydowskiej szkole „Cheder Menachem” w Los Angeles, został aresztowany pod zarzutem dziesięciu aktów nieprzyzwoitości wobec trzech uczniów w wieku od 8 do 10 lat. Według akt, przetrzymywał chłopców w klasie podczas przerw i dopuszczał się wobec nich aktów nieprzyzwoitości.

W lutym 2002 roku Yomtov przyznał się do dwóch zarzutów wielokrotnego wykorzystywania seksualnego nieletniego i jednego zarzutu czynów nieprzyzwoitych. Został skazany na rok więzienia i pięć lat w zawieszeniu. Został również skierowany na leczenie psychiatryczne i zarejestrowany jako przestępca seksualny dożywotnio.

Po zwolnieniu złamał warunki zwolnienia warunkowego, uciekł z fałszywym paszportem przez Meksyk i przez prawie 23 lata mieszkał w Jerozolimie, ukrywając się w ultraortodoksyjnej dzielnicy Tel Arza. Organizacja Jewish Community Watch namierzyła go i sfilmowała ukrytą kamerą. Na nagraniu przyznał się do złamania warunków zwolnienia warunkowego i ucieczki ze Stanów Zjednoczonych, ale zaprzeczył poszczególnym zarzutom.

Jedna z ofiar, Mendy Hauck, zabrała głos dopiero w 2016 roku i rozpoczęła kampanię na rzecz ekstradycji Yomtova. Jednak według CBS News, prokuratura okręgowa hrabstwa Los Angeles nigdy nie złożyła wniosku o ekstradycję.

Zbieg został ostatecznie aresztowany w listopadzie 2025 roku, 23 lata po ucieczce, po tym jak izraelskie władze odnalazły go i zatrzymały jako osobę poszukiwaną do ekstradycji do Stanów Zjednoczonych. Został aresztowany podczas operacji policyjnej w swojej kryjówce w dzielnicy Tel Arza w Jerozolimie. W przypadku ekstradycji do Stanów Zjednoczonych, będzie tam podlegał dalszym procedurom prawnym.

Malka Leifer

Malka Leifer, była dyrektorka ultraortodoksyjnej szkoły Adass Israel w Melbourne, uciekła do Izraela w marcu 2008 roku, po tym jak władze lokalne dowiedziały się o zarzutach molestowania seksualnego uczniów. Dowody przedstawione w sądzie wykazały, że żona członka rady szkoły zarezerwowała bilety lotnicze dla Leifer i czwórki dzieci tej samej nocy, a Sąd Najwyższy stanu Wiktoria orzekł, że osoby, które zorganizowały jej wyjazd, były zdeterminowane, aby w ciągu kilku godzin wywieźć ją z kraju.

Australia złożyła formalny wniosek o ekstradycję w 2014 roku. Odbyło się ponad 70 rozpraw sądowych i prawie 13 lat batalii sądowych. Leifer i jej prawnicy wielokrotnie argumentowali, że nie jest zdolna psychicznie do wzięcia udziału w procesie, co przyczyniło się do długich opóźnień w postępowaniu ekstradycyjnym.

Minister zdrowia Izraela Yaakov Litzman wykorzystał swoją pozycję, aby utrudnić ekstradycję Leifera. Prokuratorzy oskarżyli go o wywieranie presji na personel ministerstwa i oferowanie korzyści zawodowych psychiatrom w związku z ocenami, które uznały Leifera za niezdolnego do stawienia się przed sądem. W 2022 roku Litzman przyznał się do winy za nadużycie zaufania i został skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę w wysokości 3000 szekli.

W Australii Leifer został uznany winnym 18 zarzutów napaści seksualnej, w tym gwałtu na 17-letniej uczennicy, i skazany na 15 lat więzienia. Biorąc pod uwagę odbyty już wyrok, Leifer będzie mógł ubiegać się o zwolnienie warunkowe w czerwcu 2029 roku.

Epstein: Kwestia inteligencji, która po prostu nie chce zniknąć

Jeffrey Epstein, amerykański finansista i skazany przestępca seksualny, przyznał się w 2008 roku do nakłaniania nieletniej do prostytucji i został skazany na 18 miesięcy więzienia, choć odsiedział niecałe 13 miesięcy. Po jego śmierci w 2019 roku tysiące dokumentów ujawniło szczegóły jego rozległej sieci wpływowych kontaktów, w tym powiązania z izraelskimi politykami i zarzuty o powiązania z izraelskim wywiadem.

Powiązania te wyszły na jaw na długo przed jego śmiercią, a przełomowy moment miał miejsce w 2008 roku. Tajna umowa o nieściganiu (NPA) została podpisana 24 września 2007 roku. W kolejnych miesiącach zespół prawny Epsteina próbował renegocjować lub unieważnić tę umowę.

W kwietniu 2008 roku, w obliczu ponownych zarzutów federalnych, Epstein poleciał do Izraela – oficjalnie, aby spotkać się z naukowcami i odwiedzić obiekty wojskowe. Krążyły pogłoski, że zamierzał przenieść tam siebie i swój majątek, aby uniknąć oskarżenia. Epstein później potwierdził tę podróż, ale upierał się, że wrócił do Nowego Jorku. 30 czerwca 2008 roku formalnie przyznał się do winy na szczeblu stanowym.

Notatka FBI z 2020 roku zawierała oświadczenie poufnego źródła, które twierdziło, że Epstein został „wyszkolony na szpiega” pod kierownictwem Ehuda Baraka i był „skooptowanym agentem Mossadu”. Dokument odnotowuje twierdzenie tego źródła, jednak nie wskazuje na jego weryfikację. Źródło to zostało później zidentyfikowane jako Charles Johnson.

Były premier Izraela Ehud Barak, wieloletni powiernik Epsteina, zatrzymał się w apartamencie Epsteina na Manhattanie i później nazwał ich związek „pomyłką”, ale zaprzeczył, jakoby wiedział o przestępstwach Epsteina. Ujawnione dokumenty wskazują, że osoby powiązane z rządem Izraela zainstalowały i utrzymywały systemy bezpieczeństwa w apartamencie, a Barak poprosił o pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa.

Barak i jego żona zatrzymywali się tam dziesiątki razy, a jego doradca Yoni Koren, były oficer izraelskiego wywiadu wojskowego, mieszkał w mieszkaniu Epsteina tygodniami, a Epstein pokrywał koszty jego leczenia raka. Według ujawnionych dokumentów, Epstein w korespondencji ze swoimi pracownikami nazywał je „mieszkaniem Ehuda”.

Epstein zainwestował również w izraelski startup Carbyne, powiązany z Barakiem, który później został przejęty przez amerykańską firmę Axon w ramach transakcji, w której Carbyne został wyceniony na 625 milionów dolarów. Za pośrednictwem swojej fundacji przekazał 25 000 dolarów organizacji Friends of the IDF (Przyjaciele Sił Obronnych Izraela) oraz 15 000 dolarów Żydowskiemu Funduszowi Narodowemu, który wspiera działalność osadniczą na Zachodnim Brzegu.

Aresztowany w Ameryce, w domu w Izraelu

Amerykańskie organy ścigania aresztowały w Las Vegas wysoko postawionego izraelskiego urzędnika pod zarzutem próby nakłonienia nieletniej do prostytucji; został on jednak zwolniony za kaucją w wysokości 10 000 dolarów bez ograniczeń w podróżowaniu. Władze Izraela fałszywie przedstawiły aresztowanie jako zwykłe przesłuchanie, a urzędnik wrócił do domu w ciągu 48 godzin.

Ta historia, która wydarzyła się w sierpniu 2025 r. i dotyczyła Toma Artioma Aleksandrowicza, wysoko postawionego urzędnika Izraelskiego Narodowego Urzędu ds. Cyberbezpieczeństwa, to tylko jeden z wielu epizodów pokazujących, w jaki sposób Izrael stał się bezpieczną przystanią dla przestępców seksualnych, podczas gdy Stany Zjednoczone przymykają na to oczy.

Tom Artiom Aleksandrowicz, szef departamentu obrony technologicznej w izraelskim Narodowym Dyrektoriacie Cyberprzestrzeni – agencji bezpośrednio podległej urzędowi premiera – został aresztowany w Las Vegas.

Oskarżony udał się do Las Vegas na konferencję poświęconą cyberbezpieczeństwu „Black Hat USA 2025”, ale zamiast tego stał się jednym z celów dwutygodniowej wspólnej operacji FBI, „Homeland Security Investigations”, policji metropolitalnej Las Vegas i stanowej grupy zadaniowej ds. przestępstw internetowych przeciwko dzieciom w Nevadzie.

Według dokumentów policyjnych, wymieniał wiadomości za pośrednictwem aplikacji, w tym „Pure”, z tajnym agentem podszywającym się pod 15-letnią dziewczynę. Omawiany plan zakładał „kontakt seksualny z prezerwatywą” i wizytę w Cirque du Soleil. Aleksandrowicz został aresztowany, gdy przyjechał na miejsce spotkania samochodem współdzielonym.

Dzień po aresztowaniu Aleksandrowicz wpłacił kaucję w wysokości 10 000 dolarów. Jego paszport nie został skonfiskowany, nie nałożono żadnych ograniczeń w podróżowaniu i wrócił do Izraela w ciągu 48 godzin. Prokurator okręgowy hrabstwa Clark, Steve Wolfson, opisał procedurę jako rutynową; biuro Netanjahu początkowo twierdziło, że urzędnik został jedynie „przesłuchany”, a Departament Stanu USA zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi w tej sprawie.

W październiku 2025 roku wielka ława przysięgłych w hrabstwie Clark oskarżyła Aleksandrowicza o poważne przestępstwo polegające na wykorzystaniu technologii do nakłaniania dziecka do czynności seksualnych. W razie skazania grozi mu do 10 lat więzienia. Chociaż wrócił do Izraela, sędzia zezwolił mu na zdalny udział w rozprawie za pośrednictwem Zooma.

Amerykański rurociąg

Ten schemat wykracza poza pojedyncze incydenty. Organizacja Jewish Community Watch udokumentowała, jak niektóre amerykańskie wspólnoty religijne reagują na zarzuty zbiorowym zaprzeczeniem i aktywnym wsparciem dla oskarżonych. Podejrzani są przenoszeni do innych kongregacji, gdzie pojawiają się nowe ofiary, a instytucje mogą mieć finansową motywację do unikania postępowań sądowych z obawy przed odpowiedzialnością cywilną.

Według założyciela JCW, Meyera Seewalda, problem ten wynika z tuszowania sprawy przez Kościół katolicki. „To samo, co dzieje się obecnie w Kościele katolickim na całym świecie, dzieje się dokładnie to samo w naszej społeczności. Tuszowanie jest takie samo – piętno, wstyd” – powiedział w wywiadzie dla CBS News.

Shana Aaronson, dyrektor operacyjna JCW, przypisała odpowiedzialność obu stronom. Oskarżyła społeczności żydowskie w Ameryce i rząd USA o to, że nie zabiegały wystarczająco energicznie o ekstradycję, ale skrytykowała również izraelskie organy ścigania za to, że nie traktowały priorytetowo poszukiwania podejrzanych.

Co dzieje się w „Sanktuarium”

Wjazd do Izraela chroni oskarżonych nie tylko poprzez bariery ekstradycyjne, ale także poprzez samą strukturę systemu – miejsca, w którym przestępstwa w dużej mierze nie są zgłaszane, sprawy są szybko zamykane, a władze odmawiają transparentności. Według Matzof, organizacji monitorującej pedofilię w Izraelu, w kraju działają dziesiątki tysięcy przestępców seksualnych wobec dzieci każdego roku, popełniając przestępstwa przeciwko około 100 000 ofiar.

Eliram Malki, reżyser Matzof, stwierdził, że sprawcy „nie dają się odstraszyć policji”, a już na pewno nie „nikczemnym wyrokom sądowym”. Przytoczył przypadek, w którym sąd zwolnił oskarżonego pomimo tysięcy plików z pornografią dziecięcą na jego komputerze, argumentując, że uwięzienie „zaszkodziłoby jego karierze”.

Dane, których państwo nie chciało upublicznić

Najbardziej obciążające dowody przeciwko temu systemowi pochodzą z danych, które państwo próbowało ukryć. W 2024 roku Stowarzyszenie Centrów Pomocy Ofiarom Gwałtu w Izraelu (ARCCI) udokumentowało 51 118 spraw rozpatrywanych przez swoje centra; z czego ponad 16 600 stanowiły nowe przypadki, a ponad połowa dotyczyła nieletnich. Tylko około 10% ofiar zgłosiło sprawę na policję, a 81% spraw o przestępstwa seksualne rozpatrywanych przez prokuraturę w 2024 roku zostało zamkniętych bez postawienia zarzutów.

Policja, prokuratura, władze więzienne, wojsko i kilka ministerstw odmówiły udostępnienia danych, które przesłały do ​​poprzednich raportów rocznych – danych, które organizacja uważa za prawnie wymagane. Według izraelskich mediów, dyrektor ARCCI Orit Sulitzeanu określiła to jako „wyraz pogardy i uchylanie się od odpowiedzialności”.

W 2025 roku Kneset przeprowadził serię przesłuchań, które wstrząsnęły całym krajem. Kobiety zeznawały o rzekomych, zorganizowanych, trwających latami nadużyciach, obejmujących tortury, gwałty zbiorowe i rytuały religijne, począwszy od wczesnego dzieciństwa.

Jedna z ocalałych, Yael Shitrit, powiedziała komisji: „Nie mają pojęcia, czym jest przemoc rytualna. Ludzki mózg nie jest w stanie tego pojąć. Nie potrafią sobie wyobrazić, co to znaczy zaprogramować trzyletnią dziewczynkę poprzez gwałt i sadyzm, żeby mogła robić, co chce, a nikt tego nie zauważy”.

Ocaleni opisywali, jak byli przewożeni przez cały kraj „od ceremonii do ceremonii”, odurzani, torturowani i zmuszani do krzywdzenia innych dzieci. Według „Jerusalem Post”, sprawcy rzekomo posługiwali się symboliką religijną i groźbami, aby wymusić milczenie.

Wśród rzekomo zamieszanych w tę sprawę byli krewni, rabini, lekarze, nauczyciele, policjanci oraz byli i obecni członkowie Knesetu. Jedna z ocalałych, Hadar Feldman, zeznała, że ​​od ósmego roku życia jej ojciec co tydzień zabierał ją do biura nieżyjącego już członka Knesetu, gdzie była molestowana seksualnie.

Opisała lata domniemanych nadużyć rytualnych, w tym tortur i przymusowego udziału w pozorowanych ceremoniach religijnych. Wielu ocalałych zeznało, że śledztwo policji zostało umorzone w ciągu kilku miesięcy bez przeprowadzenia gruntownego dochodzenia.

Centrum Badań i Informacji Knesetu stwierdziło, że w Izraelu nie ma konkretnej definicji prawnej „nadużyć rytualnych”, co utrudnia klasyfikację i śledzenie przypadków opisanych za pomocą tych terminów. Przegląd ostatnich dziesięciu lat ujawnił jedynie cztery potencjalnie istotne akta policyjne, a sama policja przyznała, że ​​nie wie, ile podobnych zgłoszeń wpłynęło ani jak je klasyfikować.

Moralna carte blanche

Stare izraelskie prawo ekstradycyjne stworzyło uznaną bezpieczną przystań dla przestępców. Chociaż ustawa została formalnie zmieniona, czynniki, które nadal czynią Izrael atrakcyjnym dla zbiegów, to obywatelstwo na mocy Prawa Powrotu, sieci społecznościowe, opóźnienia proceduralne, ingerencje polityczne oraz system sprawiedliwości, w którym wiele spraw o przestępstwa seksualne jest umarzanych bez postawienia zarzutów.

Stany Zjednoczone nie potrzebowały skoordynowanego spisku, ponieważ milczenie społeczności, łagodne ugody, brak wniosków ekstradycyjnych i rutynowe zaniedbania proceduralne wystarczyły, by utrzymać zbiegów w bezpiecznej odległości.

W marcu 2025 roku organizacja „Christians United for Israel” określiła wspieranie Izraela jako „biblijną i moralną odpowiedzialność”. Jednak dla ruchu, który stawia moralność w centrum swojej polityki zagranicznej, wspieranie kraju zapewniającego ochronę pedofilom przypomina raczej moralny czek in blanco niż postawę moralną.

Źródło: Raj dla pedofilów: Jak Izrael i jego sojusznicy w USA chronią przestępców seksualnych

Od Gazy po Zachodni Brzeg

Od Gazy po Zachodni Brzeg

Opublikowano: 13.08.2026 wolnemedia/od-gazy-po-zachodni-brzeg

Od prawie dwóch lat pojawia się wiele publikacji na temat tego, co często mylnie określa się jako „konflikt izraelsko-palestyński”. Większość z nich podkreśla jego kolonialny wymiar i rzuca światło na stawkę obecnych rozgrywek na Bliskim Wschodzie. Niektóre z nich wskazują również na współodpowiedzialność Zachodu za agresję na Strefę Gazy lub rozprawiają się z mirażem „rozwiązania dwupaństwowego”.

7 listopada 2023 r., miesiąc po palestyńskich atakach na Izrael – podczas gdy zapowiedziany przez premiera Binjamina Netanjahu odwet z całą mocą uderzał w Strefę Gazy – Fayard, wydawca książki Le Nettoyage ethnique de la Palestine (2008) izraelskiego historyka Ilana Pappé (która ukazała się po raz pierwszy w 2006 r. w języku angielskim) postanowił wstrzymać sprzedaż książki pomimo wzrostu zainteresowania. Wydawnictwo Hachette, przejmowane właśnie przez ultraprawicowego miliardera Vincenta Bolloré, stwierdziło, że umowa z Oneworld, pierwotnym wydawcą książki, wygasła. Rzeczywisty powód tej decyzji był jednak związany raczej z zaangażowanym charakterem książki Pappégo, antysyjonistycznego intelektualisty i czołowej postaci izraelskich „nowych historyków”, których prace zdemontowały narodową narrację na temat powstania państwa Izrael (proklamowanego 14 maja 1948 r.). Książka, która w końcu została ponownie opublikowana przez La Fabrique [1], odnosi się do korzeni izraelsko-palestyńskiego „konfliktu” i kwestii uchodźców, a także kolonialnego wymiaru ruchu syjonistycznego (promującego od końca XIX w. projekt państwa żydowskiego w Palestynie).

W książce tej Pappé, opierając się na solidnych dowodach, obala izraelskie twierdzenie, jakoby exodus 800 tys. Palestyńczyków w 1948 r. (spośród ogólnej liczby 1,4 mln ówcześnie) wynikał z dobrowolnych wyjazdów, by uniknąć walk trwających podczas wojny między Izraelem a armiami arabskimi (15 maja 1948 r. – 20 lipca 1949 r.). W jego przekonaniu ta idea jest „mitem”, „czystą fabrykacją”, której celem jest przede wszystkim ukrycie odpowiedzialności Izraela za palestyńską „katastrofę” (Nakba). W rzeczywistości, wyjaśnia historyk, masowe wyjazdy były bezpośrednim rezultatem „systematycznego wypędzania Palestyńczyków z szerokich połaci kraju” oraz zniszczeń i okrucieństw popełnianych przez bojówki syjonistyczne w następstwie przegłosowania w ONZ (29 listopada 1947 r.) nierównego podziału Palestyny na dwa państwa, a później przez armię izraelską (utworzoną pod koniec maja 1948 r.) w celu zagwarantowania etnicznej jednorodności przydzielonego Żydom państwa i powiększenia jego terytorium.

Uporczywa obojętność

Korzystając z archiwów wojskowych i administracyjnych z pierwszej ręki oraz dzienników przywódców politycznych, a także dokumentów palestyńskich, wywiadów z ocalałymi czy naocznymi świadkami, Pappé opisuje „znaczną liczbę okrucieństw” popełnionych przez syjonistów wobec arabskich „autochtonów”: zbiorowe egzekucje, masakry na dużą skalę, bombardowanie wiosek, gwałty, grabieże, tworzenie „specjalnych obozów pracy” itp. Autor przedstawia, w jaki sposób „plan czystek etnicznych” („plan Dalet”) został sfinalizowany przez żydowskich przywódców 10 marca 1948 r., ponad dwa miesiące przed rozpoczęciem konfliktu izraelsko-arabskiego. Gdy rozpoczynała się wojna, „siłom żydowskim udało się już wypędzić przy użyciu przemocy prawie 250 tys. Palestyńczyków”, wyjaśnia historyk. Niespełna rok później około 60% palestyńskiej populacji przebywało w obozach dla uchodźców rozsianych po Zachodnim Brzegu, Strefie Gazy i krajach sąsiednich. Ze swojej strony Izrael podbił o jedną trzecią więcej terytorium niż przewidywał plan „podziału” ONZ i okupował 78% historycznej Palestyny (pozostałe 22% wpadły w jego ręce po wojnie w czerwcu 1967 r.).

Praca Pappégo, która opisuje okoliczności, w jakich powstał Izrael, podkreśla kolonialną i rasistowską naturę syjonizmu, który opowiada się za zastąpieniem rdzennej ludności inną, obcego pochodzenia. Ta czystka etniczna może opierać się jedynie na logice eksterminacji i „musi być zakotwiczona w naszej pamięci i naszej świadomości”, pisze historyk, „jako zbrodnia przeciwko ludzkości”. Dlatego wzywa do zmiany spojrzenia na formowanie się państwa izraelskiego, które nie dokonało się dzięki „wojnie o niepodległość”, zgodnie z ustalonym dyskursem, lecz w wyniku spustoszenia. „Paradygmat czystek etnicznych powinien zastąpić paradygmat wojny”, uznaje Pappé.

W przedmowie do nowego francuskiego wydania swojej książki historyk wskazuje, że pojęcie czystek etnicznych można również zastosować w odniesieniu do izraelskiej polityki prowadzonej od prawie 80 lat wobec Palestyńczyków z Izraela i terytoriów okupowanych – co sami określają jako „nieustającą Nakbę” – innymi słowy, że „nie wyszliśmy z tego historycznego momentu”. Potwierdzają to masowe wysiedlenia prowadzone w całym kraju, również we Wschodniej Jerozolimie i na Zachodnim Brzegu, aby „stworzyć nową rzeczywistość demograficzną w terenie” i wzmocnić judaizację całego regionu, „od rzeki Jordan aż do morza”, za pomocą nowych osiedli. Zachodni Brzeg (łącznie ze Wschodnią Jerozolimą), który obejmuje obszar 5 660 kilometrów kwadratowych, mieści obecnie prawie 300 izraelskich „osiedli” z 750 tys. osadników, wobec 3,3 mln Palestyńczyków.

Chociaż praktyki te są nielegalne w świetle prawa międzynarodowego, Tel Awiw może liczyć na „apatię” i „uporczywą obojętność” zachodnich przywódców politycznych i mediów. W ten sam sposób, kontynuuje Pappé, masakry dokonane przez izraelską armię w 1948 r. nie wywołały „żadnej reakcji ze strony tych – redaktorów naczelnych dzienników, urzędników ONZ czy szefów organizacji międzynarodowych – którzy doskonale wiedzieli, co się dzieje”. Zdaniem historyka „przesłanie społeczności międzynarodowej do Izraela było jasne: czystki etniczne w Palestynie – jakkolwiek nielegalne, niemoralne i nieludzkie – będą tolerowane”. Nawet dziś izraelski reżim wie doskonale, że dzięki wsparciu Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej może cieszyć się zupełną bezkarnością.

Bilans 17 lat blokady

Najnowsza książka Pappégo, napisana w świetle obecnej sytuacji w Palestynie, ma zadanie dydaktyczne [2]. Historyk poświęca jeden z rozdziałów na przedstawienie „moralnego, i politycznego kontekstu 7 października 2023 r.”. Według niego, ogień tlił się od dawna z powodu „bezlitosnego oblężenia nałożonego na Gazę od 17 lat”, wyniszczających wojen rozpętywanych w tym okresie przez Tel Awiw przeciwko enklawie, nie wspominając już o kwestii tysięcy palestyńskich więźniów politycznych w Izraelu, prowokacjach osadników na Esplanadzie Meczetów we Wschodniej Jerozolimie itp. Przypomina nam również, że Strefa Gazy, której w 1948 r. przybyło ponad 200 tys. Palestyńczyków [3], częściowo pochodzących z okolicznych wiosek, została stworzona przez Izrael jako „obszar wydzielony w celu przeprowadzenia czystek etnicznych w innych regionach historycznej Palestyny ”. To terytorium o powierzchni 365 kilometrów kwadratowych, które liczyło w przededniu 1948 r. 80 tys. mieszkańców (w tym 35 tys. w mieście Gaza), jest obecnie domem dla ponad 70% uchodźców i ich potomków.

Większość Gazańczyków, z których 65% ma poniżej 25 lat, dorastała w cieniu izraelskiej blokady wojskowej (lądowej, powietrznej i morskiej) nałożonej w 2007 r., której integralną częścią były liczne bombardowania. „Bojownicy Hamasu, którzy zaatakowali Izrael 7 października, podkreśla Pappé, byli w większości młodymi ludźmi, którzy nauczyli się języka przemocy pod bombami zrzucanymi na nich przez Izrael”. Według historyka, Tel Awiw wykorzystał ten atak „jako pretekst do zastosowania swej ludobójczej polityki” wobec ponad 2 milionów ludzi żyjących w więzieniu pod gołym niebem, jakim jest Gaza.

7 października nie spadł z nieba

Umieszczenie „w specyficznym kontekście historycznym” [4], wojny o unicestwienie, o której zadecydowano po ataku przeprowadzonym przez główne frakcje w Strefie Gazy pod przywództwem Hamasu, jest również celem zbiorowej pracy Deluge: Gaza and Israel from Crisis to Cataclysm. Książka ta, skupiająca prace 13 autorów palestyńskich, izraelskich i innych narodowości (naukowców, ekspertów, dziennikarzy itp.), jest jedną z pierwszych prac opublikowanych na ten temat w języku angielskim. Brytyjsko-izraelski historyk Avi Shlaïm, rozprawiając się z powszechną opinią, wskazuje, że atak 7 października 2023 r. „nie spadł z nieba”, ale wziął się z „nielegalnej i niezwykle brutalnej izraelskiej okupacji wojskowej terytoriów palestyńskich od czerwca 1967 r.” oraz „duszącej blokady ekonomicznej” (a w kolejnych latach całkowitego oblężenia) nałożonej na Gazę w 2006 r., po miażdżącym zwycięstwie Hamasu w wyborach parlamentarnych w styczniu tego roku odniesionym nad Fatahem, kierowanym przez prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa.

Wbrew narracji, że Hamas stawia sobie za cel zniszczenie Izraela, Shlaïm, palestyński naukowiec Khaled Hroub i brytyjski badacz Colter Louwerse przypominają w tej książce, że od czasu objęcia władzy, islamistyczny ruch wysyłał wiele sygnałów gotowości do kompromisu z Tel Awiwem: wielokrotnie wskazywał „że jest gotowy złagodzić swój program w celu osiągnięcia wynegocjowanego porozumienia” z Izraelczykami i „zaoferował im [w tym celu] trwały rozejm”. Jego przywódcy w pewien sposób uznali istnienie Izraela „akceptując rozwiązanie dwupaństwowe” (przynajmniej tymczasowo, przez kilka dekad), oparte na wycofaniu się Izraela do granic z 4 czerwca 1967 r. (sprzed wojny sześciodniowej). W marcu 2007 r., po miesiącach bojkotu rządu islamistycznego przez Tel Awiw i Zachód, opierającego się na założeniu, że Hamas miałby być „organizacją terrorystyczną”, ten ostatni utworzył gabinet jedności narodowej z Fatahem („umiarkowany rząd, złożony z technokratów zamiast polityków”), pomimo wzajemnej wrogości. Jednak wszystkie te gesty zostały odrzucone przez Izrael.

Strategia odrozwoju

Blokada i niszczycielskie działania prowadzone przeciwko Gazie po 2007 r. w odpowiedzi na wystrzeliwane stamtąd rakiety sprawiły, że ten przybrzeżny pas ziemi, będący i tak już najbiedniejszym palestyńskim terytorium, pogrążył się w głębokim kryzysie ekonomicznym. Amerykańska ekonomistka Sara Roy w tym samym dziele określiła całkowitą blokadę oraz niszczenie infrastruktury tego terytorium przez Izrael mianem ekonobójstwa, a jego częścią uznała zrzucanie na ONZ i organizacje humanitarne zadania zaspokojenia podstawowych potrzeb ludności (żywność, mieszkania, opieka zdrowotna, edukacja itd.). Jej zdaniem, strategia ta wpisuje się w izraelską politykę „odrozwoju” prowadzoną wobec Gazy. Koncept ten ukuła na określenie ogółu środków stosowanych przez Tel Awiw od 1967 r. w celu „pozbawienia gospodarki palestyńskiej jej zdolności produkcyjnych i jakichkolwiek możliwości znaczącego wzrostu strukturalnego, a także zamknięcia rynku wewnętrznego terytoriów okupowanych, aby uzależnić go od importu towarów izraelskich” [5]. To przedsięwzięcie gospodarczej i społecznej dekonstrukcji, które pogrążyło znaczną część mieszkańców tego terytorium w skrajnym ubóstwie i doprowadziło do bardzo wysokiego bezrobocia, bezpośrednio przyczyniło się do przekształcenia Gazy w beczkę prochu.

Jeśli ataki z 7 października 2023 r. nie wzięły się z niczego, lecz są produktem dziesięcioleci ucisku, to dlaczego Hamas wybrał właśnie ten moment na rozpoczęcie ataku i jakie były jego cele? W tej kwestii autorzy książki różnią się w swoich interpretacjach. Według Shlaïma, palestyńskie ataki zostały przeprowadzone głównie w celu udaremnienia, dokonującego się wówczas i promowanego przez Waszyngton, zbliżenia między Izraelem a Arabią Saudyjską, które miało włączyć Rijad do porozumień normalizacyjnych podpisanych w 2020 r. przez Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), Bahrajn, Sudan i Maroko. Według Hrouba oraz holendersko-palestyńskiego analityka Mouina Rabbaniego, chodziło raczej o skłonienie Tel Awiwu do zakończenia blokady i oblężenia wojskowego, uwolnienia palestyńskich więźniów politycznych i powstrzymania profanacji świętych miejsc w Jerozolimie przez osadników, lecz również o zaangażowanie „osi oporu”, kierowanej przez Iran, w celu osłabienia Izraela i jego sojuszników w regionie. Podczas gdy uwolnienie tysięcy palestyńskich więźniów zostało uzyskane w zamian za uwolnienie izraelskich jeńców przetrzymywanych w enklawie od 7 października 2023 r. – inne cele nie zostały osiągnięte. Co gorsza, „wojna totalna”, rozpoczęta dzień po ataku przez Tel Awiw, przyniosła, przy całkowitej obojętności Zachodu, masakrę ludności na wielką skalę – unicestwienie 80% przybrzeżnego pasa i przymusowe wysiedlenie 90% jego ludności.

Nie jesteśmy liczbami

Jeden ze współautorów Deluge, Ahmed Alnaouq, napisał bardzo osobistą relację z codziennego życia pod blokadą i oblężeniem. Pochodzący z enklawy i od 2019 r. mieszkający w Londynie, palestyński dziennikarz stracił około 20 członków rodziny w izraelskim bombardowaniu domu jego rodziców w październiku 2023 r. (jeden z jego braci zginął już podczas wojny w 2014 r.). „Dla mnie i ocalałych członków mojej rodziny jest to wyjątkowa tragedia, mówi. Jest to również wyjątkowa tragedia dla świata. Ponieważ to, na co przymyka oczy w Strefie Gazy, od 2023 r. i wcześniej, jest plamą, której nigdy nie uda się wymazać”. Alnaouq jest także współzałożycielem – obok innego gazańskiego poety i nauczyciela Refaata Alareera (zabitego w grudniu 2023 r.) – kolektywu We Are Not Numbers (WANN, „Nie jesteśmy liczbami”), istniejącego od 2015 r.

Celem WANN jest oddanie głosu palestyńskiej młodzieży poprzez umożliwienie aspirującym pisarzom z Gazy, wspieranym przez profesjonalnych autorów, publikacji ich tekstów na stronie internetowej WANN. Ma to na celu udokumentowanie tragedii doświadczanej przez Palestyńczyków, lecz także „ich nadziei i pasji”, oraz walkę przeciwko odczłowieczaniu ich przez Izrael i zachodnie media. WANN zamieścił na swojej stronie internetowej zbiór tekstów wybranych spośród tysięcy opublikowanych w latach 2015-2024 [6]. Uszeregowane według roku powstania, dziesięć rozdziałów książki zawiera teksty w różnych formach (opowiadania, eseje, wiersze). Książkę otwierają i zamykają fragmenty słynnego już wiersza Refaata Alareera If I Must Die, (Jeśli muszę umrzeć) napisanego na krótko przed jego śmiercią: Jeśli muszę umrzeć, / Ty musisz żyć, / żeby opowiedzieć moją historię, / żeby sprzedać moje rzeczy, / kupić kawałek płótna / i trochę sznurka, / (…) Żeby gdzieś w Gazie dziecko, / patrzące w oczy niebiosom, / zobaczyło latawiec / i pomyślało przez chwilę, / że to anioł”.

Walka z odczłowieczaniem Palestyńczyków „poprzez opowiadanie o horrorze”, który muszą znosić i „poprzez obalanie argumentów uzasadniających ludobójstwo” jest również celem książki dziennikarki Meriem Laribi [7]. Od 7 października 2023 r. do 7 października 2024 r. prowadziła ona dziennik trwającej w Strefie Gazy wojny eksterminacyjnej. Opierająca się na różnych źródłach – informacjach dostarczanych przez palestyńskich korespondentów na miejscu oraz przez niezależne media w języku arabskim, angielskim, francuskim, w tym również izraelskie (jak strona internetowa +972 Magazine), raporty organizacji praw człowieka itp. – jej praca pomaga „poukładać puzzle tej tragedii”. Stosując „antykolonialistyczne” podejście i „nie-zachodni punkt widzenia”, Laribi obnaża współodpowiedzialną bierność „społeczności międzynarodowej” i manipulacje stronniczej prasy. „We Francji – pisze – większość dziennikarzy telewizyjnych pada plackiem przed francuskojęzycznym rzecznikiem izraelskiej armii, Olivierem Rafowiczem – małym, aroganckim, lecz niezbyt imponującym mężczyzną, którego można zobaczyć absolutnie wszędzie i w każdej chwili”. Autorka podkreśla fakt, że Izrael zakazuje dziennikarzom wjazdu do Gazy, żeby łatwiej było mu „ukryć masakrę”. Pisze, że „zachodnie media stosują się do tej cenzury i dokładają kolejną warstwę poprzez ignorowanie lub lekceważenie pracy gazańskich dziennikarzy, którzy w każdej chwili ryzykują własnym życiem (…). Gdyby nie oni, nie wiedzielibyśmy nic o tym, co dzieje się w Gazie. To lekceważenie dziennikarskiej profesji stawia ich w jeszcze większym niebezpieczeństwie, ponieważ izraelska armia czuje się uprawniona do ich eliminowania, co nie wywołuje najmniejszych sprzeciwów”.

Mapy widma i matryce kolonizacji

Obok książek historycznych i esejów opublikowanych w ostatnich miesiącach, pojawiło się wiele prac łączących mapy, ilustracje, kalendaria i dane liczbowe, które pozwalają stworzyć sobie obraz obecnej sytuacji i zrozumieć jej korzenie. Kilka z nich wyróżnia się oryginalnością przedstawionej dokumentacji i klarownością analiz. Na przykład praca autorstwa geografa-kartografa Philippe’a Rekacewicza i dziennikarza Dominique’a Vidala [8] – korzystając z bogatego materiału kartograficznego i często mało znanych archiwów, obaj autorzy postanowili „prześledzić półtora wieku bardzo burzliwej historii”. Książka, wzbogacona o kalendaria wydarzeń i ramki tematyczne, wyjaśnia, w jaki sposób Wielka Brytania wspierała syjonizm na początku XX w. i ideę stworzenia w Palestynie państwa żydowskiego – mającego stanowić wysunięty przyczółek Zachodu – w imię przede wszystkim swoich interesów geostrategicznych. Przedstawia również „mapy-widmo” z projektów pokojowych tworzonych w latach 2000., które pozostały tylko na papierze. Aby lepiej zrozumieć „matrycę okupacji” i paradygmat aneksji, pokazuje fragmentację Zachodniego Brzegu za pomocą rozległej sieci izraelskich osiedli, dróg przeznaczonych wyłącznie dla osadników i wojska, setek punktów kontrolnych, którymi usiane jest terytorium palestyńskie, „muru separacyjnego” itd. Wreszcie, przygląda się narzuconej judaizacji Wschodniej Jerozolimy dokonującej się w miarę radykalizacji kolejnych izraelskich rządów.

Zdecydowanie wart wspomnienia jest opublikowany pierwotnie w 2011 r. i wielokrotnie aktualizowany atlas emerytowanego profesora uniwersyteckiego Jeana-Paula Chagnollauda oraz badacza i wykładowcy z dziedziny geopolityki Pierre’a Blanca [9]. Przygląda się on drodze pokonanej przez Palestyńczyków od końca XIX w., czasów osmańskich, aż do ostatnich wydarzeń. Wspominają o „szoku 7 października”, jak również o podziałach dyplomatycznych wśród państw europejskich, „niezachwianym wsparciu” Waszyngtonu dla Izraela, a także dwulicowości państw arabskich wobec Palestyny od 1948 r. O ile walory edukacyjne tego dzieła są niezaprzeczalne, o tyle niektóre stwierdzenia wydają się dyskusyjne. Widać to na przykładzie „rozwiązania dwupaństwowego”, które autorzy uznają za „politycznie konieczne i materialnie możliwe”, wbrew kolonialnej rzeczywistości w terenie oraz odrzuceniu tej idei przez większość młodych Palestyńczyków.

Spojrzenia w przyszłość

W książce (Comprendre la Palestine), będącej owocem dziesięcioletnich badań, rysowniczka Alizée De Pin i badacz Xavier Guignard proponują dogłębny przegląd historii Palestyny – historii, jak piszą, „wywłaszczenia, walki, segregacji i suwerenności, która stała się niemożliwa” [10]. Dwójka autorów naświetla tak potrzebne – i rzadko analizowane dogłębnie – tematy jak: szczegółowe funkcjonowanie Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa („państwo z papieru” i „instrument kontrolowania Palestyńczyków na terytoriach okupowanych”), kwestia prawa do zbrojnego oporu, przejmowanie przez władze okupacyjne palestyńskich zasobów naturalnych (w tym warstw wodonośnych na Zachodnim Brzegu) na rzecz osadników, czy ruch więźniów zapoczątkowany w latach 1980. Główną wartością dodaną tej pracy jest wybór jako jej przewodniego tematu kwestii podziału Palestyny, narzuconego przez ONZ w 1947 r., odrzuconego wówczas przez Palestyńczyków, którzy opowiadali się za jednym państwem skupiającym Arabów i Żydów. Autorzy postanowili pokazać, w jaki sposób idea podziału Palestyny na dwa podmioty polityczne „pojawiła się, jeszcze zanim przekształciła się w mrzonkę”. W świetle obecnej sytuacji, uznają, że „rozwiązanie dwupaństwowe”, ta „prawdziwa mantra dyplomatyczna” społeczności międzynarodowej jest „ułudą”: „Separacja, której wymagałby podziała na dwa państwa, nigdy nie była równie niemożliwa, umacniając dominację” Izraela nad Palestyńczykami. Ich zdaniem „jedyną alternatywą jest kohabitacja” w ramach tego samego państwa „opierającego się na zasadzie całkowitej równości między wszystkimi obywatelami”.

Opinia ta jest sprzeczna z przemyśleniami wielu specjalistów zajmujących się „konfliktem” izraelsko-palestyńskim, w tym Jeana-Pierre’a Filiu, gorącego orędownika „rozwiązania dwupaństwowego”, z „demokratycznym i zdemilitaryzowanym” państwem palestyńskim mającym funkcjonować obok państwa izraelskiego. W swojej książce Comment la Palestine fut perdu [11] historyk wyjaśnia, że model ten stanowi „jedyny horyzont dla przyszłego współistnienia na tej samej ziemi dwóch narodów, i to na podstawie równowagi sił będących obecnie w przeważającej mierze po stronie Izraela”. Bez tych ram współistnienia – dodaje – „ten układ sił nie przyniesie państwu żydowskiemu ani bezpieczeństwa, ani stabilności”. Natomiast odwrotnie jest według Pappégo, który zgadza się ze stanowiskiem De Pina i Guignarda – jedynym sposobem na rozwiązanie problemu uchodźców i palestyńskiej mniejszości w Izraelu jest stworzenie „jednego demokratycznego państwa, w którym każdy, czy to Palestyńczyk, czy Izraelczyk, cieszyłby się równymi prawami i swobodą przemieszczania się na terenie całej historycznej Palestyny”.

W czasie, gdy umacnia się system apartheidu wprowadzony przez Izraelczyków, oraz gdy intensyfikują się działania na rzecz aneksji terytoriów okupowanych, bardziej niż kiedykolwiek konieczne jest zbadanie możliwości wyrwania się z kolonialnego paradygmatu nieodłącznie związanego z syjonizmem, tak, aby zbudować wspólne państwo i uniknąć pogrążenia regionu w jeszcze głębszym chaosie. Już w 2006 r., w wizjonerskim fragmencie w podsumowaniu swojej książki na temat czystek etnicznych w Palestynie, Pappé ostrzegał: „[Palestyńczycy] nigdy nie będą mogli stać się częścią syjonistycznego państwa i przestrzeni. Dlatego nadal będą walczyć. Miejmy nadzieję, że ich walka będzie pokojowa i zwycięska. Jeśli nie, stanie się desperacka i mściwa, i, jak cyklon, wciągnie nas wszystkich w ogromną i nieustającą burzę piaskową”. Dwie dekady później, słowa te wybrzmiewają z całą mocą.

Autorstwo: Olivier Pironet
Tłumaczenie: Ewa Cylwik
Źródło: Monde-Diplomatique

Przypisy

[1] Ilan Pappé, Le Nettoyage ethnique de la Palestine, tłum. z ang. Paul Chemla, La Fabrique, Paryż 2024.

[2] Ilan Pappé, A Very Short History of the Israel-Palestine Conflict, Oneworld Publications, Londyn 2024.

[3] Na temat historii Gazy od czasów starożytnych czyt. zwłaszcza Gerald Butt, Gaza, au carrefour de l’histoire (tłum. z ang. Christophe Oberlin), Erick Bonnier, Paryż 2011; oraz Jean-Pierre Filiu, Histoire de Gaza, Fayard, Paryż 2024 (wyd. I 2012).

[4] Avi Shlaïm, przedmowa do Jamie Stern-Weiner (red.), Deluge: Gaza and Israel from Crisis to Cataclysm, OR Books, Nowy Jork 2024.

[5] Por. Sara Roy, The Gaza Strip: The Political Economy of De-development, Institute for Palestine Studies, Waszyngton, 2016 (wyd. I 1995).

[6] Ahmed Alnaouq i Pam Bailey (pod red.), We Are Not Numbers: The Voices of Gaza’s Youth, Hutchinson Heinemann, Londyn 2025.

[7] Meriem Laribi, Ci-gît l’humanité. Gaza, le génocide et les médias, z przedmową Alaina Gresha, Éditions Critiques, Paryż 2025.

[8] Philippe Rekacewicz i Dominique Vidal, Palestine-Israël. Une histoire visuelle, Seuil, Paryż 2024.

[9] Pierre Blanc i Jean-Paul Chagnollaud, Atlas des Palestiniens. Itinéraire d’un peuple sans État, kartografia Madeleine Benoit-Guyod, Autrement, Paryż 2025 (wyd. IV).

[10] Alizée De Pin i Xavier Guignard, Comprendre la Palestine. Une enquête graphique, Les Arènes, Paryż 2025.

[11] Jean-Pierre Filiu, Comment la Palestine fut perdue. Et pourquoi Israël n’a pas gagné. Histoire d’un conflit (XIX e-XXIe siècle), Seuil, Paryż 2024.

Zbrodnie Izraela: Glifosat rozpylany z samolotów. Ogromne powierzchnie upraw w Syrii i Libanie zostały zniszczone. „Polityka spalonej ziemi”.

Glifosat rozpylany z samolotów. Ogromne powierzchnie upraw zostały zniszczone

oprac. JŚS 13.08.2026,

Izrael miał rozpylać glifosat nad polami w Syrii i Libanie. Straty i obawy o środowisko
Izrael miał rozpylać glifosat nad polami w Syrii i Libanie. Straty i obawy o środowisko Pix-Off / Pixabay

Rolnictwo stało się kolejną ofiarą konfliktu na Bliskim Wschodzie. W Syrii i Libanie działania Izraela objęły tereny rolnicze, na które aplikowano glifosat drogą lotniczą. Skutkiem ataku stały się straty w uprawach oraz rosnące obawy o stan gleby, wody i środowiska.

  • Konflikt na Bliskim Wschodzie dotyka także pól uprawnych, pastwisk czy gajów oliwnych.
  • Opryski glifosatem z izraelskich samolotów zniszczyły uprawy w Syrii i Libanie.
  • W tle pojawiają się zarzuty o „politykę spalonej ziemi”, a skutki dla rolnictwa i środowiska mogą być odczuwalne dłużej niż jeden sezon.

Izraelskie samoloty opryskały tereny rolnicze

Sprawa niszczenia terenów rolniczych glifosatem na Bliskim Wschodzie zaczęła być szerzej opisywana na początku 2026 roku. Jak opisuje niemiecki portal Süddeutsche Zeitung, izraelska armia uprzedziła wówczas żołnierzy sił pokojowych ONZ w południowym Libanie, że małe samoloty będą prowadzić opryski z użyciem środków chemicznych. Nie poinformowała jednak, jaka substancja zostanie zastosowana.

Odwołano zaplanowane patrole przy granicy, a niedługo później samoloty prowadziły opryski w rejonie Ayta ash-Shaab, około dwóch kilometrów od granicy z Izraelem. Wcześniej podobne działania odnotowano na terenie południowej Syrii.

Herbicyd totalny uderzył w uprawy na Bliskim Wschodzie

Libańskie Ministerstwo Rolnictwa pobrało próbki z terenów objętych opryskami. Badania wykazały obecność glifosatu, a w części próbek jego stężenie miało być około 20–30 razy wyższe od wartości uznawanych za normalne. Kilka miesięcy później libański minister rolnictwa Nizar Hani mówił już o stężeniach odpowiadających nawet 30–50-krotności typowej dawki.

Glifosat jest herbicydem totalnym, nieselektywnym, co oznacza, że w kontakcie z nim zamiera cała roślina. Zniszczeniu ulega niemal cała (z nielicznymi wyjątkami) roślinność, która zostaje opryskana substancją.

W Syrii skala szkód została dokładniej oszacowana latem. Według tamtejszych władz opryskami dotkniętych było 70 miejscowości oraz około 480 hektarów [? chyba tysięcy?? md] gruntów rolnych. Na części tych terenów zniszczeniu uległy plantacje m.in. pszenicy, bakłażanów i soczewicy. Szkody stwierdzono także w sadach oliwnych. Wiele z drzew całkowicie usycha. Jak opisują tamtejsi rolnicy, pola opryskane glifosatem obecnie „leżą puste i zbrązowiałe”.

Skutki dotknęły również hodowców. Syryjskie Ministerstwo Rolnictwa informowało, że duże powierzchnie pastwisk zostały wyłączone z użytkowania. Ograniczenie dostępu do naturalnej bazy paszowej zmusiło część gospodarstw do zakupu pasz, zwiększyło koszty produkcji i doprowadziło niektórych hodowców do sprzedaży części stad.

Liban mówi o setkach milionów dolarów strat

W południowym Libanie rolnictwo jest jednym z głównych źródeł utrzymania mieszkańców. Uprawia się tam przede wszystkim oliwki i tytoń, a bliżej wybrzeża również cytrusy, banany i awokado. 

Libański minister rolnictwa oszacował później szkody związane z opryskami glifosatem na około 800 mln dolarów. Sytuację pogarsza fakt, że rządy Libanu i Syrii nie dysponują środkami pozwalającymi na wsparcie poszkodowanych rolników.

Władze Libanu wskazują nie tylko na bezpośrednie zniszczenie roślin, lecz także na możliwość długotrwałych skutków dla rolnictwa. Ministerstwo Rolnictwa w Bejrucie mówi o szkodach w zasobach naturalnych, utracie podstaw utrzymania rolników oraz potencjalnym zagrożeniu dla gleby, wód i całego łańcucha pokarmowego.

Sytuację komplikuje fakt, że rolnictwo południowego Libanu zostało wcześniej mocno dotknięte działaniami wojennymi. Süddeutsche Zeitung opisuje m.in. pożary gajów oliwnych wywołane użyciem amunicji zawierającej biały fosfor i środków zapalających. Organizacja Euro-Med Human Rights Monitor mówi o około 9 tys. hektarów terenów spalonych w wyniku takich działań.

Euro-Med Human Rights Monitor ocenia, że oprysków glifosatem w południowym Libanie nie można rozpatrywać w oderwaniu od szerszej „polityki spalonej ziemi”. Organizacja wskazuje na systematyczne niszczenie terenów rolniczych, obejmujące zarówno opryski, jak i użycie białego fosforu oraz amunicji zapalającej.

Pytania o długofalowe skutki dla gleby i produkcji

Najbardziej bezpośrednim następstwem oprysków jest utrata bieżących plonów i roślinności, co dla wielu mieszkańców równe jest całkowitemu brakowi środków do życia.

Dla gospodarstw oznacza to jednak również problemy w kolejnych sezonach: konieczność odtwarzania plantacji, zwiększone wydatki na pasze, utratę dochodów, a w przypadku drzew oliwnych – wieloletnie oczekiwanie na przywrócenie pełnej produkcji.

Prezydent Libanu Joseph Aoun określił działania jako „przestępstwo przeciw środowisku i zdrowiu”. Zapowiedział podjęcie kroków prawnych i dyplomatycznych, a w czerwcu Liban złożył w tej sprawie oficjalną skargę do ONZ.

W przypadku Syrii przedstawiciele ONZ potwierdzili portalowi Süddeutsche Zeitung, że samoloty prowadzące opryski przyleciały z Izraela. Izraelska armia nie odpowiedziała natomiast gazecie na pytania dotyczące rozpylania glifosatu w Syrii.

Źródło: Süddeutsche Zeitung