Migawki warszawsko-katyńsko-smoleńskie

Migawki warszawsko-katyńsko-smoleńskie

Free Your Mind

[specjalnie na stronę dakowski.pl]

  1. Wieńce

2010-10-04 na Cmentarzu Katyńskim pojawiają się wieńce ofiarowane przez śp. prezesa S. Skrzypka i śp. prezydenta L. Kaczyńskiego1.

Kiedy się tam pojawiają, trudno ocenić, dość że już o 8 rano, a więc jeszcze na długo zanim na Cmentarz przybędą Rodziny Katyńskie, jakieś wieńce przy pomniku są rozstawione.

Jeden z uczestników lotu „dziennikarskim” jakiem-40 red. M. Wojciechowski opowiada w wywiadzie dla Radia Svoboda (z 6-05-2010): „Gdy 10 kwietnia wczesnym rankiem przybyliśmy na lotnisko, nagle powiedziano nam: „Polecicie innym samolotem, Jak-40, bo w samolocie prezydenckim nie ma już miejsca”. Dziennikarze zazwyczaj latają z prezydentem. Tu-154 to dość duży samolot, z ponad 100 miejscami dla pasażerów pasażerskich, oprócz kabiny VIP. Tym razem jednak delegacja była bardzo liczna, w tym wielu gości zaproszonych przez prezydenta. Wielu miało własne wieńce, które należało gdzieś umieścić. Ułożono je więc w 20 rzędach na ogonie samolotu.”2

  1. Różańce

Jeden z dziennikarzy PAP N. Nowotnik, będący w Katyniu 10-04, relacjonuje nazajutrz w programie „Magazyn Ekspresu Reporterów”: „No to… do tej pory czuję, że to jest jakiś rodzaj, rodzaj koszmarnego, koszmarnego snu, z którego nie mogę się, się obudzić. Te emocje, które, które były tam na polskim cmentarzu, yyy…, u ludzi, udzielały się, udzielały się mi. By… Były sceny, kiedy ludzie modlili się – to była modlitwa różańcowa. Z jednej… W jednej ręce trzymali różaniec – w drugiej ręce telefon komórkowy – i uspokajali bliskich, że wszystko jest w porządku, że żyją – bo takie telefony się pojawiały3.

Telefony, tudzież SMS-y, dopytujące, czy danej osobie nic się nie stało, otrzymywali również inni uczestnicy zaplanowanych na 10-04 uroczystości katyńskich, poczynając od dziennikarzy (np. red. P. Świąder) na parlamentarzystach kończąc (np. min. A. Macierewicz czy śp. pos. J. Szczypińska). Niektórzy urzędnicy państwowi (tu prezydenccy akustycy zatroskani o nagłośnienie w Katyniu) sami dzwonili do bliskich, by ich uspokoić, nim media zaczną nagłaśniać „katastrofę prezydenckiego tupolewa” – np. min. J. Sasin (do żony i matki) czy jego ówczesny adiutant A. Kwiatkowski (do matki).

  1. Kotyliony

Podczas grudniowego (2010) posiedzenia Zespołu Parlamentarnego (pod przewodnictwem min. Macierewicza) z udziałem prezydenckiego urzędnika T. Szczegielniaka4, wychodzi na jaw, że odlatującym wpinane były okolicznościowe biało-czerwone kotyliony z guzikiem katyńskim5.

Świadek podaje dość dziwną liczbę delegatów, którym te kotyliony wpięto: to było dziewięćdziesiąt parę osób, zważywszy na to, że pracownicy prezydenckiej kancelarii obsługujący odlatujących nie mieli kontaktu ani z załogą, ani z borowcami, ani z parą prezydencką. A może liczba ludzi udających się 10-04 z Okęcia do Rosji była jeszcze większa? Skąd bowiem wzięły się kotyliony u tych osób na smoleńskiej i katyńskiej ziemi (por. zdjęcia poniżej)?

———————————–

———————————-

  1. 132 ofiary

O (antenowej godz.) 9.56 podane zostaje w rządowej TVN24 za gubernatorem obwodu smoleńskiego, że „nikt nie przeżył katastrofy”6, zaś niedługo później, o (antenowej godz.) 10.18 śp. red. W. Pac przekazuje 10-04 przez telefon w TVP Info: „Wg portalu internetowego Gazieta.Ru na pokładzie prezydenckiego samolotu znajdowały się 132 osoby”.

We wspominkowym filmie red. T. Sekielskiego o tym, jak to TVN24 biedził się nad skleceniem Newsa o „katastrofie”, ówczesny (10-04) wydawca TVN24 M. Słomczyński relacjonuje: „W pewnym momencie były depesze: 133 osoby, podają Rosjanie (…) 133, bo połączono osoby z dwóch samolotów (…) Był potworny bałagan”7. Nie może chodzić o łączenie uczestników lotów Tu-154M 101 i jaka-40, bo tym pierwszym miało podróżować 96 osób, a tym ostatnim 18. Odejmując natomiast od 133 (względnie 132) liczbę 96, uzyskujemy odpowiednio 37 (36) osób, licząc wraz z załogą, rzecz jasna. Wolne miejsca w takim statku powietrznym, którego przelot by utajniono potem w historii warszawsko-smoleńskiej, nadawałyby się do przewozu wieńców, o których mówił red. Wojciechowski. Taki samolot musiałby wylecieć jakiś czas wcześniej aniżeli „prezydencki tupolew”.

  1. Zegarmistrz warszawsko-smoleński

10-04 o godz. 9.03 pod boczną bramę lotniska Siewiernyj znajdującą się vis a vis hotelu Nowyj podjeżdża wóz transmisyjny TVP. O tejże samej 9.03 odwieziony zostaje pod tenże hotel przez rus. funkcjonariuszy ówczesny montażysta TVP S. Wiśniewski: „Wysiadłem z samochodu i akurat podjechał polski wóz transmisyjny”8. Z tego wynika niezbicie, że rozmowy między Wiśniewskim a red. J. Mrozem (wtedy TVN24) i śp. red. W. Baterem (wtedy Polsat News) odbywają się przed 9-tą9.

Ile przed, to jeszcze do ustalenia, ale już teraz można założyć, iż jeśli Wiśniewski kilka/kilkanaście minut przed 9-tą jest przy głównej bramie lotniska Siewiernyj (odtransportowany tam przez rus. mundurowych), to nie jest on wtedy na żadnym „wrakowisku”, a tym samym „zegar kamery” z najsłynniejszego filmiku „katastroficznego” na świecie, nie jest prawdziwy.

To by zresztą całkowicie wyjaśniało, dlaczego 10-04 i przez następnych wiele dni, materiał montażysty emitowany jest bez autentycznych parametrów czasowych. Zwyczajnie, nie pasują one ni w ząb do oficjalnej narracji (do której potem montażysta TVP „zegar kamery” dopasował).

Ta narracja zresztą kruszy się jeszcze bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę to, na co zwracałem uwagę przy innej okazji10, tj. że już o godz. 8.37 jakaś ekipa telewizyjna (prawdopodobnie TVP) jedzie ulicą Smoleńska w kierunku lotniska XUBS – i dziennikarze oraz reporterzy przybywają w pobliże „miejsca katastrofy” zanim śp. amb. J. Bahr zda relację (do Warszawy), że na nim przebywa – tak jakby „news o <katastrofie>” dotarł do ludzi mediów przed jego oficjalnym ogłoszeniem. Ale po szczegóły odsyłam PT Czytelników do mojego opracowania zawierającego sporo niepublikowanych wcześniej zdjęć: https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-utajniona-historia.pdf

Free Your Mind

[5-07-2026]

1 yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-bo.pdf s. 10.

2 https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-bo.pdf s. 9. Wszystkie podkreślenia w tym tekście pochodzą ode mnie.

3 https://www.salon24.pl/u/freeyourmind/410648,medytacje-smolenskie-8-132

4 https://www.salon24.pl/u/freeyourmind/398929,tajemnice-okecia-2

5 https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-kotyliony-.pdf

6 https://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/proste-pytania.html

7 https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-utajniona-historia.pdf

8 J. Kruczkowski, „10.04.10. Na Własne Oczy”, Siedlce 2016, s. 20.

9 salon24.pl/u/freeyourmind/1511091,9-03-jako-punkt-zwrotny-10-04

10 yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-utajniona-historia.pdf s. 13-14.

„10-04. Hipoteza dwóch miejsc” – książka FYMa + wywiad z ROLEXem

„10-04. Hipoteza dwóch miejsc” – zaktualizowana książka FYMa + wywiad z ROLEXem

piko 6.02.2025 salon24/10-04-hipoteza-dwoch-miejsc-zaktualizowana-ksiazka-fyma-wywiad-z-rolexem

Niedługo minie15. rocznica tragicznego wydarzenia z 10.04.2010. Czas oraz działanie mediów i polityków z obu stron spowodowały zobojętnienie społeczeństwa na dźwięk „Smoleńsk” a nawet wywołuje on negatywne odczucia, rozdrażnienie.

Od niewyjaśnionej śmierci generała Sikorskiego w gibraltarskiej katastrofie lotniczej (1943) minęło przeszło 80 lat i brytyjskie  archiwa są dalej utajnione. Smoleńsk jest zdarzeniem większego kalibru więc przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać na wyjaśnienie.

======================

Póki co @Free Your Mind – lider śledztwa blogerskiego – napisał książkę, na razie w formie PDF

„10-04. Hipoteza dwóch miejsc”

która jest do pobrania tu:
https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-10-04.-hipoteza-dwoch-miejsc.pdf

====================

Po opublikowaniu książki ROLEX (były wspaniały bloger S24) przeprowadził wywiad z FYMem zadając kilka podstawowych pytań:

1.
(Rolex) Co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku?
FYM: To bardzo trudne pytanie. W ramach hipotezy dwóch miejsc przyjmowane jest założenie, że na smoleńskim Siewiernym było już przygotowane uprzednio „miejsce lotniczej katastrofy”, dokonano też owego dnia inscenizacji tej „katastrofy”, zaś tragedia Delegatów rozegrała się w innym miejscu – już po wylądowaniu tam PLF 101.

2.
(Rolex) Mam wrażenie, że od pierwszych dni serwowano nam wszystkim dwie, równoległe narracje: pierwszą, wedle której powinniśmy pogrążyć się w żałobie, a ta wymaga skupienia i ciszy. Cisza wyklucza głośne zadawanie pytań. Drugą, która już od pierwszych godzin po tragedii sugerowała skrajny brak profesjonalizmu, lekkomyślność, ułańską fantazję, pogardę dla procedur pilotów.
FYM: Ta żałoba trwała niezwykle długo jak na „zwykły wypadek lotniczy”, ale faktycznie „nastrój żałobny” zarządzono w mass mediach już od pierwszych godzin po „ogłoszeniu katastrofy” i więcej uwagi poświęcano temu np. co się dzieje na Krakowskim Przedmieściu (sondy uliczne, palenie zniczy) niż rekonstrukcji zdarzeń z 10-04. Jak pamiętamy, przed laty śp. gen. S. Petelicki ujawnił treść słynnego SMS-a, jaki miał krążyć wśród przedstawicieli strony rządowej, ale ja sądzę, że takiego SMS-a mogli też dostać „wydawcy” z głównych stacji telewizyjnych: jak relacjonować to, co się rzekomo stało 10-04. To przecież media w dniu tragedii – zrazu przez 100 minut nie dysponując absolutnie żadnym obrazem z północnego smoleńskiego lotniska – wykreowały Zdarzenie i ukształtowały jego wyobrażenie w świadomości społecznej. Uczyniły to werbalizując to, co miało się stać, opowiadając ustami reporterów, którzy niczego przecież nie widzieli (ani nawet nie mogli z początku znaleźć „miejsca katastrofy” – żadnych kłębów czarnego dymu widocznych z oddali etc.), co i jak zaszło, aczkolwiek już z góry wiedząc, że nie doszło do żadnego zamachu. I rzeczywiście, tak jak mówisz, uwaga publiczna skoncentrowana została od razu na „błędach pilotów”.

3.
(Rolex) Teza, która w pierwszej chwili wydawała się – na tle obowiązujących w mainstreamie hipotezy wypadkowej oraz wybuchowej – intelektualnie ekstrawagancka, a więc Twoja teza o maskirowce, uprawdopodabnia się w miarę upływu czasu, kiedy to każdy kolejny element dwóch narracji głównego nurtu wydaje się coraz bardziej karkołomny, a przez to nieprawdopodobny. Dla mnie teza o maskirowce uprawdopodabniała się w kontrze do tego nieprawdopodobieństwa. Stała się po prostu jedynym, racjonalnym wyjaśnieniem.
FYM: Ja bym to ujął z innej strony. Wystarczy bowiem uporządkować podstawowe dane. Oczywiście nie te dotyczące „prezydenckiego tupolewa”, co ciał samych Delegatów. Otóż część martwych osób wyglądała jakby spała, u części nie stwierdzono obrażeń wielonarządowych, część ciał była w dobrym stanie, część była zmasakrowana, a jeszcze część (p. mec. M. Wassermann podaje liczbę dwudziestu paru ciał) „zaginęła”. Samo to zestawienie nasuwa wniosek, że osoby te nie zginęły w lotniczej katastrofie.

4.
(Rolex) Kiedy stałeś się faktycznym liderem nurtu racjonalnego w debacie nad tym, co się wydarzyło, równocześnie stałeś się celem ataków. Czy próbowałeś rozpocząć dyskusję z reprezentantami powstałej parlamentarnej komisji? Czy zgłaszałeś swój
akces do tzw. konferencji smoleńskich? Jaki był odzew drugiej już wtedy strony?
FYM: W styczniu 2012 r. min. A. Macierewicz, wtedy szef Zespołu Parlamentarnego, publikuje swój tekst, który wprost kwestionuje obraną przez blogerów od maskirowki drogę dyskusji, analiz dostępnych materiałów, poszukiwań, sporów – słowem: całe to autentycznie niezależne od politycznych nacisków śledztwo (https://wpolityce.pl/polityka/125220-antoni-macierewicz-w-sprawie-koncepcji-fym-a-pelny-tekst-listu). Powiada w tym tekście tak: „w sposób oczywisty kieruje to cały nasz wysiłek na bezdroża, gdzie można spotkać tylko duchy i swobodne wytwory wyobraźni lub… świadomej dezinformacji” oraz „Sądzę jednak, że jej [hipotezy dwóch miejsc – przyp. F.Y.M.] celem było (i jest) uniemożliwienie zbadania tego dramatu w oparciu o twarde dowody, które leżą nieomal na wierzchu, a maskirowka ma nie dopuścić do ich wyodrębnienia i zbadania. Taką rolę odgrywa też niestety teza FYM-a jako całość.” Tyle szef ZP (i późniejszej Podkomisji). Tymczasem to właśnie w moich pracach (ich zbiór zamieściłem tu: https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/) poddawałem drobiazgowym analizom całą niemalże „dokumentację smoleńską” (od medialnej poczynając, poprzez wszelakiego rodzaju „raporty” i publikacje książkowe, na eksperckiej kończąc). To blogerzy od maskirowki domagali się od ZP przesłuchań dalszych świadków itp. Co do pierwszej Konferencji Smoleńskiej, to przez pewien czas moja „Czerwona strona Księżyca” była zlinkowana na internetowej stronie I KS, a ja osobiście szykowałem się do wystąpienia wraz z prof. M. Dakowskim z referatami. Ale ktoś życzliwy wyperswadował chyba organizatorom nasz udział (zaś link do „CzsK” zniknął ze strony I KS).

image

5.
(Rolex) Konferencje smoleńskie przyniosły swoje dobre owoce, dlatego, moim zdaniem, zostały zaniechane. Konstruowanie nożyc Golicyna wymagało wyciszenia, spacyfikowania głosów niezależnych. Niektóre zostały przemilczane, przeciw innym wytoczono sierjozne działa. Tak stało się z prof. Chrisem Cieszewskim, którego obydwa centra narracyjne potraktowały wyjątkowo, zgodnie dyskredytując osobę (i nie podejmując pytań) zarzutem agenturalności. Podobnie zdecydowano się zareagować na Ciebie. Czy mógłbyś przybliżyć ten przykry epizod?
FYM: Konferencje generalnie poruszały się w obrębie jednego wyłącznie paradygmatu: wybuchowego. Jak już cytowałem wyżej (fragment tekstu min. Macierewicza), hipotezie dwóch miejsc przypisano sianie dezinformacji. Tę sugestię podjęli zarówno eksperci skupieni wokół ZP, a potem KS oraz związani z hipotezą wybuchową żurnaliści i blogerzy. Nie sądzę, by warto było szerzej zatrzymywać się nad tą sprawą. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, że z otoczenia min. Macierewicza odchodzili rozmaici eksperci niegodzący się na, by tak rzec, narzuconą im metodologię prac badawczych. Obszernie opowiadają o tym M. Dąbrowski, W. Chrzanowski i K. Grono w książce „W innym świecie. Za kulisami Podkomisji Smoleńskiej” (Warszawa 2024).

6.
(Rolex) Dziś jesteśmy w sytuacji, w której wydarzenia z dnia 10 kwietnia 2010 roku nie funkcjonują w zbiorowej pamięci. Zostały wyparte. Na posiedzeniu komisji regulaminowej sejmu RP, przy okazji dyskusji nad immunitetem J. Kaczyńskiego, zawezwano dwie funkcjonariuszki policji, których jedynym zadaniem było kilkukrotne, publiczne odczytanie całości „manifestu psychofana” zmarłego prezydenta. Podobnie było z kłamstwem katyńskim. Czym tłumaczysz zbiorową obojętność wobec sprawy kluczowej dla narodowej tożsamości?
FYM: Zadbały o ten stan rzeczy dwie główne „strony sporu smoleńskiego”, tj. wypadkowa i wybuchowa. Scholastyczne iście spory dotyczące tego, co i jak działo się w „końcóweczce” (barwne określenie min. J. Millera dotyczące ostatnich chwil zapisanych przez CVR) musiały wywołać po prostu społeczne „zmęczenie historią” (zaś hipoteza maskirowki znalazła się „na indeksie” – obie strony „sporu” skutecznie przemilczały blogerskie śledztwo). Ale też warto pamiętać o szydzeniu 1) z osób domagających się autentycznego śledztwa, najlepiej międzynarodowego i 2) z osób oddających hołd ofiarom tragedii. Dość wspomnieć prześmiewcze akcje z 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu czy „satyryczną noc” (m.in. z udziałem Z. Laskowika) na festiwalu w Opolu (także z 2010 r.) – z szyderą „z krzyża”. Paradoksalnie zaś „międzynarodowa komisja” zajmująca się „Smoleńskiem” po latach powstała – dzięki inicjatywom Podkomisji min. Macierewicza – złożona z amerykańskich, brytyjskich i szwedzkich badaczy. Co jednak ustaliła? Dokładnie to samo co radziecki MAK. Wspominam o tym w mojej książce.

7.
(Rolex) Twoja książka nosi tytuł „10-04. Hipoteza dwóch miejsc”. Pierwsze to inscenizacja na lotnisku smoleńskim, przygotowywana na kilka dni przed tą datą. Gdzie sytuujesz drugie? Jaki był według Ciebie hipotetyczny przebieg akcji „Smoleńsk”?
FYM: Żądasz ode mnie zbyt wiele. Ostrożnie mogę powiedzieć, że przypuszczam, iż po kontrolnym zajściu nad XUBS (prawdopodobnie od zachodu) doszło do lądowania PLF 101 na zapasowym lotnisku (najbliższym i przewidzianym w planie lotu był Witebsk), a dopiero tam zaczęła się prawdziwa tragedia. Jej zrekonstruowaniem powinni się jednak zająć dociekliwi śledczy, a nie blogerzy. Przyjęcie bowiem w punkcie wyjścia założenia, że katastrofa smoleńska była mistyfikacją nasuwa natychmiast pytanie: co w takim razie z prezydencką Delegacją się stało? [wyróżnienie piko]

8.
(Rolex) Zgodnie z wyraźnie rysującym się już w roku 2010 nowym scenariuszem geopolitycznym dla Europy, jego aktem założycielskim miał być sojusz Berlin-Moskwa. Rola Polski sprowadzała się do tego, co powtórzył W. Putin w grudniu 2021 r. w swoim ultimatum dla Zachodu, a więc do roli stacji przeładunkowo-przesiadkowej. Stacji nie posiadającej suwerenności scedowanej na obydwie, wrogie stolice. Ten scenariusz musiał zakładać dekapitację elit niepodległościowych, zastraszenie całej klasy politycznej i aktywację wszystkich rosyjskich śpiochów. Osobiście sądzę, że w tej grze wzięła aktywny udział również i polska, zbrojna V kolumna. Jakie jest Twoje zdanie? Czy wywiad niemiecki, a więc państwo niemieckie osłaniały działania Rosjan i ich ludzi w Polsce?
FYM: Wydaje się, że przygotowanie takiego zamachu nie byłoby możliwe bez udziału „czynnika polskiego”. Co do innych „czynników” nie jestem w stanie miarodajnie odpowiedzieć, choć nie można ich wykluczyć. Faktem jednak jest, że „Rosja Putina” to państwo od samego początku neosowieckie (pisze o tym choćby śp. A. Politkowska). Zachód przez długie lata zajmował wobec tego państwa postawę „futrowania” na zasadzie, że im więcej się będzie karmić niedźwiedzia, tym mniej będzie groźny, a może się nawet oswoi (co tam Czeczenia, Dubrowka, Biesłan, Gruzja itd.) – tymczasem niedźwiedź z rosnącym apetytem może przyjść, by się urządzić u nas i rządzić po swojemu. Na tym wszelako nie koniec. Obecnie część państw zaczyna orbitować w kierunku tej neosowieckiej Rosji, jakby imponowała im pozycja siły, z której przemawia Moskwa – jakby porządek europejski znów ulegał zmianie (a więc, jakby miał stopniowo powrócić sowiecki blok). Putin w głośnym orędziu o stanie państwa z kwietnia 2005 r. uznał rozpad ZSSR za największą katastrofę geopolityczną XX w. i prawdziwy dramat dla Rosjan. Czy przypadkiem nie dokonuje on więc stopniowej odbudowy sowietów?

9.
(Rolex) Czy, jeśli w ogóle, i kiedy polska opinia publiczna pozna prawdę o 10 kwietnia 2010 roku?
FYM: 15 lat, które minie niebawem, od tragedii, to wcale nie tak dużo w dziejach państw i dziejach zbrodni. Wydaje się, że po tym jak „międzynarodowa komisja”, o której wspomniałem wyżej, zaklepała „niepodważalność” „badań MAK”, nie ma na razie klimatu, by spodziewać się jakiegoś wielkiego przełomu w sprawie 10-04. Ale też wiele zależy od samych Polaków, czy tę tragedię będą dalej wypierać ze świadomości, czy jednak się nią zainteresują. Do ponownego zainteresowania się historią 10-04 zachęcam w mojej nowej książce.