Moje książki. I – dość dyskretnie ujawniane – okolice.
Mirosław Dakowski
1. Gdy sięgam pamięcią wstecz, to okazuje się że jestem współ-autorem książki „Krzemowe i germanowe detektory promieniowań”.
Na początku lat 60 detektory takie powstały, zostały wynalezione. A my, młodzi fizycy rozszczepienia bardzo ich potrzebowaliśmy. Zaprzyjaźnione laboratorium dr Jadwigi Chwaszczewskiej zaczęło je produkować. A my testowaliśmy je przy reaktorze, na akceleratorach, budowaliśmy dla nich nisko-szumową elektronikę. Przy okazji wyprosiliśmy, wymusili zbudowanie detektorów powierzchniowych krzemowych które wytrzymywały napięcie 300 V [sic!!] . Bo takie nam były potrzebne do badania lekkich cząstek z rozszczepienia. Opublikowaliśmy wspólnie kilka, rewelacyjnych na te czasy publikacji.
Wtedy zgłosił się do nas dyrektor Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej [CLOR] . Że on da pieniądze na druk, ale będzie współautorem książki.
Nazwiska jego nie chce mi się przypominać. Był on wśród kadr Informacji Wojskowej czy wyższych urzędników Urzędu Bezpieczeństwa, w przeważającej wielkości Żydów, którzy zwykle przyjmowali gojskie nazwiska. Jedynie prezes Urzędu do spraw Pokojowego Wykorzystania Energii Jądrowej, zachował swoje nazwisko Billig. Choć, wg jego współ-plemieńców, w młodości był krawcem mężczyźnianym, nicował głównie pelisy.
Ale już Oskar Karliner (właśc. Szyja Karliner, ps. Stefan) cyt. za viki: – dyrektor departamentu/zespołu współpracy międzynarodowej (lub zagranicznej) w Biurze Pełnomocnika. Osoba mocno zaangażowana w sprawy kadrowe, szczególnie dotyczące wyjazdów zagranicznych, kontaktów międzynarodowych i „sprawdzania” pracowników (m.in. blokował wyjazdy osobom z niepożądaną przeszłością lub zapisami służb). Przed przeniesieniem do atomistyki był prokuratorem wojskowym. I krwawym oprawcą. Takich była wśród władców EJ ogromna większość. W Świerku mówiło się, że całe Władze to kadra z właśnie rozwiązanej UB.
W wieku lat 30 chciałem się żenić. Byłem bezdomny. Poszedłem do Szyi, bo od niego zależał przydział. Popatrzył z daleka: „Przecież pan nie jest w naszej nomenklaturze.. „. No tak. Ja byłem w grupie znanej w świecie fizyki jądrowej jako „Warsow school of Ternary Physics”. A on…
————————–
Jednak dodam: On spędził resztę życia w luksusie w Izrael. Powiedział mi o tym b. Dyrektor w X Departamencie UB. Szyja był chyba przez jakiś czas jego podwładnym. A Dyrektor wybrał dalszy pobyt w ten kraj. [Viki: Departament X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) był elitarną i jedną z najbardziej tajnych jednostek stalinowskiego aparatu represji w Polsce w latach 1951–1954. Jego głównym zadaniem była walka z tzw. „wrogami klasowymi wewnątrz partii”, czyli inwigilacja, aresztowania i wymuszanie zeznań
—————————————————–
Wracając do książki: Została w sporym nakładzie wydrukowana. Dopiero wtedy zauważyliśmy, że rozdział, którego autorem był ten dyrektor CLOR-u, jest żenująco bzdurny. Zażądaliśmy więc i dopilnowali wykonania przemiału całego nakładu. Udało się, bo jego pracownicy też go bardzo nie znosili.
Mam gdzieś w szpargałach jedyny chyba egzemplarz, dla pamięci. O dziwo, żadne zauważalne kary nas nie dosięgły.
—————————————–
2. Już w roku 1980 [!] ukazała się moja książka o Solidarności po rosyjsku „Солидарность”.
Wydałem pod pseudonimem Andrzej Pomorski w NTS [Народно Tрудовой Cоюз]. Siedzibę mieli pod Frankfurtem n/Menem. NTS to działająca na emigracji, ostro antysowiecka organizacja, ale… robotniczo-socjalistyczna.
Ukazały się tam dwa wydania po 3000 egzemplarzy, w małym formacie i na bibułkowym papierze, by łatwiej przemycało się do Sojuza.
Widzę jeszcze szok i obrzydzenie rosyjskiej arystokratki, naczelnej redaktor z Russkoj Mysli w Paryżu, gdy zauważyła wydawcę. Ale gdy przejrzała treść, wzięła 100 egzemplarzy do przesłania do Rosji. „Mamy bezpieczne kanały” – zapewniła mnie.
Brali również emigranci z Czechosłowacji, Rumunii, oczywiście z Polski.
W tym czasie [w PRL] kupiłem pierwszy telewizor kolorowy, z felerną fioletową plamą gdzieś w rogu. Ale był…
Zobaczyliśmy wtedy [jesień 1980] w Dzienniku Telewizyjnym, że prokurator PRL-u we Wrocławiu aresztował Kornela Morawieckiego, który [Solidarność Walcząca] przerzucał tę książeczkę do wojsk sowieckich pod Legnicą [Mała Moskwa].
Ogromna większość nakładów poszła jednak do Sojuza. Moi przyjaciele z Moskwy i Leningradu rozprowadzali ją po Rosji. Powiedzieli mi potem w żartach, że ona skróciła dni Breżniewa. Egzemplarze są na pewno w archiwach KGB i – może – IPN.
3. Książkę o Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego pod tytułem „Via Bank i FOZZ – o rabunku finansów Polski” wydałem z profesorem Jerzym Przystawą w 1992 roku.
A tak podpisał się Urban..
============================
Poniższą dedykację przeczytałem na wielkim zgromadzeniu w Politechnice Warszawskiej, na sali siedzieli między innymi b. premier Jan Olszewski i b, minister Spraw Wewnętrznych Antoni Macierewicz. Widzę jeszcze zażenowanie byłego już premiera Olszewskiego, gdy po przeczytaniu tej dedykacji wręczyłem mu książkę.
Książka ciągle jest dostępna, widocznie sprawa ciągle budzi zainteresowanie Polaków.
4. W roku 2005 ukazała się „O energetyce dla użytkowników i sceptyków”. Potem nastąpiły, kolejne uzupełnione i poprawione wydania. Ciągle jest dostępna. Naprawdę jest potrzebna. Ukazuje liczne skandaliczne błędy rządzących [Po-PiS] , a także krótkowzroczność publicystów N. Czasu. Wskazuje racjonalne drogi wyjścia z katastrofy energetycznej.
6. Dopiero w roku 2018 w wydawnictwie Bolinari, związanym z Warszawską Gazetą pokazała się książka dziewięciu autorów – analityków Zbrodni: „Maskirowka Smoleńska”.
Widzę, że obecnie jest dostępna tylko na Allegro, ale w razie większego zapotrzebowania Wydawca może ją łatwo dodrukować.
——————————————————–
Dla zabawy : Od trzech dziesięcioleci nie dostałem żadnego honorarium, z wyjątkiem ok 300 zł za „Maskirowkę”.
Pod tym tytułem ukazała się druga książka Jerzego Gawryołka [„Yurko”] na temat ciągłego ukrywania prawdy o Zbrodni Smoleńskiej.
Widać, że Polacy nie dopuszczą do uschnięcia, ucichnięcia, zepchnięcia do lochów niepamięci prawdy o tej Zbrodni, jak i prawdy o ponurym usiłowaniu zakłamania.
I to z dwóch, niby „sprzecznych” stron.
Z jednej ze strony rosyjskiej [MAK, Anodina, Putin itp] i ich służalców w Polsce [Tusk, Arabski, Miller, Lasek Smoleński, aprobata CIA itp].
Z niby-drugiej – Komisja Macierewicza, asystujący im przecież Jarosław [!! Przecież brat bliźniak – !! znów]. Działalność tej ostatniej grupy bardziej boli i krwawi.
Zajmowałem się przez parę lat dokumentowaniem faktów, ale niestety głównie kłamstw, oszustw obu tych grup [szerzej – band, ale nie będę tego określenia więcej używał].
Ale teraz, po 15 latach od zbrodni, w książce Yurko znajduję wiele nieznanych mi tekstów oraz argumentów i mocnych dowodów na piętrowe kłamstwa.
Yurko jest z zawodu „internetowym fotografikiem”, więc sporo z jego spostrzeżeń i dowodów jest z trudem zrozumiałe dla laików. Drąży głęboko, ale i skutecznie. Ale gdy skupisz się na analizie konkretnego dowodu, zdjęć, to dowody stają się jasne i oczywiste.
Cała książka Kod bliźniaki. Smoleńska pułapka. wydrukowana jest na ciężkim, specjalnym papierze przeznaczonym do druku ilustracji, bo właściwie wszystko to kolorowe zdjęcia i reprodukcje dokumentów.
Całość tej ogromnej pracy wykonał jednak jeden uparty człowiek – i to chory rencista [Y, przepraszam !] . Napisał, zredagował, wydał, wydrukował. Książka jest dostępna.
I to właśnie ze swojej, bidnej zapewne, renty. Żadnych dotacji, subwencji czy jak to się zwie.
=============================================
I tu nie mogę się oprzeć, będzie wtręt:
Inny Autor, świetnej i potrzebnej Książki, od lat domaga się od „onych” wydania jej w ogromnym nakładzie [!! Słusznie !!] , recenzji Uznanych Recenzentów oraz w podobnych ułatwień. Wynik – od lat brak tej bardzo potrzebnej książki na rynku. A skład komputerowy jest, czeka.
Jakżeż dwa różne podejścia.
================================
Wracam do książki „Kod bliźniaki. Smoleńska pułapka”.
Pierwsza to „Kłamstwu na odlew. Katastrofa, której nie było.”
– Autorom planów oraz wykonania tej Zbrodni, oraz siłom ciągle ją ukrywającym – nie odpuścimy.
=========================
przekaż wpłatę na konto PLN 75 zł – to razem za książkę oraz opłatę kurierską
SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001 dopisz : druk książki właściciel rachunku: Jerzy Gawryołek
Co ukrywają: Inscenizacja na Siewiernym, trumny Ofiar, oraz Zespół Parlamentarny. [17 kwiecień 2023. Przypominam kolejny raz, bo Prezes i Minister brną w KŁAMSTWO. MD [kwiecień 2016, przypominam w szósta rocznicę, bo nowych FAKTÓW nam wrogowie bronią, ale muszą pamiętać, że Naród nie podda się.
Rok 2025: Czytelnicy donoszą: WSZYSTKIE ABSOLUTNIE WSZYSTKIE odnośniki W TEKŚCIE są zablokowane. MD: Trudno, to specyfika internetu. Nie mam sił, by szukać i naprawić. W papierowej książce [jest dostępna w Wyd. Bolinari] są teksty artykułów, ale też nie ma intern. odnośników . MD] =====================
Zygmunt Białas Prof. M. Dakowski 24 marca 2013O inscenizacji i o Zespole A. Macierewicza…Bo o Raportach MAK i Millera nie warto nawet pisać…„Katastrofa”, której nikt nie widział, nikt nie słyszał, i nie zachowały się żadne dowody.MAREK TOMASZ Pierwsza część wywiadu z prof. Mirosławem Dakowskim Prof. Mirosław Dakowski: Laudetur Iesus Christus! Poruszyło mnie, gdy przeczytałem to katolickie rozpoczęcie tekstu inż. Krzysztofa Cierpisza: Zawiadomienie do Prokuratury Generalnej o porwaniu Delegacji do Katynia cz.I wysłanego do Prokuratur, Generalnej i Wojskowej.Odczytałem to tak: W sensie ludzkim, proporcji sił, wobec Planistów i sprawców tej Zbrodni stoimy na pozycji oczywiście przegranej. ONI mają struktury tajne, rządy, media, pieniądze. Jednak Chrystus jest PRAWDĄ, ON zwycięży. Dlatego można i należy śmiało prawdy szukać. Za wszelką cenę. Zygmunt Białas: Już prawie trzy lata minęły od dnia, w którym nastąpiły wydarzenia wykraczające poza nasze wyobrażenie o tym, co (jeszcze) może się stać. Co Pan, Panie Profesorze, myślał w pierwszych chwilach i potem w następnych dniach po tej niebywałej tragedii? MD: W sobotę, 10 kwietnia 2010 r. w czasie mego wykładu na uczelni w dalekim mieście dostałem sms-a o treści: Donek i Putin zabili nam Prezydenta. Sądzę, że te parę słów oddaje pierwsze wrażenie większości uczciwych Polaków. Mało kto poszedł wtedy za dyrektywą ministra R. Sikorskiego ujawnioną przez gen. Sł. Petelickiego: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”. Ten kierunek „badań” nachalnie podchwyciły służalcze w stosunku do władz media. Wielu badaczy usiłowało przez te trzy lata wykryć, co naprawdę się stało. Mimo, iż starano się zniszczyć wszelkie dowody, tak w Polsce, jak w Rosji, a wrak jednego z samolotów zrabowano, inne zaś (Jak-i URVIS, URYNA [sic!] i ew. Tu-102) gdzieś pochowano. Możemy się pochwalić jedynie osiągnięciem cząstkowym: Z okruchów informacji i dezinformacji ustaliliśmy ze 100 % pewnością, co się nie stało. Oraz – kto i w których swych odkryciach, analizach i wnioskach – na pewno kłamie. Natomiast na temat: CO SIĘ STAŁO? – po trzech latach nie ma jeszcze wiarygodnej odpowiedzi. Jest jedynie kilka hipotez. To będzie tematem całej naszej rozmowy, dla mnie podsumowującej, a może kończącej mój udział w śledztwie. ] ZB: Adresatem naszego wywiadu jest Czytelnik, który zajęty swymi codziennymi obowiązkami, nie ma zbyt wiele czasu na dokładne śledzenie wszystkich wydarzeń związanych z tragedią i śledztwem. Proszę więc, by zechciał Pan wyjaśnić temu Czytelnikowi, dlaczego nie przyjmował Pan konsekwentnie ustaleń moskiewskiego MAK, komisji Millera oraz polskiej prokuratury. ]
MD: Jest zdecydowanie gorzej, niż Pan sugeruje: Czytelnik nie tylko nie ma zbyt wiele czasu na dokładne śledzenie wszystkich wydarzeń związanych z tragedią i śledztwem, ale na swoje nieszczęście, czytuje Gie Wu, ogląda, choćby biernie, bez analizowania różne TVN-y. W każdym mieszkaniu ciągle, z wielu odbiorników, sączy się dezinformacja. O ile lepiej mieliśmy „za Stalina”: W akademiku (sypialnie na ośmiu studentów) gadał niewyłączalny kołchoźnik. Ale był tylko jeden, można było zresztą dyskretnie przeciąć druty, lub „rozumieć go na opak”. Teraz – masz „wybór” między „Tańcem z (..)-iazdami” a teleturniejem lub dyskusją ekspertów (od prania mózgów). Dużą część ludzi już ten wybór zadowala. Dlatego możliwe jest wciśniecie ludziom jako ich własnego poglądu, że: „ja to już rzygam tym Smoleńskiem”. I temu musimy stawić czoło. Co do ustaleń MAK czy Millera: Ilość ewidentnych kłamstw w raportach MAK i Millera była tak duża, że nikt krytyczny śledzący literaturę przedmiotu tym „organom” nie wierzył. Istnieje poważna literatura na ten temat, omówienie jej przekracza jednak objętością możliwości tej rozmowy. Śledzenie literatury przedmiotu jest niestety możliwe jedynie na uczciwych portalach internetowych, ciągle zanieczyszczanych przez agentów oraz tzw. trolle. Samodzielne śledzenie sprawy wymaga jednak sporo czasu i krytycyzmu, czyli wysiłku. Wyniki analiz tych raportów podsumował Łażący Łazarz, może dość brutalnie, ale precyzyjnie: „MAK w dupie”. [por.Mak w dupie] Mój wkład we wczesną fazę walki przeciw oficjalnej dezinformacji, był prosty: Ośmieliłem się (a było to w czasie wielu okrutnych, odstraszających skrytobójstw ludzi znających się na sprawie i dających temu wyraz) złożyć zeznania w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej [Zeznania świadka M. Dakowskiego dla Prokuratury Wojskowej] w sprawie dla fizyka najprostszej, to znaczy z argumentami opartymi o prawa zachowania obowiązujące w całym Wszechświecie i o geometrię, też identyczną dla całego Wszechświata: – Brzoza (zwana później pancerną lub kevlarową) nie mogła urwać skrzydła, bo byłaby na to parę rzędów wielkości (sto do tysiąca razy) za słaba. Potwierdziło to później wielu badaczy, a szczególnie prof. W. Binienda poprzez zaawansowane obliczenia i użycie programów komputerowych sprawdzonych w obliczeniach dotyczących lotnictwa i lotów kosmicznych. – Żaden duży samolot, w tym Tu-154, nie mógłby się poderwać, gdyby zahaczył skrzydłem na wysokości 5,6 metra, bo musiałby ogonem wyryć w ziemi rów, którego nie ma na zdjęciach terenu. Prosty brak miejsca… – Sławna „beczka” musiałaby zostać wykonana, ze względu na geometrię (duża rozpiętość skrzydeł samolotu) – pod ziemią. A takie figury są w akrobatyce lotniczej nieznane. – Potwierdzona zdjęciami obecność śmieci, toreb plastikowych, gniazd ptasich, drewnianych budek w najbliższej okolicy „pancernej brzozy” wyklucza możliwość, że obszar ten się znalazł w strumieniu gazów z silników odrzutowych. Rozrzut rozłożonych na złomowisku części metalowych wyklucza „śmierć na skutek przeciążeń (przyspieszeń) rzędu 40-100 g”, jak konkluduje np. MAK. Późniejsze relacje rodzin pomordowanych dotyczące oględzin zwłok (m. in. Anny Walentynowicz) potwierdziły w pełni moje wcześniejsze analizy i zeznania w prokuraturze. Mówię o oględzinach w Moskwie, tj. przed jakąś niewyobrażalną, satanistyczną orgią, która nastąpiła później, a w wyniku której np. czaszka Anny Walentynowicz została pokruszona, a w kilku ekshumowanych ciałach znaleziono jakieś rękawiczki, niedopałki, rękawy, śmieci. Analizy nielicznych dostępnych zdjęć i złomowiska koło lotniska Siewiernyj wykazały w ciągu następnych dni przemieszczanie się tam i dziwne zmiany różnych elementów metalowych. Np. „ścianka” pochodząca rzekomo z Tu, która ma na niektórych zdjęciach 7, na innych 9 czy 10 okienek uznawana jest oficjalnie, a także przez bezkrytycznych dziennikarzy i filmowców za ten sam element (analizy Yurko). Udowodniono również jednoznacznie wcześniejszą inscenizację na tej scenie (wcześniejszą – tj. przed czasem „katastrofy”, oficjalnie zresztą nieokreślonym, chyba celowo i szyderczo). Ośmiesza to raporty oficjalne, ale jest też trudnością dla spójności hipotezy „dwuwybuchowej”. ZB: 6 lipca 2010 roku powstał Zespół Parlamentarny d/s wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej kierowany przez posła PiS Antoniego Macierewicza. To budziło nadzieję Polaków i – zdaje się – także Pana Profesora na gruntowne i w miarę szybkie dotarcie do prawdy o okolicznościach śmierci polskich delegatów udających się do Katynia. Jak Pan z dzisiejszej perspektywy ocenia działania Zespołu? MD: Strona podejrzana o planowanie i wykonanie zbrodni zrabowała i nie oddaje nawet po latach najważniejszych dowodów: Gdzieś, tam są wszystkie rejestratory, kokpit, reszta wraku. Kokpit „znikł”, a przecież w nim każdy przyrząd ma swój unikalny numer i charakterystykę. O „zabawie kota z poraniona myszką” w wykonaniu tajnych struktur „tamtejszych” powiem więcej w II części tej rozmowy. Jednak ujawnienie wielu, bardzo ważnych dla śledztwa, spraw leży w mocy polityków opozycji, tak z otoczenia JK, jak i AM. Oczywiście nie wspominam tu o „grupie rządzącej”, bo jest już pewne, że grupa ta zajęta jest od początku, a może i wiele wcześniej, mataczeniem i niszczeniem dowodów ( jeśli za początek przyjmiemy ranek 10 kwietnia). Konieczne są przesłuchania (w procedurach z jasnymi konsekwencjami karnymi, a choćby moralnymi, za ew. przemilczenia czy kłamstwa) osób z otoczenia Prezydenta i z jego kancelarii. Dla przykładu niezbędne są zeznania i dokumenty pisane i filmowe na temat losu prezydenta od rozmowy z prez. Grybauskaite aż do hipotetycznego„wejścia na pokład Tu101” w sobotę. Czy na przykład córka , pani Marta Kaczyńska, rozmawiała bezpośrednio z Ojcem w tym czasie? Czy min. Sasin oraz pani Zofia Kruszyńska – Gust [por. np.Gdzie jest Zofia Kruszyńska – Gust ‑ocalała z katastrofy”? ] rozmawiali z nim w piątek wieczorem będąc razem, w tym samym pokoju?? Kto Go (z małżonką?) wiózł w sobotę na Okęcie? Gdzie zdjęcia, filmy, zeznania? Czemu takie, oczywiste i narzucające się pytania taktowane są przez wszystkich Graczy Oficjalnych (czyli tak przez grupę rządzącą, jak i polityków opozycji) jako naruszenie tabu, ważnego dla ROZGRYWAJĄCYCH? Przecież jasne odpowiedzi na wiele takich pytań mogłyby znacznie zmniejszyć podejrzenia rozsądnych analityków o świadome ukrywanie ważnych faktów i spraw –zarówno przez otoczenie Jarosława Kaczyńskiego jak i (odmiennie – nie wiemy jednak, czemu?) otoczenie Antoniego Macierewicza. Nie nam oceniać motywy ukrywania pewnych wątków przez AM i JK. Nie znamy przecież przyczyn. Stwierdzam jednak, że to ukrywanie jest widoczne od kwietnia 2010 roku oraz że jest ono przeszkodą do poznania i ujawnienia prawdy. Co do lansowanej jako jedyna prawda „hipotezy dwu-wybuchowej” nawet A. Macierewicz mówi: “Podkreślam, że to jest hipoteza. Nie mamy zamiaru twierdzić, że to jest ostatnie słowo, także ze strony zespołu parlamentarnego, ale jest to jedyna całościowa hipoteza”. Otóż jest to hipoteza, ale nie jedyna – i zdecydowanie nie całościowa. Nie są dostępne jakiekolwiek dowody na to, gdzie był i co robił Prezydent Lech Kaczyński od czwartku przed południem, gdy (nagle?) poleciał do Wilna i widział się i rozmawiał z prezydent Litwy Dalią Grybauskaite. Niektóre z udostępnionych zdjęć z tej wizyty są dla specjalistów od fotografii komputerowej ewidentnymi fotomontażami. Np. na udostępnionej (po około dwóch latach od Zdarzenia!) kopii zdjęcia z rozmowy tych dwojga prezydentów, głowa prez. LK została doklejona do innego korpusu (analiza Yurko na poszczególnych szeregach pikseli). Faktem jest, że nie ma możliwości obejrzenia i profesjonalnej analizy filmów z Wilna z czwartku, 8 kwietnia, szczególnie z drugiej części wizyty i z opuszczenia Wilna (Odlot? Jakim samolotem? A może odjazd? Z jakimi osobami towarzyszącymi?). Niedostępne są protokoły, zdjęcia, filmy, listy osób towarzyszących i ich zeznania, protokoły BOR-u itp. Charakterystyczne, że sugestie o zmanipulowaniu relacji fotograficznych spotkania LK z prez. Grybauskaite przyszły z Rosji, od „źródeł” zwanych „Gorożanin iz Bernauła”, a ewidentnie związanych ze strukturami tajnymi („siłowniki”) Rosji. Szerzej o tym aspekcie gry Planisty z różnymi grupami w Polsce – w II części tej rozmowy. Nie było śledztwa ani nie wyjaśniono publicznie, kto podrzucił sfabrykowane zdjęcia „prezydenta LK w samolocie do Smoleńska”, które zostało „znalezione” w Chicago, w rodzinie Wojciecha Seweryna, który zginął w tej – no cóż – nie mogę użyć innego określenia – ZBRODNI. Nie ma wyników śledztw na temat tego, kto , jak i dlaczego usunął zapisy monitoringów z Okęcia oraz z Siewiernego. Wykazałem w poprzednich analizach (matematycznie), że prawdopodobieństwo, iż były to zdarzenia niezależne, jest nieskończenie małe [por.O pożytkach i niebezpieczeństwach używania LOGIKI ]. Planista i wykonawcy tego oczywistego elementu Zbrodni nie są nawet poszukiwani, zarzuty nie są sformułowane. Nie istnieją, nie są zebrane precyzyjne zeznania Rodzin (ostatnie dni, telefony, sms-y, transport „na lotnisko” itp. Próby ich zbierania są konsekwentnie blokowane. Szerzej o tym w II części rozmowy [mam nadzieję]. Zbrodnia Smoleńska ma wiele cech wspólnych ze zbrodnią w World Trade Center, popełnioną osiem lat wcześniej, zwaną w skrócie 9/11. Widać, że Planista „Smoleńska” wzorował się tak na jej przygotowaniu, przeprowadzeniu, jak i przygotowaniu całej dezinformacji , „śledztwa” i powoli cedzonych późniejszych „rewelacji”. W USA jednak tak rodziny ofiar, jak stowarzyszenia pilotów, kontrolerów lotów, prawników itp. mają zagwarantowany przez konstytucję dostęp do danych źródłowych. Jest on utrudniany, ale możliwy. Stąd istnienie wielu analiz, książek, filmów dokumentujących rzeczywisty przebieg zbrodni, wykazujących, że planowanie, przebieg i „otoczka medialna” zbrodni 9/11 były zupełnie inne, zdecydowanie różne od opowieści oficjalnych podawanych zaraz po Zdarzeniu, czy po latach opublikowanych w oficjalnym „Raporcie Rządowym”. Wyciszanie tych analogii przez tutejszy rząd i podległe mu media nie dziwi. Zadziwiło nas jednak , gdy min. Antoni Macierewicz z powaga zaprosił do badań w Zespole Parlamentarnym „eksperta” Kushnera z USA. Człowiek ten bowiem „badał 9/11”, a potem podpisał skłamany Raport Rządowy. Raport ten powstawał w bólach, zdaje się ok. 2-ch lat, Kushner więc, gdyby był uczciwy, mógł w tym czasie przypomnieć sobie podstawy fizyki ze szkoły średniej (chyba tam fizyki uczą?). Np. o tym, że ciało na Ziemi spada z przyspieszeniem g=1 tylko wtedy, gdy nie napotyka na żaden opór. A przecież te dwa budynki WTC stały na 47 stalowych kolumnach każdy, które się nie spaliły, ani nie roztopiły, bo nie było takiej temperatury ani czasu na to. Filmy z destrukcji dwóch z trzech wież WTC wskazują, że przyspieszenie wynosiło g=1. Dodatkowo – są filmy, na których widać 11 błysków kontrolowanej destrukcji jednej z tych wież. Zapominalskim przypominam, iż trzecia wieża WTC-7 zawaliła się „ze strachu”, bez ingerencji „okrutnej Al-Kaidy”. Pogrzebała pod sobą nierozliczone papiery dłużne wartości setek miliardów dolarów (może więcej?). O dziesiątkach ton złota, o diamentach ledwie wspomnę – to „detale”. Ale nie odnalazły się pod gruzami, mimo, iż nie są łatwopalne. To „słoń”. A sprawa polska wygląda tak, że AM indagowany publicznie, czemu zaprasza i nagłaśnia kłamcę, który oszukuje swój naród, więc tym bardziej nie będzie miał oporów w oszukaniu obcego narodu, odpowiedział że on (AM) zajmuje się sprawą smoleńską, nie zaś wątpliwościami i hipotezami w kwestii 9/11. To zły znak dla Polaków. Najważniejszym wnioskiem ogólnym na temat minionych trzech lat z częściowo zakłamanego, a częściowo kulawego śledztwa, jest ten, że nie wolno ograniczać się do badania, choćby najbardziej szczegółowego, tzw. „ostatnich sekund lotu”. Konieczne jest zdecydowane wykroczenie poza te, dziwacznie narzucone, także Zespołowi Parlamentarnemu, ograniczenia. Konieczne jest na przykład udokumentowanie, jakie samoloty związane z tą misją startowały tego ranka z Okęcia, oraz co, czy kogo wiozły – i dokąd. Wiele przemilczeń i przekłamań tzw. „świadków” ujawniła grupa świetnych, krytycznych analityków, którzy skupili się wokół Free Your Mind-a, czyli, co wiemy od paru miesięcy, dr. Pawła Przywary. Kapitalna jest jego książka „Czerwona strona Księżyca”, w której te różne ważne pytania są postawione, a ukrywane przez oficjalnych śledczych (zapewne z panicznego strachu) zagadnienia są nagłośnione. Jestem przekonany, że testem na uczciwość i odwagę każdego analityka Zbrodni Smoleńskiej jest sposób merytorycznego odniesienia się do konkretnych problemów postawionych w tej pracy, oraz do spraw podniesionych przez analityków tej grupy. Zaś imputowanie im „agenturalności”, czy bycia „sektą” jest świadectwem paniki, że Prawda, która zapewne jest straszniejsza od naszych podejrzeń, może ujrzeć światło dzienne. Naciski na odsuwanie od oficjalnych konferencji osób z grupy stawiającej szerzej pytania o „Smoleńsk” nie powinny się powtórzyć. Nie dlatego, że to wstyd, bo wstyd czy bezwstyd jest odczuciem subiektywnym. Ale dlatego, że takie naciski utrudniają dojście do prawdy – i sugerują chęć jej ukrycia. ZB: Mec. Małgorzata Wassermann, córka śp. Zbigniewa Wassermanna, który zginął 10 kwietnia 2010 roku, powiedziała niedawno: „Wszystkie dokumenty, które przesyłane są z Rosji, poświadczają nieprawdę. Nie mówię jedynie o materiałach dotyczących sekcji zwłok, ale o wszystkich dokumentach rosyjskich”. Eksperci Zespołu Parlamentarnego traktują jednak rosyjskie materiały bardzo poważnie, badają je i wyciągają daleko idące wnioski, jak chociażby o dwóch wybuchach w Tu-154M 101, które miałyby być przyczyną katastrofy na Siewiernym. O czym to świadczy? MD: Wyżej przeanalizowałem pewien zły znak dla Polaków. Innym złym znakiem jest to, iż ograniczono prace ZP jedynie do analiz danych otrzymanych od MAK. Szansa, że dane te nie są sfałszowane, jest bliska zero. Przyznała to nawet mec. Małgorzata Wassermann, córka posła który zginął w zamachu. Była zawsze dotąd ostrożna w słowach, ocenach i czynach. Część tych prac jak dla przykładu analizy porównawcze prof. Biniendy wytrzymałości brzozy i skrzydła Tu-154 są doskonałe. Ale fakt, że ZP unika kwestii POCZĄTKU, tj. badania tego, co działo się w Warszawie w nocy, potem na Okęciu, brzmi alarmująco. Dla przykładu: – Co działo się z Prezydentem w piątek i sobotę rano, – Jak, kiedy, kto dowiózł wszystkich, którzy zginęli/zaginęli? Szerzej poruszę te ważne kwestie w II części rozmowy. – Co działo się czy stało z hangarem nr. 21 [por.Był sobie hangar – tajemnicze Okęcie 2010] na Okęciu, z nagraniami wszystkich monitoringów (Okęcie i Siewiernyj), – Gdzie są filmy, zdjęcia, wywiady dziennikarzy sprzed „odlotu”. – Czemu nie ma – i nie usiłowano uzyskać – zeznań obsługi Okęcia, od kontrolerów lotu do bufetowych i sprzątaczek włącznie. Narzuca się wniosek, który muszę tu powtórzyć, że AM coś ważnego i groźnego stara się ukryć. Odmienna jest sytuacja JK. Dla przykładu nie umożliwił on analizy fonograficznej „rozmowy z bratem”, o której wszyscy piszą, że odbyła się „z pokładu samolotu”. Znów porównajmy ze wzorcową dla „Smoleńska” zbrodnią 9/11. Udowodniono, że „rozmowy z telefonów komórkowych” wykonane rzekomo w czasie lotu porwanych samolotów : 1)były niemożliwe, niewykonalne technicznie,2) sfałszowane, wykonane ze zgromadzonych wcześniej autentycznych zdań i rozmów danej osoby. Ad 1: Przy tej prędkości, jaka mają samoloty rejsowe (800 – 900 km/h) i wysokości, na jakiej latają, próba połączenia się z komórki (stan technologii na 2001r. ) musi doprowadzić do „efektu domina”, tj. usiłowanie połączenia się z wieloma stacjami bazowymi, nad którymi przelatuje samolot prowadzić musi do zablokowania aparatu, do niemożności rozmowy. To wykazano doświadczalnie, nie tylko „teoretycznie”. Ad 2: Przykłady: Syn (Mark Bingham) dzwoni do swej matki – i parokrotnie przedstawia się jej z imienia i nazwiska. Staruszka tego nie zauważa – tak zajęta jest straszną treścią „rozmowy”. Te „rozmowy” zostały zmontowane z autentycznych głosów osób, którym je potem przypisano. Były dopasowywane na żywo do reakcji rozmówcy. W razie kłopotów z sensem – „porwany” proponował wspólne odmawianie psalmów, a w tym czasie przygotowywano kolejną odpowiedź. Ta technika jest opanowana, znana fachowcom. Dużo bardzo przekonywujących przykładów można znaleźć w książce Sławomira Kozaka „Operacja dwie wieże” i w następnych jego książkach na podobne tematy [Wyd. AURORA]. Por. rozdział „Mit Shanksville” i „Telefony, telefony”. Tam też są dostępne filmy wyjaśniające wiele oszustw (i sposobów ich przeprowadzenia) w oficjalnej, rządowej wersji „ataku na Pentagon”. Filmy ilustrują wyniki analiz pilotów z grupy „Pilots for 9/11 Truth”, kontrolerów ruchu, itd. Niemożliwe, by Jarosław Kaczyński tych spraw nie znał lub by je zlekceważył. Analiza jego rozmowy z Bratem przez specjalistów od fonografii jest kluczowa dla ukierunkowania śledztwa smoleńskiego. Podobnie – nie wyjaśniono, czemu (ew.: i kto??) opóźniono przyjazd JK na Siewiernyj („po katastrofie”), czemu „ciało LK było zimne”? Narzuca się hipoteza, iż JK „musiał” poczekać, by ciało dowieziono z lodówki na „miejsce katastrofy”. Przypominam, że wiarygodnych zdjęć ciał ofiar na złomowisku BRAK. ZB: Rosyjskie materiały są też podstawą śledztwa prokuratorów z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Czy oni nie znają wartości ruskich dokumentów? Kiedyś polscy śledczy powstrzymali skutecznie żądania ekshumacji zwłok, utajnili wiele ważnych informacji, później uczestniczyli w aferze trotylowej, a teraz szukają śladów alkoholu u 32 ofiar tragedii. Czy oni nie widzą tego, że kpią z ludzkiego rozumu i wystawiają Polaków na bezgraniczną cierpliwość? MD: Sądzę, że prokuratorzy poddawani są ogromnym naciskom. Oczywiście, jak w całym „resorcie sprawiedliwości”, decydują tam sprawdzeni jeszcze w latach 80-tych towarzysze. Na pewno do Tej Sprawy selekcja kadr była jeszcze ostrzejsza, bo „to kadry decydują o wszystkim”. Jednak jest tam grupa osób profesjonalnych, uczciwych, może też obawiających się odpowiedzialności karnej w przyszłości, które zapewne w swoim mniemaniu „robią co mogą”. Za sygnały ich istnienia uważam, może paradoksalnie, zabawne perypetie z niemożnością zmierzenia „wysokości brzozy”, opisane na przykład tu: Gang Olsena na tropie, czyli przygód gamoni w mundurach ciąg dalszy . Wybrano sprawę zupełnie marginalną, bo od dawna jest oczywiste, iż udział pancernej brzozy w czymkolwiek jest hipotezą oszukańczą i dawno ośmieszoną. Sygnał ten odczytuję jako: „No widzicie, ludzie, że nic nie możemy…” Może jednak jestem zbyt pobłażliwy? Mam nadzieję, że dokumenty „w sprawie” są tam chronione i czekają na lepsze czasy, a nie są niszczone, jak zapisy monitoringów z Okęcia i Siewiernego zniszczone przez nieznanych sprawców. Bezkarnie! ZB: Polskie organy władzy nie podjęły decyzji o otwarciu trumien, które przybyły z Moskwy. Trzy tygodnie później pisał Pan Profesor: „Kto wie, co jest w tych trumnach?” Władze nie spieszyły się jednak z przeprowadzeniem ekshumacji. I co się okazało teraz, gdy otworzono dziewięć trumien? – Sześć ofiar pochowanych było w niewłaściwych grobach. Poległy śp. ksiądz prof. Ryszard Rumianek leży dotąd nie wiadomo w której trumnie. I jak można przejść do porządku dziennego, gdy osoba historyczna już za swego życia, rozpoznana przez rodzinę w prosektorium w Moskwie, była pochowana bez twarzy w nie swojej trumnie? MD: Przypominam, że już w maju 2010 alarmowałem, m. in. w tekście Kto wie, co jest w trumnach? i listach poufnie dostarczonych Jarosławowi Kaczyńskiemu i Antoniemu Macierewiczowi [listy są tu: FYM: Wywiad z prof. M. Dakowskim ], o możliwości dostarczenia z Moskwy w trumnach czegokolwiek, np. ścierwa psów czy kamieni i cegieł. Były przecież takie precedensy (katastrofy Ił-ów 62 pod Warszawą). Argumentowałem Im o konieczności otwarcia wszystkich trumien, jako dostępnych nam, a ważnych dowodów rzeczowych w sprawie. Nie doczekaliśmy się reakcji. Te podejrzenia potwierdziły oględziny ciał w Moskwie porównane z jakąś niewyobrażalną, satanistyczną orgią, która nastąpiła później, a w wyniku której np. czaszka Anny Walentynowicz została pokruszona. Wrócimy do tego. Niestety – wspólny front matactwa, zbrodni i tchórzostwa czy niemocy zablokował na razie tę sprawę. ZB: Dziękuję Panu Profesorowi za udzielenie wywiadu, który – jestem o tym przekonany – wzbudzi zainteresowanie Czytelników. Wierzę, iż zechcą oni zadać następne pytania, które – zebrane przeze mnie – będą postawione Panu w drugiej części naszej rozmowy. MD: Winien jestem wyjaśnienie, czemu używam określenia „Zbrodnia Smoleńska”. Początkowe przypuszczenie, t.j. hipoteza, że była to zaplanowana zbrodnia, zamieniło się w ciągu paru pierwszych tygodni analiz w fakt udowodniony. Najpierw poprzez analizę zdjęć wskazujących jednoznacznie na inscenizację, oraz ze względu na manipulację przez Rosjan i pomagających im przedstawicieli rządu RP „czasem zdarzenia” i „świadkami”, podstawianymi i przedstawianymi bez wyboru spójności i sensowności ich wypowiedzi. Natomiast przymiotnik „smoleńska” używam jedynie w sensie popularnym, przyjętym w świadomości Polaków. Jest to podobne do faktu, iż pojęcie „Katyń” zwykle odnosimy też do innych miejsc zbiorowych mordów Polaków przez sowietów, np. również do nie zbadanej sprawy zatopienia barek na Morzu Białym. Ten temat ciągle jest tabu. Zupełnie nie wiemy (po trzech latach!),gdzie wymordowano najpierw 96 osób, Polaków(a doszły skrytobójstwa). Nie wiemy nawet, czy mordowano ich w jednym miejscu i czasie. Natomiast nazywanie tej zbrodni „warszawską”, jak chce Krzysztof Cierpisz, byłoby podwójnie mylące: – nie mamy dotąd przekonywujących dowodów, że nastąpiło to w Warszawie, np. na Okęciu, czy w Hangarze nr 21 w kompleksie wojskowym lotniska Okęcie. Por.Był sobie hangar . Może następowało to w wielu miejscach. Termin „Zbrodnia Warszawska” zakłada więc coś, co na razie jest tylko hipotezą. A zbrodni w Warszawie popełniono już tyle że tracimy jednoznaczność określenia sprawy.
*** Gloria Patri, et Filio, et Spiritui sancto. Sicut erat in principio, et nunc, et semper et in saecula saeculorum, Amen.
[ Przypominam kolejny raz. A to już 15 lat !!! Ten i następny artykuł – to mój wkład do książki „Maskirowka smoleńska”. Umieszczam, bo Piko ośmielił się wspomnieć o tej – zagłuszanej – Zbrodni. Czemu tak mało publicystów o tym strasznym kłamstwie pisuje – nie rozumiem. MD]
[Przypominam kolejny raz – z okazji sześciolecia ZBRODNI oraz panoszenia się KŁAMSTWA w oficjalnych me®diach – i wśród polityków.
Oby ostatni! MD]
====================================
Rok 2025: Czytelnicy donoszą: WSZYSTKIE ABSOLUTNIE WSZYSTKIE odnośniki W TEKŚCIE są zablokowane. MD: Trudno, to specyfika internetu. Nie mam sił, by szukać i naprawić. W papierowej książce [jest dostępna w Wyd. Bolinari] są teksty artykułów, ale oczywiście też nie ma intern. odnośników . MD]
======================================
Niestety – nie ostatni. KŁAMSTWO jest trudne do zabicia, ma wiele „Żyć’. 17 kwiecień 2023.
Te wywiady, analizy były po ich opublikowaniu wiele lat temu – posłane do Prezesa Kaczyńskiego, ministra Macierewicza. Są też w mojej książce „O to, co najważniejsze”. Poniższe adresy internetowe mogą być już zniszczone – przecież w Internecie panują prawa dżungli. Nie sprawdzałem. MD]
===================
Mirosław Dakowski 2.4.2013 [przypominam Zbrodnia Smoleńska a Zło Absolutne – wobec totalnej dezinformacji w mediach – te szelągi, prezesi.. brrr. MD]
===================
Druga część wywiadu z prof. Mirosławem Dakowskim
Zygmunt Białas:Pół roku temu, w październiku 2012 roku, pisał Pan Profesor o stanie naszej wiedzy o przyczynach i okolicznościach tragedii smoleńskiej:„Prawda w ogólnych zarysach jest już poznana. I nie uda się już jej schować, zdeformować”.– Czy te słowa nie są wypowiedziane niejako 'na zapas’? Co my – zainteresowani sprawą, a także ogół społeczeństwa – wiemy o tym niebywałym wydarzeniu?
Prof. Mirosław Dakowski: W ciągu trzech lat, które mijają od Zbrodni, zaktywizowało się w Polsce i wśród Polonii co najmniej kilka setek uważnych, krytycznych i dalekowzrocznych analityków. Ujawnili swe spostrzeżenia i odkrycia w Internecie, bo media drukowane oraz radio i TV są dla nich zamknięte.
W sposób naturalny połączyli się w różne grupy, badające różne aspekty sprawy. Na początku cześć ludzi poszła śladami „rewelacji fotograficznych” doc. Amielina, współpracownika KGB lub za podrzucanymi wspomnieniami różnych „dziadków leśnych”, z których na przykład jeden był tak blisko gazów odrzutowych „polskiej tuszki”, że aż musiał złapać się za karoserię samochodu.
Ta piana dezinformacji szybko została zdmuchnięta. Wiele uczyniono dla wykazania, co z podawanych wieści na pewno było fałszywką, tj. co z oficjalnych opowieści było sprzeczne z prawami logiki, fizyki, techniki – awioniki itp. Dla przykładu: pancerna brzoza, beczki podziemne, „czasy zdarzenia” itp.
Pozostały dwa kierunki poszukiwań:
Jeden usiłujący wyrwać czy rozszyfrować jak najwięcej informacji z przesłanych (elektronicznie? ) przez MAK ułomków danych z rejestratorów zrabowanych przez stronę rosyjską. Ta grupa badaczy przyjęła jako pewnik, że Tu154 M-101 rzeczywiście był tam i „rozbił się” koło Siewiernego. Szukano więc dowodów na wybuchy, „trotyl i nitroglicerynę”, ew. szukano wysokości, na których jakieś przyrządy ( tj. ich zapisy, przesłane przez MAK! ) umilkły. Kierunek ciekawy, wyniki warte poważnej dyskusji.
Większość jednak szukała dalej w przestrzeni i w czasie, szczególnie tego, co mogło się dziać wcześniej, np:
– wizyta prez. Lecha Kaczyńskiego w Wilnie we czwartek,
– ostatnie znane godziny życia wszystkich ofiar Zbrodni, a nawet
– losy hangaru nr. 21 na Okęciu oraz
– żołnierzy z tym związanych (żyją? Ilu „popełniło samobójstwa” w piątek?).
To tylko przykłady. Ponieważ Internet jest pojemny, ale i bezkrytyczny, każdy z badaczy pisał swoje uwagi i spostrzeżenia i uważał, że „zadanie wykonał”. Analitycy uważali, że ktoś te wszystkie rewelacje (szczególnie ”jego!”) analizuje, a przyczynki zbiera – i krytyczna synteza się z czasem pojawi. Tymczasem czytało to sto do tysiąca osób, góra kilkanaście tysięcy, a 90% szybko zapomniało… Oczywiście agenci różnych „mocy” czytają uważniej. A miliony ludzi czerpią swą „wiedzę” od etatowych kłamców i agentów, rozłożonych równomiernie w całym spektrum oficjalnej polityki i mediów.
Ogromnym sukcesem dr. Pawła Przywary (Free Your Mind) było opublikowanie książki zatytułowanej „Czerwona strona Księżyca„. Niestety, ku mojemu zdziwieniu, a potem niesmakowi (bardziej niż rozbawieniu), książka została przemilczana czy zakazana nie tylko przez stronę oficjalną, „rządową”, ale także przez przywódców Zespołu Parlamentarnego, czyli zwolenników „hipotezy dwuwybuchowej”. Spośród nich wypowiadały się na ten temat (zjadliwie) tylko osoby (harcownicy) nie zajmujące się badaniami, ograniczonymi zresztą wyraźnie „odgórnie” przez polityków.
ZB:Był Zamach na delegację udającą się do Katynia. To wydaje się oczywiste dla każdego, kto potrafi (i chce) logicznie myśleć. Jednakże ciągle nieznane są nam polityczne przyczyny i motywacje. Kto wydał wyrok? Czy sojusznicze NATO, BND, CIA wiedziały o planach zamachowców? Czy podzieliły się wiedzą ze swymi rządami?
I potem po 10 kwietnia 2010 roku… Czy zachodnie służby mają zdjęcia, filmy czy inne dowody zbrodni? Jeśli tak, to dlaczego je ukrywają? Dlaczego nasze państwo zostało pozbawione jakiejkolwiek pomocy?
MD:Umowy i pakty międzynarodowe, NATO
Niebo nad Ziemią jest naszpikowane satelitami badawczymi, filmującymi w trybie ciągłym na różnych długościach fal, szpiegowskimi, bazowymi dla GPS i tak dalej. Nie ma skrawka planety, który by nie był ciągle obserwowany, a obserwacje są starannie zapisywane.
Żadne powłoki chmur czy niespodziewane gęste mgły nie są przeszkodą. Rejestruje się przecież na wielu różnych długościach fal, też w podczerwieni. Dlatego jest pewne, że istnieją zapisy losów wszystkich rejsów samolotów, też w okolicach Witebska i Smoleńska.
Mają je na pewno: wojska rosyjskie, NATO, armia USA i CIA, Francja, BND (Bundesnachrichten Dienst). Osoby związane z tą ostatnią formacją usiłowały nawet przed rokiem „pohandlować” – obiecywali takie filmy za ujawnienie konkretnych wtyk „Informacji” (która, jak wiadomo, „nie istnieje”) w Niemczech [wtyki może w Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV) ]. „Informacji”, która kiedyś była filią GRU. [Dla smakoszy: Sprawa agenta Nymphe i jej reperkusje polityczne]. Ostatecznie – targ nie doszedł do skutku, a zresztą i tak znani nam analitycy Zbrodni do ew. materiałów z BND dostępu by nie uzyskali.
Skupmy się jednak nad następująca implikacją tej „przezroczystej atmosfery”:
W przypadku, gdyby „Zdarzenie smoleńskie” było „niespodzianką” dla służb szpiegowskich Zachodu, to plany i dowody wykonania egzekucji na prezydencie państwa NATO, na generalicji NATO, mogłyby doprowadzić do światowej destabilizacji, nawet, gdyby zbrodni dokonał jakiś obcy, nie zaś armia będąca pod kontrolą rządu kraju od stulecia miłującego pokój nade wszystko. Musiały więc wcześniej nastąpić dyskretne konsultacje. Na jakim szczeblu, i na jakim poziomie niejawności, nie nam na razie rozważać.
Faktem jest, że żaden „czerwony alert” w siłach NATO nie został ogłoszony. Czy przypadkiem jest, że akurat tak się złożyło, iż rankiem 10 kwietnia wszystkie siedem satelitów obserwujących okolice Smoleńska były oślepione lub poza obszarem aktywności? Jak w przyszłości zostanie oceniona ta bierność NATO – zobaczymy . Por.: Ile satelitów widziało okolice Smoleńska 10/04? Polacy widzą jednak, ile naprawdę warte są obecne „pakty militarne” i „sojusznicy”.
ZB:Mój najbliższy rozmówca Andrzej Kisiel (nick: @Kisiel) napisał po pierwszej części naszego wywiadu: „Oczekiwałbym wątku dotyczącego wprowadzenia materiałów ze śledztwa rosyjskiego /zasobów rosyjskich służb za pośrednictwem ruskich blogerów…” Proszę więc, by Pan Profesor podzielił się swymi uwagami na temat roli GRU i Putina, i przedstawił – starannie przemilczane przez oficjalne media – fakty związane z działalnością Gorożanina iz Bernauła.
MD:Generalny Planista
Charakterystyczne, że sygnały o ukrywaniu wielu zdarzeń istotnych dla wyjaśnienia sprawy napływają też od struktur tajnych „siłowników” rosyjskich. Konsekwentnie nie nazywam ich „służbami”, bo nie wydaję się, by służyły np. Rosji, lecz albo sobie, albo swym jeszcze tajniejszym przywódcom. Mówię teraz o ich tubie, przekazującej poprzez Gorożanina iz Bernauła np. zdjęcia z rosyjskiej strony tzw. „śledztwa”. Część tych zdjęć, np. niektórych „trupów”, wygląda na fałszywki, a obiekty – na przygotowane kukły polane krwiopodobną cieczą. Ale nie wszystkie. Część zdjęć wygląda na oryginalne z MAK, a rozdzielczość i precyzja sygnalizują takie ich pochodzenie – i staranne przygotowanie. To wygląda na fragment scenariusza, który nazwaliśmy „gra kota z poranionymi myszkami”.
Użyję tu rozróżnień zaproponowanych przez Rolexa (por. np. tu: Hipoteza i analiza: KASYNO) . Dzieli on wroga na trzy klasy: Planistę, Gracza i Hazardzistę – idiotę. Do myszek mogą należeć ludzie z wszystkich trzech powyższych klas. Tak niektórzy w Rosji, jak wykonawcy w Polsce, oczywiście, a szczególnie z grupy „Gracza” i „Hazardzisty”. Najgorsze i najboleśniejsze jest jednak to, że do myszek należą zwykli, uczciwi Polacy, którym zależy na odkryciu Prawdy i ukaraniu zbrodniarzy. Wszystkich.
Spróbuję ustalić, kto jest tym Ostatecznym Planistą. Już teraz, po trzech latach, nie jest to niemożliwe.
W niedawno opublikowanej książce Masoneria 2012 Stanisław Krajski ukazuje jądro wszystkich „struktur tajnych” w kilku imperiach i państwach, w czasie ostatnich dwóch stuleci. Z tej tajności wynika (czy to pokusa naturalna??) tendencja, by stać się prawdziwym Panem Imperium, a za tym Panem Świata. O tej pokusie napisano dziesiątki poważnych rozpraw, a także opisano ją czy sparodiowano w setkach Bondów i podobnych produkcjach oraz w tysiącach komiksów.
Najtajniejsze w wojskowych strukturach tajnych były i są loże z grupy lóż „francuzów”, czyli najmocniej oddanych „synowi Poranka”, to jest Lucyferowi. Taka była i jest dalej – Loża Propaganda Due (P2). Podobne loże w krajach Europy Środkowej i Wschodniej St. Krajski nazwał – chyba hipotetycznie – loże P3. Otóż ich istnienie w strukturach wojskowych, a szczególnie w sprywatyzowanym GRU (Главное Разведительное Управление) i ich filii na Białorusi, w Polsce itp. jest zauważalne, nie tylko wyczuwalne. One zapewne są tym Centralnym Planistą. A posługują się – całą organizacją państw, na których pasożytują.
Wrócimy więc do Gorożanina, jednej z ich tub: Poza starannie dozowanymi „przeciekami” z dokumentacji Zdarzenia, jeden z jego awatarów czy wykonawców, podrzuca nam fotomontaże z czwartku (8 kwietnia) z wizyty LK u prezydent Litwy Dalii Grybauskaite. Sugerując, że pani G. też jest „w tym umoczona”. Nie wiem, dlaczego ten wątek nie został (zdaje się) w Polsce przedyskutowany ani rozwinięty. Zdjęcia z portali rządowych na Litwie i w Polsce nie przesądzają sprawy i są bardzo wątpliwe [co do ich autentyczności.] , a świadkowie i uczestnicy tej wizyty – są starannie ukrywani [np. Sasin. md w 2016]. Tymczasem ew. wyjaśnienia byłyby konieczne, znacznie zmniejszyłyby ilość niewiadomych.
Sformułuję to tak: Gdyby w tej wizycie i po niej nie było mrocznych momentów, może dni, to Antoni Macierewicz czy Jarosław Kaczyński mogliby je dawno wyjaśnić, a fakty i dokumentację opublikować. Siły uczciwych i odważnych badaczy przydałyby się do dalszych prac, a nie do marnowania się w „próżnych dywagacjach”. Tak jednak się nie stało. Dzieje się to z ludźmi, z którymi znam się od dawna, których w większości lubię i poważam. Ale od Tamtego Czasu reagują, jakby byli sparaliżowani, na uwięzi wzroku piekielnej Kobry.
W „zdarzeniu smoleńskim” od początku jego rozgrywania i nagłośnienia widać staranne dozowanie „zdarzeń medialnych” (jak kiedyś to określił nieoceniony Geremek), by widz /słuchacz musiał mieć wątpliwości, ale nie mógł ich rozwiązać, ew. nie mógł swoich podejrzeń ugruntować. W przypadku „zdarzenia smoleńskiego” brak na złomowisku kokpitu, ciał, foteli, przemieszczają się różne ścianki, które „robią” za tą samą w różnych śledztwach. Te fakty też raczej nie są „niedoróbkami”, lecz przekazują ten sam sygnał: Przedstawiamy wam „argument nie do odrzucenia”.
Ten scenariusz widać przy wielu zbrodniach: Litwinienkę można było przecież pchnąć gdzieś w ciemnej ulicy zaostrzonym pilnikiem w serce, a ciało podrzucić za niewielką opłatą do jakiegoś klubu pederastów czy burdelu, gdzie przerażeni klienci i zszokowane pracownice by zaświadczyły, że wtoczył się sam – a potem okazało się, że chyba przypadkiem wbił się na swój pilnik.
Wariant z Po-210 jest miliony razy droższy oraz bardziej niebezpieczny dla wykonawcy, a pozostawia ślad. Daje jednak satysfakcję, że „wiecie, co to znaczy, że to my, ale nie śmiejcie tego udowodnić”. A sprawca jest nagradzany – w tym wypadku miejscem w Dumie państwowej.
Podobnie z wysadzeniem w powietrze budynków z mieszkańcami w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku we wrześniu 1999 roku. W Riazaniu milicja przypadkiem, na skutek czujności mieszkańców bloku, aresztowała sprawców – byli to funkcjonariusze FSB, ale worki z heksogenem zamieniły się podczas badań w Moskwie w … cukier. Znów, jak zwykle: „Wiecie, bójcie się, ale nie odważycie się czegoś udowodnić”.
ZB:W Pańskim portalu www.dakowski.pl znajduje się wiele tekstów związanych z bezczeszczeniem zwłok ofiar tragedii smoleńskiej. Mamy dowody na loże satanistyczne w GRU, u Gorożanina – twierdzi Pan Profesor. – Proszę przedstawić te fakty, które przecież nie są na ogół znane Czytelnikom.
MD: Może trochę dziwić, czemu w tutejszych mediach zapadła cisza, gdy udowodniono, po tych niewielu z dopuszczonych, ekshumacjach, że już po okazaniu ciał Ofiar zbrodni rodzinom, odbyła się na tych zwłokach jakaś orgia, zupełnie nie mająca sensu ekonomicznego, geopolitycznego czy PR-owskiego.
W niechlujne jej ukrywanie zostały co prawda wciągnięte osobniki rodzaju Arabskiego i Tuska(„zakaz otwierania trumien w Polsce”), ale to marginesy sprawy.
Istotny jest meta-sens całej Zbrodni, w tym tej orgii: To NIENAWIŚĆ w stanie absolutnym, oddanie czci Złemu. O satanizmie Lenina, Dzierżyńskiego czy Zinowiewa i całej tej bandy pisało dużo myślicieli, głównie rosyjskich. Z „lżejszych”, jeśli można tego terminu użyć, por. Rozkoszna dupa Lenina oraz Wiara a wiedza – CzK i Lenin .
Na temat czynnego satanizmu połączonego z perwersjami w rządach USA, władzach NATO jest sporo dokumentów prokuratury amerykańskiej, np. w sprawach „Project Monarch”, czy „MK-Ultra”. O bezkarności wysoko (bardzo wysoko…) postawionych opiekunów mordercy – pedofila Marc Dutroux czy podobnych w Sądzie Najwyższym w New South Wales (Australia) można, choć z trudem, znaleźć dokumenty. Te kręgi na pewno tworzą wspólny front z lożami nazwanymi P3 w Azjopie, jak lubią perwersyjnie nazywać „swój” kontynent ci „władcy”. Zbudowali sobie przecież nawet stolicę – ASTANA (Satana). Por.: Czy Miasto Szatana będzie stolicą masońskiej Eurazji?
Czy ich rozkazy będą rzeczywiście dla wszystkich „argumentem nie do odrzucenia”? – To będzie zależało od nas wszystkich, od naszej determinacji.
ZB: W pierwszej części naszego interview mówił Pan Profesor: „Nie istnieją, nie są zebrane precyzyjne zeznania Rodzin (ostatnie dni, telefony, sms-y, transport na 'lotnisko’ itp.). Próby ich zbierania są konsekwentnie blokowane„. – Kto blokuje te próby? Dlaczego? Jakie znaczenie mają zeznania bliskich ofiar dla wyjaśnienia tragicznych wydarzeń?
MD:Ankiety wśród Rodzin Ofiar.
Po trzech latach okazało się, że nikt nie przeprowadził najprostszych badań ankietowych wśród Rodzin. Fakt, iż nie zrobił tego ani rząd ani opozycja parlamentarna, świadczy, iż po wynikach takiej ankiety spodziewają się czegoś niewygodnego dla nich czy może strasznego. Jedną z list istotnych pytań można znaleźć pod: Pytania. 8-10 kwietnia 2010 (z uzupełnieniami)
Nie przeprowadzili takich ankiet prokuratorzy „prowadzący” śledztwo smoleńskie (cudzysłów wskazuje, iż większość myślących Polaków widzi pozorność tego „śledztwa”). Nie prowadziły też inne organy do tego powołane. Ale na nie od dawna przestaliśmy liczyć. Powtarzam jednak ze smutkiem, że nie prowadzili też politycy opozycji ani głośni z „niezależności” dziennikarze czy pisma. Muszę stwierdzić, iż nie zdali egzaminu na Polaka.
My, szeregowi „badacze z internetu” usiłowaliśmy namówić harcerzy z ZHP oraz ZHR, a także niektóre zakony. Były to jednak próby indywidualne, niespójne. Bezskutecznie. A to tylko ok. 100 rozmów… Pół żartem mówiliśmy, że nieufność oficerów łatwiej rozproszą energiczne a zgrabne druhny, a w Rodzinach – skromne zakonnice.
Nie udało się przeprowadzić tego poufnie – a były już także działania zniechęcające. Ja nie mam więcej sił. Proszę więc wreszcie JAWNIE wszystkich, którzy zechcą pomóc:
Znajdźcie spójną grupę ankieterów– są bardzo potrzebni, a na wyniki czekamy. Trud chyba nie tak wielki.
ZB:W październiku ub.r. odbyła się I Naukowa Konferencja Smoleńska w Warszawie. Pański referat zatytułowany „Informacje, jakie można uzyskać metodami logiki i fizyki o zdarzeniu smoleńskim 10/4” nie został przyjęty na konferencję. Podobnie potraktowano pracę dr. Pawła Przywary (FYM-a). Czy można to odrzucenie rozumieć jako brak gotowości kręgów naukowych czy decyzyjnych do swobodnej (i poważnej) rozmowy na temat tragedii narodowej?
MD: Z przebiegu zdarzeń w ostatnich trzech latach można wydedukować, iż:
1) Jarosław Kaczyński (dalej, tylko dla prostoty, używam skrótów JK oraz AM) od ranka 10 kwietnia, a może wcześniej, dostał, usłyszał czy zobaczył„argument nie do odrzucenia”, po którym był na tyle przybity, iż działał jakby we śnie. JK nie pozwolił zbadać fachowcom „telefonicznej rozmowy z Bratem w samolocie”, która budzi dużo podejrzeń. Nie kazał natychmiast udokumentować, nie zrobił sensacji, gdy już w Polsce po otwarciu trumny Brata zobaczył nogę w generalskim mundurze, z lampasem. Tu pasuje generał Kwiatkowski ze względu na wzrost. To tylko nieliczne przykłady z wielu podobnych.
2) Inny „argument nie do odrzucenia” musiał zadecydować, że AM ze sporą grupą wybranych badaczy postanowił założyć końskie okulary. Nie chciał widzieć, skąd pochodzą „elektroniczne zapisy zdarzeń” (a pochodzą z MAK); zrobił prawie wszystko, by NIKT nie zajął się dokładnie zbadaniem przygotowań do wizyty w Katyniu, przygotowań lotu oraz jazdy pociągiem i samochodami, czy to w kancelarii Prezydenta, czy wreszcie na Okęciu, a także, by nie wchodzono poza quasi -dogmat o „rozbiciu tutki” – i badano tylko kilkadziesiąt sekund tego „zdarzenia medialnego”.
Wygląda na to, że w tych ramach pozwolono im na wszelkie „obliczenia” i hipotezy, bo wszystko to da się później podważyć. Stąd taka panika w drużynie AM i w służącej jej grupie dziennikarzy, szczególnie z GaPol-a, gdy pojawiają się (liczne i częste) wskazania na niewyjaśnione Zjawiska Dalsze (w czasie i przestrzeni).
3) Czy da się taką „maskirowkę” uprawiać dalej? – TAK, ale aż do całkowitej kompromitacji i ośmieszenia tej grupy ludzi. I utraty zaufania Polaków do niej.
ZB:Ponad pół roku temu zwrócił Pan uwagę na rozproszenie poszczególnych grup, poszukujących prawdy o Smoleńsku. Postulował Pan zorganizowanie parodniowych, zamkniętych warsztatów dla kilkunastu lub więcej osób z 'różnych obozów’. Stwierdzał Pan, iż „forum wspólnego dochodzenia do prawdy przyspieszy jej ujawnienie”. Czy są już jakieś efekty Pańskich starań. I jeszcze chciałem zapytać tu o rolę i znaczenie Tajnych Kompletów (www.tajnekomplety.com ).
MD:WARSZTATY. –W październiku 2012 powstał projekt zorganizowania warsztatów dla wszystkich, którzy w ciągu minionych dwóch i pół roku wnieśli wkład w badania „Smoleńska”. Nie użyłem tu oczywistego dla nas terminu „zbrodnia”, by życzliwie zaprosić też członków Komisji Millera/Laska czy jezuitę/lotnika/inżyniera (O. Krzysztof Mądel), a nawet pana Pawła A. z Canady, który jako argumentów w dyskusji używa opowieści, jak to codziennie wykonuje parę beczek w powietrzu. [dodaję w 2016: To Paweł Artymowicz, z rodziny „powiązanej” [—] , a dane do głupawych analiz dostawał od krewnych uplasowanych w „komisji” Millera czy Laska Smoleńskiego. ]
Uzgodnione i opracowane wyniki tych dyskusji zostaną spisane (oczywiście z podaniem „głosów odrębnych”) i opublikowane w Internecie i w postaci książki. Istnieje zalążek zespołu programowego i opracowującego wyniki Warsztatów. Sygnalizowałem już te propozycję, m.in. na „Tajnych Kompletach” (TK, por. Mgła smoleńska ). Ale Tajne Komplety też od czasu do czasu borykają się z hakerami.
Takie warsztaty mogą być owocne jedynie, gdy będą wolne od nacisków politycznych, finansowych, a także od Policji – tajnych, widnych i dwupłciowych. Dlatego od przeszło pół roku szukamy zamożnych Polaków, którzy zechcieliby sfinansować ten projekt. Ktoś doświadczony doradził, by pieniądze zbierał jeden z zamożnych, nie zaś uczony w podartych portkach. Chętniej dadzą, zamożny jest dla podobnych bardziej wiarygodnym.
Zwróciłem się z tą propozycją pośrednio do czterech osób, dwóch z Polski i dwóch z Ameryki. Z Polski – do jednej przez jego syna, z którym bywałem wcześniej w bliskim kontakcie, a do drugiej – przez księdza, znanego, a zaufanego tej rodziny. Do jednego pana z Ameryki przez poważna osobę, mającą jego telefon osobisty, więc potrafiącą obejść „barierę goryli”, zresztą w spódnicach. Żadnych reakcji. Czwarta osoba zamożna odpowiedziała, ale… na temat wpływu kolejności rodzenia się bliźniaków na ich przyszłe, kluczowe decyzje. Tym się ośmieszyła i wykluczyła.
Przyznaję: Nigdy nie potrafiłem wyrwać czy wyżebrać grantów, nawet na naprawdę kluczowe badania. Więc ten „rezonans” jest zapewne moją winą. Ale straciłem nadzieję na poufne załatwienie sprawy. Dlatego proszę czytelników, którzy uznają racjonalność zorganizowania WARSZATÓW, o aktywność i pomoc. [w 2016 zorganizowanie takich WARSZTATÓW byłoby łatwe dla obozu władzy. Jednak pisma, prośby do Min. Macierewicza, czy dr. Berczyńskiego nie znalazły (na razie) odzewu.].
Ponieważ okazuje się, że ogromna większość twórczych i płodnych analityków żyje po prostu w biedzie materialnej, uznaliśmy za konieczne sfinansowanie tych 10-14 dniowych WARSZATÓW, jak i w razie potrzeby kosztów dojazdu. Z tych ostatnich względów spotkanie to odbędzie się w Polsce, oczywiście „na osobności” i koniecznie bez obecności dziennikarzy. Rozbawiło mnie, gdy wyliczono, iż tańsze byłoby spotkanie nad Morzem Czerwonym, ale zrezygnowaliśmy z tej propozycji ze względu na bezpieczeństwo podróży w chmurach (dzięki, Clouds!).
Wtyki na pewno będą – ale przy jawności prac nie są one szkodliwe. A osoby wrzaskliwe, utrudniające prace, wyprosimy. Bez żadnej dyskusji. Oceniam (wstępnie) sumę potrzebną na taką imprezę i na opracowanie i wydanie materiałów na ok. 25 tysięcy euro lub dolarów. To „lub” wskazuje, że potrzebna suma oszacowana jest mało precyzyjnie.
Celem WARSZATÓW, poza uzgodnieniem strony merytorycznej oraz ustaleniem dalszych kierunków poszukiwań DOWODÓW, jest też zbadanie kompetencji i dobrej woli głośnych w mediach „speców” od Laska-Millera, oraz przetestowanie chęci wyjścia poza hipotetyczną „ostatnią minutę Tu-101” badaczy zaakceptowanych i lansowanych przez Przewodniczącego Zespołu Parlamentarnego. [To się w woju nazywało „rozpoznanie bojem”, o ile pamiętam]. Dla nas wszystkich to będzie sprawdzian horyzontów, odwagi i determinacji.
Co do „Tajnych Kompletów” – to są one tak „tajne”, że można je jedynie wspierać. I propagować. I korzystać – szczególnie cenne są dla tych, którzy wolą słuchać, niż czytać. Oczywiście „eskimosi” znają ich adresy i szukają ew. słabości – i atakują… O poczuciu naszego bezpieczeństwa niech świadczy fakt, że wersję roboczą tego wywiadu umieściłem w bezpiecznych miejscach, na wypadek, gdybym nagle zechciał się pokroić piłą łańcuchową.
ZB:Miesiąc po tragedii, w maju 2010 roku, mówił Pan: „W tym kretyńskim systemie, zwanym urągliwie 'demokracją’, to MY jesteśmy suwerenem. Czyli jakoś wybrani (zresztą oszukańczo) politycy nie mają prawa ZA NAS decydować o utracie NIEPODLEGŁOŚCI. (…) A my, dla przeżycia jako NARÓD, a nie jako biomasa, musimy znać PRAWDĘ. I ją poznamy”. – Czy teraz po trzech latach powtórzyłby Pan te słowa. Czy nie czuje się Pan zawiedziony postawą SUWERENA? Tu postawię Panu dwa zasadnicze pytania:
— CZY POZNAMY PRAWDĘ O SMOLEŃSKU?
— CZY ZACHOWAMY NIEPODLEGŁOŚĆ?
MD: Ponieważ nasze siły ludzkie są znikome wobec sił WROGA, od dawna odwołujemy się do Trójcy Świętej. Za przewodem księdza Stanisława Małkowskiego promujemy Krucjatę za Ojczyznę, Krucjatę o poświęcenie Rosji przez Papieża zgodnie z żądaniami Matki Bożej w Fatimie, oraz Intronizację Jezusa Króla Polski – przez takich władców, jakich w Polsce mamy czy mieć będziemy.
Sanabiles fecit Deus nationes – przekonuje i udowadnia Feliks Koneczny.
ZB:Dziękuję za rozmowę! Choć Pan Profesor wspominał, że nie będzie wracał do spraw związanych ze Smoleńskiem, to jednak wierzę, że jeszcze wiele razy zabierze głos na temat wydarzeń okropnych i mrocznych, a przecież tak ważnych w życiu naszym i naszej Ojczyzny. W imieniu Czytelników i swoim życzę Panu pomyślności w działalności społecznej i w życiu osobistym!
MD: Pisze Pan o mnie: „wspominał, że nie będzie wracał do spraw związanych ze Smoleńskiem...”. To był zwrot retoryczny, służący temu, by uświadomić Polakom, na przykład o pół wieku ode mnie młodszym, że SerenissimaWas potrzebuje! Teraz.
Tak długo, jak walczyć o Nią będzie siedmiu, nawet trzech, to Ona żyć będzie.
Z Panem Bogiem
Mirosław Dakowski
Wielki Piątek 2013 r.
========================================
Aneks:
Протоерей Grzegorz Gorodieńcew.
„O istocie zbrodni rytualnych”, Wyimki:
Mordy rytualne to potężny, powstały już dawno temu, ale obecnie wyostrzony w doskonały oręż diabła używany w niewidzialnej, zażartej walce o dusze chrześcijańskie. Tak można rozpoznać mord rytualny.(…)
BUDOWA HIERARCHII WSPÓŁUDZIAŁU
Jest rzeczą oczywistą, że istnieją bezpośredni zleceniodawcy i wykonawcy zabójstw; są także ci, którzy nie brali w nich bezpośredniego udziału, ale wiedzieli o wszystkim i kryli przestępców; są i tacy, którzy prawdy nie znali, ale na podstawie dostępnych informacji, wrodzonej inteligencji i innych zdolności mogliby się jej domyśleć, a jednak wierząc ślepo, że wszystko to jest czczym wymysłem, również bronili zabójców; i wreszcie istnieją osoby nieświadome niczego, poinformowane tylko o fakcie przestępstwa, ale zachowujące całkowitą obojętność i milczenie, przez co bezwolnie sprzyjające pośrednio ukrywaniu sprawców i dokonywaniu nowych podobnych zbrodni, które zawsze łatwiej popełnić w atmosferze obojętności i braku jakiegokolwiek (w tym dostępnego dla każdego) duchowego sprzeciwu wobec przestępców.(…)
TEATRALNA JAWNOŚĆ
Przestępcy usiłują zawiadomić o zbrodni rytualnej, najczęściej o zabójstwie, jak największy krąg osób, rozgłaszając mord przez posłańców (tych najętych i tych nieświadomych), słowem i obrazem, z pomocą telewizji i prasy.(…)
ODWRÓCENIE UWAGI
Nas, Rosjan, uważa się pewnie za idiotów, niezdolnych do zrozumienia, co mianowicie kryje się za tą nachalną otwartością, jawnością (widocznością, pokazywaniem w telewizji) przestępców rytualnych, która w naszych czasach osiągnęła apogeum przy wykorzystaniu techniki SMS.
Otóż, zawiadomiwszy nas jakąkolwiek drogą (obecnie najczęściej przez SMS) o przestępstwie tego rodzaju (rytualnym), jego uczestnicy starają się – jakby paradoksalnie to nie wyglądało – wszelkimi sposobami zaprzeczyć temu faktowi, że zabili…
Osiągnąć to można (i osiągano) np. drogą negacji moralnego znaczenia dokonanego przestępstwa rytualnego. Wbrew faktom zmienia się jego charakter, sprawców i ich motywy, określając je jako całkowicie niezwiązane z rytuałem, a dokonane albo przypadkiem, „zwykłym wypadkiem”, albo dla rzekomych korzyści materialnych, lub w wyniku porachunków gangsterskich.
Zresztą dysponują też innymi sposobami ukrycia rytualnego charakteru przestępstwa. Na przykład przez odwrócenie od niego uwagi i skierowanie jej na zupełnie inny przedmiot.
Oczywiście jednak najbardziej oburzającym dla nas, a najbardziej pociągającym dla uczestników (sprawców) tych czynów jest to, że niekiedy wręcz – przedstawiają owe przestępstwa jako nieistniejące. Udaje się to dzięki niepojętej naszej głupocie… „
10.04.2025 minęło 15 lat od tragicznego zdarzenia, znanego oficjalnie jako tragedia smoleńska, katastrofa smoleńska lub zamach smoleński. Delegacja złożona z najważniejszych polityków III RP, dowódców WP i znakomitych przedstawicieli społeczeństwa zginęła w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, w drodze na uroczyste obchody Katyńskie.
Poniżej zamieszczam jeden z dwóch moich tekstów, które znalazły się w książce:
„maskirowka smoleńska – śledztwo blogerskie w sprawie tragedii 10.04”
wydanej w listopadzie 2018 r.
Książka zawiera teksty, opracowania, analizy pochodzące z blogerskiego śledztwa, prowadzonego na portalu salon24.pl i nie tylko. Dzięki @Rolexowi, jego zdecydowaniu i zaangażowaniu oraz kontaktom, niewielka część naszych opracowań, mogła zostać zebrana w formie książkowej. Wielkie podziękowania również dla wydawnictwa Bollinari (wydawca Warszawskiej Gazety) za podjęcie się tego zadania.
Książka jest dedykowana śp. blogerowi 3ZET (Paweł Ludwicki).
Poniższy tekst pierwotnie miał być wstępem do książki. Grono jednak zdecydowało, że mógłby on zniechęcić a nawet obrazić niektórych czytelników więc przesunięto go na koniec.
Drugi tekst znalazł się w rozdziale „Usiądźmy wygodnie w fotelu i porozmawiajmy o fotelach”.
Pomysł napisania książki poświęconej Smoleńskowi zrodził się w połowie 2017 roku podczas jednego z wielu spotkań szczególnego grona osób, a książka ta miała początkowo nosić tytuł „Co nie wydarzyło się w Smoleńsku”. Co to za grupa, skąd pomysł na kolejne opracowanie związane ze Smoleńskiem i dlaczego taki przewrotny tytuł? Odpowiedź znaleźliście państwo – w co chcę wierzyć – w kolejnych rozdziałach książki, która ostatecznie została zatytułowana: „Maskirowka smoleńska. Śledztwo blogerskie w sprawie tragedii 10-04”. Praca nie ma jednego autora; jest dziełem długoletnich zbiorowych dociekań, które za cel postawiły sobie wyjaśnienie, co faktycznie stało się 10.04.2010 r. z oficjalną delegacją udającą się do Katynia na uroczystość upamiętnienia 70 rocznicy Zbrodni Katyńskiej.
Tę zbiorowość stanowili blogerzy – zarówno osoby anonimowe posługujące się pseudonimem, jak i osoby znane z imienia i nazwiska, które w internecie, prowadziły tzw. śledztwo blogerskie. Od razu dociekliwemu czytelnikowi mogą nasunąć się następujące wątpliwość:
– jaka jest wiarygodność takiego zespołu, który nie ma osobowości prawnej, biura z adresem, listy pracowników, ani żadnego zarządu, który jest ciałem poza formalną kontrolą?
– co z wiarygodnością danych, co z weryfikacją źródeł, co z niebezpieczeństwem skierowania śledztwa na fałszywe tory?
– co z kompetencjami, fachowością, wiedzą na tematy lotnicze i pokrewne?
Rozumiem te zastrzeżenia, więc nawet po przedstawieniu faktów, analiz i opinii, jeśli jakieś wątpliwości jeszcze pozostały, należy je rozwiać. Jak działaliśmy?
Po pierwsze żeby cokolwiek móc zbadać musi być:
– określony cel (np.: co tam się stało lub nie mogło się stać), oraz „kierownik projektu”,
– platforma umożliwiająca wymianę poglądów,
– grono osób, które chce poświęcić swój czas i pracę na zajmowanie się problemem,
– określona metodyka działania.
„Kierownikiem projektu”, umownie nazwijmy „Smoleńsk”, był w zasadzie bloger FYM, czyli FreeYourMind. Dlaczego piszę w zasadzie? Ponieważ nikt mu tego kierownictwa nie zlecił, pojawiło się ono w sposób naturalny i spontaniczny. Również z uwagi na działanie w sieci, „kierownictwo” miało charakter rozproszony. Polegało to na tym, że oprócz osoby wiodącej, każdy z uczestników śledztwa sam prowadził swoje analizy i dociekania. Blog FYMa był głównym miejscem weryfikacji informacji, ścierania się opinii, powstawania wniosków. Taki sposób procedowania zapewniał obiektywizm, wzajemną kontrolę i usuwanie błędów. Można paradoksalnie powiedzieć, że działając niezależnie, wspólnie odkrywaliśmy, co mogło się zdarzyć 10.04.2010, a co nie mogło.
Platformą na której działaliśmy była sieć internetowa a w szczególności portal salon24.pl, blog FYMa i zaprzyjaźnione blogi. Blogi były otwarte dla każdego (poza trollami i głupkami), kto chciał się podzielić informacją i wyrazić jakąś opinię.
Osoby które działały po pierwsze cechował zdrowy rozsądek, logiczne rozumowanie na zasadzie przyczyna-skutek, skrupulatna analiza wszystkich informacji związanych z jednym zdarzeniem. Z tego co wiem byli to zarówno humaniści (historycy, medioznawcy, dziennikarze, socjolodzy, prawnicy) jak i fizycy, osoby po technicznych studiach, graficy komputerowi czy z medycznym wykształceniem. I jeszcze jedna istotna cecha – podczas całego śledztwa sprawa zaangażowania politycznego po jakiejkolwiek ze stron (PO v PiS) nie miała miejsca. Z tego co widziałem wszyscy byli politycznymi realistami, czyli sceptyczni do obu stron konfliktu.
Metoda działania była prosta, jasna i oczywista. Cała nasza praca opierała się na białym wywiadzie – danymi wejściowymi do analiz były zdjęcia i filmy z wrakowiska, wszelkie relacje uczestników zdarzeń poprzedzających 10.04.2010 oraz około-wypadkowych i oficjalne raporty. Cały ten materiał był analizowany pod kątem spójności, miejsca, czasu następstwa zdarzeń i logiki. Porównywany był z podobnymi zdarzeniami w historii wypadków. Takie podejście do problemów uwalniało nas na przykład od analizy jakie siły działały na brzozę i skrzydło, i czy beczka była możliwa, czy nie.
Wystarczyło wykazać, że rozkład części na wrakowisku jest nie fizyczny, że na podstawie udostępnionych zapisów rejestratorów ten lot nie mógł przebiegać jak oficjalnie opisano, i że brak soków na nieszczęsnej brzozie wskazuje, że musiała polec dużo wcześniej niż 10.04.2010.
Na koniec chciałbym podzielić się refleksją powstałą przy okazji rozmów na tzw. trudne tematy w tym oczywiście i o Smoleńsku, czyli:
Jak odbieramy informację, dlaczego w taki a nie w inny sposób?
Uzmysłowienie sobie jak postrzegamy rzeczywistość, jak rozumiemy zachodzące w niej zjawiska i procesy zależy między innymi od tego, jak odbieramy informację, jak ją analizujemy, i jakie wnioski wyciągamy. Na podstawie rozmów, kontaktów, dyskusji mogę zaryzykować twierdzenie, że w kwestii odbioru informacji przeciętną, statystyczną osobę cechuje:
Jednostronność przyswajanej informacji
Niechęć do konfrontowania jej z innym źródłem
Pewność o swojej odporności na propagandę i wpływ mediów na widzenie świata
Bezrefleksyjne przyjmowanie opinii „autorytetów medialnych” i „autorytetów moralnych”
Brak samodzielnego wnioskowania – przyjmowanie gotowych wyjaśnień, opinii
Przyswojenie podawanych kalek jako własnych poglądów
Dwubiegunowe widzenie polityki w RP
Wiara w demokrację jako źródło wszelkiego dobra i naturalny regulator stanów nieustalonych
W analizie zagadnień historyczno-politycznych (i nie tylko) zerwany związek przyczyna – skutek
Ucieczka od wniosków mogących zburzyć stworzony obraz
Wiara, że “przecież wszyscy nie mogą się mylić”
Utrata zainteresowania przekazem medialnym – „wszyscy kłamią”.
Kolejność punktów nie jest przypadkowa – ukazuje drogę od jednostronności do obojętności. Dlaczego tak jest? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana, niż pokazanie jak jest. Generalnie przyczyny dzielę na wewnętrzne i zewnętrzne. Pierwsze dotyczą natury ludzkiej i warunków w jakich się dojrzewało i funkcjonuje. Powstają z następujących powodów:
Człowiek w „procesie edukacyjnym” jest z reguły formatowany przez poglądy edukatorów oraz środowiska w których się obraca
Człowiek jest istotą z reguły leniwą a wszelkie analizy, rozważania, szukanie źródeł kosztują sporo wysiłku
Człowiek zwłaszcza uwikłany w trudy codziennej egzystencji nie ma ochoty na głębsze rozmyślania – przyjmuje rozwiązania proste i pozornie oczywiste, pasujące do jego wyobrażeń
Dwa, a nie daj Boże większa ilość punktów widzenia, wprowadzają dysonans poznawczy, który wprawia w stres – trzeba przyjąć jakąś postawę a to jest męczące (punkt 2.), a czasami wręcz niemożliwe, jeżeli wymaga przewartościowania dotychczasowych poglądów
Powiązanie określonych poglądów z pozycją: ekonomiczną, polityczną, towarzyską, rodzinną – inaczej mówiąc – konformizm
Cechy takie, jak łatwowierność, podatność na wpływ innych, brak własnego zdania, ignorancja
Wynik ociężałości umysłowej
Druga przyczyna określona jako zewnętrzna, to jest świadome działanie właścicieli sceny medialnej uniemożliwiające wolny dostęp do rynku mediów. Póki co nie ma możliwości, aby jeden człowiek (bądź grupa ludzi) powiedziała coś innym (dużej grupie) bez pozwolenia jakiegoś organu państwowego, czyli trzeciej osoby w postaci funkcjonariusza państwowego. Jest drobny wyjątek w postaci Internetu, ale to zapewne niedługo się skończy, bo staje się on pokaźnym źródłem niekoncesjonowanej informacji oraz ułatwia swobodną wymianę myśli. W naszym przypadku zaowocowała materiałem, którego niewielka część została zaprezentowana w tej książce.
Jak mają się powyższe rozważania do „Katastrofy Smoleńskiej”? Mają się tak jak do każdej innej sprawy, która pojawia się w obiegu medialnym, bo przecież ta „katastrofa” miała wyłącznie przebieg medialny. Nikt jej nie widział, nikt jej nie sfilmował. Znamy ją jedynie z relacji typu: „ktoś powiedział, że inna osoba powiedziała, że coś widziała” oraz z obrazu wrakowiska. Mógłby ktoś zaprotestować: „są przecież zapisy w różnych rejestratorach, są ofiary”. Tak są, tylko jak się przyjrzy im dokładniej, to układanka pod tytułem „Katastrofa w Smoleńsku” nie składa się w spójny obraz.
Kończąc proszę Cię, Czytelniku, abyś usunął na bok ze swojej głowy wszelkie narracje wobec Smoleńska, jakie ci się w niej zagnieździły, wszelkie stereotypy i spróbował z czystym umysłem przemyśleć dokładnie to, co staraliśmy się Ci przekazać.
Obok istniejącego w państwie polskim porządku społeczno-prawnego jaki znaliśmy, a którego już prawie nie ma, mamy nowy, który ujawnił się od tzw. katastrofy smoleńskiej, czyli od momentu kiedy państwowy statek powietrzny przez ówczesną władzę zamieniony został na statek prywatny, pozbawiając w ten sposób Polskę możliwości oficjalnego wyjaśnienia przyczyn śmierci 96 osób z Delegacji Katyńskiej 2010. Jak pamiętamy, rząd Tuska zrobił wszystko, by udaremnić w tej sprawie możliwość wyjaśnienia komukolwiek i czegokolwiek przerzucając odpowiedzialność prawną na Rosję – tj. tzw. komisję MAK płk. Anodiny, której „ustalenia” potem tylko skopiowano przez komisje. Jak wiemy, w Rosji nic nie jest takie jakie nam się wydaje, tak więc i dotąd nie wiadomo co z „wrakiem” tupolewa.
Zjawisko nihilizacji wszystkiego od tamtego czasu przybrało na sile i nabrało zasięgu na wszystkie sfery życia w Polsce. Podmieniano nam władze państwowe, podmieniono samoloty, podmieniono sędziów, podmieniono nauczanie w szkołach, podmienia się pamięć i tożsamość narodową, podmienia kulturę polską na obcą, a religię sprowadza się do kultu dziury ozonowej i walki z klimatem (sic!) a statut rodziny na genderyzm. Mamy do czynienia z siłą nie przebierającą w środkach, która burzy i niszczy wszystko co stoi jej na drodze. Jako polityczni barbarzyńcy przejmują siły zwyciężonego np. patriotyzm i religię. To etyka nowych postmodernistycznych praw ubrana w szaty ekumenizmu i usuwanie krzyża z przestrzeni publicznej. Dla tej grupy ludzi wróg jest konieczny, podtrzymywanie stanu napięcia, wywoływanie strachu i pogarda, gdyż jak w marksizmie – bez wroga nie mają oni racji bytu. Jak widzimy dynamizm niszczenia polskich struktur przybiera z każdym dniem na sile.
„…owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności” Ef 5
By pokazać Państwu na czym polegało oszustwo smoleńskie pokażę dwa duże fragmenty samolotowe, które miały według sprawców uwiarygodnić tragedię smoleńską jako wypadek.
Będzie to najkrótsza definicja oszustwa i dowód zamachu smoleńskiego – 00003≠71.
Co oznacza skrót i dlaczego taki zapis?
00003 to numer jaki nadali Rosjanie prawej burcie przy-salonkowej z napisem w języku angielskim Republic Of Poland. Ten sam napis, ale w języku polskim znajdował się na lewym boku kadłuba samolotu. To rozróżnienie jest ważne dla dalszej analizy.
Ścianka ta jest powszechnie znana z mediów, jak wizytówka zniszczonego samolotu, fotografowana na bocznej płycie lotniska Siewiernyj, gdyż tam ją skądś przywieziono i na razie nie wiemy definitywnie skąd. Nie ma żadnego filmu i fotografii, które by pokazały ten fragment tupolewa w miejscu „wypadku”. Nikt, żadna z komisji dotąd nie była w stanie tego uczynić. Pokazać tę burtę w miejscu „katastrofy”. Także nie mogła tego uczynić żadna ze stacji telewizyjnych, ani producenci filmów dokumentalnych, a także prasa. Nikt. Także „oko wielkiego brata” czyli jakikolwiek satelita.
71 z kolei, to numer – jakim oznaczono inny kawałek złomu na zdjęciu mapy satelitarnej tzw. katastrofy z 12 kwietnia 2010. Ten duży fragment w przeciwieństwie do 00003 został dostrzeżony na pobojowisku przez „wielkiego brata”, lecz gdzieś zaginął i przepadł, bo nie ma go na miejscu gdzie zwożono złom, czyli pod budą na bocznym Siewiernym. Technicznie co może być szokujące, nr 71 choć inaczej zniszczony pochodzi z tego samego miejsca w kadłubie i konstrukcji samolotu. Zlokalizowane po analizach fragmenty – niestety dublują się. Mają część wspólną. Żaden inżynier lotnictwa, uczestnik którejkolwiek komisji nie jest w stanie temu zaprzeczyć.
Jak dwa identyczne dzbany – rozbite – by je na nowo skleić – każda skorupka będzie wołała o swój egzemplarz, gdyż niemożliwe jest, by rozbiły się identycznie.
Sensacyjny artykuł dzisiejszej [10 Kwietnia, 2019] „Gazety Polskiej” o „podmianie czarnych skrzynek” – oparty o akta śledztwa (dokumenty sporządzone zostały przez funkcjonariuszy rosyjskich i znalazły się w aktach rosyjskiego oraz polskiego śledztwa (tom 167, karty 34700, 34702 i 34704 oraz tom 177, karty 43428 i 43429) wybrzmiewa tonem, którym „blogerzy smoleńscy” (posądzani przez rządowych i parlamentarnych z ZP „badaczy katastrofy” – za czasów PO – ale i obecnych! od lat informują o swoich dociekaniach; że mianowicie:
Wszystko wskazuje więc na to, że Rosjanie dokonali niezwykłej w dziejach badania katastrof lotniczych i wręcz niewiarygodnej manipulacji, podmieniając oryginalny rejestrator parametrów lotu na inne urządzenie. Jeśli to prawda, to zarówno rosyjscy, jak i polscy eksperci oraz śledczy opierali się na fikcyjnym materiale dowodowym. (cytat za przedrukiem z GP zamieszczonym tu: https://niezalezna.pl/266972-rosjanie-podmienili-skrzynki-tupolewa-przypominamy-nieznane-rosyjskie-protokoly(link is external)) Jak do tego doszło? Otóż:
10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku Rosjanie znaleźli nieuszkodzone rejestratory lotu polskiego tupolewa, które po zapakowaniu w worki zostały zabrane z wrakowiska i zniknęły. W ich miejscu kilka godzin później pojawiły się identycznie wyglądające skrzynki – tyle że z poważnymi uszkodzeniami. (cytat ze strony j.w.)
Co można powiedzieć o tej „sensacji”?
Na filmie Sławomira Wiśniewskiego („Miał dużo czasu, wyszedł więc ze swoją prywatną, małą kamerą przed hotel, by sfilmować przylot prezydenta. Była mgła, chmury, nic nie widział, tylko słyszał nad sobą silniki samolotu. W końcu zobaczył nad drogą za bardzo przechylone skrzydło, a potem usłyszał huk i dostrzegł dym. Pobiegł. Nie był pewny, że to ten samolot.”), który obiegł cały świat (jako pierwszy ukazał się w rosyjskiej, nie polskiej telewizji) zobaczyć można było owe „skrzynki” ok. 10-tej czasu polskiego.
Widział ten filmik-relację-„dokument” także ówczesny czołowy prezenter TVP1, Piotr Kraśko: Na jednym z ujęć wyraźnie widać jedną z czarnych skrzynek, które tak naprawdę są pomarańczowe, właśnie po to, by łatwiej je było odnaleźć. Czarnymi nazwane zostały jedynie dlatego, że dane z nich są analizowane po wypadkach, a przecież w tych lotniczych niemal zawsze są ofiary. Parę godzin później, gdy usłyszeliśmy oficjalny komunikat, że skrzynek jeszcze nie odnaleziono, wiedzieliśmy, że zlokalizowanie przynajmniej jednej z nich trudne nie będzie. (cytat za: https://www.legimi.pl/ebook-smolensk-10-kwietnia-2010-piotr-krasko,b51605.html#bookParts(link is external)).
Opis ten, jakkolwiek humorystyczny w wierze w rosyjską spolegliwość, potwierdza przytoczone w GP fakty. Pora na ich interpretację:
– media „tuskowe” sprawę zamilczą lub wyśmieją, jak zawsze
– media pisowskie będą dowodzić, że „niebite dowody katastrofy w wyniku zamachu bombowego przed lotniskiem w Smoleńsku” znalazły oto kolejne potwierdzenie
– sensacje GP potwierdzają nasze, blogerskie intuicje, że oto będziemy mieli tytułową maskirowkę maskirowki. Jak to?
Otóż „blogerzy wyklęci” (zarówno „maskirowszczycy” jak ci z Ruchu Uporu – którzy nie zatrzymali się na stwierdzeniu faktu inscenizacji katastrofy, ale szukają odpowiedzi na pytanie: „skoro nie doszło do katastrofy tupolewa, to co się z nim stało?”) dokumentują od lat fakty mówiące, iż przed lotniskiem Siewiernyj w Smoleńsku doszło nie do katastrofy, ale do jej teatralnej inscenizacji z udziałem 1.rosyjskiego ił-a pilotowanego przez majora Frołowa, który trzy razy (a nie „oficjalnie dwa”) przelatywał nad lotniskiem ze zrzutem złomu lotniczego, 2.bomby paliwowo-powietrznej (której detonatorem jest trotyl), która spowodowała wysadzenie w powietrze przygotowanego wcześniej i ukrytego pod białymi plandekami udającymi śnieg (odkrycie prof. Cieszewskiego) kadłuba starego tupolewa z zakładów demontujących wysłużone samoloty (mieszczących się za płotem tego lotniska), 3.fałszywych świadectw typu „film Koli” i świadków (przykłady można mnożyć).
Dlatego też odkrycie fałszywych czarnych (w rzeczywistości pomarańczowych) skrzynek „tupolewa” jest w rzeczywistości jedynie inscenizacją (maskirowką) maskirowki, gdyż ani jedne, ani drugie nie mają z polskim tu-154M 101 nic wspólnego! A nagrania z nich – rzeczywiście zostały sfabrykowane (a nie rzekomo sfałszowane) po to, by całe rzesze „badaczy katastrofy” wprowadzić w błąd.
Jeśli do tego dołożyć idiotyczne „teorie” ruskich trolli (typu „hel” lub „zamach w Warszawie”) uzyskujemy dopiero obraz dezinformacji, jakimi karmi się społeczeństwo od lat (brzoza-bomba).
Zapewniam Was, że nie takie jeszcze sensacje zrobią Wam z mózgu wodę!
Skrzynki musiały zniknąć z polanki, bo były podłożone tak jak i wrak. Kto by fałszywe przewoził do Moskwy? Przecież tam też jakieś są. Rosjanie śmieją się w tarzając po ziemi, czytając rewelacje i odkrycia śledczych z GP.
Najważniejsze w tym temacie są jak piszesz Romku analizy Chrisa Cieszewskiego. Na zdjęciach satelitarnych, robionych 5 dni przed katastrofą, widać wyraźnie „pozostałości śniegu”, lub raczej białe folie, płachty, udające śnieg, lub może nawet obłożone śniegiem, przykrywające prawdopodobnie większe fragmenty podłożonego wcześniej kadłuba samolotu. Ten śnieg 10.04 stopił się, tworząc na zewnątrz niewielkie kałuże, a pod plandekami pozostała sucha ziemia.
Niedługo minie15. rocznica tragicznego wydarzenia z 10.04.2010. Czas oraz działanie mediów i polityków z obu stron spowodowały zobojętnienie społeczeństwa na dźwięk „Smoleńsk” a nawet wywołuje on negatywne odczucia, rozdrażnienie.
Od niewyjaśnionej śmierci generała Sikorskiego w gibraltarskiej katastrofie lotniczej (1943) minęło przeszło 80 lat i brytyjskie archiwa są dalej utajnione. Smoleńsk jest zdarzeniem większego kalibru więc przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać na wyjaśnienie.
======================
Póki co @Free Your Mind – lider śledztwa blogerskiego – napisał książkę, na razie w formie PDF
Po opublikowaniu książki ROLEX (były wspaniały bloger S24) przeprowadził wywiad z FYMem zadając kilka podstawowych pytań:
1. (Rolex) Co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku? FYM: To bardzo trudne pytanie. W ramach hipotezy dwóch miejsc przyjmowane jest założenie, że na smoleńskim Siewiernym było już przygotowane uprzednio „miejsce lotniczej katastrofy”, dokonano też owego dnia inscenizacji tej „katastrofy”, zaś tragedia Delegatów rozegrała się w innym miejscu – już po wylądowaniu tam PLF 101.
2. (Rolex) Mam wrażenie, że od pierwszych dni serwowano nam wszystkim dwie, równoległe narracje: pierwszą, wedle której powinniśmy pogrążyć się w żałobie, a ta wymaga skupienia i ciszy. Cisza wyklucza głośne zadawanie pytań. Drugą, która już od pierwszych godzin po tragedii sugerowała skrajny brak profesjonalizmu, lekkomyślność, ułańską fantazję, pogardę dla procedur pilotów. FYM: Ta żałoba trwała niezwykle długo jak na „zwykły wypadek lotniczy”, ale faktycznie „nastrój żałobny” zarządzono w mass mediach już od pierwszych godzin po „ogłoszeniu katastrofy” i więcej uwagi poświęcano temu np. co się dzieje na Krakowskim Przedmieściu (sondy uliczne, palenie zniczy) niż rekonstrukcji zdarzeń z 10-04. Jak pamiętamy, przed laty śp. gen. S. Petelicki ujawnił treść słynnego SMS-a, jaki miał krążyć wśród przedstawicieli strony rządowej, ale ja sądzę, że takiego SMS-a mogli też dostać „wydawcy” z głównych stacji telewizyjnych: jak relacjonować to, co się rzekomo stało 10-04. To przecież media w dniu tragedii – zrazu przez 100 minut nie dysponując absolutnie żadnym obrazem z północnego smoleńskiego lotniska – wykreowały Zdarzenie i ukształtowały jego wyobrażenie w świadomości społecznej. Uczyniły to werbalizując to, co miało się stać, opowiadając ustami reporterów, którzy niczego przecież nie widzieli (ani nawet nie mogli z początku znaleźć „miejsca katastrofy” – żadnych kłębów czarnego dymu widocznych z oddali etc.), co i jak zaszło, aczkolwiek już z góry wiedząc, że nie doszło do żadnego zamachu. I rzeczywiście, tak jak mówisz, uwaga publiczna skoncentrowana została od razu na „błędach pilotów”.
3. (Rolex) Teza, która w pierwszej chwili wydawała się – na tle obowiązujących w mainstreamie hipotezy wypadkowej oraz wybuchowej – intelektualnie ekstrawagancka, a więc Twoja teza o maskirowce, uprawdopodabnia się w miarę upływu czasu, kiedy to każdy kolejny element dwóch narracji głównego nurtu wydaje się coraz bardziej karkołomny, a przez to nieprawdopodobny. Dla mnie teza o maskirowce uprawdopodabniała się w kontrze do tego nieprawdopodobieństwa. Stała się po prostu jedynym, racjonalnym wyjaśnieniem. FYM: Ja bym to ujął z innej strony. Wystarczy bowiem uporządkować podstawowe dane. Oczywiście nie te dotyczące „prezydenckiego tupolewa”, co ciał samych Delegatów. Otóż część martwych osób wyglądała jakby spała, u części nie stwierdzono obrażeń wielonarządowych, część ciał była w dobrym stanie, część była zmasakrowana, a jeszcze część (p. mec. M. Wassermann podaje liczbę dwudziestu paru ciał) „zaginęła”. Samo to zestawienie nasuwa wniosek, że osoby te nie zginęły w lotniczej katastrofie.
4. (Rolex) Kiedy stałeś się faktycznym liderem nurtu racjonalnego w debacie nad tym, co się wydarzyło, równocześnie stałeś się celem ataków. Czy próbowałeś rozpocząć dyskusję z reprezentantami powstałej parlamentarnej komisji? Czy zgłaszałeś swój akces do tzw. konferencji smoleńskich? Jaki był odzew drugiej już wtedy strony? FYM: W styczniu 2012 r. min. A. Macierewicz, wtedy szef Zespołu Parlamentarnego, publikuje swój tekst, który wprost kwestionuje obraną przez blogerów od maskirowki drogę dyskusji, analiz dostępnych materiałów, poszukiwań, sporów – słowem: całe to autentycznie niezależne od politycznych nacisków śledztwo (https://wpolityce.pl/polityka/125220-antoni-macierewicz-w-sprawie-koncepcji-fym-a-pelny-tekst-listu). Powiada w tym tekście tak: „w sposób oczywisty kieruje to cały nasz wysiłek na bezdroża, gdzie można spotkać tylko duchy i swobodne wytwory wyobraźni lub… świadomej dezinformacji” oraz „Sądzę jednak, że jej [hipotezy dwóch miejsc – przyp. F.Y.M.] celem było (i jest) uniemożliwienie zbadania tego dramatu w oparciu o twarde dowody, które leżą nieomal na wierzchu, a maskirowka ma nie dopuścić do ich wyodrębnienia i zbadania. Taką rolę odgrywa też niestety teza FYM-a jako całość.” Tyle szef ZP (i późniejszej Podkomisji). Tymczasem to właśnie w moich pracach (ich zbiór zamieściłem tu: https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/) poddawałem drobiazgowym analizom całą niemalże „dokumentację smoleńską” (od medialnej poczynając, poprzez wszelakiego rodzaju „raporty” i publikacje książkowe, na eksperckiej kończąc). To blogerzy od maskirowki domagali się od ZP przesłuchań dalszych świadków itp. Co do pierwszej Konferencji Smoleńskiej, to przez pewien czas moja „Czerwona strona Księżyca” była zlinkowana na internetowej stronie I KS, a ja osobiście szykowałem się do wystąpienia wraz z prof. M. Dakowskim z referatami. Ale ktoś życzliwy wyperswadował chyba organizatorom nasz udział (zaś link do „CzsK” zniknął ze strony I KS).
5. (Rolex) Konferencje smoleńskie przyniosły swoje dobre owoce, dlatego, moim zdaniem, zostały zaniechane. Konstruowanie nożyc Golicyna wymagało wyciszenia, spacyfikowania głosów niezależnych. Niektóre zostały przemilczane, przeciw innym wytoczono sierjozne działa. Tak stało się z prof. Chrisem Cieszewskim, którego obydwa centra narracyjne potraktowały wyjątkowo, zgodnie dyskredytując osobę (i nie podejmując pytań) zarzutem agenturalności. Podobnie zdecydowano się zareagować na Ciebie. Czy mógłbyś przybliżyć ten przykry epizod? FYM: Konferencje generalnie poruszały się w obrębie jednego wyłącznie paradygmatu: wybuchowego. Jak już cytowałem wyżej (fragment tekstu min. Macierewicza), hipotezie dwóch miejsc przypisano sianie dezinformacji. Tę sugestię podjęli zarówno eksperci skupieni wokół ZP, a potem KS oraz związani z hipotezą wybuchową żurnaliści i blogerzy. Nie sądzę, by warto było szerzej zatrzymywać się nad tą sprawą. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, że z otoczenia min. Macierewicza odchodzili rozmaici eksperci niegodzący się na, by tak rzec, narzuconą im metodologię prac badawczych. Obszernie opowiadają o tym M. Dąbrowski, W. Chrzanowski i K. Grono w książce „W innym świecie. Za kulisami Podkomisji Smoleńskiej” (Warszawa 2024).
6. (Rolex) Dziś jesteśmy w sytuacji, w której wydarzenia z dnia 10 kwietnia 2010 roku nie funkcjonują w zbiorowej pamięci. Zostały wyparte. Na posiedzeniu komisji regulaminowej sejmu RP, przy okazji dyskusji nad immunitetem J. Kaczyńskiego, zawezwano dwie funkcjonariuszki policji, których jedynym zadaniem było kilkukrotne, publiczne odczytanie całości „manifestu psychofana” zmarłego prezydenta. Podobnie było z kłamstwem katyńskim. Czym tłumaczysz zbiorową obojętność wobec sprawy kluczowej dla narodowej tożsamości? FYM: Zadbały o ten stan rzeczy dwie główne „strony sporu smoleńskiego”, tj. wypadkowa i wybuchowa. Scholastyczne iście spory dotyczące tego, co i jak działo się w „końcóweczce” (barwne określenie min. J. Millera dotyczące ostatnich chwil zapisanych przez CVR) musiały wywołać po prostu społeczne „zmęczenie historią” (zaś hipoteza maskirowki znalazła się „na indeksie” – obie strony „sporu” skutecznie przemilczały blogerskie śledztwo). Ale też warto pamiętać o szydzeniu 1) z osób domagających się autentycznego śledztwa, najlepiej międzynarodowego i 2) z osób oddających hołd ofiarom tragedii. Dość wspomnieć prześmiewcze akcje z 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu czy „satyryczną noc” (m.in. z udziałem Z. Laskowika) na festiwalu w Opolu (także z 2010 r.) – z szyderą „z krzyża”. Paradoksalnie zaś „międzynarodowa komisja” zajmująca się „Smoleńskiem” po latach powstała – dzięki inicjatywom Podkomisji min. Macierewicza – złożona z amerykańskich, brytyjskich i szwedzkich badaczy. Co jednak ustaliła? Dokładnie to samo co radziecki MAK. Wspominam o tym w mojej książce.
7. (Rolex) Twoja książka nosi tytuł „10-04. Hipoteza dwóch miejsc”. Pierwsze to inscenizacja na lotnisku smoleńskim, przygotowywana na kilka dni przed tą datą. Gdzie sytuujesz drugie? Jaki był według Ciebie hipotetyczny przebieg akcji „Smoleńsk”? FYM: Żądasz ode mnie zbyt wiele. Ostrożnie mogę powiedzieć, że przypuszczam, iż po kontrolnym zajściu nad XUBS (prawdopodobnie od zachodu) doszło do lądowania PLF 101 na zapasowym lotnisku (najbliższym i przewidzianym w planie lotu był Witebsk), a dopiero tam zaczęła się prawdziwa tragedia. Jej zrekonstruowaniem powinni się jednak zająć dociekliwi śledczy, a nie blogerzy. Przyjęcie bowiem w punkcie wyjścia założenia, że katastrofa smoleńska była mistyfikacją nasuwa natychmiast pytanie: co w takim razie z prezydencką Delegacją się stało? [wyróżnienie piko]
8. (Rolex) Zgodnie z wyraźnie rysującym się już w roku 2010 nowym scenariuszem geopolitycznym dla Europy, jego aktem założycielskim miał być sojusz Berlin-Moskwa. Rola Polski sprowadzała się do tego, co powtórzył W. Putin w grudniu 2021 r. w swoim ultimatum dla Zachodu, a więc do roli stacji przeładunkowo-przesiadkowej. Stacji nie posiadającej suwerenności scedowanej na obydwie, wrogie stolice. Ten scenariusz musiał zakładać dekapitację elit niepodległościowych, zastraszenie całej klasy politycznej i aktywację wszystkich rosyjskich śpiochów. Osobiście sądzę, że w tej grze wzięła aktywny udział również i polska, zbrojna V kolumna. Jakie jest Twoje zdanie? Czy wywiad niemiecki, a więc państwo niemieckie osłaniały działania Rosjan i ich ludzi w Polsce? FYM: Wydaje się, że przygotowanie takiego zamachu nie byłoby możliwe bez udziału „czynnika polskiego”. Co do innych „czynników” nie jestem w stanie miarodajnie odpowiedzieć, choć nie można ich wykluczyć. Faktem jednak jest, że „Rosja Putina” to państwo od samego początku neosowieckie (pisze o tym choćby śp. A. Politkowska). Zachód przez długie lata zajmował wobec tego państwa postawę „futrowania” na zasadzie, że im więcej się będzie karmić niedźwiedzia, tym mniej będzie groźny, a może się nawet oswoi (co tam Czeczenia, Dubrowka, Biesłan, Gruzja itd.) – tymczasem niedźwiedź z rosnącym apetytem może przyjść, by się urządzić u nas i rządzić po swojemu. Na tym wszelako nie koniec. Obecnie część państw zaczyna orbitować w kierunku tej neosowieckiej Rosji, jakby imponowała im pozycja siły, z której przemawia Moskwa – jakby porządek europejski znów ulegał zmianie (a więc, jakby miał stopniowo powrócić sowiecki blok). Putin w głośnym orędziu o stanie państwa z kwietnia 2005 r. uznał rozpad ZSSR za największą katastrofę geopolityczną XX w. i prawdziwy dramat dla Rosjan. Czy przypadkiem nie dokonuje on więc stopniowej odbudowy sowietów?
9. (Rolex) Czy, jeśli w ogóle, i kiedy polska opinia publiczna pozna prawdę o 10 kwietnia 2010 roku? FYM: 15 lat, które minie niebawem, od tragedii, to wcale nie tak dużo w dziejach państw i dziejach zbrodni. Wydaje się, że po tym jak „międzynarodowa komisja”, o której wspomniałem wyżej, zaklepała „niepodważalność” „badań MAK”, nie ma na razie klimatu, by spodziewać się jakiegoś wielkiego przełomu w sprawie 10-04. Ale też wiele zależy od samych Polaków, czy tę tragedię będą dalej wypierać ze świadomości, czy jednak się nią zainteresują. Do ponownego zainteresowania się historią 10-04 zachęcam w mojej nowej książce.
Autor pomija najważniejsze wydarzenie tamtych lat: spotkanie W. Jaruzelskiego z Davidem Rockefellerem w Nowym Jorku dnia 25 września 1985 r. Spotkanie to odbyło się za wiedzą, a może i pod naciskiem Władimira Kriuczkowa, szefa wywiadu zagranicznego ZSRR.
Na artykuł Smoleńsk. Okiem naukowca. Z archiwum. Pożary. otrzymałem dużą ilość odpowiedzi, komentarzy i próśb o dalszy ciąg. Widać, że rana, jaką dla Polaków była Zbrodnia Smoleńska ciągle jest otwarta i bolesna, nie zarosła błoną obojętności. Nie jest to „wałkowanie Smoleńska”, lecz usystematyzowana wiedza.
Będę więc w częściach umieszczał artykuł syntetyczny z tej książki autorstwa Tomasza Pernaka. „Maskirowka” zawiera analizy dziewięciu autorów.
Sądzę, że zachęci sporo czytelników do kupienia całej książki.