Generał Rozwadowski. Pierwszy „wyklęty” II RP

Generał Rozwadowski. Pierwszy „wyklęty” II RP

Piotr Relich pch24.pl/general-rozwadowski-pierwszy-wyklety-ii-rp

Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski

Zrewolucjonizował taktykę wojenną podczas I wojny światowej. Niemal w pojedynkę utrzymał Lwów w polskich rękach. Autor planu ocalenia Warszawy i Polski przed bolszewicką nawałnicą. Za wierność przysiędze i legalnemu rządowi był szkalowany i poniewierany, a w końcu wtrącony do więzienia. Lud Stolicy do dzisiaj nie postawił swojemu wybawicielowi nawet jednego pomnika. Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski – wierny rycerz Rzeczpospolitej, w równym stopniu dla niej zasłużony, co przez nią zapomniany.

W powszechnej świadomości utrzymuje się pamięć wojskowych pierwszych lat niepodległości; Józefa Hallera, Józefa Dowbora-Muśnickiego, Władysława Sikorskiego czy Edwarda Śmigłego-Rydza. Jednak w tym gronie wciąż brakuje jednego, niezwykle dla Polski zasłużonego nazwiska. Zasłużonego do tego stopnia, że nie wiadomo czy w bez niego w ogóle istniałaby niepodległa Rzeczpospolita.

To swoista tragedia. Bo w istocie, jak pisał znany przed wojną publicysta Zygmunt Nowakowski: „Całe (…) życie Rozwadowskiego od kolebki prawie aż po wielki finał zgonu zbudowane było jakby na modłę tragedii antycznej”, gdzie jedność czasu i miejsca akcji wyznaczała Polska.

Żołnierz z dziada pradziada

Tadeusz Rozwadowski wywodził się z rodziny o bogatych tradycjach wojskowych; wśród jego przodków byli uczestnicy wojny w obronie Konstytucji, insurekcji kościuszkowskiej, dwóch wielkich powstań i wojen toczonych przez państwa zaborcze. Pradziadek Kazimierz i dziadek Wiktor za swoje dokonania otrzymali nawet order Virtuti Militari.

Ojciec Tadeusza, Tomisław walczył po stronie austriackiej z Francuzami, a następnie przeciwko Rosjanom w Powstaniu Styczniowym. Udzielał się też politycznie jako poseł Sejmu Krajowego Galicji V i VI kadencji. Tadeuszowi była więc pisana kariera oficerska.

Z wyróżnieniem przechodził kolejne stopnie wojskowej edukacji. Do 1894 r. dosłużył się stopnia kapitana i został wysłany jako attaché wojskowy do Bukaresztu, gdzie walnie przyczynił się do zacieśnienia stosunków z Austrią. Przejawiał także talenty konstruktorskie: wynalazł armatni aparat celowniczy oraz wybuchający podwójnie granato-szrapnel. Jego miłością były konie i kawaleria.

Już jako generał-major miał swoje pięć minut podczas Wielkiej Wojny; w 1914 r. pod Borowem wcześniej niż inni dowódcy dostrzegł rosyjskie zagrożenie i śmiałym uderzeniem wyprzedzającym ocalił armię przed okrążeniem.

W 1915 r. natomiast, w bitwie pod Gorlicami zastosował autorski manewr natarcia piechoty w połączeniu z niegasnącym, precyzyjnie wycelowanym ogniem artyleryjskim. Taktyka okazała się niezwykle skuteczna, umożliwiła przełamanie rosyjskiego frontu, a wizjonerska strategia od razu stała się także obowiązującym elementem taktyki zarówno w armii austriackiej, jak i w niemieckiej. Pod Jarosławiem, na oczach samego cesarza Wilhelma II samą artylerią rozbił rosyjską dywizję, za co otrzymał z rąk władcy Krzyż Żelazny.

Miłość do ojczyzny sprawiła, że jego drogi z austriacką armią zaczęły się rozchodzić. Za stawanie w obronie polskiej ludności cywilnej naraził się Naczelnemu Dowództwu, a jego talent i sukcesy wywołały zazdrość innych oficerów. Odesłany na przymusową emeryturę, od władz austriackich nie przyjął żadnych stanowisk politycznych, gdyż były sprzeczne z racją stanu odradzającego się państwa polskiego.

Lwowskie dziecię

Nic dziwnego, że Rada Regencyjna właśnie doświadczonemu i gruntownie wykształconemu Rozwadowskiemu powierzyła funkcję Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Jednak zadanie tworzenia zrębów polskiej armii już od początku okazało się dużo trudniejsze niż przewidywał. Niechętni Rozwadowskiemu byli socjaliści z rządu lubelskiego pod przewodnictwem Daszyńskiego i tamtejszego ministra wojny, Edwarda Śmigłego-Rydza. Nie tylko zatrzymali wysłane przez Rozwadowskiego, idące na odsiecz Lwowa oddziały, ale planowano też aresztowanie (niektórzy mówili nawet o skrytobójstwie) „austriackiego żołdaka”.

Zgodnie z decyzją Rady Regencyjnej, oddał zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi przybywającemu z Magdeburga Piłsudskiemu. Wtedy też doszło do pierwszego z wielu konfliktów pomiędzy „Ziukiem”, a generałem. Na skutek rozdźwięku w sposobie formowania armii, Rozwadowski złożył swoją rezygnację 15 listopada. Kiedy dotarły do niego wieści o fatalnej sytuacji obleganego przez Ukraińców Lwowa, poprosił Naczelnego Wodza o pozwolenie na wzięcie udziału w walkach. Aby je uzyskać, musiał się jednak uciec do szantażu – zagroził, że jeżeli nie pojedzie jako dowódca, i tak się tam uda – nawet jako zwykły żołnierz.

Warszawa konsekwentnie odmawiała pomocy krwawiącemu miastu. Rozwadowski, który otrzymał rozkaz przebicia się przez okrążenie i wycofanie do Przemyśla, odmówił, tłumacząc się decyzją o „utrzymaniu miasta za wszelką cenę, nawet własnej śmierci”. Dopiero nacisk opinii publicznej, wywołany niewiarygodnym poświęceniem obrońców zmusił naczelne dowództwo do interwencji.

Wówczas jednak Rozwadowski, któremu tak naprawdę Polska zawdzięczała obronę miasta do czasu przybycia odsieczy, został pozbawiony dowództwa nad Armią Wschód. W „nagrodę” za ocalenie Lwowa został oddelegowany do Paryża, gdzie objął stanowisko szefa Polskiej Misji Wojskowej przy Naczelnym Dowództwie Wojsk Sprzymierzonych. Historycy zwracają uwagę, że decyzja wynikała z niechęci dowództwa do generała, który swoją nieugiętą postawą pokrzyżował plany Piłsudskiego. Dla niego bowiem, priorytet stanowiła Wileńszczyzna.

Na ratunek Warszawie

Znający go podkreślali, że skromny generał nigdy nie żalił się na swoją sytuację. Nigdy nie dał poznać swojego niezadowolenia przed Piłsudskim. Być może nieco naiwnie sądził, że  – jak sugerował jego biograf dr hab. Mariusz Patelski – bardziej przemówią jego czyny i zasługi.

Tymczasem Polsce zagrażały czerwone hordy bolszewickiej zarazy. Błyskotliwy dyplomata, wykorzystał swoje znajomości z gen. Fochem uzyskując niepisaną zgodę na uderzenie wyprzedzające na Kijów. Swoją niezachwianą wiarą w państwową przyszłość Polski – jak pisał gen. Maxime Weygand – „wywierał ogromy, wprost sugestionujący wpływ na najwyższe wojskowe sfery francuskie, pozyskał je dla sprawy waszej”.

Zdaniem historyków, decyzja o ponownym powierzeniu w jego ręce szefostwa Sztabu Generalnego była jedną z decydujących o wyniku wojny z bolszewikami. Wraz z gen. Kazimierzem Sosnkowskim przegrupował uciekające w bezładzie wojsko. Jego optymizm i wiara, potwierdzone we wspomnieniach zarówno Piłsudskiego jak i Wincentego Witosa – udzielały się innym i prowadziły do odzyskania morale.

W krytycznych dniach poprzedzających Bitwę Warszawską, u dwóch mężów stanu obserwowano dwie skrajne postawy; przybity i apatyczny marszałek, narzekający na „upadek moralu (sic.)”, przekazuje premierowi list ze swoją dymisją, a następnie udaje się – tu według źródeł – albo do kochanki, albo kwatery swojego adiutanta Wieniawy-Długoszowskiego. [Ależ to było to samo: Kochanka żyła we dworze Wieniawy-Długoszowskiego md]

W tym samym czasie Rozwadowski do końca wierzy w polskiego żołnierza i stara się w tej wierze potrzymać również Naczelnego Wodza.

Przejawem tej wiary był też sam plan wydania bitwy bolszewikom, uznanej później jako „Cud nad Wisłą”. Podczas gdy doradzający naszemu sztabowi gen. Weygand optował za przekształceniem Stolicy w twierdzę, Rozwadowski przekonuje do ułańskiego uderzenia na lewe skrzydło i tyły armii przeciwnika. Wiedział bowiem, że „albo rozbijemy zupełnie dzicz bolszewicką i udaremnimy tym samym zamach sowiecki na niepodległość Ojczyzny i byt Narodu albo ciężka niedola i nowe jarzmo czeka nas wszystkich bez wyjątku”. Po wielu burzliwych debatach, zdecydowano się na drugi wariant.

Choć nie możemy w 100 proc. wskazać jednoznacznego autora zwycięskiego planu, to zarówno dokumentacja, wspomnienia postronnych jak i talent militarny skłaniają nas ku Rozwadowskiemu. Zwłaszcza, że wobec informacji o przechwyceniu rozkazu przez obcy wywiad, Szef Sztabu Generalnego w ścisłej tajemnicy zdecydował o rozesłaniu ostatecznej, jeszcze ofensywniejszej wersji znanej jako rozkaz nr 10 000. To m.in. dzięki temu manewrowi udało się przechytrzyć bolszewików i zgotować – parafrazując treść rozkazu – „tej czerwonej hordzie takie przyjęcie, że nic z niej nie zostało”.

W Bitwie Warszawskiej 14 polskich dywizji pokonało w walce 30 dywizji armii sowieckiej. W wymiarze militarnym autorem tej wiktorii pozostanie gen. Rozwadowski, natomiast plany przekuli w czyn generałowie; Sikorski, Haller, Latnik i Zagórski. Nie bez znaczenia jest to też zasługa dokonań kontrwywiadu radiowego. Nie zapominajmy jednak, że nawet najchwalebniejsze czyny polskiego oręża nie zdałyby się na nic, gdyby nie szturm modlitewny całego Narodu, wzywający nadprzyrodzonej interwencji.

Arcywróg

W 1921 r. otrzymał stanowisko Generalnego Inspektora Jazdy i przeprowadził modernizację kawalerii. Dostrzegł powstanie na Zachodzie pierwszych wojsk pancernych i doceniając ich przyszły potencjał postulował realizację podobnego pomysłu również w Polsce. Cieszył się niesłabnącym szacunkiem zarówno w wojsku jak i społeczeństwie. I podobnie jak kilka lat temu w armii austriackiej, tak i teraz rosnąca pozycja przysporzyła mu wrogów – tym razem – śmiertelnych.

Piłsudski wiedział, że na drodze do ponownego objęcia władzy stoi nie żaden parlamentarzysta, ale właśnie były Szef Sztabu. Jako legalista i zwolennik apolityczności armii, Rozwadowski nigdy nie stanąłby po stronie spiskowców. Wojsko miało w tej rozgrywce kluczowe znaczenie, dlatego Naczelnik nie mógł pozwolić, by szala przechyliła się na stronę jego oponenta. Efektem tych działań było propagandowe dzieło Rok 1920, w którym dyskredytował Rozwadowskiego, umniejszając jego rolę w ocaleniu Ojczyzny.

Doświadczony dowódca wiedział, że coś się święci. Ostrzegał prezydenta Wojciechowskiego przed rosnącym fermentem w wojsku. Kiedy kolejne apele pozostawały bez reakcji, Rozwadowski nie miał wątpliwości o wiszącej nad rządem konfrontacji z Piłsudskim.

Obaj panowie stanęli z sobą oko w oko w maju 1926 r. Tym razem na ulicach Warszawy polała się bratnia krew, a w toku walk kolejne oddziały dołączały do zamachowców. W obliczu rezygnacji prezydenta Wojciechowskiego, Rozwadowskiemu nie pozostało nic innego jak kapitulacja.

Mimo gwarancji o nieprześladowaniu przeciwników, Piłsudski wtrącił dowódcę wojsk rządowych do więzienia. 61 – letniego generała przetrzymywano w tragicznych warunkach; siedział w jednym bloku z pospolitymi kryminalistami, pozbawiono go kontaktów z rodziną i odmówiono podstawowej opieki zdrowotnej. Na zewnątrz natomiast trwał proces szkalowania generała i oskarżania go o defraudację funduszy publicznych.

Wyszedł na wolność dopiero w następstwie poruszenia opinii publicznej, jaką wywołała broszura Mariana Zdziechowskiego Sprawa sumienia polskiego. W Belwederze spotkał się z Piłsudskim tylko raz, ale nie wiemy co obaj panowie sobie powiedzieli. Pobyt w więzieniu negatywnie odbił się na jego zdrowiu – Rozwadowski zmarł 18 października 1928 r. Pojawiły się pogłoski o jego otruciu. Do takich wniosków doszedł dr Bolesław Szarecki, badający zwłoki generała oraz słynny chirurg lwowski, prof. Tadeusz Ostrowski. Czy tak było w istocie, nigdy się nie dowiemy. Natomiast wymownie brzmi w tym kontekście zakaz przeprowadzenia sekcji zwłok. Wkrótce po wyjściu na wolność w niewiadomych okolicznościach zniknął też przyjaciel Rozwadowskiego, osadzony z nim gen. Włodzimierz Zagórski.

Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski został pochowany w ukochanym Lwowie, w obronie którego zdecydowany był zginąć.

Premier Witos, opisując wydarzenia z 1920 stwierdzał, że „od Piłsudskiego różnił się gen. Rozwadowski bardzo silnie tym, że pozostawiając swoją osobę na boku, wierzył w naród i armię i stale to powtarzał. Idąc niezachwianie z tą wiarą naprzód, w bardzo wielkiej mierze przyczynił się też do uchronienia tego narodu od hańby, nie zarobiwszy jak dotąd na jego wdzięczność, gdy inni niezasłużenie hołdy zbierają”.

Jego słowa okazały się prorocze. Tadeusz Rozwadowski wciąż czeka na wdzięczność narodu, a „polowanie na generała” trwa do dziś. W 2020 r. warszawscy radni powiedzieli „nie” dla pomysłu postawienia bohaterowi pomnika. Ich zdaniem, „wystarczającym upamiętnieniem (…) będzie planowany pomnik Bitwy Warszawskiej”.

Piotr Relich

Generał Tadeusz Rozwadowski. Jego śmierć do dziś stanowi zagadkę

Generał Tadeusz Rozwadowski. Jego śmierć do dziś stanowi zagadkę

Dodano: 18 października 2022,  general-tadeusz-rozwadowski-bitwa-warszawska-zamach-majowy-smierc

gen. Tadeusz Rozwadowski, 1920 rok
gen. Tadeusz Rozwadowski, 1920 rok Źródło: Wikimedia Commons

Generał Tadeusz Rozwadowski jeden z architektów zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej trafił do więzienia tuż po zamachu majowym. Zmarł w tajemniczych okolicznościach 18 października 1928 roku, niedługo po wypuszczeniu na wolność. Do dziś nie wiadomo, czy jego śmierć była tylko dziełem przypadku.

Tadeusz Jordan Rozwadowski herbu Trąby urodził się 19 albo 20 maja 1866 r. w Babinie w pow. kałuskim (Ukraina). Był Szefem Sztabu Generalnego i jednym z twórców Wojska Polskiego.

– W czasie bitwy warszawskiej 1920 r. Rozwadowski był autorem planu kontrnatarcia oraz koncepcji bitwy, której został głównym koordynatorem. Przegrupowanie wojsk polskich było zadaniem niebywale trudnym, ale zostało ono perfekcyjnie wykonane przez elitarne jednostki 1. i 3. Dywizji Piechoty Legionów. Po wiktorii warszawskiej i ostatecznym rozgromieniu bolszewików większość splendoru spadła na Piłsudskiego, czego Rozwadowski nigdy nie dementował, wykazując niezwykłą lojalność wobec Naczelnego Wodza – pisze Piotr Milczanowski w IPN.

12 maja 1926 roku, kiedy rozpoczął się zamach majowy kierowany przez Józefa Piłsudskiego i jego stronnictwo, generał Rozwadowski stanął po stronie sił rządowych i prezydenta. Objął także dowództwo wojsk w Warszawie. Sytuacja, w jakiej się znalazł była naprawdę trudna. Część wojska poparło Piłsudskiego, inna część jeszcze się wahała. Nie było pewności, to stoi po stronie rządu, na kogo można liczyć. Po trzech dniach walk, w których zginęło ponad 300 osób, prezydent Stanisław Wojciechowski podał się do dymisji – uchronił w ten sposób Polskę, być może, przed wojną domową na dużą skalę

Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski
Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski / Źródło: Wikimedia Commons

Stronnictwo Piłsudskiego tryumfowało. Wyżsi oficerowie, który wystąpili przeciwko Piłsudskiemu, stanowili dla niego duże zagrożenie i z tego względu postanowiono o ich zatrzymaniu. Aresztowani zostali generałowie Tadeusz Rozwadowski, Włodzimierz Zagórski, Bolesław Jaźwiński oraz Juliusz Malczewski, których oskarżono o (mocno naciągane) przestępstwa kryminalne.

Początkowo uwięzieni byli w Wojskowym Więzieniu Śledczym nr I w Warszawie, a następnie w Więzieniu nr III na Antokolu w Wilnie. Zwłaszcza w Wilnie panowały straszne warunki – budynek znajdował się w ruinie, cele były nieogrzewane i brudne. Generałowie znaleźli się w celach obok pospolitych przestępców, co było dla nich dodatkowo dużym ciosem.

Przeciwko Tadeuszowi Rozwadowskiemu prowadzono śledztwo dotyczące kwestii finansowych, do którego, w październiku 1926 roku doszedł zarzut o nieposzanowaniu władzy. Przez bardzo długi czas czekał na wyznaczenie daty procesu, który odraczano. Generał Rozwadowski nie miał sobie niż do zarzucenia i wierzył, że sąd oczyści go zarzutów. W sierpniu 1926 roku złożył do prezydenta Ignacego Mościckiego prośbę o przeniesienie go w stan spoczynku. Jego wniosek rozpatrzony został dopiero dziewięć miesięcy później, w kwietniu 1927 roku.

Jednocześnie, w czasie pobytu w więzieniu, generał Rozwadowski zaczął poupadać na zdrowiu. W październiku 1926 roku sąd uchylił wobec niego nakaz aresztu, ale prokuratura nie zgodziła się go wypuścić, twierdząc, że stoją za tym „interesy wojska pierwszorzędnej wagi”. Jednak naciski opinii publicznej nasilały się. W maju 1927 roku generał Rozwadowski wyszedł na wolność. Przewieziono go do Warszawy, gdzie odbył ostatnią rozmowę z Józefem Piłsudskim.

Później generał Rozwadowski powrócił do Lwowa, skąd niedługo był zmuszony wyjechać do Jastrzębiej Góry, gdyż stan jego zdrowia wciąż się pogarszał. Kilku lekarzy poszukiwało przyczyny choroby – bez skutku. Niekorzystnie na samopoczucie generała wpłynęła również wiadomość o zaginięciu generała Zagórskiego. Rozsiewano plotki, że zdezerterował i wypuszczono za nim list gończy. Rozwadowski nie wierzył w tę wersję, twierdząc, że Zagórski padł ofiarą mordu politycznego.

Pomimo choroby próbował nadal pracować. Pisał opracowania wojskowe, w tym ważny referat zatytułowany „Problemy dzisiejszej obrony Państwa”. Postulował w nim o konieczności utworzenia specjalnej formacji armii, zdolnej do błyskawicznej mobilizacji w przypadku nagłej wojny z Rosją lub Niemcami. Przewidywał, że konflikt z jednym lub dwoma sąsiadującymi z Polską krajami nastąpi w roku 1936.

gen. Tadeusz Rozwadowski, 1927 rok
gen. Tadeusz Rozwadowski, 1927 rok / Źródło: Wikimedia Commons

Jedocześnie choroba generała pogłębiała się. Jeden z lekarzy z Jastrzębiej Góry zasugerował, że przyczyną może być zatrucie końskim włosiem, lecz do tej pory nie ma na to dowodów. Być może choroba była wynikiem bardzo ciężkich, więziennych warunków w wileńskim areszcie.

Generał Tadeusz Rozwadowski zmarł 18 października 1928 roku. Został pochowany 22 października na Cmentarzu Obrońców Lwowa, zgodnie ze swoim życzeniem, wśród żołnierzy, z którymi kiedyś walczył. Trumnę z ciałem generała Rozwadowskiego nieśli usunięciu z armii przez Piłsudskiego generałowie: Stanisław Haller, Roman Żaba, Walery Maryański, Franciszek Meraviglia-Crivelli, Robert Lamezan-Salins i Filip Siarkiewicz. Pomimo, że władze liczyły, że w pogrzebie weźmie udział mało osób, generała Rozwadowskiego żegnały tłumy.

We Lwowie nabożeństwo żałobne w kościele bernardynów odprawił metropolita lwowski arcybiskup Bolesław Twardowski.

„Nad grobem poruszającą mowę wygłosił były legionista ks. Józef Panaś:

»Był to prawdziwie chrześcijański, wielki wódz, który umiał zwyciężać bez podniesienia się w pychę i bez pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, a gdy poniósł klęskę, poniósł ją nie tylko bez upodlenia się, ale nawet bez chęci zemsty i nienawiści do chwilowego zwycięzcy«”. (ipn.gov.pl)

Obecnie miejsce pochówku generała nie jest znane. W 2013 roku podała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przekazała, że grób we Lwowie jest pusty. Prawdopodobnie do przeniesienia ciała generała doszło potajemnie w latach siedemdziesiątych, gdy Sowieci dewastowali Cmentarz Orląt Lwowskich.

Mjr Dekutowski „Zapora” oraz gen. Tadeusz Rozwadowski – „w jednym spali domu”?

Stowarzyszenie Głos Obywatelski Powiatu Opolskiego

Opole Lubelskie / woj.lubelskie

Paweł Januszek

https://golop.pl/mjr-dekutowski-zapora-oraz-gen-tadeusz-rozwadowski-w-jednym-spali-domu/

Kontakt

Mjr Dekutowski „Zapora” oraz gen. Tadeusz Rozwadowski – „w jednym spali domu”?

Posted on by admin

General Rozwadowski po bitwie pod Borowem z początku I WŚ, a mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” wraz z powstańcami AK, podczas II WŚ nocowali u tej samej familii Kochanowskich, w folwarku Łopiennik. Wygląda na to, że w tym patriotycznym domu, w równie trudnych dla Polski i Polaków czasach, obaj znaleźli schronienie.

Generał w swoich wspomnieniach pisze o niezwykle „gościnnym przyjęciu, użyczonym nam jako rodakom, mimo nieżyczliwego usposobienia do armii, do której należeliśmy CHWILOWO Z KONIECZNOŚCI”. Chodzi o folwark Łopiennik:

Wspomnienia gen. Rozwadowskiego str. 237. O noclegu w majątku Łopiennik 1
Wspomnienia gen. Rozwadowskiego str. 238. O noclegu w majątku Łopiennik 2

Zbierając informacje na potrzeby innego artykułu dotyczącego rodziny Truszkowskich, właścicieli folwarku w Godowie, po nitce do kłębka doszedłem do takich faktów, że najprawdopodobniej zarówno gen. Rozwadowski w 1914r., na początku I WŚ znalazł schronienie w majątku Łopiennik, podobnie jak dowódca AK major Hieronim Dekutowski „Zapora” w okresie II WŚ, również tam u rodziny Kochanowskich znajdował schronienie.
Poniżej źródła wskazujące kto w tamtych latach był właścicielem majątku Łopiennik.

Przypis ze str. 318 – „Dionizy Leopold Truszkowski i jego opis ziemiańskiej codzienności” – o majątku w Łopinniku

M.in. na stronach internetowych gminy Borzechów można przeczytać, iż w okresie II wojny światowej Jerzy Kochanowski i córka Izabela byli żołnierzami Armii Krajowej a dwór Łopiennik był ostoją dla partyzantów. Często w nim zatrzymywały się oddziały AK z dowódcą majorem Hieronimem Dekutowskim, pseudonim „Zapora”:

W okresie II wojny światowej Jerzy Kochanowski i córka Izabela byli żołnierzami Armii Krajowej. Dwór był ostoją dla partyzantów. Często w nim zatrzymywały się oddziały AK z dowódcą majorem Hieronimem Dekutowskim, pseudonim „Zapora”. [borzechow.eu]

Dwaj Bohaterowie, różne czasy – jedno miejsce schronienia. Dwór ostoi?

Łopiennik do 1954 r. należał do gminy Chodel. Dzisiaj administracyjnie umiejscowiony jest w obszarze gminy Borzechów. Niestety po dworze pozostały ruiny.

Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski jest bardzo zasłużony dla Polski, a tu, lokalnie na ziemi chodelskiej pozostawił świadectwa jakim był Polakiem. Ochraniał ludność, ocalił proboszcza i kościelnego, zaświadczył też o kunszcie wojskowym, co bez wątpienia miało wpływ na Jego losy i losy Polski w przyszłości. Tu materiał wideo dotyczący pobytu i działalności generała na ziemi chodelskiej: https://www.youtube.com/watch?v=U8pqRzlqN5U

https://youtube.com/watch?v=U8pqRzlqN5U%3Fsi%3DR_kGFkp2TAol-qar

Takich wzorców potrzebujemy – Polaka, który dowodził i zwyciężał, nawet, gdy sprawa była beznadziejna. Tacy niezłomni bohaterowie, wytrwali przywódcy o rycerskich cnotach, są potrzebni jako przykład dla dzieci, młodzieży, przyszłych pokoleń Polaków.

Autor wpisu: Paweł Januszek

Operacja Warszawska 1920: Dymisja Józefa Piłsudskiego. Treść dymisji. Bitwa bez Naczelnego Wodza .

Operacja Warszawska 1920: Dymisja Józefa Piłsudskiego. Treść dymisji.

[Pisałem o tym na mym potalu wielokrotnie., Dodaję ten artykuł z Bochni. Mirosław Dakowski]

Bitwa bez Naczelnego Wodza czasbochenski-historia-dla-ciebie/operacja-warszawska-1920-dymisja-pilsudskiego

Operacja Warszawska 1920: Dymisja Józefa Piłsudskiego

100.rocznica zwycięskiej bitwy nad bolszewikami w 1920 roku jest okazją by odnieść się do tego wydarzenia. Z perspektywy 100 lat i na podstawie analiz i badań historycznych widzieć możemy prawie cały obraz głównych wydarzeń, choć w szczegółach z powodu niedostępności dokumentów jest on jeszcze niepełny. Wbrew politycznej propagandzie i wysiłków wielu środowisk usiłujących wbijać w świadomość społeczną wielkość i wybitność Józefa Piłsudskiego jako zasłużonego w tej bitwie, sprawę trzeba przedstawić jasno – Józef Piłsudski nie jest bohaterem Bitwy Warszawskiej i w najważniejszych chwilach nie był w niej obecny. 12 sierpnia zwolnił się z funkcji Naczelnika Państwa i Wodza Naczelnego przedkładając stosowne pismo na ręce premiera Witosa.

Bitwa nazwana przez Edgara Vincent d’Abernon – brytyjskiego pisarza i dyplomatę wchodzącego w skład misji Ententy, 18-tą decydującą bitwą w dziejach świata, jak wiadomo nie została wystarczająco mocno doceniania przez inne kraje europejskie. Różne były tego przyczyny. Są historycy, którzy sugerują nawet, że Polakom pozwolono po I Wojnie Światowej zbudować własne państwo, gdyż wiedziano o zagrożeniu bolszewickim, a Polska stanowiłaby doskonały parawan odgradzający Europę od Sowieckiej Rosji. I to, idąc tym tropem, doskonale się udało. Impet bolszewickiej rewolucji rozbił się o Polskę, która i tak nie miała wyjścia i walczyć musiała. Europie, gdzie spora część polityków lekceważyła zagrożenie, włos z głowy nie spadł.

Rewolucja bolszewicka miała za zadanie nieść wypaczoną wizję świata i człowieka. Stworzona głównie przez Karola Marksa – Niemca żydowskiego pochodzenia przy współudziale Friedricha Engelsa, opierała się na nienawiści i walce klas. Miała także, w oczach jej amerykańskich i niemieckich sponsorów, przez swoje dzieło zniszczenia pozbyć się konkurencyjnych gospodarek Europy środkowo-wschodniej. Pierwotny zamysł wymknął się najwyraźniej – jak to bywa – spod kontroli. Najpierw jej ofiarą padła Rosja. Później bolszewicy postanowili jednak rozsiać swą ideologię na Europę i dalej na cały świat. Pędzący walec rewolucji komunistycznej miał m.in. obalić elity i podziały społeczne, zlikwidować pieniądz, rozkraść i zniszczyć majątki, upaństwowić je, znacjonalizować gospodarkę, zabić religię, zburzyć kościoły, złamać ludzkie charaktery, obalić indywidualność, własność, wolność myślenia i wolność gospodarczą. Miał zabić w ludziach jakiekolwiek indywidualne dążenia, sprowadzić wszystkich do jednej centralnie zarządzanej klasy chłopo – robotniczej pracującej w olbrzymim komunistycznym i przez komunistów zarządzanym kołchozie, gdzie własność prywatna i wolność indywidualnej inicjatywy były zabronione. Każdego kto wychylałby się poza ten schemat społeczny czy chciałby się temu nakazowi sprzeciwić, należało zdyskredytować, zamknąć, wywieźć do łagru czy najczęściej w okrutny sposób zamordować.

W 1920 roku bolszewicy byli zdeterminowani wprowadzić te rozwiązania w życie nie tylko w Rosji ale przenieść je na całą Europę. Gen. Michał Tuchaczewski – marszałek Związku Radzieckiego, dowódca armii sowieckiej, która zaatakowała Polskę wyraził to jasno: „Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze”. „Po trupie Polski przez Warszawę przejdziemy do Europy”.

13 sierpnia 1920 roku sytuacja była na prawdę zła by nie powiedzieć tragiczna. Już wcześniej bo w kwietniu nie powiodła się zaplanowana przez Piłsudskiego wyprawa kijowska, gdzie pokładano nadzieję na zwycięskie starcie z armią czerwoną. Sowieci wycofali się. Obrona na linii Bugu i Narwi, także zaplanowana przez Piłsudskiego, załamała się. 19 lipca nacierający bolszewicy zajęli Grodno, 28 lipca Białystok, 31 lipca Brześć. 13 sierpnia wojna z Rosją Sowiecką toczona od lutego 1919 roku znalazła się punkcie w którym ważyły się losy Warszawy, Polski i całej Europy. Europy w której aktywne i rozsiane po różnych krajach organizacje i szajki komunistyczne przebierały nogami nie mogąc się doczekać armii sowieckiej. Aktywność sowieckiej armii, która od 29 maja rozpoczęła gwałtowny marsz na zachód, nie została jak dotąd powstrzymana. 13 sierpnia bolszewicy uderzając siłami dwóch dywizji na Radzymin, zdobyli go i podeszli pod samo miasto. Wojska bolszewickie ocierały się już wówczas o Pragę. W kolejnych dniach 14 i 15 sierpnia trwały zaciekłe walki na wschodnich i południowo wschodnich umocnieniach Warszawy. To właśnie walki toczone w tych dniach przesądziły o losach bitwy. Polakom, nie wdając się w szczegółowe opisy walk, które można znaleźć w wielu opracowaniach, udało się odeprzeć bolszewików (1).

Cały plan bitwy był opracowywany już wcześniej głównie między trzema osobami, które stworzyły sztab dowodzenia. Był to zawodowy, wybitny generał Tadeusz Rozwadowski mianowany przez Piłsudskiego w połowie lipca szefem Sztabu Generalnego, francuski generał Maxime Weygand z przysłanej do Warszawy misji państw Ententy oraz Naczelnik Państwa i Wódz Naczelny Józef Piłsudski. Cały główny trzon planu obrony Warszawy opracowany jednak został przez gen. Rozwadowskiego, który wraz z doświadczonymi wojskowymi pracował w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego i którego rozwiązania były konsultowane i korygowane. Generał współpracował tam z płk. Tadeuszem Piskorem i kpt. Bronisławem Regulskim. Przy czym zdanie gen. Weyganda liczyło się najmniej, a sam Francuz traktowany był bardziej jako obcy intruz przy którym „należało mówić po polsku”. [To wstyd. Był poważnym, sojusznikiem i wybitnym dowódcą. MD]

To gen. Rozwadowski 5 sierpnia ostatecznie przedłożył marszałkowi dwa warianty koncentracji głównej grupy uderzeniowej. Jeden zakładający koncentrację wojsk w Garwolinie, drugi bardziej ryzykowny, nad Wieprzem 140 km od Warszawy. Po konsultacjach ostatecznie wybrany został ten drugi i Piłsudski go zatwierdził. Dzień po tym – 6 sierpnia – szef sztabu gen. Rozwadowski wcielił to rozwiązanie w życie wydając rozkaz 8358/III w którym sprecyzowane były wszystkie posunięcia i rozkaz podpisał. Do 12 sierpnia wszystkie jednostki miały zająć wyznaczone pozycje. Rozwiązanie to było jeszcze przedmiotem korekt i poprawek oraz przedmiotem mocnej krytyki Piłsudskiego, który, jak podkreśla Henryk Nicpoń (autor książki „Polowanie na generała: Piłsudski kontra Rozwadowski”), „widać nie czuł się ich autorem”.

I tu zdarza się rzecz zaskakująca, a dla wielu wręcz szokująca. 12 sierpnia Józef Piłsudski składa pismo ze swoją dymisją z funkcji i Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza (sic!) na ręce premiera Witosa (treść dymisji publikujemy pod tekstem). 12 sierpnia to ten sam dzień kiedy wieczorem nawiązano pierwszy kontakt z nieprzyjacielem, który pojawił się już pod Radzyminem. Zdarzenie miało miejsce w obecności wicepremiera Ignacego Daszyńskiego oraz ministra spraw wewnętrznych Leopolda Skulskiego. Piłsudski odbył jeszcze spotkania z gen. Rozwadowskim, gen. Weygandem oraz kardynałem Kakowskim i opuścił Warszawę mając udać się do Puław, gdzie zorganizowano kwaterę główną, by objąć dowodzenie nad 4 Armią. Jak wiemy Piłsudski na front nie udał się od razu i zbytnio się nie spieszył. Nie podjął od razu zadań bojowych jakie na nim ciążyły. Zamiast na front pojechał do miejscowości Bobowa, niedaleko Gorlic, do swojej konkubiny Aleksandry Szczerbińskiej, przyszłej żony, z którą miał już dwoje dzieci. Z Bobowej także nie spieszył się do armii. Będąc już w Puławach, gdzie przybył otrzymawszy wiadomości o przełamaniu frontu, wieczorem 15 sierpnia brał udział w uroczystościach chrztu Józefa Minkiewicza, którego został ojcem chrzestnym. Między 13 a 15 sierpnia, kiedy decydowały się losy Warszawy, kraju i Europy, Piłsudski nie był na polu walki obecny. Słynne uderzenie znad Wieprza poprowadził w chwili, kiedy losy bitwy były już przesądzone – 16 sierpnia. Premier Witos, ani żaden z uczestników tych wydarzeń, nie ujawnili nikomu pisma z dymisją Piłsudskiego. Byli najwyraźniej świadomi jaki skutek dla morale wojska i nastrojów społecznych miałoby podanie takiej wiadomości publicznie. Pismo przetrwało w rękach premiera i wróciło do marszałka już po zakończeniu zwycięskich walk kiedy wrócił do Warszawy. Ale dotrwało do naszych czasów.

Dymisja Piłsudskiego w decydujących momentach wojny z bolszewikami wprawia wielu w konsternację, szczególnie w konfrontacji z nieskazitelnym obrazem wodza jaki od lat przedstawiany jest w oficjalnym obiegu dyskusji, licznych publikacjach i materiałach edukacyjnych. Co sądzić o Wodzu Naczelnym, który ze spokojem, w dosłownie kilka godzin przed bitwą, składa dymisję, zostawia przygotowanych do walki żołnierzy, oficerów, generałów, tysiące ludzi którzy na ochotnika zaciągnęli się do wojska by bronić kraju, i który w najbardziej newralgicznym momencie, zamiast na front do przydzielonej mu armii, wyjeżdża do swojej konkubiny, później nie spiesząc się uczestniczy w uroczystości chrztu, a na front rusza dopiero po trzech dniach, kiedy wynik bitwy jest już zdecydowany?

Są różne tłumaczenia takiego zachowania Piłsudskiego. Jedno z nich to załamanie nerwowe i niewiara w powodzenie – co trudno uznać za postawę godną marszałka i jak chcą niektóry – wielkiego wodza, zwłaszcza, że dzięki złamaniu przez majora Jana Kowalewskiego, już kilka miesięcy wcześniej, szyfrów radzieckich radiostacji, polski sztab znał dokładnie zamierzenia sowietów. Na załamanie nerwowe nie wskazuje także treść dymisji, która wydaje się być wcześniej zaplanowana i dobrze przemyślana. Inni obrońcy Piłsudskiego tłumaczą, że Piłsudski uległ naciskom i krytyce polityków państw zachodnich, którzy uzależnili jego dymisję od pomocy militarnej (konferencja w Hythe 8-9 sierpnia). Gdyby tak było, to Piłsudski podałby się do dymisji o wiele wcześniej. Wiemy jednak, że żadna pomoc i tak nie nadeszła, oprócz bardzo znaczącej pomocy z Węgier, które jako jedyne pomogły polskiej armii. Sam powód takiej decyzji nie jest w takim momencie istotny. Zanim uzasadnienie całej tej sytuacji – dymisji Piłsudskiego tuż przed bitwą – dotarłoby do zdeterminowanych walczyć żołnierzy i ludności, już dawno, po rozejściu się wieści o rezygnacji Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa ze swojej funkcji, negatywny i druzgocący impet takiej informacji zdezorganizowałby zapewne cały plan obrony i zdewastował całkowicie morale żołnierzy. Piłsudski był przecież dla wszystkich Wodzem Naczelnym! Kto wie czy wynik tej konfrontacji nie byłby odwrotny jeśli wiadomość ta rozeszłaby się po gotowych do obrony frontach. Bez względu więc na przyczyny podjęcia takiej decyzji, wycofanie się Piłsudskiego i ogłoszenie swojej dymisji tuż przed bitwą może mieć wyraźne znamiona sabotażu. Są także poszlaki wskazujące na ułożenie się Piłsudskiego z Leninem, z którym wymieniał korespondencję, a sam miał przecież korzenie rewolucyjne i chodził w czerwonych cholewach. W takiej wersji i układach Piłsudski nie musiał się więc zbytnio przejmować wynikiem bitwy będąc spokojnym o swój los, a być może i stanowisko w przyszłej – sowieckiej Polsce. Nie wierzył w powodzenie tej bitwy i postanowił „uwolnić się od więzów jakie łączyły go z „pańską Polską” – jak podkreślał Henryk Nicpoń podczas konferencji historycznej w Warszawie. Listy są jednak nie ujawnione i spoczywają za zamkniętymi drzwiami rosyjskich archiwów. (Podobnie jak część materiałów dotycząca Leopolda Okulickiego). Piłsudski mógł też myśleć asekuracyjnie. Wątpiąc w powodzenie nie chciał brać za klęskę odpowiedzialności. Jednak, kiedy tylko zmieniła się sytuacja na froncie na naszą korzyść od razu przystąpił do walki. Na to może wskazywać, późniejsze wyeliminowanie gen. Rozwadowskiego i ostateczne pozbawienie go życia, jako konkurenta do zachowania tytułu tzw. „ojca zwycięstwa”.

Sama też “kontrofensywa znad Wieprza”, tak często podkreślana i stawiana za decydujące w tej bitwie stracie 4 Armii dowodzonej przez Piłsudskiego, nie była wydarzeniem głównym i przesądzającym. Większość ciężkich walk miała miejsce jeszcze przed rozpoczęciem kontrofensywy – 14 i 15 sierpnia. 16 sierpnia, w dzień rozpoczęcia kontrataku, patrole Piłsudskiego zameldowały, że „w ogóle nie spotkały nieprzyjaciela”. Piłsudski sam pisał o tym w swoich pamiętnikach: Dnia 16-ego rozpocząłem atak, o ile w ogóle atakiem nazwać to można. Lekki i bardzo łatwy bój prowadziła przy wyjściu tylko 21-a dywizja (…) Inne dywizje szły prawie bez kontaktu z nieprzyjacielem, gdyż nieznacznych potyczek (…) z jakiemiś małemi grupkami (…) kontaktem nazwać bym się nie ośmielił.

Przyczyną tego był fakt, że główne siły Tuchaczewskiego skoncentrowały się na północny-wschód od Warszawy w rejonie Ciechanowa i Modlina. Z głównymi siłami armii sowieckiej zderzyły się więc wojska tej części frontu północnego, którymi dowodził gen. Latinik i gen. Sikorski, a nie marszałka Piłsudskiego. Wojska Józefa Piłsudskiego spotkały się w poważniejszych starciach z przeciwnikiem dopiero 17 sierpnia i to w momencie kiedy losy bitwy były już przesądzone. Wyzwolono wówczas Mińsk Mazowiecki i osiągnięto linię Biała Podlaska – Międzyrzec – Siedlce – Kałuszyn – Mińsk Mazowiecki. Kolejnego dnia Tuchaczewski ogłosił już całkowity odwrót.

Według relacji Płk. Dypl. Franciszka Arciszewskiego jednym najbardziej decydującym i przełomowym wydarzeniem w Bitwie Warszawskiej był rajd i atak na Ciechanów VIII brygady kawalerii pod gen. Aleksandrem Karnickim. Zdobycie Ciechanowa tak zaskoczyło i wprowadziło w panikę bolszewików, że tamtejszy dowódca 4 Armii przed ucieczką spalił radiostację, którą bolszewicy używali do kontaktów ze sztabem Tuchaczewskiego w Mińsku. Efektem było poważne zakłócenie płynności przekazywania przez bolszewików depesz i rozkazów, co uczyniło dowodzenie sowieckim wojskiem chaotycznym i improwizowanym. (Polacy przez dwie doby nadawali na tej częstotliwości treści Pisma Świętego). Główna grupa uderzeniowa, którą dowodził marszałek Józef Piłsudski nie musiała się już zbytnio trudzić. Na jej barkach spoczywało już bardziej ściganie wycofującego się wroga.[A robili to na piechotę i często boso – bo ich dowódca nie zapewnił ani podwód – ani butów. MD.]

Bohaterami tej bitwy, jeśli już o bohaterstwie wspomnieć, jest wiele osób. Z pewnością jest nim mjr. Jan Kowalewski, który w genialny sposób, inspirując się opowiadaniami amerykańskiego pisarza Edgara Allana Poe, zrozumiał w jaki sposób sowieci szyfrują przekazywane na front depesze. Niewątpliwie bohaterami są generałowie bezpośrednio dowodzący i biorący udział w bitwach obronnych Warszawy, gdzie miał miejsce główny impet sowieckiego uderzenia: gen. J. Haller, Sikorski, Rozwadowski, Latinik, Roj, Żeligowski, Raszewski, Weygand i wielu innych z determinacją i odwagą walczących na północnym frocie w bezpośrednich walkach w obronie stolicy. Są nimi wszyscy od najwyższych generałów po mniejszych stopniem oficerów i żołnierzy którzy mimo, wydawać by się mogło, beznadziejnej sytuacji, stawiali zaciekły opór wierząc w zwycięstwo. Jest nim także ta część ludności Warszawy i kraju, która tysiącami zaciągała się do Głównego Inspektoratu Ochotników pod dowództwem gen. Hallera, a ogólnie mówiąc podzieliła się na dwie części. Jedni poszli walczyć, inni klęczeli w kościołach z modlitwą na ustach. Ledwo wspominając o młodym księdzu Ignacym Skorupko, który dobrowolnie poszedł na front by być blisko walczących żołnierzy. Służył jako kapelan w I batalionie 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej walczącej pod Radzyminem i Ossowem.

Niewątpliwie za bohatera należy uznać gen. Tadeusza Rozwadowskiego, który nie tylko był głównym autorem planów obrony, konsultowanych w sztabie i zatwierdzanych przez marszałka. Odważnie i odpowiedzialnie zgodził się również na nominację na Szefa Sztabu miesiąc przed decydującą bitwą. To na jego barkach jako na Szefie Sztabu Generalnego, pod nieobecność marszałka, spoczywał ciężar decydujących walk z 14, 15 i 16 sierpnia i to on de facto, pod nieobecność Piłsudskiego, kierował bitwą, przemieszczał się między frontami obrony wraz z innymi dowódcami i był autorem rozkazu o numerze 10 000, korygującym ostatecznie kierunki działań frontowych. Emanował także zaciętym duchem walki i optymizmem czym inspirował i pomagał pokonywać zwątpienie i strach. Piłsudski dotarł do Warszawy dopiero 18 sierpnia, kiedy zarządzano już nie walką obronną ale pościgiem za wycofującymi się wojskami Tuchaczewskiego. Trudno nie docenić decyzji premiera Witosa, Ignacego Daszyńskiego oraz ministra Leopolda Skulskiego, którzy świadomi skutków, nie podali do wiadomości publicznej odejścia Piłsudskiego. Trzeba także wspomnieć o Węgrach, którzy jako jedyni przyszli nam z pokaźną pomocą przysyłając wsparcie w postaci 40 mln sztuk amunicji oraz 30 mln części zamiennych do karabinów Mauser. Z pewnością wymieniać można czarnoskórego Sam Sandi’ego walczącego w armii Wielkopolskiej pochodzącego z Kamerunu. Wymieniać można dalej.

Pozostaje jednak pytanie gdzie w takiej sytuacji umieścić Józefa Piłsudskiego, który 13, 14, 15 i 16 sierpnia z nikim się nie bił. Nie korygował także z gen. Rozwadowskim czy Weygandem planów toczącej się walki ani nie wydawał w tych dniach żadnych rozkazów? Nie pełnił w tych dniach także funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza gdyż już 12 sierpnia złożył dymisję i sam zwolnił się z tej funkcji.

Decyzja Piłsudskiego, szczególnie w świetle wcześniejszych jego niepowodzeń na Ukrainie i na linii Bugu i Narwi, a także w świetle porażki jaką w ogóle było dopuszczenie do wzmocnienia się w Rosji bolszewików na tyle by mogli podejść z armią pod Warszawę, może przestać być zaskakująca kiedy bliżej przyjrzymy się jego postaci. Nie przez pryzmat propagandy sanacji i jej odradzających się obecnie pokoleń. Ich celem zawsze było tak podkoloryzowywać i wykoślawić historię by za wszelką cenę wykreować i zachować nieskazitelny mit wielkiego wodza, a z kultu marszałka zrobić ideologię państwową. Ideologię mającą oczywiście sprzyjać konkretnemu ugrupowaniu czy partii. Piłsudski nie był zawodowym żołnierzem. Jego wykształcenie skończyło się na 1 roku medycyny podpartej maturą w I Gimnazjum wileńskim. Studiów wyższych ani żadnego przygotowania do zawodu Józef Piłsudski nie miał. Jego kwalifikacje wojskowe to doświadczenia partyzanckie w działalności rewolucyjnej i napadach.

W pracy doktorskiej o Piłsudskim, wydanej później jako książka pod tytułem „Lodowa Ściana”, Ryszard Świętek pisze: Do grupy tej [biednych emigrantów w Anglii – przyp. red.] zaliczał się i Józef Piłsudski, który często zaglądał wówczas do Londynu. Nie ukończył studiów, nie miał żadnego zawodu i nie umiał zarabiać pieniędzy. Majątek rodzinny na Litwie był już tylko wspomnieniem. Toteż żył w wielkim niedostatku, utrzymując się niemal wyłącznie z pieniędzy partyjnych.

A tak postać Piłsudskiego przedstawia Jędrzej Giertych w książce „O Piłsudskim”:

Piłsudski nigdy nie przeszedł wyszkolenia rekruckiego ani nie nabył wykształcenia oficerskiego. Nie był nigdy szeregowcem ani kapralem, ani sierżantem, ani podchorążym, ani porucznikiem, ani kapitanem, ani majorem. Miał on – nabyte w napadzie na pociąg pod Bezdenami i gdzie indziej – doświadczenia partyzanckie. Był także samoukiem, studiującym historię niektórych wojen. Ale nic więcej. Dowództwo austriackie mianowało go od razu dowódcą pułku, a po niecałych trzech miesiącach awansowało go na brygadiera. Innych stopni wojskowych Piłsudski nigdy do czasu otrzymania stopnia marszałka, nie miał.

Generał Puchalski, który jako generał austriacki był w roku 1916 z ramienia Austrii dowódcą Legionów Polskich (wszystkich trzech brygad) opowiadał później w Warszawie, już jako generał polski, że gdy został dowódcą Legionów, dla sprawdzenia wartości bojowej tych legionów przeprowadził badania, co są w tych legionach warci wyżsi dowódcy, a zwłaszcza dowódcy brygad. Przesłał potem do wyższych władz austriackich raport, w którym stwierdził, że Piłsudski żadnych kwalifikacji dowódczych nie ma. Władze te odpowiedziały mu, że armia austriacka ma dziesiątki generałów brygady, więc Piłsudski nie jest jej potrzebny jako jeszcze jeden taki brygadier. Jest jej natomiast potrzebny ze względów politycznych.

Józef Piłsudski mający zawsze pełne usta patriotycznych wypowiedzi jak choćby i ten kierowany do legionistów w Kaliszu: „Podczas kryzysów – powtarzam – szczerzcie się agentur. Idźcie w swoją stronę, służąc jedynie Polsce, miłując jedynie Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym” – wiedział co mówi. Sam był bowiem współpracownikiem trzech wywiadów i z pewnością posiadał ogromne w tej dziedzinie doświadczenie. W okresie walk o niepodległość współpracował z wywiadami Austrii, Niemiec i Japonii. Zagadnienie to porusza w wyżej wspomnianej książce „Lodowa Ściana” Ryszard Świętek. Do dziś nie są do końca znane treści jego lisów wymienianych z Leninem. Wiele dokumentów zaginęło, wiele jest nieujawnionych.

Po szerszej analizie dostępnych już dziś materiałów, opracowań i krytycznej analizie działalności Józefa Piłsudskiego, a także opinii jak choćby i tej wydanej przez gen. Puchalskiego można dojść do wniosku, że Józefa Piłsudskiego do władzy i stopnia marszałka mogła wyciągnąć ręka tej samej kategorii co ręka wyciągająca w 1990 roku Lecha Wałęsę z wydziału elektrycznego Stoczni Gdańskiej na fotel prezydenta. Równie spektakularny awans nie podparty żadnymi kompetencjami.

Jak widać zakamarki wojny w 1920 roku oraz postać Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa może zaskakiwać, szczególnie jeśli przestaniemy wierzyć w podawane nam na co dzień podręcznikowe i szkolne legendy. Zwłaszcza, że jest to przysłowiowy wierzchołek góry lodowej.

W książce „Orzeł biały, czerwona gwiazda” prof. Norman Davis, wspominając wątek gen. Weyganda witanego w Paryżu, pisze: „Legenda o wiktorii Weyganda stanowi doskonały przykład zasady, że w historii mniej ważne od tego, co się rzeczywiście zdarzyło, jest to, w co ludzie wierzą, że się zdarzyło”.

Bitwa Warszawska to nie jedyny moment w historii 20-lecia międzywojennego w którym oficjalna, podawana powszechnie biografia Józefa Piłsudskiego odbiega od faktów. W maju oraz we wrześniu w 2018 roku w Warszawie miały miejsce dwie konferencje historyczne poświęcone postaci Józefa Piłsudskiego. Jej owocem są dwa tomy książek w których zawarte są przemówienia zabierających głos ponad 20 prelegentów. Książki godne polecenia tym chcącym poznać prawdziwe i znane nam dziś kulisy nie tylko Operacji Warszawskiej w 1920 roku ale całego Dwudziestolecia Międzywojennego ze szczególnym uwzględnieniem postaci Józefa Piłsudskiego.

Piłsudski i Sanacja – prawda i mity, tom I i II, Centrum Edukacji i Rozwoju im. Bpa Kajetana Sołtyka, Warszawa 2018

Inne warte uwagi wydania i opracowania na temat Piłsudskiego i jego czasów:

Tomasz Ciołkowski: Józef Piłsudski – sfałszowana biografia, Bollinari Publishing Huouse 2018

Tomasz Ciołkowski: Józef Piłsudski – bez retuszu, Bollinari Publishing Huouse

Lodowa ściana – Ryszard Świętek, Kraków 1998

O Piłsudskim – Jędrzej Giertych, Dom Wydawniczy “Ostoja” 2013

Jak sanacja budowała socjalizm – Sławomir Suchodolski, 3S Media 2015

Czarna księga sanacji – Sławomir Suchodolski, Prohibita 2017

W krainie sanacyjnych absurdów – Sławomir Suchodolski, Prohibita 2019

Cud nad Wisłą – Płk. Dypl. Franciszek Adam Arciszewski, Wydawnictwo “Antyk” Marcin Dybowski

(1) Operacja warszawska której celem była obrona Warszawy i kraju przed sowieckim najazdem rozplanowana była na trzy fronty: północny – dowodzony przez gen. Józefa Hallera ciągnący się od Pułtuska nad Narwią do Dęblina nad Wisłą, który miał nie dopuścić by sowieci okrążyli stolicę i zaatakowali od zachodu. Drugi front – środkowy, podlegający Józefowi Piłsudskiemu, rozciągający się od Dęblina do Brogów w Galicji skąd miało nadejść decydujące uderzenie znad Wieprza i do którego miała dołączyć potajemnie przegrupowana centralna część armii gen. Sikorskiego – Grupa Manewrowa pod gen. Edwardem Śmigłym – Rydzem. Trzeci front – południowy, podlegał gen. Wacławowi Iwaszkiewiczowi. Miał bronić Małopolski i Lwowa oraz zapobiec połączeniu się sił sowieckich z tego rejonu z siłami Tuchaczewskiego.

Paweł Wieciech

Ps. W Warszawie tuż przy zachodnim wyjściu z Łazienek przy Belwederze, stoi pokaźny pomnik Józefa Piłsudskiego podpisany: Swojemu Obrońcy w Roku 1920, Warszawa. Czy aby na pewno fundatorzy wybrali właściwą osobę?

===================================

Oto pełny tekst dymisji zamieszczony w II tomie książki Piłsudski i Sanacja – prawda i mity, cytowany za: Antoni Położyński: Marszałek Józef Piłsudski odbrązowiony, Warszawa 2005, str. 92-94

Wielce Szanowny Panie Prezydencie

Przed swym wyjazdem na front, rozważywszy wszystkie okoliczności nasze wewnętrzne i zewnętrzne, przyszedłem do przekonania, że obowiązkiem moim wobec Ojczyzny jest zostawić w ręku Pana, Panie Prezydencie, moją dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Wojsk Polskich. Powody i przyczyny, które mnie do tego kroku skłoniły, są następujące:

1) Już na jednym z posiedzeń ROP (Rady Obrony Państwa – przyp. Wydawców) miałem zaszczyt wypowiedzieć jeden z najbardziej zasadniczych powodów. Sytuacja, w której Polska się znalazła, wymaga wzmocnienia poczucia odpowiedzialności, a przeciętna opinia słusznie żądać musi i coraz natarczywiej żądać będzie, aby ta odpowiedzialność nie była czczym frazesem tylko, lecz zupełnie realną rzeczą. Sądzę, że jestem odpowiedzialny zarówno za sławę i siłę Polski w dobie poprzedniej, jak i za bezsiłę oraz upokorzenie teraźniejsze. Przynajmniej do tej odpowiedzialności się poczuwam zawsze i dlatego naturalną konsekwencją dla mnie jest podanie się do dymisji. I chociaż ROP, gdy tę sprawę podniosłem, wyraziła mi pełne zaufanie i upoważniła w ten sposób do pozostania przy władzy, nie mogę ukryć, że pozostają we mnie i działają z wielką siłą te moralne motywy, które wyłuszczyłem przed ROP parę tygodni temu.

2) Byłem i jestem stronnikiem wojny „à outrance” z bolszewikami dlatego, że nie widzę najzupełniej gwarancji, aby te czy inne traktaty były przez nich dotrzymane. Staję więc z sobą teraz w ciągłej sprzeczności gdy zmuszony jestem do stałych ustępstw w tej dziedzinie, prowadzących w niniejszej sytuacji, zdaniem moim, do częstych upokorzeń zarówno Polski, a specjalnie dla mnie osobiście.

3) Po prawdopodobnym zerwaniu rokowań pokojowych w Mińsku pozostaje nam atut w rezerwie – atut Ententy. Warunki postawione przez nią są skierowane przeciwko funkcji państwowej, którą od dwu lat wypełniam. Ja i ROP, rząd czy Sejm, wszyscy mieliby do wyboru albo zostawić mnie przy jednej funkcji, albo usunąć zupełnie. Co do mnie wybieram drugą ewentualność. Jest ona zgodna z godnością osobistą i jest praktyczniejsza. Pozostawienie mnie na jednym z urzędów zmniejsza mój autorytet i tak silnie poderwany i doprowadza z konieczności do powolnego zniszczenia tej siły moralnej, którą dotąd jeszcze dla walki i dla kraju. Biorę następnie pod uwagę mój charakter bardzo niezależny i przyzwyczajenie do postępowania według własnego zdania, co z warunkami, postawionymi przez ententę nie zgadza się. Wreszcie przeczy to systemowi, któremu służyłem w Polsce od początku swojej pracy politycznej i społecznej, której podstawą zawsze była możliwie samodzielna praca nad odbudowaniem Ojczyzny, ta bowiem wydawała mi się jedynie wartościową i trwałą. Obawiam się więc, że przy pozostawieniu przy przodujących oraz przy moim charakterze i przyzwyczajeniach wyniknąć mogą ze szkodą dla kraju tarcia mniejsze i większe, które nie będąc przyjemne dla żadnej ze stron, wszystko jedno skończyć by się musiały moim usunięciem się. Wreszcie ostatnie. Rozumiem dobrze, że ta wartość, którą w Polsce reprezentuję nie należy do mnie, lecz do Ojczyzny całej. Dotąd rozporządzałem nią jak umiałem samodzielnie. Z chwilą napisania tego listu uważam, że ustać to musi i rozporządzalność moją osobą przejść musi do rządu, który szczęśliwie skleciłem z reprezentantów całej Polski. Dlatego też pozostawiam Panu, Panie Prezydencie, rozstrzygnięcie co do czasu opublikowania aktu mojej dymisji. Również Panu wraz z Jego Kolegami z Rządu pozostawiam sposób wprowadzenia w życie mojej dymisji i wreszcie oczekiwać będę rozkazu Rządu co do zużytkowania moich sił w tej czy innej pracy. Co do ostatniego proszę tylko nie krępować się ani wysoką szarżą, którą piastuję ani wysokim stanowiskiem, które posiadam. Nie chciałbym bowiem mnożyć swoją osobą licznej rzeszy ludzi, nie układających się w żaden system, czy to z powodu kaprysów i ambicji osobistej, czy to z powodu słabości charakteru polskiego, skłonnego wytwarzania najniepotrzebniejszych funkcji dla względem osobistych.

Proszę Pana Prezydenta przyjąć zapewnienie wysokiego szacunku i poważania z jakim pozostaję.

Józef Piłsudski

===========================================

Jest też, na razie, artykuł:

Gdyby nie Wincenty Witos… Dlaczego Piłsudski zostawił Polskę w najtrudniejszych chwilach? Co tak naprawdę działo się w 1920 roku ?

wiadomosci.wp.pl/warszawa/gdyby-nie-wincenty-witos-dlaczego-pilsudski-zostawil-polske-w-najtrudniejszych-chwilach

Jakim anty-„cudem” Generał Rozwadowski nie ma w Polsce – POMNIKA?

Jakim anty-„cudem” Generał Rozwadowski nie ma w Polsce zasłużonego miejsca upamiętnienia – POMNIKA?

By Paweł Januszek jakim-cudem-general-rozwadowski-nie-ma-w-polsce-pomnika

Jakim „cudem” Generał Rozwadowski nie ma w Polsce zasłużonego miejsca upamiętnienia – POMNIKA?

To wielki WSTYD dla wszystkich dotychczasowych władz, dla ministrów, senatorów, posłów i wielu środowisk mających przez ostatnie dekady wpływy w Polsce.

W swoim kraju, dla którego tak wiele zrobił osiągając sukcesy w najcięższych dla Polski chwilach, nie znajduje się dla Niego miejsca. To skandal!

Dzięki Generałowi Rozwadowskiemu – Szefowi Sztabu Wojska Polskiego, dzięki jego umiejętnościom, doświadczeniu i kunsztowi strategicznemu w walce ze zdziczałym bolszewickim wrogiem, Polacy zachowali wolność, a wielu życie.

===========================

To nie jest raczej przypadek, niestety. Takie Wzorce, tacy skuteczni i wielcy BOHATEROWIE o rycerskich cnotach, jak widać nie są dzisiaj potrzebni tym, którzy rządzą w „wolnej” Polsce.

Spuścizna pomijania, a wręcz niszczenia pamięci Generała Rozwadowskiego, zapoczątkowana przez politycznie zdemoralizowane działania dyktatury sanacyjnej okresu XX-lecia międzywojennego, trwa do dzisiaj. O komuchach i socjalizmie, to już całkiem szkoda gadać.

=====================

Załączniki:

„Kampania Roku 1920 w świetle prawdy” [SKŁAD GŁÓWNY W KSIĄŻNICY POLSKIEJ T. N. S. Ś. i W. LWÓW — 1924] (str. 31-33)

Fotografia Gen.Rozwadowski. „Słowo Polskie”.

Wywiad z Gen.Rozwadowskim „Bojownikom o Niepodległość Ojczyzny”.

Poniżej, materiał zrealizowany przez naszą redakcję przy współpracy z młodzieżą z LO im. A.Mickiewicza w Opolu Lubelskim:

==============================

Powyższy ROZKAZ wydał gen. Rozwadowski, a “został poinformowany i podpisał do wykonania” Piłsudski.

===============================

Rozkaz Operacyjny Specjalny Nr 10 000

10 sierpnia 2020 https://www.piotrkow-tryb.ap.gov.pl/art,645,rozkaz-operacyjny-specjalny-nr-10000

W dniu 10 sierpnia 1920 r., w obliczu zbliżającej się decydującej rozprawy z Robotniczo-Chłopską Armią Czerwoną, gen. Tadeusz Rozwadowski – szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, wydał słynny Rozkaz Operacyjny Specjalny nr 10000 w którym dokonano zmian w pierwotnych koncepcjach przyszłej bitwy.

Kilka dni wcześniej, tj. 6 sierpnia 1920 r. ukazał się rozkaz Oddziału III (operacyjnego) Sztabu Generalnego Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego z planem „bitwy warszawskiej”. Koncepcje wypracowane w nocy z 5 na 6 sierpnia 1920 r. były owocem wytężonej pracy sztabowej oraz wysiłku intelektualnego gen. T. Rozwadowskiego, gen. Maxime Weygand’a – przedstawiciela Francuskiej Misji Wojskowej w Polsce oraz Naczelnego Wodza – marsz. Józefa Piłsudskiego. Ogólny plan bitwy zakładał związanie sił sowieckich w walkach na przedpolach Warszawy i przeprowadzenie wielkiego manewru zaczepnego na południowym odcinku frontu. Szczegóły tego planu zmodyfikowano ostatecznie we wspomnianym Rozkazie Operacyjnym Specjalnym Nr 10000, spisanym odręcznie przez gen. Rozwadowskiego, a podpisanym [do wykonania] przez Naczelnego Wodza.

Rozkaz ten wzmacniał m.in. 5 Armię gen. Władysława Sikorskiego, która zajmując pozycję na północnym odcinku frontu, otrzymała do dawnych zadań obronnych również i cele ofensywne, w postaci wyprowadzenia pomocniczego uderzenia znad Wkry w siły bolszewickie. CRozkaz nr 10000 miał rozwiązać jeszcze jedną ważną kwestię. Gen. Rozwadowski obawiał się, że Sowieci mają zbyt dokładne informacje odnośnie planów polskich, z tego też powodu podjął zaaprobowaną przez Naczelnego Wodza decyzję o częściowej zmianie dotychczasowych koncepcji w celu zaskoczenia nieprzyjaciela. Dzieje tego rozkazu wpisują się w obecnie toczoną dyskusję nad autorstwem polskich planów wojennych.

Gen. Tadeusz Rozwadowski. Twórca Wojska Polskiego i zwycięstwa w 1920 r.

Wojtek Duch, 9 marca 2013 https://historia.org.pl/2013/03/09/zapomniany-general-tadeusz-rozwadowski-tworca-wojska-polskiego-i-zwyciestwa-w-1920-r-wywiad/

Gen. Tadeusz Rozwadowski to jeden z największych wodzów w historii naszego kraju, który mimo wielu sukcesów jest zapomniany – „Winna temu jest propaganda i cenzura sanacyjna, a następnie cenzura komunistyczna” – mówi nam w wywiadzie dr Mariusz Patelski. Wywiad poświęcony całemu życiu generała – dzięki uprzejmości rozmówcy – został okraszony unikatowymi zdjęciami.

Wojtek Duch: Jak zaczęła się przygoda Tadeusza Rozwadowskiego z wojskiem?

Lwów 1863 r. Powstańcy styczniowi Tadeusz Rozwadowski, Tomisław Rozwadowski i Franciszek Szymanowski. Brat Tomisława Rozwadowskiego – Tadeusz poległ w powstaniu; na jego cześć przyszły generał otrzymał imię Tadeusz.

Dr Mariusz Patelski: Służba wojskowa była tradycją w rodzinie Jordan Rozwadowskich. Przodkowie generała już w epoce przedrozbiorowej służyli w polskim wojsku, a następnie brali udział w wojnach o niepodległość Polski i w kolejnych powstaniach narodowych. Pradziad generała – płk Kazimierz Rozwadowski był m.in. organizatorem 8. Pułku Ułanów z czasów Księstwa Warszawskiego…

Bezpośrednio o wyborze takiej drogi życiowej dla swego syna zadecydował natomiast Tomisław Rozwadowski – powstaniec styczniowy i oficer armii austriackiej. Rozwadowski senior po dwóch nieudanych wyprawach powstańczych doszedł do wniosku, że jeśli Polska ma odzyskać niepodległość, to potrzebni będą wykształceni oficerowie; dlatego posłał wszystkich swoich synów, obok Tadeusza także Wiktora i Samuela, do austriackich szkół wojskowych.

Za wybitne zasługi wojenne w trakcie kampanii 1914 r. otrzymał najwyższe odznaczenie austro-węgierskie, order Marii Teresy…

– Historia tego krzyża, nadawanego za czyny dokonane, jak mówiono, „bez rozkazu lub wbrew rozkazowi” jest rzeczywiście niezwykła. Był to pierwszy nowoczesny order wojskowy sięgający swymi korzeniami bitwy pod Kolinem w 1757 r. Na jego statucie wzorowane były przepisy innych, później powstałych, orderów wojskowych m.in. statut Virtuti Militari. W czasie I wojny światowej Orderem Wojskowym Marii Teresy odznaczono 131 dowódców oraz oficerów. Wśród nich było 5 Polaków: oprócz Tadeusza Rozwadowskiego także: Emil Prochaska, Mieczysław Skulski, Stanisław Wieroński oraz Jerzy Zwierkowski (jedyny oficer marynarki w tym gronie).

W odradzającej się Polsce został pierwszym Szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Tutaj po raz pierwszy pokłócił się z Piłsudskim, który nie zgadzał się na armię z poboru…

Willa Wertholz w Reichenau 17 sierpnia 1918 r. Ceremonia odznaczania Orderem Wojskowego Marii Teresy. Od prawej 3. – gen. Tadeusz Rozwadowski, 9. – cesarz Austrii Karol.

– Rozwadowski, obejmując z ramienia Rady Regencyjnej, z którą współpracował już od 1917 r., stanowisko szefa Sztabu Generalnego wykonał rzeczywiście wielką pracę. W ciągu dwóch tygodni, na bazie wcześniej istniejących instytucji wojskowych, generał i jego współpracownicy (szczególnie aktywny był ppłk Włodzimierz Zagórski) zorganizowali Sztab Generalny oraz Ministerstwo Spraw Wojskowych. Szef sztabu powołał także zalążki poszczególnych rodzajów wojska m.in.: kawalerię, marynarkę wojenną, straż graniczną. Po powrocie Józefa Piłsudskiego między Naczelnym Wodzem i szefem sztabu doszło rzeczywiście do różnicy poglądów. Generał naciskał na szybką mobilizację i formowanie regularnych oddziałów, podczas gdy Naczelnik Państwa forsował tworzenie oddziałów ochotniczych odpornych na zimno i niedostatki pierwszych miesięcy Niepodległości. Ostatecznie przeważyło zdanie Naczelnika, a Rozwadowski odszedł na stanowisko dowódcy Armii Wschód.

Później zapisał się w historii jako obrońca Lwowa. To nieco zapomniana karta naszych dziejów. Z nikłymi siłami, bez wsparcia z Warszawy i mimo rozkazu wycofania trwał na posterunku. Miał powiedzieć: „Powziąłem niezłomną decyzję raczej zginąć z załogą niż w myśl rozkazu Naczelnego Dowództwa opuścić Lwów”. Dopiero krytyka społeczeństwa na władze w Warszawie doprowadziła do wysłania odsieczy na Lwów…

– O wydarzeniach tych rzeczywiście rzadko się wspomina w mediach, podobnie jak o konflikcie polsko-czeskim ze stycznia i lutego 1919 r. Społeczeństwo Małopolski, mimo znaczącego wykrwawienia w toku I wojny światowej, wykonało nadludzki wysiłek, zyskując dla Polski Galicję Wschodnią i znaczną część Śląska Cieszyńskiego.

Biorąc pod uwagę konflikt z Ukraińcami: w efekcie powziętych przez Naczelnego Wodza decyzji, wojna o Lwów i Małopolskę Wschodnią toczona była w początkowym okresie (przełom 1918 i 1919 roku) pomiędzy oddziałami polskimi głównie z Małopolski i ukraińskimi z tzw. Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Ponieważ Ukraińcy zdecydowali się na powszechną mobilizację, ich armia trzykrotnie przewyższyła liczebnie siły polskiej Armii Wschód. Tak dużych oddziałów Rozwadowski nie mógł pokonać, ale szachował je z powodzeniem, broniąc Lwowa. Miało to istotne znaczenie w związku z toczącymi się rozmowami na Konferencji Pokojowej w Paryżu. Ukraińcom z Galicji, a należy podkreślić, iż potrafili świetnie się wówczas zorganizować (w przeciwieństwie do swych współbraci z Kijowa), zabrakło jednak doświadczonych dowódców i zaopatrzenia. Z tego powodu, po przybyciu odsieczy, w skład której weszły także oddziały z Wielkopolski, losy wojny przechyliły się na stronę polską. Jednak na pełne zwycięstwo trzeba było poczekać jeszcze kilka miesięcy.

Dlaczego mimo sukcesów m.in. we Lwowie generał został wysłany do Francji jako Szef Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu?

Paryż czerwiec 1919 r. Gen. Tadeusz Rozwadowski jako szef Polskiej Misji Wojskowej

Przyczyna odejścia generała ze stanowiska dowódcy Armii Wschód ma skomplikowany charakter. Naciski były z różnych stron, bo Rozwadowski naraził się zarówno lwowskim narodowym demokratom jak i socjalistom, a Naczelny Wódz bardzo szybko przystał na zmianę dowodzącego. Na nowej placówce gen. Rozwadowski położył fundamenty pod przyszły sojusz polsko-rumuński i polsko-francuski. Jego zasługą jest też sprowadzenie do Polski lotników amerykańskich, którzy zasłużyli się w wojnie polsko-bolszewickiej, współtworząc Eskadrę im. Tadeusza Kościuszki.

Dopiero w najtrudniejszym momencie, gdy wydawało się, że padnie Warszawa Józef Piłsudski wzywa Rozwadowskiego na ratunek stolicy. Na wszystkich rozkazach operacyjnych od 12 do 16 sierpnia widnieje podpis generała. Podobno dlatego, że Piłsudski załamał się nerwowo, co potwierdza złożenie przez niego 12 sierpnia 1920 r. na ręce Premiera Witosa dymisji z piastowanych stanowisk…

– Rzeczywiście generał objął stanowisko szefa Sztabu Generalnego w przełomowym momencie wojny. O depresji Marszałka pisało też wielu polityków w swych wspomnieniach. Pisał o tym także w swym szkicu gen. Kukiel, ale tekst ten dotąd nie został opublikowany.

Kto był autorem planu zwycięskiej bitwy warszawskiej?

Niewątpliwie Rozwadowski. To on także zmodyfikował pierwotne plany wzmacniając lewe skrzydło wojsk polskich rozkazem nr 10000.

Jaki wpływ na zwycięstwo miało złamanie rosyjskich szyfrów? Skutecznie wykorzystano przechwycone informacje?

– Wiedza o zamiarach przeciwnika jest równie istotna jak oręż, którym się walczy. Bronią tą trzeba jednak umieć się posłużyć, tymczasem bolszewicy doszli aż pod Warszawę.

Zaraz po zakończeniu z sukcesem operacji warszawskiej rozpoczęła się inna, tym razem propagandowa walka. Spierano się autorstwo warszawskiego zwycięstwa. Wydaje się, że w tym sporze najlepiej wypadł Piłsudski….

Gen. Tadeusz Rozwadowski

Rozwadowski

– Do końca wojny, a nawet po jej zakończeniu Rozwadowski nie uczestniczył w sporach na ten temat. Zachowywał bardzo lojalną postawę wobec Naczelnego Wodza, co najbardziej uwidoczniło się w okresie afery Biura Prasowego Sztabu. Przełomem było wystąpienie publiczne socjalisty Jędrzeja Moraczewskiego, który ujawnił, że były dwa plany bitwy: jeden Rozwadowskiego drugi Weyganda, z których Piłsudski wybrał bardziej ryzykowny, opracowany przez swego szefa sztabu. Nastąpiło to dopiero w 1922 r. i dopiero wówczas rozpoczęła się burza, w którą został wciągnięty Rozwadowski.

Piłsudski bał się popularności Rozwadowskiego? Mimo to powierzył mu stanowisko Generalnego Inspektora Jazdy…

– Po wojnie generał nie zabiegał o stanowiska, które wikłałyby go w bieżącą politykę, a takimi były z pewnością: szefostwo Sztabu Generalnego, czy stanowisko ministra spraw wojskowych. Z zadowoleniem objął natomiast Generalny Inspektorat Jazdy/Kawalerii. W 1924 r. współtworzył wielką reformę tej narodowej broni Polaków. Likwidacji uległa wówczas kawaleria dywizyjna, a z 10 istniejących pułków strzelców konnych utworzono normalne pułki liniowe, których liczba wzrosła do 40. Utworzono 4 dywizje kawalerii złożone z trzech dwupułkowych brygad, a pozostałe pułki weszły w skład samodzielnych brygad kawalerii. Reforma ta jest pozytywnie oceniana przez historyków, choć dziś pojawiają się też głosy, iż była niekonsekwentna, bo należało połączyć wszystkie pułki w dywizje.

Generał miał odmienną od Piłsudskiego i jego stronników wizję rozwoju polskiego wojska. Na czym ona polegała?

– No właśnie, po maju 1926 r. dywizje kawalerii zostały zlikwidowane. W Kampanii Polskiej 1939 r. brygady kawalerii, dzięki wielkiej ruchliwości, uzbrojeniu i wyszkoleniu, świetnie sobie radziły. Odnosiły też znaczące sukcesy, jak np.: pod Mokrą, ale były do „tylko” brygady szkoda, że zabrakło dywizji.

Nie zostały też zrealizowane pomysły Rozwadowskiego związane z tworzeniem samodzielnych jednostek pancernych, ani tzw. „armii wysokiego pogotowia„, zdolnej do błyskawicznej mobilizacji w obliczu najazdu ze strony Niemiec lub Rosji. Armia taka miała być doskonale wyposażona, m.in.: w lotnictwo, zmodernizowaną kawalerię, i ”całkiem samodzielnie zorganizowane grupy specjalnej broni pancernej samochodowej”. Dziś taką formację nazwalibyśmy zapewne siłami szybkiego reagowania. Rozwadowski łączył gruntowną wiedzę techniczną z doświadczeniem bojowym i wyciągał wnioski. Domyślał się, że w przyszłej wojnie wzrośnie znaczenie broni pancernej i lotnictwa, stąd już 1921 r. wnioskował o powołanie specjalnego referatu w Sztabie Generalnym, który miał koordynować prace dotyczące obrony przeciwlotniczej i gazowej. Wymowny jest także fakt, iż jeden z ostatnich jego projektów dotyczył budowy nowego rodzaju bomby lotniczej.

W maju 1926 r. doszło do zamachu stanu, zginęło kilkuset Polaków w bratobójczej walce. Po drugiej strony barykady stał gen. Rozwadowski. To on dowodził wojskami wiernymi rządowi i konstytucji. Nie udało mu się jednak pokonać zamachowców. Czy Rozwadowski miał możliwości i środki, by zmienić bieg historii?

– Od terminu „zamach…„ czy „przewrót majowy„ wolę określenie gen. Kukiela – ”majowa wojna domowa”, które bardziej, moim zdaniem, oddaje to co wówczas się stało. Gwałtowność toczonych walk, determinacja obu stron i przekonanie o słuszności głoszonych idei potwierdzają tezę, iż w Warszawie w tych dniach miała miejsce regularna wojna domowa. Kolejnym dowodem na to jest udział w tym konflikcie ludności cywilnej. Wprawdzie większość warszawiaków opowiedziała się za Piłsudskim, szczególnie aktywne były oddziały Związku Strzeleckiego (członkowie Związku po zmobilizowaniu wzięli udział w walkach w sile sześciu kompanii),a także członkowie KPP…, ale po drugiej stronie opowiedziała się także wielu cywilów zwłaszcza młodzież studencka oraz członkowie Sokoła i ZHP. Symbolem oporu wobec zbrojnego zamachu była wreszcie śmierć, w niejasnych okolicznościach, studenta Karola Levittoux – stryjecznego wnuka słynnego konspiratora i carskiego więźnia. Ruch wojsk trwał także poza stolicą. W poszczególnych okręgach wojskowych formowano siły idące na pomoc walczącym stronom.

W nawiązaniu do drugiej kwestii – generał, niestety, popełnił w toku walk kilka znaczących błędów. Przede wszystkim drugiego dnia nie wykorzystał szansy zajęcia Ministerstwa i Dyrekcji Kolei z węzłami łączności kolejowej, co umożliwiłoby kontakt z prowincją oraz usprawniło transport posiłków dla wojsk rządowych. Zawiódł się także w kwestii pomocy ze strony płk. Modelskiego, który dał się zaskoczyć i aresztować w Cytadeli.

Na obronę generała należy przytoczyć fakt, podkreślany już w pracy Stanisława Hallera o maju 1926 r., że obrońcy rządu i Prezydenta nie wiedzieli na kogo mogą liczyć w Warszawie i kto został wciągnięty do spisku. Warto także podkreślić, iż Rozwadowski przegrał bitwę o stolicę, ale nie został pokonany. Siły, którymi dysponował, zdołały się wycofać, a o kapitulacji zadecydowali politycy i to w momencie, gdy pod Warszawą pojawiły znaczniejsze siły, które mogły zupełnie zmienić wynik tego konfliktu. Ciekawostką jest, że oddziałami przeciwnika dowodził nie Piłsudski lecz gen. Gustaw Orlicz-Dreszer, którego Rozwadowski oceniał jako jednego z najwybitniejszych dowódców kawalerii.

Rozwadowski wydał wówczas rozkaz, w który wzywał do pojmania przywódców spisku nawet za cenę ich życia…

– W ferworze walk dowódca wojsk rządowych rzeczywiście wydał taki rozkaz. Wówczas, a czasami jeszcze i dziś, jest on przywoływany jako przykład małoduszności i zacietrzewienia Rozwadowskiego. Należy jednak pamiętać w jakich warunkach i pod jaką presją przyszło mu działać. Ówczesne wystąpienie traktował jako początek rewolucji i najprawdopodobniej wiedział o porozumieniu strony przeciwnej z komunistami.

Czy była szansa na złapanie Piłsudskiego?

– Szans na ujęcie Piłsudskiego raczej nie było. Zachodziła natomiast obawa, że w razie klęski wycofa się do Wilna, gdzie miał największe poparcie i będzie kontynuować działania wojenne, które rozleją się na inne regiony Polski. Takiego obrotu spraw obawiali się prezydent Wojciechowski i premier Witos dlatego podjęli decyzję o kapitulacji.

Piłsudski 22 maja 1926 r. wydał odezwę, w której obiecywał, że nie wyciągnie konsekwencji wobec pokonanych. Mówił też o zgodzie i pojednaniu. Kłamał, bo kilku generałów, w tym Rozwadowskiego aresztowano…

Maj 1926 r. Wilanów. Gen. Rozwadowski jako więzień marsz. Józefa Piłsudskiego. Jeszcze przed przewiezieniem do Wilna.

– Generałów: Rozwadowskiego, Włodzimierza Zagórskiego, ministra spraw wojskowych Juliusza Malczewskiego oraz Bolesława Jaźwińskiego rzeczywiście aresztowano i wywieziono do Wojskowego Więzienia Śledczego na Antokolu w Wilnie. Aby zatrzeć wrażenie, że jest to zemsta za ich postawę w maju, wysunięto wobec nich zarzuty natury kryminalnej, a w przypadku gen. Malczewskiego zarzut lżenia wziętych do niewoli szwoleżerów z 1. Pułku Szwoleżerów oraz niektórych oficerów strony przeciwnej. Później dodano Malczewskiemu także zarzut o obrazę wyższego stopniem – marszałka Józefa Piłsudskiego, o którym generał miał się wyrazić: „słuchacie tego starego dziada Piłsudskiego”. W prasie z tego okresu z premedytacją kłamano natomiast, że Malczewski miał bić szpicrutą i opluwać pojmanych szwoleżerów, zarzutu tego próżno jednak szukać w dostępnych dokumentach wojskowych. Żadnemu z wymienionych generałów nie udowodniono też winy. Sprawę Malczewskiego umorzono, Zagórski zaginął, a Rozwadowski i Jaźwiński zmarli zanim zakończyły się procesy w ich sprawie.

W jakich warunkach i jak długo przetrzymywano Rozwadowskiego, był to przecież oficer odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Wojennego Virtuti Militari?

– Warunki uwięzienia generałów mocno odbiegały od standardów już wówczas przyjętych w krajach europejskich. W przypadku wysokich szarżą i zasłużonych dowódców stosowano raczej areszt domowy. Tymczasem stare carskie więzienie, zlokalizowane w dawnym pałacu Słuszków na Antokolu w Wilnie, było w opłakanych stanie technicznym. Cele, z powodu awarii pieców, były zimne, a ze ścian odpadał tynk. Z powodu trudnych warunków lokalowych w więzieniu zamknięto także izbę chorych. Generała jednak najbardziej irytował fakt, że był przetrzymywany w sąsiedztwie pospolitych przestępców. Mimo tych upokarzających warunków zdecydowanie jednak odmawiał działań, których celem było wywołanie interwencji w jego sprawie, ze strony którejś z panujących rodzin europejskich. Uważał bowiem, że godziłoby to w dobre imię Polski na arenie międzynarodowej.

Rozwadowski wyszedł na wolność 18 maja 1927 r. po uprzednim przedstawieniu mu aktu oskarżenia. Jego uwolnienie poprzedziły różne akcje protestacyjne i uchwały Senatu. Głośnym echem odbiło się zwłaszcza wystąpienie rektora Uniwersytetu Wileńskiego – prof. Mariana Zdziechowskiego, który wydał własnym sumptem broszurę „Sprawa sumienia polskiego”.

Są hipotezy mówiące, że generała otruto. Z kolei innego generała Włodzimierza Zagórskiego miano zabić. O obu zbrodniach miał wiedzieć, a nawet je zlecić Piłsudski. Czy są na to dowody?

– Włodzimierz Zagórski padł ofiarą mordu politycznego i chyba większość historyków nie ma dziś wątpliwości w tej kwestii. W przypadku gen. Rozwadowskiego sprawa jest bardziej skomplikowana. Sam generał uważał, że był podtruwany w czasie transportu. Do tezy o otruciu przychylał się gen. Kukiel oraz słynny lwowski chirurg – prof. Tadeusz Ostrowski. Bezpośrednich dowodów w tej sprawie nie ma, ale wymowny jest fakt, iż władze wojskowe zabroniły sekcji zwłok.

Warto dodać, że po maju 1926 r. miała miejsce cała seria tajemniczych zgonów. Znawca archiwaliów wojskowych (twórca słynnych Tek Laudańskiego), a w czasie wojny polsko-sowieckiej oficer II Oddziału Sztabu – płk Stanisław Laudański zginął w 1926 r. śmiercią samobójczą. Gen. Jan Thullie wysuwany w 1925 r.( wbrew Piłsudskiemu) do stanowiska ministra spraw wojskowych zmarł w 1927 r. z powodu zatrucia rybą… Dziwne okoliczności towarzyszyły też śmierci generałów Jana Hempla i Oswalda Franka oraz kontradmirała Jerzego Zwierkowskiego.

Dziś Józef Piłsudski ma ulicę lub pomnik chyba w każdym mieście w Polsce. Rozwadowski do niedawna, nie miał nawet ulicy swojego imienia w Warszawie. Jest niezwykle zapomnianym generałem, dlaczego tak się dzieje?

Poświęcenie epitafium gen. Rozwadowskiego w Konkatedrze na Kamionku w Warszawie w 1994 r. Z lewej bp Zbigniew Kraszewski i delegacja Światowego Związku Żołnierzy AK. Z prawej zdjęcie epitafium gen. Rozwadowskiego wmurowane w ścianę kościoła. Kilka lat temu „nieznani sprawcy” próbowali płaskorzeźbę generała zniszczyć – na szczęście bezskutecznie.

– Winna temu jest propaganda i cenzura sanacyjna, a następnie cenzura komunistyczna. W latach 90. sytuacja bardzo wolno zaczęła się jednak zmieniać. Generałowi poświęcono kilka ulic, a ksiądz biskup Zbigniew Kraszewski – kapelan AK i duszpasterz kombatantów poświęcił, ufundowane staraniem rodziny Rozwadowskich i przyjaciół, epitafium generała w Kościele Konkatedralnym na Kamionku w Warszawie. Świątynia ta, dodam, powstała jako wotum stolicy za „cud nad Wisłą”, na terenie parafii gdzie, 13 sierpnia 1920 r., ks. Ignacy Skorupka odprawił mszę świętą i spowiadał żołnierzy 236. Pułku Piechoty, by następnego dnia zginąć pod Osowem. W moim rodzinnym Opolu powstało natomiast, z inicjatywy zastępcy prezydenta miasta – Arkadiusza Karbowiaka rondo im. gen. Tadeusza Rozwadowskiego.

W 2012 r. ważnym wydarzeniem była także premiera fabularyzowanego filmu dokumentalnego -„Zapomniany Generała. Tadeusz Jordan Rozwadowski„ w reżyserii Piotra Boruszkowskiego (autora świetnego dokumentu „Był Luksemburg„) i w redakcji wybitnego współczesnego dokumentalisty – Dariusza Króla. W filmie tym, w postać generała, wcielił się Tomasz Marzecki – lektor i aktor o niezwykłej charyzmie, guru polskich lektorów. Jego głos mogli Państwo usłyszeć ostatnio w filmach historycznych: „Rok 1863” oraz ”Po co ci te chłopy” – rzecz o Karolu Lewakowskim.

Nie mogę nie wspomnieć również o Państwa tj. redakcji portalu historia.org.pl, inicjatywie, dzięki której w Warszawie istnieje dziś ulica Rozwadowskiego, choć mam świadomość, że to ciągle mało. Pomijam tu już Józefa Piłsudskiego, ale wspomniany gen. Orlicz- Dreszer ma w Warszawie na Mokotowie park swego imienia, jest patronem 60. Wieliszewskiego Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej oraz osiedla w Siedlcach i liceum w Chełmie, a jego imieniem nazwane są ulice w wielu polskich miastach.

Warszawa lata osiemdziesiąte XX w. Klepsydra informująca o nabożeństwie rocznicowym rozklejana nielegalnie przez narodowców.

Wracając do gen. Rozwadowskiego, to cechą charakterystyczną chyba wszystkich uroczystości związanych z jego postacią jest brak oficjalnych przedstawicieli władz państwowych i wojskowych. Nazwisko generała rzadko także pada w czasie apelu poległych, jaki odbywa się co roku podczas uroczystości 11. Listopada przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Jest to o tyle dziwne, że miał on istotny wpływ na tworzenie fundamentów polskiej armii i rozbrojenie okupantów w Warszawie, a także był współtwórcą pomnika – Grobu Nieznanego Żołnierza. Najprawdopodobniej pierwszy szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego nie został także patronem żadnej z jednostek wojskowych…

Widział Pan może film „Bitwa warszawska” Jerzego Hoffmana? Zgodzi się Pan z tezą, że rola Rozwadowskiego została w nim sprowadzona do groteski?

– Nie spodziewałem się wiele po filmie Jerzego Hoffmana, bo rozczarowało mnie już sienkiewiczowskie „Ogniem i mieczem„ w jego adaptacji. Zachęciła mnie jednak informacja, że scenariusz filmu nawiązuje do „Lewej wolnej„ Józefa Mackiewicza. I tu kolejne rozczarowanie bo w „Bitwie warszawskiej” niewiele jest z Mackiewicza, no może przywołanie oddziału kozaków dowodzonych przez sotnika Kryszkina, którego grał Domagarow. Natomiast Michał Dzięgiel (słynny gospodarz z ”Wesela”) w roli gen. Rozwadowskiego jest rzeczywiście zupełnie bez wyrazu; bezwolnie potakuje marszałkowi, tak jakby grał ordynansa, a nie szefa Sztabu Generalnego i to niezależnie od faktycznej roli Rozwadowskiego w tych wydarzeniach. W filmie błyszczy natomiast Natasza Urbańska, która zagrała w pewnym sensie samą siebie i dała z siebie wszystko. Na tle swych poprzedniczek z wcześniejszych wielkich produkcji Hoffmana, tj. Małgorzaty Braunek i Izabeli Skorupco wypada też całkiem nieźle.

Na próby odebrania Piłsudskiemu roli jedynego autora bitwy warszawskiej środowiska piłsudczykowskie reagują alergicznie.

– Kwestia autorstwa bitwy rzeczywiście wywołuje sprzeciw, ale i tu nastąpiły pewne zmiany. Niektórzy przedstawiciele tego środowiska dziś już doceniają wkład gen. Rozwadowskiego w organizację i rozbudowę polskiego wojska, a także krytycznie piszą o decyzjach i postępowaniu marszałka po maju 1926 r. i potępiają uwięzienie generałów.

Myśli Pan, że uda się wreszcie przełamać zmowę milczenia wokół generała?

– Sądzę, że to już się dzieje, czego przykładem ta rozmowa…

* dr Mariusz Patelski – od 2002 r. adiunkt w Katedra Biografistyki Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego. Członek Stowarzyszenia Polsko-Serbołużyckiego „Pro Lusatia„ oraz Polskiego Towarzystwa Historycznego Oddział w Opolu. Członek redakcji „Pro Lusatii. Opolskich studiów łużycoznawczych„ oraz redakcji ”Tek Biograficznych”. Autor biografii Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski – żołnierz i dyplomata.

===================================

Bruno Wielkopolski@BWszechpolski

Wspomnijmy prawdziwych ojców i architektów VICTORII WARSZAWSKIEJ 1920 – Tadeusz Jordan Rozwadowski, Józef Haller, Władysław Sikorski, Włodzimierz Zagórski, Franciszek Latinik, Bolesław Roja…

Cześć ich pamięci! Chwała Bohaterom 7:18 PM · 14 sie 2022·

W odpowiedzi do @BWszechpolski i @Chris66860798

W czasie bitwy Piłsudski złożył rezygnację na ręce Witosa i schował się pod spódnice kochanki w Bobowej pod Nowym Sączem… Dlatego te bitwę nazwano…. CUDEM!

Zdjęcie

================

mail:

Nie zdarzyło się chyba w historii, by wódz naczelny Armii na początku toczącej się decydującej bitwy z wrogiemzdezerterował

Piłsudski, po złożeniu dymisji na ręce premiera Witosa [przy świadkach], podobno w depresji, wyjeżdżał czy uciekał do kochanki. Żona Maria z Koplewskich Piłsudska, I voto Juszkiewiczowa mieszkała wtedy w Krakowie. Tak stało się 12 sierpnia. Gdy decydująca bitwa zwana słusznie Cudem nad Wisłą została już rozegrana i wygrana pod dowództwem gen. Rozwadowskiego, Piłsudski wrócił do armii i po paru dniach, z dywizjami stojącymi pod Dęblin przemieszczał się za uciekają armią bolszewicką bez kontaktu z wrogiem. Kontakt ten nawiązali dopiero trzy czy cztery dni po przełomie w bitwie. Sobie przypisał to zwycięstwo, a gen. Rozwadowskiego kazał wsadzić do więzienia – za przypisane mu drobne kradzieże….