Zaskoczyła i ucieszyła naszą redakcję wieść, że kultywowanie talmudycznego kultu w imieniu uniwersytetu lubelskiego im. Jana Pawła II przez akademicką grupę judaizantów w końcu spotkało się z reakcją (późno bo późno ale zawsze coś), sprzeciwem i potępieniem od wielu pracowników naukowych i studentów. Ośmieszanie i podrywanie autorytetu uczelni przez oficjalne i nagłośnione medialnie praktykowanie pogańskich obrzędów sprawiło, że już od wielu lat nie nazywaliśmy lubelskiej uczelni KUL-em ale ŻUL-em. Spolegliwość wobec żydostwa ośmieszała i podrywała autorytet uczelni tradycyjnie nazywanej „katolicką”. Ale miało to bardzo poważne poza symbolicznymi konsekwencje: powodowało wyrzucanie pracowników naukowych za „antysemityzm”, cenzurowanie wolności naukowych badań i twierdzeń, dyskryminacja i likwidacja nauki broniącej doktryny, obyczajów, liturgii katolickiej, fałszerstwa i przemilczanie faktów historycznych, by wiedzę historyczną nagiąć do żydowskiej dominacji ideologicznej nad doktryną katolicką. Przykładem żydowskich szykan wobec polskiej nauki jest los ks. prof. Tadeusza Guza, wobec którego judaiści talmudyczni rozpętali kilka lat temu istne medialne piekło, mające go zdyskredytować, pozbawić dobrego imienia, zniszczyć naukowo. Żydostwo i towarzystwo fałszywych ekumenistów czyniło to politycznie i medialnie, oraz podporządkowanymi żydostwu mediami, gazetami, artykułami w internecie a także pozwami sądowymi. Trzeba wspomnieć o wyrzuceniu wiele lat temu z KUL-u dr. Stanisława Koczwary za „antysemityzm”, który za mówienie prawdy niejednokrotnie był prześladowany, a nagonka żydostwa spowodowała, że został usunięty z KUL-u i obecnie jest profesorem na wileńskiej uczelni, przez co Polska i Lublin straciły jedną z największych indywidualności nauk humanistycznych, wierzącego, odważnego kapłana i rzetelnego naukowca i profesora. Wiemy skądinąd, że nie są to jedyne ofiary poprawności politycznej, których zniszczyły, pozbawiły stanowisk na KUL-u środowiska judaizatorów.
Musiało to być bolesne dla osób, które KUL wybierały na swą uczelnię mając katolicką wiarę i na tyle wiedzy i uczciwości, że umiały rozpoznać żenujący upadek manifestujący się przez publiczne karanie i poniżanie katolików, Polaków, naukowców, przeprowadzane przez lubelskich, wysoko postawionych judaizatorów na stanowiskach, również uczelnianych i hierarchicznych. Akty te były przeprowadzane na życzenie bezczelnych talmudystów przez tchórzliwych urzędników uczelni, którzy najczęściej usprawiedliwiali się możliwością utraty dotacji rządowych i „dziwnych” dotacji organizacji i fundacji pozarządowych.
Poniżeniem Polaków było w minionym roku wyrzucenie wydawnictwa Capital przez rektora KUL-u z organizowanych na uczelni Targów Wydawców Katolickich, z powodu obecności na nich książki Ks. dr Stanisława Trzeciaka, zwanego przez Gazetę Wyborczą „czołowym antysemitą”. Opinię publiczną w Polsce zbulwersował fakt, że usunięto stoisko niewygodne dla judaizantów, choć nie przeczące historycznej i naukowej prawdzie. Czy to gazeta żydowska dla Polaków ma decydować o tym, co prezentuje Polak Polakowi i katolik katolikowi na „katolickim” uniwersytecie? Są to objawy zatrucia nauki polskiej gwałtem judaistycznym na polskim umyśle a palenie chanuki na uczelni jest tego manifestem i objawem.
Problem tkwi w tym, że wyrzekając się wiedzy, która katolikom od pierwszych dni Kościoła towarzyszyła a promując śmieszne i infantylne żydowskie obrzędy, będące obrazem żydowskiej dominacji politycznej i ideologicznej, uczelnia poniżała prawdziwą religię katolicką. Nie pozostawiała miejsca na pobożne i duchowe przeżycie adwentu ale mieszała je z talmudycznym brudem, herezją niszczącą jasność oczekiwania na Chrystusa, którego Żydzi odrzucili. Palenie chanuki w takim czasie jest wyrazem żydowskiej perfidii, która nakłada swoje obrzędy na katolicki kult, i wyrazem odstępstwa, zdrady wiary tych urzędników Kościoła i uczelni, którzy do tego dopuścili.
Ma to o wiele wyraźniejsze konsekwencje, niż symboliczny akt. Jest to podmienianiem kultury, obyczaju i nauki, to zmiana świadomości Polaków. Zniszczenie intelektualne polskiej myśli naukowej, żeby nie można było powoływać się na kulturę łacińską, żeby nie można było powoływać się na obiektywizm prawa naturalnego będącego podwaliną kultury łacińskiej, a którego absolutnie nie uznaje współczesny talmudyzm.
Nie zabijaj – prawo naturalne, pogwałcone przez segregację na ludzi-żydów, i gojów-zwierzęta w ludzkim ciele mające służyć żydom. Oto wkład żydowski z sprawy społeczne Polski. Tu wpisują się słowa Gizeli Jagielskiej, że jest żydówką i ateistką, więc będzie wykonywać aborcję (na gojach).
Przemysł farmaceutyczny bazujący na szczątkach abortowanych ludzi, z których tkanki i części ciała rozwozi się do laboratoriów i używa do produkcji kosmetyków. Czy to nie przypomina rytualnych mordów, po których krew ofiar zabitych w rytualny sposób zostawała w częściach rozwożona po miejscach zamieszkania żydów, albo suszona na proszek i rozdzielana pomiędzy wiele kahałów? Czy dodawanie tych śladowych ilości krwi chrześcijańskiej do żydowskiej macy nie przypomina jako żywo farmacji homeopatycznej? Niby bzdurna rzecz, ale wieki wypraktykowały a współczesna farmacja naukowo potwierdza, że to działa.
Dokonywanie aktów rytualnego zamęczania chrześcijańskiego chłopca z pozyskiwaniem jego krwi jako żywo tłumaczy głośne w ostatnich latach bestialskie pozyskiwanie adrenochromu przez wielkich tego świata, którzy krew tak pozyskaną traktują jak narkotyk.
Mamy więc zepsute nauki, bo najpierw musi być ideologia ekumenizmu, aby udawać, że to zażydzenie medycyny, kosmetologii, farmacji jest zgodne z zasadami cywilizacji łacińskiej. Czy dlatego Ks. dr Stanisław Trzeciak jest „czołowym antysemitą”, że ma wiedzę na temat prawdziwego oblicza judaizmu po odrzuceniu Chrystusa i pogardzeniu Jego Kościołem?
Jakie prawa ma synagoga do dyktowania katolikom, co mają myśleć, mówić i jak celebrować katolickie obrzędy? Niestety od Soboru Watykańskiego II żydzi i judaizanci zmieniają katolicką liturgię, wymazując każde wspomnienie historycznej walki na śmierć i życie pomiędzy Chrystusem a diabłem, między Kościołem a synagogą. A że diabeł pod własną postacią byłby zbyt oczywisty, katolików omamił ideologią ekumenizmu, który dyktuje katolikom co mają myśleć, jak się modlić i wpycha w praktyki sodomii, segregacji ludzi, eutanazji, aborcji, używania zamordowanych dzieci jako produktów dla nauk medycznych i kosmetologii. Palenie chanuki na uczelni katolickiej, która otwiera wydział medyczny, jest nie tylko symbolem, jest owocnym w przeklęte konsekwencje aktem zniszczenia polskiej nauki po zepsuciu polskiej, katolickiej duszy.
Osobiście nie mogliśmy wybaczyć KUL-owi który od lat zwiemy ŻUL-em z powodu oficjalnego przejęcia przez żydostwo, że wiele już lat niszczy uroczystość pierwszego Męczennika Św. Szczepana, zakatowanego za wiarę w Chrystusa przez Żydów, listami rektora KUL, które w zasadzie nie mają nic wspólnego z doktryną katolicką, a są propagandą ideologii i żebractwem o finansowe wsparcie od pogardzanego narodu gojów. Wiele już lat nie słyszeliśmy prawdziwej homilii ani kazania, które odnosiłoby się do realiów, do wydarzeń historycznych, które są prawdziwe i aktualne do dziś. Nie mogliśmy wybaczyć, że Adwent, ten przepiękny i święty okres liturgiczny przez takie spektakle, jak palenie chanuki na KUL-u był wybrudzony, zadymiony infantylnymi obrzędami talmudystów, które fałszowały i zaciemniały jasność wiary Chrystusowej. Nagromadzenie listów „pasterskich” w tym od Rektora KUL w okresie świątecznym skutecznie niszczy co roku świąteczne przeżycie narodzenia jedynego Zbawiciela ludzkości. Wracając do Św. Szczepana ukamienowanego przez Żydów, którego Kościół w Polsce już praktycznie nie wspomina, wychodzi na to, że nadmierne pompowanie pytania, kto zamordował Jezusa Chrystusa znajduje niepodważalną odpowiedź w fakcie śmierci św. Szczepana. To wydarzenie raz na zawsze likwiduje żydowskie, pseudonaukowe wątpliwości, dlatego też od lat nie mogło być komentowane w kościołach polskich.
Złość żydowska zamordowała Syna Bożego i Jego pierwszego Męczennika, św Szczepana.
Te i inne rzeczy sprawiły, że odezwaliśmy się w tej sprawie. W kontekście wielu agresywnych reakcji na chanukowe prowokacje na całym świecie (patrz chanuka w Sydney 2025) pragniemy ostrzec środowiska KUL-owskie, zanim zostanie zastosowana procedura infamii i persony non grata, o narastającym gniewie oszukanego i wykpionego narodu polskiego, który jakkolwiek jest bardzo powolny i potulny, ostatecznie może domagać się satysfakcji w sposób niezwiązany z kategoriami pokojowymi (patrz wielka zniżka dla kupujących taczki w Lublinie i okolicach). Nie moglibyśmy sobie wybaczyć, gdybyśmy nie ostrzegli, co zresztą czyniliśmy wcześniej. Dziś fałszywi historycy mówią o spalonych synagogach, ale zamilczają o zaginionych polskich i chrześcijańskich dzieciach, które poprzedzały płomienie zemsty. Żydzi umieją zrobić z tego biznes i sami prowokują takie zachowania perfidią i bezczelnością, ale nie zmienia to faktu, że był czas, kiedy mniej potulne narody od polskiego, wyganiały ich nie bez powodu ze swych granic (por: A quo primum ) i tak się należało. Czy bez tego trzymania ich w ryzach da się odnowić kulturę, powrócić do katolickiej liturgii, zachować nieskażoną wiarę, przywrócić katolickie obyczaje? Na pewno nikt o talmudycznej duchowości nie powinien pełnić żadnych urzędów, ani w Kościele, ani na uczelniach, ani jako medyk, ani farmaceuta, ani notariusz, ani prawnik, bo nie może mieć judaizant nic wspólnego z obiektywną prawdą i prawem naturalnym, które jest podstawą wszelkich innych praw.
Król Zygmunt Stary zakazuje żydom w Płocku handlu detalicznego.
Dlatego też w oczach gremium naszej redakcji ktokolwiek organizował, popierał i uczestniczył w obrzędach sekty żydowskiej na KUL-u zasługuje dozgonnie na uniwersytecką infamię bez prawa do rewokacji. (Czy za zdradę wiary dotyczy to także metropolity lubelskiego, bez którego wiedzy na ołtarzu katedralnym nie leżałby tałes zamian obrusa i nie byłoby palenia chanuki, zamiast przeżywania adwentu?) Zasługuje na ogłoszenie go personą non grata, nie tylko w oficjalnych strukturach Kościoła ale również w narodzie polskim w kraju i za granicą.
Sygnatariuszom Listu Otwartego, w którym sprzeciwiają się judaizacji KUL-u, i łączeniu celebracji adwentu z chanuką gratulujemy odwagi cywilnej, cnoty męstwa, cierpliwości i roztropności. Cieszymy się, że spod plugawego czerepu ŻUL-u wydostał się prawdziwy polski i katolicki głos, ratujący choć odrobinę honor lubelskiej, tradycyjnie polskiej i katolickiej uczelni.
NCZAS.INFO | Jedno zdjęcie, tyle symboli… Świecznik chanukowy i wieniec adwentowy, w otoczeniu bożonarodzeniowych choinek, pod flagami Polski i Ukrainy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Foto: KUL/Tomasz Koryszko
Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim odbyła się uroczystość zapalenia świec chanukowych i adwentowych. Na szczęście jeszcze nie wszystkim katolikom podobają się takie działania.
Wczoraj informowaliśmy o liście otwartym w tej sprawie, który wystosowali pracownicy, absolwenci, doktoranci i studenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dzisiaj publikujemy obszerną opinię teologiczną do ww. listu.
Opinia ks. dra Dariusza J. Olewińskiego wyraźnie pokazuje jakie kardynalne błędy popełniają ludzie próbujący wciskać na siłę judaizm do katolicyzmu. Poniżej pełna treść opinii, pisownia oryginalna, pogrubienie pierwszych zdań akapitów dla lepszej czytelności – redakcja.
Opinia teologiczna do Listu Koła Naukowego Teologów KUL z dnia 19.XII.2025 (zredagowanego przez ks. dra Karola Godlewskiego)
1. Nieprawdziwe jest twierdzenie, jakoby chrześcijaństwo wyrosło z judaizmu „jak gałąź z pnia”. Pod względem zarówno historycznym jak też teologicznym nie należy mylić judaizmu z religią starotestamentalną. Niestosowność tego utożsamienia wynika nie tylko ze źródeł chrześcijańskich (zarówno pism biblijnych Nowego Testamentu jak też pism patrystycznych jak chociażby List Barnaby, pisma św. Ignacego z Antiochii, św. Justyna, Tertuliana, św. Jana Chryzostoma, św. Izydora z Sewilli itd), lecz także ze źródeł żydowskich. Przykładem jest chociażby powszechnie ceniony historyk żydowski Heinrich Graetz, który w swojej słynnej wielotomowej „Historii żydów” mówi, że protoplaści i twórcy judaizmu, którymi są faryzeusze, „na swój własny sposób interpretowali” Pięcioksiąg i z tej swojej interpretacji wywodzili nowe przepisy prawa żydowskiego czyli religii judaistycznej, które następnie jako Talmud „uzupełniały, zmieniały i poprawiały” przepisy prawa Mojżeszowego zawartego w biblijnych księgach Starego Testamentu (H. Graetz, Volkstümliche Geschichte der Juden, München 1985, Bd. 12, s. 47; Bd. 3, s. 15). Powszechnie uznaną wiedzą jest (por. A. McCaul, The Old Paths or the Talmud Tested by Scripture, London 1880, s. 3), że źródłami judaizmu, którym ta religia przypisuje boskie pochodzenie, jest nie tylko Pięcioksiąg Mojżeszowy (w faryzejsko-rabinicznej interpretacji), lecz także tzw. tradycja ustna (ujęta z czasem w Talmud).
W pojęciu chrześcijańskim natomiast tradycje faryzejskie (talmudyczne) są jedynie ludzkimi, nie pochodzącymi od Boga (por. Mk 7,8; Mt 15,6). Oprócz tej zasadniczej różnicy źródłowej zachodzi także fundamentalna sprzeczność w rozumieniu swojej tożsamości: podczas gdy Kościół uważa siebie za właściwą kontynuację i spełnienie religii Starego Testamentu czyli mozaizmu – a nie religiii talmudycznej czyli judaizmu -to judaizm podaje siebie jako tożsamy z religią Patriarchów (od Abrahama, poprzez Izaaka i Jakuba do Mojżesza), a temu zaprzecza Nowy Testament. Dowodem są chociażby słowa Jezusa Chrystusa według Ewangelii św. Janowej (8, 38.54-55): „W odpowiedzi rzekli do Niego: «Ojcem naszym jest Abraham». Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. (…) Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: „Jest naszym Bogiem”, ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam.” Te dwa rozumienia wykluczają się. Jeśli ktoś przyjmuje rozumienie judaistyczne – a jest ono zawarte w cytowanej na wstępie metaforze botanicznej – to tym samym odrzuca katolickie (i ogólnie chrześcijańskie) rozumienie związku między Starym a Nowym Testamentem.
2. Bezpodstawne jest twierdzenie, jakoby Pan Jezus świętował święto chanukki.
Nie wynika to bynajmniej z przytaczanego fragmentu z Ewangelii św. Janowej (10,22-23), gdyż przechadzanie się w tzw. Portyku Królewskim usytuowanym na oddalonej krawędzi kompleksu świątynnego z całą pewnością nie stanowi elementu świętowania ani w znaczeniu ściśle kultycznym ani w znaczeniu ogólnym. Zresztą nie ma jakichkolwiek źródeł, które by poświadczały istnienie wówczas jakichkolwiek obrzędów w świątyni związanych z tym świętem. Historycy są zgodni co do tego, że za czasów Pana Jezusa – i aż do czasów współczesnych, konkretnie do drugiej połowy XX w. – tzw. święto odnowienia świątyni jerozolimskiej nie było świętem religijnym lecz jedynie politycznym (związanym z dynastią Hasmoneuszy), jak mówią wyraźnie źródła żydowskie.
Pewne jest, że obecnie znane zwyczaje jak zapalanie świec chanukkowych połączone z pewnymi śpiewami pojawiły się dopiero w czasach nowożytnych, niemal współczesnych. Charakter tego świętowania wyraża znamienny hymn Ma’oz Tzur, którego ostatnia zwrotka w tłumaczeniu na język polski brzmi następująco: „Obnaż swoje święte ramię i przynieś koniec zbawienia. Dokonaj zemsty na (krwi) niegodziwego narodu, w imieniu Twoich wiernych sług. Bo wybawienie było zbyt długo opóźnione; A złe dni nie mają końca. O, odrzuć wroga w cień bałwochwalstwa i postaw nam siedmiu pasterzy.”
Należy mieć na uwadze, że judaizm uważa chrześcijan za bałwochwalców, jak mówi chociażby powszechnie ceniony uczony żydowski Majmonides (Miszne Tora, ks. I,rozdz. 9, 4), który zresztą wprost złorzeczy Jezusowi Chrystusowi (tamże, rozdz. 10, 1). Włączenie się w świętowanie chanukka jest więc uczestniczeniem w pogardliwych oszczerstwach i złorzeczeniach odnoszących się do chrześcijan oraz do samego Jezusa Chrystusa.
3. Utożsamianie braku akceptacji obchodów chanukki w przestrzeni publicznej i katolickiej (czyli kościelnej) z brakiem szacunku dla obchodów chanukki przez żydów w swoim gronie jest elementarnie nielogiczne i nieprawdziwe. Nikt nie zabrania i nie chce zabronić świętowania żydom ich świąt czy to kultycznych czy politycznych. Czym innym jest natomiast wprowadzanie ich obchodów do przestrzeni publicznej i katolickiej, a do nich należy teren będący własnością Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ufundowany i utrzymywany przez katolików dla celów służących misji ewangelizacyjnej Kościoła, a nie sprzecznych z tą misją. Powiązanie tychże obchodów z takim terenem jest wewnętrznie sprzeczne i niezgodne z ich przeznaczeniem, gdyż sugeruje poparcie społeczności katolickiej dla judaizmu jako takiego, który jest zanegowaniem misji Jezusa Chrystusa.
4. Twierdzenie, jakoby chanukka upamiętniała wierność Bogu, jest przynajmniej nieporozumieniem, nawet jeśli judaiści tak głoszą. Takie głoszenie sugeruje, że to oni są dziedzicami tych, którzy sprzeciwiali się pogaństwu, a świętowanie chanukki manifestuje wierność Bogu objawionemu w Starym Testamencie. Tutaj natrafiamy ponownie na sedno stosunku Kościoła do judaizmu i odwrotnie. Otóż są tylko dwie wykluczające się nawzajem możliwości: albo to Kościół Chrystusowy jest spełnieniem i dziedzicem Starego Testamentu, albo jest nim judaizm. Tertium non datur. Kto twierdzi, jakoby judaizm był wierny Bogu objawionemu przez Stary Testament, ten przeczy nie tylko odwiecznemu nauczaniu Kościoła, lecz już nawet księgom Nowego Testament oraz całej Tradycji Kościoła, i jest tym samym apostatą.
5. Sugerowanie, jakoby świętowanie chanukki było wręcz obowiązkiem dla katolika, analogicznym do wspominania bohaterów poległych za niepodległość ojczyzny, także polega przynajmniej na nieporozumieniu. Otóż nieprzypadkowo w Kościele nie było nigdy świętowania chanukki nawet w rozumieniu pierwotnym czyli jako upamiętnienia oczyszczenia świątyni z elementów kultu pogańskiego, mimo wielu nawiązań liturgii Kościoła do świąt starotestamentalnych. Obojętność akurat na to święto – które także w rozumieniu judaizmu ma charakter polityczny, nie religijny – wynikała wprost z istoty Nowego Testamentu, konkretnie ze stosunku samego Pana Jezusa do świątyni jerozolimskiej oraz ogólnie do kultu starotestamentalnego, którego centrum i symbolem jest ta świątynia: „Zaprawdę powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu” (Mt 24,2; Mk 13,2); „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu” (Łk 21,6); „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo” (J 2,19); „nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca” (J 4,21). Przywiązanie zarówno do świątyni jerozolimskiej jak też ogólnie do kultu starotestamentalnego jako takiego jest więc obce chrześcijaństwu, przy całym szacunku w odpowiednim rozumieniu, na który wskazałem.
6. Mówienie o „dialogu wewnątrzreligijnym” sugeruje, jakoby chrześcijaństwo i judaizm stanowiły jedną religię, co oczywiście nie jest prawdą, zarówno historycznie jak też teologicznie. Judaizm – jak wskazane powyżej – przypisuje chrześcijaństwu bałwochwalstwo i tym samym stanowczo się odcina od chrześcijaństwa, już począwszy od czasu Pana Jezusa i Apostołów. Choćby biorąc pod uwagę nowoczesne naukowe kryteria religioznawcze jak doktryna, ustrój, kult i osoba założyciela, nie można w żaden sposób mówić o tej samej religii. Tym bardziej jest to niemożliwe w świetle kryteriów teologicznych jak pojęcie Boga, Wcielenie Syna Bożego, ustrój hierarchiczny, kult, nauczanie moralne itp., mimo pewnych elementów wspólnych czy podobieństw.
7. Fałszywa jest także analogia między związkiem chrześcijaństwa z Tradycją Kościoła a stosunkiem judaizmu do religii starotestamentalnej (czyli mozaizmu). Dowodem są proste fakty: podczas gdy w chrześcijaństwie Biblia i Tradycja są zarówno genetycznie jak też treściowo ściśle powiązane i nierozłączne jako dane raz na zawsze Boże Objawienie (Biblia jest właściwie zapisem Tradycji ustnej, a Tradycja jest niezbędnym kryterium prawidłowej interpretacji Biblii), to mozaizm istniał na długo przed judaizmem, zaś judaizm dość daleko odszedł od religii starotestamentalnej i nadal podlega istotnym zmianom (o rzekomo boskim pochodzeniu), czego dowodem są sprzeczności między Talmudem a Starym Testamentem, a także sprzeczności w łonie współczesnego judaizmu, w którego skład wchodzą zarówno ugrupowania odrzucające Talmud czy to na rzecz nowszych nauk (kabała, chasydyzm, sabbatianizm itd.) czy też samego Pięcioksięgu (jak karaimi), jak też różne szkoły talmudyczne oraz judaizm liberalny, aż do areligijnego syjonizmu. Z całą pewnością nie jest tak, jakoby obecny judaizm był religią biblijną na wyższym stopniu rozwoju osiągniętym poprzez dodanie do Pięcioksięgu tradycji w znaczeniu Talmudu, nawet jeśli tak to przedstawiają obecnie główni przedstawiciele judaizmu. Tutaj znowu judaistyczny punkt widzenia jest ewidentnie sprzeczny z ujęciem chrześcijańskim (czyli prawdziwym), według którego to chrześcijaństwo jest dokonanym raz na zawsze spełnieniem i dziedzicem religii Mojżeszowej, a nie judaizm.
8. Twierdzenie, jakoby Talmud nie powstał z nienawiści do chrześcijaństwa, ponieważ był „literaturą wewnętrzną”, jest znowu nielogiczne, gdyż jedno nie wyklucza drugiego. Wprost nieprawdziwe jest twierdzenie, jakoby w Talmudzie nie było elementów nienawiści nie tylko do chrześcijan lecz przede wszystkim do samego Jezusa Chrystusa i Jego Matki (zob. wyżej). Ponadto nasuwa się pytanie, w jaki sposób do przetrwania judaizmu konieczna była i jest pogarda dla osoby Jezusa Chrystusa, Jego Matki i Jego uczniów. Zaś nawet jeśli była taka konieczność, to powstaje pytanie, co jest ważniejsze: prawda czy przetrwanie judaizmu? Tak więc albo należy się zgodzić z Talmudem co do pogardy dla Jezusa Chrystusa czyli uznać ją za słuszną, albo przyznać, że autorzy Talmudu posłużyli się zakłamaną nienawiścią w interesie własnej religii. Te i podobne pytania są istotne i niezbędne w szczerym i uczciwym dialogu z judaizmem.
9. Podobnie rzecz się ma ze zrównaniem zawartych w Talmudzie wyrazów pogardy i nienawiści do Jezusa Chrystusa z rzekomym „antysemityzmem” Ojców Kościoła. Trzeba by tu oczywiście mówić o konkretach, a tego brakuje, zwłaszcza w perspektywie prawdy zarówno historycznej jak też teologicznej. W każdym razie istotne i nieuchronne są przede wszystkim pytania: – czy należy się zgodzić z tym, co Talmud mówi o Jezusie Chrystusie, a jeśli nie należy się zgodzić, to – na jakiej podstawie wolno twierdzić, że Ojcowie Kościoła mówili nieprawdę o żydach. Odpowiedź wymaga oczywiście pozostania na płaszczyźnie rzeczowości, czyli faktów źródłowych i racjonalnej argumentacji, bez uciekania w emocje.
10. Błędna jest sugestia, jakoby judaizm stanowił czy reprezentował starotestamentalny „naród wybrany”. To nie wynika ani z cytowanych fragmentów z Listu do Rzymian (11,28-29), ani nawet z „Nostra aetate” i podobnych dokumentów. Otóż w żadnym z nich nie ma utożsamienia judaizmu z religią starotestamentalną. Wręcz przeciwnie: modne po „Lumen gentium” nazywanie Kościoła „ludem Bożym” jest – teologicznie rzecz biorąc – niczym innym jak słusznym twierdzeniem, że od dzieła zbawienia w Jezusie Chrystusie to Kościół jest ludem Bożym i że właśnie w nim trwają „dary i wezwania łaski”. Oto kluczowy fragment (LG 9): „W każdym wprawdzie czasie i w każdym narodzie miły jest Bogu, ktokolwiek się Go lęka i postępuje sprawiedliwie (por. Dz 10,35), podobało się jednak Bogu uświęcić i zbawiać ludzi nie pojedynczo, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej między nimi więzi, lecz uczynić z nich lud, który by Go poznawał w prawdzie i zbożnie Mu służył. Przeto wybrał sobie Bóg na lud naród izraelski, z którym zawarł przymierze i który stopniowo pouczał, siebie i zamiary woli swojej objawiając w jego dziejach i uświęcając go dla siebie.
Wszystko to jednak wydarzyło się jako przygotowanie i jako typ owego przymierza nowego i doskonałego, które miało być zawarte w Chrystusie, oraz pełniejszego objawienia, jakie dać miało samo Boże Słowo, stawszy się ciałem. „Oto dni nadchodzą, mówi Pan, i zawrę z domem izraelskim przymierze nowe… Położę zakon mój we wnętrznościach ich i na sercu ich napiszę go, i będę im Bogiem, a oni będą mi ludem… Bo wszyscy poznają mnie, od najmniejszego do największego, mówi Pan” (Jr 31,31-34). Chrystus ustanowił to nowe przymierze, a mianowicie nowy testament we krwi swojej (por. 1 Kor 11,25), powołując spośród Żydów i pogan lud, który nie wedle ciała, lecz dzięki Duchowi zróść się miał w jedno i być nowym Ludem Bożym. Albowiem wierzący w Chrystusa, odrodzeni nie z nasienia skazitelnego, lecz z nieskazitelnego przez słowo Boga żywego (por. 1 P 1,23), nie z ciała, lecz z wody i Ducha Świętego (por. J 3,5-6), ustanawiani są w końcu „rodzajem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym…, co niegdyś nie był ludem, teraz zaś jest ludem Bożym” (1 P 2,9-10). Lud ów mesjaniczny ma głowę Chrystusa, „który wydany został za grzechy nasze i zmartwychwstał dla usprawiedliwienia naszego” (Rz 4,25), a teraz, posiadłszy imię, które jest ponad wszelkie imię, chwalebnie panuje w niebie.” Tym samym nieprawdziwe jest głoszenie, jakoby Kościół od Vaticanum II odrzucił tzw. teorię substytucji czyli prawdę, że Kościół zastąpił lud starotestamentalny w dziele Zbawienia.
11. Niedorzeczne jest skojarzenie „teologii zastępstwa” z „neo-marcjonizmem” i antysemityzmem. Podstawą tego kojarzenia jest fałszywa teza, jakoby współczesny judaizm reprezentował czy był wręcz tożsamy z religią starotestamentalną. Z faktu, że tak twierdzi judaizm, nie wynika, że jest to teza prawdziwa. Bezkrytyczne jej przyjmowanie jest niegodne człowieka myślącego, a tym bardziej teologa. Otóż powiązanie judaizmu ze Starym Testamentem oznacza przeciwstawienie tego drugiego Nowemu Testamentowi (który reprezentuje chrześcijaństwo czyli Kościół), a właśnie takie przeciwstawienie jest heretyckim poglądem Markjona. Jest więc dokładnie odwrotnie niż twierdzi ks. Godlewski: to nie teologia zastępstwa zawiera herezję marcjonizmu lecz jej odrzucenie.
12. Manipulacją jest utożsamiane sprzeciwu wobec świętowania chanuki w przestrzeni publicznej z antysemityzmem. To raczej takie nachalne świętowanie – powiązane de facto z promowaniem rasistowskiej sekty Chabad Lubawicz, która to właśnie upowszechnia i nalega na publiczne obchody – jest pożywką dla antysemityzmu czy antyjudaizmu. Być może chodzi właśnie o sprowokowanie sprzeciwu dla identyfikacji sił społecznych, czyli dla ustalenia tego, kto ulega temu promowaniu, a kto nie ulega.
13. Nie jest prawdą, jakoby dopiero Sobór Watykański II odrzucił antysemityzm. Papieże najpóżniej począwszy do św. Grzegorza Wielkiego i Kaliksta II (bulla „Sicut Iudaeis”) sprzeciwiali się wszelkiego rodzaju uprzedzeniom i niechęciom wobec żydów. Odrzucili także nowożytny antysemityzm nazistowski (Pius XI, encyklika „Mit brennender Sorge”, Pius XII, encyklika „Summo Pontificatus”). W tzw. Katechizmie Rzymskim (wydanym po Soborze Trydenckim) jest wprost powiedziane, że winę za śmierć Jezusa Chrystusa nie ponoszą żydzi kolektywnie lecz każdy grzesznik (co odnosi się oczywiście także do żydów). Takie jest stałe nauczanie Kościoła, które naturalnie nie oznacza zaniechania czy zaniedbywania nauczania żydów wiary katolickiej oraz przyjmowania ich – na podstawie szczerej wiary w jedynego Zbawiciela Jezusa Chrystusa – na łono Kościoła Chrystusowego. Na tym właśnie polega różnica między tradycyjnym katolickim odrzuceniem antysemityzmu i antyjudaizmu, a obecną fałszywą ideologią wykluczenia żydów z nawracania na wiarę katolicką.
14. Dość oryginalnym pomysłem jest potępienie tzw. symetrycyzmu (w znaczeniu żądania wzajemności), a to posługując się swoistym pomieszaniem liturgicznego gestu epiklezy (czyli wyciągnięcia ręki nad darami dla przywołania Ducha Świętego) ze zwykłym wyciągnięciem ręki. Po pierwsze: czyż wyciągnięcie do kogoś ręki nie jest wezwaniem czy przynajmniej oczekiwaniem na wyciągnięcie ręki przez drugą stronę? Czyż więc „symetrycyzm” nie jest czymś naturalnym, zrozumiałym i właściwie niezbędnym w relacjach międzyludzkich? Po drugie: czy rozumienie gestu wyciągnięcia ręki jako epiklezy wzywającej Ducha Świętego nad nimi jako darami ofiarnymi – jak to wynika ze słów ks. Godlewskiego – zostało w ten sposób przedstawione i wyjaśnione uczestnikom wspólnego obrzędu chanukki pracowników KUL i przedstawicieli judaizmu? Czy zapytano tych ostatnich o zgodę na wzywanie nad nimi Ducha Świętego w geście ofiarnym? Czy może ten konstrukt myślowy (tzn. odrzucenie symetrycyzmu gwoli gestu epiklezy) jest raczej sofizmatem przeznaczonym tylko dla katolików?
15. Sugerowanie jakoby symetrycyzm był sprzeczny z dekretem „Unitatis redintegratio” jest oczywiście znowu niedorzeczne, gdyż nie ma podstaw ani w tymże, ani w żadnym innym oficjalnym dokumencie Kościoła. Zasada wzajemności w dobrem jest oczywista nie tylko w normalnej mentalności lecz także według elementarnego poczucia sprawiedliwości i respektowania wolności drugiej osoby. Jeśli wyciągam do kogoś rękę, a nie spotyka się to ze wzajemnością, to szacunek dla tej osoby wymaga zaprzestania tego z mojej strony. Próba podważenia tej zasady – przezwanej pogardliwie „symetrycyzmem” – jest i musi być chybione. Ten przykład ukazuje, jak bardzo irracjonalnie wielbiciele świętowania chanukki w przestrzeni publicznej chcą chronić żydów przed domaganiem się od nich wzajemności. Można się domyślać, czym to jest uwarunkowane.
16. W tym kontekście zagadkowe jest mówienie o jedności jako celu „dialogu” z żydami. Zagadkowe jest także, na jakiej podstawie i w jaki sposób przyjmowanie przybyszów spoza naszego kręgu wyznaniowego ma do tego celu prowadzić. Jasne jest jedynie, iż według ks. Godlewskiego świętowanie chanukki w polskiej przestrzeni publicznej ma być przygotowywaniem przyjmowania przybyszów, a nawet już ich przyjmowaniem. Czyżby miał on na myśli stworzenie wspólnej religii z żydami? Co taka religia mówiłaby o Jezusie Chrystusie, o Trójcy Przenajświętszej, o sakramentach itp.? Tutaj nie wystarczy sypanie ideologicznych frazesów wziętych z wypowiedzi hierarchów Kościoła, które ze swej natury nie należą do Magisterium Kościoła, lecz są najwyżej ich prywatnymi poglądami, gdyż nie spełniają warunków istotnych i niezbędnych dla rangi magisterialnej, mianowicie – materialnie – zgodność z Bożym Objawieniem przekazanym w Piśmie św. i w Tradycji Kościoła oraz – formalnie – podanie w formie oficjalnego dokumentu skierowanego do całego Kościoła. Wypowiedzi, które nie spełniają tych warunków, nie stanowią i nie mogą stanowić nauczania Kościoła, nawet jeśli pochodzą od osób sprawujących najwyższe urzędy kościelne.
17. Gdy ks. Godlewski twierdzi w kontekście obchodów chanukki, że Jezus Chrystus jest w tym Siewcą, który sieje ziarno także na „nieżyzną glebę, to czy uważa on, że – jak wynikałoby z kontextu – tą glebą są żydzi? Czy miałby on odwagę powiedzieć to w oczy żydom, którzy przychodzą na świętowanie chanukki na KUL? Wszak Jezusowi Chrystusowi nie udzielono głosu podczas świętowania chanukki, gdyż pilnie wystrzegano się nawet wspomnienia o Nim, nie mówiąc nawet o głoszeniu uczestnikom Jego nauki.
18. Specyficzne jest posługiwanie się w tym kontekście hasłem „dialogu”. Jest to jedno z czołowych haseł „ekumenicznych”. W kulturze europejskiej to pojęcie jest związane z „Dialogami” Platona, ale także wielu autorów chrześcijańskich jak chociażby św. Justyna „Dialogiem z żydem Tryfonem”. Problem polega na tym, że w klasycznym rozumieniu tego pojęcia chodzi o dysputę, której celem jest przedstawienie prawdy i przekonanie do prawdy, nie o pogadanie sobie dla samego pogadania i tworzenia miłych wrażeń, jak to ma miejsce faktycznie w „dialogu ekumenicznym”.
19. Zupełnie nietrafne jest w tym kontekście powiązanie dialogu z Trójcą Przenajświętszą, a to wielorako. Otóż pod względem teologicznym w Boskiej Trójcy nie ma dialogu, lecz jest monolog, gdyż Syn Boży jest jedynym Słowem Ojca. Osoby Boskie z całą pewnością nie prowadzą z sobą debaty dążącej do prawdy czy mającej przekonać do prawdy. Przypisywanie Bogu dialogiczności jest więc bluźnierstwem, które nie ma nic wspólnego z katolickim pojęciem Boga, a raczej ma korzenie talmudyczne i kabalistyczne.
20. Wobec tego zaskakuje, gdy ks. Godlewski na koniec przywołuje słowa z Ewangelii św. Jana, gdzie Pan Jezus mówi o Sobie, że jest „drogą, prawdą i życiem” (J 14,6). Gdyby dialog ekumeniczny i międzyreligijny trzymał się tych słów, to by było oczywiście dobrze. Problem w tym, że tak nie jest. Jest powszechnie wiadome, że w całym świętowaniu chanukki nie ma nawet wzmianki o Jezusie Chrystusie jako Synu Bożym i Zbawicielu świata, a tym bardziej nie pojawiają się Jego słowa z Ewangelii. Wręcz przeciwnie: w całym owym „dialogu” zasadniczo, generalnie, gruntownie i konsekwentnie wyrzucone zostało nie tylko słowo „prawda”, lecz nawet pytanie o prawdę, o prawdziwość poszczególnych doktryn. Tym bardziej ci „dialogujący” unikają jak ognia powiedzenia, że jedyną drogą Zbawienia jest Jezus Chrystus i że tylko w Nim jest życie wieczne. Podsumowując: Mamy tutaj typowy przykład charakterystycznego gadulstwa perswazyjnego, który ma sprawić pozór katolickiej uczoności, a w rzeczywistości jest niczym innym jak mieszaniną wątpliwych haseł, błędów i fałszów.
Tego nie zmienia quasi rytualne powoływanie się na „aktualne nauczanie Kościoła”, ani tym bardziej dość fantazyjne chwyty pseudo-teologiczne (jak wyszydzenie „symetryzmu”). Wystarczy stawiać proste pytania, żądając wyjaśnień. Ktoś zapatrzony we własną genialność być może sam nie zauważa absurdalności swoich słów, ani ich konsekwencyj.
19.I.2026 ks. dr Dariusz J. Olewiński Na prośbę inicjatorów listu otwartego
Główne obchody 29. Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce odbędą się 15 stycznia br. w Płocku. Uczestniczyć w nich będą m.in. przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem kard. Grzegorz Ryś i naczelny rabin Polski Michael Schudrich.
– Dla nas to szczególne wyróżnienie – dla Płocka, dla diecezji płockiej – że możemy w tym roku centralne obchody Dnia Judaizmu przeżyć właśnie tutaj – powiedział w czwartek biskup płocki Szymon Stułkowski podczas briefingu prasowego w Kurii Diecezji Płockiej.
Przypomniał, że w 1889 r. Jan Matejko namalował obraz przedstawiający „Przyjęcie Żydów Roku Pańskiego 1096”, a scenę tę z czasów panowania Władysława I Hermana umieścił przed katedrą w Płocku. W mieście, które było jego siedzibą, pełniąc zarazem funkcję stolicy Polski oraz bazyliką, gdzie władca ten jest pochowany wraz z synem Bolesławem III Krzywoustym.
– Dlatego czujemy się szczególnie wyróżnieni i chcemy spojrzeć w tę historię, która była wspólna. Chcemy Panu Bogu dziękować za to, co było piękne i dobre – podkreślił biskup Stułkowski. Dodał, że tegoroczne obchody Dnia Judaizmu będą poświęcone jednocześnie modlitwie za ofiary Holocaustu, w tym zamordowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej Żydów – mieszkańców Płocka, a także modlitwie o pokój na świecie.
– Ta modlitwa ma nas prowadzić w teraźniejszość i przyszłość, żebyśmy potrafili w zgodzie, jedności i pokoju wspólnie żyć – zaznaczył biskup płocki.
Głównym obchodom 29. Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, które w Płocku odbędą się 15 stycznia br., towarzyszyć będą słowa z biblijnej Księgi Ruth: „Twój lud będzie moim ludem, a twój Bóg będzie moim Bogiem”. Wydarzenie zostanie zainaugurowane w Muzeum Żydów Mazowieckich modlitwą „za Żydów, obywateli Płocka, ofiary Szoah”, którą zmówią metropolita krakowski, zarazem przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem kardynał Grzegorz Ryś oraz naczelny rabin Polski Michael Schudrich.
W płockiej katedrze odbędzie się następnie „Nabożeństwo Słowa Bożego” z udziałem kardynała Rysia i rabina Boaza Pasha. Wcześniej otwarta zostanie tam planszowa wystawa archiwaliów, w tym fotografii „Byli sąsiadami. Ludzkie wybory i zachowania w obliczu zagłady”, przygotowana przez United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie.
W ramach obchodów w Muzeum Diecezjalnym w Płocku zaplanowano także wernisaż wystawy „Płockie Judaica”, w tym ze zbiorów tamtejszego Muzeum Mazowieckiego oraz Towarzystwa Naukowego Płockiego. Otwarcie ekspozycji poprzedzi panel dyskusyjny „Pamięć i nadzieja w drodze do wiary”, w którym uczestniczyć będą dr Katarzyna Kowalska ze zgromadzenia zakonnego Notre Dame de Sion, współprzewodnicząca Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów oraz prof. Jan Grosfeld i rabin Icchak Chaim Rapoport.
Częścią obchodów będzie również spacer ulicami Płocka, w tym ulicą Jerozolimską, poświęcony miejscom związanym z historią tamtejszych Żydów.
Płoccy Żydzi byli jedną z najstarszych społeczności żydowskich na ziemiach polskich. Tuż przed wybuchem II wojny światowej przygotowywali się do obchodów 700-lecia osiedlenia się w tym mieście – w tym czasie mieszkało tam około 9 tys. Żydów, stanowiąc jedną trzecią mieszkańców. Holokaust przeżyli nieliczni. Ci, którzy powrócili do rodzinnego miasta po zakończeniu II wojny światowej, w większości wyemigrowali następnie z Polski, głównie w latach 50. i 60. XX wieku.
Z Płockiem związani byli m.in. Nahum Sokołow (1859-1936) – pisarz, sekretarz generalny Światowego Kongresu Syjonistycznego; Natan Korzeń (1895-1941) – malarz; Izaak Grunbaum (1879-1970) – polityk, poseł na Sejm II Rzeczypospolitej, po emigracji w 1932 r. sygnatariusz deklaracji z 1948 r. o utworzeniu państwa Izrael, a także Edward Flatau (1868-1932) – pionier polskiej i światowej neurologii i Stefan Themerson (1910-1988) – prozaik, poeta, twórca koncepcji poezji semantycznej i autor awangardowych filmów.
W 2013 r. w Płocku rozpoczęło działalność Muzeum Żydów Mazowieckich, którego siedziba mieści się w odremontowanej na ten cel dawnej płockiej Małej Synagodze. Wybudowana około 1810 r. w stylu klasycystycznym jest jedną z nielicznych zachowanych na Mazowszu i jedyną w regionie płockim. W latach 50. XX w. synagoga została zamieniona na szwalnię, natomiast od końca lat 80., opuszczona już wtedy, niszczała. Z oryginalnego wyposażenia synagogi ocalała jedynie Aron ha-Kodesz, szafa na Torę.
Inicjatorem prowadzonej od 2011 r. renowacji Małej Synagogi z przeznaczeniem właśnie na Muzeum Żydów Mazowieckich było społeczne Stowarzyszenie Synagoga Płocka. Główną część ekspozycji stanowi tam multimedialna prezentacja historii i kultury Żydów na Mazowszu.
Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, decyzją Konferencji Episkopatu Polski, jest obchodzony od 1997 r. Każda kolejna edycja tego wydarzenia organizowana jest w innym mieście i diecezji.
Partia Jarosława Kaczyńskiego weszła w niepokojące związki ze skrajnym odłamem amerykańskich ewangelikanów, którzy pełnią obecnie decyzyjne funkcje w amerykańskiej strukturze władzy. Doktryna dyspensacjonalistów-judaizantów, do których należy m.in. obecny amerykański sekretarz stanu Marco Rubio i sekretarz wojny Pete Hegseth, głosi, że czasy ostateczne już się rozpoczęły, a warunkiem powrotu na świat Chrystusa jest… budowa Wielkiego Izraela.
Wizja świata prezentowana przez dyspensacjonalistów-judaizantów nie jest spójna i jest przedstawiana w wielu wersjach, ale sprowadza się do przekonania, że wraz z powstaniem państwa Izrael w 1948 r., a zwłaszcza odzyskaniem przez nie faktycznej kontroli nad Wzgórzem Świątynnym w Jerozolimie, co z kolei nastąpiło w 1967 r., rozpoczęły się czasy ostateczne – scenariusz apokaliptyczny prowadzący do paruzji, czyli powrotu Jezusa Chrystusa na Ziemię i końca świata.
Koniec świata się zbliża
By jednak paruzja zaistniała, potrzebne jest spełnienie kilku warunków wyinterpretowanych przez dyspensacjonalistów-judaizantów z Biblii. Takim zupełnie zasadniczym warunkiem jest budowa Trzeciej Świątyni na miejscu jerozolimskiej judaistycznej świątyni zburzonej przez cesarza rzymskiego Tytusa w 70 r. po Chr., gdyż to właśnie w niej ma zamieszkać Antychryst, którego następnie pokona Jezus Chrystus z porwanymi wcześniej do nieba „sprawiedliwymi chrześcijanami”.
Aby jednak ta świątynia została odbudowana, musi zaistnieć „tysiącletnie królestwo”, które do tego doprowadzi. W rozumieniu ewangelikanów tym „tysiącletnim królestwem” jest właśnie Izrael, który odbuduje świątynię, a wcześniej pozbędzie się stojących na Wzgórzu Świątynnym budowli islamskich – Kopuły na Skale i Meczetu Al-Aksa. To właśnie dlatego powstanie państwa Izrael jest przez dyspensacjonalistów-judaizantów interpretowane jako początek procesu apokaliptycznego i to dlatego też za swoją misję dziejową uznają oni popieranie Izraela na każdym polu i za wszelką cenę. Gdyby tego nie robili – proces apokaliptyczny mógłby bowiem nie dojść do skutku.
Sojusz z synagogą
Abstrahując od kwestii, na ile wyznawcy dyspensacjonalizmu naprawdę wierzą w powyższy scenariusz, stanowi on wygodne, metafizyczne uzasadnienie dla działania zgodnie z instrukcjami izraelskiego lobby i to zarówno na poziomie politycznym, jak i religijnym. To właśnie te koncepcje są przyczyną, dla której z pozoru nagle rozpoczęła się akcja promowania w krajach Zachodu żydowskich świąt ze słynną Chanuką na czele. Żydzi odkryli bowiem, że w ich interesie jest popieranie dyspensacjonalistów-judaizantów i za pomocą ich wpływów mogą lewarować swoje interesy dosłownie na każdym poziomie. Bo dla dużej i wpływowej części amerykańskiego establishmentu politycznego stali się niepomijalnym elementem scenariusza prowadzącego do wyczekiwanej paruzji.
Oczywiście wielu polityków z tego środowiska nie wierzy w te doktryny, ale mają oni świadomość, że millenaryzm, czyli głoszenie końca świata to od tysiącleci użyteczne narzędzie sprawowania władzy. Ostatnio wykorzystywali je głównie klimatyści, którzy głosili, że „za pięć lat planeta spłonie”, albo przynajmniej zostanie zalana przez wodę z topniejącego lodu. Gdy jednak strachy klimatyczne zostały naukowo skompromitowane, millenaryzm można oprzeć na kwestiach metafizycznych, które niejako z definicji są nieweryfikowalne, ale jakiś czas mogą skutecznie działać.
Sojusz dyspesacjonalistów-judaizantów z Izraelem, abstrahując od kwestii czasów ostatecznych, stał się więc faktem. I to właśnie temu sojuszowi można przypisać poparcie Stanów Zjednoczonych dla syjonizmu, który przybrał ostatnio religijno-nacjonalistyczne oblicze. To właśnie z powodu tego sojuszu Stany Zjednoczone publicznie tolerują ludobójcze działania Izraela w Strefie Gazy – w końcu przecież mała Strefa Gazy nie może stanąć na drodze do wypełnienia się czasów.
PiS i judaizanci
– To, co robi Braun, to jest uderzenie w nasze najbardziej elementarne interesy. Mówienie, że nie było Holokaustu po pierwsze jest haniebnym kłamstwem historycznym, ale też niszczy nasze stosunki ze Stanami Zjednoczonymi – oświadczył niedawno prezes PiS Jarosław Kaczyński. – To są rzeczy nie tylko haniebne, ale także skrajnie szkodliwe i chyba robione jednak z pewnym przemyśleniem, z pewną koncepcją – dodał.
Prezes PiS przy okazji tej wypowiedzi nawiązał też do wydarzeń z Sejmu z 14 grudnia 2023 roku, kiedy Grzegorz Braun zgasił za pomocą gaśnicy świecę chanukową.
– Co prawda niby-proces się zaczyna, ale jakoś to wszystko bardzo wolno i mało energicznie idzie – ocenił Kaczyński, który wcześniej kazał klubowi PiS głosować za zdjęciem Braunowi immunitetu parlamentarnego.
Prezes Kaczyński zdradził tym sposobem, że jest w taktycznym sojuszu z sektą dyspensacjonalistów-judaizantów i jest przekonany, że działanie na szkodę tego sojuszu to działanie na szkodę Polski. To dlatego tak go dotknęło zgaszenie świecy chanukowej, a także poddawanie w wątpliwość dogmatów holokaustowych. Rzeczywiście z punktu widzenia PiS, które dostało od Amerykanów licencję na pilnowanie amerykańsko-izraelskich interesów w Polsce, takie zachowania są szkodliwe.
Nawiązywanie przez PiS związków z tym środowiskiem trwa już zresztą od wielu lat. To przecież marszałek sejmu zatwierdzony przez PiS, czyli Marek Jurek, wprowadził Chanukę do sejmu. To w efekcie tych związków podczas trzech kadencji PiS u władzy zawsze w ich otoczeniu, nagle zaczęli pojawiać się w dużej ilości rozmaici rabini i Żydzi świeccy, jak słynny przed laty Jonny Daniels.
To dlatego również wielkim poważaniem w środowisku PiS ciągle cieszy się Michael Schudrich, który w 2001 r. wymógł na Lechu Kaczyńskim przerwanie ekshumacji w Jedwabnem, co zresztą ma charakter syndromu sztokholmskiego.
Oczywiście środowiska żydowskie też ewoluują i dostosowują się do sytuacji. O ile przed laty najbardziej wpływowi byli w Ameryce Żydzi świeccy, o tyle obecnie prym wiodą Żydzi religijni. Stąd za czasów premiera Mateusza Morawieckiego rozpoczęła się niezwykła fascynacja wyższych kręgów PiS rabinem Shmuleyem Boteachem. Od kilku lat żadna wizyta PiS-owskiego dygnitarza w Ameryce nie mogła się odbyć bez sweet-foci z tym człowiekiem – ma ją i były premier Morawiecki, i były prezydent Andrzej Duda, ale także np. gwiazdor telewizji Republika Michał Rachoń. Każdy z nich jest prawdopodobnie święcie przekonany, że takie zdjęcie da mu dobre postrzeganie w amerykańskich kręgach politycznych.
Rabin Shmuley, dysydent z sekty Chabad Lubawicz, jest zapewne zwykłym hucpiarzem. Dość powiedzieć, że oprócz występów na TikToku zajmuje się… koszernym seksem, co nie przeszkodziło mu wiosną w próbie wymuszenia na umierającym wtedy papieżu Franciszku podpisania… deklaracji lojalistycznej wobec Żydów. Jednak szczególna rewerencja wobec tego człowieka wśród dygnitarzy PiS wypływa przecież z rozpoznania przez nich własnych interesów. Podczas kampanii prezydenckiej rabin Shmuley przyleciał do Polski, a owocem tej wizyty była sweet-focia z ówczesnym kandydatem na prezydenta, a obecnym prezydentem Korolem Nawrockim, które reprodukujemy na okładce.
Lojalność wobec Izraela jako racja stanu
Efektem wejścia PiS w orbitę wpływów dyspensacjonalistów-judaizantów jest nie tylko uległość tej formacji wobec Stanów Zjednoczonych, co ma jej zapewnić określone korzyści, ale przede wszystkim skrajnie syjonistyczna perspektywa zajmowana wobec państwa Izrael i wszystkich związanych z tym państwem problemów. To dlatego PiS zawsze, w każdym aspekcie popiera decyzje izraelskich władz, co w przekonaniu Jarosława Kaczyńskiego gwarantuje mu poparcie Ameryki. Stąd też każda krytyka Żydów czy Izraela obierana jest przez kręgi decyzyjne PiS, jako atak na sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.
W tym sensie, podobnie jak w doktrynie dyspensacjonalistów-judaizantów, Jarosław Kaczyński niejako z zasady musi w każdej sprawie popierać Izrael, choć nie z powodów nadejścia czasów ostatecznych, a z powodu domniemanej perspektywy utraty amerykańskiego sojusznika. Kaczyński i jego partia PiS w ten sposób stali się zakładnikami proizraelskiej polityki amerykański ewangelikanów. W jego przekonaniu interes polski jest w zasadzie ściśle i bezpośrednio uzależniony od interesu żydowskiego. A sytuacji konfliktu interesów zawsze nadrzędny jest interes Izraela, bo to on przecież warunkuje dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi. W przekonaniu Kaczyńskiego Polska w zasadzie jest zakładnikiem izraelskiego lobby w Waszyngtonie.
Polska nie Izrael
Oczywiście przyjęcie takiej pozycji jest skrajnie nieracjonalne i szkodliwe dla Polski. Interesy polityczne i gospodarcze z Ameryką muszą odbywać się bezpośrednio, bez żadnych złudzeń, że żydowskie lobby w czymkolwiek Polsce pomoże. Jest dokładnie odwrotnie – to lobby nigdy przecież nie poświęci żadnego ze swoich interesów na rzecz Polski – zwłaszcza w sytuacji przekonania części polskich polityków o bezalternatywności takich relacji. Polska klasa polityczna może być mamiona takimi perspektywami, w praktyce jednak nigdy one się nie zniszczą, bo Izrael nie będzie przecież wydatkował swoich sił politycznych na rzecz ubezwłasnowolnionego klienta. Polska polityka w Stanach Zjednoczonych musi więc całkowicie abstrahować od interesów izraelskich. Korzystanie z jakichkolwiek żydowskich pośredników, co praktykował PiS, jest przecież nie tylko bezsensowne, ale ociera się o zdradę dyplomatyczną.
Jest jeszcze dodatkowy powód, dla którego pro-izraelskość PiS to sztandarowe hasło Jarosława Kaczyńskiego – jest nim oczywiście walka z prawicą w Polsce. Przy pomocy narzędzia pro-izraelskości, Kaczyński może się prezentować jako „prawica proizraelska” wobec przylepianej adwersarzom łatki „prawicy antysemickiej”, co tę drugą w jego przekonaniu na zawsze wyklucza z salonów władzy.
Tymczasem Polsce nie jest potrzebna ani prawica proizraelska, ani antysemicka, tylko taka, która zajmuje się interesami Polski, a nie Izraela. By jednak do tego doszło, trzeba zlikwidować w Polsce przywileje dla żydowskiego interesu politycznego w Polsce, a także promowanych na siłę, często popierających jawną nieprawdę instytucji zajmujących się historią i tradycją Żydów w Polsce. A gwarancją tych żydowskich przywilejów w Polsce jest partia Prawo i Sprawiedliwość ciągle dowodzona przez Jarosława Kaczyńskiego.
Tak więc Prawo nie odgrywa już żadnej roli, odkąd zaświtała Ewangelia, lud wybrany zeszedł już z widowni, odkąd zjawił się na niej Kościół. Rzeczy niegdyś czcigodne dziś już na cześć nie zasługują, jako że ich miejsce zajęła rzeczywistość naprawdę godna szacunku. Czcigodna była niegdyś ofiara z baranka, ale teraz, wobec żywego Pana, nie jest już taka; czcigodna była niegdyś śmierć baranka, ale teraz, wobec dzieła odkupienia Pańskiego, nie ma już wartości; czcigodny był niegdyś baranek bez zmazy, ale teraz, wobec niepokalanego Syna Bożego, nie jest już taki: czcigodna była niegdyś ziemska świątynia, ale teraz, wobec królującego w niebie Chrystusa, nie jest już czcigodna; czcigodne było niegdyś ziemskie Jeruzalem, ale teraz, wobec Jeruzalem niebiańskiego, nie ma już znaczenia; czcigodna była niegdyś przynależność do ludu posiadającego obietnice Boże, ale teraz, wobec rozległości łaski, nie jest już czcigodna. Teraz już bowiem nie w jednym tylko miejscu, ani w jednej tylko określonej formie, wznosi się chwała Boża, ale łaska Boża rozlewa się aż po krańce ziemi i wszędzie tam, gdzie jest Jezus Chrystus, mieszka Bóg wszechmogący, któremu chwała na wieki.
Wobec plagi judaizacji, przyjmowanej bezrozumnie, przypominamy zdanie na ten temat prof. Jacka Bartyzela
Niedawny incydent z obeliskiem w Jedwabnem – którego prowokacyjny charakter czuć na kilometr – dał publicystom Frondy: drowi Tomaszowi P. Terlikowskiemu oraz p. Łukaszowi Adamskiemu asumpt do wypowiedzi tyleż chaotycznie wielowątkowych, co zdumiewających. Choć pierwszy z autorów raczej się wstydzi i kaja (ostatecznie, wolno mu, wszakże poczucie wstydu to sprawa sumienia, byleby tylko pamiętał, że spowiadać się należy zawsze jedynie we własnym imieniu), drugi zaś raczej gromi („antysemitów”), to wspólnym mianownikiem ich wypowiedzi jest nieprawdopodobne pomieszanie płaszczyzn, od najbardziej doraźnie politycznych po teologiczne, w sosie mętnego i egzaltowanego filosemityzmu. Jeśli naraz, li tylko w celu dania jednocześnie świadectwa swojej własnej poprawności i napiętnowania poglądów „niesłusznych”, przywoływani są – jako reprezentanci tej samej sprawy – patriarcha Abraham i Szewach Weiss, prawosławny teolog Sergiusz Bułgakow i żydowski publicysta Konstanty Gebert – to z takiego pomieszania „grochu z kapustą” musi wyjść bełkot, a nawet coś znacznie gorszego, bo ewidentna (co zaraz pokażemy) herezja.
Obaj autorzy całkowicie bezkrytycznie przyjmują tę osobliwą – a jest to jedynie najłagodniejszy z możliwych eufemizm – wizję historii, którą z wielkim niestety powodzeniem wtłacza się od dziesięcioleci w mózgi pokoleń, wciąż jeszcze przecież przynajmniej formalnie chrześcijan, żyjących po II wojnie światowej, a która to wizja sprowadza się do obrazu irracjonalnej („swoista schizofrenia”, jak pisze p. Adamski) i wielowiekowej nienawiści chrześcijańskich Europejczyków do Żydów. Jako że ten obraz historii, w którym – jakkolwiek rozumiane, ale przede wszystkim w sensie rasistowskim – zjawisko antysemityzmu politycznego, należące bez wątpienia do świata zlaicyzowanej moderny, jest również ekstrapolowane na stosunki pomiędzy chrześcijanami a żydami (w sensie religijnym) w epoce Christianitas i na płaszczyźnie stricte teologicznej, takie oskarżenie z konieczności uderza właśnie po prostu w chrześcijaństwo – i autorzy tego ataku nawet tego nie ukrywają.
W tej totalnie zafałszowanej wizji historii nie ma miejsca na wielowiekową nienawiść, którą wyznawców Chrystusa ścigali spadkobiercy Sanhedrynu, który Jego samego skazał na śmierć. Jak przypomina wielki historyk – tak pełen szacunku dla religii Starego Testamentu – Warren H. Carroll, przez pierwszych kilka dziesięcioleci istnienia Kościoła (aż do 64 roku), wszystkie prześladowania, jakie cierpieli chrześcijanie, były skutkiem wrogości, jaką żywili do nich żydzi. Również i w późniejszych wiekach starali się oni szkodzić chrześcijaństwu wszystkimi możliwymi sposobami, przede wszystkim sprzymierzając się z jego wrogami zewnętrznymi, a niekiedy nawet inspirując ich najazdy. Zaprawdę, „znielubienie” ich przez chrześcijan miało mocne podstawy i uzasadnienie. A cóż dopiero powiedzieć o roli już zeświecczonych Żydów jako czynnych uczestników, a w dużej mierze inspiratorów i promotorów, wszystkich nowożytnych i współczesnych rewolucji religijnych, społecznych, politycznych i kulturalnych?
Judeomasoneria i żydokomuna nie są urojeniami „irracjonalnych” antysemitów, lecz twardymi faktami empirycznymi. Od Francji po Meksyk w jedną, a po Rosję w drugą stronę, wszędzie spotkamy też „Judejczyków” jako autorów ustaw i represji antykościelnych, separacji Kościoła od państwa, laicyzatorów prawa małżeńskiego i edukacji, promotorów prawa aborcyjnego, eutanazji, „małżeństw” jednopłciowych etc. Publicyści Frondy często dzielnie walczą ze skutkami tych działań, ale nie chcą widzieć ich sprawców. Wiem, powiedzą na to, że przecież „nie wszyscy Żydzi”, pokażą zaraz jakiegoś rabina – tradycjonalistę; zgoda, ale nie zmienia to faktu, że po przeciwnej stronie zawsze jest wyjątkowa „nadreprezentacja”.
P. Łukasz Adamski przy okazji postanowił zredefiniować w świetle owej judeocentrycznej i judofilskiej historiozofii pojęcie konserwatyzmu, orzekając kategorycznie, że „prawdziwy konserwatysta nie może być antysemitą”. Obawiam się, że przeprowadzona w świetle tak rozciągliwego rozumienia „antysemityzmu”, jakie prezentują obaj autorzy Frondy, „lustracja” konserwatystów w całej historii konserwatyzmu okazałaby się prawdziwym „holocaustem” intelektualno-politycznym. Być może po tej epuracji okazałoby się nawet, że jedynymi „prawdziwymi konserwatystami” są tzw. neokonserwatyści żydowsko-amerykańscy, którzy z filozofią polityczną konserwatyzmu mają tyle wspólnego, co byk pasący się na łące z gwiazdozbiorem Byka. Taki obraz rzeczy, w którym „prawdziwym” konserwatystą jest Norman Podhoretz, a „nieprawdziwym” na przykład Charles Maurras, jest tyleż ekstrawagancki, co absurdalny.
Dobrze jednak komponuje się ze stachanowskimi normami poparcia dla Izraela (określenie Pata Buchanana), które proponuje publicysta Frondy, bo to przecież standard polityki „neokoni” – szaleńców, którzy w interesie Wielkiego Izraela gotowi byliby zbombardować cały świat, a ich intelektualna sprawność wyczerpuje się w bredzeniu o „islamofaszyzmie”. Wyraźnie nimi zainspirowany, nasz autor orzeka, że „konserwatysta nie może być wrogiem Izraela”. Nie twierdzę, że „musi”, ale dlaczego właściwie „nie może”: czyżby obowiązywał jakiś zakaz? Często broniąc jakiegoś stanowiska można je wystawić na szwank, bo na przykład, jeśli śp. prezydent Lech Kaczyński naprawdę „inspirował się” dokonaniami takiego rzeźnika, jak Ariel Szaron, to ja na miejscu członków jego (Lecha Kaczyńskiego) „fanklubu” starałbym się raczej ten kompromitujący fakt ukryć, aniżeli się nim chlubić.
Wszystko to jednak „furda” w porównaniu z teologicznymi błędami obu autorów. Dr Terlikowski twierdzi, iż nas („konserwatywną prawicę”) „jednoczy tradycja judeochrześcijańska”. Konserwatywną prawicę, Panie Doktorze, jednoczy wiara w Chrystusa jako Syna Bożego, i w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, poza którym nie ma zbawienia.
„Judeochrześcijaństwo” zaś zostało odrzucone doktrynalnie już na pierwszym Soborze Jerozolimskim około 49 roku, kiedy to oddalono żądanie, aby narzucać nawróconym poganom przepisy prawa Mojżeszowego; praktycznie – gdy św. Paweł (żyd z „krwi i kości”) „stanął do oczu” samemu św. Piotrowi, ulegającemu w chwili słabości naciskom „judaizujących”, aby nie spożywać posiłków z gojami.
To Kościół jest Nowym Izraelem, do którego przeszło wszystko, co dobre i prawe ze Starego Izraela, a co nie przeszło, jest uschniętym figowcem. Dopiero w czasach ostatecznych możemy spodziewać się masowych nawróceń krnąbrnych potomków plemienia, którego znakomita większość sprzeniewierzyła się swojemu wybraństwu.
Już w II wieku po Chr. pisał o tym mocno i pięknie biskup Meliton z Sardes:
Tak więc Prawo nie odgrywa już żadnej roli, odkąd zaświtała Ewangelia, lud wybrany zeszedł już z widowni, odkąd zjawił się na niej Kościół. Rzeczy niegdyś czcigodne dziś już na cześć nie zasługują, jako że ich miejsce zajęła rzeczywistość naprawdę godna szacunku. Czcigodna była niegdyś ofiara z baranka, ale teraz, wobec żywego Pana, nie jest już taka; czcigodna była niegdyś śmierć baranka, ale teraz, wobec dzieła odkupienia Pańskiego, nie ma już wartości; czcigodny był niegdyś baranek bez zmazy, ale teraz, wobec niepokalanego Syna Bożego, nie jest już taki: czcigodna była niegdyś ziemska świątynia, ale teraz, wobec królującego w niebie Chrystusa, nie jest już czcigodna; czcigodne było niegdyś ziemskie Jeruzalem, ale teraz, wobec Jeruzalem niebiańskiego, nie ma już znaczenia; czcigodna była niegdyś przynależność do ludu posiadającego obietnice Boże, ale teraz, wobec rozległości łaski, nie jest już czcigodna. Teraz już bowiem nie w jednym tylko miejscu, ani w jednej tylko określonej formie, wznosi się chwała Boża, ale łaska Boża rozlewa się aż po krańce ziemi i wszędzie tam, gdzie jest Jezus Chrystus, mieszka Bóg wszechmogący, któremu chwała na wieki.
Doktora Terlikowskiego „przelicytował” jednak jeszcze p. Adamski pisząc te niesłychane słowa: „Czekamy zresztą na odbudowę Świątyni jerozolimskiej, by wypełniło się proroctwo. A to może zapewnić tylko istnienie państwa Izrael”. Czy autor naprawdę nigdy nie słyszał, że proroctwo o odbudowaniu Świątyni już dawno się spełniło – trzeciego dnia po Ukrzyżowaniu, wraz ze Zmartwychwstaniem? To Jezus Chrystus jest Świątynią, a w Nim i z Nim Jego Ciało Mistyczne – Kościół, i innej świątyni już ani nigdy nie będzie, ani być nie może. Rojenia, a nawet konkretne przymiarki, współczesnych wyznawców judaizmu, jak również tzw. chrześcijańskich syjonistów – obłąkanej sekty (skądinąd antysemickiej) protestanckiej, szykującej się do Armagedonu, o odbudowaniu w Jerozolimie materialnej świątyni na miejscu obu poprzednich, są jednoznacznie wymierzone w Kościół, w chrześcijaństwo, w Chrystusa – prawdziwą Świątynię.
to powiada, iż na tę odbudowę „czeka”, ten jednoznacznie deklaruje też apostazję od Kościoła, odstąpienie od Chrystusa; wyznaje, że nie wierzy, iż to Jezus jest Mesjaszem, oraz „czeka” na innego „mesjasza”, uwarunkowanego istnieniem państwa Izrael. Taka jest logika słów, i pozostaje tylko mieć nadzieję, że p. Adamski napisał to zdanie nie wiedząc, co mówi, bo tylko tak mogłoby to być mu odpuszczone.
Dodam jeszcze, że kreśliłem powyższe uwagi z prawdziwą przykrością. Mimo różnych ekscentryczności, ceniłem Frondę, jako żywy ośrodek myśli, a jej autorów jako bojowników spraw mi bliskich i – jak zawsze sądziłem – katolickich.
Jednak obecny kierunek tego pisma i środowiska budzi najwyższy niepokój. Stoicie na rozdrożu, Panowie, a taka sytuacja nie może trwać à la longue: nie można być jedną nogą z konserwatystami w obozie katolickiej Kontrrewolucji, a drugą z „neokonserwatystami” w „tradycji judeochrześcijańskiej”. Albo Kościół, albo synagoga: trzeba wybierać.
Wnętrze kościoła oraz menora chanukowa z gaśnicą. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay (kolaż)
Dzień Judaizmu w kościele dominikanów w piątek, 17 stycznia, rozpocznie w Szczecinie tydzień modlitw o jedność chrześcijan. [Gdzie tu sens, gdzie logika?? MD] Nabożeństwa ekumeniczne zaplanowane są w m.in. w cerkwi, świątyniach luterańskiej i polskokatolickiej oraz klasztorze karmelitanek.
Dzień Judaizmu w Szczecinie organizują dominikanie, zapraszając do wspólnej modlitwy przedstawicieli różnych wyznań, członków gminy żydowskiej i Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów. Uroczyste nabożeństwo w kościele św. Dominika (17 stycznia, godz. 19) rozpocznie cykl wydarzeń pod hasłem „Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan”.
– Kościół katolicki musi stale rozpoznawać, pogłębiać swoje związki z judaizmem – podkreślił w rozmowie z PAP o. Tomasz Dostatni, organizator Dnia Judaizmu i tygodnia modlitw w Szczecinie.
– Centralne, ogólnopolskie obchody Dnia Judaizmu w tym roku odbywają się we Wrocławiu (14-16 stycznia). A szczecińscy dominikanie, jak zawsze włączają się w to święto. Od kilkunastu ma ono charakter ekumeniczny – wyjaśnił.