Pan Biedroń – „mąż czy żona”? Minister Śmiszek urażony. A jego mąż, czy żona głosował [-a?] za “paktem migracyjnym”

Pan Biedroń – „mąż czy żona”? Minister Śmiszek urażony uwagą posła PiS

pch24.pl/pan-biedron-maz-czy-zona-ministerki-smiszek

(Adam Chelstowski / Forum)

Emocje „Debaty Dnia” na antenie Polsatu rozgrzewać miał temat paktu migracyjnego. Publiczność jednak najbardziej zapamięta potyczkę pomiędzy ministrem Krzysztofem Śmiszkiem a Waldemarem Budą.

O pakcie migracyjnym rozmawiali z Agnieszką Gozdyrą rozmawiali Marek Sawicki, Krzysztof Śmiszek, Krystian Kamiński i Waldemar Buda. Panowie spierali się o pakt migracyjny i politykę migracyjną. Wiceminister sprawiedliwości wskazywał, że wie o czym mówi, bo prowadzi w imieniu resortu prace nad dyrektywą o zintensyfikowaniu karania przemytników ludzi.

„Pan wie, o czym mówi…” – zaczął Waldemar Buda. – Ja potwierdzam, że pan Śmiszek wie, co mówi, bo jego mąż, czy żona, pan Biedroń głosował za paktem migracyjnym – dodał poseł

Słowa te oburzyły wiceministra. – Wie pan co, jest pan po prostu kretynem, homofobem i nie powinien pan występować w przestrzeni publiczne – powiedział.

Cała sprawa zakończyła się pouczeniem prowadzącej program, oburzonej sytuacją i wymuszonymi przeprosinami. Buda uznał, że nie ma żadnego problemu z przeprosinami, skoro poseł się „tego wstydzi”. Śmiszek odparł, że się „nie wstydzi”. Wzburzenie zaś miało być spowodowane mieszaniem spraw prywatnych do debaty na poważne problemy.

Warto przypomnieć, że Krzysztof Śmiszek i Robert Biedroń we wrześniu ubiegłego roku, podczas wydarzenia organizowanego w ramach Kieleckiego Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego, wzięli udział w swoim symbolicznym ślubie – wydarzenie było publicznie komentowane, a panowie chwalili się nim w mediach społecznościowych. 

Źródło: polsatnews.pl

SROM w awangardzie

Stanisław Michalkiewicz   „Prawy.pl” (prawy.pl)    25 lutego 2022

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5128

W dniach ostatnich przez Polskę przewalają się protesty przeciwko tzw. „lex Czarnek”, na podstawie której kuratorzy zyskali możliwość sprawowania ściślejszego nadzoru nad dyrektorami szkół, a rodzice – nad tym, czego właściwie młodzież jest w szkołach nauczana, zwłaszcza przez tzw. „edukatorów”, którzy w ten sposób chcieliby nie tylko uszczknąć parę złotych z podatków, ale i zaznawać dreszczyków, o których markiz de Sade pisał w „Justynie, czyli niedolach cnoty”.

Wielce Czcigodne posłanki czy z KO, czy może z Lewicy, natychmiast zrobiły badania, co prawda dość pobieżne, ale co to szkodzi, że pobieżne, skoro potwierdziły one, iż rodzicom w ogóle nie zależy na tym, by wiedzieć, czego ich dzieci są w szkołach uczone? Najwyraźniej wolą tę sprawę, jak zresztą wszystkie inne, powierzyć „ekspertom”, również w osobach absolwentek agencji towarzyskich, którzy to „eksperci” w ten sposób, na naszych oczach, stają się kolejnym, piątym ośrodkiem władzy. Jak bowiem wiadomo, mamy władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, nad którymi dyskretną surveillance sprawuje władza czwarta, czyli bezpieka. Piątym ośrodkiem, którego zależność od czwartej władzy jeszcze nie jest dostatecznie zbadana, są właśnie „eksperci”. Wbrew obiegowej opinii, niezależne media głównego nurtu żadną władzą nie są, bo bez reszty podlegają władzy czwartej, która wykonuje zadania zlecone przez Naszych Sojuszników. Znakomitą tego ilustracją są losy „lex TVN” oraz sprawa koncesji, co do której Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wahała się, czy przedłużyć ją telewizyjnemu kanałowi TVN 7, czy nie. Jeśli chodzi o „lex TVN”, to zaraz po jej zawetowaniu przez pana prezydenta Andrzeja Dudę, uchylony został dla niego szlaban w Departamencie Stanu USA, a po szczęśliwym przedłużeniu przez KRRiTV koncesji dla kanału TVN 7, Departament Stanu natychmiast zgodził się sprzedać Polsce 250 czołgów „Abrams”.

Jak widzimy, wszystkie te, tak pozornie odległe od siebie dziedziny, okazują się ściśle ze sobą powiązane, a czynnikiem wiążącym je ze sobą, jest właśnie czwarta, najważniejsza władza.

To właśnie pozwala wyjaśnić przyczynę, dla której przeciwko „lex Czarnek” demonstruje i „młodzież” i „kobiety” i folksdojcze – a chociaż wszyscy wyłażą ze skóry, by stworzyć wrażenie, że to pełny spontan i odlot – wszystko jest ze sobą ściśle skoordynowane. Kto koordynuje? A któż by, jeśli nie czwarta władza, która – niczym ewangeliczny setnik – wprawdzie ma pod sobą żołnierzy, ale i sam jest „pod władzą postawiony”. Pod czyją – w tym przypadku? Ano, pod władzą zagranicznych central wywiadowczych, które już od pewnego czasu wykonują zadania w ramach rewolucji komunistycznej, która na naszych oczach przewala się przez Amerykę Północną i Europę. Jednym z jej celów jest destrukcja organicznych więzi społecznych, do czego dobrym wstępem jest demoralizacja całych, wstępujących na widownię dziejową pokoleń, by historyczne narody przerobić na „nawóz historii”.

Pisze o tym otwartym tekstem w swoich publikacjach Klaus Schwab, który nawet specjalnie nie ukrywa marzenia o zbudowaniu IV Rzeszy poprzez dokończenie rewolucji zapoczątkowanej przez wybitnego przywódcę socjalistycznego Adolfa Hitlera. Jestem pewien, że gdyby ten wybitny przywódca socjalistyczny poskromił trochę swojego antyżydowskiego bzika, to nikt nie miałby do niego pretensji, podobnie, jak nikt nie ma pretensji do innego wybitnego przywódcy socjalistycznego Józefa Stalina, który Żydami umiejętnie się dla potrzeb swojej rewolucji posługiwał.

Co prawda lex Czarnek” może również stać się narzędziem komunistycznej rewolucji, jeśli tylko ministrem edukacji zostałby, dajmy na to, pan Śmiszek. Już tam dobrałby on kuratorów, nawet niekoniecznie sodomczyków, chociaż właściwie – dlaczego nie? – którzy, wykorzystując ustawowe możliwości, już by tam wszystkich dyrektorów szkół odpowiednio ustawili do pionu, a z kolei dyrektorom sam instynkt samozachowawczy podpowiedziałby, co przystoi im czynić. „Posadę przecież mam w tej firmie, kłamstwa, żelaza i papieru. Kiedy ją stracę – kto mnie przyjmie?” Jak się okazuje, w państwie socjalistycznym nie ma ani rzeczy, ani rozwiązań doskonałych, bo to, czy będą one obfitowały w plusy dodatnie, czy ujemne, zależy od tego, kto akurat trzyma władzę. Teraz trzyma ją Naczelnik Państwa, ale – pamiętając, że dłużej klasztora, niż przeora – musimy liczyć się z możliwością przejęcia inicjastywy jak nie przez pana Śmiszka, to przez pana Hołownię – co w zasadzie na jedno wychodzi. Pan Hołownia bowiem jest wynalazkiem amerykańskim, a Nasz Najważniejszy Sojusznik, pod wodzą prezydenta Bidena, właśnie rozpoczął eksportowanie rewolucji komunistycznej – o czym poinformował nas sam Ekscelencja pan Brzeziński. Gdyby sektor edukacyjny został sprywatyzowany, to niebezpieczeństwo objęcia nadzoru nad edukacją przez pana Śmiszka nie byłoby takie wielkie, ale dopóki państwowy monopol edukacyjny jest uważany za wielką zdobycz ludu pracującego miast i wsi, to próżno nawet marzyć o tym.

Toteż nic dziwnego, że niedawno na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby środowiska sodomczyków płci obojga, wspierane przez „kobiety” płci obojga, zamierzały powołać potężny Społeczny Ruch Obrony Mniejszości (SROM), pod którego sztandarami zamierzają uchwycić władzę nad naszym nieszczęśliwym krajem pod kierownictwem Wielce Czcigodnego Roberta Biedronia i pani Marty Lempart. Jestem pewien, że gdyby tak wspomniany Ruch uzyskał protektorat Naszego Najważniejszego Sojusznika, albo nawet Obydwu Naszych Sojuszników, to mógłby stać się przewodnią siła narodu w budowie socjalizmu, bo po jego stronie stanęliby murem i partyjni i bezpartyjni, wierzący i niewierzący, żywi i uma… – no mniejsza z tym – a także folksdojcze, w których zaangażowanie w sprawę rewolucji nikt przecież wątpić nie może. Powszechnie bowiem wiadomo, że Volkdeutsche Partei, ma za zadanie tresować tubylców do nowoczesności, a między nowoczesnością, a Nowym Wspaniałym Światem, do którego prowadzi nas Klaus Schwab, można, a nawet należy postawić znak równości, tak samo, jak między antysemityzmem i spostrzegawczością. Jak wspomniałem, na razie pogłoski o powołaniu SROM-u są fałszywe, ale skądinąd wiadomo, że każda myśl, choćby tylko raz rzucona w przestrzeń, prędzej czy później znajdzie swego amatora, a zatem – wszystko przed nami.

Stanisław Michalkiewicz