Zamach stanu. Jak co tydzień.

[Artykuł dyskusyjny. Z oceną min. Ziobry się nie zgadzam. md]

Zamach stanu. Jak co tydzień.

Z atmosferą i językiem używanym w polskiej debacie publicznej jest jak z telefonem do mieszkańca bloku, w trakcie którego rozmówca informuje o podłożonej bombie. Za pierwszym razem adresat wiadomości przerazi się, za piątym przestraszy. A za dziesiątym? Machnie ręką i powie, że nic się nie stało. A co jeśli wtedy naprawdę będzie bomba? 

ODPORNOŚĆ NA PICIE WRZĄTKU  

Przywykliśmy do „dyktatury” na śniadanie, obiad i kolację. Przywykliśmy do kreatorów propagandy, wciąż przekonanych, że wbijanie młotkiem do głowy powoduje zmianę zdania, a nie tylko ból głowy. Przywykliśmy do picia wrzątku do każdego posiłku. Jak reagujemy? 

Mniej odporni ulegli całkowitemu poparzeniu – ci często naprawdę spokojni i mądrzy w swoich reakcjach na życiowe zakręty ludzie dostają dzikiego szału, gdy polityka puka w szybę. Bardziej odporni traktują wrzątek jak letnią wodę, a oburzonych aktorów widowiska, mistrzów pierwszej reakcji obydwu plemion traktują z uśmiechem jakby zapożyczonym od Mony Lisy: „Ty w to wierzysz czy liczysz, że ludzie ci uwierzą?”. Podkreślmy, cynizm nie musi być naturalną cechą zdystansowanych do wycia – on jest reakcją obronną na cynizm tych, których działania komentuje, a przy tym jeszcze jednym sposobem na to, by żyć tak, żeby nie zwariować.   

(NIE)BEZPIECZNY ŚWIAT ROZJAZDÓW 

I taka mnie naszła refleksja – czy zdarzenia przed Trybunałem Konstytucyjnym są jeszcze jednym spektaklem osób zawodowo dekretujących stan nadzwyczajny? Czy to po prostu jeszcze jedna sytuacja, jakich pełno na przestrzeni ostatnich lat, sytuacja, gdy plemiona skaczą sobie do gardeł, a wewnętrzna pustka idzie ramię w ramię z radykalizmem, radykalizmem adaptującym się do rzeczywistości rozbieganych oczu i jednozdaniowych przekazów? 

Jedyną ciekawą, z politologicznego punktu widzenia, obserwacją jest ta dotycząca swoistego przejścia Donalda Tuska z pozycji Karla Leowensteina, twórcy pojęcia „demokracji walczącej” (a dokładnie „demokracji obwarowanej”) na stanowisko Carla Schmitta, którego decyzjonizm rzekomo praktykował Jarosław Kaczyński. Zasadnicza różnica między tymi koncepcjami polega na akceptacji dla łamania prawa w celu utrzymania ładu, jaką zawiera decyzjonizm.  

Cała reszta to jakiś rodzaj nierzeczywistości.  

Mam wrażenie, że w polskiej debacie publicznej doszło do dwóch tak symptomatycznych, jak niebezpiecznych rozjazdów. 

Po pierwsze, świat słów żyje całkowicie odrębnie od świata zdarzeń. I tak jak Platon dowodził, że materia stanowi niedoskonałe odbicie świata idei, tak w naszym życiu publicznym wypowiedzi, dialogi, konfrontacje stanowią jakąś niewymiarową, niedopasowaną, pokraczną nakładę na dziejącą się rzeczywistość. Niemal nikomu już nie przeszkadza inflacja słów „średnich” – takich, które nie opisują świata jako złożonego z „kompromitacji” i „wybitności”, ze „zdrajców” i z „mężów stanu”.  

Po drugie, mamy do czynienia z rozjazdem powodu i racjonalizacji. Czyli – argumenty bazujące na logice, związkach przyczynowych i rozumowej perswazji pełnią funkcję nakładki na sympatie i powiązania ideowo-środowiskowe.  

Warto zaznaczyć, że fakty to nie to samo co prawda. I z 5 faktów ze 100 można skonstruować stuprocentowe kłamstwo. Na tym to trochę polega. Uczestnicy debaty nie chcą poznawać rzeczywistości, boją się ewoluowania w poglądach i stanowiskach – oni chcą potwierdzić to co i tak już uważają. Słuchając ekspertów, w większości przypadków wiemy, dla której strony sporu ich wypowiedź okaże się przychylna. 

Jest to oczywiście postawa w pewnym sensie zrozumiała z ludzkiego punktu widzenia – zazwyczaj stosujemy filtrowanie negatywne oceniając czyny człowieka, który wcześniej kilka razy zachował się nagannie. Tylko że w myśleniu politycznym powinniśmy możliwie precyzyjnie zajmować się konkretnymi sytuacjami. 

Zwykły rachunek prawdopodobieństwa dowodzi, że szansa na to, by jeden miał rację zawsze, zaś drugi nigdy jest taka jak na wygraną w Dużym Lotku. To założenie nieracjonalne, nierzeczywiste, sprzeczne z doświadczeniem, jednak takie odkrycia tylko nieznośnie podrażniają pozostających w plemiennej strefie komfortu.  

Obok racjonalizacji niezwykle istotnym pojęciem służącym zrozumieniu i opisowi polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej jest pojęcie wiary. Wiara jest milczącym wspólnikiem racjonalizacji, drugą stroną tego samego medalu. Wierzący nie tłumaczy, nie wyjaśnia, po prostu idzie za tym, którym bezwarunkowo wsparł.  

MIĘDZY PRAWEM A RACJONALIZACJĄ 

Ja po prostu nie ufam, że zwolennikom Prawa i Sprawiedliwości i zwolennikom tej partii chodzi o prawo, praworządność i demokrację. I ta nieufność nie wywodzi się ze słownika pojęć podobnych do wiary rozumianej tak, jak wyżej przedstawiłem. Po prostu musiałbym nie żyć w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości, by przyjąć narrację polityków tej partii. Przy czym warto zaznaczyć, że kwestie związane z Trybunałem Konstytucyjnym są zagmatwane, a pole gry znajduje się poza wzrokiem publiczności – stąd łatwiej tu być hipokrytą niż choćby w sprawie relacji polsko-ukraińskich.  

Obywateli, którzy nie ekscytują się treścią Konstytucji RP i mają dość niewielki zapał, by stawać w jej obronie można zrozumieć – bo w jakimś sensie to tak, jakby pasjonować się treścią kodeksu drogowego. Rzecz nawet nie w tym, że polskie prawo jest tak zapisane, że sprzeczne interpretacje formułują nawet prawnicy.

Chodzi o to, że łamanie przepisów, nie wsparte całym tłem ideowo-przemocowym (a takie było tu wyjątkowo wyraźne) – przywołując klasyka – nie wiedzie ludu na barykady. Lud może nawet mówić, że o prawo chodzi, lecz to jedynie racjonalizacja – często nieświadoma.  

Politycy, w przeciwieństwie do ludu, powinni zdawać sobie sprawę, że mało kto uwierzy, że chodzi im o prawo – a gdy pojawiają się postulaty rozpisania nowych wyborów to już w ogóle żadna wiarygodność i żadna retoryka nie pomoże. Politycy powinni zdawać sobie sprawę, że balansują na styku prawa, lojalności, układów, idei, emocji – i nawet, jeśli któremuś z nich w istocie chodzi o prawo, to i on postrzegany będzie przez pryzmat wspomnianych czynników. 

Oczywiście, można głosić narrację, że politycy opozycji przyjęli postawę państwowców, którzy wznieśli się ponad personalne antagonizmy, by bronić uniwersalnych zasad. Dlaczego jednak tych uniwersalnych zasad nie bronili przed Zbigniewem Ziobro i jego szajką? Być może, z punktu widzenia konieczności przestrzegania zasad legalizmu, powinno być bez znaczenia kto zasiada w Trybunale Konstytucyjnym – nie uwierzę jednak, że politycy nie zastanawiają się nad tym kto personalnie jest sędzią i jakie środowisko za nim stoi.  

PRAWICA NIE MOŻE UMIERAĆ ZA LUDZI ZIOBRY 

Nie można w tym kontekście nie odnieść się do Zbigniewa Ziobry, wszak prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski to jego człowiek, jedna z ikon jego systemu. 

Zbigniew Ziobro to jedna z najohydniejszych postaci [?? md] w historii polskiej polityki – co znamienne, jest nielubiany także w swoim środowisku politycznym. Liczba obiektywnie szkodliwych zmian w prawie wprowadzonych, gdy Ziobro był ministrem sprawiedliwości, liczba ludzi niszczonych przez niego w imię prywatnej zemsty, rzeczywistość aresztowa i więzienna za jego panowania – to wszystko tworzy monstrualny obraz destrukcji praw człowieka, praw obywatelskich i państwa prawa. Tu dwie istotne uwagi. 

Po pierwsze, kuriozalna autokreacja szeryfa, wpasowującego się w intuicje części elektoratu twardego wojownika o sprawiedliwość, nie wahającego się działać na granicy prawa dla dobra ludu to nie tyle zasłona dymna, co poza bazująca na fikcji. Ziobro nie ma zasług w staraniach o skuteczniejsze ściganie przestępców – istotą działania Ziobry nie było też dążenie do poprawy sytuacji osób poszkodowanych. Jakąkolwiek ideę czy etos odłóżmy w tym przypadku na półkę z bajkami dla grzecznych dzieci.  

Ziobro chciał się mścić, a także chciał mieć przychylność prokuratorów i funkcjonariuszy Służby Więziennej – dlatego za jego czasów dwukrotnie wzrosła liczba stosowanych aresztów, dlatego wprowadzono przepis pozwalający przeprowadzić rozprawę bez udziału oskarżonego, dlatego zlikwidowano przepis nakazujący prokuratorowi umorzenie śledztwa po cofnięciu wniosku o ściganie podejrzanego, dlatego normą uczyniono polowanie na ludzi, czyli zatrzymywanie skazanych bez wysłania im wezwania do stawiennictwa w zakładzie karnym (co ciekawe, właśnie w oparciu o ten przepis policja zatrzymała Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika). Można by napisać na ten temat książkę.  

Perfidny spryt Ziobry polega na tym, że nie formułował wypowiedzi, którymi wystawiał się na ostrzał, tak jak Waldemar Żurek mówiący o prokuratorach zajmujących się ściganiem przestępstw wymierzonych w Ukraińców (oczywiście, wypowiedź skandaliczna). Skutki działań Ziobry najczęściej widoczne były w przestrzeni zasłoniętej kurtyną, z kartką: „tylko nie mów nikomu”.  

Po drugie, błędem jest prezentowanie na pierwszym planie złodziejstwa Ziobry i jego ludzi. Ludzie w znacznej części uważają, że wszyscy politycy kradną, a wielu z nich gotowa jest usprawiedliwić „swoich”, zwłaszcza jeśli przekazują przywłaszczone pieniądze na cele społecznie ważne. Unikalność Ziobry nie tkwi w ilości przywłaszczonych pieniędzy. Ja bym nawet nie podejrzewał, że on w ogóle kradł – jego psychika jest tak skoncentrowana na zemście i represji, że wszystko inne wydaje się sprawiać mu mniejszą satysfakcję.  

Ziobro i jego ludzie walczący o „praworządność” i „demokrację” to nie jest jeszcze jedno kuriozum polskiego życia publicznego – to bardzo ponura kpina z ludzi, którzy za czasów tego osobnika byli katowani w więzieniach i pomawiani przez tzw. małych świadków koronnych. Jeśli ktoś uważa inaczej czy kreśli analogię między Ziobrą a innymi ministrami sprawiedliwości, powinien bardziej zainteresować się praktykami jego i jego ludzi. Mariusz Gosek czy Mariusz Kałużny straszący „reżimem” czy „dyktaturą” nie budzą rozbawienia a oburzenie – i jest to oburzenie prawdziwe, nie to rodem z promocji, którym posługują się politycy. Co ważne, to nie jest jeszcze jedna sprawa z niejasnymi zarzutami i wojną polityczną w tle – ci ludzie narobili bardzo konkretne, możliwe do precyzyjnego opisania szkody.  

I TAK ZYSKA PO-PiS 

Sprzeciw wobec pozaprawnych praktyk Donalda Tuska i jego rządu nie powinien przesłonić politykom zdystansowanym wobec duopolu zarówno realnych skutków wpisania się w narrację Prawa i Sprawiedliwości, jak i rzeczywistego charakteru wymiaru sprawiedliwości pod rządami tej formacji.  

Jeśli politycy ci nie dostrzegają, że na takiej konfrontacji, jak na tysiącu podobnych zyskuje PO i PiS, jeśli naprawdę sądzą, że ludzie uwierzą, iż na ulice zaciągnął ich szacunek do praworządności i postawa państwowca – to może naprawdę nie nadają się do sprawowania władzy. 

Jacek Tomczak 

Eurokraci podjęli próbę zamachu stanu w Polsce

Eurokraci podjęli próbę zamachu stanu w Polsce.

3 listopada 2026 r. przez Alexa Krainera TrendCompass tkp/die-eurokraten-versuchten-einen-staatsstreich-in-polen


Jakby sytuacja na świecie nie była wystarczająco burzliwa, miniony weekend rozpoczął się od niezwykle zaskakującej wiadomości z Polski: proeuropejski, „liberalny” rząd premiera Donalda Tuska podjął próbę dokonania niekonstytucyjnego zamachu stanu poprzez nielegalne przejęcie kontroli nad polskim Trybunałem Konstytucyjnym.

Jeśli zapoznałeś się już z wiadomościami o tym wydarzeniu, możesz pominąć ten fragment. W piątek, 31 października 2026 roku, po tym, jak prezydent Karol Nawrocki opuścił Warszawę w planowaną podróż do Senegalu, siedmiu sędziów wybranych przez parlament, na czele z najdłużej urzędującą sędzią, Anną Korwin-Piotrowską , weszło do budynku Trybunału Konstytucyjnego. Korwin-Piotrowska, która nie została zaprzysiężona przez prezydenta Nawrockiego, zgodnie z wymogami Konstytucji RP, ogłosiła się prezesem Trybunału Konstytucyjnego i odwołała z urzędu urzędującego prezesa Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcę , Bartłomieja Sochańskiego .

Jednocześnie Prokurator Generalny Waldemar Żurek, pełniący również funkcję Ministra Sprawiedliwości w rządzie premiera Donalda Tuska, nakazał policji zamknięcie Trybunału Konstytucyjnego. W rezultacie, gdy prezydent Święczkowski próbował wejść do budynku, zastał bramy zamknięte łańcuchami i został powstrzymany przez oddziały prewencji. Prokurator Generalny uchylił również immunitet prawny prezydenta i jego zastępcy przed ściganiem.

Wiadomość o wydarzeniach wokół Trybunału Konstytucyjnego dotarła do prezydenta Nawrockiego w połowie lotu do Senegalu i natychmiast nakazał zawrócenie samolotu. Około godziny 1:00 w sobotę rano powrócił do Warszawy i przedarł się przez kordon policji do gmachu Trybunału Konstytucyjnego, wspierany przez setki osób, które zgromadziły się, by wyrazić poparcie dla prezydenta i sprzeciwić się przejęciu Trybunału Konstytucyjnego przez rząd.

Dlaczego rząd Donalda Tuska podjął próbę przeprowadzenia tego zamachu stanu?

Polski europoseł Dominik Tarczyński wyjaśnił powody próby przejęcia władzy:

Chcą obsadzić Trybunał Konstytucyjny swoimi ludźmi. Dlaczego? Ponieważ chcą znieść polską walutę; chcą zmusić nas do wejścia do strefy euro, bo Niemcy ich do tego naciskają. Co więcej, chcą znieść nasze bezpieczne granice, bo Niemcy chcą rozprowadzać nielegalnych imigrantów i wysyłać ich do Polski.

Zamierzają więc zrobić to: polska waluta, złoty, jest naszą walutą zgodnie z konstytucją. Muszą zmienić konstytucję – nie mogą tego zrobić bez Trybunału Konstytucyjnego. 1. Chcą znieść polską walutę. Chcą, żebyśmy przyjęli euro i dołączyli do strefy euro, żeby mogli przejąć nasze złoto.

Rzeczywiście, oświadczenie Tarczyńskiego odbiło się szerokim echem w mediach społecznościowych i wśród Polaków. Wprowadzenie Polski do strefy euro byłoby niezwykle ważne dla eurokratów w Brukseli, a nabycie polskich rezerw złota byłoby ogromnym sukcesem dla Europejskiego Banku Centralnego. Według Narodowego Banku Polskiego (NBP), polskie rezerwy złota we wrześniu tego roku wynosiły 672,9 tony, o wartości nieco ponad 90 miliardów dolarów.

Polska należy do najaktywniejszych nabywców złota w Europie; w styczniu 2026 roku zarząd Narodowego Banku Polskiego (NBP) wyznaczył cel na poziomie 700 ton. Do końca września brakowało im zaledwie około 27 ton do osiągnięcia tego celu. Dla Europejskiego Banku Centralnego stanowiłoby to znaczną ilość zabezpieczenia, którą prawdopodobnie mógłby wykorzystać znacznie lepiej niż niskiej jakości złoto polskie – wszyscy wiemy, ilu Polaków potrzeba do wkręcenia żarówki i tak dalej…

Ale jest jeszcze więcej… o wiele więcej

Choć przyjęcie Polski do strefy euro i splądrowanie jej rezerw złota może być pierwszym elementem planu, przejęcie kontroli nad Trybunałem Konstytucyjnym otworzyłoby przed Polską wrota do zdobycia znacznie większej części europejskiej demokracji i wolności, które można „eksportować”.

Jak ujął to Włodzimierz Skalik , wicemarszałek Sejmu RP:

Jeśli pozwolimy im siłą przejąć kontrolę nad Trybunałem Konstytucyjnym, jutro zrobią to samo, co dziś robią w Rumunii. Unieważnią wybory, zdyskwalifikują kandydatów i rozwiążą partie polityczne. Pod sprytnym pozorem rządów prawa narzucą autorytaryzm. Dziś Trybunał Konstytucyjny, jutro druga Rumunia.

W rzeczywistości Polska bardzo słabo radziła sobie z wdrażaniem postępowej, europejskiej wersji demokracji, a jej Trybunał Konstytucyjny był jedną z największych solą w oku Biura Politycznego UE w Brukseli i jego sojuszników w Polsce. Wydarzenia minionego weekendu były kulminacją ponad dekady sporu o rolę Trybunału Konstytucyjnego w polskiej demokracji.

Atak na Trybunał Konstytucyjny miał również na celu ostateczne osłabienie wszelkich ruchów suwerennościowych w Polsce, takich jak ten, który mógł planować prezydent Nawrocki. Dzięki wsparciu Trybunału Konstytucyjnego Nawrocki mógłby wdrożyć program reformy UE. W zeszłym roku szczegółowo przedstawił swoją wizję; zakładała ona przywrócenie suwerenności państwom członkowskim UE i przekształcenie UE w związek państw narodowych, a nie w federację polityczną zdominowaną przez Brukselę.

UE może nie przetrwać ataku na Polskę.

W rzeczywistości próba zamachu stanu w Polsce w ostatni weekend mogłaby przyspieszyć reformy planowane przez Nawrockiego (i innych). Ujawniła ona prawdziwą naturę UE: za cienką zasłoną wartości demokratycznych jawi się jako autorytarna tyrania, rządzona przez niewybieralnych biurokratów, nieodpowiedzialna ani przed państwami członkowskimi, ani przed ich wyborcami. Ich manewr w Polsce najwyraźniej się nie powiódł, ale nie poddadzą się tak łatwo.

Ku rozczarowaniu eurokratów, prezydent Nawrocki i zwolennicy suwerenności cieszą się poparciem większości Polaków, a także administracji Trumpa. Polska może okazać się górą lodową, która ostatecznie wywróci projekt Unii Europejskiej.

Niniejszy artykuł ukazał się pierwotnie w języku angielskim w TrendCompass Alexa Krainera . Przedruk w języku niemieckim za uprzejmą zgodą autora.

Za bramą Trybunału Konstytucyjnego pickup z systemem LRAD, czyli bronią akustyczną, której używanie zgodnie z przeznaczeniem jest w Polsce nielegalne

@OficjalneZero

Za bramą Trybunału Konstytucyjnego został zaparkowany policyjny pickup z nietypową konstrukcją na pace. To system LRAD, czyli broń akustyczna, której używanie zgodnie z przeznaczeniem jest w Polsce nielegalna i która od lat pełni funkcję bardzo drogiego głośnika.

Arkadiusz Dziermański

Obraz

Mirosław Dakowski

OficjalneZero @OficjalneZero

Ze strony zero.pl

=====================

Tak to wygląda:

Polska jest objawem a Europa – pacjentem. [Tylko lekarza brak]

Polska jest objawem a Europa – pacjentem

Larry Johnson substack.com/@larrycjohnson/note

Bójka o północy w polskim Trybunale Konstytucyjnym to nie tylko polski problem. To lokalne nasilenie się ogólno-kontynentalnej choroby. W całej Europie, gdy wyborcy wybierają niewłaściwego kandydata, establishment sięga po sędziego, służby wywiadowcze lub budżet UE i ogłasza, że to „obrona demokracji”. „Journal of Democracy” napisał podręcznik. Warszawa jest szpitalem uniwersyteckim.

Artykuł
W grudniu 2023 roku, dwa miesiące po tym, jak koalicja Donalda Tuska odsunęła Prawo i Sprawiedliwość (PiS) od władzy, Jarosław Kuisz i Karolina Wigura z „Kultury Liberalnej” opublikowali w „Journal of Democracy” poradnik. Tytuł mówi sam za siebie: „Jak rozmontować niedemokratyczny reżim”.

Weź pod uwagę źródło. W tamtym czasie „Journal” był najważniejszym wydawnictwem National Endowment for Democracy, organizacji, która otwarcie robi to, co CIA kiedyś robiła potajemnie. W tym roku odłączył się od NED po tym, jak DOGE w 2025 roku zaprzestał finansowania NED, i obecnie jest niezależny oraz współpracuje ze Stanford’s CDDRL. Jednak w 2023 roku to właśnie ta organizacja promująca demokrację mówiła Warszawie, jak przeprowadzić czystki.


Krótko mówiąc, sedno argumentu:

⁃ Polska potrzebuje „drugiej fali” działań w ramach sprawiedliwości przejściowej, aby uporać się z „naruszeniami zasad praworządności” przez partię PiS.

⁃ Unikajcie niejasnych oskarżeń o zdradę. Ścigajcie konkretne czyny: powołania do Trybunału Konstytucyjnego w 2015 roku, próbę przeprowadzenia w 2020 roku w pełni korespondencyjnych wyborów prezydenckich oraz skandal związany z handlem wizami za pieniądze w 2023 roku.

⁃ Jarosław Kaczyński ponosi odpowiedzialność, ale trudno będzie go skazać.

⁃ Komisje śledcze powoływane przez parlament są głównym narzędziem.

⁃ Należy się spodziewać oporu ze strony prezydenta, Sądu Najwyższego i Trybunału Stanu, które są związane z partią PiS.

⁃ Ustabilizuj system, nie powodując jego awarii.

—————————

Autorzy kończą, dodając zastrzeżenie, które warto zapamiętać: „Nie ma jasnej strategii… Dlatego nie należy oczekiwać cudów”.

Krytyka
Obrona demokracji stworzyła instrukcję, jak zniszczyć demokrację. Nie dostrzegają ironii, a to jest najbardziej pouczający aspekt tego eseju.
Zacznijmy od słowa „nieliberalny”. To nie jest kategoria prawna. To etykieta, którą osoby dysponujące budżetami na konferencje przypisują rządom, których nie lubią. PiS wygrał wybory parlamentarne w 2015 i 2019 roku. Mimo to artykuł traktuje jego przedstawicieli mniej jak przegraną partię, a bardziej jak komunistyczną nomenklaturę z 1989 roku, która potrzebuje „procesu sprawiedliwości przejściowej”.
Biorąc pod uwagę postawę Kuisza i Wigury, można stwierdzić, że są oni bardziej ostrożni niż osoby, które ich popierają. Ostrzegają przed pokazowymi procesami i niejasnymi zarzutami oraz przyznają, że nikt nie wie, jak to zrobić. Jednak instrukcje nie są czytane ze względu na zawarte w nich zastrzeżenia. Politycy pomijają przypisy i przechodzą od razu do rozdziału poświęconego narzędziom.

Oto sedno sprzeczności. PiS jest oskarżany o przejęcie kontroli nad sądami, ignorowanie orzeczeń i obsadzanie instytucji osobami lojalnymi wobec partii. Rozwiązaniem, które się proponuje, jest oczyszczenie sądów, ignorowanie orzeczeń i obsadzenie ich odpowiednimi osobami lojalnymi. Grzech staje się sakramentem, gdy popełniają go właściwi ludzie.

Polska, trzy lata później: instrukcja w praktyce.


W tym tygodniu instrukcja opuściła bibliotekę i trafiła na ulice Warszawy, eskortowana przez oddziały policji do walk z zamieszkami.
Od 2023 roku rząd Tuska odmawia uznawania Trybunału Konstytucyjnego i ignoruje jego orzeczenia. Od marca parlament wybrał ośmiu nowych sędziów. Prezydent Karol Nawrocki odmówił złożenia przysięgi przez pięciu z nich. Zorganizowali własną uroczystość złożenia przysięgi i przesłali przysięgi pocztą do pałacu prezydenckiego, co jest nowym zjawiskiem nawet w standardach środkowoeuropejskich.
Następnie nadszedł 30 października. Zgodnie z informacjami zawartymi w Notes from Poland oraz ProtoThema:

Sędzia Anna Korwin-Piotrowska zawiesiła pełniącego obowiązki prezesa Sądu Najwyższego, Bogdana Święczkowskiego, i ogłosiła, że przejmuje obowiązki tymczasowego kierownika Trybunału.

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek podjął kroki mające na celu pozbawienie Święczkowskiego immunitetu

Oddziały policji prewencyjnej uniemożliwiły Święczkowskiemu wejście na teren jego własnego sądu. Jego zwolennicy przedarli się przez ogrodzenie, używając do tego elektronarzędzi.

Nawrocki zawrócił swoim samolotem w drodze do Senegalu i około godziny 1 w nocy przedarł się przez grupę sędziów do budynku. Obie strony oskarżają się nawzajem o użycie przemocy. Protestujący na zewnątrz nazwali to przewrotem.

Reakcja Tuska, według Euronews: „W pewnych sprawach nie można iść na kompromis”. Ostrzegł również przed rosyjskimi botami, ponieważ żaden europejski kryzys nie jest kompletny bez nich.
Nie wszyscy w koalicji są zadowoleni. Szymon Hołownia powiedział, że Polska powinna się wstydzić i że wymuszanie kompromisu tylko pogłębia kryzys. Hołownia i PSL uczestniczą teraz w rozmowach z Nawrockim.

Kiedy twoi właśni partnerzy zaczynają brać udział w spotkaniach z drugą stroną, to oznacza, że plan działania ma poważną wadę.
Kuisz i Wigura powiedzieli nam, żebyśmy nie oczekiwali cudów. To nie jest cud. To jest lustro.

Choroba, a nie objaw.
Polska jest właśnie takim przykładem, gdzie pacjent stawia najsilniejszy opór. Spójrz na resztę oddziału, a wszędzie widać tę samą patologię: traktowanie wyborów jako konsultatywnych, przy czym ostateczna decyzja należy do instytucji, na które nikt nie głosował.

Rumunia. 6 grudnia 2024 roku Trybunał Konstytucyjny unieważnił pierwszą turę wyborów prezydenckich , po tym jak Călin Georgescu, mało znany kandydat, który w sondażach uzyskiwał jednocyfrowe wyniki, zajął pierwsze miejsce. Powodem była niejawna informacja wywiadowcza dotycząca „agresywnych, hybrydowych rosyjskich ataków” oraz zarzuty dotyczące nielegalnego finansowania kampanii. W marcu 2025 roku komisja wyborcza wykluczyła Georgescu z powtórzonych wyborów, mimo że „we wszystkich sondażach był faworytem”, i sąd jednogłośnie się z tym zgodził. To jeden ze sposobów na sfałszowanie wyborów: przeprowadzenie ich ponownie bez zwycięzcy.

Francja. W marcu 2025 roku sąd w Paryżu skazał Marine Le Pen za przywłaszczenie środków finansowych Parlamentu Europejskiego i zakazał jej pełnienia funkcji publicznych na pięć lat, z natychmiastowym skutkiem. Faworytka wyborów w 2027 roku została wyeliminowana jednym uderzeniem młotka. W lipcu sąd odwoławczy utrzymał wyrok w mocy, ale skrócił okres zakazu do 45 miesięcy, z czego 30 zostało zawieszonych, więc ostatecznie będzie mogła kandydować. Sędziowie dają, a sędziowie odbierają. W każdym razie, to sędziowie podejmują decyzje.

Niemcy. W maju 2025 roku BfV, niemiecka służba wywiadu wewnętrznego, określiła partię AfD jako partię o „potwierdzonych ekstremistycznych poglądach prawicowych”. AfD ma obecnie poparcie na poziomie 24–26 procent. W lutym sąd w Kolonii zawiesił to określenie, orzekając, że warunki do jego zastosowania „nie są spełnione”. Parlamentarzyści nadal dążą do tego, aby Trybunał Konstytucyjny zakazał działalności tej partii. Zakazanie działalności partii, którą popiera co czwarta część wyborców, jest z pewnością jednym ze sposobów na wygranie sporu. W mojej dawnej branży nazywaliśmy inaczej agencję szpiegowską, która monitoruje główną partię opozycyjną.

Budżet Brukseli. Komisja Europejska zamroziła około 137 miliardów euro dla Polski za czasów rządów PiS. 29 lutego 2024 roku, jedenaście tygodni po objęciu urzędu przez Tuska, odblokowała te środki. Jeden z urzędników przyznał: „To nie oznacza, że praworządność została w pełni przywrócona i wszystko jest w porządku”, a plan reform był „nadal jedynie projektem”. Okazuje się, że praworządność mierzy się tym, kto zasiada w gabinecie premiera. Węgry spotkały się z podobnym traktowaniem. Ich nowy premier, Péter Magyar, zobowiązał się, że uda się do Brukseli , aby doprowadzić do odblokowania funduszy UE”. Wiadomość została odebrana w Budapeszcie.

Porównajmy przypadki ze sobą, a zobaczymy, że choroba ma wyraźny zestaw objawów. Sądy unieważniają lub ograniczają wybór kandydatów na kartach do głosowania. Służby wywiadowcze oceniają, które partie są zdolne do konkurowania. Bruksela płaci za dobre zachowanie, które definiuje się jako właściwe rządy. Wszystko to robi się w imię ochrony demokracji przed ludźmi, którzy w niej uczestniczą poprzez głosowanie.
Dlatego esej Kuisza i Wigury ma znaczenie wykraczające poza Polskę. To nie jest polski dokument programowy. To raczej kliniczny protokół leczenia wyborcy, który głosuje „źle”, napisany z myślą o kontynencie, którego elity doszły do wniosku, że wyborcom nie można powierzyć władzy. Tusk jest po prostu pierwszym chirurgiem, który próbuje tego bez znieczulenia.

Co to oznacza dla NATO.
Sojusz jest tak silny, jak rządy, które muszą wyrazić na niego zgodę. Obecnie kilka kluczowych państw europejskich należących do NATO jest zbyt zajętych walką z własnymi wyborcami, sądami i prezydentami, aby rozpoczynać jakiekolwiek zagraniczne operacje. W niektórych przypadkach nawet gdyby chciały, nie byłyby w stanie tego zrobić.
Zacznijmy od Polski, kraju, który Waszyngton uważa za wzorcowego członka NATO i państwo znajdujące się na pierwszej linii frontu w stosunku do Białorusi i Ukrainy. Zgodnie z konstytucją Polski, prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Obecnie prezydent i premier Polski oskarżają się nawzajem o próby zamachu stanu. Zadajcie sobie pytanie, kto w takiej sytuacji wydaje rozkaz do rozpoczęcia działań. Następnie zapytajcie, czy polski żołnierz wie, czyjego rozkazu ma się podporządkować. Kraj, w którym istnieją dwa sądy konstytucyjne, a naczelny dowódca przepycha się z sędziami o 1 w nocy, nie przygotowuje się do demonstrowania siły. On próbuje utrzymać się przy życiu.
Reszta oddziału nie jest w lepszym stanie:

Niemcy debatują nad zakazem działalności partii opozycyjnej, którą popiera jedna czwarta jej wyborców, a ta partia nie chce mieć nic wspólnego z wojną przeciwko Rosji. Każdy niemiecki rząd, który wyśle wojska na wschód, zapewni AfD kolejny sukces na następnych wyborach.

Francja staje w obliczu wyborów prezydenckich w 2027 roku, w których Le Pen, której partia od dawna sceptycznie podchodzi do zintegrowanego dowództwa NATO, ponownie będzie kandydatką. Żaden francuski prezydent, który będzie ubiegał się o reelekcję, nie podejmie ryzyka angażowania się w zagraniczną przygodę.

Rumunia, w której znajduje się baza NATO w Mihail Kogălniceanu nad Morzem Czarnym, nadal znajduje się pod wpływem wyborów, które zostały unieważnione przez tamtejszy sąd. Jej klasa polityczna ma problem z legitymacją, którego nie może sobie pozwolić na pogłębienie w związku z wojną.

W NATO decyzje podejmuje się w drodze konsensusu. Każdy z tych rządów rozważa teraz możliwość wysłania wojsk za granicę, biorąc pod uwagę nastroje wyborców w kraju, na których wpływ wywierał przez lata, zamiast ich przekonywać. Gdy wpływy elit w kraju zależą od sądów, służb specjalnych i pieniędzy z Brukseli, proszenie wyborców o wysłanie ich synów na wschód jest żądaniem, którego nie można zignorować. Wcześniej czy później przychodzi czas rozliczenia za traktowanie wyborców jak wroga.

Ironia jest tu bardzo wyraźna. Projekt przedstawiano jako sposób na ochronę demokracji przed „barbarzyńcami u bram”. W rzeczywistości doprowadził on do powstania sojuszu, którego członkowie nie potrafią dojść do porozumienia nawet z własnymi wyborcami, a co dopiero między sobą. Moskwa nie musiała nic robić. „Obrońcy demokracji” w Europie robią to za nią.

Globaliści nie chcą zniknąć z oczu.
Odrzućmy terminologię związaną z „praworządnością” i „przejściowym wymiarem sprawiedliwości”, a zobaczymy projekt, którego celem jest polski nacjonalizm. Prawdziwym przestępstwem PiS nie było obsadzanie składu sądu. Wiele rządów to robi. Ich przestępstwem było postawienie polskiej suwerenności, katolickiej tożsamości i państwa narodowego ponad interesami Brukseli.
Historia jest spójna. Polska odmówiła przyjęcia unijnych kwot dotyczących relokacji migrantów w 2015 roku, a w kwietniu 2020 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł , że Polska, Węgry i Republika Czeska naruszyły prawo UE, odmawiając tego. W lipcu tego samego roku Komisja odmówiła przyznania dotacji na programy partnerskie sześciu polskim miastom ze względu na ich uchwały o „strefach wolnych od ideologii LGBT”. Następnie nastąpiło zamrożenie środków w wysokości 137 miliardów euro. Przesłanie z Brukseli nigdy się nie zmieniało: tożsamość narodowa jest mile widziana jako folklor, a nie jako polityka.
Dla globalistycznego skrzydła zachodniego establishmentu, czyli NED, Brukseli oraz fundacji i ośrodków analitycznych, które się wokół nich zgromadziły, nacjonalizm jest chorobą, którą należy leczyć, a nie poglądem, który należy przedyskutować. Kraj, który upiera się przy decydowaniu o tym, w co wierzy, kogo dopuszcza i w jaki sposób prowadzi własne sądy, z definicji jest „nieliberalny”. Kuisz i Wigura po prostu nadały temu podejściu formę procedury prawnej.
Teraz spójrzcie na wschód, ponieważ te same osoby wykazują podobne podejście do Rosji, ale przy tym są mniej uprzejme. NED od dziesięcioleci finansuje rosyjskie organizacje społeczne, dlatego Moskwa uznała ją za pierwszą „niepożądaną organizację” na mocy ustawy z 2015 roku. W czerwcu 2022 roku Amerykańska Komisja Helsińska zorganizowała spotkanie informacyjne zatytułowane „Dekolonizacja Rosji: moralny i strategiczny imperatyw”. Tytuł mówi wszystko. Rosyjski nacjonalizm, podobnie jak polski nacjonalizm, nie jest traktowany jako fakt, z którym należy się liczyć, ale jako patologia, którą należy wyleczyć za pomocą sankcji, zmiany reżimu, a jeśli seminaria będą miały na to wpływ, poprzez podział.

Oto ironia, którą uważam za najbardziej wyrafinowaną. Waszyngton i Bruksela przez lata chwaliły polski nacjonalizm, gdy był on skierowany przeciwko Moskwie. Wrogość Polski wobec Rosji była ulubionym atutem sojuszu. Gdy ten sam nacjonalizm skierowany jest przeciwko Brukseli, nagle staje się zagrożeniem dla demokracji, wymagającym interwencji oddziałów antyzamieszkowych. Okazuje się, że polski patriotyzm to broń, którą należy używać, a nie przekonanie, które należy szanować. Polacy powinni zauważyć, że ci sami ludzie, którzy z zapałem chcą zniszczyć rosyjskie poczucie tożsamości narodowej, są tymi samymi ludźmi, którzy niszczą ich własną tożsamość.
To jest moja ocena, a nie ocena zawarta w artykule. Kuisz i Wigura przedstawiają całą sytuację jako przywracanie praworządności i twierdzą, że to PiS rozpoczął ten proces. Ich powołania do Trybunału w 2015 roku były przejawem chęci przejęcia władzy, a w wyroku w sprawie Xero Flor z 2021 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że skład sądu, w którym zasiadał nieprawidłowo powołany sędzia, naruszył prawo do sprawiedliwego procesu.
Odmowa Nawrockiego, polegająca na tym, że nie dopuszcza do zaprzysiężenia nowych sędziów, to również przykład twardej polityki. Obie strony mają realne argumenty prawne. Właśnie dlatego użycie oddziałów antyzamieszkowych o północy to zły sposób na rozwiązanie tego sporu.
Nawet jeśli całkowicie pominie się kwestię motywacji, należy ocenić projekt na podstawie jego negatywnych skutków: kraj, w którym istnieją dwa konkurujące ze sobą sądy konstytucyjne, a prezydent przepycha się przez tłum sędziów w ciemnościach.

Jeśli chodzi o NATO, należy wziąć pod uwagę pewne zastrzeżenie. Wewnętrzne niepokoje sprawiają, że ofensywna lub ekspedycyjna operacja jest znacznie mniej prawdopodobna, ale nie oznacza to, że te kraje odmówiłyby obrony własnego terytorium. Oba obozy w Warszawie popierają duże wydatki na obronność, a bezpośredni atak na członka NATO zazwyczaj jednoczy nawet najbardziej podzielony parlament. Moje argumenty dotyczą chęci podejmowania ryzyka, a nie gotowości do walki na granicy.
Żadne z tych zastrzeżeń nie zmienia głównej tezy. Spór w Warszawie tak naprawdę nie dotyczy sędziów. Chodzi o to, czy naród europejski może nadal sam o sobie decydować, czy też to prawo należy teraz do Brukseli, NED i osób, które piszą instrukcje dotyczące demontażu demokracji. Moskwa otrzymała odpowiedź na to pytanie wiele lat temu. Warszawa otrzymuje ją teraz.

substack.com/@larrycjohnson/note

Próba legalizacji bezprawia i terroru w Polsce z poparciem UE, Niemiec i Ukrainy

Próba legalizacji bezprawia i terroru w Polsce

z poparciem UE, Niemiec i Ukrainy

Autor: Redakcja, 2 listopada 2026

Cui bono? (z łac. na czyją korzyść? lub komu to przynosi pożytek?)

Zasada w kryminalistyce i prawie, która mówi o wytypowaniu osób odnoszących korzyści z przestępstwa.

Analiza spodziewanych zysków i strat związana z poszczególnymi wariantami rozwoju sytuacji wskazuje na zagranicznych beneficjentów zainteresowanych kontynuacją bezprawia w Polsce. Nie ma w tym nic zaskakującego. Dotychczasowe bezprawie oraz stan społecznej anomii umożliwiają kontynuację wszystkich procesów związanych z okradaniem i niszczeniem Polski.

Natychmiastowa dymisja Tuska i przyspieszone wybory

Nikt normalny i uczciwy nie popiera nielegalnej okupacji gmachu TK i głoszonych fantasmagorii przez uzurpatorów. Powagę sytuacji tworzą jednostki policji mające broń palną, które zamiast aresztować zabezpieczają „włamywaczy”.

Za opcją natychmiastowej dymisji Tuska opowiada się m.in. Konfederacja Bosaka i Mentzena, licząc na wycofanie się zamachowców. Bardziej pesymistycznie widzi to redaktor Paweł Lisicki, omawiając trzy warianty rozwoju wydarzeń.

Oskar Criminal Tango, czyli “Wprowadzam dziś o północy stan wyższej konieczności konstytucyjnej”

Oskar Criminal Tango, czyli “Wprowadzam dziś o północy stan wyższej konieczności konstytucyjnej”

Autor: wawel, 2 listopada 2026

                    “Wprowadzam dziś o północy stan wyższej konieczności konstytucyjnej”, czyli Oskar Criminal Tango

image
image

Motto 

“Po latach generał Wojciech Jaruzelski tłumaczył, że wprowadzając stan wojenny, działał w stanie „wyższej konieczności”

Obywatelki i obywatele UE oraz – last but not least – Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej!

Zwracam się dziś do Was jako specjalista od liczenia głosów i jako szef rządu polskiego. Zwracam się do Was w sprawach wagi najwyższej. Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią patriotyzmu. Dorobek wielu pokoleń talmudycznych, wzniesiony z popiołów Polski ulega ruinie. Struktury państwa przestają działać według wytycznych z Brukseli. Gasnącej gospodarce zadawane są codziennie nowe długi. Warunki życia przytłaczają ludzi coraz większym ciężarem unijnej kryptowładzy. Przez każdy zakład pracy, przez wiele polskich domów, przebiegają linie bolesnych i koniecznych podziałów. Atmosfera niekończących się konfliktów, nieporozumień, nienawiści – sieje spustoszenie psychiczne, kaleczy tradycje tolerancji. Zawracanie samolotów, plucie na białe kaski, akcje protestacyjne z polskimi flagami stały się normą. Wciąga się do nich nawet szkolną młodzież. Wczoraj wieczorem wiele budynków publicznych było okupowanych. Padają nawet wezwania do niepodległości.

Szeroko rozlewa się po kraju fala zuchwałych myśli i otwierania oczu na  milionowe fortuny rekinów nadziemia gospodarczego. Chaos i demoralizacja przybrały rozmiary klęski naszych warstw przewodnich. Naród osiągnął granice wytrzymałości na naszą bezczelność. Wielu ludzi ogarnia rozpacz. Już nie dni, lecz godziny przybliżają ogólnonarodową katastrofę.

Uczciwość wymaga, aby postawić pytanie: Czy musiało do tego dojść? Obejmując urząd Prezesa Rady Ministrów wierzyłem, że potrafimy się podźwignąć. Czy zrobiliśmy więc wszystko, aby zatrzymać spiralę prawdy?

Historia oceni nasze działania. W zawieszeniu albo przedawnieniu. Nie obeszło się bez potknięć. Wyciągamy z nich wnioski. Przede wszystkim jednak minione miesiące były dla rządu czasem pracowitym, BORykaniem się z ogromnymi trudnościami. Niestety – gospodarkę narodową uczyniono areną religii klimatycznej. Rozmyślne torpedowanie rządowych poczynań sprawiło, że efekty są niewspółmierne do włożonego wysiłku, do naszych zamierzeń. Nie można odmówić nam dobrej woli, umiaru, cierpliwości. Czasem było jej może aż zbyt wiele.

Nie można nie dostrzec okazywanego przez rząd zrozumienia społecznego. Szliśmy nawet dalej. Inicjatywa wielkiego państwa ponadnarodowego zyskała poparcie milionów Pełniących Obowiązki Polaków. Stworzyła szansę pogłębienia systemu namaszczonego ludowładztwa obsługującego rekiet, rozszerzenia zakresu proform.

Trzeba powiedzieć: dość! Trzeba zapobiec, zagrodzić drogę konstytucji, której rzekomą obronę zapowiada cudem zjednoczona skrajna prawica. Musimy to oznajmić właśnie dziś, kiedy znana jest bliska data masowych politycznych demonstracji, w tym również w centrum Warszawy, zwołanych w związku z rocznicą wydarzeń 11 listopada. Tamta tragedia powtórzyć się nie może. Nie wolno, nie mamy prawa dopuścić, aby zapowiedziane demonstracje stały się iskrą, od której zapłonąć może wolnością cały kraj. Instynkt samozachowawczy władzy musi dojść do głosu. Awanturnikom trzeba skrępować ręce, zanim wtrącą ojczyznę w otchłań wyzwoleńczej walki.

Obywatelki i obywatele!

Wielki jest ciężar odpowiedzialności, jaka spada na mnie w tym dramatycznym momencie polskiej historii. Obowiązkiem moim jest wziąć tę odpowiedzialność – chodzi o przyszłość Polski, o którą moje pokolenie walczyło na wszystkich frontach Jałty i PKWN i której oddało najlepsze lata swego życia. Ogłaszam, że w dniu dzisiejszym ukonstytuowała się pozakonstytucyjnie Donaldowa Rada Ocalenia Narodowego. Europejska Rada Państwa (ERA), w zgodzie z postanowieniami Ponadnarodowej Prostytucji, wprowadzi dziś o północy stan wyższej konieczności konstytucyjnej na obszarze całego kraju.

*  *  *

RPO o „stanie wyższej konieczności konstytucyjnej”: pogląd pozaprawny

image
image

rp.pl/sady-i-trybunaly/art45424391-rpo-o-stanie-wyzszej-koniecznosci-konstytucyjnej-poglad-pozaprawny

image

Ilustracja. Bezdyskusyjna interpretacja STANU POZAPRAWNEGO wg Kodeksu Białych Kasków

Zwrot „pogląd pozaprawny” oznacza opinię, stanowisko lub argument, który nie opiera się na obowiązujących przepisach prawa.

W kontekście prawniczym:

w sądach lub debatach legislacyjnych określenie to oznacza,  że POGLĄD POZAPRAWNY nie ma znaczenia dla formalnego rozstrzygnięcia sprawy, ponieważ sąd musi trzymać się przepisów, a nie prywatnych przekonań, uczuć, przeczuć, wizji i gorących chęci, czy poglądów politycznych.

Nie ma takiego pojęcia prawniczego jak “stan wyższej konieczności konstytucyjnej” na którym to pojęciu opiera się cała KRYMINALNA HUCPA KORWIN – PIOTROWSKIEJ, BERKA I TUSKA.

image

O autorze: wawel

1 komentarz

  1. CzarnaLimuzyna bb2 listopada 2026
  2. Klasycy marksizmu mówili: „Konieczność jest ślepa, póki nie jest uświadomiona. Wolność jest to uświadomienie sobie konieczności”
  3. Dziwny komunikat wydał z siebie “bydle nie człowiek, pies, a nie polityk” czyli Szymon Hołownia. /Tak go postrzegał i rozpoznawał pan Kołodziejczak w 2023 roku/. Otóż Hołownia powiedział, że nie wierzy, aby Tusk wiedział o planowanym zamachu na Trybunał. Był to więc, w ówczesnym momencie stan nieuświadomionej konieczności u Tuska, który…Który przeradzał się w stan konieczności antykonstytucyjnej.
  4. A co z Korwin- Piotrowską? Podobno w kluczowej chwili nie miała świadomości, że jest wykorzystywana do blokowania przejścia Karolowi Nawrockiemu. Dopiero, gdy urwała pierwszy guzik uświadomiła sobie tę konieczność, mówiąc “Nie wejdzie pan tu”.