Zagadnienia smoleńskie – dochodzenie prawdy. Trajektorie i wybuchy. Tu154 widmo: Nie można przypisać mu jakiejkolwiek trajektorii.

Yurko (tekst nigdzie nie publikowany wcześniej)

Obecność dwóch, inaczej zniszczonych ale kluczowych dla badania, bliźniaczych burt „przysalonkowych” – egzemplarz 00003 z płyty lotniska z widocznym fragmentem napisu Republic Of Poland i nr. 71 z mapy satelitarnej „miejsca” – polanki (nie są to jedyne dublety, stan ze znanych powszechnie zdjęć ze Smoleńska) może sugerować jedynie to, że miejsce destrukcji jednego kompletu np. tego z płyty lotniska jest nieznane. Nie jest to z całą pewnością polanka smoleńska.

Pytania dotyczące trajektorii lotu samolotu oraz wnioski płynące z ich analizy:

– Jak określić jedną trajektorię lotu przy dwóch kompletach, podrzuconych tzw. „czarnych” skrzynek „znalezionych” w jednym „wypadkowym” miejscu?

– Jak określić jedną trajektorię lotu na podstawie dwóch różnych zestawów złomu złożonych w dwóch odrębnych miejscach?

– Jak określić jedną trajektorię lotu danego samolotu na podstawie sztucznie ułożonych części, które nie należały do badanego statku z wersji oficjalnej?

– Jak określić i opisać trajektorię lotu na podstawie przywiezionych z niewiadomego miejsca fragmentów złomu lotniczego i ułożonych na bocznej płycie lotniska? (jest tam mieszanka tych z polanki i tych „nie wiadomo skąd”).

Który komplet czarnych skrzynek z rumowiska złomu podaje prawdziwe dane?

Wobec zaistnienia opisanej wcześniej zależności trzeba oba komplety czarnych skrzynek uznać za fałszywe. Przy prawdziwości jednego kompletu, drugi nie jest potrzebny.

Sztuczne ułożenie złomu (duplikaty) nie może dać prawdziwego oglądu co do domniemanego przelotu samolotu ale musi dać fałszywy wynik, gdyż wnioskowanie nie dotyczy statku „lecącego”. Zatem nie można przypisać mu jakiejkolwiek trajektorii.

Gdy pytamy o wybuchy – w przypadku sztucznie ułożonego, pełnego „fałszywek” „wraku” na polanie można jedynie stwierdzić, że „wybuchy” gdyby były, to musiałyby być naziemne. Miały one za zadanie upozorować falsyfikat katastrofy na katastrofę realną. (zamach.eu/inż K. Cierpisz) Zestaw złomu z bocznego Siewiernego miał przypominać ten z polanki. Podobnie wyglądający, podobnie utytłany w błocie, choć gdzie indziej zniszczony.

Przy badaniu dwóch kompletów złomu bez przeprowadzenia porównawczej inwentaryzacji, którą wielokroć zapowiadano, a nie wykonano – który zestaw złomu należy uznać za prawdziwy, a który fałszywy? Który „leciał” i gdzie ostatecznie zakończył lot?

Obecność dwóch, inaczej zniszczonych ale kluczowych dla badania, bliźniaczych burt „przysalonkowych” (nie są to jedyne dublety, stan ze znanych powszechnie zdjęć ze Smoleńska) może sugerować jedynie to, że miejsce destrukcji jednego kompletu np. tego z płyty lotniska jest nieznane. Nie jest to z całą pewnością polanka smoleńska. Przy tym, nie ma żadnej pewności i poszlaki, by uznać, że w „zestawie 00003” byli ludzie w momencie destrukcji tego fragmentu samolotu, dopóki to miejsce nie zostanie zidentyfikowane. (patrz „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej, wyd. II)

Fakt, że nie było na polanie podanej przez oficjalne media i organa państwowe jako miejsce „katastrofy”, w żaden sposób fragmentu samolotowego kadłuba z salonką prezydencko/generalską (00003) znanego z płyty lotniska Siewiernyj Smoleńsk (brak materialnego śladu), jest dowodem na podrzucenie ciał ofiar z Delegacji w nieznanej liczbie na polanę.

Dopiero uznanie tej Prawdy przez oficjalne gremia i powiązanych z nimi ludźmi nauki powinno mieć dla polskiego społeczeństwa siłę trzęsienia ziemi.

Tezy naukowe pomijające okoliczności i fakt zdublowania zestawów złomu są oderwane od całości materiału badawczego, fragmentarycznie skupione na wyciętym zagadnieniu (wybuchy, bomba termobaryczna), nie domykają wiedzy o Zbrodni Smoleńskiej w żaden sposób. Pomijanie tak istotnych faktów o fragmentach – burtach – „bliźniakach” jest drogą na skróty, która nadal nie rozwiązuje zagadki mordu na Delegacji Smoleńskiej*.

* Zdanie odnosi się do recenzji profesora Witakowskiego (portal wpolityce.pl) artykułu dr. hab. Jacka Wójcika – „Mass spectrometry of the soot left after ethylene oxide explosion answers some questions on the crash of Polish Air Force Flight 101” („Spektrometria masowa sadzy pozostałej po wybuchu tlenku etylenu odpowiada na pytania dotyczące katastrofy samolotu nr 101 Polskich Sił Powietrznych”)

00003 – burta z zachowanym fragmentem napsu REPUBLIC OF POLAND (UBLIC Of PO) zbudowana z duraluminium leżąca na bocznej płycie lotniska (pod budą)

71 – burta z polanki schowana za rosochatym drzewkiem na północnej krawędzi obszaru przypisanego tzw. katastrofie smoleńskiej. Choć konstrukcyjnie pochodzi z tego samego miejsca w samolocie co 00003, jest inaczej zniszczona.

Oba fragmenty w wyniku inscenizacji i podmiany wykluczają się i nie można ich przypisać tylko do jednego samolotu.

00003≠71

Yurko

Książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” – obecnie Wydanie II, jak dotąd nie ma w księgarniach i wydawnictwach.

Książka „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” Wydanie II wydrukowana jest na papierze albumowym. Koszt pozostaje bez zmian mimo podwyżki cen papieru, czyli – 60 zł = książka+plakat dwustronny A3+koszt wysyłki.

Podana niżej forma zamawiania jest jedynym sposobem by tę książkę otrzymać.

Jak otrzymać książkę:

przekaż wpłatę na konto PLN
60zł

SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001
dopisz : darowizna na druk książki
właściciel rachunku:
Jerzy Gawryołek

potwierdź wysłanie pieniędzy na mail:

xubs2010@gmail.com

by podać adres wysyłki, gdyż czasem inny adres jest na dowodzie wpłaty.

„Smoleńskie ślady”

„Smoleńskie ślady”

To co chcę napisać wydaje mi się – obiektywnie patrząc – jak najbardziej ważne. Otóż analizując dokumentację tzw. smoleńską dotyczącą głównie miejsca fałszywego złomowiska na miejscu fałszywej katastrofy czyli „polanki samosiejek” jak nazwali owe miejsce smoleńscy blogerzy nie sądziłem, że będzie to trwało aż tyle lat.

Dociekanie prawdy, tej ludzkiej która nam wszystkim ludziom się należy, prowadzić może do różnych ustaleń, ale gdy o tym rozmyślam to i tak dochodzę do miejsca tajemnic które zna tylko sam Bóg. Owszem, są zapewne ludzie żyjący którzy wiedzą o wiele więcej o Zbrodni smoleńskiej niż wszyscy blogerzy smoleńscy razem wzięci, może i znają całą prawdę o niej. Jestem pewien, że tacy ludzie w Polsce żyją z wiedzą „jak było naprawdę” – wiedzą o logistyce przygotowań, jaka była celowość takich a nie innych posunięć, o miejscach prawdziwych zdarzeń a nie fikcyjnych, znają szczegóły odnośnie prawdziwych wydarzeń z czasoprzestrzeni choćby udawania się na Okęcie osób z Listy (list) na Uroczystości w Katyniu.

Jako blogerzy pisaliśmy – wiemy z całą pewnością jak nie było, a o tym jak było określono kilka spójnych hipotez. Ślady medialne, czyli informacje oparte przede wszystkim na spreparowanych materiałach prowadziły lub raczej wiodły za nos do lotniska Siewiernyj w Smoleńsku jakoby tam, między ulicą Kutuzowa a murem Zakładów SMAZ (zajmujących się utylizacją złomu lotniczego) spadł polski samolot z Delegacją 96 osób zasłużonych i ważnych dla Polski w różnych obszarach życia społecznego. Powiedzmy sobie to wyraźnie, że nigdy w katastrofach nazwijmy je państwowych nie giną zwykli ludzie ale ważni z różnych względów dla danego kraju. Tak było i 10 kwietnia 2010r. Trzeba to jeszcze raz powiedzieć, to nie byli ludzie bez znaczenia. Choćby tak jak w katastrofie pod Mirosławcem – tu i tu zginęli generałowie – sumując – za rządów Tuska generałów Wojska Polskiego straciliśmy więcej niż w II Wojnie Światowej.

Ślady smoleńskie prowadziły jak napisałem, siłą rzeczy na lotnisko smoleńskie północne używając narracji oficjalnych dokumentów komisji i podkomisji i sugestii mediów wprost w „łapy”, jak piszą o nim media, największego wroga Polski czyli Putina. To on i jego służby według oficjalnej narracji z „prawej strony” mieli być sprawcami śmierci Delegacji 10.04.10r. Wydaje się to takie oczywiste. Jeśli zamach, to sprawca musi być tylko jeden, tylko Putin.

Wbijano nam do głów, że jeśli ktoś śmie w to wątpić i myśli inaczej, jest zapewne pracownikiem tychże służb, a więc mówiąc pospolicie, jest na pewno ruskim agentem. Kto zaś nie zgadza się z ustaleniami komisji parlamentarnej i podkomisji afirmowanej osobą pana Przewodniczącego także zasługuje na wykluczenie jako ucieleśniony wróg Polski. Zakładamy w ten sposób, że owe opiniotwórcze źródło ma rację zawsze bez względu na fakty.

To straszne, że dotąd, blisko przez 11 lat nie ujawniono prawdziwych zdarzeń, i prawdziwych przyczyn śmierci tak ważnych dla Polski ludzi. Co się z nimi naprawdę stało? To nie są czasy gen. Sikorskiego i gibraltarskich tajemnic, a ludzi chcących prawdę o „Smoleńsku” poznać stygmatyzowano, oczerniano. Gdy okazywało się, że za dużo wiedzieli, ginęli w nie wyjaśnionych do dziś okolicznościach. Tak się dziwnie składa, że nie ginęli za granicą, w Rosji co by upewniło ostatecznie, że faktycznie „katastrofa smoleńska” to jedynie „sprawka Putina” ale ginęli w Polsce. Jeśli ginęli w Polsce oznacza to dwie rzeczy – albo Putin ma tak długie macki (zapomnijmy o suwerenności) albo, co jest najbardziej realne, była to współpraca dwóch stron z podziałem na role z wiedzą i oczekiwaniami szerszego gremium. Takie swoiste Przymierze ponad podziałami. Całkiem możliwe, że „strony” mają nawzajem na siebie tzw. haki. Dokąd więc prowadzą prawdziwe „smoleńskie ślady”? Jakie są więc fakty? Może dlatego dotąd nikt nie poniósł konsekwencji zaniedbań lub świadomych działań o czym nas, Polaków z powagą wielokroć zapewniano? Czy nie jest to zastanawiające?

Spójrzmy na zabójstwo świętego Kapłana i Męczennika, księdza Jerzego Popiełuszki. Tak jak przy tej zbrodni – ktoś ją zlecał, ktoś wykonywał a ktoś nad przebiegiem czuwał. Zbrodnia smoleńska jest jednym z licznych dowodów, że komunizm w Polsce się nie skończył, że dawny aparat nadal odgrywa kluczową rolę i pisze różne scenariusze, które wdrażane są w życie nawet wtedy kiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy. Powstały i powstają tylko nowo-stare twory tzw „ugrupowania partyjne” przykrywające właściwe struktury pod nowoczesnymi nazwami urzeczywistnione słupkami sondażowni. Widz faktów telewizyjnych czyli najzwyczajniej w świecie medium zaczadzania i ogłupiania społeczeństwa traci swój obywatelski instynkt który po równi pochyłej dezinformacji zbliża się do zera i kompletnie nie odróżnia już fikcji od prawdy. A na co najbardziej się nabiera? Na strach. Strach opanował skutecznie wiele milionów ludzi, a media i ich przekazy nie informowania ale zastraszania, mutują się coraz bardziej jak przysłowiowy coronawirus wśród zaszczepionych. Nie łudźmy się więc, że z telewizji coś usłyszymy prawdziwego lub czegoś prawdziwego się dowiemy. Stacje nadawcze i to obojętnie które, stosują te same metody. A Prawdziwe życie toczy się poza telewizorem.

Dla wąskiej grupki „ludzi smoleńskich” – blogerów oraz dla wielu setek tysięcy „cichych”, prawych ludzi jest oczywistą oczywistością, że w Smoleńsku nie było „katastrofy smoleńskiej” i że wiele z nią związanych prawdziwych wydarzeń miało miejsce w Polsce. Wiele bowiem „bliźniaczych śladów” o tym mówi. Taki monitoring na przykład. Działa wszędzie, w każdej sferze życia publicznego. I na Okęciu i w Smoleńsku nie zadziałał. Jak tłumaczono – zepsuły się kamery, tu i tu. Czy to nie swoiste kuriozum? Elementów synchronizacji było więcej. Dziewięć satelitów które nagle równocześnie oślepły, też odegrały swoją rolę. Nie zobaczyliśmy więc, jak rodziny żegnają swoich bliskich ale i nie zobaczyliśmy, jak to bywało w wielu przypadkach na świecie, jak rozbija się „prezydencki tupolew”. Media światowe dość skwapliwie takie wydarzenia publikują jako newsy które przyciągną jeszcze większą oglądalność. Najwyraźniej, chciano uniknąć fatalnych wpadek przy „zamachu” 9/11. Ówczesne live pokazało z jakim ryzykiem jest powiązane pokazywanie na żywo fałszywych katastrof.

Nie zawsze więc nawet tak skrupulatnie przygotowana mistyfikacja przynosi oczekiwany rezultat. Dlatego w przypadku „Smoleńska”, w przypadku „wylotu” oglądalność miała być równo zeru. To samo już w Smoleńsku – zarejestrowanego filmu kamerami czy też telefonami komórkowymi „upadku prezydenckiego samolotu” wykonującego rzekomo ekwilibrystyczne figury i ryjącego dziobem ziemię po przeoraniu gleby skrzydłem – niestety nie ma i wszystko wskazuje, że nie było, tak jak nie było „katastrofy smoleńskiej”. bez względu jak ją zalegendowano. Przelatującego samolotu w wyznaczonym czasie „zero” ze wschodu na zachód albo od zachodu na wschód, obojętnie, próbującego lądować w dymie palących się wokół łąk, i w sztucznie wytworzonej mgle, poza Iłem Frołowa mającym takie same silniki jak tupolewy, nikt z oczekujących oficjeli na Delegację nie widział i nie słyszał. Jak pamiętamy, długo bo wiele tygodni, trwało dopasowywanie czasu „zero” do dokumentów MAK. Do wyjaśnienia tutaj pozostaje informacja o Delegacji, która „już tu jest”, „przyleciała godzinę temu” – jaki był jej skład i jakie były okoliczności wcześniejszego przybycia (czy od zachodu?), dlaczego „godzinę wcześniej” oraz czy te osoby żyją (?), czy też to właśnie ich ciała zostały podrzucone na smoleńskie błoto z fałszywym złomem. (Fałszywa szachownica lewego skrzydła, fałszywe fotele, burty = fałszywa katastrofa) Logika mówi, że musiała to być nieduża grupa osób. Jak wyglądała odprawa, jeśli ta grupa wylądowała wcześniej np. Jakiem? Czy to im odebrano paszporty i oderwano wojskowe oznaczenia zanim zginęli? Może dokumenty Ofiar wędrowały z Polski do Rosji i z powrotem?

Wracając do Okęcia trzeba zapytać z kolei – kto w feralną sobotę „czuwał” na Okęciu, kto sprawował kontrolę, zabezpieczał teren? Kto miał zadbać o bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie? Sporo tych pytań bez odpowiedzi, ale czas pokaże czy takimi pozostaną.

Yurko
Uroczystość Chrystusa Króla 21.11.2021

Dzięki zmianom – mimo plandemii, książka pt.”Kłamstwu na odlew” która trafia do Państwa rąk, jest teraz tańsza.

Zamawianie mojej książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej”, Wydanie II poprawione, 266 stron, pełny kolor (wydana na papierze albumowym, dedykowana „ludziom smoleńskim”, mnóstwo fotografii i analiz, dodatkowo plakat A3 dwustronny poglądowy jak fałszowano obraz złomowiska).

książka, + plakat, + wysyłka – razem 60zł.

przekaż wpłatę na konto PLN

SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001

dopisz : darowizna na druk książki

właściciel rachunku: Jerzy Gawryołek potwierdź na mail: xubs2010@gmail.com