Moja ulubiona teoria spiskowa

Moja ulubiona teoria spiskowa

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    12 maja 2026 michalkiewicz

Co było najtwardszym jądrem systemu komunistycznego? Najtwardszym jądrem była bezpieka – co wyszło na jaw w stanie wojennym, kiedy to na rozkaz bezpieczniaków, internowany został Edward Gierek i jego pierwszy minister Piotr Jaroszewicz. Nie chodziło o to, że Gierek, czy Jaroszewicz stwarzali jakieś zagrożenie dla socjalizmu, czy sojuszów. Ani jednemu, ani drugiemu taki pomysł nie przyszedłby do głowy nawet w gorączce. Chodziło wiec o to, by przy pomocy tej aluzji dać tubylczemu narodowi do zrozumienia, że partia już się nie liczy. Oto wpakowaliśmy za kratki pierwszego sekretarza i co? I nic – ani jeden głos nie podniósł się w jego obronie. Toteż bezpieka wojskowa i cywilna administruje w pełnej zgodzie i harmonii stanem wojennym – aż do roku 1984.

Wtedy dochodzi do fermentacji w ZSRR, którym wcześniej rządzili sklerotyczni starcy: Breżniew, Andropow i Czernienko, co to nie byli już w stanie zareagować na erozję systemu jałtańskiego – czy bronić go do upadłego, czy zrobić coś alternatywnego. Musiały tam trwać przygotowania do zmiany na szczytach władczy, które przełożyły się na sytuację w naszym nieszczęśliwym kraju. Nie było bowiem bez znaczenia, kto będzie wykonywał nowe rozkazy z Moskwy. Toteż jesienią 1984 roku doszło do konfrontacji między wywiadem wojskowym i bezpieką „cywilną”, czyli SB, czego zewnętrznym wyrazem było zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki. Warto przypomnieć, że generał Kiszczak powiedział wtedy, że to morderstwo miało „uderzyć w generała Jaruzelskiego”, czyli w wywiad wojskowy.

Ta wojna zakończyła się już w maju 1985 roku, zaraz po tym, jak w marcu 1985 roku nowy sekretarz KC KPZR Michał Gorbaczow, spotkał się w Genewie z prezydentem Ronaldem Reaganem, któremu zaproponował, by wspólnie ustanowili nowy porządek polityczny w Europie – a ZSRR odstąpi od desperackiej obrony porządku jałtańskiego. Ze wszystkich stanowisk pytajnych i państwowych został zdymisjonowany gen. Mirosław Milewski, co świadczyło, że na placu boju pozostał wywiad wojskowy. Miało to przełożenie na przełomie lat 80-tych i 90-tych, kiedy to SB została poddana „weryfikacji”, podczas gdy wywiad wojskowy przeszedł transformację w szyku zwartym i jako Wojskowe Służby Informacyjne, nadzorował prawidłowy jej przebieg.

Oferta sowiecka została przez Amerykanów przyjęta – o czym świadczyły regularne, coroczne spotkania obydwu przywódców, podczas których szczegóły nowego porządku były stopniowo konkretyzowane. I już na następnym spotkaniu w Rejkjaviku na Islandii w roku 1986 okazało się, że istotnym elementem tego nowego porządku będzie ewakuacja imperium sowieckiego ze Środkowej Europy. Ta ewakuacja nastąpiła co prawda prawie 10 lat później – ale wtedy pojawiła się wiarygodna informacja, że tak będzie – która wywołała ogromny rezonans w państwach Europy Środkowej, w których rozpoczęły się przygotowania do sławnej transformacji ustrojowej. Wiadomo było bowiem, że jak tylko Sowieci się ewakuują, to ten ustrój, jakiego świat nie widział, nie przetrwa długo, więc trzeba zawczasu przygotować się do nowego ustroju.

W nowym ustroju, o pozycji społecznej i politycznej będzie decydował stan posiadania, toteż środowisko władzy, czyli tzw. „nomenklatura” rozpoczęło gromadzenie majątków poprzez rozkradanie majątku państwowego. Służyły temu celowi spółki nomenklaturowe i „afery” – na przykład afera Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, w ramach której bezpieka ukradła 1640 mln dolarów, teoretycznie wyasygnowanych na skupienie polskich weksli na międzynarodowym rynku finansowym.

To był jeden z systemowych nurtów przygotowań do transformacji ustrojowej, Drugim systemowym nurtem była selekcja kadrowa w strukturach opozycyjnych, by w jej następstwie wyłonić taką reprezentację społeczeństwa, do której wywiad wojskowy miałby zaufanie i z którą podzieliłby się władzą w taki sposób, by jego pozycji nic nigdy zagrozić nie mogło. I tak się stało. Na czele reprezentacji społecznej, jako papierek lakmusowy, został postawiony Kukuniek, otoczony przez przedstawicieli „lewicy laickiej”, czyli dawnych stalinowców, którzy mimo różnych dąsów – zachowali serca po lewej stronie – jak przykazał Stalin. Ukształtowany wtedy system polityczny przetrwał do dnia dzisiejszego z tym, że nazwy tworzących go formacji wprawdzie się zmieniają, ale nie zmienia się sprawa zasadnicza. Chodzi o to, by ani z jednej, ani z drugiej strony nie pojawiła się żadna polityczna alternatywa. Toteż – uprzedzając nieco chronologię – kiedy wskutek niedopatrzenia się pojawiła w postaci Konfederacji, zarówno Volksdeutsche Partei, jak i PiS, ponad podziałami dążą się jej neutralizacji i wyeliminowania.

Ale oprócz tych systemowych przygotowań do transformacji ustrojowej pojawił się nurt trzeci – przygotowań prywatnych. Bezpieczniacy są wprawdzie zdemoralizowani, co się objawia w gotowości służenia każdemu, kto im obieca możliwość pasożytowania na historycznym narodzie tubylczym – ale inteligentni i spostrzegawczy. Dążąc do zagwarantowania sobie osobistej polisy ubezpieczeniowej na wypadek, gdy Sowietów już tu nie będzie, postawili na odwrócenie sojuszy, to znaczy – zawczasu przewerbowali się na służbę do naszych nowych sojuszników w słusznym – jak się okazało – przekonaniu, że oni nie dadzą im – jako swoim agentom – zrobić krzywdy. Tedy jedni przewerbowali się do służb amerykańskich, inni – do niemieckiej BND, jeszcze inni – do izraelskiego Mosadu, a reszta została przy rosyjskim GRU.

W ten sposób ukształtowały się trzy stronnictwa, które rotacyjnie administrują naszym nieszczęśliwym krajem: Stronnictwo Ruskie – obecnie w konspiracji, Stronnictwo Pruskie – obecnie u steru oraz Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, pragnące do steru powrócić. Zależności, jakie się w trakcie transformacji ustrojowej ukształtowały, przetrwały do dnia dzisiejszego na skutek dwóch czynników. Pierwszym z nich jest dziedziczenie pozycji społecznej, w ramach którego dzieci agentów zostają agentami. Mamy więc całe bezpieczniackie dynastie, które mogliśmy obserwować choćby podczas konferencji „Most” w czerwcu 2015 roku. Drugim czynnikiem jest agentura. Werbowana i za komuny i za „wolnej Polski” obsadziła wszystkie kluczowe dla życia państwowego i publicznego miejsca i za jej pośrednictwem poszczególne stronnictwa ręcznie sterują nie tylko życiem państwowym, ale całym życiem publicznym, religijnego odcinka nie wyłączając.

A przypominam to wszystko w związku z zamieszaniem, wywołanym przez pana prezydenta Karola Nawrockiego, który zamierza opublikować „Aneks” do „Raportu o Rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych”, których oficjalna nieobecność jest tylko wyższą formą obecności.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Zarejestrowany jako TW „Michał” szef banku z afery FOZZ został… prezesem Banku Pekao. Bardzo Stare Kiejkuty…

Zarejestrowany jako TW szef banku z afery FOZZ został… prezesem Banku Pekao TW/Michał niezalezna/zarejestrowany-jako-tw-prezes-banku-z-afery-fozz

Rada Nadzorcza Banku Pekao powołała Cezarego Stypułkowskiego na prezesa. Stanowisko obejmie od 5 października br – podał bank w komunikacie. W 1991 r., w wieku 35 lat, Stypułkowski został prezesem Banku Handlowego, który w okresie transformacji ustrojowej odegrał kluczową rolę w aferze FOZZ. Z dokumentów IPN wynika że Stypułkowski w 1988 r. został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa pseudonim „Michał”. Do niedawna Stypułkowski był prezesem mBanku – tego samego, który przed wyborami parlamentarnymi udzielił Platformie Obywatelskiej ogromnego kredytu.

7 czerwca 2017 roku zarząd nad Bankiem Pekao SA przejęły spółki Powszechny Zakład Ubezpieczeń i Polski Fundusz Rozwoju, których kontrolne pakiety akcji posiada Skarb Państwa. Dlatego bank ten – przed rządami PiS należący do międzynarodowego banku Unicredit – jest tak istotny dla polskiego państwa. I dlatego zapewne nowym prezesem, za rządów PO, został Cezary Stypułkowski.

Dzisiaj rada nadzorcza Banku Pekao S.A. powołała Cezarego Stypułkowskiego na prezesa zarządu banku oraz włączyła w skład zarządu – poinformowano w komunikacie giełdowym. Dodano, że Stypułkowski obejmie stanowisko z dniem 5 października br., pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego, a do tego czasu pracami zarządu będzie kierował Robert Sochacki.

Przekazano również, że powołano w skład zarządu i na stanowisko wiceprezesa banku Roberta Sochackiego oraz Dagmarę Wojnar. Sochacki obejmie funkcję 10 lipca br., a Wojnar 18 lipca br. Dodano, że Sochacki złożył rezygnację z członkostwa w radzie nadzorczej banku z dniem 9 lipca 2024 roku w związku z powołaniem w skład zarządu.

Kim jest nowy prezes Pekao? 

To były członek PZPR, który w stanie wojennym, od 1981 r., był doradcą Ministra ds. Reform Gospodarczych w Urzędzie Rady Ministrów. [A miał wtedy 21 lat… taki geniusz. md]

W latach 1987–1988 Stypułkowski pełnił funkcję doradcy premiera oraz sekretarza Komitetu Rady Ministrów ds. Reformy Gospodarczej. W 1991 r., w wieku 35 lat, został prezesem Banku Handlowego, który w okresie transformacji ustrojowej odegrał kluczową rolę w aferze FOZZ. Z dokumentów IPN wynika że Stypułkowski w 1988 r. został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa pseudonim „Michał”.

W 2002 Stypułkowski brał udział w wypadku samochodowym, w którym zginęli trzej młodzi chłopcy. W 2006 r. „Gazeta Polska” pisała:

Prezes [Stypułkowski] nawet nie próbował zwolnić. Dotarliśmy do dokumentu, w którym biegły sądowy ocenia, że winnym śmierci trzech osób jest były prezes PZU. Wymknął się jednak odpowiedzialności sądowej, a w pierwszą rocznicę śmierci trzech nastolatków wysłał ich rodzinom listy. Podkreślał w nich, że w sumieniu czuje się niewinny oraz… przekazywał wyrazy współczucia.

Do niedawna Stypułkowski był prezesem mBanku, który tuż przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi udzielił PO kredytu na kwotę 25 mln zł. Większościowym akcjonariuszem mBanku jest niemiecki Commerzbank AG, którego największym udziałowcem jest z kolei… niemiecki rząd. Szefem rady nadzorczej Commerzbanku jest były doradca Angeli Merkel, a prezesem zarządu – Manfred Knor, który otwarcie dawał do zrozumienia, że czeka na zmianę rządu w Polsce.

Marzenia „dziewcząt” i starszych panów

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5123 17 lutego 2022

Powiadają, że pośpiech wskazany jest w dwóch przypadkach: przy biegunce i przy łapaniu pcheł. No dobrze – a jak jest w przypadku łapania pluskiew? Nie chodzi oczywiście o insekty, chociaż i z nimi bywają problemy. Melchior Wańkowicz w jednym ze swoich reportaży wspomina pobyt w hotelu – bodajże w Stambule – gdzie w pokoju roiło się od pluskiew. Poszedł do recepcjonisty w nadziei, że on coś temu zaradzi. Okazało się, że funkcję tę sprawuje biały Rosjanin, więc Wańkowicz zwrócił się do niego po rosyjsku: „czort znajet, kłopy…” – „Da, ani prakliatyje, kak abliezut…” – odpowiedział recepcjonista ze zrozumieniem i współczuciem.

W tym przypadku nie chodzi o insekty, ale o urządzenia podsłuchowe, zwane potocznie „pluskwami”. Jak wiadomo, są one powszechnie stosowane w tajnych służbach, a także – wśród kelnerów, zwłaszcza w nieistniejącej już dzisiaj restauracji „Sowa i przyjaciele”, która z tego powodu została natychmiast przez warszawską ulicę przechrzczona na restaurację „Pod pluskwami”. W ogóle były w Warszawie restauracje, które potocznie nazywały się inaczej, niż oficjalnie – na przykład restauracja naprzeciwko warszawskiego Pałacu Mostowskich, w którym za pierwszej komuny była Stołeczna Komenda Milicji Obywatelskiej, a teraz – Stołeczna Komenda Policji. Restauracja ta potocznie nazywana była Pod pałami”. W tym Pałacu Mostowskich byłem w 1988 roku przesłuchiwany przez funkcjonariusza SB w związku z przyłapaniem mnie na przewożeniu „bibuły” – ale ponieważ trwały już przygotowania do „okrągłego stołu”, to skończyło się na tym, że ów funkcjonariusz kazał mi „wypierdalać”. Ciekawe, czy pani Marta Lempart i jej wściekłe przyjaciółki nie czerpią przypadkiem z tego źródła inspiracji dla swego kultowego zawołania?

Zebrało mi się na takie wspominki na wieść, że w zamian za obietnicę powierzenia mu stanowiska przewodniczącego sejmowej komisji śledczej, która ma wyjaśnić nie tylko aferę zbrodniczego „Pegasusa”, ale w ogóle – wszystkie przypadki inwigilacji, bodajże od roku 2005 do 2021 – Wielce Czcigodny Paweł Kukiz zgodził się przejść na jasną stronę Mocy, to znaczy – poprzeć nieprzejednaną opozycję pod wodzą Wielce Czcigodnego posła Pupki, porte parole szefa Volksdeutsche Partei Donalda Tuska – w głosowaniu za powołaniem komisji śledczej, czemu sprzeciwia się obóz „dobrej zmiany”. W ogóle w sprawie inwigilacji przy pomocy zbrodniczego, chociaż z drugiej strony, nie zapominajmy – izraelskiego „Pegasusa– odbyło się w Parlamencie Europejskim wysłuchanie pana mecenasa Romana Giertycha, który wraz z wielce Czcigodnym panem Brejzą, a także – horrible dictu – samym Donaldem Tuskiem – był inwigilowany. Jestem pewien, że po tym „wysłuchaniu” nie znajdzie się w naszym nieszczęśliwym kraju ani jeden niezawisły sąd, który odważyłby się aresztować pana mecenasa Giertycha, nie mówiąc już o skazaniu.

Gdyby tak postępował każdy skrzywdzony przez faszystowski reżym Jarosława Kaczyńskiego, to mogłoby się okazać, że w Polsce w ogóle nie ma, ani nigdy nie było żadnej przestępczości zorganizowanej – tylko czy Parlamentowi Europejskiemu wystarczyłoby czasu, żeby tak wszystkich wysłuchiwać? Tedy w czynie społecznym przypominam, że procedura jest taka; kiedy na schodach usłyszymy kroki, natychmiast odwracamy się na łóżku do ściany i popadamy w nirwanę tak, żeby prokurator przedstawiał zarzuty naszej dupie, dzięki czemu unikniemy statusu osoby podejrzanej, a potem, przez obficie smarowany złotem łańcuch znajomości, albo na zasadzie: róbmy sobie na rękę – załatwiamy sobie wysłuchanie w Parlamencie Europejskim – i po krzyku.

Więc skoro Wielce Czcigodny Paweł Kukiz przeszedł na jasną stronę Mocy, to komisja śledcza na pewno powstanie, tylko – czy cokolwiek wyjaśni? Doświadczenia ostatniej komisji śledczej w sprawie „Amber Gold” pokazują, że prawdopodobnie i ta nie wyjaśni niczego, bo wiadomo, że „nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go!” Wprawdzie Wielce Czcigodny Paweł Kukiz ma nadzieję, że ta komisja nie przekształci się w kolejną polityczną jatkę, ale wiadomo, że nadzieja, to matka głupich, a poza tym Wiece Czcigodny Paweł Kukiz, kiedy już odda głos za utworzeniem komisji, nie będzie nieprzejednanej opozycji do niczego potrzebny, a kto wie – może nawet go wydymają i nie dadzą mu zostać przewodniczącym?

Bo komisja, która przyznałaby sobie prawo badania przypadków inwigilacji na przestrzeni ostatnich 15 lat, w gruncie rzeczy działałaby przeciwko bezpieczniackim watahom, poczynając od Wojskowych Służb Informacyjnych, poprzez ABW do CBA, dla którzy rząd, za pośrednictwem bezpieczniackiej firmy, kupił zbrodniczego „Pegasusa”. Mowy zatem nie ma, by taka komisja cokolwiek wyjaśniła, poczynając od podstawowej sprawy: ilu będzie w niej zasiadało konfidentów WSI, Urzędu Ochrony Państwa, ABW, CBŚ, CBA, SKW, SWW – i tak dalej, i tak dalej.

W tej sytuacji tyle naszego, że możemy puścić wodze fantazji. „Kłębami dymu niechaj się otoczę, niech o komisji pomarzę, wpółsenny” – że pozwolę sobie w ten sposób strawestować Wieszcza. Kiedy tak puszczam wodze fantazji, to wyobrażam sobie, że komisja wyjaśnia na przykład sprawę operacji „Menora”, w której inwigilacji, a nawet rozmaitym szykanom i psim figlom zostałem poddany wraz z panem profesorem Jerzym Robertem Nowakiem i Waldemarem Łysiakiem. Chodziło o to, że nasza trójka przygotowywała na rocznicę powstania w getcie warszawskim coś tak okropnego, że nawet między sobą utrzymywaliśmy to w ścisłej tajemnicy – ale energiczna akcja ABW zapobiegła katastrofie, w której – jak się domyślam – tylko premie finansowe były prawdziwe. Ta operacja, o której przypadkowo dowiedziałem się z opóźnieniem, prowadzona była w okolicach roku 2012, a więc za rządów Donalda Tuska. Może w tej sytuacji szef Volksdeutsche Partei załatwiłby mi wysłuchanie w Parlamencie Europejskim? W końcu – jak mawiał pewien biskup-sybaryta – „azaliż tylko dla grzeszników Pan Bóg stworzył rzeczy smaczne?” Skoro mógł się tam wyżalić pan mecenas Roman Giertych, to dlaczego nie ja?

Me too – mógłbym powtórzyć tam za panienkami, co to – jak sobie teraz przypominają – były gwałcone przez całe lata – oczywiście z przerwami na sen i na posiłki.

Ale nie tylko na swoich prywatniackich sprawach by mi zależało, bo przecież – puszczamy dalej wodze fantazji – komisja mogłaby wyjaśnić też sprawy związane z prowadzoną przez ABW operacją „Temida, której celem był werbunek konfidentów w środowisku niezawisłych sędziów. Kto nakazał przeprowadzenie tej operacji, kto ją prowadził, ilu niezawisłych sędziów zostało zwerbowanych, jaka była przedtem i potem ich kariera zawodowa, jakie stanowiska zajmują obecnie i do jakiej partii politycznej należą, czy do opozycyjnych wobec rządu partii „Iniuria” i „Themis”, czy też do jakiejś rządowej?

I tak dalej – a przecież są jeszcze Wojskowe Służby Informacyjne, których oficjalnie nie ma – ale ta oficjalna nieobecność jest tylko wyższą forma obecności? Co z nimi? „Bo miewamy często głupie sny, ale potem się budzimy i…” – śpiewał Wojciech Młynarski, który tylko przez modestię nie dodawał, że budzimy się jak zwykle – ale z ręką w nocniku.