Życie to teatr

Miksa: Życie to teatr

Rosyjski pisarz Wiktor Pielewin, w jednej ze swoich książek stwierdził, że „życie to teatr”. Natomiast w Polsce od trzech dekad królują spektakle oparte na kanwie twórczości dwóch wybitnych dramaturgów Jarosława Kaczyńskiego oraz Donalda Tuska. Przez kilka dekad potrafią swoją twórczością skupić na sobie wzrok i słuch milionów Polaków. Czasem bawią, czasem zmuszają do refleksji a innym razem straszą. Wystawiane na podstawie ich twórczości dramy mają mieszaną obsadę. Mamy tu zarówno aktorów o długim stażu aktorskim jak i mało doświadczony narybek. Klakierzy w nagrodę za bicie braw obsadzają główne role, a starzy wyjadacze sceniczni, tracą pozycje z dnia na dzień.

Jest to ewenement na skalę Europy i Świata. Żeby dwóch dramaturgów potrafiło zdominować scenę w jednym państwie na tak długie lata. Pozornie skrajnie odmienni a jednak nie potrafiący bez siebie żyć. Napędzają się i wspierają w trudnych momentach. Kiedy wydaje się, że nadchodzi kres jednego z nich i jego dramaty trafią do lamusa, to drugi przychodzi mu z odsieczą. Ich ostatnia sztuka została wystawiona na ulicy mimo chłodnego jesiennego wieczoru, w centrum Warszawy. Choć role były rozpisane klasycznie, to jednak cała reszta, to wypisz wymaluj teatr eksperymentalny. Aktorzy i widzowie dzielą tę samą przestrzeń i jest to przestrzeń miejska. Można tu dostrzec wpływy Jerzego Grotowskiego i jego laboratorium artystycznego. Teatr traktowany jest tu jako miejsce badań nad możliwościami ludzkiego ciała, głosu i psychiki. Jest spora dawka improwizacji oraz odniesień do polskich mitów – husaria, ZOMO, stan wojenny.

Fajne jest również to, że dwaj autorzy dramatu sami często grają w nich ważne role. Tak było i tym razem. Jarosław Kaczyński zagrał na głównej ulicznej scenie a Donald Tusk czując ducha teatru eksperymentalnego wystąpił w innym miejscu Warszawy, choć też w centrum.

Jednym z największych zaskoczeń jest rola odgrywana przez Grzegorza Brauna, dotychczas w dramatach obstawiano go w podrzędnych rolach czarnych charakterów, a tym razem pozwolono mu wystąpić w epizodzie z Kaczyńskim, to wielka nobilitacja i powrót na salony. Talent aktorski Brauna został w końcu dostrzeżony i zanosi się że w przyszłym roku, to on będzie należał do aktorów występujących w najbardziej kasowych sztukach i to w roli protagonisty.

Bardzo zgrabnym motywem był ten akt spektaklu w którym Karol Nawrocki wraca z Czarnego Lądu przez morze. To jest kapitalne nawiązanie do hetmana Czarneckiego, który dla ojczyzny ratowania wrócił się przez morze. Najsłabiej wypadli aktorzy grający ochronę prezydenta, mieli to być aktorzy zawodowi a tymczasem zagrali jak chałturzyści.

Tylko służby specjalne uznały, że widownia i część aktorów, to element kooperacji polsko-rosyjskiej. Biorąc pod uwagę fakt, że tylko w samej Moskwie jest około 250 teatrów a Konstatnin Stanisławski to Rosjanin, tęgie głowy smutnych panów mogą słusznie dedukować.

Nasz teatr „dwóch tenorów” absorbuje całe pokolenia, absorbuje potencjał państwa. Wystawny, hałaśliwy, pełen groteski i dramaturgii, bogaty a przy tym drogi. Kiedy Chińczycy ciągną autostrady nad korytami rzek, my ciągniemy długie szpalery białych kasków aby te broniły konstytucji przed Narodem. Sztuki wystawiane w Polsce Anno Domini 2026, jako żywo przypominać zaczynają te rodem z wieku XVIII. „Miałeś chamie, złoty róg …”.

Arkadiusz Miksa