
Autor artykułu Marek Wójcik 18. lutego 2026 po-co-publikuja-dokumenty-epsteina
Wyobraź sobie, że jesteś szantażowany. Stoisz wysoko w hierarchii władzy, jesteś prezydentem USA. W ciągu jednego roku premier maleńkiego kraju odwiedza cię siedem razy i grozi opublikowaniem kompromitujących materiałów, jeśli nie spełnisz jego wielkiego marzenia i nie zaatakujesz silnie uzbrojone państwo – wroga tego szantażysty. Masz do wyboru wywołać trzecią wojnę światową lub odebrać szantażyście jego moc i samemu opublikować te materiały. W obu przypadkach skutek musi być katastrofalny.
Tak, Trump nie dążył do pokazania dokumentów śledztwa tej ohydnej zbrodni, ale wyraził w końcu zgodę na ich publikację. W ten sposób Netanyahu został wystrychnięty na dudka i nie ma już czym grozić swojemu „przyjacielowi” [no, usunięciem z Urzędu we wstydzie – oraz śmiercią – można zawsze. MD].
Zaczernione w dokumentach nazwiska sprawców zostaną bez trudu rozpoznane nawet przez mainstreamowych pseudodziennikarzy. Jedni „odkryją” sprawstwo demokratów, inni republikanów. Tę grę medialno-polityczną znają chyba wszystkie narody naszego globu.

Źródło: Telegram 16.02.2026 r. 15:49.
Jeśli moje, przedstawione na wstępie analizy są słuszne, zobaczymy wkrótce bardziej niezależną od koszernego ogona machającego psem, politykę Stanów Zjednoczonych. Zbliżające się na jesieni półmetkowe wybory (midterm 2026) w USA są poważną przeszkodą dla dyktatorskich zapędów Trumpa. Z reguły słuszne założenia, takie jak wyrzucenie z kraju nielegalnych migrantów nie musiały być przecież realizowane w takim pośpiechu, który nieuchronnie powoduje spadek poparcia dla takiej polityki. Jeszcze gorzej wypadła walka z wenezuelskimi rybakami na Morzu Karaibskim (według Trumpa Amerykańskim).

Źródło: Telegram 13.02.2026 r. 20:58.
Oczywiście, że na wyspie Epsteina odbywały się często kryminalne orgie, które doprowadzały nieraz do śmierci ludzi. Nie wszyscy, którzy przebywali na tej wyspie, brali w nich udział. Jasne, że wśród multimilionerów są tacy, którzy szukają nielegalnych, czytaj zbrodniczych przeżyć. Z obawy przed wykryciem nie organizowali tego sami, a tu podawano im je na talerzu – nieraz nawet dosłownie. Ci, których takie „atrakcje” nie interesują przybyli na wyspę zboczeńców po to, by nawiązać ważne kontakty niekoniecznie cielesne. Miliarder nie musi lecieć na wyspy dziewicze, by zaznać przyjemności, może je sobie zapewnić we własnej okolicy.
Dla biedniejszych niedysponujących nawet milionem dolarów pobyt na tej wyspie wiązał się z przyspieszeniem kariery. Nikt im nie zarzuci antysemityzmu czy innej bzdury, by rzucać kłody na drodze ku szczytom władzy. Takie posłuszne marionetki ma praktycznie każde państwo w swoich ośrodkach władzy.

Chciałbym podkreślić, że samo przebywanie na wyspie Epsteina i także wspólne, zmontowane lub nie, zdjęcia nie są dowodami winy. Równie dobrze można zarzucić policjantom zachowanie kryminalne, skoro mają do czynienia z przestępcami.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com