Najgorszym ze wszystkich możliwych sposobów ratowania klimatu na ziemi, jest powierzenie tej życiowo ważnej sprawy największym sprawcom zatrucia naturalnego środowiska. A oni zabrali się do tej sprawy profesjonalnie. Skoncentrowali się na dwóch podstawowych aspektach: propagowanie agendy ochrony klimatu, by przekonać świat o zagrożeniu, oraz zorganizowanie przepływu wielkich pieniędzy, które pod pozorem pomocy dla biednych krajów lądują w formach projektów klimatycznych w korporacjach „obrońców klimatu”. Biednym krajom pozostają długi i ich odsetki, koncernom pozostają lukratywne projekty.
Jak to pomaga środowisku? Wcale nie pomaga – usypia jedynie poczucie winy tych, którzy są obwiniani za wydychanie zbyt dużej ilości dwutlenku węgla, czyli nas, zwykłych mieszkańców naszej planety.
Przez ostatnie pół wieku z powierzchni Ziemi zniknęło 50% lasów tropikalnych.
Żarliwi obrońcy zakłamanej agendy klimatycznej wpadli na nowy genialny pomysł: największym zagrożeniem dla kobiet w ciąży i noworodków nie jest wszechobecna trucizna w wodzie, w powietrzu, w jedzeniu, w szczepionkach i ta rozpylana nad naszymi głowami. Zagrożeniem jest globalne ocieplenie. Dajcie więcej pieniędzy, by ratować naszą planetę! Takie wyzwanie rzucono światu przed listopadową konferencją pseudo=klimatyczną ONZ w Antalii (Turcja).
Pieniądze formalnie płyną do „krajów rozwijających się” – ale nie trafiają w formie gotówki do wiosek. Przepływają przez system, a w systemie tym pracują niemal wyłącznie aktorzy z Zachodu.
Pamiętacie może jeszcze tę szwedzką dziewczynkę z warkoczem? Greta Thunberg – córka matki Deep i ojca State, zdążyła zapomnieć o ochronie środowiska. Postawiła na obronę nacji zagrożonych ludobójstwem. Z marnym efektem. Na jej ostatnim wystąpieniu podczas festiwalu filmowego w Zurychu przybyło aż 40 widzów, podczas gdy 260 miejsc pozostało pustych. Źródło.
Tak, globaliści, Deep State, czy jak ich tam jeszcze nazwać, chwytają się brzytwy, by zyskać jakieś wsparcie w społeczeństwie i kiepsko to im wychodzi. Wprowadzają przy tym jedynie zamieszanie w i tak już bardzo skomplikowanej sytuacji.
Nie wygląda to dla nich dobrze, skoro Trump dogadał się z Putinem i znosi sankcje gospodarcze przeciwko Rosji. Jak na to odpowie Unia globalistycznej Europy? Pewnie kolejnymi bezzębnymi sankcjami, ponieważ europejska biurokracja już od dawna choruje na szkorbut.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Ostatnio mamy do czynienia z dwoma procesami dotyczącymi mediów. Jeden jest to proces sądowy i dotyczy Onetu i sprawy wytoczonej mu przez prezydenta Nawrockiego, drugi – to proces operacji finansowej gdzieś za Oceanem, której reperkusje – jak to w globalnym świecie – odczujemy i my, mowa tu o zmianie właściciela telewizji TVN.
Ja, jako (były) człowiek mediów nie mogę przepuścić takiej okazji do skomentowania nie tylko tych wypadków, ale i znaków, które z nich wynikają. Są to znaki nieskrywanej już walki politycznej o media, czyli rząd nad duszami Polaków, jeśli ci jeszcze mają duszę. Mówię tu o zbiorowej duszy instynktu samozachowawczego objawiającej się w postaci tzw. opinii publicznej. Do dziś trwają – już coraz bardziej ucichające dyskusje na temat typu „co było pierwsze: jajko czy kura”, – dyskusje o mediach: czy to media podążają za opinią publiczną, serwując miłe jej treści, czy odwrotnie – media swą przemożnością kształtują odbiorców w kierunkach dla siebie wygodnych do skomercjalizowania, a ostatnio – do ideologicznego ukierunkowania. Mowa tu o ucichającej dyskusji, gdyż ten jajo-kurczy dylemat zdaje się być definitywnie rozwiązany, co nie będzie bez znaczenia w przypadku omawiania naszych jak najbardziej realnych przykładów.
Co kręci mediami?
Tak, to media kształtują dość dowolnie publiczność, układając ją w całe paczki czy to do sprzedaży komercyjnych zasięgów, czy to do tworzenia całych baniek ideologicznych, w których pobywają miliony konsumentów, tym razem politycznej papki. Jak wyglądają techniki takiego kształtowania:
Technologiczna wszechobecność. Media muszą być zawsze przy odbiorcy. Komunikacja mobilna święci tryumfy, gdy w rękach podrzędnego odbiorcy znajdują się urządzenia jeszcze pięć lat temu oceniane jako superkomputery. Konsumenci, w tym konsumenci ideologiczni, są pod stałą presją, a właściwie nadzorem mediów, kształtowani nie tylko ich wszechobecnością, ale całymi algorytmami poznawczymi, które uwzględniają wręcz indywidualny poziom preferencji odbiorcy. I tu – uwaga! – preferencji często wdrukowanych na zasadzie sprzężenia zwrotnego spirali: nasza treść – reakcja odbiorcy – korekta treści w pożądanym kierunku – nowa reakcja odbiorcy. I tak bez końca. Jako, że algorytmy oceniają zachowania komunikacyjne odbiorcy – są one w stanie zbadać, uwzględnić jego reakcję oraz skorygować przekaz: zmienić go albo wzmocnić.
Bańkowość. Media sprzyjają tworzeniu się baniek informacyjnych. Są one wykorzystywaną koniecznością. Koniecznością, gdyż treści jest tak dużo, że odbiorca musi mieć przewodnika w jej doborze, wykorzystywane jest to do kształtowania habitatu w bankach, serwowania całych ciągów narracyjnych w oparciu o zaproponowany z zewnątrz system wartości, a właściwie dogmatycznych reguł. Tworzy to sztuczne aksjologie u odbiorców, wywołując – poszukiwane w zamęcie samotniejącego świata – poczucie przynależności, ułudę, że „cały świat myśli jak ja”. Takie bańki pakuje się w całe pakiety i przewiązuje wstążeczką czy to do skomercjalizowania, czy do oddziaływania politycznego. Coraz częściej dochodzi do kumulacji obu wstążeczek.
Zamiana priorytetów. W sytuacji, kiedy większość mediów proponuje swoje produkty „za darmo” odbiorca przestaje być selektorem docierających do niego treści. Kiedyś płacił za pożądane treści, te więc musiały podążać za jego gustem. Dziś jest odwrotnie – skoro media są „za darmo”, to środkiem płatniczym jest uwaga odbiorcy. I to nie tylko kończy się krzykliwą prymitywizacją treści, ale i zawraca busolę zabiegania o kluczowego klienta, którym staje się z odbiorcy mediów – reklamodawca. Jak wszystko dla odbiorcy jest za darmo, to ktoś musi za to płacić – a płatnik staje się dla mediów najważniejszy.
Płatnik polityczny. Coraz częściej mediom płacą politycy. Szczególnie w kampaniach wyborczych, momentach kryzysowych. Ciekawy jest tu też element regulacyjny – państwo, a właściwie władza za pomocą instrumentów ustrojowych, ma narzędzia by wpływać na rynek medialny i może napsuć krwi nie tylko grupom medialnym, ale i pojedynczemu podmiotowi. Media więc, czekając na przedłużenie koncesji, akceptacje zmian właścicielskich, czy regulacje rynku reklam, a ostatnio treści – starają się nie podpaść władzy.
Antycypacja i internalizacja. To ostatni z ważniejszych, bo jest ich wiele jeszcze, aspektów zmian medialnych. Obecnie mamy do czynienia z większą cenzurą niż za komuny. Za komuny cenzor miał twarz, pieczątkę, siedzibę i podpis. Można było przynajmniej wiedzieć kto cię gnębi. Można się było także dowiedzieć, lepiej lub gorzej, coś przeskrobał. Teraz tak nie ma. Algorytmy nastawione nieznaną ręką cenzora używają nieznanych kryteriów oceny treści, zaś odwołania wysyłają na Berdyczów. Do tego, szczególnie w reżymie unijnej dyrektywy DSA, nawet w części ustawy podpisanej ostatnio przez prezydenta – za niedookreślone przewiny w obszarze np. dezinformacji, czy „mowy nienawiści” platformy mogą być poważnie karane finansowo. Powoduje to proces antycypowania w umysłach dziennikarzy i politykach całych redakcji tego, co może się nie podobać anonimowemu cenzorowi, bez znanych nam kryteriów oceny. Taka antycypacja jest ZAWSZE nadmiarowa. Ma jeszcze jedną cechę – tak ustawiona cenzura, mocą jej internalizacji zaczyna być samoregulującym się, wewnętrznym cenzorem, którego istnienie sam cenzurowany wypiera, gdyż stopniowo kryteria tych zewnętrznych i wyobrażonych ocen poprawności politycznej tekstu stają się psychologicznie jego własnymi kryteriami.
Przepraszam za ten „naukawy” wstęp, ale chciałem ustalić pewną bazę terminologii zanim przejdę do wspomnianych przykładów. Chodzi głównie o to, by od samego początku nie bawić się w zaśpiewy o wolności słowa, mediach kształtowanych przez widzów za pomocą treści od odbiorców (tzw. social content), czy nawet o kształtowaniu platform informacyjno-rozrywkowo-aksjologicznych dla określonych grup widzów. Tego rodzaju perspektywą pozostawiam nieświętym naiwnym. Naiwnym, bo to tak nie działa, nieświętym, bo ci o zaśpiewach pięknoduchowych mają pełną świadomość co do brutalnych prawdach reguł własnych baniek.
ONET
Zacznijmy od Onetu. Mamy tu do czynienia z procesem cywilnym wytoczonym wydawcy Onetu przez prezydenta Nawrockiego za rozpętanie całego ciągu narracyjnego w trakcie kampanii prezydenckiej. Zaraz za nim idzie proces karny, tu już przeciwko konkretnym dziennikarzom, gdyż – jeśli potwierdzą się w procesie cywilnym wątki odpowiedzialności któregoś z dziennikarzy, czy wydawców – kwestia kontynuowania tych cywilnych dokonań będzie w procesie karnym łatwiejsza. Od razu zaznaczę, że jestem przeciwny sadzaniu nawet największych szmat dziennikarskich, ale tu sprawa odbywa się wedle dostępnych narządzi.
Nie będę tu rozwikływał całych taktyk procesowych, chęci Onetu do utajnienia procesu, mieszania przy świadkach, wyraźnego medialnego wsparcia własnej wersji w trakcie procesu. Ta sprawa właśnie ma odbywać się poza sądem, wyrok bowiem ma wydać rozgrzana, a właściwie niedogrzana, bańkowa publiczność i kwestie procesowe są tu tylko używane na potrzeby narracyjne. Jak świadkowie nie przyjdą – to okaże się, że ich kibol Nawrocki zastraszył, jak sąd odrzuci świadectwo świadka proponowanego przez Onet, to okazuje się, że to zrobiła neosędzia. Jak ma zeznać przeciwko prezydentowi jakiś ochroniarz to dla Onetu jest to super, zaś jak to ma być powołany przez Nawrockiego szef restauracji w Grand Hotelu, to jest to zgłaszane przez Onet jako świadectwo nieistotne. To zwyczajowe zabawy. Istotne jest co innego.
Operacja Nawrocki
Istotna jest przywołana wcześniej bańkowość. Cała historia – też z ukłonem do wspomnianego wcześniej klienta politycznego – była zrobiona po to, by wpłynąć na wynik wyborów prezydenckich. I to nie na zasadzie schlebiania swojej grupie odbiorców, ale na zasadzie wykonania ideologicznej operacji wpływającej na wybór suwerena, operacji wykonanej na chama, w nadziei na zwycięstwo, a przecież zwycięzców nikt nie sądzi. I tylko dlatego mamy tę sprawę, bo nie wygrał Trzaskowski. To jasne, nawet dla sądu. Sprawa nie byłaby nawet osądzona.
Czy to było na zlecenie Niemców, bo oni mieli i mają interes w prezydencie nie-Nawrockim, czy to było na zlecenie Tusków, czy też po sympatii ojców-założycieli TVN i nowych globalistycznych właścicieli – to już sprawa dla ginącej rasy dziennikarzy śledczych. Ważne, że ewidentnie użyto do tego służb, które maczały swe paluchy w tej operacji. Pozostawiam więc do domysłów, tu Czytelnikowi, czy to była operacja, że tak powiem „prywatna” służb, czy zlecenie poszło jak najbardziej nieoficjalnie, ale służbowo.
W tym wszystkim ważne jest jedno, co umyka obecnemu poziomowi dyskusji o procesie Onet vs. Prezydent. Ja pamiętam w samej końcówce kampanii wyborczej, jak głównodowodzący kampanią oszczerstw przeciwko Nawrockiemu, ten spec od kawalerek i burdeli przyhotelowych, redaktor Stankiewicz zarzekał się, że bez względu na wynik wyborów – będzie drążył temat. Zapowiadał cały serial gotowych już materiałów w odcinkach. I co? I nic. Nic się nie „pociągnęło”, co jednak chyba dowodzi, że nic więcej prócz oszczerstw nie było. Bo jak by było, to by było. W Onecie, w zwierciadlanych mediach typu TVN, czy Wyborcza. Wszystkie wygłodniałe dzióbki wystawały z medialnego gniazdka czekając aż Stankiewicz przyniesie z miasta kolejne rewelacje „postaci znanych”. Gdyby przyniósł COKOLWIEK usłużniacy by to rozdmuchali na cztery strony świata, wycmokali, uekspercili na wizji i była by afera na całego. To Nawrocki by się chował po kątach, nawet Dużego Pałacu. A tak chowa się Onet – za utajnieniem procesu i wskazywaniem, że świadkowie by byli, ale się boją zadzierać z kibolem.
Nic z tego nie będzie
I teraz – uwaga! Proces potrwa długo, bo na tym polegają sądy w Polsce. Nie tylko wszyscy już zapomną, nie tylko wynik nie będzie już spektakularnie zapamiętany. Główna sprawa polega na tym, że jego wynik nie będzie miał znaczenia dla odbiorców. Żadnego. Bańkowcy i tak uwierzą prędzej w dookólne opowieści Onetu niż w spóźniony pewnie wyrok sądu. Za to jeśli Onet wygra – nie będzie ważniejszej dla nich sprawy i sprawiedliwszego sądu. Tak to jest w bańkach. A, powiecie – a nie bańkowcy? No, wiadomo – PiS zatryumfuje, jak Nawrocki wygra, ale tu wszystko pójdzie plemiennie. Wtedy Tuskowie będą utrzymywali, że to ziobrowski neosędzia przekręcił sprawę i tak się można wozić do końca.
Z poszlak i uników wynika, że u Onetu jest słabo z dowodami, bo gdyby te były, to nie padłyby na rozprawie, tylko rok wcześniej – jak obiecywał Stankiewicz – w mediach. A że nie było tego i nie ma – wnioskuję, że nie będzie i dla sądu. Ale to też – uwaga nic nie zmienia. Największą ceną jaką może zapłacić Onet za przegraną jest utrata jego wiarygodności. Ale – jak powiedziano w filmie Shrek – jest to cena, którą Onet jest gotów zapłacić. Czemu? Ano temu, że teraz wiarygodność nie jest już żadną walutą medialną. Jej utrata więc nie strąca medium w otchłań odbiorczego ostracyzmu. Nic podobnego. Prawdziwość przekazu nie jest dziś priorytetem odbiorców, nie tylko hard corowych, danego medium. Priorytetem jest wygoda pobywania w bańce, bez oglądania się na prawdziwość jej konstrukcji. Bańka rządzi, bańka radzi, bańka nigdy cię nie zdradzi. Co bez niej będziesz robił, sam samiuteńki, narażony na ciągła ocenę padających zewsząd strzałów medialnych? Będziesz miał co prawda przechlapane jak w ruskim czołgu, ale będziesz w czołgu, nie jak inni, w pojedynkę, na odkrytym terenie snajperskich narracji.
Wiarygodność nie jest już walutą
Utrata więc wiarygodności przez Onet nic mu nie zaszkodzi, bo nie o to idzie gra. A…, że to dotyczy tylko rozgrzanych bańkowców, zaś ci inni, spoza bańki to już będzie strata, bo tak to się jeszcze wahali, a teraz to do Onetu nie zaglądną? No, tu jest tylko trochę inaczej – niezdecydowani nie chcą się już za bardzo wahać. Raczej stosują taktykę opartą o jedyne słowa, które wypowiada Dulski w dramacie Zapolskiej: „a dajcie wy mi wszyscy święty spokój”. Mainstream specjalnie obrzydza niezdecydowanym zaangażowanie się narracyjne – ci wahający się, zbrodniomyśliciele niezdecydowania mają się tym wszystkim zniechęcić, bo w końcowym – wyborczym rozrachunku – najczęściej mają nie pójdą głosować i zostanie już tylko dobrze ostrzelana wojna dwóch plemion. Bez niespodzianek. Taki więc będzie koniec „sprawy Onetu”, jak zwykle, po staremu, bez rewelacji. Zgodnie z opowiedzianymi wcześniej zasadami zmian w nowych mediach: wyjdzie całe to bańkowianie i upolitycznienie klienta zlecającego. Tak czy siak – nie będzie to na pewno rozprawa o granice wolności słowa, ani o długa rękę prezydenta Nawrockiego, który mści się za niewygodną prawdę. Tyle Onet.
Płonne nadzieje na TVN
Teraz TVN. Też ciekawy przejaw nowego modelu mediów polskich. Ja z rozbawieniem obserwuję to podniecenie po prawej stronie. Jedni powodowani są satysfakcją zemsty, drudzy – nadzieją na zmianę wajchy. Obie postawy są wysoce mylne, aczkolwiek poświadczające o miałkości dylematu obu stron plemiennej Polski. Najpierw zajmijmy się usatysfakcjonowanymi.
Satysfakcja ma polegać na tym, że być może zobaczymy upokorzoną pychę. TVN dokonał jeszcze za PiS-u manewru osłonowego oddając się we właścicielskie ręce Amerykanów. TVN chciał uciec tym samym spod topora PiS-u w ramiona amerykańskie, czyli w ramiona strategicznego partnera rządu Kaczyńskiego. W ten sposób PiS mógł mu nagwizdać, co pokazała nawet bezceremonialna interwencja pani ambasador Mosbacher, gdy tylko mogło coś się stać w sumie amerykańskiej firmie na terenie Najjaśniejszej. Wszyscy skulili wtedy uszy po sobie, a była to błahostka. „Zamach” na TVN, szybko przerobiony w zamach na wolne media, miał polegać tylko na szczelniejszym opodatkowaniu przychodów telewizji, do tej pory transferowanych dzielnie za granicę za pomocą baraku na holenderskim lotnisku. Tylko tyle, i aż tyle, by wystarczyło na histerię w mediach (do dziś pani Monika wita nas w „wolnych mediach”) i widowiskową interwencję ambasador mocarstwa w polskim Bantustanie.
Tak że chłopaki w TVN doskonale wiedzieli w co grają. Ale na pstrym koniu jeździ łaska pańska kapitału. Okazało się, że właściciel poszedł pod młotek i wajcha bezkarności może się odwrócić. A była to fajna wajcha, gdyż TVN to taka Wyborcza sprzed 20 lat: płynęła na parę i na żagiel. Jak jej gazetowa poprzedniczka połączyła dwa, zdawałoby się sprzeczne, cele. Zysk i mieszanie w głowach. Zazwyczaj są to rzeczy sprzeczne, bo wciskanie wody do mózgu to raczej inwestycja, a tu się okazało, że te sprane mózgi dawało się sprzedać na rynku reklam. No cóż, jak ktoś wierzy w posłannictwo takiego Tuska, to i uwierzy w reklamowany środek na nocny syndrom niespokojnych nóg. To może dlatego reklamy komercyjne szerokim łukiem omijają konserwatywne media…
Reklama dźwignią… mediów
Z tą reklama to niby żart, ale warto tu się zatrzymać. Rzeczywiście – reklamy szaleją w mediach lewicowych, co wskazuje na… ideologiczne podejście reklamodawców do biznesu, jednak. Bo gdyby to było tylko komercyjne, to reklamodawcy zauważyliby i konsumpcyjne plany ludzi o konserwatywnych poglądach, poszliby do ich mediów, by sprzedać im maszynkę do golenia, krem do depilacji czy samochód. A tu nie – ten konsument dla nich nie istnieje. I dla tylko wąskiej grupy robi się media, które zaraz jakoś tak szybko robią się zasobne. W przeciwieństwie do konserwatywnych. Działa tu wspomniany mechanizm nie narażania się reklamowego rządowi oraz kompletny zanik reklam ze strony spółek skarbu państwa do plasowania w mediach wrażych rządowi.
Mediami nie rządzą wydawcy, a już na pewno nie dziennikarze. Nie rządzą nawet – uwaga! – reklamodawcy. Rządzą domy mediowe, które dzielą hurtowo kasę pomiędzy media. I jak ten rozdzielacz ma ideologiczne uzasadnienia i intencje, to on ma decydujący wpływ na media, ich treści i modele biznesowe. To tu, nie w redakcjach, nawet nie u klientów marketingowych, należy szukać tej kumulacji decyzji mających kluczowe znaczenie dla kształtu rynku mediowego. I na rynku telewizji rządzą trzy domy mediowe – akurat przy trzech telewizjach: publicznej, Polsatu i właśnie TVN. Co dziwne – zdawałoby się, że domy mediowe optymalizują wydatki klientów, by ci osiągnęli jak najlepszy zasięg wśród swoich konsumentów. To miała być – kiedyś – domena exela i skomplikowanych optymalizatorów, łączących wyniki zasięgowe mediów z profilami odbiorców. A tu się okazuje, że nic takiego. Gdyby tak było, to telewizja Republika miałaby więcej reklam niż TVN24, a nie ma. Pamiętajmy więc, że TVN to również twórca i tworzywo w tej mierze.
Dlaczego więc klienci reklamowi godzą się na takie dysproporcje? To dobre pytanie. Jest tu kilka na raz możliwych odpowiedzi. Po pierwsze – wspomniana chęć do nie podpadnięcia rządowi za reklamę (czytaj dofinansowanie) we wrażych politycznie mediach. Po drugie – mamy już cały przemysł „marketingowego wstydu”, całe organizacje tropiące gdzie to się kto nieprawomyślnie zareklamował, szantażujące bojkotem konsumenckim za plasowanie reklam obok „mów nienawiści”. Po trzecie – co już jest tez prostsze – szefowie marketingu zlecający domom mediowym reklamy swoich firm i produktów to często ideologicznie poprawni lewacy, wykształceni, z wielkich ośrodków, często pochodzący z domów mediowych, na zasadzie „drzwi obrotowych”. Coś takiego jak w Big Farmie i regulatorach rządowych rynku farmaceutycznego. Na końcu jest właściciel, który albo nie wie, albo „jebaćpisi”, albo chce mieć – jak Dulski – święty spokój ze strony wszędobylskiego regulatora.
Gdzie pójdą tefałenowcy?
Teraz wróćmy do tych od nadziej. Nadzieja ma polegać na tym, że nie tylko ujrzy się panią Monikę Olejnik z kartonami z butami pod pachą, wychodzącą ze swego gabineciku „wolnych mediów”, ale na tym, że pogoni się „z prawej” całe to plemię bańkowiczów tefałenowskich. Tylko to jest tak, że – gdyby się to ziściło, w co wątpię – mielibyśmy następującą sytuację: ucieszyłaby się TVP, za to by się zmartwiła Republika. No bo życie nie znosi próżni. Gdzieś ta widownia musiałaby pójść. Poszłaby do publicznej. A nowy, „prawicowy”, TVN zaludniłaby część widowni Republiki. A więc nie ma co się cieszyć, szczególnie z prawej strony. Kwestia przyszłości TVN-u zależy od decyzji właścicieli, czy będą grali na pieniądze, czy na ideolo. Wybór złotego środka może być trudny, choć tu może pomóc rozłożenie procesu w czasie.
Pytanie czy Skydance, nowy właściciel TVN-u, będzie chciał dokonać zwrotu aksjologicznego? Żeby to stwierdzić, to trzeba się przyjrzeć co się stało w USA w podobnym procesie. W końcu to, podobno konserwatywny właściciel, podobno dobry znajomy Trumpa, magnat Ellison, przejął takie zagajniki lewactwa jak CNN. Tam od razu powstała „oddolnie” rada programowa, mająca bronić odwiecznych, czyli poprzednich, czyli lewackich, standardów. Tam tranzycja z prawdy postępowej na konserwatywną będzie się odbywać powoli, gdyż nagły odpływ widowni z powodów sieroctwa ideologicznego może postawić pod znakiem zapytania ekonomiczny sens w końcu wielomiliardowej transakcji. Tak samo będzie pewnie i w Polsce.
Nie ma więc co się cieszyć, wysyłać cefałek do nowych właścicieli, liczyć na powrót prawdy na Wiertniczą. Zobaczymy czy prymat pieniądza zwycięży nad ideolo. Może też być tak, że nowy właściciel sprzeda to komuś, bo do jego – głównie filmowo-producenckiego – portfolio telewizja w jakimś odległym zakątku świata pasuje jak pięść do nosa.
Media jako dual-use
Tak czy siak widać po tych dwóch procesach, TVN i Onetu, że odbywa się walka o rząd dusz i zyski. W obu przypadkach na razie połączone. Pytanie jest tylko takie: co będzie wybrane w przyszłości? Pamiętajmy, że zakup Onetu przez Axel Springer nie polegał na polowaniu na zyski Onetu w Polsce. Ten deal polegał na zysku na giełdzie niemieckiej, gdzie notowany jest Axel. Chodziło o to, że portfolio Axla było wtedy za bardzo „papierowe”, co wpływało na wycenę jego akcji. Kupując Onet niemiecki Axel zwiększył swoje cyfrowe portfolio na tyle znacznie, że wpłynęło to na zwiększenie, lub co najmniej zatrzymanie trendów spadkowych wyceny Axla na frankfurckiej giełdzie. Transakcja TVN to jedynie odprysk wielkiego dealu medialnego za Oceanem.
Z obu tych procesów lokalnie, w Polsce, wyciągane są lokalne wnioski. Większość z nich jest kuriozalna – umoczona w lokalną polityczkę, lub pięknoduchowskie zaśpiewy o wolności słowa, na przemian z mową nienawiści. Publiczność szasta się ideologicznie w swoich bańkach, te są hurtowo przehandlowywane i nie wiadomo, czy takie teksty jak te, mające przetrzeć to szkiełko baniek, by zamknięte w nich ławice mogły zobaczyć świat zewnętrzny – mają jakiś sens. W końcu jak się nie będzie widzieć, po wyczyszczeniu, tego szkiełka oddzielającego bańkę od świata, to można sobie nabić niezłego guza. Nie każdy jest gotów do takich przygód i woli pozostawać w sferze swego komfortu. Ale to nie zwalnia, nie koniecznie bańkowe rybki, ale obserwatorów, od tego, żeby przypominać, że jest ktoś kto sypie karmę, puszcza do środka medialne bąbelki i handluje tymi duszyczkami, w myśl pięknej piosenki Pink Floydów „Whish you were here”:
W Stanach Zjednoczonych w 1937 roku odbyła się ostatnia egzekucja z ograniczonym, ale wciąż publicznym dostępem osób postronnych (Roscoe Jackson w Missouri). Od tamtej pory świadkami wyroków mogą być wyłącznie wyznaczone osoby.
Minęło 89 lat i rząd USA postanowił wznowić tę haniebną tradycję. Ustalono na 3 grudnia 2026 r. termin publicznego rozstrzelania skazanego w roku 2013 na śmierć za zabicie 13 osób w Fort Hood w Teksasie Nidala Hasana.
Egzekucja Nidala Hasana przez rozstrzelanie, zarządzona przez prezydenta Trumpa, odbędzie się w czwartek, 3 grudnia 2026 r., o godz. 13:00 czasu środkowoamerykańskiego (CT) w Fort Hood w Teksasie — miejscu, w którym doszło do masowej strzelaniny.
Pentagon będzie transmitować na żywo egzekucję Nidala Malika Hasana, strzelca z Fort Hood, która odbędzie się 3 grudnia, a eksperci zastanawiają się, czy minister wojny Pete Hegseth nie zamienia kary śmierci w publiczne widowisko. Źródło.
Naturalnie termin decyzji o egzekucji wybrał Trump zupełnie przypadkowo i nie ma to nic wspólnego z wyborami na początku listopada. Proislamskie motywy zbrodni Nadala Hasana, to także przypadek i nie jest to dzielenie świata na tych dobrych, czyli USA i złych muzułmanów. Ależ skąd! Trump jest przecież prezydentem pokoju i nigdy by nie poparł wojny na Bliskim Wschodzie, gdyby nie ta pechowa afera Epsteina.
Powrót do średniowiecza – tak chciałem początkowo zatytułować ten artykuł, ale uznałem, że okres średniowiecza to nie są żadne mroczne dzieje i kojarzenie barbarzyństwa z tysiącem lat burzliwych i przy tym niezmiernie interesujących wydarzeń, jest nieporozumieniem. Tak, w tamtym okresie publiczne łamanie kołem nie należało do rzadkości, jednak nie robiono tego, by poprawić słupki wyborcze kolejnego kandydata na dyktatorski stołek. Tortury stosowano dla odstraszenia innych, potencjalnych sprawców. Metoda jak widać mało skuteczna, skoro do dzisiaj nie brakuje rwących się do czynu zbrodniarzy. [Gdzie twa logika? Toć dziś są bezpieczni.. md]
Christa Pike, skazana na karę śmierci w stanie Tennessee, przeżyła swoją egzekucję. Kobieta żyje i przebywa w szpitalu po tym, jak podano jej dwa śmiertelne zastrzyki, a jej egzekucja się nie powiodła.
Zaledwie kilka dni temu stan Tennessee poddał skazaną za morderstwo Christę Pike nieudanej i bolesnej egzekucji, co jeszcze bardziej zaostrzyło wewnętrzne debaty na temat okrucieństwa i systemowych wad amerykańskiej kary śmierci. Źródło.
Nie poruszam tu kwestii winy skazanych. Zainteresowanym polecam gorąco lekturę powieści Fiodora Dostojewskiego o motywach zbrodni Raskolnikowa. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na coraz bardziej popularny trend za karą śmierci w Europie. Jesteśmy naprawdę gotowi oddać decyzję o życiu i śmierci skorumpowanym sądom?
Gdyby wprowadzono w UE karę śmierci, to jestem przekonany, że pierwsi skazani zostaną politycy opozycji antyunijnej. Za co? To przecież nieistotne w czasach, kiedy tak łatwo podrzucić materiał genetyczny podejrzanego na miejsce zbrodni popełnionej jedynie po to, by pozbyć się niewygodnego i zdobywającego coraz większą popularność w zradykalizowanym społeczeństwie przywódcy niezaprzedanej jeszcze globalistom partii.
Zniszczone życie niesłusznie oskarżonego można przynajmniej w pewnym stopniu naprawić, lecz odebranego życia się ani nie naprawi, ani nie przywróci.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Jak manna z nieba spadła Benjaminowi Netanjahu w gorącej fazie izraelskich wyborów, przewidziana przez niego historyjka o „porwaniu” samolotu przez siły specjalne śmiertelnego wroga – Iranu. Takie organizacje jak Mossad, mają wyjątkową zdolność przewidywania przyszłości. Szczególnie tych wydarzeń, które same organizują.
Lot flydubai nr FZ 1073 30.09.2026 r. z Dubaju do Tel Awiwu.
Do incydentu doszło również w trakcie izraelskiej kampanii wyborczej; Izraelczycy głosują 27 października. Dzień przed lotem, podczas wizyty w bazie lotniczej Tel Nof, Netanjahu ostrzegł, że „istnieją przesłanki, że przed wyborami nasi wrogowie będą próbowali nas zaatakować”. Nie wymienił żadnego kraju ani celu. Po ataku minister obrony Israel Katz stwierdził, że ostrzeżenia te opierały się na informacjach wywiadowczych, a Netanjahu wskazał na Iran i jego sojuszników jako nastawionych na nasilenie ataków na Izraelczyków za granicą.
To twierdzenie zostało szybko zakwestionowane w Izraelu. Funkcjonariusze służb bezpieczeństwa poinformowali hebrajskojęzyczne media, że nie mają wiedzy o żadnym konkretnym zagrożeniu atakiem. Lider opozycji Jair Lapid, który otrzymał od Netanjahu briefing dotyczący bezpieczeństwa w noc poprzedzającą lot, powiedział, że nie pojawiło się nic, co przypominałoby incydent lotniczy, a ostrzeżenie, które mu pokazano, pochodziło sprzed ponad dwóch lat i nie miało nic wspólnego z samolotami. Śledczy z kolei jak dotąd nie znaleźli żadnych dowodów na to, że za atakiem stało jakiekolwiek państwo lub organizacja.
W artykule autor zacytował list doświadczonego pilota, który brał już udział w podobnych „terrorystycznych” akcjach z udziałem smętnych panów w ciemnych okularach. Przedstawia tam wersję wydarzeń, która według tego pilota jest bardzo prawdopodobna.
Izraelski hydraulik naprawi każdą rurę w każdych warunkach! Od samolotu linii flyDubai, który przeciwstawia się prawom fizyki, po amerykańskiego żołnierza ze złamanym kręgosłupem wspinającego się na górę! Film wygenerowany przez sztuczną inteligencję pokazuje, jak wyglądałyby amerykańsko-izraelskie narracje dotyczące dwóch zupełnie różnych kwestii, gdyby miały miejsce w prawdziwym świecie. Źródło: Telegram 10.10.2026 r. 06:20.
Mamy więc dzielnego obywatela z Izraela, mamy dwóch pilotów pasażerów, jeden z Rosji, a drugi z Ukrainy i mamy historię, którą mogą wymyślić jedynie chore mózgi agentów wyspecjalizowanego pionu operacji specjalnych w ramach Mossadu o nazwie Cezarea.
Zakładają oni, że bezmyślny tłum odbiorców ich przekazu to kupi. Wykorzystują przy tym badania psychologiczne zachowań grup społecznych. I nieraz mają rację.
W izraelsko-amerykańskiej wersji wydarzeń twierdzi się, że omański drugi pilot próbował doprowadzić do katastrofy samolotu Flydubai FZ1073, jednak rażące sprzeczności, brakujące dowody i dogodny moment zdarzenia sugerują, że była to sfabrykowana operacja pod fałszywą flagą.
Trzeba połączyć wizytę Netanjahu w Abu Zabi (Zjednoczone Emiraty Arabskie) z niedawnymi operacjami pod fałszywą flagą, w tym z incydentami w Medynie i z udziałem linii flyDubai.
W zaplanowanej przez Mossad kooperacji rosyjsko-ukraińskiej ukryta jest symbolika.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
[Nie, Wójcik źle używa pojęć. Syjonizm jest ideologią. Szatańską. Przecież żydzi to nie „rasa”, nie semici. Rasowo – mieszanka. Arabowie to semici. Mirosław Dakowski]
Nie jestem zwolennikiem zachodnich partii zielonych. Nie dlatego, żebym popierał zanieczyszczanie środowiska. Wręcz przeciwnie działalność Zielonych szczególnie w Niemczech znacznie pogłębiła katastrofę ekologiczną i doprowadziła gospodarkę na skraj bankructwa. Dzisiaj jednak napiszę o uchwale brytyjskiej Partii Zielonych. Uchwale, która nazywa po imieniu syjonizm jako „etniczno-nacjonalistyczny projekt polityczny”.
Jest oczywiste, że syjonizm jest ideologią rasistowską. Film z polską ścieżką dźwiękową.
Nadużywana i bardzo stępiona strzała antysemityzmu praktycznie przestała już działać. Ogłaszanie światu, że przeciwnicy ludobójstwa są rasistami, nie jest już żadnym argumentem, którego politycy się boją.
Ministerstwo spraw zagranicznych Izraela stwierdziło w poście zamieszczonym w niedzielę na portalu X, że wniosek „stanowi wyraźny tekst antysemicki zgodnie z definicją IHRA (Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście), ponieważ neguje prawo narodu żydowskiego do samostanowienia”. Źródło.
„Neguje prawo narodu żydowskiego do samostanowienia” jest argumentem identycznym z głoszonym przez nazistowskie Niemcy. Wtedy nazywało się to prawem do powiększania „przestrzeni życiowej”, a metody zdobywania tej przestrzeni zostały przez Izrael unowocześnione.
Palestyński ojciec opłakuje śmierć swojego dziecka po izraelskim nalocie na dzielnicę Al-Sabra, położoną na południe od miasta Gaza. Źródło: Telegram 09.10.2026 r. 00:15.
Tragedia Palestyńczyków w Gazie nie zaczęła się 7 października 2023 roku. Była zaplanowana we współpracy Hamasu z Mossadem.
Nowa animacja w stylu LEGO, autorstwa Explosive Media, przedstawia wieloletnią historię izraelskiego terroryzmu i przemocy wobec Palestyńczyków; została opublikowana z okazji rocznicy operacji „Al-Aqsa Flood”. Źródło: Telegram, 7 października 2026 r., godz. 00:32.
Mamy ostatnio modę na nieudane zamachy terrorystyczne. Stanowią one udoskonalenie programu kampanii wyborczej dla Benjamina Netanjahu. W Nowym Yorku przyłapano terrorystów kanalarzy przy próbie podziemnego zamachu na premiera Izraela. „Zamach” na brytyjską bazę powietrzną Faiford, skąd startowały amerykańskie bombowce w kierunku Iranu. Naturalnie, że tylko Iran miał interes wspierać wybory w Izraelu. Samobójczy „zamach” w Mekce. Terrorysta partacz – ładunek nie eksplodował. Takie przypadki zdarzają się fachowcom z Mossadu, jedynie wtedy, gdy są zamierzone.
Skutek: rosną słupki wsparcia Netanjahu w najbliższych wyborach do Knesetu 27 października.
✈️ Nowa reklama izraelskich linii lotniczych. „Z nami podróżujesz bezpiecznie”. Źródło.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Irańska ropa znika z rynku w momencie, gdy jej największy nabywca powraca po więcej. Odradzający się popyt na ropę w Chinach koliduje z utratą dostawcy, który wspierał niezależne rafinerie w czasie kryzysu, zmuszając je do konkurowania o coraz droższe alternatywy. Konsekwencje sięgają dalej niż Chiny: każda nowa baryłka ogranicza dostawy dla innych odbiorców, podczas gdy Teheran stoi w obliczu rosnącej motywacji do destabilizacji Cieśniny Ormuz, która obecnie transportuje niespodziewanie wysokie 13 milionów baryłek dziennie (zaledwie 5 milionów poniżej poziomu sprzed kryzysu), podczas gdy jego własna ropa pozostaje uwięziona.
Zdaję sobie sprawę, że nie każdego interesują irańskie problemy dystrybucji ropy. Tak daleko od Europy, to niech tam sobie walczą. Zainteresują się dopiero wtedy, gdy jak pod koniec istnienia PRL-u w sklepach zabraknie podstawowych produktów. Nikogo nie straszę – takie są logiczne konsekwencje sztucznie wywoływanego kryzysu energetycznego mającego z kolei zapoczątkować światowy kolaps papierowego pieniądza.
Trumpowi właśnie powiódł się szantaż wobec Europy: uwolnijcie wasze zapasy diesla, bo inaczej wstrzymam jego dostawy na wasz kontynent. Europa nadal rwie się do wojny z Rosją, nie mając żadnego zaplecza militarno-gospodarczego. Jednak uszczupli znaczną część swoich żelaznych zapasów, by przesunąć o kilka miesięcy nieunikniony krach energetyczny. Na to właśnie liczy Trump. Gdy europejskie zbiorniki oleju napędowego (diesla) zaczną świecić pustkami, nastąpi kolejny szantaż: zakończcie wreszcie tę cholerną wojnę na Ukrainie, bo wprowadzę embargo na diesel dla Europy.
Będzie to gospodarcza europejska katastrofa, ale nie dla globalistów, którzy ten stary kontynent już w pełni opanowali. Oni jak tlenu potrzebują takich katastrof, by utrzymać się na powierzchni i decydować z City of London o postępach już nie globalizacji, ale przynajmniej „kontynentalizacji” tej niewielkiej części świata. Dlatego proponuję zmianę nazwy z globalizmu na kontynentalizm, a po kilku dalszych takich krokach na kolonializm (kolonia jako terytorium lub osada) skąd się wywodzą.
Oczywiście, że działania prezydenta USA szkodzą europejczykom. Jednak znacznie bardziej nam szkodzą całkowicie podporządkowane globalistom rządy większości krajów Europy.
Pewnie także globaliści odpuszczą sobie tę ukraińską awanturę i zastąpią ją wojną o towary na półkach sklepowych w całej kiedyś tak bogatej Europie. Liczą nie bez racji, że ten kryzys przeleje się na cały świat. Jednak nie oni będą poza Europą decydować o kolejnych kryzysowych krokach.
Dlaczego USA nie produkuje więcej filmów o lądowaniu na Księżycu? Ponieważ na srebrnym globie nie znaleziono ropy.
Wojna dieslowa, czy może lepiej ropna, jest jak każda wojna wrzodem na ciele ludzi, którzy ponoszą wszystkie jej koszty. Zapaść gospodarcza spowoduje poważne zubożenie przyzwyczajonych do dobrobytu społeczeństw. Systemy zdrowotne, emerytalne i wszelkiego rodzaju pomoc socjalna zostanie w dużym stopniu ograniczona lub całkiem powstrzymana. Oczywiście, że są ludzie, na przykład niepełnosprawni, którzy bez tej pomocy nie będą mogli przetrwać. Większość jednak odbiorców rozdawnictwa podatkowego, będzie przekonana o wielkiej krzywdzie, kiedy zostaną odebrane im niewypracowane przez nich zasiłki. Czekają nas duże i nieraz bolesne zmiany.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
W latach 60. jako nastolatek oglądałem z wypiekami na twarzy w polskiej telewizji amerykański serial Nietykalni (The Untouchables), w którym Eliot Ness – autentyczna postać – stanął do walki z chicagowskim gangiem znanego mafioso Al Capone. Stara historia sprzed prawie 100 lat stała się znowu aktualna.
Rok 1931. Al Capone nie jest sądzony za morderstwa. Całe miasto zna nazwiska. Siedmiu mężczyzn w garażu przy North Clark Street, w Walentynki 1929 roku, ustawionych pod ścianą. Każdy, kto widział (moim zdaniem wysoko oceniany) film „Pół żartem, pół serio”, może to sobie wyobrazić. Pieniądze za ochronę, sędziowie i politycy, których można kupić. Capone przyjeżdża opancerzonym samochodem i uśmiecha się do kamer. Wszyscy wiedzą, kto rządzi miastem. Nikt nie może niczego udowodnić. Świadkowie nie pamiętają. Inni znikają. Łańcuch od rozkazu Capo di Capi do aktu zostaje zerwany, zanim trafi on do ławy przysięgłych.
Filozofia słynnego gangstera koresponduje z doktryną Pfizera.
Mamy nową odsłonę gangsterskich rewelacji. Nawet pseudonim oskarżonego jest podobny do nazwiska znanego bosa mafii Al Capone. Ksywa nowego, ciągle jeszcze podejrzanego o gangsterkę, brzmi Al(berto) Bourelone – prawdziwe nazwisko Albert Bourla.
Prokurator generalny stanu Floryda, James Uthmeier, złożył pozew przeciwko firmie Pfizer i jej dyrektorowi generalnemu Albertowi Bourla. Główne zarzuty: ▪️ Wprowadzanie w błąd: firma Pfizer zataiła informacje o ryzyku, takim jak zapalenie serca. ▪️ Niezweryfikowane oświadczenia: ochrona przed przenoszeniem wirusa nigdy nie została przetestowana, mimo że tak ją reklamowano. Gwałtowny wzrost ceny: cena za dawkę podniosła się czterokrotnie, z 30 $ do nawet 130 $. Floryda domaga się kar w wysokości milionów oraz zwrotu zysków. Firma Pfizer odrzuca zarzuty jako bezpodstawne. Źródło: Reuters (01.10.2026 r.).
Al Bourleone jest drugim, po Klausie Schwabie, który twierdzi, że kowid był testem posłuszeństwa. Test, zdany celująco przez posłusznych przekazowi telewizyjnemu ludzi. Drugi raz będzie znacznie trudniej, dlatego nie radzę kupować akcji Pfizera. Nie wystarczy zmienić nazwę choroby i pokazać w telewizji obrazek wiruska przewracającego przechodniów na ulicy. Kolejne oszustwo musiałoby być znacznie bardziej perfidne, żeby powtórzyć choćby znikomą część tamtego sukcesu.
Wirusek – wojna biologiczna padł cztery lata temu i wróciła grypa oraz zastąpiła go wojna na Ukrainie. Wojna podtrzymywana kolosalnym wysiłkiem globalistycznej Europy nie potrwa już długo. Razem z nią skończy się wojna na Bliskim Wschodzie i co zrobią wtedy obrońcy wojny? Będą musieli wymyślić coś strasznego, jeśli chcą przetrwać. Może wojnę zbuntowanej sztucznej inteligencji z jej twórcami? Kolejna bajka z arsenału opartego na fałszywym strachu. Bardziej realny jest kryzys gospodarczy tak dobrze zapoczątkowany przez zarówno globalistów, jak i trzy mocarstwa światowe.
Nie jest to kooperacja, gdyż wszyscy chcieliby kontrolować przebieg tego kryzysu. I tu jest konflikt, ponieważ jest więcej chętnych do podziału tego bochenka chleba zwanego światem. Kryzys miał się zacząć dopiero wtedy, gdy pieniądz cyfrowy będzie na 100% gotowy, a wbrew licznym oświadczeniom nie jest. Możemy nie lubić Trumpa – powodów nie brakuje – ale zawdzięczamy mu upadek ważnych dla globalistów aspektów kontroli nad światem takich jak obsesyjny strach przed zmyślonymi zaburzeniami klimatu, wielopłciowa polityka rodzinna, masową migracją, CDBC zakazane prawem w kilku stanach USA, kontrola nad dystrybucją diesla, upadek znaczenia NATO. Bagno globalistyczne ma powody, żeby nienawidzić Trumpa.
Pfizer zarobił co prawda miliardy na oszustwie kowidowym, ale nie jest już w stanie powtórzyć tego wyczynu. Powinni chyba rozwinąć dalsze badania nad Viagrą. Tutaj chętnych nie powinno zabraknąć. Niedawno otrzymałem maila z reklamą podobnego środka wspomagającego potencję i był adresowany na dawno już zawieszoną z powodu emerytury moją firmę komputerową. Nie planowałem co prawda wznawiać działalności zawodowej, nie mam takiej potrzeby, ale przy tak dużym wspomaganiu może byłyby szanse, by jakiś projekt porządnie się rozkręcił – kto wie?
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Kiedy w sierpniu 2020 roku 38-letni Andy Hodge z Kentucky złamał nogę, była to tragedia dla tego ojca samotnie wychowującego trójkę dzieci i dla jego rodziny. Nic nie wskazywało na to, że to był dopiero wstęp do znacznie większego dramatu.
Złamanie w kostce było bardzo poważne i wymagało skomplikowanej operacji.
Prawdziwą jednak tragedię zapoczątkował powszechnie stosowany wówczas test na jedynie słuszną chorobę paraliżującą strachem cały świat. Test PCR, który nie jest żadnym testem zdrowia pacjenta, a jedynie fałszywym pretekstem rozpowszechniania paniki przed przemianowaną na kowid grypą, okazał się wyrokiem śmierci.
Nie będę tym razem niczego cytował – przeczytajcie sami, jak traktuje pacjentów służba zdrowia. Medycyna pourazowa o ile wiem, jest jedyną dziedziną, w której lekarze zajmują się leczeniem prawdziwych przyczyn choroby, czyli urazów. Chirurdzy na tych oddziałach nie zajmują się walką z medycznymi fantomami w postaci wirusów, których patogenność nigdy nie została wykazana, albo walką z cyferkami pochodzącymi z laboratorium opartą na zmyślonych, ale powszechnie reklamowanych przez farmację tezach.
Jeżeli należysz do tych, którzy przechwalają się, że chorowali na wyświechtaną medialnie pseudochorobę zwaną korona, muszę cię rozczarować – to była zapomniana na dwa lata grypa. Wcale nie mniej groźna. Miałeś zaburzenia zmysłu smaku i węchu? Oczywiście, że miałeś. Większość studentów medycyny diagnozuje u siebie choroby, o których właśnie się uczą, wykrywając bezbłędnie u siebie wszelkie jej objawy. Korona była jedyną znaną dysfunkcją bez żadnych objawów. Jedynym autentycznym symptomem plandemii była bezrefleksyjna wiara w werdykt testu PCR.
Spotkałem się z zarzutem, że moje artykuły mogą kogoś odwieźć od korzystania z usług medycznych. Mogą, bo to jest kwestia wiary.
Wyznawcy religii medycznej, czyli przede wszystkim terapii trucizną zwanej dla niepoznaki lekarstwem, powinni zapoznać się ze strategią lemingów, polegającą na naśladowaniu otoczenia oraz z jej skutkami.
Prawdopodobnie, kiedy jeszcze Andy żył pobrano jego organy. Nikt nie przejmował się straszliwym niebezpieczeństwem zarażenia się zmyślonym kowidem dla pobierających organy oraz dla odbiorcy. W każdym razie, przedstawiciele zakazanej w bieżącym roku organizacji zajmującej się dostarczaniem organów Network for Hope, wielokrotnie „troszczyli się” o stan jego potencjalnych materiałów transplantacyjnych – business as usual – czyli standardowe w takim przypadku działanie.
Ludzkie organy przeznaczone do przeszczepu. Należy obchodzić się z nimi ostrożnie.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Domyślacie się zapewne, że tym narzędziem jest wojna. Istnieje wiele sposobów prowadzenia wojny.
Wojna psychologiczna. Poprzez propagandową indoktrynację tworzy z dowolnie wybranego narodu obraz wroga i porównuje się go do robaka niezasługującego na życie;
Wojna biologiczna. Najlepszym przykładem była plandemia przemianowanego na kowid wirusa;
Wojna chemiczna. Na przykład wprowadzenie iperytu (gaz musztardowy, 1917 r.): Substancja parząca i dusząca;
Wojna służb zdrowia, Wykorzystuje zapasy iperytu w mało skutecznej chemioterapii. Od 100 lat rośnie liczba ofiar pandemii raka;
Wojna cybernetyczna. Walka prowadzona w przestrzeni cyfrowej w celu paraliżowania infrastruktury krytycznej wroga;
Wojna geologiczna. Wykorzystuje technologię HAARP do wywoływania powodzi, wybuchów wulkanu i trzęsienia ziemi:
Wojna hybrydowa. Połączenie działań militarnych z dywersją, cyberatakami, presją ekonomiczną i dezinformacją;
Wojna konwencjonalna. Prowadzona przy użyciu tradycyjnych sił zbrojnych i broni konwencjonalnej;
Wojna atomowa. Będzie ostatnią wojną, gdyż po niej nie będzie już nikogo do prowadzenia żadnej wojny;
Wojna XXI wieku. Zawiera wszystkie wymienione rodzaje wojen, jest prowadzona przeciwko całemu światu. Jej wrogiem jest „przeludnienie”.
Pytanie: Co Rosja zrobiła Republice Federalnej Niemiec, co mogłoby uzasadniać sankcje i odmowę dialogu? Odpowiedź: Nic. Rosja nie zachowała się w żaden sposób nieuczciwie ani nawet agresywnie wobec Republiki Federalnej Niemiec.
Władimir Putin pragnie pokoju i współpracy z Niemcami. Friedrich Merz z kolei zainicjował największą w historii kraju inicjatywę mobilizacji wojskowej. Wszyscy wiedzą, że może mieć na myśli tylko jednego domniemanego wroga: Rosję. Dlaczego więc Merz chce tej wojny? Zostawiam wam teraz decyzję, czy Władimir Putin, czy Friedrich Merz cieszy się większą wiarygodnością. Kto jest odpowiedzialny za ten kryzys?
Jeszcze ciągle słychać głosy: przecież to Rosja napadła bez powodu na niewinną Ukrainę! Słychać je przede wszystkim od ludzi, których wiedza o świecie dociera jedynie przez ekran telewizora. Oni nie potrafią inaczej i dlatego będą nadal bronić „zachodnich wartości”, czyli obłudy, zakłamania i korupcji.
Zostawmy więc zmanipulowanych swojemu losowi, skoro tak wybrali. Pójdą na beznadziejną wojnę, bo im sam Pan Bóg szepnął z nieba, że za ojczyznę — bić się trzeba (Julian Tuwim „Do prostego człowieka”), nie mając pojęcia, że oddają swoje życie dla oligarchów ukraińskich i skorumpowanych zachodnich polityków.
Przed każdą wojną prowadzona jest operacja psychologiczna mająca na celu przekonanie ludzi do konieczności niechcianej wojny. Zawsze stosowane są fałszywe doniesienia o „okrucieństwie” wymyślonego wroga.
Dla zwolenników wojny istnieje tylko jeden argument: nienawiść do całego narodu, którego wybrali sobie jako wroga. Wszystkie argumenty za wojną są temu podporządkowane. Jest to objaw braku percepcji — braku możliwości obiektywnej oceny sytuacji — opartego na jedynie emocjonalnym z wyłączeniem logiki sposobie traktowania wykreowanego przez taką postawę problemu.
W każdym, bez wyjątku narodzie są zarówno dranie, jak i wspaniali ludzie. Ponieważ te cechy w bardzo małym stopniu są zależne od pochodzenia, czy kultury całego narodu.
Jakiej znowu kultury! – zakrzykną podżegacze wojenni – robactwo nie posiada kultury! A czy człowiek o tak idiotycznych poglądach wie, czym właściwie jest ta kultura?
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
…słynne oświadczenie Elona Muska po wspieranym przez USA zamachu stanu przeciwko Evo Moralesowi w Boliwii w 2019 roku: „Zrobimy zamach stanu, na kogokolwiek zechcemy! Pogódźcie się z tym”. Stany Zjednoczone mają długą tradycję ingerowania w suwerenne państwa – od Ameryki Łacińskiej po Bliski Wschód i Europę Wschodnią. Fakt, że urzędujący ambasador wyraził to tak otwarcie, pokazuje, jak mało szacunku pozostało dyplomatycznym pozorom.
Arogancja towarzyszy ludzkości przez całą jej historię. Nie jest to współczesny wynalazek, ale psychologicznie uzasadniony fenomen braku wiary we własną wartość. Arogant okazuje niczym nieuzasadnioną wyższość nad innymi ludźmi, oznajmia nieświadomie całemu światu, że ma kompleks niższości, który tłumi, poniżając inne grupy społeczne lub narodowe. Daje mu to chwilową poprawę samopoczucia, dzięki zagłuszaniu wątpliwości i sztucznie wykreowanego uczucia bycia kimś lepszym od innych.
Wartość człowieka nie jest mierzona w ilości pieniędzy na koncie bankowym, ale na tym, co może przekazać i w jaki sposób potrafi pomóc innym ludziom. Wielu myli tę pomoc z pseudofilantropią Billa Gatesa. Tylko że on pomaga jedynie własnemu ego i pomnaża swój majątek oparty na krzywdzie innych.
To nieklasyfikowane zdjęcie satelitarne opublikowane przez Stany Zjednoczone rzekomo przedstawia łódź, która 19 września 2026 r. stała się celem amerykańskiego ataku wojskowego na Morzu Karaibskim. Źródło.
To nie jest już tylko arogancja, kiedy amerykańskie wojsko zabija rybaków pod pretekstem walki z handlem narkotykowym. Chyba nie po to jest armia, żeby mordować niewinnych ludzi dla celów propagandy politycznej. Wyższy stopień arogancji jest po prostu zbrodnią. Żaden sąd nie obwieścił winy tych ludzi. Mamy jedynie gołosłowne zarzuty od stronniczych polityków.
Nowy porządek świata przewiduje nowy podział na strefy wpływów. Nie wiadomo czy upadające imperium USA w ogóle przetrwa te historyczne zmiany. Na pewno nie przetrwa tej nawałnicy amerykański dolar w dotychczasowej formie dominującej waluty światowej. Kanada, Grenladia, Ameryka Środkowa i Południowa są już praktycznie pod butem Stanów Zjednoczonych. Z jednym małym wyjątkiem: Kuba.
Kolejny przykład arogancji: „Myślę, że będę miał zaszczyt podbić Kubę” – powiedział 47. prezydent, pochylony nad biurkiem Resolute. „To nie byłoby złe. To byłby wielki zaszczyt. Mogę ją wyzwolić albo podbić, myślę, że mogę z nią zrobić, co zechcę” – powiedział. – wczorajszy artykuł na globalresearch.ca: Trump: Inwazja na Kubę będzie „wielkim zaszczytem”.Źródło.
18.09.2026 r. Kuba dotknięta siódmą w tym roku ogromną awarią zasilania. Jest to między innymi efekt amerykańskiej blokady gospodarczej.
Podobnie jak Tajwan zostanie wchłonięty przez Chińską Ludową Republikę, tak Kuba stanie się częścią amerykańskiego imperium lub jego kolonią. Nie muszę nikomu udowadniać, że nie wspieram ideologii komunistycznej, moja aktywna postawa przeciwko systemowi totalitarnemu w PRL o tym świadczy. Nikt mnie jednak nie przekona, że „pomoc” Trumpa w „wyzwoleniu” Kuby jest czymś dobrym. Już nieraz pomagali Korei, Wietnamowi, Chile, Panamie, Serbii, Somalii, Afganistanowi, Syrii czy Libii. Ten ostatni kraj do dzisiaj nie może dojść do siebie po takiej pomocy.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Zwróciliście uwagę na to, że od wielu lat proponuje się nam rozwiązanie dla wymyślonych lub sztucznie spotęgowanych problemów, które pogłębiają sam problem lub tworzą nowe jeszcze gorsze? Oto kilka przykładów:
Medycyna. Od ponad 100 lat proponuje wątpliwe leczenie objawów chorób, przez zatruwanie organizmu chemicznymi substancjami chorobotwórczymi;
Klimat. Od ponad 20 lat ci, którzy najbardziej zawinili w kwestii zatrucia środowiska, propagują jako jedyne rozwiązanie opodatkowanie ludzkości, przez co przyczyniają się do przyspieszenia nieuchronnego kryzysu ekonomicznego, zdrowotnego i ekologicznego;
Wojna na Ukrainie. Od 12 lat tworzy się typowy dla podżegaczy wojennych obraz wroga niezasługującego na życie. Rozwiązanie: więcej broni dla nazistów i pieniędzy dla skorumpowanych polityków na Ukrainie i w zachodnim świecie;
Plandemia. Od sześciu lat propaguje się rakotwórczą, zabójczą i niezbadaną substancję, służącą terapii genetycznej jako broń biologiczną przeciwko całej populacji;
Wojna z Iranem. Niemożliwa do wygrania wojna w celu podniesienia cen ropy i wyeliminowania konkurentów – n.p. Arabii Saudyjskiej;
Zastrzyki z mRNA. Spowodowały już olbrzymią ilość ofiar raka turbo i dlatego są doskonałym „antidotum” w celu rozpowszechniania wywołanych na zlecenie pro-globalistycznych planistów wojskowych zabójczych plandemii.
Wszystkim tym przykładom towarzyszy kampania strachu w zaprzedanych globalistom mediach i walka z „dezinformacją”, czyli opartym na niezależnych od farmacji badaniach odmiennym podejściem do przyczyn problemu.
Amerykańskie firmy farmaceutyczne Moderna i Merck ogłosiły przełom w leczeniu nowotworów: nowo opracowana szczepionka mRNA została najwyraźniej z powodzeniem zastosowana w walce z rakiem skóry. Czy to promyk nadziei dla wszystkich osób chorych na raka? W obliczu wciąż niewyjaśnionej do końca katastrofy związanej ze szczepionkami mRNA w czasie pandemii koronawirusa pozostają jednak wątpliwości. Dlaczego na przykład w badaniach nad rakiem od 1900 roku tak rzadko wspierano i dopuszczano do stosowania alternatywne kierunki badań oraz metody leczenia? Kwestię tę dogłębnie analizuje poniższy dokument zatytułowany „Kulisy badań nad rakiem” (niem. „Die Abgründe in der Krebsforschung”). Źródło.
47-letni mężczyzna, który zgodnie z opisem przypadku był wcześniej zdrowy i nie przyjmował żadnych leków, zmarł 555 dni po podaniu szczepionki mRNA firmy Pfizer. Jeden z wielu przykładów, kiedy rozwiązanie jest dużo gorsze niż problem, który miało rozwiązać. Źródło.
Wszystkie te katastrofy są powiązane przez ich twórców, planujących do ponad stu lat przejęcie władzy nad światem. Pomimo skrupulatnych przygotowań, nie są w stanie zrealizować swoich zamiarów. Każdy plan wymaga do realizacji bieżącej korekty, kiedy dzieją się nieprzewidziane przez plan wydarzenia. Jednak skoro zakładają, że są nieomylni, to i korekty im nie są potrzebne. Dlatego przegrywają i nie umieją się z tym pogodzić.
Wciąż mają wpływ na ONZ, WHO, UE i wiele rządów świata, ale to wystarcza jedynie na kreowanie zamętu i skutkuje niezrozumiałymi przez ogół posunięciami w rodzaju, kiedy nieuzbrojony karzeł Europa grozi mocarstwu atomowemu.
Cierpliwość Rosji tłumaczę doskonałym rosyjskim poczuciem humoru. Ciągle jeszcze trzymają się ze śmiechu za brzuchy, nie mogąc wyjść z podziwu dla głupoty polityków z koalicji chętnych na śmierć swoich poddanych.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Przed wojną – tą z Iranem – nie do pomyślenia! Protesty przeciwko polityce syjonistycznego apartheidu odbywały się już dawno na całym świecie. Jednak skala ostatnich demonstracji w Nowym Jorku przerosła oczekiwania nawet samych organizatorów. Do tego fakt, że prezydent USA również wspiera ten ruch, jest czymś zupełnie nowym. Nie przybył on co prawda w swojej czerwonej czapeczce MAGA na tę demonstrację, ale pokazał wsparcie w inny, dyplomatyczny sposób.
Na kilka dni przed przybyciem Netanjahu do USA na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Donald Trump – republikanin, spotkał się z zagorzałym wrogiem Netajahu, burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdanim – demokratą. A do spotkania Trump – Netanjahu tym razem nie doszło.
Burmistrz NY zapowiedział, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, aresztuje Netanjahu za zbrodnie wojenne na Palestyńczykach. Nawet gdyby tak się stało, to premier Izraela szybko odzyskałby wolność i zostałby oficjalne przeproszony. Wpadłem na pomysł, żeby wsadzić Netanjahu do jednej celi z przebywającym tam przecież już wenezuelskim prezydentem Maduro. Ich dyskusja mogłaby być naprawdę interesująca. Nie tylko dla CIA. Maduro, pomimo że sam żartobliwie określił swoją angielszczyznę „językiem Tarzana”, potrafi się jednak dogadać w tym języku.
Spojrzenie zbitego psa powinno wzbudzać litość, ale tego nie robi.
Kiedy pod koniec września izraelski premier Benjamin Netanjahu wystąpił przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, ponad stu dyplomatów demonstracyjnie opuściło salę, zanim jeszcze zaczął przemawiać. Wśród nich byli delegaci z Palestyny, Brazylii, Hiszpanii, Turcji, Tunezji, Arabii Saudyjskiej i RPA.
Netanjahu, wobec którego Międzynarodowy Trybunał Karny – ten trybunał w Hadze, który może oskarżać osoby fizyczne o zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i ludobójstwo – wydał nakaz aresztowania w związku z domniemanymi zbrodniami wojennymi w Strefie Gazy, nazwał tych, którzy opuścili salę, „moralnymi tchórzami”.Źródło.Moim zdaniem adekwatną odpowiedzią na jego postawę, byłoby nazwanie premiera Izraela niemoralnym „bohaterem”.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu przemawiał przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ w Nowym Jorku w czwartek, 24 września 2026 roku – według izraelskich mediów, była to jedna z najkrótszych i najbardziej wymagających pod względem bezpieczeństwa wizyt USA w czasie jego prezydentury. Podczas gdy międzynarodowe doniesienia koncentrowały się głównie na protestach, konflikcie opinii publicznej z burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdanim i dziwacznym incydencie w kanalizacji w pobliżu jego hotelu, konflikt, który był kluczowy dla politycznego przetrwania Netanjahu, rozgrywał się w samym Izraelu: otwarte zerwanie z najbardziej wpływowym rabinem w litewsko-charedimskim świecie, Dovem Landauem.
Kraje, których przedstawiciele opuścili salę plenarną ONZ przed wystąpieniem Netanjahu. Źródło.
Jak wynika z tej mapy wszyscy dotychczasowi sprzymierzeńcy Izraela z Zatoki Perskiej i wszystkie kraje na Bliskim Wschodzie naturalnie poza samym Izraelem, zbojkotowały wystąpienie terrorysty na forum ONZ.
Nie jest to jedynie moda, by przypodobać się wyborcom. Daje to nam nadzieję, że przynajmniej resztki człowieczeństwa odzywają się coraz liczniej także wśród polityków. Z pewnością obserwujemy koniec haniebnej ery premiera Netanjahu. Kto zajmie jego miejsce? Biorąc pod uwagę 70% wsparcia w Izraelu dla rasistowskiej polityki rządu, obawiam się, że będzie to wcale nie lepszy drań.
Francuski sędzia Nicolas Gouyou, który wydał w Międzynarodowym Trybunale Karnym nakaz aresztowania Netanjahu, twierdzi, że firmy Visa i Mastercard zablokowały wszystkie jego karty, przez co nie może już dokonywać zakupów. Twierdzi on, że sędziowie, prawnicy i politycy są zastraszani i traktowani jak przestępcy. Źródło: Telegram 24.09.2026 r. 14:32.
Przy negatywnych emocjach związanych ze zbrodniami Izraela, nie jest łatwo zachować pełen obiektywizm. Przecież każde państwo ma prawo do obrony nawet wtedy, gdy korzystając z sił specjalnych, samo organizuje napaść na własny kraj, żeby potem mieć pretekst do tej „obrony”. Nigdy tak nie jest, że cały naród ponosi zbiorową odpowiedzialność za zbrodnie polityków. To syjonistyczny rząd organizując napaść na własne państwo, wykorzystuje naturalny strach, by skonsolidować naród przeciwko wymyślonemu wrogowi.
Nie usprawiedliwia to izraelskich radykalnych wyborców. Jednak spójrzmy na siebie – jakie kreatury dopuszczamy do władzy we własnym kraju?
Co prawda również Beni-to przecież nie Mussolini.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Jak walczyć z systemem, w którym tkwisz po same uszy? To jest tak, jak gdybyś tonął w bagnie i jednocześnie niszczył brzytwę, którą podają ci „życzliwi”. Bez obawy, nie będę usprawiedliwiał zbrodni popełnionych przez Trumpa, żeby wesprzeć ideę walki z Deep State. W dzisiejszym wpisie nie będzie jak w większości dotychczasowych tłumaczenia publikacji z niezależnych mediów. Chcę dzisiaj przedstawić wam, jak ja widzę fenomen Trumpa.
Kiedy podczas wyborów sześć i dwa lata temu stałem po stronie Trumpa, w których nie brałem udziału, bo nie mieszkam w USA, wiedziałem, że nie jest on szlachetnym bohaterem, jakich znamy z westernów „Rio Bravo”, czy „W samo południe”. W styczniu 2020 roku pokazał światu swoją „prawość”, wydając wyrok śmierci na irańskiego generała Kasema Solejmaniego.
Delegacja irańska, która w czwartek zgromadziła się w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, pozostawiła po sobie portret legendarnego męczennika, generała Kasema Sulejmaniego, podczas gdy premier reżimu syjonistycznego Beniamin Netanjahu stanął na podium przed niemal pustą salą. Źródło.
Dlaczego więc wspierałem i nadal wspieram Trumpa? Nie z tęsknoty za sprawiedliwym rycerzem, tylko dlatego, że w naszej – nie Trumpa – walce z globalizmem nie mamy lepszych sprzymierzeńców. Powiecie, że Trump przecież nadal wspiera cyfrowe niewolnictwo sprzymierzone z farmacją w celu depopulacji ludzkości. I tu zgodzę się ze wspieraniem, ale nie z celem. Celem Trumpa jest dogadana już z Rosją i Chinami władza USA nad zachodnią połową świata. Europa wyswobodzi się po ponad 80 latach spod tej dominacji. Kto ją przejmie? To sprawa otwarta. Na chwilę obecną rządzą tu zdecydowanie globaliści.
Przecież właśnie dogadujemy się z USA w sprawie stacjonowania 15 tysięcy amerykańskich żołnierzy w Polsce! Źródło. Owszem, jednak Trump już od dawna dogadał się z Putinem i Xi w sprawie wycofania wszystkich amerykańskich baz wojskowych z rejonu Zatoki Perskiej i Europy. Jak myślicie, które decyzje będą dla niego ważniejsze? Poza tym widzieliśmy skuteczność amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa w Arabii Saudyjskiej i sąsiednich krajach.
Księżyc Ameryki.
Zastanówmy się, jakie są pozytywne w sensie walki z globalizmem efekty prezydentury Trumpa? Ludzie wrogo do Trumpa nastawieni, a tych jest większość, powiedzą, że żadne. A jednak:
Wystąpienie z WHO;
Odejście od histerii klimatycznej;
Koniec genderyzmu – kretyńskiej polityki antyrodzinnej;
Powstrzymanie najazdu emigrantów;
Wstrzymanie marszu globalistów na drodze do opanowania całego świata.
Bez wątpienia wszystkie te punkty byłyby odwrócone o 180 stopni, gdyby wybory w USA wygrała Kamala Harris – marionetka globalistów.
Są jeszcze argumenty popierające teorię, że wojna z Iranem miała na celu wsparcie samozagłady Izraela. Wiele osób nie popiera tej teorii, ale nie jest ona pozbawiona sensu, szczególnie gdy wziąć pod uwagę epsteinowy szantaż wobec Trumpa. Po raz pierwszy w powojennej historii USA polityka Izraela stoi pod pręgierzem publicznej krytyki w USA.
Wszystkie karty Trumpa.
Nadzieje zwolenników MAGA zostały szybko zweryfikowane przez skorumpowany lobbing – masło maślane, bo inaczej być nie mogło. Skoro prezydent musi się liczyć z głosem karteli zbrojeniowych, farmaceutycznych oraz technologicznych, nie może równocześnie prowadzić z nimi otwartej walki. Musi się z nimi liczyć, ponieważ przekupują oni legalnie (lobbing) senatorów i kongresmenów, których głos jest ważny także dla Trumpa. To samo dotyczy izraelskiego lobby – AIPAC.
Cóż byłoby prostszego dla prezydenta USA, który chce pokoju na Ukrainie, powstrzymać pomoc logistyczną amerykańskiego wywiadu dla Ukrainy? Europejskie drony wysyłane z Ukrainy na Rosję pozbawione by zostały współrzędnych celu ataku. Spowodowałoby to natychmiastową porażkę Ukrainy i jednocześnie podniosłyby się głosy, że ta przegrana to wina Trumpa i ruszyłaby ponownie kampania Russiagate.
A co potem? J.D. Vance (czytaj Thiel) i Rubio (czytaj Netanjahu)?
Rozpowszechnia się wiadomości o psychicznej chorobie Trumpa. Zgodziłbym się z nimi o ile wszystkich – a jest ich większość – narcyzów w polityce uznać, za wariatów. Nieprzewidywalność, konfabulacja, mania własnej wielkości, to nie są objawy dla psychiatry – to strategia i to całkiem niezła w polityce światowej.
I proszę nie mylić pozytywnego myślenia z trumpowską propagandą wiecznego „sukcesu”. W porównaniu do europejskich narcyzów, a w rzeczywistości globalistów, których Trump przyparł do muru szantażem braku diesla, świadczy o zdrowym rozsądku tego skazanego przez media na aberrację psychiczną prezydenta.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Co zrobiłby człowiek, któremu przyśniły się numery totolotka na najbliższe losowanie? Pewnie wykupiłby kupon z tymi numerami. A co zrobiłby człowiek, który wie, że wkrótce coś się wydarzy, co spowoduje duży ruch akcji na giełdzie i wie także, w jakim kierunku ten ruch będzie? Zainwestuje na wzrost albo spadek tych akcji. Jeśli te oczekiwania się spełnią, zarobi bardzo dużo pieniędzy.
Tuż przed atakiem „terrorystycznym” na WTC, inwestorzy obstawiali, że niektóre akcje będą miały słabe wyniki w najbliższej przyszłości i starali się na tym zarobić. Zaledwie pięć dni przed 11 września ponad 2000 osób zajęło pozycje krótkie na akcje United Airlines – 90 razy więcej w ciągu jednego dnia niż w całym sierpniu. Cena akcji spółki gwałtownie spadła po atakach, zamieniając 180 000 dolarów w pozycjach krótkich na 2,4 miliona dolarów.
Dla niezorientowanych w systemie giełdy wyjaśniam, że krótkie pozycje to takie, w których kupujący spekuluje na spadku wartości akcji.
W międzyczasie, niespodziewanie, dokonano znacznych inwestycji w prywatne firmy ochroniarskie, wywiadowcze i obronne, które ogromnie skorzystały na atakach z 11 września i późniejszej „wojnie z terroryzmem”. 10 września zakup akcji głównego amerykańskiego producenta sprzętu obronnego, firmy Raytheon, wzrósł sześciokrotnie. Zaledwie tydzień później, gdy Pentagon rozpoczął hurtowe zakupy flagowych rakiet Patriot i Tomahawk firmy Raytheon, przygotowując się do inwazji na Afganistan, akcje firmy wzrosły o 37%. Inne duże spółki zbrojeniowe, w tym Boeing i Lockheed, również odnotowały nienormalne obroty przed atakami z 11 września.
Jeśli dodamy do tego, że Larry Silverstein (Silverstein Properties) – na zaledwie kilka tygodni przed zamachami, w lipcu 2001 roku, podpisał 99-letnią umowę dzierżawy (leasingu) całego, ówczesnego kompleksu WTC oraz ubezpieczył w sierpniu 2001 r. obie wieże na wypadek ataku terrorystycznego w tym również z udziałem samolotu, zobaczymy szerszy obraz ludzi wtajemniczonych w akcję CIA na Manhatanie.
Odszkodowanie, jakie za to otrzymał, wyniosło 4,6 miliarda dolarów.Źródło.
Podobna sytuacja wystąpiła w październiku 2023 r. przed atakiem Hamasu w Strefie Gazy. Znowu ktoś wcześniej o tym wiedział i zarobił na giełdzie fortunę.
Nagły wzrost sprzedaży akcji spółek izraelskich – pozycje krótkie – wrzesień/październik 2023 r. Źródło: powyżej podany artykuł.
O czym to świadczy? O tym, że politycy i wojskowi planujący te zamachy fałszywej flagi – w przypadku Hamasu, był to po prostu zamówiony przez Izrael atak – sami tak inwestowali na giełdzie, lub przekazali zaufanym osobom te informacje. Chyba że wierzymy w wyśnione numery totolotka.
Podobieństwo przedstawionych tutaj wykresów jest uderzające. Naturalnie, takie porównanie nie ma sensu, ale skojarzenie pozostaje. Chciałbym dodać, że spekulacje giełdowe oparte na wiedzy zdobytej z racji sprawowanego urzędu są nielegalne. W USA grozi za to do 20 lat pozbawienia wolności za każde naruszenie przepisów oraz wielomilionowe grzywny. Kara spotkałaby z pewnością każdego z nas, gdyby nam udowodniono takie nielegalne działanie. Prezydent USA nie pozwoli prokuratorowi zajmować się tą sprawą. A przed końcem kadencji w styczniu 2029 roku wyda ułaskawienie dla siebie i swoich pomocników.
Oszustwa giełdowe rodziny Trumpa, to jedynie efekt uboczny, tak przy okazji wielkiej polityki. Ważniejsze jest pytanie: skąd ci ludzie mogli wiedzieć o planowanych zamachach i dlaczego im nie zapobiegli. Przecież zginęło tysiące ludzi! Owszem ludzie zginęli, ale oni zarobili miliony, a nawet jak ten Silverstein miliardy dolarów. Taka kwota potrafi zmusić do milczenia sumienie, o ile ono w ogóle się odzywa.
Rozdawanie przywilejów, a w tym przypadku poufnych informacji, to jest także forma rządzenia przez zdegenerowanych przywódców poświęcających własnych ludzi, by uzyskać poparcie prowojenne dla swojej zbrodniczej polityki.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Masowe opuszczanie sali przez delegatów Zgromadzenia Ogólnego ONZ, gdy izraelski premier Benjamin Netanjahu wkracza na mównicę.
Nastał światowy trend krytyki ludobójczej polityki Izraela. Zjawisko godne pochwały. Nasuwa się jednak pytanie: dlaczego trzeba było czekać tyle lat? Dlaczego chowano pod dywan liczne morderstwa ludności cywilnej w Palestynie? Przecież zdecydowana większość tych samych polityków, którzy teraz demonstracyjnie opuszcza salę, jeszcze nie tak dawno biła brawa na stojąco dla tej samej kreatury premiera Izraela – hańby dzisiejszego świata. Również ci delegaci z entuzjazmem wspierali przygotowaną także przez izraelskich globalistów Agendę 2030.
Moralność ma z polityką tyle wspólnego co mainstreamowi dziennikarze z faktami. Gdy są wygodne, to je wykorzystują.
W początkowych latach działalności izraelski wywiad w dużej mierze polegał na agentach żydowskich, zarówno w przypadku rutynowych, jak i delikatnych misji. Wraz z rozszerzaniem się zasięgu na wrogie środowiska, coraz więcej zadań związanych ze zbieraniem informacji powierzano zwerbowanym agentom w społeczeństwach arabskich i palestyńskich, podczas gdy agenci żydowscy nadal zapewniali wsparcie logistyczne i operacyjne za granicą.
Terroryści jedynie się tak bronią, zarzucając terroryzm swoim ofiarom. Odwrócony, okrutny świat: zaprzeczanie lub ignorowanie ludobójstwa w Strefie Gazy jest dziś przepustką do „osi dobra”. Źródło: Telegram 18.09.2026 r. 23:16.
Mossad odegrał ważną rolę w przygotowaniu i realizacji powstania w Gazie w październiku 2023 r. Dlaczego? Z tego samego powodu, dla którego CIA poświęciła blisko 3 tysiące Amerykanów na Manhattanie 11 września 2001 r. Potrzebny był pretekst do wojny z terrorem. Tak, to właśnie terrorysta używa takiego pretekstu, by przekonać opinię publiczną o słuszności walki z terroryzmem, który jest podstawowym programem działań rządu państwa okupującego Palestynę.
Ben Gwir – kandydat na premiera w październikowych wyborach do Knesetu.
To nawoływanie do zbrodni i jego realizacja jest końcowym efektem drogi do Wielkiego Izraela:
1943 r. Żydzi przybywają do Palestyny – początki kolonizacji. Przybyli;
1948 poproś Anglików, żeby pomogli ci założyć na nieswojej ziemi państwo Izrael. Pomogli;
1948 r. wojna izraelsko-arabska. Pozwól uchodźcom palestyńskim osiedlić się w Strefie Gazy. Pozwolili;
Załóż sojusz z najsilniejszym państwem świata, obiecując wieczny wpływ USA na Bliski Wschód. Założyli;
Zdobądź broń atomową i nie przyznawaj się do jej posiadania. Zdobyli;
1967 r. po wojnie sześciodniowej przejmij kontrolę w Strefie Gazy. Przejęli;
1967 r. Rozpocznij budowę pierwszych oficjalnych osiedli żydowskich na Wzgórza Golan oraz półwyspie Synaj. Rozpoczęli;
1967 r. Wprowadź dyskryminację rasową. Inne prawa przysługują izraelskim osadnikom, a inne (prawo wojskowe) ludności palestyńskiej. Wprowadzili;
10 grudnia 1987 r. Załóż przy współudziale Mossadu Hamas dla przeciwwagi wobec PLO (Organizacja Wyzwolenia Palestyna Jassera Arafata). Założyli;
Wrzesień 2024 r. Podaruj przeciwnikom Izraela, wykorzystując agentów Mossadu, pagery, które potem wysadzisz w powietrze. Podarowali;
Zbuduj haki na światowych polityków i przekup resztę. Tak powstał AIPAC i wyspa Epsteina;
28 lutego 2026 r. Wykorzystaj te haki, by stworzyć koalicję wojenną przeciwko Iranowi.
W ten sposób nieświadomie Izrael zapoczątkował drogę własnego upadku. Upadku Izraela jako państwa terrorystycznego. Ważnym wspólnikiem tych działań był właśnie Mossad – izraelski wywiad. Organizacja wykorzystująca naiwnych, pazernych na łatwe pieniądze agentów, których zostawia własnemu losowi, kiedy są zbyt kłopotliwi lub niepotrzebni. Organizacja, którą podejrzewa się o zamach na prezydenta Johna Kennedy’ego, na WTC, Charliego Kirka i nawet o nieudane próby zamachu na Trumpa.
Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę – to przysłowie pochodzące z Księgi Ozeasza ze Starego Testamentu jest po tysiącach lat nadal aktualne.
Paniczny strach był ich najważniejszym narzędziem, teraz sami popadają w panikę. Zaplanowali z dobrym skutkiem wielką pandemię w formie wojny biologicznej przeciwko ludzkości. Użyli strachu, żeby przekonać opornych do poddania się zabójczej terapii genetycznej i teraz gdy ich pomysł przejęcia władzy nad całym światem rozpadł się na trzy kawałki (Chiny, Rosja i USA, którymi nie są w stanie zawładnąć pomimo istniejących tam skostniałych struktur głębokiego państwa), jedyne, na co wpadli to wojny lub następna pandemia.
Kolejna plandemia nie ma szans powodzenia. Dlaczego? Czy raz oszukani na wnuczka uwierzylibyście ponownie w podobny przekręt? Znajdą się pewnie i tacy, ale będzie ich niewielu. Były już wielokrotnie powtarzane próby na przykład ze zmałpowaną ospą, która wywoływała paniczny śmiech. Dobrze się dzieje, że globaliści nie uczą się na swoich błędach. A dlaczego się nie uczą? Ponieważ uważają, że oni błędów nie popełniają.
Stąd się bierze taktyka dostarczania przez UE Ukrainie pieniędzy i uzbrojenia oraz ataki na rosyjską infrastrukturę, by przekonać siebie samych, że się nie mylili, bo mylić się przecież nie mogą. Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, to wyjaśniam, że UE jest organem wykonawczym globalistów.
W poniedziałek ukazał się na jonfleetwood.substack.com artykuł:
BARDA twierdzi, że jego szerszy program dotyczący grypy ma na celu utrzymanie środków zaradczych na wypadek „następnej pandemii grypy”, w tym zgromadzonych materiałów szczepionkowych, krajowych mocy produkcyjnych, badań klinicznych i technologii zdolnych do szybkiego dostosowania się w przypadku zidentyfikowania nowego „zagrożenia”.
Dlaczego tylko grypa, a nie dżuma, czy cholera?
Przeciwko grypie szczepimy się już od dekad i jedyną korzyść odnoszą producenci szczepionek. U wielu zdrowych pacjentów sama szczepionka wywołuje objawy grypy. Wtedy rusza propaganda medialna: gdyby nie szczepienia byłoby znacznie gorzej, a tak to jest tylko źle.
Ptasia grypa daje twórcom plandemii strachu największe nadzieje na sukces. Amerykański Departament Obrony – od roku ponownie Departament Wojny – przejął pełną kontrolę nad pracami stworzenia zabójczego wirusa ptasiej grypy. Dlatego takie inicjatywy można uznać za element wojny biologicznej przeciwko ludzkości. Jednak skoro opierają się na wątpliwych definicjach pseudonauki zwanej wirusologią, mają mizerne szanse na powodzenie.
W ramach programu badawczego finansowanego przez amerykańskie siły zbrojne opracowano szczepionkę opartą na samo replikującym się RNA (sa-mRNA), skierowaną przeciwko ptasiej grypie typu H5N1, stworzoną z wykorzystaniem chimerycznych konstrukcji wirusowych zbudowanych metodą genetyki odwrotnej. 15.01.2026 r. Źródło.
Do dzisiaj nie udało się stworzyć patogenu grypy, który spowodowałby zaplanowaną dla niego chorobę. Nie udowodniono także, w jaki sposób takie zakażenie mogłoby się przenosić. Co do tego, że ludzie i zwierzęta (oraz rośliny) przekazują swoje choroby na inne osobniki, nie mamy wątpliwości. Wątpliwa jest jednak obowiązująca teoria chorób zakaźnych oraz i jakie czynniki tym procesem sterują.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Czy nasze uczucia stały się dla nas ważniejsze niż racjonalne, intuicyjne, a nawet naukowo ustalone prawdy? Czy zdrowy rozsądek przestał być przekazywany po latach 60.? Co się stanie, gdy w końcu zdejmiemy opaskę z oczu i zobaczymy coś takim, jakie jest naprawdę? Czy potrafimy poradzić sobie z tą prawdą, skoro tak wielu innych odmawia wzięcia odpowiedzialności za kryzys, który sami pomogli stworzyć?
Te pytania postawili autorzy piątkowego artykułu na globalresearch.ca: Czy jesteśmy w stanie dokonać jakichkolwiek znaczących zmian?Źródło. Artykuł wyjaśnia w prosty sposób model biznesowy bezwzględnych oszustów, doprowadzających zdrowe firmy do upadku, przez co dziesiątki tysięcy ludzie tracą z dnia na dzień podstawy swojej egzystencji.
Jeśli chcesz znaleźć największy pojedynczy przykład instytucji, która zrzekła się odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę, spójrz na COVID. Około 70% Amerykanów ostatecznie zaszczepiło się, wielu przyjęło również dawkę przypominającą, a większość nigdy nie została poinformowana wprost, że te produkty nie przeszły standardowego, siedmioletniego lub dziesięcioletniego procesu oceny bezpieczeństwa i skuteczności, wymaganego w przypadku każdej innej szczepionki w historii.
———————————-
Europa ma inne sposoby okradania własnych obywateli. W dobie HAARP – amerykańskiego systemu wywoływania katastrof pogodowych i geologicznych – biznes ubezpieczeń przed powodzią, trzęsieniem ziemi lub wybuchem wulkanu przestał być loterią, a stał się planowanym przekrętem.
Ciągle jeszcze mamy do czynienia z naturalnymi katastrofami, jednak sama możliwość ich wywoływania jest doskonałym przykładem dla samofinansowania wydatków na broń ekologiczną. Powstają komercjalne firmy przyjmujące zlecenia na zamówione katastrofy w odpowiednim miejscu i czasie. Nie mam na to jeszcze dowodów, nie wiem też, do jakiej korporacji trzeba się zwrócić, by zamówić powódź podczas wyborów. Jest to jednak logiczna konsekwencja postępu technologicznego powiązanego z bezwzględnością skorumpowanych polityków.
Bruksela odkryła kolejny rynek wart miliardy: ubezpieczenia od burz, powodzi i pożarów lasów. Pod hasłem „odporności klimatycznej” ryzyko ma być w coraz większym stopniu skupiane, finansowane i zabezpieczane na szczeblu europejskim – aż do poziomu zabezpieczenia kredytowego w wysokości do 65 miliardów euro. Krytycy dostrzegają w tym kolejny impuls do centralizacji ze strony brukselskich eurokratów, którzy chcą stopniowo włączać również krajowe ryzyka związane z katastrofami i ubezpieczeniami pod parasol UE. Źródło.
Zapowiedziany sześć lat temu przez Klausa Schwaba Great Reset jest realizowany przez jego konkurentów. Można wysunąć wniosek, że globalistów wystrychnięto na dudka. Ich pomysł przejęły wielkie mocarstwa, które korzystają z olbrzymiego wkładu pracy i środków bagiennych pseudoelit, którzy mogą jedynie patrzeć, jak oddala się okręt światowego rządu bez ich zaufanego człowieka przy sterze. Nie są wcale tak bezsilni – ciągle potrafią przeciągać wojny, by opóźnić nieunikniony proces rozliczeń za poprzednie zbrodnie. Ciągle decydują o papce propagandowej mediów na świecie i wypowiedziach kukiełek powszechnie zwanych politykami.
Nowy porządek świata rzeczywiście nadchodzi. Nie będzie on jednak realizacją ONZ-owskiej Agendy 2030. Powstaną nowe strefy wpływów. Już dzisiaj widać, że USA otrzyma obie Ameryki z przyległościami w postaci Grenlandii. Na Bliskim Wschodzie kończy się dominacja amerykańsko-izraelska i najwyraźniej ten sztuczny twór brutalnego państwa żydowskiego zakończy swój byt, z powodu wybujałych i nierealnych ambicji. Rosja pewnie dogada się w końcu z Japonią w kwestii wysp Kurylskich. Chinom wpadnie w ręce Tajwan, a nowy jedwabny szlak będzie przebiegał w pobliżu bieguna północnego, a jeśli dobrze pójdzie to pewnie i Antarktyda stanie się kolejną trasą transportu chińskich produktów.
Nowy Porządek Świata.
Czy będzie to świat lepszy od tego znanego nam dotychczas? O to chyba nietrudno, bo gdy padła koncepcja władzy łotrów nad światem, gorzej to chyba nie będzie. Tego jeszcze nikt nie jest w stanie przewidzieć. Jednak jedno jest pewne. Nawet po wprowadzeniu cyfrowej waluty CDBC nie zniknie korupcja. Zawsze znajdzie się sposób, żeby okazać wdzięczność za dokonane przysługi.
Kiedyś pacjent zapytał po udanej operacji chirurga: Jak ja się panu odwdzięczę? Od kiedy Fenicjanie wynaleźli pieniądze, nie mamy z tym żadnego problemu – odpowiedział skromnie lekarz.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Stale rosnące wykorzystanie sztucznej inteligencji, a co za tym idzie gwałtownie rosnące zapotrzebowanie na pamięć masową i moc obliczeniową, powoduje obecnie na całym świecie boom budowlany związany z powstaniem ogromnych centrów danych. Jednocześnie politycy na całym świecie narzucają działania na rzecz ochrony klimatu w celu ograniczenia emisji CO². Natomiast gigantyczne zużycie energii i wody przez centra sztucznej inteligencji nigdy nie jest poruszane. Dziennikarz śledczy David Icke wyjaśnia, dlaczego budowa centrów danych i rewolucja w dziedzinie sztucznej inteligencji mają dla polityków wyższy priorytet niż rzekomo zbliżająca się globalna katastrofa klimatyczna. Źródło.
David Icke twierdzi, a ja się z nim zgadzam, że nie powinieneś mieć możliwości samodzielnego kierowania swoim życiem i opłacania rachunków, lecz twoje przetrwanie powinno całkowicie zależeć od rządu. Taki jest plan. A jeśli po prostu będziemy tam stać i patrzeć, to tak się stanie. Ale nie musi tak być. Garstka ludzi nie może rządzić 8 miliardami, chyba że te 8 miliardów to po prostu zaakceptuje i podporządkuje się tej garstce. Koniec historii.
Wyjaśniam tym, którzy nie wiedzą: Gułag (lub GUŁag) to radziecki system obozów pracy przymusowej, który istniał w ZSRR od 1930 do lat 50. i 60. XX wieku. Były to miejsca „resocjalizacji” dla podejrzanych o niesprzyjanie totalitarnej władzy. Te obozy stały się pierwowzorem dla niemieckich obozów koncentracyjnych. Pierwszy niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny w Dachau otwarto 22 marca 1933 roku. Także i niemieckie obozy broniły totalitarnego systemu przed wrogimi ideologiami. W rzeczywistości służyły w utrzymaniu terroru nad własnym społeczeństwem.
Ależ to przecież odległa historia, cóż my mamy z tym wspólnego? System totalitarny to ustrój polityczny, w którym państwo kontroluje wszystkie dziedziny życia społecznego i prywatnego, dążąc do całkowitego podporządkowania sobie obywateli. Tę i wcześniejsze definicje otrzymałem od SI – Sztucznej Indoktrynacji. My żyjemy wszakże w demokracji – nieprawdaż? Nasze rządy nigdy przecież nie będą propagować społecznej kontroli poprzez media, system kamer i szerzenie strachu przed konsekwencjami za myślozbrodnię.
Nawet błędne myślenie stało się przestępstwem podlegającym karze. Adam Smith-Connor i Isabel Vaughan-Spruce zostali oskarżeni za cichą modlitwę w pobliżu kliniki aborcyjnej. Nie podeszli do nikogo, nie rozdawali ulotek i nie spowodowali żadnego zakłócenia porządku. Niezależnie od stanowiska w sprawie aborcji, pytanie pozostaje to samo: od kiedy spokojna myśl stała się sprawą dla policji i sądów?
Przedstawiony fragment nie opisuje historii z czasów drugiej wojny światowej – to się wydarzyło niedawno na Wyspach Brytyjskich – kolebce europejskiej demokracji. Cytat pochodzi z opublikowanego w czerwcu artykułu na benews.media: Cyfrowy Gułag.Źródło.
Winston Smith pokochał już Wielkiego Brata, jak przepowiedział George Orwell w swojej słynnej książce.
Już od dawna jesteśmy strażnikami naszego gułagu. Niepotrzebne koszty na drut kolczasty, wieże strażnicze ze strażnikami zostały wyeliminowane. Wystarczy telewizja, komórka i bardzo sztuczna inteligencja zastąpiona atrofią tej niegdyś wszechobecnej naturalnej inteligencji. Wydajemy nawet spore pieniądze na zakup jeszcze lepiej kontrolującej nas komórki oraz wielkiego płaskiego ekranu nieprawdy. Stalin i Hitler patrzyliby z zawiścią na taki rozwój wydarzeń.
Pomyśl, ile twoich myśli wcale nie jest twoich, tylko zostało ci po cichu wpojone na zasadzie kukułczego jaja. Ta metafora została dobrze wyjaśniona w artykule sprzed 7 laty, czyli tuż przed kowidowym gułagiem:
Kukułka to wyrodny rodzic [ależ nie!! sprytny, bo ma więcej sił na następne jaja... MD] , gdyż podrzuca jaja innym ptakom. W życiu ptaków decydujące znaczenie mają reakcje instynktowne. Jajo czy pisklątko w naszym gnieździe jest nasze, nawet jeśli inaczej wygląda. Wykluje się z niego potwór. Rośnie szybko, jest bardziej przebojowy i szerzej rozdziawia dziób przy karmieniu. Jeśli znajdzie obok siebie jajo czy przybranych braci, szybko wyrzuci ich na ziemię. A na koniec oszust i morderca w jednej osobie dorasta wieku dojrzałego.Źródło.
Nasze myśli nie są już nasze – to są te kukułcze jaja, które odebrały nam wolność.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Paul Craig Roberts był zastępcą sekretarza skarbu w administracji Reagana, zastępcą redaktora naczelnego i felietonistą Wall Street Journal, pierwszym niezależnym felietonistą Business Week, felietonistą Scripps Howard News Service, autorem artykułów na stronie redakcyjnej Los Angeles Times oraz felietonistą głównych gazet francuskich i włoskich, a także Creators Syndicate w Los Angeles.Źródło.
Profesor John Mearsheimer, jeden z najbardziej realistycznych amerykańskich ekspertów w dziedzinie polityki zagranicznej, właśnie wrócił z kilkudniowej podróży do Moskwy i Sankt Petersburga. W tym 46-minutowym filmie relacjonuje rozmowy z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Ławrowem i rosyjskimi ekspertami w dziedzinie polityki zagranicznej, a także przedstawia swoją interpretację wpływu wojny i sankcji na Rosję.
Ten film możecie obejrzeć w polskim języku tutaj:
Niedawno spędziłem 8 dni w Rosji – od 5 do 12 września 2026 r. – głównie w Moskwie i Sankt Petersburgu. Wygłosiłem serię wykładów i udzieliłem wywiadów, a także rozmawiałem z wieloma osobami ze środowiska rosyjskich służb bezpieczeństwa, w tym z wysokimi rangą osobistościami, takimi jak minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. W tym odcinku opisuję, czego dowiedziałem się podczas tej podróży.
Wczoraj usłyszałem podczas rozmowy, że Rosja przegrywa tę wojnę, że jest gospodarczo oraz militarnie słaba i technicznie zacofana. Taka opinia panuje wśród wielbicieli baśni z 1001 telewizorów. Oglądając na ekranach TV globalistyczną porcję wybranych „wiadomości” i ich odpowiednią interpretację, zanurzają się w krainę fantazji mającą z życiem tyle wspólnego co wysokość abonamentu TV z jakością jej programu.
Wojna będzie, ponieważ kilka dni temu ponad Łodzią przeleciały z hukiem wojskowe odrzutowce. Skąd ten huk? Powstaje w chwili, gdy samolot przekracza prędkość dźwięku i robi to celowo, by wystraszyć ludność i przyzwyczaić do nietypowych odgłosów. Alarmy typu: „szukajcie schronienia”, chociaż nie ma dokąd uciekać, również służą tej prowojennej propagandzie strachu.
Tak rozumie kwestię pokoju polska telewizja.
Pomysł i inicjatywa tego konfliktu pochodzi od globalistów. Od siły, która nie została nawet wspomniana w tej analizie. Potrzebowali tej wojny jako ersatz dla kończącej się wojny biologicznej nazywanej pandemią. Oczywiście, że militarne plany tej wojny zostały stworzone w Pentagonie, jednak na zlecenie globalistycznych pseudoelit. To globaliści kierują każdym krokiem nieudacznych polityków europejskich. To oni kazali polskiemu ministrowi praktycznie wypowiedzieć wojnę Rosji. Bezskutecznie, ponieważ Rosja tej wojny wcale nie pragnie.
Zapytacie zapewne, to po co Rosja wkroczyła na Ukrainę? Odpowiedź znajdziecie, gdy sami odpowiecie na pytanie: po co Ukraina – naturalnie pod wpływem globalistów – pozwoliła stacjonować NATO-wskim rakietom wymierzonym w kierunku Rosji?
Celem tej wojny nigdy nie było zwycięstwo którejkolwiek strony. Celem była sama wojna. Naturalnie, że Moskwa nie dogadała się z Kijowem, że będą udawać wojnę – tak daleko ta zmowa nie zaszła. Jednak zmowa miała miejsce, inaczej nie byłaby możliwa turystyka wojenna polityków do Kijowa. Inaczej Kreml nie dostarczałby ropy do Ukraińskich czołgów, które potem masakrował dronami. Podobnie ma się sprawa z Iranem.
Mała dygresja w związku z „zacofaną technologicznie” Rosją. Szybki rozwój rosyjskich dronów bojowych z napędem odrzutowym stanowi coraz większe wyzwanie dla ukraińskiego systemu obrony powietrznej i zmusza Kijów do dostosowania się do szybszego i bardziej wymagającego zagrożenia. – Reuters.
Trwające właśnie wybory w Rosji spowodowały zmianę rosyjskiej strategii na bardziej agresywną wobec Ukrainy. Dlaczego? Ponieważ większość Rosjan i mieszkańców Rosji popiera takie podejście. Przewiduję, że po wyborach powróci dawna wstrzemięźliwość Rosji.
Putin ma inną koncepcję uzgodnioną z Trumpem i Xi. Pewne pomysły globalistów te trzy mocarstwa wykorzystują we własnym interesie. Przede wszystkim stworzenie sytuacji, w której brakuje diesla. Widać wyraźnie, że zarówno Rosja, jak i USA wykonują kroki zmierzające ku podwyżce cen tego surowca.
Na nagraniu widać rosyjski pocisk typu loitering Geran-4, wyposażony w głowicę elektrooptyczną (EO), uderzający w stację benzynową przy alei Stepana Bandery w Kijowie. Źródło: Telegram 15.09.2026 r. 18:41.
Można zrozumieć sens wojny tylko wtedy, gdy zna się zamysły wszystkich sił, które tę wojnę spowodowały i działają w kierunku jej przedłużania. Dlatego nikogo nie powinno dziwić zamieszanie, jakie wywołuje ta katastrofa humanitarna. Przedstawiłem tutaj moją interpretację tej wojny. Czy jest słuszna, czy nie – czas pokaże?
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Tak popularnie określa się Islandię ze względu na wulkaniczno-lodowcowy krajobraz oraz występowanie licznych gejzerów. To wyspiarskie, europejskie państwo zaliczane do krajów nordyckich, ma około 400 tysięcy mieszkańców – tyle, co Szczecin.
29 sierpnia odbyło się referendum w Islandii w sprawie wznowienia negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. 52,8% głosujących (przy frekwencji wynoszącej 82,5%), powiedziało nie dla przystąpienia do scentralizowanej i prowojennej Unii.
Kampania anty-UE okazała się w Islandii skuteczna.
Do kolejnej próby przekonania Islandczyków do „dobrodziejstw” skorumpowanej Unii już nie dojdzie, ponieważ ten totalitarno-biurokratyczny stwór opanowany praktycznie w całości przez globalistów zdąży wcześniej doprowadzić siebie do samounicestwienia.
Unijne centra władzy znajdują się poza unijnym terytorium. Decyzje o kierunku i sposobach unijnej degradacji zapadają w City of London i w Davos.
Podobnie wymuszona przez Jemen decyzja Riadu o wstrzymaniu dostaw ropy do UE także nie pochodzi z Brukseli. W związku z tym Europejski Bank Centralny zainicjował projekt wdrożenia nowej, po upadku euro, waluty cyfrowej.
Pod przewodnictwem przewodniczącej Komisji Ursuli von der Leyen Unia Europejska coraz bardziej staje się niedemokratyczną, autorytarną, nieprzejrzystą i centralistyczną strukturą władzy. Taki kierunek narzucił jej globalizm.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com