Po wypadku latarni na ul. Krzywej otrzymała od burmistrza kwiaty i kosz słodyczy. Za zęby musiała zapłacić sama

KZ: Polska w pigułce – brak poszanowania dla ludzi, brak odpowiedzialności za cokolwiek. Zwykłych ludzi prześladują za byle co, ale urzedasy ponad prawem.

Minęły cztery miesiące, odkąd latarnia w centrum Nowego Targu spadła na przechodzącą ulicą Krzywą 70-letnią panią Krystynę.15 maja uliczna latarnia omal nie zabiła pani Krystyny. Zdj. Czytelnik

Sprawa odbiła się szerokim echem w mediach całego kraju. Było południe, 15 maja, gdy mieszkająca nieopodal 70-letnia pani Krystyna wracała z zakupów w Żabce.Cud, że przeżyłamChodziła tędy tysiące razy. Kątem oka zauważyła, że mężczyzna obok idzie chwiejnym krokiem, więc zrobiła dwa kroki w bok, bardziej na środek ulicy. Dziś wie, że te dwa kroki uratowały jej życie.

– Nagle poczułam, że coś mi się zwaliło na głowę. Przewróciłam się, gdy chwyciłam za głowę, ta cała była we krwi. Dobrze, że lekarze z przychodni obok przybiegli szybko i mnie ratowali. Gdybym nie zrobiła tych dwóch kroków w bok, to by mnie zabiło, to przecież ciężkie żelazo. A tak, uderzył mnie klosz, który rozbił się na mnie. Jeszcze miesiąc później wyciągnęłam z głowy kawałek plastiku, bo się nie chciało goić – wspomina kobieta.

W szpitalu na SOR-ze była do wieczora. Lekarze zrobili badania, założyli szwy i opatrunek, potem do domu odwiozła ją córka. Rozległe siniaki na plecach i boku długo nie chciały zejść. Ból dokuczał tak bardzo, że musiała kupować specjalne plastry, bo tabletki niewiele pomagały.

Rehabilitacja? – Nie mam pieniędzy na prywatne wizyty. Na szpitalu trzeba czekać trzy miesiące w kolejce – przekonuje.

Nietrudno dziś zauważyć, szybciej doczekałaby się na przyjęcie w szpitalnym gabinecie, niż odszkodowanie ze strony miasta. Tymczasem ledwie uciułała półtora tysiąca na naprawę pokruszonych zębów. Nie wszystkich, bo na resztę też zabrakło.

– Śni mi się to po nocach, dobrze, że człowiek przeżył. To był cud, ktoś czuwa nade mną – dodaje cicho nowotarżanka.

Były kwiaty, słodycze… a odszkodowanie?

Sprawa wydawała się oczywista – wina jest, latarnia nie powinna spaść, za uszczerbek na zdrowiu i leczenie należy się stosowne odszkodowanie. Blisko miesiąc po wypadku, gdy pani Krystyna doszła do siebie, udała się na spotkanie z burmistrzem. Oprócz niego przywitało ją jeszcze dwóch urzędników i prawnik. Pani Krystyna została przeproszona, otrzymała piękny bukiet kwiatów i kosz upominkowy. I… to wszystko.

Potem było już mniej miło. Bo pani Krystyna przyszła na to spotkanie z córką oraz prawniczką, która zaproponowała zawarcie ugody.

– Chodziło nam o to, by panią ominął proces związany z zgłoszeniem do ubezpieczyciele, zgłoszeniem szkody, wyceną itd. Wiedzieliśmy, że w sprawę zamieszane jest bardzo dużo osób i nie wiadomo, kto za to ostatecznie ponosi odpowiedzialność, a wszyscy umywają ręce. Chciałam klientkę przed tym ustrzec – tłumaczy nowotarska prawniczka proszą co zachowanie anonimowości.

Padła konkretna kwota, jednak zamiast ugody, kilka dni później pełnomocniczka otrzymała standardowe pismo od ubezpieczyciela domagającego się złożenia stosownych dokumentów.

– Mijają trzy miesiące od spotkania, nie ma wydanej żadnej decyzji, ubezpieczyciel napisał ostatnio, że oczekuje jeszcze na dokumenty od strony miasta i tak na dziś sprawa wygląda – rozkłada ręce prawniczka.

Cena wizerunku Miasta

Przekonuje ona, że tak naprawdę jej klientki nie musi obchodzić jakie są relacje miasta z firmą, która zajmuje się obsługa lamp, kto zawinił czy nie dopilnował. Stało się co się stało, wypadek był głośny na całą Polskę i sprawa jest po ludzku – bulwersująca.

– Nikt nie wątpi, że odszkodowanie powinien wypłacić ubezpieczyciel. Jednak mając na względzie sytuację pani Krystyny i już nadszarpnięty całą historią wizerunek miasta – wydawało się, że burmistrz zgodzi się na uproszczenie całej procedury. Miasto po prostu mogło wypłacić zaproponowana kwotę od razu, a w międzyczasie swoje postępowanie poprowadziłby ubezpieczyciel, który w końcu zwróciłby pieniądze już do miejskiej kasy – podkreśla pełnomocniczka.Gdy pytam o kwotę o jaka się rozchodzi, prawniczka zasłania się tajemnicą, przyznaje jedynie, że nie chodzi o milionowe odszkodowania, a o kilkanaście tysięcy złotych zwrotu kosztów leczenia czy zadośćuczynienia za doznany uszczerbek na zdrowiu.Sąd? To potrwa lataTymczasem swoje postępowanie karne prowadzi w tej sprawie policja. Tu wchodzi w grę artykuł o narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to do 3 lat pozbawienia wolności. Jednak tu ustalenie komu konkretnie postawić zarzut może potrwać całe lata.Wytoczenie miastu sprawy sądowej o odszkodowanie spowodowałoby jeszcze większe wydłużenie sprawy.- Myśmy skierowały propozycję zawarcia ugody chcąc nawet negocjować kwotę. Ona została oszacowana rozsądnie. Ale nie wykluczamy, że jeśli to się będzie przeciągać znajdzie swój finał w sądzie – rozkłada ręce pełnomocniczka.Zmierza to do finałuBurmistrz Grzegorz Watycha przyznaje, że sprawa ciągnie się zbyt długo.- Sprawdziłem, że 27 września miną trzy miesiące jak złożyła wniosek o zawarcie ugody. My go przekazaliśmy do naszego ubezpieczyciela. Zmierza to do finału, ale nie jest jeszcze zakończone. Nie podpisaliśmy ugody, wiem, że korespondują pomiędzy sobą, na coś jeszcze firma czeka ze strony poszkodowanej i będzie to zmierzało do ugodowego załatwienia sprawy. Jak nie dostaniemy ugody do końca tego tygodnia, to nasz prawnik w poniedziałek siądzie do porozumienia, bo nie można tego przeciągać – podsumowuje burmistrz.Tymczasem pani Krystyna czeka.

Józef Figura

Niemieccy giganci zwalniają tysiące osób. „Będziemy świadkami bankructw”

https://www.money.pl/gospodarka/niemieccy-giganci-zwalniaja-tysiace-osob-bedziemy-swiadkami-bankructw-7204365923101472a.html

Kryzys w niemieckim przemyśle motoryzacyjnym. Volkswagen ogranicza produkcję, a Bosch Mobility do 2030 r. zwolni 13 tys. pracowników. W sumie w ciągu pięciu lat w pracę w branży straci do 100 tys. osób. W Niemczech dojdzie do bankructwa firm – prognozuje prezes niemieckiego instytutu badawczego DIW

Niemieccy giganci zwalniają tysiące osób. „Będziemy świadkami bankructw”

Problemy niemieckiego przemysłu motoryzacyjnegoProblemy niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego

oprac. Piotr Bera

Agencja Bloomberga zwraca uwagę, że niemiecki przemysł motoryzacyjny cierpi z powodu spadku sprzedaży, wysokich kosztów pracy i energii oraz konkurencji z Chin. Niemcy zainwestowali miliardy euro w rozwój samochodów elektrycznych, ale zainteresowanie ich pojazdami jest mniejsze, niż oczekiwano.

Dlatego w całej branży dochodzi do cięć. Volkswagen ogłosił, że przez pięć lat zmniejszy liczbę pracowników o 35 tysięcy. Kilkanaście tysięcy osób straci pracę też w motoryzacyjnej gałęzi Boscha oraz w ZF Friedrichshafen – dostawca części samochodowych zwolni 14 tys. osób do 2028 r

Problemy niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego.

Agencja Bloomberga zwraca uwagę, że niemiecki przemysł motoryzacyjny cierpi z powodu spadku sprzedaży, wysokich kosztów pracy i energii oraz konkurencji z Chin. Niemcy zainwestowali miliardy euro w rozwój samochodów elektrycznych, ale zainteresowanie ich pojazdami jest mniejsze, niż oczekiwano.Dlatego w całej branży dochodzi do cięć. Volkswagen ogłosił, że przez pięć lat zmniejszy liczbę pracowników o 35 tysięcy. Kilkanaście tysięcy osób straci pracę też w motoryzacyjnej gałęzi Boscha oraz w ZF Friedrichshafen – dostawca części samochodowych zwolni 14 tys. osób do 2028 r.Gala ogólnopolskiego konkursu grantowego dla dziennikarzy i studentów dziennikarstwa – Voice Impact.

Cięcia czekają też pracowników Continentala (10,5 tys.), Audi (7,5 tys.), Schaefflera (4,7 tys.), Porsche (1,9 tys.) oraz w fabryce pojazdów elektrycznych Forda w Kolonii (1 tys.). Sytuacji nie poprawiają cła na samochody ciężarowe wprowadzone przez Donalda Trumpa. Po ich ogłoszeniu spadły akcje Daimler Truck oraz Tratona – spółki zależnej Grupy Volkswagen.Bloomberg, powołując się na dane niemieckiego Stowarzyszenia Przemysłu Motoryzacyjnego (VDA), podkreśla, że przez ostatnie dwa lata w niemieckiej branży motoryzacyjnej zlikwidowano już 55 tys. miejsc pracy.- Ogłoszenie znacznych zwolnień w firmie Bosch to dopiero początek poważnej restrukturyzacji przemysłowej w Niemczech. W najbliższych latach będziemy świadkami wielu kolejnych zwolnień, a także bankructw – ocenił Marcel Fratzscher, prezes niemieckiego instytutu badawczego DIW, cytowany przez Bloomberga.

PKB w dół!

W drugim kwartale roku PKB Niemiec skurczyło się o 0,3 proc. Gospodarka zachodniego sąsiada Polski jest w dołku.W porównaniu z innymi dużymi gospodarkami Unii Europejskiej Niemcy wypadają najsłabiej. W II kwartale roku PKB wzrósł w Hiszpanii o 0,7 proc., we Francji o 0,3 proc., a w całej UE o 0,2 proc. We Włoszech odnotowano spadek o 0,1 proc.

Ruszają ekshumacje BANDYTÓW z UPA – nowo mowa Polsatu

KZ: Polsat , podobnie jak Der Onet używa specyficznych pojęć. Za chwilę napiszą że, Polska była narodem sprawców. Kto może niech napisze do Der Polsat sekretariat@polsatmedia.pl lub zadzwoni (22) 514 40 00 – i przekaże co myśli o takim nazewnictwie

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2025-09-26/ruszaja-ekshumacje-bojownikow-upa-w-polsce-wskazano-miejsce-i-podano-date/?fbclid=IwdGRjcAND5RVjbGNrA0PlC2V4dG4DYWVtAjExAAEe5_GJlfkcvx8v3UFkP39ZlX42rsw8714MCK_1n41M19va7u7XiZCbA3Gf2aI_aem_kaCwogW1yeYbHEM0vnBK7Q

Ekshumacje bojowników UPA w Polsce. Wskazano miejsce i podano datę

– Strona ukraińska zacznie prace poszukiwawczo-ekshumacyjne w Polsce 30 września – oświadczył w czwartek wiceminister kultury Ukrainy Andrij Nadżos na konferencji prasowej. Przekazał, że poszukiwania będą prowadzone we wsi Jureczkowa na Podkarpaciu, gdzie – według ukraińskich historyków – ma znajdować się mogiła bojowników Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).

Wyjazd zaplanowano na 29 września. Mówimy o datach przybliżonych. Strona polska zgodziła się na początek prac 30 września – oznajmił Nadżos.

Ekshumacje bojowników UPA w Polsce. Zgoda na prace w kilku miejscach

Powiedział, że strona ukraińska zawiadomiła stronę polską, którą działkę w lesie chce badać. – Stoi na niej stary kamienny krzyż. Jest on dla nas pewną wskazówką, chociaż nie wiadomo, czy akurat w tym miejscu znajduje się zbiorowa mogiła – zaznaczył.

Według jego słów, na pierwszym etapie prac przewiduje się usunięcie górnej warstwy gruntu. Możliwe też, że niezbędne okaże się ścięcie drzew, co będzie wymagać zgody miejscowych władz.

Nadżos powiedział, że wstępne dane – na podstawie badań ukraińskich historyków – wskazują na to, iż we wsi Jureczkowa w województwie podkarpackim znajdują się szczątki około 20 bojowników Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).

Nadżos dodał, że strona polska zgodziła się na prace poszukiwawczo-ekshumacyjne w czterech miejscach, ale w rzeczywistości może ich być więcej.

Polski Instytut Pamięci Narodowej (IPN) wydał w czerwcu tego roku wstępną zgodę na przeprowadzenie przez stronę ukraińską prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych w miejscowości Jureczkowa, położonej w województwie podkarpackim.

Decyzję tę potwierdził ówczesny rzecznik IPN, dr Rafał Leśkiewicz w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Prace, które mają rozpocząć się najwcześniej jesienią 2025 roku, będą finansowane przez Ukrainę i dotyczą poszukiwań grobów członków UPA.

Zgoda na prace w tej miejscowości jest jednym z trzech wniosków Ukrainy – pozostałe dotyczą Łaskowa koło Hrubieszowa i cmentarza w Przemyślu.

Ukraiński IPN za dialogiem ws. ekshumacji

Dyrektor Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Ołeksandr Ałfiorow poparł wznowienie prac przez Polsko-Ukraińskie Forum Historyków oraz dalszy rozwój dialogu wokół kwestii ekshumacji.

„Podczas wywiadu w Polskim Radiu Rzeszów podkreślił znaczenie współpracy pomiędzy Polską a Ukrainą w przeciwdziałaniu rosyjskiej agresji, a także poparł potrzebę wznowienia prac Polsko-Ukraińskiego Forum Historyków oraz dalszej dwustronnej współpracy wokół kwestii ekshumacji i pochówków” – napisano w czwartek w komunikacie na stronie Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej po roboczej wizycie Ałfiorowa w Polsce.

Szef Ukraińskiego IPN przebywał w Przemyślu, gdzie odwiedził Dom Ukraiński i ukraińską bibliotekę. W Pikulicach koło Przemyśla Ałfiorow złożył kwiaty na ukraińskim cmentarzu wojennym, gdzie pochowani są m.in. żołnierze armii Ukraińskiej Republiki Ludowej.

Polsko-Ukraińskie Forum Historyków, będące platformą spotkań pomiędzy badaczami z Instytutów Pamięci Narodowej obu krajów, funkcjonowało w latach 2015-2017. W ramach prac odbyło się pięć spotkań w Polsce i na Ukrainie.

Miliardy z dywidend wypływają z Polski. Oto gdzie trafiają pieniądze [MAPA]

źródło: https://businessinsider.com.pl/gospodarka/strumien-miliardow-dywidend-z-polskiej-gospodarki-oto-gdzie-trafiaja-pieniadze-mapa/2twp3p9

Polska gospodarka rozwija się dzięki inwestycjom, w dużej mierze tym przynoszonym z zagranicy wraz z technologiami. Jednak po wstępnej fazie, gdy już inwestycja okrzepnie, inwestorzy oczekują wypłat z zysków. Przygotowana przez Business Insidera mapa wypłat dywidend największych spółek w Polsce pokazuje przy okazji skalę przepływów finansowych z polskiej gospodarki za granicę.

Z największych spółek działających w Polsce 12,8 mld zł dywidend trafiło do Holandii, ale to kraj bardziej pośredniczący niż docelowy. Z Holandii pieniądze idą potem na cały świat Do Niemiec ostatecznie trafiło 5,9 mld zł i to ten kraj jest największym odbiorcą wypłat z zysków osiągniętych w Polsce. Największe wypłaty były od Rossmanna i Lidla Drugimi co do wielkości odbiorcami dywidend pochodzących z Polski była Portugalia. Tu większość kwoty wysłał właściciel Biedronki.

Oczywiście jest i druga strona, polskie firmy inwestują za granicami kraju i też pobierają z tego dywidendy. Z racji dostępności informacji skoncentrowaliśmy się jednak na tym, gdzie płyną dywidendy z Polski. Przeanalizowaliśmy dane stu największych pod względem kapitalizacji spółek giełdowych oraz pierwszą setkę firm, które w 2023 r. wykazały największe zyski przed opodatkowaniem wg zestawienia Ministerstwa Finansów za 2024 r. Może nie da nam to obrazu kompletnego, ale skoro mamy dane największych firm, które miały największe zyski, to pozostała grupa tego obrazu znacząco by nie zmieniła. Od podawanych kwot nie odejmowaliśmy podatków płaconych w Polsce od dywidend.

„Huby dywidendowe”, czyli Holandia i Luksemburg

Największa kwota dywidend popłynęła z Polski do Holandii. Aż 12,8 mld zł wypłacone zostało podmiotom zarejestrowanym w tym kraju. Holandia to jednak nie jest kraj docelowy, ale przyjazny podatkowo rodzaj „hubu dywidendowego”, gdzie rejestrują się spółki z całego świata, żeby zaoszczędzić na fiskusie.

Z tych 12,8 mld zł realnie w Holandii zostało tylko 3,5 mld zł, głównie z dywidendy ING Banku Śląskiego (3,3 mld zł), reszta trafiła do innych krajów, gdzie są akcjonariusze docelowi. Przez Holandię przechodzi np. 4,1 mld zł dywidendy wypłaconej holenderskiemu akcjonariuszowi przez Jeronimo Martins Polska, czyli właściciela sieci Biedronka i Hebe, ale dalej te pieniądze kierowane są do Portugalii. Podobna zasada dotyczy spółki Rossmann Supermarkety Drogeryjne, która holenderskiemu właścicielowi wypłaciła w ub.r. 1,6 mld zł, ale spółką nadrzędną jest podmiot niemiecki i tam ostatecznie trafiają pieniądze. To samo jest w przypadku: Grupy OLX (632 mln zł dywidendy przez Holandię idą dalej do RPA), Ikea Retail (403 mln zł przez Holandię idzie potem do Szwecji), Coca-Colą (211 mln zł przez Holandię idzie do USA). Co więcej, są przypadki jak np. Polpharma, gdzie po przejściu przez Holandię dywidenda 784 mln zł trafia ostatecznie do polskiego właściciela Jerzego Staraka.

Drugim dużym „hubem dywidendowym” jest Luksemburg. Tu z analizowanej przez nas grupy spółek trafiło 1,4 mld zł. Ale 639 mln zł z tej kwoty to dywidenda Volkswagena Poznań, która docelowo trafia do Niemiec, a 200 mln zł to wypłata Qemetica (dawniej Ciech), która ostatecznie później zawraca z Luksemburga do Polski do Sebastiana Kulczyka. W Luksemburgu zostały tylko pieniądze wpłacone przez Integer.pl (Grupa InPost, 344 mln zł) i Dom Development (177 mln zł). W przypadku InPostu część tej kwoty trafiła do Rafała Brzoski, który ma 12,5 proc. akcji luksemburskiego InPostu.

Poniższa mapa pokazuje, gdzie pieniądze trafiają docelowo, tj. bez uwzględnienia hubów pośredniczących. Dane obejmują te spółki, które płaciły dywidendę. Część dużych firm zagranicznych zachowała wszystkie zyski na inwestycje lub poniosła straty jak np. hinduski Arcelor Mittal Poland, niemiecki Kaufland Polska Markety czy południowokoreański LG Energy Solutions Wrocław.

Przepływ za granicę dywidend z największych spółek w Polsce w 2024 r.

Niemcy otrzymują najwięcej

Jak widać, kluczowym zagranicznym odbiorcą dywidend wypracowywanych w polskiej gospodarce są Niemcy, gdzie z badanych przez nas firm trafiło docelowo 5,9 mld zł. Największe wypłaty przelewał przez Holandię Rossmann Supermarkety Drogeryjne (1,6 mld zł), bezpośrednio do Niemiec płacił Lidl (835 mln zł) oraz pośrednio przez Luksemburg — Volkswagen Poznań (639 mln zł). Na liście bezpośrednio wpłacających do Niemiec są jeszcze ubezpieczyciele: Warta (360 mln zł) i Ergo Hestia (332 mln zł) oraz Mercedes-Benz Manufacturing Poland (331 mln zł).

Na drugim miejscu jest Portugalia z 4,1 mld zł, a to głównie za sprawą właściciela Biedronki, który za pośrednictwem spółki w Holandii otrzymał 4 mld 50 mln zł.

Trzecie miejsce zajmuje sama Holandia z 3,5 mld zł (ING BSK 3,3 mld zł, Grupa Żywiec 122 mln zł), czwarte Hiszpania z 3,3 mld zł (Santander Bank Polska 2,9 mld zł, Budimex 457 mln zł) a piąte Francja z 3 mld zł (operator telefonii Play firma P4 1,4 mld zł, BNP Paribas Bank Polska 410 mln zł).

Autor: Jacek Frączyk, redaktor Business Insider Polska

KZ: Skoro z jakiegoś obszaru wyciąga się dobra to można założyć że ten obszar jest kolonią.

Ocena recepcji i potencjału świadomości o cyklu menstruacyjnym – HITY z KPO i naukawe – Narodowe Centrum Nauki !!

Kilka hitów z KPO – będziemy aktualizować

======================================

Mail z poprawką:

Szanowny Panie Profesorze,

Wbrew tytułowi notki 

Tylko ostatnia pozycja dotyczy środków KPO – inne – niestety dotyczą projektów naukawych (literówka celowa) z finansowanych przez Narodowe Centrum Nauki!!

Rzadko wierzę memom, w sieci krąży dużo fejków więc posprawdzałem wszystko. To nie jest sen wariata! 🙁 I to już nie kolesiostwo polityczne ale – cokolwiek przez to rozumieć – nałka (kolejna literówka celowa)

=========================================================

Jedyne 30.000 zł za „

Rozpoczęcie szkolenia zawodowego w kierunku koordynacji, konsultacji i choreografii scen intymnych w teatrze i filmie, oraz
dzielenie się nabytą specjalistyczną wiedzą z polskimi aktorami i twórcami”

DYSCYPLINOWANIE PREZYDENTA, CZ. 3

Źródło artykułu oraz książki Sławomira Kozaka tutaj: https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/dyscyplinowanie-prezydenta-cz-3,p1640230081

Mało kto wspomina o jeszcze jednym, poważnym i dającym gigantyczne pieniądze przestępstwie, jakim jest nieuprawniony transport organów dla przeszczepów. A przecież w ostatnich kilku dekadach ten biznes wszedł na sam szczyt najbardziej dochodowych interesów mafijnych. Zastraszająca liczba młodych ludzi ginie bez wieści we wszystkich krajach świata, by nigdy się nie odnaleźć. I nie zawsze trafiają do lupanarów w portowych dzielnicach wielkich miast, czy na prywatne orgie pedofilskie, a okazują się właśnie bezwolnymi dawcami organów dla starych i najczęściej chorych milionerów. Piszę najczęściej, bo zdarzają się przecież oferty przetaczania „młodej krwi”, nie z powodu konieczności, a tylko z nadziei jej biorców na wieczną młodość i jurność. (Tu w książce następuje opis pochodnej adrenaliny, jaką jest adrenochrom, ale pominę go w tym tekście).

W roku 1986 międzynarodowy handlarz bronią Douglas Leese poznał Epstein’a ze Stevenem Hoffenberg, któremu Epstein pomógł w uruchomieniu korporacji Tower Financial, której działalność opierała się na zasadzie typowej piramidy finansowej, w USA określanej mianem schematu Ponziego. Obaj bardzo często podróżowali po całym świecie samolotami, co już w tamtym czasie skłoniło Epstein’a do myśli o własnej linii lotniczej. Jeszcze w roku 1987 próbował kupić Pan American World Airways. Rozmowy te przeciągały się jednak do roku 1991, a wtedy, w konsekwencji zamachu nad Lockerbie, linia przestała istnieć. Epstein pozostał na zawsze przy swojej flocie samolotów prywatnych. W tym samym, 1987 roku, Epstein, dzięki pomocy Ronalda Laudera (tak, tego od kosmetyków), będącego wówczas ambasadorem USA w Austrii, otrzymał paszport saudyjski na fałszywe nazwisko. Było to dla niego duże ułatwienie, zważywszy na ówczesną zażyłość w interesach ze wspomnianym Adnanem Khashoggi, operującym na tamtym terenie. Oczywiście, Epstein, wykorzystując swój urok (i zapewne nie tylko) zaprzyjaźnił się od razu z saudyjskim księciem Mohammed bin Salman, co z pewnością dyskontował skutecznie na rzecz współpracy Saudyjczyków z Izraelem. W roku 1988, mając już wielu znajomych pośród miliarderów i współpracowników rozlicznych wywiadów, Epstein postanowił powołać do życia firmę doradztwa finansowego – J. Epstein & Co. Usprawiedliwiało to jego rozliczne podróże, kontakty ze światem biznesu i finansjery, bywanie na znaczących galach i przyjęciach, a w ostateczności obracanie się pośród coraz młodszych kobiet, które zmuszał do współpracy w pozyskiwaniu materiałów kompromitujących wpływowych ludzi. 

Pod koniec lat 80. Wexner rozpoczął budowę, zupełnie od podstaw, miasta w New Albany, niedaleko Columbus, w stanie Ohio. Epstein zainwestował w ten projekt i został głównym partnerem w spółce nieruchomości o nazwie New Albany Property. To zajęcie, można założyć z dużym prawdopodobieństwem, służyło do prania pieniędzy. Zajmował się organizacją tego przedsięwzięcia na każdym jego etapie, począwszy od dokumentacji, na finansowaniu prac kończąc. Do miasta natychmiast ściągnęły takie giganty, jak Facebook, Google, czy Amazon, budując tam swoje centra informacyjne. Podejrzewać można, że firmy te, kooperujące na co dzień z wywiadem, przynajmniej amerykańskim, a zapewne i izraelskim, nieprzypadkowo zlokalizowały swoje bazy właśnie w tworzonym od podstaw miasteczku, budowanym przez innych współpracowników agencji wywiadowczych. Z pewnością, szantażowanie ludzi jest znacznie łatwiejsze, jeśli ma się wsparcie takich elektronicznych potęg, mogących rozwijać skrzydła na każdym etapie powstawania osiedli. W roku 1989 Wexner kupił siedmiopiętrową, największą kamienicę na Manhattanie, w ekskluzywnej dzielnicy Upper East Side, w bezpośrednim sąsiedztwie domu Davida Rockefellera. Wyłożył na nią niebagatelną sumę ponad 13 milionów dolarów, po czym ruszył z jej odrestaurowywaniem. To także było ogromne wyzwanie, przede wszystkim instalacyjne, ponieważ właściciel okablował całą posesję, mającą aż 40 pokoi, a kamery były od tej chwili obecne nawet w toaletach. W dużo późniejszych artykułach można było przeczytać, że główną łazienkę nazwano z tego powodu łazienką Jamesa Bonda. Co ciekawe, Wexner w ogóle nie korzystał z uroków swojej posiadłości, przekazał ją pod zarząd Epsteina, który z rozmachem rozpoczął jej wykorzystywanie dla kolekcjonowania nagrań niegrzecznych występków zapraszanych przez siebie gości. W większości byli nimi politycy i różnej maści naukowcy, którzy zafascynowali się urokiem kobiet ze Wschodniej Europy. A w politykę i naukę, jak już wiemy, Epstein inwestował niemal bez ograniczeń. W roku 1990 uznał, że biznes należy uatrakcyjnić o luksusową posiadłość poza miastem, gdzie w bardziej sprzyjających warunkach i pięknym otoczeniu hamulce mogą puszczać gościom szybciej. Decyzja padła na Palm Beach. Epstein, oprócz pięknej willi za 12 milionów dolarów, kupił także mniejszy, niedaleko stojący dom, który mimo, iż kosztował kolejny milion dolarów, miał cztery łazienki i basen, choć nie posiadał ani jednej sypialni. Zapewne był to obiekt typowo techniczny, a mówiąc wprost, raczej reżyserka, w której realizowano nagrania odbywające się w niedalekiej willi. A, żeby nikt nie wiązał obu budynków z jednym człowiekiem, dom zakupił poprzez tajemniczą spółkę Laurel Inc., której oficjalny adres mieścił się w Tampere, w odległej Finlandii!

Już w roku 1991 powstała, dziś już wszechstronnie opisana, a przez blisko dwie dekady kryjąca się w mrokach ścisłej tajemnicy, grupa MEGA (nie należy mylić z MAGA), którą stworzył mentor Epsteina – Leslie Wexner, przy współudziale Charlesa Bronfmana. Przybliżyłem ją w jednym z rozdziałów. W tym samym czasie ginie w tajemniczych okolicznościach mentor Epsteina, Robert Maxwell, który był także członkiem grupy MEGA. Od tego czasu Epstein niejako „wchodzi w jego buty” i zacieśniając, i tak już bliskie kontakty z ludźmi z socjety, rozpędza machinę seksualnego niewolnictwa i mówiąc wprost prostytucji, a co za tym idzie, pozyskiwania materiałów kompromitujących ludzi niezbędnych służbom do sprawnego funkcjonowania w skorumpowanym coraz bardziej świecie. O tym rozdziale jego życia opowiem w dalszej części, podobnie jak o kobiecie, z którą na dobre złączył go los (a najpewniej służby), w dniu pogrzebu jej ojca. Tam po raz pierwszy ujrzano tę parę trzymającą się za ręce i od tej chwili, co odcisnęło się dramatem na życiu wielu ludzi, byli nierozłączni.

Mam nadzieję, że zainteresowałem Czytelników tą opowieścią na tyle, by sięgnąć do książki, a przy okazji sprawdzić, czyje nazwiska kryją się w czarnym notesie Epsteina…

Sławomir M. Kozak