Awantura o TK dobitnie pokazała brutalną prawdę o Polakach

Awantura o TK dobitnie pokazała brutalną prawdę o Polakach

Agnieszka Piwar 2026-11-07

Gdybym miała krótko podsumować wydarzenia ostatnich dni pod Trybunałem Konstytucyjnym, sparafrazowałabym słynne tłumaczenie się Radka Sikorskiego z afery taśmowej: „polscy patrioci” zrobili „łaskę” Donaldowi Tuskowi. Nie ma jednak tak lekko. W niniejszym artykule poznęcam się nad nimi wszystkimi nieco dłużej.

Wywołanie potężnej awantury wokół TK nie było przypadkowe. Dlaczego akurat teraz rozgorzały tak zaciekłe pyskówki, a nawet doszło do przepychanek w obronie organu powołanego w PRL? Być może chodziło o to, by odwrócić uwagę od druku sejmowego nr 3003, na co zwrócili już uwagę niektórzy kumaci obserwatorzy.

Szczególnie bystry obserwator, Krzysztof Zagozda, postrzega wydarzenia wokół TK nieco szerzej. Zdaniem publicysty to kolejny polityczny spektakl sterowany przez Sanhedryn, w którym patriotyzm i narodowe emocje służą manipulowaniu Polakami oraz budowaniu nowego mitu jedności prawicy, gdzie Kaczyński i Braun, mimo pozornych różnic, wpisują się w tę samą grę, a Polacy po raz kolejny dają się wciągnąć w przedstawienie, nie dostrzegając, kto naprawdę rozgrywa tę partię.

W tym kontekście warto dodać, co ma do powiedzenia szara eminencja III RP. Żyd z Charkowa, który trzęsie polską polityką, czyli Józef Orzeł, z nadzieją spogląda na Karola Nawrockiego i przypisuje mu znacznie większą rolę niż tylko funkcję prezydenta. Orzeł widzi w nim potencjalnie kluczowego patrona i integratora całej prawicy, z Konfederacją [najwyraźniej jedną i drugą] włącznie.

Uważam, że spostrzeżenia Zagozdy są zasadne. Coś jednak nie zostało za kulisami dopracowane, bo póki co nowo namaszczony wódz polskiej prawicy, mimo napinania mięśni i robienia groźnej miny, wychodzi raczej na mięczaka. Na całej awanturze Tusk wyszedł bowiem nieco lepiej niż Nawrocki, w czym – o ironio! – kluczową rolę odegrali przeciwnicy premiera, stający murem za prezydentem.

WSZYSCY COŚ NABROILI

W sporze o Trybunał Konstytucyjny obie strony konfliktu mają coś na sumieniu. Zaczęło się w 2015 roku, kiedy prezydent Andrzej Duda odmówił odebrania ślubowania od trzech sędziów prawidłowo wybranych przez Sejm kończącej kadencję koalicji PO-PSL.

Tymczasem art. 194 Konstytucji przyznaje Sejmowi kompetencję wyboru sędziów TK, a prezydent nie ma kompetencji do zatwierdzania ani wetowania wyboru sędziów przez Sejm. Potwierdził to sam Trybunał w wyroku K 34/15 z 3 grudnia 2015 roku. Trzeba jednak pamiętać, że w tym samym czasie Sejm wybrał również dwóch sędziów niezgodnie z Konstytucją.

Podobne kontrowersje powróciły za prezydentury Karola Nawrockiego, który odmówił odebrania ślubowania od nowo wybranych sędziów TK. Choć prezydent nie może dowolnie blokować objęcia urzędu przez osoby prawidłowo wybrane przez Sejm, ustawa przewiduje składanie ślubowania właśnie wobec głowy państwa. Dlatego skuteczność ślubowania złożonego z pominięciem prezydenta pozostaje przedmiotem sporu prawnego.

Oliwy do ognia dolały ostatnie, chaotyczne próby odsunięcia od kierowania Trybunałem prezesa Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. W działaniach tych powoływano się na konkretne przepisy, jednak ich zastosowanie w tej sytuacji budzi poważne wątpliwości prawne i sprzeciw znacznej części prawników. Próby przejęcia sterów za pomocą wewnętrznych zarządzeń, przy udziale służb mundurowych, tylko pogłębiły chaos wokół Trybunału.

Sytuację pogorszyło zachowanie rządu, który odmówił publikacji niewygodnych orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Nawet jeśli gabinet premiera ma rację, kwestionując status obecnego TK, władza wykonawcza nie może przecież sama decydować, które orzeczenia jej się podobają, a które nie.

W związku z tym „prawdziwi polscy patrioci” ruszyli z odsieczą pod bramę Trybunału Konstytucyjnego. Nagły kryzys i zaostrzenie sporu o kierownictwo TK zaskoczyły Nawrockiego w przestworzach, gdy leciał z oficjalną wizytą do Senegalu. Natychmiast podjął decyzję o zawróceniu samolotu, przerwaniu podróży i powrocie do kraju.

Po wylądowaniu w Polsce prezydent pojechał prosto pod Trybunał Konstytucyjny, gdzie w drzwiach doszło do szarpaniny z sędziami blokującymi wejście. Nawrocki zignorował ostrzeżenia swojej ochrony i siłą przecisnął się do środka budynku. Rząd oskarżył go o fizyczny atak na sędziów (w tym kobietę), natomiast otoczenie prezydenta twierdziło, że to jego nietykalność została naruszona. Po spędzeniu nocy w gmachu TK prezydent opuścił budynek nad ranem, niczego nie osiągnąwszy.

W międzyczasie przed siedzibą Trybunału wyrosło miasteczko protestacyjne, tworzone przez działaczy opozycji, Kluby „Gazety Polskiej”, rolników i „Solidarność”. Demonstranci z biało-czerwonymi flagami zaczęli blokować budynek, aby uniemożliwić przejęcie go przez rząd i policję.

Choć przeciwnicy premiera (tzw. „obóz patriotyczny”) grzmieli z powagą o zamachu stanu, ich wiec protestacyjny szybko przerodził się w festyn – z wesołymi śpiewami, grochówką i ulicznym handlem. Nie zabrakło też prześmiewczych inscenizacji, z udziałem przebierańców w mundurach ZOMO.

Całość transmitowała Telewizja Republika, a fragmenty nagrań trafiły do internetu i rozeszły się w mediach społecznościowych. Dzięki temu szeroka publiczność dowiedziała się popisach wokalnych posła Michała Wójcika oraz nowym biznesie Tomasza Sakiewicza. Wysługująca się partii PiS stacja telewizyjna ruszyła bowiem ze sprzedażą pamiątkowych zegarków „obrońcy ojczyzny”. Pecunia non olet.

OKIEM PRAWNIKÓW

Zanim jeszcze rozkręcono imprezę z tanecznymi szlagierami, na której zarabiają „prawdziwi patrioci”, awanturą wokół TK zainteresowały się zagraniczne media. Początkowo z zewnątrz wyglądało to całkiem poważnie, gdyż znajomi z innych krajów pisali do mnie zmartwieni, dopytując o sytuację w Polsce. Przyznaję, że nie taka prosta sprawa wyjaśnić polskie bagno zagranicznemu obserwatorowi.

Poprosiłam znajomych prawników, żeby wytłumaczyli to możliwie najprostszym językiem.

Adwokat Paweł Czuga, powiedział wprost:

„Dawno straciłem rachubę i przestałem śledzić spór, który zaczął się już w 2015 r., kiedy ustępujący Sejm z większością PO i PSL, na podstawie specjalnie przygotowanego przepisu nowej ustawy o TK, 8 października 2015 r. wybrał „na zapas” pięciu sędziów Trybunału, w tym dwóch na miejsca, które zwalniały się dopiero w grudniu (czyli w kadencji nowego Sejmu już z większością PiS). Trybunał w wyroku z 3 grudnia 2015 r. (K 34/15) uznał, że w tej części przepis był niezgodny z Konstytucją.”

Prawnik dodał:

„Stawiam diamenty przeciwko orzechom, że niewielu z protestujących w ogóle pamięta, od czego zaczął się cały problem, i rozumie, na czym polegały dalsze działania PiS oraz na czym polegają obecne działania PO. Nie mówiąc już o tym, kto miał prawo zwołać Zgromadzenie Ogólne i dlaczego dla jednych ośmioro sędziów to wymagane kworum, a dla drugich za mało.”

Prawniczka Joanna Modzelewska uważa, że spór wokół Trybunału Konstytucyjnego jest niezrozumiały z perspektywy obywateli. Moja rozmówczyni podziela opinię, że wielu z nich opowiada się za swoimi liderami politycznymi, nie umiejąc ocenić sytuacji prawnej.

„Jest tu kilka wątków: historyczny, polityczny, logiczny, celowościowy, sytuacyjny. Zacznę od tego co najprostsze, czyli kwestii odbioru przysięgi sędziów powołanych przez sejm. Niedawno doszło do szarpaniny w TK z prezydentem Nawrockim, który wykrzyczał do sędziów, że nie są sędziami bo nie złożyli przysięgi. Jaki to problem by w takim momencie udać się do jednej z sal trybunału (będąc w środku) i będąc obok siebie wysłuchać ich przysięgi? To byłoby rozwiązanie problemu w dużej jego część i nie generowałoby kolejnych.”

Zdaniem Modzelewskiej to najprostsze wyjaśnienie, że problem tkwi gdzie indziej.

„W tym miejscu warto też wspomnieć, że pensja sędziego tj. około 50 tys. miesięcznie, a emerytura to ok. 30 tysięcy – tyle ma według oficjalnych źródeł Krystyna Pawłowicz z ramienia PiS. Oznacza to, że pensja sędziego jest wyższa niż pensja prezydenta. Warto też spojrzeć na kwestię potocznie nazywanych sędziów dublerów, czyli sędziów na zapas. To istotne zarzewie konfliktu. PiS powołał dodatkowe osoby do składu co dało możliwość różnego liczenia kworum.”

Prawniczka dostrzega również inny ciekawy aspekt dotyczący osób związanych z PiS, które z oburzeniem mówią teraz o rzekomym zamachu stanu. Modzelewska przypomina, że PiS bardzo ceni sobie doktrynę Piłsudskiego i chętnie się na nią powołuje. Tymczasem to właśnie ich idol, Józef Piłsudski, dokonał zamachu stanu.

CZY JEST CZEGO BRONIĆ?

Paweł Czuga ubolewa, że Trybunał Konstytucyjny, w którego obronie śpiewa się dziś „Rotę”, sam rzadko bronił obywateli. Adwokat zaczął sypać przykładami. Oto niektóre z nich:

„W wyroku z 7 maja 2014 r. (K 43/12) Trybunał nie dopatrzył się niczego niekonstytucyjnego w podniesieniu wieku emerytalnego do 67 lat (czytaj: harujcie do śmierci). W wyroku z 4 listopada 2015 r. (K 1/14) pobłogosławił przeniesienie do ZUS ponad połowy oszczędności zgromadzonych w OFE, przypominając, że prawo do zabezpieczenia społecznego „nie oznacza prawa do uzyskania świadczenia o określonej wysokości” (czytaj: twoje pieniądze nie są twoje tylko nasze)”.

Zdaniem Pawła Czugi, Trybunał nie tylko nie chronił praw socjalnych obywateli. Nie chronił również wolności słowa i wolności zgromadzeń.

„W wyroku z 30 października 2006 r. (P 10/06) TK uznał, że karanie za zniesławienie z art. 212 k.k. jest zgodne z wolnością słowa z art. 54 Konstytucji, i dodał, że „zaostrzenie odpowiedzialności karnej za zniesławienie »medialne« jest więc uzasadnione” (czytaj: sprawa karna za post w Internecie). W wyroku z 16 marca 2017 r. (Kp 1/17) zaakceptował uprzywilejowanie zgromadzeń „cyklicznych” kosztem wszystkich innych i uznał to ograniczenie wolności zgromadzeń za proporcjonalne (czytaj: wszyscy mogą demonstrować, ale niektórzy bardziej).”

Adwokat przyznał ponadto, że z bezczynnością Trybunału wobec problemów obywateli zetknął się również osobiście. W październiku 2025 roku złożył skargę do TK w ważnej sprawie dotyczącej wolności słowa, którą obecnie tłamszą przepisy karne. Do dziś nie ma żadnej informacji, co się z nią dzieje.

Modzelewska zauważa, że dyskusja czy istnienie Trybunału Konstytucyjnego ma w ogóle sens pojawia się co jakiś czas. Prawniczka zachęca do analizy, by na chłodno spojrzeć komu zależy na rozchwianiu sytuacji w kraju oraz kto ma interes w przewrocie i przejęciu władzy. Jej zdaniem nie są to rządzący.

„To już kwestia prostej logiki. Upraszczając: gdy biblijny król Salomon zaproponował przecięcie dziecka dwóm kobietom twierdzącym, że są matkami – prawdziwa matka oddała dziecko, bo nie chciała jego śmierci. I tu podobnie – ten kto zwodzi ludzi do podgrzania konfliktu – nie chce dobra i bezpieczeństwa kraju. A analizy przepisów, która są proste, nie wymagają wielu głów i tłumaczeń. One są proste.”

Paweł Czuga nie zamierza się pochylać nad sytuacją pod Trybunałem. Jego zdaniem, z punktu widzenia obywatela jest to kwestia całkowicie nieistotna.

„Całe to zamieszanie służy wyłącznie dalszemu dzieleniu społeczeństwa i odwracaniu jego uwagi od rzeczywistych problemów, z którymi zmaga się kraj, a także zbijaniu punktów poparcia przed nadchodzącymi wyborami. Szczególny niesmak budzi we mnie widok politycznych kreatur, które stają na czele protestujących i grają na tanich emocjach swoich wyborców” – podsumował gorzko adwokat.

LANSOWANIE NA TRYBUNALE

Piknik pod Trybunałem Konstytucyjnym okazał się dobrą okazją nie tylko do zbijania kapitału politycznego, ale także szeroko pojętego lansu. W mediach społecznościowych Polacy prześcigali się w komentowaniu sporu, o którym nie mają pojęcia. Przez kilka dni wyskakiwały mi na Facebooku czyjeś zdjęcia w sędziowskiej todze, takie przerobione przez AI.

Przy tej okazji nie mogło zabraknąć dyżurnych „patriotycznych celebrytek” czyli Marianny Schraiber i Samueli Torkowskiej. Pod bramę Trybunału przybiegły (oddzielnie) z polską flagą, by bronić nie wiadomo czego. Dumnie pozowały z biało-czerwoną na tle kordonu policyjnego. Winszuję – lajkom pod foto nie było końca.

Obie przed laty rozpoczęły karierę w „Top Model”, lewackim reality show nadawanym przez antypolską szczujnię TVN. Najpierw pozowały do zdjęć ocierających się o pornografię, a potem weszły w buty prawicowych dziennikarek. Klasyka gatunku.

Ta pierwsza przykleiła się do PiS, a swego czasu dostała nawet autorski program w telewizji wPolsce.24, propagandowej tubie tej partii. Karierę rozbudowała na głośnych romansach i mordobiciu za pieniądze na galach MMA.

Ta druga zakręciła się koło Konfederacji Korony Polskiej i Kamratów. Aktorom ogrywającym rolę największych antysystemowców w Polsce, najwyraźniej nie przeszkadza jej przeszłość. W 2020 roku zapolowała na golasa ze swoim facetem do sesji zdjęciowej promującej zamordyzm covidowy pod hasłem „zostań w domu”.

Ale co tam jakaś modelka, która zapewne chciała sobie tylko dorobić. Ciekawsze jest to, że koncesjonowani antysytemowcy dość szybko zapomnieli, iż zamordyzm covidowy firmował także obecny prezydent, który wygrał wybory dzięki ich poparciu.

Przypominam zatem, że w czasie fałszywej pandemii Karol Nawrocki popierał drakońskie obostrzenia wprowadzane przez rząd PiS (wspierany w tej kwestii przez PO) i aktywnie promował szprycowanie. Jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku był m.in. twarzą akcji informacyjnych, rygorystycznie egzekwował obostrzenia sanitarne, a muzealny apartament wykorzystywał do izolacji i pracy zdalnej.

Obowiązkiem wolnych i niezależnie myślących osób jest pamiętać po wsze czasy i nieustannie przypominać, że rządowe restrykcje w tamtym okresie, w tym drastyczne ograniczenie dostępu do pomocy medycznej, przyczyniły się do blisko ćwierć miliona nadmiarowych zgonów Polaków i wielu innych tragedii naszych rodaków. Firmowanie towarzystwa mającego krew na rękach jest niewybaczalną hańbą.

„Polscy patrioci” najwyraźniej zapomnieli także o tym, że prezydent którego teraz tak mocno wspierają, jeszcze kilka lat temu, jako prezes IPN, w wywiadzie dla PAP powielał antypolską narryrację, mówiąc o Polakach mordujących Żydów w Jedwabnem. Teraz robią z Nawrockiego bohatera, który „dla ojczyzny ratowania” wrócił się przez morze, przerywając podróż do Senegalu.

Nakręcanie tego całego szaleństwa podbił Grzegorz Braun, który jest zdecydowanie lepszym reżyserem niż politykiem. Najpierw zrobił sobie uśmiechnięte selfie z Jarosławem Kaczyńskim na proteście pod TK. Potem poleciał do PiS-owskiej telewizji wPolsce24, gdzie budował dramaturgię, formułując alarmujące twierdzenia dotyczące rzekomego zagrożenia dla życia obecnego prezydenta.

Aby uzasadnić swoje obawy o życie Karola Nawrockiego, Braun wprost odwołał się do losu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

W tym kontekście chcę przypomnieć głośny wywiad (ponad milion wyświetleń na YouTube), jakiego 15 lat temu udzielił mi generał Sławomir Petelicki. Domagał się on postawienia Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu z powodu sposobu, w jaki ówczesny rząd postąpił po katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 roku.

Petelicki sugerował ponadto, że bałagan panujący w Polsce mogą zmienić tylko wyborcy przy urnach. Zdecydowanie się pomylił. Kolejne wybory wygrał PiS, który rządził przez dwie kadencje, mając do dyspozycji prezydenta Andrzeja Dudę oraz wiele innych narzędzi.

Jakoś nigdy nie postawili Tuska przed Trybunałem Stanu, mimo iż słynny generał podał im powód i argumenty na tacy.

ODBIERANIE WŁASNOŚCI

Czy w państwie prawa można naprawiać wcześniejsze naruszenia Konstytucji poprzez działania, których zgodność z prawem również budzi poważne wątpliwości? Joanna Modzelewska przyznała, że odpowiedź na to pytanie wymaga uwzględnienia szerszej perspektywy historycznej i zastanowienia się, jaki punkt odniesienia przyjąć.

„Czy powinien nim być okres rządów PiS? A może rok 1989 lub nawet czasy po II wojnie światowej? Odpowiedź nie jest prosta. Dam podpowiedź. Żeby żyć trzeba mieć. Na czym polegała zmiana systemu po II wojnie światowej? Na zmianie klas społecznych. Na likwidacji tzw. burżuazji, tzw. obszarników, tzw. posiadaczy ziemskich. Czyli na pozbawieniu praw i własności.”

W tym kontekście Modzelewska uważa, że kluczem do oceny jest sprawdzenie co zrobiono w zakresie przywracania zagrabionego mienia Polakom.

„Za rządów PiS cała Polska poznała problem reprywatyzacji. Bierut po II wojnie światowej odebrał masowo własność Polakom. Po 1989 roku nie było łatwo ją odzyskać. Ale – co ciekawe – właśnie za rządów PiS Trybunał Konstytucyjny zablokował możliwość odzyskania mienia zagrabionego przez komunistów. To niewygodny fakt. Ale wart świadomości przy ocenie. A zatem trzeba rozwiązać problem wszelkimi możliwymi legalnym środkami. Nawet takimi, które nie są komfortowe. Bo brak działań to też działania przez zaniechanie” – podsumowała prawniczka.

W związku z powyższym nie sposób przemilczeć istotnej korelacji. Tuż przed wybuchem awantury o TK, gwałtownie przyspieszyły w komisjach prace nad drukiem sejmowym 3003 i przeszedł on kluczowe etapy legislacyjne przed końcowym głosowaniem.

Podczas gdy Polacy ekscytowali się pyskówkami i śpiewami pod TK, kontrowersyjna ustawa została przepchnięta przez parlament. 6 listopada 2026 roku Sejm oficjalnie uchwalił ustawę wynikającą z druku 3003 w trzecim czytaniu. Projekt przeszedł większością głosów koalicji rządzącej, po tym jak w październiku został rozpatrzony przez połączone komisje sejmowe.

Krytycy ostrzegają, że zgodnie z ustawą urzędnicy będą mogli zabrać lub zablokować komuś majątek i firmę bez wcześniejszego wyroku sądu. Wystarczy jedna decyzja ministra, aby wpisać przedsiębiorcę na listę sankcyjną i zamrozić jego pieniądze. To jawne uderzenie w prawo własności, bo zanim poszkodowany człowiek udowodni w sądzie swoją niewinność, jego biznes może już całkowicie zbankrutować.

Innym poważnym problemem związanym z drukiem 3003 są przepisy o walce z tzw. „obcą manipulacją” i dezinformacją. Niezależni eksperci alarmują, że te przepisy są napisane bardzo niejasno i dają rządowi narzędzie do cenzurowania niewygodnych mediów oraz uciszania krytyki politycznej. Dodatkowo w sprawę mają być zaangażowane liczne służby specjalne, co budzi ogromny strach przed nadużyciami władzy wobec zwykłych obywateli.

No cóż, część z tego przerabiałam już na własnej skórze jeszcze w czasach rządów PiS, kiedy podległa premierowi Mateuszowi Morawieckiego bezpieka zablokowała mojego bloga przed czytelnikami. Powód? Wymyślili sobie, że zagrażam bezpieczeństwu państwa. Zbiegło się to w czasie, kiedy stanowczo krytykowałam zamordyzm covidowy i rozbrajanie Polski poprzez wysyłanie broni na Ukrainę.

Co znamienne, podobny los spotkał wówczas kilka innych portali. Nie przeszkadzało to jednak redaktorom naczelnym niektórych z nich uwiarygadniać teraz swoją obecnością PiS-owski happening pod Trybunałem Konstytucyjnym.

Kończąc, powtórzę popularny slogan: „PiS i PO jedno zło!”. Jednak Polacy najwyraźniej cierpią na polityczną odmianę syndromu sztokholmskiego, bo wciąż przywiązują się do tych samych oprawców i nie wyciągają wniosków.

I przestańcie wreszcie stosować wobec mnie szantaż emocjonalny, sugerując, że jeśli nie popieram „obozu patriotycznego”, to automatycznie popieram Tuska. Przecież to właśnie Zjednoczona Prawica, mając władzę i możliwości, nie postawiła go przed Trybunałem Stanu. Ja bym to zrobiła.

Żeby sprawiedliwości stało się zadość, do odpowiedzialności karnej powinni zostać pociągnięci nie tylko Tusk, ale również Morawiecki i Kaczyński. Nie łudźcie się jednak – nikt z obecnej polskiej sceny politycznej nie odważy się podjąć takiego działania.

Agnieszka Piwar

PS Spektakl z gnojeniem Polski i rozgrywaniem Polaków jeszcze się nie kończy. Wręcz przeciwnie – przyspiesza i wchodzi w decydującą fazę. Wszyscy wkrótce zapłaczą.

tutaj można postawić mi kawę