Odessa – zbrodnia nieukarana

Odessa – zbrodnia nieukarana

Przez Agnieszka Piwar 2021-05-02 piwar/odessa-zbrodnia-nieukarana

Od wybuchu rewolucji na Ukrainie – zwanej przez światowe media Euromajdanem – minęło 7 lat. Pretekstem do wszczęcia masowych protestów i obalenia władzy było niepodpisanie przez prezydenta Wiktora Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. W efekcie – w imię pustych haseł o wolności i demokracji – tępym narzędziem rozszarpano kraj na strzępy. A wszystko dlatego, bo grupa szaleńców z Ukrainy – wsparta przez szaleńców z Zachodu – zapragnęła integracji z unijnym tworem, który de facto gardzi wartościami cywilizacji europejskiej.

Ubolewać przy tym należy, że dokonano tego przy haniebnym udziale znacznej części tzw. „polskich elit”, które bezkrytycznie poparły kijowski przewrót. Dość wspomnieć czynne zaangażowanie wielu polskich polityków i zniekształcające rzeczywistość relacje w polskojęzycznych mediach. Swoje dobre samopoczucie tłumaczyli tym, że należało „wyzwolić” Ukrainę spod dominacji Rosji. Szkoda, że nie liczono się z opinią znacznej części obywateli Ukrainy, którzy nie życzyli sobie radykalnych zmian, pchających ich państwo w szpony… No właśnie, czyje szpony? Przecież Ukraina nie stała się częścią Zachodu i śmiem twierdzić, że nigdy to nie nastąpi. Niebezpieczna zabawa w narzucanie innym jak mają żyć, skończyła się tym, że kraj został zdewastowany i podzielony, zginęło wiele niewinnych osób, oderwał się Donbas, a Krym przyłączono do Federacji Rosyjskiej. Co znamienne, po Majdanie Ukraińcom wcale nie żyje się lepiej – wielu z nich wyjechało za pracą i lepszym życiem do Polski i… Rosji.

Należy przy tym zauważyć, że jakiekolwiek głosy rozsądku płynące z Polski – a było ich też całkiem sporo – natychmiast spotykały się z oskarżeniami o powielanie „propagandy Kremla”. Z tego właśnie klucza – tj. pomówieniami o bycie „ruską agenturą” – na Ukrainie rozpoczęto walkę z własnymi obywatelami, którzy nie poparli Majdanu i głośno o tym powiedzieli. Obrzucanie prymitywnymi epitetami (bo brakuje racjonalnych argumentów) w walce politycznej specjalnie już mnie nie dziwi – co najwyżej wzbudza zażenowanie, że tak nisko upadła debata publiczna. Problem w tym, że u naszego wschodniego sąsiada takimi właśnie epitetami przykrywa się najokrutniejsze zbrodnie nowego ukraińskiego reżimu. Tragicznym tego przykładem jest masowe morderstwo dokonane w Odessie na kilkudziesięciu obywatelach Ukrainy – przeciwnikach „nowego porządku”. Ponieśli oni śmierć tylko dlatego, że mieli inne poglądy od władzy. Oto jakimi metodami Ukraina pcha się na europejskie salony.

Zaplanowana akcja

Masakry na niewinnej ludności Odessy dokonano 2 maja 2014 roku. Kilka lat później dotarłam do naocznych świadków tych wydarzeń: Aleksandra Naumowa i Olega Muzyki,szefa przymorskiego oddziału partii «Ojczyzna». Z ich wstrząsających relacji wynika, że tragicznego dnia przygotowano w Odessie zasadzkę na obywateli Ukrainy, którzy nie akceptowali zamachu stanu w tym kraju. Wszystko wskazuje na to, że podstępna intryga miała konkretny cel: zabicie wielu ludzi, zastraszenie pozostałych i zatuszowanie zbrodni. Moi rozmówcy zgodzili się podzielić swoimi przemyśleniami z Czytelnikami „Myśli Polskiej”. Wcześniej jednak zacytuję wywiady jakich udzielili w ubiegłych latach.

Oleg Muzyka tragicznego dnia znalazł się w środku budynku Domu Związków Zawodowych w Odessie, który został celowo podpalony. Był pewien, że zginie – zdążył już nawet pożegnać się rodziną przez telefon. Opatrzność miała inne plany. Muzyka ocalał i kilkanaście dni później udzielił wywiadu portalowi timer-odessa.net [„Таймер”]. Na pytanie dziennikarki czy jego zdaniem pożar to była zaplanowana akcja czy przypadek, Muzyka odpowiedział: «Sądząc po tym, że policja i strażacy nie reagowali na to, co się działo, można przypuszczać, że ofiary były potrzebne. W końcu ktoś wydał rozkaz strażakom, aby nie gasili budynku, a policji, by nie przeszkadzali. Jestem przekonany, że 2 maja już rano wielu policjantów i SBU wiedziało, że coś się wydarzy.» Na poparcie tej tezy Muzyka podał szereg przykładów, w tym wyłączenie kamery monitorującej teren czy pojawienie się funkcjonariuszy Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa na kilka godzin przed masakrą. Mówił też o tym, że do miasta ściągnięto wcześniej oddziały „Samoobrony Majdanu” i „Prawego Sektora”.

Aleksander Naumow w płomieniach Domu Związków Zawodowych stracił przyjaciela. Sam uniknął zasadzki z pożarem, ponieważ został na pobliskim placu, by towarzyszyć znajomym, którzy zostali poważnie ranni w wyniku zamieszek. A jak do zamieszek doszło? Tego dnia w Odessie miał się odbyć mecz piłki nożnej, poprzedzony proukraińskim pochodem kibiców Czornomorcia Odessa i Metalista Charków. Przy tej okazji do miasta ściągnęły tłumy tzw. ultrasów i bojówkarzy batalionu Ajdar. Świadkowie przyznają, że właśnie te grupy wszczęły tragiczne w skutkach prowokacje. Co znamienne, w wywiadzie dla czeskiego dziennika „Haló noviny” [udzielonym w trzecią rocznicę masakry], Naumow powiedział: «Tego dnia wszyscy dowódcy policji byli na specjalnym zebraniu. Byli dosłownie zamknięci w jednej sali, musieli wyłączyć telefony komórkowe. To było zamierzone. Jeśli tego dnia miał się odbyć taki problematyczny mecz sportowy, a dowódcy policji są odcięci od informacji, to jest dziwne…»

Z relacji Aleksandra Naumowa przekazanej czeskiej gazecie, geneza wydarzeń wyglądała następująco. Znaczna część ukraińskiego społeczeństwa nie akceptowała zasad Majdanu, które ich zdaniem doprowadziły do rozkładu państwa. W związku z tym proponowali swoim przeciwnikom powołanie federacji. By wyrazić swoje niezadowolenie wobec nowej sytuacji, odescy przeciwnicy zamachu stanu przez kilka miesięcy spotykali się na placu Kulikowe Pole w Odessie, gdzie zorganizowali miasteczko namiotowe. Spotkania gromadziły wiele osób. Najwięcej demonstrantów docierało w weekendy. W marcu pojawiało się nawet kilkanaście tysięcy osób. Naumow zapewniał, że protesty były pokojowe, więc nie było powodów do użycia siły wobec przeciwników władzy.

2 maja 2014 r. Antymajdanowcy z Odessy i okolicznych miejscowości tradycyjnie zaczęli gromadzić się na Kulikowym Polu. Ok. godz. 11:00 w pobliżu miasteczka namiotowego zaczęli pojawiać się bojówkarze batalionu Ajdar wyposażani w narzędzia świadczące o gotowości do akcji z użyciem siły. Wyczuwając, że coś się szykuje, na miejscu pojawiła się ochrona z organizacji strzegącej bezpieczeństwa miasteczka namiotowego. Chwilę po tym, pojawili się ultrasi, którzy zaczęli rzucać kamieniami w mężczyzn ochraniających miasteczko namiotowe, wywabiając ich w kierunku Placu Greckiego. Plac ten otoczony jest kamienicami i wąskimi ulicami, przez co biegnących za ultrasami Antymajdanowców z łatwością otoczyła i ogrodziła policja. Doszło do zamieszek. W międzyczasie ultrasi zaczęli strzelać i rzucać kostką brukową w ludzi zgromadzonych na Kulikowym Polu. Pojawili się pierwsi zabici i ranni. Nagle jeden z ultrasów przeszedł jakby na stronę Antymajdanowców, a następnie oddał z ich otoczenia strzał w kierunku ludzi stojących po przeciwnej stronie, zabijając przy tym jednego z ultrasów. Zdaniem Naumowa była to celowa prowokacja mająca na celu wywołanie wielkiego konfliktu. Mówiąc o ultrasach, zaakcentował, że na Ukrainie takie określenie dotyczy nie tylko kibiców – ultrasi, to także opłacani najemnicy, którzy robią to, czego „ktoś” od nich chce.

Tymczasem w wyniku starć na Placu Greckim zginęło już ok. 5 osób, z czego w większości Antymajdanowcy. Z kolei pokojowi demonstranci z miasteczka namiotowego zostali otoczeni przez ultrasów i bojówkarzy z Ajdaru, a następnie rozproszeni – część z nich zepchnięto na plac Przemienia Pańskiego, część została na placu Kulikowe Pole, w tym wiele kobiet. W obliczu niebezpiecznej sytuacji spowodowanej zamieszkami, wystraszeni ludzie uciekli do Domu Związków Zawodowych, by się w nim schronić. Wtedy podpalono namioty i budynek. Ultrasi otoczyli płonący dom związkowców i nikogo nie wypuszczali. Żadnej karetki, żadnych strażaków, żadnej policji – relacjonował Naumow, który został na Kulikowym Polu z ciężko rannymi przyjaciółmi, gdyż bali się oni udać do placówki medycznej w obawie przed zatrzymaniem.

Na YouTube znalazłam materiał filmowy, który potwierdza relacje cytowanych przeze mnie świadków. Zachęcam Czytelników „Myśli Polskiej” do weryfikacji na kanale «Вся Одесса на Odessa1.com». Nagranie opublikowano 4 maja 2014 roku pod tytułem: «2 мая в Одессе (материалы для следствия)». Na filmie widać przerażająco agresywny tłum ukraińskich nacjonalistów (kibiców, ultrasów, bojówkarzy) wznoszących okrzyki „Sława Ukrajini! Herojam sława!” [organizacyjne przywitanie członków OUN i UPA w czasach II wojny światowej]; rozwalają oni kilofami i młotami kostkę brukową (wyłupane kawałki kamieni służyły następnie do rzucania w ludzi i wszczynania prowokacji), a stojący obok kordon policji nie reaguje na bandyckie zachowania prowokatorów. Na nagraniu widać też licznie przybyłych bojówkarzy ubranych w odzież militarną, z hełmami na głowie. Ponadto widać podpalenie miasteczka namiotowego, rzucanie koktajlami Mołotowa z dachu Domu Związków Zawodowych i uwięzionych w budynku przeciwników Majdanu, w tym nastoletnie dzieci. [LINK: https://www.youtube.com/watch?v=Cq1OhkuLzeA].

Zbiorowa egzekucja

Oleg Muzyka opowiedział w wywiadzie dla „Tajmera” jak wszedł do Domu Związków Zawodowych za ludźmi, którzy poszli tam się schronić. Następnie budynek został otoczony, obrzucony koktajlami Mołotowa i podpalony. Dodatkowo ktoś w środku puszczał specyficzną substancję dymną. Zdaniem Muzyki nie był to dym z ognia, gdyż miał zabarwienie zielonkawożółte z brązowym odcieniem i nie unosił się do góry lecz opadał tworząc wokół ludzi duszącą zasłonę i zaślepiając ich. Z relacji Muzyki wynika, że w budynku byli prowokatorzy, słychać było ich klaskanie, po czym szybko znikali za osłoną dymną. Późniejsze relacje z miejsca zrządzenia potwierdziły przerażający fakt, że ludzie ginęli nie tylko w płomieniach, ale byli też mordowani bezpośrednio.

Muzyka wraz z kilkoma ludźmi wszedł się schronić do jednego z biur. Kiedy dym zaczął opadać na parapet wychylili się do okna. Wtedy zaczęto z zewnątrz obrzucać ich kamieniami. Będący z nimi staruszek oberwał w głowę, pojawiło się dużo krwi. W całym budynku było słychać huki i krzyki. Oleg Muzyka zrozumiał, że śmierć jest blisko – zadzwonił do żony i dziecka, by się z nimi pożegnać.

Zwolennicy Majdanu twierdzili później, że pomagali ludziom wydostać się z płonącego budynku – mieli rzekomo umieścić pod oknami opony dla tych, którzy wyskoczyli. Muzyka w rozmowie z „Tajmerem” powiedział, że to kłamstwo. Co więcej, z jego relacji wynika, że zwolennicy Majdanu przygotowali płonące stosy – dym z tych ognisk unosił się wzdłuż zewnętrznej ściany budynku i nie pozwalał oddychać nawet tym, którzy wystawiali głowy przez okno. Do ludzi uwięzionych w budynku zaczęło docierać, że są tylko dwie możliwości: albo przeżyją więcej minut w tym dymie na górze, albo natychmiast zabiją ich na dole.

2424669 02.05.2014 Массовые беспорядки у здания Дома профсоюзов в Одессе. Максим Войтенко/Агентство „Одесса-медиа”

Na YouTube znalazłam kolejne dowody potwierdzające relacje cytowanych świadków, tym razem na kanale «Dima kotov». Nagranie zatytułowane «Одесса 2мая ПОЖАР, ДОМ ПРОФСОЮЗОВ» [opublikowane 24 maja 2014 r.], znowu ukazuje agresywnych zwolenników Majdanu wykrzykujących banderowskie pozdrowienie: „Sława Ukrajini! Herojam sława!”. Na materialne filmowym widać m.in. płonące stosy rozpalone pod okami domu związkowców czy szturmujących wnętrze budynku ukraińskich nacjonalistów. Agresorzy wyposażeni w kije do bicia i dewastacji wybijali szyby, rozpalali ogień, wyważali drzwi do pomieszczeń, w których ukryli się przeciwnicy Majdanu. Ujęcia kręcone z zewnątrz pokazują na rannych (i martwych?) leżących pod oknami budynku, zaś w oknach widać uwięzionych ludzi, w tym przerażone kobiety. Czuję się w obowiązku ostrzec, że dalsza część nagrania jest szczególnie drastyczna – widać pełno trupów, w tym zwęglone zwłoki. [LINK: https://www.youtube.com/watch?v=7PqztnhCg98].

Oleg Muzyka powiedział w wywiadzie dla odeskiego portalu, iż ma informacje, że polecono strażakom nie reagować. Zaznaczył, że oczywiście nikt nie potwierdzi tego oficjalnie. Po czym dodał, że jego znajomi i krewni dzwonili zarówno do strażaków, jak i na policję, ale po prostu nie odbierali telefonu. Ponadto, rozmówca „Tajmera” przyznał, że widział tego dnia wysokich rangą funkcjonariuszy policji, którzy nic nie zrobili, gdy na ich oczach zabijano ludzi.

Czarę goryczy przelała postawa władz i mediów. Muzyka podał przykład deputowanego rady regionalnej Aleksieja Gonczarenko, który był na miejscu i wszystko widział. Na jego oczach zabijano ludzi, lecz przedstawiciel władzy nie stanął przed brutalnym tłumem i nie wezwał do powstrzymania morderstwa. Zamiast tego poinformował na żywo w telewizyjnym talk-show Sawika Szustera, że Kulikowe Pole zostało oczyszczone z separatystów, za co zebrał oklaski w studiu.

Aleksander Naumow w rozmowie z czeską gazetą przyznał, że na Ukrainie panuje bardzo silna presja propagandowa i strach. Dlatego ludzie boją się mówić o tragedii w Odessie i przeciwstawić władzy. Tymczasem pożar domu związkowców został przedstawiony w mediach jednoznacznie: «w płomieniach zginęli separatyści». Podpalenie Domu Związków Zawodowych było transmitowane na żywo w trzech ukraińskich stacjach telewizyjnych, które kierowały kamerę na zwłoki ludzi! Medialny komentarz brzmiał: «Dom związkowców sam się podpalił, zabijając rosyjskich separatystów i rosyjskich najemników.» W wywiadzie dla „Haló noviny” Naumow powiedział, że w tym kłamstwie pomagał fakt, że jedna z ofiar miała rosyjskie obywatelstwo, a jedna mołdawskie. Tymczasem wszyscy inni byli obywatelami Ukrainy, odessyjczykami!

Oleg Muzyka wydostał się z Domu Związków Zawodowych w kordonie policji. Wraz z innymi ocalałymi trafił na komisariat. Na miejscu zobaczył kolejnych kilkudziesięciu zatrzymanych, w większości poważnie rannych, z czego jeden z mężczyzn miał wybite wszystkie przednie zęby. Muzyka zaczął wyjaśniać ludziom ich prawa, po czym został wezwany do gabinetu przez zastępcę szefa miejskiej policji. W środku czekali funkcjonariusze Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa [SBU]. Rozpoczęło się przesłuchanie, w trakcie którego jeden z funkcjonariuszy – przeklinając i krzycząc – zarzucił szefowi przymorskiej «Ojczyzny», że „uwielbiał dostawać rosyjskie pieniądze”. Muzyka odpowiedział, że powinni znaleźć przynajmniej jedną osobę, która potwierdzi, że brał lub rozdawał pieniądze. Podczas przesłuchania zrozumiał, że chcą z nich zrobić kozły ofiarne.

Aleksander Naumow stracił w pożarze przyjaciela. Niedługo po tragedii wszedł do Domu Związków Zawodowych kilka razy – 4, 5 i 6 maja. Zobaczył, że ściany wewnątrz budynku były skropione krwią. To potwierdza, że strzelano do ludzi, którzy otwierali okna, by zaczerpnąć świeżego powietrza, gdy rozprzestrzeniał się duszący dym. Na miejscu były też poplamione krwią młoty z resztkami ludzkich włosów.

Oficjalna liczba ofiar masakry w Odessie to 48 zabitych, 248 osób odniosło rany. Jako że mam pięcioletni zakaz wjazdu na Ukrainę, nie mogłam pojechać do Odessy, by zapytać miejscowych urzędników i przedstawicieli służb mundurowych o ich wersję wydarzeń. Wysłałam więc oficjalnie pismo do Ambasady Ukrainy w Warszawie, z prośbą o udzielenie odpowiedzi na kilka pytań: Jakie jest oficjalne stanowisko władz Ukrainy nt. wydarzeń w Odessie z dnia 2 maja 2014 roku? Czy to prawda, że policja celowo nie reagowała na prowokacje ultrasów i członków batalionu Ajdar? Czy to prawda, że policja nie reagowała, gdy zaczęto zabijać przeciwników władzy? Jakie obywatelstwo mieli ludzie, którzy tego dnia zginęli w Domu Związków Zawodowych? Czy to prawda, że rodziny ofiar były zastraszane? Czy rodziny ofiar otrzymały jakiekolwiek wsparcie od ukraińskich władz? Czy winni prowokacji i zabójstw zostali schwytani i postawieni przed sądem? Na żadne z tych pytań nie otrzymałam odpowiedzi.

Wołanie o pomstę do Nieba

Do świadków, których relacje wyżej zacytowałam, dotarłam kilka lat po masakrze w Odessie. Zgodzili się wypowiedzieć dla „Myśli Polskiej”. Poniżej przedstawiam ich odpowiedzi na moje pytania.

AP: Czy światowa społeczność zareagowała na tragedię w Odessie, do której doszło 2 maja 2014 roku?
Oleg Muzyka: «Światową społeczność należy podzielić na dwie grupy. Cały świat jest podzielony na dwie grupy. Nie wierzę w trzecią grupę, która wyznaje neutralność wobec sytuacji kontrowersyjnych i konfliktowych. Stało się to również po wydarzeniach w Odessie 2 maja 2014 r., kiedy to w budynku Domu Związków Zawodowych zginęło kilkudziesięciu obywateli Ukrainy, mieszkańców Odessy. Celowo wskazuję na śmierć dziesiątek, nie podając żadnych liczb, ponieważ oficjalna liczba deklarowana przez ówczesne władze kryminalne została celowo zaniżona. Wróćmy do światowej społeczności. Wspierała nas część światowej społeczności. Byli wśród nich zwykli obywatele, osoby publiczne, niewielka część dziennikarzy i bardzo mała część polityków. W pierwszych miesiącach po tragedii w Parlamencie Europejskim zorganizowano przesłuchania, na które przybyli krewni ofiar i uczestnicy wydarzeń. Mieliśmy nadzieję, że tragedia przyciągnie uwagę w szeregach eurodeputowanych. Jakie było zaskoczenie, gdy okazało się, że na sali pojawiło się zaledwie 10 posłów PE, z siedmiuset. O przesłuchaniach nawet nie wspomnę, bo rozczarowało mnie i moich kolegów. Tylko ja odwiedziłem 15 krajów Unii Europejskiej z misją „PAMIĘTAJ ODESSA”, a moi towarzysze również organizowali podobne spotkania ze wspólnotą europejską. I rezultat był taki, że powtarzały się te same twarze na spotkaniach.»

Aleksander Naumow: «Termin „społeczność światowa” w twojej interpretacji oznacza prawdopodobnie społeczeństwo zjednoczone wspólnymi wartościami (na przykład: prawo do wolności słowa, prawo do życia, prawo do prawa jako podstawa sprawiedliwości). Reakcja na wydarzenia, które miały miejsce 2 maja 2014 roku w Odessie, przekonała mnie osobiście, że społeczeństwo jest podzielone na tych, którzy dla osiągnięcia swoich celów są gotowi usprawiedliwić wszelkie okrucieństwa – jak spalenie ludzi, mordowanie rannych i ocalałych – oraz tych, którzy są krytyczni nie tylko dla swoich przeciwników, ale przede wszystkim dla ich działań. Ci drudzy nadal wierzą w możliwość zachowania odchodzącego ładu świata i jego wartości. Mija 7 lat od masakry mieszkańców Odessy dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów. W tym czasie wiele materiałów i dowodów zostało opublikowanych na całym świecie przez tych, którzy wierzą w znaczenie przestrzegania podstawowych wartości ludzkich. Nie nabrały one jednak uprawnionej mocy ani w umysłach większości społeczeństwa, ani w orzecznictwie sądowym. „Społeczność światowa” nie zaakceptowała tych faktów jako zagrożenia dla umowy społecznej między ludźmi o różnych punktach widzenia. Umowy opartej na traktacie, którego podstawą jest prawo (a tymczasem państwo ma wyłączne prawo do przemocy); traktacie, który chroni świat przed chaosem; traktacie, który jest podstawą rozwoju ludzkości. Aby utrzymać się przy władzy, przedstawiciele zdeklarowanej większości, czyli tzw. „światowej społeczności”, próbują zniwelować swoją odpowiedzialność za popełnione zbrodnie, uderzając w fundamenty, na których opiera się ich władza – wiarę większości społeczeństwa w sprawiedliwość prawa. Jeśli spojrzymy wstecz oraz przyjrzymy się temu, co się dzisiaj dzieje, zobaczymy, że dokonali już ogromnego postępu w tym procesie. Coraz więcej ludzi zaczyna zdawać sobie sprawę, że poprzednie porozumienia powstrzymujące świat przed wojną wszystkich przeciwko wszystkim nie są już prawomocne.»

AP: Jak ocenia Pan zagraniczne przekazy medialne dotyczące tych tragicznych wydarzeń w Odessie? Czy dziennikarze z zagranicy rzetelnie przedstawili to co się wydarzyło 2 maja 2014 roku?
Oleg Muzyka: «Jak już powiedziałem, społeczność światowa została podzielona na dwa obozy. Granicę tę wytyczono między społeczeństwem, politykami i dziennikarzami. I tych, którzy byli gotowi do relacjonowania wspomnianych wydarzeń – nie chcę powiedzieć, że prawdziwych, bo każda grupa ma swoją prawdę – ale przeciwnych do wersji struktur państwowych, to nie było ich tak wiele. Jednak ci, którzy byli gotowi napisać o tragedii w Odessie, dostali przekaz od agencji rządowych, znajdowali się pod presją różnych grup nacjonalistycznych (w krajach, w których mieszka dziennikarz), z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy dziennikarze zostali włączeni do listy strony „Peacemaker” (Ukraina / SBU). Przykład: Paul Moreira, francuski reżyser filmu „Ukraina”, był prześladowany przez ambasadę Ukrainy we Francji, a następnie miał proces sądowy z tłumaczem. Niemieccy dziennikarze Saadi Isakov i Ulrich Heiden zostali deportowani z Ukrainy w 2016 roku za publikację artykułów o tragedii w Odessie. Do listy deportowanych dodano dziennikarzy z Polski, Hiszpanii i Holandii. Tymczasem przeciwny obóz dziennikarzy miał pełne poparcie europejskich struktur państwowych, pisali i piszą wszystko, co jest korzystne dla tych, którzy zorganizowali zbrojne przejęcie władzy na Ukrainie. Nigdy nie przestanę mieć urazy do podwójnych standardów polityki europejskiej i amerykańskiej. Potwierdzają to dzisiejsze wydarzenia. Spójrzmy, jak światowe media relacjonują wydarzenia, które mają miejsce dziś w Rosji wokół osoby A. Nawalnego, jak chronieni są zatrzymani, jakie jest to zamieszanie. I jak zignorowali tragedię, która wydarzyła się w Odessie 2 maja 2014 roku. Przeciwnicy zamachu stanu czy etykietka „separatyści” i to wystarczyło, aby usprawiedliwić mord na cywilach w 2014 roku i kontynuować zabijanie przez 7 lat.»

Aleksander Naumow: «Uważam, że niezależni dziennikarze zachodnich mediów zrobili wszystko, co w ich mocy, aby przekazać swoim odbiorcom cały horror egzekucji mieszkańców Odessy. Szkoda, że ich głosy utonęły w oceanie kłamstw propagandzistów, którzy w obawie przed utratą kapitału społecznego wciąż podżegają do nienawiści i swoimi działaniami przyczyniają się do wzrostu liczby ofiar wojny domowej na Ukrainie. Najprawdopodobniej nie zdają sobie z tego sprawy, ale mają na rękach krew kobiet i starców z Odessy.»

AP: Czy winni masakry w Odessie stanęli przed sądem?
Oleg Muzyka: «Dla każdej z grup zidentyfikowano własnych sprawców tej tragedii. Dlatego odpowiem w ten sposób, że na ławie oskarżonych byli tylko przedstawiciele „Antymajdanu” – ci, którzy wypowiadali się przeciwko zamachowi stanu, dojściu do władzy ukraińskich nacjonalistów i ich zwolenników. Nawet wszystkie zebrane przez nas dowody, które wyraźnie wskazują na udział zwolenników „Euromajdanu” w zabijaniu ludności cywilnej, nie zostały przyjęte do rozpatrzenia przez prokuraturę ukraińską, MSW i SBU. Wręcz przeciwnie, przedstawiciele „Euromajdanu” zostali uznani za obrońców integralności Ukrainy i zwolnieni z odpowiedzialności.»

Aleksander Naumow: «Sprawcy nie zostali postawieni przed sądem. Aby tak się stało, Ukraina musiałby mieć wysoki poziom podmiotowości. Tymczasem współczesna Ukraina to kolonia, w której nikt nie odważy się samodzielnie podejmować decyzji. Mieszkańcy kolonii są zależni od woli kolonialistów i celowości politycznej chwili. Dotyczy to wszystkich szczebli władzy na Ukrainie – od sędziów po prezydenta. Trudno mi sobie wyobrazić okoliczności, w których kolonialiści pociągają do odpowiedzialności swoich sług, stawiając ich przed wymiarem sprawiedliwości za zbrodnie przeciwko geopolitycznym wrogom.»

AP: Czy rodziny ofiar otrzymały jakiekolwiek wsparcie / rekompensatę od państwa ukraińskiego?
Oleg Muzyka: «Nie słyszałem o jakiejkolwiek pomocy ze strony władz ukraińskich dla rodzin ofiar. Wsparcie pochodziło od osób prywatnych, ruchów społecznych. Ale obelgi i upokorzenia ze strony ukraińskich nacjonalistów, przedstawicieli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Prokuratury i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy trwają do dziś.»

Aleksander Naumow: «Nie wiem na pewno, ale czytałem w gazetach, że zaraz po zabójstwach krewnym ofiar zaoferowano pieniądze. Nie wiem dokładnie ile i na jakich warunkach, ale wtedy krewni odmówili przyjęcia tych pieniędzy.»

W trakcie pisania tekstu o tragicznych wydarzeniach w Odessie przypomniałam sobie pewną sytuację. Kilka lat temu poznałam w Gliwicach młodego Ukraińca. Podczas luźnej rozmowy zapytałam dlaczego przyjechał do Polski. Odpowiedział, że wyjechał z Ukrainy, bo chcieli go wziąć do wojska. Po czym wyjaśnił, że nie mógł pójść w kamasze, gdyż jego matka jest Rosjanką, a on nie chciał zabijać swoich braci. Wspomniałam o tym dlatego, bo tak naprawdę chcę zakończyć mój artykuł jednym prostym pytaniem. Czy politycy i dziennikarze z Polski, którzy poparli kijowski przewrót, pomyśleli choć przez chwilę – jaki dramat twórcy Majdanu zafundowali mieszkańcom Ukrainy?

Agnieszka Piwar

Pierwodruk w tygodniku „Myśl Polska”, nr 11-12 (14-21.03.2021)

Zdjęcia za: http://gallery.prizm-film.info/index.php/Exhibition/Photo13 

wsparcie wolnego słowa

Anatomia prowokacji. Czy nadciąga nowa wojna?

Anatomia prowokacji. Czy nadciąga nowa wojna?

Przez Agnieszka Piwar 2026-07-25 piwar/anatomia-prowokacji-czy-nadciaga-nowa-wojna

Pamiętacie Euro 2012, które Polska organizowała razem z Ukrainą? Choć wyczyny naszej reprezentacji nie należały do popisowych, mnie utkwiło pewne wydarzenie, któremu przyglądałam się z bliska. Chodzi o mordobicie na ulicach Warszawy, poprzedzające mecz Polska-Rosja na Stadionie Narodowym, wokół którego służby wszelakie rozegrały sobie ćwiczenia (?).

Tak się jakoś złożyło, że termin meczu przypadł na 12 czerwca, kiedy Rosjanie obchodzą Święto Rosji. W związku z tą datą kibice rosyjskiej reprezentacji zwrócili się do prezydent Warszawy z prośbą o pozwolenie na uroczysty przemarsz ulicami polskiej stolicy. Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała zgodę na pochód Rosjan, co uruchomiło spiralę wydarzeń.

Na polskojęzycznych forach rozpętała się istna burza. Ktoś puścił famę, że Rosjanie szykują prowokację. Pamiętam między innymi takie przekazy, że straszono, iż rosyjscy kibice będą maszerować z portretem Stalina i flagą Związku Sowieckiego. W nakręcanie emocji włączyli się dziennikarze, politycy i wszelkiej maści „eksperci”, wskutek czego wybuchła ogólnopolska histeria.

NA WŁASNE OCZY

Jako że mieszkałam wówczas w Warszawie, nie mogłam przegapić takiej okazji, by zobaczyć to bezpośrednio, zamiast z przekazów medialnych. Wraz z przyjaciółką dotarłam w okolice ronda de Gaulle’a, skąd miał rozpocząć się pochód Rosjan w kierunku Stadionu Narodowego. Nie widziałam portretu Stalina ani sowieckiej symboliki. Zamiast tego zobaczyłam rozjuszony tłum, polskojęzycznych prowokatorów oraz świetnie przygotowanych do akcji policjantów i tajniaków.

Wyglądało to na celowo przygotowaną prowokację: najpierw wydano zgodę na przemarsz Rosjan, a następnie rozpętano przeciwko nim medialną nagonkę. Ta z kolei zmobilizowała chuliganów z całej Polski, którzy przyjechali do Warszawy, by spuścić lanie rosyjskim „prowokatorom”. Z w miarę bliskiej, choć bezpiecznej odległości – nie pchałam się pod lecące kamienie ani pod czyjeś pięści – można było naprawdę wiele dostrzec.

Dla przykładu widziałam, jak w stronę kilkuosobowej grupy spokojnie idących Rosjan i Rosjanek jakiś krewki Polak rzucił okrzyk: „ruskie kurwy”. W odpowiedzi na zaczepkę jeden z Rosjan nie wytrzymał i ruszył z impetem w stronę obrażającego ich Polaka. Nie zdążyli nawet porządnie się pobić, gdyż z tłumu kibiców nagle wyłonili się tajniacy, którzy zgarnęli ich obu do natychmiast podstawionego auta.

Generalnie na trasie pochodu dochodziło do licznych agresywnych zachowań i prowokacji. W stronę parady rzucano butelki i petardy, a w okolicach stadionu i stacji Warszawa Powiśle wybuchły regularne walki uliczne z pseudokibicami.

Do zabezpieczenia wydarzenia skierowano znaczne siły prewencji, które użyły gazu łzawiącego, armatek wodnych i gładkolufowej broni.

W międzyczasie, podczas trwających zamieszek, widziałam, jak z Dworca Centralnego Alejami Jerozolimskimi nadciągały kolejne grupy kibiców, z czego większość zapewne chciała po prostu zobaczyć mecz. Doskonale przygotowani policjanci – było ich zatrzęsienie – tworzyli między nimi zwarte kordony, co pozwalało kontrolować napływające tłumy.

Pomyślałam wówczas, że właśnie tak organizuje się praktyczne szkolenie dla służb mundurowych. Ćwiczenia przy okazji dorocznego Marszu Niepodległości to przy tym pikuś.

PRÓBA GENERALNA?

Według oficjalnych danych, w starciach poprzedzających mecz Polska–Rosja rannych zostało kilkanaście osób, w tym policjanci. Funkcjonariusze zatrzymali ponad 180 uczestników zamieszek po obu stronach konfliktu.

Zagraniczne media uznały wydarzenia za brutalny, lecz odizolowany incydent wywołany przez pseudokibiców, jednocześnie chwaląc polskie służby za profesjonalizm, zdecydowaną interwencję i skuteczne zapewnienie bezpieczeństwa podczas całego turnieju Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012.

Moim zdaniem wszystko było specjalnie przygotowaną prowokacją, mającą na celu rozjuszyć emocjonalnych Słowian po obu stronach. Podczas tamtej akcji przetestowano między innymi, jakimi metodami najłatwiej napuścić jednych na drugich. W tym przypadku straszenie komunistyczną symboliką zadziałało jak płachta na byka.

Od jakiegoś czasu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podobną prowokację – tylko na o wiele szerszą skalę i stanowiącą śmiertelne zagrożenie dla narodu polskiego – rozpisano z użyciem Ukraińców.Jest znacznie poważniej i nie chodzi już jedynie o ćwiczenia, choć modus operandi pozostał ten sam.

Wtedy osoba na decyzyjnym stanowisku wydała zgodę na przemarsz kilku tysięcy Rosjan, a następnie rozkręcono machinę mającą na celu napuścić krewkich Polaków przeciwko rosyjskim kibicom (straszenie komunizmem, etc.), co doprowadziło do ulicznej nawalanki.

Dziesięć lat później osoba na decyzyjnym stanowisku – konkretnie ówczesny premier Mateusz Morawiecki – wydał zgodę na wpuszczenie do Polski milionów Ukraińców i obdarowanie ich wszelkimi przywilejami. Po jakimś czasie rozkręcono w Polsce potężną antyukraińską nagonkę, mając bombę – w postaci Ukraińców – na pokładzie.

Co znamienne, w antyukraińską narrację – w tym straszenie banderyzmem, etc. – z całą mocą włączył się w ostatnich tygodniach ten sam Morawiecki i jego środowisko polityczne. Przypominam, że to za rządów PiS Polska należała do największych darczyńców Ukrainy, wysyłając tam między innymi polskie uzbrojenie (doprowadzając tym samym do rozbrojenia Polski) oraz grubą kasę wydartą z kieszeni polskich podatników.

ZBIOROWA PSYCHOZA

Kiedy przeglądam media społecznościowe, przecieram oczy ze zdumienia, widząc, jak Polacy dają się podpuszczać przez scenarzystów teatru, w którym spisano nasz naród na straty. Nie dostrzegam racjonalnych głosów po żadnej ze stron sceny politycznej ani wśród publicystów czy dziennikarzy – nawet tych uchodzących za niezależnych lub antysystemowych.

Zresztą nie widziałam ich także wtedy, gdy odpalono Euromajdan, ani tym bardziej przy okazji wojny na Ukrainie. Nie przypominam sobie apeli płynących z Polski, wzywających do podjęcia rozmów pokojowych i zaprzestania przelewu słowiańskiej krwi za naszą wschodnią granicą. Zdaję sobie sprawę z tego, że Polska niewiele może wskórać, ale taki gest zostałby przynajmniej odnotowany jako coś pozytywnego.

Zamiast tego w kraju nad Wisłą przedstawiciele głównego nurtu zagrzewali Ukraińców do walki z Rosjanami (i dostarczali im broń). Z kolei tzw. antysystem rzucał komentarze sugerujące, iż „dobrze tak Ukrom, że Ruscy ich dojechali”, gdyż w mniemaniu wielu każdy Ukrainiec to banderowiec. W ten sposób obozy polaryzujące Polaków nakręciły totalną fiksację.

Modelowym przykładem tego szaleństwa jest niedawna afera, która rozgorzała po incydencie w autobusie w Bielsku-Białej. Do internetu trafiło niespełna minutowe nagranie wykonane przez 11-letnią Ukrainkę, na którym słychać wulgarne i agresywne wyzwiska kierowane przez 54-letniego Polaka pod adresem młodocianych Ukrainek. Reakcje w polskojęzycznej przestrzeni publicznej pokazały skalę emocji i absurdalnego amoku, w jakim znalazła się Polska.

Politycy głównego nurtu – głównie ekipa z koalicji obecnie rządzących – i usłużni im publicyści zlinczowali Polaka, który obrażał młode Ukrainki.

Problem w tym, że to samo środowisko nie robiło afery, gdy w Polsce dochodziło do agresji ze strony Ukraińców. Nie przypominam sobie ich stanowczej reakcji choćby wtedy, gdy rok wcześniej w Krakowie 37-letni obywatel Ukrainy kopnął w twarz 11-letniego polskiego chłopca, co doprowadziło do utraty przytomności dziecka i konieczności przewiezienia go do szpitala.

Tzw. antysystem – występujący często jako „polscy patrioci” i „prawdziwi prawicowcy”, etc. – wypada równie nieciekawie. W mediach społecznościowych wykreowali narrację, jakoby w autobusie doszło do banderowskiej prowokacji, a wszystko było doskonale przygotowaną ustawką, której ofiarą padł niewinny Polak.

Zwieńczeniem tego stały się masowo powielane w mediach społecznościowych zdjęcia 11-letniej Ukrainki z bielskiego autobusu, przerobione przy użyciu AI. Na jednym z nich przyklejono jej szyderczy uśmiech, na innym odziano w ubranie w barwach OUN-UPA, a do rąk włożono kosę i siekierę – narzędzia, którymi mordowano Polaków na Wołyniu.

Obserwując to wszystko – powyżej przytoczyłam zaledwie promil przykładów – utwierdziłam się w przekonaniu, że w Polsce nie ma poważnego środowiska, na którym można byłoby polegać. Po prostu nie ma komu ratować tego kraju. Nikt nie próbuje kierować się zdrowym rozsądkiem. Zamiast tego z każdej strony widać nakręcanie emocji i granie nimi na całego, co nie rozwiązuje problemu z Ukraińcami, a jedynie go wzmacnia.

ROZGRYWANIE GOJÓW

Na YouTube znajduje się fragment nagrania rosyjskiej telewizji państwowej Rossija 1, która transmitowała huczną imprezę noworoczną, podczas której Rosjanie witali 2013 rok. W rozrywkowym programie na scenie popisywał się Wołodymyr Zełenski (zanim został prezydentem Ukrainy, był aktorem-komikiem), którego występ podziwiał siedzący na widowni Władimir Sołowjow. Wszyscy świetnie się bawili.

Jak to możliwe? Przecież Władimir Sołowjow – jeden z najbardziej znanych w Rosji dziennikarzy i propagandystów telewizyjnych, prowadzący programy polityczne na kanałach Rossija 1 i Rossija 24 – jest znany z agresywnej retoryki wobec Ukrainy, popierania polityki Kremla oraz nawoływania do konfrontacyjnego podejścia wobec władz w Kijowie.

Otóż Sołowjowa i Zełenskiego łączy jedno – oboje są żydami, a co się z tym wiąże, mają wspólne interesy. O jakie interesy chodzi?

Żeby to wyjaśnić zacytuję kluczowy fragment pamiętnika naocznego świadka i uczestnika konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, który jako dowódca oddziału „Prizrak” (Widmo) zobaczył ów konflikt od środka. Sierżant Aleksiej Mozgowoj – bo o nim mowa – był jednym z najbardziej znanych dowódców prorosyjskich sił separatystycznych w Donbasie, podczas wojny we wschodniej Ukrainie w latach 2014–2015.

W trakcie walk nawiązał bezpośredni dialog z przedstawicielami strony ukraińskiej, dzięki czemu (miał analityczny umysł i był dobrym obserwatorem) zrozumiał, że jest nad nimi – Rosjanami i Ukraińcami – trzecia siła, która tym wszystkim steruje. Swoje przemyślenia opisał następująco:

Zostaliśmy zapędzeni do Koloseum i powoli jesteśmy niszczeni! To jest wykorzystanie ludności… Żeby ludzie się w coś zaangażowali, trzeba coś stworzyć, coś zorganizować. Najlepszą opcją pozbycia się wymagających ludzi jest po prostu zawiezienie ich do Koloseum, w którym teraz się znajdujemy. Stwórz dwie przeciwne strony i pozwól im powoli się zniszczyć…

Ty i ja nazywamy się «gojami», ty i ja jesteśmy zmuszeni walczyć ze sobą i zabijać się nawzajem. Niczym gladiatorzy zostaliśmy wepchnięci na arenę nienawiści, otoczeni wysokim i mocnym płotem kanałów telewizyjnych i radiowych.

Dostojni goście, kaganowie chazarscy i ich świta, obserwują naszą bitwę na śmierć i życie z mównicy. Kiedy się pozabijamy, oni po prostu oczyszczą «arenę gladiatorów» z naszych ciał, ustawią na niej scenę i będą świętować odrodzenie Kaganatu Chazarskiego pieśniami i tańcami…”

Z inicjatywy dowódcy oddziału „Prizrak” doszło do rozmów z ukraińskimi wojskowymi, których celem było ograniczenie walk i znalezienie sposobu na zakończenie konfliktu. Mozgowoj utrzymywał również kontakty z ukraińskim negocjatorem ds. wymiany jeńców Wołodymyrem Rubanem. Dzięki tym kontaktom dochodziło do wymiany jeńców oraz rozmów o lokalnych zawieszeniach broni, mimo trwających działań wojennych.

Beneficjentom wojny to się nie spodobało. Aleksej Mozgowoj zginął 23 maja 2015 roku w zamachu pod Ałczewskiem. Sprawców oficjalnie nie ustalono.



POLACY NASTĘPNI?



O tym, że szykują potężną prowokację mającą na celu doprowadzenie do konfliktu między Polakami i Ukraińcami, ostrzegałam od wielu lat. W ostatnim czasie zrobiło się szczególnie gorąco, więc w mediach społecznościowych ponowiłam apele do rodaków, by nie dali się sprowokować.

Wypunktowałam też obłudę polityków PiS, z Mateuszem Morawieckim na czele, którzy dziś dokonują gwałtownego zwrotu narracji i krytykują kult OUN-UPA, choć za ich rządów nie dostrzegali ewidentnego banderyzmu i Polska była największym darczyńcą Ukrainy.

W odpowiedzi na moją krytykę tych, którzy nagle zaczęli straszyć banderyzmem, mimo że wcześniej utrzymywali bliskie relacje z ukraińskimi władzami i nie dostrzegali problemu gloryfikacji OUN-UPA, zarzucono mi komentarzach lekceważenie pamięci ofiar Wołynia, a nawet sympatyzowanie z banderowcami.

Przypuszczam, że po tym artykule reakcje mogą być jeszcze mocniejsze, dlatego przytoczę kilka faktów. O ofiarach Wołynia pamiętałam i ostrzegałam przed odradzającym się na Ukrainie kultem OUN-UPA, zanim stało się to „modne” i zanim zaczęto wykorzystywać ten temat do budowania kapitału politycznego.

13 lat temu otrzymałam Krzyż Pamięci Ofiar Banderowskiego Ludobójstwa za czynny udział i wsparcie w upamiętnianiu ofiar.

W 2013 roku przeprowadziłam wywiad z płk. Janem Niewińskim, komendantem Placówki Armii Krajowej i dowódcą Samoobrony wsi Rybcza w powiecie Krzemienieckim na Wołyniu, Przewodniczącym Kresowego Ruchu Patriotycznego, Wiceprzewodniczącym Społecznego Komitetu Obchodów 70. rocznicy banderowskiego ludobójstwa.

Mój rozmówca zarzucił polskim rządzącym podporządkowanie polityki wobec Ukrainy interesom geopolitycznym kosztem pamięci o ofiarach Wołynia. Niewiński za pośrednictwem naszego wywiadu wytknął elitom politycznym III RP ustępstwa wobec ukraińskiego nacjonalizmu i unikanie pełnego rozliczenia zbrodni.

W 2016 roku wlepiono mi do paszportu pieczątkę z zakazem wjazdu na Ukrainę, co uargumentowano tym, że zdaniem Kijowa stanowię zagrożenie dla bezpieczeństwa tego państwa.

W 2018 roku przeprowadziłam wywiad z byłym premierem Leszkiem Millerem pt. „Banderyzm kwitnie na Ukrainie”, za co oberwałam wtedy w komentarzach od polskich „patriotów” i „prawicowców” – bo gadałam z „komuchem” – choć dzisiaj wielu z nich pieje z zachwytu nad nim.

W 2021 roku dotarłam do świadków egzekucji kilkudziesięciu rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy – przeciwników Euromajdanu – do której doszło 2 maja 2014 roku w budynku Domu Związków Zawodowych w Odessie. Ich relacje opisałam w artykule pt. „Odessa – zbrodnia nieukarana”. W związku z publikacją otrzymywałam pogróżki sugerujące, że skończę tak jak ci, którzy zostali spaleni żywcem w Odessie.

W pierwszym kwartale 2022 roku skrytykowałam ówczesny rząd za dostarczanie broni na Ukrainę i przestrzegałam przed wpuszczaniem do Polski milionów przybyszy z Ukrainy. Czyżby w odwecie ówczesny premier Mateusz Morawiecki wydał polecenie podległej mu bezpiece, aby zrobili ze mną porządek?

Funkcjonariusze ABW natychmiast nakazali nałożenie na mojego bloga blokady na poziomie operatorów internetowych pod pretekstem, że stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Z dnia na dzień straciłam pracę w archiwum Telewizji Polskiej – jedyne źródło utrzymania. Usłużni systemowi dziennikarze sugerowali, że jestem „ruską agentką”. Doświadczyłam też potężnego hejtu w internecie.


Tymczasem kilka lat później Morawiecki i jemu podobni politycy, dokonują nagłego zwrotu akcji, krytykują Ukrainę i wyzywają ukraińskich polityków od banderowców, choć jeszcze chwilę temu obściskiwali się z nimi w najlepsze. Zełenski i Sołowiow też kiedyś świetnie się razem bawili, a następnie pod publikę stali się wrogami. Wojnę trzeba jakoś uwiarygodnić przed ludem posyłanym na rzeź.

Nikt mi nie zleca pisania artykułów ani tym bardziej nie finansuje, co zresztą widać po ich treści – nie są na rękę żadnemu środowisku politycznemu. Mieszkam z dala od polsko-ukraińskiego kotła, żyję w bezpiecznym miejscu i mam spokojne życie, więc teoretycznie mogłabym mieć na to wszystko wywalone.

Po co więc piszę? Po prostu martwię się o moich rodaków, którzy ulegają prowokacji i dają się wciągać w cudzą grę, w której są jedynie pionkami przeznaczonymi do odstrzału. Miejcie się na baczności, bo kiedy wpływowi polskojęzyczni politycy i dziennikarze głównego ścieku nagle zaczynają zmieniać narrację ws. Ukrainy, którą chwilę wcześniej wspierali, to znaczy, że coś się szykuje.

Agnieszka Piwar

PS Znajomy Zbyszek często mi powtarza, że dobrze mu się czyta moje artykuły, ale jego zdaniem brakuje w nich recepty co robić. W tym przypadku – nie ulegać prowokacjom i dążyć do odseparowania Ukraińców od Polaków. Nasze narody powinny egzystować oddzielnie.

tutaj można postawić mi kawę

ROZMOWY ODWAŻNYCH. Rozmowa z Agnieszką Piwar

ROZMOWY ODWAŻNYCH Rozmowa z Agnieszką Piwar

Wpisał: AlterCabrio, 16 kwietnia 2026

Tematyka Iranu, Bliskiego Wschodu, Bałkanów, zwłaszcza Serbii, jest nam dzisiaj szczególnie bliska. Iran został zdradziecko – przez Izrael i ich wasala, czyli USA – napadnięty, z popełnianiem mordów na cywilach włącznie, Bliski Wschód jest aktualnie demolowany i niszczony – także zdradziecko i przez te same podmioty. Mimo, że rozmowa nagrywana była 9 tygodni temu, jeszcze przed wojną – zainicjowaną 28.02.2026 – nie straciła na aktualności.

Globalizm, syjonizm i satanizm – skumulowane niezwykle intensywnie w Izraelu i w USA, po raz kolejny demonstrują nam swoje odrażające mordy; swój fanatyzm, brak skrupułów i wypite z mlekiem matki, niepowstrzymane błazeństwo. Kompletny brak odpowiedzialności. W tym swoją całkowitą, pełną bezmyślność.
Pamiętajmy o Irańczykach, o Persach, o Iranie.

Z Agnieszką Piwar rozmowę przeprowadził autor bestsellera pt. „Bestia, cywilizacja nad przepaścią” Marek Tomasz Chodorowski.

ROZMOWY ODWAŻNYCH Rozmowa z Agnieszką Piwar /S01E14

Pierwsza część rozmowy:

ROZMOWY ODWAŻNYCH – O sytuacji w Iranie z Agnieszką Piwar rozmawia Marek Tomasz Chodorowski
Dlaczego Persowie są aż tak pozytywnie nastawieni do Polaków? Skąd wzięły się elementy stroju perskiego w ubiorze XVI – to wiecznego polskiego szlachcica? Dlaczego w obecnym konflikcie izraelsko – irańskim […]

Więcej: Agnieszka Piwar

Moja samotna walka z syjonizmem. Agnieszka Piwar.

Moja samotna walka z syjonizmem

Agnieszka Piwar 2026-03-10 piwar/moja-samotna-walka-z-syjonizmem

W obliczu niesprowokowanej i bezprawnej napaści USA i Izraela na Iran nie mogłam milczeć. Poznałam Iran bezpośrednio i wiem, że media głównego ścieku na potęgę kłamią na temat tego kraju. Do tej propagandy aktywnie włączają się także internetowi hejterzy – najczęściej anonimowi – którzy ze wzmożoną agresją atakują moją aktywność w mediach społecznościowych.

Ponadto jestem perfidnie atakowana przez dziennikarzy namaszczonych przez mainstream. Przykładowo, funkcjonariusz medialny Łukasz Jankowski, związany z Telewizją Republika i Radiem Wnet, zaapelował na platformie „X”, aby deportowano mnie z Polski.

Wzmożenie ataków nastąpiło po tym, jak opublikowałam artykuł demaskujący irańskich zdrajców, którzy w polskojęzycznych telewizjach opluwają swój kraj. Robią to po to, aby usprawiedliwiać brutalny atak Amerykanów i syjonistów na Iran. Agresję tych zbrodniarzy eufemistycznie nazywają „interwencją” i bezczelnie kłamią, że Irańczycy sami o nią prosili

W związku z tym, że mój artykuł uzyskał całkiem spore zasięgi, na moich profilach w mediach społecznościowych zostałam zbombardowana przez dziwne konta. Najczęściej, ale nie zawsze, były to fejkowe profile, które zostały założone tylko po to, aby torpedować niewygodne dla systemu publikacje. Było też sporo komentarzy zwykłych użytkowników, którzy mają totalnie wyprane mózgi przez propagandę płynącą z telewizora.

Wiele z tych komentarzy wyglądało tak, jakby pochodziły z jednej fabryki, której zadaniem jest kolportowanie i powielanie kłamstw o Iranie. Z tych kont atakowano mnie w następujący sposób.

Zarzucano mi, że bronię Iranu, w którym rzekomo morduje się kobiety za niezałożenie chusty na głowę. To bzdura. Nikt nie morduje kobiet za brak chusty. Ponieważ wielokrotnie przywoływano nazwisko Mahsy Amini, przypominam, że w internecie dostępne jest nagranie z monitoringu posterunku policji w Iranie, na którym wyraźnie widać okoliczności śmierci tej kobiety.

Z nagrania wynika, że nikt jej nie skatował – kobieta czekała obok innych osób w poczekalni na przesłuchanie, gdy nagle zasłabła i upadła. Podjęto natychmiastową reanimację, jednak niestety zmarła w szpitalu trzy dni później, prawdopodobnie z powodu niedotlenienia mózgu albo zawału serca. Była to oczywiście tragedia, która nie powinna się wydarzyć, jednak światowe media wykorzystały śmierć tej kobiety do rozpowszechniania narracji o rzekomym katowaniu irańskich kobiet za brak chusty.

Zarzucano mi, że bronię Iranu, który rzekomo morduje ludzi na ulicach. I tutaj pojawiają się rozbieżności wśród komentujących co do liczby ofiar. Najpierw podawano liczbę 5 tysięcy, potem 30 albo 50 tysięcy, a ostatnio mówi się już o 70 czy nawet 100 tysiącach. Niech więc w końcu oponenci Iranu ustalą jedną wersję – może od razu 6 milionów?

W każdym razie trolle pomijają kluczowy fakt. Otóż nie byłoby ofiar śmiertelnych w wyniku ostatnich zamieszek w Iranie, gdyby agenci CIA i Mossadu nie rozpętali regularnej bitwy na ulicach irańskich miast, doprowadzając do chaosu, potwornych zniszczeń i wielkiej tragedii.

I wreszcie zarzucano mi, że skoro piętnuję wiadomych irańskich imigrantów (czyli podobno jakichś opozycjonistów), którzy wyjechali z Iranu i teraz krytykują swój kraj, to znaczy, że tak samo potępiam działaczy „Solidarności” czy Polaków z opozycji, którzy wyjechali z ojczyzny w czasach PRL.

To porównanie jest wyjątkowo absurdalne. Otóż jako córka działaczy „Solidarności” uważam co najwyżej, że byli oni naiwni. Tak, dokładnie – moi rodzice byli w „Solidarności”, oboje dali się porwać temu zrywowi, a mój ojciec, Jarosław Piwar, był nawet aktywnym dziennikarzem podziemia. Jego nazwisko pojawia się w Encyklopedii Solidarności, co każdy może sprawdzić w internecie.

Wiem dokładnie, o czym mówiło się w moim rodzinnym domu, przez który przewijało się wielu działaczy „Solidarności”, w tym bardzo znane nazwiska. Nie cierpieli oni „komuny”, ale nigdy nie chcieli, aby Zachód „zainterweniował”, bombardując Polskę Ludową w ramach zaprowadzania demokracji.Tymczasem Iran jest dziś „wyzwalany” przez USA i Izrael za pomocą bomb i rakiet, które spadają między innymi na szpitale i szkoły, zabijając niewinnych cywilów – w tym dzieci. Żaden Irańczyk kochający swój kraj nigdy mnie poprałby takiej „interwencji”.

Co do zarzutów, że krytykując irańską „opozycję” za granicą, miałabym w ten sam sposób gardzić polską opozycją z czasów „komuny” – gdyby tak faktycznie było, redakcja słynnej „Bibuły”, działająca na emigracji w USA, nie przedrukowywałaby przez lata moich artykułów i wywiadów.

Istnieje zasadnicza różnica między emigracją czy opozycją a tymi, którzy publicznie popierają agresję USA i Izraela przeciw własnemu krajowi. Zdrajcy Iranu cieszący się publicznie z tej „interwencji” w praktyce popierają zrzucanie bomb na swoich rodaków.

Tymczasem na ulicach irańskich miast odbywają się właśnie manifestacje poparcia dla władz z udziałem milionów obywateli. Skandują oni hasła „śmierć USA” i „śmierć Izraelowi”, co wyraźnie pokazuje, że Irańczycy wcale nie prosili o tę „interwencję”. Jednak już tego w polskojęzycznej telewizji nie pokażą.

Agnieszka Piwar

tutaj można mnie wesprzeć

W Dzień Kobiet przypominam jak z dziwki zrobiono idolkę

W Dzień Kobiet przypominam jak z dziwki zrobiono idolkę

Agnieszka Piwar 2024-03-08 piwar/w-dzien-kobiet-przypominam-jak-z-dziwki-zrobiono-idolke

Często trafiam w mediach społecznościowych na narzekania mężczyzn pod adresem kobiet. W ich mniemaniu współczesne kobiety to najczęściej wyuzdane, wulgarne, roszczeniowe materialistki i skupione na sobie egoistki. Faktycznie, coś jest na rzeczy. Sęk w tym, że w znacznym stopniu to faceci do tego doprowadzili.

To będzie mroczna opowieść z tragicznym finałem. Iście szatański podstęp, w którym całkowicie odwrócono pojęcia. Niegdyś Kopciuszek był synonimem skromnej niewiasty, której pokora, dobroć oraz ciężka i uczciwa praca zostały nagrodzone.

Współczesna „opowieść o Kopciuszku”, to historia prostytutki. Sprzedawanie własnego ciała bardzo się jej opłaciło, bo spotkała wymarzonego „księcia z bajki”.

Upadły świat zakpił z monarchii. „Królowe” i „księżniczki” to obecnie agresywne, nafaszerowane botoksem karykatury, z napompowanymi ustami, sztucznymi piersiami i ciałem oszpeconym tatuażami. Na domiar złego wyszydzono chrześcijaństwo. Przykładem jest perwersyjna piosenkarka Madonna (imię zaczerpnięte od Matki Bożej), która wielokrotnie profanowała symbole religijne czy określanie wynaturzonych postaw ikonami.

PRETTY WOMAN

Szkodliwość słynnego filmu z 1990 roku jest porażająca. Jeszcze bardziej szokuje bierność opinii publicznej na skandaliczny obraz. Za sukcesem „Pretty Woman” (dosłowne tłumaczenie: piękna kobieta) poszedł konkretny przekaz do młodych dziewcząt: sprzedawanie własnego ciała nie jest wcale takie złe, a nawet bardzo się opłaca.

Chodziłam do podstawówki, kiedy filmowa opowieść o prostytutce trafiła z USA do Polski. Wiele moich szkolnych koleżanek (które wówczas były dziećmi) piały z zachwytu po seansie. Ta dziewczyna, która zachwycała się najmocniej, w dorosłym życiu upadła najniżej i skończyła najgorzej. Obecnie produkcję można obejrzeć m.in. na platformie Netflix, gdzie wskazano przedział wiekowy od 13 lat.

Czego dowiadują się z filmu trzynastolatki? Przekaz jest bardzo wyraźny. Prostytutka Vivian (Julia Roberts) jest sympatyczna, bystra i ma czarujący uśmiech. W liceum miała całkiem dobre oceny, ale nieszczęśliwie się zakochiwała, co niejako pokomplikowało jej życie. Z pracy kelnerki i parkingowej nie starczało na czynsz wynajmowanej klitki – co jest dość dziwne, wszak akcja dzieje się w zamożnej Ameryce. By jakoś wiązać koniec z końcem zaczęła więc sprzedawać swoje ciało przy Alei Gwiazd w Los Angeles.

Któregoś dnia bogaty, elegancki i przystojny biznesmen Edward (Richard Gere) zgubił się na ulicach Hollywood. Vivian, licząc na niezły zarobek, podeszła do jego samochodu i zaproponowała pomoc. Za wskazanie drogi dostała 20 dolarów, za wspólną noc 300 dolarów, a za bycie „damą do towarzystwa” przez następny tydzień kilka tysięcy plus ekstra premię na kupienie sobie eleganckich ubrań.

Po prostu była tak urocza, że Edward – mimo, iż nie tego planował – pod wpływem impulsu zaprosił ją do swojego apartamentu w luksusowym hotelu. Pracownicy hotelu też ulegli wdziękowi prostytutki z ulicy. Windziarz hotelowy zerkał na Vivian jak zaczarowany, a dyrektor osobiście uczył ją poprawnego posługiwania się sztućcami w wytwornej restauracji.

Jedynie pracownice ekskluzywnego butiku – ukazane jako wredne jędze – nie raczyły być miłe dla prostytutki. Nie chciały jej obsłużyć, gdy weszła do sklepu w stroju ulicznicy. Kiedy poskarżyła się Edwardowi, ten bardzo się wzburzył. Na otarcie łez zabrał Vivian do innego sklepu i zapłacił krocie, by wszyscy pracownicy, z kierownikiem włącznie, podlizywali się jej na całego i ubrali jak damę.

W stroju damy towarzyszyła Edwardowi na meczu polo, gdzie zebrała się miejscowa elita. Znajomy biznesmena i zarazem jego prawnik węszył spisek, sugerując, że Vivian jest szpiegiem konkurencyjnej firmy. Chcąc uspokoić wspólnika, Edward mu wyznał, że jest ona zwykłą dziwką wziętą z ulicy. Prawnik podjarał się tym faktem i zaczął składać prostytutce dwuznaczne propozycje, co ją bardzo oburzyło.

Po powrocie do apartamentu, zdenerwowana kobieta wygarnęła swojemu sponsorowi, że nikt tak jej wcześniej nie upokorzył. Edward jej przypomniał, że przecież jest dziwką, więc niech się nie dziwi, że ludzie tak ją traktują. Vivian się wściekła za nazwanie sprawy po imieniu, strzeliła focha, spakowała manatki i wybiegła z apartamentu. Biznesmen zrozumiał, że ma ona swoją dumę, poleciał za nią, przeprosił i udobruchał. Kolejny raz wylądowali w łóżku i… zakochali się w sobie.

Fabuła kończy się „happy endem”. Edward wyznaje Vivian miłość i deklaruje wspólną przyszłość aż do grobowej deski. W międzyczasie, pod wpływem prostytutki biznesmen przechodzi pozytywną przemianę. Z wyrachowanego gracza – który kupował w całości upadające firmy, a następnie sprzedawał w częściach dla własnego zysku – zamienił się w wrażliwca, który postanowił jednak ratować przedsiębiorstwa w kryzysie.

Perfidia twórców filmu polega na tym, że jest odwrotnością bajek z morałem. „Pretty Woman” reklamowano w mediach jako współczesną wersję „Kopciuszka”. Tymczasem w klasycznej bajce wynagradza się dobro, cnotę i pokorę, a tutaj nagroda trafiła do kobiety, która sprzedawała swoje ciało. Co więcej, prostytutkę – a więc z racji wykonywanej profesji kobietę moralnie upadłą – ukazano jako niezwykle pozytywną postać.

Filmowa opowieść o prostytutce stała się wielkim hitem. Produkcja zarobiła fortunę i zdobyła fanów na całym świecie. Aktorzy odtwarzający główne role uzyskiwali status czołowych gwiazd przemysłu filmowego, dzięki czemu do dziś dostają milionowe gaże. Za zagranie prostytutki Julia Robert otrzymała nagrodę Złotego Globa dla najlepszej aktorki oraz nominację do Oskara.

Film zyskał miano kultowej komedii romantycznej i nadal cieszy się popularnością jako „klasyk” w swoim gatunku. Uważam, że twórcy „Pretty Women”reżyser, scenarzysta i producenci to mężczyźni (sic!) – w znacznym stopniu przyczynili się do problemu społecznego, który w późniejszych latach opisały takie polskie filmy jak „Galerianki” czy „Dziewczyny z Dubaju”. Obie fabuły opowiadają o współczesnych formach prostytucji. Motorem napędowym do sprzedawania swojego ciała jest pragnienie posiadania drogich ciuchów i luksusowego życia.

Co znamienne, krytycznie o amerykańskim hicie wypowiedziała się Irena Dawid-Olczyk, prezes Fundacji La Strada, walczącej z handlem ludźmi i wspierającej jego ofiary. Kobieta w gorzkich słowach zwróciła się do samego Richarda Gere’a. Aktor w 2019 roku odwiedził Polskę, gdzie dyskutował o… obronie praw człowieka. Od szefowej La Strady usłyszał o negatywnym wpływie filmu „Pretty Woman” na wybory młodych kobiet, które głęboko wierzą, że prostytucja to droga do sukcesu.

Na portalu filmweb.pl, pod tytułem „Pretty Woman”, jedna z forumowiczek napisała wymowny komentarz: „Zauważyliście, że tak jak tamtejsze prostytutki ubiera się dziś prawie każda dziewczyna?”.

BURDELMAMA KRÓLOWĄ

W XXI wieku lansowanie negatywnych wzorców rozkręciło się na całego, niestety także na polskim podwórku. Wystarczy wspomnieć telewizyjny reality show „Królowe życia”. Program nadawany na antenie stacji TTV w latach 2016-2022 pokazywał kulisy życia osób, które niczego sensownego sobą nie reprezentowały, ale z racji kontrowersyjności potrafiły napędzić oglądalność.

Program najmocniej wylansował Dagmarę Kaźmierską. Czym sobie „zasłużyła”, by pokazywać ją w telewizji? Od 2005 prowadziła agencję towarzyską. W 2009 została skazana prawomocnym wyrokiem na cztery lata pozbawienia wolności za działanie w zorganizowanej grupie przestępczej, stręczycielstwo, sutenerstwo i zmuszanie młodych kobiet do prostytucji, ostatecznie spędzając w więzieniu 14 miesięcy.

Obecnie Kaźmierska jest rozchwytywaną celebrytką. Występuje w filmach, pisze książki, pozuje na ściankach, udziela wywiadów, a ostatnio wzięła udział w popularnym „Tańcu z gwiazdami” na antenie telewizji Polsat. Kreowana jest na sympatyczną i równą babkę po przejściach, która ma twardy charakter, robi co chce i mówi co myśli. Przeglądając komentarze pod nagraniami i artykułami o „królowej życia” przecieram oczy ze zdziwienia – Kaźmierska jest uwielbiana.

Należy odnotować, że producentem i reżyserem programu, który wylansował burdelmamę do rangi autorytetu dla młodych Polek, jest oczywiście mężczyzna Piotr Wąsiński.

Moda na określanie upadłych kobiet jako „królowe” przyszła do Polski ze Stanów Zjednoczonych. Prekursorką jest kontrowersyjna i wyuzdana piosenkarka Madonna, którą przed laty okrzyknięto „królową popu”. Jej młodsza wersja Britney Spears zyskała miano „księżniczki popu” i jest uważana za ikonę popkultury schyłku XX wieku. U szczytu popularności kobiety wystąpiły na wspólnym koncercie, który podkręciły lesbijskim pocałunkiem.

Britney początkowo lansowana była jako niewinna i spokojna dziewczyna. Zaczynała od występów w programie dla dzieci Klub Myszki Miki. Tam poznała przyszłego chłopaka Justina Timberlake’a. Jako nastolatkowie zostali parą, przy czym Spears deklarowała w mediach zachowanie dziewictwa do ślubu.

Po latach wydała książkę pt. „Kobieta, którą jestem”. W autobiografii przyznała, że jednak uprawiali seks, a także zaszła w ciążę. Britney chciała urodzić dziecko, ale Justin zmusił ją do aborcji. Timberlake i tak potem od niej odszedł, po czym skupił się na rozwinięciu własnej muzycznej kariery.

Tymczasem „księżniczka popu” rzuciła się w wir romansów, a następnie przeszła załamanie nerwowe, czego efektem było m.in. ogolenie sobie głowy na łyso czy nałożenie przez sąd ubezwłasnowolnienia. I wreszcie, toksyczny wpływ na piosenkarkę wywarł jej ojciec Jamie Spears, który sprawował nad dorosłą córką kuratelę i był oskarżany o życie na jej koszt.

Co znamienne, wczesna Britney stała się wzorem dla wielu znanych piosenkarek. Do inspiracji twórczością i wizerunkiem Spears przyznały się Lana Del Rey, Lady Gaga, Miley Cyrus, Victoria Justice, Pixie Lott, Selena Gomez, Fergie czy Girls’ Generation.

Na polskiej scenie muzycznej też mamy naśladowczynię amerykańskiej piosenkarki. Dorota Rabczewska ps. Doda nie ukrywała, że jej idolką była właśnie Britney Spears. Jednak polska piosenkarka w kreowaniu własnego stylu poszła nieco dalej.

Doda od początku budowała swoją karierę na wizerunku skandalistki. Poddała się operacji powiększenia biustu. Pozowała nago do magazynów „dla panów” [porno jest dla seksoholików, nie „panów”md] . Wdawała się w pyskówki, a nawet bójki z innymi celebrytami. Miewała też problemy z prawem, zarzuty prokuratorskie, a nawet wyrok sądu za obrazę uczuć religijnych.

W 2011 roku, podczas spotkania z fanami, którym podpisywała najnowszą płynę, Doda miała ze sobą długopis w kształcie sztucznego penisa. Na oczach fotoreporterów i fanów (w tym nieletnich) wsadziła go sobie do ust, imitując stosunek oralny. Co znamienne, do tak wulgarnej osoby przylgnęło medialne określenie: „Królowa jest tylko jedna”, które sama zresztą wylansowała.

Tymczasem pojawiły się w Polsce kolejne celebrytki, pragnące dosiąść tronu. Wśród nich Karolina Derpieńska, szerzej znana jako amerykańsko brzmiąca Caroline Derpienski. Samozwańczo określiła się jako „dolarsowa królowa”. Zasłynęła z tego, że w polskojęzycznych mediach opowiada o bajecznie bogatym życiu, jakie zapewnia jej znacznie starszy kochanek miliarder z Miami.

O miano królowej zawalczyły też uczestniczki programu TVN7 pt. „Królowa przetrwania”. Scenariusz zrealizowano w tajlandzkiej dżungli, gdzie zaproszono 12 kobiet (najczęściej sztucznych, wypełnionych botoksem, wytatuowanych, etc.) znanych z Internetu i programów telewizyjnych typu reality. Panie zasłynęły w Polsce z robienia wokół siebie szumu i patologicznych zachowań, na których zbudowały karierę.

Dla przykładu Marta Linkiewicz, która wątpliwą popularność zdobyła w 2015 roku. Jako nastolatka wybrała się z koleżanką na koncert amerykańskich reperów z grupy Rae Sremmurd, a następnie chwaliła się w mediach społecznościowych, że uprawiała z nimi seks grupowy. „Z tym się jebałam, a temu ciągnęłam” – wyznała przyszła celebrytka.

Obecnie Linkiewicz jest jedną z gwiazd Fame MMA, polskiej federacji (i największej w Europie) organizującej gale typu freak show fight. Impreza polega na tym, że uczestnicy – w tym celebryci, youtuberzy, raperzy, influencerzy – stają na ringu i walczą przy dużym zakresie dozwolonych technik. Wydarzeniom towarzyszą „konferencje”, podczas których uczestnicy wzajemnie się obrażają i obrzucają wulgarnymi wyzwiskami. Sporą popularnością cieszą się oczywiście pyskówki kobiet.

Federacja posiada łącznie czterech właścicieli, samych mężczyzn – Wojciecha Golę (współzałożyciel), Michała Barona, Krzysztofa Rozparę (były prezes) oraz Rafała Pasternaka (prezes). Panowie na walkach żądnych sławy (i zdesperowanych?) osób zbijają majątek.

Do patocelebrytów dołączyła Marianna Schreiber. Mowa o żonie polityka Łukasza Schreibera, która znudzona życiem postanowiła rozpędzić własną karierę, oczywiście jadąc na nazwisku męża. Kobieta zasłynęła z tego, że jako żona ministra w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, wystąpiła w programie „Top Model” (nadawanym w nielubianej przez PiS stacji TVN), gdzie obnażyła swoje ciało. Z programu dość szybko odpadła, ale zabrylowała na ściankach i plotkarskich portalach.

To jej nie wystarczało, więc ona również zaczęła tłuc się z innymi kobietami. Dołączyła do federacji Clout MMA. Odniosła w tym nawet pewien sukces, bo tak obiła przeciwniczkę, że wygrała już jakąś walkę. W ramach rozpoczęcia kariery na ringu, Marianna Schreiber wystąpiła na gali federacji w pozłacanej koronie.

To mężczyźni doprowadzili do tego, aby lansować tego typu wzorce kobiety. Zrobili to głównie dla pieniędzy, ale też dlatego, by leczyć swoje zakompleksione ego, poprzez uwłaczanie godności płci przeciwnej. Szkoda, że w tym upadłym świecie zabrakło prawdziwych bohaterów i nikt nie rozprawił się z tą straszną demoralizacją.

Agnieszka Piwar

Fot.: kadr z filmu „Pretty Woman”

Uważajcie na zdrajców Iranu, którzy w Polsce łamią Kodeks karny

Uważajcie na zdrajców Iranu, którzy w Polsce łamią Kodeks karny

Uważajcie na zdrajców Iranu, którzy w Polsce łamią Kodeks karny

Agnieszka Piwar 2026-03-04 Piwar.info/uwazajcie-na-zdrajcow-iranu-ktorzy-w-polsce-lamia-kodeks-karny/

Zachodnie media lansują na potęgę Irańczyków, którzy zhańbili się najohydniejszym czynem – zdradą ojczyzny doświadczającej brutalnej napaści bezwzględnych agresorów. Ten obrzydliwy trend dotarł także do kraju nad Wisłą, gdzie wywindowano internetowe postacie, takie jak „Irańczyk w Polsce” i „Perska w Polsce”.

Mohammadreza Rezazadeh i Reyhaneh Mansouri – bo o nich mowa – aktywnie działają w Internecie i wypowiadają się dla polskojęzycznych mediów głównego ścieku, gdzie z entuzjazmem kibicują atakowi na ich kraj. Dorabiają do tego propagandową śpiewkę o „brutalnym reżimie ajatollahów” gnębiących swoich obywateli.

Dla przykładu Rezazadeh ubolewał w rozmowie z Wirtualną Polską, że szkoły w Iranie są jednopłciowe do końca liceum, dzieci uczone są modlitwy, a kobiety obowiązuje skromny strój. No rzeczywiście, dla wielu kobiet z Zachodu, które świecą gołym tyłkiem na Instagramie czy zarabiają krocie, sprzedając swoje ciało na OnlyFansie, to musi brzmieć strasznie.

W związku z powyższym trzeba było „wyzwolić” Irańczyków, a szczególnie „uciśnione” Iranki, za pomocą rakiet i bomb. Kiedy więc Iran został zaatakowany, zachwytom wśród zdrajców nie było końca.

NA USŁUGACH WROGÓW OJCZYZNY

Mohammadreza Rezazadeh, znany z profilu „Irańczyk w Polsce” i przedstawiający się jako Michał, wszem wobec opowiada w polskojęzycznych mediach, z jaką ulgą przyjął fakt, że Amerykanie i Izrael napadli na jego kraj. Oczywiście używa przy tym eufemizmów, nazywając to „interwencją w interesie Irańczyków”.

W celu podkręcenia emocji przywołuje liczne ofiary niedawnych zamieszek, wciskając przy tym brednie, że to irańskie władze odpowiadają za ich śmierć. Nie wspomina jednak ani słowem, że za wywołaniem potężnego chaosu na ulicach irańskich miast stały izraelskie i amerykańskie służby, co zostało już udowodnione.

Wtóruje temu Reyhaneh Mansouri, która wypłynęła w mediach społecznościowych jako „Perska w Polsce” przy okazji wspomnianych zamieszek. Komentując zaistniałą sytuację, idealnie wpasowała się w propagandę zachodniego ścieku medialnego.

Po napaści zbrojnej na Iran Mansouri udzieliła wywiadu dla TVP Info, opowiadając przed kamerą bajki o radosnych ludziach celebrujących na ulicach irańskich miast, co rzekomo miało miejsce po ataku Izraela i USA oraz zabiciu najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego.

– Udało mi się porozmawiać z rodziną w Iranie, która była szczęśliwa i podekscytowana. Stwierdziłam, że jeżeli oni się cieszą, to ja też powinnam się cieszyć – mówiła w programie „Oko na Świat”.

Obok niej w telewizyjnym studio siedziała niejaka Raana Goss, która atak na Iran określiła entuzjastycznie jako „interwencję humanitarną”. Zdumiewające jak łatwo tym ludziom przychodzi zachwycać się agresją na ich kraj, kiedy będąc z dala od ojczyzny nie doświadczają żadnego zagrożenia ze strony izraelskich i amerykańskich bomb.

Nie lepiej wypadła Negar Hosseinnejad, udzielając wywiadu dla Polskiego Radia. „Tak naprawdę wszyscy czekaliśmy na ten moment od wielu tygodni. Sytuacja była bardzo napięta. Były chwile zwątpienia – czy na pewno dostaniemy pomoc ze strony Izraela czy Stanów Zjednoczonych?” – wyznała Iranka od dziesięciu lat mieszkająca w Polsce.

Tymczasem tylko w pierwszym dniu agresji na Iran – 28 lutego 2026 roku – przeprowadzono liczne ataki militarne na cele cywilne, w tym szkoły, szpitale, instalacje ratunkowe i personel medyczny. Działania te doprowadziły do śmierci setek niewinnych cywilów, w tym kobiet i dzieci, oraz do obrażeń i ran jeszcze większej liczby osób.

Jak podano w komunikacie Ambasady Iranu w Polsce: „Czyny te ewidentnie wypełniają znamiona zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości”.

Do szczególnie przerażającej masakry doszło w mieście Minab w południowo-wschodnim Iranie, gdzie w wyniku zbombardowania żeńskiej szkoły podstawowej zginęło 167 uczennic. Zabite dziewczynki były w wieku od 7 do 12 lat.

PARAGRAF ZA POCHWALANIE WOJNY

Algorytmy znają moje zainteresowania, więc telefon regularnie podrzuca mi wiadomości o tematyce irańskiej. W ten sposób dotarła do mnie kolejna rolka z wypowiedzią „Irańczyka w Polsce”. Po jej obejrzeniu zachciało mi się wymiotować, co naprawdę zdarza mi się bardzo rzadko.

Mohammadreza Rezazadeh w rozmowie z Wirtualną Polską, komentując agresję USA i Izraela na jego kraj, powiedział ohydne kłamstwo: „Więcej w nas wszystkich było radości”. Po czym bezczelnie dodał, że „Irańczycy sami o to prosili”, bo rzekomo mieli chcieć wyzwolić się spod władzy ajatollahów.

Jako dziennikarka pojechałam do Iranu trzykrotnie, z czego dwa razy byłam tam w ostatnich miesiącach. Wiele razy słyszałam od samych Irańczyków ogromne obawy, że ich kraj zostanie zaatakowany. W moim najnowszym filmie dokumentalnym „Druga ojczyzna Polaków” mam uwiecznione, jak Irańczycy apelują do polskich motocyklistów, którym towarzyszyłam z kamerą, żebyśmy przekazali światu, że oni nie chcą z nikim wojny, że pragną pokoju. Jestem pewna, że byli szczerzy.

Wielokrotnie rozmawiałam z Irańczykami mieszkającymi w Iranie. Nawet jeśli niektórzy z nich nie popierali rządów ajatollahów – a takie osoby też poznałam – to absolutnie nikt nie chciał interwencji z zewnątrz w wykonaniu USA i Izraela. Żaden Irańczyk kochający swój kraj nigdy w życiu nie poprze agresji na ojczyznę.

Przez lata podróżowałam do wielu państw, z których przywiozłam liczne reportaże, wywiady i wspaniałe wspomnienia. Mam znajomych i przyjaciół różnych narodowości, z którymi świetnie się dogaduję. Jednak to właśnie Iran i jego mieszkańcy zachwycili mnie w sposób szczególny. Uważam, że Irańczycy to najbardziej gościnny, otwarty, szlachetny, honorowy, dumny i przyjazny naród na świecie.


Od każdej reguły są jednak wyjątki. Przykładem są produkty medialne, takie jak „Irańczyk w Polsce” i „Perska w Polsce”, oraz im podobni. To nie tylko zdrajcy pozbawieni honoru. Oni także łamią polskie prawo. Przypominam, że art. 117 § 3 Kodeksu karnego wskazuje wyraźnie: „Kto publicznie nawołuje do wszczęcia wojny napastniczej lub publicznie pochwala wszczęcie lub prowadzenie takiej wojny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Może więc najwyższa pora, aby polskie organy ścigania dobrały się do podżegaczy wojennych. Jak ktoś zdradził już raz, to ta skłonność pozostanie w nim na zawsze. Niech więc polscy urzędnicy pamiętają o tym, kiedy Mohammadreza Rezazadeh i Reyhaneh Mansouri będą starali się uzyskać polskie obywatelstwo. W przyszłości nic takich osób nie powstrzyma także od zdrady Polski.
Agnieszka Piwar

fot. zrzut ekranu YouTube

O sytuacji w Iranie z Agnieszką Piwar rozmawia M. T. Chodorowski

ROZMOWY ODWAŻNYCH – O sytuacji w Iranie z Agnieszką Piwar rozmawia Marek Tomasz Chodorowski

podał: AlterCabrio, 26 lutego 2026

Dlaczego Persowie są aż tak pozytywnie nastawieni do Polaków?

Skąd wzięły się elementy stroju perskiego w ubiorze XVI – to wiecznego polskiego szlachcica? Dlaczego w obecnym konflikcie izraelsko – irańskim nasza sympatia podąża za Iranem?

Po raz kolejny ciepły obraz współczesnego społeczeństwa irańskiego szkicuje nam niezależna polska dziennikarka – Agnieszka Piwar. Rozmowę poprowadził autor książki “Bestia, cywilizacja nad przepaścią” – Marek Tomasz Chodorowski.

ROZMOWY ODWAŻNYCH – O sytuacji w Iranie z Agnieszką Piwar rozmawia Marek Tomasz Chodorowski

Celebrytki za zabijaniem dzieci, a gęba pełna frazesów o obronie zwierząt

Polska|Publicystyka

Celebrytki za zabijaniem dzieci, a gęba pełna frazesów o obronie zwierząt

2026-02-04 Agnieszka Piwar piwar/celebrytki-za-zabijaniem-dzieci-a-geba-pelna-frazesow-o-obronie-zwierzat/

Zdemoralizowane i siejące publiczne zgorszenie celebrytki, takie jak Doda czy Małgorzata Rozenek-Majdan, to przede wszystkim zwolenniczki „prawa” do mordowania nienarodzonych dzieci. Przyznały się do tego m.in. podczas wywiadu u Żurnalisty, odpowiadając twierdząco na pytanie, czy aborcja powinna być legalna.

Te same celebrytki są dziś lansowane niemal we wszystkich mediach jako „szlachetne obrończynie zwierząt”. Czyżby nikt z osób publicznych nie dostrzegał w tym hipokryzji? Wprost przeciwnie – wiele osób zwęszyło w tym okazję do własnej promocji.

W ostatnim czasie rozmaici politycy, dziennikarze, inni celebryci oraz wszelkiej maści użytkownicy mediów społecznościowych, korzystając ze sztucznie nagłośnionego tematu, uprawiają tani lans na Dodzie, broniącej psów ze schroniska, w którym panowały kiepskie warunki.

Dorota Rabczewska, ps. Doda, została nawet wpuszczona do Sejmu, gdzie zaprezentowała ckliwą opowieść o zaniedbanych zwierzętach. Ta sama Doda, która wcześniej publicznie stwierdziła, że „aborcja powinna być dozwolona” oraz że rząd nie powinien decydować o prywatnym życiu kobiet w takich kwestiach.

W tej pokrętnej „logice” naczelnej pato-celebrytki znad Wisły chodzi o to, że rząd ma zajmować się psami ze schronisk, natomiast w kwestii mordowania niewinnych dzieci politycy nie mają już prawa się wtrącać.

Do Sejmu polazła też lansować się Małgorzata Rozenek-Majdan, która przy tej okazji napisała na Instagramie: „Zwierzęta nie mają głosu. My go mamy. To zobowiązuje”. Szkoda, że obecna żona byłego męża Dody nie czuje się zobowiązana zabierać głosu w imieniu nienarodzonych dzieci zagrożonych aborcją. One także nie mają głosu, a są ludźmi, więc są znacznie ważniejsze niż czworonogi.

Do grona lansujących się na Dodzie i psach ze schroniska dołączył także prezydent Karol Nawrocki, zapraszając naczelną skandalistkę III RP do Pałacu Prezydenckiego na rozmowę. Uważam, że z taką elytą na stanowiskach państwowych oraz przy braku stanowczej reakcji narodu Polska nie ma przyszłości.

Przypomnę, że na swoim koncie Doda ma takie zachowania jak włożenie sztucznego penisa do ust na oczach nieletnich fanów, publiczne rozbieranie się, szydzenie z Biblii, wulgarne i gorszące zachowania na scenie, agresywne wyzywanie innych osób czy wdawanie się w bijatyki.

Dla jasności: sama uwielbiam zwierzęta. Miałam wiele kotów, psy, rozmaite gryzonie, papugi, a nawet żółwia. Jako dziecko i nastolatka opiekowałam się też zwierzętami porzuconymi przez innych. Sporo osób z mojego otoczenia wręcz sądziło, że po maturze pójdę na studia weterynaryjne.

Tymczasem zrobiłam psikusa – wybrałam filozofię, a potem zostałam dziennikarką, między innymi po to, by piętnować hipokryzję osób publicznych w moim kraju. Po prostu nie godzi się, by życie zwierząt stawiać wyżej w hierarchii niż życie człowieka, zwłaszcza tego najbardziej niewinnego i bezbronnego.

Agnieszka Piwar
Fot. kolaż ze zdjęć za: prezydent.pl, stronazycia.pl/stop-aborcji, Instagram

W co przekuć sukces „Sąsiadów” Jacka Międlara?

W co przekuć sukces „Sąsiadów” Jacka Międlara?

Agnieszka Piwar 2025-11-22 https://piwar.info/w-co-przekuc-sukces-sasiadow-jacka-miedlara/

„Dialog jest możliwy, a nawet pożądany, z każdym człowiekiem” – powiedział mi Jacek Międlar, gdy zapytałam go, czy dialog z Ukraińcami jest możliwy. Jego dokument o zbrodniach popełnionych przez OUN-UPA przyciąga tłumy widzów i zdobywa nagrody na festiwalach.

W swoich filmach i książkach porusza tematykę, za którą automatycznie staje się wrogiem systemu. W Polsce – gdzie władzę sprawują osoby obce duchowi narodowemu – nie wolno przecież demaskować tych, którzy Polakom zaszkodzili. Wystarczy wspomnieć takie tytuły Międlara, jak „Polska w cieniu żydostwa” czy „Sąsiedzi. Ostatni Świadkowie ukraińskiego ludobójstwa na Polakach”.

Na oddolnie organizowanych, objazdowych targach książki to właśnie Jacek Międlar przykuwa największą uwagę. Obserwowałam to z bliska, stojąc przy stoisku obok. Jest młody, charyzmatyczny, odważny i nieskłonny do kompromisów ze zdrajcami przy korycie. Być może jeszcze tego nie dostrzega, ale wkrótce spocznie na jego barkach ogromna odpowiedzialność.

Znienawidzony przez mainstream, a jednocześnie ceniony przez środowiska antysystemowe. Gdy słynny Marsz Niepodległości w Warszawie przejął PiS, Międlar zorganizował 11 listopada alternatywne wydarzenie we Wrocławiu. Marsz Polaków z roku na rok przyciąga coraz więcej patriotów, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z politycznymi karierowiczami ze stolicy.

NA STRAŻY HISTORII

Serial dokumentalny „Sąsiedzi” finalnie ma mieć cztery odcinki: Preludium, Genocidum atrox, Exodus i Żywioł. Jestem po seansie pierwszych dwóch części. Dokument, od strony technicznej, jest zrealizowany bardzo dobrze, co może zaskakiwać – wszak Jacek Międlar nie posiada wykształcenia filmowego. Oceniam, że autor włożył w swoje dzieło serce, pasję oraz ogrom pracy i zaangażowania.

W filmie wypowiadają się znani historycy, tacy jak Lucyna Kulińska czy Władysław Osadczy. Szczególną wartość wnoszą relacje naocznych Świadków tamtych brutalnych zbrodni. Obraz uzupełniają archiwalne zdjęcia i nagrania (w tym bardzo wstrząsające) oraz animacje. Całość dopełnia budująca napięcie muzyka.

Środki na powstanie serii pochodzą z dobrowolnych datków Polaków oraz ze sprzedaży książek i produktów wydanych przez wydawnictwo Międlara, którego oferta dostępna jest na stronie sklep-wPrawo.pl.

Prace nad projektem rozpoczęły się w 2019 roku. Początkowo zakładały realizację wywiadów ze Świadkami ukraińskiego ludobójstwa na Polakach oraz archiwizację tysięcy wcześniej niepublikowanych wspomnień i zeznań. Z czasem zrodził się pomysł na realizację profesjonalnej produkcji filmowej.

Jeden odcinek obejrzałam w internecie, drugi – razem z publicznością podczas zjazdu Kamratów na Grunwaldzie. Odniosłam wrażenie, że zdecydowana większość obecnych na sali miała już jasno ukształtowany światopogląd dotyczący ludobójstwa na Wołyniu; byli to ludzie świadomi tej strasznej historii.

Ciekawiło mnie jednak, czy na pokazach filmów Międlara pojawiają się także osoby, które wcześniej nie znały tej krwawej historii i dopiero konfrontują się z nią po raz pierwszy. Jak reagują? Zapytałam o to samego autora.

Międlar przyznaje, że takich widzów jest naprawdę wielu, w tym również obcokrajowcy. Co więcej – jak podkreśla – często na seansach dominują osoby spoza tzw. „prawicowej bańki”, które poznają tę historię właściwie od zera. Reakcje bywają wyjątkowo mocne: wielu widzów wychodzi głęboko poruszonych, a niekiedy wręcz wstrząśniętych.

Jedną z najbardziej wymownych scen był udział czarnoskórego mężczyzny, który przyszedł na pokaz. „Cały film niemal przepłakał, przeżywając to, co zobaczył, z ogromną emocjonalnością” – opowiada Międlar.

Ten obraz, jak zauważa autor, mówi więcej niż statystyki: pokazuje, że opowieść o wołyńskiej tragedii potrafi poruszyć ludzi niezależnie od pochodzenia, poglądów czy życiowych doświadczeń.

NA CELOWNIKU BEZPIEKI

Realizacja projektu „Sąsiedzi” przez Jacka Międlara nie obyła się bez dramatycznych wydarzeń. Jak wspomina, od samego początku mierzył się z presją służb oraz próbami zastraszenia. Do jego domu wkroczyło kilkunastu uzbrojonych funkcjonariuszy ABW, którzy przejęli cały sprzęt elektroniczny i dyski zewnętrzne.

Później pojawiły się kolejne utrudnienia: absurdalne akty oskarżenia oraz internetowe wyzwiska, w których określano go mianem „agenta Putina” czy „ruskiej onucy”. Międlar podkreśla, że te ostatnie nie robią na nim większego wrażenia – choć stanowią element szerszej kampanii wymierzonej w to, by zniechęcić go do dalszej pracy.

Najtrudniejszy okres zbiegł się w czasie, gdy przeprowadzał rozmowy ze świadkami ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów oraz z historykami zajmującymi się tą tematyką. Łącznie Międlar zarejestrował aż 84 wywiady, często w warunkach, w których opresyjność aparatu państwa wobec jego osoby osiągała apogeum.

Oprócz nalotu ABW na jego dom – oraz na dom jego rodziców, położony setki kilometrów dalej – był objęty dozorem policyjnym, zatrzymany przez milicję w drodze na Marsz Polaków we Wrocławiu 11 listopada 2022 roku, a także bombardowany szeregiem wątpliwych zarzutów. Wszystko to składało się na próbę jego zastraszenia i finansowego zrujnowania.

Paradoksalnie właśnie wtedy spotkania ze świadkami stały się dla Międlara źródłem siły. Ich życiorysy – naznaczone niewyobrażalnym cierpieniem – pozwoliły mu zrozumieć, że jego własne problemy bledną przy doświadczeniach rozmówców. Jak mówi, te opowieści były dla niego lekcją pokory, wytrwałości i ludzkiej godności. „Byli moimi aniołami stróżami, którzy przeprowadzili mnie przez własne Piekło Dantego” – podsumowuje.

MIĘDZY HISTORIĄ A PRZYSZŁOŚCIĄ

Przyglądając się Jackowi Międlarowi, odnoszę nieodparte wrażenie, że czeka go misja wyjątkowo trudna. Na naszych oczach diametralnie zmienia się struktura etniczna państwa polskiego. Do milionów przybyszy z Ukrainy coraz liczniej dołączają syjoniści z Izraela, którzy wiją sobie w Polsce wygodne gniazdko.

Nie trudno przewidzieć, że ci ostatni zechcą podburzyć przeciwko sobie Ukraińców i Polaków, by – w myśl zasady „dziel i rządź” – przejąć całkowite panowanie nad krajem nad Wisłą i jego mieszkańcami. Wystarczy podstępnie rozniecić tlące się animozje, a Wołyń 2.0 zapuka do naszych drzwi. Za nic w świecie nie możemy do tego dopuścić. To ogromne wyzwanie, zwłaszcza w świetle skomplikowanej polsko-ukraińskiej historii.

Zdaniem Międlara źródłem niechęci Ukraińców do Polaków jest wieloletnie wychowanie w narracjach hajdamacko-banderowskich, w ostatnich latach dodatkowo wzmacnianych przez edukację, media i politykę. „W takiej tradycji Ukraińcy są wychowywani od dekad. Proces folkloryzacji i idealizacji dawnych postaw objął niemal wszystkie sfery życia publicznego na Ukrainie” – wyjaśnia.

Dane ukraińskiej Grupy Socjologicznej „Rating” potwierdzają ten trend. „W ostatnich latach obserwuje się wyraźny wzrost pozytywnych ocen postaci historycznych, wokół których przez dekady toczyły się gorące spory. W szczególności dotyczy to Stepana Bandery – jego pozytywna ocena wzrosła z 22% w 2012 roku do 74% w 2022 roku” – podkreśla Międlar.

Zabrakło mi jeszcze głębszego drążenia – takiego, które pozwoliłoby dotrzeć do kwestii, co na przestrzeni nie dekad, lecz wieków mogło spowodować, że Ukraińców tak łatwo udało się później podburzyć przeciwko Polakom. To, co skrywa się jeszcze głębiej, może dodatkowo skomplikować sprawę, zwłaszcza dla szczerego polskiego patrioty. Warto jednak podjąć to wyzwanie, tym bardziej że, jak mówi Międlar, „dialog jest pożądany z każdym człowiekiem”.

Jacek Międlar w rozmowie ze mną jasno formułuje swoją wizję działań wobec obecności milionów Ukraińców w Polsce. „Mając na uwadze fakt, że władze III RP konsekwentnie powielają błędy sanacyjnego ruchu prometejskiego, należy natychmiast przeprowadzić 'autooperację Wisła’” – mówi. Chodzi o pakiet zmian, które sprawią, że większość Ukraińców sama zdecyduje się opuścić Polskę, a ci, którzy zostaną, zostaną objęci „głęboką polonizacją”.

Międlar szczegółowo opisuje swoje propozycje: wycofanie „karty Polaka”, zaostrzenie zasad przyznawania obywatelstwa z obowiązkiem podpisania „antybanderowskiej lojalki”, ograniczenia w zakupie nieruchomości, kontrolę przepływu pieniędzy, penalizację ideologii wrogich Polsce, odebranie przywilejów socjalnych oraz naukę prawdziwej historii – w tym przypomnienie o zbrodniach Stepana Bandery, Romana Szuchewycza, Mykoli Lebeda i innych.

„Proponowana przeze mnie autooperacja od akcji sprzed niemal ośmiu dekad różniłaby się nie tylko metodą działania, lecz także zasięgiem, gdyż destynacja wyjeżdżających Ukraińców obejmie zagranicę, nie zaś zachodnie tereny Rzeczpospolitej. I co jest piękne – Ukraińcy sami wynieśliby się z Polski, ponieważ mieszkanie wśród Lachów byłoby dla nich nieopłacalne. Stąd mowa nie o 'operacji’, ale o 'auto-operacji’” – tłumaczy Międlar.



WIELKIE WYZWANIE



Pierwszy odcinek „Sąsiadów” został wyróżniony nagrodą publiczności podczas 39. Międzynarodowego Festiwalu Filmów „Maksymiliany” oraz zdobył drugie miejsce w kategorii najlepszego filmu dokumentalnego klasycznego na 39. Międzynarodowym Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów „Niepokalana”.

Produkcja znalazła się również w gronie finalistów i nominowanych do nagrody głównej na prestiżowych festiwalach, takich jak Replay International Film Festival (Wiedeń-Graz, gala finałowa w grudniu 2025), Kraken International Film Festival w Mediolanie (gala finałowa w maju 2026) czy Sweden Film Awards. Dodatkowo została ćwierćfinalistą Auguri Film Festival w Turynie w kategoriach: najlepszy film dokumentalny oraz najlepszy montaż.

Drugi odcinek, zgłoszony do festiwali dopiero w październiku 2025 roku, już zdobył status finalisty i nominację do nagrody głównej na Ponza Film Festival we Włoszech, co zapowiada kolejne sukcesy serii.

Zważywszy na tematykę poruszaną w serialu, fakt, że Międlar przebił się z dokumentem o ukraińskich zbrodniach, jest swoistym fenomenem. Łącznie odbyło się już ponad 120 seansów pierwszego i drugiego odcinka. Aktualizowane kalendarium projekcji dostępne jest na stronie FilmSasiedzi.pl.

Festiwale to element szerszej strategii Jacka Międlara, który chce dotrzeć do środowisk spoza własnej bańki informacyjnej. Autor oferuje również stacjom telewizyjnym bezpłatną licencję na emisję filmu, ponieważ – jak sam podkreśla – zależy mu przede wszystkim na jak najszerszym przekazie, a nie na zysku.

„Regularnie jeżdżę po Polsce na organizowane seanse, gdzie spotykam się z widzami, odpowiadam na pytania i rozmawiam z osobami, które wcześniej nie miały styczności z tą tematyką. Równolegle stopniowo udostępniam film na YouTube, aby każdy – niezależnie od miejsca zamieszkania czy zasobności portfela – mógł go obejrzeć. To wszystko sprawia, że historia trafia również do osób mniej świadomych oraz do tych, którzy nie należą do naszej bańki informacyjnej” – podsumowuje twórca „Sąsiadów”.

Czego dziś Jackowi Międlarowi życzyć? By spokojnie i konsekwentnie dokończył montaż wszystkich odcinków i kontynuował swoją misję. Odwagę i posłuch już ma. Kiedy nadejdzie moment krytyczny, to prawdopodobnie właśnie jego głosu wysłuchają polscy patrioci niekłaniający się systemowi. Najważniejsze zadanie – w obliczu tego, co szykują Polsce jej wrogowie – to powstrzymanie rozlewu krwi i ochrona narodowej wspólnoty. Dlatego przede wszystkim niech towarzyszy mu pokora ducha.

Agnieszka Piwar

tutaj można postawić mi kawę

List otwarty do Donalda Tuska: „Nie byłoby Hamasu, gdyby nie Izrael”

List otwarty do Donalda Tuska: „Nie byłoby Hamasu, gdyby nie Izrael”

Agnieszka Piwar 2025-08-04 https://piwar.info/list-otwarty-do-donalda-tuska-nie-byloby-hamasu-gdyby-nie-izrael/

Panie Premierze,

Zwracam się do Pana o opamiętanie i powstrzymanie się od wyrażania opinii, które bardzo szkodzą wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej.

3 sierpnia na platformie X napisał Pan:
«Polska była, jest i będzie po stronie Izraela w jego konfrontacji z islamskim terroryzmem, ale nigdy po stronie polityków, których działania prowadzą do głodu i śmierci matek i dzieci. To musi być oczywiste dla narodów, które przeszły wspólnie przez piekło II wojny światowej.»

Otóż, gdyby wsłuchiwał się Pan w głos Narodu Polskiego – o co Pana nie podejrzewam – to wiedziałby Pan, że Polska (czyli kraj, który zamieszkują w większości właśnie Polacy) zdecydowanie nie jest po stronie Izraela.

Wytłumaczę coś Panu najbardziej łopatologicznie, jak się da. Izrael od kilkudziesięciu lat brutalnie okupuje Palestynę (podobnie jak w czasie II wojny światowej Niemcy okupowali Polskę). Żydowscy założyciele Izraela w 1948 roku ukradli [zrabowali md] ziemię Palestyńczyków, na której rozpoczęli budowę swojego syjonistycznego tworu państwowego. Równolegle rozpoczęła się Nakba, czyli z arabskiego „katastrofa” – to określenie Palestyńczyków na dramat lat 1947–1949, gdy po powstaniu Izraela około 750 tysięcy ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia domów, a setki wiosek zniszczono lub wyludniono. Izrael zajął terytorium znacznie większe, niż przewidywała rezolucja ONZ.

Nakba to wciąż żywa rana. Obecnie miliony palestyńskich uchodźców żyją w diasporze, pozbawione prawa do powrotu.

Tymczasem Palestyńczyków, którzy pozostali na okupowanych przez Izrael ziemiach, pozbawiono podstawowych praw niezbędnych do egzystencji. Wystarczy wspomnieć, że od kilkudziesięciu lat odbiera się im prawo do życia i bezpieczeństwa (zagrożenie ze strony działań militarnych, ataków, ograniczony dostęp do opieki zdrowotnej), prawo do korzystania z zasobów naturalnych i ziemi (ograniczony dostęp do wody i ziemi rolnej, przymusowe wysiedlenia, rozbudowa żydowskich osiedli), prawo do swobodnego przemieszczania się (liczne blokady, kontrolne punkty, ograniczenia wjazdu i wyjazdu ze Strefy Gazy oraz Zachodniego Brzegu), prawo do samostanowienia i politycznego udziału (ograniczone poprzez trwałą okupację).

Od początku okupacji Izrael stosuje perfidne metody upokarzania i niszczenia Palestyńczyków. Do tych metod należy zaliczyć arbitralne, masowe aresztowania – także dzieci i kobiet. Palestyńczycy cierpią i umierają w więzieniach często bez aktu oskarżenia, jedynie na podstawie „tajnych” dowodów, które – jak wiemy z własnej historii – okupant może sobie wymyślić na poczekaniu.

Szacuje się, że od 1967 roku (po wojnie sześciodniowej) do dziś ponad milion Palestyńczyków było przetrzymanych w izraelskich więzieniach – to ok. 20 % całej palestyńskiej populacji i 40 % męskiej populacji. Żeby trafić do izraelskiego więzienia, wystarczy np. znaleziona u Palestyńczyka gazeta czy płyta z palestyńską muzyką wzywającą do wolności. Niekiedy powodem do aresztowania może być spojrzenie uznane za niestosowne. Czasem wystarczy tylko ton głosu czy silna osobowość, aby zostać zatrzymanym i pozbawionym wolności.

Palestyńscy więźniowie są systematycznie poddawani torturom. Do najczęściej stosowanych metod należą bicie, rażenie prądem, duszenie, długotrwała izolacja, pozbawianie snu oraz trzymanie w ekstremalnym zimnie. Osadzeni w izraelskich więzieniach doświadczają także przemocy na tle seksualnym, w tym zbiorowych gwałtów. Wiele ofiar jest rozbieranych do naga i zmuszanych do upokarzających pozycji.

Dzieci są przetrzymywane w ciemnych celach, zastraszane i brutalnie przesłuchiwane, często bez obecności prawnika lub opiekuna. Te działania stanowią poważne naruszenie prawa międzynarodowego i są uznawane za formę systemowej represji.

Czy w świetle tych faktów uważa Pan za „islamskich terrorystów” prześladowanych przez dziesięciolecia Palestyńczyków, którzy po prostu próbują przetrwać w trudnej rzeczywistości? Ponieważ zabrał Pan głos w reakcji na komentarz Toma Rose’a, kandydata na ambasadora USA w Polsce, do słów Radosława Sikorskiego, szefa MSZ, nietrudno wywnioskować, że za „islamskich terrorystów” uważa Pan Hamas. Dlatego pozwolę sobie wyjaśnić, skąd biorą się takie organizacje.

Hamas to palestyński ruch oporu, który zrodził się w odpowiedzi na izraelską okupację. Izrael wprowadził apartheid – system instytucjonalnej segregacji rasowej, w którym jedna grupa etniczna, narodowa lub rasowa dominuje i dyskryminuje inną, odbierając jej podstawowe prawa obywatelskie, społeczne i polityczne. W tym przypadku mamy do czynienia z żydowskimi osadnikami, którzy prześladują Palestyńczyków.

Nie byłoby Hamasu i jego działań – także tych zbrojnych – gdyby żydowscy osadnicy nie zajęli ziemi Palestyńczyków i nie pozbawili ich wszelkich praw, w tym prawa do życia.

Akcja rodzi reakcję! Oznacza to, że każde działanie wywołuje określone skutki lub odpowiedź. Radzę Panu wbić to sobie do głowy, bo jako szef rządu powinien znać te mechanizmy i czuć przed nimi respekt.

Reasumując: to, co dziś dzieje się w Palestynie, jest wyłącznie winą Izraela – syjonistycznego tworu państwowego, który okupuje cudzą ziemię. Każdy, kto staje po jego stronie, kolaboruje ze złem.

Agnieszka Piwar
polska dziennikarka, autorka książki „Holokaust Palestyńczyków”

Przebudzić żydowskie sumienia

Przebudzić żydowskie sumienia

2025-08-02 Agnieszka Piwar https://piwar.info/przebudzic-zydowskie-sumienia/

Jako dziennikarka spotykam wielu ludzi, lecz tylko nieliczni posiadają cechę, która szczególnie mnie porusza – pokorę, by przyznać się, także przed samym sobą, do błędnych przekonań, które kiedyś podzielali. Ich dawne opinie nierzadko były rezultatem ulegania propagandzie. Dopiero zderzenie z rzeczywistością i osobiste doświadczenia pozwoliły im otworzyć oczy i dostrzec prawdę.

Takie osoby stawiają prawdę ponad wygodę i przywileje, a w jej obronie potrafią znieść brutalną krytykę i ostracyzm ze strony własnego środowiska. Zauważyłam, że to właśnie ci nieliczni – zdolni do autorefleksji i odwagi – są najbardziej zdeterminowani, by zmieniać świat na lepsze. Z pewną ulgą odnotowałam, że postawy tego rodzaju obecne są także w niektórych środowiskach żydowskich.

Dowiedziałam się o nich z filmu Israelism” (2023), amerykańskiego dokumentu autorstwa Erin Axelman i Sama Eilertsena. Produkcja ta koncentruje się na sposobie przedstawiania konfliktu izraelsko-palestyńskiego w amerykańskich instytucjach żydowskich oraz jego wpływie na tożsamość młodych żydów w Stanach Zjednoczonych.

Film śledzi dwójkę młodych amerykańskich żydów – Simone Zimmerman i Eitana – wychowanych w duchu bezwarunkowego poparcia dla Izraela. Eitan służył w armii izraelskiej, a Simone broniła Izraela na kampusach uniwersyteckich. Po osobistym zetknięciu się z losem Palestyńczyków oboje przechodzą głęboką przemianę i dołączają do ruchu młodych żydów z USA, stanowczo krytycznych wobec Izraela.

Od idealisty do żołnierza IDF

Eitan w filmie opowiada, że dorastał w przekonaniu, iż Izrael jest centralnym elementem żydowskiej tożsamości – „naszą bezpieczną przystanią”, „naszym domem”. Wychowywano go w duchu dumy z Izraela jako miejsca, w którym żydzi mogą się chronić i być silni, a izraelska armia – IDF – była przedstawiana jako „najbardziej moralna armia świata”.

Izrael jawił mu się jako coś świętego, czystego, ponad wszelką krytyką – coś, czego nie wolno kwestionować. Chciał służyć w izraelskiej armii, traktując to jako swój obowiązek wobec „narodu żydowskiego” – chciał być jego obrońcą. Czuł, że to „honor” i „moralny imperatyw”.

Pod wpływem edukacji i tradycji rodzinnej Eitan wierzył, że armia broni wartości bliskich jego sercu – dobra, sprawiedliwości, przetrwania, nie dostrzegając, że może być narzędziem opresji. Dopiero konfrontacja z rzeczywistością okupacji zmieniła jego perspektywę.

Przyznaje, że wcześniej nie wiedział, iż ziemia, na której powstał Izrael, należała do Palestyńczyków. W jego wychowaniu Palestyńczycy byli postrzegani jako wrogowie, a ich historia i prawa do ziemi były ignorowane.

Tymczasem podczas służby w armii Eitan był świadkiem brutalnych praktyk wobec Palestyńczyków – nocnych najść na domy, rewizji, zastraszania rodzin, często bez konkretnego powodu. Obserwował, jak izraelscy żołnierze budzą dzieci, rozbijają meble i przeszukują mieszkania, siejąc strach i poczucie upokorzenia.

Najbardziej szokującym doświadczeniem było dla niego odkrycie istnienia dwóch systemów prawnych na tym samym terytorium – jednego dla Izraelczyków, drugiego dla Palestyńczyków. Zrozumiał, że nie ma tu mowy o równości czy demokracji, lecz o systemie apartheidu. Jako żołnierz musiał wykonywać rozkazy, które przeczyły jego moralności – blokowanie ruchu ludzi, ochranianie agresywnych osadników żydowskich, traktowanie palestyńskich cywilów jak zagrożenie.

Skrucha, zadośćuczynienie i… odrzucenie

To zderzenie idealistycznego obrazu Izraela, jaki znał z dzieciństwa, z brutalną rzeczywistością okupacji, doprowadziło Eitana do wewnętrznego kryzysu. Uświadomił sobie, że nie jest „obrońcą swojego ludu”, lecz częścią systemu opresji. Ta refleksja zapoczątkowała jego radykalną przemianę.

Eitan postanowił działać – nie chciał milczeć o tym, czego doświadczył podczas służby w izraelskiej armii. Dołączył do organizacji Breaking the Silence, zrzeszającej byłych żołnierzy IDF, którzy publicznie dzielą się swoimi świadectwami o łamaniu praw człowieka na terytoriach okupowanych. Zaczął mówić otwarcie o przemocy wobec cywilów, systemowym rasizmie i codziennych upokorzeniach, które były częścią okupacji. Jego celem stało się uświadamianie izraelskiej i międzynarodowej opinii publicznej, że okupacja nie jest „obroną Izraela”, ale brutalnym systemem kontroli i dominacji nad Palestyńczykami.

Mężczyzna zaryzykował nie tylko społeczne odrzucenie, ale także zerwanie więzi z własną wspólnotą. Rodzina i znajomi – zwłaszcza ci z pro-izraelskiego środowiska – odebrali jego przemianę jako zdradę. Wielu nie potrafiło zrozumieć, jak ktoś wychowany w duchu syjonizmu mógł publicznie krytykować armię, której był częścią, i stanąć po stronie Palestyńczyków.

Eitan mówi w filmie „Israelism”, że niektórzy bliscy zerwali z nim kontakt, inni próbowali go „naprostować”, a jeszcze inni traktowali go z podejrzliwością i rozczarowaniem. Jego wybór często spotykał się z oskarżeniami o „wspieranie wrogów Izraela” czy „nienawiść do własnego ludu”.

Mimo bólu i społecznego wykluczenia Eitan uznał, że nie może dłużej milczeć. Zrozumiał, że lojalność wobec prawdy i ludzkiej godności musi przeważyć nad potrzebą akceptacji w zamkniętym kręgu. Jego świadectwo, choć przez wielu uznawane za kontrowersyjne, stało się ważnym głosem sumienia w żydowskiej debacie o Izraelu.

Olśniona buntowniczka

Simone Zimmerman została wychowana w pro-izraelskiej rodzinie, w której Izrael był uważany za centralny element żydowskiej tożsamości. Dorastała w przekonaniu, że Izrael jest narodem obrońców, a wojsko (IDF) chroni żydów przed zagrożeniami zewnętrznymi. Wychowanie to opierało się na silnym poczuciu dumy narodowej i wiary w słuszność izraelskiej misji, szczególnie w kontekście historii Holokaustu. Początkowo, podobnie jak wielu innych, postrzegała Palestyńczyków głównie jako wrogów i zagrożenie dla izraelskiego bezpieczeństwa.

Przemiana Simone zaczęła się po intensywniejszym zderzeniu z rzeczywistością okupacji i systematycznym łamaniem praw człowieka. To, co ją najbardziej wstrząsnęło, to brutalność, z jaką traktowani są Palestyńczycy, zwłaszcza widok cierpienia cywilów, bezbronnych ludzi poddanych represjom, a także niewidoczność ich perspektywy w mainstreamowej narracji. Przede wszystkim jednak, uświadomiła sobie, że Palestyńczycy są ofiarami systemu apartheidu, a nie tylko przeciwnikami Izraela. Zrozumiała, że ich walka nie jest walką z żydami, ale o prawa do swojej ziemi, godności i wolności.

Zmiana zdania Simone na temat Palestyńczyków była wynikiem poznania ich historii i realiów życia pod okupacją, a także świadectw ludzi, którzy doświadczyli tych trudności. Zamiast widzieć Palestyńczyków jako wrogów, zaczęła dostrzegać ich jako ludzi z własnymi aspiracjami i prawami, którzy żyją pod systematyczną opresją.

Po swojej przemianie Simone zaczęła angażować się w działalność na rzecz praw człowieka, w tym przez organizację Breaking the Silence, skupiającą się na ukazywaniu brutalnych praktyk izraelskiej armii na terytoriach okupowanych. Stała się głośnym krytykiem izraelskiej polityki, broniąc praw Palestyńczyków i promując rozwiązania pokojowe.

W odpowiedzi na swoje poglądy Simone również spotkała się z ostrą krytyką i napiętnowaniem, szczególnie ze strony swojej rodziny i pro-izraelskiego środowiska. Często była oskarżana o zdradę i wspieranie „wrogów Izraela”. Wiele osób odwróciło się od niej, a niektórzy wyrazili publicznie niezadowolenie z jej decyzji, zarzucając jej, że „nienawidzi własnego ludu”.

Oprócz tego, Simone doświadczyła także gróźb i obelg – zarówno online, jak i w życiu codziennym. Grożono jej przemocą, a także obrażano ją na różnych platformach społecznościowych, nazywając „zdrajczynią” i „antysemitką”.

Zderzenie narracji

Twórcy filmu „Israelism” oddali także głos różnym obrońcom polityki izraelskiej, którzy reprezentują powszechnie przyjmowaną narrację syjonistyczną. Jeden z nich argumentuje, że Izrael ma prawo do samoobrony wobec zagrożeń ze strony Palestyńczyków i państw sąsiednich, a potęga militarna IDF jest niezbędna dla zapewnienia bezpieczeństwa. Inny podkreśla, że Izrael to jedyne państwo demokratyczne na Bliskim Wschodzie i bezpieczna przystań dla Żydów, szczególnie po doświadczeniach Holokaustu. Jeszcze inny wskazuje na moralny obowiązek Izraela, by bronić swoich granic i chronić swoich obywateli. Chociaż przytoczone wypowiedzi podtrzymują retorykę o konieczności obrony, film „Israelism” zestawia te argumenty z głosem ofiar – narodu palestyńskiego, od dekad doświadczającego okupacji, przemocy i systemowej dyskryminacji.

Szczególnie istotny w tej narracji jest głos Baha Hilo z Betlejem, który dzieli się świadectwem codziennego życia pod okupacją. Jako Palestyńczyk, opowiada o brutalności, represjach i nierówności w traktowaniu, jakiej doświadcza jego społeczność. Jego głos to nie tylko relacja świadka – to apel o człowieczeństwo. Hilo podważa stereotypy i wskazuje, że Palestyńczycy nie są wrogami, lecz ludźmi pozbawionymi podstawowych praw i wolności.

Obecność Hilo w filmie nie jest przypadkowa – to jego perspektywa, zwykle marginalizowana w dominującym dyskursie, pozwala widzowi spojrzeć na konflikt oczami uciśnionych. To głos rozpaczliwego wołania o sprawiedliwość.

Dokument „Israelism” obejrzałam dzięki temu, że pojechałam do Katowic na wykład Baha Hilo. To właśnie podczas tego spotkania dowiedziałam się o tej amerykańskiej produkcji. Nazajutrz wspólnie uczestniczyliśmy w pokazie filmu, zorganizowanym dla zainteresowanych mieszkańców Śląska. Seans wywarł na mnie ogromne wrażenie – oprócz wzruszenia, pojawił się przebłysk nadziei.

Uświadomiłam sobie, że walka o wolność Palestyńczyków nie sprowadza się wyłącznie do działań ruchu oporu spod znaku Hamasu, lecz toczy się także – a może przede wszystkim – poprzez edukację i uświadamianie. Fakty i argumenty przedstawione w filmie nie pozostawiają wątpliwości, po której stronie leży racja. Budujące jest to, że niektóre osoby wywodzące się ze środowisk żydowskich zaczęły to dostrzegać.

Warto odnotować, że film „Israelism” wywołał liczne kontrowersje, szczególnie na amerykańskich kampusach, gdzie podejmowano próby blokowania jego pokazów. Organizatorzy spotykali się z zarzutami o antysemityzm oraz presją ze strony administracji, darczyńców i środowisk pro-izraelskich. Z filmem walczyły również zorganizowane grupy, takie jak „Mothers Against College Antisemitism”, które wysyłały masowe skargi do władz uczelni.

Pojawiały się także doniesienia o interwencjach ze strony izraelskich konsulatów, które miały naciskać na kina, by nie wyświetlały filmu. Twórcy „Israelism” podkreślają, że ich intencją było ukazanie złożonej relacji między amerykańskimi żydami a Izraelem, a nie szerzenie nienawiści, i że reakcje te tylko potwierdzają potrzebę otwartej debaty.

Agnieszka Piwar

Artykuł został opublikowany w książce „Holokaust Palestyńczyków”.
Fot. Al Jazeera English (YouTube)

tutaj można postawić mi kawę

Wielbiciel Izraela szefem BBN. Czy Polska podzieli los Palestyny?

Wielbiciel Izraela szefem BBN. Czy Polska podzieli los Palestyny?

Agnieszka Piwar 2025-07-03 https://piwar.info/wielbiciel-izraela-szefem-bbn-czy-polska-podzieli-los-palestyny/

Historyk Sławomir Cenckiewicz został mianowany szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego – ogłosił prezydent elekt Karol Nawrocki. Co to oznacza? Pokrótce naszkicuję nadciągającą katastrofę, choć wiem, że to wołanie na puszczy. Koncesjonowani „patrioci” znad Wisły wciąż świętują, że „tęczowy Rafał” przegrał wybory – w ten sposób skutecznie odwrócono uwagę Polaków od spraw kluczowych.

Nie ukrywam – nie biorę udziału w wyborach demokratycznych, bo uważam ten narzucony nam system za narzędzie szatana. W Polsce sprowadza się to do fałszywego wyboru pomiędzy dwoma głównymi obozami, które pozornie się zwalczają, lecz w rzeczywistości służą temu samemu złu. Rządzą w myśl zasady: „dziel i rządź”.

Kiedy w mediach społecznościowych wyraziłam swoją pogardę wobec „demokracji” i lekceważący stosunek do wyborów, spadła na mnie fala komentarzy. Narzucano mi, że muszę wybrać „mniejsze zło” (Nawrockiego), bo jeśli wygra „ten drugi” (Trzaskowski), to Polskę zaleją imigranci i tęczowa zaraza. Ślepcy nie zauważyli nawet, że przecież to właśnie za rządów PiS-u te zmiany już się dokonały.

Podobnie było, gdy rok temu skrytykowałam Donalda Trumpa. Oskarżono mnie wtedy: „To wolisz Kamalę Harris?”. Moja odpowiedź na te brednie jest prosta: uczestnictwo w demokracji jest jak korzystanie z burdelu – wchodząc tam, łatwo złapać choroby weneryczne.

Bojkotując wybory, nie musisz wybierać między kiłą a rzeżączką. Jeśli więc krytykuję jednego, wcale nie oznacza to, że automatycznie popieram opcję numer dwa. Wybieram zdrowie – czyli odrzucam obie zarazy.

Zamiast zburzyć ten dom publiczny degradujący społeczeństwo, Polacy dali się wciągnąć w tę grę. Efekt? W drugiej turze wyborów prezydenckich wybierano między włodarzem stolicy, który przymilał się Izraelowi słowami: „W Polsce nie ma miejsca na antysemityzm…”, a szefem IPN-u, który przebił go skandalicznym stwierdzeniem: „polscy mordercy Żydów w Jedwabnem…”.

Wybory wygrał ten drugi. Jego postawa ws. Jedwabnego daje do myślenia, dlatego warto pochylić się nad etymologią nazwiska Nawrocki – od Nowo nawrócony lub Przechrzczony. Czy przodkowie nowego prezydenta mogli wywodzić się z żydowskiej sekty frankistów? To nie zarzut – za przodków nie powinno się przecież odpowiadać (jedynie sugeruję zachowanie czujności).

Podobnie Sławomir Cenckiewicz nie jest winny temu, że jego dziadek był wysoko postawionym komunistycznym aparatczykiem. Rodziny się nie wybiera – odpowiadamy za siebie, za swoje czyny i słowa. A jakież to słowa sformułował Cenckiewicz, za które przyzwoity człowiek nie poda mu ręki?

Nie zamierzam streszczać całej jego populistycznej kariery, wykreowanej przez system. Ku przestrodze – choć obawiam się, że jest już za późno – przytoczę jedno tylko zdanie, które nowy szef BBN opublikował 1 października 2024 roku na portalu X: „Izraelu, broń się skutecznie i obroń się!”.

Komentarz odnosił się do nagrania pokazującego izraelską obronę przeciwlotniczą, usiłującą przechwycić irańskie rakiety. Sęk w tym, że Iran jedynie odpowiedział na wcześniejszy atak Izraela – a więc to Iran się bronił, nie odwrotnie.

O tym, jak brutalnym agresorem jest Izrael, najlepiej wiedzą Palestyńczycy. Od ponad 77 lat żydowscy osadnicy okupują ich ziemię. Miliony Palestyńczyków zostały wypędzone z własnych domów, które przejęli syjoniści. Wielu zostało zmuszonych do emigracji.

W czasie tej okupacji ponad milion Palestyńczyków trafiło do izraelskich więzień – często bez jakiejkolwiek podstawy prawnej. W tych więzieniach – również kobiety i dzieci – poddawani są nieludzkim torturom.

Od października 2023 roku trwa izraelska inwazja na Strefę Gazy, podczas której dochodzi do zbrodni ludobójstwa. Zamordowano już ponad 50 tysięcy Palestyńczyków, choć rzeczywista liczba ofiar zapewne jest wyższa. Blisko 130 tysięcy osób zostało rannych. Prawie cała infrastruktura Gazy została zniszczona – w tym szpitale, szkoły i kościoły.

Dla jasności: Biuro Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) to instytucja działająca przy Prezydencie RP, odpowiedzialna za doradztwo i wsparcie w zakresie bezpieczeństwa i obronności państwa. Opracowuje analizy, raporty i rekomendacje dotyczące zagrożeń, polityki militarnej oraz sytuacji strategicznej. Choć nie dowodzi wojskiem, pełni kluczową rolę doradczą – wspiera Prezydenta jako zwierzchnika Sił Zbrojnych.

Reasumując: doradca Prezydenta RP ds. bezpieczeństwa kibicuje największemu agresorowi współczesnego świata. Czy rozumiecie już, co to oznacza dla Polski i Polaków? Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że obywatele Izraela ustawili się w rekordowych kolejkach po… polskie paszporty.

Agnieszka Piwar

Piekło palestyńskich dzieci – głos sprzeciwu!

Piekło palestyńskich dzieci – głos sprzeciwu!

Agnieszka Piwar 2025-06-01 https://piwar.info/pieklo-palestynskich-dzieci-glos-sprzeciwu/

W przeddzień Międzynarodowego Dnia Dziecka, wspólnie z moją palestyńską przyjaciółką, Lubną Salah, wzięłam udział w Apelu Pamięci przed Pomnikiem Martyrologii Dzieci – tzw. Pękniętym Sercem – w Łodzi. To symboliczne miejsce upamiętnia tragiczny los polskich dzieci w czasie II wojny światowej.

Wydarzenie połączono z manifestem solidarności z palestyńskimi ofiarami – zwłaszcza dziećmi – które dziś, w obliczu ludobójczej wojny prowadzonej przez Izrael w Strefie Gazy, przeżywają własny dramat.

Manifestację zorganizowało Stowarzyszenie Obrońców Pamięci Polskich Ofiar Niemieckich Obozów Zagłady [https://sopponoz.pl/], we współpracy z Federacją Kobiet Życie oraz środowiskiem Rodaków Kamratów.

Dziękuję za zaproszenie i możliwość wygłoszenia przemówienia.

https://youtube.com/watch?v=I6XJyjlIOdQ%3Ffeature%3Doembed

Ruszyła przedsprzedaż książki „Holokaust Palestyńczyków”

Ruszyła przedsprzedaż książki „Holokaust Palestyńczyków”

Przez Agnieszka Piwar 2025-06-06

Z poczuciem odpowiedzialności i świadomością wagi tematu informuję, że moja książka „Holokaust Palestyńczyków” [Wydawnictwo 3DOM] jest już dostępna w przedsprzedaży.

To pierwsza tego typu publikacja w Polsce – a być może również na świecie – która w sposób przejrzysty i rzeczowy ukazuje prawdziwe oblicze konfliktu palestyńsko-izraelskiego: od początków okupacji aż po dramatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy.

W książce znalazły się między innymi:

  • geneza trwającej do dziś okupacji,
  • analiza form palestyńskiego oporu – zarówno zbrojnych, jak i kulturalnych, edukacyjnych oraz działań prowadzonych przez diasporę,
  • poruszające i autentyczne świadectwa Palestyńczyków – wstrząsające relacje, często przemilczane w przestrzeni publicznej,
  • relacje z międzynarodowych konferencji i wydarzeń poświęconych Palestynie oraz opis trwającego ludobójstwa w Strefie Gazy.

Nie jest to książka, którą odkłada się na półkę. To głos sumienia – w sprawie, która domaga się odwagi, prawdy i solidarności.

Zamów w przedsprzedaży już dziś i poznaj historie, których nie usłyszysz w mediach głównego nurtu: https://3dom.pro/20175-holokaust-palestynczykow-agnieszka-piwar.html

Agnieszka Piwar

Ambasadorowie Polski na motocyklach – reportaż z podróży do Iranu

Ambasadorowie Polski na motocyklach – reportaż z podróży do Iranu

Agnieszka Piwar 2025-05-25

https://piwar.info/ambasadorowie-polski-na-motocyklach-reportaz-z-podrozy-do-iranu/

Przejechali na motocyklach przez 15 krajów, aby dotrzeć do Iranu. Po powrocie do domów średni przebieg – zależnie od miasta zamieszkania – wynosił od 12 do 13 tysięcy kilometrów. Mowa o uczestnikach III Rajdu Pamięci Armii gen. Andersa, cyklicznym wydarzeniu zainicjowanym przez Stowarzyszenie Kocham Polskę, które podąża śladami Polaków ewakuowanych z Syberii podczas II wojny światowej.

W 1942 roku, w ówczesnej Persji, blisko 120 tysięcy naszych rodaków znalazło bezpieczną przystań. Wśród nich było wiele dzieci, także sierot i półsierot. Miałam okazję poznać część z nich – już jako seniorów. Iran wspominali jako prawdziwy raj na ziemi, gdzie spotkali się z ogromną życzliwością miejscowej ludności.

Niestety nie wszyscy rodacy przeżyli tułaczkę po wydostaniu się z ZSRR. Wycieńczeni, zmarli w drodze do ojczyzny. Irańczycy do dziś dbają o ich groby i polskie cmentarze. Uczestnicy motocyklowej wyprawy odwiedzili te miejsca i podziękowali Irańczykom za okazaną dobroć. W ten sposób Rajd stał się przykładem wzorowej postawy i budowania oddolnej dyplomacji.

WYPRAWA Z MISJĄ

Motocyklistom towarzyszyłam z kamerą, aby uwiecznić to historyczne wydarzenie w filmie dokumentalnym. W trakcie wyprawy regularnie zamieszczałam relacje w mediach społecznościowych, co wywołało sporą sensację wśród polskich odbiorców – udostępnienia, lajki i komentarze szybko podbijały ich popularność.

Publikowałam relacje z polskich cmentarzy w Iranie oraz krótkie filmiki z pogodnym przesłaniem. Na przykład zamieściłam wideo, na którym irańscy oficjele wręczali czerwone róże przybyszom z Polski. Te urocze gesty z kwiatami towarzyszyły nam niemal na każdym kroku w Iranie. Innym razem pokazałam, jak irańskie kobiety z małymi dziećmi spontanicznie siadały na motocykle naszych chłopaków i radośnie pozowały do zdjęć.

W Iranie najczęściej nosiłam ciemne okulary. Po pierwsze – z powodu rażącego słońca, po drugie – by ukryć wzruszenie. Wciąż miałam w pamięci poruszające rozmowy z Polakami, którzy kilkadziesiąt lat temu znaleźli tam schronienie. Wśród nich była Maria Gordziejko, która zaszczyciła nas swoją obecnością podczas uroczystości inaugurującej Rajd przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Pani Maria podzieliła się z nami przejmującym świadectwem niezwykłej dobroci narodu perskiego, której osobiście doświadczyła w dzieciństwie. Ci ludzie, sami dotknięci wojenną biedą, z naturalną empatią dzielili się z wycieńczonymi Polakami owocami i chlebem. Dlatego kiedy i ja doświadczyłam irańskiej życzliwości, wzruszenie ogarniało mnie podwójnie.

Do tej pory zwiedziłam już wiele krajów, spotkałam mnóstwo ciekawych ludzi i relacjonowałam wyjątkowe wydarzenia, ale to, co zobaczyłam w Iranie, poruszyło mnie najmocniej. W czasie, gdy ten kraj jest demonizowany na arenie międzynarodowej, Irańczycy – najbardziej życzliwy naród, jaki znam – za pośrednictwem polskich motocyklistów zaapelowali do świata: „Nie chcemy wojny!”

Wideo z tym pokojowym przesłaniem, zwieńczone sceną, w której irańska dziewczynka w stroju ludowym wręcza bukiet kwiatów Michałowi Szelidze, prezesowi Stowarzyszenia Kocham Polskę, zamieściłam na Facebooku, X (Twitterze), Telegramie, TikToku i innych platformach. Euforii w komentarzach nie było końca.

Media głównego nurtu w Polsce, które przemilczały nasz rajd do Iranu, zazwyczaj serwują odbiorcom złe wiadomości. Gdy natomiast opublikowałam coś tak pięknego, jak serdeczne przyjęcie Polaków i wyrażane przez Irańczyków pragnienie pokoju, reakcje moich obserwatorów pokazały mi, że wielu ludzi ma dość przygnębiających informacji i pragnie zobaczyć coś pozytywnego.

Co znamienne, irańskie media niemal na okrągło relacjonowały naszą motocyklową ekspedycję z Polski. Wzbudzaliśmy tam ogromną sensację i autentyczny podziw za włożony trud w tę niełatwą wyprawę.

ŚLADAMI PAMIĘCI

Wzruszającym momentem było wręczenie darów sierocińcowi w Isfahanie. W ten symboliczny sposób nasi rajdowcy chcieli wyrazić wdzięczność za opiekę nad polskimi sierotami podczas II wojny światowej. Isfahan zapisał się w historii jako „Miasto Polskich Dzieci”.

Patrząc na postawę motocyklistów, ogarniała mnie duma. Wypełnili bowiem polskie obowiązki, o których nie zawsze pamiętają przedstawiciele państwowi. Pamiętam, jak w 2014 roku odsłonięto Tablicę Wdzięczności Narodowi Irańskiemu za pomoc uchodźcom armii gen. Andersa. Umieszczono ją na skwerze przy Ogrodzie Krasińskich w Warszawie, niedaleko pomnika upamiętniającego Bohaterów Bitwy o Monte Cassino.

Uroczystość zgromadziła ocalonych Polaków, kombatantów, duchowieństwo oraz przedstawicieli polskich władz. Stronę irańską reprezentował personel misji dyplomatycznej. Na tę wyjątkową okazję prosto z Iranu przyjechał także burmistrz miasta Bandar-e Anzali, dawniej Pahlawi.

Sęk w tym, że tablicę ufundowała osoba prywatna – Władysław Czapski, założyciel Stowarzyszenia „Dzieci Isfahanu”. Z jego inicjatywy powstał Komitet Organizacyjny Środowiska Ocalonych przez Naród Irański.

Wyprawa do Iranu, zorganizowana przez Stowarzyszenie Kocham Polskę, to kolejny przykład oddolnej inicjatywy, w której Polacy biorą sprawy w swoje ręce. To swoista sztafeta pokoleń. Nasi dzielni motocykliści poświęcili swój czas – rajd trwał ponad trzy tygodnie, z czego tydzień to przejazd przez Iran; przeznaczyli na to także spore środki – wyprawa przez tyle krajów to niemały wydatek.

I wreszcie, choć rajd był bogaty w duchowe przeżycia, okazał się bardzo trudny fizycznie. Trafialiśmy na skrajnie ciężkie warunki: trudne do pokonania góry, ulewne deszcze, palące słońce, potężny wiatr wytrącający z równowagi, burze z piorunami, a nawet burzę piaskową. Bywały momenty, gdy śmierć zaglądała nam w oczy.

Z jedną z grup utknęłam w górach Iranu – z powodu potężnej ulewy i burzy nie mogliśmy jechać dalej, a była już noc. Opiekujący się nami Irańczyk, Reza, spontanicznie zorganizował nocleg w przydrożnym barze. Dopiero rano, gdy zrobiło się jasno, dotarło do nas, jak wielkie niebezpieczeństwo nam groziło – tuż obok drogi były głębokie skarpy i przepaście. Jazda w takich warunkach nocą mogła skończyć się tragicznie.

W drodze do Iranu często spaliśmy w warunkach polowych, więc gdy padał deszcz, nie było jak wysuszyć ubrań. Nazajutrz rajdowcy wsiadali na motocykl w mokrych kombinezonach – to ogromne poświęcenie i obciążenie dla organizmu. Pragnienie pokonywania trudności zrozumie tylko ten, kto ma w życiu pasję i odwagę, by ją realizować.

Domyślam się, ile stresu przeżywają bliscy motocyklistów w swoich domach. Każdy, kto ma choć odrobinę wyobraźni, wie, że takie wyprawy to ogromny wysiłek i niemałe ryzyko. Z drugiej strony mają powody do dumy – ich mężowie i ojcowie godnie reprezentują Polskę.

WIELKIE PRZEDSIĘWZIĘCIE

Na szczęście organizatorzy wykazali się rozsądkiem, bo zabrali ze sobą najbardziej doświadczonych motocyklistów, którzy wcześniej szlifowali swoje umiejętności na Międzynarodowych Motocyklowych Rajdach Katyńskich.

Przy okazji warto wspomnieć, że wyprawa do Iranu wpisuje się w kontynuację dzieła śp. Wiktora Węgrzyna, założyciela i komandora Rajdów Katyńskich. Poznałam obie inicjatywy od środka, więc mam pewien ogląd tej sprawy. Poza tym dostrzegłam w Michale Szelidze, liderze naszej grupy, cechy, które również wyróżniały Wiktora.

Michał, mimo młodego wieku (był najmłodszym uczestnikiem rajdu), nie tylko okazał się świetnym organizatorem, lecz także dysponuje silną i stabilną osobowością, dzięki czemu inni go słuchają. To kluczowe na tego typu wyprawach, gdzie trzeba zachować hierarchię, porządek i dyscyplinę.

Na takich rajdach nie ma miejsca dla słabeuszy i mięczaków. Trzeba mieć odporność fizyczną i psychiczną. I wreszcie, należy rozumieć po co się jedzie i dla jakiej sprawy jest ten cały trud.

Wojciech Borzym, komandor III Rajdu Pamięci Armii Gen. Andersa, spisał się na medal. Nie opuszczał go przy tym humor ani dobre samopoczucie, co podbudowywało pozostałych uczestników. Komandor wyprawy do Iranu – na co dzień burmistrz Drohiczyna – potwierdził swoją postawą, że wielkie idee dodają skrzydeł.

Benek i Ania z firmy Verifis zadbali o wszelkie rajdowe gadżety dla motocyklistów. Przygotowali również bus Stowarzyszenia – jego wnętrze przystosowano m.in. do funkcji kuchni polowej, a z zewnątrz pojazd został oklejony polskimi symbolami w biało-czerwonych barwach oraz mapą naszej długiej trasy. Dzięki takiemu przygotowaniu byliśmy jeszcze bardziej zauważalni we wszystkich krajach, przez które przejeżdżaliśmy.

Całe przedsięwzięcie nie doszłoby do skutku z takim rozmachem, gdyby nie życzliwość i pomoc irańskiego korpusu dyplomatycznego. Dr Hossein Gharibi, ambasador Iranu w Polsce, od samego początku był nam bardzo przychylny, co zaowocowało sprawną współpracą.

Z rekomendacji pana ambasadora naszą wyprawą zaopiekowała się agencja turystyczna „Fotros”. Jeszcze w Warszawie, w siedzibie ambasady, odbyło się spotkanie z przedstawicielami irańskiej organizacji oraz kierownictwem Stowarzyszenia Kocham Polskę.

Niezawodna ekipa, którą kierował Hossein wraz Mehdim, była do naszej dyspozycji przez cały pobyt w Iranie. Ich pomoc okazała się nieoceniona: zapewnili sprawne przejście przez granicę, załatwili formalności, organizowali tankowanie, noclegi oraz zwiedzanie historycznych miejsc, itd.

Co najważniejsze, Irańczycy dołożyli wszelkich starań, abyśmy mogli odwiedzić ważne dla nas miejsca pamięci – polskie cmentarze, dawny polski sierociniec oraz historyczny port w Pahlawi, gdzie przypływały statki z ewakuowanymi z Syberii Polakami. Towarzyszyła nam przy tym godna oprawa, w tym uroczyste powitania przez dostojnych przedstawicieli Iranu, na przykład gubernatorów.

Pracę agencji wspierał Klub Turystyczny i Samochodowy Islamskiej Republiki Iranu (Touring & Automobile Club of the Islamic Republic of Iran) – którego głównym zadaniem było wysyłanie motocyklistów, aby witali nas przed wjazdem do każdego miasta.

RÓŻNE ŚWIATY

Szczególnie pomocna była eskorta przez irańskie miasta, do której obok lokalnych motocyklistów przyłączała się policja. Nie wiem co byśmy zrobili bez ich zaangażowania, gdyż na irańskich ulicach (kto pierwszy ten lepszy) panują zupełnie inne zasady niż w Europie. Z jednej strony jest tam wielki chaos, z drugiej strony jednak nie widziałam ani jednego wypadku czy stłuczki, więc jakoś to działa.

Wydawało się, że każdy tam jeździ jak chce, a jednocześnie nie zauważyłam między kierowcami żadnych kłótni czy agresji. W niektórych miastach nie było nawet sygnalizacji świetlnej – zamiast tego niezliczona ilość progów zwalniających.

Na polską kieszeń szczególnie cieszą irańskie ceny paliw. Podczas naszego pierwszego tankowania odnotowałam następujące przeliczniki: olej napędowy (ON) za około 0,27 zł/l, benzyna subsydiowana (do 60 l miesięcznie) za około 1,34 zł/l oraz benzyna niesubsydiowana (powyżej 60 l miesięcznie) za około 2,69 zł/l. Nasza ekipa miała jeszcze taniej, bo w sumie za 50 euro zatankowaliśmy wtedy do pełna wszystkie motocykle (30 sztuk) oraz 2 auta.

Nietrudno się domyślić, że przy tak korzystnym przeliczniku cen paliw, Irańczycy mogą liczyć również na wyjątkowo tanie taksówki zamawiane przez aplikacje, takie jak Snapp. Dla zobrazowania: przejazd z lotniska Teheran-Mehrabad, obsługującego loty krajowe, do centrum miasta – na trasie liczącej około 10 kilometrów – kosztuje niespełna 2 euro. Tradycyjne taksówki są wprawdzie nieco droższe, ale wciąż pozostają bardzo przystępne cenowo. Za kurs z centrum stolicy na najbliższe lotnisko międzynarodowe, oddalone o około 50 kilometrów, pasażer zapłaci mniej więcej 10 euro.

Oczywiście średnie zarobki Irańczyków są znacznie niższe niż w Europie. Niemniej jednak ceny w tym kraju zdecydowanie powinny zachęcać turystów do odwiedzin. Dla przykładu: każdy uczestnik rajdu zapłacił zaledwie 50 euro za obiadokolacje na cały tydzień, co w przeliczeniu daje około 7 euro dziennie. A jedliśmy – smacznie i do syta – w wykwintnych restauracjach, na najwyższym poziomie. W żadnym z pozostałych 14 krajów, które mijaliśmy po drodze, nie dało się zjeść równie dobrze za taką cenę.

Orientacja w irańskich pieniądzach była dużym wyzwaniem, gdyż trwa tam proces reformy walutowej, mający na celu zastąpienie riala nową jednostką – tomanem. Widziałam, że na jednym banknocie widnieją dwa nominały – stary i nowy. Oficjalną walutą są riale, ale w praktyce posługują się tomanami, czyli np. 10 milionów riali to 1 milion tomanów. 1 000 000 tomanów to ok. 10 euro, 100 000 tomanów (czyli 1 milion riali na banknocie) to ok. 1 euro. Jednak głowy nie dam, że dobrze to zrozumiałam.

Po powrocie do Polski zapytałam sztuczną inteligencję o komentarz w tej zagmatwanej sprawie. «W maju 2025 roku Bank Centralny Iranu ogłosił, że planuje usunięcie czterech zer z riala, co oznacza, że 1 nowy toman będzie równy 10 000 riali. Ta zmiana ma na celu uproszczenie transakcji finansowych i dostosowanie oficjalnego systemu walutowego do powszechnie stosowanej praktyki wśród Irańczyków, którzy od dawna używają terminu „toman” w codziennych transakcjach, mimo że oficjalną walutą pozostaje rial.»

Kwestie materialne i logistyczne odłóżmy na bok. Najważniejsze były spotkania z ludźmi. Irańczycy – od oficjeli po zwykłych przechodniów – reagowali na przybyszów z Polski nadzwyczaj serdecznie. Zagadywali nas z ogromną kulturą osobistą. Miałam wrażenie, jakby niemal każdy chciał zrobić sobie z nami zdjęcie – przy czym zarówno mężczyźni, jak i kobiety byli w tym bardzo taktowni, dalecy od nachalności. Po prostu byli nas ciekawi i okazywali to w niezwykle uprzejmy sposób.

ODKŁAMAĆ PROPAGANDĘ

Przy okazji pragnę zdementować pewne mity, powielane przez zakłamane media na Zachodzie. W Iranie chrześcijanie nie są prześladowani, o czym zapewniali nas Ormianie z Isfahanu, gdzie przyjął nas na poczęstunek sam biskup. W Teheranie odwiedziliśmy nuncjusza apostolskiego, co potwierdza istnienie oficjalnych stosunków dyplomatycznych Iranu z Watykanem.

Każdego dnia rajdowi kapelani odprawiali w Iranie Eucharystię dla polskich motocyklistów. Irańczycy widzieli te celebracje, a niekiedy byli tuż obok – na przykład podczas uroczystości na polskim cmentarzu, gdzie wspólnie z nami oddawali hołd spoczywającym tam Polakom.

Irańskie kobiety nie są gnębione ani tłamszone. Wręcz przeciwnie – pełnią ważne funkcje i cieszą się dużym poważaniem. Podczas wizyt na uniwersytetach mogliśmy się przekonać, że uczelnie wyższe są zdominowane przez kobiety, które posyłały w naszą stronę promienne uśmiechy. Wśród licznych dziennikarzy towarzyszących naszej wyprawie większość stanowiły właśnie kobiety.

Podczas całego pobytu w Iranie nie doświadczyłam ani jednej nieprzyjemnej czy niebezpiecznej sytuacji ze strony drugiego człowieka. Na każdym kroku spotykała nas życzliwość, która w najmniejszym stopniu nie była udawana (po moich doświadczeniach z ludźmi jestem wyczulona na ewentualny fałsz).

Irańczycy to ludzie pokojowo nastawieni, dumni ze swojej długiej historii, przebogatej kultury i silnej tożsamości. Przy tym są ciekawi świata i otwarci na innych. Bolączką pozostają bezduszne sankcje, które trzymają ten kraj w izolacji. Ogromnym utrudnieniem jest blokada bankowości – turysta z Europy nie może tam płacić kartą ani nawet wyjąć gotówki z bankomatu.

Ostatniej nocy w Iranie zatrzymaliśmy się w hotelu, w którym akurat odbywało się wesele. Natychmiast zostaliśmy zaproszeni na przyjęcie, przy czym zgodnie z irańskim zwyczajem kobiety i mężczyźni bawią się osobno. Oddzieliłam się od naszych motocyklistów i poszłam na kobiecą część imprezy. Iranki przyjęły mnie bardzo ciepło. Bawiły się fantastycznie – z tańcami włącznie – i to wszystko bez kropli alkoholu.

Zabawa i tańce na trzeźwo były też u panów. Nazajutrz Zbigniew Jarząbek, który przez cały rajd bezpiecznie przewoził mnie swoim autem, opowiedział, jak wyglądało wesele w części przeznaczonej dla mężczyzn. Najbardziej poruszyła mnie scena, w której wspomniał o rozmowie z młodym Irańczykiem – jednym z gości.

Mężczyzna zaczął mówić o groźbie wojny przeciwko Iranowi. Był wyraźnie przerażony. Perspektywa napaści na jego kraj nie jawiła mu się jako abstrakcyjna możliwość, lecz jako realne zagrożenie – bezpośredni skutek polityki państw dążących do unicestwienia Iranu.

To nie była zwykła rozmowa, lecz świadectwo lęku, który przenika codzienność ludzi żyjących pod presją obcych interesów i w cieniu nieustannej groźby zbrojnej interwencji. Nie powinno to być losem tak otwartego, gościnnego i pokojowo nastawionego narodu. Irańczycy absolutnie na to nie zasłużyli.

Agnieszka Piwar

tutaj można postawić kawę autorce

Wkrótce dodam więcej zdjęć…

Kupuję olej napędowy po 27 groszy za litr

Agnieszka

Poznałam bojowników walczących dla Palestyny

Poznałam bojowników walczących dla Palestyny

Agnieszka Piwar 2025-01-31 https://piwar.info/poznalam-bojownikow-walczacych-dla-palestyny/

Czy można prowadzić walkę o zasięgu globalnym bez użycia broni palnej? Miałam okazję przekonać się, że tak. Osobiście spotkałam kilkuset żołnierzy, którzy bezinteresownie wyruszyli na pole bitwy. Uczestniczą w wojnie sprawiedliwej, co oznacza, że jest to wojna obronna. Udziałowi w takiej wojnie musi towarzyszyć uczciwa intencja. Nie może być prowadzona z nienawiści, żądzy zemsty ani chciwości, lecz z miłości wobec bliźniego i pragnienia sprawiedliwości.

Gdzie i przy jakiej okazji poznałam takich bojowników? W dniach 18-19 stycznia 2025 roku uczestniczyłam w konferencji w Stambule zorganizowanej przez Międzynarodowe Forum Palestyńskie ds. Mediów i Komunikacji. Tegoroczna edycja odbyła się pod hasłem: „Narracja palestyńska: nowy etap”.Wydarzenie odbieram poniekąd jako świetnie zorganizowane szkolenie na odcinku wojennym. Jednak nikt mnie nie uczył zabijania. Nikt mnie nie podżegał do nienawiści. Nikt mnie nie namawiał do kłamania czy manipulowania. Zamiast tego spotkałam dziennikarzy, reporterów, aktywistów i myślicieli z całego świata, którym nie jest obojętny los okupowanej Palestyny i dążą do ujawniania prawdy na ten temat. Bronią praw Palestyńczyków przed potężną siecią syjonistycznych kłamstw.

Jak przebiegało spotkanie? Uczestnicy po prostu wymieniali się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. Podczas wydarzenia skupiano się na analizie i przeciwdziałaniu dezinformacji dotyczącej kwestii palestyńskiej w mediach międzynarodowych. Zaprezentowano także specjalistyczne produkcje medialne, w tym filmy krótkometrażowe dotyczące Palestyny oraz wystawę poświęconą dziennikarzom, którzy zginęli, relacjonując wojnę w Gazie.

Konferencja odbywała się w kontekście eskalacji konfliktu w Strefie Gazy, rozpoczętej 7 października 2023 roku. W wyniku izraelskiej agresji zginęło ponad 47 tysięcy osób.

Nowoczesne sposoby wsparcia

W trakcie forum w Stambule omówiono strategie budowania skutecznej globalnej narracji wspierającej Palestynę. Szczególny nacisk położono na rolę mediów i technologii cyfrowych w przeciwdziałaniu dezinformacji oraz na sposoby wykorzystywania platform internetowych do propagowania prawdziwego obrazu sytuacji.

Konferencja stała się miejscem wymiany doświadczeń w zakresie przeciwdziałania nierównościom medialnym i budowania międzynarodowego wsparcia dla sprawy palestyńskiej. Wśród głównych tematów znalazły się kwestie nacisku politycznego, roli mediów cyfrowych, propagandy oraz efektywnych metod wspierania Palestyny na arenie międzynarodowej.

Uczestnicy podkreślali, że współczesne media i platformy społecznościowe stały się polem walki o narrację, w którym cenzura, blokady informacyjne oraz systematyczna infiltracja przestrzeni medialnej wpływają na sposób postrzegania kluczowych konfliktów światowych.

Szczególną uwagę zwrócono na manipulacje w mediach, w tym na Wikipedii, która powinna być rzetelnym źródłem informacji, ale często podlega celowym zmianom, kształtującym debatę publiczną. Narracja dotycząca konfliktu izraelsko-palestyńskiego jest pod silnym wpływem politycznych interesów, a poparcie dla Izraela w Europie wynika nie tylko z solidarności, ale stanowi część szerszej strategii politycznej. W tym kontekście uczestnicy forum podkreślili znaczenie budowania niezależnych kanałów przekazu, które pozwolą na przedstawienie rzeczywistego obrazu wydarzeń.

Wydarzenia z 7 października ponownie zwróciły uwagę świata na sytuację Palestyńczyków, ukazując systemowy charakter konfliktu i konieczność prowadzenia rzeczowej debaty o przyszłości Palestyny. Uczestnicy forum zaznaczyli, że nie jest to jedynie starcie militarne, lecz długotrwały proces polityczny i społeczny, wymagający globalnej reakcji.

Wskazano, że kluczowe dla przyszłości Palestyny jest budowanie stabilnych struktur demokratycznych oraz rozwój niezależnych przestrzeni informacyjnych, które umożliwią przedstawienie faktów i zapewnienie głosu tym, którzy walczą o swoje prawa.

Narracja jako broń oporu

Podczas międzynarodowego forum omówiono również przyszłość palestyńskiego oporu. Uczestnicy podkreślili, że poprzednie próby kompromisów jedynie osłabiły palestyńską pozycję i że obecnie konieczne jest strategiczne działanie, które połączy opór z międzynarodową solidarnością. Podkreślono także potrzebę nowych liderów, którzy będą działać w międzynarodowym systemie, zamiast współpracować z tymi, którzy przyczyniają się do ucisku Palestyńczyków.

Jednym z kluczowych tematów debat była rola mediów i technologii cyfrowych w organizacji palestyńskiego oporu. Uczestnicy dyskutowali, jak nowe technologie, w tym media społecznościowe, mogą wpłynąć na przyszły opór, czyniąc go bardziej zorganizowanym i skutecznym. W kontekście obecności Palestyny w przestrzeni cyfrowej pojawiła się także kwestia manipulacji narracją przez przeciwników, co wymaga strategicznego podejścia do wykorzystywania globalnych platform informacyjnych.

Nie zabrakło również odniesień do polityki USA w regionie i manipulacji polityką Bliskiego Wschodu, mającej na celu osłabienie palestyńskiego oporu. Uczestnicy forum podkreślili, że kontrola nad narracją medialną służy interesom określonych grup politycznych, a analiza roli reżimów w regionie jest niezbędna do zrozumienia długofalowych konsekwencji politycznych.

Ważnym aspektem obrad była również krytyka zachodnich mediów, szczególnie amerykańskich, za jednostronne przedstawianie konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Wskazano na manipulację faktami, dezinformację oraz ignorowanie cierpienia Palestyńczyków, podczas gdy działania Izraela są często wybielane. Podkreślono, że media społecznościowe mogą zarówno ujawniać prawdę, jak i wprowadzać dezinformację w ramach państwowych i korporacyjnych struktur medialnych.

Konferencję zwieńczyło seminarium „Narracja palestyńska: Kierunki strategiczne nowej fazy”. W wyniku dyskusji sformułowano kluczowe zalecenia, w tym uruchomienie programu szkoleniowego dla 220 młodych dziennikarzy w Gazie, zapewnienie sprzętu dla 20 redakcji oraz organizację wizyt zagranicznych delegacji prasowych. Ponadto podjęto inicjatywę realizacji regionalnych forów promujących narrację palestyńską oraz przedłużenie nagrody za kreatywność, z dedykowanymi wyróżnieniami dla twórców z Gazy.

Na wydarzeniu w Stambule pojawiło się ponad 600 uczestników z 60 krajów. Wśród nich przedstawiciele obu Ameryk, w tym Stanów Zjednoczonych, Kolumbii, Meksyku i Brazylii. Europę reprezentowali delegaci m.in. z Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Belgii i Włoch. Liczna grupa uczestników przybyła z Afryki, w tym z RPA, Sudanu, Maroka i Egiptu. Z Azji byli obecni uczestnicy m.in. z Indonezji, Pakistanu, Indii; natomiast z Bliskiego Wschodu – głównie przedstawiciele Palestyny, Jordanii, Libanu, Kuwejtu czy Kataru.

Międzynarodowe Forum Palestyńskie ds. Mediów i Komunikacji, znane jest także jako „Tawasol” – co w języku arabskim oznacza „komunikację” lub „kontakt”. Jest to platforma mająca na celu promowanie sprawy palestyńskiej w mediach międzynarodowych oraz przeciwdziałanie dezinformacji. Forum odbywa się cyklicznie i skupia profesjonalistów z różnych branż medialnych, w tym dziennikarzy, redaktorów, analityków i przedstawicieli organizacji międzynarodowych, dążąc do przedstawienia rzetelnego obrazu sytuacji w Palestynie i przeciwdziałania manipulacji informacyjnej.

Polski akcent na tureckiej ziemi

Dla mnie osobiście było to wielkie przeżycie móc uczestniczyć w takim wydarzeniu. Byłam tam jedyną reprezentantką Polski. Zaproszono mnie, gdyż do organizatorów dotarło, że jestem dziennikarką, która w swoim kraju nie powiela syjonistycznej propagandy na temat konfliktu palestyńsko-izraelskiego.

Na konferencję organizowaną w Turcji przybyłam z państwa, w którym media głównego nurtu oraz polityka są zdominowane przez proizraelską narrację. Szerokim echem odbiła się skandaliczna postawa prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Donalda Tuska, którzy publicznie zadeklarowali parasol ochronny dla zbrodniarza wojennego Binjamina Netanjahu, odpowiedzialnego za prześladowanie i mordowanie narodu Palestyńskiego.

W związku z powyższym, w rozmowach w kuluarach starałam się przekonywać, że naród polski nie słucha medialnej propagandy ani polityków, gdyż w znacznym stopniu solidaryzuje się z palestyńskimi ofiarami. Potwierdzeniem tego są liczne wyrazy wsparcia widoczne w przestrzeni internetowej czy na manifestacjach.

W Stambule spotkałam setki ludzi z różnych krajów świata, którzy podzielają moje spojrzenie na okupację Palestyny. Doświadczenie to jest dla mnie niezwykle budujące. Także dlatego, że przyglądając się uczestnikom konferencji zobaczyłam ludzi dobrej woli, którzy są gotowi na poświęcenia w walce przeciwko syjonistycznej agresji. Jest to walka, w której amunicją są konkretne treści, aktywność i zaangażowanie na rzecz pokrzywdzonych.

Palestyńczycy szczególnie mocno zasłużyli sobie na to, abyśmy upominali się o ich prawa. To bardzo dumny naród, który z wielką pokorą i godnością znosi niesprawiedliwość i cierpienia, jakich nikt z nas nie jest nawet w stanie sobie wyobrazić.

Konferencja zbiegła się w czasie z wejściem w życie zawieszenia broni między Hamasem i Izraelem. Atmosfera była tak podniosła, że czułam jakbym brała udział w tworzeniu historii.

W pewnym momencie młoda palestyńska dziennikarka relacjonująca wydarzenia w Gazie, usiadła koło mnie i podekscytowana pokazała mi nagranie w telefonie ukazujące radość jej rodaków z powodu zawieszenia broni. W oczach tej dzielnej dziewczyny nie dostrzegłam ani krzty nienawiści za krzywdy jakich doświadczył jej umęczony naród. Zobaczyłam natomiast ogromne pragnienie życia i przetrwania.

Agnieszka Piwar

Źródło zdjęcia głównego: palmediaforum.org
Fotogaleria: A.Piwar

[więcej zdjęć w oryginale md]

===================

Polskojęzyczni szczekacze vs. wybory prezydenckie na Białorusi

Polskojęzyczni szczekacze vs. wybory prezydenckie na Białorusi

Agnieszka Piwar 2025-01-23 https://piwar.info/polskojezyczni-szczekacze-vs-wybory-prezydenckie-na-bialorusi/

Nie jestem psychologiem, przypuszczam jednak, że to zjawisko określa jakaś definicja. Chodzi o zachowanie polskojęzycznych polityków, aktywistów i dziennikarzy prowadzonych na smyczy przez zagranicznych graczy. Z pewnością zdają sobie oni sprawę z tego, że są jedynie miernymi pionkami, których nikt poważny nie szanuje. Swoją frustrację odreagowują więc na przykład na Białorusi.

Żeby odwrócić uwagę od własnej służalczości wobec obcych, pokazują palcem na wschodniego sąsiada i krzyczą, że nie ma tam niepodległości. Najnowszym przykładem jest zachowanie polskojęzycznych senatorów. W celu zagłuszenia własnego poddaństwa, 22 stycznia Senat RP podjął przez aklamację uchwałę dotyczącą zaplanowanych na 26 stycznia wyborów prezydenckich na Białorusi.

Wybory co prawda nie odbyły się jeszcze, ale oni już wiedzą, że na pewno będą fałszowane. Skąd to wiedzą? Od swoich panów z zagranicy, których specjalizacją jest mieszanie w innych państwach.

Swoją drogą, Aleksander Łukaszenka nigdy nie wpuścił na Białoruś fundacji Georga Sorosa. Stąd potężna nagonka na białoruskiego przywódcę.

[Było jeszcze gorzej. Wpuścił, i jak im się przyjrzał, po jakimś roku ich się pozbył. xx]

NA WŁASNE OCZY

Powyższej wiedzy nie wyssałam sobie z palca. Przed laty, jeszcze jako studentka, z ciekawości i niejako w ramach infiltracji przeniknęłam do środowiska, którego zadaniem jest mieszanie w innych państwach. Wystarczyło, że zostałam uczestnikiem pewnego kursu oraz wolontariuszką pewnej organizacji, aby rozeznać co kombinuje sprzedajne towarzystwo za forsę płynącą z Zachodu.

Przechodząc do konkretów, przed laty byłam słuchaczem Akademii Młodych Dyplomatów, organizowanej przez Europejską Akademię Dyplomacji (wcześniej Stowarzyszenie Forum Młodych Dyplomatów) oraz Fundację im. Kazimierza Pułaskiego.

Według oficjalnej informacji AMD to «pogram niezależnej szkoły dyplomacji, prowadzonej przez organizację pozarządową dla kandydatów z różnych państw, chcących przygotować się do przyszłej pracy w służbie dyplomatycznej lub konsularnej».

Od środka zobaczyłam, że z niezależnością nie ma to nic wspólnego, a zamiast uczyć prawdziwej dyplomacji – która oznacza umiejętność zachowania się w trudnej sytuacji tak, aby nikogo nie urazić i osiągnąć zamierzony cel – przeszkalano tam ludzi np. do obalania władzy u sąsiadów. Oczywiście robiono to pod przykrywką niewinnie brzmiącego wydarzenia, któremu miałam okazję przyjrzeć się nieco bliżej.

Będąc słuchaczem Akademii zgłosiłam się jako wolontariuszka do pomocy przy obsłudze międzynarodowej konferencji „Warsaw Regional NGO’s Congress on Civil Society Involvement in Building Democracy” (24-25 marca 2006 rok) organizowanej przy współpracy i pod auspicjami Rady Europy. Dzień wcześniej, 23 marca 2006 roku, FMD otrzymało status organizacji partnerskiej Rady Europy. Przypadek?

Nie sądzę, by był to zbieg okoliczności, że wydarzenie odbyło się tuż po wyborach prezydenckich na Białorusi, które oczywiście wygrał Aleksander Łukaszenka. Warszawska konferencja miała najwyraźniej między innymi stanowić formę szczekaczki wymierzonej w białoruskiego przywódcę.

Organizatorzy ogłosili, że podczas kongresu «potępiono dyktaturę na Białorusi» oraz «wezwano rządy i społeczność międzynarodową do współpracy z siłami demokratycznymi na Białorusi». Delegaci wzięli również udział w demonstracji zorganizowanej w Warszawie «mającej na celu wsparcie białoruskich sił demokratycznych» [czytaj: podżegali do zdrady i odpalenia kolorowej rewolucji].

Doświadczyłam właśnie déjà vu, gdyż przy okazji najnowszej uchwały Senatu RP, przeczytałam komunikat, z którego wynika, że senatorowie są otwarci na rozmowy z białoruskimi zdrajcami własnego kraju. Najwyraźniej tylko z takimi mogą znaleźć wspólny język. W uchwale ujęli to następująco:

«Deklarujemy gotowość do współpracy z reprezentantami społeczeństwa obywatelskiego Białorusi, w szczególności z Radą Koordynacyjną do spraw Przekazania Władzy w Białorusi, którą traktujemy jako białoruski parlament na emigracji».

OLAĆ DEMOKRACJĘ!

Osobiście nie jestem fanką demokracji, więc zawsze mnie dziwiło organizowanie wyborów wśród Białorusinów. Po co to komu? Przecież państwo białoruskie pod rządami Łukaszenki funkcjonuje nieźle i jest bardzo bezpieczne, co także widziałam na własne oczy.

Niedawno odkryłam, że podobnie w tej kwestii myśli Janusz Korwin-Mikke, który na platformie X celnie podsumował białoruski spektakl z wyborami.

«Konkretnie prezydent Białorusi powiedział, że lepsza białoruska dyktatura, niż ukraińska d***kracja. Święta prawda! Tylko dlaczego WEkscelencja co kilka lat urządza wyborcze szopki, składając tym samym hołd bożkowi d***kracji i pozwalając wszelakim warchołom na prowadzenie „agitacji wyborczej” czyli anty-rządowej demagogii? Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B.

Niech WEkscelencja odwoła wybory, ogłosi się dożywotnim Dyktatorem – a jeszcze lepiej: Regentem WX Białoruskiego. Dziedzicznego. I tak rosyjscy politolodzy uważają WEkscelencję za Litwiniuka, czyli przedstawiciela WX Litewskiego. I wtedy nikt nie będzie miał pretensji – gdyż z Prawdą ciężko się walczy. I łatwiej będzie bronić się przed zakusami Rosji – bo kto się zgodzi przyłączyć Rosję do Wielkiego Księstwa? (…)».

Tymczasem już za kilka dni Aleksander Łukaszenka ponownie wygra w cuglach. Pewnie znowu znajdzie się jakaś część niezadowolonych Białorusinów, bo jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Na Zachodzie (chyba już tylko w Polsce będzie komuś się chciało) coś tam pokrzyczą o sfałszowaniu wyników (choć głosów nie liczyli) i na tym się skończy. Euromajdanu w Mińsku nie będzie.

Władze III RP ponownie nie uznają wyborów na Białorusi i ponownie kompletnie nic w ten sposób nie osiągną. Prezydent Andrzej Duda znowu zachowa się jak cham i prostak, bo nie pogratuluje prezydentowi sąsiedniego kraju.

Swoją drogą, niedawno Duda znowu udowodnił, że nie ma pojęcia o dyplomacji. Nie stanął do wspólnego zdjęcia na szczycie klimatycznym w Azerbejdżanie, który zgromadził przywódców z wielu państw świata. Powód? Nie chciał być na fotografii z Łukaszenką.

Zdumiewające, że prezydentowi Polski przeszkadza dyktator zza miedzy, który wsadził za kratki towarzystwo podżegające do obalenia władzy. Tymczasem nie przeszkadza mu przywódca państwa okupującego Palestynę, który jest odpowiedzialny za zamordowanie kilkudziesięciu tysięcy niewinnych mieszkańców Strefy Gazy.

Andrzej Duda nie chce podać ręki prezydentowi sąsiedniej Białorusi, który nieprzerwanie wyraża gotowość do wznowienia dialogu z Polską (co byłoby z korzyścią dla Polski). Jednocześnie ten sam Andrzej Duda publicznie zadeklarował parasol ochronny dla premiera Izraela Binjamina Netanjahu, który jest ścigany za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości.

Czy potrzeba bardziej dobitnych dowodów na to, że Polską nie rządzą Polacy?

Agnieszka Piwar

Donald Tusk przyjmie ludobójców z otwartymi ramionami

Donald Tusk przyjmie ludobójców z otwartymi ramionami

Agnieszka Piwar 2025-01-09 https://piwar.info/donald-tusk-przyjmie-ludobojcow-z-otwartymi-ramionami/

Większego szyderstwa z Ofiar obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, nie można było sobie wyobrazić. Na trupach bestialsko zamordowanych w czasie II wojny światowej, będą lansować się najwięksi zbrodniarze wojenni XXI wieku. Premier Donald Tusk potwierdził oficjalnie, że delegacja ludobójców z Izraela może czuć się w Polsce bezkarnie i bezpiecznie.

Co prawda powiedział to innymi słowami, ale kontekst jest jednoznaczny. Centrum Informacyjne Rządu poinformowało: «W związku z planowanymi 27 stycznia 2025 roku uroczystościami 80. rocznicy wyzwolenia Byłego Niemieckiego Nazistowskiego Obozu Koncentracyjnego i Zagłady Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, polski rząd deklaruje, że zapewni wolny i bezpieczny udział w tych obchodach najwyższym przedstawicielom Izraela».

Tusk zapewnił przy tym, że premier Izraela Binjamin Netanjahu nie zostanie zatrzymany w Polsce, mimo wniosku Międzynarodowego Trybunału Karnego. Chodzi o nakaz aresztowania wydany w Hadze, który Polska jest zobowiązana respektować. Jednak dla zbrodniarzy wojennych z Izraela, władze III RP robią wyjątek, zapewniając im parasol ochronny.

Czy można bardziej zbezcześcić pamięć o Ofiarach nazistowskich zbrodni?

Przypominam, że obóz koncentracyjny w okupowanym Oświęcimiu, Niemcy założyli po pierwsze dla Polaków. W KL Auschwitz zamordowali między innymi dowódców mojego dziadka, w tym Edwarda Zajączka, działacza Obozu Wielkiej Polski i Stronnictwa Narodowego na Podbeskidziu.

Dopiero z czasem do Auschwitz-Birkenau zaczęto sprowadzać żydów, Cyganów i innych. Po II wojnie światowej syjoniści niemal całkowicie zagarnęli to miejsce dla siebie, robiąc na tragedii Shoah biznes.

Tymczasem ja również mam prawo do upamiętniania rocznicy wyzwolenia tego miejsca, ponieważ mój dziadek Józef Karol Nowak także tam przebywał (podobnie jak w innych obozach tego typu), gdzie prowadził działalność konspiracyjną. Dzięki temu, że szczęśliwie udało mu się przeżyć, przetrwała gromadzona przez niego dokumentacja dotycząca niemieckich obozów – tak zwanych obozów pracy dla Polaków (Zwangsarbeitslager für Polen).

Ugoszczenie na terenie Auschwitz-Birkenau delegacji izraelskiego rządu z Netanjahu na czele, to jak splunięcie na Ofiary i ich rodziny. Oto bowiem, w miejscu masowej zagłady z czasów II wojny światowej, będzie przyjmowany z honorami przywódca odpowiedzialny za współczesną masową zagładę mieszkańców Strefy Gazy.

Premier Izraela jest bezpośrednio odpowiedzialny za ludobójstwo na Palestyńczykach, które trwa nieprzerwanie od 7 października 2023 roku. Liczba ofiar izraelskiej agresji wynosi obecnie 46 006 zabitych i 109 378 rannych.

W obliczu trwającej eksterminacji narodu palestyńskiego, podejmowanie przez władze Polski delegacji ludobójców, jest czynem na wskroś haniebnym i niedopuszczalnym. Brak stanowczej reakcji Polaków na to działanie rządzących, będzie jednoznacznym potwierdzeniem, że nie potrafimy być w Prawdzie.

Agnieszka Piwar