Let Us Fight Against the Silent War on Christmas

Let Us Fight Against the Silent War on Christmas

Let Us Fight Against the Silent War on Christmas

by Francis Slobodnik https://www.tfp.org/let-us-fight-against-the-silent-war-on-christmas/?PKG=TFPE22331

Christmas Season, which celebrates the birth of Our Lord Jesus Christ, is fast changing from a religious holy day to a secular holiday. This change is not because of direct attacks upon the feast. Some years ago, open attacks on Christmas by retailers did not produce the desired results. A powerful reaction forced staff to say once again Merry Christmas instead of Happy Holidays.

The problem of the disappearing Christmas is not so much a war of commission but, sadly, of omission. Today’s hedonistic irreligious culture wages a silent war on Christmas that is not readily apparent. The secular combatants follow the salami principle; undermine Christmas one slice at a time.

The anti-Christmas crowd has chosen to avoid frontal assaults diminishing the importance of Christmas by quietly eliminating important Christmas traditions and events. Its advocates seek to dethrone Our Lord Jesus Christ among Christians by making people forget what Christmas once was.

Christmas was once the preeminent holy day and even a national holiday across America. Families prepared for Christmas during Advent by praying, doing penance, decorating the home, preparing the crèche, baking and selecting gifts for family and friends.

The focus was not on the externals but instead on what they represented. In better times, decorating, cooking and gift-giving were symbols of adoration to the New Born King. At Christmas, families prepared everything by giving their best to the holiday, symbolic of Our Lord giving His perfect self to humanity. Delicacies requiring some expense and much effort reflected the importance of Christmas. Such preparations created a sense of wonder in families and especially in children.

Christmas ceremonies impacted souls so much that even non-Catholics attended Midnight Mass. People, who never entered a Church during the year, went to Christmas Mass. The grace of Christmas was an incredible magnet attracting souls.

Traditional Christmas celebrations created lifelong memories. Those families with rich Yuletide traditions recall Christmases both as children and adults. People remember the sense of sacrality in the Church, home, and public places.

Some devotions for the day included special prayers or reading the Gospel account of the Nativity. Some prayed the Joyful Mysteries of the Rosary. Others gathered for a banquet using their best china. Everyone opened gifts and sang Christmas carols. This is in contrast to today, when Christmas can be similar to other days.

This family celebration was extended into the community. Stores piped in traditional Christmas carols over their sound systems. Special Christmas candles were sold at stores during this time. To the delight of the children, Christmas candy was also offered to create the impression in the child’s mind that Christmas was important and special. Cities and small towns commonly displayed Nativity scenes, as did stores, courthouses and businesses.

Larger cities used to have stores that sold Christmas items all year round. Some had a large variety of different nativity sets from around the world. There were also lights, ornaments and decorations.

Those who believe in Christmas can win this silent war against Christmas by going on the offensive. Traditional Christmas customs should be dusted off and practiced. Ask older relatives how Christmas used to be celebrated. Research past Christmas customs online or in books. Develop your own Catholic customs that can be handed down as traditions.

To keep Christ in Christmas, consider holding a Christmas Public Square Rosary Rally during Advent to encourage others to seek the true meaning of Christmas. Sing loudly Christmas carols with family and friends as yet another way to end the silent war on Christmas. It is never too late to welcome the Christ Child into the home and community.

Zbrodzień z Lüneburga – opowieść przedwigilijna. Frohe Weihnachten!

Dwa małe przykłady na wielkie przewalcowanie ludzkich charakterów w erze „plandemii”.

Popatrzmy na zdjęcie poniżej. Widać na nim na pierwszym planie umundurowanego na czarno niemieckiego policjanta. Na drugim planie klęczy przed niewątpliwie uzbrojonym policjantem mężczyzna w stroju świętego Mikołaja. Ręce ma założone na tył głowy.


Zdjęcie wgląda na jakiś zamierzony żart, ale pozory mylą. Zostało zrobione 23 grudnia wieczorem, dzień przed Wigilią, w miejscowości Lüneburg koło Hamburga. To zdjęcie ma swoją historię, która jest następująca: w starym, zabytkowym centrum miasta człowiek przebrany za świętego Mikołaja rozdawał przechodzącym dzieciom słodycze. Kiedyś nikt by na to nie zwrócił uwagi, ale w dzisiejszych czasach to w Niemczech przestępstwo kryminalne. Wszak święty Mikołaj nie miał maski na twarzy! A do tego rozdawał cukierki! Kiedy spostrzegł zbliżający się patrol policji, rzucił się do ucieczki. Istnieje film na Twitterze pokazujący pościg za nim. Daleko nie uciekł. Wytrenowani policjanci dorwali go już po kilkuset metrach i rzucili na kolana.

To zdjęcie ma dla mnie wydźwięk symboliczny. Pokazuje, gdzie i przede wszystkim jak żyjemy.

Agresja i nienawiść, nadużycia władzy – oto cechy naszych czasów. Przynajmniej w Niemczech.

Parę lat temu oglądając w niemieckiej telewizji pokazywane na okrągło kroniki czasu II wojny przeżyłam szok dowiadując się z takiego filmu dokumentalnego, że młodzi żołnierze Wehrmachtu wracając w maju 1945 roku do domu po rozwiązaniu ich jednostek często byli wieszani na drzewie przez rodzinną wspólnotę wiejską pod zarzutem dezercji. Do ludzi na wsiach i w małych miasteczkach nie dotarła jeszcze wiadomość, że wojna się skończyła, dlatego w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku karali powracających do domu żołnierzy- swoich synów.

Sama nie wiem, dlaczego ta fotografia z klęczącym świętym Mikołajem wywołała we mnie takie asocjacje.

Parę dni temu przeczytałam na Twitterze sprawozdanie anonimowego niemieckiego posła, który jechał szybkobieżnym pociągiem z domu do Berlina. Opisywał on następujące zdarzenie: na jakiejś stacji po drodze wsiadł do pociągu w ostatniej sekundzie niemłody już człowiek. Usiłował kupić u konduktora bilet. Zgodnie z aktualnie panującymi od niedawna przepisami konduktor zażądał od niego okazania paszportu covidowego względnie atestu PCR. Bez takich dokumentów nie wolno korzystać z transportu w całych Niemczech- obojętnie, miejskiego czy kolejowego. Mężczyzna nie miał ani jednego, ani drugiego lecz  usiłował przekonać konduktora, że koniecznie musi dostać się do Berlina. Musiał mieć jakieś nadzwyczaj ważne powody, skoro zdecydował się na taki akt desperacji.

Wobec niepowodzenia swojej argumentacji odwrócił się na pięcie i zaczął uciekać wzdłuż pociągu. Pogoniła za nim w międzyczasie wezwana przez konduktora straż pociągowa. Oczywiście, że wkrótce go złapali i wysadzili na najbliższej stacji. To jednak nie wstrząsnęło sprawozdawcą. To, co nim wstrząsnęło, to była reakcja pasażerów w całym wagonie pełnym ludzi (wagon bez przedziałów). Wszyscy do końca podróży (ok. 45 minut) dyskutowali zażarcie o przestępstwie popełnionym przez tego pasażera na gapę i o tym, co się powinno z takimi ludźmi robić. Poziom agresji i nienawiści zatrwożył sprawozdawcę do tego stopnia, że zarzenie to opisał na Twitterze.

Pomyślmy: dwa niewielkie incydenty na kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia. Tutaj, w Niemczech wszystkie świąteczne hasła reklamowe w całym handlu przypominają, że są to święta miłości. „Kupujcie nasze towar, aby dać świadectwo waszej wielkiej miłosci do bliźnich!” Dwa niewielkie incydenty,które wywołały u ludzi takie pokłady agresji i nienawiści…

Jeszcze dwa lata temu nie mogłyby się zdarzyć i nie mogłyby wywołać takich reakcji. Co innego w latach II wojny. W tamtym czasie naród niemiecki był kwintesencją agresji i nienawiści. Psychologowie i socjologowie niemieccy poświęcili temu zjawisku grube tomy. Zdawać by się mogło, że skoro  minęło prawie 70 lat pokoju, naród niemiecki pozbył się swojego upiornego oblicza z tamtych czasów. Okazuje się jednak, że w naturze nic nie ginie. Jeśli tylko władza wprowadzi odpowiednie do tego warunki oraz „regulacje” naród natychmiast się dostosuje i da pełny upust swojemu prawdziwemu charakterowi.

Wesołych Świąt! Merry Christmas! Frohe Weihnachten!

Joanna M.Wiórkiewicz 26 grudnia 2021, https://niemcy.neon24.pl/post/165905,zbrodzien-z-l-neburga-opowiesc-przedwigilijna

UE: Atak „na karpia” => na płeć => na Boże Narodzenie => na imiona chrześcijańskie => na BOGA.

Pomiędzy absurdem a śmiertelnym zagrożeniem. Unijna taktyka „na karpia” w walce z Bożym Narodzeniem

Unii Europejskiej na Boże Narodzenie i imiona chrześcijańskie – może być symptomem już nadchodzącego zwycięstwa Rewolucji. Czy wyrugowanie terminologii chrześcijańskiej i języka wykluczającego „różne płcie” to tylko kosmetyka na trupie zachodniej cywilizacji? Czy może ta ostateczna ofensywa będzie bodźcem do szerszego oporu?

Ukazy „władzy” w Brukseli bywają tak absurdalne, że łatwo je zbagatelizować. Zapewne myślimy nieraz: To tylko fantazje jakichś fanatycznych antyklerykałów, oderwanych od rzeczywistości i ględzących coś od rzeczy za nasze pieniądze w Parlamencie Europejskim.

Spójrzmy jednak na to zjawisko jako na znak czasu – signum temporis – bo choć unijni biurokraci nie mają mocy demiurgów, to ich działania odzwierciedlają swoistą „gotowość” upadającej cywilizacji Zachodu do gruntownego przemeblowania systemu wartości i kodu kulturowego.

Chodzi o projekt tzw. „Unii równości”, w ramach którego używanie terminu „Boże Narodzenie” miałoby być zakazane, podobnie jak chrześcijańskie imiona. Propozycja wysunięta przez Komisję Europejską zakładała też nowe rozumienie parytetu płci, aby zapewnić reprezentację przedstawicielom „wszystkich płci” w unijnej debacie. I należy zauważyć, że fakt, iż ostatecznie eurokraci wycofali się z tego szalonego pomysłu, jest właściwie bez znaczenia. Symptomatyczne są bowiem te ich podchody, a ich ostateczny sukces – w przypadku braku powszechnego oporu – może być tylko kwestią czasu.

Krok w krok za utratą wiary i powszechną apostazją postępuje wykorzenienie kulturowe. Kończy się obecnie epoka, która trwała pod znakiem „wierzący, niepraktykujący” i w której coraz częstszym zjawiskiem, nawet w „katolickiej” Polsce, było choćby obchodzenie świąt Bożego Narodzenia bez najmniejszego odwołania do faktu narodzin Zbawiciela, a jedynie w ramach „świeckiej tradycji” gromadzenia się przy stole i jedzenia barszczu z uszkami.

Niestety, pomimo nawet najgłębiej zakorzenionego w zbiorowym sentymencie Europejczyków przywiązania do narodowych potraw świątecznych, na tym poziomie – ani na poziomie językowym – nie uda nam się obronić przed ofensywą unijnych neomarksistów. Banalizacja tego sporu, właśnie poprzez sprowadzenie go do kłótni o przysłowiowego bożonarodzeniowego karpia, również sprzyja uśpieniu uwagi…

Wojna toczy się o przetrwanie ludzkości w dotychczasowym wymiarze, gdyż negowane są już nie tylko prawa religii objawionej i cywilizacji, którą stworzył Kościół, ale porządek naturalny i podstawowe rozróżnienia antropologiczne, takie jak obiektywne istnienie „tylko” dwóch płci. Dlatego nieliczni przedstawiciele katolickiej hierarchii, którzy nie godzą się na kompromis ze światem, podkreślają głębszy charakter tych zmagań w kontekście odwiecznej walki dobra ze złem.

Dlatego wśród bieżących, coraz bardziej kuriozalnych, pomysłów na reorganizację rzeczywistości, nie dajmy się zwieść tej unijnej taktyce „na karpia” i zwracajmy oczy ku prawdziwym, duchowym źródłom, które niegdyś zapewniły żywotność naszej cywilizacji.

Filip Obara https://pch24.pl/pomiedzy-absurdem-a-smiertelnym-zagrozeniem-unijna-taktyka-na-karpia-w-walce-z-bozym-narodzeniem/