Atak na Święty Krzyż w rocznice krzyżem znaczone. Przypadek?

Atak na Święty Krzyż w rocznice krzyżem znaczone. Przypadek?

pch/atak-na-swiety-krzyz

(Fot. Obraz RENE RAUSCHENBERGER z Pixabay )

Wiele mądrości jest w powiedzeniu „Nie ma przypadków”. Czy przypadkiem jest bowiem atak Rafała Trzaskowskiego i jego popleczników na najświętszy znak chrześcijańskiej wiary, przeprowadzany właśnie w tym roku, w którym obchodzimy 40. rocznicę słynnej obrony krzyża w szkole w Miętnem, 40. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, wielkiego obrońcy krzyża. Czy to tylko zbieg okoliczności, że o nienawistnym rugowaniu krzyży z urzędów stolicy Polski zdecydowano w miesiącu Maryjnym oraz w przeddzień 80. rocznicy bitwy pod Monte Cassino, której hymn „Czerwone Maki” mówi „bo wolność krzyżami się mierzy”? Aby obronić krzyż potrzeba nam nowej krucjaty, tym razem jednak nie przy użyciu miecza, a broni o wiele bardziej skutecznej – solidarności polskich dusz, mocnych wiarą w Chrystusa.  

Walka uczniów Zespołu Szkół Rolniczych w Miętnem (woj. mazowieckie) o powrót symboli chrześcijańskiej wiary zaczęła się wiosną roku 1984 i trwała pięć miesięcy. Przeciw sobie mieli oni ZOMO, SB, Urząd do Spraw Wyznań, dyrektora posłusznego partyjnym kacykom w Garwolinie. Za sobą modlitwę Kościoła, ówczesnego księdza biskupa siedleckiego Jana Mazura, który podjął post o chlebie i wodzie w ich intencji, rodziców i kilka osób z grona nauczycielskiego. Pięciuset młodych ludzi z Zespołu Szkół Rolniczych w Miętnem po apelu, na którym dyrektor mówił im o „bożku laickości ”, niby panującym w szkole, zgodnie zaśpiewali: „My chcemy Boga” i egzamin z wiary zdali celująco. Wtedy dzięki ogromnej solidarności i nieustępliwej postawie młodych Polaków, krzyż obroniono. Na dzisiejszą walkę mamy dobry wzór do naśladowania. 

Co ciekawe w tym roku, kiedy siły laickiej lewicy rozpoczęły rugowanie krzyża z przestrzeni publicznej obchodzimy także 40. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, wielkiego obrońcy krzyża. Zauważmy, że pierwszy (ustawiony w roku 1989) i najważniejszy pomnik tego męczennika, ma kształt krzyża i stoi obok tamy we Włocławku, w miejscu wyłowienia, zmasakrowanego przez funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki, ciała ks. Jerzego.  

W roku 1982 roku ksiądz Jerzy w czasie jednego z kazań przekazał nam ważne przesłanie na temat najważniejszego symbolu naszej wiary:

„Dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa symbol hańby i poniżenia stał się symbolem odwagi, męstwa, pomocy i braterstwa. W znaku krzyża ujmujemy dziś to, co najbardziej piękne i wartościowe w człowieku. Przez krzyż idzie się do zmartwychwstania. Innej drogi nie ma. I dlatego krzyże naszej Ojczyzny, krzyże nasze osobiste, krzyże naszych rodzin muszą doprowadzić do zmartwychwstania, jeżeli łączymy je z Chrystusem, który krzyż pokonał”.

Te słowa powinny nas dziś zagrzewać do walki o krzyż.

Ratusz Warszawy zakazał eksponowania symboli religijnych, w tym szczególnie Krzyża! Nie pozwolimy na łamanie praw gwarantowanych nam Konstytucją i rugowanie katolicyzmu z przestrzeni publicznej!

DOŁĄCZ DO PROTESTU!

RĘCE PRECZ OD KRZYŻA

Ważną rocznicą w tym roku, w którym lewactwo zaczęło otwartą walkę z Chrystusowym Krzyżem, jest też 80. rocznica wiktorii polskiego oręża w bitwie pod Monte Cassino. Bitwa ta jest symbolem walki o wiarę i krzyż. Przecież na wzgórzu Monte Cassino od pierwszej połowy VI wieku stał benedyktyński klasztor (odbudowany stoi do dziś), wzniesiony pod okiem samego św. Benedykta – patrona Europy.

„Ten święty  swoim życiem i dziełem wywarł zasadniczy wpływ na rozwój cywilizacji i kultury europejskiej.” – powiedział papież Benedykt XVI. W roku 966 dotarła ona również do nas i biegiem lat wypełniła każdy zakątek polskiej ziemi krzyżami, które przypominają nam również jak wiele nasi przodkowie wylali krwi, aby Polska mogła być wolna. Kiedy z Monte Cassino spojrzy się na polski cmentarz – uderza widok lasu krzyży ustawionych na grobach prawie tysiąca polskich żołnierzy. Ich hymnem była pieśń „Czerwone maki…”. Słowa tej pieśni przypominają nam prawdę, że „wolność krzyżami się mierzy”. Czy więc panie Trzaskowski, i panu podobni, walcząc z krzyżem, naprawdę walczycie o wolność?    

Najwyraźniej fala nienawiści do religii katolickiej i jej wyznawców w Polsce rośnie. Doskonale widać to w raporcie przygotowanym przez Stowarzyszenie Fidei Defensor, które szczegółowo zajmuje się m.in. monitorowaniem  przestępstw przeciw religii katolickiej i jej wyznawcom. W dokumencie tym ukazane są te przestępstwa  popełnione w okresie od 1 lutego 2020 roku do 30 czerwca 2023 roku. W ciągu tych 3 lat, według raportu, dopuszczono się prawie 300 takich ohydztw.  

Przy czym w każdym kolejnym monitorowanym roku jest ich coraz więcej. Najwięcej przestępstw dotyczy dewastacji i znieważenie miejsc kultu (165 przypadków) oraz znieważanie przedmiotów czci religijnej takich jak symbole wiary – głównie znieważenie krzyża, wizerunków świętych czy figur świętych (90 przypadków). Po tych liczbach widać, że fala nienawiści do krzyża rośnie, a decyzja Trzaskowskiego o jego usunięciu z przestrzeni publicznej jest jej jaskrawym przykładem.

Pamiętamy też publiczne nawoływanie Nitrasa  do „opiłowywania” katolików. Na efekty tej prawdziwej mowy nienawiści nie trzeba było długo czekać. Wkrótce po całej Polsce i nie tylko gruchnęła informacja o „wyczynie” Kacpra S., który piłą łańcuchową ściął duży przydrożny krzyż w Zielonej Górze. Sam Kacper S. na swoim profilu Facebook przyznał, że do popełnienia tego przestępstwa zainspirowały go słowa jego guru – Nitrasa.

Ratusz Warszawy zakazał eksponowania symboli religijnych, w tym szczególnie Krzyża! Nie pozwolimy na łamanie praw gwarantowanych nam Konstytucją i rugowanie katolicyzmu z przestrzeni publicznej!

DOŁĄCZ DO PROTESTU!

RĘCE PRECZ OD KRZYŻA

Jawnym i publicznym prowokowaniem do ataków na najświętsze symbole i święte osoby religii katolickiej są również manifestacje członków i sympatyków organizacji jawnie walczących z wiarą katolicką. Są to „czarne marsze” zwolenników zabijania dzieci nienarodzonych oraz organizowane przez wyznawców ideologii LGBT tzw. marsze równości. Nie będę tu podawał przykładów tych, bardzo bolesnych dla katolików, profanacji, których tam się dopuszczono.

Podobnie, a nawet bardziej zachęcające motłoch (nie boje się tego słowa użyć, gdyż bardzo dobrze oddają mentalność takich zepsutych ludzi) do wyciągania bluźnierczych pięści w stronę krzyża, są wyroki sądów w Polsce uniewinniające bluźnierców. Najnowszy przykład takiego wyroku – kuriozum jest werdykt, który zaledwie 22 maja,

zapadł przed Sądem Rejonowym Gdańsk – Południe. Pani sędzia uniewinniła „Nergala”. Adam Darski został oskarżony o trzykrotną, okropną profanację krzyża. Na temat dwóch pierwszych, sprawiających głębokie cierpienie katolikom, profanacji sędzina, na której twarzy nie pojawił się nawet najmniejszy ślad jakiegokolwiek uczucia, usprawiedliwiając Nergala, powiedziała: „Należy odnotować, że formy zachowania oskarżonego nie wskazują na to, że jego celem było obrażenie kogokolwiek”.

Sąd to ułomna sprawiedliwość ludzka, jest jednak sprawiedliwość wyższa – Boża. Ona to pokazuje, że kto walczy z krzyżem, ten już przegrał. Wiele jest autentycznych historii, które tę prawdę potwierdzają. Oto jedna z nich, która opowiada dzieje przydrożnego, żelaznego krzyża stojącego przy drodze do wsi Kurówek, w województwie łódzkim.

Na początku II wojny światowej trzech młodych mężczyzn z rodzin tutejszych niemieckich osadników powołano do hitlerowskiej armii. Dwóch z nich zostało skażonych ideologią nazistowską, a więc i nienawiścią do chrześcijaństwa. Przed odejściem na front postanowili zniszczyć przydrożny, żelazny krzyż. Wyrwali go z ziemi i zanieśli do kowala z nakazem przerobienia go na podkowy dla koni.

Co się okazało? Dwaj profani, czynnie uczestniczący w dewastacji krzyża, nie powrócili żywi z frontu. Trzeci, który nie chciał podnieść ręki na święty krzyż, za co został dotkliwie pobity przez kolegów – przeżył wojnę i zdrowy powrócił do domu.
Kowal nie przerobił krzyża na podkowy. Zakopał go w ziemi, a podkowy wykonał z własnego materiału. Po wojnie, wspólnie z sąsiadami ze wsi, odkopali, odnowili i postawili krzyż na dawnym miejscu. Cała wieś, na czele z księdzem proboszczem uroczyście go ponownie poświęcili, a każdy ze czcią ucałował. I taka właśnie winna być prawdziwa Polska.

Adam Białous

Ratusz Warszawy zakazał eksponowania symboli religijnych, w tym szczególnie Krzyża! Nie pozwolimy na łamanie praw gwarantowanych nam Konstytucją i rugowanie katolicyzmu z przestrzeni publicznej!

DOŁĄCZ DO PROTESTU!

RĘCE PRECZ OD KRZYŻA

Trzaskowski zakazał modlitwy bo w sobotę 25 VI. na ulice wyjdą sataniści? „Każde dziecko ma prawo do seksualności.”

Bojówkarze, którzy dokonali napaści na naszych wolontariuszy, zostali specjalnie przeszkoleni z dokonywania aktów agresji w ramach warsztatów… sfinansowanych przez władze miasta Warszawa!

Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl

Szanowny Panie już w najbliższą sobotę odbędzie się w Warszawie największa w Polsce „parada równości” LGBT. Z tej okazji prezydent stolicy Rafał Trzaskowski zakazał naszej Fundacji organizowania procesji pokutnej za grzech sodomii na ulicach Warszawy w tym samym dniu. Gdy nam zabrania się modlić i ujawniać prawdę o deprawacji seksualnej dzieci, w „paradzie równości” oficjalnie wezmą udział członkowie… „Świątyni Szatana”! 
Co więcej, organizatorzy „parady” chwalą się tym, że uczestnikiem i promotorem warszawskiej „parady” był w przeszłości Volker Beck – niemiecki polityk, który domagał się legalizacji pedofilii! Większość naszego społeczeństwa w ogóle nie jest tego świadoma.
Warszawski Ratusz chce zakazać procesji
Na sobotę w godzinach 12:00-17:00 zaplanowaliśmy zgromadzenie w centrum Warszawy połączone z przemarszem ulicami miasta. Chcieliśmy zorganizować procesję pokutną w związku z publiczną promocją zgorszenia, połączoną z akcją informacyjną ostrzegającą Polaków przed tzw. „edukacją seksualną”. Trasa procesji nie koliduje z „paradą” LGBT, gdyż ma przejść innymi ulicami.
Dostaliśmy właśnie pismo od prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, w którym informuje on nas, że zakazał nam organizacji tego wydarzenia. Wie Pan dlaczego? Trzaskowski sugeruje, że nasza procesja stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia. Trudno chyba o bardziej absurdalny argument… Ewentualnymi agresorami mogliby być aktywiści cywilizacji śmierci. Dlaczego zatem to nam zakazuje się pokojowych zgromadzeń?
Skoro istnieje zagrożenie ze strony bandytów, to nimi trzeba zająć się w pierwszej kolejności, a nie tolerować ich działalność Wolontariusze naszej Fundacji nieustannie doświadczają realnego zagrożenia dla życia i zdrowia ze strony aktywistów radykalnej lewicy. W Warszawie przemoc wobec nas jest szczególnie duża i nasila się od 2020 roku, kiedy to aktywiści LGBT napadli w centrum stolicy na naszą furgonetkę i pobili naszego kierowcę. W trakcie ataku agresorzy nakleili na masce naszego samochodu nalepkę z tęczowym logiem „parady równości”.
Co więcej, jak ustalili dziennikarze, bojówkarze, którzy dokonali napaści na naszych wolontariuszy, zostali specjalnie przeszkoleni z dokonywania aktów agresji w ramach warsztatów… sfinansowanych przez władze miasta Warszawa! W ostatnich latach w Warszawie kilkadziesiąt razy (!) niszczono furgonetki należące do naszej Fundacji. Dwie furgonetki spalono na ulicach stolicy, a pożary stanowiły zagrożenie dla postronnych osób. Wielokrotnie napadano na naszych wolontariuszy, zakłócano nasze zgromadzenia i grożono naszym działaczom. W związku z tym, Rafał Trzaskowski to nam zakazuje działalności i modlitwy na ulicach Warszawy. W tym samym czasie organizatorzy „parady równości” informują, że ulicami stolicy przejdą razem z nimi członkowie „Świątyni Szatana” – międzynarodowej organizacji satanistycznej… W ramach naszego zgromadzenia, planowanego na sobotę, chcieliśmy nie tylko modlić się, ale również ostrzegać Polaków przed ogromnym zagrożeniem.
Organizatorzy sobotniej „parady równości” publicznie chwalą się na swojej stronie internetowej tym, że uczestnikiem i promotorem warszawskiej „parady” był w przeszłości Volker Beck – niemiecki polityk z partii Zielonych, który domagał się legalizacji pedofilii. Beck postulował w latach 80 tych zniesienie kar za seks z dziećmi, gdyż, jego zdaniem: każde dziecko ma prawo do seksualności.”  Beck był również współautorem książki o „seksualności pedofilskiej”. W tym samym czasie jego partia oficjalnie dążyła do legalizacji pedofilii w Niemczech. W swoim programie Zieloni opowiadali się za legalizacją stosunków seksualnych między dziećmi a dorosłymi i pochwalali tzw. „pozytywną pedofilię”, czyli seks za obopólną zgodą dziecka i dorosłego. Volker Beck jako europoseł w 2005 roku wziął udział w warszawskiej „paradzie równości” LGBT. Było to wtedy jedno z pierwszych tego typu wydarzeń w Polsce.
Już kilkadziesiąt lat temu podjęto oficjalne próby legalizacji pedofilii, nie tylko w Niemczech ale także w innych krajach. To jeden z efektów rewolucji seksualnej, która rozwijała się wtedy na Zachodzie. Postulat ten, wyrażany wprost, trafiał jednak na słuszny opór opinii społecznej i nie udało się go przeforsować. Dlatego jego zwolennicy zmienili taktykę. Tematy związane z seksualnością człowieka stanowiły sferę intymną. Rewolucjoniści moralni postanowili to zmienić i zaczęli oswajać dzieci z seksem od najmłodszych lat.Chodzi o to, aby dzieci jak najwcześniej rozpoczynały współżycie i żeby seks był banalną częścią ich życia, tak jak zabawa czy jedzenie. W tym celu w kolejnych państwach zaczęto wprowadzać do szkół i przedszkoli tzw. „edukację seksualną”, za pomocą której rozbudza się dzieci seksualnie i uczy je, że mają „prawa seksualne”. Międzynarodowe wytyczne, mówiące jak powinny przebiegać zajęcia „edukacji seksualnej”, opracowała Światowa Organizacja Zdrowia WHO we współpracy z Ministerstwem Zdrowia Niemiec.
Wedle tych standardów, dzieci w wieku 0-4 lat powinny otrzymywać informacje na temat radości i przyjemności z masturbacji, a dzieci w wieku 6-9 lat powinny rozumieć w jaki sposób wyraża się zgodę na seks. Wszystko po to, aby dzieci w wieku 12-15 lat nauczyły się „umiejętności negocjowania i komunikowania się w celu uprawiania bezpiecznego i przyjemnego seksu.” Z kolei na każdym etapie takiej „edukacji”, już od noworodka (!), należy pozytywnie nastawiać dzieci do „różnych stylów życia” i „norm związanych z seksualnością, jednym z oficjalnych żądań politycznych warszawskiej „parady równości”, która odbędzie się w sobotę, jest wprowadzenie do polskich szkół i przedszkoli tzw. „edukacji seksualnej”. 
We wcześniejszej warszawskiej „paradzie”  brał udział promotor pedofilii Volker Beck, czego nie kryją jej organizatorzy. To jednak jeszcze nie wszystko. Byłym rzecznikiem prasowym warszawskiej „parady równości” jest aktywista LGBT Mariusz Drozdowicz, który publicznie stwierdził, że: ja, dla przykładu, jestem transem i pedofilem. I spoko, żyje mi się z tym całkiem fajnie (…) Nie zgadzam się na zakaz mówienia o pozytywnej pedofilii.” Wynika z tego, że były rzecznik „parady” chciałby, aby w Polsce swobodnie toczyła się dyskusja na temat tzw. „pozytywnej pedofilii”, czyli seksu z dzieckiem odbywającego się za jego zgodą. Drozdowski otwarcie przyznawał też, że jest fanem gejowskiej pornografii, którą kolekcjonuje. Wedle jego relacji, uwielbia „szczupłych, młodych chłopców”, a na Facebooku podawał się za „opiekuna młodych chłopców odwiedzających jeden z warszawskich klubów”. W internecie ze szczegółami opisuje swoje fantazje seksualne i liczne relacje homoseksualne. Podobne rzeczy dzieją się nie tylko w stolicy. Grupa Stonewall to organizacja lobby LGBT, która odpowiada za „edukację seksualną” dzieci i młodzieży w szkołach na terenie Poznania i Wielkopolski. Jakiś czas temu Stonewall wydała, za pieniądze z budżetu miasta (!), broszurę pt. „Poznań w kolorach tęczy”. Publikacja otwarcie opisuje… orgie homoseksualne z udziałem młodych, kilkunastoletnich chłopców, którym oddają się środowiska stojące za „edukacją” seksualną dzieci i młodzieży w Polsce. Grupa Stonewall jest również organizatorem „parady równości” w Poznaniu.
Te środowiska mogą bez przeszkód oswajać Polaków, w szczególności dzieci i młodzież, z rozwiązłością seksualną i domagać się wprowadzenia w naszym kraju „edukacji seksualnej”. W tym samym czasie nam zabrania się ostrzegania przed tym zjawiskiem. Nie zamierzamy się jednak ugiąć i poddać. Polacy muszą dowiedzieć się, na czym tak naprawdę polega „edukacja seksualna”forsowana przez aktywistów LGBT i czemu służą „parady równości” organizowane na ulicach naszych miast. Pod wpływem zmasowanej propagandy, która sączy się z niemal wszystkich największych mediów, większość naszych rodaków nie ma pojęcia o zagrożeniu.
Pomimo prześladowań, zamierzamy być obecni na ulicach Warszawy i innych miast Polski. Będziemy używać wszystkich dostępnych środków, aby nie dać się usunąć z przestrzeni publicznej. Pomimo tego, że przeciwko nam są media, sprzedajni politycy, organizacje międzynarodowe, obce ambasady (aż 46 ambasad wyraziło poparcie dla działań aktywistów LGBT w Polsce) i sataniści, będziemy dalej walczyć o nasze dzieci. Aby móc działań, potrzebujemy Pana pomocy w organizacji kolejnych, niezależnych akcji informacyjnych z użyciem furgonetek, lawet, billboardów, plakatów, megafonów i internetu. W ten sposób trafiamy do Polaków z ostrzeżeniem, szczególnie w tych miastach, przez które przechodzą „parady równości”. W najbliższym czasie będzie to Warszawa oraz Poznań, Bielsko-Biała, Kielce i Pruszków. Na organizację akcji potrzebujemy ok. 13 000 zł.
Wie Pan kto oprócz satanistów i aktywistów LGBT oficjalnie weźmie udział w warszawskiej paradzie równości? Przedstawiciele m.in. JP Morgan, Goldman Sachs, BNP Paribas, Credit Suisse, Nordea, Citi, Accenture, HP, Microsoft i Google – czyli największych na świecie korporacji bankowych, finansowych i technologicznych. 
Tego typu instytucje gwarantują gigantyczne finansowanie postępów cywilizacji śmierci. My nie możemy liczyć nawet na ułamek takiego wsparcia.
Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację niezależnych akcji informacyjnych ostrzegających Polaków przed deprawacją seksualną ich dzieci. Możemy je prowadzić tylko dzięki stałemu i regularnemu wsparciu naszych Darczyńców. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

W MIEŚCIE „DUPIARZA”. Wywalili na parking 11 mln. Prawie nikt z niego nie korzysta.

https://nczas.com/2022/06/18/w-miescie-dupiarza-wywalili-na-parking-11-mln-prawie-nikt-z-niego-nie-korzysta/

Parking P&R przy stacji kolejowej Warszawa Żerań zbudowany za ok. 11 mln zł świeci pustkami. Ze statystyki „napełnienia parkingu” wynika, że parkuje tam od kilku do kilkudziesięciu aut dziennie.

Pusty parking. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay

Parking P+R przy stacji kolejowej na Żeraniu, przy skrzyżowaniu ulic Płochocińskiej i Marywilskiej, który kosztował miasto ok. 11 mln zł działa od końca lutego tego roku. Do dyspozycji kierowców jest tam 235 miejsc postojowych, w tym 9 dla osób z niepełnosprawnościami. Rowerzyści mogą zostawić pod wiatami niemal 140 jednośladów. Przygotowano także pięć miejsc dla osób współ-dzielących podróże oraz trzy miejsca „Kiss and Ride”, gdzie można szybko i bezpiecznie zostawić podwożoną osobę.

Problem w tym, że mieszkańcy Białołęki, którym parking miał służyć niezbyt chętnie z niego korzystają. Zgodnie z „tabelą napełnienia” parkingu (pokazującą liczbę aut na godz. 13) od początku marca do końca maja najwięcej samochodów odnotowano w dniach 12 i 13 maja. Wówczas było ich po 25.

W ciągu trzech miesięcy funkcjonowania parkingu zaledwie przez siedem dni liczba aut parkujących o godz. 13 na P+R Żerań przekroczyła 20. Natomiast nie brakowało dni, kiedy parkowało kilka aut.

[—-]