
———————————–

————————————————–

————————


———————————–

————————————————–

————————

Stanisław Michalkiewicz miesięcznik „Magazyn Polonia” 9 lipca 2026 michalkiewicz
1 lipca w szwajcarskim Econe wyświęconych zostało czterech biskupów. Nie byłoby może w tym nic osobliwego, gdyby nie okoliczność, że ci biskupi zostali wyświęceni wbrew stanowisku Stolicy Apostolskiej oraz samego papieża Leona XIV, który dwa dni wcześniej osobiście prosił władze Bractwa św. Piusa X, by wstrzymały się z tą czynnością. Ale rozpędzonego parowozu dziejów już nie udało się zatrzymać, święcenia się odbyły, w związku z czym zarówno konsekrowani biskupi, jak i ci, którzy ich wyświęcili, a także przewielebne duchowieństwo, biorące udział w uroczystości – wszyscy zostali objęci ekskomuniką. Jeśli chodzi o cywilów, to znaczy – zwykłych uczestników uroczystości, to ich sytuacja nie jest jasna. O ile przystąpili do Bractwa formalnie [prostuję: Członkowie Bractwa to księża, zakonnicy i zakonnice. Reszta – to wierni. md], to ekskomunika ich również obejmuje, a jeśli nie – to nie – z tym jednak, że uczestnicząc w nabożeństwach odprawianych przez duchownych z Bractwa, nie tylko popełniają grzech ciężki, ale w dodatku takie sakramenty, jak spowiedź, czy małżeństwo „nie są ważne”. W ten sposób Bractwo św. Piusa X dołączyło do 50 tysięcy tzw. „denominacji” chrześcijańskich. Najliczniejszą wśród nich stanowią oczywiście katolicy (1,2 miliarda), a według szacunkowych danych, liczba katolików skupionych wokół Bractwa wynosi około 300 tysięcy i stale rośnie [uczciwe oceny podają na 2025 ok. 600 000 md] .
Historia Bractwa sięga II Soboru Watykańskiego, na którym wyraźnie zarysowały się dwa nurty – postępowy i tradycyjny. Z książki Roberta de Mattei o II Soborze Watykańskim wynika, że te stronnictwa uformowały się niemal od początku Soboru, przyjmując z czasem charakter coraz bardziej konspiracyjny. O ile jednak konspiracja „tradycjonalistyczna” zakończyła się wraz z Soborem, o tyle konspiracja postępowców przetrwała po Soborze w postaci tzw. „ducha Soboru”. Ów „duch Soboru” na przykład sprawił, że np. praktyka liturgiczna poszła w stronę zupełnie inną, niż przewidywały soborowe konstytucje. Na przykład jeśli chodzi o języki narodowe, to konstytucje soborowe mówiły o wyjątkowym ich dopuszczeniu w liturgii, a nawet tam, gdzie zostały one dopuszczone, wierni powinni znać modlitwy i śpiewy po łacinie.
Tymczasem pod wpływem „ducha Soboru” praktyka poszła w całkiem innym kierunku i łacina została praktycznie z liturgii wyrugowana. Ponieważ pamiętam czasy przedsoborowe, to mogę potwierdzić, że tradycyjna liturgia miała swoje dobre strony. Miedzy innymi taką, że katolik, gdziekolwiek by się nie znalazł – był u siebie – ponieważ w każdym kościele modlono się po łacinie. Dzięki temu nawet w zapadłej, wiejskiej parafii, było grono osób, ministrantów, i członków parafialnego chóru, które kościelną łacinę musiały znać.
Kiedy zapisałem się do ministrantów, zanim wolno było nam nałożyć komżę, musieliśmy zdać egzamin z ministrantury – a nie była to formalność, bo opiekujący się nami ks. Tadeusz Szyprowski, był pod tym względem wymagający. Nawiasem mówiąc, wtedy klerycy w seminariach musieli uczyć się też języka hebrajskiego, w związku z tym ks. Szyprowski wspominał ówczesną przyśpiewkę: „kto się uczy hebrajskiego, musi być chłopak nie kiep. Albo musi dobrze wkuwać, albo mieć żydowski łeb”. Widocznie jednak ta dość powszechna, chociaż oczywiście – powierzchowna – znajomość łaciny wśród parafian, komuś przeszkadzała, więc „duch Soboru” zrobił, co, do niego należało.
W reakcji na działalność „ducha Soboru” arcybiskup Marcel Lefebvre zainicjował ruch przywiązania do tradycji katolickiej, początkowo kładąc nacisk przede wszystkim na liturgię, ale z czasem również obejmując inne, nie tyle może ustalenia II Soboru Watykańskiego, co następstwa działania „ducha Soboru”. W rezultacie coraz więcej katolików, którzy zaczęli nabierać wątpliwości, czy przypadkiem Kościół nie jest sprowadzany na manowce, zaczęło szukać ratunku w przywiązaniu do tradycji.
Jest to szczególnie widoczne w seminariach; o ile w „zwyczajnych” seminariach często brakuje kandydatów i albo trzeba je zamykać, albo łączyć, o tyle w seminariach prowadzonych przez Bractwo nie ma problemów z kandydatami do stanu duchownego. Najwyraźniej tradycja dostarcza ludziom poczucia pewności, podczas gdy wysocy przedstawiciele Kościoła posoborowego zaczynają dostarczać parafianom rozterek. Mogliśmy się o tym przekonać całkiem niedawno, gdy Episkopat przed Wielkanocą ogłosił „List” – ponoć inspirowany przez JE Grzegorza kardynała Rysia. Mogliśmy tam przeczytać, że „w przeszłości” zdarzały się „niewłaściwe” interpretacje Ewangelii. Chodziło o interpretacje, które nie podobały się Żydom. Skoro, tak czy owak, te „niewłaściwe interpretacje” się jednak zdarzały, to skąd można mieć pewność, że interpretacje dzisiejsze są na pewno prawidłowe? Takiej pewności już nigdy nie odzyskamy, więc w ten sposób Kościół, a konkretnie – przedstawiciele hierarchii, już nie dostarczają katolikom pewności, tylko rozterek.
Czy jednak Kościół dostarczający swoim wyznawcom rozterek, będzie im do czegokolwiek potrzebny? Rozterek ludzie mają wystarczająco dużo i bez Kościoła, więc jeśli również on zacznie im te rozterki mnożyć, to przestanie być potrzebny tym bardziej, że już dzisiaj można zauważyć malejącą liczbę ludzi naprawdę pragnących żyć wiecznie. Coraz więcej pragnie tylko żyć długo – co widać choćby po zainteresowaniu rozmaitymi cudownymi dietami – ale perspektywa życia wiecznego jak gdyby traciła na atrakcyjności. Tymczasem – jeśli podejść do sprawy od strony komercyjnej – nadzieja życia wiecznego jest głównym, a może nawet jedynym towarem, który Kościół ma do zaoferowania. Toteż nic dziwnego, że w samym Kościele, to znaczy – wśród przewielebnego duchowieństwa – możemy zauważyć dwa nurty; albo skupienie się na władzy i dyscyplinie, albo – na rozmaitych socjotechnikach, między innymi – na schlebianiu sodomczykom i gomorytkom, których związki wolno przewielebnemu duchowieństwu „błogosławić” – cokolwiek by to miało znaczyć.
No a w naszym nieszczęśliwym kraju mamy jeszcze i ten problem, że niektóre środowiska katolików zawodowych, jak na przykład – środowisko „Dygotnika Powszechnego” – ale nie tylko – ćwierkają z klucza nastrojonego przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, który wobec tubylczych katolików ma swoje plany, niekoniecznie natury zbawiennej. Właśnie trzy Eminencje skierowały do parafian przestrogę, by nie praktykowały „złej” pamięci, tylko tę „dobrą”. Chodzi oczywiście o stosunki polsko-ukraińskie.
Pikanterii tej przestrodze dodaje okoliczność, że jej sygnatariuszami są nie tylko trzy Eminencje tubylcze, ale również – JE abp. Szewczuk, zwierzchnik Kościoła Grekokatolickiego na Ukrainie, który asystował prezydentowi Zełeńskiemu, gdy ten ogłaszał swoją decyzję o utworzeniu Panteonu z ukraińskimi herojami, wśród których prawie na pewno znajdzie się Stefan Bandera.
Stanisław Michalkiewicz

Czcigodny przełożony generalny, ekscelencje, wielebni księża, członkowie zgromadzeń zakonnych i drodzy wierni!
Przełożony generalny poprosił mnie o skierowanie kilku słów w języku angielskim do wszystkich pielgrzymów, którzy przebyli tak daleką drogę praktycznie z całego świata, żeby uczestniczyć w tej wyjątkowej ceremonii. Chciałbym podzielić się z wami dwiema myślami.
Przede wszystkim nowo konsekrowani są głęboko poruszeni waszą wiernością, waszymi modlitwami oraz ofiarami. Jeszcze przed dzisiejszą ceremonią mieliśmy okazję wysłuchać wielu świadectw o modlitwach i ofiarach, niekiedy wręcz heroicznych, w intencji nowych biskupów. Serdecznie wam za nie dziękujemy. Świadomość wsparcia z waszej strony nie opuszczała nas oczywiście również w trakcie dzisiejszej ceremonii, gdy podczas dziękczynienia mieliśmy dłuższą chwilę na odmówienie różańca i refleksję, później zaś widzieliśmy was modlących się w deszczu za nowych biskupów. A kiedy potem przechodziliśmy przez błonia, widok waszych wyrażających zapał i nadzieję na lepszą przyszłość Kościoła twarzy sprawił, że jeszcze mocniej odczuliśmy ciężar nowej odpowiedzialności. Tak więc dziękujemy wam za wasze modlitwy, za wasze ofiary – i prosimy, żebyście również w przyszłości w nich nie ustawali.
Po drugie, te konsekracje są dowodem witalności Świętej Matki Kościoła. Świętej Matki Kościoła, Oblubienicy Chrystusa, której jako jedynej zostały powierzone środki niezbędne do uświęcania dusz, do przygotowywania ich na wejście do Królestwa Niebieskiego. Posiada ona wszystko, co jest konieczne do zbawienia dusz. A dzisiejsze wydarzenie przypomina nam o tym życiu oraz o jego źródle, którym jest stale obecny w Kościele katolickim Jezus Chrystus. Podziwiając piękne katedry możecie dostrzec artystyczne wyobrażenia życia: motywy winnego krzewu, roślin, płynącej wody – i nie chodzi tu jedynie o elementy natury. Są to symbole życia nadprzyrodzonego, które jest udzielane poprzez Kościół katolicki. Kościół obmywa dusze, oczyszcza je z grzechu, przygotowuje je i wznosi aż do najwyższej świętości, do męczeństwa – aby mogły stać się mieszkańcami nieba.
I musimy w to silnie wierzyć. Dziś oczywiście widzimy wokół nas ruiny. Podczas gdy wierny Tradycji Kościół katolicki przynosi życie, Kościół modernistyczny jest pustynią. Sprowadza śmierć. Zabija wszystko, czego tylko dotknie. Zabija życie nadprzyrodzone. Zatruwa źródła łaski. Wysusza i wyjaławia wszystko, ponieważ stawia człowieka na miejscu Boga, odwracając się tym samym od źródła życia. Tak więc dzisiejsza uroczystość stanowi przypomnienie, że musimy pozostać wierni – wierni temu świętemu depozytowi, który Zbawiciel powierzył swojemu Kościołowi i który jest przekazywany poprzez Tradycję apostolską.
Jeszcze przed tymi konsekracjami słyszałem wielokrotnie od wiernych spoza naszego środowiska, niezwiązanych z Bractwem, a nawet z Tradycją – słowa wyrażające to samo przeświadczenie: „Kościół potrzebuje tych konsekracji”. I było to dla mnie zaskakujące. Pokazuje to jednak, że wierni – nawet nie rozumiejący wszystkich subtelności modernizmu i zagrożenia, jakie on stanowi – dostrzegają, że dzieje się coś złego, że wraz z tą nową religią coś umiera – oraz że to Tradycja przynosi życie, prowadzi do odnowy. Tak, drodzy wierni, potrzebujemy tych konsekracji. Musimy kontynuować dzieło abp. Lefebvre’a, powierzone nam przez Świętą Matkę Kościół. I apeluję do was, żebyście pozostali wierni, żeby wasze rodziny pozostały wierne tym świętym rzeczywistościom – ofierze Mszy św. oraz sakramentom – i żebyście nigdy ich nie porzucili. Jeśli pozostaniecie wierni, ujrzycie piękne owoce w waszych rodzinach, rozkwit waszych parafii i szkół oraz liczne, bardzo liczne powołania ‒ wielu młodych, którzy zechcą poświęcić swoje życie w służbie Matki Kościoła.
W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Ekscelencje, drodzy współbracia, drogie siostry, umiłowani wierni!
Nadszedł wreszcie ten dzień. Jakaż to radość widzieć was tak licznie zgromadzonych, przybyłych z czterech stron świata!
Na wstępie pragnę podziękować za hojność tym wszystkim, którzy przygotowali ten dzień: tym, którzy zadbali o niego od strony materialnej, z poświęceniem; wszystkim współbraciom, którzy przygotowali serca, umysły i rozum na tę chwilę; oraz wam wszystkim, którzy podjęliście trud przybycia tutaj jako pielgrzymi, w dniu, który z pewnością przejdzie do historii.
Jakie jest właściwie znaczenie tego dnia? Dlaczego tu jesteśmy? Jak należy rozumieć te konsekracje?
Te konsekracje są wydarzeniem, które dzieli, wydarzeniem, wobec którego nie sposób pozostać obojętnym. Co to oznacza dla nas?
Przede wszystkim ta uroczystość powinna być manifestacją wiary. To rzecz najwyższej wagi.
Nie wybieramy, w co należy wierzyć, a w co nie; nie możemy zmieniać, reinterpretować, kwestionować – nie wolno nam tego czynić. Mamy po prostu obowiązek zachować wiarę, której Kościół zawsze nauczał; mamy obowiązek ją miłować, żyć nią i ją przekazywać.
Jeśli prawdziwie miłujemy Pana Jezusa, mamy obowiązek dzielić się tymi dobrami, które otrzymujemy przede wszystkim poprzez wiarę. Kto nie ma tego pragnienia przekazywania wiary, ten daje dowód, że sam już nią nie żyje. Im bardziej wiara jest atakowana, im bardziej zanika, tym bardziej ten obowiązek staje się naglący, albowiem bez wiary nie sposób podobać się Bogu, nie sposób dobrze żyć, nie sposób się zbawić. I dziś podejmujemy nadzwyczajne środki, współmierne do tej konieczności.
Niektórzy mogliby w takim razie sądzić, że stoimy przed dylematem – że wybieramy integralną wiarę, ale odłączamy się od Kościoła; że wybieramy między wiarą a Kościołem. Czy zachowując wiarę zrywamy z Kościołem?
Otóż jest to fałszywy dylemat.
Do Kościoła przynależy się najpierw przez wiarę, przez integralne wyznanie wiary Kościoła. Podobnie jak przynależy się do narodu mówiąc tym samym językiem, współdzieląc tę samą tożsamość i tę samą kulturę, podobnie jak przynależy się do rodziny nosząc to samo nazwisko i żyjąc pod tym samym dachem – tak też przynależy się do Kościoła wyznając tę samą wiarę.
Jest to zatem fałszywy dylemat, którego nie sposób uznać za wiążący, ponieważ nie możemy wybierać między wiarą a Kościołem – nikt nie może tego uczynić. Chcemy wiary Kościoła, aby pozostać w Kościele. Chcemy Kościoła przez wiarę i w wierze.
Jest bardzo ważne, żeby to zrozumieć, nawet jeśli ci stojący naprzeciw nas nie chcą tego zrozumieć. To wszystko nie jest jakąś opinią, kwestią wrażliwości czy opcją – to konieczność.
Oskarża się nas o to, że nie miłujemy papieża, że go nie szanujemy. Lecz właśnie dlatego, że miłujemy papieża, szczerze, jako wikariusza Chrystusowego, jako głowę Kościoła, nie chcemy już widzieć papieża poniżonego u boku fałszywych pasterzy, przedstawicieli fałszywych religii. Ileż razy widzieliśmy to w ciągu ostatnich lat?
To dlatego, że miłujemy wikariusza Chrystusowego, nie chcemy już tego poniżenia papieża – poniżenia, które rzutuje na cały Kościół, stawiany na równi z fałszywymi religiami.
Ale przecież wyjaśnialiśmy to już wielokrotnie, wyjaśnialiśmy to niemal we wszystkich językach świata.
Dlaczego więc nie jesteśmy rozumiani? Dlaczego, w gruncie rzeczy, mówimy różnymi językami?
My używamy języka wiary, chcemy wiary w całej jej prostocie – to nie jest skomplikowane. Credo nie jest skomplikowane, wyznanie, które przed chwilą złożyli przyszli biskupi, nie jest skomplikowane – każdy może je zrozumieć.
Mówimy językiem wiary, językiem Tradycji. A z przeciwka słyszymy język, który sytuuje się na innym poziomie, który mówi o innych rzeczach. To język inkluzji, słuchania, dialogu, towarzyszenia.
My chcemy wiary. A potem, w wierze, towarzyszymy ludziom. W wierze słuchamy ludzi, żeby doprowadzić ich do wiary i żeby ich nawrócić.
Aby ich nawracać, trzeba przestać mówić dla samego mówienia; samo towarzyszenie nie wystarczy. Nie tego potrzebują ludzie. Ludzie potrzebują Pana naszego, Jezusa Chrystusa, a do Pana Jezusa, jak wiemy, dochodzi się przez wiarę, i to przez integralną wiarę katolicką, która jest jedyna.
Oto dlaczego tak trudno jest nam się wzajemnie zrozumieć. Niestety, mówimy różnymi językami, i to językami, które z czasem niestety coraz bardziej oddalają się od siebie.
Przeżywamy te konsekracje także w nadziei.
Nie przeżywamy ich w duchu polemik ani w napięciu, ani z goryczą, ani w poczuciu urazy. Przeżywamy te konsekracje z radością i nadzieją.
Dlaczego?
W 1988 r. ci, którzy potępiali Bractwo, przewidywali jego rozpad. Ale Opatrzność miała inny zamysł. Dlaczego Opatrzność miała inny zamysł? Pokazuje to wasza dzisiejsza obecność. Bóg nas nie opuścił i Bóg nas nie opuści. Wszystkie te lata to pokazały, i te konsekracje również to pokazują.
Lecz dlaczego Bóg nie może nas opuścić?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Bóg ma tylko jedną myśl, tylko jedno pragnienie, tylko jedną wolę: zbawienie dusz. Jeśli jest ktoś, kto dosłownie stosuje zasadę, że najwyższym prawem jest zbawienie dusz, to tym kimś jest sam Pan Bóg. To Jego prawo i On zawsze stosuje je dosłownie.
Właśnie dlatego, wbrew wszelkim ludzkim wyobrażeniom i oczekiwaniom, dla zbawienia dusz posłał swojego Syna. Zażądał od swojego Syna, żeby się wcielił i żeby umarł na krzyżu.
Dlaczego?
Ponieważ najwyższym prawem, prawem Bożym, jest zbawienie dusz. Dlatego Bóg nas nie opuścił i nas nie opuści; zawsze udzieli nam środków współmiernych do naszych potrzeb.
Chociaż dzieło odkupienia może napotykać przeszkody ze strony ludzi, nigdy nie napotka przeszkód ze strony Boga. Lecz im bardziej cierpimy, im bardziej walczymy, im bardziej staramy się być Mu wierni, tym bardziej On jest z nami i nam to okazuje.
Czasem się chwiejemy, możemy mieć wątpliwości, doświadczamy zniechęcenia. Lecz wszystkie obietnice Pana Jezusa są nieomylne, a On zawsze ich dotrzymuje. I dziś daje nam tego dowód.
Jeśli będziemy nadal szukać woli Bożej, dobra dusz, bez względu na cenę, nigdy niczego nam nie zabraknie.
Lecz przede wszystkim te konsekracje muszą być zrozumiane i przeżywane w duchu miłości: miłości do dusz, a zwłaszcza miłości do Kościoła. Im bardziej dusze są zdezorientowane, zagubione, tym bardziej musimy ich szukać, tym bardziej musimy je wspierać.
Im bardziej Kościół jest znieważany, im bardziej blask jego boskości jest przyćmiony, tym bardziej musimy go miłować, musimy mu służyć i musimy być gotowi zapłacić każdą cenę, żeby służyć Kościołowi.
Najcięższą z ofiar, jakich Bóg może od nas zażądać, jest abyśmy byli uważani za buntowników, podczas gdy my pragniemy służyć Kościołowi i miłować go jak matkę. Jakiejż to ofiary Bóg od nas żąda: żebyśmy byli uważani za buntowników, traktowani jak buntownicy!
Chcemy służyć Kościołowi jak matce. Matce w trudnościach, przytłoczonej, cierpiącej; matce niekiedy także zdradzanej; matce, która potrzebuje i zasługuje na to, byśmy jej pomogli, byśmy uczynili coś w imię tego wszystkiego, co ona nam dała.
Wszystko, cośmy otrzymali, otrzymaliśmy przez Kościół i w Kościele. Wiara, której chcemy dziś dawać świadectwo i którą chcemy żyć, przychodzi do nas z Kościoła.
To w imię tego, cośmy od niego otrzymali, i to w imię tego, czym on jest – Oblubienicą Chrystusa, Jego Mistycznym Ciałem – w imię tego winniśmy uczynić wszystko, co możliwe, jak najwięcej, żeby mu pomóc i go wspierać.
Czy moglibyśmy pozostać obojętni, nic nie czyniąc? Powiedzieć: „To nie nasz problem”? Nie o to nas się prosi. Czy Bractwo może pozostać obojętne? Nie! Byłoby to zdradą Kościoła, byłoby to wbrew miłości – nie możemy tego uczynić.
Pojawią się pytania, a dzisiejsza uroczystość, uroczystość Najdroższej Krwi, opatrznościowo wyraża i doskonale streszcza znaczenie tych konsekracji. Ta uroczystość pozwala nam wszystko sprowadzić do jednego punktu: do Krwi Pana Jezusa, do Najdroższej Krwi naszego Pana, Jezusa Chrystusa.
Kto nie zna Najdroższej Krwi Pana Jezusa, kto jej nie miłuje, kto jej nie uwielbia, ten nie zna Pana Jezusa, ten nie zna odkupienia. A kto nie zna Pana Jezusa, ten nie wie nic i niczego nie rozumie.
Najdroższa Krew jest jedynym lekarstwem, pierwszym i ostatnim, na wszelkie zło, które spotyka ludzkość.
Dlaczego?
Ponieważ wszelkie zło pochodzi z grzechu, a lekarstwem na grzech jest Najdroższa Krew Pana Jezusa.
Wszelkie zło pochodzi z grzechu, i to z jednego grzechu w szczególności, na który chciałbym zwrócić waszą uwagę. Ten grzech pozostaje niezmienny od początku ludzkości aż do dziś: jest nim wywyższanie człowieka. Czuje się przesyt, dosłownie uczucie przesytu tym wywyższaniem człowieka, które spotykamy na każdym kroku.
Człowiek jako ktoś wspaniały, człowiek doskonały, człowiek zachwycający, który ma nieskończoną godność… Otóż to wszystko w rzeczywistości prowadzi do pychy. A na dłuższą metę prowadzi do wzgardy Boga i do apostazji, do cichej apostazji. Stąd właśnie to wszystko się bierze.
I im bardziej wywyższa się człowieka w sposób szalony, fanatyczny, tym bardziej ostatecznie oddala się go od Boga, oddala się go od jego doskonałości i od jego prawdziwego dobra – to katastrofa. Człowiek pełen praw, pełen siebie, niezdolny zwrócić się ku Bogu, niezdolny uznać, że jest zraniony grzechem i że potrzebuje odkupienia. A przecież on potrzebuje Pana Jezusa, potrzebuje Jego Najdroższej Krwi.
Oto wielkie zło dzisiejszych czasów, jak i zło całej historii: zło, które zawiera wszystkie inne. Ta zaraza jest plagą, obsesyjną ideą, która przenika – trzeba to przyznać – przenika nawet w głąb Kościoła. Zaraza ta oślepia, paraliżuje dusze. To nie ona prowadzi dusze do Boga.
Otóż przez te konsekracje chcemy czegoś dokonać: chcemy nadal głosić Najdroższą Krew Pana Jezusa i chcemy nadal, w pewien sposób, rozlewać ją na dusze.
To w tej Krwi Pan Jezus ustanawia swój Kościół, nowe i wieczne przymierze – jest ono tylko jedno. Kto sądzi, że są dwa albo trzy, ten w istocie nie wierzy już w nieskończoną i jedyną wartość Krwi Pana Jezusa.
Mówiąc o wartości Najdroższej Krwi Pana Jezusa nie możemy zapomnieć, skąd ona pochodzi. Została ona uformowana, wytworzona, dostarczona z najczystszej krwi Matki Bożej – to Ona w pełni przekazała Słowu Jego człowieczeństwo; to w Jej krwi najczystszej, niepokalanej, tworzy się, w chwili wcielenia, krew Pana Jezusa; to Ona ofiarowuje ją wraz z Panem Jezusa na nasz wykup.
To Ona ją ofiarowuje, to Ona pierwsza widzi, jak wypływa z ran Pana Jezusa, widzi, jak spływa po Krzyżu, to Ona ją zbiera u stóp Krzyża, to Ona strzeże jej dziś na ołtarzu, to Ona podczas Mszy świętej rozlewa łaski na dusze, to Ona w pełni pojmuje jej wartość, zawsze u boku Pana Jezusa.
Cóż za tajemnica! Cóż za tajemnica, to zjednoczenie Matki Bożej z Jej boskim Synem, zawsze u Jego boku!
Widzicie, jak cała nasza wiara, nasza religia, nasza miłość obracają się wokół Krwi Pana Jezusa, albowiem wszystko obraca się wokół Krzyża.
Oto, drodzy współbracia, którzy za chwilę zostaniecie przyodziani w pełnię kapłaństwa, w pełnię kapłaństwa Pana Jezusa, oto, w kilku słowach, czego będziecie musieli bronić, co winniście głosić.
Cóż to za zaszczyt i cóż za odpowiedzialność!
Głosić odkupienie słowem i szerzyć je przez sakramenty, głosić mądrość Krzyża: zgorszenie dla żydów i głupstwo dla pogan. Głupstwo, zwłaszcza dzisiaj, dla odstępczego świata, który nie potrafi pojąć, który nie chce pojąć.
Ta mądrość Krzyża jest jedynym antidotum na humanizm, który prowadzi do obojętności, do apostazji. I ten humanizm winniście zawsze mieć na uwadze.
Jakiej rady można wam udzielić?
To sprawa tak delikatna, tak poważna, tak wielka – wasza misja; to, co macie czynić – że wolę oddać głos samemu Panu Jezusowi, przytaczając Ewangelię.
Jakiej rady udziela wam dziś Pan Jezus? Jakiej rady udzielał Pan Jezus apostołom, kiedy posyłał ich głosić słowo Boże?
„Oto ja was posyłam jak owce między wilki.”
Owieczka, czyli baranek: przepiękny obraz Pana Jezusa, przepiękny obraz biskupa.
Oznacza to, że musicie wpierw głosić słowo Boże poprzez niewinność waszego życia – to niewinność, czystość waszego życia, waszych obyczajów, nada powagę moralną wszystkiemu, co będziecie głosić.
Być barankiem oznacza także, i przede wszystkim, doskonałą uległość, doskonałe poddanie się woli Bożej. Tak jak Pan Jezus jest nieustannie poddany woli swego Ojca, tak i wy, od dziś w jeszcze wyższym stopniu, musicie zawsze szukać Jego woli.
Lecz nie zapominajcie o jednym: Pan Jezus, który jest Barankiem Bożym, jest także Lwem z pokolenia Judy.
Jak można być zarazem barankiem i lwem?
Otóż Pan Jezus, tak jak jest uległy woli Ojca, to nigdy nie ugina się przed duchem świata. Doskonale służąc Ojcu, siłą rzeczy zderza się z duchem świata, z duchem księcia tego świata.
I podobnie biskup: jeśli jest uległy woli Bożej, to nieustannie domaga się przed światem praw Pana Jezusa, a nie praw człowieka.
Lew nigdy nie ucieka, lew się nie cofa, a nade wszystko lew się nie ugina. Nigdy nie ulegajcie temu światowemu duchowi, nie ustępujcie mu, nie cofajcie się – konsekracja da wam nieodpartą siłę.
Od dziś ludzie, na całym świecie, będą was obserwować, będą was słuchać. Oby za trzydzieści, czterdzieści lat mogli powiedzieć: „Nie ugięli się. Nie zgięli kolan przed tym światowym duchem. Zgięli kolana jedynie przed Panem Jezusem, naszym Królem.”
Oto najpiękniejsza rzecz, jaką będzie można o was powiedzieć po waszej śmierci, najpiękniejsze wspomnienie, jakie możecie po sobie pozostawić.
Pan Jezus udziela wam jeszcze innej rady: „Bądźcie prości jak gołębice i roztropni jak węże.”
Dlaczego trzeba być jak wąż? Dlaczego biskup musi być jak wąż?
Chodzi o to, żeby rozeznawać, uchwycić, dostrzec podstęp, dwuznaczność, przebiegłość, które istnieją w świecie i wśród nieprzyjaciół Krzyża. Wasi najgorsi wrogowie nie zaatakują wprost, lecz spróbują skłonić was do stopniowego przyjęcia postawy nieco bardziej „na czasie” wobec wiary, chrześcijańskiego życia, relacji ze światem. Trzeba to sobie uświadomić.
Gdy poczujecie to niebezpieczeństwo, nabierzcie dystansu, módlcie się, obserwujcie, zasięgnijcie rady, oceńcie, pozostańcie w bezruchu zanim zareagujecie, jak wąż. Gdy już będziecie reagować, gdy Duch Święty da wam światło potrzebne do działania, działajcie i nie róbcie kroku wstecz.
Oto, co znaczy być jak wąż: dostrzegać podstęp, dwuznaczność, przebiegłość, które istnieją w świecie, a mówić i głosić niczym gołębice: prosto, bez dwulicowości i bez lęku, bez dwuznaczności, bez niejasności. Dwulicowość, którą musicie rozpoznawać u innych, nigdy nie może być waszą.
I cóż jeszcze mówi Chrystus? Co mówi Pan Jezus?
„Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Nie lękajcie się tego wszystkiego, nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome.”
Nie lękajcie się tego wszystkiego, mówi nam Pan Jezus. Zostawcie działanie mnie, zostawcie sądzenie mnie, Ja sam wkroczę, kiedy zajdzie potrzeba.
Troszczy się tylko o jedno. O co?
„Każdego więc, kto się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.”
Każdego, kto uzna moje prawa, moje Bóstwo, mój Kościół, moją wiarę.
„Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.”
Oto słowa Pana Jezusa, które kieruje On do was w sposób szczególny.
Za chwilę, gdy biskup konsekrujący wręczy wam pastorał, Pan Jezus wręczy wam miecz: swój miecz, miecz Ewangelii, miecz wiary. Tylko przez wiarę, i jedynie przez wiarę, można zwyciężyć świat, a świat już jest zwyciężony przez wiarę.
Ten miecz należy od dzisiaj do was w sposób szczególny, a Bóg da wam szczególną siłę, byście nim władali, byście go używali w porę i nie w porę.
„Będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy.”
Nie można być zrozumianym przez wszystkich, nie z każdym można się zgodzić.
Czy jest to tragiczne? Czy jest to coś niepojętego? Nie. To prawo Ewangelii, to prawo Krzyża.
Oto rady, jakich Pan Jezus udziela wam dziś poprzez Ewangelię.
Zanim zakończymy, nie możemy pominąć okazji, żeby polecić was tysiącom świętych biskupów, którzy poprzedzili was w historii Kościoła.
Przywołamy dwóch z nich: pierwszy należy do starożytności chrześcijańskiej, drugi jest nam znacznie bliższy.
Pierwszy to święty Cyryl, święty Cyryl Aleksandryjski.
Liturgia mówi o nim najpiękniejszą rzecz, jaką można powiedzieć o biskupie: zelus fidei sollicitus – pełen gorliwości o wiarę. Troszczył się tylko o jedno: o czystość wiary. Cóż za piękna zasada życia dla biskupa! I przeszedł do historii jako wielki obrońca Bożego macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny, znienawidzony przez heretyków.
Liturgia dodaje: propter fidem multa perpessus est. I z tego powodu, z powodu swojej troski o wiarę, wiele wycierpiał. Przygotujcie się na to: nie można bronić integralności wiary bez cierpienia.
Był oskarżany o wszelkie zbrodnie, nawet po śmierci; nie wstydził się Pana Jezusa, nie wstydził się Matki Bożej.
Inny biskup, który jest waszym wzorem, bliższy nam, jeszcze niekanonizowany: arcybiskup Marceli Lefebvre, z pewnością on.
O nim także można powiedzieć: zelus fidei sollicitus i multa perpessus. Troszczył się tylko o jedno: o wiarę, i z tego powodu wiele wycierpiał.
Dobrze pojął, jak ta wiara streszcza się we Mszy świętej, w obronie Mszy świętej, w obronie Najdroższej Krwi Pana Jezusa. Cóż za mądrość!
W jaki sposób zdołał, tyle lat temu, określić przyczyny kryzysu z taką jasnością, z taką przenikliwością, z taką siłą?
To mądrość Krzyża; krzyż, który niósł, był źródłem jego mądrości. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, jego duch jest pośród nas, dodaje nam otuchy, modli się za nas, modli się w szczególności za was, wskazuje nam drogę, którą winniśmy zmierzać, prowadzeni tą mądrością Krzyża.
„Uczeń nie przewyższa nauczyciela; wystarczy uczniowi, jeśli będzie traktowany jak jego nauczyciel.”
To także są słowa Pana Jezusa. Otóż trzydzieści osiem lat temu potępiono świętego.
Czy winniśmy spodziewać się czegoś innego? Czy powinniśmy się bać? Czy powinniśmy odczuwać niepokój?
Sprawa jest tak ważna, że jeszcze raz oddaję tu głos samemu Panu Jezusowi – to On wam odpowiada: „Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was” – z powodu mego królowania, z powodu przysługujących mi praw, z powodu mego prawa, z powodu mej wiary, z powodu mych przykazań.
„Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.”
W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Autor: AlterCabrio, 4 lipca 2026
Dla jego zwolenników nie są istotne wielokrotne i konsekwentne herezje, głoszone przez synodalnych hierarchów, nie są istotne gorszące akty obrazy Najświętszego Sakramentu i zaparcia się wiary w Chrystusa, nie jest istotne zaprzeczenie odwiecznemu Magisterium Kościoła, nie jest istotna herezja papolatrii, uprawiana przez Watykan i synodalistów. Dla nich istotne jest tylko to, aby być posłusznym człowiekowi, formalnie przez nich uznawanemu za pełniącego urząd, niezależnie od tego, co ten człowiek robi.
◊

Obraz tytułowy: Ariusz Heretyk, bohater Kościoła synodalnego LINK
Przeciętny wierny Kościoła katolickiego, również w Polsce zapewne nie zdaje sobie sprawy z wagi tego, co wydarzyło się 2 lipca 2026 r.
W tym dniu Victor Manuel kardynał Fernandez, prefekt Dykasterii Nauki Wiary, prawa ręka drugiego już papieża synodalnego Leona XIV podpisał dekret i notę wyjaśniającą, dotyczącą czterech konsekracji biskupich, dokonanych 1 lipca 2026 r. w Econ, w strukturach Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Dokument określa to wydarzenie jako czyn o charakterze schizmatyckim, a jego uczestników jako obłożonych ekskomuniką latae sententiae, czyli mocą samego prawa kanonicznego. Watykan poszedł daleko w swoich sankcjach, stwierdził bowiem stan ekskomuniki u wszystkich biskupów i kapłanów Bractwa, a także wszystkich wiernych, związanych formalnie z Bractwem.
Co do tego ostatniego punktu, jego zakres z pewnością dopiero będzie interpretowany, i może tu być zastosowana wykładnia zawężająca ekskomunikę tylko do świeckich, funkcjonujących formalnie w Bractwie, np. tercjarzy, lub rozszerzająca na wszystkich słuchających mszy w kaplicach Bractwa. Sądzę, że zostanie tu zastosowana formuła stalinowska – po rewolucji walka klas się zaostrza, widać bowiem, że synodaliści z Watykanu zdecydowali się na frontalny konflikt, dążąc do rozbicia Bractwa i pozbawienia go wiernych.
Czytaj też:
reformacja-papieza-franciszka-cz-i-z-ii/
reformacja-papieza-franciszka-cz-ii-z-ii/
Czy tak się stanie, należy wątpić, sądzę, że będzie odwrotnie, że Watykan będzie teraz postrzegany jak Gwiazda Śmierci synodalnego Imperium, i coraz więcej wiernych przyciągać będzie romantyczna aura bojowników za wiarę, prześladowanych przez coraz bardziej skostniały reżim. Jak jednak jest w istocie – tu będą dwa sprzeczne stanowiska, zwolennicy Watykanu będą twierdzić, że Bractwo znalazło się poza Kościołem, a zwolennicy Bractwa, że nie ma schizmy ani stanu ekskomuniki, a Watykan się myli, powołując się na analogiczny stan, który zaistniał w 1988 r.
Jak jednak jest naprawdę, to zostanie w przyszłości rozstrzygnięte autorytatywnie, na dziś jednak wymaga od wiernych chociaż minimum własnego rozumu i wolnej woli. Jeśliby uznać argumentację Watykanu, że Bractwo złamało obowiązek posłuszeństwa wobec papieża i prawo kanoniczne, co spowodowało automatyczną schizmę i ekskomunikę, to należałoby zacząć traktować Bractwo jako kolejną grupę odłączoną od Kościoła, podobnie, jak prawosławnych. Ale to właśnie te wszystkie grupy odłączone: heretyckie i schizmatyckie są przez Watykan radośnie witane w Kościele, podobnie, jak obce religie, z islamem włącznie i z talmudycznym judaizmem na czele.
Synodalni hierarchowie odprawiają serdeczne spotkania, na przykład niedawna wizyta kobiety, podającej się za arcybiskupa Canterbury, głowę Kościoła anglikańskiego, gdzie była wspólna modlitwa i błogosławieństwo tej pani, przyjęte przez papieża. Do kościołów spraszani są pastorzy zielonoświątkowi i wszyscy inni na wspólne ceremonie uwielbienia i wylania ducha, popierają to biskupi i uczestniczą księża. Urządzane są dni islamu i dni judaizmu, cóż więc stoi na przeszkodzie, aby dołożyć jeszcze dni katolicyzmu, i potraktować Bractwo choćby tak serdecznie, jak Żydów lub panią niby-biskupkę? Albo ogłosić taką samą inkluzję dla Bractwa, jak dla sodomitów i ludzi w grzechach, z którymi Kościół synodalny jest w komunii?
W przypadku tych wszystkich grup, z którymi synodalny Watykan i jego akolici chcą być w połączeniu jest różnica istotowa w stosunku do Bractwa. Bractwo uznaje zwierzchność Papieża jako wikariusza Chrystusa, uznając także jego jurysdykcję we wszystkich kwestiach, które nie są sprzeczne z Objawieniem. Natomiast wszystkim innym Objawienie pozostaje nieznane, obojętne lub wrogie, ale oni nie wchodzą w komunię z Papieżem i Kościołem katolickim, lecz w sitwę z kolejnym przywódcą religijnym, nazywającym się papieżem, reprezentującym Kościół synodalny. Tenże Kościół ma już swoje własne objawienie i własne magisterium, zaczynające się od Soboru Watykańskiego II. Większość obecnych tam ojców soborowych nie zdawała sobie sprawy z wagi momentu historycznego, było to bowiem wrogie żydomasońskie przejęcie władzy w Kościele katolickim i inauguracja nowego procesu, który od samego początku miał zamienić Kościół katolicki w Kościół synodalny, czyli przywrócić żydowską Synagogę, czyli ustanowić antykościół Lucyfera. Waga tamtego momentu ukazuje się nam dopiero dziś, po pontyfikacie Franciszka, Synodzie o synodalności, deklaracji Fiducia Supplicans i wielu innych dokumentach i aktach faktycznych. Dzięki zaś deklaracji Dykasterii Nauki Wiary, wydanej dnia 2 lipca 2026 r. Kościół synodalny dokonał ważnego aktu oddzielenia się od Kościoła katolickiego.
Aktów faktycznych, które wyraźnie wskazywały, że Watykan nie jest już katolicki było multum, szczególnie za papieża Franciszka. Jego pontyfikat historia Kościoła zapewne zapamięta jako czas Wielkiej Tranzycji. Natomiast Leon XIV, niedługo po pierwszej rocznicy swojego pontyfikatu dokonał formalnie tego, czego wcześniej można było się tylko domyślać – ekskomunikował Watykan, a właściwie poprzez dokument kardynała Fernadeza stwierdził ekskomunikę Kościoła synodalnego. Akt ten wydany został błyskawicznie i jest bardzo zdecydowany, co znaczy, że był już gotowy wcześniej i Watykan nie miał żadnych wątpliwości, co musi uczynić.
Należy być wdzięcznym kardynałowi Fernandezowi i papieżowi Leonowi za tak jawne postawienie sprawy, tak samo, jak powinniśmy być wdzięczni kardynałowi Rysiowi za jego list Komisji Episkopatu Polski o Żydach. Wszystko bowiem staje się jasne: Kościół synodalny nie jest Kościołem katolickim, lecz Synagogą szatana, w której miejsce jest dla wszystkich bez szczególnych zasług, jak w piekle, wystarczy tylko posłuszeństwo wobec władzy doczesnej, którą reprezentuje obecny Watykan. Dla jego zwolenników nie są istotne wielokrotne i konsekwentne herezje, głoszone przez synodalnych hierarchów, nie są istotne gorszące akty obrazy Najświętszego Sakramentu i zaparcia się wiary w Chrystusa, nie jest istotne zaprzeczenie odwiecznemu Magisterium Kościoła, nie jest istotna herezja papolatrii, uprawiana przez Watykan i synodalistów.
Dla nich istotne jest tylko to, aby być posłusznym człowiekowi, formalnie przez nich uznawanemu za pełniącego urząd, niezależnie od tego, co ten człowiek robi. Oto mamy nową herezję, równoznaczną z apostazją: serwilizm, łączący w sobie modernizm jako ściek wszelkich herezji, papolatrię jako ślepe posłuszeństwo doczesnej władzy papieża i zaparcie się Chrystusa na rzecz nowej wiary, ciągle aktualizowanej i podawanej do wierzenia przez Watykan.
Przyszło nam żyć w ciekawych czasach, i ja bardzo to sobie chwalę, mamy bowiem wyjaśnionych wiele wątpliwości, więc jeśli ktoś używa rozumu i ma wolę niespętaną herezją serwilizmu, ten wie, co powinien robić. Przy synodalnym stole ofiarnym, na którym będzie składana nowa ofiara dla szatana będzie miejsce dla wszystkich religii i denominacji i dla wszystkich ludzi, niezależnie od stanu ich sumień i sytuacji moralnej. Oto wymarzona religia masonów, religia ludzkości, łącząca wszystkich bez różnicy wyznań. Oto wymarzona wiara Żydów dla gojów, religia siedmiu praw noachitów. Do stołu ofiarnego tej religii zostają zaproszeni wszyscy, ze świętokradczym użyciem imienia Jezusa. Nie będzie tam miejsca tylko dla jednej wiary, jednego Kościoła i jednej grupy ludzi: wiary w prawdziwego Jezusa Chrystusa, Kościoła katolickiego i katolików.
Problemu nie mają wierni Bractwa, ale wszyscy pozostali, czy przyłączyć się do żydo-masońskiej Synagogi, która prowadzi do szatana, czy do prawdziwego Kościoła Chrystusa. Katolicy zaś mogą spodziewać się zastraszania i obelg, a nawet prób prawnych zakazów działalności Bractwa, które Kościół synodalny będzie próbował wymusić na władzach świeckich. Katolicy powinni już teraz mentalnie przygotować się do stawienia oporu wobec prześladowań, bo Kościół synodalny nie odpuści, zbyt ważna to sprawa dla Watykanu, który zrobi wiele, aby Bractwa nie było w ogóle. Wierni katolicy już teraz powinni planować nie tylko pokorną modlitwę w intencji nawrócenia papieża i biskupów na prawdziwą wiarę, ale zorganizowany ruch krucjatowy, który przywróci łączność Watykanu z Kościołem Chrystusa. Teraz Bractwo ma misję, wyrwać jak najwięcej dusz z objęć Synagogi aby przywrócić je do Eklezji.
Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:
Księga I: Historia debilizacji: LINK
Księga II: Rewolucja bachantek: LINK
______________
Synagoga ekskomunikuje Kościół, Bartosz Kopczyński 4 lipca 2026

„A któryż z was ojca prosi o chleb, zali mu da kamień? Abo o rybę, izali miasto ryby poda mu węża? Abo jeśliby prosił o jaje, izali mu poda niedźwiadka? Jeśliż tedy wy, będąc złymi, umiecie dawać dobre datki dzieciom waszym, jakoż daleko więcej Ojciec wasz z nieba da ducha dobrego tym, którzy go proszą” (Łk 11, 11–13).
Ojcze Święty!
Zawiadomienie o decyzji podjętej przez Stolicę Apostolską wobec Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, podpisane przez Jego Eminencję kard. Fernándeza, dotarło do nas i stało się już publicznie znane.
Wydaje się nam, że ta decyzja po raz kolejny rzuca światło na niezwykle tragiczny kontekst, w jakim znajduje się Kościół powszechny. To, co Bractwo św. Piusa X czyniło i nadal czynić będzie, nie jest niczym innym jak rozwiązaniem w ostateczności dla ratowania dusz pośród doktrynalnego i moralnego zamętu, w jakim pogrążony jest Kościół. W żadnym wypadku nie pretendujemy do zastępowania Kościoła i nie mamy innej ambicji, jak tylko pozostać Mu wiernymi.
W sumieniu nie uznaliśmy, że możemy uchylać się od moralnego obowiązku jaki mamy wobec dusz, jak już wyjaśnialiśmy Waszej Świątobliwości zarówno prywatnie, jak i publicznie.
Prosiliśmy o chleb – to znaczy o odrobinę zrozumienia dla szczerego przypadku sumienia, o ojcowski gest nie tyle wobec Bractwa św. Piusa X, ile wobec dusz – obiecując uczynić z nich prawdziwych synów Kościoła rzymskiego. Niestety, otrzymaliśmy kamień.
Prosiliśmy o rybę – to znaczy o możliwość czasowego uzyskania środków koniecznych do dalszego formowania dobrych kapłanów, aby mogli oni kontynuować swą misję przybliżania duszom Pana Jezusa. Niestety, otrzymaliśmy węża.
Prosiliśmy o jajko, obiecując zwrócić je, gdy tylko będzie to możliwe. Święta Tradycja, którą zachowujemy w duszach, należy bowiem do Kościoła, naszej Matki – a nie do Bractwa św. Piusa X – i jesteśmy pewni, że pewnego dnia jakiś papież zechce się nią posłużyć dla dobra Kościoła powszechnego. Niestety, otrzymaliśmy skorpiona.
Prosiliśmy, żeby nas nauczano i utwierdzano w wierze wszech czasów. Zamiast tego po raz drugi zostaliśmy ogłoszeni schizmatykami.
Mimo sankcji, które w nas uderzają, Bractwo św. Piusa X szczerze odnawia obietnicę, którą już wcześniej złożyło Waszej Świątobliwości. Proszę pozwolić, że przytoczę tu swobodnie to, co już wcześniej wyraziłem:
„Bractwo obiecuje Waszej Świątobliwości […] poświęcić wszystkie swe siły, żeby strzec Tradycji i oddawać ją na służbę Kościoła. Czyniąc to, Bractwo św. Piusa X nie poprzestaje na zachowaniu starych zwyczajów; sprzyja powołaniom kapłańskim i zakonnym, rodzinom wielodzietnym i głęboko chrześcijańskim, i te powołania i rodziny zachowuje; jednym słowem – wszystko to, co objawia żywotność Kościoła, łaski i wiary katolickiej. Naszym zamiarem nie jest ofiarowanie Kościołowi muzeum dawnych rzeczy, lecz integralnej Tradycji – płodnej, będącej źródłem życia duchowego, wcielonej i przeżywanej w duszach.
[…] Jestem pewien, że pewnego dnia Wasza Świątobliwość lub jeden z Jej następców będziecie mógł i zechce skorzystać z tej posługi, której sprawowanie w Kościele i dla Kościoła stanowi jedyny powód naszego istnienia”. (list osobisty, skierowany do Jego Świątobliwości z 21 listopada 2025 r.)
Przede wszystkim jednak Bractwo św. Piusa X obiecuje dziś Waszej Świątobliwości, że nie przyjmie tych nowych sankcji – obiektywnie niesprawiedliwych i nieważnych – w zgorzkniałości ani buncie.
Ostatnie potępienia, podobnie jak te z przeszłości, dotykają nas w tym, co mamy najdroższego: w naszym przywiązaniu do naszej Matki, Kościoła rzymskiego. Jednakże nawet w tej próbie wszystko powinno przyczyniać się do dobra dusz i samego Kościoła. Dlatego potępienia te pobudzają nas do jeszcze większej miłości do Kościoła świętego i do niesienia mu pomocy ze wszystkich naszych sił, bardziej niż kiedykolwiek. Z tego samego powodu Bractwo św. Piusa X ochoczo ofiaruje cierpienie spowodowane nowymi sankcjami za dobro Kościoła powszechnego i Waszej Świątobliwości.
Jesteśmy pewni, że pewnego dnia Wasza Świątobliwość lub jeden z Jej następców zechce uczynić swoim program świętego Piusa X: „Wszystko odnowić w Chrystusie” – Instaurare omnia in Christo. W tym dniu Ojciec Święty odkryje w Bractwie św. Piusa X nie zbiorowisko węży i skorpionów, lecz małą armię lojalnych synów, gotowych na wszystko, by wesprzeć Papieża w dziele odnowy wszystkich rzeczy w Chrystusie Panu oraz żeby wobec całej ludzkości upominać się o niezbywalne prawa Chrystusa Króla nad wszystkimi duszami i nad wszystkimi narodami.
W tym dniu Ojciec Święty odkryje z wielką radością i głęboką pociechą autentycznie katolickie dusze, których więź z Kościołem nigdy nie opierała się na ruchomych piaskach dwuznacznego dialogu, lecz na skale Piotrowej wiary.
Prosimy Najświętszą Dziewicę Maryję, by przyśpieszyła nadejście tego dnia, a przede wszystkim życzymy Waszej Świątobliwości, żeby jak najszybciej zaznał tej radości i pociechy.
W oczekiwaniu na to, proszę, jeśli Wasza Świątobliwość może, mimo swojej niedawnej decyzji, pobłogosławić nas jako swoich synów. Dla nas nic się nie zmieniło i nigdy się nie zmieni.
Z ufnością w opatrzność Bożą, której nic nie umyka i która czyta aż do głębi serca każdego człowieka, zapewniam Waszą Świątobliwość o moim synowskim oddaniu w Panu.
ks. Dawid Pagliarani FSSPX, przełożony generalny
Écône, dn. 3 lipca 2026 r.
1 lipca 2026 fsspx/econe-2026-fr-pagliaranis-sermon-episcopal-consecrations

Kazanie przez Fr. Davide Pagliarani, Przełożony Generalny Bractwa Świętego Piusa X, wygłosił z okazji konsekracji biskupich, które odbyły się w Écône w dniu 1 lipca 2026 r.
W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Wasze Ekscelencje, drodzy współbracia, drogie siostry, bardzo drodzy wierni,
W końcu nadszedł ten dzień. Jaką radość jest widzieć tak wielu z was, którzy przybyli z czterech zakątków świata!
Przede wszystkim pragnę podziękować za hojność wszystkich tych, którzy przygotowali ten dzień; wszystkim, którzy przygotowali go materialnie z nabożeństwem; wszystkim współbraciom, którzy przygotowali serca, umysły i intelekty na ten dzień; i wszystkim, którzy dołożyli starań, aby przybyć tu jako pielgrzymi, w tym dniu, który z pewnością jest historyczny.
Jakie jest znaczenie tego dnia, właśnie? Dlaczego tu jesteśmy? Jak mamy zrozumieć te konsekracje?
Te konsekracje są wydarzeniem dzielącym, przed którym nie można pozostać obojętnym. Co to oznacza dla nas?
Po pierwsze, ta ceremonia musi być przejawem wiary. To bardzo ważne.
Nie wybieramy tego, w co musimy wierzyć lub w co nie wierzymy; nie możemy modyfikować, reinterpretować ani ponownie tego rozważać; nie możemy tego zrobić. Mówiąc najprościej, mamy obowiązek zachować wiarę, której Kościół zawsze nauczał; musimy ją kochać, musimy żyć według niej i musimy ją przekazywać.
Jeśli naprawdę kochamy naszego Pana, mamy obowiązek dzielić się tymi dobrami, które przychodzą do nas przede wszystkim przez wiarę. Kto bowiem nie ma tego pragnienia przekazywania Wiary, jest znakiem, że on sam już nie żyje przez Wiarę. Im bardziej wiara jest atakowana, tym bardziej znika, tym bardziej ten obowiązek staje się pilny, ponieważ bez Wiary nie można podobać się Bogu, nie można żyć dobrze, nie można być zbawionym. A dziś podejmujemy wyjątkowe środki, proporcjonalne do tej konieczności.
Niektórzy mogą uznać, że mamy do czynienia z dylematem. Wybieramy integralną wiarę, ale oddzielamy się od Kościoła. Bylibyśmy w trakcie wyboru między wiarą a Kościołem. Aby zachować wiarę, czy zrywamy z Kościołem?
To jest fałszywy dylemat.
Należymy przede wszystkim do Kościoła przez Wiarę, przez integralne wyznanie Wiary, przez integralne wyznanie Wiary Kościoła. Tak jak należymy do narodu, ponieważ mówimy tym samym językiem, ponieważ mamy tę samą tożsamość i tę samą kulturę; tak jak należymy do rodziny, ponieważ nosimy to samo imię, ponieważ żyjemy w tym samym domu; podobnie, należymy do Kościoła, ponieważ wyznajemy tę samą wiarę.
Jest to zatem fałszywy dylemat, do którego nie możemy wejść, ponieważ nie możemy wybierać między wiarą a Kościołem; nikt nie może wybrać. Chcemy, aby wiara Kościoła pozostała w Kościele. Chcemy Kościoła przez wiarę, wiarę.
Bardzo ważne jest, aby to zrozumieć, nawet jeśli ci, którzy są z nami twarzą, nie chcą tego zrozumieć. Wszystko to nie jest kwestią opinii, nie jest to kwestia osobistej wrażliwości, ani opcji: jest to konieczność.
Zarzuca się nam, że nie kochamy papieża, oskarża się nas o to, że go nie szanujemy. Ale właśnie dlatego, że kochamy papieża, szczerze, jako Wikariusza Chrystusa, jako głowy Kościoła, nie chcemy już widzieć papieża upokorzonego w towarzystwie fałszywych pasterzy, przedstawicieli fałszywych religii. Ile razy widzieliśmy to przez te wszystkie lata?
To dlatego, że kochamy Wikariusza Chrystusa, nie życzymy już tego upokorzenia dla papieża, upokorzenia, które spada na cały Kościół, traktowane na równi z fałszywymi religiami.
But then, we have explained all of this many times. We have explained it in almost every language that exists on the face of the earth.
Why are we not understood? Why, fundamentally, do we speak different languages?
Mówimy językiem Wiary, chcemy Wiary w całej jej prostocie; nie jest to skomplikowane. Credo nie jest skomplikowane; wyznanie wiary, które właśnie uczynili przyszli biskupi, nie jest skomplikowane; każdy może to zrozumieć.
Mówimy językiem wiary, językiem Tradycji. A przed nami mamy do czynienia z językiem, który działa na innym poziomie, który mówi o innych rzeczach. Jest to język włączania, słuchania, dialogu i akompaniamentu.
Chcemy wiary. A potem, w Wierze, towarzyszymy ludziom. Słuchamy ludzi w Wierze, aby doprowadzić ich do Wiary i nawrócić ich.
Aby je nawrócić, musimy przestać mówić po prostu dla dobra mówienia; towarzyszenie im nie wystarczy. Nie tego potrzebują mężczyźni. Ludzie potrzebują naszego Pana, a nasz Pan jest znany, przychodzimy do Niego przez Wiarę i przez integralną wiarę katolicką; jest tylko jedna.
Dlatego jest taka trudność w zrozumieniu siebie nawzajem. Niestety mówimy różnymi językami i językami, które niestety z czasem coraz bardziej się rozpadają.
We also live these consecrations in hope.
We do not live them in controversy, nor in tension, nor in bitterness, nor in resentment. We live these consecrations in joy and in hope.
Why?
In 1988, those who condemned the Society foresaw its dissolution. Providence had another plan. Why did Providence have another plan? Your presence here today demonstrates it. God has not abandoned us, and God will not abandon us. All these years have shown it, and these consecrations show it once again.
Ale dlaczego Bóg nigdy nie może nas porzucić?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Bóg ma tylko jeden pomysł, tylko jedno pragnienie, tylko jedna wola: to jest zbawić dusze. Jeśli jest ktoś, kto stosuje do litery zasadę, że najwyższe prawo jest zbawieniem dusz, to jest to sam Bóg. To jest Jego prawo i On zawsze stosuje go do listu.
Dlatego, wbrew wszelkiej wyobraźni i wszelkim ludzkim oczekiwaniom, aby zbawić dusze, posłał swojego Syna. Prosił Jego Syna, aby stał się wcielony i umarł na krzyżu.
Dlaczego?
Ponieważ najwyższe prawo, prawo Boże, jest zbawieniem dusz. Dlatego Bóg nas nie porzucił i nie porzuci; On zawsze zapewni nam środki proporcjonalne do naszych potrzeb.
Jeśli dzieło Odkupienia może napotkać przeszkody ze strony ludzi, nigdy nie napotka przeszkód ze strony Boga. Ale im bardziej cierpimy, tym bardziej walczymy, tym bardziej staramy się być wierni Jemu, tym bardziej On jest z nami, a On pokazuje nam to.
Czasami słabniemy, możemy mieć wątpliwości, możemy się zniechęcać. Ale obietnice naszego Pana są nieomylne; On zawsze je dotrzymuje. A dziś daje nam na to dowód.
Jeśli nadal będziemy szukać woli Bożej, dobra dusz, bez względu na koszty, nigdy niczego nam nie zabraknie.
Ale przede wszystkim te poświęcenia muszą być rozumiane i przeżywane w duchu miłości: miłości wobec dusz i miłości przede wszystkim wobec Kościoła. Im więcej dusz jest zdezorientowanych i zdezorientowanych, tym bardziej musimy ich szukać, tym bardziej musimy je wspierać.
Im bardziej Kościół jest niezdumiany, tym bardziej przesądza się blask jego boskości, tym bardziej musimy go kochać, musimy jej służyć i musimy być gotowi zapłacić wszelką cenę, aby służyć Kościołowi.
The greatest of the sacrifices that God can ask of us is that of being treated as rebels, when we want to serve and love the Church as a Mother. What a sacrifice God asks of us: to be treated as rebels, to be considered as rebels!
Chcemy jej służyć jako Matka. Matka w trudnej sytuacji, przytłoczona, cierpiąca; Matka, która jest czasami zdradzana; Matka, która potrzebuje i zasługuje na to, że jej pomagamy, że robimy coś w imię wszystkiego, co nam dała.
Wszystko, co otrzymaliśmy, otrzymaliśmy przez Kościół, w Kościele. Wiara, której pragniemy dziś dać świadectwo i którą chcemy żyć, przychodzi do nas z Kościoła.
To właśnie w imię tego, co od Niej otrzymaliśmy, i to właśnie w imię tego, czym ona jest — Oblubieńcem Chrystusa, Jego Mistycznym Ciałem — właśnie w imię tego wszystkiego musimy czynić to, co jest możliwe, w jak największym stopniu, aby jej pomagać i wspierać.
Czy moglibyśmy pozostać obojętni, nic nie robić? „To nie nasz problem”? Nie o to nas prosi. Czy społeczeństwo może pozostać obojętne? Nie. Nie. Byłoby to zdradą Kościoła, którym byłoby brak miłości; nie możemy tego zrobić.
Powstaną pytania, a dzisiejsze święto, święto Najdroższej Krwi, opatrznościowo wyraża i doskonale podsumowuje znaczenie tych konsekracji. To święto pozwala nam przywrócić wszystko do jednego punktu: Krwi naszego Pana, Najdroższej Krwi naszego Pana.
Kto nie zna Najdroższej Krwi naszego Pana, kto jej nie kocha, kto jej nie uwielbia, nie zna Pana naszego, nie zna Odkupienia. A kto nie zna naszego Pana, nic nie wie i nic nie rozumie.
Najcenniejsza krew jest jedynym lekarstwem, jedynym, pierwszym i ostatnim, dla wszystkich zła, które dotyka ludzkość.
Dlaczego?
Ponieważ wszelkie zło pochodzi z grzechu, a lekarstwem na grzech jest Najcenniejsza Krew naszego Pana.
Wszelkie zło pochodzi z grzechu i od jednego szczególnego grzechu, na który zwracam waszą uwagę. Ten grzech jest zawsze taki sam, od początku ludzkości aż do dzisiaj: jest to wywyższenie człowieka. Jesteśmy nasyconi, jesteśmy dosłownie wszędzie nasyconi tym wywyższeniem człowieka.
Człowiek, który jest zupełnie wspaniały, człowiek, który jest doskonały, człowiek, który jest zadziwiający, człowiek, który rzekomo posiada nieskończoną godność… W rzeczywistości wszystko to prowadzi do dumy. I, w dłuższej perspektywie, prowadzi do pogardy dla Boga i do odstępstwa, do milczenia odstępstwa. Stąd to się bierze.
Im bardziej człowiek jest wywyższony w szalony, fanatyczny sposób, tym bardziej, ostatecznie, jest oddalony od Boga, i jest oddalony od swojej doskonałości i swojego prawdziwego dobra; jest to katastrofa. Człowiek, pełen praw, pełen siebie, niezdolny do zwrócenia się ku Bogu, niezdolny do uznania, że jest zraniony przez grzech i że potrzebuje Odkupienia. On potrzebuje naszego Pana, potrzebuje Jego Najdroższej Krwi.
To jest wielkie zło dzisiaj, całej historii: zło, które obejmuje wszystkich innych. Ta plaga jest plagą, obsesyjną ideą, która, trzeba ją uznać, wnika głęboko nawet w Kościół. Ta plaga sprawia, że ludzie są ślepi; paraliżuje dusze. To nie jest to, co sprowadza dusze z powrotem do Boga.
Cóż, chcemy zrobić coś przez te poświęcenia; chcemy nadal głosić Najcenniejszą Krew Naszego Pana i chcemy nadal, w pewien sposób, wylewać ją na dusze.
To właśnie w tej Krwi Nasz Pan znajduje Swój Kościół, Nowe i Wieczne Przymierze, jest tylko jedno. Kto myśli, że są dwa, albo że są trzy, w rzeczywistości nie wierzy już w nieskończoną i wyjątkową wartość Krwi naszego Pana.
Mówiąc o wartości Najcenniejszej Krwi naszego Pana, nie możemy zapomnieć, skąd pochodzi. Został on uformowany, wytworzony, dostarczony w najczystszej krwi Matki Bożej; to Matka Boża daje Słowo Jego człowieczeństwo w całości, to właśnie w Jej najczystszej, najbardziej nieskazitelnej krwi kształtuje się Krew Naszego Pana; to ona ofiaruje ją z Naszym Panem dla naszego odkupienia.
Ona jest tym, który go oferuje; jest pierwszą, która widzi, jak wypływa z ran naszego Pana, widzi, że biegnie pod lasem krzyża, jest tym, który gromadzi go u stóp Krzyża, jest tym, który nadal trzyma go dzisiaj przy ołtarzu, jest tym, który podczas Mszy wylewa łaski na dusze, jest tym, który w pełni chwyta swoją wartość i zawsze obok naszego Pana.
Co za tajemnica! Co za tajemnica, to powiązanie Matki Bożej z Jej Boskim Synem, zawsze u Jego boku!
Zobacz, jak cała nasza Wiara, nasza religia i nasza miłość obracają się wokół Krwi Naszego Pana, ponieważ wszystko kręci się wokół Krzyża.
Tutaj masz to, drodzy współbracia, którzy mają być przyobleczeni w pełnię kapłaństwa w ciągu kilku chwil, pełnię kapłaństwa naszego Pana, tam macie, w kilku słowach, to, co trzeba będzie bronić, co będzie musiało być głoszone.
Co za zaszczyt i jaką odpowiedzialność!
Głosić Odkupienie słowem i szerzyć je przez sakramenty; głosić mądrość krzyża: przeszkodę dla Żydów i szaleństwo dla pogan. Szaleństwo, zwłaszcza dzisiaj, dla odstępczego świata, który nie może zrozumieć i nie chce zrozumieć.
Ta mądrość krzyża jest jedynym antidotum na ten humanizm, który prowadzi do obojętności, do odstępstwa. Zawsze musisz trzymać ten humanizm w zasięgu wzroku.
A jakiej rady można Ci dać?
Twoja misja, to, co zamierzasz zrobić, jest tak delikatne, tak ważne, tak wielkie, że wolałbym pozwolić, aby sam Nasz Pan mówił, cytując Ewangelię.
Jaką radę daje ci dzisiaj Nasz Pan? Jaką radę dał Apostołom Nasz Pan, kiedy posłał ich do głoszenia?
„Oto posyłam was jako baranki wśród wilków.
Baranek: bardzo piękny obraz naszego Pana, bardzo piękny obraz biskupa.
Oznacza to, że musisz najpierw głosić przez niewinność swojego życia; jest to niewinność, czystość twojego życia, twojej moralności, która da autorytet moralny wszystkiemu, co będziesz głosił.
Bycie barankiem oznacza również, a przede wszystkim doskonałą uległość, doskonałe poddanie się woli Boga. Tak jak nasz Pan jest stale poddany woli Jego Ojca, tak i wy, na mocy jeszcze wyższej godności od dzisiaj, musicie zawsze szukać Jego woli.
Ale nie zapominajcie o jednej rzeczy: nasz Pan, który jest Barankiem Bożym, jest także Lwem Judzkim.
Jak można być zarówno jagnięciną, jak i lwem?
Dzieje się tak dlatego, że Nasz Pan, tak jak On jest doskonale posłuszny woli Ojca, tak On nigdy nie ugina się przed duchem świata. Aby doskonale służyć Ojcu, On koniecznie wchodzi w konflikt z duchem świata, z duchem księcia tego świata.
I podobnie biskup: tak jak On jest posłuszny woli Bożej, tak nieustannie zapewnia przed światem prawa naszego Pana, a nie prawa człowieka.
A lew nigdy nie ucieka, lew się nie cofa, a przede wszystkim lew nie ugina się. Nigdy nie naginaj się przed tym duchem świata, nie ruszaj się, nie wycofuj się; poświęcenie da ci nieodpartą siłę.
Od dzisiaj, na całym świecie, są ludzie, którzy cię obserwują, słuchają. Za trzydzieści, czterdzieści lat muszą umieć powiedzieć:
„Nie ugięli się. Nie zgięli kolana przed tym duchem świata. Zgięli kolano tylko przed naszym Panem Królem”.
To najpiękniejsza rzecz, jaką można by o tobie powiedzieć po śmierci, najpiękniejsze wspomnienie, jakie można zostawić.
A Nasz Pan daje ci jeszcze jedną radę:
„Bądźcie więc mądrzy jak węże i proste jak gołębie”.
Dlaczego ktoś musi być jak wąż? Dlaczego biskup musi być jak wąż?
Jest w celu rozeznania, zrozumienia i wykrycia dwulicowości, dwuznaczności i przebiegłości, które istnieją w świecie i wśród wrogów Krzyża. Twoi najgorsi wrogowie nie zaatakują cię czołowo; będą próbowali sprawić, abyś stopniowo wślizgnął się w postrzeganie wiary, życia chrześcijańskiego i stosunków ze światem, który jest nieco bardziej aktualny. To trzeba zrozumieć.
Kiedy wyczuwasz to niebezpieczeństwo, cofnij się, módl się, obserwuj, szukaj porady, oceniasz, pozostajesz w miejscu przed reakcją, jak wąż. Kiedy reagujesz, kiedy Duch Święty daje ci niezbędne światło do działania, czyń to i nigdy nie wracaj.
To właśnie oznacza być jak wąż: pojąć dwulicowość, dwuznaczność i przebiegłość, które istnieją na świecie, i mówić, głosić jak gołębie: po prostu, bez dwulicowości i bez strachu, bez dwuznaczności, bez dwuznaczności. Dwulicowość, którą musisz rozeznać w innych, nigdy nie może być twoją własnością.
A co jeszcze mówi Jezus? Co mówi Nasz Pan?
„Brat wyda swego brata, ojca, jego dziecko, i będziesz znienawidzony przez wszystkich przeze Mnie, z powodu Mojego imienia. Nie bójcie się tego wszystkiego, bo nie ma nic ukrytego, co nie zostanie ujawnione, nic tajnego, co nie będzie poznane.
„Nie bójcie się tego wszystkiego” – mówi nam nasz Pan. Pozwólcie Mi działać, pozwólcie Mi osądzać; Ja sam będę interweniował, gdy będzie to konieczne.
Ma tylko jedną troskę. Co to jest?
„Każdy zatem, kto wyzna Mnie przed ludźmi, wyznam go również przed Moim Ojcem, który jest w niebie.”
Każdy człowiek, który uzna Moje prawa, Moją boskość, Mój Kościół, Moją Wiarę.
„Nie myślcie, że przyszedłem, aby posłać pokój na ziemię: przyszedłem nie po to, by posłać pokój, lecz miecz.”
Są to słowa naszego Pana, które On zwraca się do was w szczególności.
W kilku chwilach, kiedy biskup konsekrujący da ci croziera, Nasz Pan da ci miecz: Jego miecz, miecz Ewangelii, miecz wiary. To dzięki Wierze i tylko dzięki Wierze można zwyciężyć świat, a świat został już przezwyciężony przez Wiarę.
Ten miecz, od dzisiaj, należy do was w szczególny sposób, a Bóg da wam szczególną siłę, abyście go dzierżyli, bycie nim używali w sezonie i poza sezonem.
„A wrogowie człowieka będą z jego własnego domu.”
Nie można być zrozumianym przez wszystkich; nie można się ze wszystkimi zgodzić.
Czy to jest tragedia? Czy to coś niezrozumiałego? Nie. Nie. Jest to prawo Ewangelii, jest to prawo krzyża.
To są rady, które nasz Pan, przez Ewangelię, daje wam dzisiaj.
I, zanim się podsumujemy, nie możemy dziś zapomnieć, abyście pochwalili wszystkich tysięcy świętych biskupów, którzy poprzedzili was w całej historii Kościoła.
Wspomnimy o dwóch z nich: jednym, który należy do chrześcijańskiej starożytności i jednym, który jest nam znacznie bliżej.
Pierwszy to święty Cyryl, święty Cyryl z Aleksandrii.
Liturgia mówi o nim najpiękniejszą rzecz, jaką można powiedzieć o biskupie: zelus fidei solilicitus. Miał tylko jedną troskę: czystość wiary. Co za piękna zasada życia biskupa! I przeszedł do historii jako wielki obrońca boskiego macierzyństwa, znienawidzony przez heretyków.
Liturgia dodaje: propter fidem multa perpessus est. A z tego powodu, z powodu jego troski o wiarę, bardzo cierpiał. Przygotujcie się na to: nie można bronić Wiary w całości bez cierpienia.
Został oskarżony o każdą zbrodnię; nawet po śmierci nie wstydził się naszego Pana, nie wstydził się Matki Bożej.
Kolejny biskup, który jest twoim wzorem, bliżej nas, jeszcze nie kanonizowany: abp Lefebvre, z pewnością.
Z niego można też powiedzieć: zelus fidei solilicitus et multa perpesus. Miał tylko jedną troskę: to była sama Wiara i, za to, bardzo cierpiał.
Wiarę tę, widział wyraźnie, jak jest podsumowana w Mszy Świętej, w obronie Mszy Świętej, Najdroższej Krwi naszego Pana. Jaka mądrość!
Jak udało mu się, tak wiele lat temu, uchwycić przyczyny kryzysu z taką jasnością, takim wglądem, taką siłą?
To mądrość krzyża; krzyż, który niósł, był źródłem jego mądrości. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, jego duch jest wśród nas, zachęca nas, modli się za nas, modli się za was w szczególności, wskazuje nam drogę, którą należy podążać, kierując się tą mądrością Krzyża.
„Uczeń nie jest ponad swoim panem, wystarczy dla ucznia, aby był swoim panem.”
To są zawsze słowa naszego Pana. A jednak trzydzieści osiem lat temu potępili świętego.
Czy powinniśmy spodziewać się czegoś jeszcze? Czy powinniśmy się bać? Czy powinniśmy się niepokoić?
Pytanie jest tak ważne, że jeszcze raz pozwolę, aby sam nasz Pan przemówił; to On odpowiada na ciebie:
„Błogosławieni, którzy was oczernią, i będą was prześladować, i mówić wszystkim, co jest złe przeciwko wam, nieprawdziwie, ze względu na Moje, z powodu Mojego Królestwa, z powodu Moich praw, z powodu Mojego Prawa, z powodu Mojej Wiary, z powodu Moich przykazań.
Radujcie się i radujcie, bo wasza nagroda jest bardzo wielka w Niebie”.
W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego.
Amen.

W dniu 1 lipca 2026 r., w święto Najdroższej Krwi Pana Jezusa, w Seminarium św. Piusa X w Ecône w Szwajcarii, w obecności ks. Dawida Pagliaraniego, przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X, oraz w obecności licznego zgromadzenia księży, zakonników i wiernych, Jego Ekscelencja biskup Alfons de Galarreta, wspomagany przez Jego Ekscelencję biskupa Bernarda Fellaya, dokonał konsekracji biskupiej księży Paschalisa Schreibera, Michała Goldade’a, Michała Poinsineta de Sivry oraz Marka Hanappiera, którzy odtąd będą pełnić funkcję biskupów pomocniczych Bractwa św. Piusa X, bez jurysdykcji.
Bractwo szczerze ubolewa, że z powodu wyjątkowych okoliczności te konsekracje musiały zostać udzielone bez zgody Ojca Świętego; w szczególności wyraża ubolewanie, że przełożonemu generalnemu Bractwa nie dano możliwości osobistego spotkania z Jego Świątobliwością papieżem Leonem XIV, aby w duchu synowskim przedstawić mu poważne powody, które sprawiły, że ta ceremonia stała się konieczna.
Nie może to jednak przyćmić głębokiej radości, jaką budzą te konsekracje. Zapewniając środki niezbędne do zachowania świętego dziedzictwa Tradycji, dar czterech nowych biskupów prawdziwie stanowi wielką łaskę zarówno dla samego Bractwa, jak i dla całego Kościoła.
Bractwo św. Piusa X raduje się tym i wznosi do Boga żarliwą modlitwę dziękczynną, szczególną podziękę składając Najświętszej Maryi Pannie za to, że pozwoliła na to przekazanie pełni kapłaństwa, ku większej chwale Boga, na cześć Kościoła Świętego i dla zbawienia dusz.
Écône, 1 lipca 2026 r.

Date: 30 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/ostatni-przed-konsekracjami-bezczelny-apel-prevosta-do-fsspx-i-brawurowa-odpowiedz-przelozonego-generalnego-bractwa
LIST OJCA ŚWIĘTEGO LEONA XIV DO PRZEŁOŻONEGO GENERALNEGO BRACTWA KAPŁAŃSKIEGO ŚWIĘTEGO PIUSA X
29 czerwca 2026
Do Wielebnego Księdza
Davide Pagliaraniego
Przełożonego Generalnego
Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X
Z ojcowską troską pragnę zwrócić się do Księdza, a za Księdza pośrednictwem do biskupów, kapłanów, seminarzystów i wiernych związanych z Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X, świadomy odpowiedzialności, którą Pan powierzył mi jako Następcy Apostoła Piotra.
Kościół uznaje przywiązanie do życia liturgicznego, zaangażowanie w formację kapłańską, gorliwość apostolską oraz pragnienie wierności Tradycji, które charakteryzują wiele osób i wspólnot związanych z tym Bractwem. To właśnie stanowiło motyw postawy uwagi i życzliwości, jaką moi Poprzednicy nieustannie wam okazywali.
W tym duchu, przepełniony chrześcijańską miłością, wzywam was i proszę z całego serca: zawróćcie z tej drogi! Zachęcam was, abyście z całą powagą rozważyli dobro duchowe wiernych, ponieważ akt schizmy, którego byście się dopuścili, pozbawiłby ich możliwości godziwego, a w niektórych przypadkach nawet ważnego przyjmowania sakramentów, które miłują i których poszukują dla swojego uświęcenia.
Kościół jest gotów podjąć drogę dialogu i porozumienia, którą Duch Święty może uczynić możliwą i owocną.
Modlę się za was, ponieważ rozdzieranie całej tkanej bez szwów Tuniki Chrystusa jest grzechem niezwykle ciężkim. Niech Pan oświeci wasze sumienia i obudzi wasze serca. Mocą władzy otrzymanej od Chrystusa, z sercem przepełnionym bólem, ale wciąż pełnym nadziei, czuję się zobowiązany prosić was, abyście odstąpili od swojego zamiaru, i powierzam te intencje Niepokalanemu Sercu Maryi, Matki Dobrej Rady.
Z Watykanu, dnia 29 czerwca 2026 r., w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła
LEON PP. XIV
INFO: vatican.va/leo-xiv/lettera-fraternita-sanpiox
……..
List Przełożonego Generalnego w odpowiedzi na apel Jego Świątobliwości Papieża Leona XIV
Przełożony Generalny
Do Jego Świątobliwości
Ojca Świętego Leona XIV
Ecône, 30 czerwca 2026 r.
Ojcze Święty,
Bardzo dziękuję za list skierowany do mnie.
Jestem wzruszony Jego ojcowską troską.
Od dawna pragnąłem mieć okazję spotkać się z Nim, aby osobiście wyrazić i okazać Mu nasze szczere pragnienie służenia Kościołowi. Niestety, nie nadarzyła się taka okazja.
Proszę jedynie o rozważenie autentyczności tych intencji, które wcale nie są fikcyjne. Co paradoksalne, wydaje nam się, że w obecnej sytuacji naszym wyraźnym obowiązkiem jest dołożenie wszelkich starań, by zszyć tunikę Chrystusa, rozdartą przez siły i naciski niezgodne z autentycznym duchem katolickim. Proszę jedynie o rozważenie autentyczności tych intencji, zanim podejmie Jego Świątobliwość decyzję w sprawie Bractwa św. Piusa X. Nie jest jeszcze za późno.
Daleko nam do myśli o odłączeniu się od Kościoła rzymskiego: wręcz przeciwnie, pragniemy mu służyć w wyjątkowy sposób, tak jak Matce znajdującej się w trudnej sytuacji, która potrzebuje szczególnej pomocy, choć nie wszyscy to rozumieją. Jestem jednak przekonany, że Ojciec Święty jest w stanie to pojąć.
Stolica Apostolska udowodniła, że potrafi zrozumieć bardzo złożone sytuacje i zachować cierpliwość.
Pozwalam sobie z synowską pokorą prosić Ojca Świętego, aby przeznaczył czas niezbędny na rozważenie tej sprawy.
Gdyby moje słowa okazały się niewystarczające, prosiłbym Ojca Świętego o zastanowienie się nad dwoma bardzo prostymi faktami. Po pierwsze, Bractwo zostało już uznane za schizmatyckie w 1988 roku, z powodów i w okolicznościach całkowicie analogicznych do obecnych; a jednak po tylu latach rozmawiamy ze sobą jak ojciec ze swoim synem, a Jego Świątobliwość ojcowsko wzywa mnie do uniknięcia schizmy, która – teoretycznie – już miała miejsce. Czy nie uważa Jego Świątobliwość, że być może właśnie ta Jego postawa, której troskę doceniam, jest dowodem na to, że Bractwo nie jest schizmatyckie ani wrogie Kościołowi?
Po drugie, przed laty, Stolica Apostolska powierzyła dwóm biskupom Kościoła zadanie podjęcia dialogu z Bractwem św. Piusa X: ks. Vitusowi Huonderowi, ówczesnemu biskupowi Chur, który już nie żyje, oraz ks. Athanasiusowi Schneiderowi, biskupowi pomocniczemu w Astanie. Obydwaj, po poświęceniu na to niezbędnego czasu, dostrzegli głęboko katolicki charakter Bractwa i publicznie o tym zaświadczyli.
Ale przede wszystkim pozwalam sobie zwrócić się do Jego Świątobliwości w imieniu tysięcy dusz, które dzięki apostolstwu Bractwa odzyskały wiarę katolicką i praktykę religijną. Jest to fakt, który odnotowali Jego poprzednicy. Dusze te mają tylko jedno pragnienie: zbawienie poprzez to narzędzie, które Opatrzność postawiła do ich dyspozycji. Cierpiały i są szczere. Jestem pewien, że Jego ojcowskie serce uniwersalnego pasterza będzie wrażliwe na tę wyjątkową sytuację. Pewnego dnia wszystkie trudności między Stolicą Apostolską a Bractwem zostaną rozwiązane. Gest zrozumienia ze strony Jego Świątobliwości, zamiast zaszkodzić jedności, będzie mógł zademonstrować przed światem i wszystkimi chrześcijanami Jego troskę o jedność oraz Jego ojcowską dobroć.
Pozostawiam to do rozważenia przez Jego Świątobliwość. Ponownie modlę się w Jego intencji.
Od dawna, jeszcze przed Jego wyborem, modlę się do św. Rity o pomoc w obecnej sprawie: w wyborze papieża z zakonu augustianów dostrzegłem znak nadziei. Jestem pewien, że Święta wkroczy do akcji. Nigdy nie jest za późno.
Proszę o błogosławieństwo dla nas.
Korzystam z okazji, by potwierdzić moje najgłębsze oddanie w Panu.
Ksiądz Davide Pagliarani
INFO: fsspx.news/it/lettera-del-superiore-generale-risposta-sua-santita-papa-leone-xiv

Na kilka dni przed konsekracjami biskupimi, które odbędą się 1 lipca 2026 r. w Écône, przedstawiamy herby biskupie czterech przyszłych biskupów Bractwa św. Piusa X wraz z objaśnieniem ich głównych elementów i dewiz.

Opis herbu
Tarcza jest czterodzielna w krzyż (podzielona na cztery odrębne pola):
– Pole pierwsze (górne lewe): ciemny. Widnieje na nim triumfujące oblicze Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata, ukoronowane złotem, otoczone nimbem z promieniami, zgodnie z wizją św. Mikołaja z Flüe.
– Pole drugie i trzecie (górne prawe i dolne lewe): oba są identyczne, czerwone. Każde zawiera złotego lwa, trzymającego w prawej łapie złote pióro.
– Pole czwarte (dolne prawe): ciemne ze złotą ośmioramienną gwiazdą.
Wyjaśnienie
Podział herbu na cztery części wywodzi się z długiej tradycji heraldycznej obszaru niemieckojęzycznego.
W pierwszym polu znajduje się centralna część Obrazu Medytacyjnego św. Mikołaja z Flüe, patrona Konfederacji Szwajcarskiej, zwanego również „Ojcem Ojczyzny” (Martyrologium rzymskie, 21 marca). To właśnie ten święty stał się źródłem powołania kapłańskiego biskupa.
W tej wizji przedstawiona głowa symbolizuje albo niepodzielne bóstwo, albo Wcielone Słowo Boże, albo ludzkiego obserwatora. Twarz otacza sześć promieni. Trzy wychodzą bezpośrednio z oblicza: jeden z ucha (Bóg wszystko słyszy), drugi z oka (Bóg wszystko widzi, nic nie jest przed Nim ukryte), trzeci z ust (od Niego pochodzi wszelka mądrość). Pozostałe trzy przychodzą z zewnątrz i dochodzą do nimbu, ukazując, że wierzący poprzez wytrwałą refleksję może dojść do głębokiego poznania niezgłębionego bóstwa.
Drugie i trzecie pole przedstawiają herb rodziny Schreiber. Lew tradycyjnie symbolizuje odwagę, siłę i królewską godność, natomiast pióro odnosi się do znaczenia nazwiska Schreiber („pisarz”) i podkreśla działalność pisarską.
W czwartym polu znajduje się gwiazda, która symbolizuje albo Zbawiciela – „Wznidzie gwiazda z Jakoba” (Liczb 24,17), „ Jam jest korzeń i naród Dawidów, gwiazda jasna i zaranna.” (Ap 22,16) – albo Najświętszą Maryję Pannę – „Stella Maris”, „Stella Matutina” – tworząc tym samym związek z dewizą.
Ponadto gwiazda symbolizuje również św. Mikołaja. Święty pustelnik wyznał, że jeszcze w łonie matki ujrzał na niebie gwiazdę oświetlającą cały świat. A ze swej pustelni w Ranft nieustannie widział na niebie gwiazdę, która była do niej podobna.
Wreszcie herb zawiera trzy kolory flagi niemieckiej: czerń, czerwień i złoto, echo kraju, w którym znajduje się seminarium w Zaitzkofen.
Dewiza: VIRGO FIDELIS
Dewiza ma inspirację maryjną i pochodzi z Litanii Loretańskiej: „Virgo fidelis” – „Panno wierna”.
Maryja jest wierną córką Ojca Niebieskiego, wierną Matką Bożego Syna i wierną Oblubienicą Ducha Świętego. Ma nam również pomagać w dochowaniu wierności Bogu.
Tytuł ten był szczególnie drogi założycielowi Bractwa, abp. Marcelowi Lefebvre’owi. Włączył on go do Statutów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X:
„Wszyscy członkowie odnawiają swoje zobowiązania każdego roku w święto Niepokalanego Poczęcia, 8 grudnia. […] Niech w tym dniu błogosławieństwa wszyscy członkowie proszą Pannę wierną o łaskę wierności swoim zobowiązaniom oraz o łaskę doskonałej jedności w miłości dla całego Bractwa.”
Odwołanie do Najświętszej Maryi Panny podkreśla również cnoty męstwa i czystości w czasach, w których są one tak bardzo atakowane.
„Błogosławieni czystego serca, abowiem oni Boga oglądają.” (Mt 5,8).

Opis herbu
– Pole (tło): błękitne.
– Bordiura: ozdobiona wicią złożoną z dwunastu złotych kłosów pszenicy (po sześć z każdej strony), połączonych splecionymi łodygami.
– Serce tarczy (tarcza środkowa): złota tarcza z dwoma splecionymi czerwonymi sercami zwieńczonymi koroną i krzyżem.
Wyjaśnienie
Dwanaście kłosów pszenicy jest bogatych w znaczenie i symbolikę.
Na płaszczyźnie osobistej, kłosy przywołują zarówno miejsce pochodzenia biskupa – okolice kaplicy polowej Matki Bożej na Preriach w Dakocie Północnej – jak i miejsce jego wychowania – St. Marys w stanie Kansas. Oba stany słyną z rolnictwa i należą do największych producentów pszenicy w Stanach Zjednoczonych. Liczba dwanaście odnosi się również do dwunastu członków jego rodziny.
Zarówno liczba dwanaście, jak i kłosy, często pojawiają się w Piśmie Świętym. Przypominają historię patriarchy Józefa ze Starego Testamentu, jednego z dwunastu synów Jakuba, który był strażnikiem zboża Egiptu. Stał się on proroczą figurą św. Józefa, opiekuna Dzieciątka Jezus, Chleba Żywego. Ten sam św. Józef jest także patronem Kościoła powszechnego i opiekunem powołań.
Pszenica jest również symbolem Najświętszej Eucharystii i ofiary Mszy świętej, które stanowią serce Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Liczba dwanaście, liczba pełni, odpowiada liczbie koszów pozostałych po rozmnożeniu chleba i odnosi się także do Apostołów, filarów Kościoła.
Błękitne pole, na którym umieszczono złotą tarczę, jest hołdem dla Najświętszej Maryi Panny, dziewiczego pola, z którego wyrósł Chleb Życia.
Złoto tarczy oznacza Boskość Dziecięcia, które nosiła Matka Boża. Jest to również aluzja do złota, które przywołuje nazwisko Goldade.
Symbol dwóch ukoronowanych Serc odpowiada szczególnemu nabożeństwu rodziny Goldade do Najświętszych Serc Jezusa i Maryi oraz przedstawia oczywiście godło Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Symbol ten pozostaje w ścisłym związku z dewizą.
Dewiza: ADEAMUS CUM FIDUCIA
Dewiza ta pochodzi od św. Pawła: „Przystąpmy tedy z ufnością do stolice łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i łaskę naleźli ku pogodnemu ratunku.” (Żyd 4,16). Są to również pierwsze słowa Introitu Mszy o Niepokalanym Sercu Maryi (22 sierpnia).
Jest to akt wiary i całkowitego zaufania do Najświętszej Maryi Panny, Pośredniczki wszelkich łask, której Syn niczego nie odmawia. „Powodem mej nadziei jest Maryja!” (św. Bernard).
Maryja Panna nazwana jest „Tronem łaski”, ponieważ Mądrość Przedwieczna, źródło wszelkiej łaski, zechciała w Niej spocząć i przez Nią królować.
Modlitwa ta nawiązuje również do początku Mszy świętej, przywołanej przez symbol kłosów: „I wnidę do ołtarza Bożego…” (Ps 42).
Przez zjednoczone Serca Jezusa i Maryi, przez wszystkie łaski płynące Najświętszej Ofiary, mamy pewność Bożej pomocy we wszystkich okolicznościach naszego życia.
„Abowiem nadzieją jesteśmy zbawieni.” (Rz 8,24).

Opis herbu
Tarcza jest dzielona w pas (podzielona poziomo na dwie równe części):
– Głowica (część górna): czerwona, ze srebrnym mieczem o złotej rękojeści, położonym ukośnie w prawo, na którym znajduje się złota gałązka palmy położona ukośnie w przeciwnym kierunku.
– Podstawa (część dolna): błękitna, ze srebrnym łabędziem ze złotym dziobem, płynącym po srebrnych falach przedstawionych u dołu tarczy.
Wyjaśnienie
W części górnej dwa symbole ilustrują dewizę:
– Miecz oznacza walkę, którą Kościół poprzez swoich członków powinien prowadzić, aby szerzyć triumf Pana Jezusa nad światem i nad grzechem przez udzielanie owoców Jego Odkupienia. Miecz jest również słowem Bożym: „I przyłbicę zbawienia weźmicie, i miecz ducha (które jest słowo Boże).” (Ef 6,17). To przenikające słowo stanowi odpowiedź na ducha tego świata.
– Gałązka palmy symbolizuje już tutaj, na ziemi, zwycięstwo Kościoła, uosobionego przez świadków wiary – jego męczenników. Wyraża radość i triumf, które wynikają z tego zwycięstwa.
W części dolnej znajduje się łabędź, zaczerpnięty z herbu rodzinnego. Jest on symbolem wierności (łabędź pozostaje zawsze przy swoim partnerze) oraz czystości (dzięki swej białej barwie), dwóch cech właściwych cnocie wiary.
Dewiza: FIDES VINCIT MUNDUM
Słowa te pochodzą z Pierwszego Listu św. Jana: „Bo wszytko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat: a to jest zwycięstwo, które zwycięża świat, wiara nasza.” (1 Jan 5,4). Przypominają one triumf Naszego Pana Jezusa Chrystusa nad światem, który nie chciał Go przyjąć. „Jam zwyciężył świat” (Jan 16,33). To wiara w Pana Jezusa czyni nas uczestnikami tego zwycięstwa.
Przypominają nam również, że Kościół jest na ziemi Kościołem wojującym: „Bojowanie jest żywot człowieczy na ziemi.” (Job 7,1).
W dewizie tej znajdujemy zatem wyrażoną walkę pomiędzy „Dwoma Miastami” (św. Augustyn) lub „Dwoma Sztandarami” (św. Ignacy) oraz pewność zwycięstwa Pana Jezusa.
Jest to więc wezwanie do nadziei w tych niespokojnych czasach, które przeżywa Kościół, i nawiązanie do szczególnej historii Bractwa oraz jego opatrznościowej misji.

Opis herbu
Tarcza jest jednopolowa:
– Pole (tło): błękitne.
– Godło centralne: srebrny Baranek Paschalny (Agnus Dei). Baranek przedstawiony jest kroczący, z głową otoczoną złotym nimbem oznaczonym czerwonym krzyżem. Niesie złoty krzyżowy drzewiec, do którego przymocowany jest srebrny sztandar z czerwonym krzyżem (chorągiew Zmartwychwstania). Z jego piersi wypływa strumień czerwonej krwi, spływający do złotego kielicha stojącego u jego stóp.
– Towarzyszące godła: Baranka otaczają trzy srebrne lilie heraldyczne, rozmieszczone dwie w głowicy i jedna w podstawie tarczy.
Wyjaśnienie
Zwycięski Baranek jest Barankiem z Apokalipsy, którego zwycięstwo śpiewają w Niebie aniołowie i święci: „Godzien jest Baranek, który jest zabity, wziąć moc i bóstwo, i mądrość, i siłę, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo.” (Ap 5,12).
Jest to również Introit Mszy o Chrystusie Królu. Uwielbiać Baranka zabitego dla naszego zbawienia, którego Krew jest naszym życiem – oto cel Kościoła. Krew ta jest zbierana w kielichu zbawienia i udzielana duszom jako prawdziwy napój, aby je oczyszczać i umacniać.
Lilie są symbolem królewskości i otaczają Baranka.
Przedstawiają także nieskalaną czystość Najświętszej Maryi Panny: „Jako lilia między cierniem, tak przyjaciółka moja między córkami.” (Pieśń 2,2).
Na błękitnym tle są one również symbolem Francji. Są trzy, podobnie jak w herbie Wersalu, gdzie mieszka rodzina Hanappier.
Dewiza: DIGNUS EST AGNUS
Święty Jan Chrzciciel dał świadectwo: „Oto baranek Boży” (Jan 1,36), a to świadectwo stało się początkiem powołania dwóch pierwszych Apostołów – Jana i Andrzeja. Baranek Boży przyciąga powołania.
W Apokalipsie Baranek ukazuje się: „stojący jako zabity” (Ap 5,6). Nasz Pan Jezus Chrystus jest zarazem Najwyższym Kapłanem Nowego Testamentu i Ofiarą miłą Ojcu. Symbol ten przywołuje kapłaństwo i Najświętszą Ofiarę, podczas której modlimy się do tego Baranka, „który gładzi grzechy świata”, aby „zmiłował się nad nami” i „obdarzył nas pokojem”.
W następnym wersecie tego samego rozdziału Baranek otrzymuje księgę: „zapisaną wewnątrz i na odwrocie, opieczętowaną siedmioma pieczęciami”, którą tylko On może otworzyć. Oto klucz do całej historii świata: Nasz Pan Jezus Chrystus jest centrum historii – „do Niego należą czasy” (błogosławieństwo paschału). Nic, nikt ani żadna społeczność ludzka, w żadnej epoce, nie może uważać się za niezależną od Niego, a tajemnicę zła w dziejach świata można zrozumieć jedynie w świetle Krzyża, ofiary Baranka, poza którą nie ma zbawienia.
Tak, On jest prawdziwie godzien: „wziąć moc i bóstwo, i mądrość, i siłę, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo.” (Ap 5,12).
W imię świętej i nierozdzielnej Trójcy, Ojca, Syna i Ducha Świętego.
Amen.
Dan w Menzingen, dnia 24 czerwca 2026 r., w święto Narodzenia św. Jana Chrzciciela

Date: 20 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/musimy-isc-naprzod-bulwersujace-i-niepokojace-slowa-prevosta
Aldo Maria Valli (watykanista)
W Castel Gandolfo, w rozmowie z dziennikarzami, Leon XIV odniósł się do święceń biskupich ogłoszonych przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X i powiedział: „Rozważam możliwość wystosowania kolejnego apelu i powiedzenia: nie róbcie tego, spróbujmy żyć w komunii z Kościołem. Ale decyzja należy do nich. Musimy zrozumieć, co to oznacza dla nich i dla Kościoła”.
Następnie Prevost oświadczył: „Z pewnością rozłam między chrześcijanami jest sprawą bolesną. Jednak oni odmawiają zaakceptowania niektórych fundamentalnych elementów Kościoła, począwszy od różnych stanowisk II Soboru Watykańskiego. Przykro mi, jeśli podejmą taką decyzję. Ale musimy iść naprzód”.
Z całym szacunkiem dla Leona XIV, są to wypowiedzi sprawiające konsternację. Stwierdzenie, że „musimy zrozumieć, co to oznacza dla nich i dla Kościoła”, oznacza ignorowanie wszystkiego, co działo się w stosunkach między Rzymem a Bractwem przynajmniej od roku 1988. Nie ma tu nic do zrozumienia, ponieważ wszystko jest oczywiste. Z jednej strony są ci, którzy przekształcili ideologiczne pojęcia “odnowy” i “dialogu” w prawdy doktrynalne, z drugiej zaś ci, którzy proszą o możliwość wyznawania wiary katolickiej zgodnie z tradycyjną doktryną, której istoty nie wolno modyfikować.
Fakt, że Leon należy do pierwszego obozu, nie powinien jednak uniemożliwiać mu pełnego zrozumienia, co to wszystko oznacza dla uczniów biskupa Lefebvre’a i dla Kościoła. Twierdzenie, że trzeba to jeszcze zrozumieć, brzmi jak hipokryzja albo ideologiczne zaślepienie. Lub brak dobrej wiary.
Jednak jeszcze bardziej zaskakująca jest druga część oświadczenia, w której Leon stwierdza, że problem z członkami FSSPX polega na tym, iż „odmawiają oni akceptacji niektórych fundamentalnych elementów Kościoła, począwszy od różnych stanowisk II Soboru Watykańskiego”. Podkreślamy: problem nie polega na tym, że odrzucają oni kluczowe punkty doktryny, moralności, dyscypliny i eklezjologii katolickiej. Nie, problem polega na tym, że nie identyfikują się z niektórymi stanowiskami II Soboru Watykańskiego. W ten sposób, Leon nadaje charakter dogmatyczny Soborowi, który miał mieć charakter duszpasterski, przekształcając go w konstytucję fundamentalną. Ale Kościół rzymskokatolicki nie jest instytucją wyłącznie ludzką, którą można założyć od nowa. Został on założony raz na zawsze i w sposób definitywny przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, tak więc każda propozycja zrekonstruowania go na nowych podstawach oznacza coś w rodzaju zamachu stanu i zradę.
Leon mówi o możliwości skierowania nowego apelu do FSSPX, ale w ten sposób pokazuje, że nie zrozumiał – lub nie chce zrozumieć – na czym polega sedno problemu. Zakończył się już czas apeli. Nadeszła pora, by wreszcie przeprowadzić uczciwą, krytyczną analizę II Soboru Watykańskiego oraz wszystkich konsekwencji, jakie spowodował on w sferze doktrynalnej, eklezjologicznej, liturgicznej i kanonicznej. Jednak podjęcie takiego kroku oznaczałoby podważenie sześćdziesięciu lat rewolucji, z której nie chce się zrezygnować.
Choć porównanie to jest nieco zbyt daleko idące, pod pewnymi względami Leona można porównać do dyrektora generalnego przedsiębiorstwa. A przedsiębiorstwo, jakim jest Kościół Katolicki przeżywa obecnie trudne czasy. Wszyscy to widzą. Liczba powołań gwałtownie spada, życie zakonne ledwo tli się, kościoły pustoszeją, a same ruchy kościelne, będące owocem Soboru, przeżywają głęboki kryzys. II Sobór Watykański, przedstawiany jako „wiosna Kościoła”, zapoczątkował okres niszczycielski, zimny i mroczny. A wszystko to dzieje się w czasie, gdy wspólnoty związane z Tradycją, wręcz przeciwnie, przyciągają coraz więcej osób, zwłaszcza młode pokolenia, ponieważ nie proponują naśladowania tego, co oferuje świat, ale Prawdę.
To naprawdę dziwne, że uczeń Augustyna, jakim jest Robert Prevost, zapomina o nauczaniu Świętego z Hippony na temat ludzkiej pychy jako źródła wszystkich grzechów. Czyż dążenie do zdogmatyzowania II Soboru Watykańskiego – do tego stopnia, by uczynić go miarą określającą, kto należy do Kościoła, a kto nie – oraz uparte unikanie jego krytycznej analizy w świetle rzeczywistości nie jest formą pychy? I czyż to nie sam Augustyn przypomina nam, że człowiek pyszny nie toleruje cudzej wielkości?
„Musimy iść naprzód” – stwierdza Leon XIV, i jest to chyba najbardziej niepokojące zdanie. Naprzód dokąd? – Czy istnieje zatem jakiś program do zrealizowania? – Zastanawiam się: czy tak właśnie powinien mówić papież?
– Czy Kościół, zamiast „iść naprzód”, nie powinien raczej zawsze wracać do Chrystusa?
VIDEO: silerenonpossum/leone-xiv-in-merito-alle-ordinazioni-dei-vescovi-lefevriani-noi-abbiamo-invitato
INFO: aldomariavalli.it/quelle-parole-di-leone-che-sconcertano-e-inquietano
5 czerwca 2026 pch24/bp-schneider-wyjasnia-istote-sporu-o-swiecenia-biskupie-w-fsspx

Na 1 lipca 2026 r. Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X planuje święcenia czterech biskupów bez zgody papieża. W opublikowanym właśnie oświadczeniu bp Athanasius Schneider twierdzi, że spór nie ogranicza się do zagadnień dyscyplinarnych w Kościele, lecz dotyka głębszych kwestii doktrynalnych i liturgicznych, które – jego zdaniem – pozostają obecne w Kościele katolickim od czasu Soboru Watykańskiego II.
Poniżej prezentujemy całość dokumentu zatytułowanego The Core Question Regarding the Priestly Society of Saint Pius X:
PODSTAWOWE PYTANIE DOTYCZĄCE BRACTWA KAPŁAŃSKIEGO ŚWIĘTEGO PIUSA X
Bp Athanasius Schneider
Pytania i problemy związane z Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X (FSSPX) są przedmiotem w dużej mierze bezowocnej debaty od ponad pięćdziesięciu lat. Obecnie osiągnęły one punkt kulminacyjny w postaci zapowiedzianych konsekracji biskupich, które nie zostały jeszcze zatwierdzone przez Stolicę Apostolską. Dyskusja ta była podsycana emocjami – często wręcz dosłownie cum ira et studio („z gniewem i stronniczością”) – i jest nierzadko prowadzona przez osoby, które nie znają bezpośrednio odpowiednich dokumentów ani nie mają osobistego doświadczenia z FSSPX. W wielu przypadkach ich wiedza jest powierzchowna i ukształtowana przez z góry przyjęte osądy. W rezultacie debata często przypomina dialog głuchych, w którym te same argumenty są bez końca powtarzane, bez jakiegokolwiek rzeczywistego postępu.
Co więcej, debata ta w dużej mierze pomija zasadniczą kwestię podnoszoną przez FSSPX. To niepowodzenie wynika z fundamentalnego błędu metodologicznego oraz braku opartego na faktach uzasadnienia w odniesieniu do obiektywnych niejasności doktrynalnych i liturgicznych, które leżą u podstaw całego sporu. W swej istocie konflikt ten koncentruje się wokół kwestii prawdy.
1. Sobór Watykański II w kontekście pozostałych dwudziestu soborów powszechnych
Pierwszy błąd polega na traktowaniu soboru duszpasterskiego – w tym przypadku Soboru Watykańskiego II – tak, jakby był on w całości soborem dogmatycznym, oraz na założeniu, że wszystkie jego wypowiedzi należy uważać za definitywnie przedstawione i wiążące dla wszystkich katolików. Zwolennicy takiego podejścia pomijają fakt, że sam Paweł VI stwierdził:
„Są tacy, którzy pytają, jaką władzę, jaką kwalifikację teologiczną Sobór zamierzał nadać swoim naukom, wiedząc, że unikał wydawania uroczystych definicji dogmatycznych angażujących nieomylność kościelnego Magisterium. Odpowiedź jest znana każdemu, kto pamięta deklarację soborową z 6 marca 1964 r., powtórzoną 16 listopada 1964 r.: ze względu na duszpasterski charakter Soboru uniknięto ogłaszania w sposób nadzwyczajny dogmatów opatrzonych znamieniem nieomylności” (Audiencja Generalna, 12 stycznia 1966 r.).
Dotyczy to również dwóch „dogmatycznych” konstytucji Soboru – Dei Verbum i Lumen gentium – ponieważ przymiotnik „dogmatyczny” ma szersze znaczenie i nie ogranicza się wyłącznie do dogmatów rozumianych jako nauki obdarzone nieomylnością.
Wśród pozostałych dwudziestu soborów powszechnych można znaleźć liczne wypowiedzi i dokumenty o charakterze duszpasterskim lub dyscyplinarnym, które obecnie nie mają już zastosowania (na przykład dekret IV Soboru Laterańskiego stwierdzający: „Jeżeli władca świecki zaniedba oczyszczenie swojego terytorium z heretyckiego plugastwa, zostanie związany więzami ekskomuniki”), jak również niedefinitywne wypowiedzi doktrynalne (na przykład dotyczące materii i formy sakramentu święceń z Soboru Florenckiego), które zostały później skorygowane przez Magisterium Kościoła.
Nie można absolutyzować każdej konkretnej historycznej formy sprawowania władzy w Kościele, ponieważ prowadziłoby to do zatarcia koniecznego rozróżnienia między z jednej strony niezmiennymi i trwałymi prawdami wiary (Depositum Fidei), a z drugiej – różnymi sposobami ich przekazywania (np. wypowiedzią duszpasterską, niedefinitywną wypowiedzią doktrynalną czy definicją ex cathedra), z których każdy posiada odmienny stopień autorytetu i mocy wiążącej.
Obecnie jednak, aby pozostawać w pełnej komunii ze Stolicą Apostolską, należy przyjąć te stwierdzenia i nauki Soboru Watykańskiego II, które mają charakter duszpasterski i z punktu widzenia natury magisterialnej są niewątpliwie niedefinitywne. Rodzi to ważne pytanie: dlaczego bezwarunkowa akceptacja tekstów Soboru Watykańskiego II jest przedstawiana jako conditio sine qua non (warunek absolutnie nieodzowny) pełnej komunii ze Stolicą Apostolską, podczas gdy nie istnieje porównywalny wymóg w odniesieniu do duszpasterskich, dyscyplinarnych lub niedefinitywnych nauk poprzednich dwudziestu soborów powszechnych?
Wśród niedefinitywnych nauk Soboru Watykańskiego II znajduje się kilka takich – szczególnie dotyczących wolności religijnej, ekumenizmu, dialogu międzyreligijnego oraz kolegialności – których sformułowania są niejednoznaczne i trudne do pogodzenia z doktrynami nauczanymi konsekwentnie przez Magisterium od epoki Ojców Kościoła aż do okresu bezpośrednio poprzedzającego Sobór.
Istnieje również kwestia rytualnych i doktrynalnych niedoskonałości Novus Ordo Missae. Tego rodzaju zastrzeżeń nie można już po prostu odrzucać bez rozważenia, czego przykładem jest między innymi świadectwo archimandryty Bonifacego Luykxa zawarte w jego książce A Wider View of Vatican II: Memories and Analysis of a Council Consultor (Angelico Press, Brooklyn, Nowy Jork, 2025). Niedostatki Novus Ordo Missae pozostają przedmiotem poważnej dyskusji i nie mogą być po prostu pomijane. Mimo to Stolica Apostolska wymaga od Bractwa Świętego Piusa X uznania nie tylko ważności, lecz również legalności i słuszności reformy liturgicznej wyrażonej w Novus Ordo Missae.
2. Dwie współczesne skrajności w życiu Kościoła: legalizm i papocentryzm
Rozwiązanie kwestii FSSPX jest utrudnione nie tylko przez niechęć do uczciwego intelektualnie zmierzenia się z leżącymi u jej podstaw problemami doktrynalnymi oraz do uznania istnienia niejasności doktrynalnych wymagających korekty, lecz także przez niezdrową mentalność, która rozwinęła się w Kościele na przestrzeni ostatnich kilku stuleci. Chodzi mianowicie o prymat legalizmu, czyli pozytywizmu prawnego, połączony z nadmiernym papocentryzmem, który zbliża się do quasi-ubóstwienia zarówno urzędu, jak i osoby papieża.
Te współczesne przesady zniekształcają i ograniczają życie Kościoła, podporządkowując nadrzędną troskę o czystość i jasność wiary oraz liturgii wymogom legalizmu i papocentryzmu – zjawisku obcemu Ojcom Kościoła i wielkiej Tradycji. W tej wyolbrzymionej formie papocentryzmu papież i jego nauczanie, nawet gdy nie mają one charakteru ściśle dogmatycznego ani definitywnego, bywają traktowani tak, jakby posiadały absolutny i niemal boski charakter. Klimat życia kościelnego był często kształtowany – przynajmniej pośrednio – przez założenia zbliżone do takiego sposobu myślenia.
Większość komentatorów obecnego sporu wokół konsekracji biskupich w FSSPX pozostaje, często nieświadomie, pod wpływem skrajności legalizmu i przesadnego papocentryzmu, które charakteryzują znaczną część współczesnego życia kościelnego. Przepis prawny, zgodnie z którym konsekracje biskupie dokonane bez papieskiego upoważnienia – lub wbrew wyraźnie wyrażonej woli papieża – stanowią akt schizmatycki, był obcy epoce Ojców Kościoła. Co więcej, norma ta weszła w życie dopiero w drugim tysiącleciu.
Kanon 1387 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 roku, który zakazuje udzielania sakry biskupiej bez mandatu papieskiego, został zaliczony do kategorii „Przestępstw przeciwko sakramentom”, a nie do „Przestępstw przeciwko wierze i jedności Kościoła”, gdzie penalizowana jest schizma (kan. 1364). Gdyby konsekracja biskupia bez mandatu papieskiego była ze swej natury aktem schizmatyckim, zostałaby umieszczona wśród przestępstw „przeciwko jedności Kościoła”.
Odpowiadający mu kanon w Kodeksie z 1917 roku również został zaliczony do kategorii „Przestępstw przy udzielaniu i przyjmowaniu święceń oraz innych sakramentów” (tytuł XVI), a nie do kategorii „Przestępstw przeciwko wierze i jedności Kościoła” (tytuł XI).
3. Nadzwyczajny stan kryzysu, a nawet sytuacja nadzwyczajna, w Kościele
Od czasu Soboru Watykańskiego II Kościół katolicki doświadcza atmosfery ogólnej dwuznaczności, niejasności i niepewności w odniesieniu do ważnych doktryn, takich jak wyjątkowość Chrystusa Odkupiciela, wyjątkowość Kościoła katolickiego, ustanowiona przez Boga monarchiczna struktura Kościoła (zarówno na poziomie powszechnym, jak i lokalnym) oraz ofiarniczy charakter Mszy Świętej.
Jest rzeczą niewątpliwie oczywistą, że osoby sprawujące władzę administracyjną w Stolicy Apostolskiej w ciągu ostatnich dziesięcioleci – i sprawujące ją również obecnie – domagają się od FSSPX, jako conditio sine qua non do pełnej komunii ze Stolicą Apostolską, zaakceptowania faktycznie istniejącego klimatu doktrynalnej i liturgicznej niejednoznaczności oraz relatywizmu, który osiągnął swoje apogeum w obecnym, niezwykle dezorientującym procesie synodalnym obejmującym cały Kościół.
Od czasu Soboru, za sprawą niektórych spośród wspomnianych niejednoznacznych nauk, trwa proces zmierzający do ustanowienia – z autorytetem Biskupa Rzymu – tak zwanego „Kościoła Soboru Watykańskiego II” (Church of Vatican II) lub „Kościoła soborowego” (Conciliar Church).
Tendencja ta, występująca obecnie pod nową nazwą „Kościoła synodalnego” (Synodal Church), zmierza zasadniczo do stworzenia religii relatywistycznej, dostosowanej do świata. Próby maskowania tego nowego kierunku ku niejednoznacznej, relatywistycznej i światowej formie Kościoła katolickiego za pomocą hermeneutyki ciągłości są nieuczciwe i nieprzekonujące.
4. Dylemat sumienia Bractwa Świętego Piusa X
Stolica Apostolska wymaga od FSSPX przyjęcia, jako conditio sine qua non do pełnej komunii ze Stolicą Apostolską oraz uregulowania sytuacji kanonicznej, doktryn sformułowanych w sposób niejednoznaczny i niemających charakteru definitywnego. Dotyczy to między innymi nauczania o wolności religijnej, ekumenizmie, dialogu międzyreligijnym (w tym np. stwierdzenia zawartego w Lumen Gentium 16, że muzułmanie wraz z katolikami „oddają cześć jedynemu i miłosiernemu Bogu”), kolegialności biskupiej (rozumianej w sposób osłabiający ustanowioną przez Boga monarchiczną strukturę Kościoła) oraz reform liturgicznych związanych z Novus Ordo Missae.
Stolica Apostolska wymaga również od FSSPX formalnego uznania deklaracji i nauczania papieży posoborowych należących do tak zwanego autentycznego i zwyczajnego Magisterium. Obejmuje to między innymi niektóre stwierdzenia zawarte w adhortacji Amoris Laetitia, które poważnie podważają, a nawet przeczą Bożemu Objawieniu; formalne zezwolenie papieża Franciszka na przystępowanie do Komunii Świętej przez osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach; oraz deklarację Fiducia Supplicans dotyczącą błogosławieństw dla par tej samej płci.
Jeżeli z intelektualną uczciwością spojrzy się na nadzwyczajny kryzys, który dotknął Kościół od czasu Soboru, wraz z towarzyszącymi mu niejasnościami oraz relatywizmem doktrynalnym, liturgicznym i duszpasterskim, wówczas istnienie i działalność FSSPX mogą być postrzegane – w perspektywie długofalowej i w świetle dwutysiącletniej historii Kościoła – jako dzieło Bożej Opatrzności oraz źródło pomocy dla Kościoła w kryzysie o niespotykanej dotąd skali.
Czytając niedawne dokumenty przełożonego generalnego FSSPX, ks. Davide Pagliaraniego, zwłaszcza Wyznanie wiary katolickiej oraz jego Przesłanie do Bractwa i wiernych (załączone poniżej), trudno nie dostrzec głęboko katolickiego ducha, przenikniętego autentyczną wiarą w prymat papieski i synowskim oddaniem wobec osoby Najwyższego Pasterza.
Problem, przed którym stoi FSSPX, nie jest trudny do zrozumienia. Stolica Apostolska wymaga od Bractwa przyjęcia, bez istotnych zastrzeżeń, pewnych obiektywnie niejednoznacznych i niedefinitywnych nauczań Soboru Watykańskiego II, niejednoznacznych wypowiedzi posoborowego Magisterium papieskiego oraz obiektywnych niedoskonałości doktrynalnych i rytualnych Novus Ordo. Tymczasem Bóg nigdy nie wymagał przyjmowania doktryn niejasnych lub sformułowanych dwuznacznie, a Kościół przez całą swoją historię postępował zgodnie z tą zasadą.
FSSPX uważa za jeden ze swoich zasadniczych powodów istnienia odważne (cum parrhesia) wzywanie do powrotu do absolutnej jasności i czystości doktryny, którą Kościół zawsze starał się zachowywać na przestrzeni wieków. W przeszłości papieże znosili prześladowania, męczeństwo, a nawet schizmy, zamiast tolerować najmniejszą choćby niejednoznaczność w wyrażaniu wiary.
Do najbardziej znanych przykładów należą: odrzucenie niejednoznacznego określenia homoiousios; odrzucenie Henotikonu, który, choć nie był formalnie heretycki, niemniej jednak osłabiał jasność doktryny chrystologicznej i ułatwiał szerzenie się monofizytyzmu; oraz odrzucenie niejednoznacznych sformułowań chrystologicznych papieża Honoriusza I (+638). Kilku papieży potępiło Honoriusza pośmiertnie nie za herezję, lecz za doktrynalną niejednoznaczność i za sprzyjanie szerzeniu się herezji.
Jedność sama w sobie nie jest ostatecznym kryterium prawdy. Historia Kościoła zna liczne sytuacje, w których istniało napięcie między Tradycją a faktycznym sprawowaniem władzy kościelnej.
Sam fakt, że niektóre nauczania Soboru Watykańskiego II wraz z reformą liturgiczną doprowadziły – i nadal prowadzą zarówno w teorii, jak i w praktyce – do osłabienia jasności doktrynalnej, zobowiązuje papieża, na wzór wielu jego heroicznych poprzedników, do ich wyjaśnienia i, tam gdzie to konieczne, skorygowania. Powinno się to dokonać z tak odnowioną precyzją i jasnością doktrynalną, aby nie pozostawić miejsca dla interpretacji dwuznacznych lub błędnych.
W tym kontekście szczególnie aktualna pozostaje zasada, którą od dawna kierowali się papieże:
„Dwuznaczność nigdy nie może być tolerowana na synodzie (soborze), którego główna chwała polega przede wszystkim na jasnym nauczaniu prawdy i wykluczaniu wszelkiego niebezpieczeństwa błędu” (Pius VI, Auctorem fidei).
Tragedia obecnej sytuacji polega na tym, że Stolica Apostolska wymaga od FSSPX przyjęcia istniejącego stanu doktrynalnej i liturgicznej niejednoznaczności jako conditio sine qua non do pełnej komunii i uregulowania sytuacji kanonicznej.
W czasie sporu monoteletyckiego, gdy papież Honoriusz I zajął niejednoznaczne stanowisko, święty Sofroniusz z Jerozolimy wysłał do Rzymu swojego sufragana, Stefana, biskupa Dory, do Rzymu, polecając mu udać się do Stolicy Apostolskiej, gdzie znajdują się fundamenty prawowiernej doktryny, i nie ustawać w modlitwie oraz prośbach, dopóki odpowiedzialni za Kościół nie zbadają i nie potępią nowego błędu. Biskup Stefan pozostał w Rzymie przez dziesięć lat, wytrwale realizując tę misję, aż doczekał potępienia herezji przez papieża Marcina I na Soborze Laterańskim w 649 roku.
W pewnym sensie FSSPX pełni dziś podobną rolę, nieustannie wzywając Stolicę Apostolską do zakończenia stanu doktrynalnej i liturgicznej niejasności oraz niepewności. Bractwo wielokrotnie deklarowało, że nie ma innego celu niż formowanie dusz powierzonych jego opiece duszpasterskiej na dobrych chrześcijan i prawdziwych synów oraz córki Kościoła rzymskiego.
Ostatecznie należy być Bractwu wdzięcznym za tę rolę; przyszli papieże z pewnością będą.
5. Duszpasterskie rozwiązanie problemu Bractwa Świętego Piusa X przez papieża
Stolica Apostolska powinna należycie rozważyć Wyznanie wiary katolickiej oraz Przesłanie do wiernych, wydane przez przełożonego generalnego FSSPX, i uznać te dokumenty oraz związane z nimi działania za wystarczające i spełniające minimalne warunki komunii kościelnej. Nałożenie ekskomuniki w obecnym czasie otworzyłoby nową, niepotrzebną i możliwą do uniknięcia ranę w Mistycznym Ciele Chrystusa.
W świetle tych dokumentów i działań Bractwa papież, kierując się ojcowskim sercem, mógłby uczynić wyjątek i zezwolić na konsekracje biskupie jako gest prawdziwie wielkodusznej troski duszpasterskiej. Nakładając ekskomunikę na biskupów udzielających sakry i na nowo konsekrowanych biskupów, Najwyższy Pasterz karałby pośrednio również wiernych FSSPX – część swojej owczarni – którzy szczerze go kochają i uznają jego autorytet, lecz z powodu tego, co postrzegają jako rzeczywisty dylemat sumienia, nie widzą innej możliwości niż dalsze korzystanie z opieki duszpasterskiej FSSPX. Dla istnienia Bractwa posługa biskupia pozostaje bowiem niezbędna, zwłaszcza do sprawowania sakramentów święceń i bierzmowania.
Dlatego FSSPX prosi, wyłącznie dla dobra dusz i dobra Kościoła, aby w obecnych okolicznościach Najwyższy Pasterz okazał zrozumienie dla jego potrzeby posiadania biskupów i zezwolił na konsekracje biskupie. Niestety, pomimo tego, co Bractwo uważa za obiektywny dylemat sumienia, jest ono najczęściej przedstawiane jako schizmatyckie i pyszne.
W duchu wielkoduszności Najwyższy Pasterz, jako prawdziwy ojciec, mógłby zbudować most ku FSSPX, tej części swojej owczarni, i wyjątkowo dopuścić konsekracje biskupie, aby stworzyć klimat, w którym dzięki większemu wzajemnemu zaufaniu można byłoby cierpliwie i stopniowo znaleźć rozwiązanie kwestii doktrynalnych oraz odpowiadających im rozwiązań prawnych. Dzisiejszy Kościół synodalny powinien być zdolny do takiej duszpasterskiej szerokości spojrzenia i hojności. W świetle licznych hojnych ekumenicznych deklaracji i inicjatyw ostatnich dziesięcioleci powinien on również wykazać zdolność rozwiązywania poważnych problemów kościelnych poprzez dialog, cierpliwość i zrozumienie wewnątrz samego Kościoła katolickiego.
Niedawno kardynał Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, potwierdził, że w odniesieniu do odstępstw niemieckich biskupów Stolica Apostolska nie chce, aby podziały przeradzały się w środki karne, podkreślając, że problemy w Kościele powinny być, jeśli to możliwe, rozwiązywane pokojowo. Dlaczego takie podejście nie miałoby zostać zastosowane również wobec FSSPX, które nie neguje żadnego dogmatu, uznaje prymat papieża, modli się za niego i wyznaje synowskie oddanie wobec niego, zachowując jedynie to, w co Kościół powszechnie wierzył i co celebrował aż do Soboru?
Tymczasem niemiecka Droga Synodalna wysunęła wyraźne odstępstwa doktrynalne, promujące de facto herezje, a nawet stanowiska mające charakter bluźnierczy. Dlaczego więc w jednym przypadku podkreśla się potrzebę pojednania i cierpliwego dialogu, a w drugim nie?
Jeżeli w tym roku papież miałby ogłosić ekskomunikę – nowe anatema – wobec biskupów udzielających sakry i nowo konsekrowanych biskupów, zapisze się to w historii Kościoła jako błąd wynikający z nadmiernej surowości duszpasterskiej. Przyszłe pokolenia i przyszli papieże będą tego żałować.
Dlaczego papież miałby dziś czynić coś, czego przyszłe pokolenia mogą jutro żałować? Czy nie powinniśmy uczyć się z historii? Czyż papież jako Najwyższy Pasterz nie jest przede wszystkim powołany do budowania mostów?
Załączniki:
fsspx.news/en/news/interview-superior-general-priestly-society-saint-pius-x
fsspx.org/episcopal-consecrations-what-fr-pagliarani-told-members-society-saint-pius-x
fsspx.org/sites/default/files/documents/2026-05-14_declaration_of_catholic_faith_en.pdf
AF
W oktawie Zesłania Ducha Świętego ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, z radością ogłasza nazwiska kapłanów Bractwa św. Piusa X, którzy zostali wybrani do przyjęcia sakry biskupiej 1 lipca w Ecône.
W duchu szacunku dla najwyższej władzy Kościoła powszechnego akta tych kapłanów zostały przedstawione Ojcu Świętemu wraz z niezbędnymi wyjaśnieniami, pozwalającymi na właściwe zrozumienie tej decyzji w nadzwyczajnym i wyjątkowym kontekście tych konsekracji biskupich.
Zostali wybrani:
Przełożony generalny ponownie podkreśla, że wybór i konsekracja tych kapłanów nie wynikają z jakiegokolwiek roszczenia sobie władzy jurysdykcji ani tworzenia równoległej struktury władzy w Kościele. W żadnym razie nie stanowią one negacji, odrzucenia czy wyzwania wobec najwyższej, pełnej i bezpośredniej władzy jurysdykcji Wikariusza Chrystusowego nad Kościołem powszechnym.
Konsekracje z 1 lipca mają na celu wyłącznie zachowanie możliwości udzielania sakramentów święceń i bierzmowania oraz sakramentaliów zastrzeżonych dla biskupów, zgodnie z tradycyjnym rytem świętego Kościoła rzymskiego i wiarą wszech czasów. Biskupstwo, które otrzymają ci kapłani, winno zatem być postrzegane jedynie jako służba duszom i Kościołowi w obliczu bezprecedensowego kryzysu wiary.
Nasza wola służenia świętemu Kościołowi katolickiemu pozostaje niezachwiana, w głębokiej świadomości pilnego obowiązku wiernego i integralnego przekazywania tego, co otrzymaliśmy – to znaczy tego, w co Kościół zawsze wierzył, czego zawsze nauczał i co zawsze praktykował.
Menzingen, 26 maja 2026 r.
==========================================
Ksiądz Paschalis Schreiber FSSPX, lat 53, urodził się w katolickiej rodzinie z pięciorgiem dzieci, pochodzącej z kantonu Argowii w Szwajcarii. W 1992 r. wstąpił do Seminarium Najświętszego Serca Jezusowego w Zaitzkofen w Niemczech, po czym kontynuował studia w Ecône w Szwajcarii, gdzie latem 1998 r. przyjął święcenia kapłańskie.
Po pięciu latach posługi w Niemczech i we francuskojęzycznej Szwajcarii, w 2003 r. powierzono mu kierownictwo męskiej szkoły średniej w Mels w niemieckojęzycznej Szwajcarii. Dwa lata później objął kierownictwo szkoły podstawowej i średniej dla dziewcząt w Wil, pełniąc tę funkcję przez dziewięć lat.
W 2014 r. został skierowany do Rickenbach, siedziby dystryktu szwajcarskiego, gdzie wpierw przez dwa lata pełnił funkcję ekonoma, a następnie został mianowany przełożonym dystryktu.
Od 15 sierpnia 2020 r. jest rektorem Seminarium Najświętszego Serca Jezusowego w Niemczech, gdzie zajmuje się formacją ponad 50 przyszłych kapłanów i braci pochodzących z 16 krajów. Biegle włada językiem niemieckim i francuskim, posługuje się także angielskim.
Pochodzący z Dakoty Północnej, wychowany w St. Marys w Kansas (Stany Zjednoczone), ks. Michał Goldade FSSPX pochodzi z katolickiej rodziny z dziesięciorgiem dzieci, liczącej trzy siostry Bractwa św. Piusa X. W wieku 18 lat wstąpił do seminarium w Winonie, gdzie w 2004 r. otrzymał święcenia kapłańskie.
Przez pięć lat posługiwał w Armadzie w Michigan, po czym został skierowany do prowadzenia domu rekolekcyjnego w Ridgefield.
W 2014 r. mianowano go przeorem w Kansas City (Missouri), gdzie zajmował się przeoratem, dużą parafią, szkołą oraz wspólnotą sióstr zakonnych. W 2021 roku powierzono mu dodatkowo funkcję asystenta przełożonego dystryktu.
Latem 2023 r. został rektorem Seminarium św. Tomasza z Akwinu w Wirginii, gdzie obecnie czuwa nad formacją blisko 100 seminarzystów. Ma 45 lat, oprócz ojczystego języka angielskiego uczył się francuskiego i zna podstawy hiszpańskiego.
Narodowości francuskiej, ks. Michał Poinsinet de Sivry FSSPX pochodzi z katolickiej rodziny z siedmiorgiem dzieci i ma 42 lata. Formację kapłańską odbył w seminarium we Flavigny we Francji, a następnie w Ecône, gdzie otrzymał święcenia kapłańskie w 2008 r.
Posługę kapłańską rozpoczął od szkoły Saint-Joseph-des-Carmes na południu Francji, a w 2011 r. został kierownikiem szkoły podstawowej Saint-Louis w Paryżu. Funkcję tę pełnił przez pięć lat, jednocześnie obsługując kaplicę w departamencie Seine-Saint-Denis i pomagając w duszpasterstwie kościoła Saint-Nicolas-du-Chardonnet w Paryżu.
Następnie przez sześć lat kierował gimnazjum i liceum Saint-Jean-Baptiste-de-La-Salle w Camblain-l’Abbé niedaleko Arras w Pas de Calais. W 2022 r. został mianowany przełożonym Dystryktu Beneluksu i funkcję tę pełni do dziś. Oprócz francuskiego biegle włada angielskim, a obecnie kontynuuje naukę niemieckiego i niderlandzkiego.
Ksiądz Marek Hanappier FSSPX, narodowości francuskiej, urodził się w 1990 r. w katolickiej rodzinie z dziesięciorgiem dzieci, która wydała kilka powołań: jeden z jego braci jest kapłanem Bractwa, drugi kapłanem u kapucynów w Morgon, a jedna z jego sióstr jest dominikanką nauczającą ze zgromadzenia w Saint-Pré.
Święcenia kapłańskie otrzymał w 2013 r., odbywszy formację w seminariach we Flavigny i w Ecône. Posługę rozpoczął w szkolnictwie we Francji, wpierw w szkole Étoile-du-Matin w Lotaryngii, następnie w szkole Saint-Michel obok Châteauroux.
W 2020 r., mianowany wykładowcą seminarium w Dillwyn w Wirginii, podjął doskonalenie znajomości języka angielskiego podczas rocznego pobytu w Szkocji, posługując jednocześnie duszpastersko w Wielkiej Brytanii.
W seminarium wykłada głównie metafizykę i dogmatykę, zaś w niedziele pełni posługę duszpasterską w kilku kaplicach. Biegle mówi po francusku i angielsku, uczył się języka niemieckiego oraz zna podstawy hiszpańskiego.

Date: 15 Maggio 2026Author: Uczta Baltazara 0 Commenti
Podczas gdy kardynał Tucho Fernández grozi Bractwu, że wyświęcanie nowych biskupów bez zgody papieża pociąga za sobą ekskomunikę latae sententiae, ks. Pagliarani https://en.wikipedia.org/wiki/Davide_Pagliarani uczy Prevosta religii katolickiej… 🙂
Ojcze Święty,
Od ponad pięćdziesięciu lat Bractwo św. Piusa X stara się przedstawić Stolicy Apostolskiej stanowisko własnego sumienia w obliczu błędów, które niszczą wiarę i moralność katolicką. Niestety, żadna z podjętych dyskusji nie przyniosła rezultatu, i na żadne z wyrażonych wątpliwości nie udzielono konkretnej odpowiedzi.
Od ponad pięćdziesięciu lat jedynym rozwiązaniem, które Stolica Apostolska wydaje się realnie brać pod uwagę, są sankcje kanoniczne. Ku naszemu wielkiemu ubolewaniu wydaje nam się, że prawo kanoniczne jest zatem wykorzystywane nie po to, by umacniać w wierze, ale by od niej oddalać.
W poniższym tekście, Bractwo św. Piusa X pragnie w obecnych okolicznościach wyrazić Jego Świątobliwości i Kościołowi powszechnemu swoje synowskie i szczere przywiązanie do wiary katolickiej, nie ukrywając niczego ani przed Jego Świątobliwością, ani przed Kościołem powszechnym.
Bractwo powierza to skromne Wyznanie Wiary w ręce Jego Świątobliwości. Wydaje nam się, że odpowiada ono minimalnym wymaganiom niezbędnym do pozostawania w komunii z Kościołem, do wyznawania, że jesteśmy katolikami, a zatem Jego dziećmi.
Nie mamy innego pragnienia, jak tylko żyć w wierze rzymskokatolickiej i być w niej umocnieni.
……………………..
A zatem, pozostając mocno zakorzenieni w prawdziwej wierze katolickiej, starajcie się zawsze być godnymi sługami ofiary Bożej i Kościoła Bożego, który jest Ciałem Chrystusa”.
Bo jak mówi Apostoł: «Wszystko, co nie pochodzi z wiary, jest grzechem 1», schizmatyckie i poza jednością Kościoła 2.”
………………………
WYZNANIE WIARY KATOLICKIEJ
W imię naszego Pana Jezusa Chrystusa, Boskiej Mądrości, Słowa Wcielonego, który zapragnął jednej religii, który na zawsze unieważnił Stare Przymierze, który założył jeden Kościół, który zatriumfował nad szatanem, który zwyciężył świat, który będzie z nami aż do końca czasów, który powróci, aby sądzić żywych i umarłych.
On, doskonały Obraz Ojca, Syn Boży, który stał się człowiekiem, został ustanowiony jedynym Odkupicielem i Zbawicielem świata poprzez Wcielenie oraz poprzez dobrowolną ofiarę krzyża. Nasz Pan zaspokaja boską sprawiedliwość, przelewając swoją Najświętszą Krew, i w swojej Krwi ustanawia Nowe i Wieczne Przymierze, znosząc Stare. Jest On zatem jedynym Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi i jedyną drogą, by dotrzeć do Ojca. Tylko ten, kto Go zna, zna Ojca.
Z mocy boskiego postanowienia Najświętsza Maryja Panna została bezpośrednio i głęboko włączona w całe dzieło Odkupienia; dlatego też zaprzeczanie temu udziałowi – w rozumieniu przekazanym przez Tradycję – oznacza wypaczenie samego pojęcia Odkupienia, takiego, jakim zaplanowała je Boska Opatrzność.
Istnieje tylko jedna wiara i tylko jeden Kościół, dzięki którym możemy osiągnąć zbawienie. Poza Kościołem Rzymskokatolickim i bez wyznawania wiary, której on zawsze nauczał, nie ma zbawienia ani odpuszczenia grzechów.
W związku z tym każdy człowiek do zbawienia swojej duszy potrzebuje być członkiem Kościoła Katolickiego, a jedyną drogą do włączenia się w niego jest chrzest. Wymóg ten dotyczy całej ludzkości bez wyjątku, a zatem obejmuje bez różnicy chrześcijan, żydów, muzułmanów, pogan i ateistów.
Misja powierzona apostołom, aby głosili Ewangelię wszystkim ludziom i nawracali ich na wiarę katolicką, obowiązuje aż do końca czasów i stanowi odpowiedź na najpilniejszą i najistotniejszą potrzebę, jaka istnieje na świecie. „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; kto nie uwierzy, będzie potępiony 3”. Dlatego rezygnacja z wypełnienia tej misji stanowi najpoważniejszą zbrodnię przeciwko ludzkości.
Kościół Rzymski jest jedynym, który posiada jednocześnie cztery cechy charakteryzujące Kościół założony przez Jezusa Chrystusa: jedność, świętość, powszechność i apostolskość.
Jego jedność wynika zasadniczo z wyznawania przez wszystkich jego członków jedynej prawdziwej wiary, wiernie strzeżonej, nauczanej i przekazywanej przez hierarchię katolicką na przestrzeni wieków.
Zaprzeczenie choćby jednej prawdzie wiary niszczy samą wiarę i sprawia, że jakakolwiek wspólnota z Kościołem Katolickim staje się całkowicie niemożliwa.
Jedyną możliwą drogą do przywrócenia jedności chrześcijan różnych wyznań jest pilne i pełne miłości wezwanie skierowane do niekatolików, aby wyznawali jedyną prawdziwą wiarę w łonie jedynego prawdziwego Kościoła.
W żadnym wypadku Kościół Katolicki nie może być traktowany na równi z fałszywym kultem lub fałszywym kościołem.
Papież Rzymski, Namiestnik Chrystusa, jest jedyną osobą sprawującą najwyższą władzę nad całym Kościołem. Tylko On bezpośrednio przyznaje innym członkom hierarchii katolickiej jurysdykcję nad duszami.
„Duch Święty nie został obiecany następcom Piotra po to, aby poprzez swoje natchnienie objawiał nową doktrynę, ale po to, aby skrupulatnie strzec i wiernie głosić, z Jego pomocą, objawienie przekazane przez Apostołów, to znaczy depozyt wiary 4.”
Jednej wierze odpowiada jeden kult, będący najwyższym, autentycznym i doskonałym wyrazeniem samej wiary.
Msza Święta jest kontynuacją ofiary krzyżowej w czasie, złożonej za wielu i odnawianej na ołtarzu. Chociaż ofiarowana jest w sposób bezkrwawy, Święta Ofiara Mszy Świętej ma zasadniczo charakter pokutny i przebłagalny. Żadna inna forma kultu nie stanowi doskonałego uwielbienia. Żadna inna forma kultu, która nie jest z nią powiązana, nie jest miła Bogu. Żadne inne środki nie są wystarczające do uświęcenia dusz.
Dlatego też w żadnym wypadku Święta Ofiara Mszy nie może być sprowadzona do czystej pamiątki, do duchowej wieczerzy, do świętego zgromadzenia celebrowanego przez lud, do celebracji tajemnicy paschalnej bez ofiary, bez zaspokojenia boskiej sprawiedliwości, bez odpokutowania za grzechy, bez przebłagania, bez Krzyża.
Wsparcie udzielane duszom poprzez sakramenty Kościoła Katolickiego jest wystarczające w każdej sytuacji i w każdym okresie historycznym, aby umożliwić wiernym życie w stanie łaski.
Prawo moralne zawarte w Dekalogu i udoskonalone w Kazaniu na Górze jest jedynym realnym sposobem na osiągnięcie zbawienia dusz. Każdy inny kodeks moralny, na przykład oparty na poszanowaniu stworzenia lub prawach człowieka, jest całkowicie niewystarczający, by uświęcić i zbawić duszę. W żadnym wypadku nie może on zastąpić jedynego prawdziwego prawa moralnego.
Na wzór św. Jana Chrzciciela prawdziwa miłość zobowiązuje nas do upominania grzeszników i do tego, by nigdy nie rezygnować z podejmowania niezbędnych środków w celu ocalenia ich dusz.
Kto spożywa Ciało Pana naszego i pije Jego Krew, będąc w stanie grzechu, ten spożywa i pije własne potępienie, a żadna władza nie może zmienić tego prawa zawartego w naukach św. Pawła i w Tradycji.
Grzech nieczysty i przeciw naturze jest tak poważny, że zawsze i w każdych okolicznościach woła o pomstę przed obliczem Boga i jest całkowicie nie do pogodzenia z jakąkolwiek formą prawdziwej i chrześcijańskiej miłości. Dlatego też taki „sposób życia” w żadnym wypadku nie może być uznany za dar Boży. Para, która praktykuje taki grzech, powinna otrzymać pomoc w uwolnieniu się od niego i w żadnym wypadku nie może być błogosławiona – formalnie ani nieformalnie – przez szafarzy Kościoła.
Podporządkowanie instytucji oraz narodów jako takich władzy naszego Pana Jezusa Chrystusa jest bezpośrednią konsekwencją Wcielenia i Odkupienia. Zatem świecki charakter instytucji i narodów stanowi domyślne zaprzeczenie boskości i powszechnego królestwa naszego Pana.
Chrześcijaństwo nie jest zwykłym zjawiskiem historycznym, lecz jedynym prawdziwym porządkiem, jaki Bóg zaplanował dla ludzi.
To nie Kościół powinien dostosowywać się do świata, ale świat powinien być przemieniany przez Kościół.
W tej wierze i według tych zasad prosimy o pouczenie i utwierdzenie przez Tego, który posiada charyzmat, by to uczynić. Z pomocą Pana naszego wolimy raczej śmierć, niż z nich zrezygnować. W tej niezmiennej wierze pragniemy żyć i umrzeć, oczekując, aż ustąpi ona miejsca bezpośredniemu kontemplowaniu niezmiennej Wiecznej Prawdy.
Menzingen, 14 maja 2026 roku, w święto Wniebowstąpienia Pańskiego.
Davide Pagliarani
INFO: fsspx.org/it/dichiarazione-di-fede-cattolica-rivolta-papa-leone-xiv
WARTO PRZYPOMNIEĆ: /babylonianempire.wordpress.com/?s=Tucho

Nadchodzące konsekracje biskupie, zaplanowane na 1 lipca, wywołały ożywioną dyskusję wśród katolików na całym świecie. Wydarzenie to nie tylko budzi emocje, ale też prowokuje do stawiania fundamentalnych pytań o granice posłuszeństwa i ducha praw kościelnych. Dlaczego akt, który w normalnych okolicznościach zostałby przez wszystkich uznany za naruszenie dyscypliny, w tym konkretnym przypadku jest przez Bractwo św. Piusa X przedstawiany jako prawowity?
Aby zgłębić istotę tego sporu, należy wyjść poza ramy czysto kanoniczne i przywołać teologię Kościoła. Kluczowe zagadnienia, które się tu rysują, są następujące:
Odpowiedzi na te i inne pytania, zadawane przez czworo młodych Francuzów, podjął się udzielić ks. Jan Michał Gleize FSSPX, profesor eklezjologii i ceniony teolog. Dostępne poniżej nagranie przedstawia nie wykład akademicki, ale próbę odnalezienia drogowskazów w tych trudnych dla Kościoła katolickiego czasach.
=================================
Film posiada polskie napisy (jeśli się nie pokażą automatycznie, należy kliknąć na ikonkę [CC]), a w serwisie YouTube są dostępne również sygnatury czasowe, ułatwiające przejście do interesującej kwestii.

List Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej, który w niedzielę 22 marca br. był odczytany w części kościołów w Polsce, zawiera bardzo poważne błędy teologiczne. Głosi on mianowicie trwanie Starego Przymierza (mimo jego oczywistego wypełnienia przez Pana Jezusa), skandalicznie imputuje Kościołowi katolickiemu, nowemu Izraelowi, depozytariuszowi nowego i wiecznego Przymierza, błędne nauczanie i błędne rozumienie Pisma Świętego oraz zarzuca niezmiennemu nauczaniu katolickiemu, że jest jedną z przyczyn antysemityzmu.
List ten, który zuchwale posuwa się nawet do tego, żeby zachęcać katolików do nawiedzania żydowskich bożnic w duchu stricte religijnym, spotkał się ze słusznym oburzeniem wielu Polaków.
Trzeba jednak pamiętać, że właściwą reakcją na ten oficjalny dokument powinno być nie tylko oburzenie, ale i wynagrodzenie Panu Bogu w Trójcy Jedynemu za zniewagę, jaką polscy biskupi uczynił Jemu, Jego Kościołowi i Jego świętym, w dodatku w najświętszym czasie roku liturgicznego, jakim jest okres Męki Pańskiej.
Wykorzystajmy ten szczególny czas łaski, jaki nam pozostał do świąt Zmartwychwstania Pańskiego, aby zdwoić nasze wysiłki i umartwienia, przede wszystkim w wierności naszym obowiązkom stanu i stronieniu od ducha tego świata, i ofiarować je Panu Bogu w intencji znieważanego Kościoła Świętego, naszej matki, a także powrotu polskich hierarchów do pełni katolickiej wiary – wiary, która jest zasadniczą podstawą katolickiej jedności.
ks. Karol Stehlin FSSPX
Przełożony dystryktu Polski Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X
25 marca AD 2026, w święto Zwiastowania Pańskiego
[też jest z Poznania]
początek 24.06.2026 r. (środa)
koniec 03.07.2026 r. (piątek)
Z okazji konsekracji biskupich w Ecône oraz święceń kapłańskich w Zaitzkofen jest organizowana dziesięciodniowa pielgrzymka autokarowa. Ma ona cztery cele:
24.06: Warszawa – Częstochowa – Bawaria
Wyjazd z Warszawy w godzinach porannych. Przejazd do Częstochowy. Modlitwa przed cudownym obrazem na rozpoczęcie pielgrzymki. Nawiedzenie sanktuarium w Gidlach. Następnie dalszy przejazd do Bawarii. Zakwaterowanie w hotelu, obiadokolacja i nocleg.
25.06: Altötting
Śniadanie. Przejazd do sanktuarium maryjnego w Altötting, jednego z najważniejszych ośrodków pielgrzymkowych w Niemczech. Nawiedzenie Kaplica Łask w Altötting, modlitwa przed cudowną figurą Matki Bożej. Zwiedzanie bazyliki św. Anny i modlitwa w bazylice. Przejazd na kolację i nocleg.
26.06: Ratyzbona – Zaitzkofen
Śniadanie. Przejazd do Ratyzbony. Zwiedzanie kościołów: katedra św. Piotra, kościół św. Emmerama, Bazylika Narodzenia NMP, portal kościoła Szkotów (modlitwa i konferencje rekolekcyjne w kościołach), kamienny most na Dunaju. Po południu przejazd na kolację i nocleg. Przejazd na kolację i nocleg.
27.06: Zaitzkofen
Śniadanie, pobyt w Zaitzkofen. Święcenia kapłańskie. Kolacja i nocleg.
28.06: Zaitzkofen
Śniadanie, pobyt w Zaitzkofen. Msze prymicyjne. Kolacja i nocleg.
29.06: Monachium
Śniadanie. Przejazd do Monachium. Zwiedzanie najważniejszych kościołów w mieście, m.in: katedra Najświętszej Marii Panny – Frauenkirche, kościół św. Piotra (modlitwa i konferencje rekolekcyjne w kościołach), Marienplatz oraz spacer po historycznym centrum. Przejazd na kolację i nocleg.
30.06: Przejazd do Szwajcarii
Śniadanie. Przejazd do Szwajcarii. Po drodze nawiedzenie najważniejszego sanktuarium maryjnego w Szwajcarii –Einsiedeln. Modlitwa w Opactwo Einsiedeln, gdzie znajduje się słynna kaplica z cudowną figurą Czarnej Madonny, od wieków będąca celem licznych pielgrzymek. Czas na modlitwę i krótki spacer po placu klasztornym. Następnie dalszy przejazd w kierunku kantonu Valais i zakwaterowanie w okolicy Ecône. Nocleg.
01.07: Ecône
Śniadanie, przejazd do Ecône. Konsekracje biskupie. Wieczorem przejazd na kolację i nocleg.
02.07: Trydent
Śniadanie. Przejazd do Trydentu. Nawiedzenie katedry św. Wirgilusza w Trydencie oraz zwiedzanie historycznych miejsc w mieście. Przejazd na kolację i nocleg.
03.07: powrót do Polski
Po drodze nawiedzenie jasnogórskiego sanktuarium i dziękczynienie za nowych biskupów Bractwa.
Cena udziału w pielgrzymce wyniesie 6320 6290 zł i 200 euro.
Płatność: 30% bezpośrednio po podpisaniu umowy; pozostała kwota do 20 maja 2026 r.
Zawsze Wierni nr 2/2026 (243) tj. piusx.org.pl/zawsze_wierni
ks. Piotr Dzierżak FSSPX
Drodzy czytelnicy, na pewno nikogo nie trzeba przekonywać, że bez właściwego wychowania przyszłych pokoleń wszelkie podejmowane próby restaurowania katolickiej rzeczywistości w wymiarze czy to społecznym, czy eklezjalnym muszą spełznąć na niczym. Pomijając kwestię trudności zaordynowania odpowiedniego lekarstwa w dzisiejszych realiach, pozostaje jeszcze kwestia – wcale zresztą niebagatelna – czym w istocie jest katolickie wychowanie. A może na początku należałoby zapytać o to, czym w ogóle jest wychowanie jako takie: czy chodzi o mozolne urabianie w młodym człowieku tego, co cała tradycja greckiej filozofii nazywała cnotą (stgr. ἀρετή), czy też chodzi o spełnianie wszelkich zachcianek persony już z urodzenia rzekomo mądrej, rzecz jasna wolnej, no i oczywiście z samej swojej natury dobrej, a przy tym posiadającej nieutracalną „godność osoby ludzkiej”, dysponującej przy tym wszelkimi możliwymi prawami, łącznie z tymi ubliżającymi samemu Stwórcy?
Przyznać trzeba, że na omawianym polu anty-Boża i zarazem antyludzka rewolucja dokonuje zmian w tempie iście ekspresowym, dlatego też każda uwaga zgodna ze zdrowym rozsądkiem i doświadczeniem ogólnoludzkim będzie już wartościowa i w jakiejś mierze przybliży nas do upragnionego celu. Jednocześnie musimy zdawać sobie sprawę z tego, że pomimo to nie będzie ona wystarczająca, choćby udało się przypomnieć, a nawet wprowadzić w czyn wszelkie konieczne recepty tego typu. Jest tak, ponieważ choroba, z którą się zmagamy w sferze wychowania, ma charakter nie tylko złożony i wielopłaszczyznowy, lecz wprost dotykający rzeczywistości nadprzyrodzonej. Stąd też i lekarstwo musi mieć nadprzyrodzony charakter. Dlatego szukać go należy jedynie w założonym przez naszego Pana Jezusa Chrystusa Kościele katolickim. W nim bowiem znajdziemy nie tylko lekarstwa na wszelkie bolączki jednostek ludzkich, ale też odpowiednie wytyczne, na których mają się oprzeć przejawy życia wspólnotowego: rodzinnego, społecznego i wreszcie politycznego.
Czym jest więc katolickie wychowanie? Jeśli chcielibyśmy poprzestać na jednym zdaniu, wystarczyłoby napisać, że jest ono wychowaniem nietracącym z pola widzenia tego, co stanowi ostateczny cel życia człowieka, którym jest niebo.
Reszta stanowi domenę środków – bo to przecież cel je określa, a zarazem jest wobec nich nadrzędny. Tym samym ustala się pewna hierarchia dóbr. Dopiero wówczas można mówić o katolickim wychowaniu, gdy te naturalne dobra (takie jak zdrowie, długość życia, samopoczucie itd.) są w oczach wychowawcy mniej istotne od nadprzyrodzonych, od których bezpośrednio zależy wieczne zbawienie wychowanka (stan łaski uświęcającej, dobre nawyki prowadzące do unikania grzechu).
Obawiam się jednak, że dla dzisiejszego katolika, ukształtowanego przez nowoczesny, wygodny i (na swój sposób) bezpieczny świat, stanowi to zasadę bardzo trudną do przyjęcia – a to ze względu na wszechobecny praktyczny naturalizm, każący oceniać wszystko z perspektywy zbyt naturalnej, nieuwzględniającej ceny życia wiecznego. Podkreślmy: postawa ta nie odrzuca katolickich prawd objawionych mówiących o niebie, piekle, sądzie Bożym itd., a jednak traktuje je w sposób nie dość poważny. Tym samym następuje zaburzenie perspektywy. Człowiek skażony praktycznym naturalizmem żyje głównie dla doczesności, wieczność natomiast staje się dla niego zaledwie pożądaną opcją. I podobną mentalność wytwarza w swoim wychowanku.
Jak jednak ustrzec się tej pułapki, jednocześnie unikając fanatyzmu skutkującego przesadą w drugą stronę? Kluczem jest wyrabianie w dziecku odpowiednio rozumianych cnót moralnych: roztropności, sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że cnoty mają podwójny charakter – chrześcijańska filozofia wyróżnia cnoty nabyte, wytwarzane przez ustawiczne powtarzanie dobrych czynów, i wlane, wynikające wprost z nadprzyrodzonego życia łaski. Te pierwsze stanowiły przedmiot pożądania już u mędrców pogańskich, te drugie kształtowane są w duszach ludzkich bezpośrednio przez dobrego Boga, a z naszej strony wymagają one odpowiedniej dyspozycji zapewnianej przez życie modlitewne i sakramentalne. Prawdziwie katolickie podejście do cnoty wymaga wyrabiania w sobie i w innych obu – jak zaznacza św. Tomasz1 – gatunkowo różnych rodzajów cnót. Przy czym cnoty wlane (nadprzyrodzone) posługują się nabytymi (naturalnymi) jako swoimi narzędziami2. I tak np. roztropność wlana, każąca oceniać wszystko z perspektywy objawionej wiary, posługuje się roztropnością nabytą, widzącą świat z perspektywy zdrowego rozsądku (którego katolikowi nigdy dosyć!). Podobnie dzieje się w dziedzinie sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania.
Zatem cnoty nadprzyrodzone, dające wewnętrzną łatwość potrzebną przy spełnianiu obowiązków, znajdują wsparcie w postaci cnót naturalnych, pomocnych w przezwyciężaniu zewnętrznych przeszkód w wypełnianiu owych obowiązków. Według optyki chrześcijańskiej dopiero połączenie tych dwóch rodzajów cnót, ich zespolenie, daje zdolność do właściwego działania. Tym samym w życiu wyrobionego moralnie chrześcijanina ustalić się może harmonia natury i łaski. Dzięki temu katolik będący świętym, bogaty w oba rodzaje cnót, niepomiernie góruje nad pogańskim mędrcem, posiadającym tylko cnoty naturalne.
Prawdziwe katolickie wychowanie musi być realistyczne. Dlatego ma po pierwsze uwzględniać, nie tylko w teorii, lecz również w praktyce, skażenie natury ludzkiej grzechem pierworodnym – ową znaną nam z katechizmu poczwórną ranę: ignorancji, złośliwości, słabości oraz pożądliwości, która jest w nas zaledwie zabliźniona dzięki łasce chrztu świętego. Stąd wyprowadzić można szereg zasad praktycznego postępowania w bardzo konkretnych sytuacjach, które należy wychowankowi wpajać, również samemu ich przestrzegając. Po drugie dzieło wychowawcze musi uwzględniać osobowość podopiecznego – jego szczególne uzdolnienia i wady wymagające wytężonej pracy. To z kolei wymaga dokładnego poznania osób, za które się odpowiada. Wreszcie po trzecie w wychowaniu należy koniecznie uwzględnić to szczególne zadanie, które każdemu człowiekowi wyznaczyła Boża opatrzność. Niestety o tym dziś prawie wcale się nie pamięta. Ileż powołań do życia wyższego: kapłańskiego i zakonnego, przepadło bezpowrotnie wskutek niestosowania się do tej zasady!
Powyżej opisane zasady i uwagi są o tyle cenne, że w zasadzie każdy katolik jest w pewnej mierze wychowawcą. Skąd jednak ma on czerpać konkretne i szczegółowe rady wychowawcze, których z owych ogólnych zasad nie będzie się dało wyprowadzić? Wciąż niedocenianą pomoc stanowią, obok innych dokumentów Magisterium, liczne encykliki dotyczące szeroko pojętych spraw społecznych, pośród których w pierwszej kolejności należy wymienić: Divini illius Magistri (o chrześcijańskim wychowaniu młodzieży), Sacra virginitas (o świętym dziewictwie), Casti connubii (o małżeństwie chrześcijańskim), Sapientiæ christianæ (o obowiązkach chrześcijan jako obywateli).
Jako w pewnej mierze odpowiedzialni nie tylko za zbawienie własne, ale i naszych potomków, nie zapominajmy o uciekaniu się do pomocy Najświętszej Maryi Panny, najczulszej przecież i najroztropniejszej ze wszystkich matek, a także innych świętych i patronów. Niech oni każdego dnia wyjednują nam łaski potrzebne w pracy wychowawczej!