Bismarck, Hitler, Merkel, Ursula von der Leyen stworzyli IV Rzeszę.

Rodzina Bismarcków i von Braunów oraz Walter Hallstein czyli od Trzeciej do Czwartej Rzeszy.

W dniu 1 grudnia redaktor Kamil Dziubka na portalu Der Onet ujawnił straszną rzecz. Oto Prezes miał dzień wcześniej rzucić papierami na stół i oznajmić co następuje: ”…Ciężkie terminy przyszły na Europejczyków. Niemcy wyłożyły karty na stół i chcą budowy IV Rzeszy. My na to nie pozwolimy…”.

W mediach nad Wisłą reprezentujących „wartości europejskie to znaczy niemieckie” rozpętała się burza . Najbardziej wymowny był pan Piotr Zychowicz, który 3 grudnia też na Der Onet wg redaktora Tomasza Figury miał powiedzieć m.in. co następuje:”… Polska jest państwem średnim i nie dysponuje narzędziami, które mogłyby powstrzymać Niemcy, jeżeli te zdecydowałyby się stanąć na czele europejskiej federacji…” a na pociechę dodał, że :”… federacja europejska miałaby kolosalny potencjał i mogłaby konkurować z imperiami nowego świata. Jest jednak pewien problem: w każdej spółce najważniejszy głos ma właściciel największego pakietu akcji. A więc – w przypadku Europy – są to Niemcy. Kraj o najpotężniejszej gospodarce…”.

Pan Zychowicz wyprodukował się na Der Onet około godziny 18 w dniu 3 grudnia a tego samego wieczora niezwyciężona Bundeswehra pokazała światu „Großer Zapfenstreich zu Ehren von Angela Merkel” , co się przekłada na „Wielki capstrzyk dla uczczenia Angeli Merkel”.

Nie pierwszy to raz, kiedy bywsza enerdowska komsomołka przywołuje symbole jak najgorzej kojarzące się ofiarom II WW. Czego tam bowiem nie było: stahlhelmy, pochodnie, marsze a nawet jeden tak jakby aquila legionu rzymskiego z niemieckim orłem na czubku i frędzlami w kolorach niemieckiej flagi. Aż się łza w oku zakręcić musiała Bundeskanzlerin z DDR.
No ale to była dzisiejsza Bundeswehra nawiązująca symbolicznie do dawnych dobrych czasów, jednakże w kiepsko dopasowanych płaszczykach koloru szarego i granatowego i z białymi pasami. Dawało to efekt drogówki z PRL. No ale te stahlhelmy i znak legionu rzymsko-niemieckiego to było jasne przesłanie niemieckich biurokratów w garniakach za 10 tysięcy Euro: idziemy po wszystko.

Prezes nie musiał oglądać tego widowiska z podkładem muzycznym od Niny Hagen ( Du hast den Farbfilm vergessen) do hymnu katolicko-protestanckiego oczywiście z XVIII w. (Großer Gott, wir loben dich) tylko sobie przejrzał tłumaczenie programu koalicji SPD-FDP-Zieloni z „federalizacją Europy” jako głównym punktem.

18 stycznia tego roku minęło dokładnie 150 lat od tzw. unifikacji Niemiec tj. pod naciskiem Prus, które stanowiły ok. 2/3 terytorium i ludności Niemiec, jak pisze docent wiki :”… książęta państw niemieckich zgromadzonych w Wersalu we Francji ogłosiło Wilhelma I z Prus –cesarzem Cesarstwa Niemieckiego podczas wojny francusko –pruskiej…”.

Tak powstała II Rzesza a ojcem założycielem tego interesu był książę Otto Fürst von Bismarck, Graf von Bismarck-Schönhausen, Herzog zu Lauenburg, który w pewnym przemówieniu miał powiedzieć m.in.:“… wolę mieć do czynienia z carem w Petersburgu, niż ze szlachta w Warszawie. Wstęp do odbudowy państwa polskiego, odebranie Prusom ziem polskich równałoby się przecięciu pruskich żył”.

Pruskie żyły zostały przecięte w okolicznościach, których książę Bismarck nie mógł był przewidzieć a wiązały się z klęską III Rzeszy, które to państwo polegało na tym, że Republikę Weimarską opanowali jacyś naziści z kosmosu i podbili dobrych Niemców. A na Żydów napuścili złych Polaków a może odwrotnie: to źli Polacy napuścili na Żydów nazistów z kosmosu. Taka wersja historii jak się wydaje od pewnego czasu oficjalnie obowiązuje w Niemczech oraz w krajach z nimi sprzymierzonych jak również w pewnych kręgach nad Wisłą, które cieszą się stałym wsparciem (moralnym oczywiście) odrodzonych Niemiec.

Jedno trzeba powiedzieć: Prezes okazał się wielkim optymistą, twierdząc, że :”… Niemcy chcą budowy IV Rzeszy…”. Jeśli się spojrzy na niektóre wypadki związane z odbudową III Rzeszy na gruzach II Rzeszy i tworzenie tzw. zdenazyfikowanych demokratycznych Niemiec pod auspicjami zwycięskich Aliantów po II WW, to można zaryzykować stwierdzenie, że zalążki IV Rzeszy pojawiły się w zasadzie w II Rzeszy a na gruzach Berlina a właściwie w epoce kanclerza Erhardta – była gotowa do realizacji.

Wystarczy prześledzić losy kilku znanych rodów niemieckich z wojskowości i polityki oraz kilka cywilnych rodów biznesowych.

Na przykład ród wspomnianego już symbolu Cesarstwa Niemieckiego a wcześniej Królestwa Prus – Otto książę von Bismarck.

Historia życia dwóch wnuków jest niezwykle pouczająca „w temacie” przechodzenia suchą nogą z III Rzeszy do tego, co niektórzy nazywają „dojrzałą demokracją niemiecką”.

Oto oni.
Otto Christian Archibald Graf von Bismarck-Schönhausen syn Herberta urodzony w 1897 na rok przed śmiercią legendarnego dziadka. Od 1927 r. czyli jeszcze za czasów Republiki Weimarskiej w służbie dyplomatycznej Niemiec: 1927-1928 – Szwecja, 1928-1937 – Londyn, 1937-1940 MSZ w Berlinie, od 1940 do 1943 poseł w ambasadzie III Rzeszy we Włoszech a w okresie okupacji Italii przez Niemcy – był szefem „sekcji MSZ Rzeszy w Rzymie”. Czyli działał we władzach okupacyjnych Italii.

W dniu 18 sierpnia 1942 r. czyli w 2 miesiące od rozpoczęcia operacji Fall Blau Otto Christian von Bismarck- Schönhausen wówczas zastępca ambasadora III Rzeszy w Królestwie Italii Hansa Georga von Mackensena syna „ostatniego huzara cesarza Wilhelma II” marszałka polnego I WW Augusta von Mackensena WEZWAŁ do siedziby włoskiego MSZ osobistego sekretarza ministra Galeazzo Ciano – markiza Blasco Lanza d’Ajeta i zawiadomił go, iż:”… otrzymał rozkaz aby zażądać od rządu włoskiego aby tenże rząd „wydał swojej armii instrukcje, które zostały opracowane przez Niemców i Chorwatów dla przetransferowania Żydów chorwackich na Wschód…”.

No i  jak głosi wieść gminna z niemieckich sfer arystokratycznych, książę Bismarck wykazał się szaleńczą wprost odwagą, bowiem w trakcie spotkania z markizem d’Ajetą „wymsknęło mu się” szeptem, że tych Żydów to się nie wywozi do pracy ale do likwidacji. Tak jakby minister Ciano tego nie wiedział, skoro Włoski Korpus Ekspedycyjny w Rosji składający się z 3 dywizji operował na terenie południowego ZSRR już od 1941 r. a latem 1942 r. wzmocniony o dodatkowe siły podchodził już pod Stalingrad. Włosi uczestniczyli w oblężeniu Odessy, zdobywaniu Doniecka (wtedy Stalino) , więc mieli pełny obraz tego, jak wygląda zachowanie Einsatzgruppen na podbijanych terenach ZSRR.

Ale jak pięknie brzmi taka opowieść o „wrażliwym moralnie księciu Bismarcku, który uczulił ministra Ciano na konieczność ratowania chorwackich Żydów”. I jak się przydało do CV do kariery politycznej po wojnie.

Bo należy zauważyć, że Otto Christian von Bismarck – Schönhausen jako członek Deutschnationale Volkspartei był od roku 1924-1928 posłem do Reichstagu a w roku 1933 wstąpił do NSDAP i od tego roku reprezentował NSDAP czyli Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterparte aż do „późnego 1945 r. jako poseł do Reichstagu.

Kiedy nadszedł koniec wojny bardzo się księciu przydała inwestycja matrymonialna: w 1928 r. ożenił się ze Szwedką Ann-Mari Tengbom córką architekta. No i kiedy neutralna Szwecja a konkretnie wiceprzewodniczący Szwedzkiego Czerwonego Krzyża Folke Bernadotte zaczął negocjować pod koniec wojny ewakuację szwedzkich a później i innych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych , to bardzo się przydał pałacyk myśliwski rodziny Bismarcków – Fridrichsruh. Położony niedaleko owianego złą sławą (Cap Arcona) obozu koncentracyjnego Neuengamme. W pałacyku Szwedzi zorganizowali „centrum operacyjne“ dla akcji tzw. Białych Autobusów.

Jakoby małżonka Ann-Marie uczęszczała do tej samej szkoły co Folke Bernadotte, więc problemów z denazyfikacją książę Otto von Bismarck młodszy – nie miał.

Już w 1950 r. otrzymał propozycję wstąpienia do partii FDP ale ostatecznie zdecydował się na wstąpienie do CDU. Z ramienia tej partii wystartował w wyborach do Bundestagu nowych zdenazyfikowanych Niemiec w roku 1953 – z rodzinnego księstwa a raczej Herztogum Lauenburg.

I się dostał. W Bundestagu zasiadał w latach 1953-1965, głównie działając w komisji spraw zagranicznych.
Był też członkiem Zgromadzenia Ogólnego Rady Europy a w latach 1957 – 1966 piastował stanowisko Wiceprzewodniczącego Rady Europy. A jego syn Ferdinand Herbord Ivar von Bismarck ur. w 1930 r. w Londynie, kiedy tato był na placówce, pracował w owych latach w Komisji Europejskiej.

Akurat wtedy , kiedy funkcję pierwszego przewodniczącego Komisji Europejskiej sprawował inny Niemiec Walter Hallstein, który dążył wszelkimi siłami do „federalizacji Europy”.

No co za zbieg okoliczności. Dwóch Bismarcków i jeden Hallstein a w NATO Millitary Committtee generał Adolf Heusinger , co to w niezapomnianym roku 1944 był „szefem kadr” w Oberkommando des Heeres.

Kończąc wątek Ottona Christiana von Bismarcka – Schönhausena, warto wspomnieć, że przechowywał on w swoich dużych bardzo lasach wokół pałacyku myśliwskiego Friedrichsruh poszukiwanego zbrodniarza wojennego mającego na koncie służbę w różnych strukturach obozów koncentracyjnych niemieckich , w tym w roli komendanta KL Auschwitz Monnowitz i Mittelbau Dora – SS Sturmbahnführera Richarda Baera. Był jego formalnym pracodawcą aż do roku 1960. No ale jaka księcia wina, skoro przebrzydły SS-man ukrywał się pod nazwiskiem Neumann.

W sumie nie powinnam się czepiać księcia Bismarcka za przeoczenie w lasach jakiegoś SS-mana pod przykryciem, skoro w roku 1956 Wydział Karny Sądu Wojewódzkiego w Opolu odbył posiedzenie niejawne, na którym zwolnił z więzienia (z uwagi na nienaganne zachowanie) po 2 latach odbywania kary dożywocia zasądzonej w 1954 r. przez Sąd Wojewódzki dla Miasta St. Warszawy – dowódcę SS i policji na dystrykt warszawski SS-Brigadeführera i Generalmajora der Polizei Paula Otto Geibla – odpowiedzialnego za zamordowanie dziesiątek tysięcy mieszkańców Warszawy PRZED i W CZASIE Powstania Warszawskiego.

Można nie wierzyć, ale tak się stało i facet wyszedł wolny z więzienia w Strzelcach Opolskich i udał się do Warszawy po paszport bowiem w Niemczech czekała na niego generalska emerytura. Ten skandal został powstrzymany przez wyższych oficerów Wojska Polskiego, którzy interweniowali w tej sprawie. I Geibel został cofnięty do Strzelec Opolskich.

Tajemnicze siły w Wojewódzkim Sądzie w Opolu próbowały znowu uwolnić Geibela z więzienia w roku 1966 ( w RFN było już „przedawnienie wszystkiego”) ale wtedy ktoś się zniecierpliwił w Warszawie i przeniesiono go do więzienia na Mokotowie. A tam jakoby powiesił się na śmierć 12 listopada 1966 r.

Co ma Geibel do Bismarcków? Nic. Po prostu tak mi się niesłusznie skojarzyło, że matka Waltera Hallsteina , pierwszego Przewodniczącego Komisji  Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, który w oficjalnych biografiach nie miał żadnej rodziny a z trudem rodziców – nosiła w panieństwie nazwisko Geibel. Anna Geibel. Zresztą dane matki i ojca Waltera Hallsteina są podane tylko na stronie Uniwersytetu w Rostocku a danych brata, którego jakoby posiadał, nie ma nigdzie.

W życiorysie Hallsteina zawsze zaznacza się, że NIE należał do NSDAP. Ale drobnym druczkiem jest napisane, że w latach nazizmu był członkiem Nationalsozialistischer Lehrerbund  (Ligi Narodowosocjalistycznych Nauczycieli) oraz NS-Rechtswahrerbund    co się chyba tłumaczy „Narodowosocjalistyczne Stowarzyszenie Prawników”.

Mało też się pisze, że pierwszy publiczny występ Waltera Hallsteina po IIWW  to był tzw. Kongres Europejski lub inaczej Kongres Haski, który odbył się w dniach 7-11 maja 1948 r. w Hadze.  Którego organizatorem był oprócz zięcia Churchilla Duncana Sandysa był  Józef Rettinger. Na imprezie wśród  siedmiuset pięćdziesięciu  uczestników był też Altiero Spinelli i Konrad Adenauer.

W wyniku tego Kongresu powołano do życia Ruch Europejski i Radę Europy, którą mamy do dzisiaj. A także powstała Europejska Unia Płatnicza.  W 1950 r. Pierwsi niemieccy zbrodniarze wojenni  z karami dożywocia i innymi długoletnimi właśnie wychodzili na wolność.

No ale wróćmy do  rodziny Bismarcków i jej drogi od III do IV Rzeszy.

Książę Otto Christian von Bismarck – Schönhausen miał brata Gottfrieda Grafa von Bismarcka – Schönhausen ur. w 1901, który nie tylko wstąpił do NSDAP w 1933 r. i nie tylko został wybrany do Reichstagu i zasiadał tam do niesławnego końca.

W roku 1944 wstąpił do SS i uzyskał w tych strukturach stopień SS- Brigadeführera. Dla powojennych sukcesów rodziny na szczęście spotykał na gruncie towarzyskim kilku przyszłych uczestników zamachu na Hitera , dzięki czemu został aresztowany odpryskowo w sierpniu 1944 t. a w październiku uwolniony przez Sąd Ludowy od wszelkich zarzutów jednakże dla ostrożności osadzono go w obozie w Sachsenhausen, gdzie w dobrych warunkach przesiedział kilka miesięcy. I dzięki tym okolicznościom przyrody docent wikipedia przyznał mu tytuł „członka ruchu oporu”.

Zginął wraz z małżonką w wypadku samochodowym w roku 1949 ale zostawił troje dzieci, w tym syna Andreasa. A ten też miał dzieci.

Trudne jest posiadanie dziadka z wysokim stopniem w SS, nawet jeśli siedział kilka miesięcy w Sachsenhausen, ale wnuczka Gottfrieda Grafa von Bismarcka- Schönhausen Stephanie ur. 1976 bardzo szczęśliwie wyszła za mąż za przedstawiciela bardzo starej rodziny baronów Świętego Cesarstwa Rzymskiego i Bawarii – Karla Theodora von und zu Guttenberg.

A ten z kolei robił karierę polityczną w CSU (bo on z Bawarii był) i w roku 2002 został posłem do Bundestagu a w 2008 został nawet sekretarzem generalnym tej partii.

Finałem kariery była posada w pierwszym i drugim rządzie koalicyjnym Angeli Merkel : w roku 2009 został ministrem gospodarki i technologii a w drugim rządzie – ministrem obrony. Potem kariera polityczna mu siadła, bo zaczęto się go czepiać za plagiat doktoratu , zupełnie jak pani von der Leyen.Z tym że on odszedł z polityki a pani von der Leyen nie ustąpiła i generalnie wstyd się jej nie ima.

W owym czasie karierę polityczną w linii wnucząt powojennych rodziny Bismarcków robił nie tylko zięć.

Rodzony wnuczek Otto Christiana Archibalda Grafa von Bismarck-Schönhausen – Carl Eduard Otto Wolfgang von Bismarck syn Friderika pracowanika Komisji Europejskiej i kuzyn Stephanie zu Gutenberg w 1995 r. wstąpił do CDU i nawet został wybrany jak się należało na wiceprzewodniczącego CDU w okręgu Lauenburg a w roku 2005 nawet został wybrany do Bundestagu, kiedy rozpoczynała swoją kanclerską karierę Angela Merkel.


Niemieckiej ojczyźnie przysłużył się nie tyle pracami parlamentarnymi w Bundestagu, bowiem bywał tam rzadko i ostatecznie zrezygnował z mandatu w 2007 r. – ale z powodu ożenków a konkretnie trzeciego i czwartego.
Pierwsze bowiem dwa można uznać za „pomyłki lekkomyślnej młodości”: 1987- 1989 Laura Haring aktorka maksykańsko -amerykańska, 1997-2004 Celia Demaurex szwajcarska dziedziczka i działaczka humanitarna.
Natomiast w 2004 ożenił się z Kanadyjką izraelskiego pochodzenia Nathalie Bariman projektantką a ślub odbył się w obrządku żydowskim. Sprawa była o takim ciężarze gatunkowym, że przyszła kanclerz Niemiec (listopad 2005) i szefowa opozycji w Bundestagu Angela Merkel miała ten ślub skomentować publicznie w sposób następujący: „… Wy dwoje zjednoczyliście historię…następny książę Bismarck będzie mieszanką obu religii…”. Jest następny książę i nazywa się Aleksiej von Bismarck – Schönhausen .

Czy Bismarckowie byli jedyną rodziną arystokratyczną , która gorliwie służyła II i III Rzeszy aby odnaleźć się też przy budowie IV Rzeszy ?

Oczywiście nie. Historycy zwłaszcza anglosascy zadali sobie trud i zrobili statystyki zaangażowania arystokracji niemieckiej w nazizm i okazało się, że zanim Hitler doszedł do władzy w 1933 roku, w organizacjach nazistowskich czyli SA (Sturmabteilungen) oraz NSDAP a czasem nawet i SS zaangażowało się 312 rodzin ze „starej arystokracji” łącznie 3592 osób tj. 26,9%. W tym co najmniej dwóch przedstawicieli rodziny cesarskiej: syna i wnuka Wilhelma II, nie licząc bocznych linii Hohenzollernów. Oraz przedstawiciele brytyjskiej rodziny królewskiej a konkretnie wnuk królowej Wiktorii Charles Edward, Duke of Saxe –Coburg und Gotha urodzony księżę Albany , pozbawiony prawa do tronu brytyjskiego po I WW za „poparcie dla Imperium Niemieckiego”.

Książę Charles zapisał się zarówno do SA jak i NSDAP oraz wstąpił na stare lata do SS a także był przewodniczącym Niemieckiego Czerwonego Krzyża. Wszyscy jego synowie wstąpili do Wehrmachtu a syn Hubertus został członkiem NSDAP w 1939 r.
Podobno Hitler miał zamiar w wypadku powodzenia operacji „Lew Morski” mianować księcia Hubertusa Gauleiterem Wielkiej Brytanii.  Takie miał poczucie humoru. Niestety Oberleutnant Hubertus członek NSDAP zginął śmiercią lotnika pod Wielkimi Mostami koło Lwowa w listopadzie 1943 a operacja „Lew Morski” nie doszła do skutku z powodu  klęski Luftwaffe nad Anglią i z powodu nieznanych problemów Kriegsmarine.

Ród książąt Saxe-Coburg und Gotha był jedynym niemieckim rodem arystokratycznym faktycznie ukaranym przez Aliantów po wojnie za ostentacyjną kolaborację z nazistami. Amerykanie skonfiskowali majątek rodziny a głowę rodu wypędzili z zamku wraz z rodziną.

Wszystkie inne rody, włącznie z rodem zu Waldeck und Pyrmont , którego głowa książę Josiah zu Waldeck und Pyrmont pełnił funkcję Wysokiego Komisarza Policji w okupowanej Francji a w 1944 r. dosłużył się stopnia generała Waffen SS (Obergruppenführer SS) , nie zostały ukarane konfiskatą swoich dóbr rodowych , chyba, że znalazły się w rosyjskiej strefie okupacyjnej.
Ów Gruppenführer SS zu Waldeck und Pyrmont został co prawda skazany przez amerykański sąd w dniu 14 sierpnia 1947 r. w Dachau w tzw. procesie buchenwaldzkim na dożywocie , który to wyrok sami Amerykanie zaraz złagodzili do 20 lat. A skończyło się na tym, że książę wyszedł z więzienia Landsberg am Lech już w roku 1950 oczywiście z powodu złego stanu zdrowia a w 1953 r.sprawy w swoje ręce wziął niemiecki wymiar niesprawiedliwości i były komendant obozu w Buchenwaldzie został objęty amnestią przez ministra-prezydenta Hesji .

Wśród drobnej szlachty niemieckiej obserwować można podobne schematy karier politycznych: od nazistów do karier politycznych w RFN.

Za przykład niech posłużą rodziny Freiherrów (baronów) von Braun i von Weizsäcker.

Rodzina baronów von Braun w XX w. miała 4 znaczących przedstawicieli. Ojciec rodu Magnus von Braun urodzony w Neucken (dzisiaj w rejonie Bagrationowska Kaliningrad) za cesarza Wilhelma II zaczął karierę od roku 1905 w pruskiej służbie cywilnej m.in. skromnym stanowisku Landrata miejscowości Wyrzysk koło Piły ale w 1917 r. był już sekretarzem prasowym Kancelarii Rzeszy . W latach 1917-1918 pracował w administracji wojskowej terenów zajętych przez armię niemiecką. Był kolejno szefem działu politycznego w Wilnie, Stadthauptmannem miasta Dyneburg (dzisiaj Daugavpils), komisarzem policji w Szczecinie i Gubernatorem Gumbinnen.

W roku 1920 złamał sobie karierę po cichu popierając nieudany zamach na władze Republiki Weimarskiej znany jako pucz Kappa – Lüttwitza. Uratowała go praca w banku spółdzielczym Reiffeisen. Jednak w roku 1932 w rządze kanclerza von Pappena otrzymał stanowisko ministra ds. Wyżywienia i Rolnictwa i stanowisko Komisarza Rzeszy ds. tzw. Osthilfe czyli programu pomocy upadającym majątkom ziemskim w Prusach Wschodnich.

Był szczęśliwym ojcem Sigismunda (1911) , Wernherra (1912) i Magnusa (1919). Znany szerokiej publiczności średni syn Wernher konstruktor rakiet V-1 i V-2 wstąpił do NSDAP już w roku 1937 czyli na początku swojej kariery naukowej. Do SS mieli go wg jego zeznań przed Amerykanami (operacja Paperclip) ciągnąć niemal siłą a konkretnie miał go ciągnąć siłą Himmler. I on się zgodził dla dobra badań naukowych oczywiście.

W których za osobistego asystenta zainstalował w Peenemünde swojego najmłodszego brata Magnusa, co jest o tyle ciekawe, że był to rok 1943 a brat miał lat 24 i teoretycznie powinien być na froncie a z wykształcenia był magistrem chemii organicznej i pracował jako asystent Hansa Fischera (noblisty) , który podobno badał głównie pigmenty we krwi i żółci. No a Magnus spec od chemii organicznej miał skonstruować do tych rakiet V-2 żyroskopy i turbopompy. Przypuśćmy.

Kiedy zaczęły się naloty na Peenemünde Sturmbannführer Wernher von Braun przerzucił braciszka Magnusa do Mittelbau Dora koło Nordhausen , gdzie więźniowie obozu (liczba więźniów średnio 15 tysięcy i maksymalnie 40 tysięcy w 1945 r. ) byli wyniszczani kopaniem osławionych tuneli i produkcją rakiet Wernhera, które miały zmienić losy wojny.

A Magnus w imieniu brata nadzorował produkcję rakiet.

W tym czasie ich najstarszy brat Sigismund von Braun , który nie miał uzdolnień technicznych robił karierę w ministerstwie Joachima von Ribbentropa. Najpierw dzięki stypendium instytucji założonej w 1925 r. Deutscher Akademischer Austauschdienst (DAAD) czyli Niemieckiej Służby Wymiany Akademickiej (która istnieje i działa na wielką skalę do dziś) w 1934 r. studiował przez rok na Uniwwrsytecie Cincinnati , odbył podróż dookoła świata a następnie został osobistym asystentem ambasadora III Rzeszy Johannesa von Welczecka. Podobno podpadł samemu Baldurowi von Schirach i wylądował na placówce w Etiopii akurat pod koniec wojny włosko abisyńskiej.

W 1939 r. wstąpił do NSDAP. Co robił potem, historia milczy. Są wiadomości, że w 1942r. „rodzina von Braun została internowana w Kenii przez władze brytyjskie“. Tam urodziła się jego córka Carola“.

Niewykluczone, że uwolnienie z internowania załatwił mu mu szwagier Hans Margis , który przebywał wówczas w Londynie.

Dopiero w 1943 r. został sekretarzem ambasady III Rzeszy przy Stolicy Apostolskiej. Akurat w tym roku nastąpiła w tej ambasadzie wielka zmiana, bowiem odwołany z niej został ambasador Diego von Bergen, który przebywał w niej od roku 1915 (jako ambasador Królestwa Prus) i po krótkiej przerwie w latach 1918-1920 pozostał na stanowisku 23 lata. W trakcie służby negocjował m.in konkordat w imieniu kończącej się Republiki Weimarskiej ( Franz von Papen) , wygłaszał mowę na pogrzebie Papieża Piusa XI, negocjował audiencję u Papieża Joachima von Ribbentropa w roku 1940, w trakcie której minister III Rzeszy „oferował“ Papieżowi powrót kardynała Hlonda do okupowanej Polski .

W 1941 r. ambasador von Bergen zażądał od Papieża Piusa XII aby :“… wszystkie nominacje kościelne na ważne stanowiska w anektowanych lub okupowanych regionach były najpierw przekazywane Berlinowi…“.

Kiedy Sigismund von Braun został sekretarzem ambasady przy Stolicy Apostolskiej ambasador Diego von Bergen albo już został odwołany , albo oczekiwał na odwołanie. W lutym 1943 r. na stanowisko ambasadora w Watykanie został powołany Ernst von Weizsäcker, który w służbie dyplomatycznej był od roku 1920, w tym w Ministerstwie Spraw Zagranicznych III Rzeszy od roku 1937 a na stanowisku tzw. Staatssekretär (druga osoba w ministerstwie) od roku 1938.

Jego zasługi dyplomatyczne były nieco innej natury niż zasługi Diego von Bergena. W końcu von Weizsäcker od 1938 był członkiem NSDAP a także „honorowym członkiem SS” w stopniu Brigadeführera SS czyli odpowiednika generała od 1942 r. Na przykład będąc ambasadorem Rzeszy w Bernie przyczynił się znacznie do odebrania obywatelstwa niemieckiego laureatowi Nagrody Nobla (wtedy jeszcze coś znaczyła) Tomaszowi Mannowi. Natomiast w Stolicy Apostolskiej usiłował 6 stycznia 1944 r. przekonać jej Sekretarza Stanu kardynała Luigiego Maglione , że: „…Jeśli Niemcy jako bastion przeciwko komunizmowi upadną, cała Europa stanie się komunistyczna..”. Może miał nadzieję, że Papież zapomniał o pakcie Ribbentrop Mołotow i polskich księżach i biskupach w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Zajęcia Sigismunda von Brauna w ambasadzie pod rządami Brigadeführera SS von Weizsäckera nie są znane ale wiadomo, że przedłużył wraz ze swoim szefem swój pobyt w Rzymie do roku 1946 , kiedy III Rzesza przestała już istnieć i ambasada niemiecka przy Stolicy Apostolskiej nie była obsadzona do roku 1954. Otrzymali gościnę od Papieża. Jakoby.

Kiedy powrócił do Niemiec , przeszedł rutynową kontrolę aliancką śpiewającą, bo był „tylko szarym członkiem NSDAP” a w dodatku jego teściowa Hildegarda Margis zmarła w 1944 r. w więzieniu we wrześniu 1944 w więzieniu dla kobiet w Berlinie i była ze strony matki Żydówką i w dodatku jakoby przekazywała przez szwedzką ambasadę informacje o rakietach Wernhera von Brauna do aliantów.
Z tym, że jego córka Christina działaczka feministyczna napisała w swojej książce, iż „narażał się na wielkie osobiste ryzyko ukrywając osoby prześladowane politycznie, religijnie i rasowo a nawet zapobiegł deportacji…”.

Pozostał jednak lojalny wobec swojego szefa von Weizsäckera, który został aresztowany w 1947 r. z oskarżenia m.in. o „aktywną współpracę przy deportacji Żydów z Francji do Auschwitz” oraz o inne zbrodnie przeciwko ludzkości w tzw. procesie Wilhelmstrasse.
Asystował w tym procesie i wspomagał Richarda von Weizsäckera syna ambasadora , wówczas studenta, który w tym procesie występował jako „zastępca obrońcy”. Podobno oskarżony twierdził, że „…nie miał wiedzy, dla jakich celów został wybudowany Auschwitz” a nawet „…wierzył, że więźniowie żydowscy będą mniej zagrożeni, jeśli zostaną deportowani na Wschód…”.

Sąd okazał się sceptyczny i zasądził karę 7 lat więzienia w 1949 r. Po czym sam się skorygował i zmniejszył karę do lat 5. Ostatecznie Wysoki Komisarz USA ds. Niemiec John J. McCloy „rozpatrzył sprawę” i Ernst von Weizsäcker został wypuszczony w październiku 1950 r. czyli tak jakby w rok po ogłoszeniu wyroku a po 3 latach po aresztowaniu.
Ernst von Weizsäcker zmarł w sierpniu 1951 r. i został pochowany „…w mundurze nazistowskiego korpusu dyplomatycznego z opaską ze swastyką…”.

I, jak twierdził w 2010 roku historyk niemiecki Eckart Conze natychmiast pewne środowiska zaczęły tworzyć „legendę niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych jako niezaangażowanego w zbrodnie wojenne”. A konkretnie:”… Legenda wywodzi się od osób związanych z obroną Weizsäckera. Dawni dyplomaci, tacy jak bracia Erich i Theo Kordt, odegrali kluczową rolę w tych wysiłkach, podobnie jak inni członkowie tradycyjnej klasy wyższej, którą reprezentował Weizsäcker. jego obrońca Hellmut Becker, syn pruskiego ministra kultury Carla Heinricha Beckera , a drugim była Marion Gräfin Dönhoff , młoda dziennikarka, która ostro skrytykowała proces w „ Die Zeit” Wszyscy wiedzieli, że jeśli uda im się oczyścić Weizsäckera z zarzutów, zrehabilitowałby narodową konserwatywną, arystokratyczną i burżuazyjną klasę wyższą”.

Wybielanie przeszłości rodziny Weizsäckerów dało fantastyczne efekty i w efekcie syn Brigadeführera SS , który brał udział w napaści na Polskę , w tym w bitwie w Borach Tucholskich (1-5 września 1939 r.) już w 1954 r. został członkiem partii CDU i honorowym przewodniczącym Niemieckiego Kościoła Ewangelickiego. W 1969 r. został wybrany do Bundestagu a w 1984 r. na prezydenta Republiki Federalnej Niemiec.
Jego pomocnik w procesie Wilhelmstrasse Sigismund von Braun też nie był stratny i w 1954 r. wstąpił ponownie do służby dyplomatycznej Niemiec. W 1956 zapisał się do partii FDP i pracował w MSZ (jako szef protokołu ) a w latach 1968-1970 był stałym przedstawicielem RFN przy ONZ, co się świetnie składało, bo jego braciszek Wernher Sturmbahnführer SS von Braun od 1958 r. był w rządowej agencji USA National Aeronautics and Space Administration (NASA) dyrektorem Biura Lotów Kosmicznych a w 1970 został nawet zastępcą dyrektora NASA.

Sielankę przerwał artykuł w tygodniku francuskim „Paris Mneatch” o Wernherze von Braunie wręcz entuzjastyczny . Po artykule odezwali się francuscy więźniowie, którzy przeżyli Mittelbau –Dora i pracowali przy produkcji rakiet V-2 oraz przy kopaniu podziemnych korytarzy.

Wyszło wtedy na jaw, że Wernher von Braun osobiście wydawał rozkazy egzekucji więźniów za rzekomy sabotaż. Nikt nie wytoczył geniuszowi niemieckiemu procesu, ale atmosfera się zagęściła i Sigismund von Braun został „wycofany do ojczyzny” a w 1972 r. został mianowany ambasadorem RFN we Francji. Natomiast stary dobry Wernher w 1972 przeszedł z NASA do „prywatnego biznesu” a w 1977 zmarł na raka trzustki.

Udział rodziny von Braun w polityce niemieckiej nie zakończył się na  Sigismundzie i jego  posadzie ambasadora we Francji.

Córka Sigismunda Carola von Braun , która urodziła się w Kenii w 1942 w brytyjskim obozie internowania w latach 1979-1980 była przewodniczącą FDP w okręgu Rhein-Sieg a od 1983 r. posłanką do Bundestagu z ramienia tej partii. W latach 1984-1990 zasiadała w Senacie Berlina Zachodniego a od 1991 r. była już członkinią Federalnego Zarządu FDP. Praktycznie była jedną z czołowych polityków Niemiec tego okresu. Ale jest bardzo dyskretna, bowiem z Berlina jest bliżej do Mittelbau –Dora niż z Centrum Lotów Kosmicznych NASA.

Dostała się jednak na czołówki gazet, bowiem nie mogła się powtrzymać od wydawania partyjnych pieniędzy na prywatne bilety lotnicze, taksówki i fryzjera. I zazdrośni koledzy donieśli gdzie trzeba. Sprawa , która była określana jako „Afera Figara” została wyciszona ale danych o jej rodzinie (ma dzieci, wnuki i rodzeństwo ) nie można znaleźć w Internecie. Tak jak fotografii wszystkich tych miłych Niemców działających po wojnie w polityce – w ich pięknych uniformach zaprojektowanych przez Hugo Bossa, który zarobił na tych uniformach miliony.

Z III Rzeszy do nowej rzeczywistości i budowy Wielkich Niemiec suchą nogą przechodzili nie tylko dyplomaci i politycy z pruskiej szlachty. Liderom wielkiego niemieckiego przemysłu, którego wszyscy Niemcom zazdroszczą poszczęściło się jeszcze bardziej.

W największym skrócie rolę wielkiego biznesu niemieckiego w powołaniu do życia III Rzeszy opisują wspomnienia Friedricha „Fritza” Thyssena opublikowane w 1941 r. w USA pod tytułem „Opłacałem Hitlera”. Podobno z tych wspomnień jasno wynika, że niemiecki wielki przemysł wspierał, finansował i doprowadził do władzy Adolfa Hitlera. Sam Thyssen od początku wspierał finansowo NSDAP a w roku 1923 wsparł kwotą 100.000 marek w złocie (wówczas 23 tysiące dolarów USA) Ludendorfa . Śledczy po wojnie oszacowali łączne dotacje Thyssena na kwotę 650 tysięcy dojczmarek. Mimo, że Thyssen zerwał z nazistami w 1938 r. to jego biznesy pracowały dla wysiłku wojennego Rzeszy i korzystały z niewolniczej pracy ludzi z podbitych terenów.

Więc po wojnie „trybunał denazyfikacyjny” jakkolwiek nie skazał go na karę więzienia, to obciążył go karą finansową w wysokości 15% aktywów jego firmy Vereinigte Stahlwerke (założonej w 1926 przez Fritza na bazie Thyssen AG). Krzywdy nie miał, bowiem państwo niemieckie tak Republika Weimarska jak i III Reich traktowały firmę dającą 40% stali niemieckiej jak dobro narodowe. Kiedy w 1929 r. nadszedł kryzys światowy i części spółek córek groziło bankructwo, państwo niemieckie je znacjonalizowało aby ochronić przed bankructwem.

A kiedy nadszedł Hitler, którego Fritz Thyssen sfinansował wraz z kolegami, naziści dokonali reprywatyzacji znacjonalizowanych spółek i dali Thyssenowi takie zamówienia, że 500 tysięcy dojczmarek dane przez Vereinigte Stahlwerke na wybory w roku 1932 dla „nazi party” to w 1934 były do przodu na 33 mln tychże dojczmarek.

Taka to „symbioza” przemysłu i państwa niemieckiego, która pozostała do dzisiaj i daje przewagi gospodarce niemieckiej w konkurencji z innymi gospodarkami.

Fritz Thyssen był wyjątkowym przemysłowcem i człowiekiem: był katolikiem i moralne aspekty polityki NSDAP mu nie odpowiadały więc „odszedł” w 1938 r.

Ale inni nie mieli skrupułów. Obecny wspólnik w konglomeracie ThyssenKrupp AG czyli firma Krupp AG w stosunku do III RP wykazywał więcej niż lojalność. Ówczesny właściciel – wnuk założyciela Ferdinanda Kruppa – Alfried Krupp von Bohlen und Halbach nie tylko wspierał NSDAP z osobistych dochodów ale też został „wspierającym członkiem SS” czyli płacił spore składki na tę organizację , podobnie zresztą jak np.Wilhelm von Opel, który zdobywał właśnie ok. 37% udziału w niemieckiej produkcji samochodów osobowych.

Alfried Krupp von Bohlen und Holbach był też nie tylko członkiem paramilitarnej organizacji Nationalsozialistisches Fliegerkorps (Narodowosocjalistyczny Korpus Lotniczy) w randze Standartenführera, członkiem NSDAP od 1938 r. ale też założycielem i Przewodniczącym Rady Funduszu Niemieckiego Przemysłu i Handlu im. Adolfa Hitlera. Przedsiębiorcy zostali poproszeni przez Alfrieda o „docenienie boomu gospodarczego” i przyczynienie się z innymi do „odbudowy narodowej” (Nationaler Wiederaufbau”) czyli w tłumaczeniu na język ludzki zrobienie zrzutki na partię NSDAP i Adolfa Hitlera osobiście. Interesy NSDAP reprezentował w tej organizacji sam Martin Bormann co to zniknął z bunkra Hitlera bez śladu w 1945.

Za gorliwość i ekstra zyski z niewolniczej pracy więźniów obozów koncentracyjnych Alfried Kurpp von Bohlen und Halbach zasłużył na ekstra indywidualny „proces Kruppa” w Norymberdze.
Proces toczył się nie przed Międzynarodowym Trybunałem Wojennym ale przed Wojskowym Sądem USA a oskarżonymi był: Alfried Krupp „i 12 dyrektorów”. Krupp został w 1947 r. skazany na 12 lat więzienia i obowiązek sprzedaży firmy. Nie przyznał się do żadnej winy a znany nam już John McCloy Wysoki Komisarz ds. Niemiec w 1951 r. ułaskawił Kruppa i cofnął mu wyrok o przepadku własności Kruppa. Więc z 12 lat więzienia za pracę niewolniczą szacunkowo ok. 100 więźniów – faktycznie Alfried Krupp przesiedział niespełna 4 a firmę znowu miał na własność.

Jak widać, elity niemieckie mają dobrze opracowane techniki długofalowego dochodzenia do wytyczonych celów.

Po przemyśleniu klęski II WW przyjęły one scenariusz zamiany konfrontacji zbrojnej na gospodarczą a panowanie nad światem za pomocą bagnetu i wykorzystywania pracy niewolniczej na własny rachunek postanowili zamienić na „panowanie per procura” poprzez instytucje ponadpaństwowe, które zamierzali kontrolować.

Na czym to polegało można poczytać we wspomnieniach Charlesa De Gaulle’a o Walterze Hallsteinie: „…Był żarliwie oddany tezie superpaństwa i wszystkie swoje umiejętne wysiłki skierował na nadanie Wspólnocie charakteru i pozoru jedności. Z Brukseli, gdzie mieszkał, uczynił swego rodzaju stolicę. Siedział tam otoczony wszelkimi pułapkami suwerenności, kierując swoimi kolegami, przydzielając im miejsca pracy, kontrolując kilka tysięcy urzędników, którzy byli mianowani, awansowani i wynagradzani według własnego uznania, odbierał listy uwierzytelniające zagranicznych ambasadorów, roszcząc pretensje do wysokich zaszczytów na okazji jego oficjalnych wizyt, zatroskany przede wszystkim o dalsze połączenieSzóstki, wierząc, że presja wydarzeń doprowadzi do tego, co przewidział…”.

Jego działania w czasie pełnienia funkcji Przewodniczącego Komisji Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w latach 1958-1967 wychodzące poza ramy statutowe tej funkcji wg De Gaulle’a to m.in.

  1. Hallstein był często przyjmowany przez prezydentów USA, chociaż komisja nie miała mandatu do spraw stosunków zagranicznych,
  2. Twierdzenie Hallsteina, że ​​jest swego rodzaju europejskim premierem,
  3. stopień ambasadora, jaki posiadają przedstawiciele 65 państw akredytowanych przy Komisji Europejskiej,
  4. przekazanie przez ambasadorów zagranicznych listów uwierzytelniających Hallsteinowi (ambasadorzy zazwyczaj przedstawiają swoje listy uwierzytelniające podpisane przez głowy swojego państwa – głowie państwa przyjmującego),
  5. udział personelu Komisji w negocjacjach Rundy Kennedy’ego w Genewie, w negocjacjach z EFTA oraz w negocjacjach z państwami pozaeuropejskimi, w szczególności z państwami Ameryki Południowej.

Sam Hallstein zgadzał się w wywiadzie dla Der Spiegel, że „nie mamy kompetencji politycznych… bo w Traktacie Rzymskim nic takiego nie ma. Ale ponosimy odpowiedzialność polityczną, ponieważ jesteśmy przedsięwzięciem politycznym a nie gospodarczym. Wspólny Rynek ma na celu polityczne zjednoczenie Europy..”.

No jakbyśmy słuchali Ursuli von der Leyen oraz innych niemieckich polityków w roku 2021.

W tych okolicznościach przyrody może warto zwrócić uwagę na to, że do stypendystów instytucji finansowanej głównie przez niemiecki rząd czyli „ Deutscher Akademischer Austauschdienst“ należały poza Sigismundem von Braunem również laureatki Nagrody Nobla w dziedzinie literatury : Swietłana Aleksijewicz, Herta Müller i Olga Tokarczuk.

Panie te w towarzystwie Elfriede Jelinek wyprodukowały jak podała w dniu 8 listopada 2021 r. TVN24 „list otwarty” do przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela oraz do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Davida Sassolego. W którym to liście otwartym „jako obywatelki i Europejki” zaapelowały :”… „nie odwracajmy oczu od tragedii”. Noblistki przypominają, że „polski rząd wprowadził w pasie przygranicznym Polski i Białorusi stan wyjątkowy, na mocy którego nie dopuszcza się udzielania pomocy medycznej chorym i umierającym oraz uniemożliwia się dostęp mediom do rozgrywającej się tam tragedii„.

I jak tu nie wierzyć Prezesowi, że „Niemcy chcą budowy IV Rzeszy”.  Oni potrafią wybaczyć sobie tak wiele. I mają dobre mniemanie o sobie cały czas. Oraz poczucie misji. Na szczęście czasem zdarza im się „niezrealizowana operacja „Lew Morski”. Albo przegrana operacja „Barbarossa”.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/jaroslaw-kaczynski-o-iv-rzeszy-na-zamknietym-posiedzeniu-pis/29q9tq2
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/historyk-zerwanie-z-niemcami-oznaczaloby-ekonomiczna-katastrofe/00qplmn
https://en.wikipedia.org/wiki/Unification_of_Germany
https://theworld-org.translate.goog/stories/2011-11-15/german-fourth-reich-emerging?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en.wikipedia.org/wiki/Congress_of_Europe
https://pl.wikipedia.org/wiki/Paul_Otto_Geibel
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Congress_of_Europe?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://www.theguardian.com/media/greenslade/2012/aug/07/angela-merkel-silvio-berlusconi
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Reichsbanner_Schwarz-Rot-Gold?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en.wikipedia.org/wiki/Gottfried_Graf_von_Bismarck-Sch%C3%B6nhausen
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Otto_Christian_Archibald_von_Bismarck?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://de-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Leopold_Bill_von_Bredow?_x_tr_sl=de&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en.wikipedia.org/wiki/Category:Nobility_in_the_Nazi_Party
https://en.wikipedia.org/wiki/Former_German_nobility_in_the_Nazi_Party
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Diego_von_Bergen?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Sigismund_von_Braun?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Ernst_von_Weizs%C3%A4cker?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en.wikipedia.org/wiki/Alfried_Krupp_von_Bohlen_und_Halbach
https://en.wikipedia.org/wiki/Category:F%C3%B6rderndes_Mitglied_der_SS
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/German_Academic_Exchange_Service?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://tvn24.pl/kultura-i-styl/olga-tokarczuk-swietlana-aleksijewicz-elfride-jelinek-herta-mueller-apel-noblistek-do-przywodcow-ue-nie-odwracajmy-oczu-od-tragedii-5482213

================

http://pink-panther.szkolanawigatorow.pl/rodzina-bismarckow-i-von-braunow-oraz-walter-hallstein-czyli-od-trzeciej-do-czwartej-rzeszy

PinkPanther

Nadchodzi Dziadek Mróz

No i jak tu nie przyznać racji Ojcu Narodów, Chorążemu Pokoju, Klasykowi Demokracji Józefowi Stalinowi, że w miarę rozwoju socjalizmu nasila się walka klasowa?

Socjalizm rozwija się w najlepsze, to znaczy – rewolucja komunistyczna w pełnym natarciu przewala się przez Amerykę Północną i Europę, a ściślej – tę część, w której chcieliśmy schronić się przed komunizmem. Właśnie w Niemczech, które – jak to  wreszcie zauważył nawet sam Naczelnik Państwa – pod zmyłkową nazwą “Unii Europejskiej”, budują IV Rzeszę, tamtejsze gangi polityczne dogadały się co do rządu. Socjaldemokraci, czyli Czerwoni, spiknęli się z Zielonymi. Połączenie czerwonego z zielonym daje kolor brunatny, co w Niemczech może wzbudzać rozmaite wzruszające rezonanse.  Ciekawe, czy kiedy w roku 2003 Naczelnik Państwa, który wtedy jeszcze Naczelnikiem Państwa nie był, wiedział, że stręcząc Polakom Anschluss, stręczy nam IV Rzeszę, czy jeszcze nie wiedział? Jeśli wiedział, no to niedobrze, bo to znaczy, że jego płomienny patriotyzm można włożyć między bajki, a jeśli nie wiedział, to też niedobrze, bo to znaczy, że był mało spostrzegawczy. Budowa IV Rzeszy bowiem została oficjalnie przesądzona w roku 1993, kiedy to wszedł w życie traktat z Maastricht, który zmienił funkcjonowanie wspólnot europejskich z formuły konfederacji, czyli związku państw, na formułę federacji, czyli europejskiego państwa związkowego, a więc IV Rzeszy – bo niby czego

Mniejsza jednak o Naczelnika Państwa, który – jak się okazuje – uczy się bardzo powoli, skoro zorientowanie się, że razem z Donaldem Tuskiem i innymi folksdojczami, wpakował Polskę do IV Rzeszy, zajęło mu prawie 20 lat. Mówi się: trudno, ale przecież nie chodzi o roztrząsanie przymiotów Naczelnika Państwa, tylko o rewolucję komunistyczną, która przewala się przez zachodnią część Europy, wykorzystując w tym celu instytucje “Unii Europejskiej”. Nawiasem mówiąc, Adolf Hitler też był socjalistą rewolucjonistą i za takiego się uważał, podobnie jak Ojciec Narodów Józef Stalin, którego w swoim czasie pod niebiosa wychwalali sowieccy kolaboranci, między innymi – antenaci pana red. Adama Michnika. Przypominam o tym nie po to, by komuś dokuczyć, bo wyobrażam sobie, jak pan red. Michnik musi cierpieć w skrytości, że jest potomkiem sowieckich kolaborantów i że ta okoliczność może utrudnić w przyszłości jego kanonizację. Jakieś starania zostały już chyba podjęte, bo  pan Bogdan Białek, przewodniczący stowarzyszeniu im. Jana Karskiego, właśnie odkrył, gdzie leży Prawda. Otóż Prawda leży tam, gdzie stoi pan red. Adam Michnik. Jak pan redaktor się przemieszcza, to i Prawda się przemieszcza i wskutek tego, raz leży tu, a innym razem – zupełnie gdzie indziej, zgodnie z nieubłaganymi prawami dialektyki marksistowskiej.  Jestem pewien, że  nasilające się ostatnio na łamach żydowskiej gazety dla Polaków oskarżenia narodu polskiego o kolaborację z Hitlerem są z tą obawą co do kanonizacji jakoś związane, bo jeśli Polacy kolaborowaliby z Hitlerem, to żaden z nich nie ośmieliłby się nieubłaganym palcem wytykać rodzinie pana red. Michnika kolaboracji ze Stalinem.

Wracając tedy do rewolucji to wypada podkreślić, że zarówno Adolf Hitler, jak i Józef Stalin, pragnęli lepszego świata, nie dla siebie oczywiście, tylko dla Ludzkości, z tym, że jeden wykombinował sobie, że świat zmieni się na lepszy, gdy usunie się z niego niewłaściwe rasy, podczas gdy drugi – że świat będzie lepszy, gdy usunie się z niego niewłaściwe klasy.  Jak się okazuje, aż tak wielkiej różnicy między nimi nie było, bo co zasady, to się przecież ze sobą zgadzali. Nie ma też wielkiej różnicy między likwidowaniem niewłaściwych ras i likwidowaniem niewłaściwych klas. I w jednym i w drugim przypadku trzeba używać dołów z wapnem, w których, zwłaszcza po pewnym czasie, jednych od drugich odróżnić niepodobna.

Okazało się jednak, że rewolucję komunistyczną można robić też innymi metodami, no i właśnie na obecnym etapie te metody są w powszechnym użyciu. Chodzi nie tylko o to, że rasa uważana wcześnie za niewłaściwą, okazała się tą najwłaściwszą, na którą nikomu nie wolno podnieść ręki, bo albo mu ta rękach uschnie, albo zostanie odrąbana. Chodzi również o to, żeby zapanowała Równość, żeby nikt nie czuł się wykluczony, ani stygmatyzowany. Kiedy zapanuje Równość, wszyscy będą szczęśliwi, a jak wszyscy będą szczęśliwi, to i świat stanie się lepszy, no bo jakże inaczej? Wprawdzie poeta powiada, że “by mogła zapanować Równość, trzeba wpierw wszystkich wdeptać w gówno”, ale – po pierwsze – nie ma takich ofiar, których nie można by poświęcić dla naprawienia świata, a po drugie – niekoniecznie “wszystkich”, bo tylko nienawistników. A kto jest nienawistnikiem? Odpowiedź jest prosta, jak budowa cepa: ten, kto się z nami nie zgadza. Toteż nienawistnicy są potencjalnie przeznaczeni do dołów z wapnem, ale na tym etapie jeszcze się ich tylko “potępia”, podobnie jak obywateli niezaszczepionych. Jeśli jednak epidemia jeszcze trochę potrwa, to pewnie się okaże, że ci niezaszczepieni nie tylko, zgodnie z uprzednimi ustaleniami, będą musieli posłusznie powymierać, ale w dodatku nie zostaną wpuszczeni do Królestwa Niebieskiego, gdzie też wprowadzone zostaną stosowne certyfikaty. Już na tym przykładzie widać, że walka klasowa jak najbardziej się nasila, a tylko ofiary się zmieniają.

Nie tylko zresztą ofiary. Każda rewolucja, a komunistyczna w szczególności, poza ofiarami ma też bohaterów. Z okazji epidemii, na bohaterów wyrastają także obywatele zaszczepieni, ale przecież nie są oni ani jedyni, ani nawet najważniejsi. Rewolucja bowiem – a komunistyczna pod tym względem nie różni się od wszystkich innych – wytwarza własną szlachtę. Narodowy socjalista Adolf Hitler upatrywał kandydatów na szlachtę w “nordykach”, a z kolei Józef Stalin – w człowiekach sowieckich, którzy spenetrowali nieubłagane prawa dziejowe i z tego tytułu powinni spełniać przewodnią rolę.

Na obecnym etapie rolę takiej awangardy przyznaje się “kobietom”, które chętnie się takim łechtaczkom poddają, ale przede wszystkim – sodomitom. Jak zapowiedział pretendujący do stanowiska amerykańskiego ambasadora w Warszawie pan Brzeziński, “gdy tylko w Polsce obejmę władzę”, będzie nieustanie naciskał na tubylczy rząd by przestał sprzeciwiać się sodomitom. Najwyraźniej sodomici, obok “kobiet” zostali na obecnym etapie upatrzeni na  awangardę – a potem oczywiście się zobaczy. Zaczyna się to rozmaicie przekładać na sprawy obyczajowe i doszło do tego, że pewna maltańska durnica, którą Nasza Złota Pani wystrugała z banana na komisarza UE, zaproponowała zaprzestanie nazywania nadchodzących świąt, świętami Bożego Narodzenia. Tak samo było w Sowietach, gdzie obchodziło się Dziadka Mroza. Czegóż chcieć więcej?

Stanisław Michalkiewicz https://www.magnapolonia.org/nadchodzi-dziadek-mroz/