Tusk negocjował tajne porozumienie z Niemcami. Chodzi o kwestie obronności

Tusk negocjował tajne

porozumienie z Niemcami.

Chodzi o kwestie obronności

15 maja 2026 pch24.pl/pilne-tusk-negocjowal-tajne-porozumienie-z-niemcami-kwestie-obronnosci

tusk1.jpg
fot: Andreas Gora / ddp images / Forum

Strona polska prowadziła przez wiele miesięcy tajne negocjacje ze stroną niemiecką w sprawie umowy o bezpieczeństwie – informuje „Rzeczpospolita”. Temat ujawnił niechcący ambasador RFN w Polsce, Miguel Berger podczas konferencji Impact’26 w Poznaniu. 

Nic o tym nie wiedziałam. To musiało być negocjowane w bardzo wąskim gronie – ocenia cytowana przez portal Katarzyna Pisarska przewodnicząca Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Jak podaje „Rz” powołując się na swoje źródła, umowa negocjowana była od wielu miesięcy. Jednak jej istnienie ujawnił dopiero w czwartek ambasador Niemiec w Warszawie Miguel Berger. Stało się to w trakcie konferencji Impact 26 w Poznaniu. Zdaniem jednego z rozmówców portalu, wiadomość „wymsknęła się” niemieckiemu dyplomacie.

Berger później potwierdził doniesienia oraz przekazał, że porozumienie ma zostać zawarte 17 czerwca w trakcie obchodów w Berlinie 35. rocznicy zawarcia polsko-niemieckiego traktatu o sąsiedztwie. Tę informację powtórzył później także wiceszef MON Paweł Zalewski.

Niemcy zapowiadają stworzenie do 2035 r. najpotężniejszej armii na kontynencie liczącej 280 tys. żołnierzy. Kanclerz Friedrich Merz uruchomił plan, według którego do końca dekady na ten cel ma pójść kwota 780 mld euro. Niemcy chcą wydawać 3,5 proc. PKB na obronę. Obecność niemieckich wojsk w Polsce pozostaje jednak śladowa. Inaczej jest np. na Litwie, gdzie stacjonować ma stała brygada Bundeswehry w sile 5 tys. żołnierzy.

Rząd Merza przywrócił powszechny pobór, choć obecnie armia stawia na dobrowolność. Wprawdzie wezwani do służby będą wszyscy, ale kto nie chce, nie musi jej pełnić. Władze zadbały też o poprawę położenia rekrutów, którzy mają otrzymywać wynagrodzenie do 2300 euro netto. Okazuje się jednak, że Niemcy mierzą się z potężnymi brakami kadrowymi. Mimo licznych zachęt, brakuje chętnych do służby w armii. Szef niemieckiego MON Boris Pistorius już wprowadził ograniczenie dla mężczyzn w wieku poborowym, nakładające obowiązek informowania Bundeswehry w przypadku planów wyjazdu z kraju na dłużej niż trzy miesiące. 

Źródło: rp.pl / własne PCh24.pl
PR

43211.jpg

Bundeswehra będzie większa. Przełomowa decyzja Berlina

Niemcy powiększą swoją armię – po raz pierwszy od 25 lat. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza Bundeswehra była coraz mniej liczna. Jednak w odpowiedzi na zagrożenie ze strony Rosji i kryzys uchodźczy niemiecki rząd zamierza poprawić swój potencjał obronny. Jak podały we wtorek niemiecka media, minister obrony narodowej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że w ciągu siedmiu lat Bundeswe…Czytaj dalej

Niemiecki pakt wojenny z Ukrainą przeciwko Rosji

Niemiecki pakt wojenny z Ukrainą przeciwko Rosji

Rząd niemiecki jest głęboko przekonany, że może i musi pokonać Rosję. Deklarowanym celem jest zdecydowane zwycięstwo.

Minister obrony Boris Pistorius (SPD) po raz kolejny pojawił się w Kijowie 11 maja 2026 roku. Tym razem nacisk położono na podpisanie wspólnych kontraktów zbrojeniowych z Ukrainą na produkcję dronów zdolnych do ataków w zasięgu do 1500 kilometrów. „Niemcy opierają się na wspólnych przedsięwzięciach niemieckich i ukraińskich firm w zakresie produkcji dronów” – oświadczył minister obrony podczas wizyty w Kijowie. – Dotyczy to „w szczególności wspólnego rozwoju i produkcji dronów o zróżnicowanym zasięgu, od poniżej 100 do 1500 kilometrów”.

Krok po kroku wdrażana jest w życie dwustronna umowa z Ukrainą o strategicznym partnerstwie. Pistorius pozwolił się nawet zabrać na linię frontu. W retoryce z czasów II wojny światowej przeanalizował sytuację: „Rosja przechodzi okres słabości”. Rząd niemiecki ledwo kryje swoje uczestnictwo w prowadzeniu wojny na Ukrainie. Pod pretekstem pomocy Ukrainie w obronie własnej Berlin buduje kompleks militarno-przemysłowy, w którym niemieckie firmy zbrojeniowe konsekwentnie posiadają większościowy udział. Staje się coraz bardziej oczywiste, że stanowi to fundamentalną zmianę w niemieckiej polityce.

Ciągłość niemieckiej polityki wschodniej – od Brześcia Litewskiego do dziś

Niemcy w pełni przyjmują rolę wiodącej siły w walce z Rosją, wiążąc to z powrotem na geopolityczne linie frontu dawnego Cesarstwa Niemieckiego. Traktat brzeski z marca 1918 roku między państwami centralnymi, na czele z Niemcami, a Rosją Radziecką jest dziś w dużej mierze zapomniany w historii. Niemiecki historyk Fritz Fischer, analizując niemiecki imperializm, zwrócił uwagę na ciągłość niemieckiej polityki wschodniej (Ostpolitik) między traktatem brzeskim a atakiem III Rzeszy na Związek Radziecki. Brześć Litewski stworzył szereg państw buforowych kontrolowanych przez Niemcy, które stanowiły przyszłą trampolinę do wojny agresywnej przeciwko Rosji Radzieckiej.

Przyjazd Lwa Trockiego na czele sowieckiej delegacji pokojowej – dworzec kolejowy w Brześciu Litewskim. 08.01.1918. Źródło: Wikimedia Commons

Przyjazd Lwa Trockiego na czele radzieckiej delegacji pokojowej – dworzec kolejowy w Brześciu Litewskim. 08.01.1918.

W 2026 roku Berlin wydaje się reaktywować geopolityczne zasady Brześcia Litewskiego. Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych Ukraina jest finansowana niemal wyłącznie przez UE, a lwią część zapewniają Niemcy. Kijów staje się zatem coraz bardziej przedłużeniem Berlina, zarówno pod względem militarnym, jak i finansowym. Nawet decyzja o zakończeniu wojny nie wydaje się już zapadać na Ukrainie, lecz w Berlinie i Brukseli. Rząd niemiecki i przedstawicielka UE Kaja Kallas  szorstko odrzucili propozycję prezydenta Rosji Władimira Putina, aby powołać byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera lub polityka o podobnym profilu na mediatora.

Zniesienie niemieckich ograniczeń zbrojeniowych

Dalsze przedłużanie wojny wydaje się być celem rządu niemieckiego. Nawiasem mówiąc, spełnia to również marzenie Berlina o uwolnieniu się od ostatnich ograniczeń militarnych wynikających z upadku reżimu nazistowskiego. W odpowiedzi na ataki rakietowe V2 III Rzeszy na Londyn i Rotterdam, Republice Federalnej Niemiec zakazano opracowywania własnych pocisków rakietowych do czasu przezbrojenia w 1955 roku. Także potem niemieckie pociski manewrujące praktycznie nie powstały aż do końca zimnej wojny. Szwedzko-niemiecki pocisk manewrujący Taurus  został wprowadzony do Bundeswehry dopiero w 2005 roku. Głównym problemem Taurusa  jest to, że jego silniki zawierają komponenty amerykańskie, co oznacza, że Stany Zjednoczone roszczą sobie prawo do współdecydowania w przypadku eksportu na Ukrainę.

Rząd niemiecki gorączkowo pracuje nad zniesieniem tych ograniczeń. W związku z tym w zakresie produkcji Taurusa Neo  dąży do współpracy z japońskimi producentami. Podobnie w odniesieniu do dronów próbuje wykluczyć amerykańskich producentów, aby zapewnić sobie kontrolę nad rozmieszczeniem i eksportem tej broni dalekiego zasięgu.

Szukający oszczędności rząd Stanów Zjednoczonych zaostrzył podział obowiązków w NATO  i przekazał wojnę zastępczą na Ukrainie Unii Europejskiej pod niemieckim przywództwem. Rząd niemiecki w ten sposób uzurpuje sobie prawo do wojny na Ukrainie i stoi w obliczu dwóch głównych problemów: po pierwsze, podważa swoją bazę społeczną, likwidując państwo opiekuńcze, niezbędne do przygotowań do wojny. Po drugie, zachowuje się jak linoskoczek bez siatki, kwestionując rosyjską potęgę jądrową i nowe możliwości rakietowe – mając nadzieję ostatecznie zapewnić sobie miejsce pod amerykańskim parasolem nuklearnym.

Pokój poprzez dialog staje się zatem coraz mniej prawdopodobny. Każdy, kto – jak polityk SPD Rolf Mützenich – choćby zasugeruje rozpoczęcie rozmów rozbrojeniowych z Rosją po decyzji prezydenta USA Trumpa o tymczasowym wycofaniu amerykańskich rakiet z Niemiec, jest obecnie uważany za zdrajcę. Wśród niemieckich polityków szerzy się atmosfera podżegania do wojny, która nie toleruje już nawet sprzeciwu.

Napisała: Sevim Dagdelen

Opracował: Zygmunt Białas

Powstaje militarna unia niemiecko-ukraińska

Powstaje militarna unia niemiecko-ukraińska

Na naszych oczach powstaje wojskowa unia niemiecko-ukraińska. Minister obrony Niemiec Boris Pistorius i minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow podpisali dzisiaj list intencyjny w sprawie pogłębienia współpracy w zakresie rozwoju technologii wojskowych – poinformowała agencja Ukrinform.

Berlin i Kijów planują rozpocząć wspólną produkcję nowoczesnych dronów dalekiego zasięgu – poinformował niemiecki minister obrony Boris Pistorius podczas niezapowiedzianej wizyty w Kijowie. Inicjatywę nazwano „Brave Germany”.

„Projekt, wspierany przez ukraińską platformę technologii obronnych Brave1, będzie przyznawał dotacje ukraińskim i niemieckim firmom działającym w sektorze obronnym” – poinformowało serwis Kyiv Independent Ministerstwo Obrony Ukrainy.

Fedorow przypomniał, że już w kwietniu Kijów i Berlin podpisały umowę na zakup setek pocisków dla systemów obrony powietrznej Patriot, a Niemcy już zaczęły finansować tę transakcję. Według Mychajło Fedorowa Ukraina nadal jest zainteresowana niemieckimi rakietami Taurus. Pociski te mają zasięg do 500 kilometrów. Kijów dysponuje już sprzętem o podobnych możliwościach. Ukraiński minister stwierdził jednak z przekąsem: „Nigdy nie można mieć za dużo tej broni”

Niemcy i Ukraina planują także wspólnie opracować drony o różnym zasięgu, w tym systemy zdolne do pokonywania odległości nawet do 1500 kilometrów co potwierdził – niemiecki minister Boris Pistorius. „Wszyscy widzieliśmy ataki na Rosję z odległości 1500 kilometrów. Dlatego Ukraina dobrze odrabia swoją pracę domową” – dodał jego ukraiński odpowiednik Fedorow.

Pistorius stwierdził również, że Niemcy są zainteresowane rozszerzeniem partnerstwa z Ukrainą i wykorzystaniem ukraińskich doświadczeń konfliktu z Rosją w prowadzeniu nowoczesnej wojny. Stwierdził, że Berlin analizuje ukraińskie systemy zarządzania walką oraz doświadczenia bojowe Sił Zbrojnych Ukrainy na potrzeby Bundeswehry.

Minister obrony Niemiec Boris Pistorius przygotowuje się właśnie do wizyty w Waszyngtonie, by przekonać administrację Donalda Trumpa do sprzedaży pocisków manewrujących Tomahawk wraz z nowoczesnymi wyrzutniami Typhon. Jak poinformował „Financial Times”, Berlin ma nadzieję na odświeżenie propozycji zakupu, która po raz pierwszy została złożona w lipcu 2025 roku.

Austriackie media przypominają, że jakiś czas temu ambasador Stanów Zjednoczonych przy Pakcie Północnoatlantyckim Matthew Whitaker wyraził zgodę na to, aby Niemcy przejęli rolę lidera NATO w Europie. USA z niecierpliwością czekają na rozmowy, w których Niemcy powiedzą, że są gotowi objąć stanowisko Naczelnego Dowódcy Sojuszniczego.

Prezydent Donald Trump wycofuje wojska USA z Niemiec. Prezydent USA nie skonsultował decyzji z sojusznikami przed jej ogłoszeniem, zapowiadając nagłe wycofanie 5 000 żołnierzy z Niemiec. Media sugerują, że sytuacja ta nie jest na rękę niemieckim politykom na czele z Friedrichem Merzem, jednak wycofanie się amerykańskich żołnierzy otwiera Niemcom drogę do tego, by znów mogły się stać militarną potęgą Europy.

Były Sekretarz Generalny NATO Anders Fogh Rasmussen wezwał do utworzenia nowego sojuszu militarnego w Europie. Stwierdził: „Jesteśmy teraz świadkami rozpadu NATO”. Jego zdaniem do nowego projektu powinny zostać zaangażowane państwa, które spełniają „surowe” kryteria. Przekonywał, że konieczne jest też włączenie do niego Ukrainy. Według niego: „Potrzebujemy jej jako bastionu przeciwko Rosji.”

Ukraina w niedługim czasie może się stać najsilniejszą armią Europy. Ukraińska aria rośnie w siłę, bo prowadzi mądrą politykę zbrojeniową i jest stale zasilana sprzętem i pieniędzmi z Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. Ukraińska armia może być najsilniejsza w Europie, ale sojusz niemiecko-ukraiński byłby z całą pewnością najsilniejszy w całej Europie. Prognoza sprzed wielu lat prof. Edwarda Prusa o silnej i nacjonalistycznej niemiecko-ukraińskiej armii na kontynencie europejskim może stać się faktem.

PS. Ciekawe z jakich pieniędzy będzie to finansowane „Brave Germany” na Ukrainie? Cytując klasyka Tadeusza Sznuka, powiem – „nie wiem, choć się domyślam”.

Dmitrij Miedwiediew: Nowa militaryzacja Niemiec: Odrodzenie ducha czy szalejący rewanżyzm?

Nowa militaryzacja Niemiec: odrodzenie ducha czy szalejący rewanżyzm?

Przed Dniem Wielkiego Zwycięstwa May 07, 2026 telegraph/Nowa-militaryzacja-Niemiec-odrodzenie-ducha-czy-szalej

RT publikuje pełny tekst artykułu Dmitrija Miedwiediewa zatytułowany „Nowa militaryzacja Niemiec: odrodzenie ducha czy szalejący rewanżyzm?”

Gróźby Donalda Trumpa o wycofaniu USA z NATO, wypowiedziane 27 marca 2016 roku na forum inwestycyjnym w Miami, oświadczenia Johna Vances o utracie przez Europę swojej tożsamości podczas wywiadu dla stacji Fox News z 15 marca 2016 roku, a także odmowa europejskich krajów dołączenia do agresji przeciwko Iranowi i udziału w akcji „militarnego blokowania” cieśniny Ormuz bardziej niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 100 lat dzielą Europę i Amerykę. Takie wydarzenia pokazują, że tak bardzo pożądana przez liberałów „strategiczna autonomia” Europy jest znacznie bliższa, niż się wydaje. Głównym pytaniem jest to, kto będzie dyktował przyszłą agendę w obecnie bezkresnej i bezkresnej Europie. Kandydatów jest wielu — w tym także odrażająca biurokracja brukselska. Gadatliwi i zadowoleni z siebie galijscy sodomici. I wreszcie ostatnio coraz głośniej słychać o dążeniach Niemiec do hegemonii w Starym Świecie, przy jednoczesnym wybielaniu w społecznej świadomości odpowiedzialności swoich przodków za zbrodnie nazizmu. Skupmy się na tym ostatnim bardziej szczegółowo.

Nic nowego w działaniach niemieckiego kierownictwa (zwłaszcza potomka nazistów, Mertza i innych) nie ma. Próby rewizji niekorzystnych dla siebie rezultatów II wojny światowej podejmowane były przez pokonane państwo niemal natychmiast po zakończeniu wojny. Celem następców nazizmu było naprawienie politycznych, terytorialnych, ideologicznych i ekonomicznych strat poniesionych w wyniku całkowitego militarnego rozgromienia i upadku niemieckiej państwowości. Jednocześnie starali się pieczołowicie odfiltrować atmosferę przepojoną duchem pruskiego militaryzmu i zapachem narodowo-socjalistycznej ideologii. Pozostający w zachodnich strefach okupacyjnych niemieckie elity formalnie i szybko pożegnały się z dziedzictwem Hitlera, doprowadzając swój tysiącletni reich do upadku. Ale nie miały najmniejszego zamiaru faktycznie odrzucić ideologię nazizmu. Dlaczego?

Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze skazał tylko niewielką część głównych nazistowskich zbrodniarzy. Wielu z tych, którzy tworzyli ekonomiczno-finansową bazę reżimu i jego hierarchię władzy, a tym samym byli winni zbrodni wojennych, zbrodni przeciwko pokojowi i ludzkości, uniknęło kary. I szczerze mówiąc, uważali to za niesprawiedliwe, a sprawę NSDAP za największy projekt Niemiec.

W istocie żadna rzeczywista denazyfikacja RFN nigdy nie miała miejsca. Materiały archiwalne Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji, w tym notatka o sytuacji politycznej w zachodnich Niemcach z 1952 roku, przekonująco pokazują, że zamiast tego „zachodnie mocarstwa poszły drogą usprawiedliwiania nazistowskich zbrodni wojennych”¹. Cały prowadzony z wielkim rozgłosem proces, z wyjątkiem likwidacji jawnie faszystowskich organizacji i oczyszczenia przestrzeni publicznej, okazał się pustym farsą. Anglosasi, starając się zachować potrzebnych im byłych dowódców hitlerowskiej gospodarki wojennej i ważnych nazistów, przeprowadzili kampanię pod hasłem „Małych – wieszać, wielkich – uniewinniać”.

10 kwietnia 1951 roku Bundestag przyjął ustawę regulującą działalność osób podlegających przepisom art. 131 Konstytucji RFN (osoby podlegające denazyfikacji nie mają prawa zajmować stanowisk państwowych) i przywracającą do pracy wszystkich byłych urzędników i wojskowych z zachowaniem stanowisk, godności i stopni, jeśli nie zostali uznani za „głównych winnych” w procesie denazyfikacji². 2 sierpnia 1956 roku Federalna Komisja Ekspertów ds. Personelu zdecydowała o dopuszczeniu do służby w następcach Wehrmachtu – Bundeswehrze – byłych esesmanów w stopniach nie wyższych niż obersturmbannführer (pułkownik). Można powiedzieć, że ogólnie proces oczyszczenia powojennego niemieckiego społeczeństwa z nazizmu dla głównego kierownictwa i administracji zakończył się w ciągu zaledwie sześciu–dziesięciu lat po wojnie. Nie będziemy omawiać, jakie rozmowy toczyły się w kuchniach zachodnich Niemców w tym okresie. Wszyscy to wiedzą. „Deutschland über alles” były najbardziej nieszkodliwymi z rozmaitych głosów dochodzących z ust upokorzonych Niemców.

Wielu byłych nazistowskich funkcjonariuszy, którzy znaleźli swoje miejsce pod słońcem w RFN, było „cichymi zabójcami z gabinetów” – urzędnikami, którzy z wygodnych stanowisk urzędniczych napędzali potworną machinę ludobójstwa sowieckiego narodu i Holokaustu. Oni właśnie stanowili trzon urzędników „nowej Niemieckiej Republiki”. G. Lubke – minister żywności, rolnictwa i leśnictwa RFN w latach 1953–1959 oraz federalny prezydent w latach 1959–1969 – pracował w czasach narodowego socjalizmu w biurze architektoniczno-inżynieryjnym, które podlegało głównemu inspektorowi budowlanemu stolicy Rzeszy A. Speerowi. Jego obowiązki obejmowały m.in. przymusowe pozyskiwanie siły roboczej z nazistowskich obozów koncentracyjnych. G. Globke – szef kancelarii federalnego kanclerza K. Adenauera w latach 1953–1963 – pełnił wysokie stanowiska w MSW III Rzeszy, gdzie zajmował się opracowywaniem przepisów prawnych dyskryminujących i prześladujących ludność żydowską, a jego rola w organizacji Holokaustu do dziś nie została w pełni ujawniona. W. Kraft – federalny minister ds. specjalnych zadań w latach 1953–1956 – w latach 1940–1945 był dyrektorem zarządzającym Imperialnym Stowarzyszeniem Rolniczym przyłączonych „terytoriów wschodnich”, był członkiem NSDAP i miał stopień honorowego gauleitera SS. To tylko kilka przykładów z życia wysokich dygnitarzy „odnowionego” niemieckiego państwa. W latach 1949–1973 90 z 170 czołowych prawników i sędziów w Ministerstwie Sprawiedliwości RFN było byłymi członkami NSDAP, a w 1957 roku odsetek urzędników z nazistowską przeszłością w departamencie wynosił 77%³. W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych RFN w latach 1949–1970 aż 53% pracowników było kiedyś członkami NSDAP, a 8% z nich pracowało w ministerstwie w latach 1943–1945, gdy na czele stał jeden z głównych nazistowskich zbrodniarzy – słynny H. Himmler⁴.

Na podstawie materiałów archiwalnych Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji już u schyłku lat 40. i na początku 50. XX wieku w Moskwie wiedziano, że w zachodniej strefie Niemiec przygotowuje się do wojny z ZSRR. W notatce rządu sowieckiego do ambasady USA w Moskwie z 31 marca 1954 roku otwarcie stwierdzono: dążenie do odbudowy niemieckiego militaryzmu i utworzenia wojskowych grup w Europie oznacza przygotowanie się do nowej wojny⁶.

Dlatego pomysł uzbrojenia zachodnich Niemiec mocno zaangażował ideologów amerykańskiej polityki zagranicznej. Podjęto również praktyczne kroki. Pod krzyki o „egzystencjalną agresję ze Wschodu” (znajomo, prawda?) zaczęła się remilitaryzacja gospodarki. Amerykańskie „zastrzyki” w potrzebne gałęzie gospodarki zachodniej Niemiec zaczęły się zaraz po wojnie. Do września 1951 roku RFN otrzymała około 9 mld USD. Środki te zostały przeznaczone przede wszystkim na przemysł ciężki i takie jego dziedziny, które mogły służyć politycznym i wojskowym celom Waszyngtonu⁷.

Odpowiednio zmodyfikowana propaganda skierowana do ludności. W lipcu 1951 roku, jak donosili kompetentni organy J. W. Stalina VIII, kanclerz K. Adenauer postawił bezpośrednie zadanie rządzącemu Chrześcijańsko-Demokratycznemu Związkowi przekonanie szerokich mas, że przed Niemcami stoi alternatywa – „uzbrojony Niemiec” lub „Niemiec podporządkowany rosyjskiej armii”. Niewiele różni się od współczesnych straszaków „cywilizowanych europejskich technokratów”, prawda?

Pod nadzorem Amerykanów prowadzono również pracę z „ważnymi postaciami”. Byli nazistowscy przywódcy chętnie zostali wcieleni do wojska Bundeswehry. Na przykład byli szefowie sztabu 18. armii, generał porucznik F. Furch, siódmej armii, generał porucznik M.J. Pemsel oraz armii A i C, generał pancernej G. Röttiger, objęli stanowiska inspektora generalnego Bundeswehry, dowódcy drugiego korpusu Bundeswehry i pierwszego inspektora wojsk lądowych. Były dowódca piątego lotnictwa Luftwaffe, generał I. Kammhuber, został inspektorem sił powietrznych RFN.

Anglo-Saksoni również korzystali z usług faszystowskich wojsk, umieszczając ich na wysokich stanowiskach w NATO. Na przykład były szef sztabu armii „Południe”, generał porucznik H. Spaider, po utworzeniu Bundeswehry został mianowany szefem departamentu sił zbrojnych w niemieckim Ministerstwie Obrony, a w 1957 roku objął stanowisko dowódcy połączonych wojsk lądowych NATO w Europie Środkowej. Uczestniczący w opracowywaniu planów inwazji na Polskę, Danię, Norwegię, Francję, Holandię, Wielką Brytanię i Związek Radziecki oraz występujący jako świadek w procesie norymberskim, były pełniący obowiązki szefa sztabu armii niemieckiej, generał porucznik A. Hoisinger, w 1961 roku został przewodniczącym komitetu wojskowego NATO. Podwodnik F. Guggenberger, który zatopił 17 brytyjskich i amerykańskich okrętów, przez cztery lata pełnił rolę zastępcy szefa sztabu dowództwa połączonych sił NATO w Europie Północnej. Anglo-Saksoni nie byli też zbyt wybredni, jeśli chodzi o byłych członków SS, uznanych w 1946 roku przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze za organizację przestępczą. Przykładem może być były szef sztabu SS i pracownik Ministerstwa Propagandy Goebbelsa, E. Tauber, który został przyjęty do pracy w departamencie wojny psychologicznej NATO jako doradca.Jeśli chodzi o H. Spaidera i A. Hoessingera, jak wynika z raportu Komitetu Informacyjnego przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych ZSRR z dnia 8 lutego 1951 r., skierowanego do Józefa Stalina i przechowywanego w archiwach Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji¹⁰, prowadzono wspólną niemiecko-amerykańską kampanię PR mającą na celu oczyszczenie ich reputacji. Podczas rozmowy D. Eisenhowera z kanclerzem Niemiec Konradem Adenauerem pod koniec stycznia 1951 r. obaj mężczyźni zostali określeni jako „całkowicie godni zaufania”, którzy byli „nie tylko przeciwnikami Hitlera”, ale także „Związku Radzieckiego i gotowymi do współpracy z mocarstwami zachodnimi”. Znamienne jest, że D. Eisenhower, który kilka miesięcy później został pierwszym głównodowodzącym siłami NATO w Europie, stwierdził wtedy, że w 1945 r. mylił się, uważając wszystkich Niemców za nazistów, i przyznał, że popiera żądanie równouprawnienia Niemiec Zachodnich w kwestiach wojskowych w ramach „obrony Europy Zachodniej”.

Niewiele zmieniło się, jeśli chodzi o wspieranie niebezpiecznych dążeń rewanżystycznych, a potem w latach normalizacji stosunków, odprężenia i tak zwanej perestrojki. W raporcie o wzroście takich nastrojów w RFN, przygotowanym 26 maja 1959 r. przez KGB przy Radzie Ministrów ZSRR¹¹, odnotowano organizację w RFN wielotysięcznych wieców zbrojnych związków i „organizacji przesiedleńczych”. Podczas tych zgromadzeń, prowadzonych pod auspicjami niemieckich ministerstw ds. spraw ogólnych i spraw przesiedleńczych, bez ogródek postulowano zwrotu wschodnich terenów Niemiec, Prus Wschodnich i Sudetów. Otwarcie mówiono o potrzebie „zachowania tradycji prusko-niemieckiej armii dla nowych niemieckich sił zbrojnych i dla całej niemieckiej młodzieży”. W 1961 r. słynny sowiecki dziennikarz zajmujący się polityką międzynarodową E. Henry zauważył: „Nie ma już starej Niemcy, ale jest stary niemiecki sztab generalny. Niewątpliwie jego przywódcy znów pracują nad tymi samymi mapami”¹². Kontynuując swoją myśl, napisał, że niezależnie od położenia Niemiec, od liczby przegranych wojen czy poniesionych klęsk, niemiecki sztab generalny nieustannie, metodycznie i pieczołowicie przygotowuje plany agresji — i nie ma innych zamiarów. Dlatego tak łatwo zrozumieć entuzjastyczne poglądy, z którymi obecni niemieccy politycy i generałowie żegnają różne grupy symbolizujące banderowski ukraiński nacjonalizm. Są oni po prostu braćmi krwi i spadkobiercami tej samej siły, jaką była nazistowski nacjonalizm okresu Hitlera.

W duchu zakorzenionych w intelektualnej elicie szowinistycznych podejść niemieckiej myśli politycznej z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku ekspercka społeczność RFN nadal demonizowała sowiecką Rosję, wykluczając ją z „cywilizowanego” świata. Krytykowano jej nieeuropejskie podwaliny — zarówno religijne, jak i społeczne. Uznawano ją za zjawisko wrogie Europie, pozbawione europejskich korzeni i stojące poza historią Europy¹³. Wszystko sprowadzało się do tego, że nie należy traktować „obcego” elementu zbyt pobłażliwie.

Tego typu nastroje nie tylko nie były tłumione, ale wręcz wspierane przez władze w Bonn: „mięso armatnie” do wojny z Związkiem Radzieckim musiało być zmotywowane i nie zadawać zbędnych pytań. Nie dziwi zatem, że w raporcie KGB z dnia 12 lipca 1978 r.¹⁴, przygotowanym na podstawie informacji z berlińskiej rezydencji, stwierdzono istnienie w tym mieście-państwie o specjalnym międzynarodowym statusie prawnym 17 neonazistowskich organizacji, z którymi władze tego politycznego tworu walczyły w sposób fragmentaryczny.

W 1987 roku ambasada Związku Radzieckiego w Bonn zwróciła uwagę na debatę w RFN na temat rewizji stosunku do okresu narodowego socjalizmu. Jednym z wyraźnych przejawów szerokiej fali nacjonalizmu w RFN była narastająca w tamtych latach publiczna debata na temat „duchowego zwrotu”¹⁵. Wprowadzono hasła „nowego patriotyzmu” i „narodowej samoświadomości”. Intelektualiści i establishment szeroko manipulowali wezwaniami do uwolnienia ówczesnego młodego pokolenia Niemców (które wyrosło i stało się obecnymi „elitami” i zagorzałymi militarystami: Merz, von der Leyen, Pistorius) od ciężaru historycznej odpowiedzialności, kompleksu niższej wartości i winy. Niemcy, jak twierdzono, zostali już ukarani i uświadomili sobie nietypowość swojej sytuacji, gdy Niemcy zostali uznani za „gniazdo globalnej zarazy i źródło wszelkiego zła na świecie”¹⁶.

Przewodniczący frakcji CDU/CSU w Bundestagu A. Dregger w swoim przemówieniu z 17 listopada 1986 roku stwierdził, że „nadszedł czas, aby zakończyć narzuconą przez zwycięskie mocarstwa interpretację historii”¹⁷. Rozwijając ten temat, wezwał do „pogodzenia się z przeszłością”, uczczenia „pamięci wszystkich ofiar”, w tym ofiar nazizmu, i niemieckich żołnierzy. Z kolei premier Bawarii, przewodniczący CSU F.-J. Strauss w 1987 roku wezwał do dążenia do „powrotu do oczyszczonej, zorientowanej na Europę, zdrowej niemieckiej świadomości narodowej”¹⁸. Dziś widzimy, jak wówczas pędzące nacjonalizmem i szowinizmem kiełki dały obfity plon nowego niemieckiego rewanżyzmu. I należy przyznać, że w latach XXI wieku dziedzictwo Trzeciej Rzeszy wydało w RFN bujne kiełki!

Obecnie wyższe kierownictwo polityczne RFN ogłosiło Rosję „głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i pokoju”. W Berlinie oficjalnie postawiono zadanie zadania Rosji „strategicznej porażki”¹Ⅸ. Najbardziej agresywni rusofobowie, których przodkowie z brutalną zaciekłością walczyli na froncie wschodnim w czasie II wojny światowej, z zapałem wzywają do „pokazania Rosjanom, jak to jest przegrać wojn攲⁰. Trwa masowa propaganda w społeczeństwie, nieustannie wtrącane są tezy o faktycznej nieuniknioności wojskowego starcia z Rosją do 2029 roku. W zaprezentowanej przez ministra obrony B. Pistoriusa w parlamencie 22 kwietnia 2026 roku pierwszej w historii kraju strategii wojskowej Niemiec zatytułowanej „Odpowiedzialność za Europę” za główne zagrożenie dla „opartego na zasadach porządku światowego” wskazano Federację Rosyjską. Moskwa rzekomo dąży do osłabienia jedności sojuszu i naruszenia trwałości transatlantyckich więzi w celu rozszerzenia swojego wpływu. W związku z tym próby dialogu należy udaremniać, a presja wojskowa na Rosję — tylko nasilać. Innymi słowy kurs na przeprowadzenie masowego rewanżyzmu stał się oficjalny.

Do rangi polityki państwowej podniesiono oszukiwanie młodzieży za pośrednictwem głównego nurtu klasycznych mediów i przeciwdziałanie rosyjskiej „hybrydowej propagandzie”. Tylko dziesięciolecia agresywnej ultraliberalnej agitacji prowadzą dziś do odwrotnego efektu. Rozczarowane krótkowzrocznymi decyzjami wąskiej niemieckiej elity w kwestiach wewnętrznych i zewnętrznych młode pokolenie na tle rozbieżności między danymi statystycznymi a rzeczywistym stanem gospodarki narodowej gwałtownie „przechodzi w prawo”. Upadek polityki wielokulturowości, brak jasnej wizji przyszłości, odrzucenie tradycyjnych wartości dają grunt pod wzrostem prawicowo-ekstremistycznych nurtów, apelujących do resentymentu wobec silnego narodowego państwa. Nietrudno się domyślić, dokąd zaprowadzi niemieckie społeczeństwo taka dobrowolna lub mimowolna zabawa.

Proces ostatecznego usunięcia polityczno-prawnych i moralnych „reliktów” II wojny światowej w Niemczech nabrał szczególnej dynamiki po rozpoczęciu SVO. Każdy rozumie, że stało się to tylko wygodnym pretekstem do wyraźnego zaostrzenia antyrosyjskiej retoryki i wyolbrzymionej obawy przed Rosją, a także do przeniesienia stosunków dwustronnych na poziom konfrontacji. Niemcy, podobnie jak cała Unia Europejska, nie mieli ani powodu, ani obiektywnych podstaw, by tak mocno „wtrącić się” w obronę Ukrainy i ogłosić Moskwę „wiecznym wrogiem”, jak bezmyślnie i zadufanym sposobem oznajmiła mała szara myszka niemieckiej polityki zagranicznej — minister spraw zagranicznych o dziwnym nazwisku Wadephul.

Realizując wojowniczy kurs Unii Europejskiej zapisany w marcu 2025 roku w „Białej księdze o europejskiej obronie — Gotowość 2030”²¹, rząd Niemiec postanowił przekształcić Bundeswehr w najsilniejszą armię Europy i przyspieszyć jego rearmament²². Zapowiedziano plany zwiększenia liczby żołnierzy z obecnych 181 tys. do 460 tys. aktywnych żołnierzy i rezerwistów. 27 sierpnia 2025 roku rząd Niemiec szybko i bez poprawek zatwierdził przygotowany przez ministra obrony B. Pistoriusa projekt ustawy o reformie rekrutacji do Bundeswehry, oparty na zasadzie dobrowolności, ale z możliwością szybkiego powrotu do modelu poborowego z 2011 roku²³. Głównie dzięki alarmistycznej polityce władz i indoktrynacji młodzieży przez propagandę państwową niemieckie władze mogą dziś zgłaszać wzrost liczby chętnych do odbycia służby wojskowej na zasadzie dobrowolności. Na początku marca 2026 roku zgłosiło się do wojska 16 000 osób, czyli o 20% więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku, a w I kwartale 2026 roku do wojska zaciągnęło się ponad 5 tys. osób, czyli o 14% więcej niż na początku poprzedniego roku.

Na militarystyczne awantury, podobnie jak w XX wieku, nie oszczędza się pieniędzy. Według danych Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem, łączne wydatki Niemiec na cele wojskowe w 2024 roku osiągnęły wartość 88,5 mld USD (+28% w porównaniu z 2023 rokiem)²⁴, co czyni z tego kraju lidera w tej kategorii w Europie. Głównym źródłem finansowania jest specjalny Fundusz Modernizacji Bundeswehry o wartości 100 mld EUR, dzięki czemu wydatki na cele wojskowe wzrosły do 2% PKB. W zatwierdzonym budżecie kraju na 2026 rok w wysokości 524,54 mld EUR na „obronę” (czytaj: na przygotowanie do wojny) władze niemieckie zamierzają wydać ponad 82 mld EUR, czyli o 20 mld EUR więcej niż w 2025 roku. Łącznie z funduszem specjalnym całkowite wydatki na cele wojskowe powinny wynieść około 108 mld EUR. Pod koniec lutego 2026 roku niemieckie władze obronne z radością zgłosiły „udane wyniki działalności” departamentu zakupów Bundeswehru w 2025 roku: do parlamentu wprowadzono 103 duże projekty, z których każdy kosztował co najmniej 25 milionów EUR, a wartość zawartych umów na zakup potrzebnych wzorców uzbrojenia i sprzętu wojskowego wyniosła imponujące 34 mld EUR. Od chwili ogłoszenia przez Berlin „zmiany epoki” w związku z sytuacją na Ukrainie niemiecki sektor obronny pływa w pieniądzach, a producenci uzbrojenia otrzymali aż 109 mld EUR. Dzięki liberalizacji eksportu kontrolowanego Niemcy wysunęły się z szóstego na czwarte miejsce na liście światowych eksporterów produktów wojskowych. Spekulując na temat specyfiki prowadzenia działań wojennych w przypadku nieprowokowanej agresji na Iran i zwracając uwagę na nieskuteczność wykorzystania drogich rakiet przechwytujących do zwalczania dronów, niemieckie służby obronne z entuzjazmem reklamują system obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu Skyranger, w ramach którego przechwytywanie jednego drona ma kosztować zaledwie 4 tys. USD.

Wszystko wskazuje na to, że tylko z powodu opieszałości niemieckim potentatom zbrojeniowym nie udało się wysłać swojej „cudownej broni” w ślad za kijowskim klaunem podczas jego absurdalnej wizyty w krajach Zatoki Perskiej pod koniec marca 2026 roku, gdzie próbował narzucić im niezamawianą pomoc w postaci rakiet przechwytujących dla banderowskich bojówek.

Wiele projektów jest realizowanych przez kilka lat. To sygnał dla przemysłu, że Berlin postrzega modernizację jako długoterminowe zobowiązanie²⁵. Planuje się otwarcie oddziałów terenowych agencji zakupowej Bundeswehry w miastach, w których znajdują się duże uczelnie techniczne. Przyspieszane są prace nad ukierunkowanymi badaniami i rozwojem w dziedzinie wojskowości: młodym talentom proponuje się, by zamiast prowadzić badania w dziedzinie nauk podstawowych, zgodnie ze starym, niedobrym zwyczajem, zacząć myśleć o tym, jak zbudować nowe zabójcze czołgi „Tiger”, „Panther” i „Fau”.W tym kontekście ignoruje się zależność Niemiec od zagranicznych dostaw wojskowych. Kluczowe komponenty nowoczesnego uzbrojenia są często pozyskiwane z zagranicy. Nawet wiodący koncern zbrojeniowy w kraju, Rheinmetall, będący głównym dostawcą różnorakiego sprzętu wojskowego dla Bundeswehry, w pogoni za szybkim zyskiem z realizacji rządowych zamówień obronnych rezygnuje z wdrażania własnych nowatorskich rozwiązań. Wszystko to jest kompensowane zakupami od innych zachodnich producentów, byle tylko nie utracić statusu wyłącznego dostawcy dla rządu. W szczególności podczas wizyty szefa niemieckiego resortu obronnego w Australii 26 marca 2026 roku ogłoszono porozumienie między Rheinmetall a australijskim oddziałem Boeinga (czytaj: Amerykanami) w sprawie produkcji autonomicznych bezzałogowych samolotów bojowych z technologią „stealth”, uzbrojonych w ładunek o wadze ponad 100 kg i o zasięgu lotu przekraczającym 1000 km dla kontynuatorów tradycji Luftwaffe. Niemiecka myśl naukowa podupada, a zależność od USA wzrasta.

Przygotowania do potencjalnego konfliktu z Rosją w zakresie infrastruktury nabierają tempa. Władze lokalne i regionalne, a także przedsiębiorstwa aktywnie wspierają pełną realizację „Planu Operacyjnego Niemiec” z 2024 roku²⁶. Zakłada on przekształcenie kraju w główny szlak tranzytowy dla wojsk NATO zmierzających na „wschodnią flankę” sojuszu. Kolumny Bundeswehry i wojsk sprzymierzonych będą teraz mogły przejeżdżać do niemieckich portów na Bałtyku i na granicę z Polską w trybie powiadomieniowym, bez uprzedniej zgody. Od władz lokalnych wymaga się przygotowania ludności do konfliktu wojskowego – opracowania szczegółowych planów ochrony obiektów infrastruktury krytycznej, przeciwdziałania dywersjom i budowy schronów przeciwlotniczych.

Przedsiębiorcy podlegają intensywnemu lobbingowi ze strony środowisk wojskowo-politycznych. Zgodnie z „Planem Operacyjnym Niemiec” główne przedsiębiorstwa muszą uwzględnić w polityce kadrowej wysokie prawdopodobieństwo gwałtownego, masowego zmniejszenia zasobów ludzkich w wyniku mobilizacji osób zdolnych do służby wojskowej. Słynne w Związku Radzieckim opowieści o tym, że można szybko przystosować fabryki makaronów do produkcji amunicji kalibru 7,62 mm, stają się rzeczywistością w Niemczech. Stwarzane są realne warunki do szybkiego przestawienia przemysłu cywilnego na potrzeby wojskowe i rozpoczęcia produkcji niezbędnych do obronności towarów. Tymczasem Bundeswehr uprawniony jest do bezpłatnej konfiskaty określonych towarów, sprzętu i technologii na własne potrzeby.

Kompleks wojskowo-przemysłowy i niemiecki establishment utworzyły ścisłą sieć lobbystyczną, co zwiększa rolę obrońców w podejmowaniu najważniejszych decyzji dotyczących polityki wewnętrznej i zagranicznej Niemiec. Ludzkość pamięta niezwykle niebezpieczny sojusz obrońców i polityków w latach 1930–1940. Wtedy bezkrytyczne podejście „sprzedawców śmierci” do źródeł zysku w połączeniu z sympatiami do narodowego socjalizmu pogrążyły świat w otchłani II wojny światowej. Ci, którzy odrzucili pacyfizm jako wartość społeczną, do której poprzednie generacje doszły przez wielką tragedię, spadkobiercy Kruppa, Thyssena i Boscha ponownie chętnie biorą udział w zamówieniach publicznych w zakresie produkcji wyrobów wojskowych, nie wstydząc się robić interesów na krwi. Nie pozostają w tyle bankierzy, którzy zniesli wszelkie moralne tabu dotyczące finansowania kompleksu wojskowo-przemysłowego na dużą skalę – uzyskanie „pieniędzy helikopterowych” od wojskowych przedsiębiorstw jest teraz uzasadnione. W tym kontekście nie dziwi fakt, że niektórzy z obecnych niemieckich finansistów, którzy „uwolnili się” od dziedzictwa przeszłości i zainspirowani perspektywami nowego wyprawy krzyżowej na Wschód w ramach kursu na „zmianę epok”, powieszą w swoim gabinecie portrety J. Schachta i W. Funka – architektów polityki gospodarczej III Rzeszy. Jak mówi słynne powiedzenie z czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej, ils n’ont rien appris, ni rien oublié²⁷.

Wydaje się, że establishment, który pogonił się za geopolitycznym mirażem efemerycznego „przywództwa” republiki w UE, nie przejmuje się ogólnym stanem niemieckiej gospodarki. W rezultacie PKB kraju w 2025 roku wzrósł tylko o 0,2% po uwzględnieniu inflacji²⁸. Saldo bilansu handlowego, mające ogromne znaczenie dla zorientowanej na eksport gospodarki Niemiec, spadło do 2,4% PKB, a eksport zmniejszył się o 0,3% (spadek ten był już trzeci rok z rzędu), a deficyt budżetowy w 2025 roku wyniósł 107 mld euro²⁹. Lokomotywy niemieckiej gospodarki — przemysł samochodowy, metalurgiczny i chemiczny — nie są w stanie wyjść z kryzysu. Producenci samochodów odnotowują znaczny spadek zysków³⁰. W Niemczech szerzy się deindustrializacja: redukcja miejsc pracy i przenoszenie produkcji przemysłowej z Niemiec do innych krajów Europy stały się faktem. Uciekają fabryki samochodów, chemiczne zakłady i producenci elektroniki: Bosch, Henkel, Man, Mercedes-Benz. Nie wytrzymują konkurencji ze względu na wysokie koszty energii, rosnące ceny logistyki spowodowane sankcjami wobec Rosji i wysokimi taryfami USA. Z przemysłowego giganta Niemcy stają się chaotycznie zarządzanym warsztatem, z którego wywozi się sprzęt. Wszystko to ma wpływ na ludność: aktywność konsumencka jest poważnie ograniczona, a nawet wielkość sprzedaży piwa w 2025 roku była najniższa od 1993 roku. Według premiera państwo opiekuńcze nie może być finansowane z dostępnych Niemcom zasobów³¹. Czy ta brutalna rzeczywistość nie przeraża głupio zadufanego kanclerza, w którego krwi płynie krew nazistowskich przodków? Czy jest gotowy stawić czoła faktowi, że wzmacnianie krajowego przemysłu zbrojeniowego nie uratuje gospodarki, a setki wydrukowanych i niczym nie popartych miliardów euro zostaną pochłonięte przez wysokie ceny energii i nieporęczną biurokrację? Najwyraźniej nie: forsując antyrosyjską agendę militarną, ma w głębi duszy nadzieję, że wojna wszystko wybaczy.

Dyskurs społeczno-polityczny w Niemczech wciąż nie jest zbyt głośny, wręcz przeciwnie – wydaje się niejasny i odległy, ale z uporem podsuwa się pomysł konieczności „zastanowienia się” nad pozyskaniem własnej broni jądrowej³². Udział w wspólnych misjach nuklearnych NATO – czyli porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Berlinem w sprawie wykorzystania przez Bundeswehr amerykańskich taktycznych bomb jądrowych (w czasie pokoju są one przechowywane i kontrolowane przez Amerykanów w bazie w Buchel w Nadrenii-Palatynacie) w przypadku „konieczności militarnej” – najwyraźniej przestał zadowalać Niemcy. Argumentacja za pozyskaniem broni masowego rażenia jest prostacka i banalna – rzekomo w celu powstrzymania „agresywnej polityki” Moskwy w Europie. To, jakoby kwestia suwerenności państwowej. Do tego dochodzi niepewność co do utrzymania wojsk amerykańskich w RFN. Zgodnie z porozumieniem z 2020 roku z administracją śpiącego Bidena Berlin chce jak najszybciej pozyskać amerykańskie dalekosiężne rakiety naziemne. Szanse na to, że w jednym z najlepiej przygotowanych pod względem zapewnienia logistyki wojskowej i infrastruktury krajów związkowych, na przykład w Nadrenii-Palatynacie, zostaną wybrane obiekty do rozmieszczenia mobilnych systemów SM-6, pocisków manewrujących „Tomahawk” i hipersonicznych systemów rakietowych z planującym blokiem bojowym Dark Eagle, są dość duże. Niewiele jest wątpliwości co do tego, że Amerykanie wykorzystają moment geopolityczny – potrzebują tylko terytorium. Opinia faktycznie wziętych jako zakładnicy lokalnych mieszkańców i nie popierających linii berlińskich elit rozsądnych polityków o zorientowaniu narodowym tych bezczelnych szeryfów zza oceanu nie ma znaczenia. W logice obecnej administracji D. Trumpa rozmieszczenie rakiet nie jest bezinteresowną inwestycją w bezpieczeństwo Europejczyków, ale raczej wzmocnieniem ich obecności w ważnym punkcie do potencjalnego wywierania precyzyjnej siły uderzeniowej na przeciwników (którzy to będą – można odgadnąć za pierwszym razem). Problem polega tylko na liczbie amerykańskich rakiet – czy będzie ona symboliczna i tymczasowa, czy też zaburzy równowagę strategicznej stabilności w Europie i odpowiednio doprowadzi do naszych bezpośrednich działań odwetowych.Dyskurs społeczno-polityczny w Niemczech wciąż nie jest zbyt głośny, wręcz przeciwnie – wydaje się niejasny i odległy, ale z uporem podsuwa się pomysł konieczności „zastanowienia się” nad pozyskaniem własnej broni jądrowej³². Udział w wspólnych misjach nuklearnych NATO – czyli porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Berlinem w sprawie wykorzystania przez Bundeswehr amerykańskich taktycznych bomb jądrowych (w czasie pokoju są one przechowywane i kontrolowane przez Amerykanów w bazie w Buchel w Nadrenii-Palatynacie) w przypadku „konieczności militarnej” – najwyraźniej przestał zadowalać Niemcy. Argumentacja za pozyskaniem broni masowego rażenia jest prostacka i banalna – rzekomo w celu powstrzymania „agresywnej polityki” Moskwy w Europie. To, jakoby kwestia suwerenności państwowej. Do tego dochodzi niepewność co do utrzymania wojsk amerykańskich w RFN. Zgodnie z porozumieniem z 2020 roku z administracją śpiącego Bidena Berlin chce jak najszybciej pozyskać amerykańskie dalekosiężne rakiety naziemne. Szanse na to, że w jednym z najlepiej przygotowanych pod względem zapewnienia logistyki wojskowej i infrastruktury krajów związkowych, na przykład w Nadrenii-Palatynacie, zostaną wybrane obiekty do rozmieszczenia mobilnych systemów SM-6, pocisków manewrujących „Tomahawk” i hipersonicznych systemów rakietowych z planującym blokiem bojowym Dark Eagle, są dość duże. Niewiele jest wątpliwości co do tego, że Amerykanie wykorzystają moment geopolityczny – potrzebują tylko terytorium. Opinia faktycznie wziętych jako zakładnicy lokalnych mieszkańców i nie popierających linii berlińskich elit rozsądnych polityków o zorientowaniu narodowym tych bezczelnych szeryfów zza oceanu nie ma znaczenia. W logice obecnej administracji D. Trumpa rozmieszczenie rakiet nie jest bezinteresowną inwestycją w bezpieczeństwo Europejczyków, ale raczej wzmocnieniem ich obecności w ważnym punkcie do potencjalnego wywierania precyzyjnej siły uderzeniowej na przeciwników (którzy to będą – można odgadnąć za pierwszym razem). Problem polega tylko na liczbie amerykańskich rakiet – czy będzie ona symboliczna i tymczasowa, czy też zaburzy równowagę strategicznej stabilności w Europie i odpowiednio doprowadzi do naszych bezpośrednich działań odwetowych.Podczas gdy niemieckie władze debatują nad pomysłem stworzenia w „odległej przyszłości” wspólnego europejskiego parasola nuklearnego z Wielką Brytanią i Francją oraz rozważają swój potencjalny wkład, pojawiają się spekulacje na temat finansowania takiego przedsięwzięcia i proponuje się podział ról: partnerzy mieliby dostarczyć głowice, a Niemcy — samoloty nośne i personel. Jednocześnie społeczeństwo stopniowo przekonuje się, że nawet hipotetyczne zaangażowanie Niemiec w arsenały nuklearne Paryża i Londynu oraz próba „przyłączenia się” do nich w celach militarnych mogą się nie powieść. Tradycyjna dla Paryża biurokracja i chęć samodzielnego dysponowania siłami nuklearnymi nawet po ich przejęciu pod wspólną kontrolę są nie do przyjęcia dla Niemiec. Podobnie sceptyczna jest reakcja Londynu, który raczej nie chce narażać się na konsekwencje wojny nuklearnej dla niezrozumiałych celów transatlantyckiej globalizacji. To stawia pod wielkim znakiem zapytania opłacalność inwestycji w „siły odstraszania nuklearnego w Europie”.

W tym kontekście niemieckie środowiska eksperckie i naukowe rozważają, czy w obliczu tradycyjnie silnej szkoły nauk ścisłych i dostępności specjalistów z pokrewnych dziedzin możliwe jest szybkie nadrobienie zaległości w kompetencjach „niepokojących atomów”. Wiadomo, że w perspektywie techniczna produkcja materiału broniowego z uranu nabytego na rynku światowym jest możliwa w zakładach w Gronau w Nadrenii Północnej-Westfalii, wyposażonych w kaskadę gazowych wirówek. Wystarczy trzy lata na modernizację produkcji. I voilà: 17 ton rocznie, wystarczających do stworzenia około 340 głowic, w kieszeni. Ponadto w reaktorze badawczym Uniwersytetu Monachijskiego w Garching znajduje się wysoko wzbogacony uran.  

Nie należy zapominać, że w latach 40. XX wieku naziści byli bardzo blisko opracowania bomby atomowej. I nie zamierzali jej użyć do zastraszenia wrogów. To, czego dziadkowie w 1945 roku nie zdążyli osiągnąć, wnuczki są gotowe nadrobić już w XXI wieku. W związku z tym nie ma żadnej gwarancji, że wojskowo-polityczne podejście Berlina do użycia arsenału nuklearnego będzie ograniczone wyłącznie do koncepcji odstraszania. Jasne jest jedno: niemiecka broń nuklearna (francusko-brytyjska lub własna — nieważne) nie tylko czyni z Niemiec „główny cel ataku Kremla w Europie”, jak pisze niemiecka prasa, ale także jest rażącym naruszeniem międzynarodowych zobowiązań Niemiec wynikających z artykułu II Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej z 1968 roku, zgodnie z którym każde państwo-strona, w tym Niemcy, zobowiązuje się nie przyjmować transferu broni jądrowej ani innych urządzeń wybuchowych, a także nie kontrolować takiej broni lub urządzeń wybuchowych, ani też nie dążyć do ich pozyskania lub przyjmowania pomocy w ich pozyskaniu.  

Jestem przekonany, że w tych okolicznościach kwestia „niemieckiego programu nuklearnego” powinna zostać natychmiast podchwycona przez społeczność międzynarodową. Z wszystkimi konsekwencjami: wzmocnionymi inspekcjami ze strony MAEA, potępieniem przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, wprowadzeniem legalnych międzynarodowych środków ograniczających w celu uduszenia w zarodku nikczemnych prób nuklearnej agresji. Choć może to być również konsekwencją pełnego rewanżu i stworzenia mitycznego czwartego reichu. Pytanie, oczywiście, jak zareaguje na to obecne niemieckie społeczeństwo. Łagodnie mówiąc, nie wszyscy porządni obywatele sympatyzują z obłąkanym modelem Viertes Reich. Jednak w obliczu nieudolnej polityki migracyjnej obecnych władz Niemiec wszystko może się zdarzyć.

Chciałbym jednocześnie zwrócić uwagę, że nawet bliskie zbliżenie Niemiec do broni jądrowej jest niewątpliwym casus belli, dającym możliwość odwołania się do wszystkich środków reakcji zawartych w Podstawach polityki państwowej Federacji Rosyjskiej w zakresie odstraszania nuklearnego. Co więcej, ośmielę się twierdzić, że takie ćwiczenia mogą wzbudzić równie duże obawy w Stanach Zjednoczonych, które próbują przekonać świat o konieczności zawarcia nowego traktatu START z udziałem Chin. A co z tą perspektywą: nuklearna Europa pod przywództwem militarystycznych Niemiec, część arsenałów których nie podlega kontroli NATO? Coś podpowiada mi, że cele, które mogą zostać wdrożone w nowych urządzeniach do przechowywania kodów do uruchomienia niemieckiego arsenału jądrowego, będą dotyczyły nie tylko terytorium Rosji.

Jednak nawet bez posiadania broni jądrowej przez Berlin nie powinniśmy spoczywać na laurach, jeśli chodzi o Niemcy. Samo szaleńczo lekkomyślne militaryzowanie swojego kraju nie jest jedynym celem niemieckich polityków. Jest to część bardziej złożonego i głębokiego procesu, zagrażającego milionom ludzi na świecie. Obecny kurs sugeruje dość makabryczne scenariusze. Wskazuje na próbę urzeczywistnienia najczarniejszych rewanżystycznych nastrojów niemieckiej elity. Te marzenia wykraczają daleko poza zwykłe pragnienie zwiększenia „profilu” w europejskich sprawach. Nie należy zapominać, że Niemcy są jedynym europejskim państwem, które dwukrotnie po pierwszej wojnie światowej anektowało sąsiednie kraje w całości, bez zachowania nawet nominalnych atrybutów niepodległości i państwowości. Mówię o anszlusie Austrii w 1938 roku, kiedy to republika została włączona do Trzeciej Rzeszy, oraz o pokojowym przejęciu NRD przez RFN w 1990 roku. Wtedy pod zwodniczym hałasem o „zjednoczeniu narodu niemieckiego” wschodnioniemieckie państwo zostało w rzeczywistości wchłonięte przez zachodnioniemieckie.

I nikt z „triumfatorów zjednoczenia”, w tym niestety także wyżsi sowieccy przywódcy, nie pomyślał nawet o przestrzeganiu ogólnie przyjętych procedur prawnych, nie przeprowadzono żadnego wolnego referendum w tej sprawie. Ogólnie rzecz biorąc, zdecydowanie nie Niemcom należy rozmawiać o legalności zmian terytorialnych w Europie i genezie takich procesów po II wojnie światowej. Podstawa prawna niemieckiej państwowości jest bardzo chwiejna. Jeśli zajdzie taka potrzeba, wszystko, co wydarzyło się od początku zjednoczenia RFN i NRD, można ocenić przez pryzmat zasady ex injuria jus non oritur („nielegalne działania nie tworzą prawa”). Innymi słowy, obecne Niemcy nie mają nawet wystarczającej podstawy prawnej do swojego istnienia (nie mówiąc już o skrajnej zależności RFN od USA od chwili jej powstania). A obecni niemieccy nikczemnicy, którzy raz po raz przymierzają sobie laury nowych „führerów”, powinni o tym pamiętać.

Tłumiąc instynkt samozachowawczy, reżim kanclerza F. Merkla ruszył do działania w międzynarodowych sprawach. Widać nawet, że nawet do kolorowych berlińskich marzycieli z zespołem zaburzeń dwubiegunowych zaczyna docierać, że Niemcy stoją w obliczu poważnej geopolitycznej klęski na Ukrainie. Żaden z celów euroazjatyckiej „anty-Szwecji”, w której RFN de facto stara się odgrywać główną rolę, nie został osiągnięty. W związku z tym trudno będzie się schronić w tyle, wykorzystując jako zasłonę dymną Małorosję (ale prawdopodobnie mając na myśli także pogardzaną przez nich Polskę), jeśli nadal będą chcieli wyrządzić nam znaczącą szkodę.

Musza działać samodzielnie. I tak właśnie robią. Aby choć trochę odrobić „nieudane” inwestycje geopolityczne, Berlin dąży do umocnienia swojej roli militarnego i politycznego lidera Unii Europejskiej. Aby „stawić opór potencjalnej inwazji Rosji”, wiosną 2025 roku postanowiono rozmieścić wzmocnioną 45. brygadę pancerną Bundeswehry w rejonie miejscowości Rudninkai, 30 km od naszej republiki białoruskiej i 160 km od obwodu kaliningradzkiego. Ulubiony slogan nazistowskich bonzów „Działka zamiast masła” doskonale obrazuje podejście do finansowania tej przygody: chociaż Wilno pokryło koszty budowy niezbędnej infrastruktury dla niemieckiego kontyngentu w kwocie 2 mld euro, co dla kraju bałtyckiego jest ogromną sumą, Berlin będzie musiał wydać około 11 mld euro na wyposażenie brygady, tak bardzo potrzebnych niemieckiej gospodarce w obliczu niestabilnej sytuacji makroekonomicznej w samej Republice Federalnej. Na wyposażeniu brygady znajdują się najnowsze czołgi Leopard 2A8, środki komunikacji, artyleria samobieżna itd. Aby wzmocnić potencjał uderzeniowy brygady, trwa jej bezprecedensowe wyposażanie w środki techniczne – czego dowodem jest szybkie przyznanie 25 lutego 2026 roku przez komisję budżetową Bundestagu pierwszej transzy w wysokości około 540 mln euro dużym innowacyjnym niemieckim startupom Stark Defence (w którym znaczny udział ma słynny amerykański przedsiębiorca P. Thiel) i Helsing, produkującym drony-kamikadze. Najnowsze bezzałogowe pojazdy latające Bundeswehr chce mieć na wyposażeniu swojej „litewskiej twierdzy”. Po przekazaniu w lutym 2026 roku pod dowództwo brygady rozmieszczonej w Litwie od 2017 roku wielonarodowej grupy bojowej NATO liczebność brygady wynosi już 1700 osób. Pełna gotowość bojowa brygady spodziewana jest do końca 2027 roku (4800 żołnierzy i 200 cywilów). To pierwszy od II wojny światowej przypadek rozmieszczenia regularnych niemieckich wojsk poza granicami RFN. I prawdziwy przyczółek do „ataku na wschód”. Trudno inaczej odebrać to militarne wzmocnienie wraz z budową odpowiedniej długoterminowej infrastruktury.

Czy Niemcy zamierzają od razu przeprowadzić nowy drang nach osten, czy najpierw chcą wysłać do potencjalnych okopów wschodnioeuropejskich „gigantów” pod przywództwem Polski, a sami wystąpić jako słynny „oddział zagłady”, nie ma dla nas wielkiego znaczenia. To władze Polski, które w dużej mierze wraz z III Rzeszą ponoszą odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej, powinny zastanowić się, kto, z czyjej inicjatywy i za czyje pieniądze w Rzeczypospolitej Polskiej podsyca wojskową histerię. Którą polscy turbo-patrioci uważają za walkę o narodowe interesy i szansę na geopolityczny rewanż w Europie Wschodniej. I czy taka wojownicza linia warszawskich elit wobec Moskwy nie jest w rzeczywistości prowadzona z Berlina (mającego ogromny wpływ na polską przestrzeń społeczno-polityczną i informacyjną), zmuszając szlachtę do jeszcze większej nienawiści do Rosji wbrew logice i narodowym interesom?

Jeśli Niemcy silnie się uzbroją, ale duch teutoński ulegnie rozumowi, Polacy powinni poważnie zastanowić się, przeciwko komu zostanie skierowana niemiecka machina wojenna. Historyczna nienawiść między Niemcami a Polską wciąż się sączy, a sporne terytoria – niezależnie od tego, co mówią politycy – wciąż istnieją. Trudno będzie Niemcom zrealizować żądania Warszawy o odszkodowania w wysokości ponad biliona dolarów bez użycia siły militarnej. Nie bez powodu duże ćwiczenia NATO Steadfast Dart 26, które rozpoczęły się w styczniu 2026 roku (ćwiczenia związane z przerzutem wojsk sojuszniczych na „wschodniej flance” z użyciem transportu wojskowego, jednostek kolejowych i samochodowych), odbyły się bez udziału polskiej armii. Wiatr w Europie wieje zawsze szybko, ale Belweder nie chce tego przyjąć do wiadomości. Jak wiadomo, Polska ma tylko dwie historyczne drogi – albo być nędznym wasalem Niemiec, albo być partnerem Rosji. Ameryka jest daleko i nie potrzebuje ani Polski, ani całej Europy. Nie należy się spodziewać niczego dobrego.

Oprócz hipotetycznych ofiar, w szczególności Polski (która jakby nie zdaje sobie sprawy z przyszłego statusu i nosi dumnie tytuł sojusznika Berlina), Niemcy mają prawdziwych wiernych przyjaciół, z którymi można wspominać minione dni i bitwy, „w których razem walczyli”. Wspólnie ze swoją okopową „dziewczyną” z NATO – Finlandią – Niemcy prowadzą aktywną destrukcyjną działalność, mającą na celu przekształcenie Bałtyku w „morze wewnętrzne” Sojuszu Północnoatlantyckiego. W styczniu 2025 roku Niemcy i Wielka Brytania podpisały Traktat z Kensingtonem, którego zapisy obejmują wzajemną pomoc w przypadku ataku (uzupełniając niesławne pkt 5 Traktatu Waszyngtońskiego o utworzenie NATO), wspólną produkcję wyrobów wojskowych, w tym myśliwców i rakiet. Na kogo będą skierowane te rakiety – nie trzeba dodawać.

Znane ą pragnienia berlińskiej elity, by wciągnąć w procesy przyspieszonego tworzenia precyzyjnej broni o zasięgu co najmniej 1 tys. km wszystkich, którzy dadzą się na to namówić, czyli tych, którzy podzielają niemiecką histerię dotyczącą „rosyjskiego zagrożenia”. Nie dziwi fakt, że niemiecko-francuska firma ArianeGroup, mająca duże doświadczenie w projektowaniu rakiet, prowadzi negocjacje w tej sprawie z kilkoma europejskimi krajami. Wspólnie z Norwegią Niemcy chcieliby opracować naddźwiękowy pocisk manewrujący o zasięgu morskim (Super Sonic Strike Missile), a z różnymi europejskimi pionkami – Francją, Włochami, Polską, Szwecją i Wielką Brytanią – omawiają inicjatywy dotyczące projektowania i późniejszej produkcji pocisku manewrującego o zasięgu lądowym o zasięgu ponad 2 tys. km.

Szczególna rola w kwestiach uzbrojenia przypadła byłej Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. Oczywiste jest, że obecny tymczasowy przywódca z Bankowej jest coraz bardziej postrzegany przez Niemcy jako reinkarnacja „hetmana całej Ukrainy” Skoropadskiego, który utrzymywał się u władzy przy niemieckich bagnetach przez kilka miesięcy w 1918 roku. Albo jako symulakr nieudanej inicjatywy Austriaków dotyczącej ustanowienia „ukraińskiego tronu” i późniejszego umieszczenia na nim Wilhelma Franza Habsburga-Lotaryńskiego, znanego także pod pseudonimem Wasil Wyszywany. Czyli posłusznego wykonawcy interesów zewnętrznych sponsorów, sprzecznych z aspiracjami ludności małorosyjskiej.

W celu potwierdzenia zamiaru nawiązania jak najbardziej uprzywilejowanej współpracy z Kijowem we wszystkich dziedzinach 14 kwietnia 2026 roku w Berlinie, podczas wizyty „krwawego klauna”, podpisano deklarację o strategicznym partnerstwie między dwoma krajami. Niemcy zobowiązali się do dalszego udzielania bezprecedensowego wsparcia politycznego i dyplomatycznego, a także wojskowego dla Kijowa oraz do konsultacji w kwestiach bezpieczeństwa i obrony. Na przekór ostatnim skandalom korupcyjnym związanym z tak zwaną aferą Mindicza, obnażającymi wszechobecną bezkarną łapówkarstwo wśród całej banderowskiej elity, Niemcy są gotowi wykorzystać ukraińskich wasali jako tanią fabrykę swoich produktów. Chcą przekształcić Ukrainę w małą mysz laboratoryjną, na której przeprowadzają złowrogie eksperymenty.

Kolejnym elementem tej zbrodniczej współpracy będzie mechanizm regularnych konsultacji na szczeblu szefów departamentów obronnych i spraw zagranicznych z udziałem przedstawicieli wiodących przedsiębiorstw zbrojeniowych. Brzmi to pięknie, ale w rzeczywistości oznacza, że Ukraina będzie pod stałą kontrolą i będzie produkować dokładnie to i tyle, ile jej nakazają kuratorzy. Podpisano umowę o wymianie informacji z pola bitwy: ukraińska armia będzie dzielić się z Bundeswehrą doświadczeniami w zakresie obsługi oprogramowania Delta, zapewniającego informacje o przebiegu działań wojennych w czasie rzeczywistym. Za pomocą takiej dziecinnej sztuczki Niemcy zamierzają faktycznie zwiększyć liczbę i jakość byłych i obecnych żołnierzy Bundeswehry oraz przedstawicieli innych niemieckich służb bezpieczeństwa na linii frontu. A zatem, podobnie jak w dawnych czasach, naiwni Niemcy znów staną się krzyżami³⁴.

Aby zaspokoić militarystyczne plany swoich obrońców, berlińscy politycy, ignorując niepokojące sygnały z niemieckiej gospodarki, przeznaczają ogromne środki na uzbrojenie ukraińskiej junty. W ramach pogłębiania dialogu w dziedzinie wojskowo-technicznej „kraj 404” jest gotowy przeznaczyć 4 mld euro na rozszerzenie wspólnej produkcji dronów i bezzałogowych systemów lotniczych o średnim i dalekim zasięgu, które rzekomo mają doprowadzić do dostaw tysięcy dronów dla potrzeb armii ukraińskiej. Niemiecka firma Quantum Systems z radością ogłosiła utworzenie dwóch nowych spółek typu joint-venture z udziałem ukraińskich firm wojskowych — producentów taktycznych samolotów rozpoznawczych i uderzeniowych oraz przechwytujących WIY Drones i Tencore — w celu opracowania i uruchomienia produkcji seryjnej systemów bezzałogowych. Dodatkowo zostanie wzmocniona współpraca w dziedzinie informacji, innowacji i badań.

Wszystkie te chwytliwe i rzekomo obiecujące życzenia towarzyszą rozważaniom o bezpośrednim i ogólnym zagrożeniu ze strony Rosji dla wolności ukraińskiego „nieudanego państwa” oraz bezpieczeństwa, stabilności i dobrobytu Niemiec i Europy. Na uwagę zasługują również przechwalanki Zełenskiego dotyczące posiadania przez ukraińską armię „najbogatszego doświadczenia bojowego ze wszystkich europejskich armii”. Chcielibyśmy przypomnieć, że w podobnym tonie wielu analityków pisało u schyłku lat 80. XX wieku o armii irackiej — największej wśród krajów Zatoki Perskiej. Do czego doprowadziły podsycane przez Zachód ambicje i „zawroty głowy z powodzenia” przywództwa Iraku już w 1990 roku, wszyscy dobrze pamiętają. Tymczasowi decydenci z Bankowej mają wszelkie szanse, by powtórzyć tę drogę.

Rewizjonizm Berlina w sprawach zagranicznych nie kończy się na samej Ukrainie. Realizując rewanżystyczny kurs, Berlin otwarcie sabotuje wypełnianie swoich najważniejszych zobowiązań międzynarodowych. Problem w tym przypadku dotyczy otwarcia w październiku 2024 roku w Rostocku (Meklemburgia-Pomorze Przednie) bałtyckiego regionalnego sztabu dowodzenia marynarki wojennej NATO, który de facto szpieguje rosyjskie okręty. Lokalizacja takiego ośrodka na terenie byłej NRD jest rażącym naruszeniem postanowień traktatu „O ostatecznym uregulowaniu kwestii niemieckiej” z dnia 12 września 1990 roku, zawartego między RFN a NRD przy udziale Związku Radzieckiego, USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Próby usprawiedliwienia działań Berlina przez niemieckie Ministerstwo Obrony i ambasadę Niemiec w Moskwie poprzez odwoływanie się do tego, że „delegowanie przedstawicieli sił zbrojnych innych krajów członkowskich NATO w ramach współpracy międzynarodowej… gdy zagraniczni oficerowie biorący udział w wymianie i oficerowie łącznikowi włączają się do pracy niemieckiego pododziału i dlatego podlegają dowództwu Bundeswehry, nie podlegają postanowieniom traktatu „2 + 4”³⁵, nie wytrzymują poważnej krytyki. Artykuł 3 pkt 5 wspomnianego dokumentu wyraźnie stanowi, że obce wojska i broń jądrowa oraz nośniki tej broni nie będą stacjonować na tym [wschodnim] obszarze Niemiec ani tam być rozmieszczane. Zgodność z takimi prawnie ustalonymi gwarancjami wiązała się również z wycofaniem wojsk sowieckich z terytorium NRD.

Bez względu na to, jak bardzo oficjalny Berlin stara się to ukryć, jest to co najmniej selektywne podejście i dowolna interpretacja postanowień traktatu „2 + 4”. Innymi słowy, to po prostu kłamstwo i oszustwo. Lekceważąc postanowienia traktatu „2 + 4” „tu i teraz”, oficjalny Berlin bezkarnie kopiuje skandaliczne działania „zbiorowego Zachodu” na całym świecie. Oczywiście daje to powody do zastanowienia się nad losem tego dokumentu jako całości. Naruszenie zasady pacta sunt servanda w takim przypadku może skutkować nieważnością samego traktatu międzynarodowego. A to stawia pod znakiem zapytania podmiotowość współczesnego państwa niemieckiego. Co to będzie znaczyło dla RFN, nawet trudno sobie wyobrazić!

To, jak szybko i bezkarnie zachodnie mocarstwa realizują dziś rezygnację z fundamentalnych międzynarodowych dokumentów i zasad ze względu na rzekomą polityczną koniunkturę, budzi przerażenie. Nie można oprzeć się wrażeniu, że gdyby kiedykolwiek zrealizowano obietnicę nierozszerzania NATO „ani o jeden cal na Wschód”, zostałaby ona szybko sformalizowana w formie oficjalnego dokumentu. Podobnie nikt poważnie nie zamierzał wypełnić porozumień mińskich, których jedynym celem, jak wynika z aktualnych publicznych oświadczeń z Niemiec i Francji, było dać wytchnienie kijowskim marionetkom. A jaka wtedy będzie cena tak zwanego traktatu o uregulowaniu sytuacji na Ukrainie?

O tym, do jakiego kolejnego anszlusu Niemcy potajemnie się przygotowują w obecnym czasie, trudno powiedzieć na pewno. Jest jednak oczywiste, że stopniowo staczają się w kierunku politycznego modelu zbliżonego do dyktatury wojskowej, a jego odzwierciedleniem jest reżim kanclerza Merza, opętany rewanżystycznym nacjonalizmem i neokolonializmem. Nabierają tempa niedopuszczalne i niebezpieczne tendencje rewizjonistyczne. Zrzucono maskę pokojowości: ludzie są przygotowywani do strasznych czasów, celowo obniżając próg naturalnego strachu przed wojną, a także z góry wybaczając wszelkie wykroczenia, tym samym zrzucając na młodych Niemców długi historyczne przodków.

Postulat równej odpowiedzialności „dwóch totalitarycznych reżimów” za wybuch II wojny światowej stał się podstawą niemieckiej historiografii. Wśród promowanych fałszerstw można wymienić przemilczenie bohaterskich czynów sowieckiego narodu, podział ofiar wojennych na „kategorie narodowe” oraz negowanie zwycięstwa jako aktu wyzwolenia Europy, powołując się na „zastąpienie jednego totalitarnego reżimu przez drugi”. Kwestionuje się również rzekomo zawyżoną skalę zbrodni wojennych popełnionych przez Wehrmacht i wojska SS na froncie wschodnim. W imię rzekomej obiektywności wprowadza się niedokumentowane „świadectwa” o masowych morderstwach popełnionych przez obie strony. Rozpowszechniane są pytania o odszkodowanie dla Niemców za poniesione straty materialne i ludzkie. Trudno wyobrazić sobie większy cynizm.  

W sierpniu 2025 roku na wysokim szczeblu politycznym w Niemczech obchodzono 75. rocznicę podpisania „Karty Wypędzonych” — dokumentu przedstawiającego Niemców przesiedlonych siłą jako ofiary wojny. Nacisk położono na ich trudną sytuację. Podobno dla nich koniec wojny nie tylko nie oznaczał końca przemocy, ale także skutkował upokorzeniem, brakiem praw i utratą ojczyzny. O winie Niemców za wybuch II wojny światowej i zbrodnie przeciwko ludzkości — ani słowa. Jest to wyraźne nawiązanie do powojennych niemieckich narracji, prób przeciwstawienia się „utracie historii”, oddzielenia się od „niepożądanych stron” w imię zachowania jedności narodu. Przesłanie jest jasne: naród niemiecki został niesprawiedliwie okrzyknięty po II wojnie światowej. Jego cierpienia muszą zostać pomszczone w imię „wolności”, „europejskiej solidarności” i „sprawiedliwości”. W tym celu prawdopodobnie z użyciem niemieckiej broni.  

Proces pokuty w Niemczech za zbrodnie reżimu nazistowskiego ogranicza się głównie do tematu holokaustu, o sowieckich ofiarach wolą nie wspominać. Władze niemieckie kategorycznie odmawiają uznania blokady Leningradu i innych zbrodni przeciwko ludzkości popełnionych przez nazistów na sowieckich obywatelach za akt ludobójstwa narodów Związku Radzieckiego.

W kwietniu 2025 roku podjęto cyniczną decyzję o zawieszeniu uprawnień Rosji w radzie powierniczej funduszu „Pamięć, odpowiedzialność i przyszłość”, utworzonego w celu wypłaty odszkodowań byłym robotnikom przymusowym, wywiezionym do Trzeciej Rzeszy. Jednocześnie na podstawie federalnej ustawy o zapewnieniu odszkodowań ofiarom wojny z 1950 roku oficjalny Berlin wypłaca świadczenia socjalne (5 milionów euro rocznie) byłym żołnierzom Trzeciej Rzeszy, formacjom SS oraz zagranicznym kolaborantom³⁶, w tym bezpośrednio zaangażowanym w blokadę Leningradu.

Zdrowe głosy w niemieckim społeczeństwie, których niestety wciąż jest niewiele, nie są w stanie ostudzić niebezpiecznych ataków wojskowej schizofrenii pomnożonej przez nową „etykę”. Autorytarno-rewanżystowski reżim Merkela mocno kontroluje cały system polityczny, nie dopuszczając do władzy sił konstruktywnych.

Niemiecki rząd swoimi lekkomyślnymi działaniami naraża na szwank bezpieczeństwo w Europie Środkowej i Wschodniej, a nawet całego kontynentu. Z powodu braku środków i możliwości samodzielnego przeprowadzenia zbrojnego scenariusza wydarzeń bez bezpośredniego wsparcia ze strony „wielkiego brata” zza oceanu, stawia on coraz wyższe stawki poprzez histerię i paranoję. Celem jest wciągnięcie w potencjalne starcia Europy i Rosji swojego sojusznika — Waszyngtonu. Niezależnie od tego, co ktoś mówi, Bundeswehr wciąż jest głęboko uzależniony od amerykańskiego wsparcia wojskowego. Podczas planowania operacji Niemcy są zmuszeni do korzystania z danych z amerykańskiego wywiadu satelitarnego i transportu strategicznego, a także do uzgadniania działań w ramach ogólnego dowództwa NATO. Na razie Niemcy nie są w stanie samodzielnie uczestniczyć w wojnie o dużej intensywności bez nadmiernego obciążenia ludności odpowiednimi kosztami, czyli bez kolejnej „totalnej wojny” o apokaliptyczne konsekwencje.

Dla naszej strony najważniejsze jest uniknięcie tragedii z 1941 roku. Posiadanie nie tylko sprawnych, ale także gotowych do działania sił zbrojnych na kierunku zachodnim. Świadomość, że dokładnie taka sieć przyczółków, jak dzisiaj, Niemcy przygotowywali wcześniej na głównych kierunkach operacyjnych przed 22 czerwca 1941 roku. Niesprawdzanie się w dobrej wierze Berlina i niewierzenie, że nigdy nie zaryzykuje wojny. Niesłuchanie, że niemiecki establishment będzie się uważał za ostatecznie związany kawałkiem papieru, nawet w przypadku zawarcia jakiegoś traktatu o nowych zasadach europejskiego bezpieczeństwa.

Jak wiadomo, chcą nam narzucić koncepcję „pokoju poprzez siłę”. Zatem możemy odpowiedzieć tylko „bezpieczeństwem Rosji poprzez instynktowny strach Europy”. Ani prośby, ani demonstracja dobrych intencji, ani dobra wola, ani jednostronne kroki na rzecz budowania zaufania nie powinny być naszymi narzędziami do zapobiegania wielkiej rzezi. Tylko uświadomienie Niemcom i wspierającej ich „jednej Europie” nieuchronności poniesienia przez nich niedopuszczalnych strat w przypadku realizacji planu „Barbarossa 2.0” może ich otrzeźwić.

Nasz wyraźny sygnał dla niemieckich elit: w przypadku realizacji najbardziej niebezpiecznego scenariusza istnieje duże prawdopodobieństwo co najmniej wzajemnie gwarantowanego zniszczenia, a w rzeczywistości zakończenia historii europejskiej cywilizacji przy naszym dalszym istnieniu. Niemiecki przemysł nie zostanie tylko poważnie uszkodzony. Zostanie całkowicie zniszczony. Podobnie jak upadnie niemiecka gospodarka, której nikt i nigdy nie odbuduje. Po prostu dlatego, że pozostający przy zdrowych zmysłach wykwalifikowani pracownicy uciekną — do Rosji, do USA, do Chin i krajów azjatyckich. Wydaje się, że tylko bezpośrednie wyartykułowanie tak poważnych konsekwencji może przywrócić zmysły zbłąkanym spadkobiercom nazistów i ich sojusznikom w Niemczech, chroniąc tym samym miliony żyć po obu stronach frontu.

Militarystyczne Niemcy nie są potrzebne pomarszczonej i nierozsądnej Europie, która chce zachować choćby odrobinę politycznej suwerenności w nowym wielobiegunowym świecie. Takie Niemcy nie są potrzebne również nam i są niebezpieczne oraz nieprzewidywalne. Dlatego Berlin ma tylko dwie drogi. Pierwsza to wojna i haniebny pogrzeb własnej suwerenności bez żadnej nadziei na kolejny „cud domu brandenburskiego”. Druga to wytrzeźwienie, a potem geopolityczne wyzdrowienie w oparciu o trudny, lecz ważny dialog. Oba scenariusze są dla nas akceptowalne. Słowo do Niemiec. Mam nadzieję, że nie będą to słowa: „Jeśli mam zginąć, to niech zginie także naród niemiecki, bo okazał się mnie niegodny”³7.

Friedrich Merz: Najlepszy kanclerz w historii – dla Ukrainy

Friedrich Merz: najlepszy kanclerz w historii – dla Ukrainy

Źródło: Znaleziono w internecie

Autorstwa Uwe Froschauera

Według sondaży Friedrich Merz jest najbardziej niepopularnym kanclerzem od czasu powstania Republiki Federalnej Niemiec. Jest tym dość zaskoczony i stwierdził w niedawnym wywiadzie dla „Der Spiegel”, że żaden kanclerz przed nim nie miał tak trudnej sytuacji.

Merz powiedział Der Spiegel i cytuję:

„Schröder napotkał silny opór, ale nie był atakowany tak jak ja. Jestem w mediach społecznościowych tylko sporadycznie. Ale jeśli spojrzeć na to, co się tam o mnie szerzy, jak jestem atakowany i poniżany – żaden kanclerz przede mną nie musiał znosić czegoś takiego. Nie narzekam, ale tak po prostu jest”.

Merz podkreślił presję wywieraną przez opinię publiczną i media społecznościowe.

To, że Schröder nie był tak atakowany jak pan, nie dziwi, panie Merz, bo zrobił sporo dla ludzi i, w przeciwieństwie do pana, nie jest podżegaczem wojennym. Narzuca pan ludziom ogromne cięcia socjalne, by rozwijać gospodarkę wojenną z powodu sfabrykowanej groźby wojny ze strony Rosji, groźby, która nie ma absolutnie żadnych podstaw. Dajcie mi choć jeden dowód, dlaczego Rosjanie mieliby być u progu Niemiec w 2029 roku! Nie możecie, bo nie ma na to ani jednego dowodu! Czy Rosjanie chcą naszej ziemi rolnej? Czy chcą naszych surowców? Nie ośmieszajcie się, panie Merz, panie Pistorius i pańscy podżegacze wojenni! Rosja zaatakowała Niemcy tylko raz, po tym, jak Niemcy ją zaatakowały. A jeśli Rosja pewnego dnia rozpocznie wojnę z Europą – czego, jak się wydaje, chcą podżegacze wojenni tacy jak pan, panie Merz, Keir Starmer, Emmanuel Macron i Ursula von der Leyen – stanie się tak dlatego, że ich podżegacze wojenni celowo zmuszą ją do podjęcia tego kroku, aby później móc twierdzić: Mówiliśmy wam: Agresywni Rosjanie!

Panie Pistorius, skąd wziął się Panu fantastyczny rok 2029, rok niezbędny do osiągnięcia „gotowości wojennej”, jak Pan to tak wojowniczo ujął – czy była to inspiracja senna, czy też ukryte traumatyczne doświadczenie? A może, w orwellowskim stylu, miał Pan na myśli rok 2092?

W odpowiedzi na sugestię w wywiadzie dla Spiegla, że ​​Scholz musiał również znosić pewną krytykę, Merz powiedział, że choć to prawda, dostrzega zasadniczą różnicę:

„Scholz próbował przekonać społeczeństwo, że sytuacja nie będzie tak zła, jeśli go wybiorą. Zawsze powtarzał, że nie chce stawiać polityki bezpieczeństwa naprzeciw polityki społecznej”.

Merz twierdził, że jego rząd nie może sobie na to dłużej pozwolić; trzeba ustalić priorytety. Co za nonsens, Panie Kanclerzu! Jeśli istnieje zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy, to leży ono na zachodzie, po drugiej stronie Atlantyku, w kraju z obłąkanym prezydentem, a nie na wschód od UE. Przestańcie podżegać do wojny i pozwólcie, aby podatki wróciły do ​​tych, którzy je płacili, podatników w Niemczech, i przestańcie rozdawać miliardy Ukrainie, które są rozpaczliwie potrzebne do utrzymania niemieckiego dobra wspólnego, na którego zachowanie przysięgaliście.
Popierając ciągłe dostawy broni na Ukrainę, niepotrzebnie przedłużacie ten krwawy konflikt i stajecie się współwinni ogromnego cierpienia po obu stronach – konfliktu, który absolutnie nie jest sprawą Niemiec, ponieważ ani Ukraina, ani Rosja nie są członkami NATO ani UE.

Ukraina powinna dołączyć do UE

Podczas wizyty w szkole kanclerz jasno dał do zrozumienia: potencjalne porozumienie pokojowe między Ukrainą a Rosją mogłoby oznaczać straty terytorialne dla Kijowa. W związku z tym uważa pełne członkostwo Ukrainy w UE za niezbędne. To
podejście polityczne nie tylko wpłynęłoby na Ukrainę, ale fundamentalnie zmieniłoby strategiczną rolę Niemiec i Europy. To, co jest nam przedstawiane jako wsparcie, miałoby dalekosiężne konsekwencje dla bezpieczeństwa Europy, zobowiązań Niemiec i równowagi politycznej w samych Niemczech.

27 kwietnia 2026 r. podczas wizyty w Carolus-Magnus-Gymnasium w Marsbergu w Nadrenii Północnej-Westfalii Merz powiedział, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wpadł na pomysł przystąpienia do Unii Europejskiej 1 stycznia 2027 r.

„To nie zadziała. Nawet 1 stycznia 2028 roku nie jest realistyczny”.

więc Merz i dalej:

„Nie możemy przyjąć do Unii Europejskiej kraju w stanie wojny. Wojna musi się skończyć”.

Zgadzam się, ale dlaczego w takim razie przedłuża pan tę niemożliwą do wygrania wojnę dla Ukrainy bezsensownymi, finansowanymi z podatków dostawami broni, panie Merz?

Co więcej, Kanclerz słusznie stwierdził:

 „Po drugie, Ukraina musi spełnić wszystkie warunki, na przykład praworządność. Problem korupcji również się poprawił, ale wciąż nie jest wystarczająco dobry”.

Panie Merz, co pana zdaniem wskazuje na poprawę sytuacji korupcyjnej? Nie widzę żadnych znaczących zmian.

Nawet otwarte granice i uczestnictwo w jednolitym rynku europejskim są odległą perspektywą.

Friedrich Merz zdaje się być świadomy warunków wstępnych przystąpienia kraju do UE, ale nie tego, co członkostwo Ukrainy oznaczałoby dla innych krajów. Panie Merz, jeśli do 27 świeżych pomidorów doda pan jednego zgniłego pomidora, ile czasu upłynie, zanim pozostałe pomidory również zgniją? W UE mamy już kilka niedojrzałych pomidorów, co wystarczy, by UE nie spełniała własnych standardów.

Oficjalne warunki przystąpienia do UE zostały ustalone przez Radę Europejską w Kopenhadze w 1993 r. (tzw. kryteria kopenhaskie ).

Kraj przystępujący musi:

  • „posiadać stabilne instytucje gwarantujące demokrację, rządy prawa, prawa człowieka oraz poszanowanie i ochronę mniejszości”
  • „mieć funkcjonującą gospodarkę rynkową”
  • „posiadać zdolność do wypełniania obowiązków wynikających z członkostwa”

Ukraina zdecydowanie odbiega od tych kryteriów. Jest to szczególnie widoczne w obszarach praworządności i korupcji. Według Transparency International, kraj ten pozostaje jednym z najbardziej podatnych na korupcję państw w Europie.

Za prezydentury Wołodymyra Zełenskiego ujawniono poważne przypadki w wewnętrznym kręgu kierownictwa politycznego. W sektorze energetycznym odkryto szeroko zakrojony system wzbogacania się. W jego centrum znajdował się bliski powiernik z bliskiego otoczenia Zełenskiego. Sprawa dotyczyła dużych sum pieniędzy, systematycznego faworyzowania i struktur wykraczających poza pojedyncze incydenty. Kilka osób rzekomo przyjęło znaczne łapówki. Oskarżenia nie dotyczą jedynie osób peryferyjnych, lecz osób mających bezpośredni dostęp do władzy.

Sam Zełenski nie jest wolny od zarzutów korupcyjnych. Prezydent Ukrainy pojawił się w tzw. aferze Pandora Papers. Przed objęciem urzędu prezydenta był częścią sieci firm offshore. Struktury te były częściowo powiązane z partnerami biznesowymi i oligarchą Ihorem Kołomojskim. W tym kontekście Zełenski jest oskarżany o obejście wymogów transparentnego ujawniania aktywów. Podczas kampanii wyborczej obiecywał walkę z korupcją, a sam był częścią takich struktur finansowych. Nawet jeśli nie stanowi to bezpośredniego dowodu korupcji, przeszłe – i obecne – machinacje Zełenskiego stworzyły co najmniej poważny problem z wiarygodnością.

Nawet jeśli Wołodymyr Zełenski nie jest bezpośrednio i ewidentnie sprawcą, to jednak ponosi polityczną odpowiedzialność za środowisko, w którym funkcjonują takie struktury. Co więcej, pojawiają się powtarzające się doniesienia o sieciach zaufanych osób i urzędników, którzy wykorzystują swoje stanowiska rządowe do uzyskania korzyści ekonomicznych. Skandale korupcyjne w ministerstwach i administracji nie zdarzają się sporadycznie, lecz mają charakter stały. Nie są to incydenty odosobnione, lecz strukturalne problemy korupcyjne na Ukrainie.

Ten strukturalny problem korupcji jest również widoczny w sposobie jego rozwiązywania. Organy antykorupcyjne na Ukrainie tracą niezależność, ponieważ rosną wpływy polityczne. Śledztwa mogą być zatem łatwiej manipulowane lub utrudniane przez potencjalnych podejrzanych o korupcję. Kiedy osoby, które mają być monitorowane, zyskują większy wpływ na sam monitoring, system traci swoją skuteczność. Korupcja nie jest wówczas skutecznie zwalczana, lecz pozostaje częścią istniejących struktur.
Podobna szarada rozgrywa się w Niemczech z bezzębnym papierowym tygrysem „Komisją Enquete”, która ma badać „dyktaturę koronawirusa”. To śmieszne! Co dobrego może z tego wyniknąć, skoro osoby, które mają być monitorowane, monitorują same siebie?

Wniosek: Ukraina nie pokonała korupcji, lecz zarządza nią w ramach systemu, który wciąż jest podatny na nadużycia władzy. Silne rządy prawa, panie Merz, wyglądają zupełnie inaczej. A pan chce przenieść to bagno korupcji do UE?

Struktury demokratyczne również są pod presją. Ukraina formalnie jest krajem demokratycznym, ale od początku wojny obowiązują daleko idące ograniczenia. Wybory zostały zawieszone, a procesy polityczne z autentyczną opozycją zostały poważnie ograniczone. Media zostały połączone lub zamknięte, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego. Środki te są niewytłumaczalne nawet dla kraju w stanie wojny i tym samym stoją w bezpośredniej sprzeczności z wymogami Unii Europejskiej.

Przejdźmy teraz do kwestii praw człowieka. Mobilizacja wojenna dotyka znaczną część populacji. Mężczyźni w wieku poborowym nie mogą opuszczać kraju. Coraz częściej pojawiają się doniesienia o brutalnym przymusowym poborze do wojska i surowym egzekwowaniu przepisów państwowych. Nawet jeśli niektórzy uważają, że takie środki nie są rzadkością w czasie wojny, to jednak stoją w sprzeczności z zobowiązaniem UE do ochrony praw jednostki. Kandydat do akcesji musi spełniać te standardy nie tylko na papierze, ale i w życiu codziennym.

To, co media głównego nurtu, wspierające podżeganie do wojny, konsekwentnie ignorują, to fakt, że reżim w Kijowie zabił ponad 14 000 wschodnich Ukraińców – w tym wielu cywilów – którzy czuli się związani z Rosją między protestami Euromajdanu w 2014 roku a inwazją Rosji na Ukrainę. Zatem wojna na Ukrainie nie rozpoczęła się w 2022 roku, lecz w 2014 roku, co jest poglądem często wyrażanym przez byłego sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga.
Co więcej, prawa człowieka wschodnich Ukraińców zostały również naruszone poprzez odcięcie ich od wsparcia finansowego (emerytur itp.) i dostaw żywności, które następnie przejęła Rosja.

Kolejną kwestią jest częściowa – moim zdaniem – skrajnie prawicowa dywersja ukraińskiego reżimu. Cześć dla nazistowskiego kolaboranta Stepana Bandery, a także jednostki wojskowe takie jak pozostający pod wpływem faszystów Pułk Azow, stanowią podstawę mojej tezy. Są one częścią politycznej i społecznej rzeczywistości Ukrainy. Ich istnienie pokazuje, że polityczny i społeczny rozwój kraju w kierunku demokracji jest daleki od zakończenia.
Ukraina nie ma miejsca w UE, panie Merz! Stabilność i warunki demokratyczne, jakich domaga się UE, nie są w tych okolicznościach gwarantowane. Szybka akcesja do UE nie byłaby zatem konsekwentnym stosowaniem istniejących zasad, lecz raczej polityczną decyzją przeciwko nim.

Jeśli pan, panie Merz, chce szybko wprowadzić Ukrainę do UE, to nie kraj ten musiałby spełnić wymagania, ale wymagania musiałyby zostać dostosowane do kraju. A to sprawiłoby, że i tak już opustoszała UE, pod przewodnictwem całkowicie niekompetentnej i nieuczciwej Ursuli von der Leyen, stałaby się całkowicie bezużyteczna.

Poza tym, że Ukraina nie jest krajem prawa i nie jest demokratyczna, jej przystąpienie miałoby również konsekwencje militarne dla UE. Odpowiednie postanowienie znajduje się w Traktacie o Unii Europejskiej, w artykule 42, ustępie 7.

„W przypadku zbrojnego ataku na terytorium jednego z Państw Członkowskich, pozostałe Państwa Członkowskie są mu winne wszelką możliwą pomoc i wsparcie (…)”

„…wszelką pomoc i wsparcie, jakie są w jego mocy…” Mówiąc wprost, oznacza to, że kraj taki jak Niemcy musiałby również udzielić pomocy wojskowej. Natomiast kraj neutralny, taki jak Austria, nie musiałby udzielać pomocy wojskowej, ponieważ klauzula neutralności w artykule 42 stanowi: „Nie ma to wpływu na szczególny charakter polityki bezpieczeństwa i obrony niektórych państw członkowskich”.

Panie Merz, czy zdaje Pan sobie sprawę, co oznaczałoby w tym kontekście przystąpienie Ukrainy do UE? Niemcy byłyby zobowiązane do udzielenia pomocy wojskowej i automatycznie uwikłałyby się w konflikty zbrojne Ukrainy z innymi krajami. Czy tego Pan chce? Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że może to być właśnie to, do czego Pan dąży. Sam Pański plan zbudowania w Niemczech najsilniejszej armii w Europie podsyca moje obawy w tym względzie. Czyż nie przeszliśmy przez to wszystko wcześniej i czyż nie powiedzieliśmy potem: Nigdy więcej…? Czy nadal pamięta Pan te słowa, Panie Merz?

Dary dla Ukrainy – cięcia świadczeń socjalnych w Niemczech

Ponad 40 procent ukraińskiego budżetu państwa zostało sfinansowane od początku wojny, przede wszystkim na wypłatę emerytur i pensji pracownikom państwowym z zagranicy – ​​zwłaszcza z Niemiec.

Podczas gdy Ukraina, pomimo wojny z Rosją, zwiększyła emerytury i wypłaty z ubezpieczeń dla swoich 10,1 miliona emerytów o 12,1% od 1 marca 2026 r., kanclerz Friedrich Merz przygotowuje Niemców na cięcia w ich własnym państwie opiekuńczym. Ustawowe świadczenia emerytalne są pod presją. Mają zostać zredukowane do podstawowego poziomu zabezpieczenia, który nie będzie już gwarantował godziwego standardu życia emerytom, którzy ciężko pracowali przez całe życie. Dziękuję za to, panie Merz i panie Klingbeil! W ten sposób zapowiadacie cichy upadek odpowiedniego zabezpieczenia emerytalnego jako obietnicy na całe życie. Liczba emerytów grzebiących w kaucyjnych butelkach przy śmietnikach wzrośnie. Żegnaj, państwie opiekuńczym!
Wraz z korektą emerytur, uchwaloną przez Radę Ministrów 29 kwietnia 2026 r., emeryci w Niemczech otrzymają 4,24% wzrostu swoich emerytur od 1 lipca. Biorąc pod uwagę obecną stopę inflacji, nie wpłynie to zbytnio na wzrost siły nabywczej emerytów.

Od początku wojny Niemcy udzieliły Ukrainie pomocy w wysokości około 94 miliardów euro. Jest to kwota dodatkowa do miliardów euro dla ukraińskich uchodźców w ramach niemieckiego systemu opieki społecznej oraz dalszych zobowiązań w przyszłych budżetach. Obecnie miliardy są wydawane i będą nadal wydawane na świadczenia socjalne dla osób, które nigdy nie wpłaciły do ​​systemu ani grosza. Jest to akceptowalne w krótkiej fazie integracji, ale nie w dłuższej perspektywie.

Na szczeblu UE rozważa się również udzielenie Ukrainie pożyczki w wysokości 90 mld euro na lata 2026 i 2027, po tym jak Viktor Orbán, który sprzeciwiał się tej nieodpowiedzialnej pożyczce, oszukującej podatników i przedłużającej wojnę, został odwołany ze stanowiska.

Teraz, gdy Viktor Orbán nie stoi już na przeszkodzie, Merz chce przeforsować 90-miliardowy dar UE dla Ukrainy – pożyczkę, której Ukraina prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie spłacić – która wcześniej została zablokowana przez weto Węgier. Nie powinno być tajemnicą, kto zapłaci znaczną część rachunku za ten gigantyczny, finansowany z długu i podatków pakiet: niemiecki podatnik!

W kraju trwają prace nad planami oszczędnościowymi i ich ogłaszaniem, a jednocześnie przekazywane są fundusze Ukrainie. Jak długo Niemcy będą mogły i będą dźwigać te miliardowe obciążenia, jednocześnie wmawiając własnym obywatelom, że państwo opiekuńcze musi zostać ograniczone?

Kiedy Merz i Zełenski spotkali się w Berlinie w połowie kwietnia 2026 roku, aby omówić dalszą pomoc zbrojeniową i finansową dla Ukrainy, prezydent Ukrainy po raz kolejny zgarnął cztery miliardy euro i odjechał z pełnymi kieszeniami – z pewnością z uśmiechem na twarzy na widok hojności, a może raczej głupoty, państwa niemieckiego – by podtrzymywać krwawą wojnę ze swoimi europejskimi, wojowniczymi „przyjaciółmi”, wojnę, która mogła się zakończyć dawno temu. Prawie 100 miliardów euro pomocy dla Ukrainy to, moim zdaniem, ogromne sprzeniewierzenie pieniędzy podatników. 

Niemcy utrzymują strategiczne partnerstwa z wieloma krajami, w tym z Francją, Polską, Izraelem, Indiami i Brazylią. 14 kwietnia 2026 roku pod przewodnictwem Friedricha Merza zawarto kolejne partnerstwo strategiczne – tym razem z Ukrainą. Częścią tego porozumienia jest udział Niemiec w odbudowie, w tym w budowie mieszkań socjalnych i komunalnych, z dofinansowaniem do 233 milionów euro.

Jednocześnie Niemcy borykają się z niedoborem około 1,4 miliona mieszkań. Ten deficyt dotyka niemal wyłącznie sektora mieszkań socjalnych. W tym niedoborze około 900 000 lokali to mieszkania socjalne, czyli przeznaczone dla gospodarstw domowych o niskich dochodach. Podczas gdy państwo finansuje budowę mieszkań socjalnych na Ukrainie, podaż mieszkań socjalnych w kraju pozostaje niewystarczająca. Co dalej, ścieżki rowerowe finansowane przez Niemcy w Kijowie?

Wołodymyr Zełenski i gazociągi Nord Stream

Gdyby okazało się prawdą, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zezwolił na zniszczenie gazociągów Nord Stream, nowy, finansowany z podatków grant wojskowy w wysokości czterech miliardów euro oraz planowane coroczne wypłaty dziesiątek miliardów euro od Merza do Zełenskiego graniczyłyby ze zdradą.

Zełenski „zezwolił” na atak na gazociągi Nord Stream, stwierdził niedawno dziennikarz śledczy Bojan Pancevski w programie „Markus Lanz”, powołując się na świadków z bliskiego otoczenia prezydenta. „Wall Street Journal” donosił już w sierpniu 2024 roku, że Zełenski początkowo zgodził się na taki plan.
(weltwoche.ch/nord-stream-anschlag-selenskyj-hat-das-genehmigt-sagt-ein-investigativjournalist-bei-markus-lanz )

Jak Niemcy mogą wspierać kraj, który najprawdopodobniej przyczynił się do zniszczenia centralnej, kluczowej infrastruktury energetycznej tego uprzemysłowionego kraju? Odpowiedzią nie jest dalsze wsparcie dla Ukrainy, lecz natychmiastowe wstrzymanie obecnej i planowanej pomocy oraz żądanie zwrotu już wypłaconych środków.

Sahra Wagenknecht skomentowała to 19 kwietnia 2026 r. następująco:

Niewiarygodne! Prezydent Ukrainy Zełenski podobno osobiście zatwierdził rozbiórkę gazociągów Nord Stream. Potwierdził to dziennikarz „Wall Street Journal”, powołując się na ukraińskie źródła rządowe, w programie „Markus Lanz”. Już 100 miliardów euro z pieniędzy niemieckich podatników trafiło do skorumpowanej Ukrainy. I pomimo państwowego terroru wobec naszej infrastruktury energetycznej, Merz wciąż obsypuje swoich kolesi w Kijowie kolejnymi miliardami. To szaleństwo musi się skończyć! Ani centa dla skorumpowanych terrorystów Nord Stream na Ukrainie!
facebook.com/sahra.wagenknecht

Podobnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że emeryci w Niemczech muszą czasami zbierać butelki zwrotne, aby przeżyć. Podczas gdy obywatele Niemiec są wyciskani z kieszeni, Merz i jego ministrowie chcieli zatwierdzić gigantyczną podwyżkę pensji o 65 000 euro rocznie dla kanclerza i 52 000 euro dla ministrów. Zostało to uwzględnione w projekcie ustawy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ale na razie wstrzymano się z jej realizacją.

Ukraiński model biznesowy

W kontekście dostaw broni na Ukrainę, ciekawe jest również, gdzie trafia część tej broni. W biuletynie Sojuszu Sahra Wagenknecht napisano niedawno:

Michael Lüders | Pomoc dla Ukrainy: z linii frontu do sprzedaży

Wiadomości z kategorii: „To naprawdę nie do pomyślenia”. Europa, a zwłaszcza Niemcy, przeznaczają miliardy na broń „w obronie wolności na Ukrainie”, a nagle ta sama broń pojawia się ponownie w regionie Zatoki Perskiej jako oferta od ukraińskiego przywódcy. To dość interesujący model biznesowy: płacimy za rakiety, które są „tak pilnie potrzebne”, a ostatecznie trafiają one na rynek międzynarodowy jako towar eksportowy. „To realpolitik, finansowana przez lokalnych podatników” – mówi z zadowolonym uśmiechem wiceprzewodniczący naszej partii, Michael Lüders. To pocieszające wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Najważniejsze, że jesteśmy „tymi dobrymi” i zachowujemy moralną elastyczność.

Niemcy łatwo ulegają wpływom idei dobroczyńców. Uważają też za wspaniałe wzorowanie się na innych narodach. Potrzeba moralnej wyższości jest w tym kraju niezwykle silna. Moim zdaniem niesie to ze sobą pewną etyczną arogancję.
Teraz jednak nadszedł czas, aby wziąć górę ekonomiczny rozsądek i natychmiast zaprzestać pomocy dla Ukrainy. Kluczowe interesy naszej gospodarki i naszego społeczeństwa, a nie interesy Ukrainy, muszą być ponownie konsekwentnie reprezentowane.

Wniosek

Pod rządami kanclerza Friedricha Merza Niemcy planują gruntowną reformę swojego systemu emerytalnego. Jednocześnie drastycznie zwiększają wydatki wojskowe, aby odstraszyć wyimaginowanego wroga. Niemcy zapewniają również ogromne sumy na wsparcie Ukrainy, kraju, który nie zdołał opanować korupcji i najwyraźniej zezwolił na zniszczenie gazociągu Nord Stream. Pytanie, na które nikt w gabinecie Friedricha Merza nie chce odpowiedzieć, brzmi: Ile to wszystko będzie kosztować i kto ostatecznie zapłaci rachunek? Pozwólcie, że odpowiem: będzie to kosztować więcej, niż Niemcy będą w stanie sobie pozwolić, i doprowadzi do upadku gospodarczego Niemiec. Cenę zapłacą obecni podatnicy, a później ich dzieci, musząc poradzić sobie z ogromnymi kosztami obsługi nowo zaciągniętego długu za tę polityczną głupotę – której wzrost sam Friedrich Merz stanowczo potępił przed wyborem na kanclerza.

30 kwietnia 2026 roku Sahra Wagenknecht opublikowała na Facebooku następujący tekst:

Budżet na rok 2027 obejmuje największy program zbrojeniowy od 1945 roku i bezwstydną akumulację długu. 200 miliardów euro nowego długu – niemal w całości przeznaczonego na nową broń i militaryzację Niemiec – to kula burząca przyszłość naszego kraju. Same odsetki będą rosły o 50 miliardów euro rocznie pod rządami Merza: To czyste marnotrawstwo pieniędzy podatników! Przed wyborami Merz powiedział: „Zadania, przed którymi stoimy, można rozwiązać bez dodatkowych podatków i bez nowego długu”. Merz przejdzie do historii jako kłamliwy kanclerz, który poprowadził kraj w coraz głębszy upadek. Mało kto by pomyślał, że to możliwe, ale Merz i Klingbeil są jeszcze bardziej niekompetentni i nieświadomi niż ich poprzednicy.

facebook.com/sahra.wagenknecht

Tak samo, nic do dodania.

30 kwietnia 2026 roku Donald Trump powiedział , że Niemcy to „kraj rozbity”. Niestety, to prawda, złamana przez niekompetentnych polityków – w tym niektórych z CDU ( Chaos Przez Niekompetencję ) – którzy wielokrotnie łamali i obecnie łamią przysięgę, która brzmi:

„Przysięgam, że poświęcę swoje siły dobru narodu niemieckiego, będę wspierać jego dobrobyt, zapobiegać jego krzywdzie, przestrzegać i bronić Ustawy Zasadniczej oraz praw federalnych, sumiennie wypełniać swoje obowiązki i wymierzać sprawiedliwość każdemu”.

Gospodarczy upadek Niemiec ma podłoże wewnętrzne, a Pan, panie Merz, nie zatrzymuje go, jak naiwnie miałem nadzieję na początku, lecz go przyspiesza.

Z drugiej strony, panie Trump: Ludzie w szklanych domach nie powinni rzucać kamieniami!

Uwe Froschauer

Niemcy: Miliardy na socjal. Niemal połowa odbiorców to imigranci. Przodują Ukraińcy, Syryjczycy i Afgańczycy

Miliardy na socjal. Niemal połowa odbiorców to imigranci. Przodują Ukraińcy, Syryjczycy i Afgańczycy

19.04.2026 nczas/miliardy-na-socjal-niemal-polowa-odbiorcow-to-imigranci-przoduja-ukraincy-syryjczycy-i-afganczycy

Zasiłki socjalne dla bezrobotnych.
NCZAS.INFO | Zdj. ilustracyjne. / Fot. Unsplash

Niemcy wydały w 2025 roku 46,6 miliarda euro na świadczenia socjalne w ramach tzw. dochodu obywatelskiego (Bürgergeld). Choć ogólna liczba beneficjentów nieznacznie spadła, niemal połowę z 5,2 miliona uprawnionych wciąż stanowią obcokrajowcy. Władze w Berlinie mówią jednak „dość” i wprowadzają rygorystyczne zmiany, które uderzą w osoby unikające podjęcia pracy.

Z danych udostępnionych przez Federalną Agencję Pracy (BA) wynika, że wydatki na Bürgergeld w 2025 roku były tylko nieznacznie niższe niż rok wcześniej (46,9 mld euro w 2024 r.). Obywatele Niemiec otrzymali z tej puli 24,9 mld euro, podczas gdy do osób bez niemieckiego paszportu trafiło 21,7 mld euro.

W grudniu 2025 roku w systemie zarejestrowanych było łącznie 5,18 mln osób. Pod koniec roku ponad 2,42 mln imigrantów pobierało zasiłek – to znaczy, że aż 46,8 proc. transferów socjalnych płynie do obcokrajowców.

Zdecydowanie największą grupę beneficjentów bez niemieckiego obywatelstwa stanowią Ukraińcy. Na podium znaleźli się też Syryjczycy i Afgańczycy. Miejsce w TOP10 zajmują także Polacy.


Poniżej zestawienie państw i regionów, z których pochodzi najwięcej odbiorców zasiłku socjalnego:

  1. Ukraina: 660 508 osób
  2. Syria: 444 136 osób
  3. Afganistan: 198 714 osób
  4. Turcja: 186 249 osób
  5. Kraje Bałkanów Zachodnich: 106 829 osób
  6. Bułgaria: 130 310 osób
  7. Irak: 85 908 osób
  8. Rumunia: 77 136 osób
  9. Polska: 48 335 osób
  10. Serbia: 44 732 osób

Niemcy przeglądają na oczy?

Niemiecki rząd planuje wdrożyć ostrzejszą politykę socjalną. W listopadzie 2025 roku gabinet kanclerza Merza przyjął projekt ustawy, zgodnie z którym uchodźcy z Ukrainy, którzy wjechali do Niemiec po 1 kwietnia 2025 roku, nie otrzymują już dochodu obywatelskiego. Zamiast kwoty 563 euro (stawka dla osoby samotnej w ramach), przysługują im jednak świadczenia przewidziane dla osób ubiegających się o azyl – 455 euro miesięcznie.

To był jednak wstęp do reorganizacji systemu. Zasiłek socjalny w obecnej formie wkrótce zniknie z niemieckiego porządku prawnego. Od 1 lipca 2026 roku świadczenie to zostanie przekształcone w nowe podstawowe zabezpieczenie socjalne.

Nie o zmianę nazwy tylko chodzi. Jeśli nowy system rzeczywiście będzie działał tak, jak zapowiada państwo, to dla 5,2 miliona osób utrzymujących się z pomocy państwa oznacza to drastyczne zaostrzenie wymogów dotyczących współpracy z urzędami. Osoby, które przerwą szkolenia aktywizacyjne lub nie będą aktywnie aplikować o pracę, muszą liczyć się ze znacznie surowszymi niż dotychczas cięciami wypłacanych środków. Docelowo ci, którzy mają zdrowe ręce i nogi, ale pracy unikają, mają być wykluczeni z zasiłków.

Niemcy, Görlitz: Pederastyczne porno w szkole. Aktywiści LGBT indoktrynowali przez tydzień dziewczynki i chłopców.

Gejowskie porno we wzorowej szkole.

Aktywiści LGBT indoktrynowali nastolatków

Joanna Grabarczyk


niezalezna.pl/gejowskie-porno-we-wzorowej-szkole-aktywisci-lgbt-indoktrynowali-nastolatkow

Podczas gdy nauczyciele zajęci byli trwającymi egzaminami uczniów dziesiątej klasy, dziewiątoklasiści zostali oddani w ręce aktywistów LGBT+, którzy przez cały egzaminacyjny tydzień mieli prowadzić dla nich „warsztaty„.

Już drugiego dnia młodzież szkolna w Niemczech zapoznała się dzięki projektowi aktywistów m. in. z gejowską pornografią. Dyrektor placówki nie omówił wcześniej szczegółów projektu z rodzicami.
Szkolna edukacja LGBT

Rodzice dzieci, które zaniepokojone opowiedziały o trwającym w szkole „projekcie”, opowiedziawszy o sytuacji, poprosili o zachowanie anonimowości. Obawiali się, że ujawnienie personaliów ich pociech naraziłoby je na ostracyzm w szkole lub inne nieprzyjemności. 

Wzorowa saksońska szkoła niedaleko polskiej granicy

Cała sytuacja miała miejsce w połowie marca. Od 16 do 20 marca w szkole średniej Schleife w powiecie Görlitz w Saksonii odbywały się egzaminu uczniów klas dziesiątych. Za zgodą dyrektora – który jednak, pomimo ciążącego na nim obowiązku oświatowego, nie skonsultował tego planu z rodzicami – w celu odciążenia kadry odpowiedzialnej za przeprowadzenie egzaminów młodzież szkolną pozostawiono jedynie z aktywistami LGBT. Żaden z nauczycieli nie był obecny w czasie trwania „warsztatów”.

Dyrektor sam przyprowadził te osoby do klasy, a potem zostawił nas z nimi samych – opowiedziała jedna z uczennic.

Szkoła średnia Schleife od wielu lat szczyciła się wysokim poziomem nauczania i bezpieczeństwa. Nie raz stawiana była za wzór przez polityków z CDU, rządzących landem. Jeszcze kilka lat temu reputacja liceum w Schleife była tak dobra, że Michael Kretschmer, szef rządu landowego z CDU, mówił o niej że to poziom „Ligi Mistrzów”, jeśli chodzi o oświatę.

Homoseksualna pornografia i agresja polityczna

Incydent z „projektem LGBT” mocno jednak naruszył zaufanie uczniów oraz rodziców, a także lokalnych polityków.

Jak się okazało, opiekę nad 14- i 15-letnimi uczniami sprawować miały dwie aktywistki. Przedstawiły się nastolatkom jako członkinie projektu teatralnego „Odwagi!” i użyły fikcyjnych imion wyjaśniwszy, że „imiona te należały do płci, z którą się nie identyfikowały”. 

Pierwszego dnia aktywistki wraz z dziewiątoklasistami przygotowywały gazetkę ścienną, poświęconą ideom LGBT. Następnie każdy miał się przedstawić zaimkiem, a nie imieniem. Pewien z ojców relacjonował, że jedna z uczennic przedstawiła się swoim imieniem i wyraziła życzenie, żeby zwracać się do niej właśnie w taki sposób. Nie spotkało się to jednak z aprobatą „zastępczych nauczycieli”. Prośba została rzekomo skwitowana lekceważącym gestem prowadzących. Jedna z liderek projektu miała też ponoć pozwolić sobie na komentarz, że po „nazistowskiej Saksoni” nie można spodziewać się niczego innego.

Drugiego dnia aktywiści zabrali dziewiątoklasistów do lasu, podzielili ich w pary, a jednej osobie z pary zawiązali oczy. Następnie młodzież miała biegać pomiędzy wyznaczonymi punktami „jak dzicy”. 

Po tym, jak to się skończyło, aktywiści otworzyli dwa plecaki, które przynieśli ze sobą. Rozrzucili ich zawartość na podłodze. Wśród nich znajdowały się różne zdjęcia pornograficzne mężczyzn uprawiających seks, w tym seks oralny. 14- i 15-latkowie znaleźli również zdjęcia nagich, owłosionych męskich pośladków i penisa. (…) Ponadto na ziemi znaleziono ulotki z hasłami anty-AfD, w tym „PIEPRZYĆ AfD” i „Höcke to nazista”

– opisuje magazyn „Junge Freiheit”, który ujawnił skandal.

Skandal oświatowy, polityczny i kryminalny

Dwie pary rodziców wniosły oskarżenie przeciwko aktywistom na komisariacie policji w Weißwasser. Później dołączyła do nich kolejna para rodziców. Przedmiotem skargi jest udostępnienie pornografii dzieciom poniżej 18 roku życia, za co w Niemczech można dostać do roku odsiadki.

Saksońskie Ministerstwo Edukacji zapowiedziało, że zbada, czy doszło do naruszenia przepisów prawa oświatowego. Wściekli rodzice dziewiątoklasistów twierdzą, że dyrektor placówki Jan Rehor naruszył przepis, który stanowi, że „cel, treść i forma edukacji rodzinnej i seksualnej muszą być zakomunikowane rodzicom w odpowiednim czasie i omówione z nimi”. 

Dwie trzecie imigrantów wjeżdżających do Niemiec nie ma dokumentów

Dwie trzecie imigrantów

wjeżdżających do Niemiec

nie ma dokumentów

16.03.2026 tysol/dwie-trzecie-imigrantow-wjezdzajacych-do-niemiec-nie-ma-dokumentow

Jak poinformował portal European Conservative, dwie trzecie osób ubiegających się o azyl, które w zeszłym roku wjechały do Niemiec, nie miało dowodu tożsamości. Według danych dotyczących azylu opublikowanych przez Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych prawie wszyscy migranci z krajów afrykańskich nie byli w stanie przedstawić żadnych dokumentów tożsamości.

Imigranci - zdjęcie ilustracyjne

Imigranci – zdjęcie ilustracyjne / Fronte

Brak dokumentów tożsamości

Władze Niemiec zarejestrowały 113 236 imigrantów w wieku powyżej 18 lat, którzy w zeszłym roku po raz pierwszy złożyli wniosek o azyl. Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych 74 089 z nich nie posiadało dokumentów tożsamości. Stanowi to 65,4% i najwyższy odsetek, jaki kiedykolwiek odnotowano.

W 2024 r. odsetek niezidentyfikowanych imigrantów był już znaczny. W tym czasie 72 620 ze 145 401 osób ubiegających się o azyl po raz pierwszy w wieku powyżej 18 lat nie posiadało żadnych dokumentów, co stanowi 49,9%.

Skala problemu

Dalsze spojrzenie wstecz na statystyki podkreśla skalę problemu. Według oficjalnych danych od 2018 r. do Niemiec przybyło ogółem 897 699 osób ubiegających się o azyl po raz pierwszy w wieku powyżej 18 lat. Spośród nich 51,5% nie było w stanie przedstawić żadnych dokumentów tożsamości.

AfD krytykuje Merza

Liczby te wywołały krytykę ze strony Alice Weidel, liderki prawicowej partii Alternative für Deutschland (AfD). Pisząc na X, powiedziała:

“Nawet pod rządami Merza rząd nie ma kontroli nad tym, kto przybywa do kraju. Zmiana polityki migracyjnej nastąpi tylko w przypadku AfD!”.

Kryzys migracyjny

Kryzys migracyjny w Europie został zapoczątkowany w 2015 roku przez ówczesną kanclerz Niemiec Angelę Merkel. Już wówczas sprowadzano do Europy ludzi, co do tożsamości których istniały podejrzenia.

Morderstwo konduktora w pociągu. „Ja też mam swoje potrzeby!” Jak rozpadają się Niemcy.

Śmierć w pociągu. Jak rozpadają się Niemcy?

4.03.2026 Autor:Waldemar Krysiak nczas/smierc-w-pociagu-jak-rozpadaja-sie-niemcy

pociąg Deutsche Bahn
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Wikimedia, Sebastian Terfloth, CC BY-SA 3.0

==========================================

„Ja też mam swoje potrzeby!”

—————————————–

W ostatnich tygodniach opinią publiczną w Niemczech wstrząsnęła seria ataków na pracowników transportu publicznego. Jej finałem była tragedia, która zmusiła media i władze do rozmowy na temat malejącego bezpieczeństwa w pociągach i autobusach. Ludzie za Odrą boją się powoli podróży zbiorkomem, a pracownicy transportu zastanawiają się, czy warto ryzykować życie w metrze i busie.

W tle jest oczywiście masowa migracja.

Żyjemy w ciekawych czasach! Zachodni influencerzy na TikToku zachwycają się Polską! Codziennie do sieci trafiają tysiące nagrań demonstrujących, jak czysta i bezpieczna jest nasza ojczyzna, a zadowoleni turyści powtarzają z lekkim zdumieniem, że warto do nas przyjechać. Z ich perspektywy Polska stała się tym, czym dawniej były Niemcy: jesteśmy high trust society. Przynajmniej na TikToku.

Wysokie zaufanie, niskie zaufanie

Niemcy przeżywają natomiast ciężkie czasy – ich metropolie stały się niebezpieczne dla obywateli. Jednym z najniebezpieczniejszych miejsc jest niestety Berlin. Według oficjalnych danych berlińskiej policji w 2024 roku w stolicy Niemiec zarejestrowano dokładnie 539 049 przestępstw. To obejmuje wszystko – od kradzieży i aktów wandalizmu po ciężkie przestępstwa z użyciem przemocy, takie jak pobicia, napaści seksualne czy ataki nożem. Dla porównania, polska policja podała, że w tym samym okresie w całym kraju stwierdzono 439 796 przestępstw, co oznacza ich spadek o ponad 34 tysiące w porównaniu z rokiem poprzednim. Inne źródła precyzują dane dla Polski na 440 269 postępowań przygotowawczych, co wciąż pozostaje poniżej berlińskiego rekordu.

Różnica jest porażająca, zwłaszcza gdy spojrzymy na wskaźniki per capita. W Berlinie przypada około 145 przestępstw na tysiąc mieszkańców – to dwanaście razy więcej (!) niż w Polsce, gdzie wskaźnik wynosi zaledwie 11,5.

Nie w każdym miejscu jednak jest tak samo groźnie – za Odrą śmierć i przemoc czekają teraz częściej nie tylko w Berlinie, ale też w… pociągach.

Pociąg donikąd

Śmiertelny atak na 36-letniego konduktora Serkana Çalara w pociągu w Renanii-Palatynacie wywołał ogólnokrajową debatę na temat przemocy, migrantów i reakcji władz w obliczu podobnych sytuacji. Do zabójstwa doszło 2 lutego 2026 r. w pociągu interregio na trasie między Landstuhl a Kaiserslautern. Çalar, doświadczony pracownik Deutsche Bahn, przeprowadzał rutynową kontrolę biletów. Według relacji świadków i wstępnego śledztwa prokuratury, 26-letni sprawca – obywatel Grecji przebywający w Niemczech – nie posiadał ważnego biletu. Gdy konduktor poprosił o okazanie dokumentu, Grek zareagował agresją.

Atak był brutalny: napastnik zadał ofierze wielokrotne ciosy pięścią w głowę, powodując ciężkie obrażenia, w tym krwotok mózgu. Çalar został przetransportowany do szpitala w Kaiserslautern, gdzie mimo wysiłków lekarzy zmarł dwa dni później. Sprawca został aresztowany na miejscu. Atak miał miejsce w wagonie bez kamer monitoringu – coś, co też pokazuje znaczne braki w DB. Świadkowie próbowali natomiast interweniować, ale sprawca był zbyt groźny.

Ten incydent nie był jedyną tego typu napaścią w lutym. Zaledwie kilka dni później w pociągu na trasie Stuttgart–Crailsheim 21-letni Pakistańczyk zaatakował konduktorkę butelką i opluł ją podczas kontroli biletów. Kobieta – na szczęście – uniknęła poważniejszych obrażeń.

Atak na Çalara natychmiast trafił na czołówki gazet i do programów telewizyjnych, stając się katalizatorem narodowej dyskusji. Media głównego nurtu, takie jak „Der Spiegel”, zaczęły podkreślać rosnące poczucie braku bezpieczeństwa w miastach i transporcie publicznym, cytując lidera CDU Friedricha Merza, który mówił niedawno o „nowej jakości agresji” w społeczeństwie. Presja medialna była na tyle silna, że niemiecka minister sprawiedliwości Stefanie Hubig (SPD) zapowiedziała dyskusję o surowszych karach, a podczas konferencji prasowej 4 lutego rząd podkreślił konieczność lepszej ochrony pracowników transportu.

Deutsche Bahn zorganizowała swoją własną konferencję 13 lutego, decydując o wprowadzeniu osobistych kamer dla personelu, zwiększeniu ochrony i dodatkowym patrolach w pociągach. Warto to sobie dokładnie uzmysłowić: pracownicy zbiorkomu mają teraz w Niemczech nosić zamontowane na uniformach kamery, by zwiększyć swoje własne bezpieczeństwo. Tzw. bodycams to, rzecz jasna, popularny element wyposażenia policji, która nosi je, ponieważ konfrontuje się stale z przestępcami. Czy można więc teraz przyznać, że codzienność w Niemczech stała się tak niebezpieczna jak praca funkcjonariuszy?

Winny… Trump?!

Związki zawodowe wykorzystały tragedię w negocjacjach – słusznie lub nie – domagając się nie tylko podwyżek, ale też realnych środków bezpieczeństwa. Bundespolizei podała natomiast, że w 2025 r. odnotowano ponad 5600 aktów przemocy w pociągach i na dworcach, w tym 980 z użyciem noża. Mainstreamowe media zaczęły więc prześcigać się w negowaniu oczywistego problemu, skupiając się kilku fałszywych informacjach, które pojawiły się online po morderczej napaści. Na początku, mówiąc dokładniej, wielu komentujących sprawę w sieci była przekonana, iż napastnik był z Syrii. To nie było jednak prawdą, a dziennikarze głównego nurtu skupili się na korygowaniu fake newsa.

Najbardziej absurdalnej reakcji na tragedię dostarczył jeden z finansowanych publicznie programów (na WDR; telewizja landowa Nadrenii): winę za tragedię zwalono na… Trumpa. Oraz „kulturę macho” i prawicę. To bowiem rosnąca (rzekomo) w siłę światowa prawica ma motywować ludzi do przemocy i ataków na innych w miejscach publicznych. Próba odwrócenia uwagi od rzeczywistości była tak śmieszna, jak i żałosna!

Porażające statystyki

Statystyki z Niemiec malują ponury obraz rzeczywistości – i ten ma raczej niewiele wspólnego z Trumpem i prawicą. Według Deutsche Bahn i Bundespolizei w 2025 r. odnotowano ponad 3000 fizycznych ataków na pracowników kolei – średnio 8–9 dziennie. Takie „wyniki” oznaczają wzrost agresji o 37 proc. w ciągu dekady. W szerszym kontekście Niemcy naliczyli 5600 aktów przemocy w transporcie publicznym, w tym 2200 przestępstw seksualnych i 980 z nożem. Największe problemy mają wielkie miasta: w Hamburgu, na przykład, kolej zgłosiła 119 ataków na kierowców autobusów w 2025 r., co oznaczało wzrost z 96 napaści rok wcześniej.

Szczególnie alarmujący jest aspekt migracji. Raporty BKA, niemieckiej policji federalnej, wskazują na znacznie wyższy udział osób z tłem migracyjnym w przestępstwach z użyciem przemocy, zwłaszcza w miejscach publicznych, jak dworce. Wzrost o 20–30 proc. ataków na urzędników publicznych w latach 2024–2025 (dane tejże policji) łączy się z falą migracji po 2015 r., choć władze unikają takich wniosków, co potęguje frustrację.

Konsekwencją jest też powszechny strach. 32 proc. personelu niemieckich boi się każdego dnia w pracy.

Niebezpiecznie robi się też w Niemczech w innych miejscach publicznych: w parkach i na ulicach. W 2024 roku sama kategoria „przemocy ulicznej” sięgnęła ponad miliona przypadków, o 5,5 proc. więcej niż rok wcześniej i prawie 10 proc. w porównaniu z przedpandemicznym 2019. Ciężkie pobicia w takich miejscach, jak place czy zielone oazy skoczyły o blisko 13 proc., do około 75 tysięcy. Molestowania i inne ataki seksualne wzrosły o ponad 10 proc. w 2023 i kolejne 8 w 2025, a nożownicy szaleją z rekordowymi 29 tysiącami incydentów, co daje ponad 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Raporty federalnej policji złudzeń: migranci stoją za nieproporcjonalnie dużą częścią tego brutalnego chaosu. W zeszłym roku podejrzani byli oni o pięć razy więcej aktów przemocy, sześć razy więcej pchnięć nożem i osiem razy więcej napaści seksualnych w miejscach publicznych.

Każdy ma swoje potrzeby

Niektórzy napastnicy są też zwyczajnie bezczelni nawet w obliczu kamer czy przyłapani na gorącym uczynku. Dobrze widać to na przykładzie nagrania z 2025, które dopiero niedawno trafiło do sieci i było szeroko komentowane w niemieckim Internecie w minionych tygodniach. Na nagraniu widać zajście z Eschenheimer Anlage (park) we Frankfurcie, podczas którego 22-letni imigrant o ciemnej karnacji molestował kilka kobiet, domagając się intymnych kontaktów i śledząc je. Zdarzenie nagrane przez jedną z poszkodowanych stało się wiralem na YouTube, również dlatego że napastnik próbował przedstawić siebie samego jako ofiarę.

Ja tylko chciałem miłości i czułości. Ja walczę o swoje przetrwanie” – słyszymy więc w nagraniu. Imigrant uznał bowiem, że ma prawo do przechodzących obok kobiet i że te muszą dać mu się molestować. Ostatecznie nikt z nas nie może żyć bez miłości! „Ja też mam swoje potrzeby!” – argumentuje więc napastnik filmowany we frankfurckim parku.

Niemiecki ambasador wsparł LGBT w Sejmie !!!


Niemiecki ambasador wsparł LGBT w Sejmie
RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Sejm zdecydował: związki homoseksualne przechodzą do dalszych prac w Sejmie. W debacie nie uczestniczyli wyłącznie polscy parlamentarzyści – z sejmowej galerii bacznie obserwowali ją ambasadorzy obcych państw, m.in. Niemiec, Islandii, Szwecji i Norwegii. I wyrażali poparcie dla rewolucji LGBT.

Godność i bezpieczeństwo, pewność prawna dla obywateli w związkach jednopłciowych. Jestem w Sejmie z innymi dyplomatami, aby wyrazić poparcie dla Katarzyny Kotuli i projektu ustawy o statusie osoby najbliższej – napisał Miguel Berger, ambasador Niemiec. Obecność zagranicznych ambasadorów była wyraźnym manifestem poparcia dla projektowanych rozwiązań prawnych. Manifestem, przeciw któremu musimy opowiedzieć się z całą mocą.

Wspieram

O co tu w ogóle chodzi? Sejmowa lewica już jakiś czas temu zdała sobie sprawę, że będzie jej bardzo trudno przepchnąć ustawę, która wprost zalegalizuje związki homoseksualne. Najpierw próbowała ukryć swoje pomysły pod frazą „związki partnerskie”, ale i tego Polacy nie zaakceptowali.

Katarzyna Kotula wpadła więc na pomysł, aby nazwać swój projekt ustawą o statusie osoby najbliższej. A co do meritum zawrzeć w proponowanych przepisach to wszystko, czego chce dla siebie lobby LGBT: rejestrację związku u notariusza i następnie w urzędzie stanu cywilnego, możliwość automatycznego dziedziczenia, prawa majątkowe, proceduralne, podatkowe i medyczne. Czyli to, co dziś mają mąż i żona.

Sejm właśnie zdecydował, że powoła specjalną komisję, która zajmie się tymi pomysłami, aby następnie poddać je pod kolejne głosowanie, przekazać do Senatu, a potem do podpisu przez Prezydenta.

Pomysły Kotuli mają stworzyć układ konkurencyjny dla normalnego małżeństwa i przez to osłabić jego rolę społeczną. Także – odciągnąć jeszcze więcej młodych ludzi od zakładania normalnych rodzin. A przede wszystkim – mają dać gejom i lesbijkom możliwość tworzenia układów paramałżeńskich, które będą odskocznią dla dalszych żądań: zrównania w prawach z małżeństwem oraz – najważniejsze – adopcji dzieci przez pary homoseksualistów.

Co to będzie oznaczać dla zwykłego Polaka? Że jeśli np. zginie w wypadku samochodowym lub umrze przedwcześnie na jakąś chorobę, jego dzieci mogą trafić do adopcji przez parę zboczeńców. I nikt nie odważy się zaprotestować – w imię praw LGBT.

Ta rewolucja jest coraz bliżej.

Musimy działać.

Wspieram

Przede wszystkim – musimy pokazać masowy opór przeciw pomysłom Kotuli.

Szanowny Panie,

Bardzo proszę o podpisanie petycji do posłów, senatorów i samego Prezydenta Karola Nawrockiego – aby zatrzymali wprowadzanie niebezpiecznych przepisów do polskiego prawa. Podpisało ją już niemal 20 tysięcy osób i liczba ta wciąż rośnie.

Petycja jest w linku:

– proszę ją kliknąć i podpisać, a następnie przekazać link dalej – do kolejnych osób, które mogą pomóc osiągnąć jak największą liczbę podpisów.

To naprawdę ważne, abyśmy zbiorowo powiedzieli NIE lewackiemu szaleństwu.

W Sejmie jest większość do uchwalenia tych groźnych przepisów.

Potem lewicowi radykałowie będą szantażować Prezydenta, aby się ugiął i podpisał im ustawę – uruchomią wszelkie środki nacisku.

To my – obywatele – musimy zatrzymać lobby LGBT.

Jeszcze raz podaje link do petycji: https://twojepetycje.pl/petycja/nie-dla-zwiazkow-partnerskich-powiedz-stop-pomyslom-katarzyny-kotuli.

Zmobilizujmy się i dajmy politykom do zrozumienia, że nie wolno im działać wbrew normalnym ludziom.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Kilka dni temu Parlament Europejski zagłosował PRZECIW stwierdzeniu, że tylko kobieta może zajść w ciążę. Teraz obcy ambasadorzy panoszą się w naszym Sejmie i chcą nam pisać sześciokolorowe prawo. Postawmy im zdecydowaną tamę.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Niemiecka partia w Polsce. O sposobach i wpływach Berlina

Niemiecka partia w Polsce. Prof. Bogdan Musiał o wpływach Berlina

pch24.pl/niemiecka-partia-w-polsce

Niemcy od lat 90. korumpowali Polaków – i przez wiele lat mogli odliczać to sobie od podatku… Tworzyli też swoje zaplecze polityczne, używając zarówno środków legalnych, jak i tak zwanych „czarnych kas”. Mówił o tym w rozmowie z PCh24 prof. Bogdan Musiał. Profesor wskazywał też na kwestię reparacji – i wyjaśniał, że istnieją niepodważalne dowody na gazowanie Polaków i Żydów w Auschwitz-Birkenau.

Niemiecka kolonizacja Polski – polityczna i gospodarcza

Znawca tematyki polsko-niemieckiej wskazywał, że Niemcy zaczęli po 1989 roku bardzo intensywnie budować w Polsce swoją „opcję”.

Od początku, jak zaczął się sypać system poststalinowski sypać, Niemcy szybko stwierdzili, że to jest szansa dla nich na ekspansję na wschód. Definiowali to jako ekspansję gospodarczą, nie terytorialną – powiedział profesor.

Jeżeli mamy ekspansję gospodarczą, to musimy ją zabezpieczyć politycznie i społecznie. To działo się przez tzw. soft power: różne instytucje, fundacje, stypendia i tak dalej. Działo się to także nielegalnymi środkami. Proszę sobie wyobrazić, że niemieckie państwo prawa do 2004 roku promowało i wspierało korumpowanie władz przywódczych w Polsce – wskazał.

Polegało to na tym, że niemiecki przedsiębiorca, który prowadził interesy w Polsce, miał de facto zalecane płacenie łapówek. Załóżmy, że wyłożył kasę na konkretnego polityka. Mógł pójść do urzędu finansowego i powiedzieć: słuchajcie, zapłaciłem łapówkę dla pana X, to kosztowało mnie tyle i tyle… i mógł to odpisać od podatku – zaznaczył.

Niemcom udało się Polskę, mówiąc brutalnie, skolonizować gospodarczo. Taki jest opis rzeczywistości. Dopiero kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, to zlikwidowano wspieranie [korupcji], ale jej nie ścigano. Jeżeli niemiecki przedsiębiorca skorumpuje kogoś w Polsce, to niemieckie organy nie będą go ścigać. Jeżeli już nawet dojdzie do takiego ścigania, to zapłaci jakąś symboliczną grzywnę – dodał. – To nadal jest chronione, nie jest to już skarbowe wspieranie korupcji w Polsce, ale jest ochrona – powiedział.

Jak wyjaśnił, gdyby państwo polskie taką osobę postawiło przed sąd, to Niemiec wyjechałby do swojego kraju, a tam odmawia się ekstradycji – Niemcy są więc zabezpieczeni.

Profesor mówił też o inwestowaniu przez Niemcy w środowiska polityczne. Odbywa się to zarówno przez oficjalne fundacje czy instytuty – na przykład Campus Polska Rafała Trzaskowskiego miał takie finansowanie. Istotne są jednak również tzw. „czarne kasy”. – Te pieniądze były przekazywane między innymi na KLD, czyli partii-matki Donalda Tuska – wskazał.

Niemcy celowo koncentrowali się w pewnych regionach, takich jak Wrocław, ale w szczególności w regionie Gdańska. – Tam jest ogromna korupcja i jest powiązana z Niemcami – zaznaczył.

Jak podkreślił, zna to również ze swojej dziedziny, to znaczy z uprawiania historii. Polega to na tym, że jakiś znany pan historyk zostaje zatrudniony przez niemiecką fundacje – pisze dla niej artykuły. Uzyskuje za to 15 czy 20 tysięcy euro. Są to tymczasem kompletnie puste teksty, które można napisać w pół dnia. Ściąga z internetu, coś poprawie – i za to dostaje duże pieniądze. Formalnie wszystko jest OK…

Jest dzieło, koszt 20 tysięcy euro, publikuje się i już. Są czasopisma w Polsce finansowane przez niemiecką stronę, pisze się tam artykuły i dostaje za do ładne pieniążki. Tak samo jest z gospodarką – powiedział, dodając, że dotyczy to również polityki.

Może to funkcjonować również w Unii Europejskiej, bo Niemcy roszczą sobie kompetencje do prowadzenia tzw. europejskiej polityki wschodniej. Francuzi nie chcą w to wchodzić. Z perspektywy Niemiec Polska należy właśnie do tego obszaru polityki. – Niemcy to kształtują, oni decydują o kierunkach – powiedział.

Niemcy mają własne interesy. Ich interesy na tym polegają, żeby Polskę spacyfikować. Jest Donald Tusk, to bardzo dobrze. Ale to za mało. Trzeba jeszcze prowokować konflikty. Im więcej konfliktów, tym łatwiej rządzić takimi osobami, jak Donald Tusk. To dekompozycja, atomizacja społeczeństwa. Nic w tym nowego – to się robi w białych rękawiczkach. Stare metody, które Niemcy realizowali w Polsce już w latach 20. i 30. XX wieku – podkreślił.

Gazowanie Polaków i Żydów w Auschwitz

Uczony mówił też o debacie, która rozgorzała w Polsce wokół sprawy gazowania Polaków i Żydów w Auschwitz. Niektórzy zaczęli negować istnienie komór gazowych w Auschwitz. Według profesora Musiała jest to merytorycznie żenujące, bo mordowanie gazem Polaków i Żydów jest doskonale udokumentowane. Jak podkreślił, pierwszymi ofiarami gazowania byli zresztą Polacy.

To jest żenujące i poniżające dla polskich ofiar. Pierwsze próby gazowania przeprowadzano na polskich więźniach – powiedział.

Pierwsze gazowanie odbyło się 28 lipca 1941 roku. To byli polscy więźniowie, wcześniej wyselekcjonowani i wywiezieni. W Auschwitz nie było jeszcze komór gazowych. Zostali załadowani do wagonów i wywiezieni do Saksonii. Tam zostali zagazowani, są nazwiska, akty zgonu – wskazał.

Na pomysł gazowania cyklonem B miał wpaść lekarz SS Siegried Schwela. Wówczas używano cyklonu B do dezynfekcji baraków. Metodę wypróbowano na dużej grupie jeńców sowieckich oraz na około 300 polskich chorych. Jak wskazał, z punktu widzenia oprawców wszystko się udało. Niemcy zaczęli w efekcie rozszerzać możliwości gazowania, zaadaptowali najpierw domek polskiego chłopa, którego wywłaszczono i wypędzono. Są rachunki z tej operacji, dobrze udokumentowane, dotyczy to zwłaszcza pozyskiwanych materiałów. Twórcy tych obiektów musieli się ze wszystkiego rozliczać, tworząc dokumenty nie wiedzieli, że będzie to kiedyś świadectwo zbrodni.

Pierwsze gazowanie było tam bodajże 23 marca 1942 roku. Tu po raz pierwszy gazowani byli Żydzi. Później gazowano też Polaków, tak zwanych „muzułmanów”, ludzi wycieńczonych. Na początku byli gazowani Żydzi z Zagłębia Dąbrowskiego, Górnego Śląska, Będzina. […] Później zaadaptowano kolejny domek – wskazał.

To działo się w Birkenau, gdzie były duże przestrzenie i łatwo było kopać duże doły i zakopywać tam trupy. Okazało się to jednak problematyczne choćby ze względu na wodę gruntową. Wtedy Niemcy wpadli na pomysł, żeby stworzyć regularne instalacje do wyniszczania – z jednej strony do gazowania, z drugiej do spalania zwłok w wysokowydajnych piecach. Budowę zaczęto w lecie 1942 roku i pierwszą instalację oddano do użytku w marcu 1943.

Jak podkreślił, pierwsza komora gazowa była zatem w Auschwitz, a jej ofiarami byli Polacy. W Birkenau gazowano przede wszystkim Żydów, ale Polaków również tam zabijano.

Reparacje od Niemiec

Profesor wskazał też w rozmowie na wagę kwestii reparacji, co można określić jako próbę przeciwdziałania niemieckim wysiłkom „skolonizowania” polskiej pamięci historycznej. – Dzięki debacie o reparacjach Polacy sobie uświadamiają, jak stała się nam krzywda. Ta debata jest dla Niemców bardzo niewygodna. Oni tej debaty nie chcą, dlatego twierdzą, że to jest proputinowskie. Tak powiedział niemiecki ambasador – wskazał historyk.

Trzeba wykazać, w jaki cyniczny, prymitywny i podły sposób niemieckie rządy odmawiały wypłaty tego, co nam się należy, za zniszczenia – powiedział. To może uświadomić zwłaszcza młodym ludziom, że opowieść o polsko-niemieckiej przyjaźni trochę zgrzyta…

Profesor odwołał się do przykładu kanclerza Willy’ego Brandta, który uchodzi za bohatera polsko-niemieckiego pojednania. – Ten człowiek chronił niemieckich zbrodniarzy. Świadomie blokował starania ówczesnego rządu komunistycznego w PRL o odszkodowania. Pojechał do Moskwy i powiedział: „słuchajcie, towarzysze, chcecie od nas rury – bo wtedy potrzebowali w Moskwie rur do rurociągów – no to musicie zrobić tak, żeby żadnych reparacji nie było”. Zadzwonili wtedy z Moskwy do Gomułki i powiedzieli: „zostaw tę kwestię odszkodowania”. Gomułka nie miał wyjścia, tak samo Gierek – wskazał.

Według profesora trzeba rzeczowo pokazać całą tę historię, a wówczas może dojść do zmiany świadomości wśród Polaków, zwłaszcza młodych, w sprawie naszych relacji z Niemcami.

W jego ocenie w dłuższej perspektywie powinno dojść do jakiejś ugody. – Zniszczyliście Warszawę, wymordowaliście polskie elity, zrobiliście Auschwitz, gdzie gazowaliście Żydów, ale także Polaków. Są szkody, za które nie zapłaciliście – powiedział.

Według profesora Niemcy stworzyli sobie legendę, że Polacy przejęli ich tereny zachodnie i to miałaby być spłata odszkodowań. – To jest absolutna bzdura – podkreślił. Jak podkreślił, Niemcy wspólnie z Sowietami napadli na Polskę i przekazali wschodnie tereny Rzeczpospolitej Moskwie. Jeżeli mówią teraz o tym, że obecne polskie ziemie zachodnie to forma odszkodowania, to muszą zrobić tak, żeby Polska otrzymała z powrotem swoje ziemie wschodnie.

Niemcy nie rozliczyli się ani materialnie, ani prawnie, bo niemieckie państwo chroniło zbrodniarzy przed ekstradycją i skazaniem. Stworzyli cały system ochronny, właśnie poprzez zakaz ekstradycji – dodał prof. Bogdan Musiał.

Jak młody Niemiec może wykręcić się od poboru

Wyobraź sobie, że jest wojna…

Autor: Friedrich Fellrocker Artykuł ukazał się 3 lutego 2026 roku na stronie : apolut.net/stell-dir-vor-es-ist-krieg-von-friedrich-fellrocker

W czasach przedwojennych młodym ludziom zaleca się zapoznanie z formalnościami dotyczącymi odmowy służby wojskowej ze względu na przekonania i uświadomienie sobie pułapek związanych z tą procedurą.

Pobór do wojska, służba wojskowa, a być może wkrótce faktyczne zaangażowanie bojowe – dla starszego pokolenia z nas to raczej teoretyczne debaty. Wielu jest oburzonych, ale może rozkoszować się kojącym poczuciem, że nie są osobiście dotknięci. W przeciwieństwie do młodych ludzi, którzy teraz otrzymują kwestionariusz dotyczący ich stosunku do Bundeswehry (niemieckich federalnych sił zbrojnych) jako swego rodzaju prezent powitalny od państwa po osiągnięciu dorosłości.

Na szczęście, pomimo masowej propagandy, mentalne przygotowanie młodzieży do wojny nie jest jeszcze tak powszechne. Mogą jednak spotkać się z represjami ze strony władz, a nawet z poborem, jak w okresie powojennym, jeśli „wystarczająco” młodych mężczyzn i kobiet nie zgłosi się do koszar. Ponieważ nie każdy chce uciekać z kraju, aby uniknąć służby wojskowej lub trafić do więzienia za swoje sumienie, pojawia się dziś trudne pytanie: jak wyrwać się ze szponów klasy politycznej, która coraz bardziej przekształca się w środowisko dalekie od pokoju, pozostając jednocześnie w zgodzie z prawem?

Niniejszy artykuł zawiera praktyczne wskazówki oparte na informacjach od prawników. Kolejnym punktem ciężkości jest analiza metod stosowanych do przechwytywania jednostek poprzez wcześniej obowiązkowy ustny „test sumienia” oraz opracowanie kontrstrategii. Ponadto, ujawnione zostają przyczyny wojny oraz motywy faktycznych podżegaczy wojennych i spekulantów, którzy kryją się za propagandową retoryką.

Punkt widzenia Friedricha Fellrockera.

W Niemczech i UE ogłoszono „punkt zwrotny”: nie jesteśmy jeszcze w stanie wojny z Rosją, ale nie jesteśmy już też w stanie pokoju, a przynajmniej tak twierdzi kanclerz. Dlatego, według ministra obrony, musimy bezwzględnie osiągnąć „gotowość do wojny” do 2030 roku. Putin z pewnością jest na tyle uprzejmy, że czeka, aż będziemy gotowi nas zaatakować, prawda? Aby zapewnić pół biliona euro w „funduszach specjalnych” – czyli długu – na zbrojenia, złamano obietnice wyborcze, a nawet zmieniono konstytucję.

Propagandowa militaryzacja społeczeństwa nie kończy się nawet na szkołach, które są atakowane przez Bundeswehrę (niemieckie siły zbrojne) w celach rekrutacyjnych. Dobra wiadomość: nie jesteśmy bezbronni. „Jeśli Bundeswehra wkroczy do szkół, to my, rodzice, powinniśmy tam być i powiedzieć im: Halo, musicie z nami porozmawiać! Bo to, o czym mówicie, znacie tylko z gier wideo. Drodzy żołnierze, nigdy nie byliście na froncie!” (1). A nagrane wywiady z ciężko rannymi weteranami mogłyby dać niepewnym siebie uczniom bardziej realistyczny obraz wojny. Szkolny strajk przeciwko poborowi pokazał przynajmniej, że wielu uczniów nie chce w nim uczestniczyć.

Jednak najważniejszym środkiem oporu dla jednostek jest sprzeciw sumienia. Ponieważ w przypadku „scenariusza obrony” wszyscy mężczyźni w wieku od 18 do 60 lat, nawet ci uznani za niezdolnych do służby wojskowej, mogą zostać powołani do wojska, problem ten dotyczy nie tylko 18-latków.

Sprzeciw sumienia – prosta procedura

Po pierwsze: termin „wniosek o sprzeciw sumienia” jest nieco mylący, ponieważ w rzeczywistości jest to osobiste oświadczenie o zamiarze odmowy służby z bronią, do którego państwo wymaga prawidłowej formy prawnej i wiarygodnego uzasadnienia. Co istotne, odpowiedniego formularza wniosku nie można znaleźć na żadnej oficjalnej stronie internetowej. Ta prawdopodobnie celowa luka została teraz wypełniona dzięki prywatnej inicjatywie: prawnika, Markus Bönig i jego zespół opracowali narzędzie oparte na sztucznej inteligencji, www.kriegsdienstblocker.de , które pozwala każdemu użytkownikowi bezpłatnie i łatwo utworzyć własny formularz sprzeciwu sumienia w ciągu piętnastu minut. Poniżej podsumowałem kilka ważnych punktów dotyczących tego i dalszej procedury (2):

W Kriegsdienstblocker (blokada służby wojennej) wymagane są wszystkie informacje niezbędne do złożenia sprzeciwu sumienia. Dostępnych jest kilka gotowych przykładów uzasadnienia. Należy je wiarygodnie uzupełnić własnymi słowami, dodając indywidualne argumenty, ponieważ jest to osobista decyzja sumienia, a zatem samo skopiowanie gotowych szablonów jest niewystarczające.

Dlatego jeszcze lepiej jest sformułować całe uzasadnienie w formie krótkiego tekstu, koncentrując się w miarę możliwości na jednym uzasadnieniu, korzystając z gotowych przykładów lub argumentów przedstawionych w dalszej części artykułu.

Zarysy powinny być traktowane wyłącznie jako sugestie.

Cały dokument jest następnie przekształcany w spersonalizowany list za pomocą sztucznej inteligencji i umieszczany w ramach prawnych – z odniesieniami do odpowiednich paragrafów. Wystarczy go wydrukować i podpisać – a wniosek jest kompletny. Należy dołączyć krótkie CV, a cały wniosek należy przesłać do właściwego centrum kariery Niemieckich Sił Zbrojnych (dawniej: okręgowego biura rekrutacji wojskowej).

Ważne: Niezbędne jest posiadanie wiarygodnej dokumentacji prawnej potwierdzającej, że wniosek został wysłany do właściwego adresata i kiedy tam dotarł. Dlatego dopuszcza się wyłącznie przesyłki polecone. Przesyłka polecona z potwierdzeniem odbioru może nie być wystarczająca, ponieważ tylko doręczyciel potwierdzi jej odbiór. Podpisane potwierdzenie odbioru tylko przez agenta pocztowego lub pracownika urzędu eliminuje możliwość ubiegania się o odszkodowanie za zaginięcie w transporcie. Dlatego warto zainwestować dodatkowe 30 centów w standardową przesyłkę poleconą (dawniej zwaną przesyłką poleconą z potwierdzeniem odbioru adresata ).

Również ważne: Wniosek o odmowę służby wojskowej z powodów sumienia zawiesza służbę wojskową tylko wtedy, gdy zostanie złożony przed otrzymaniem wezwania do poboru. Jeśli wniosek zostanie złożony później, możesz zostać powołany do wojska do czasu podjęcia ostatecznej decyzji. Dlatego najlepiej zacząć wcześniej niż później – wniosek o odmowę służby wojskowej ze względu na przekonania można złożyć już w wieku 17,5 roku.

Odebranie i przekazanie wniosku o odmowę służby wojskowej ze względu na przekonania należy potwierdzić pisemnie w ciągu czterech tygodni; w przeciwnym razie należy podjąć dalsze kroki. Często kontrowersyjna odpowiedź Bundeswehry brzmi: Tak, ale najpierw wniosek o powołanie do wojska, a potem wniosek, ponieważ to eliminowałoby zawieszenie. Jednak wspomniany wcześniej, wstępnie sformułowany formularz wniosku już odrzuca powołanie do wojska, ponieważ po złożeniu odmowy służby wojskowej ze względu na przekonania nie ma ku temu powodu, ponieważ w przeciwnym razie pośrednio stałbyś się częścią machiny wojennej. Nawet w tej sytuacji kriegsdienstblocker.de oferuje pomoc, sporządzając bezpłatną pisemną odpowiedź o odmowie powołania do wojska i wyznaczając czterotygodniowy termin, grożąc wszczęciem postępowania sądowego za bezczynność przed właściwym sądem administracyjnym. Sąd administracyjny przychyliłby się do tego wniosku bez konieczności reprezentacji prawnej, a jednorazowy koszt w wysokości 114 euro w opłatach sądowych powinien być znikomy w porównaniu z ryzykiem związanym ze służbą wojskową.

Obecnie powinno to zazwyczaj rozstrzygać wszystkie kwestie do czasu wydania ostatecznej decyzji. Jednak nie zawsze było to takie proste. Przed zawieszeniem obowiązkowej służby wojskowej badanie i ocena motywów osobistych osoby odmawiającej służby wojskowej z powodów sumienia (wówczas zwanej „Wehrdienstverweigerer”, czyli „osobą odmawiającą służby wojskowej z powodów sumienia”) były obowiązkowe – z przerwami w latach 1977/78 i 1983–2003, a od 1983 r. tylko dla osób już powołanych do wojska i byłych żołnierzy. Należy się spodziewać, że po przywróceniu poboru kryteria takiego „przesłuchania w sprawie odmowy służby wojskowej z powodów sumienia” zostaną ponownie zaostrzone, aby rozwiązać lub przynajmniej zmniejszyć przewidywany niedobór nowych rekrutów, wynikający również z tymczasowego, dobrowolnego charakteru służby. Prawdopodobnie stosowane będą „sprawdzone” struktury i procedury, dlatego analiza doświadczeń osób, które odmówiły służby wojskowej z powodów sumienia, może być pomocna dla przyszłych.

Pułapka „przesłuchania w sprawie sprzeciwu sumienia”

Chociaż obecnie obowiązująca wersja ustawy o sprzeciwie sumienia (KDVG) z 9 sierpnia 2003 r. zasadniczo zwalnia z obowiązku przeprowadzenia ustnego przesłuchania, pisemne uzasadnienie sprzeciwu sumienia powinno być nadal bardzo wiarygodne. Dlatego warto przynajmniej zapoznać się z możliwymi liniami rozumowania i argumentacji strony przeciwnej. Są one szczególnie widoczne w ustnych przesłuchaniach w sprawie sprzeciwu sumienia, stosowanych do 1983 r.: na początku osoba badana mogła wyjaśnić, że i dlaczego nie może pogodzić zabijania innych ludzi ze swoim sumieniem. Następnie musiała odpowiadać na pytania komisji egzaminacyjnej, zazwyczaj składającej się z funkcjonariusza i kilku cywilów. Pytano ją, jak zachowałaby się w hipotetycznych sytuacjach ekstremalnych. Wyraźnym zamiarem było postawienie osoby odmawiającej służby wojskowej z powodów sumienia, a raczej powodów, dla których to zrobiła, w trudnej sytuacji. Tę metodę zilustrujemy teraz przykładem.

Szczególnie popularnym pytaniem w tamtym czasie było to, co zrobiłaby osoba odmawiająca służby wojskowej z powodów sumienia, gdyby jej dziewczyna, żona lub matka zostały zaatakowane, a ona mogłaby je uratować jedynie za pomocą potencjalnie śmiercionośnej siły. Zazwyczaj stawiało go to w trudnej sytuacji: gdyby nie interweniował, komisja mogłaby zakwestionować wiarygodność jego zeznań – z wyjątkiem przypadków uzasadnienia ściśle religijnego lub przynależności do zdecydowanie pacyfistycznej wspólnoty religijnej. Pewien dobrowolny odmawiający służby wojskowej z powodów sumienia powiedział mi wówczas, że w takich przypadkach praktycznie zaakceptowałby wyłącznie względy religijne.

Jeśli jednak osoba badana interweniowała, aby uratować kogoś szczególnie bliskiego, nawet jeśli oznaczało to pogodzenie się ze śmiercią napastnika, śledczy mieli okazję zakwestionować integralność jej przekonań dotyczących fundamentalnego odrzucenia zabijania. Stwierdzenie etyczne „Nie chcę zabijać” staje się podatne na atak, gdy tylko powołuje się na wyjątek od bezwzględnego zakazu zabijania. Jeśli osoba odmawiająca służby wojskowej z powodów sumienia jest gotowa zabić napastnika, aby chronić swoją dziewczynę/żonę/matkę, dlaczego nie mogłaby tego zrobić również w celu ochrony innych osób mniej jej bliskich, takich jak rodzeństwo, przyjaciele, sąsiedzi, krewni itd.? I dlaczego nie miałaby tego zrobić również w celu ochrony większej części swojej społeczności lub wspólnego losu, takiej jak miasto, naród czy stan? Dopiero dość późno „sądy ustaliły, że gotowość do działania w samoobronie i udzielenia pomocy w nagłych wypadkach nie może być interpretowana na niekorzyść wnioskodawcy i nie umniejsza wiarygodności osoby odmawiającej służby wojskowej z powodów sumienia” (3). Jednak do tego czasu wiele osób odmawiających służby wojskowej z powodów sumienia, których wnioski odrzucono, stosując tę ​​linię rozumowania, zostało już zmuszonych do służby wojskowej.

Zasadniczo zarówno ustawodawstwo, jak i orzecznictwo można dostosować do nowych okoliczności i wymagań. Dlatego sensowne jest wcześniejsze rozważenie dalszych linii argumentacji, aby być o krok do przodu, choć oczywiście nie da się dokładnie przewidzieć, jakie manewry państwo może zastosować w przyszłości, aby utrudnić odmowę służby wojskowej ze względu na sumienie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Alternatywne, spójne podejście musi przede wszystkim złagodzić dylemat wyjątków od tego, co w istocie jest bezwzględnym zakazem zabijania, z punktu widzenia etyki przekonań, aby nie tylko odeprzeć argumenty przeciwko niemu, nawet w nowych ramach prawnych, ale także uczynić takie ataki jak najbardziej bezcelowymi.

Myślenie i argumentowanie nie z punktu widzenia etyki przekonań, lecz etyki odpowiedzialności

Podejściem kontrastującym z etyką przekonań jest etyka odpowiedzialności. Etyka przekonań opiera się na subiektywnych, często emocjonalnych postawach, które są zawsze absolutne i nie dopuszczają wyjątków. Wynikające z tego stanowisko osobiste lub zbiorowe jest trudne do zakwestionowania i dlatego nie wykazuje realnego zainteresowania rozważeniem konsekwencji.

W przeciwieństwie do tego, etyka odpowiedzialności rozpatruje kwestie faktyczne i problemy w sposób bardziej racjonalny i formułuje niuanse w oparciu o konkretne sytuacje. Nie tylko poszukuje ona realnych rozwiązań, ale także dąży do ciągłej refleksji nad własnymi postawami i działaniami w świetle wynikających z nich konsekwencji oraz kwestionowania ich słuszności (4).

Zastosujmy teraz etyczne podejście do odpowiedzialności do sytuacji lub problemu „rachunku sumienia”. Punktem wyjścia dla tych rozważań może być bezwzględna natura współczesnej wojny od czasów II wojny światowej, pomimo wszelkich regulacji międzynarodowych. W praktycznie wszystkich późniejszych wojnach – zwłaszcza tych z wiodącym udziałem krajów zachodnich, takich jak Korea i Wietnam, a później Afganistan, Irak, Somalia, Libia i Syria, by wymienić tylko kilka – największy odsetek ofiar wojny stanowili niezaangażowani, czyli niewinni cywile – średnio około 90 procent tzw. „strat ubocznych”.

„Ciekawostka”, że w wojnie na Ukrainie stosunek liczby zabitych do ofiar cywilnych jest dokładnie odwrotny ze względu na rosyjską metodę prowadzenia tej wojny, powinna być w tym kontekście pomijana, ponieważ mogłaby przynieść odwrotny skutek.

„ Na podstawie tych faktów można łatwo uniknąć pułapki argumentacyjnej selektywnego pacyfizmu: jeśli nie mogę usprawiedliwić ani pogodzić się z własnym sumieniem w udziale w wojnie, w której wiem już, że na podstawie doświadczenia, aby wyeliminować jednego „winnego” bojownika wroga, muszę zaakceptować dziewięć niewinnych ofiar, to popularne wcześniej podchwytliwe pytanie, czy nie broniłbym mojej dziewczyny/żony/matki, nawet ze śmiertelnymi konsekwencjami dla napastnika, również staje się nieistotne.

Argument ten jest daremny. Dotknięty zostałby jedynie bezpośrednio „winny” agresor, a nie niezaangażowani, niewinni świadkowie, a kwestia indywidualnej winy osoby wykonującej rozkaz nie wymaga rozpatrywania. Co więcej, brak ochrony słabszych ofiar przed atakami można postrzegać jako brak udzielenia pomocy; dobór środków musi być adekwatny do konkretnej sytuacji i okoliczności, w razie potrzeby nawet obejmujący kontrprzemoc, ale najlepiej bez niedopuszczalnych „strat ubocznych”. Nie trzeba nawet być pacyfistą – sam nigdy nim nie byłem – aby argumentować w „teście sumienia” na podstawie praktycznie niepodważalnej odpowiedzialności etycznej.

Otóż każdy musi się spodziewać, że strona przeciwna w końcu wymyśli hipotetyczne sytuacje, które doprowadzą do podchwytliwego pytania o to, jaki rodzaj lub zakres strat ubocznych byłby nadal akceptowalny lub zgodny z własnym sumieniem. Z jednej strony fikcyjne przypadki przytoczone w tym celu mogą być tak arbitralnie skonstruowane, że trudno je sobie wyobrazić w rzeczywistości. Jeśli ten zarzut jest niewystarczający, należy konsekwentnie kontynuować dotychczasowy tok rozumowania oparty na etyce odpowiedzialności, posługując się podanym przykładem. W razie wątpliwości należy poprosić o wystarczająco dużo czasu na refleksję przed udzieleniem odpowiedzi, co może zająć kilka dni lub tygodni, ponieważ przed udzieleniem uczciwej odpowiedzi należy najpierw rozważyć własne zachowanie w tej hipotetycznej sytuacji, w szczególności w odniesieniu do własnej odpowiedzialności i wszystkich wynikających z niej konsekwencji. Etyka przekonań prowokowałaby lub przynajmniej dopuszczała spontaniczne odpowiedzi, podczas gdy wiarygodna argumentacja oparta na etyce odpowiedzialności wymaga gruntownej refleksji.

Ustawa Zasadnicza nie przewiduje możliwości całkowitego sprzeciwu sumienia. Jednakże możliwości argumentacyjne w tym kierunku mogłyby obecnie sięgać dalej niż w etyce przekonań, która koncentruje się głównie na odmowie służby wojskowej. Z drugiej strony, argument etyki odpowiedzialności, uwzględniający konsekwencje, mógłby odrzucić jakąkolwiek formę udziału w wojnie lub jej wspierania, w tym również służbę medyczną na froncie itd. Jedynie utrzymanie infrastruktury cywilnej, zaopatrzenie ludności cywilnej, a prawdopodobnie także opieka medyczna i leczenie rannych żołnierzy w kraju, byłyby w tym kontekście bezsprzecznie etycznie uzasadnionymi obowiązkami.

Nawiasem mówiąc, w odniesieniu do bezwzględnego unikania ofiar wśród niewinnych cywilów, oświadczenie wydane przez Federalny Trybunał Konstytucyjny (BVG) w kontekście ataków z 11 września idzie jeszcze dalej, o ile wiem: O ile pamiętam, na przykład samolot pasażerski nie mógłby zostać zestrzelony w przypadku porwania przez terrorystów, nawet jeśli groziłoby mu zderzenie z elektrownią jądrową, ponieważ życie poszkodowanych pasażerów nie podlegałoby ważeniu odszkodowań, a liczba ofiar nie mogłaby być równoważona. Nawet aby zapobiec zagrożeniu życia i zdrowia wielu tysięcy ludzi w wyniku zniszczenia elektrowni jądrowej, nie można było zaakceptować pewnej śmierci niewinnych pasażerów.

Jednakże, czy BVG, w obecnym składzie, rozpatrywałaby kwestię celowo przyjętych strat ubocznych w razie wojny z taką samą konsekwencją na korzyść niewinnych świadków, to osobna kwestia.

Zablokowanie pozornych dróg ucieczki

Niemiecka Ustawa Zasadnicza przewiduje pobór wyłącznie dla mężczyzn. Wprowadzenie Ustawy o samostanowieniu przyznaje teraz każdemu, niezależnie od cech biologicznych, prawo do zarejestrowania dowolnej płci innej niż poprzednia, zgodnie z orientacją seksualną. Jednak to prawo cywilne, które jest rygorystycznie egzekwowane w życiu codziennym, nie ma zastosowania do Niemieckich Sił Zbrojnych (Bundeswehry): w przypadku służby wojskowej nie tylko każdy biologiczny mężczyzna jest uważany za mężczyznę, ale nawet mężczyźni trans-płciowi, którzy przeszli już operację zmiany płci, są rejestrowani jako pierwotnie mężczyźni podczas poboru. Wykorzystanie lub nadużycie Ustawy o samostanowieniu, w zależności od interpretacji, nie zapewniłoby zatem ochrony przed poborem.

Bundeswehra – podobnie jak inne instytucje państwowe – nie chce w swoich szeregach ekstremistów politycznych, a zwłaszcza „ekstremistów prawicowych”. Niektórzy młodzi mężczyźni mogą rozważać wstąpienie do partii rzekomo prawicowo-ekstremistycznej, aby uniknąć służby wojskowej. Może to jednak mieć nie tylko negatywne konsekwencje zawodowe, ale także prawdopodobnie nie przyniesie zamierzonego celu w dłuższej perspektywie. Wiele partii początkowo uważanych za ekstremistyczne przesunęło się w stronę centrum i przeciętności, gdy tylko znalazły się w zasięgu władzy. Dlatego to rzekomo proste wyjście dla tych, którzy nie chcą odbyć służby wojskowej, byłoby jedynie kolejnym iluzorycznym rozwiązaniem.

Odnosząc się do nadziei na zwolnienie ze służby wojskowej z powodu problemów zdrowotnych, należy pamiętać, że kryteria poboru do wojska zawsze były traktowane stosunkowo elastycznie, gdy zachodziła potrzeba dostosowania ich do wymagań kadrowych. Zwolnienie ze służby nie daje gwarancji uniknięcia poboru w czasie wojny. A nawet jeśli nikt się tego nie spodziewa w Niemczech: praktyka „biznesizacji” nowych rekrutów na Ukrainie pokazuje, jak ekstremalne mogą być kryteria i metody poboru, gdy stale potrzeba mięsa armatniego.

W Niemczech odmowa służby wojskowej ze względu na sumienie, konsekwentnie podtrzymywana w toku rozumowania, pozostaje najbardziej obiecującą drogą.

W mgle propagandowych kłamstw

Kłamstwa mające na celu ukrycie władzy i interesów finansowych nie są niczym nowym. Już 7 kwietnia 1888 roku ówczesny kanclerz Otto von Bismarck powiedział o zachowaniu europejskich mocarstw kolonialnych, a zwłaszcza Imperium Brytyjskiego: „Ludzkość, pokój i wolność są zawsze ich pretekstem, gdy nie może nimi być chrześcijaństwo i szerzenie błogosławieństwa i cywilizacji wśród dzikusów i półbarbarzyńców”. Oprócz tuszowania własnych motywów, tradycyjnie demonizuje się przeciwnika lub wroga: Wilhelm II,jeszcze w 1913 roku czczony przez prasę międzynarodową jako „Cesarz Pokoju” , został oczerniony w prasie zachodniej jako krwiożerczy i żądny podbojów „król Hunów” już w 1914 roku, po wybuchu I wojny światowej.

Motywy Cesarstwa Niemieckiego są nie tylko upiększane, ale i oczerniane. Emocjonalnie manipulująca dehumanizacja wrogich żołnierzy poprzez sfabrykowane historie o okrucieństwach jest również klasyką: podczas I wojny światowej niemieckie siły okupacyjne w Belgii były przedstawiane przez wrogą prasę propagandową jako krwiożerczy sadyści, którzy bagnetami rozcinali brzuchy ciężarnych kobiet i mordowali dzieci. Operacje pod fałszywą flagą, mające na celu usprawiedliwienie własnych wojen agresywnych, również istniały od zawsze. Rzekomy polski atak na niemiecką stację radiową Gliwice w 1939 roku jako usprawiedliwienie hitlerowskiej inwazji na Polskę to tylko jeden z przykładów.

Podobnie skonstruowane kłamstwa propagandowe są również znane z czasów współczesnych. Oczywiście, dla wielu naszych „wykwalifikowanych dziennikarzy” nieproporcjonalna masakra w Strefie Gazy jest po prostu uzasadnioną samoobroną Izraela, a zachodnie demokracje i „wartości” są bronione przed Rosją przez nikogo innego, jak najbardziej skorumpowane państwo w Europie. „Autokrata” Putin, demokratycznie wybrany przez zdecydowaną większość Rosjan, rzekomo chce nas szantażować rosyjskim gazem, w swej żądzy władzy odbić terytoria byłego Związku Radzieckiego i po podbiciu Ukrainy najechać Europę Zachodnią. Nieważne, że Rosja zawsze wywiązywała się ze wszystkich kontraktów na dostawy, a prezydent Rosji cierpliwie oferuje współpracę dla obopólnych korzyści, podkreślając, że nie jest zainteresowany podbojem krajów zachodnich. Jako dobry Europejczyk, po prostu nie możesz ufać Rosjanom, prawda?

Znanymi kontynuatorami dwóch powyższych przykładów są kłamstwo o reaktorze z pierwszej wojny w Iraku i kłamstwo o broni masowego rażenia, użyte do uzasadnienia drugiej wojny w Iraku.

Niektóre rzeczy zdają się nigdy nie zmieniać: agresor zawsze deklaruje szlachetne motywy swoich działań, a przeciwnik jest zawsze demonizowany. My zawsze jesteśmy dobrzy, przeciwnicy zawsze źli. W końcu łatwiej zdobyć poparcie większości społeczeństwa, gdy wbija się im do głowy emocjonalne przesłania. I nieustannie powtarzana propaganda zdaje się przynosić pożądany skutek, przynajmniej chwilowo. „Jeśli powiesz wielkie kłamstwo i będziesz je powtarzać wystarczająco często, ludzie w końcu w nie uwierzą” – powiedział (rzekomo) Joseph Goebbels, ówczesny minister propagandy Rzeszy, uznany ekspert w tej dziedzinie.

Ale jakie są przyczyny wojen? Jakie motywy kryją się za kłamstwami propagandowymi, a raczej, czyje interesy są najskuteczniej realizowane? Jaka jest rzeczywista dynamika władzy w elitach?

W „autokratycznych dyktaturach”, takich jak Rosja i Chiny, rządy najwyraźniej kontrolują swoich oligarchów. Jednak w globalistyczno -kapitalistycznych „demokracjach” typu zachodniego politycy i ich partie ewidentnie uzależnili się od dobrej woli i pieniędzy bankierów, oligarchów i dyrektorów korporacji z ich „wysokiej jakości mediami”. Czyje interesy wywierają zatem najsilniejszy wpływ na politykę?

Jak zauważył już Frank Zappa: „Polityka to dział rozrywki w kompleksie militarno-przemysłowym”. Do tego należy dodać Wielkie Pieniądze, Wielkie Farmacje i Wielkie Technologie jako kolejne dominujące obszary zainteresowania naszych superbogatych oligarchów. Przepraszam, politycznie poprawne określenia to oczywiście „inwestorzy”, „filantropi” lub coś podobnego. Były niemiecki minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer powiedział z niezwykłą szczerością w telewizyjnym programie „Pelzig unterhält sich” 20 maja 2010 roku: „Ci, którzy decydują, nie są wybierani; a ci, którzy są wybierani, nie decydują”. Zgadza się, tak właśnie działa nasz system.

To również nic nowego. Przyczyny ekonomiczne i finansowe zawsze były kluczową siłą napędową konfliktów. Powstanie Cesarstwa Niemieckiego z jego rozwijającą się gospodarką było postrzegane przez ówczesną dominującą potęgę morską i handlową, Wielką Brytanię, jako konkurencyjne zagrożenie dla jej własnej hegemonii gospodarczej, a tym samym dla jej bogactwa, co było główną przyczyną późniejszej wojny światowej.

Stany Zjednoczone przystąpiły do ​​I wojny światowej dopiero w 1916 roku, gdy wojska niemieckie zdawały się być gotowe do zdobycia przewagi. Stany Zjednoczone zostały wciągnięte w tę wojnę – naturalnie, z odpowiednią retoryką propagandową, jak wspomniano powyżej – przez wielkich amerykańskich bankierów, których instytucje pożyczyły ogromne sumy krajom alianckim w Europie w formie pożyczek wojennych, które musiałyby umorzyć w przypadku zwycięstwa Niemiec. Chodziło, i nadal chodzi, o interesy finansowe.

Widzimy więc:

Każda wojna to wojna bankierów (lub inwestorów).

Wojny od dawnej przeszłości do dziś pokazują, jak prawdziwe jest to powiedzenie. Weźmy na przykład dwie wojny w Iraku, które ostatecznie dotyczyły kontroli nad krajem posiadającym ogromne złoża ropy naftowej. Albo, jak ujął to artysta kabaretowy Volker Pispers:

Zawsze chodzi o prawa górnicze, nigdy o prawa człowieka. Pamiętaj o tym!”

Oczywiście, zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, korporacje czerpały korzyści z tych dwóch wojen na wiele sposobów: w trakcie wojny, uzbrajając i zaopatrując własnych żołnierzy, co naturalnie kontynuowano przez cały okres okupacji; a po wojnie, odbudowując zniszczoną infrastrukturę – wszystko to finansowane iracką ropą po preferencyjnych cenach, na czym firmy naftowe czerpały ogromne zyski. Banki i instytucje finansowe były silnie zaangażowane jako pożyczkodawcy i inwestorzy, zapewniając sobie również znaczny zwrot z inwestycji.

Wbrew oficjalnej narracji, sytuacja w wojnie na Ukrainie nie jest zupełnie inna: głównym celem zamachu stanu na Majdanie w 2014 roku było zapewnienie członkostwa w NATO i UE dla całej Ukrainy. Jednak w tle kraj ten miał wiele do zaoferowania zachodnim inwestorom: żyzne czarnoziemy, duże złoża surowców, takich jak lit i pierwiastki ziem rzadkich, i wiele innych.

Dodatkowym efektem było osłabienie gospodarcze Rosji, mające na celu zasianie niezadowolenia w kraju i ostatecznie doprowadzenie do zmiany reżimu, a także większego „otwarcia” kraju na tanią eksploatację jego ogromnych zasobów naturalnych przez zachodnie korporacje. Miało to zostać osiągnięte dzięki chętnej Ukrainie, silnie uzbrojonej od 2014 roku na wypadek potencjalnego konfliktu zbrojnego z dużym sąsiadem. Przeważająco rosyjskojęzyczna ludność na wschodzie kraju od 2014 roku spotykała się z narastającymi represjami ze strony radykalnego, nacjonalistycznego rządu centralnego w Kijowie, który dążył do wykorzenienia wszystkiego, co rosyjskie, w tym języka, kultury i religii. Zrozumiałe jest, że pięć tamtejszych regionów ogłosiło secesję po referendach – które oczywiście nie zostały uznane przez Zachód – i przyłączyło się do Rosji.

Zachód zręcznie ignoruje tło tego konfliktu: około 14 000 ofiar śmiertelnych wśród cywilów, potwierdzonych przez ONZ, w wyniku ataków nacjonalistycznych milicji ukraińskich w tych czterech regionach w latach 2014–2021.

Oczywiście Rosja czuje się zobowiązana do ochrony etnicznych Rosjan we wschodniej Ukrainie. Jednak pomimo licznych wcześniejszych prowokacji, to prawdopodobnie dopiero niekwestionowane żądanie prezydenta Ukrainy Zełenskiego, wysunięte na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa na początku 2022 roku, dotyczące rozmieszczenia broni jądrowej i natychmiastowego członkostwa w NATO, doprowadziło do „niesprowokowanej rosyjskiej wojny agresywnej”, na którą Zachód natychmiast zareagował dobrze przygotowanymi „sankcjami”. Od tego czasu liczba pakietów wzrosła do 20.

Jedyny problem polega na tym, że pakiety sankcji zaszkodziły rosyjskiej gospodarce w znacznie mniejszym stopniu niż sankcje w krajach UE, zwłaszcza w Niemczech. Niestety, armia rosyjska wyciągnęła wnioski ze swoich początkowych błędów i skutecznie wypiera wojska ukraińskie. A szczególnie niefortunne jest to, że ukraińskie złoża mineralne, tak pożądane przez zachodnie korporacje i inwestorów, znajdują się w regionie Donbasu, który jest roszczony i okupowany przez Rosję!

To właśnie dlatego hasło „Rosja musi przegrać tę wojnę!”, które dzięki rosyjskim sukcesom zostało nieco złagodzone do „Rosja nie może wygrać tej wojny!”. Bo jeśli Rosja wygra tę wojnę, zachodnie korporacje będą musiały umorzyć swoje miliardy zainwestowane już na Ukrainie, a to jest oczywiście całkowicie niedopuszczalne. Aby zapobiec tej katastrofie, BlackRock i jemu podobni, wraz z podległymi im politykami, są gotowi pozwolić, aby ta wojna zastępcza trwała „tak długo, jak będzie to konieczne” (5), jeśli to konieczne, aż zginie ostatni Ukrainiec, a być może nawet ostatni Europejczyk. Co więcej, kontynuowanie wojny generuje również stałe zyski dla producentów broni i ich akcjonariuszy. Ten ogólny obraz to rzeczywistość, która jest zaciemniana przez głośną propagandę.

Pamiętajcie: „Nie ten, kto pierwszy chwyta za broń, podżega do zła, ale ten, kto je wymusza” (Nicolo Machiavelli).

Drogie dzieci, teraz powiem wam coś jeszcze: Rosjanin wcale nie jest zły, a on nie chce nam zrobić krzywdy! Chce po prostu być traktowany z szacunkiem, jak równy z równym, w pokoju, z uwzględnieniem jego interesów, a najlepiej prowadzić z nami pokojową wymianę handlową – tak jak robi to z większością krajów na świecie – dla obopólnych korzyści. Fakt, że Rosja, jako supermocarstwo nuklearne, nie może tolerować członkostwa Ukrainy w NATO i rozmieszczenia rakiet nuklearnych 500 km od jej stolicy, znajduje również odzwierciedlenie w zachowaniu Stanów Zjednoczonych podczas kryzysu kubańskiego w 1962 roku.

Ale czy Rosja rzeczywiście od czasu rozpadu Związku Radzieckiego rozszerzała się na zachód, aż do granic NATO? Dlaczego Rosja miałaby chcieć wiązać się z coraz bardziej dysfunkcyjnymi krajami Europy Zachodniej, które były i nadal są pogrążane w ruinie przez politykę motywowaną ideologicznie? Rosja posiada ogromne terytoria i wszystkie zasoby naturalne, które tak bardzo pragną zdobyć zachodni oligarchowie/inwestorzy i ich politycy. Jest najbardziej samowystarczalnym krajem na świecie, a w dużej części słabo zaludnionym. Rosja nie potrzebuje naszych terytoriów. Jednak pomimo cierpliwości, jaką okazali jej przywódcy, nie będzie tolerować wszystkiego z naszej strony.

Nadszedł czas.

Werble wojenne rozbrzmiewają coraz głośniej: prezydent Francji Emmanuel Macron kilka miesięcy temu nakazał, aby szpitale we Francji priorytetowo traktowały leczenie rannych odniesionych w czasie wojny. W dokumencie strategicznym niemieckich sił zbrojnych „Plan Operacyjny Niemcy” stwierdza się, że Niemcy, jako logistyczne centrum kolejnej wojny, muszą ponownie nauczyć się wykonywać amputacje i leczyć okaleczonych żołnierzy na pierwszej linii frontu. Jednak największym zmartwieniem wydaje się być to, jak zastąpić przewidywane 1000 ofiar dziennie nowymi żołnierzami, aby utrzymać siłę bojową. Dalsze przykłady eskalacji propagandy wokół przygotowań do wojny można znaleźć na stronie german-foreign-policy.de (7).

Podżegacz wojenny Roderich Kiesewetter chciałby teraz ogłosić stan wyjątkowy, którego prawdopodobnym efektem ubocznym byłoby uniemożliwienie przeprowadzania wyborów w trakcie stanu wyjątkowego i zakazanie wszelkich „zakłóceń” w niemieckich siłach zbrojnych. Jednakże poniższe sytuacje mogą być szczególnie kontrowersyjne i trudne:

W przypadku wojny podstawowe prawo do odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie mogłoby zostać zawieszone, zgodnie z kontrowersyjnym orzeczeniem Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (BGH) z marca 2025 r. Nie jest do tego wymagana nowelizacja konstytucji (6). Stan napięcia to tylko ostatni etap przed tzw. stanem obronnym. Chociaż odmowa służby wojskowej ze względu na sumienie byłaby zasadniczo możliwa nawet po tym orzeczeniu, co się stanie, jeśli stan obronny zostanie ogłoszony wkrótce potem, a wiele wniosków o odmowę służby wojskowej ze względu na sumienie pozostanie nierozpatrzonych lub niekompletnych?

Zgodnie z obowiązującym prawem, jeśli wniosek zostanie złożony w terminie i przed otrzymaniem zawiadomienia o powołaniu do wojska, powołanie osoby odmawiającej służby wojskowej ze względu na sumienie zostaje zawieszone do czasu podjęcia decyzji. Czy jednak można mieć pewność, że tak pozostanie w przypadku rzeczywistego stanu wyjątkowego?

Czy podżegający do wojny przywódcy, tacy jak kanclerz i przewodnicząca Komisji Europejskiej, byliby gotowi wysłać własne dzieci lub wnuki na front wschodni w przypadku wojny? To prawdopodobnie oznaczałoby raczej zamarznięcie piekła. Elity chcą zgarniać zyski – a za to pospólstwo ma wyginąć. „Dywidendy rosną, proletariat upada” – powiedziała Róża Luksemburg o wojnie. Albo, jak ujął to Wolter: „Ci, którzy rozpoczynają wojny, rzadko muszą w nich walczyć”. A kiedy celebryci lojalni wobec systemu, tacy jak Campino, Robert Habeck, biskup Ernst-Wilhelm Gohl i inni, publicznie ogłaszają, w celu podniesienia morale, że nie będą już odmawiać służby wojskowej – co powstrzymuje ich przed wycofaniem się z odmowy i zgłoszeniem się na ochotnika?

Każdy, kto wypowiada się przeciwko wojnie z Rosją, a nawet potępia sprzeczności i podwójne standardy w zachodniej społeczności giełdowej, jest coraz częściej etykietowany wrogimi określeniami, zniesławiany, cenzurowany, a czasem nawet karany z powodu braku merytorycznych kontrargumentów. Bo tylko kłamstwa potrzebują wsparcia państwa, ale prawda obroni się sama, jak trafnie ujął to Peter Hahne.

† … Nie dajcie się zwieść! Nie dajcie się zastraszyć bezpodstawnym obelgom ani naciskać pustymi hasłami, takimi jak walka o „nasze” (zauważcie zaimek dzierżawczy!) wartości, takie jak demokracja i wolność (czyja?). Egon Bahr już zauważył:

Kiedy polityk zaczyna prawić morały o „wartościach” zamiast mówić o swoich interesach, najwyższy czas opuścić salę”.

Każdy, kto nie chce poświęcić się jako żołnierz pierwszej linii w beznadziejnej wojnie w interesie kapitału i elit, powinien to zrobić teraz, a nie później.

Ważne jest, aby działać szybko, aby uzyskać potwierdzenie odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie i uniknąć niepotrzebnych opóźnień. Biorąc pod uwagę napięcia polityczne, sprawy mogą toczyć się bardzo szybko – szybciej, niż sądy i władze mogą lub chcą pracować. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na mięso armatnie, nie tylko wymogi dotyczące poboru staną się mniej rygorystyczne, ale kryteria dotyczące odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie, zwłaszcza rachunek sumienia, staną się bardziej rygorystyczne, nie wspominając o możliwości – choć kontrowersyjnej prawnie – zawieszenia podstawowego prawa do odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie w przypadku wojny. Oczywiście, w razie potrzeby, każdy w wieku od 18 do 60 lat może zostać powołany do wojska, nawet ci, którzy zostali uznani za niezdolnych do służby.

Mniejsza liczba żołnierzy gotowych do walki mogłaby znacząco przyczynić się do pokojowego potencjału ojczyzny. Ale czy warto również osobiście odmówić udziału w wojennym szaleństwie? Posłuchajmy raz jeszcze niezłomnego Kayvana Soufi-Siavasha:

Jeśli musisz pracować dla państwa (w razie wojny), to rób to w szpitalu, bo i tak tam trafisz jako żołnierz; równie dobrze możesz tam pójść już teraz!” (8)

Dodam: Zwłaszcza jeśli nie chcesz wracać z frontu w trumnie czy worku na zwłoki.

===============================

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 3 lutego 2026 roku na stronie : apolut.net/stell-dir-vor-es-ist-krieg-von-friedrich-fellrocker

Źródła :

(1) https://www.apolut.net/der-kommentar-9-wenn-die-usa-auf-europas-aufmupfige-schauen-von-kayvan-soufi-siavash  ab Minute 13.55

(2) https://www.youtube.com/watch?v=7nptagSqJBs  besonders ab Minute 7.00

(3) Zitiert aus Wikipedia-Artikel „Kriegsdienstverweigerung in Deutschland“, „Kritik“

(4) Wer ein gutes Buch über Verantwortungsethik lesen möchte, dem sei „Das Prinzip Verantwortung“ von Hans Jonas empfohlen.

(5) Vgl. dazu den ehemaligen Seleskyj-Berater Oleksej Arestovich über die EU-Strategie: https://tkp.at/2026/01/02/ex-selenskyj-berater-das-ist-der-weitere-eu-kriegsplan/

(6) https://www.german-foreign-policy.com/news/detail/10241 der letzte Abschnitt „Die Front ist überall“

(7) https://verfassungsblog.de/kriegsdienstverweigerung-kriegsfall-bundesgerichtshof/  Das Urteil bezog sich wohl auf einen ukrainischen Bürger, weshalb ich die rechtliche Einschätzung der Autorin teile. Trotzdem könnte sich das BVG für ein abschließendes Urteil ggf. viel Zeit nehmen, sofern es ein Verfahren gegen dieses Urteil des BGH überhaupt zulassen würde. Mindestens bis dahin könnten sich andere Gerichte auf das Urteil des BGH beziehen.

(8) https://www.apolut.net/der-kommentar-9-wenn-die-usa-auf-europas-aufmupfige-schauen-von-kayvan-soufi-siavash / ab Minute 12.25

+++

Z pieniędzy polskiego podatnika do dzisiaj płaci się za zbrodnie III Rzeszy oraz ZSRS

Z pieniędzy polskiego podatnika do dzisiaj płaci się za zbrodnie III Rzeszy oraz ZSRS

Anna Wiejak

Wśród niemieckich firm wykorzystujących niewolniczą pracę przymusowych robotników znajdują się: Hugo Boss, Thyssen Krupp, Daimler-Benz, BMW, Volkswagen, Audi, Opel, Bayer, AGFA, Siemens, Dr. Oetker, Zeiss, Continental, Bosch, Maggi, BASF, IG Farben, Heinkel, Allianz.


tysol.pl/z-pieniedzy-polskiego-podatnika-do-dzisiaj-placi-sie-za-zbrodnie-iii-rzeszy-oraz-zsrs

„Czy wiecie Państwo, że z pieniędzy polskiego podatnika do dzisiaj płaci się za zbrodnie III Rzeszy oraz Związku Sowieckiego, a Niemcy zaprzestali wsparcia 30 września 2006 r.? Czy wiecie Państwo, że Niemcy do dzisiaj płacą byłym SS-mannom za służbę «dla Hitlera» co miesiąc nawet 1275 euro?” – zapytał na platformie X mec. Bartosz Lewandowski.

Polacy płacą za zbrodnie Niemców i Rosjan

To nie żart. Państwo polskie na mocy przepisów ustawy z dnia 31 maja 1996 roku o osobach deportowanych do pracy przymusowej oraz osadzonych w obozach pracy przez III Rzeszę i Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich wypłaca ofiarom II wojny światowej deportowanym do pracy przymusowej w Niemczech czy ZSRR albo osadzonych w obozach pracy przymusowej specjalne świadczenie finansowane z budżetu państwa (art. 6) – alarmował mec. Bartosz Lewandowski.

Jakie warunki trzeba spełnić?

Świadczenie może być przyznane – co wynika już z orzecznictwa sądowego – także dzieciom przymusowych robotników, którzy przyszły na świat w III Rzeszy czy ZSRR i jest przyznawane na mocy decyzji Szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Świadczenia nie można łączyć z inną formą pomocy z tytułu świadczenia kombatanckiego czy uzyskanego za tajne nauczanie. Wysokość świadczenia jest symboliczna i dzisiaj wynosi od 17,46 zł za miesiąc pracy do 348,22 zł za 20 miesięcy niewolniczej pracy

– wyjaśniał prawnik.

W jego ocenie „żenujące jest jednak to, że Niemcy zaprzestali zapłaty 30 września 2006 r., wypłacając żenująco niskie świadczenia pod wpływem nacisków przedsiębiorców niemieckich wobec, których inicjowano postępowania cywilne w Stanach Zjednoczonych”.

Świadczenia jednorazowe

Sami Niemcy chwalą się na oficjalnych stronach internetowych, że od 2001 r. rozpoczęli wypłatę świadczeń jednorazowych z Federalnej Fundacji 'Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość’. Fundacja – co bardzo ciekawe – powstała w wyniku nacisków niemieckiego sektora prywatnego w związku z pozwami, które były w Stanach Zjednoczonych kierowane wobec niemieckich spółek i ich następców prawnych, którzy czerpali korzyści z niewolniczej pracy obywateli państw okupowanych! Niemcy objęli programem 484 tys. osób wypłacając około 975 miliona Euro, co daje śmieszne około 2000 euro na każdego przymusowego robotnika, a zatem niewolnika w III Rzeszy pracującego na rzecz gospodarki hitlerowskich Niemiec. Na oficjalnych stronach internetowych można przeczytać, że 1/3 osób, która uzyskała świadczenia mieszkała do 2006 roku w Polsce (ok. 159 500 osób z szacowanych 3-3,5 miliona robotników), a co czwarte euro wypłacone przez Fundację trafiło do naszego kraju.

Niemcy wypłacają zbrodniarzom więcej niż ofiarom

Zdaniem mec. Bartosza Lewandowskiego „najbardziej obrzydliwe jest jednak to, że Niemcy dalej wypłacają świadczenia emerytalne członkom zbrodniczej formacji SS, które wynoszą od 425 do 1275 euro miesięcznie!”.

Na mocy prawa niemieckiego służba w SS umożliwia ubieganie się o tego typu świadczenie także przez obywateli innych krajów, którzy byli SS-mannami-ochotnikami. W 2019 roku głośno było o przypadku 30 byłych belgijskich esesmanów, którym Niemcy wypłacali co miesiąc (sic!) świadczenia równe połowie jednorazowego świadczenia dla robotników przymusowych

– wyliczył prawnik.

Firmy wykorzystujące niewolniczą pracę

Wśród niemieckich firm wykorzystujących niewolniczą pracę przymusowych robotników znajdują się: Hugo Boss, Thyssen Krupp, Daimler-Benz, BMW, Volkswagen, Audi, Opel, Bayer, AGFA, Siemens, Dr. Oetker, Zeiss, Continental, Bosch, Maggi, BASF, IG Farben, Heinkel, Allianz.

Do tego dochodzą ogromne tysiące niemieckich rolników, którzy skorzystali na niewolniczej pracy ponad 2 milionów polskich robotników przymusowych podczas II wojny światowej.

Według różnych danych w III Rzeszy pracowało łącznie od 13 do 26 mln przymusowych robotników z różnych krajów.

Niemcy w kryzysie. Gigant – Bosch – zwalnia 20 tys. pracowników

Niemcy w kryzysie. Gigant zwalnia 20 tys. pracowników

Niemiecki gigant przemysłowy Bosch potwierdza masowe zwolnienia po gwałtownym spadku zysków. W tle rosnące bezrobocie, kryzys motoryzacji i narastająca presja na rząd w Berlinie. Niemcy stają przed pytaniem o przyszłość swojej pozycji gospodarczej w Europie.

2026-02-01, polskieradio/niemcy-w-kryzysie-gigant-zwalnia-20-tys-pracownikow

Bosch potwierdza zwolnienia. „Zyski spadły niemal dwukrotnie”

Koncern Bosch oficjalnie potwierdził plan redukcji 20 tysięcy miejsc pracy na świecie. Decyzja zapadła po tym, jak zyski firmy w ubiegłym roku spadły niemal o 50 proc., co dobitnie pokazuje skalę problemów, z jakimi mierzy się niemiecki sektor przemysłowy. – Rzeczywistość gospodarcza znajduje także odzwierciedlenie w naszych wynikach – przyznał prezes Boscha Stefan Hartung. Jak dodał, rok 2026 będzie dla spółki „trudny, a w niektórych obszarach wręcz bolesny”. Bosch pozostaje jednym z kluczowych dostawców części dla branży motoryzacyjnej, która obecnie przeżywa głębokie załamanie.

Bezrobocie w Niemczech najwyższe od 12 lat

Problemy Boscha zbiegają się z niepokojącymi danymi makroekonomicznymi. Według oficjalnych statystyk opublikowanych w piątek, stopa bezrobocia w Niemczech wzrosła do 6,6 proc., osiągając najwyższy poziom od dwunastu lat. W styczniu liczba osób pozostających bez pracy przekroczyła trzy miliony. Dane te dodatkowo wzmacniają obawy o kondycję największej gospodarki Europy i podnoszą presję na decydentów politycznych w Berlinie.

Decyzja Boscha wpisuje się w szerszy kryzys niemieckiej motoryzacji – sektora, który przez dekady był filarem krajowej produkcji i eksportu. Branża od miesięcy notuje masowe redukcje zatrudnienia.

Z raportu EY wynika, że tylko w 2024 roku w Niemczech zlikwidowano ponad 50 tysięcy miejsc pracy w sektorze motoryzacyjnym. Spadające zamówienia, wysokie koszty energii oraz niepewność regulacyjna skutecznie hamują nowe inwestycje.

Presja polityczna i obawy o przyszłość konkurencyjności

Kryzys w motoryzacji stał się poważnym testem dla niemieckiego rządu oraz całej Unii Europejskiej. Branża, niegdyś uznawana za klejnot w koronie niemieckiej gospodarki, znajduje się pod silną presją wynikającą z polityki elektromobilności, wysokich cen energii oraz coraz agresywniejszej konkurencji ze strony producentów z Chin.

Eksperci ostrzegają, że wraz ze słabnięciem dostawców ryzyko przesuwa się z chwilowego spadku zysków w stronę trwałej utraty konkurencyjności. Rosnąca fala zwolnień i wstrzymywanie inwestycji sprawiają, że rząd kanclerza Friedricha Merza znajduje się pod rosnącą presją ze strony związków zawodowych i liderów przemysłu, by zrewidować niemiecką strategię przemysłową. W Niemczech – i coraz częściej w całej Europie – narastają wątpliwości, czy kraj zdoła utrzymać swoją pozycję jednej z kluczowych potęg gospodarczych świata.

Niemca należy bać się zawsze. Nawet jeśli jest się Niemcem.

Niemca należy bać się zawsze.

Ted Cruz


salon24.pl/niemca-nalezy-bac-sie-zawsze

Czy wiecie, że w niemieckim podręczniku do historii agresji na Polskę poświęcono całe 11 linijek? Czy wiecie, że według podręcznika ofiarami wojny są głównie Żydzi i Niemcy, ale generalnie to „obie strony dopuszczały się wielkich okropieństw”?

Ktoś spyta: „zaraz, zaraz, ale jak to Niemcy ofiarą Niemców?”.

Odpowiadam: otóż wychodzi ostatnio Merz na mównicę i rzuca gromy na Zielony Ład, na słabość Europy względem reszty świata, biurokrację i ideologizację Unii Europejskiej. Każdy normalny człowiek powie: „przecież wy nas wszystkich w to wpieprzyliście”. I to będzie u Niemców błąd logiczny! Winni mogą być wszyscy, ale nigdy Niemiec. Dlatego w podręcznikach historii w Niemczech Niemcy są przedstawiani nierzadko jako społeczeństwo zniewolone, zastraszone, uwikłane w system.

Wnioski są oczywiste. Niemca należy bać się zawsze. Nawet jeśli jest się Niemcem. Wtedy boisz się samego siebie, bo masz w sobie ten gen bezczelnej, aroganckiej, teutońskiej pewności siebie.

Czy wiecie, co pisze niemiecki podręcznik do historii o wojnie i reszcie narodów Europy? Polacy, Ukraińcy, Białorusini czy sowieccy cywile pojawiają się rzadko i tylko wtedy, gdy jest to konieczne.

Czy wiecie, jak w podręczniku z serii „Horizonte” wydawnictwa Westermann przeznaczony do nauczania historii w gimnazjach w dwóch landach – Berlinie i Brandenburgii, przedstawiany jest obraz Izraela, Francji i Polski? W przypadku Izraela klasyfikacja jest prosta – Żydzi i Holokaust, a później właściwie aktor konfliktu bliskowschodniego. Francja? Wzór, partner i przeciwnik, obiekt fascynacji i niechęci. A Polska? Myślicie, że przeczytacie o rozbiorach Rzeczypospolitej? O Powstaniu warszawskim i 6 milionach ofiar, zagrabieniu nam właściwie wszystkiego, od koron, dzieł sztuki, dzieci, aż po kostkę brukową? Nie. Nawet słowa.

Uczeń siódmej i ósmej klasy nie przeczyta o tym, że Prusy dokonały rozbioru Rzeczypospolitej. Widzi jedynie mapę „podbojów Fryderyka II” przedstawianego jako reformatora i modernizatora Prus. Ekspansja terytorialna, która kosztowała życie setek tysięcy ludzi, określana jest w podręcznikach jedynie jako „obecnie kontrowersyjna”, dlatego że naród polski i Polska w ogóle traktowana jest od 1000 lat tak samo – nas w ich optyce nie powinno i nie może być. Jesteśmy ich wstydem i dowodem na ich słabość. Dlatego tak chronicznie nas nienawidzą.

Powstaje więc pytanie. Kogo w takim razie wykształcą te podręczniki? W badaniach przeprowadzonych przez Uniwersytet w Bielefeldzie w 2023 roku wyłania się taki obraz młodzieży: 20 proc. młodych Niemców uważa, iż ich przodkowie byli ofiarami w trakcie drugiej wojny światowej, a 15 proc., że ich przodkowie pomagali ofiarom.

Jeżeli już zapytamy o te ofiary, to się okaże, że byli to przede wszystkim Żydzi (88 proc.), a następnie osoby chore i z niepełnosprawnościami (40 proc.), Romowie (31 proc.), homoseksualiści (24 proc.), osoby pochodzenia niearyjskiego (14 proc.), prześladowani politycznie (8 proc.), przeciwnicy reżimu (7 proc.), specyficzne grupy narodowościowe (3 proc.). Polacy? A skąd. Jaka to ofiara, jak przecież od początku nie powinno ich być? Polak to wróg z zerową opcją litości.

Dziękuję pani Annie Kwiatkowskiej za książkę „W służbie przyszłości. Polityka historyczna zjednoczonych Niemiec”. Bardzo dobry, otwierający oczy zbiór tekstów.

A do Polaków, którzy wybrali sobie na premiera pół-niemca z zamiłowania, mam tylko jedno do powiedzenia. Jeśli myśleliście, że Wasze posłuszeństwo wobec niemieckich gazet, portali i telewizji zostanie nagrodzone łagodnością, to tkwicie głęboko w błędzie. To w Niemczech jest odbierane jako słabość i przyspieszy Wasz koniec. Zero litości.

Niedobory gazu w Niemczech

Uniper ostrzega przed niedoborem gazu:

Bezpieczeństwo dostaw nie jest gwarantowane

apolut.net/uniper-warnt-vor-gasknappheit-versorgungssicherheit-nicht-garantiert

Państwowa spółka energetyczna Uniper wydała alarm: Bezpieczeństwo dostaw gazu ziemnego w Niemczech nie jest obecnie gwarantowane. Magazyny gazu w całym kraju są zapełnione zaledwie w 37 procentach, wiele z nich poniżej krytycznego poziomu 20 procent.

Uniper oświadczył, że dostawy są obecnie gwarantowane, ale wkrótce może nastąpić reglamentacja. Gaz może zacząć brakować już w lutym, ceny mogą gwałtownie wzrosnąć, a przemysł może zostać zamknięty – priorytet mają gospodarstwa domowe i szpitale.

Firma, w 99 procentach należąca do państwa, domaga się od rządu federalnego stabilnych warunków ramowych i zachęt rynkowych do napełniania magazynów. Obecne przepisy sprawiają, że magazynowanie jest nieopłacalne.

Szef Federalnej Agencji Sieciowej, Klaus Müller, wydał sprzeczne oświadczenie w połowie stycznia: sytuacja była stabilna, a niskie temperatury nie stanowiły problemu.

=================================

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 26 stycznia 2026 roku na stronie: apolut.net/uniper-warnt-vor-gasknappheit-versorgungssicherheit-nicht-garantiert

Ostatni niemiecki Blitzkrieg

Ostatni niemiecki Blitzkrieg

Lewicki konserwatyzm.pl/ostatni-niemiecki-blitzkrieg

Blitzkrieg to termin z dziedziny historii wojen i oznacza, w języku niemieckim, wojnę błyskawiczną, co odnosi się do metody prowadzenia działań militarnych, których skutkiem ma być szybkie przełamanie frontu i doprowadzenie do zwycięskiego rozstrzygnięcia całej wojny. Pomysł ten wywodzi się z niemieckiego sztabu generalnego i był wielokrotnie zastosowany przez armię Hitlera na początku drugiej wojny światowej. Potem wychodziło im to coraz gorzej i po przegranej wojnie wyglądało na to, że Niemcy przestały się bawić w Blitzkrieg, gdyż stały się mocarstwem moralnym, zajętym bardziej operacjami humanitarnymi, sprowadzaniem i dystrybucją migrantów, ratowaniem planety oraz podobnymi sprawami.
Tymczasem jednak ostatnie wydarzenia pokazują, że Niemcy nie mogą się całkowicie uwolnić od tego czym skorupka wcześniej nasiąkła, chociaż bardziej wygląda to na parodię niż kontynuację wcześniejszych praktyk. Tak właśnie, jako parodię, czy bardziej jeszcze jako bóle fantomowe po dawno temu utraconej potędze,  należałoby ocenić ich ostatnią operację związaną z wysłaniem żołnierzy na Grenlandię. Chcąc zamanifestować swoje zdecydowanie, wolę działania i przyjęcie odpowiedzialności za europejską politykę, Niemcy pospiesznie wysłały na Grenlandię aż piętnastu żołnierzy ze specjalnej jednostki KSK Kommando Spezialkräfte. Ta nikła liczba to była i tak prawie połowa tego, co wysłały inne państwa, które chciały zademonstrować poparcie dla Danii w jej sporze ze Stanami Zjednoczonymi odnośnie przyszłości Grenlandii, gdyż cały ten mikroskopijny „kontyngent” składał się z około 30 żołnierzy.
Co do niemieckiego komponentu, czyli wspomnianej KSK Kommando Spezialkräfte, to warto przypomnieć, że w roku 2020  rozformowano jedną z czterech kompanii tworzących tę jednostkę, a to w związku z oskarżeniami o ekstremizm, udział w spisku i posługiwanie się nazistowskimi symbolami, w tym Hitlergruß. Jak na zbrojne ramię mające chronić niemiecką  „dojrzałą demokrację” i „moralne mocarstwo”, to nie wyglądało dobrze.

Tym niemniej, w związku z Grenlandią, można zaobserwować w Niemczech duże wzmożenie i dość powszechną akceptację do zaangażowania militarnego w tę sprawę, co wydaje się tym  dziwniejsze, że wcześniej sondaże wskazywały na bardzo dużą wstrzemięźliwość Niemców w kwestii angażowania się w pomoc dla państw zagrożonych agresją ze Wschodu, a nawet jeśli chodzi o  chęć obrony własnego państwa, czyli Niemiec. Sondaż przeprowadzony krótko po tym jak rozpoczął się kryzys na Ukrainie wskazywał, że aż 57 proc. Niemców  twierdziło, że nie zgodziłoby się na wysłanie niemieckich żołnierzy na pomoc Polsce czy państwom bałtyckim w razie agresji ze strony Federacji Rosyjskiej, a tylko 31 proc. poparłoby udzielenie takiej pomocy. Inny sondaż, z sierpnia ubiegłego roku, pokazał, że tylko około 16-17% Niemców zadeklarowało, że „zdecydowanie” byłoby gotowych bronić swojego kraju z bronią w ręku. Stąd jawi się obraz niemieckiego społeczeństwa jako głęboko niechętnego wszelkiemu militarnemu zaangażowaniu, szczególnie gdyby to dotyczyło starcia z siłami Rosji.
Teraz jednak, w obliczu narastającego kryzysu wokół Grenlandii, można zaobserwować jakby całkiem inny obraz niemieckich emocji, tym razem nakierowanych w stronę USA. Jak wynika z nowego sondażu Instytutu Forsa dla magazynu „Stern” aż 62 proc. Niemców opowiada się za militarnym wsparciem Danii przez Niemcy w przypadku zajęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone, a tylko 32 proc wypowiedziało się przeciwko takim działaniom. Jak widzimy jest to całkowite odwrócenie deklarowanej reakcji w stosunku do ewentualnej agresji Rosji.

Bezstronny  obserwator musi sobie wobec tego zadać pytanie: kogo, w takim razie, Niemcy uważają za swojego głównego wroga? Patrząc na to co pokazują te sondaże, można odnieść wrażenie, że to USA są uważane za głównego wroga Niemiec, z którym, na dodatek, większość Niemców chce się konfrontować militarnie, choćby nawet na Grenlandii.
Takie podejście większości Niemców łatwo daje się wytłumaczyć jako odległy resentyment po dwóch przegranych przez Niemcy wojnach światowych, o których wyniku zadecydowało właśnie zaangażowanie USA. Także niemieckie nazistowskie elity miały takie samo podejście i jak wynika chociażby z dzienników Josepha Goebbelsa, do samego końca wojny karmił się on złudzeniami o możliwości zawarcia separatystycznego pokoju ze Stalinem, zaś za głównego wroga uważał USA.
Tymczasem jednak rzeczywistość boleśnie zweryfikowała niemieckie sny o przeciwstawianiu się USA na Grenlandii. Zaraz po tym jak  Niemcy wysłały tych swoich kilkunastu żołnierzy na Grenlandię, Donald Trump nieoczekiwanie zareagował i ogłosił, że państwa które w ten sposób się zaangażowały na Grenlandii zostaną od lutego objęte dodatkowymi cłami w wysokości 10 proc, która to stawka od czerwca zwiększy się do 25 proc. Trudno nie uważać  tej decyzji Trumpa za przyczynę tego co stało się potem, a mianowicie pospiesznego wycofania, po 44 godzinach pobytu, tej grupy niemieckich żołnierzy z Grenlandii. Wygląda na to, że Niemcy przebudziły się z króciutkiego snu o własnej potędze i wróciły do rzeczywistości. I tak to zakończył się ostatni niemiecki Blitzkrieg.

Stanisław Lewicki

Röper: Dziwny flirt Niemcy – UE – Rosja. Cz.II.

Część druga: Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że Putin miał rację

Thomas Röper anti-spiegel.ru/europa-beginnt-zu-begreifen-dass-putin-recht-hatte

W 2023 roku, na spotkaniu Klubu Wałdajskiego Władimir Putin powiedział: „Kryzys na Ukrainie nie jest konfliktem terytorialnym, chcę to podkreślić. Rosja jest największym krajem na świecie, największym pod względem powierzchni. Nie jesteśmy zainteresowani podbojem kolejnych terytoriów. Wciąż mamy długą drogę do przebycia w rozwoju Syberii, Syberii Wschodniej i Dalekiego Wschodu. Nie jest to konflikt terytorialny ani nie chodzi o ustanowienie regionalnej równowagi geopolitycznej. Pytanie jest znacznie szersze i bardziej fundamentalne: chodzi o zasady, na których będzie opierał się nowy porządek świata”.

Robert Fico

Stanowisko Rosji w tej sprawie pozostaje niezmienne od lat. I właśnie na tej podstawie prezydent FR początkowo prowadził negocjacje z wysłannikiem Trumpa, na czele ze Stevem Witkoffem. W rezultacie Trump, w pełni świadomy zasadności takiego podejścia, przedstawił inicjatywę pokojową na Alasce, zgodnie z którą Rosja zachowałaby kontrolę nad Donbasem. Putin zgodził się na przyjęcie tego jako podstawy negocjacji. W Europie zaczyna się już dostrzegać nieodwracalność i zasadność tej sytuacji.

Robert Fico, na przykład, powiedział: „Czy Rosjanie opuszczą Donbas? Nigdy. Wręcz przeciwnie, to tylko kwestia czasu, zanim pozostałe terytorium znajdzie się pod ich kontrolą. Nie ma potrzeby rozmawiać o Ługańsku; jest on całkowicie pod kontrolą Rosji. Krym? To przesądzone. I oczywiście mówimy o jakiejś linii frontu w innych obszarach”.

Putin konsekwentnie podkreślał, że ten konflikt z Zachodem nie dotyczy Ukrainy, ale zasad nowego porządku świata. Ta pozornie oczywista idea nie zyskała jeszcze poparcia większości w Europie, ale jest tak przekonująca, że nie można jej po prostu zignorować. Ma ona silnych zwolenników w Europie, takich jak Viktor Orbán, który powiedział: „Zamiast żywić iluzje o zwycięstwie na froncie, musimy usiąść do stołu negocjacyjnego, wysłać delegację do Rosjan i powiedzieć: Proponujemy negocjacje między UE a Rosją. Tak, wojna na Ukrainie będzie ich ważną częścią, ale nie jedyną ani najważniejszą. Musimy wypracować długoterminowe porozumienie z Rosjanami w sprawie nowego europejskiego systemu bezpieczeństwa. Znajdujemy się w trudnej sytuacji, ponieważ w istocie żyjemy w cieniu wojny światowej. Musimy położyć temu kres i ustanowić równowagę sił poprzez porozumienie, które przyniesie pokój Europie”.

Europa bardzo ucierpiała z powodu samobójczych sankcji. Słowacki premier Fico dzieli się poufnymi informacjami i uważa, że kraje europejskie masowo zwrócą się do Rosji, aby poprawić swoją sytuację: Fico: „Nie bądźmy naiwni! Gdy tylko wojna się skończy, wszystkie kraje zachodnie tam pobiegną. Nigdy w życiu nie widzieliście tyle hipokryzji, co zobaczycie. Apelowałem o wznowienie stosunków i będę to nadal czynił. Poproszę ministra spraw zagranicznych o jak najszybsze wznowienie posiedzeń komisji ds. współpracy gospodarczej między krajami”.

Nawet niektórzy zagraniczni agenci, którzy bezmyślnie uciekli z ojczyzny, przyczyniają się do uświadomienia sobie, że Rosja miała rację. Teraz, gdy zostali odcięci od amerykańskiego finansowania po zamknięciu USAID, rzeczywistość staje się dla nich coraz bardziej oczywista. Jak powiedziała Julia Łatynina, agentka zagraniczna: „Zawsze się śmiałam, kiedy mówiono nam, że za tym wszystkim stoi Ameryka. Ale słucham nagrania Nuland z 2014 roku, gdzie mówi o tym, kogo chce mianować przywódcą Ukrainy, i czuję, że zostaliśmy całkowicie oszukani. I to nie tylko od 2014 roku, ale znacznie wcześniej. Uświadamiam sobie, że cały obraz, z którym tak radośnie weszliśmy w 2022 rok, został namalowany fałszywymi kolorami na poszarpanym płótnie. I że wiele twierdzeń Putina było znacznie bliższych rzeczywistości. I uświadamiam sobie, że zostałam okłamana”.

Prawie objawienie. Tego procesu nie da się zatrzymać również w Europie. Kolejne oświadczenie słowackiego premiera Ficy. Można by pomyśleć: kto to jest? Ale to samo mówi się w UE, przez ludzi, którzy popierają UE z miłości, i nie ma kontrargumentu dla tez Ficy. Musimy po prostu przestać żyć w nienawiści. Robert Fico ujął to tak: „Jeśli UE się w końcu nie obudzi, nie będzie w stanie zareagować na nic. Pamiętajmy, że jedyne, co UE może zrobić, to nienawidzić Rosjan. Niestety, UE nie ma nic innego do zaoferowania: konkurencyjność maleje, nie możemy dojść do porozumienia w sprawie wspólnej obrony, a wszyscy patrzą tylko na USA”.

Prezydent Francji Emmanuel Macron lubi prowokować opinię publiczną. Działa we własnym interesie, ale podążając za nowym trendem, jest gotów zwrócić się do Putina: „Myślę, że warto będzie ponownie porozmawiać z Władimirem Putinem”. 

Włoska premier Giorgia Meloni zgodziła się: „Uważam, że Macron ma rację: czas, aby Europa rozpoczęła dialog z Rosją”.

Viktor Orban

Krótko mówiąc: obecna faza jest taka, że świadomość racji Putina staje się coraz bardziej oczywista, choć powoli, i zaczyna rezonować ze społeczeństwem. To fenomen. Mimo że chcą wyznaczyć negocjatora do rozmów z Kremlem, Europa jeszcze nie jest gotowa. Rozważają różnych kandydatów, ale obciążanie się tymi nazwiskami nie ma sensu.

Z braku alternatyw, wspomniano nawet o prezydencie Finlandii Aleksandrze Stubbie, w stylu: „On gra w golfa z Trumpem”. Jakby Putin przewidział temat, zażartował w październiku w Klubie Wałdaj: „Pan Stubb, mówi Donald, gra w dobrego golfa. To dobrze. Ale to nie wystarczy. Nie chcę powiedzieć nic negatywnego; sam lubię sport. Ale to nie wystarczy. Gdzie w tym przyszłość?”

Nie chodzi tu o Aleksandra Stubba osobiście. Problem Europy polega na tym, że obecny proces wyboru negocjatora z Rosją nie definiuje ani kryteriów, jakie musi spełnić kandydat, ani podejścia, jakie powinien przyjąć w negocjacjach z Rosją. Ale poza tym wszystko jest w porządku. Jesteśmy obecnie świadkami bardzo pozytywnego zjawiska, jakim jest uświadomienie sobie, że Putin miał i ma rację w swoim podejściu do bezpieczeństwa europejskiego. To nie jest błahostka; lody zaczynają pękać.

anti-spiegel.ru/europa-beginnt-zu-begreifen-dass-putin-recht-hatte

Napisał: Thomas Röper

** * * * * *

ZB: A czy politycy III RP są przygotowani na nowe rozdanie. Czy dalej chcą wdeptywać Putina w ziemię (Szymon Hołownia)? Albo wyrażają przekonanie, że ‚Putin nie rozumie języka pokoju, trzeba więc wysłać rakiety na Ukrainę’ (Radosław Sikorski). A więc nie są przygotowani. Na spotkaniu z Korpusem Dyplomatycznym (15 stycznia br.) mówi prezydent RP Karol Nawrocki: „Jednym z celów Rosji poza prześladowaniem własnych obywateli jest ekspansja terytorialna, masowe mordy i ataki na cele cywilne, w tym na szpitale i na szkoły.Rosyjski imperializm nie jest zatem żadną anomalią ani wyłącznie tym, co nazywamy putinizmem. Niestety, musimy sobie zdawać z tego na całym świecie sprawę, że ten imperializm nie zniknie wraz z obecnym gospodarzem na Kremlu”.

W końcu przyjdzie czas pokoju, należałoby uderzyć się we własne piersi, nie gadać już bzdur i podjąć w odpowiednim momencie rozmowy z Rosją. Czy są u nas tacy politycy?

Opracował: Zygmunt Białas

„Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że Putin miał rację” – Cz.I.

Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że Putin miał rację – część I.

Napisał: Thomas Röper anti-spiegel.ru/uropa-beginnt-zu-begreifen-dass-putin-recht-hatte

[Röper to rosyjski propagandysta, pisuje po niemiecku. Ciekawie. md]

———————————————————–

Nagle ton w UE wobec Rosji ulega zmianie, a apele o bezpośredni dialog z Rosją stają się coraz głośniejsze. Nawet kanclerz Friedrich Merz zmienił swoją retorykę. Wydaje się, że budzi to nadmierny optymizm w rosyjskiej telewizji.

Wyjaśniłem już, co moim zdaniem stoi za nowym tonem, jaki kanclerz Merz przyjął w zeszłym tygodniu wobec Rosji, kiedy nagle nazwał Rosję ‚krajem europejskim’, z którym trzeba osiągnąć ‚kompromis’. Było to więcej niż zaskakujące, ponieważ ten sam Fritz Merz oświadczył w oświadczeniu rządowym w Bundestagu 17 grudnia, niecały miesiąc wcześniej, że bardziej dyplomatyczne działania niż pozorowane wówczas negocjacje w Berlinie w sprawie Ukrainy są niemożliwe.

W moim artykule o niedawnym oświadczeniu Merza donosiłem, że Merz po prostu podąża za trendem, który najwyraźniej zakorzenił się w UE: apelem o bezpośrednie negocjacje z Rosją. Niemieckie media praktycznie to zignorowały, ale najwyraźniej w Brukseli trwają już dyskusje na temat powołania specjalnego przedstawiciela UE do rozmów z Rosją.

W przeciwieństwie do mediów niemieckich, media rosyjskie bardzo uważnie śledziły wydarzenia ostatnich dni w UE i były one tematem komentarza w cotygodniowym przeglądzie wiadomości w rosyjskiej telewizji w niedzielny wieczór. Zamieszczam ten komentarz, choć uważam, że jego ton jest przesadnie euforyczny i optymistyczny:

Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że Putin miał rację.

Są wydarzenia i są zjawiska. Wydarzenia są wyjątkowe zdarzenia i one zazwyczaj trafiają do wiadomości. Programy informacyjne wszędzie naturalnie interesują się wydarzeniami: czymś tragicznym, czymś nieoczekiwanym, a także czymś dobrym i długo oczekiwanym. Ale są też wydarzenia zaplanowane, równie ważne dla programów informacyjnych.

Rzadziej jednak w wiadomościach pojawiają się zjawiska. Jakoś nie było pojedynczego wydarzenia, nic szczególnie godnego uwagi się nie działo, a jednak nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że coś się zmieniło. Powoli to narastało, a potem nagle… bum!

Tak to teraz wygląda. Zjawiskiem, na które chcemy zwrócić uwagę, jest uświadomienie sobie, że Rosja miała rację. Prezydent Rosji Władimir Putin od lat walczy o to uznanie, wielokrotnie je deklarując, czasem z sympatią, czasem w inny sposób. Dziś przyjrzymy się oznakom tego nowego zrozumienia, które narasta na Zachodzie.

Na przykład, co powiecie na fakt, że kanclerz Niemiec już ogłosił Rosję Europą? To coś nowego, prawda? – Ale Merz powiedział: „Rosja jest krajem europejskim. Jeśli uda nam się znaleźć sposób na długoterminowe pojednanie z Rosją, jeśli zapanuje pokój, jeśli zostanie zagwarantowana wolność, jeśli uda nam się to wszystko, to Unia Europejska, a także my w Republice Federalnej Niemiec, zdamy kolejny test i będziemy mogli patrzeć w przyszłość z wielką ufnością, wykraczającą poza rok 2026. Życzę nam tego wszystkim. Jestem pewien, że nam się uda”.

Friedrich Merz jest tu znakomity. „Długofalowe pojednanie z Rosją”  oznacza wolność narodów do życia we własnej kulturze bez ucisku. Właśnie tego Rosja broni od dziesięcioleci. Dla Merza i Niemiec to test, ale jest on gotów nalegać, by UE go zdała, co ostatecznie da ‚zaufanie’  na przyszłość.

Putin niezliczoną ilość razy mówił o pojednaniu i wolności. Począwszy od jego przemówienia w Bundestagu w 2001 roku, przez Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa w 2007 roku, aż po teraz, dokładniej, pięć lat temu, latem 2021 roku, w odniesieniu do działań nazistów wobec Rosjan na Ukrainie w ogóle, a zwłaszcza w Donbasie: „Chodzi o wymuszoną zmianę tożsamości. A najbardziej obrzydliwe jest to, że Rosjanie na Ukrainie są nie tylko zmuszani do wypierania się swoich korzeni i przodków przez pokolenia, ale także do przekonania, że Rosja jest ich wrogiem. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że proces wymuszonej asymilacji, tworzenia czystego etnicznie, agresywnie antyrosyjskiego państwa ukraińskiego, jest porównywalny z użyciem przeciwko nam broni masowego rażenia. W wyniku tak brutalnego, sztucznego rozdzielenia Rosjan i Ukraińców, populacja rosyjska może skurczyć się o setki tysięcy, jeśli nie miliony”.

W rezultacie Rosja nie miała innego wyjścia, jak tylko działać. I tak, tego doniosłego dnia, 24 lutego 2022 roku, Putin zwrócił się do narodu w telewizyjnym przemówieniu, wyjaśniając powody rozpoczęcia operacji wojskowej: „Nie można patrzeć na to, co się tam dzieje, bez współczucia. Po prostu nie dało się tego wszystkiego tolerować. Trzeba było położyć kres temu koszmarowi, temu ludobójstwu milionów ludzi, którzy tam mieszkają, i jak najszybciej pokładać nadzieję wyłącznie w Rosji, wyłącznie w nas”.

A skoro już o tym mowa, to oceny Tuckera Carlsona, prawdopodobnie najpopularniejszego amerykańskiego dziennikarza, mówią same za siebie: „Trzeba po prostu otwarcie powiedzieć: ‚Bierzemy Wenezuelę, bo denerwuje nas, że sprzedają naszą ropę Chińczykom, naszym rywalom. Gdy tylko to powiesz – a uczciwość jest dobra – od razu staje się bardzo trudno dalej twierdzić, że Rosja rzekomo nie jest zainteresowana tym, co dzieje się na wschodzie Ukrainy. Trudno krytykować Putina za wkroczenie na Ukrainę. To mocarstwo, które jest bezpośrednio zagrożone na swoich granicach i broni się. Jak to możliwe, żeby mocarstwo takie jak Rosja broniło się? Zgodnie z zasadami, którymi kierujemy się dzisiaj, nie jest to wcale złe”.

Tucker Carlson mówi o prawie mocarstwa do samoobrony. Ale istnieje również różnica między motywami Ameryki a Rosji. W 2023 roku, na spotkaniu Klubu Wałdajskiego, Putin powiedział: „Kryzys na Ukrainie nie jest konfliktem terytorialnym, chcę to podkreślić. Rosja jest największym krajem na świecie, największym pod względem powierzchni. Nie jesteśmy zainteresowani podbojem kolejnych terytoriów. Wciąż mamy długą drogę do przebycia w rozwoju Syberii, Syberii Wschodniej i Dalekiego Wschodu. Nie jest to konflikt terytorialny ani nie chodzi o ustanowienie regionalnej równowagi geopolitycznej. Pytanie jest znacznie szersze i bardziej fundamentalne: chodzi o zasady, na których będzie opierał się nowy porządek świata”.

anti-spiegel.ru/uropa-beginnt-zu-begreifen-dass-putin-recht-hatte

Napisał: Thomas Röper Opracował: Zygmunt Białas

Cła w USA to koniec niemieckiej gospodarki

Koniec niemieckiej gospodarki

Claudia Töpper apolut.net/das-ende-fur-deutschlands-wirtschaft

Cła w USA to koniec niemieckiej gospodarki

Komentarz Claudii Töpper.

Niemcy znajdują się w opłakanym stanie. Nie tylko politycznym i społecznym, ale także gospodarczym. Od dziesięcioleci Niemcy są nie tylko poważnie zadłużone, ale teraz oficjalnie bankrutują. Kraje związkowe Saksonia-Anhalt i Saksonia jako pierwsze publicznie przyznały się do tego w ostatnich tygodniach i wkrótce w ich ślady pójdzie pozostałych 14 krajów związkowych. Stuttgart, stolica Badenii-Wirtembergii i jeden z najważniejszych ośrodków niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego, z fabrykami Porsche, Daimlera i Mercedesa-Benz, również ogłosił, że stoi na skraju bankructwa. (1)

13 listopada 2025 roku premier Saksonii-Anhalt, Reiner Haselhoff z CDU, wystąpił na żywo w programie „Maybrit Illner” niemieckiej telewizji ZDF pod tytułem: „Czarno-czerwoni: Brak ożywienia, brak zaufania – kryzys dla czarno-czerwonych?” (w Niemczech przyjęło się, żę każda partia ma przypisany kolor, czarny oznacza CDU czyli chrześcijańską demokrację, a czerwony SPD czyli socjaldemokratów – przyp. tłum.), aby przyznać, że „jesteśmy w zasadzie bankrutami”. (2) Nie jest jasne, czy miał na myśli tylko swój kraj związkowy, czy też ujawnił prawdę o całych Niemczech. Dokładnie dwa miesiące później, 13 stycznia 2026 roku, przedwcześnie ogłosił swoją rezygnację z dniem 27 stycznia 2026 roku. (3) Jego następca miał zostać wybrany w parlamencie krajowym następnego dnia. Jednak już wtedy mówiono, że jego następcą będzie Sven Schulze. (4) Podobnie, 6 stycznia 2026 roku kraj związkowy Saksonia również ogłosił bankructwo. (5)

Niemiecki przemysł motoryzacyjny od co najmniej roku znajduje się w opłakanym stanie. W 2025 roku kilka zakładów musiało zawiesić produkcję z powodu niskiej liczby zamówień. Dotknęło to zakłady VW w Zwickau, Emden i Osnabrück, a także zakład Opla Stellantisa w Eisenach. (6) Wstrzymanie produkcji w Oplu dotknęło również zakłady we Francji, Polsce i Hiszpanii. (7)

Aby zredukować zatrudnienie, firmy takie jak VW i Mercedes-Benz zaoferowały pracownikom wcześniejsze emerytury w wysokości 500 000 euro. (8) Jednocześnie pracownicy byli zapewniani w firmie, że niemiecka gospodarka powróci do rentowności do 2026 roku, ponieważ przemysł motoryzacyjny otrzymał polecenie produkcji broni zamiast samochodów. Należy jednak jasno powiedzieć, że po pierwsze, nie jest to rozwiązanie, z którego można być dumnym, a po drugie, jedynie na jakiś czas odsunie ono w czasie widmo niewypłacalności. (9)

Zakupy samochodów elektrycznych gwałtownie spadły, a wszyscy w branży motoryzacyjnej wiedzą, że Niemcy lata temu zostały w tyle za Chińczykami i Japończykami pod względem jakości i innowacyjności, do tego stopnia, że ​​nasz postęp już za nimi nie nadąża. (10) Wydaje się to być powszechną wiedzą w Niemczech, nawet jeśli nie jest oficjalnie uznawane.

Do tego dochodzą wygórowane ceny energii, które Niemcy zawdzięczają poprzedniej i obecnej koalicji rządowej. (11) Ponadto nadmierne regulacje i akty administracyjne niszczą wszelkie nowe, innowacyjne pomysły w Niemczech. Niemcy realizują plan samozniszczenia na wszystkich poziomach, ponieważ coraz więcej firm w Niemczech ogłasza bankructwo. (12) Na przykład, po 24 latach, 16 grudnia 2025 r. VW ostatecznie zaprzestał produkcji samochodów w Transparent Factory w Dreźnie. (13)

Konsekwencje amerykańskich ceł dla Niemiec

W ubiegłą sobotę, 17 stycznia 2026 r., prezydent USA Donald J. Trump ogłosił na portalu TruthSocial, że od 1 lutego 2026 r. nałoży cła karne w wysokości 10% na wszystkie kraje europejskie, które wspierają Grenlandię, do czasu uzyskania zgody na jej zakup. Jeśli to okaże się niewystarczające, cła zostaną podwyższone do 25% od 1 czerwca 2026 r. (14) Te cła karne dotyczą również Niemiec. Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Motoryzacyjnego (VDA) już bije na alarm. (15) Prezes VDA, Hildegard Müller, stwierdziła:

Koszty tych dodatkowych ceł byłyby ogromne dla niemieckiego i europejskiego przemysłu – w i tak już trudnych czasach. […] Mądra, strategiczna reakcja, skoordynowana z krajami dotkniętymi kryzysem [jest teraz kluczowa]. Pochopne działania doprowadzą do eskalacji i potencjalnej spirali, która przyniesie same straty”. (16)

Przewodniczący Niemieckiego Związku Handlu Hurtowego, Zagranicznego i Usług (BGA), Antonin Finkelnburg, również krytycznie ocenia sytuację gospodarczą w Niemczech. Wyjaśnił:

Możemy już wyciągnąć wnioski z ubiegłego roku i początkowych ceł: wolumen handlu z USA spadł o 7,8% do listopada 2025 r. To znaczące. To jeszcze nie są ostateczne liczby, ale już teraz wiadomo – mamy do czynienia z ogromnym spadkiem. Nowe cła jeszcze bardziej pogorszą sytuację”. (17)

Jednocześnie jednak podkreśla:

UE musi zająć stanowcze stanowisko w tej sprawie. Wolność, demokracja i praworządność Grenlandii są zagrożone”. (18)

W 2025 roku Stany Zjednoczone były krajem, do którego Niemcy eksportowały najwięcej towarów. To sprawia, że ​​Niemcy są krajem najbardziej dotkniętym tymi cłami, ponieważ eksportują do USA towary o wartości około 163–170 miliardów dolarów rocznie. (19) Wśród towarów, które USA kupują od Niemiec, znajdują się nie tylko produkty motoryzacyjne, ale także dostawy uzbrojenia. Na przykład BMW, VW, Porsche, Audi i Mercedes-Benz dostarczają do USA samochody i komponenty, takie jak silniki i skrzynie biegów, co czyni je największym towarem eksportowym Niemiec. (20) Oprócz maszyn przemysłowych, Niemcy sprzedają USA również broń i amunicję, taką jak bomby, rewolwery, granaty, pistolety i części do broni wojskowej. (21) Oprócz tych towarów eksportowych, zwiększone cła będą również dotyczyć produktów medycznych i komponentów lotniczych. (22)

Komentarz

10-procentowe cła nałożone przez USA to nie tylko dodatkowe obciążenie dla Niemiec. Oznaczają one koniec gospodarczy Niemiec. Uzależniając się niemal całkowicie gospodarczo od Stanów Zjednoczonych poprzez sankcje wobec Rosji i własną rezygnację z energii jądrowej, Niemcy w istocie podpisały własny wyrok śmierci. Jeśli cła nie zostaną odrzucone w rozmowach między Trumpem a UE na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) w Davos w Szwajcarii w tym tygodniu, prawdopodobnie będzie to ostateczny koniec Niemiec jako potęgi przemysłowej, a także koniec UE. (23) Ponieważ Chiny mają już traktaty z Grenlandią, do których obecnie roszczą sobie prawa Stany Zjednoczone, nie jest jeszcze jasne, czy UE faktycznie będzie musiała walczyć z USA sama. Obecnie jednak Chiny wydają się powstrzymywać. Jedno jest pewne: uzasadnienie Trumpa dla zakupu Grenlandii – rzekomo dlatego, że rosyjskie i chińskie statki zostały zauważone w pobliżu Grenlandii i stanowiły dla niej zagrożenie – zostało już ujawnione jako kłamstwo przez dyplomatów. (24)

Stały Przedstawiciel Rosji przy OBWE Dmitrij Polański udzielił wywiadu 13 stycznia 2026 r. W wywiadzie odniósł się do obecnych relacji między USA a Europą. Odnosząc się do obecnej sytuacji, wyjaśnił:

[…] Myślę, że połkną Grenlandię. Już po cichu się do tego przygotowują. Nawet Duńczycy, którzy wydają ponure ostrzeżenia, robią to. Europa dawno pogodziła się z podwójnymi standardami. I podwójne standardy będą obowiązywać także tutaj. Znajdą sposób, żeby wytłumaczyć ludziom, że nic poważnego się nie stało. Taka jest moja prognoza. W Europie bardzo trudno będzie odwrócić ten spadkowy trend, który sami wywołali swoimi nieprzemyślanymi działaniami. Nie chodzi tylko o USA, ale o strategiczną decyzję. Teraz, gdy zapadła decyzja o braku współpracy z Rosją pod żadnym pozorem – nawet w dziedzinie kultury i sportu – Europa straciła ten filar, a tym samym źródło siły. Musi znaleźć nowe źródło siły. […] W pewnych okolicznościach USA mogłyby być takim źródłem siły. Zasadniczo [USA] chcą czerpać zyski ze wszystkiego i wcale nie są zainteresowane wzmacnianiem Europy. Widać to w ich polityce gospodarczej, na przykład wobec Niemiec, których Trump, jak wiadomo, nie lubi. Chiny są nadal opcją, ale Chiny są dość daleko i w jakiś sposób droga Chin wiedzie przez Rosję, jakkolwiek na to nie patrzeć. […] (25)

Aby ukryć ogromne zadłużenie Niemiec i falę bankructw, wojna na Ukrainie jest konsekwentnie podtrzymywana przez Merkel, Scholza, Merza i całą UE, za wszelką cenę. Społeczeństwo pod żadnym pozorem nie może zdawać sobie sprawy z tego, jak źle radzi sobie niemiecka gospodarka. Plandemia związana z koronawirusem została wykorzystana nie tylko do eksperymentu psychologicznego, mającego na celu sprawdzenie, jak daleko można się posunąć, ale także do ukrycia faktu, że Niemcy w 2020 roku były już gospodarczo u kresu sił.

W ten sposób, poprzez koronawirusa i wojnę na Ukrainie, zaciągnięto tak wiele długów, aby wmówić ludziom, że sytuacja gospodarcza Niemiec jest fatalna tylko z powodu tych czynników, a nie z powodu złych decyzji niemieckich i europejskich polityków. Co więcej, mit, że cały ten dług trzeba spłacić, musi zostać obalony. Te kwoty dawno przestały przedstawiać jakąkolwiek realną wartość; Powstają one poprzez drukowanie pieniędzy na ślepo. W rzeczywistości od lat trwają prace nad nową walutą, e-euro. Najprawdopodobniej będzie to wiązać się z umorzeniem długu i po prostu wprowadzeniem nowej waluty. Jest to przedstawiane jako ratunek, ale w rzeczywistości będzie to koniec wolności i ostateczne otwarcie cyfrowego i fizycznego więzienia.

To jest prawdziwy plan, który za tym wszystkim stoi. Czy ludzie w Niemczech naprawdę wierzą, że cyfrowe prawo jazdy i cyfrowy dowód osobisty, w tym skanowanie odcisków palców, a także liczne kamery z rozpoznawaniem twarzy w supermarketach i miejscach publicznych, są rzeczywiście wprowadzane przez polityków w celu ochrony obywateli? Dlaczego więc Niemcy i świat nie stają się bezpieczniejsze, mimo że oficjalnie coraz więcej robi się dla bezpieczeństwa? Ponieważ nie służy to bezpieczeństwu obywateli, lecz raczej bezpieczeństwu rządu przed obywatelami, a także absolutnej kontroli i zniewoleniu. Każdy, kto sprzeciwi się rządowi lub nie podporządkuje się, zostanie pozbawiony dostępu do żywności, nie będzie mógł płacić czynszu z powodu zamrożenia kont i nie będzie mógł uciec z kraju, ponieważ wszystko podlega cyfrowemu nadzorowi.

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 20 stycznia 2026 roku na stronie : apolut.net/das-ende-fur-deutschlands-wirtschaft-von-claudia-topper

Źródła i Przypisy:

(1) https://www.welt.de/wirtschaft/article694281553e25dcaf036adcd3/gigantischer-einbruch-zahlungsfaehigkeit-ende-2025-unter-null-stuttgart-muss-bericht-ueber-haushaltslage-korrigieren.html; https://www.focus.de/finanzen/stuttgart-unter-0-eine-der-reichsten-deutschen-staedte-rutscht-in-die-pleite_9f20bbfa-1b3b-4ee1-b688-cc4126ee03a4.html; https://www.bild.de/politik/inland/zahlungsfaehigkeit-unter-null-stuttgart-kurz-vor-der-pleite-694256ea11416590a630da13

(2) https://www.zdf.de/video/talk/maybrit-illner-128/maybrit-illner-vom-13-november-2025-100

(3) https://www.freiepresse.de/nachrichten/sachsen/haseloff-will-am-27-januar-zuruecktreten-artikel14096950

(4) https://www.welt.de/newsticker/dpa_nt/infoline_nt/Politik__Inland_/article696647d61fdfcb5ac32fcb95/haseloff-will-am-27-januar-zuruecktreten.html; https://www.bild.de/politik/inland/magdeburgs-machtwechsel-um-mitternacht-tritt-haseloff-zurueck-696657bd0bbaff31d07df0b7

(5) https://www.dw.com/de/kommunen-gemeinden-deutschland-finanziell-am-abgrund-pleite-bundesregierung-haushalt-infrastruktur/a-75404372

(6) https://ev.com/news/volkswagen-pauses-ev-production-at-two-german-plants-amid-slower-demand; https://www.diesachsen.de/en/economy/vw-cuts-shifts-weak-demand-3058486; https://evertiq.com/news/2025-09-30-stellantis-pauses-car-production-across-europe-amid-weakening-demand

(7) https://evertiq.com/news/2025-09-30-stellantis-pauses-car-production-across-europe-amid-weakening-demand

(8) https://www.merkur.de/wirtschaft/mercedes-bis-zu-500-000-euro-abfindung-bei-freiwilliger-kuendigung-zr-93639629.html; https://www.hna.de/wirtschaft/vw-stellenabbau-internes-papier-bringt-ueberraschende-details-ans-licht-zr-93782442.html

(9) https://www.armyrecognition.com/focus-analysis-conflicts/army/defence-security-industry-technology/rheinmetall-could-shift-automotive-production-to-military-manufacturing-in-response-to-growing-defense-demand; https://defence-industry.eu/germany-considers-converting-automotive-factories-to-defence-production/; https://www.defensenews.com/global/europe/2025/03/10/defense-companies-jack-up-germanys-auto-industry-to-make-weapons-fast/

(10) https://ev.com/news/volkswagen-pauses-ev-production-at-two-german-plants-amid-slower-demand; https://www.ifo.de/en/facts/2025-02-05/automotive-industry-germany-concerned-about-competitiveness; https://www.bundesbank.de/en/tasks/topics/monthly-report-weakness-in-the-german-automotive-industry-continues-945866; https://www.aa.com.tr/en/europe/profits-fall-rivals-rise-german-auto-sector-faces-tough-road/3746146; https://www.aa.com.tr/en/europe/profits-fall-rivals-rise-german-auto-sector-faces-tough-road/3746146; https://www.reuters.com/business/autos-transportation/porsche-2025-deliveries-drop-10-weak-china-demand-eu-cybersecurity-rules-2026-01-16/; https://www.ft.com/content/6d96578e-4d24-4ea5-9f81-55a42de036c8

(11) https://www.dihk.de/en/german-economy/economy-in-the-wake-of-the-energy-price-crisis-85178; https://www.vda.de/en/press/press-releases/2023/231102_Medium-sized-Automotive-Companies_Red-Tape-and-high-Electricity-Prices-ongoing-Major-Challenges; https://cepr.org/voxeu/columns/recent-weakness-german-manufacturing-sector; https://newseu.cgtn.com/news/2025-02-21/Germany-s-auto-industry-slowdown-symbolizes-country-s-economic-slump-1B7ONMSZGg0/p.html

(12) https://www.fr.de/wirtschaft/rekord-insolvenzen-experte-warnt-vor-strukturellem-kollaps-der-deutschen-wirtschaft-94115584.html; https://www.meinbavaria.de/warning-signs-for-the-german-economy-as/; https://www.merkur.de/wirtschaft/rekordinsolvenzen-fuer-2026-erwartet-geht-nur-noch-ums-reine-ueberleben-zr-94114931.html

(13) https://aufgewacht-online.de/deindustrialisierung-vw-stellt-autoproduktion-in-dresden-ein/

(14) https://truthsocial.com/@realDonaldTrump/posts/115911344443637897

(15) https://de.rt.com/inland/267632-trumps-erneute-zoelle-als-oekonomische/

(16) https://de.finance.yahoo.com/nachrichten/deutsche-autobauer-schlagen-alarm-verband-140250570.html

(17) https://de.rt.com/inland/267632-trumps-erneute-zoelle-als-oekonomische/

(18) https://de.rt.com/inland/267632-trumps-erneute-zoelle-als-oekonomische/

(19) https://www.destatis.de/DE/Presse/Pressemitteilungen/2025/05/PD25_178_51.html; https://de.rt.com/inland/267632-trumps-erneute-zoelle-als-oekonomische/

(20) https://www.destatis.de/DE/Presse/Pressemitteilungen/2025/05/PD25_178_51.html

(21) https://tradingeconomics.com/germany/exports/united-states; https://tradingeconomics.com/germany/exports/united-states/arms-ammunition-parts-accessories

(22) https://tradingeconomics.com/germany/exports/united-states; https://www.dw.com/en/us-remains-by-far-the-top-market-for-german-exports/a-72237171

(23) https://www.weforum.org/meetings/world-economic-forum-annual-meeting-2026/

(24) https://kwsn.com/2026/01/11/nordics-reject-trumps-claim-of-chinese-and-russian-ships-around-greenland-ft-reports/; https://theprint.in/world/nordics-reject-trumps-claim-of-chinese-and-russian-ships-around-greenland-ft-reports/2824431/

(25) https://de.rt.com/international/video/267281-poljanski-entweder-europa-schmollt-weiter-oder-erkennt/#