Profesor Andrzej Kola. Sprawozdanie z prac archeologiczno-ekshumacyjnych w miejscu zagłady Żydów w Jedwabnem k/Łomży.

Krzysztof Wyszkowski @KWyszkowski

Mija ćwierć wieku od próby zbadania grobu Żydów zamordowanych w Jedwabnem. Skoro opinia publiczna nadal nie zna przebiegu tej pseudo-ekshumacji, dla umożliwienia wreszcie uczciwego upamiętnienia zbrodni, uznałem za potrzebne ujawnienie tego osobiście.

Dysponuję jednak tylko częścią materiału, więc w imię polskiej racji stanu (ocena św.p. prof. Koli), wzywam odpowiednie instytucje do pilnego upublicznienia całości Raportu.

Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu Instytut Archeologii i Etnologii

Andrzej Kola

Sprawozdanie z prac archeologiczno-ekshumacyjnych w miejscu zagłady Żydów w Jedwabnem k/Łomży

Prace archeologiczno-ekshumacyjne w Jedwabnem k/Łomży przeprowadziła ekspedycja archeologiczna Instytutu Archeologii i Etnologii UMK w Toruniu w okresie od 21.V. do http://4.VI.2001 r.

Celem prac ba­dawczych w zakresie archeologii było zbadanie wnętrza reliktów stodoły, w której zgodnie z dotychczasowymi relacjami, w ramach śledztwa prowadzonego zarówno w latach czterdzie­stych ubiegłego wieku, jak i wznowionego w roku ubiegłym, jest wiadomym, że w dniu 10.VII.1941 roku spalono bliżej nieokreśloną liczbę Żydów – mieszkańców Jedwabnego (obiegową, nie zweryfykowaną dotąd liczbę ofiar tej zagłady określa się na około 1600 osób).

Drugim zadaniem postawionym archeologii w ramach niniejszego zlecenia było dokładne zlo­kalizowanie w ramach wykopu badawczego zbiorowej mogiły ofiar tegoż mordu, która w świetle wspomnianych relacji świadków tych wydarzeń miała się znajdować tuż przy połu­dniowo-zachodniej ścianie spalonej stodoły. Po precyzyjnym zlokalizowaniu mogiły przewidy­wano eksplorację jej wnętrza aż do pojawienia się złożonych w niej szczątków, ich wyprepa­rowanie i podniesienie dla badań antropologicznych i badań w zakresie medycyny sądowej.

Pracami archeologiczno-ekshumacyjnymi kierował autor niniejszego opracowania /…/ Zadania te wyraźnie precyzują też cel ekshumacji, który miał być podporządkowany prowadzonemu śledztwu, jako „konieczność procesowa otworzenia mogiły zbiorowej, w której pochowano mieszkańców miejscowości Jedwabne, spalonych w dniu 10 lipca 1941 roku”.

Dodatkowym zadaniem po­stawionym ekspedycji archeologiczno-ekshumacyjnej w Jedwabnym było przeprowadzenie prac sondażowo-wiertniczych w dwóch domniemanych miejscach występowanie (wg. relacji niektórych świadków) dalszych zbiorowych mogił ofiar mordu z dnia 10.VII.1941 r. Miejsca te wskazano na przedłożonym ekspedycji planie. Znajdowały się one: na północ od spalonej sto­doły, tuż po przeciwnej stronie pobliskiej drogi polnej, oraz w południowej partii byłego cmentarza żydowskiego (obecnie cmentarzyska), tuż przy linii nieistniejącego ogrodzenia cmentarza.

Realizację postawionych ekspedycji badawczej zadań archeologiczno-ekshumacyjnych w Jedwabnem rozpoczęto od wytyczenia wykopu badawczego obejmującego swym zasięgiem zlokalizowane wstępnie już uprzednio miejsce reliktów spalonej stodoły i mogiły, gdzie po­chowano spalone w niej ofiary.

Należy zaznaczyć, iż w momencie podjęcia badań archeolo­gicznych powyższe obiekty archeologiczne na powierzchni terenu były zupełnie nieczytelne, tym bardziej, że usunięte w marcu tego roku (a więc przed podjęciem tu badań) upamiętnienie tego miejsca w postaci betonowego pomnika i ogrodzenia zostało usunięte, dodatkowo zacie­rając powierzchniową czytelność tych reliktów. /…/ Wstępną lokalizację miejsca stodoły i mogiły ustalono . Eksplorację nawarstwień kulturowych rozpoczęto w obrębie reliktów stodoły, prowadząc ją w ramach przypowierzchniowej warstwy mechanicznej o miąższości około 25 cm. Eksploracją objęto obszar długości 24 m w układzie WE, oraz o zmiennej szerokości od 7 m (zachodnia krawędź wykopu) do ca 13 m szerokości w rejonie mogiły zlokalizowanej przy stodole. Tak więc założony wykop badawczy obejmował swym zasięgiem zarówno relikty stodoły jak i mogiły. Z wcześniejszych badań sondażowych rozmiary tej mogiły w rzucie po­ziomym w jej partii przypowierzchniowej określono na ca 7,5 x 2,5 m. Dłuższą swą krawędzią mogiła ta przylegała prawie bezpośrednio do kamiennej ławy fundamentowej stodoły, zajmując mniej więcej przestrzeń odpowiadającą zachodniemu sąsiekowi stodoły. Zdjęcie z nad mogiły nadkładu ziemi o miąższości ca 30 cm ujawniło jej zarys w rzucie poziomym odpowiadający uprzednio (w ramach rekonesansu) stwierdzonym rozmiarom.

Jednocześnie ujawniono znisz­czenia krawędzi wkopu mogiły w części zachodniej i wschodniej (krawędzie krótsze) i w czę­ści północnej (krawędź dłuższa), które nastąpiły tu w wyniku osunięcia ścian. Stało to się za­pewne już w momencie grzebania ofiar. Za taką interpretacją zdarzeń przemawia zniszczenie w ramach osunięcia ściany północnej wkopu mogiły znajdującej się tuż przy mogile ławy funda­mentowej stodoły; pochodzące z ławy kamienie w części osunęły się do wykopanego dołu.

Już na tej głębokości (ca 30 cm) w obrębie mogiły, w jej partii północnej, zarysowały się na planie mocno wymieszane struktury ziemne zawierające przepaloną ziemię, liczne węgle drzewne i drobiny przepalonych szczątków kostnych, określonych przez antropologów jako spalone lub sprażone w wysokiej temperaturze kostne szczątki ludzkie. Dlatego też w obrębie mogiły za­niechano dalszej eksploracji.

Wynikało to z podjętej w międzyczasie decyzji Ministra Spra­wiedliwości RP Lecha Kaczyńskiego o wstrzymaniu prac ekshumacyjnych do momentu uzgodnień ze środowiskiem żydowskim (w osobie rabina Warszawy i Łodzi M. Schudricha) zasad ekshumacji.

Tymczasem kontynuowano eksplorację warstwy przypowierzchniowej w obrębie relik­tów stodoły. Po ukazaniu się na głębokości do 20-25 cm wierzchnich partii ławy fundamento­wej, dla jej odsłonięcia obszar eksploracji poszerzono, obejmując eksploracją również ławę. W odwiertach pod warstwą orną o miąższości ca 20-25 cm występowały naturalne układy nawarstwień zmieniającego się piasku. Mimo, iż odwierty realizowano do głębokości 100-120 cm, nie natrafiono w nich na ślady jakiegokolwiek wkopu antropogenicznego.

Już w trakcie prac badawczych, uczestniczący w nich prokurator R. Ignatiew, pozyskał nową relację o domniemanej mogile ze szczątkami ofiar wydarzeń z 10.VII.1941 r., której miejsce wskazano około 80 m na północ od stodoły. Jednak i tu sondaże wiertnicze nie potwierdziły prawdziwo­ści tej relacji. W oczekiwaniu na decyzję o rozpoczęciu wstrzymanej ekshumacji mogiły, której zarys odsłonięto przy stodole, kontynuowano eksplorację wnętrza i bezpośredniego sąsiedztwa relik­tów stodoły.

Eksplorację realizowano kolejną warstwą mechaniczną o miąższości ca 25-30 cm. Warstwę tę stanowiła mocno spiaszczona ziemia, przemieszana z próchnicą, na ogół z niewiel­ką zawartością przedmiotów – głównie współczesnych destruktów szkła butelkowego, ułam­ków współczesnej ceramiki i mocno skorodowanego żelaza, w tym licznych gwoździ. Z tych ostatnich zidentyfikowano fragmenty pocisku (szrapnela), zapewne z I wojny światowej, oraz fragmenty okucia wrót stodoły. Na uwagę zasługują tu jednak znalezione w obrębie stodoły 46 szt. łusek od niemieckiej broni typu mauser.

W warstwie tej w pełni wystąpiły fundamentowe relikty stodoły a także – w środkowej partii stodoły – relikt klepiska. Fundament stodoły sta­nowiły luźno ułożone w 2-3 warstwach kamienie polne o średnicach 10-35 cm. Tworzyły one ławę o szerokości ca 50-70 cm wyznaczającą regularny, prostokątny rzut stodoły, który posia­dał rozmiary 19×7 m. W ścianie północnej stodoły, w jej części zachodniej, na przestrzeni ca 2,0 m, ława fundamentowa nie występowała; brak też śladów jej usunięcia. Można więc przypuszczać, iż w tym miejscu ława świadomie nie została zainstalowana (może ze względu na dodatkowe tu drzwi lub przybudówkę bez trwalszego fundamentu?). W zachodniej części ściany południowej, na długości około 4,0 m, ława fundamentowa, jak już zaznaczono, została zniszczona, prawdopodobnie w wyniku jej osunięcia do wykopanej obok mogiły.

W tej war­stwie mechanicznej ponadto, w środkowej partii stodoły, wystąpiła w układzie poziomym warstwa kamieni polnych o średnicach 10-30 cm stanowiących utwardzony podkład glinianego klepiska o zachowanej szerokości około 2,0 m. Ślady wierzchniej, wygładzonej warstwy kle­piska zachowały się w środkowej partii kamieni. Eksploracja tej warstwy przedstawiała się szczególnie interesująco w obrębie stwierdzonych już w warstwie wyższej śladów skupisk spalenizny wewnątrz stodoły, jak i analiza antropologiczna, mimo wysegregowania tych szczątków za pomocą sita, ze względu na zły stan ich zachowania nie była możliwa. Takie postępowanie pozwoliło jednak na wysegre­gowanie ze struktury obu skupisk przedmiotów należących niewątpliwie do ofiar. Ze skupiska l. południowego – uzyskano np: złotą obrączkę, łańcuszek, srebrny zegarek czy srebrną, pol­ską monetę 2-złotową. Ze skupiska 2, położonego na północ od poprzedniego, wydobyto m. in: monety, klucze, bębenek od maszyny krawieckiej.

Ślady spalenizny zarejestrowane w zachodniej partii wnętrza stodoły okazały się natomiast jedynie miejscami intensywnego dzia­łania ognia w obrębie tego sąsieka. Eksploracja intensywnego skupiska spalenizny i węgli drzewnych w obrębie sąsieka wschodniego ujawniła w tym miejscu istnienie drugiej zbiorowej mogiły (w dokumentacji archeologicznej mogiła nr 2; od momentu jej ujawnienia mogiłę przy stodole określono jako mogiłę nr 1).

Eksplorację i planowaną programem prac ekshumację obu mogił uzależniono jednak od decyzji specjalnie zaproszonego specjalisty żydowskiego od spraw ekshumacji, rabina Eksteina z Izraela. Jego przyjazd nastąpił dopiero w godzinach popołudniowych, w środę drugiego ty­godnia prac. Wspólnie z nim przybył rabin M. Schudrich oraz z ramienia Instytutu Pamięci Narodowej prof. L. Kulesza, który reprezentował w Jedwabnem Ministra Sprawiedliwości RP. Lecha Kaczyńskiego. Po wspólnej odprawie, w której oprócz przybyłych rabinów uczestniczyli członkowie ekspedycji (archeolodzy, antropolodzy i medycy sądowi), a także prowadzący bezpośrednio śledztwo prokurator Ignatiew i nadzorujący śledztwo z ramienia IPN prokurator Nowakowski z Warszawy, przystąpiono do eksploracji nawarstwień w obu mogiłach wg. me­tody zaprezentowanej przez rabina Eksteina. Polegała ona na precyzyjnym zdejmowaniu w obrębie grobów (przy pomocy szpachelki i pędzli) wierzchniej warstwy gruntu.

Jednocześnie rabin Ekstein oświadczył, że tylko przy zastosowaniu takiej metody jest możliwa eksploracja wnętrza grobów, i to tylko do momentu ukazania się szczątków kostnych w układzie anatomicznym. Szczątki będzie można wówczas oczyścić delikatnie pędzlem i dokonać ich obser­wacji, jednak bez ich podnoszenia, a nawet dotykania. Do przyjęcia takiej metody postępowa­nia zobligował nas prof. Kulesza, twierdząc, że uzgodniona ona została z ministrem Kaczyńskim.

Na krytyczne uwagi co do takiej metody ekshumacji, .wypowiedziane przez piszącego te słowa, a także przez antropologów i medyków sądowych, prof. Kulesza oświadczył, iż konieczność przyjęcia jedynie takiego sposobu „ekshumacji” jest tu tylko możliwa, a jej przeprowadzenie (w rzeczywistości pseudo-ekshumacji) jest tu, ze względu na konflikt „religijnego prawa żydowskiego” i „stanowionego prawa polskiego” w obecnej sytuacji jest dla strony polskiej racją stanu”. Farsa tej „pseudo-ekshumacji” wynikała ponadto z tego, iż jak oświadczyli rabini, rabin Schudrich już następnego dnia, tj. w czwartek 31.V. o godz. 10°° musiał opuścić Je­dwabne ze względu na planowany odlot do Nowego Jorku, natomiast rabin Ekstein tego sa­mego dnia o godzinie 17.00 musiał wyjechać do Warszawy i dalej tego samego jeszcze dnia od­latywał do Izraela.

Dlatego oświadczono nam, iż „ekshumacje” musimy zakończyć najpóźniej 31.V. do godziny 1600 ze względu na konieczność zorganizowania uroczystości pogrzebu wyekshumowanych” szczątków. Bez udziału rabina natomiast jakiekolwiek prace w obrębie grobów, jak oświadczono, nie są możliwe. Ponadto, jak oświadczyli rabini, zbliżał się szabas (od piątku wieczór i sobota) i żadna ekshumacja z udziałem rabina w tym czasie nie jest moż­liwa.

Tak więc na wyraźną prośbę prof. Kuleszy, mimo obiekcji co do postulowanej metody pracy, rozpoczęto eksplorację obu mogił. Zdawano sobie przy tym sprawę z tego, iż zarówno metoda eksploracji jak i ograniczony do zaledwie półtora dnia (ostatecznie prace prowadzono dwa i pół dnia) czas przeznaczony dla tej czynności, czyni te prace bezsensownymi. Zdał sobie również z tego sprawę rabin Ekstein, który po pewnym czasie zmodyfikował metodę eksplo­racji, pozwalając wypełniska mogił, aż do momentu ukazania się szczątków kostnych, eksplorować przy pomocy łopat, a urobek ten przesiewać przez sita dla wydobycia i zachowania j drobnych szczątków kostnych, spalonych i sprażonych. Tylko więc te szczątki mogły być pod­dane analizie antropologicznej i z zakresu medycyny sądowej.

Równocześnie prof. Kulesza podjął telefoniczne rozmowy z udającym się do Nowym Jorku rabinem Schudrichem o umożliwienie przedłużenia tych prac do poniedziałku, co wiązało się z uczestnictwem w nich upraw­nionego rabina. Rabin taki dojechał w poniedziałek aż z Londynu. Mogiła 1 W obrębie mogiły 1 prace te skoncentrowano głównie w jej środkowej partii (przy północnej ścianie mogiły), gdzie na przestrzeni około 3×1 m w rzucie poziomym wystąpiło skupisko mocno rozdrobnionych, spalonych szczątków kostnych ze spalenizną, węgielkami drzewnymi i przemieszanego piasku. Eksplorację tego skupiska prowadzono w ramach kolejnych warstw mechanicznych o miąższości ca 10 cm. Wyselekcjonowane przez sito szczątki przekazywano do analizy antropologicznej i z zakresu medycyny sądowej. Natomiast pozyski­wane stąd przedmioty zabezpieczano dla celów śledztwa, tworząc Inwentarz zabytków wy.dzie­lonych (obejmujący wszystkie znalezione w trakcie prac przedmioty – również z mogiły 2 i z obrębu stodoły).

Eksplorację tego obszaru prowadzono jednak tylko w ramach trzech warstw mechanicznych, a więc osiągnięto w mogile tylko głębokość około 60-70 cm od powierzchni. W kolejnych warstwach obszar eksplorowanej struktury mogiły poszerzał się w kierunku połu­dniowym. Pozwoliło to na zinterpretowanie genezy tego skupiska. Można sądzić, iż skupisko to utworzone zostało w wyniku zgarnięcia resztek spalonych szczątków z obrębu spalonej stodoły i wrzucenia ich do tej mogiły (od strony stodoły). Wraz z tymi resztkami do mogiły obsunęły się niektóre kamienie z pobliskiego fundamentu stodoły. Nastąpiło to już po uprzed­nim wrzuceniu do tej mogiły zebranych ze spalonej stodoły zwłok niespalonych lub tylko nad­palonych, które znalazły się pod tym skupiskiem. Jedynie w części wschodniej i zachodniej mogiły skupisko to nie przykryło szczątków kostnych zachowanych w układzie anatomicznym (czyli pierwotnie zwłok). Rabin Ekstein, po osobiście wykonanych w tych miejscach sonda­żach, pozwolił dokonać w obu miejscach szybkiej eksploracji „na sztych”, i w ten sposób określić głębokość zalegania wierzchniej partii szczątków kostnych zalegających w układzie anatomicznym, bez jednak możliwości ich wypreparowania dla badań antropologicznych. W partii wschodniej mogiły szczątki wystąpiły na głębokości ca 130 cm, a w partii zachodniej na głębokości ca 70 cm. Z eksploracji mogiły 1, głównie z obrębu wypełniska jej partii środkowej, wydobyto kilkaset przedmiotów stanowiących w większości własność ofiar, w tym wiele monet i warto­ściowych przedmiotów (zob. Inwentarz). Na uwagę zasługuje odkrycie tu pocisku kalibru 9 mm od pistoletu z wytopionym rdzeniem, o niezdeformowanym kształcie, co sugerować może wstrzelenie go w miękką strukturę (tkankę ciała ludzkiego), która następnie dostała się do wy­sokiej temperatury (paląca się stodoła).

Mogiła 2

Ujawniona w trakcie eksploracji wnętrza reliktów stodoły mogiła 2 pierwotnie zarysowała się jako skupisko spalenizny i drobnych spalonych szczątków kostnych w pobliżu środkowego klepiska, w sąsieku wschodnim. Po zdjęciu drugiej warstwy na głębokości ca 60cm od powierzchni, w obrębie tego skupiska ukazała się powierzchnią część bliżej nieokreślonego bloku betonowego. Dalsza eksploracja tego miejsca, ze względu na limitowany czas pracy (był to juz ostatni dzień pracy ekspedycji), zmierzała w pierwszej kolejności do wypreparowa­na struktury odkrytego tu betonowego bloku. Okazał się on górną częścią zbrojonego popier­sia posągu ludzkiego z utrąconą głową. Już w tym momencie narzucała się interpretacja tego odkrycia jako posągu Lenina, którego w ramach zdarzeń w Jedwabnem l0.VII.1941 r. pierw­sza grupa Żydów wraz z rabinem i rzezakiem zmuszona była transportować z centrum Je­dwabnego na żydowski cmentarz. Po likwidacji tej grupy (wg. relacji świadków była to grupa 40-50 osób) zwłoki miano zakopać na cmentarzu razem z przyniesionym popiersiem pomnika Lenina. Dalsza eksploracja tego miejsca po usunięciu bryły popiersia jednoznacznie zweryfi­kowała relacje powyższych zdarzeń. Odsłonięto bowiem kolejny element tego pomnika, który był charakterystyczną głową Lenina, aczkolwiek z powierzchniowymi zniszczeniami i ubytkami struktury spowodowanymi działaniami mechanicznymi. Opierając się na proporcjach, wyso­kość statuy Lenina z której pochodziły te elementy mogła osiągać około 3 m.

Już na tym etapie eksploracji miejsce to można było zinterpretować jako drugą mogiłę. Pod betonowymi elemen­tami pomnika wystąpiły bowiem liczne węgle drzewne i rozdrobnione spalone kości ludzkie, a także – podobnie jak w mogile 1 – liczne drobne przedmioty. Przystąpiono więc do jej frag­mentarycznej eksploracji, najpierw w rejonie odkrytych elementów pomnika, a następnie i po­zostałej części mogiły. Również i tu obowiązywała metoda eksploracji zalecona przez rabina Eksteina, tj. segregacja spalonych szczątków kostnych na sicie i zaniechanie eksploracji w momencie ukazanie się szczątków kostnych w układzie anatomicznym. Zdjęcie tą metodą na­warstwień wierzchnich mogiły dostarczyło ponad dwieście przedmiotów towarzyszących ofia­rom, głównie monet polskich, rzadziej sowieckich, a także biżuterii i złotych monet rosyjskich (carskich).

Udało się uchwycić zasięg tej mogiły. W rzucie poziomym miała ona kształt regu­larnego prostokąta o rozmiarach 6×1 m. Była ona zlokalizowana centralnie w osi dłuższej sto­doły. Wschodnia krawędź krótsza mogiły przylegała bezpośrednio do wschodniej ławy funda­mentowej stodoły. Szczątki kostne w układzie anatomicznym wystąpiły w całym zasięgu dołu w dość regularnym układzie poziomym od głębokości około 70 cm od obecnej powierzchni (około 30-40 cm od pierwotnej powierzchni sąsieka). Po wypreparowaniu (przy pomocy je­dynie szpachelek i pędzli) części wierzchniej warstwy kości zaobserwowano, iż ich fragmenty przypowierzchniowe wykazują ślady działania ognia. Można więc przypuszczać, iż w momen­cie palenia się stodoły umieszczone w tym grobie zwłoki nie zostały zbyt dokładnie przykryte niewielkiego wkopu dla określenia miąższości warstwy szczątków tu zalegających, taki wykop o rozmiarach w rzucie poziomym ca 1×1 m, wykonano po północnej stronie mogiły części zachodniej, stwierdzając miąższość warstwy szczątków wynoszącą 30-35 cm. Zakładając jednolitą taką miąższość w całym zasięgu mogiły, na podstawie analogii z badań katyńskich mogił zbiorowych liczbę pochowanych tu osób określić szacunkowo można na 40- 50 Liczba ta odpowiada więc znanej z relacji świadków liczebności pierwszej grupy ofiar Je­dwabnego, którą wyprowadzono z miasta w kierunku cmentarza (wraz z popiersiem pomnika Lenina).

Podsumowanie

Zlecone ekspedycji UMK przez ROPWiM w Warszawie prace archeologiczno- ekshumacyjne w Jedwabnem, ze względu na zaistniałe okoliczności, a więc podporządkowanie się zasadom żydowskiej natury prawno-religijnej, nie zostały w pełni zrealizowane.

Zrealizo­wano natomiast w całości program archeologicznych badań stodoły. Dzięki włączeniu tegoż programu do głównego zadania prac ekshumacyjnych, we wnętrzu stodoły niespodziewanie zlokalizowano drugą mogiłę, którą identyfikować należy z ofiarami pierwszej grupy Żydów wyprowadzonej wraz z resztkami statuy Lenina z miasta w kierunku cmentarza. Odkrycie to zweryfikowało więc relacje świadków o zakopaniu ofiar tej grupy na terenie cmentarza ży­dowskiego. Zarazem podważa ono wiarygodność i innych relacji jako podstawy źródłowej dla odtwarzania wydarzeń w Jedwabnem w początku lipca 1941 r. Nieprawdziwa bowiem również była relacja o istnieniu kolejnej mogiły zawierającej szczątki ofiar tych wydarzeń, która miała znajdować się w pobliżu stodoły, na północ po przeciwnej stronie drogi.

Przyjęcie ze względów religijnego prawa żydowskiego określonych zasad eksploracji wnętrza mogił w zasadzie uniemożliwiło dokonanie zamierzonej ekshumacji dla uzyskania wiedzy zawartej w postawionych w śledztwie IPN pytaniach. Desygnat ekshumacji nie został więc tu spełniony. Ograniczona (także w czasie) eksploracja spalonych i sprażonych szczątków kostnych przemieszanych z destruktami spalonej stodoły (na gruncie archeologii tzw. ciałopa­lenia), na którą uzyskano zgodę od rabina Eksteina, umożliwiła jedynie na bardzo fragmenta­ryczne badania tych szczątków.

Niemniej analizie antropologicznej i analizie z zakresu medy­cyny sądowej poddano około 500 kg wyselekcjonowanych struktur z tymi szczątkami, z któ­rych jednak większą część stanowiły spalone i mocno rozdrobnione ślady po stodole. Analiza antropologiczna tych szczątków stanowi załącznik do niniejszego Sprawozdania. Analiza archeologiczna badanych struktur w Jedwabnem pozwala na postawienie hipo­tezy co do kolejności chronologicznej zdarzeń w tym miejscu. W stratygrafii struktur najwcze­śniejszym było wykopanie mogiły 2 wewnątrz stodoły i umieszczenie w nich ofiar. Ze względu na brak ekshumacji nie można wnioskować o sposobie uśmiercenia ofiar. Po niezbyt dokład­nym przysypaniu mogiły ziemią wprowadzono do wnętrza stodoły kolejną grupę ofiar, których ciała (spalone szczątki) ostatecznie znalazły się w mogile 1 przy stodole. Również i tu brak ekshumacji nie pozwala wnioskować o sposobie uśmiercenia ofiar.

Znalezione w obrębie relik­tów stodoły łuski i łódki niemieckiego karabinu typu mauser przemawiają za tym, iż przed spaleniem stodoły w jej wnętrzu strzelano. Część jednak takich łusek (ponad dwadzieścia) znaleziono także przy stodole, od strony byłego ogrodzenia cmentarza żydowskiego. Odosob­nionymi przesłankami o strzelaniu do ofiar znajdujących się w stodole może być znalezienie łuski od mausera bezpośrednio pod fragmentem popiersi Lenina w mogile 2 oraz znalezienie w obrębie wypreparowanych szczątków kostnych w układzie anatomicznym w mogile 1 łuski pistoletowej z wytopionym w ogniu ołowianym rdzeniem. Spalone w stodole szczątki ofiar umieszczono w wykopanej obok mogile 1.

Z układu stratygraficznego zaobserwowanego w mogile wynika, iż najpierw umieszczono w jej wnętrzu niespalone oraz nadpalone zwłoki. Nie złożono ich jednak w dole w układzie regularnym. Wię­cej zwłok umieszczono w zachodniej części mogiły, bowiem strop szczątków występował już na głębokości 60-70 cm od powierzchni. Natomiast we wschodniej części mogiły szczątki za­legały dopiero od głębokości ca 130 cm. Na tej podstawie można przypuszczać, iż ewakuacja szczątków ze spalonej stodoły była prowadzona głównie z jej partii zachodniej. Tam musiała znajdować się większość zwłok. Po umieszczeniu zwłok w mogile 1 nastapiła ostatnia faza jej wypełnienia spalonymi szczątkami kostnymi przemieszanymi ze spalonymi destruktami pogo­rzeliska. Struktury te zepchnięto do środkowej partii mogiły bezpośrednio z wnętrza nieistnie­jącej już stodoły. Dlatego też struktury te znalazły się ponad szczątkami kostnymi zalegającymi w układzie anatomicznym. Mogiłę zasypano, rozplantowując nad nią nadmiar piaszczystego gruntu. Na zdjęciach lotniczych wykonanych w 1950 i 1952 r. jasne miejsce wyznaczające ślad tej mogiły’ wyraźnie było jeszcze czytelne na tle ciemnej próchnicy polnej.

Czy można szacunkowo określić liczbę osób pochowanych w mogile 1 ?

Ze względu na brak ekshumacji jest to w zasadzie niemożliwe. Nieznana jest głębokość tej mogiły. Nie znamy też liczby osób które uległy całkowitemu spaleniu. Opierając się jednak na analogiach z badań mogił katyńskich, uwzględniając fakt (słowo nieczytelne) również kobiet i dzieci, nasuwa się wniosek o zbyt obszernym przygotowaniu mogiły 1, która w znacznej czę­ści nie została wypełniona ofiarami. Zakładając jej głębokość w piaszczystej strukturze gruntu na około 2 m (już na tej głębokości następowało zaobserwowane w badaniach archeologicz­nych obrywanie się ścian), przy odnotowanym tylko częściowym wypełnieniu dołu szczątkami, liczba pochowanych ofiar nie przekraczała zapewne 300-400 osób, przy czym bardziej realna jest chyba pierwsza z podanych tu liczb. Wyselekcjonowane przez antropologów i medyków sądowych szczątki ciałopalenia zostały pogrzebane w tych samych miejscach z których zostały wydobyte (mogiła 1 i 2). Odby­ło się to w ramach uroczystych pogrzebów z udziałem rabinów. Cały poddany badaniom ob­szar został zasypany i wstępnie uporządkowany.

Należy tylko żałować, iż nie zostały one spożytkowane dla osiągnięcia zasadniczego celu podjętych w Jedwabnem badań archeologiczno-ekshumacyjnych.

Proboszcz Jedwabnego ks. Marian Szumowski wydany przez żydowskich „sąsiadów”

Proboszcz Jedwabnego wydany przez żydowskich „sąsiadów”. Straszliwe historie zbrodni katyńskiej – PCH24.pl

pch24.pl/proboszcz-jedwabnego-wydany-przez-zydowskich-sasiadow-straszliwe-historie-zbrodni-katynskiej


Przy okazji obecnej rocznicy zbrodni katyńskiej sięgnąłem do swojego prywatnego archiwum nagrań i znalazłem tam zapis audio niezwykłego spotkania ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego (1918- 2007) oraz dr Stanisława Zdrojewskiego (zmarł w roku 2003) z około setką młodzieży, które miało miejsce w Białymstoku, w roku 2003. To co wówczas powiedzieli ci niestrudzeni badacze sprawy zbrodni katyńskiej jest arcyciekawe.

Jak inaczej bowiem można nazwać m.in. informację, iż ostatnim z białoruskiej listy katyńskiej, zamordowanym na Kuropatach był ks. Marian Szumowski, proboszcz parafii w Jedwabnym, który wielu Żydom ocalił życie, a przedstawiciele tej samej narodowości  – wydali go na śmierć.  

Był czerwiec roku 2003. Ksiądz Zdzisław Peszkowski, szef Fundacji Golgota Wschodu, z towarzyszącym mu dr Stanisławem Zdrojewskim, posiadającym niezwykle bogatą wiedzę o zbrodni katyńskiej, przybyli na Białostocczyznę, aby wziąć tu udział w kilku uroczystościach zorganizowanych przez Związek Sybiraków oraz spotkać się z tutejszą Rodziną Katyńską. Przy tej okazji dali się namówić białostockim patriotom na spotkanie z młodzieżą Liceum Katolickiego w Białymstoku. Ja, jako dziennikarz, również zostałem tam zaproszony. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że zostałem wyróżniony przez organizatorów tego spotkania, gdyż byłem tam jednym przedstawicielem mediów.

Jako pierwszy głos zabrał dr Stanisław Zdrojewski, którego ojciec w kwietniu 1940 roku został zamordowany przez NKWD  w Starobielsku. Mówił on rzeczy, dziś trudne do pojęcia, m.in. iż polscy historycy pod koniec lat 90’ mieli bardzo swobodny dostęp do dokumentów w rosyjskich archiwach.  – Pod koniec lat 90’ Polacy zajmujący się zbrodniami stalinowskimi, mieli bardzo szeroki dostęp do materiałów przechowywanych w rosyjskich archiwach. Dla przykładu w książce „Katoliccy duchowni w Golgocie Wschodu”, którą napisaliśmy wspólnie z ks. prałatem Zdzisławem Peszkowskim, podaliśmy liczbę 3701 duchownych zamordowanych podczas wojny przez Sowietów i wszystkie te dane otrzymaliśmy w rosyjskich archiwach – mówił w czerwcu roku 2003 dr. Zdrojewski. Był to jeden z jego ostatnich wykładów, gdyż później choroba nowotworowa nie pozwoliła mu ich głosić.  Zaczęła ona szczególnie szybko postępować po wydaniu skandalicznej książki Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”. Stanisław Zdrojewski bardzo ciężko przeżywał zawarte w tej książce pomawianie Polaków o mordowanie Żydów.  Zmarł w grudniu 2003.    

Ciekawe i bardzo osobiste jest wspomnienie dr Zdrojewskiego z kwerendy w rosyjskich archiwach, do których dziś nie ma wstępu żaden polski historyk. – Kiedy odwiedzałem te archiwa, pracujący w nich rosyjscy urzędnicy często mnie pytali, czy ja nie mam w sercu nienawiści do nich, za to że ich przodkowie mordowali Polaków, m.in. podczas zbrodni katyńskiej? Zawsze mówiłem im to samo, że nie żywię do nich nienawiści, nawet pomimo tego że bolszewicy zamordowali podczas tej zbrodni mojego ojca – powiedział bardzo szczerze niestrudzony poszukiwacz prawdy o Katyniu.

Proboszcz Jedwabnego wydany przez „sąsiadów”

Zaraz po tej wypowiedzi dr Stanisław Zdrojewski wspomniał o niemal zapomnianej, a pięknej postaci niezłomnego kapłana ks. Mariana Szumowskiego, który jest jednym z tysięcy zamordowanych podczas zbrodni katyńskiej.  – W Kuropatach na Białorusi leżą szczątki prawie 4 tysięcy polskich oficerów zamordowanych podczas zbrodni katyńskiejOstatnim, którego ciało wrzucono do dołu śmierci w Kuropatach był ks. Marian Szumowski – proboszcz Jedwabnego. W roku 1940 za okupacji bolszewickiej, był on kapelanem Związku Walki Zbrojnej. Dla NKWD wydał go  żydowski „sąsiad”. Na potwierdzenie tych moich słów mam  dokument, który z ks. Peszkowskim odnaleźliśmy w rosyjskim archiwum –  zaświadczył dr Stanisław Zdrojewski.

Ksiądz proboszcz Marian Szumowski został aresztowany przez Rosjan 10.07.1940 na plebanii parafii Jedwabne. Aresztowanie to było jednym z wielu – przeprowadzonych w związku z rozpracowaniem przez Sowietów oddziału Związku Walki Zbrojnej z bazą w miejscowości Kobielin. Do tego oddziału należało aż 250 osób. NKWD wpadał na ich trop z pomocą donosów Żydów należących do miejscowej komórki komunistycznej (tzw. rewkomu -Komitet Wojskowo Rewolucyjny). Według dokumentów przedstawionych przez Stanisława Zdrojewskiego, na spotkaniu w którym wówczas uczestniczyłem, komórka tą dowodził sowiecki agent i prowokator o nazwisku Epstein.

Wydanie NKWD ks. Szumowskiego przez żydowskich komunistów z Jedwabnego i okolic jest tym bardziej ohydne, że po zajęciu przez  Niemców tego miasteczka  (2 wrzesień 1939) proboszcz parafii pw. św. Jakuba w Jedwabnem, przekonał około 2 tysięcy zebranych tam Żydów, przybyłych tu z różnych stron Polski, żeby uciekali na Wschód, gdyż Niemcy szykują im zagładę. Ci Żydzi posłuchali rady proboszcza i tylko dlatego ocaleli.

22 września, po ustaleniu przez agresorów granicy zaborów, Niemcy przekazały Sowietom m.in. Jedwabne. Wówczas to ujawnili się Żydzi zrzeszeni w „rewkomie” i wydawali NKWD polskich patriotów. Ksiądz Marian Szumowski, po aresztowaniu, został przewieziony do Łomży, gdzie znajdował się obóz filtracyjny, w którym więźniów przeznaczano na rozstrzelanie bądź do wywózki na Sybir. Podobne obozy filtracyjne Sowieci instalowali i później – np. podczas obławy augustowskiej w lipcu 1945 roku.

Proboszcza Jedwabnego przeznaczono na śmierć. Kapłana przewieziono do więzienia NKWD w Mińsku, gdzie poddano go okrutnym torturom.  Jedna z ofiar, dzieląca w Mińsku celę z ks. Szumowskim, zanotowała we wspomnieniach: „W Jedwabnem przesłuchiwali Żydzi, w Łomży — Żydzi, w Białymstoku — Żydzi, i w Mińsku — Żydzi […] Bicie było niemiłosierne. Przesłuchania były dwa razy, a nieraz i trzy razy na dobę”.

Z jednego z tych przesłuchań ks. Marian Szumowski nie wrócił żywy do celi. Jego ciało, jako ostatnie, w ramach akcji katyńskiej, zasypano w jamie śmierci na Kuropatach. 

Niedługo po aresztowania proboszcza Jedwabnego, NKWD zatrzymało też ks. Stanisława Cudnika proboszcza, nieodległej od Jedwabnego, parafii pw. Trójcy Świętej we wsi Burzyn, a przed wojną kapelana Wojska Polskiego. Bolszewicy, po bestialskim przesłuchaniu w mińskim więzieniu, w czerwcu 1941 roku pogonili go wraz z setkami innych więźniów w „marszu śmierci” do Czerwińska. Żywy do tego miasta nie dotarł.

Katyń to ważna część naszej historii

Ze wzruszeniem słuchałem nagranego podczas spotkania w białostockim Liceum Katolickim głosu ks. Zdzisława Peszkowskiego. Pamiętam sytuację, w której przedstawiono mnie wtedy księdzu, byłem wówczas korespondentem „Naszego Dziennika”. Spojrzał na mnie życzliwie swoimi jasnymi oczami. Położył mi rękę na ramieniu, uśmiechnął się i powiedział żartobliwie „Ty Nasz Dzienniku”. Emanowało z niego dobro i pokój. Tak zapamiętałem tego wspaniałego kapłana i człowieka.

Ksiądz Peszkowski, który ocalał z Kozielska, mówił do młodzieży licealnej: – Golgota Wschodu jest częścią jakiegoś naszego polskiego jestestwa. – Pięknie i mądrze opowiadał im o tym jestestwie.

– Kilku Polaków obecnych podczas ekshumacji ofiar zbrodni katyńskiej w roku 1943, wszystkie znalezione papiery, nawet najmniejszy skrawek dokumentu, zebrali i w tajemnicy przed NKWD zawieźli do Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki w Krakowie. Konserwacją i opracowaniem wszystkich znalezisk zajął się zespół pod kierunkiem doktora Jana Zygmunta Robla.

Zadanie, przed którym stanął zespół, wydawało się być karkołomne. Jak z brudnych, zniszczonych, zgniłych dokumentów odczytać ich zawartość? Stopniowo jednak żmudna praca, polegająca między innymi na wielogodzinnych kąpielach papieru w chemikaliach, zaczęła przynosić efekty. Polacy tworzyli dokładny opis wszystkich dokumentów, a także sporządzali ich kopie. Niemcy zniszczyli oryginały, ale ocalały kopie  – tłumaczył założyciel i długoletni prezes Fundacji Golgota Wschodu.

Największe wzruszenie wśród słuchaczy ks. Zdzisław Peszkowski wywołał, odczytując list znaleziony podczas ekshumacji w roku 1991 w Charkowie, w której uczestniczył, przy ciele młodego oficera pochodzącego  z Warszawy. W niewysłanym liście młody Polak pisze: „Chciałbym wrócić do Polski, dokończyć studia prawnicze. Pragnąłbym rozwijać swój charakter, umysł, życie duchowe i materialne. Chciałbym ożenić się z piękną i dobra kobietą i mieć z nią dzieci. Pragnąłbym mieć kawałek swojej ziemi, żebym mógł tam czasem odpocząć od zgiełku miasta i gwaru ludzkiego… Proszę cię Boże, proszę Cię, żeby moje rodzeństwo i rodzice nadal żyli według twego zamysłu dobrze układając swoje życie, a wszystko to w naszej kochanej Polsce”.

Kapelan Rodzin Katyńskich

Ks. prałat Zbigniew Peszkowski ma ogromne zasługi w upamiętnianiu zbrodni katyńskiej, w której zginął m.in. jego bliski kuzyn podpułkownik Edward Peszkowski – zamordowany w Charkowie wiosną 1940 roku. Ksiądz Peszkowski był kapelanem Rodzin Katyńskich i Pomordowanych na Wschodzie. Podczas ekshumacji polskich oficerów w latach 90. każdą czaszkę osobiście brał w dłonie dotykał jej i błogosławił różańcem otrzymanym i poświęconym przez świętego Jana Pawła II. Z jego inicjatywy rok 1995 został ogłoszony Rokiem Katyńskim. Dzięki m.in. jego staraniom mogły powstać cmentarze wojskowe w Katyniu, Charkowie i Miednoje, liczne pomniki i miejsca pamięci ku czci polskich oficerów na polskiej ziemi i na obczyźnie, wśród Polonii. Był współzałożycielem Komitetu Dobrego Imienia Polski. W roku 2000 z jego inspiracji powstał Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

Sommer w Jedwabnem. „Pogoń za rabinem Schudrichem”

Sommer w Jedwabnem. „Pogoń za rabinem Schudrichem” [VIDEO+FOTO]

11.07.2025 https://nczas.info/2025/07/11/sommer-w-jedwabnem-pogon-za-rabinem-schudrichem-videofoto

jedwabne ekshumacje
Polacy chcą ekshumacji i prawdy o zbrodni w Jedwabnem / fot. X / Tomasz Sommer

Redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” dr Tomasz Sommer był w Jedwabnem, gdzie miały miejsce oficjalne obchody zbrodni na Żydach w czasie II wojny światowej. W trakcie ruszył w „pogoń za rabinem Schudrichem”.

„Nowy zestaw pomników w Jedwabnem z prawdziwą historią na tablicach” – napisał dr Tomasz Sommer, udostępniając ich zdjęcie.

Nowy zestaw pomników w Jedwabnem z prawdziwą historią na tablicach.

Zdjęcie

64,4 tys. wyświetlenia

„Oficjalny pomnik postawiony na miejscu po spalonej stodole od wschodu flankowany jest pomnikiem złożonym z 8 kamieni z tablicami przygotowany przez Wojciecha Sumlińskiego. Od zachodu jest działka wykupiona przez stronę społeczną, na której będą wyświetlane dziś filmy (o ile pogoda pozwoli). Tak więc sytuacja w Jedwabnem robi się ciekawa” – zrelacjonował w kolejnym wpisie.

Ludzi w Jedwabnem coraz więcej.

Zdjęcie

19,1 tys. wyświetleń

https://x.com/i/status/1943286668481483070

[poniższe w oryginale md]

Tomasz Sommer @1972tomek

Pogoń za rabinem Schudrichem, głównym interesariuszem kłamstwa jedwabieńskiego.

https://twitter.com/i/status/1943286668481483070

11,8 tys. wyświetlenia

Test Jedwabnego. Czas zakończyć ćwierćwiecze kłamstwa

Test Jedwabnego. Czas zakończyć ćwierćwiecze kłamstwa

29.06.2025 Tomasz Sommer https://nczas.info/2025/06/29/test-jedwabnego-czas-zakonczyc-cwiercwiecze-klamstwa/

Degrengolada, w jaką wpadł rząd premiera Donalda Tuska, przechodzi powoli w najzwyklejsze wariactwo, którego przykładem jest choćby oskarżanie – aresztowanych za wygłaszanie opinii – Wojciecha Olszańskiego i Marcina Osadowskiego o… organizowanie spisku w celu fałszowania wyborów. Czy zakończy się to narastające warcholstwo próbą obalenia wyniku wyborów prezydenckich i ich powtórzeniem, oczywiście trudno powiedzieć, jednak ewidentnie widać, że upadku uśmiechniętej koalicji nic raczej już nie zatrzyma. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że uwłaszczający się na państwowym majątku politycy nie odejdą od stołu z własnej decyzji – więc przez dwa lata będziemy jeszcze świadkami dogorywania rządzących obecnie formacji.

Tym bardziej ważne jest, by następna władza, zapewne z udziałem obu Konfederacji, była prawdziwą „dobrą zmianą”.

Przebudowa rzeczywistości politycznej musi być poprzedzona przebudową w rzeczywistości symbolicznej. Samodzielne rządy PiS m.in. dlatego były tak nieudane, że jedynie na samym początku pierwszej kadencji usiłowały dokonać takiej zmiany, a potem pogodziły się z narzuconym z zewnątrz lewackim, propagandowym trendem. Warto więc rozpocząć działania prowadzące do zmiany symbolicznej już teraz, by w przypadku uzyskania przez środowisko realnego wpływu na decyzje polityczne mieć wytyczoną jasno drogę.

Niewątpliwie jednym z fundamentów założycielskich III RP jest kłamstwo jedwabieńskie, narzucone Polsce pod koniec lat 90. minionego wieku, przypisujące jedwabieńskim Polakom sprawstwo niemieckiej zbrodni popełnionej tam na miejscowych Żydach 10 lipca 1941 r. Zarówno PiS, jak i KO oraz postkomuniści uczestniczyli w jego konstruowaniu i utrwalaniu. Gdy podczas śledztwa prowadzonego na przełomie wieków przez IPN prawda w sprawie tej niemieckiej zbrodni wychodziła na jaw, prezydent Lech Kaczyński nie zawahał się nawet zablokować ekshumacji, byleby tylko do tego nie doszło. Jego następcy – czy to premierzy, czy prezydenci – przez 25 lat uczestniczyli w tym kłamstwie i składali na nim swój podpis.

Prezydent-elekt ma obecnie historyczną szansę na zerwanie z tym kłamstwem. Gdyby się na to zdecydował, byłby to symboliczny początek zerwania z fałszywą tradycją, na której nabudowano III RP. Oczywiście dobrą okazją to takiego symbolicznego zerwania jest zbliżająca się kolejna rocznica tej zbrodni. Prezydent-elekt mógłby na przykład pojawić się na niej i publicznie poprzeć dążenia do wznowienia ekshumacji ofiar, by prawda wreszcie ujrzała światło dzienne.

Czy Karol Nawrocki pojawi się 10 lipca w Jedwabnem? Tego oczywiście nie wiem.

Natomiast na pewno pojawię się tam w tym roku ja, będzie poseł Grzegorz Braun oraz inne osoby, którym zależy na zakończeniu ćwierćwiecza jedwabieńskiego kłamstwa. Przypominam, że przed czterema laty wraz z Markiem Chodakiewiczem opublikowaliśmy pierwszą naukową monografię zbrodni jedwabieńskiej zatytułowaną „Jedwabne – historia prawdziwa”.

Politycy z obozu PiS, którzy dali nam dostęp do dokumentów, do końca bali się jednak oficjalnego uznania wynikających z nich wniosków. Czas to w końcu uczynić. Niech najbliższa rocznica zbrodni w Jedwabnem stanie się początkiem ostatecznego końca jedwabieńskiego kłamstwa.

I na koniec nowości: mamy w przedsprzedaży nową książkę Stanisława Michalkiewicza „Czysta trucizna”, opowiadającą o rządach uśmiechniętej koalicji oraz odświeżone wznowienie wywiadu-rzeki z ks. Stanisławem Małkowskim, który przeprowadziliśmy przed laty wraz z śp. Rafałem Pazio. Serdecznie zapraszam do zakupu obu pozycji – wysyłkę rozpoczniemy w połowie lipca.

Jedwabne dodatki dramatyzmów

michalkiewicz-jedwabne-dodatki-dramatyzmow

Stanisław Michalkiewicz: Jedwabne dodatki dramatyzmów

Jeśli ktoś chciałby przykładów, świadczących o tym, że Żydowie, gdy chodzi o pieniądze, zdolni są do wszystkiego, to właśnie takiego przykładu dostarczył  ambasador bezcennego Izraela w Warszawie, Jego Ekscelencja Jakub Liwne. Ale incipiam.

Kiedy tylko Niemcy uderzyli na Sowieciarzy w czerwcu 1941 roku, od razu front przesunął się na wschód i tereny okupowane wcześniej przez Stalina zajęli Niemcy. Między innymi – miejscowość Jedwabne, niedaleko Łomży. Pewnego dnia przybyła tam grupa Niemców z oddziałów specjalnych, będących niemieckimi odpowiednikami „istriebitielnych batalionow” sowieckich przy NKWD.

Niemcy kazali jedwabieńskim Żydom zebrać się na rynku, a kiedy już to nastąpiło, to najpierw  zagnali ich do obalenia pomnika Lenina, a potem – do stojącej w pewnej odległości od rynku stodoły. Po zagnaniu tam Żydów, Niemcy oblali stodołę beznzyną i podpalili. Tak w największym skrócie wyglądał ten incydent.

Po skazaniu w latach 40-tych kilku polskich mieszkańców Jedwabnego, oskarżonych o pomocnictwo, który nota bene w śledztwie, prowadzonym przez ubowców do wszystkiego się przyznali, no a potem niezawisły sąd nie odważył się słuchać żadnych usprawiedliwień – i na tym się skończyło.

Przez całe dziesięciolecia Jedwabne nikogo nie obchodziło – aż tu nagle, w 1997 roku, kiedy Sejm pod naciskiem Naszego Najważniejszego Sojusznika, uchwalił ustawę o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich, w której znalazały się przepisy o transferze majątku w nieruchomościach na rzecz 9 istniejących gmin żydowskich w Polsce oraz nowojorskiej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego.

Wówczas sekretarz Światowego Kongresu Żydów Izrael Singer, oświadczył, że jeśli Polska nie zadośćuczyni żydowskim roszczeniom majątkowym odnoszącym się do tzw. „własności bezdziedzicznej”, to będzie „upokarzana na arenie międzynarodowej”.

Ta pogróżka może nie miałaby takiego ciężaru gatunkowego ani takich konsekwencji, gdyby nie nowy niemiecki kanclerz Gerard Schroeder, który w kilka lat później oświadczył, że okres niemieckiej pokuty dobiegł końca. Oznaczało to, że Niemcy, które wcześniej wypłaciły żydowskim organizacjom przemysłu holokautu i bezcennemu Izraelowi co najmniej 100 mld marek, nie licząc dostaw okrętów podwodnych i innego sprzętu wojskowego dla Irazela, już nie będą wysłuchiwały żadnych odszkodowawczych suplikacji.

Ta deklaracja stwarzała zupełnie nową sytuację dla strony żydowskiej, która wobec tego musiała rozejrzeć się za winowajcą zastępczym, którego mogłaby pod pretekstem holokaustu nadal doić.  Wychodziło to naprzeciw polityce historycznej niemieckiej, której celem jest stopniowe zdejmowanie z Niemiec odpowiedzialności za II wojnę światową i towarzyszącej jej ekscesy.  Dlatego doszło do ścisłej koordynacji polityk historycznych, żydowskiej z niemiecką.

Ponieważ Żydowie na winowajcę zastępczego wytypowali Polskę, jako że większość z tych ekscesów dokonała się na obecnym polskim terytorium państwowym, więc łatwo było zabajerować świat haggadami, jak to Polacy wymordowali Żydów w „polskich obozach zagłady”, Niemcom było w to graj. W ramach tedy wspomnianej koordynacji, Judenrat „Gazety Wyborczej”, piórem niezawodnej Anny Bikont, która takie umiejętności wyssała z mlekiem matki, Wilhelminy Skulskiej spreparował stosowne haggady.

Pomocny okazał się w tym jegomość nazwiskiem Jan Tomasz Gross, od razu awansowany na „historyka światowej sławy”, chociaż z wykształcenia jest socjologiem. Napisał on książkę pod tytułem „Sąsiedzi”, w której, korzystając z nowatorskiej w historiografii metody „objawienia”, obsmarował mieszkańców Jedwabnego, że to oni tych swoich żydowskich sąsiadów wymordowali, a nieliczni Niemcy – o ile w ogóle tam byli – przyglądali się temu z niedowierzaniem i zgrozą.

Skoro tedy grunt został przygotowany, w lipcu 2001 roku urządzono w Jedwabnem uroczystość na 14 fajerek , z udziałem ważnych rabinów, no i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Jak zwykle dostroił się się on do mądrości etapu i w imieniu „narodu polskiego” przeprosił za masakrę w Jedwabnem, przyłączając się do żydowskich oskarżeń. Złamał w ten sposób przysięgę prezydencką, że będzie „niezłomnie strzec godności narodu”.

Jak przypuszczam, nie była to pierwsza, ani ostatnia przysięga, jaką Aleksander Kwaśniewski złamał i tylko wyjątkowej lekkomyślności polskiego społeczeństwa można przypisać to, że człowiek, którego uważam za prawdziwe nieszczęście dla Polski, dwukrotnie został prezydentem tego państwa.

Z polskie strony zostały podjęte działania zmierzające do ukazania prawdy o wydarzeniach w Jedwabnem, wśród których na szczególną uwagę zasługuje dwutomowe dzieło prof. Marka Chodakiewicza i doktora Tomasza Sommera pod tytułem „Jedwabne historia prawdziwa” Pierwszy, opasły tom, zawiera dokumenty i relacje, m.in. zeznanie kobiety z Jedwabnego, której Niemcy tego dnia kazali przygotować 60 porcji obiadowych dla  niemieckich uczestników akcji, a tom drugi – stosowne wyjaśnienia i komentarze.

Oczywiście głuche milczenie było im odpowiedzią, bo ani Niemcy, ani Żydowie, ani administrująca Polską agentura niemiecka, ani agentura amerykańska, nie były zainteresowane jakimkolwiek prostowaniem żydowskich łgarstw, ani nie miały od swoich mocodawców pozwolenia na takie samowolki. Inna sprawa, że po hucpie, jaka odbyła się 10 lipca 2001 roku, następne rocznice obchodzone były – o ile w ogóle były – nader skromnie – bo widocznie Sanhedryn uznał, że do uzasadnienia odpowiedzialności Polaków  z tytułu roszczeń dotyczących „własności bezdziedzicznej” jedna hucpa wystarczy.

To znaczy – nie do końca – bo 10 lipca 2011 roku żonaty z Żydówką prezydent Bronisław Komorowski kazał znanemu z „postawy służebnej” Tadeuszowi Mazowieckiemu odczytać uczestnikom uroczystości w Jedwabnem list, w którym znalazło się zdanie, że naród polski musi uznać, że „bywał także sprawcą”. Nawet nie poszczególni Polacy, podobnie jak poszczególni Żydowie, całkiem zresztą liczni, którzy wykonywali usługi katowskie dla Stalina – tylko „naród”. Trudno nazwać to inaczej, jak skurwysyństwem – no ale takich wybieramy sobie prezydentów.

No a teraz ambasador bezcennego Izraela w Warszawie, Jego Ekscelencja Jakub Liwne, opublikował gorzkie słowa potępienia incydentu w Jedwabnem, które –  gwoli „dodania dramatyzmu” –  przyozdobił zdjęciem z… niemieckiego obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen.

Ciekawe, czy Książę-Małżonek za takową psotę uzna pana ambasadora za persona non grata, czy też będzie siedział cicho w obawie, że Małżonka Księcia-Małżonka urządzi mu Strajk Kobiet?

Donos na Sommera [i Polskę] do Izraela. Oglądajcie „Jedwabne. historia prawdziwa” szybko. Zanim zdejmą

Donos na Sommera do Izraela. „Oglądajcie szybko. Zaraz zdejmą” [VIDEO]

AW 17.08.2023 donos-na-sommera-do-izraela

Film
Film „Jedwabne. historia prawdziwa” dra Tomasz Sommera.

Po dwutomowej publikacji „Jedwabne. Historia prawdziwa” i filmie Tomasza Sommera pod tym samym tytułem w Polsce zapanowała głucha cisza w sprawie mordu w Jedwabnem. Nikt nie odważył się wejść w polemikę z faktami przedstawionymi w tych dziełach. Ale antypolska propaganda ma trwać, wiec poszedł donos na Sommera do samego Izraela.

Film dokumentalny „Jedwabne. Historia prawdziwa” odkłamuje prawdę o tragicznych wydarzeniach w Jedwabnem. Produkcja Tomasza Sommera, Macieja Dębały, Marka Jana Chodakiewicza powstała w oparciu o pierwszą, kompletną, dwutomową monografię dotyczącą zbrodni, którą od dwudziestu lat obciążani są Polacy.

Film unaocznia absurdalne tezy Jana Tomasza Grossa, który walnie przyczynił się do obarczenia winą naszego narodu. To jednak jedyny „komediowy” element produkcji. Przede wszystkim jest ona rzetelną próbą pokazania, kto i jak naprawdę zamordował Żydów 10 lipca 1941 r. Emisji filmu, również w formie zamkniętego pokazu, odmówiły w zasadzie wszystkie kina w Warszawie.

Po publikacji książki i filmu dotychczasowi piewcy polskiego sprawstwa tego mordu zapadli się pod ziemię. Nikt nie odważył się na polemikę z faktami przedstawionymi w tych pozycjach. Antypolska propaganda musi jednak trwać na świecie, więc pojawił się „donos” na film Sommera w izraelskiej prasie.

Rafał Pankowski ze stowarzyszenia „Nigdy Więcej” doniósł izraelskiemu lewicowemu dziennikowi Haaretz, jaką to „zbrodnię” popełnił Tomasz Sommer swoim filmem, odkłamując antypolską narrację. Dziennik opisał sprawę tak, jakby to była próba zafałszowania historii i wybielania Polaków, którzy przecież w ich mniemaniu byli współodpowiedzialni za holokaust.

„Oglądajcie szybko. Filmem „Jedwabne. Historia prawdziwa” zainteresowała się izraelska prasa po donosie Rafała Pankowskiego. Zaraz zdejmą” – poinformował Tomasz Sommer na Twitterze.

[Szczegóły – obejrzyj w oryginale. MD]

Zapraszamy do obejrzenia filmu, póki YouTube jeszcze go nie zdjęło.

https://youtube.com/watch?v=3l1UCCmcNLk

Dwutomowa praca historyczna autorstwa dra Tomasza Sommera, prof. Marka Jana Chodakiewicza i Ewy Stankiewicz „Jedwabne. Historia Prawdziwa” TOM I + II dostępna jest w Bibliotece Wolności. Można tam nabyć także skróconą jej wersję autorstwa prof. Marka Jana Chodakiewicza i dra Tomasza Sommera – „Jedwabne. Rekonstrukcja mordu” teraz w nowym, większym formacie.

=====================

CD:

Na platformie X (Twitter) Tomasz Sommer zachęcił internautów do zapoznania się z jego filmem, który teraz jest dostępny za darmo. „Oglądajcie szybko. Filmem «Jedwabne. Historia prawdziwa» zainteresowała się izraelska prasa po donosie Rafała Pankowskiego. Zaraz zdejmą” – poinformował.

W jednym z kolejnych wpisów zwrócił się także do Pankowskiego.

„Szanowny Panie Rafale Pankowski. Wzywam Pana do umieszczenia w ciągu 14 dni na stronie haaretz.com przeprosin następującej treści w językach polskim i angielskim” – napisał Sommer.

Przeprosiny miałyby brzmieć następująco: „Ja, Rafał Pankowski, przepraszam Pana Tomasza Sommera, autora filmu «Jedwabne. Historia prawdziwa», za kłamliwe stwierdzenia naruszające jego dobre osobiste, które wypowiedziałem dla gazety «Haaretz» jakoby autor filmu Tomasz Sommer próbował «wypaczyć pogrom w Jedwabnem», («distort a pogrom in the town of Jedwabne») oraz «sugeruje, że oskarżenia przeciwko Polakom zostały stworzone przez kierowaną przez Żydów konspirację» («alleges that the accusations against Poles for the pogrom have been invented by a Jewish-led conspiracy»)”.

„Szanowny Panie Pankowski, swoje wezwanie kieruję tą drogą, gdyż w gazecie «Haaretz» wykazał Pan, że jest Pan stałym czytelnikiem mojego twittera. Jeśli Pan nie zastosuje się do tego wezwania, będę zmuszony skierować sprawę do sądu” – zakończył Sommer.