Kwestia naczelnego katechety – w USA – Vance, w POlsce – Marian Turski…

Kwestia naczelnego katechety – pod refleksję 16 lutego, 2025 by jw

Kwestia naczelnego katechety – pod refleksję

==============

Naczelny katecheta USA – J.D. Vance

Media amerykańskie pytają „Czy J .D. Vance próbuje dodać stanowisko `naczelnego katechety` do swoich licznych obowiązków? „jako że wiceprezydent odwołuje się do zasad teologicznych opracowanych przez świętych: Augustyna i Tomasza z Akwinu .

Daje to do myślenia, że „zasady katolickie mogą wkrótce odegrać bezprecedensową rolę w sporach politycznych”.

W USA zamieszkuje ok. 23 % katolików i odsetek ich rośnie a wiceprezydent Vance należy do tych nowych katolików, bo stał się katolikiem dopiero w 2019 r. a sam twierdzi, że katolicka nauka społeczna odegrała ważną rolę w jego nawróceniu.

Vance na platformie X podjął temat „ordo amoris” (– właściwie uporządkowanej miłości) czym spowodował ożywioną dyskusję i wpis został wyświetlony ponad 11 milionów razy. („Naczelny katecheta USA?” Wiceprezydent Vance wprowadza do dyskursu katolickie zasady moralne – https://opoka.org.pl/News/Swiat/2024/naczelny-katecheta-usa-wiceprezydent-vance-wprowadza-do

Co więcej głosi dezaprobatę wobec aborcji, wobec łamania podstawowych wolności religijnych, wobec karania modlących się w imieniu nienarodzonych, wobec obywateli podejrzanych o popełnienie przestępstw myślowych….. Wypowiedział zatem postępowcom, nie tylko Europy, wojnę ideologiczną.

W ostatnich latach nasi intelektualiści nieraz przestrzegali przed tym co nas czeka jak tylko dotrą dewiacje, deprawacje, które już są powszechne na Zachodzie (antykultura unieważniania – cancel culture, lGBT….)

Po wygraniu wyborów przez Trumpa i podejmowanych już decyzjach w sprawie uporządkowania świata tradycyjnych wartości raczej winniśmy się modlić, aby to co jest już [zaczyna być… md] na Zachodzie przyszło do nas jak najszybciej.

Wiceprezydent Vance jako naczelny katecheta USA w porządkowaniu świata wartości może odegrać ważną rolę, ostatnio powoływał się z najwyższym uznaniem na św. Jana Pawła II, którego w Polsce można lżyć bezkarnie.

Nieraz (jeszcze przed wyborem Trumpa) na bazie własnych doświadczeń pisałem, że degradacja tradycyjnego świata wartości u nas czasem wyprzedza to co jest na Zachodzie np. Hunwejbinizm i cancel culture https://blogjw.wordpress.com/2023/07/25/hunwejbinizm-i-cancel-culture/

 „Takim zjawiskom należy przeciwstawiać się „siłom i godnościom osobistom”, ale – o dziwo –nawet ostrzegający przed cancel culture z Zachodu, sami niejako kasują naszą rodzimą cancel culture.”

Czy Ku jakiej cywilizacji zmierza świat akademicki? https://blogjw.wordpress.com/2022/02/20/ku-jakiej-cywilizacji-zmierza-swiat-akademicki/

„Nieco jednak moglibyśmy od Zachodu przejąć na drodze do ocalenia cywilizacji łacińskiej przenikanej latami przez wpływy cywilizacji turańskiej. Straszenie Zachodem wywołuje nieraz paraliż umysłów i schizofreniczne odruchy solidaryzowania się akademików ze wschodnim sąsiadem (na przykład List otwarty do Narodu Rosyjskiego i władz Federacji Rosyjskiej sprzed kilku lat). Niewątpliwie lewacki marsz przez instytucje postulowany przez Gramsciego ma odpowiednie przygotowanie….  Praktykowany w domenie akademickiej system wartości (właściwie antywartości) niewiele ma wspólnego z cywilizacją łacińską. Otwarte jest zatem pytanie: ku jakiej cywilizacji zmierza świat akademicki?  Dobrze, aby nad tym pochylili się nasi intelektualiści, chociaż w naszej domenie akademickiej nie widać następcy Feliksa Konecznego”.

Naczelny katecheta Polski – Marian Turski

W Polsce w naczelnego katechetę wcielił się Marian Turski propagujący tzw. XI przykazanie „nie bądź obojętny” wśród dorosłych i dzieci, czym zyskał sobie miano autorytetu moralnego. Podczas okupacji niemieckiej był więźniem KL Auschwitz i nie tylko, ale po wojnie nie był obojętny na instalację komunistycznego systemu. Popierał ten system zła na froncie propagandy a był co najmniej obojętny na tragiczny los Żołnierzy Niezłomnych, także współwięźniów KL Auschwitz (rtm. Witold Pilecki).

W swoich „katechezach” nie wraca do tych kwestii, a nakazuje innym, aby byli nieobojętni na każde zło. Jakoś tych nakazów nie kieruje do siebie a uchodzi za autorytet moralny i ma możliwości publicznie głosić swe „przykazania” aprobowane/wspierane także przez katolików. Jak to jest możliwe w kraju katolickim?

W Polsce jeszcze w 2011 roku katolicy stanowili 87,8% populacji w 2011 r. gdy 10 lat później tylko 71,4%. Liczba katolików zatem szybko spada, czyli inaczej niż w USA.

Jakoś z tym spadkiem koreluje się kariera tzw. XI przykazania i jego propagatora, choć to przykazanie jakby unieważniało Dekalog, na którym katolicy winni się opierać. Nawet środowiska kościelne nagradzają, wyróżniają Mariana Turskiego, co musi budzić konsternację i pytanie o stan naszego katolicyzmu. Na naukach Mariana Turskiego opierają się nihiliści, którzy nie są obojętni na kult św. Jana Pawła II dokonując bezkarnego znieważania/lżenia świętego w przestrzeni publicznej, podobnie jak wszystkiego co się kojarzy z wiarą.

Na jego nauki powołują się tęczowi, wulgarne, proaborcyjne aktywistki Strajku Kobiet. Wyznawcy nauk Mariana Turskiego nie są obojętni na walczących o niepodległość Żołnierzy Niezłomnych nazywając ich przeklętymi, bandytami, profanując ich pomniki. Wśród admiratorów „katechezy” Mariana Turskiego jest Franciszek Vetulani, znany krakowski nihilista, mający jednak wielu zwolenników, także wśród kadry akademickiej najstarszej polskiej uczelni, nie tylko Jana Hartmana negatywnie wpływającego na młodzież akademicką przy aprobacie/wsparciu pozostałych akademików.

Poświęciłem tym sprawom książeczkę.”XI przykazanie? Przestroga przed obojętnością nieobojętnych” (https://blogjw.wordpress.com/xi-przykazanie/) uzasadniając, jak potrafię, że

XI przykazanie „nie bądź obojętny” po unieważnieniu Dekalogu łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany nihilizm.”.

I co? I nic. Nie wzbudziła większego zainteresowania, jest pomijana także w mediach katolickich, nie doszło do polemik, krytycznych recenzji, alternatywnych punktów widzenia ważnych w końcu dla katolików zagadnień. Ja nie mogłem być obojętny na karierę tego „przykazania” ale spotykam się z obojętnością innych.

Marian Turski, jak można go określić „naczelny katecheta Polski” po anulowaniu Dekalogu tryumfuje i to w jednym z najbardziej katolickich krajów. Ale warto przypomnieć, że „Dekalog” Kieślowskiego uważny przez zachodnich filmowców za jeden z najważniejszych filmów światowego kina cieszył się na Zachodzie ogromnym zainteresowaniem, znacznie większym niż w Polsce. Nagrody to dostawał na Zachodzie, a obecnie niemal zapomniany przez Polaków, jakby wyparty przez karierę XI przykazania!

Także zainteresowanie „Czarną Księgą Komunizmu” na Zachodzie było ogromne a u nas mizerne. Tak jakby Polacy nie chcieli dziś wiedzieć, że zgodnie z „cywilizacją komunizmu” należało akceptować etykę nikczemnego postępowania i po medialnym obaleniu komunizmu nawet wielu uważających się za antykomunistów postępuje zgodnie z tą etyką, zaprzeczeniem etyki chrześcijańskiej cywilizacji. Trudno się dziwić, że komuna wraca, a tak naprawdę nigdy nie odeszła, chyba że na wyższe stanowiska.

Świat antywartości z „cywilizacji komunizmu” jakby przytłaczał wartości cywilizacji chrześcijańskiej.

Nie może zatem dziwić, że naczelnym katechetą i autorytetem moralnym w Polsce jest Marian Turski a katechezy św. Jana Pawła II odchodzą w niepamięć, lżone przez wyznawców XI przykazania.

Na najstarszej polskiej uczelni wykładowcę etyki Karola Wojtyłę zastąpił Jan Hartman, wielki wyznawca pokrętnej etyki Mariana Turskiego

Czy jest szansa, aby doszło u nas do zmiany na stanowisku naczelnego katechety?

Św Tomasz z Akwinu twierdził, że reakcją na zło winien być gniewa ten kto nie reaguje gniewem na nikczemności, niegodziwości sam jest niemoralny.

A wielu katolickich Polaków postępuje zgodnie z nakazami ideologów marksizmu wykazując obojętność na zło. Można powiedzieć, że cywilizacja Solidarności oparta na wartościach chrześcijańskich zostaje zastępowana przez antykulturę unieważniania, także tych wartości. Wobec wykluczonych za respektowanie wartości cywilizacji chrześcijańskiej, Dekalogu, wyznawcy XI przykazania -niby tego sformułowanego przeciwko wykluczeniom – zachowują co najmniej obojętność, a nawet częściej wrogość, w każdym razie wzmacniają wykluczenie.

Czy nie należałoby w Polsce zmienić naczelnego katechetę? Może otworzyć się na przykład ze „zgniłego” Zachodu?

Spółdzielczość akademicka

Spółdzielczość akademicka 2 lutego, 2025 Józef Wieczorek

„Spółdzielnia jest autonomicznym zrzeszeniem osób, które zjednoczyły się dobrowolnie w celu zaspokojenia swoich wspólnych aspiracji i potrzeb ekonomicznych, społecznych i kulturalnych” – głosi definicja. Czołowym prekursorem spółdzielczości i to na początku XIX wieku był Stanisław Staszic, także ojciec polskiej geologii. Spółdzielczość przetrwała nawet PRL, mimo przekonania o niższości własności spółdzielczej w stosunku do własności państwowej, ale po transformacji, w warunkach gospodarki rynkowej, jest zmarginalizowana. Znacznie lepiej radzą sobie akademicy „w celu zaspokojenia swoich wspólnych aspiracji”, szczególnie po wprowadzeniu „punktozy” – systemu oceniania, awansowania, finansowania akademików w zależności od uzyskanych punktów za swoją działalność, szczególnie publikacyjną.

Akademicy, choć z reguły indywidualiści, wręcz egocentrycy, zrzeszają się w swoiste spółdzielnie, aby jeden drugiego jak najczęściej cytował, aby „wespół w zespół” osiągnąć jak najwięcej punktów. Niektórzy nasi akademicy osiągają w takiej działalności wyniki wręcz imponujące i niedawno ujawniono jednego z profesorów, prowincjonalnej w końcu uczelni, który przewyższył w cytowalności swoich publikacji nawet noblistów. Kilkuosobowa spółdzielnia zręcznościowych akademików może każdą uczelnię, nawet mierną, wynieść na wysokie miejsca w rankingach, także międzynarodowych.

Taka uczelnia ma szanse na większe dotacje na swoją działalność, stąd nie jest zainteresowana zwalczaniem takiego autonomicznego ruchu spółdzielczego. Przełożenia na pożytek naukowy, społeczny czy innowacje to oczywiście nie ma. Opieranie gospodarki na publikacjach najczęściej cytowanych w ramach funkcjonowania spółdzielni mogłoby się skończyć katastrofą. Często nie mają większego znaczenia, bo i cytowane są nie z powodu ich wartości, ale dla zaspokojenia „swoich wspólnych aspiracji”, jak to w akademickim ruchu spółdzielczym jest praktykowane. Slogany polityków: „gospodarka oparta na wiedzy”, „nauka bliżej gospodarki” realizowane są z oporem, bo jak twierdzi Rafał Ziemkiewicz: „Profesorów kupujesz w byle sklepie z profesorami i wszystko ci zaśpiewają”.

Mimo coraz większego “udyplomowienia” jest coraz więcej głupoty

GŁUPIEJEMY! Józef Wieczorek

Coraz częściej ludzie zauważają, że mimo coraz większego udyplomowienia jest coraz więcej głupoty w naszym życiu społecznym. Coraz więcej ludzi nie wierzy w Boga, a coraz więcej wierzy w głupoty serwowane przez autorytety, celebrytów, profesorów. Starsi są zdania, że poziom intelektualny obecnego profesora uczelni jest często niższy od profesora gimnazjalnego sprzed wojny. A matura przedwojenna to było coś więcej niż dziś dyplom uczelni, nie zawsze zresztą uczciwie zdobyty.

Coraz trudniej nawiązać kontakt intelektualny w urzędach, sądach, na uczelniach. Rozumienie słowa pisanego/mówionego staje się coraz rzadsze, krytyka merytoryczna zastępowana jest przez personalny hejt, bo do krytyki potrzebne jest używanie rozumu, a do hejtu wystarczy tylko chamstwo.

Słyszymy nieraz, że na uczelniach ludzie boją się mówić, a nawet myśleć, to niby kto ma uczyć krytycznego myślenia? Napiszesz, że coś jest białe, a spotkasz się z zarzutem, że napisałeś czarne. Odróżnić prawdę od kłamstwa potrafi niewielu, a inni nawet się w tej materii nie wysilają. Czym wytłumaczyć głosowanie na tych, którzy już Polskę zwijali, aby władzy nie kontynuowali ci, którzy Polskę rozwijali?

Czym uzasadnić utrzymywanie – znanej z komunistycznej Polski – negatywnej selekcji kadr w domenie akademickiej? Te obserwacje zdają się potwierdzać wyniki badań prowadzonych w ramach Programu Międzynarodowej Oceny Kompetencji Dorosłych (PIAAC), które dostarczają wiedzy „o aktualnych umiejętnościach dorosłych w zakresie rozumienia tekstu, rozumowania matematycznego i adaptacyjnego rozwiązywania problemów”.

Te kraje, które osiągały wyższe średnie poziomy umiejętności, zazwyczaj mają lepsze wyniki gospodarcze i szybciej się rozwijały. Widać takie umiejętności są przydatne i warto o nie dbać w procesach edukacji. Niestety, Polska we wszystkich takich pomiarach uzyskuje bardzo słabe wyniki, niemal najgorsze wśród krajów europejskich. A jak na taką sytuację reaguje ministerstwo edukacji? Robi wszystko, a nawet więcej, aby przyspieszyć proces ogłupiania Polaków. Takimi łatwiej się rządzi.

https://youtube.com/watch?v=uTgBSOsKcYQ%3Ffeature%3Doembed

„Universita bandita” w Polsce. Mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą

„Universita bandita” w Polsce

Autor: Józef Wieczorek 16 lipca 2024

Przed kilku laty pisałem o konieczności działań wobec plag akademickich w Polsce na wzór włoskiej operacji „Universita bandita”.

Włosi zaniepokojeni patologiami akademickimi, a w szczególności ustawianiem konkursów na etaty, podjęli działania, aby patologię ograniczyć i wielu rektorów znalazło się na ławach oskarżonych. U nas takich działań się nie podejmuje, a proceder ustawiania konkursów na etaty traktuje się jako normę, a nie jako plagę!

Czarny rynek pisania prac dyplomowych, oferowanych przez wyspecjalizowane firmy, też nie jest skutecznie zwalczany. Może ten stan rzeczy zmieni afera korupcyjna w Polskiej Komisji Akredytacyjnej i Collegium Humanum, choć to tylko wierzchołek góry lodowej, która tak łatwo chyba się nie stopi.

Niemniej kilku rektorów, nie tylko głównego szefa Collegium Pawła C., już zatrzymało Centralne Biuro Antykorupcyjne, uznając, że mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą, degradującą nie tylko polską domenę akademicką, lecz także osłabiającą struktury państwa. Wystawiano bowiem, za korzyści majątkowe i osobiste, dokumenty ukończenia studiów MBA, które uprawniają do zasiadania w radach nadzorczych spółek z udziałem skarbu państwa.

Zaufanie społeczne do dyplomów i tytułów akademickich powinno jeszcze bardziej spadać, bo skala oszustw na drodze do ich uzyskiwania jest wielka. Wydawanie lipnych dyplomów to intratny interes, a takie dokumenty stały się obiektami mrocznego pożądania dla nader wielu. Okazało się, że mimo różnej orientacji politycznej beneficjenci tego procederu nie różnią się orientacją etyczną, akceptując zasady nikczemnego postępowania. To spuścizna nie do końca upadłego komunizmu, w którym zorganizowane, nieraz do dziś anonimowe, grupy przestępcze oczyszczały kadry akademickie z elementu o odmiennej orientacji etycznej. Najwyższy czas, aby przystąpiono też do likwidacji innych plag, także w uczelniach publicznych, i powołania Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich, co postulowałem jeszcze w 2010 roku!

Ale taka POMPA nadal nie działa, więc plagi mają się dobrze.



youtube.com/embed

https://youtube.com/watch?v=ms-UKB_SCzY%3Ffeature%3Doembed

Tagi:„Universita bandita” w Polsce

Plagi klimatyczne

Plagi klimatyczne

Posted on 1 czerwca, 2024 by jw plagi-klimatyczne

https://youtube.com/watch?v=31PsVPG0LiY%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26start%3D2%26wmode%3Dtransparent

Plagi klimatyczne

Znakomity dokument o klimacie „Zimna prawda”, emitowany ostatnio w TV Republika, to jednocześnie film o trądzie panującym w pałacu nauki, plagach akademickich, o historii korumpowania nauki. To zimny prysznic dla bezkrytycznie wierzących ludziom nauki, z których wielu zdradza poszukiwanie prawdy dla poszukiwania pieniędzy od prawdy niezależnych.

Nauka o klimacie przekształciła się w ideologię globalnego ocieplenia, negującą wpływy na temperaturę na Ziemi innych czynników niż ilość CO2. Wybitni uczeni, profesorowie najlepszych uczelni, w tym laureaci nagrody Nobla, sceptyczni wobec panującej w ostatnich latach ideologii „płonącej planety”, są marginalizowani, ośmieszani przez aktywistów klimatycznych. Straszenie ludzi globalnym ociepleniem i wprowadzanie restrykcji gospodarczych rzeczywiście zagraża planecie znacznie bardziej niż zagrożenia zmianami klimatu. Te były od zawsze, wywołane czynnikami naturalnymi, a skala wpływu człowieka na fluktuacje klimatyczne nie jest należycie udokumentowana faktami. Jeśli odrzuca się wszystkie niewygodne dane, wyklucza badaczy mających odmienne zdanie, to marny los nauki, a gospodarka i polityka globalna opierające się na niewiedzy prowadzą do katastrofy.

Naukowcy zainteresowani utrzymaniem się na uczelniach, funduszami na badania, nie mogą wygłaszać poglądów sprzecznych z „ustalonymi”, trzymają „gębę na kłódkę”, bo inaczej popełniają samobójstwo zawodowe. Pokonanie drabiny akademickiej wiodącej na szczyt naukowy może nie być możliwe. Nie otrzymają pieniędzy na badania, nie będą awansowani, a przy tym szykanowani tak, że tylko przejście na wcześniejszą emeryturę może ich uratować.

Mobbing jest powszechny w domenie akademickiej, ale skutki mobbingu – rzec można – klimatycznego, dotykającego najwybitniejszych nawet naukowców, to dramat. Także w Polsce sceptycznie wypowiada się emerytowany geolog, gdy gremia etatowe oficjalnie się od niego odcinają. Chyba na wszelki wypadek w komitecie PAN do spraw kryzysu klimatycznego nie było geologów, co chyba świadczy o poważnym kryzysie naukowym w Polskiej Akademii Nauk.

Darmowe uprawnienia do emisji bzdur

Autor: Józef Wieczorek , 9 maja 2024 Darmowe uprawnienia do emisji bzdur

Darmowe uprawnienia do emisji bzdur

Media alarmują, że globalne ocieplenie i zmiany klimatu powodują katastrofalne topnienie lo­dowców, a szczególne zagrożenie ma stanowić tzw. lodowiec zagłady. To lodowiec Thwaites, położony w zachodniej Antarktydzie o po­wierzchni równej Wielkiej Brytanii, będący pod obserwacją naukową od wielu lat. Fakt, że się szybko topi, i, jak się ocenia, może spowodować podniesienie poziomu wód o po­nad 60 centymetrów! Media też straszą, że w niedalekiej przyszłości cała Polska może zostać zalana 16-centymetrową warstwą wody, choć nie podają, jak to możliwe, skoro de­niwelacje terenu sięgają setek, a nawet więcej metrów. Ale dla siania grozy skutków globalnego ocieplenia to nie ma znaczenia, bo chodzenie w wodzie co najmniej po kostki to niezbyt sympatyczna perspektywa, nieprawdaż? Jasne, że ułatwia to wprowadzanie Zielonego Ładu i podnoszenie cen uprawnień do emisji CO2. Natomiast uprawnienia do emisji bzdur są darmowe i niektórzy z tego korzystają bez ograniczeń. Dzięki badaniom geologicznym i geofizycznym musimy brać pod uwagę, że przyczyną szybkiego topnienia lodowca Thwa­ites jest emisja ciepła pochodzącego z głębi Ziemi. Skorupa ziemska jest tam cienka, pocięta rowami tektonicznymi, więc strumienie ciepła z głębi Ziemi grzeją lodowiec od dołu. Zapo­mina się, że emisji ciepła geotermalnego nie da się ograniczyć polityką uprawnień do emisji. Można takimi rozporządzeniami zlikwidować gospodarkę, emisje z kominów, ale wulkany jak dymiły, tak dymią, a w strefach ryftowych ciepło silnie emituje z wnętrza Ziemi, nie zważając na powierzchniowe zarządzenia Komisji Eu­ropejskiej.

Ziemia jest żywą planetą, z gorącym wnętrzem i procesy na niej zachodzące trzeba badać wszechstronnie, mając na uwadze wszystkie sfery ziemskie, nie zapominając o litosferze i sferach głębszych. Unieważnianie wnętrza Ziemi nie ma podstaw naukowych. Dopóki uprawnienia do emisji bzdur pozostaną darmowe, a niezależne opinie na­ukowe – anulowane/penalizowane, nie należy się spodziewać postępu nad wyjaśnieniem rzeczywistych przyczyn zmian termicznych na powierzchni Ziemi.

https://youtube.com/watch?v=-MqM0hhhbtY%3Ffeature%3Doembed

O autorze: Józef Wieczorek

Zakazana historia

Zakazana historia wieczorek/zakazana-historia

Nowa podstawa programowa nauczania historii zbulwersowała Polaków. Trudno pozostać Polakiem, skoro najważniejsze wydarzenia i postaci, które nas ukształtowały, mają być usunięte z pamięci.

Tak czyniły w przeszłości władze zaborcze/okupacyjne, zakazując uczenia historii na drodze do anulowania Polski i narodu polskiego. Podczas okupacji komunistycznej historia co prawda była nauczana, a nawet mobilizowano do jej poznawania, argumentując: „Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”, ale historia była tak zafałszowana na potrzeby instalacji najlepszego z systemów, że jak Jaś się zbyt dobrze jej nauczył, to Jan ma trudności, aby się jej oduczyć. Stąd ze znajomością historii Polacy mają problemy, a obecne postępowe władze polityczne same zamierzają pogłębić jej nieznajomość.

Nie stworzono w III RP należytego systemu edukacji, i to na wszystkich szczeblach, stąd mała odporność systemowa i kadrowa na dewiacje edukacyjne nowej władzy politycznej. W dziedzinie historii najnowszej wiele zrobił IPN, z imponującymi wydawnictwami wcześniej zakazanej historii, ale nie bez zaniedbań. Na anulowanie w historiach akademickich istnienia komunizmu i jego skutków nawet najlepsi historycy nie zdołali odpowiednio zareagować.

Na Uniwersytecie Jagiellońskim trwa kolejna już, XXVIII edycja „Konkursu wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim”, którego laureaci mogą sobie wybrać dowolny kierunek studiów na UJ. Warto mieć taką wiedzę, którą należy posiąść na podstawie lektur obowiązkowych, w których szczególne miejsce mają „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” (wyd. 2000 r). Ale w nich nie ma takiego słowa jak komunizm czy stan wojenny, o czym pisałem wielokrotnie, domagając się od historyków wycofania takiego dzieła z obiegu edukacyjnego. Bez skutku! Takiej historii nie zakazano, mimo że jest fałszywa.

Nawet ci historycy, którzy krytykują ostro i słusznie antypolskie podstawy programowe, na fałszywe podstawy programowe tego konkursu nie reagują. Do tryumfu zakłamanej historii wystarczy tylko, aby dobrzy historycy milczeli.

Od Haraschina do Collegium Humanum

Od Haraschina do Collegium Humanum

Posted on 27 marca, 2024 by jw

Od Haraschina do Collegium Humanum

Afera lipnych dyplomów w Collegium Humanum wstrząsnęła nader słabo zorientowanymi w rozmiarach plag akademickich Polakami. Faktem jest, że skala procederu wydawania dyplomów potrzebującym ich dla kariery publicznej jest wielka. Popyt na dyplomy u nas jest ogromny od lat, to i z podażą różne podmioty starają się nadążyć. Z tego względu poziom udyplomowienia polskiego społeczeństwa jest imponujący. Mało kto może nam dorównać.

Jeszcze u zarania PRL, kiedy brakowało u nas ludzi z wyższym wykształceniem, w różny sposób starano się te braki uzupełnić. Jednym z prekursorów produkcji lipnych dyplomów był sławny prokurator stalinowski Julian Haraschin, który po wydaniu 60 wyroków śmierci na działaczy podziemia niepodległościowego rozpoczął karierę akademicką na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uczył przestrzegania prawa, z czego ta uczelnia słynie do dziś. Jednocześnie opracował innowacyjną na owe czasy metodę uzyskiwania dyplomów bez konieczności zdawania egzaminów czy trudzenia się pisaniem prac dyplomowych. Wynalazek wprowadził w życie akademickie jednak tylko na skalę ograniczoną, metodą – rzec można – chałupniczą. W PRL znane było też wydawanie dyplomów prominentom partyjnym w ramach fikcyjnych studiów, co znane jest z opowiadań o dygnitarzach, którzy dzwonili do rektoratów, aby się dowiedzieć, na którym to są roku, i czasem strofowali władze, że proces ich udyplomowienia idzie zbyt opieszale.

W wolnej Polsce zapotrzebowanie na dyplomy zwiększyło się wielokrotnie i obejmuje coraz szersze kręgi społeczne. Powstały firmy trudniące się pisaniem prac dyplomowych. Co więcej, przed kilku laty powstało Collegium Humanum, ujawniony ostatnio lider na rynku produkcji lipnych dyplomów na skalę wręcz przemysłową. Uwiarygadniał je rektor Paweł Cz. (obecnie w areszcie), lider nauki o dorobku etyczno-moralnym, posiadacz wielu doktoratów honorowych, jak i honorowej profesury (w wieku 26 lat!). Otrzymał Złoty Medal Zasłużony dla Nauki Polskiej Sapientia et Veritas.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 27 marca 2024 r.

===================================

Akademicka przewodnia siła narodu. Dopiero po usunięciu „prześladowców” uczelnie mogły się rozwinąć do poziomu Bangladeszu, Namibii czy Etiopii.

Akademicka przewodnia siła narodu.

Dopiero po usunięciu „prześladowców” uczelnie mogły się rozwinąć do poziomu Bangladeszu, Namibii czy Etiopii.

Ulice „15 grudnia” do dziś sławią powstanie PZPR, przewodniej – przez ponad 40 lat – siły narodu, której sztandary co prawda wyprowadzono u zarania III RP, ale przewodnicy nadal funkcjonują w życiu publicznym Polski, choć biuro polityczne PZPR niejako przeniosło się do Brukseli.

Wśród przewodników wysokiego szczebla, także brukselskiego, jest wielu akademików, choć – o dziwo – istnienie PZPR na ogół nie zostało nawet zauważone w historiach polskich uczelni. I ten stan rzeczy niemal nikogo nie dziwi. Nic bez nakazania/poparcia/przyzwolenia przewodniej siły narodu nie mogło w PRL funkcjonować. I na uczelniach obowiązywała nomenklatura partyjna, kształtując oblicza naszych uczelni – zarówno kadr, jak i absolwentów.

I ukształtowała w taki sposób, na tak długo, że nikt dziś nawet się nie zastanawia, skąd wzięły się obecne kadry akademickie. Na pytania: ile uczelnia potrzebuje pieniędzy, aby zidentyfikowała istnienie PZPR w swej historii, nie dostałem nigdy odpowiedzi. Nie można wykluczyć, że i przeznaczenie na taki projekt badawczy całego naszego budżetu nie byłoby wystarczające. Cel taki nie zostałby osiągnięty, bo chodzi przecież o unieważnienie istnienia i sposobów działania, formatowania domeny akademickiej (i nie tylko) przez PZPR, aby niewygodna dla beneficjentów prawda nie wyszła na wierzch.

Ta kosztowna polityka cancel culture chyba jest jedną z przyczyn ubóstwa uczelni – tak materialnego, jak i duchowego. Naukowcy wprowadzają do historii fałszywe informacje – chyba dla dezorientacji społeczeństwa – o spektakularnym upadku PZPR na uczelniach pod koniec PRL. Czyli co? Polityczne czystki pod koniec epoki jaruzelskiej przeprowadzały bezpartyjne władze uczelni? Podziemna jeszcze Solidarność?

O prześladowaniach partyjniaków, i to także w latach stanu wojennego (też nierozpoznawanego w historiach uczelni), sam słyszałem i do takich prześladowców mnie zaliczano – jeszcze w III RP! I dopiero po usunięciu „prześladowców” uczelnie mogły się rozwinąć do poziomu Bangladeszu, Namibii czy Etiopii.

“Robią habilitację” czy „robią profesurę”. Czy tworzą NAUKĘ ?

Robią habilitację” czy „robią profesurę”. Czy tworzą NAUKĘ?

Endemiczny anachronizm domeny akademickiej

Józef Wieczorek

Niedawno na stanowisko prezesa Polskiej Akademii Nauk został wybrany prof. Marek Konarzewski. Profesor jest biologiem znanym na arenie międzynarodowej, a przy tym zamiłowanym fotografem, co rodzi nadzieje, że pokaże nam, jak naprawdę funkcjonuje nauka w Polsce. Takie nadzieje nie są bezpodstawne po wywiadzie, jakiego udzielił PAP i jaki nie powinien zostać przemilczany przez środowisko naukowe, choć poglądy nowego prezesa PAN dla tego środowiska nie są wygodne. Mimo że jest posiadaczem wszystkich obowiązujących w polskiej domenie akademickiej tytułów, i to zdobytych na drodze merytorycznej, kurczy się wewnętrznie (jak sam określa), gdy ktoś zwraca się do niego „per” profesor.

Zdaje sobie sprawę, że ten tytuł tak się spauperyzował, iż nie może stanowić powodu do dumy, a czasem może wywoływać zawstydzenie.

To bardzo dobrze, że ktoś, kto tak uważa, jest na wysokim stanowisku, choć podobnie myślących i alergicznie reagujących na tytułowanie ich profesorem znałem jeszcze w czasach PRL, kiedy zaczynałem „robić” w nauce. Ale też pamiętam, jak nowo upieczony docent zarzucał studentowi, że mu należnych tytułów w indeksie nie umieścił.

 Tak ulubiony u nas system – jak określam: tytularny – ma długą tradycję i na ogół ludzie nie wyobrażają sobie, aby coś w tej materii mogło się zmienić. Zdobywanie stopni i tytułów jest sensem życia akademickiego i podziwia się tych, którzy „robią habilitację” czy „robią profesurę”, jak się powszechnie mówi. Nie jest to jednak tożsame z „robieniem nauki”, bo gdyby tak było, to bylibyśmy potęgą, a nie mizerią naukową.

Jak wielu wybitnych naukowców, nowy prezes PAN uważa habilitację za endemiczny anachronizm, szkodliwy dla domeny akademickiej, ale wątpię, czy uda mu się przekonać innych, którzy habilitację, jak i profesurę belwederską uważają za filary nauki w Polsce. Większość akademicka (i nie tylko akademicka) uparcie jednak nie zauważa, że nauka w Polsce oparta na tych filarach zajmuje w rankingach dalekie pozycje, razem z krajami tzw. Trzeciego Świata.

Bazar prac dyplomowych. Tanio, niezłe…

Bazar prac dyplomowych Józef Wieczorek

Rozpoczyna się nowy rok akademicki, który ma przynieść wzrost „udyplomowienia” polskiego społeczeństwa i zapewnić byt kadr akademickich funkcjonujących w fabrykach dyplomów. Byt, jak narzekają akademicy, jest kiepski, ale i dyplomy nie lepsze. Generalnie jak produkt jest marny, zapłata nie powinna być wysoka, a nawet jej nie powinno być.

Niestety, u nas nie ma żadnej zależności między jakością produktu a zapłatą. Odpowiadający za kiepskie dyplomy, niezbyt przykładający się do pracy edukacyjnej, a nawet do tego się nienadający, zarabiają jak na nasze warunki całkiem nieźle, gdy oddający swoje najlepsze lata na rzecz wysokiego poziomu dyplomów gratyfikowani są słabo lub wcale, bo z systemu akademickiego są eliminowani. Podnosząc wyżej poprzeczkę, działają na niekorzyść uczelni utrzymujących się z masowej produkcji lipnych dyplomów. Praca organiczna jest u nas generalnie źle widziana, szczególnie jak podważa efekty (nie)pracy autorytetów akademickich.

Gdy uczelnie pozbędą się pasjonatów nauki i edukacji, zdobycie dyplomu nie jest trudne i w liczbie wydawanych dyplomów jesteśmy potęgą. Tym niemniej wielu studentów nawet nie trudzi się żmudnym pisaniem prac, poprzedzonym prowadzeniem badań, a promotorzy nie trudzą się prowadzeniem merytorycznym swoich podopiecznych. Studenci bez problemu mogą znaleźć w Internecie liczne ogłoszenia firm zajmujących się pisaniem prac dyplomowych na pożądany temat i jak to bywa na bazarach, ceny zamówionych dzieł nawet nie są wygórowane. Produkt bywa sprawdzony pod kątem wykrywania plagiatów.

Popyt na takie prace jest duży, to i podaż utrzymuje się na poziomie, i mimo pozorowanej walki z tym procederem firmy na rynku mają się dobrze, nawet w czasach kryzysu. Pisaniem na zamówienie trudnią się wykwalifikowani specjaliści, wśród których nie brakuje pracowników nauki dorabiających sobie do pensji.

Pod względem etycznym i merytorycznym ten proceder jest nie do przyjęcia, lecz uczelnie po odrzuceniu etyki chrześcijańskiej nie mają sobie nic do zarzucenia.

Krakowscy rektorzy winni się kajać. 75. rocznica procesu przeciwko niepodległościowym działaczom Zrzeszenia WiN oraz PSL.

Józef Wieczorek

10 września 2022 roku minęła 75. rocznica procesu krakowskiego przeciwko niepodległościowym działaczom Zrzeszenia WiN oraz PSL. Wśród oskarżonych było kilku naukowców. Najwyższy wymiar kary otrzymał członek WiN Eugeniusz Ralski (biolog), ale karę śmierci zamieniono na dożywotnie więzienie i po amnestii wyszedł na wolność w 1956 roku. Karol Buczek (historyk, kartograf) i Henryk Münch (historyk) zostali skazani na karę 15 lat więzienia, a Karol Starmach (hydrobiolog) na dziesięć lat więzienia, ale kary im ostatecznie zmniejszono.

Niestety, do skazania naukowców przyczynili się rektorzy uczelni wyższych Krakowa: F. Walter, T. Marchlewski (rektor i prorektor UJ), S. Skowron (dziekan Wydziału Lekarskiego UJ), W. Goetel, I.R. Stella-Sawicki (rektor i prorektor Akademii Górniczej), Zygmunt Sarna (rektor Akademii Handlowej), Adam Krzyżanowski (dyr. Wyższej Szkoły Nauk Społecznych), potępiający swoich kolegów za działalność niepodległościową.

O procesie informują liczne opracowania historyczne oraz tablica na ul. Senackiej 3, o czym pamiętają krakowianie (lecz nie rektorzy) w rocznicę procesu. Rektor UJ przed laty objaśniał mi, że UJ obchodzi Akademicki Dzień Pamięci 6 listopada. Ale to jest rocznica haniebnej niemieckiej Sonderaktion Krakau, a nie haniebnej postawy rektorów w procesie krakowskim, którą wykazali m.in. ocaleni więźniowie KL Sachsenhausen: Adam Krzyżanowski, Teodor Marchlewski, Stanisław Skowron, Izydor Roman Stella-Sawicki, Franciszek Walter, i to m.in. wobec współwięźnia tego obozu Karola Starmacha.

Ofiary z KL Sachsenhausen pozostały w pamięci, ale pamięć o postawie akademików w procesie krakowskim została wymazana. Sądownie wyroki z procesu 1947 roku unieważniono w 1992 roku, ale niegodziwej postawy rektorów nie można unieważniać. Do szkół wprowadza się przedmiot Historia i Teraźniejszość, argumentując słusznie, że młodzi nie znają najnowszej historii. Ale kto oświeci polskie środowisko akademickie w zakresie historii, aby w teraźniejszości zachowywali się jak trzeba?

TRĄD W PAŁACU NAUKI. KU JAKIEJ CYWILIZACJI ZMIERZA ŚWIAT [grajdołek?] AKADEMICKI

JÓZEF WIECZOREK

Książka dotyczy fundamentalnych problemów domeny akademickiej i winna skłonić czytelnika do zastanowienia się ku jakiej cywilizacji zmierza świat akademicki. Książka jest kontynuacją wydanych w roku 2020 ”Plag akademickich”.

Naukę w Polsce (i nie tylko w Polsce) gnębią liczne plagi, ale są niechętnie ujawniane w przestrzeni publicznej. W stosunku do plag stosuje się, i to z dużym sukcesem, antykulturę unieważniania, kasowania, wymazywania, znaną jako cancel culture. Tym samym ich zwalczanie nie jest skuteczne, bo trudno walczyć z czymś co w świadomości społecznej, także społeczności akademickiej nie istnieje, a ci, którzy taki temat podnoszą uważani są za frustratów, nieudaczników, pragnących się mścić na tych, którym się udało.

Warto przytoczyć opinię Alberta Einsteina, że najważniejszy jest charakter a nie intelekt i trudno się z tym nie zgodzić w świecie, gdzie wielu ma mniejszy lub większy intelekt, ale tych z charakterem jest coraz mniej. Nie bez przyczyny mamy kryzys uniwersytetu. Zauważyłem to jeszcze w stanie wojennym (stan wymazywany z historii uczelni!) wyrażając opinię, że mamy do czynienia ze śmiercią uniwersytetu. Wielu, i to wybitnych, zauważyło to dopiero w ostatnich latach. Chyba za późno.

Sklep Gazety Polskiej
ul. Filtrowa 63/43
02-056 Warszawa
Polska
Zadzwoń do nas: 722 111 655
Napisz do nas: sklep@gazetapolska.pl

39,90 zł

===========================

Dostępna także w Krakowie w 
Księgarni ZBROJA
 https://ksiegarniazbroja.pl/
31-004 Kraków, pl. Wszystkich Świętych 9
pon. – piątek 11-19.00
tel/ 692-308-776 https://www.facebook.com/KsiegarniaZbroja/

w Księgarni Akademickiej

ul. św. Anny 6 31-008 Kraków

Lepiej trzymać się z dala od uczelni… Duch wspólnoty akademickiej z nich się ulotnił.

Od dwóch lat w domenie akademickiej dotkniętej pandemią dominuje praca zdalna, także studiowanie jest na ogół zdalne. Taki stan rzeczy rodzi obawy o poziom zarówno pracy naukowej, jak i dydaktycznej. Są jednak niewątpliwe plusy w postaci poprawy zdolności posługiwania się technikami komputerowymi.

Konieczność trzymania odpowiedniego dystansu zmniejsza możliwości zakażenia się wirusem, ale i molestowania, choć różne techniki mobbingowe mogą być stosowane także za pomocą internetu czy telefonu. Pandemia strachu i izolacja powodują ponadto różne problemy natury psychicznej.

Badania wykazują jednak, że zarówno pracownicy, jak i studenci dobrze czują się w separacji, pozytywnie oceniają metody zdalnego nauczania i nie tęsknią za powrotem na uczelnie. Widocznie doszli do wniosku, że lepiej się trzymać z dala od uczelni, gdzie prawdziwe życie akademickie od dawna było w zaniku.

Doświadczenia nauki zdalnej rodzić mogą pokusę tworzenia wirtualnych uczelni, których funkcjonowanie byłoby znacznie tańsze od uczelni tradycyjnych. Nie ma wątpliwości, że wspólnota akademicka rozumiana jako korporacja nauczanych i nauczających wspólnie poszukujących prawdy przeszła do historii.

Z takiego modelu uczelnie dawno już zrezygnowały, wiele lat przed covidem, a pandemia tylko taki stan rzeczy wyeksponowała. Badacze, analizujący wyniki ankietowania dotkniętego pandemią środowiska akademickiego, podkreślają rolę budowania więzi emocjonalnej między kadrą a studentami w życiu akademickim. Bez nośnika emocjonalnego wiedza trudniej trafi a (a czasem nie trafia) do studenta.

Niestety badacze nie analizują tych zagadnień w aspekcie czasowym, bez którego interpretacja badań jest ułomna. Wspólnotę akademicką rozpracowywano bowiem przez długie lata komunizmu, a okres postkomunistyczny jeszcze bardziej ją zdezintegrował. Pozostały mury, nawet najstarszych polskich uniwersytetów, ale lepiej się trzymać od nich z daleka. Duch wspólnoty akademickiej z nich się ulotnił.

Józef Wieczorek