Polska imperium naukowym, czyli cud metodologiczny w sezonie ogórkowym

Polska imperium naukowym,

czyli cud metodologiczny

w sezonie ogórkowym

Posted on 23 lipca, 2026 by jw blogjw/polska-imperium-naukowym-czyli-cud-metodologiczny-w-sezonie-ogorkowym

Polska imperium naukowym, czyli cud metodologiczny w sezonie ogórkowym

Sezon ogórkowy w pełni stąd ogłoszono wyniki ewaluacji polskich jednostek naukowych, z których wynika, że jesteśmy imperium naukowym i niech cały świat bierze z nas przykład, aby osiągnąć poziom takiej potęgi. I podobno osiągnęliśmy taki poziom w warunkach głodowych co winno budzić zawiść krajów sytych i hojnie finansujących swoje badania. Potęgą europejską to już byliśmy i to niezbyt długo przed upadkiem, ale potęgą światową i to po upadku, to nam się zdarza chyba po raz pierwszy. Co prawda naukowo nie skolonizowaliśmy jeszcze innych kontynentów ani wysp doskonałości naukowej, lecz po tej, a może kolejnych podobnych ewaluacjach zapewne i to nastąpi. Możemy. W końcu – cóż szkodzi obiecać? Gdy polskie jednostki naukowe opanują intelektualnie zacofańców, świat dopiero ruszy do przodu. Przecież nauka jest fundamentem rozwoju.

Ta ewaluacja zdaje się podważać powszechną opinię, że polska nauka znajduje się w zapaści z powodu chronicznego niedofinansowania. Okazuje się bowiem, że im mniej finansuje się naukę, tym lepsze osiąga wyniki – przynajmniej według tych samych środowisk, które od lat alarmują o dramatycznie niskich nakładach. Paradoks? A może cud metodologiczny.

W informacjach ministerialnych czytamy, że „od wyników ewaluacji zależą nie tylko prestiż uczelni i instytutów, ale także ich finansowanie oraz możliwość prowadzenia studiów i szkół doktorskich”.

„W ramach ewaluacji za lata 2022–2025 przygotowano do przyznania łącznie 1 241 decyzji administracyjnych dotyczących kategorii naukowych w 280 podmiotach” – poinformowało Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w udostępnionym PAP komunikacie.

W kategorii A+ przyznano 106 decyzji, czyli w tylu przypadkach prowadzi się badania na światowym poziomie, w kategorii A, czyli świetnych, o znaczeniu międzynarodowym  – 392 decyzji. Te dwie kategorie łącznie stanowią około 40 proc. ogółu rozstrzygnięć. Takie decyzje podjęto.

Czy jest drugi taki kraj o takim poziomie badań naukowych? Trzeba podjąć niezwłocznie decyzję o powiadomienie świata o naszej pozycji w nauce światowej, bo wkrótce zostanie ogłoszony światowy ranking szanghajski i znowu będziemy dyskryminowani, nie na topie ale na odległych miejscach, albo wcale.

Nie pozwólmy sobie dłużej w kaszę dmuchać!

Fikcyjna nauka za realne pieniądze

Fikcyjna nauka za realne pieniądze

22. lipca 2026 Marek Wojcik world-scam/fikcyjna-nauka-za-realne-pieniadze

Pewnie słyszałeś już, jak ktoś kończył kłótnię słowami: „Z najnowszych badań wynika, że…”. Jakby to rozstrzygało sprawę. Tak nie jest. Niektóre z najostrzejszych ostrzeżeń dotyczących publikowanych badań medycznych nie pochodziły od osób z zewnątrz ani od dziwaków. Pochodziły one od redaktorów czołowych czasopism na świecie — ludzi, którzy stworzyli ten system i doskonale wiedzą, gdzie są w nim luki.

Ten cytat pochodzi z opisu filmu na YouTube:

Naukowcy, którzy nie ufają nauce.
W filmie udostępniono polską ścieżkę dźwiękową.

Również naukowcy muszą spłacać kredyty. Moralność? Czy moralność może pokryć te raty? Z pewnością nie może i dlatego mamy korupcję. Jak długo są chętni do finansowania fałszu, tak długo dyspozycyjni „uczeni” będą spełniać ich najbardziej niedorzeczne życzenia.

Kiedy ci sami ludzie na szczycie instytucji strzegących dostępu – ci, którzy decydują, co uznaje się za „uznaną naukę”, zanim lekarze, organy regulacyjne i dziennikarze się na niej opierają – publicznie kwestionują swój własny system, nie jest to jedynie przypis.

To prawdziwy przekaz, który gubi się w krótkim, viralowym klipie: nie to, że „wszystko jest kłamstwem”, ale to, że te same instytucje, uważane zbiorowo za ostatecznych arbitrów w walce z dezinformacją w medycynie, publicznie przyznają, że nie są już w stanie rzetelnie wypełniać swojej funkcji nadzorczej.

Cytat z niedzielnego artykułu na tkp.at: Kupiona nauka: „Gdziekolwiek szukaliśmy korupcji, tam ją znaleźliśmy”. Emily Kaplan. Źródło.

Żyjemy w trudnych czasach – w czasach upadku wszelkich autorytetów. Ludzie, którzy nie potrzebują żadnego dowodu, by uwierzyć w kłamstwo, wymagają nieskończonej ilości dowodów, by zaakceptować prawdę.

Sceptycyzm – to zdrowe podejście, szczególnie gdy wokół dominuje obłuda. W czasach jedynie słusznej choroby angażowano sportowców, artystów i pisarzy, by reklamowali „środki zaradcze”, które nie potrzebowałyby żadnej kampanii reklamowej, gdyby rzeczywiście spełniały te reklamowane fałszywe obietnice.

Co jest ponad nauką?- Nauka wyższa.- A ponad nauką wyższą?- Chłopski rozum. Dzieci ufają rodzicom. Rodzice ufają lekarzom. Lekarze ufają swojemu wykształceniu. A ich edukacja należy do Rockefellerów.

„Szkoła przygotowuje dzieci do życia w świecie, który nie istnieje”.
Albert Camus.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Kapłani św. Sciencji

Kapłani św. Sciencji

[Uwaga: To tekst dla niewielu, może 10% czytających. Proszę, by Każdy, którego początek znudzi, nie czytał dalej. Mirosław Dakowski]

==================================================

Autor: wawel, 26 czerwca 2026

1. PRAWDA CZY WERYFIKACJA?

Pogardzamy wiarą i klękamy przed dowodem. Nie widzimy, że one… z jednego są rodu. Staramy zaprezentować się jako ci, którzy nie przyjmują niczego na wiarę, wszystko weryfikują, poddają procedurze sprawdzającej, falsyfikują. Naszą obsesją staje się potrzeba dowodzenia wszystkiego za pomocą metod naukowych lub nauk, które same przecież wspierają się na niedowodliwych, aksjomatycznych fundamentach i operują, mniej lub bardziej wiarygodnymi wyrażeniami pierwotnymi, postulatami i hipotezami. Ale o tej pierwotnej „niedowodliwości dowodu” zdajemy się nie pamiętać, zapatrzeni w bożka weryfikacji.

Miejsce Veritas zajęła Weryfikacja i odbiera ludzkie hołdy – podśmiewując się po cichu z naszej naiwności. A kto zweryfikował… weryfikację? Powiadacie: zdrowy rozsądek. A któż wydał mu certyfikat zdrowia? Któż osądził jego zdolność rozsądzania? Który ze zdrowych rozsądków wybraliście na sędziego? Zdrowy rozsądek spryciarza? Zdrowy rozsądek tego, kto wyznaje prawo silniejszego? Zdrowy rozsądek Trazymacha i Nietzschego? Zdrowy rozsądek sceptyka, który wątpi we wszystko z wyjątkiem… własnego wątpienia, niczym jakiejś rzadkiej maści dowcipniś? Zdrowy rozsądek jakiegoś słownego kuglarza, co to z rodu być może tych, o których napisano, że oni „zawsze łgarze, wstrętne bydlęta, brzuchy leniwe”?

Zdrowy rozsądek kompromisu? A któż ustalił zasady kompromisu i rozkład korzyści dla obu stron? Mówicie, że waszym ideałem jest pewność jak w geometrii. A czy ktoś z was wmyślił się w… niepewność, fikcyjność i umowność zarówno istnienia jak i definicji „punktu”, bez przyjęcia których znika cała geometria z jej legendarną pewnością. Powiecie: a pewnośc matematyki? No cóż, zliczanie przedmiotów i środków płatniczych oraz reguły rządzące naliczaniem odsetków – to faktycznie chyba jedyne co buduje wasze poczucie racjonalności świata.

2. NARCYZM ROZUMU czyli IŚĆ Z POPĘDEM NAUKI

„Rozum ludzki poznaje prawdy formalne – logiczne i matematyczne – z pewnością apodyktyczną, to fakt. Jest to poznanie formalne(…)” – jak komentując Kanta, pisze M.Massonius. Jedyne „pewne” choć i w tym punkcie… Gödel móglby oponować. Gorzej sprawy się mają z poznaniem świata realnego. „Poznanie realne możliwe jest tylko przy wstępnym przyjęciu określonych i przez nic nie uzasadnionych założeń. Z tego też powodu jest ono tylko prawdopodobne. W obrębie poznania świata fizycznego wszystko, co może być dowiedzione, może być i zbite. U podstaw poznania świata realnego leżą pojęcia i tezy naczelne (energia, materia, przyczyna itp.) zawierające w sobie sprzeczności wewnętrzne, choć mimo to, nie przeszkadzają one istnieniu potocznego poznania realnego ani tworzeniu i rozwijaniu nauk realnych.”

By zasłonić te gorszące sprzeczności św. Sciencji wymyślamy dziwotwory logiczne takie jak np.komplementarność. Na chwiejnych fundamentach, metodą prób i błędów budujemy „wiedzę”, która raz działa, raz nie, raz prowadzi do globalnej awarii, a raz udaje jej się ominąć rafy nieprzewidywalnych skutków swoich posunięć i która w pewnym momencie zostaje przezwyciężona przez nowszy model paradygmatu naukowego unieważniajacy poprzedni i wyjaśniający więcej. Nasza tak ubóstwiana „wiedza” okazuje się cząstkowym „wyjaśnianiem” cząstkowych aspektów nieskończenie mądrzejszego organizmu Natury za pomocą podpatrywania i naśladowania nakierowanego na skuteczne spożytkowanie.

Nasza nauka będąc tylko zwykłym podglądaczem i kopistą metod Najwyższego Konstruktora tak się zapomina w swojej pysze, że jako ideał wytycza sobie… całkowite wyjaśnienie wszystkiego metodą empiryczną. O tempora, o mores!

3. JEJ LORDOWSKA MOŚĆ: NAUKA DOŚWIADCZALNA, DOŚWIADCZAJĄCA NA NAS

Twórca metody empirycznej Francis Bacon posiadał wybitny intelekt, ale popełnił dwa wielkie błędy. Pierwszy to ten, gdy stwierdził, że poznanie Boga za pomocą filozofii jest niemożliwe. Drugi, gdy przeprowadzając empiryczne eksperymenty na śniegu nie podszedł do tego… empirycznie i zaniedbał kontrolowania ilości czasu spędzanego na mrozie oraz niedopatrzył bycia odpowiednio przyodzianym, w rezultacie czego zaziębił się, co kosztowało go rzecz bezcenną, nawet dla empiryka, czyli życie, a nas – utratę może kilku wiekopomnych dzieł o tym, jak to nauka doświadczalna może przedłużać i pomagać chronić życie w każdych warunkach, nawet przy temperaturze niższej od zera.

Ironia ironią, ale chyba każdy przyzna, że osobliwego i niezbyt dobrze wróżącego ojca mają nasze nauki doswiadczalne…  Oczywiście można to też zinterpretować tak, że zabiła go pasja i zapał do nauki. Poprośmy Derridę, on, zaręczam, znajdzie wszystkie możliwe interpretacje i… jedną więcej. Zinterpretuje fakt tak, że sam fakt nie pozna swojej interpretacji. Ale wróćmy do naszej nauki, która pędzi jednak niezłomnie naprzód, rzec by można, nago i rączo po skrzącym się śniegu. Jak wiadomo wstępnym etapem… zamarzania jest wszechogarniające, nadzwyczaj miłe uczucie błogości…

Nasza atomistyka uwierzyła ślepo, radośnie i właśnie błogo, że odkryła atom energetycznego i ekologicznego perpetuum mobile. Tę wiarę, raczej niezbyt… światłą, zachwiała dopiero seria trzęsień ziemi w Japonii. Nasza Matka Ziemia złapała ostre japońskie zapalenie płuc, obustronne, tak samo jak Bacon… Empiryczna głupota Bacona kosztowała go życie. Czy takaż sama empiryczna głupota naszych kapłanów nauki będzie kosztowała… śmierć Ziemi?

Złośliwe wróżki mówią, że to sam Lord Bacon ze swej, średnio wygodnej, siedziby w Hadesie, ruszony sumieniem – poruszył płytami tektonicznymi, by dać naszej cywilizacji ostatnie ostrzeżenie. Na dowód przytaczają fakt, iż drugi i trzeci potężny wstrząs w okolicach Fukushimy miały miejsce 7-ego i 11-ego kwietnia, a właśnie dokładnie pośrodku tych dwóch dat, czyli 9-ego kwietnia, wypada dzień śmierci wielkiego Lorda.

Zostawmy jednak wróżki samym sobie z ich tajemnymi wyliczeniami i wróćmy do naszej św. Sciencji, która też przewidywać umie, choć nie zawsze, nie wszystko i często nie w czas. Ale póki co, wierzy że odnajdzie gen mądrości, gen głupoty, odwagi i tchórzostwa oraz feromon miłości i wszystkie je spożytkuje, być może nawet w jednym produkcyjnym egzemplarzu.

Nie wiem czy dokładnie to miał na myśli Nietzsche wypracowując w pocie czoła koncepcję Übermenscha, ale pewnie by się ucieszył z postępów genetyki, wszak nieraz wzywał do zapoczątkowania hodowli wyjątkowych jednostek… Nasza nauka wyprodukuje geniuszy, bohaterów, szczęśliwych kochanków, dzieci z amputowanym okresem buntu młodzieńczego, złodziei z gwarantowanym brakiem wyrzutów sumienia i… w razie zamówień i popytu także zrealizuje zamówienie na genetyczne skonstruowanie kilku sztuk niezawodnych i długowiecznych… oprawców.

Nasz klient, nasz pan. Realizujemy każde zamówienie w jak najkrótszym terminie. Wypreparowane i podkradzione z organizmu Przyrody metody „korekty” Życia stworzonego ex nihilo przez Wielki Umysł i Dobro, zastosujemy do taśmowej produkcji „stworów” przydatnych w urządzaniu świata przez Wielkiego Manipulatora czyli przez zadufany w sobie „rozum naukowy” i nienasyconą chęć użycia, rozkochane w sobie królewskie małżeństwo tego zaprojektowanego nam wszechmrowiska. I tak nam dopomóż postęp.

Póki co, ci wspaniali kapłani w swych… latajacych laboratoriach, pracują dzień i noc a nam pozostaje czekać na… genetyczną fukushimę. Na razie sklonowano owieczkę i zmodyfikowano DNA robaka, w niewiadomym kierunku, co prawda, ale zawsze to coś. Kapłani mogą ogłosić święto. I nie wypada pytać, czy to czasem nie jest ten robak pychy, który gryzie ludzkość od zarania jej historii. Może, niezdrowo pokasłujący wciąż w Hadesie Lord Bacon zna odpowiedź…

3. POSTĘPUJĄCY STARCZY POSTĘP czyli ZMIERZCH ZACHODU

Rozum naukowy uzurpując sobie prerogatywy Wszechwiedzy dąży do tego, by wszystko wyjaśnić, przewidzieć i zaplanować. Ideałem staje się DETERMINIZM, powszechnym wymogiem DOWÓD. Tajemnica jest lekceważona, wyśmiewana i… przezwyciężana niczym mityczne marksistowskie sprzeczności klasowe na drodze ku rajskiej szczęśliwości świata poznawalnego i sterowalnego w 100%. Ideałem determinizmu jest widzenia świata tak, że w nim każde ze zjawisk, w tej liczbie każdy postępek każdego człowieka, jest koniecznym i jedynie możliwym. Świata takiego, którym włada logiczne i nieprzebłagane Fatum Stoików, tych samych, którzy stali na zboczu ateńskiego wzgórza Areopag w chwili gdy jakiś dziwny przybysz z Tarsu mówił swe pamiętne słowa: „Jesteśmy bowiem z Jego rodu”.

Słuchali a jakby nie słyszeli… Nie znali Go. Nie znali Jego rodu ani swojego pochodzenia. Za wiele od nich wymagano… Dostali szansę a nie pojęli. Z dużą pewnością możemy założyć, że niektórzy z nich mieli nieprzepartą chęć spytać tego obcego w ich mieście mówcę o… dowody.

W świecie rządzonym przez Konieczność i kończącym się „sprawiedliwym” wszechpożarem, rodem zaiste z wieszczeń National Geographic, w takim świecie o odpowiedzialności człowieka za jego czyny, oczywiście nie może być mowy. Może być odpowiedzialność karna, której racją bytu jest celowość społeczna, nie zaś sprawiedliwość. Celowość społeczna oczywiście kierowana przez grupę, która wygra wyścig na największe i najskuteczniejsze natężenie Woli Mocy i która… sama sobie ułoży prawo naszej… ich prowincji.

4. CZYM POSOLISZ SÓL KIEDY STRACI SMAK?

Czy Prawo jest jeszcze emanacją praw ludzkiej natury czy jest już sformalizowanym społecznym atawizmem, niewygodną tradycją czasów bardziej świadomych, jednym wielkim pozorem i swoistym hołdem wizerunkowym składanym przez występek cnocie? Kto posoli sól, gdy straci ona smak? Kto naprawi prawo? Na pewno nie ci, którzy je zespuli i psują nadal…

Ogół ludzi „mniej więcej wykształconych”, lecz niezdolnych nawet w stopniu elementarnym do samodzielnej źródłowej refleksji nad ideami przewodnimi cywilizacji i nad ideami w ogóle – skłonny jest bezproblemowo uznać racjonalnośc i sensowność „świata totalnego determinizmu”, „świata popędowego postępu” oraz zaakceptować „prawo” do dokonywania „dowolnych zmian w prawie”. Ba! Tenże ogół gotów jest uznać te ideowe fetysze nowożytności nawet z entuzjastycznym aplauzem, motywowanym nadzieją na… cudowne przyszłe granty cywilizacji naukowo-technicznej. Czego to się… nie zapomni i nie poświęci dla ekranu LCD wielkości ściany, wyposażonego, być może, w funkcję transmisji danych zapachowych.

Wszystkie twoje zmysły zaspokoimy, tylko zaufaj nam i zapomnij o tym, co żyje w twym wnętrzu! Ateizm staje się trendy i cool. Wszystkie religie są sobie równe – głoszą religioznawcy posiadający wszechstronnie „wyższe zniekształcenie”. Religijność ograniczamy do importowanych z Dalekiego Wschodu (w tych samych kontenerach co konkurencyjnie najtańsze bawełniane podkoszulki i dziecięce plastikowe zabawki) – dwóch kwadransów dziennie, posiedzeniowej medytacji, według metod opracowanych w specyficznym społeczeństwie kastowym, w czasach – jak słusznie nazwał to Hegel – precywilizacyjnych i aetycznych.

5. CICHYM SKRADAŁO SIĘ KROKIEM czyli BIESIADA WŚRÓD SKORUP

Moralność rangi uniwersalnej zrodziła się dopiero wraz z chrześcijaństwem. Dlatego różne państwa i organizacje sfabrykowane przez ekspansywną Wolę mocy – za punkt honoru przyjmują jawną, bądź jeszcze groźniejszą, gdyż zamaskowaną, walkę z rzeczywistością chrystianizmu. My, jako cielęco pokorni, stadni wyznawcy ducha czasu, wychodzimy tym oczekiwaniom naprzeciw. Stajemy się „nowocześni”, odrzucamy modlitwę i rytuał, głos sumienia zastępujemy poczuciem humanitaryzmu, hasłem tolerancji lub buddyjskiego wszechwspółczucia do… nieistniejącego wszechczłowieka.

Zmyleni identycznością słów podbieranych z innych niż chrześcijańska kultur nie widzimy, że kryje się za nimi odmienna, wsteczna treść, cofająca nas w mentalność prechrześcijańską, antypersonalistyczną, wręcz oniryczną. Dla świata determinizmu i wszechracjonalności ciałem obcym są takie pojęcia jak: sprawiedliwość, krzywda, cnota, grzech, dobro, zło, prawda – są one tylko słowami. W świecie „hiperracjonalnym” nie mogą mieć one znaczenia bezwzględnego ani powszechnego. Zerojedynkowy system walki o byt każdego z każdym… zawiesza się na nich.

Słowa te są kamieniem obrazy dla właścicieli koncernów militarnych, dla technokratów i ich wyznawców.

By je rozbroić – nadają im więc znaczenie konwencjonalne, nie ustalone powszechnie, zależne od poglądów, przywidzeń i kaprysów każdego autora, niezależnie czy mówimy tu o autorach konstytucji czy prawa stanowionego czy powieści. I takim oto trikiem zamyka się nam usta mówiąc: Macie tu te swoje wielkie słowa. Przecież istnieją. O co wam chodzi…?! Możecie sobie o nich poczytać, powiesić je na ścianie, pomyśleć o nich czasem nawet, byle nie w publicznych miejscach…

I niech was… postęp broni, próbować czasem wprowadzać je w życie! Kultywujcie je sobie w małych grupkach rodzinnych, tylko trzymajcie się z nimi z dala od Państwa, bo was obejmiemy ustawą o niebezpiecznych sektach stanowiących zagrożenie dla zdrowia i spokoju społecznego.

Dopóki nie odmówimy na głos obowiązkowi składania pocałunku na wizerunkach i posągach Ślepego Cesarza, dopóty możemy sobie w swoich katakumbach do woli używać i nadużywać wszelakich Wielkich Słów… Bo przecież może być taki świat, że ludzie wykształceni, w swych artykułach, książkach, rozmowach i odczytach nadal będą używać z aprobatą i zachwytem słów: odpowiedzialność, cnota, sprawiedliwość, zbrodnia, krzywda, łajdactwo – nie widząc, nie dostrzegając, że dookolna rzeczywistość stopniowo i nieubłaganie traci prerogatywy świata w którym dobro i sprawiedliwość mają jakikolwiek wpływ na kierunek jego biegu.

I nic może już nie znaczyć, że wielkie słowa, słowa prawidłowe, jeszcze, póki co, są… Bo jeśli się bliżej przyjrzeć, to ujrzy się, że tak naprawdę już od dłuższego czasu stanowią tylko puste łuski. Ucztujemy przy stole zastawionym, czy też raczej… zasypanym skorupami naczyń, które już dawno temu przestały pełnić swoją funkcję a stanowią jedynie atrakcję turystyczną. Czyżbyśmy byli już tylko… turystami w krainie sensu i prawdy oraz jedynie archeologami szczęścia wyższej próby, szczęścia odmiennego od miłego poczucia napęcznienia i poczucia ulżenia sobie przerywanego chwilami importowanej medytacji transcendentalnej? Jeśli się nie opamiętamy, to naszyjnik z malutkich czaszek najwznioślejszych słów i idei oplatający szyję odrażającej bogini Kali – będzie wzbogacał się o kolejne trofea, które bezmyślnie naukowy bezsens zdobywa na osamotnionym coraz bardziej, pełnym sensie.

Zmiany stopniowe i długofalowe są najtrudniej obserwowalne. Nie tylko dzień sądu przychodzi niewidzialnie i niespodziewanie. Także Władca tego świata wkrada się do naszych mieszkań, głów i serc – niepostrzeżenie, doskonale niezauważalny, z tym swoim uśmiechem beztreściowego optymizmu namalowanym na masce wiary w nieograniczony postęp i z wyrazem kpiącej pogardy dla religijnych, nieudowodnionych przesądów. Lepiej nie zrywajmy z niego tej maski, widok może być zbyt wstrząsający nawet dla najzagorzalszych miłośników horrorów.

6. BARBARZYŃCY U BRAM czyli MOLOCH LUBI OFIARY czyli WYRYWANIE PULSUJĄCEGO SERCA

Tajemnice nauki i jej niepewność… zakrywamy i uświęcamy. Zakrywamy wieńcami splatanymi z pustych słów wynajętych futorologów, którzy niczym babilońscy lub egipscy kapłani obwożą tę rozsypującą się figurę św. Sciencji po intelektualnych autostradach globalnej, szczycącej się zwątpieniem we wszystko co niedowiedzione – wioski. Nauka działa – zgoda, ale najczęściej nie wiemy ani dlaczego działa, ani dokąd nas prowadzi z przepasanymi oczami.

Nie wiemy, jakie groźby kryją się za czysto pragmatycznym i bezmyślnym posłużeniem się umiejętnością zaprzęgania do swoich celów tajemnic Natury, które nauczyliśmy się spożytkowywać, wyskrobując pojedyncze nitki z trenu tajemnicy bytu. Podkradliśmy Naturze minicząstkę jej tajemnic, szczątkowe arkana konstrukcji atomu i genomu i ten mikroudział w nie przez nas stworzonej i podtrzymywanej w istnieniu, harmonii wszechcałości, zakręcił nam w głowie tak, że być może sami siebie unicestwimy jako gatunek. Pokora i roztropność są obce rozpędzonemu, praktycznemu rozumowi naukowemu. Ten galop jest ślepy, bo wykłuto oczy rozumowi serca…

Nauka zawiera w sobie wiele „tajemnic naukowych” takich jak np.”ograniczoność i nieograniczoność materii, skończoność i nieskończonośc trwania wszechświata w czasie, następstwo czasowe przyczyny i skutku, kinetycznośc i potencjalnośc materii itp.” „Dlaczegoż te sprzeczności, zawarte w tajemnicach nauki, nie zrażają nas i nie zachecają do wyrzeczenia się nauki”? – pyta M.Massonius. Dlaczego intensywnie tropione trudności, „sprzeczności” i „nieracjonalności” w tajemnicach wiary chrześcijańskiej, jej podstaw i dziejów są tak eksponowane, że u wielu doprowadzają do utraty wiary? Dlaczego tym rzekomym sprzecznościom wiary nie pospieszacie na ratunek z wszystko tłumaczącym pojeciem-wytrychem „komplementarność”?

Jedną z odpowiedzi może być ta, że systemy społeczne, polityczne i światopoglądowe oraz patologiczne organizmy państwowe dążące do eliminacji personalizmu swych członków – wyczuwały i wyczuwają intuicyjnie, iż żywa, masowa i aktywna obecność chrześcijaństwa w przestrzeni społecznej odbiera im rację bytu i podważa podstawy ich uzurpacji. „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić(…).” Nie przypadkiem obydwa totalitaryzmy XX w. ze szczególną zaciekłością zwalczały chrześcijaństwo a jeden z nich czynił to właśnie w imię likwidacji… nienaukowych przesądów. Jednak są to wszystko nieracjonalne rachuby „racjonalnych” systemów masowej depersonalizacji, intelektualnych uzasadnień planów eksterminacji niepodległego ducha ludzkiego. I tyleż irracjonalne, co wciąż się odradzające. Także, a może przede wszystkim, dziś.

Ten koń się zagalopował i z pewnością się wkrótce wyeksploatuje, ale co stratował, przy naszym biernym współudziale, to stratował. Jednak, jak to po wielokroć bywało w historii – odbudujemy i to, bo nie ma takiej plagi, po której ludzkośc by się nie podniosła, powodowana obecnym w niej wyższym instynktem prawdy. Kananejskiemu Molochowi składano w ofierze dzieci, jego współczesnemu odpowiednikowi – ofiarowujemy sens, głębię istnienia i… samo istnienie przyszłych pokoleń.

Żyjemy w świecie realizującym przesłanie Marksa „Wszystkich nienawidzę bogów!”. Barbarzyńca z Trewiru i demiurgowie dzisiejszego antyreligijnego, relatywistycznego i hiperracjonalnego świata, niczym azteccy kapłani odziani w skóry zdarte z ludzi, swoim obsydianowym nożem logiki i pragmatyki otwierają nam pierś, by wyrwać z niej pulsujące serce sensu i l’ordre du cœur ofiarować dzikiemu bóstwu udowodnionej pustki.

7. TO, CO TYLKO SŁUSZNE I TO, CO PRAWDZIWE czyli POZERSTWO ZAGROŻONEGO

Mówiąc o kondycji nauki i techniki oraz o zagrożeniach jakie niosą jej niepohamowane i nierealne ambicje, nie sposób nie przywołać Heideggera. Oddajmy więc mu głos: traktowanie przyrody jako obliczalnego układu oddziaływających sił, „może wprawdzie pozwalać na słuszne ustalenia, ale właśnie dlatego pozostać też może niebezpieczeństwem; takim mianowicie, że wszystko, co słuszne, będzie wyzute z tego, co prawdziwe.” Tylko człowiek zagrożony w tym, co prawdziwe, przybiera pyszną pozę władcy świata. Sednem tego zagrożenia człowieka w jego istocie jest ewentualność, że może mu zostać odmówiony wstęp w odkrywanie bardziej pierwotne.

Nauka jest tylko sposobem i daje nam zaledwie słuszność. Słuszność ma się nijak do prawdy. Tyle Heidegger. Po tak trzeźwych elementach krytyki nauki wróćmy do tego świata i spraw, które bronią się przed tym, by – jak to pięknie określa Heidegger – nie stoczyć się do świata zwykłej przyczynowości.

Są rzeczy, na które nie ma słów w ludzkiej mowie ani pojęć ludzkiego rozumu nie dlatego, że… nie istnieją, lecz dlatego, że to właśnie one są źródłem wszelkich słów, wszelkiej mowy i języka oraz każdego indywidualnego ludzkiego umysłu i duszy. Źródło nazw jest ex definitione nienazywalne, źródło pojmowania jest z konieczności niepojęte. Źródło istnienia… nie istnieje, gdyż sposób jego bytowania musi być innego rzędu, niż istnienie jego stworzeń. Metodami weryfikacji istnienia nie znajdziemy Go nigdy.

Nie pojmiemy Dobra, bo to Ono nas pochwytuje i pojmuje w naszej najtajniejszej głębi. Jedynym pewnym Dowodem istnienia Dobra jest to, że dało nam Ono największe dobro, czyli niezależne istnienie wraz z możliwością niewiary w… Jego istnienie.

Nie pojmiemy istoty tego źródła, ale mamy dostęp do jego częściowego poznania na podstawie jego działań w tym świecie i… w nas samych, gdyż to w nas samych, u podłoża naszej psychiki, skrywa się fundament dowodu na istnienie Dobra stwórczego czyli ów wewnętrzny daimonion Sokratesa, iskra sumienia, wierzchołek umysłu, syneidesis, wewnętrzny osąd bezsensu, nieprawości i bezbożności, zmysł wglądu w konstytuujące świat prawdy najwyższe.

8. RZECZY NAJWYŻSZE

Na środku tego morza, oceanu wiary w tysiące rzeczy wiarygodnych, prawdopodobnych i takich, które czas ukaże kompletnie fałszywymi, w tym oceanie butnej, przereklamowanej racjonalności dwie rzeczy pozostają dla naszego rozumu niedostępną tajemnicą, tajemnicą tajemnic. Mówiac słowami Kanta:wiedzę niepodważalną mamy o dwóch rzeczach, które górują ponad wszystkimi innymi: o niebie gwiaździstym ponad naszymi głowami i o Prawie Moralnym w naszym wnętrzu. M.Massonius określił to tak:

“Pomiędzy przedmiotami mojego poznania jest jeden, będący (…) tajemnicą tajemnic: Ja sam.” Codzienne obcowanie z tym cudem oswaja nas z niepojętym ewenementem trwania niczym niezakłóconej ciągłości naszego zycia psychicznego i z towarzyszącą mu Samoświadomością oraz pewnoscią bycia kimś absolutnie jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym. Z jakiejś nigdy niepoznanej przyczyny każdy z nas czuje z pewnością, która zamienia to poczucie w wiedzę, że jest kimś niezastąpionym i bezcennym – wśród tak samo nieporównywalnych, jednostkowych i niezastąpionych innych Ja.

Drugim fenomenem całkowicie niedostępnym dla naszego ziemskiego rozumu jest nasze życie moralne. „Niezgłębioną tajemnicą jest samo istnienie Życia Moralnego”. I obydwie te wieczne tajemnice – wobec sensu istnienia których w świecie bezwzględnej walki o byt, każdy rozum jest bezsilny – są jednocześnie… kapitałem największej naszej pewności, jedynym, tak naprawdę, dostępnym nieustannie i bezwarunkowo, niepodważalnym fundamentem. Fundamentem nie potrzebującym dowodu, bo będącym podłożem i autorem wszystkich możliwych i niemożliwych dowodów.

9. DOCTA IGNORANTIA czyli WIEDZĄCA NIEWIEDZA I DWA JEJ PIERWSZE KROKI

Tajemnica tajemnic w swym dwojakim kształcie staje się czymś najpewniejszym, co dano nam poznać. Tajemnica staje się najpewniejszą wiedzą! W niepojętym paradoksie, to co najbardziej tajemnicze, jest dla każdego człowieka tym, co najjaśniejsze. To co pozornie najsłabiej udowodnione i potwierdzone, daje najtwardszą i najbardziej niezłomną siłę. To, co niby całkowicie nieugruntowane, daje grunt najtrwalszy. A te drobne rzeczy, których istnienia i praw nimi rządzących potrafimy dowieść – te drobiazgi, czekają na zaprzęgnięcie w kierat przemysłu i techniki albo na kogoś kto je prędzej czy później obali, wykaże ich nieprawdziwość, czasową li tylko obowiązywalność lub fałszywość.

Dwa kamienie węgielne chrześcijaństwa: istnienie JA oraz istnienie Życia Moralnego, są nie do obalenia i nie podlegają weryfikacji, gdyż to właśnie one weryfikują wszystko. Diament nie dajacy się niczym zarysować… Tajemnica, a zarazem jedyna i najpewniejsza wiedza. Tajemnica będąca poznaniem, pierwszą i ostateczną, jedyną pewną wiedzą, trwającą pośród przetaczających się wokół nas, burzliwych potoków udowodnionej i rozgłośnej znikomości.

Bibliografia

1. Marian Massonius – Rozum w obliczu tajemnicy. Listy do Mariana Zdziechowskiego, Kraków 1923

2. John Henry Newman – Logika wiary, Warszawa 1989

3. Immanuel Kant – Krytyka praktycznego rozumu, Warszawa 1984

4. Georg Wilhelm Friedrich Hegel – Wykłady z filozofii dziejów, Warszawa 1958

5. Martin Heidegger – Pytanie o technikę

– Nauka i namysł

(w: Budować, mieszkać, myśleć, Warszawa 1977)

6. Walerian Magni – O świetle umysłów i jego obrazie, Warszawa 1994

Tagi

O etykietce, która zastępuje myślenie

Naukowy kapłan i pamięciowcy wiedzy. O etykietce, która zastępuje myślenie

…filozof to nie facet, który zna na pamięć wszystkie poglądy…

Zbigniew Jacniacki

neon24/naukowy-kaplan-i-pamieciowcy-wiedzy-o-etykietce-ktora-zastepuje-myslenie

Współczesny człowiek non stop słyszy dwa magiczne zaklęcia:
„to jest naukowe”
albo
„to nie jest naukowe”. 

I na tym zwykle kończy się cała dyskusja. Nie dlatego, że ktoś rozwiązał problem czy odkrył prawdę. Po prostu pojawiła się etykietka. I po sprawie. „Naukowe”. Działa jak pieczęć z urzędu. Jak certyfikat jakości myślenia. Jak dzisiejszy odpowiednik starego „ bo tak powiedział ksiądz”. Najzabawniejsze jest to, że masa ludzi rzuca tym słowem, choć sama nie ma pojęcia, co ono tak naprawdę znaczy. Co to właściwie jest ta „naukowość”?


Metoda?
Powtarzalność?
Możliwość obalenia?
Statystyki?


Czy po prostu to, że profesorowie się z tym zgadzają? [ niektórzy md]

 Zdziwisz się, ilu znanych profesorów z telewizji mówi „naukowe” z taką pewnością, jakby sami nigdy nie zastanawiali się głębiej co to słowo oznacza. To jakby hydraulik codziennie gadał o „hydrauliczności”, ale nie umiał wyjaśnić, o co mu właściwie chodzi. 

Dzisiejsze dyskusje na uczelniach często już nie są o rzeczywistości.
Są o tym, co ktoś napisał o tym, co ktoś inny napisał o rzeczywistości. Profesor cytuje profesora, który komentował innego profesora, który nie zgadzał się z jeszcze innym profesorem. A sam problem? Dawno zaginął pod stosem przypisów. Ludzie na uniwersytetach coraz rzadziej badają świat. Badają za to, co inni napisali o świecie. Zamiast pytać „czym jest świadomość?”, pytają: „jak Heidegger rozumiał pojęcie istnienia w latach 30. w kontekście Husserla?”

To może być ciekawe z historycznego punktu widzenia – tak jak ktoś może badać guziki na mundurze Napoleona.
Problem zaczyna się, gdy taki „historyk” filozofii nagle nazywa siebie filozofem. Bo filozof to nie facet, który zna na pamięć wszystkie poglądy.
Filozof to ktoś, kto naprawdę kocha mądrość.

A miłość do mądrości zaczyna się od odwagi patrzenia na świat na własny rachunek. Tymczasem dzisiejsze uczelnie często wychwalają ludzi, którzy są świetni w unikaniu własnego myślenia. Potrafią godzinami opowiadać: co powiedział Derrida, jak odczytano Foucaulta, dlaczego Lacan pokłócił się z Freudem, ale jak zapytasz ich normalnie: „Okej, a ty sam co myślisz o rzeczywistości?” – to cisza. 

To już nie jest umiłowanie mądrości. To kult archiwum i cytatów. Powstała cała kasta kapłanów przypisu – ludzi, którzy wierzą, że jak masz dużo cytowań, to nie musisz mieć kontaktu z prawdziwym życiem. Im bardziej tracimy bezpośredni kontakt z rzeczywistością, tym ważniejsi stają się różni pośrednicy: eksperci, komentatorzy, interpretatorzy, autorytety. Człowiek przestaje ufać sobie – swojemu doświadczeniu, swojemu myśleniu. Musi dostać pieczątkę. Certyfikat. Etykietkę „naukowe”. Jakby prawda nagle stawała się prawdziwsza po zatwierdzeniu przez komisję grantową.

Nauka jako metoda jest super i jest jednym z największych osiągnięć człowieka.
Problem nie leży w nauce. Problem leży w tym, jak słowo „naukowy” stało się plemienną pałką do walenia po głowie. Bo bardzo często „naukowe” nie znaczy już „zostało uczciwie zbadane”. Znaczy raczej: „możesz to mówić i nikt cię nie wyrzuci ze stada”. Wielu ekspertów z mediów zachowuje się bardziej jak urzędnicy poprawności myślowej niż jak prawdziwi odkrywcy. 

Prawdziwe poznanie zawsze zaczynało się od ludzi, którzy mieli jaja, żeby wyjść poza to, co akurat wszyscy powtarzają. A dzisiejszy system akademicki najczęściej nagradza coś dokładnie odwrotnego – grzeczne powtarzanie aktualnej narracji. Najśmieszniejsze jest to, że ci sami ludzie, którzy ciągle krzyczą „gdzie są dowody naukowe?!”, sami opierają się na masie nieweryfikowanych założeń, np.: 

że świadomość to produkt mózgu,
że rzeczywistość jest tylko materialna,
że wartości to tylko społeczny wymysł,
że człowiek to biologiczna maszyna,
że sens życia to ewolucyjna iluzja.

To nie są fakty naukowe. To są filozoficzne dogmaty.

Ale tak nam się pomieszało, że wielu ludzi już tego nie widzi. Dlatego warto odzyskać odwagę myślenia po swojemu. Nie po to, żeby odrzucać naukę. Tylko po to, żeby przestać traktować słówko „naukowe” jak magiczny talizman, który zwalnia nas z myślenia.

Dlatego koncepcja Pola Świadomego Istnienia nie prosi o żadne certyfikaty. Nie walczy z nauką o tytuł „najprawdziwszej teorii”. To po prostu narzędzie. Pojawia się, kiedy jest potrzebne, i znika, kiedy nie jest. Nie udaje, że jest absolutem. Po prostu pomaga zobaczyć to, co jest: że świadomość nie jest produktem – jest fundamentem  wszystkiego. Że materia to przejaw, a nie źródło. I że nie potrzebujesz niczyjej zgody, żeby się z tym połączyć – wystarczy szczere „chcę to poczuć”. Jeśli ta koncepcja pomaga Ci w życiu, daje spokój, kierunek – to jest jej największe potwierdzenie. Nie w artykule naukowym. Tylko w Twoim życiu. A jak jutro przestanie być potrzebna? Spokojnie wróci tam, skąd przyszła. I też będzie dobrze. Bo Pole nie potrzebuje etykietek, żeby istnieć. 

PAN zachęca dojrzałych naukowców: Oferuje pracę za… minimalną krajową


Potrafią „zmotywować” do nauki! PAN oferuje pracę za… minimalną krajową


fronda.pl/Potrafia-zmotywowac-do-nauki-PAN-oferuje-prace-za-minimalna-krajowa

Ogłoszenie o pracę opublikowane przez Instytut Fizyki Polskiej Akademii Nauk (IF PAN) wywołało falę mocnych komentarzy i oburzenia w środowisku akademickim. Powodem skandalu jest zestawienie wysokich wymagań wobec kandydatów zestawione z wynagrodzeniem na poziomie krajowej płacy minimalnej obowiązującej od początku 2026 roku.

Poszukiwany na stanowisko asystenta pracownik ma mieć doktorat z fizyki oraz od 4 do 10 lat doświadczenia w mikroskopii elektronowej, w tym biegłą znajomość języka angielskiego i umiejętność obsługi zaawansowanych narzędzi badawczych, takich jak mikroskop transmisyjny Titan Cubed 80–300. Do zadań należeć mają również analiza danych metodami Big Data, wykorzystanie technik uczenia maszynowego oraz aktywne uczestnictwo w pozyskiwaniu grantów badawczych.

Mimo tak specjalistycznych kompetencji, wynagrodzenie brutto wynosi 4 806 zł miesięcznie, co odpowiada jedynie minimalnej pensji w Polsce obowiązującej od stycznia 2026 r. — decyzji rządu, która ustaliła płacę minimalną właśnie na tym poziomie.

W praktyce kwota ta nie odbiega od najniższej krajowej, co wywołało falę krytyki w mediach społecznościowych i komentarzach środowiska naukowego. Na portalu X pojawiły się głosy, że tak niskie wynagrodzenie nie zachęca młodych fizyków do pozostania w nauce ani do aplikowania do polskich instytucji badawczych, szczególnie wobec ofert zagranicznych, które oferują znacznie wyższe stawki.

Zwrócono też uwagę, że oferta PAN, mimo iż formalnie zgodna z obowiązującymi przepisami, odbiega od standardów wynagrodzeń w sektorze badawczym, gdzie osoby z doktoratem i specjalistycznymi umiejętnościami często wypracowują kontrakty o znacznie wyższym poziomie płacy. Dane dostępne w raportach wynagrodzeń dla Instytutu Fizyki PAN wskazują, że przeciętne płace naukowców i pracowników technicznych są zróżnicowane i często znacznie przekraczają minimalne stawki [sic!! md] , co podkreślają komentatorzy.

Zaszufladkowano do kategorii Nauka | Otagowano

List w sprawie doradców Prezydenta RP

List w sprawie doradców Prezydenta RP

Posted on 1 października, 2025 by jw

Na prośbę autora listu ujawniam go na moim serwisie – Józef Wieczorek

———————————————–

List w sprawie doradców Prezydenta RP

Pan

Paweł Szefernaker

Szef Gabinetu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Warszawa

Sprawa: Nie można pozostawić spraw nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce samym sobie, gdyż są one zatrute wirusem degrengolady. Nauka i szkolnictwo wyższe są u nas w stanie stagnacji lub upadku (w zależności od dziedziny) – potrzebne są pilne zmiany.

Szanowny Panie Ministrze,

Przeglądając dzisiaj listy doradców Pana Prezydenta (tych etatowych i społecznych), na stronie WWW: https://www.prezydent.pl/kancelaria/ doradcy-prezydenta-rp, oraz czytając zamieszczone biogramy pod ich zdjęciami, a także czytając informacje zawarte w zakładce Aktywność Doradców (https://www.prezydent.pl/kancelaria/aktywnosc-doradcow), zauważyłem, że wśród nich NIE MA ŻADNEGO, który by doradzał Panu Prezydentowi w sprawach nauki i szkolnictwa wyższego. Moim zdaniem TO WIELKIE PRZEOCZENIE.

Mimo ciągle powtarzających się zapewnień Rządu o bardzo dobrej kondycji nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, każdy kto chce widzieć, widzi, że w tych obszarach jest coraz gorzej. Co chwila te obszary są wstrząsane skandalami różnego rodzaju, bo zatrute są one wirusem degrengolady. Nauka i szkolnictwo wyższe są u nas w stanie stagnacji lub upadku (w zależności od dziedziny). Aby się o tym przekonać, wystarczy poczytać niezależne źródła raportujące: Science Watch Polska i blog dr. Józefa Wieczorka.

A jakie są przyczyny tej degrengolady, stagnacji lub upadku? Krótko, w genialny sposób, ujął to Pan dr Józef Wieczorek w swoim ostatnim artykule na stronie WWW: https://lustronauki.wordpress.com/2025/09/28/ai-o-akademickiej-weryfikacji-lat-80/

Moim zdaniem, zdaniem krytycznych środowisk skupionych wokół społecznych organów niezależnej nauki w Polsce: Fundacji Science Watch Polska z Panią Prezes Joanną Gruba i Blogu akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka

NAJWYŻSZY JUŻ CZAS ZACZĄĆ TO „ODKRĘCAĆ”.

Rząd Pana Donalda Tuska nie jest tym zainteresowany. Jest nawet gorzej. Stara się „ukręcać łeb” wszystkim prawdziwym aferom w nauce i szkolnictwie wyższym. Betonuje to co najgorsze. Dlatego ja tu piszę do Pana i zwracam się z prośbą o zainteresowanie Pana Prezydenta tym co napisałem powyżej. Będę Panu bardzo wdzięczny, a przede wszystkim będzie Panu za to wdzięczne całe nasze środowisko skupione wokół Fundacji Science Watch Polska i Blogu Pana Józefa Wieczorka.

Jeżeli Pan Prezydent zainteresuje się tym, co napisałem powyżej i zechce odwrócić samozagładę nauki w Polsce, to deklarujemy, że mu w tym pomożemy. Ponadto, jeżeli Pan Prezydent zechciałby powołać swojego doradcę dla tego zadania i tych obszarów, i jego wybór padłby na moją osobę, to ja niniejszym deklaruję, że przyjąłbym takie powołanie.

Na dzień dzisiejszy – w celu rozpoczęcia sanacji zarządzania nauką i szkolnictwem wyższym w Polsce – uważałbym uchwalenie w trybie pilnym krótkiej ustawy: o likwidacji Rady Doskonałości Naukowej (RDN) i zniesieniu tytułu profesora w Polsce.

Uważam za BARDZO PILNE pojawienie się takiej ustawy. Pozostają stopnie naukowe doktora i doktora habilitowanego (nadawane wyłącznie przez uprawnione do tego rady naukowe na uczelniach.). Pozostają STANOWISKA profesora uczelnianego (mogłyby być dwóch kategorii: niższej i wyższej rangi.) Osoby, którym nadano tytuł profesora w Polsce GO ZACHOWUJĄ, ALE BEZ ŻADNYCH PRAW DO WYŻSZEGO WYNAGRODZENIA Z TEGO TYTUŁU.

Prowadzenie rejestrów osób ze stopniami naukowymi w Polsce przejmuje wyspecjalizowana komórka w Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego (RGNiSW). Ta komórka RGNiSW prowadzi również postępowania o nadawanie jednostce uczelnianej uprawnień do prowadzenia przewodów o nadanie stopnia doktora i doktora habilitowanego.

Ponieważ instytuty badawcze (np. PAN) nie prowadzą działalności dydaktycznej, to nie mogą uzyskiwać praw do nadawania stopnia doktora habilitowanego. Jedynie doktora. Mają się skupić WYŁĄCZNIE na działalności, do której zostały powołane. (Zgodnie z objaśnieniem: Venia legendi (łac. „pozwolenie odczytywania” lub „pozwolenie nauczania”) to termin akademicki oznaczający prawo do samodzielnego prowadzenia wykładów na wyższej uczelni. Jest to upoważnienie, które tradycyjnie było przyznawane po habilitacji, umożliwiając pracownikowi naukowemu wykładanie na uczelni…. Źródło: Internet.)

Z poważaniem

Andrzej Marek Borys

nauczyciel akademicki w Uniwersytecie Morskim w Gdyni

PS. Szanowny Panie Ministrze, jeżeli Pan będzie potrzebował więcej wyjaśnień i materiałów w poruszonych powyżej sprawach – jestem do Pana dyspozycji.

Brett Weinstein ostrzega przed systematycznym niszczeniem poszukiwania prawdy

https://uncutnews.ch/brett-weinstein-warnt-vor-systematischer-zerstoerung-der-wahrheitssuche-im-westen

Brett Weinstein ostrzega przed systematycznym niszczeniem poszukiwania prawdy na Zachodzie

Apeluje o „oddalenie”, aby zobaczyć pełen obraz: problem jest większy niż federalne władze ds. zdrowia w USA, czyli to, co nazywa „kartelem COVID”.

„Co oni ukrywają?” „Ukrywają wszystko”.

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 17

Brett Weinstein, biolog ewolucyjny i były profesor Evergreen State College, znany z krytycznego stanowiska wobec nadużyć władzy, korupcji politycznej i manipulacji naukowych, w poruszającym przemówieniu przedstawił ponury obraz obecnego stanu społeczeństw zachodnich. Weinstein, który w ostatnich latach stał się znanym głosem sprzeciwu wobec nadużyć władzy i korupcji instytucjonalnej, dostrzega wyraźny, alarmujący schemat, który wykracza daleko poza pojedyncze skandale czy politykę dotyczącą COVID-19.

Kluczowe pytanie, jak twierdzi, brzmi: „Co oni ukrywają?” – a odpowiedź jest równie prosta, co niepokojąca: „Ukrywają wszystko”.

Weinstein podkreśla, że rzadko zdarza się, aby naukowcy wypowiadali się z taką pewnością, ponieważ zazwyczaj formułują hipotezy ostrożnie. W tym przypadku jednak zweryfikował tezę i jest „tak pewny, jak prawie wszystkiego innego”: jesteśmy systemowo zaślepieni. Ten schemat nie tylko wyjaśnia teraźniejszość, ale także przewiduje przyszłość z niemal idealną dokładnością.

Schemat opisany przez Weinsteina jest łatwy do rozpoznania i sprawdzenia:

  • Wszystkie instytucje, których misją jest publiczne poszukiwanie prawdy, są atakowane i podupadają.
  • Panele ekspertów zawodzą całkowicie , a osoby o krytycznym znaczeniu są poddawane presji, marginalizowane lub wykluczane.
  • Każdy, kto zakłada poza instytucjami nowe organizacje poszukujące prawdy, jest bezlitośnie zniesławiany – często przez te same instytucje, których misji tak naprawdę broni.

Przytacza porównanie z wojska: „Raz to błąd, dwa razy to wypadek, trzy razy to wrogie działanie”. Biorąc pod uwagę setki przykładów tego wzorca, trudno znaleźć choćby kilka wyjątków.

Weinstein mówi o „raju dla głupców”:

  • Uniwersytety marnują publiczne pieniądze na z góry ustalone, politycznie akceptowalne wnioski.
  • Profesorowie nauczają wyłącznie treści zgodnych z „prawdami”, które studenci przyjęli z mediów społecznościowych, nawet jeśli prawdy te stoją w sprzeczności z podstawami ich własnej dyscypliny.
  • Dawniej wiodące gazety, takie jak „New York Times” czy „Washington Post”, piszą o ważnych historiach dopiero wtedy, gdy stały się one powszechnie znane.
  • CDC jest przydatne jedynie wtedy, gdy ktoś zasadniczo postępuje odwrotnie niż zaleca.
  • Sądy są coraz częściej wykorzystywane przez elity jako narzędzia przymusu wobec ich krytyków.

Szczególnie alarmujące jest to, że Weinstein wspomina próbę podjętą przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA, mającą na celu utworzenie „Departamentu Prawdy” i uznanie krytyki rządu za formę terroryzmu.

Jego apel skierowany jest do obywateli Zachodu: Schemat jest jasny, choć niejasny jest, kto dokładnie za nim stoi i jaki jest ostateczny cel. Pewne jest jednak, że „narzędzia oświecenia i prawa gwarantowane przez konstytucję są nam systematycznie odbierane”.

Weinstein kończy ostrym ostrzeżeniem: „Jeśli nie podejmiemy walki i nie wygramy tej bitwy, rezultatem będzie nowa epoka ciemności – tyle że ta epoka ciemności będzie wyposażona w o wiele potężniejsze i bardziej wyrafinowane narzędzia przymusu niż kiedykolwiek wcześniej”.

Woke Science and the White House

Woke Science and the White House

Doing what is right for science in America. 

ROBERT W MALONE MD, MS JUL 26

The Trump administration has canceled federal contracts worth millions from Springer Nature, a German-owned scientific publisher.

Approximately. $20 million in government grants for journal subscriptions have been rescinded, with potentially “billions more in grants and contracts to be soon retracted. Springer Nature publishes over 3,000 journals, including Nature and Scientific American. Officials have stated that U.S. taxpayer money should not fund what they consider “unused subscriptions to junk science.” This move is unprecedented in the scientific publishing world and is just one of the opening volleys against what the Trump administration has labelled “woke science.”

The Trump administration has initiated a campaign against what it termed „woke science,” particularly by removing specific research terminology from government platforms, reorienting funding priorities, and dismissing scientists it considered aligned with „woke” or progressive views.

Nature Springer is the most important publisher of scientific journals in the world. It was created by the 2015 merger of Springer Science + Business Media, Holtzbrinck Publishing Group’s Nature Publishing Group, Palgrave Macmillan, and Macmillan Education. 

According to Retraction Watch, Springer Nature issued 2,923 retractions in 2024 and has had issues with quality control over the past few years. Despite all these retractions, Springer Nature has significantly downplayed the COVID lab-leak theory and refused to retract blatantly false publications that promote the COVID origins being from a natural source. In fact, one paper in Nature Medicine, titled “The proximal origin of SARS-CoV-2”, published in May 2020, includes multiple factual misrepresentations and omissions.

The paper begins with the quote:

Our analyses clearly show that SARS-CoV-2 is not a laboratory construct or a purposefully manipulated virus.

Prominent scientists and experts, including those who testified before Congress, have stated that the paper meets the criteria for retraction due to “unreliable content” and the misrepresentation of the authors’ true scientific views at the time of publication. Nature has received petitions and thousands of retraction requests for this specific paper, but Nature Springer refuses to retract it. One has to wonder if this is because of its ties with China and the CCP.

Springer Nature has censored content to appease the Chinese government and has acknowledged in 2017 to blocking over 1,000 journal articles in mainland China following government requests. Censored topics include politically sensitive issues to the CCP, like Tibet, Taiwan, the Tiananmen Square protests, elite politics, Uyghur rights, and the Cultural Revolution.

Is Springer Nature, which has a monopoly within specific scientific fields and is the largest and most prestigious academic publisher in the world, openly biased toward leftist politics and policies? Or is the Trump administration blowing rhetorical smoke?

We spent some time examining Springer Nature’s actions and publications over the past decade and have concluded that, yes – in fact, the company does not truly represent the scientific endeavor but has become a mouthpiece for liberal policies supporting a globalist agenda. It also has a „peer review” process that critics believe is dominated by woke groupthink. 

To illustrate this point with specific examples, Springer Nature is a signatory of the SDG Publishers Compact, a UN initiative that prioritizes the Sustainable Development Goals (SDGs) of the UN when publishing. The UN’s SDG publishers Compact states that “Signatories aspire to develop sustainable practices and act as champions of the SDGs during the Decade of Action(2020-2030), publishing books and journals that will help inform, develop, and inspire action in that direction.” Action items required by the UN for publishers signing the compact include:

1. Committing to the SDGs: Stating sustainability policies and targets on our website, including adherence to this Compact; incorporating SDGs and their targets as appropriate.

2. Actively promoting and acquiring content that advocates for themes represented by the SDGs, such as equality, sustainability, justice and safeguarding and strengthening the environment.

3. Annually reporting on progress towards achieving SDGs, sharing data and contribute to benchmarking activities, helping to share best practices and identify gaps that still need to be addressed.

4. Nominating a person who will promote SDG progress, acting as a point of contact and coordinating the SDG themes throughout the organization.

5. Raising awareness and promoting the SDGs among staff to increase awareness of SDG-related policies and goals and encouraging projects that will help achieve the SDGs by 2030.

6. Raising awareness and promoting the SDGs among suppliers, to advocate for SDGs and to collaborate on areas that need innovative actions and solutions.

7. Becoming an advocate to customers and stakeholders by promoting and actively communicating about the SDG agenda through marketing, websites, promotions and projects.

8. Collaborating across cities, countries, and continents with other signatories and organizations to develop, localize and scale projects that will advance progress on the SDGs individually or through their Publishing Association.

9. Dedicating budget and other resources towards accelerating progress for SDG-dedicated projects and promoting SDG principles.

10. Taking action on at least one SDG goal, either as an individual publisher or through your national publishing association and sharing progress annually.

Other signatories to this UN pact in the USA include: 

Regal House PublishingCabellsGlobal Book AllianceHustle For HumanitySpringer NatureWileyBooks InternationalCopyright Clearance CenterWomen’s Health and Education Center (WHEC)AIP Publishing,  American Society of Civil EngineersAssociation of University Presses,  Marine Corps University PressCommon Ground Research NetworksE-Lib4AllPartners in Digital Health, LLCThe Gazette of Medical SciencesLes Presses de l’Université d’Ottawa l University of Ottawa PressAnnual ReviewsCecilian PublishingMaximum Academic PressRTI PressPLOSAmerican Geophysical UnionACS PublicationsIowa State University Digital PressIEEEAmerican Physical SocietyMary Ann Liebert, Inc.American Society for MicrobiologyCOES&RJ LLC. (Centre of Excellence for Scientific & Research Journalism)Iowa State University Digital Press, Iowa State University LibraryGeoScienceWorldNational Academy of Sciences, Research Solutions Inc., Princeton University Press,  American Speech-Language-Hearing Association.

(Note: that the Marine Corps University Press is an official publication of the United States Marine Corps. President Trump and the WH administration might want to know that the Marine Corps University Press has placed allegiance to the UN sustainability goals above those of the US government!)

However, let’s return to Springer Nature, where the organization prioritizes the UN’s sustainability goals over good science. 

Springer Nature has organized its publications into 17 SDG-related content hubs and has launched the following journals themed around those sustainability goals: Nature Climate ChangeNature EnergyNature SustainabilityNature FoodNature Human BehaviourNature Water, and Nature Cities

Springer’s journal, Environment, Development, and Sustainability, was one of a handful of journals to receive the highest possible „Five Wheel” impact rating from the “SDG Impact Intensity journal rating system”, which assessed relevance to the Sustainable Development Goals (SDGs). 

The Springer Nature website is a hub of woke jargon, with the UN’s Sustainable Development Goals, as well as diversity, equity, social justice, and inclusion, at the focus of editorial decisions. The following screenshots of their various publication policies represent just a tiny fraction of the effort to force equity, social justice, DEI policies, and sustainability goals onto scientists, writers, editors, and readers globally.

Images from the Springer Nature website – for educational purposes only.

But how does this translate into influencing science into radical and leftist positions?

The Nature.com website enables keyword searches across all Nature journals. When we entered some of the following search terms, the following results were returned.


Junk science involves scientific claims, studies, or methods that lack validity, reliability, or proper scientific rigor due to faulty data, poor methodology, or deliberate misrepresentation aimed at promoting personal, political, or financial goals. Although it is often presented as credible science, it does not adhere to the established standards of empirical research or the scientific method. Springer Nature is using its science-related publishing house to push its political agenda. This fits the definition of junk science.

The Trump administration claims that Springer Nature publishes junk science. The truth is that the Springer Nature publication standards are of questionable quality, and it’s political goals are driving publications. This is, by definition, junk science. There is truth to this claim. 

The Trump administration can not stop Springer Nature from publishing, nor should they. But they can and should stop financially supporting their operations. 

It is not a First Amendment issue, as some claim. Stopping payments that support woke science is a fiscal policy grounded in doing what is right for science 
(and science workers) in America.

Jak katolicy wynaleźli naukę

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237), https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3326

ks. Paul Robinson FSSPX

Jak katolicy wynaleźli naukę

„Twierdzę nie tylko, że nie istnieje inherentny konflikt pomiędzy religią a nauką, ale również, że teologia chrześcijańska miała fundamentalne znaczenie dla narodzin nauki. Aby wykazać słuszność tego twierdzenia, powołam się w pierwszej kolejności na liczne współczesne prace historyczne – dowodzące, że religia nie była bynajmniej przyczyną tzw. wieków ciemnych, (…) a przekonanie, że po «upadku» Rzymu cała Europa pogrążyła się w długiej nocy ignorancji i przesądu, jest równie błędne, jak fikcyjna jest historia o jajku Kolumba. W rzeczywistości była to epoka gruntownego i gwałtownego rozwoju techniki, pod koniec której Europa prześcignęła całą resztę świata. Co więcej, tzw. rewolucja naukowa XVI wieku była naturalnym skutkiem rozwoju zapoczątkowanego przez uczonych scholastyków w wieku XI. Tak więc moja uwaga skupia się na tym, dlaczego scholastycy w ogóle interesowali się nauką. Dlaczego prawdziwa nauka rozwinęła się w Europie właśnie wówczas? Dlaczego nie rozwinęła się nigdzie indziej? A odpowiedzi na te pytania znajduję w unikatowych cechach teologii chrześcijańskiej”.

Nie są to słowa katolika, a nawet słowa apologety religii w ogólności. Wyszły one z ust socjologa oraz historyka Rodneya Starka i pojawiają się w książce napisanej przez niego dla Princeton University Press1. Co więcej, pisze on, iż „to chrześcijaństwo, a nie protestantyzm, podtrzymywało rozwój nauki” oraz że „niektóre z moich kluczowych tez stały się już wśród historyków nauki poglądami powszechnie akceptowanymi”.

W niniejszym artykule bronić będziemy twierdzeń Starka, wyjaśniając: po pierwsze – co było konieczne dla narodzin nauki, po drugie – dlaczego nie narodziła się ona przed średniowieczem, po trzecie zaś – dlaczego teologia katolicka ostatecznie dała początek nauce.

Warunki niezbędne do narodzin i rozwoju nauki

Nauka, jaką znamy obecnie, charakteryzuje się konkretną metodą badania rzeczywistości, która obejmuje: przeprowadzanie eksperymentów, dokonywanie pomiarów, analizowanie ich oraz formułowanie opartych na tych pomiarach teorii dotyczących praw natury. Powodem, dla którego możemy mówić o „narodzinach” nauki, jest fakt, iż metoda ta nie istniała przez większą część historii świata. Przez długi czas nikt nie widział potrzeby dokładnego badania materii i nie dostrzegał, jak pomocne mogą być pomiary i matematyka w zrozumieniu struktury Wszechświata. Odkąd metoda naukowa wynaleziona została przez katolickich uczonych epoki średniowiecza, z których większość stanowili duchowni, wykorzystywano ją z powodzeniem dla dalszego postępu ludzkiej wiedzy.

Wpływ światopoglądu

Zanim jednak przejdziemy do sukcesu, zastanowić się musimy nad przyczynami wcześniejszych niepowodzeń. Dlaczego potrzeba było tak wielu wieków, aby ludzie zaczęli w uporządkowany sposób kwantyfikować właściwości oraz ruchy ciał fizycznych? Krótka odpowiedź brzmi: nie posiadali oni właściwej idei dotyczącej rzeczywistości, właściwego „światopoglądu”.

Jeśli intelekt ludzki określa się często jako „oko umysłu”, światopogląd danej osoby uznać by można za okular jego umysłu. Jest on filtrem, poprzez który postrzega się rzeczywistość. I podobnie jak okular może wypaczyć wizję, sprawiając, iż przedmioty wydają się zbyt duże lub zbyt małe, zbyt ciemne lub posiadające wszystkie ten sam kolor, tak też światopogląd człowieka może zniekształcić to, co widzi on w rzeczywistości, a nawet uniemożliwić mu w ogóle dostrzeżenie pewnych rzeczy.

W swej książce Science and Creation o. Stanley L. Jaki drobiazgowo analizuje światopoglądy wielu cywilizacji, które okazały się niezdolne do stworzenia nauki empirycznej: Hindusów, Chińczyków, Majów, Inków, Greków, Egipcjan, Babilończyków oraz muzułmanów. I dochodzi do wniosku, że pewne elementy wspólne ich światopoglądów uniemożliwiały im po prostu wiarę w istnienie praw natury lub też przekonanie, iż powinni badać ilościowe właściwości ciał, aby prawa te odkryć. Dwie najbardziej destrukcyjne pod tym względem idee dotyczyły wiary w wieczność świata oraz w to, że odradza się on cyklicznie.

Wszystkie wielkie kultury, w których nauka utknęła w martwym punkcie, nie potrafiły sformułować idei prawa fizycznego czy też prawa natury. (…) Ich kosmologia odzwierciedlała panteistyczny i animistyczny pogląd na naturę skazaną na proces wiecznych, nieubłaganych powrotów2.

Nie mamy tu miejsca, aby wyjaśnić szczegółowo, dlaczego owe dwie idee dławią naukę – wystarczy powiedzieć, że sprawiają, iż rzeczywistość wydaje się cechować irracjonalną nieuchronnością zamiast rozumną celowością.

Ratunek ze strony teologii

Dlaczego katolickie średniowiecze odniosło sukces tam, gdzie wiele innych cywilizacji poniosło porażkę? Również z powodu światopoglądu, tym razem światopoglądu przenikającego do społeczeństwa dzięki posłudze świętej Matki, Kościoła. Dwie zwłaszcza idee wywarły wielki wpływ na narodziny nauki: stworzenie oraz Wcielenie.

Stworzenie

Przede wszystkim dla rozwoju nauki ważne było, aby kultura wierzyła, iż za tym, co dzieje się na świecie, stoi Intelekt, znajdujący się poza światem i mający moc wiązania go spójnymi, rozumnymi prawami. To właśnie tego uczeni są o Bogu katolicy. Są też pouczani, że Bóg stworzył ich na swój własny obraz, a konkretnie poprzez obdarzenie naszych nieśmiertelnych dusz władzami rozumu.

Tak więc kiedy katolik patrzy na rzeczywistość, wierzy, że istnieje w niej rozumny porządek, pochodzący z umysłu Boga; wierzy także, że ten sam Bóg jest stwórcą jego własnego umysłu. Ten pogląd na świat rodzi wielką ufność, że jesteśmy w stanie odkryć rządzące nim prawa.

Co więcej, scholastycy dojrzałego średniowiecza utrzymywali, w przeciwieństwie do scholastyków z okresu schyłkowego, który rozpoczął się w XIV wieku, że obraz Boży w człowieku widoczny jest nawet w hierarchii ludzkich władz. U ludzi pierwsze miejsce zajmuje intelekt, następnie zaś wola, tak więc musi to być prawdą również w wypadku Boga: Jego wola podążać musi za Jego intelektem. A ponieważ intelekt Boga jest najmądrzejszy, wola Jego nie może wybierać niczego w sposób arbitralny. We wszystkim, co czyni, kieruje się On rozumną mądrością.

To dalsze udoskonalenie koncepcji Boga nie jest bynajmniej bez znaczenia. Także muzułmanie wierzą w stworzenie i transcendentnego Boga, nie wierzą jednak w Boga uporządkowanego. Wola Allaha jest dla nich nadrzędna wobec Jego intelektu. W konsekwencji Allah postępuje arbitralnie, a to, co arbitralne, niemożliwe jest do zgłębienia rozumem. Dlatego właśnie światopogląd muzułmański nie doprowadził do narodzin nauki.

Wcielenie

Muzułmanie nie wierzyli także we Wcielenie, które również okazało się doktryną kluczową dla narodzin nauki. Jak już wspomnieliśmy, aby uprawiać naukę, konieczne jest eksperymentowanie z rzeczami materialnymi. Jednak w przeszłości rzeczy materialne nie wzbudzały zbytniego zaufania badaczy. Było tak, ponieważ podlegają one nieustannym zmianom. Jako takie zdawały się stanowić przeciwieństwo spójności i trwałości – przeciwieństwo prawa. Dlatego właśnie wiele ludów niekatolickich z okresu poprzedzającego Christianitas nie zastanawiało się zbytnio nad możliwością wykorzystania eksperymentów do zrozumienia rzeczywistości.

Katolicy natomiast musieli traktować materię poważnie. Nie tylko stworzył ją rozumny Bóg, ale też ten sam Bóg przybrał materialne ciało, poniósł śmierć, a następnie powstał z martwych w tym materialnym ciele, obecnie zaś w tym samym ciele króluje w niebie.

Wiara katolika w doktrynę o Wcieleniu sprawia, że postrzega on zarówno materię, jak i władze zmysłowe, dzięki którym ją poznajemy, w odmiennym świetle. Skłania nas to do większego szacunku dla faktów empirycznych, niż to miało miejsce kiedykolwiek w świecie starożytnym.

Jednym z faktów empirycznych, który pobudzać nas powinien do tego szacunku, jest to, że światopogląd katolicki doprowadził do sformułowania metody naukowej. Weźmy jako przykład pewnego średniowiecznego uczonego.

Prawdziwy naukowiec

Jedną z postaci, która uosabiała nowe, średniowieczne podejście do rozumienia natury, był biskup Lincoln w Anglii, Robert Grosseteste (1168–1253). Traktował on eksperymenty jako integralną część swych badań, podkreślając, że bez matematyki zdobycie dokładnej wiedzy na temat natury jest niemożliwe oraz że zadaniem naukowca jest formułowanie hipotezy dotyczącej przyczyny badanego zjawiska. Dopiero po wyeliminowaniu, na podstawie swych obserwacji, wszystkich innych możliwych wyjaśnień – wnioskować można, czy postawiona hipoteza była słuszna.

Owa metoda bp. Grosseteste’a jest praktycznie identyczna ze znaną nam współcześnie metodą naukową.

Podsumowanie

Metoda naukowa nie istniała przez większość historii świata, jako że nikt nie eksperymentował z obiektami materialnymi i nie kwantyfikował ich, aby odkryć prawa natury. Potrzeba było konkretnego światopoglądu teologicznego – światopoglądu katolickiego uosabianego przez średniowieczną Christianitas – aby natchnąć ludzi ufnością, że dokładne badanie ciał materialnych pozwoli prawa te odkryć. Ożywiani tą ufnością, naukowcy średniowiecza wprowadzili rodzaj ludzki na nowe terytorium badań, które od tego czasu ujawniły zdumiewające tajemnice dotyczące naszego cudownego Wszechświata, stworzonego przez najdoskonalszego Boga.

Ilekroć wobec Kościoła wysuwa się trywialne oskarżenia o rzekome hamowanie postępu nauki, przypominać należy zwłaszcza jeden fakt historyczny – to sama Matka Kościół dała początek współczesnej nauce.

Za „The Angelus”, wrzesień 2019, tłumaczył Tomasz Maszczyk3.

Przypisy

  1. For the Glory of God, Princeton 2003, s. 123. Te same wnioski napotkać można w wielu innych współczesnych pracach, zob. E. Grant, The Foundations of Modern Science in the Middle Ages; J. Hannam, The Genesis of Science.
  2. o. S.L. Jaki OSB, Science and Creation, Edinburgh 1974, s. 8. Piszę o tym w rozdz. IV mojej książki The Realist Guide to Religion and Science.
  3. tinyurl.com/P-Robinson [dostęp 15.03.2024].

Zalew kłamstwa w rządzących mafiach, w „wiodących” mediach, ale też wśród uczonych.

Chciałem dać poniższy tytuł, ale jednak… postawiłem na szczerość.

Rosnąca blokada informacyjna w najważniejszych sprawach.

Mirosław Dakowski 12 sierpień 2024

Omówię parę problemów, pytań wymagających, a właściwie żądających konkretnych, zgodnych z Prawdą, odpowiedzi. Skupię się tylko na tych kilku sprawach, w rozwiązywaniu czy wyjaśnianiu których sam uczestniczyłem. Jest ich oczywiście wielokrotnie więcej.

Czarnobyl, Fukushima.

Ukrywana jest już od 40 prawie lat wiadomość, że ilość ofiar śmiertelnych w Czarnobylu zdecydowanie przekroczyła milion osób. Sprawy te były opisane m. inn. przez profesora Aleksieja W. Jabłokowa i jego zespół w wielu publikacjach oraz w książce, ale spotkały się z całkowitym milczeniem panującym w mediach. Można powiedzieć że jest to cisza cmentarna. Por.: Dziś rocznica: Poprawna ocena ofiar Czarnobyla: półtora miliona (jak dotąd)

W sprawie wybuchu trzech czy czterech reaktorów Fukushima 1 w 2011 roku zasłona tajemnicy jest porównywalnie wielka. Przyczyny tych wybuchów podawane oficjalnie, to znaczy fale tsunami, które zniszczyły podobno [od strony lądu!] linie energetyczne oraz zabezpieczające agregaty diesla, są ewidentnie nieprawdziwe. Ale nawet władze Japonii zakazały publikowania istniejących badań wskazujących na prawdziwe przyczyny tych wybuchów. Pisaliśmy o tym.

Sprawa Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego

– została również ujawniona przez Michała Falzmanna na początku lat 90-tych zeszłego stulecia. Zrabowane Polsce tym sposobem miliardy stały się podstawą wielkich fortun, które posłużyły między innymi jako narzędzie indoktrynacji, w postaci [ciągle kwitnących] centrów telewizyjnych i informatycznych. Istnieje porażająco pełna informacja i dokumentacja rabunku – ale rabusie i ich „interesy” kwitną.

Zielony komunizm

Wprowadzany w ostatnich dziesięcioleciach w skali światowej zielony komunizm jest odwrotnością naturalnych kierunków poszanowania energii i wykorzystania energii odnawialnych które zaproponowaliśmy – a narzucały się one w sposób naturalny – już przed laty ponad 30-tu. Mianowicie można było uzyskać szybkie i pozytywne zmiany w energetyce, więc i w konkurencyjności gospodarki, korzystając z aktywnych i światłych przedsiębiorczych ludzi, pojedynczych osób, bez narzucania „procedur’ i nakazów od góry. Obecny przymus prowadzi do katastrofy, na pewno Europę, więc i bierną Polskę.

Bajki Darwina i darwinistów

Od co najmniej 100 lat wiadomo, udowodniono, że naciągane bajki darwinistów i Darwina, trwające ciągle jako „naukowa teoria”, są sprzeczne z nauką, szczególnie z biologią, logiką i z matematyką. Omówiłem to m. inn. w pracy: CZY EWOLUCJONIZM JEST NAUKĄ. MATEMATYKA EWOLUCJI A LOGIKA EWOLUCJONISTÓW. I nic! Z uporem tego ucza.

WTC – oszustwo w czasie rzeczywistym

Pierwsze wielkie oszustwo na skalę planetarną w czasie rzeczywistym, to było zniszczenie dwóch, a przecież w rzeczywistości trzech wież w New Yorku 9/11 2001 . Są dostępne dziesiątki czy setki dowodów inscenizacji, oraz przejrzyste ukazanie dowodów realnego przebiegu długo planowanej i przygotowywanej zbrodni. Ale setki milionów telewidzów uwierzyło w wersję ukazywaną im na ekranach.

Zbrodnia smoleńska

Drugie oszustwo w czasie rzeczywistym to była inscenizacja tak zwanej „katastrofy” smoleńskiej, a w rzeczywistości Zbrodni Smoleńskiej. Prawdziwa wersja, logicznie wynikająca z ukrywanych, ale jednak dostępnych faktów, ukazuje kłamstwa i fałsze obu wersji oficjalnych, to jest tej rosyjskiej, z generalszą Anodiną i w Polsce z jakimś Millerem z ekipy Tuska, jak i wersje grupy Macierewicza z pseudo-naukowymi symulacjami. Tam sygnalizowano kilkanaście razy kolejne „odkrycia”, z których nic nie wynikało. Dlaczego oni kłamali ??

W rzeczywistości była to nieporadna, kulejąca inscenizacja w czasie rzeczywistym, właśnie na wzór 9/11 i WTC. Por.: Zbrodnia Smoleńska a Zło Absolutne

Covid – plandemia.

I tutaj ilość jednoznacznie udowodnionych kłamstw i sprzecznych wzajemnie wersji oficjalnych jest ogromna. Miliardowe zyski koncernów są faktem. Na łapówki dla marionetek „rządzących” poszły zapewne jedynie miliony. Ale podrzędni sprawcy i wykonawcy są ciągle bezkarni i bezczelnie awansowani.

Zastanawiające jest, skąd u nich ta pewność bezkarności??

Skąd bierze się ta bierność ludzi, którzy by mogli lawinę kłamstwa powstrzymać? Skąd to tchórzostwo, ślepota badaczy, których z definicji powinna cechować ciekawość – jak jest naprawdę?

Parę przykładów.

We wszystkich chyba krajach cywilizowanych, w których prowadzi się statystyki, udokumentowano ogromną ilość nadmiarowych zgonów. Czemu medycy, naukowcy nie publikują prac omawiających przyczyny tego zjawiska? Takie prace pojawiają się tylko w internecie, a nie [o ile wiem], w czasopismach medycznych. A te nieliczne, które tam opisują prawdę, są przemilczane.

Fascynujące jest przecież prześledzenie skutków tej plandemii czyli pandemii zaplanowanej – np. dla demografii.

Medykom, uczonym w Danii udało się zbadać korelację między partiami szczepionek covidowych a ilością objawów szkodliwych, „ubocznych”.

Narzuca się, by takie analizy przeprowadzić we wszystkich krajach. Narzuca się, by rozszerzyć je o szczegółowe dane: Wiek, płeć ofiar, czy ich oddalenie od ośrodka władzy. Przecież to fascynujące! Kowid – jednak świadoma zbrodnia ludobójstwa. Statystyka wykazuje, że są trzy klasy ofiar. KONIECZNE takie badania w Polsce.

Ani w Polsce, gdzie próbowaliśmy do takich badań zachęcić, ani w innych krajach – wyników badań nie ma, w każdym razie ja ich nie znalazłem w dostępnej mi części internetu. Czytamy jedynie, że lekarze alarmujący i piszący o tym są surowo karani. Przecież aż narzuca się, by znów standardowo podzielić takie przypadki pod względem wieku, płci, przebytych innych chorób, i wielu innych parametrów.

Czemu świat medyczny zgodził się bez słyszalnego szemrania, by krew do transfuzji nie była oznaczona od jakiego dawcy pochodzi? Ile dawca przyjął szpryc kowidowych i jakie? Ludzie chcący otrzymać krew dawcy nieszczepionego nie mają do tego prawa!! Wprowadzono jednak zakaz takiego oznaczania!Pacjent obawiający się skutków krwi zmienionej genetycznie [wszystko jedno, czy słusznie] jest bezradny.

Raki turbo

W wielu artykułach w internecie sygnalizuje się, że w ostatnich latach wzrosła ilość nowotworów atakujących błyskawicznie, są to tak zwane nowotwory turbo.

Przecież można opracować statystyki, odpowiadające na pytanie czy turbo-raki wzrosły 200 czy 800 razy.

A może nowe badania wykażą, że wcale nie wzrosły? Byłby to wynik uspokajający.

Przecież na przykład dwóch młodych a ciekawskich mogłoby się zainteresować, statystyką na temat Turbo. I znaleźć, że – może – to nie jest wzrost o kilkaset razy, a odwrotnie – naprawdę ich jest np. 17 razy mniej niż 20 lat temu? Jakżeż byłoby to optymistyczne. Tymczasem czytamy jedynie, że lekarze alarmujący i piszący na ten temat – są surowo karani.

Aż narzuca się, by znów, standardowo, podzielić przypadki pod względem ilości przyjętych szczepień, wieku, płci, przynależności do „klasy panującej” i podobnych parametrów. Nikt tego nie robi.

A przy okazji może mogliby znaleźć chemikalium YZ, tanie, które na przykład raz zażyte eliminuje tendencję do nowotworów 50 razy. Cóż to byłoby za ulga dla ludzi – ale klęska dla koncernów farmaceutycznych.

Za komuny, przy całej nędzy i zacofaniu medycyny, gdy chory jednak dostał się do szpitala, to go naprawdę leczyli, człowieka, a nie tylko – jakoś może i czasem błędnie zdiagnozowaną – chorobę. Bardzo wielu lekarzy, szczególnie starszej daty, znało zioła i ich działanie. Chyba dopiero w latach 80 ubiegłego wieku usunięto ziołolecznictwo z wykładów na akademiach medycznych. Zapanowała za to [narzucona przez kogo??] mania „procedur”. Dzieciak wypisany i usunięty ze szpitala umiera na rękach rodziców w drodze do domu. Ordynator pytany, jak coś takiego mogło się stać – tłumaczy spokojnie, że „wszystko odbyło się zgodnie z procedurami”.

A taki Grzesiowski, jeden z głównych propagandystów szpryc covidowych, jeden z najbardziej odpowiedzialnych za ponad 200 000 nadmiarowych zgonów w Polsce, zamiast iść na długo do więzienia, awansowany jest na stanowisko Głównego Inspektora Sanitarnego.

Czy badacze stracili ciekawość naukową, a medycy – w tym wypadku onkologowie – sprzeniewierzają się podstawowym celom swojego zawodu? Oraz pozwalają, by zniesławiać i tępić lekarza, który o tym ośmieli się mówić i pisać ?? Czy to możliwe, by oni wszyscy przyszli na stronę Ojca kłamstwa i zbrodni?

A propagandyści nie mają żadnych argumentów, tylko oklejają uczciwych badaczy i uczciwe badania inwektywami i pomówieniami.

Nie są to pytania retoryczne, naprawdę oczekujemy na nie odpowiedzi.

Czy można TO ulepszyć?

Mirosław Dakowski Panu AD dedykuję.

Staram się wskazywać w swych publikacjach jako drogowskazy tylko te kierunki, w które sam wierzę i idę. Bo bardzo mnie kiedyś zraziły i oburzyły argumenty i usprawiedliwienia różnych demagogów, żydów z GW i postępowych biskupów i podobnego [—], że drogowskaz nie biegnie w kierunku, który wskazuje.

Nie mogę więc umieszczać u siebie np. propozycji, jak poprawić „ordynację proporcjonalną”. Bo ta ordynacja jest stekiem sprzeczności [porównaj na przykład: OSZUSTWA wmontowane w ordynację „proporcjonalną” przyczyną dziwacznych, szkodliwych “koalicji”]. Należy w całości wyrzucić i zmyć teren polityki z tego szkodliwego świństwa. Każda próba ulepszenia od wewnątrz musi skończyć się klęską. Dziwne, że również tu jakoś stosują się twierdzenia Gödla.

– Nie mogę proponować, jak usprawiedliwić postulaty i fantazje „ekologistów”, bo znam się na tym dobrze. Wyrzucić ich i ich postulaty na kopach [silnych]. Większość, a chyba mniejszość z nich – do wariatkowa.

– Popatrzmy również: Nie mogę proponować, jak ulepszyć modele płaskiej ziemi. O dziwo, zderzam się ciągle ze zwolennikami tej „hipotezy”. Inżynier, dyrektorzy budów, publicyści!! Są więc niebezpieczni, ale zamknąć w wariatkowach się nie dają.

– Czy, a raczej kiedy, da się „coś zrobić” z darwinistami oraz „ewolucjonistami Wszechświata”. Ci pierwsi zatruwają biologię i naukę od prawie dwóch wieków [np. Lamarck], a drudzy – od początku myśli, nauki ludzkiej. Głupota przeplata się z chorobą [głównie psychiczną], ale też ze złem. Przywyknąć? Nie, zwalczać, tępić, ośmieszać. Nigdy zaś nie „ulepszać” nie poprawiać.Won, Q… !!

– Gdzie umieścić zwolenników Religii Uniwersalnej, tych różnych pojebów i franciszków? A, tym to chyba zajmie się osobiście sam Pan Bóg. Ale sądzę naiwnie, że każe większość z nich wyszuflować do piekła? Prawda?

I, co pewne, wszyscy to kiedyś, zapewne niedługo, ujrzymy. Ślepi też! Lub – głupsi, więc biedniejsi – doświadczymy…

Prof. Leszek Marks o zmianach klimatu: Jeżeli ktoś jest czynny zawodowo, to nie może prawdy ujawniać

Prof. Marks o zmianach klimatu: Jeżeli ktoś jest czynny zawodowo, to nie może tego ujawniać

18.08.2024 Jakub Zgierski o-zmianach-klimatu-czynny-zawodowo-to-nie-moze-ujawniac

Prof. Leszek Marks
Prof. Leszek Marks. / foto: screen YouTube: Radio WNET

Czy tzw. konsensus naukowy w sprawie globalnego ocieplenia to fikcja, a badacze boją się podważać mainstreamową narrację o zbliżającej się katastrofie klimatycznej? O tym z prof. Leszkiem Marksem, byłym szefem Państwowego Instytutu Geologicznego i emerytowanym wykładowcą geologii na Uniwersytecie Warszawskim, rozmawia redaktor „Najwyższego Czasu!” Jakub Zgierski.

Jakub Zgierski: – Nawiążę do głośnej sprawy z kwietnia tego roku. Państwowy Instytut Geologiczny (PIG-PIB) podał wówczas informację odnośnie wpływu człowieka na klimat. Chodzi oczywiście o globalne ocieplenie. To była narracja podważająca tzw. konsensus naukowy w tej kwestii. Później PIG się z tego wycofał, a m.in. Pan padł ofiarą zmasowanej krytyki. Jak to wyglądało od środka? Jakby mógł Pan zdradzić kulisy tej sprawy.

Prof. Leszek Marks: – Wyglądało to w ten sposób, że odbywały się wówczas Dni Ziemi. Jestem emerytowanym profesorem Państwowego Instytutu Geologicznego, ale zwrócono się do mnie z prośbą o przygotowanie odpowiedniej informacji, ponieważ wiadomo było, że od lat zajmuję się zagadnieniami klimatu. Zresztą geologia – praktycznie rzecz biorąc – bazuje na zmianach klimatu, nie tylko w ostatnim czasie, ale w ogóle od początku istnienia Ziemi. Można powiedzieć, że historia Ziemi jest w pewnym sensie historią klimatu. Wobec tego zwrócono się do mnie, abym przygotował materiały do depeszy, którą miałaby przedstawić Polska Agencja Prasowa (PAP). Mogłyby z tego później skorzystać różne redakcje. Przygotowałem te materiały i zostały one zaakceptowane, a później wysłane do PAP. O ile ja zrobiłem to w formie bardziej zwartego tekstu, to PAP przeredagował całość i opublikował w formie bardziej przejrzystej. To korzystnie wpłynęło na odbiór, bo pewne myśli zawarte w tekście zostały wyraźnie od siebie oddzielone. Na końcu została jeszcze dołożona część dotycząca geochemii gleb, która nie była przygotowana przeze mnie.

Wydźwięk mojego tekstu był nie tyle przeciw ogólnej narracji dotyczącej ocieplenia, ile redukował rolę człowieka, który miałby wyłącznie wpływać na zmiany klimatu teraz i w przyszłości. Na początku zareagowały różne gremia propagujące wyłączność wpływu działalności człowieka na współczesne ocieplenie oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Następnego dnia na stronie Instytutu pojawił się komunikat w zasadzie potwierdzający to, co zostało zawarte w depeszy PAP. Może troszkę wyłagodzono temat, ale generalnie główny wydźwięk był mniej więcej podobny. Po paru godzinach ten komunikat został zastąpiony kolejnym, którego treść już była diametralnie inna, co wskazuje na to, że nie został on opracowany przez pracowników Instytutu. Generalnie rzecz ujmując, muszę powiedzieć, że dostałem po tym wszystkim dużo wyrazów wsparcia, przede wszystkim ze strony geologów. Mogę oszacować, że mniej więcej 3/4 tego środowiska podziela moje poglądy. Ponadto dotarło do mnie wiele słów wsparcia od innych osób zarówno z kraju, jak i zagranicy, także od moich dawnych studentów sprzed wielu lat, co sprawiło mi dużą przyjemność. Potem miałem okazję podzielić się swoimi poglądami na temat zmian klimatu w licznych wywiadach dla telewizji, radia i prasy.

Alternatywne podejście do zmian klimatu od tej niby powszechnie akceptowanej koncepcji globalnego ocieplenia antropogenicznego jest potrzebne. Nauka rozwija się tylko wówczas, gdy rozmawiamy i dyskutujemy swobodnie, spierając się na argumenty, a nie wtedy, kiedy dopuszczalna jest tylko jedna, arbitralnie przyjęta koncepcja. Takie czasy już mieliśmy, doskonale je pamiętam i wiem, jak to wyglądało, gdy o pewnych rzeczach mówiło się tylko prywatnie, a nie publicznie. To był chory system, niedopuszczalny w państwie demokratycznym.

Można powiedzieć, że doszło do pewnej samokrytyki ze strony Instytutu. Ponadto w przestrzeni medialnej pojawiły się stwierdzenia, że to były informacje sprzeczne z ustaleniami nauki, jakieś spekulacje naukowe autora tekstu. Co więcej, fizyk i popularyzator nauki Tomasz Rożek uznał, że przez ten tekst pogłębi się podważanie wyników badań o zmianach klimatu. Czyli wszystko przez Pana.

Na pewno nie wszystko przeze mnie. W różnych krajach europejskich mam wielu znajomych i przyjaciół, którzy – generalnie rzecz biorąc – mają te same poglądy na przyczyny współczesnych zmian klimatu. Ale, jeżeli ktoś jest nadal czynny zawodowo, to nie może tego otwarcie ujawniać, bo wtedy najczęściej wiążą się z tym jakieś reperkusje.

Na antenie Radia Wnet stwierdził Pan wprost, że „naukowcy nie podejmują nieskrępowanej dyskusji o klimacie, bo boją się utracić granty”. Czyli nawet jeżeli ktoś się nie zgadza w środowisku naukowców, to lepiej się nie wychylać, bo nie będzie grantów, wyrzucą z uczelni albo pojawią się inne negatywne konsekwencje, tak?

Jeśli ktoś pełni funkcję dyrektora instytutu, kierownika zakładu albo dziekana wydziału, a wystąpi z takimi poglądami, to może się to odbić na jednostce, za którą jest odpowiedzialny. Konformizm takich ludzi można zrozumieć, bo oni czują się odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale i za cały zespół.

A jak jest z tym konsensusem, że niby 99 proc. naukowców zgadza się co do globalnego ocieplenia? Większość z tych 99 proc. to są konformiści, którzy się boją i po prostu się pod tym podpisują?

Warto zobaczyć, jakiej profesji są to osoby – jaki dorobek w zakresie zmian klimatu mają ludzie, którzy wypowiadają się w tej kwestii w sposób rygorystyczny i jednoznaczny. Jak widzę w telewizji wypowiedzi tzw. ekspertów klimatycznych, to sprawdzam, jakie oni mają wykształcenie. Okazuje się, że wielu z nich nigdy nie zajmowało się klimatem. To często między innymi filozofowie, socjologowie, historycy, a więc osoby, które co prawda mogą się wypowiadać – mamy wolność słowa – ale nie są to profesjonaliści. Ten tzw. konsensus klimatyczny jest po prostu dosyć atrakcyjny, w wielu przypadkach także finansowo.

Na czym się właściwie zasadza ten cały konsensus? Cały czas pojawia się przekaz, że przeważająca większość tak twierdzi, więc ten 1proc. to jest – tak potocznie mówiąc – jakaś szuria.

Nie wiadomo, w jaki sposób ten 1 proc. został wyliczony. Sięgając do raportów Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), opracowywanych i publikowanych co kilka lat, trzeba przyznać, że jest w nich dużo dobrej, pełnej wiedzy naukowej, ale to dotyczy raportów grup roboczych, z których każdy może mieć nawet ponad tysiąc stron. Tam jest dużo wartościowego materiału napisanego przez naukowców, jednak większość ludzi propagujących tzw. konsensus klimatyczny zaznajamia się jedynie ze streszczeniem technicznym dla polityków, o objętości zwykle stu kilkudziesięciu stron, które jest przygotowywane przede wszystkim przez polityków. W nauce, a zwłaszcza w naukach doświadczalnych i przyrodniczych, wiarygodność koncepcji czy hipotez określamy w procentach prawdopodobieństwa oraz zawsze podajemy zakres niepewności. Do tego służą metody statystyczne, którymi się to określa, np. coś jest wiarygodne na 60 proc. Natomiast w tych streszczeniach technicznych IPCC wiarygodność i prawdopodobieństwo nie są określane z użyciem jakiejkolwiek metodologii, tylko jest to przegłosowywane w ograniczonym zespole, w którym na ogół nie ma specjalistów w temacie głosowania. Nie ma to nic wspólnego z metodami stosowanymi w nauce.

Jeżeli większość osób z tej organizacji coś twierdzi, to oni to po prostu przegłosowują, tak?

Tak, jeśli chodzi o te streszczenia techniczne. Wnioski w nich przedstawione często są niezgodne z materiałami zawartymi w raportach grup roboczych, które zwykle (nie zawsze) opierają się na wiarygodnych źródłach i zostały opracowane w większości przez fachowców. Znam niektórych naukowców, którzy przygotowywali fragmenty raportów grup roboczych, i często są to specjaliści o wysokim prestiżu naukowym.

Czyli naukowcy swoje, a politycy swoje?

Wyciągane wnioski są ukierunkowane politycznie. Jeśli sięgnie się do raportów grup roboczych, to w wielu przypadkach nie ma tam zwykle prawdopodobieństwa występowania określonych, prognozowanych zjawisk klimatycznych na poziomie 95 proc. czy 90 proc., tylko znacznie mniejsze.

Dziękuję za rozmowę.

Osobom zainteresowanym tą tematyką polecamy książkę prof. Piotra Kowalczaka „Zmiany klimatu. Polityka, ideologia, nauka, fakty”, która jest dostępna do zamówienia w naszej księgarni sklep-niezalezna.pl.

„Universita bandita” w Polsce. Mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą

„Universita bandita” w Polsce

Autor: Józef Wieczorek 16 lipca 2024

Przed kilku laty pisałem o konieczności działań wobec plag akademickich w Polsce na wzór włoskiej operacji „Universita bandita”.

Włosi zaniepokojeni patologiami akademickimi, a w szczególności ustawianiem konkursów na etaty, podjęli działania, aby patologię ograniczyć i wielu rektorów znalazło się na ławach oskarżonych. U nas takich działań się nie podejmuje, a proceder ustawiania konkursów na etaty traktuje się jako normę, a nie jako plagę!

Czarny rynek pisania prac dyplomowych, oferowanych przez wyspecjalizowane firmy, też nie jest skutecznie zwalczany. Może ten stan rzeczy zmieni afera korupcyjna w Polskiej Komisji Akredytacyjnej i Collegium Humanum, choć to tylko wierzchołek góry lodowej, która tak łatwo chyba się nie stopi.

Niemniej kilku rektorów, nie tylko głównego szefa Collegium Pawła C., już zatrzymało Centralne Biuro Antykorupcyjne, uznając, że mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą, degradującą nie tylko polską domenę akademicką, lecz także osłabiającą struktury państwa. Wystawiano bowiem, za korzyści majątkowe i osobiste, dokumenty ukończenia studiów MBA, które uprawniają do zasiadania w radach nadzorczych spółek z udziałem skarbu państwa.

Zaufanie społeczne do dyplomów i tytułów akademickich powinno jeszcze bardziej spadać, bo skala oszustw na drodze do ich uzyskiwania jest wielka. Wydawanie lipnych dyplomów to intratny interes, a takie dokumenty stały się obiektami mrocznego pożądania dla nader wielu. Okazało się, że mimo różnej orientacji politycznej beneficjenci tego procederu nie różnią się orientacją etyczną, akceptując zasady nikczemnego postępowania. To spuścizna nie do końca upadłego komunizmu, w którym zorganizowane, nieraz do dziś anonimowe, grupy przestępcze oczyszczały kadry akademickie z elementu o odmiennej orientacji etycznej. Najwyższy czas, aby przystąpiono też do likwidacji innych plag, także w uczelniach publicznych, i powołania Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich, co postulowałem jeszcze w 2010 roku!

Ale taka POMPA nadal nie działa, więc plagi mają się dobrze.



youtube.com/embed

https://youtube.com/watch?v=ms-UKB_SCzY%3Ffeature%3Doembed

Tagi:„Universita bandita” w Polsce

Akademicy ! Pożądane myślenie krytyczne

Pożądane myślenie krytyczne

Józef Wieczorek  Pożądane myślenie krytyczne

Państwowe Wydawnictwo Naukowe opracowało poradnik pt. „Jak nauczyć studentów krytycz­nego myślenia i poprawnego dobierania źródeł”, co nie powinno budzić zdziwienia. Poziom krytycznego myślenia, nie tylko u studentów, zbliżony jest chyba do zera, o czym mogą świadczyć wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych rozstrzygniętych w głów­nej mierze przez młodych. Nie mając zbytniego doświadczenia i perspektywy czasowej, narażani są na szkodliwy wpływ dezinformacji i manipulacji. Na uczelniach dominują orien­tacje lewicowo-liberalne, konformizm i klimat antykultury unieważniania. To ma także uwarunkowania historyczne, bo przez kilkadziesiąt lat budowania komunizmu krytyczne myślenie stanowiło zagrożenie dla jedynie słusznego systemu.

Uczący krytycznego myślenia i nonkonformizmu byli mar­ginalizowani, usuwani z uczelni, gdyż traktowano ich jako mających negatywny wpływ na młodzież akademicką. Ten stan rzeczy przetrwał do III RP z wyselekcjonowanymi kon­formistycznymi kadrami akademickimi, pozba­wionymi zdolności krytycznego myślenia, a nawet bojącymi się myśleć, mimo – jak się mówi – od­zyskanej wolności. Natomiast w wolnej Polsce nonkonformiści często jednak nie odzyskali wolności kontaktów ze studentami.

Kto ma zatem skłaniać studentów do refleksji, do kry­tycznego myślenia? Przejawy takich niepopraw­nych poczynań u nielicznych akademików prowadzą do mobbingu, do marginalizacji, przemilczenia, wykluczenia z posłusznego „autorytetom” środowiska. Takich nie zaprasza się na konferencje, nie mają wiele szans na awanse, na uzyskanie środków finansowych na badania. Nawet „doskonali” profesorowie, autorytety pedagogiczne, intencjonalnie dezinformują nie tylko akademicką społecz­ność, wprowadzają do obiegu publicznego fałszywe infor­macje, manipulują faktami, aby tylko zdyskredytować im niewygodnych. Unikają powoływania się na źródła, bo te mogą zmieniać lokalizację i wprowadzać w błąd [sic!].

Nie­stety PWN nie opracował do tej pory poradnika dla takich akademików, którzy bezkrytycznie, bezmyślnie zasłaniają się nieświadomością swojego postępowania.

A szkoda!

Komisarz Nowacka i oświatowa rewolucja bolszewicka

Komisarz Nowacka i oświatowa rewolucja

pch24.pl/komisarz-nowacka-i-oswiatowa-rewolucja

Chociaż dawni i obecni bolszewicy mają pełne usta zapewnień o demokracji, to nie przejmowali się i nie przejmują tym, czego chcą ludzie. Pośród wywołanego przez siebie chaosu chcą jak najdalej posunąć rewolucyjny walec. Im większy chaos, tym łatwiej wprowadzać nieakceptowalne w zwyczajnych warunkach rewolucyjne zmiany. Zwłaszcza jeżeli forsowane są one równocześnie na wielu polach, co znacznie zmniejsza potencjalny opór.

Na początek „nasz news wraz z symboliczną datą 7 listopada rząd Donalda Tuska oficjalnie zmieni nazwę na Radę Komisarzy Ludowych. Funkcje pełnione dzisiaj przez ministrów i ministry – które to określenia kojarzą się z burżuazyjnymi przesądami – obejmą komisarze oraz komisarki.

News pochodzi wprost od renomowanego Radia Erywań, ale jest w nim ziarno prawdy. W analogii z rządami bolszewików – nawet więcej niż ziarno.

Ekipa sprawująca dziś władzę w Polsce, w ślad za dyrektywami globalistów ogromnie przyspieszyła dążenia do celów, które w poprzednich dwóch kadencjach realizowane były z większą ostrożnością. Rzucony w obieg przez Światowe Forum Ekonomiczne WEF i potężne fundacje paradygmat rozłożonej na dekady likwidacji państw narodowych oraz utworzenia światowego gułagu, narzucił diabelsko sprytną metodę.

W drodze do imperium pozbawionego wolności i własności prywatnej generowane są kolejne kryzysy. Efektem tych kryzysów, z początku oderwanych od siebie, lecz z czasem występujących równocześnie, będzie narastający z coraz większą siłą chaos. Równolegle postępować ma bowiem lawinowy wzrost cen energii, likwidacja rolnictwa, stopniowe wywłaszczanie – dyrektywa budynkowa UE, walka z prywatnymi samochodami, kolejne podatki i obciążenia „ekologiczne”, tłamszenie rolnictwa czy przemysłu mięsnego…

W tym samym czasie kraje Europy zalewane są tłumami roszczeniowych i często agresywnych imigrantów z kultur zupełnie niepodatnych na asymilację w nowym miejscu zamieszkania. Media i politycy prowokują strach przed wojną, zza rogu wychyla się kolejna śmiertelna „pandemia”… W naszym kraju dokonuje się dodatkowo gorączkowe nadrabianie zaległości w sferze edukacji i prawa rodzinnego – w myśl doktryny genderowej.

Bojowniczka wielu frontów

Wracając do analogii wziętej z czasów komunistycznego, październikowego przewrotu, to na polskim gruncie ważną rolę w nowej radzie komisarzy pełniłaby z pewnością Barbara Nowacka. Gorliwość, z jaką stara się ona wcielać w czyn najbardziej skrajne lewicowe idee, odpowiada dzisiejszym potrzebom rewolucyjnego ducha czasu.

Obecność tak radykalnej działaczki nowej komuny w fotelu „ministry” istotnego resortu powinna zapalić czerwone światło w głowach wszystkich zainteresowanych kształcącą, a nie degenerującą szkołą.

Widząc zagrożenie związane z próbami stopniowej eliminacji katechezy ze szkół, nasi biskupi napisali w swym czerwcowym stanowisku: „Zachęcamy wszystkich wiernych, aby podejmować działania ukazujące wartość lekcji religii w szkole. Szczególnie prosimy katolickich rodziców, aby odważnie zabierali głos w tej sprawie. Apelujemy także do mediów katolickich, ruchów i wspólnot religijnych, aby podejmowali podobne działania”.

[A sami co zrobili?? Gdzie ich NON POSSUMUS?? MD]

To wybitnie aktualny apel. Jednak podobny alarm należałoby ogłosić w odniesieniu do próby wielopoziomowego zniszczenia polskiej szkoły m.in. przez redukcję programów, eliminację wartościowych lektur, usunięcie przedmiotu Historia i Teraźniejszość, zapowiadane wprowadzenie genderowej seksedukacji pod przykrywką „wiedzy o zdrowiu” wraz z początkiem roku szkolnego 2025/2026. W trakcie zaledwie kilku miesięcy komisarz Nowacka zdążyła już poczynić wiele niszczycielskich ruchów.

Społeczny sprzeciw wobec wypychania ze szkół publicznych katechezy szefowa MEN skwitowała słowami: – Rozumiem, że protestują, dlatego że w tej chwili Kościół zyskuje na tym, że państwo zatrudnia katechetów, księży przede wszystkim, i Kościół nie czuje się zobowiązany świadczyć im takich świadczeń, jakie powinien realnie. Mam świadomość, że uderzamy w interes pewnej grupy – sprowadzając katolików do kategorii jedynie wpływowego lobby.

„Ministra” zapowiedziała też wprowadzenie do nauczania w placówkach publicznych tak zwanego języka śląskiego. Jak zaznaczyła, „w niedługiej perspektywie będzie wchodził do szkół, gdzie będzie uczony, tak jak jest uczony język mniejszości narodowej czy język regionalny”.

Ostatnio poparła legalizację związków jednopłciowych (tak zwanych partnerskich) wraz z możliwością przysposabiania dzieci, tłumacząc to… realizacją praw tych ostatnich.

Również w tych dniach „zasłynęła” szokującymi wypowiedziami odnoszącymi się do planów zmiany listy szkolnych lektur. Barbara Nowacka zadeklarowała, że zatwierdzony już wykaz zostanie ogłoszony do 29 czerwca. – Z mojej strony ten temat jest absolutnie zamknięty – stwierdziła.

Jak łaskawie zapewniła, uczniowie nadal będą zapoznawać się z treścią „Pana Tadeusza”, „Chłopów” czy „Potopu”, ale jedynie fragmentarycznie.

Inna bulwersująca część tyrady komisarz oświaty dotyczyła twórców współczesnych.

Lista lektur była gigantyczna i – niestety – nieczytana – oceniła minister. – Były pewne pomysły indoktrynacyjne, na przykład w ostatnich latach powkładano poezję niejakiego Rymkiewicza. Eksperci bardzo rekomendowali usunięcie. Podpisałam dokument, gdzie pan Rymkiewicz czy pan Dukaj się nie pojawiają – oznajmiła.

Tego było za wiele już nie tylko dla przedstawicieli konserwatywnie nastawionej opinii społecznej. Na lewicową szefową MEN posypała się krytyka także ze strony znanych publicznie osób, które nie sposób posądzać o szczególne sentymenty wobec prawicy: Wojciecha Szackiego, Michała Szułdrzyńskiego, Jakuba Żulczyka.

Z kolei zawsze starannie ważący słowa profesor Andrzej Nowak komentując poczynania Nowackiej nie zawahał się przypomnieć słów Stefana Kisielewskiego o „dyktaturze ciemniaków”. W swym felietonie dla portalu wPolityce.pl krakowski historyk napisał również: „Wypowiadałem się już nieco wcześniej na temat obrazu radykalnie wykastrowanej z polskości nowej podstawy programowej nauczania historii, jaką przygotował resort Nowej Europejskiej Przestrzeni Edukacyjnej (bo to chyba jest już właściwa nazwa?). Zmiany zapowiedziane przez panią ministrę na liście lektur z języka polskiego idą odważnie w tym samym kierunku”.

Lekcyjne godziny zwolnione przez Sienkiewicza, Dukaja i Rymkiewicza zajmą między innymi omówienia utworów Olgi Tokarczuk. To idealna autorka na czasy trwającej rewolucji kulturalnej. Domaga się na przykład wpisania do Konstytucji „praw zwierząt”, oskarża o najgorsze zbrodnie Kościół katolicki, wspiera za to polityczny ruch LGBT+ dążący do obalenia rodziny.

Odchudzanie programów nie ograniczy się oczywiście do języka polskiego. Uczniowie poznają w ograniczonym zakresie również geografię, chemię, fizykę, biologię i historię.

Przez walkę o aborcję do międzynarodowych zaszczytów

Barbara Nowacka ma w swoim życiorysie wiele organizacji i ugrupowań politycznych, Najbardziej znana jest jednak z wieloletniej walki o swobodę zabijania dzieci nienarodzonych. Tej aktywności zawdzięcza nominację do grona listy „100 najważniejszych globalnych myślicieli” magazynu „Foreign Policy” w 2016 roku. Uzasadnieniem tych honorów było współorganizowanie czarnych protestów przeciwko społecznemu projektowi „Stop Aborcji”, utrąconemu ostatecznie przy decydującym udziale Zjednoczonej Prawicy.

Wspomniany tu amerykański dwumiesięcznik wykazał się dużą „intuicją” w typowaniu Polsce przyszłych „elit” politycznych. Nowacka została bowiem uhonorowana wraz z Agnieszką Dziemianowicz-Bąk obecną minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Dodajmy, że cztery lata wcześniej ten sam zaszczyt przypadł w udziale Radosława Sikorskiego, zaś w 2019 roku – samego  Donalda Tuska. Cała trójka ma obecnie wybitny udział w dokonujących się obecnie w Polsce przemianach.

Roman Motoła

Gdzie są nasi akademicy?

Gdzie są nasi akademicy?


3.06.2024  Józef Wieczorek jwieczorek/gdzie-sa-nasi-akademicy

10 maja w stolicy przeszła około 300-tysięczna manifestacja sprzeciwu wobec Zielonego Ładu. Maszerowali głównie rolnicy i robotnicy z Solidarności z całej Polski, protestując przeciwko polityce UE, która może doprowadzić – nie tylko ich – do biedy i do utraty suwerenności przez Polskę. Akademików w tym tłumie nie było widać.

Manifestacja przechodziła przed bramą Uniwersytetu Warszawskiego, przed Pałacem Staszica – siedzibą PAN – i tam też nie było akademików, którzy demonstrowaliby swoje odmienne poglądy, zapraszaliby do debat nad Zielonym Ładem, czyli realizowaliby społeczną powinność ludzi nauki.

W czasach PRL akademicy byli bardziej widoczni publicznie, podczas corocznych marszów 1-majowych demonstrując swe poparcie dla władz komunistycznego państwa.

W rewanżu byli uznawani za koryfeuszy nauki, no i cieszyli się zdecydowanie największym prestiżem zawodowym. Sformatowani na modłę przewodniej siły narodu, ulegli jednak degradacji, abdykując z poszukiwania prawdy. Dla zdobycia awansów i finansowania swej działalności gotowi są unieważniać wszelkie niewygodne fakty, które podważałyby narzucaną ideologię.

I dziś mamy deficyt debat o zdumiewającej walce z klimatem, podnoszeniu decydującej roli człowieka w jego zmianach, przy unieważnieniu roli Słońca czy aktywności wnętrza Ziemi. Do tej pory to klimat wpływał na człowieka w całej jego historii, a teraz podobno to człowiek ma dać sobie radę z procesami kształtującymi klimat, i ta ideologia ma nie podlegać dyskusji.

Co to ma wspólnego z nauką? Zdroworozsądkowe argumenty nieutytułowanych obywateli są bardziej przekonujące, a społeczna rola uczonych zdaje się spadać do zera, tak jak prestiż profesora się obniża (w tegorocznym rankingu prestiżu zawodów profesorowie spadli na szóstą pozycję).

Nadzwyczajna kasta akademicka formująca nasze elity nie zniża się do dialogu nie tylko z nieutytułowanymi, lecz także z naukowcami ośmielającymi się wątpić w skalę ludzkiej odpowiedzialności za zmiany klimatu, które zawsze istniały od milionów lat, i to na znacznie większą skalę, bez udziału człowieka.

Złudzenia ponadprzeciętności. Profesorski efekt Dunninga-Krugera.

Profesorski efekt Dunninga-Krugera

Zwieńczeniem efektu Dunninga-Krugera jest zainstalowanie w polskiej domenie akademickiej Rady Doskonałości Naukowej

18 Maj, 2024 profesorski-efekt-dunninga-krugera

W psychologii społecznej znane jest pojęcie złudzenia ponadprzeciętności zwane efektem jeziora Wobegon oraz efektu Dunninga-Krugera, błędu poznawczego, polegającego na tym, że niektórzy przekonani są o swojej nieprzeciętności, nadprzeciętnych kompetencjach i umiejętnościach w porównaniu z innymi ludźmi. Nietrudno zauważyć funkcjonowanie tych efektów w domenie akademickiej.

Na efekcie Dunninga-Krugera oparta jest w gruncie rzeczy akademicka siatka płac, odnosząca się do poziomu wynagrodzeń tytularnych profesorów jako osób uważanych za ponadprzeciętne. Można się jednak przekonać, że jest to jedynie złudzenie, błąd poznawczy, jako że osoby mniej utytułowane lub nieutytułowane często wykazują się większą inteligencją, kompetencjami i umiejętnościami (nawet w dziedzinach uprawianych przez profesorów), a prace doktorów bywają bardziej wartościowe, więcej wnoszące do gmachu nauki, niż prace profesorów.

Mimo to w naszym systemie profesorowie, jako osoby „hurtowo” ponadprzeciętne, mają otrzymywać 2,5-krotnie wyższe wynagrodzenie od przeciętnego. A nieprzeciętni, gdy są mniej utytułowani, mają zarabiać całkiem przeciętnie (lub jeszcze mniej), co nie stanowi trampoliny do uzyskiwania dużych osiągnięć naukowych. Niestety, efekt Dunninga-Krugera został określony na podstawie badań studentów, gdy poszukiwania w cyberprzestrzeni odniesienia tego efektu do gremiów profesorskich nie przyniosły rezultatów. Może mamy tu do czynienia z błędem poznawczym.

Jakby zwieńczeniem efektu Dunninga-Krugera jest zainstalowanie w polskiej domenie akademickiej Rady Doskonałości Naukowej, selekcjonującej rzesze akademików do doskonałości. U członków Rady, mimo że często niedoskonałych i niemających świadomości swych braków, zaznacza się złudzenie ponadprzeciętności (efekt jeziora Wobegon), co w konsekwencji może prowadzić do zatopienia naszej domeny akademickiej w takim jeziorze. Nasz niewydolny, nieefektywny system tytularny oparty jest jednak na takich złudzeniach. A co więcej, przeciętni obywatele mają zaufanie do telewizyjnych profesorów, ekspertów w każdej dziedzinie.

Edukacja w służbie[wrogiej] władzy – to już było. I, niestety, wraca.

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo,
Zacznę od fragmentu listu.
W tych dniach bowiem mam być zamordowany. Chciałem być Tobie ojcem i przyjacielem. Bawić się z Tobą i służyć radą i doświadczeniem w kształtowaniu twego umysłu i charakteru. Niestety okrutny los zabiera mnie przedwcześnie a Ciebie zostawia sierotą. Dlatego piszę i płaczę…
Te słowa skierował do swojego małego syna podpułkownik Łukasz Ciepliński, ps. „Pług”, który został zamordowany strzałem w tył głowy w więzieniu UB na Mokotowie. W piątek przypadała 73. rocznica jego śmierci i z tej racji obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.
Jestem pewien, że nikomu z Państwa nie trzeba przedstawiać takich postaci jak gen. August Emil Fieldorf „Nil”, mjr Marian Bernaciak „Orlik” czy sierż. Józef Franczak „Lalek”. Nie trzeba opowiadać ich historii ani objaśniać jej tragizmu.
Nazywani faszystami, bandytami, choć pragnęli tylko ujrzeć swój ukochany kraj prawdziwie wolnym. Dziś ich rodziny często nadal nie wiedzą, gdzie spoczywają ich szczątki.
Ale na pewno wiedzą też Państwo, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu te historie nie były tak znane, bo zwyczajnie nie wolno było o nich mówić. Ta część naszej historii była jak bolesna drzazga, która tkwi pod skórą, ale zamiast zająć się nią i próbować oczyścić ranę, musimy ją ukryć i mierzyć się z bólem, o którym nie wolno nawet wspominać.
Dziś możemy wspominać Żołnierzy Niezłomnych, obchodzić publicznie dzień pamięci i mówić o nich naszym dzieciom.
Ale już wkrótce mogą powrócić w mroki niepamięci.
Żołnierzom wyklętym szykuje się kolejną śmierć – bo tę pierwszą zadano im fizycznie, a drugą próbując wymazać pamięć o nich. Teraz, po latach ich obecności na kartach podręczników do historii, znów mają zniknąć.
A to wszystko za sprawą zmian proponowanych przez resort edukacji.Można było się spodziewać, że Lewica marzy o dobraniu się do stołków w Ministerstwie Edukacji Narodowej nie bez przyczyny. I rzeczywiście – planowane przez nich zmiany w podstawie programowej pokazują wyraźnie, że chcą wywrócić polską szkołę niemalże do góry nogami.
Myli się jednak ten, kto sądzi, że są to zmiany chaotyczne czy przypadkowe. Bynajmniej – wszystko to skrzętnie przemyślane posunięcia, a każda, nawet pozornie nieznacząca zmiana, służy wyższym celom.
Chcą bowiem wychować pokolenie wykorzenione z polskości i nieznające własnej historii. Pokolenie niezdolne do rozumienia bieżących procesów społecznych, bo do tego potrzebna jest przecież znajomość pewnych ciągów przyczynowo-skutkowych.
Z podstawy programowej historii znikną tak istotne dla rozumienia polskich losów postacie jak Danuta Siedzikówna „Inka”, rotm. Witold Pilecki, Irena Sendlerowa, rodzina Ulmów czy właśnie Żołnierze Niezłomni.
Zniknie też zapis o tym, że na Wołyniu dokonano ludobójstwa Polaków, bo dziś to – jak się okazuje – nieprawomyślne. Teraz mowa ma być jedynie o „konflikcie polsko-ukraińskim”.
Przyznają Państwo, że konflikt między dwoma narodami, a ludobójstwo dokonane przez jeden z tych narodów na drugim, to jednak zasadnicza różnica. Relatywizowanie tych wydarzeń to zwyczajne kłamstwo i próba zatarcia pamięci o ofiarach tamtych wydarzeń.
Po co to wszystko?
Zgodnie z oficjalną wersją, kolportowaną uspokajającym tonem przez orędowników reformy, chodzi tylko o „odchudzenie podstawy programowej”, tak aby stała się możliwa do realizacji. Uczniów i nauczycieli trzeba odciążyć, zdejmując z nich obowiązek realizacji pewnych nadmiarowych zagadnień.
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że te nadmiarowe i niepotrzebne zagadnienia wybierano zgodnie z bardzo jasnym kluczem: z podstawy wypada to, co buduje narodową dumę, co pokazuje bohaterstwo Polaków i to, co mogłoby urazić sąsiednie narody.
Z lekcji historii ma zniknąć wszystko to, co kojarzy się z patriotyzmem, tożsamością narodową czy chrześcijaństwem.
Ale to nie wszystko, bo zmiany dotyczą także innych przedmiotów. I są równie niepokojące.
Nie zgadzam się na niszczenie edukacji
!Z podstawy programowej dla geografii również – zapewne także całkiem przypadkowo – znikają zagadnienia dotyczące polskiej gospodarki, tradycji i kultury. Polska ma najwyraźniej pozostać tylko „ubogim krewnym” Zachodu i bez marudzenia czy jakichkolwiek ambicji zajmować przeznaczone jej miejsce kraju posłusznie spełniającego polecenia większych i bogatszych.
Sądzę, że to, co opisałem pozwala już Państwu zrozumieć, dokąd zmierza ta „reforma” edukacji, ale to jeszcze nie wszystko.
Równie niebezpiecznie zapowiadają się także zmiany w programie biologii. I znów trudno tu uniknąć narzucających się skojarzeń ideologicznych.
Z podstawy programowej tego przedmiotu mają zniknąć wiadomości dotyczące płciowości i rozrodczości, np. wiedza o przebiegu cyklu miesięcznego kobiety, o wpływie różnych czynników na rozwój dziecka w łonie matki czy o zasadach profilaktyki chorób przenoszonych drogą płciową.
Już to powinno budzić nasze obawy. To przecież niezwykle istotne informacje, zwłaszcza w kontekście przygotowania do macierzyństwa.
Być może jednak twórcom reformy wcale nie zależy na tym, aby wychowywać młodzież do odpowiedzialnego podejścia do seksualności i rodzicielstwa. Zamiast tego można przecież przedstawić im inne podejście: najważniejsze to się „zabezpieczyć”, bo ciąża to zagrożenie, a to, jak zadbać o prawidłowy rozwój dziecka przed narodzinami nie powinno być potrzebne, bo w razie czego będziemy przecież mieć dostęp do aborcji na życzenie.
Najbardziej ideologiczną zmianą jest jednak wykreślenie z podstawy programowej punktu, w którym mowa o tym, że nie należy bez konsultacji z lekarzem przyjmować preparatów hormonalnych.
Chyba bardziej wprost nie dało się powiedzieć, że od teraz dziewczęta mogą bezrefleksyjnie faszerować się pigułkami „dzień po” i latami łykać tabletki antykoncepcyjne albo że branie hormonów przesłanych przez „znajomego z internetu” może się skończyć nieodwracalnym okaleczeniem ciała!
A żeby jeszcze bardziej skutecznie zniszczyć zdrowie dzieci, reformatorzy wykreślają też z podstawy programowej wzmianki o znaczeniu ruchu dla zdrowia czy o szkodliwości substancji psychoaktywnych: narkotyków, środków dopingujących, dopalaczy i niektórych leków.
Czy to wiedza zbędna dla dzieci i młodzieży? A może zbyt trudna…?
Dlaczego więc tego rodzaju treści mają zniknąć ze szkół? Może po to, aby łatwiej było uformować społeczeństwo bierne, nieświadome i skoncentrowane tylko na własnej, doraźnej przyjemności? Bez znajomości przeszłości i bez umiejętności spojrzenia w przyszłość – bo po co.
Edukacja w służbie władzy – to już było. I, niestety, wraca.
Chcę chronić dzieci przed indoktrynacją!
I choć jestem pewien, że z ust polityków będziemy teraz słyszeć gorące zapewnienia, że to wszystko dla dobra uczniów, że ma ich odciążyć i dać czas na rozwijanie pasji; że szkoła ma stać się miejscem przyjaznym, a nie blokiem startowym w wyścigu szczurów; albo że to tylko kosmetyczne zmiany bez znaczenia – nie mam wątpliwości, że nie możemy dać się zwieść tego rodzaju zaklęciom.
Szkoła od lat jest kluczowym polem ideologicznej walki dla wszelkiej maści propagandystów, a środowiska „postępowe” – Polacy wstydzący się własnego pochodzenia, feministki, edukatorzy seksualni czy lobbyści ruchu LGBT – już od dawna ostrzą sobie zęby na nasze dzieci.
Teraz wreszcie mają do nich dostęp i nie obawiają się wytoczyć wszystkich dział, aby przejąć rząd dusz w tym najmłodszym pokoleniu.
To dla nich prawdziwe żniwa. Jeszcze zanim ci młodzi ludzie wykształcą w pełni swoją osobowość, zanim będą zdolni chronić się przed wpływem tego prania mózgów, indoktrynacja ruszy pełną parą.
To ostatni moment, aby ich powstrzymać!
Na etapie prekonsultacji Centrum Życia i Rodziny zgłosiło swoje zastrzeżenia i wypunktowało szkodliwe propozycje zmian. Niestety nie ma pewności, że te głosy sprzeciwu zostaną uwzględnione. Jeśli na dalszym etapie konsultacji związanych z reformą okaże się, że najgroźniejsze zmiany zostały zachowane, będziemy również aktywnie działać w interesie dzieci i młodzieży.
A jeżeli rządzący nie posłuchają tych głosów sprzeciwu wyrażonych na drodze konsultacji – nie złożymy broni. Jesteśmy gotowi protestować pod gmachem ministerstwa, jeśli jedyną drogą przemówienia politykom do rozsądku będzie wyjście na ulicę.
Wspieram takie działania!
Wiem, że wielu z Państwa doskonale rozumie znaczenie edukacji w tym starciu cywilizacji. Po ostatnim mailingu, w którym proponowaliśmy Państwu możliwość zorganizowania spotkań z naszymi ekspertami na temat smartfonów w szkołach, otrzymaliśmy już kilka zaproszeń.
Wszystko wskazuje na to, że teraz takie spotkania będą jeszcze ważniejsze. Rząd przygotowuje się bowiem do całkowitej cyfryzacji szkoły. Może się to wydawać dobrym pomysłem, w końcu szkoła także powinna iść z duchem czasu. Ale jak się okazuje inne kraje, które tę ścieżkę wydeptały już przed nami… teraz z niej schodzą.
Przykładem takich zmian może być Szwecja, która po latach cyfryzacji, wraca teraz do tradycyjnych metod edukacji. Do szkół wracają tradycyjne, drukowane podręczniki, nauka odręcznego pisania i czas na ciche czytanie.
To duża zmiana, bo w ostatnich latach szkoły kładły nacisk głównie na naukę „kompetencji cyfrowych” czy pisania na klawiaturze. W ciągu kilku lat jednak wyniki szwedzkich uczniów w zakresie umiejętności czytania niepokojąco spadły.
I znów nasuwa się pytanie: czy musimy powtarzać błędy innych, aby czegoś się nauczyć?
Wierzę, że z Państwa pomocą możemy wiele zdziałać, zanim w polskich szkołach również rozpocznie się eksperyment o nazwie „postępowa edukacja”. Mając po swojej stronie świadomych zagrożenia rodziców, dziadków, nauczycieli i wychowawców, możemy skutecznie zareagować: przede wszystkim informując i alarmując o niebezpieczeństwach związanych z planowaną reformą.
Potrzebujemy jednak w tych ważnych działaniach Państwa pomocy.
Każdy wyjazd na spotkanie z rodzicami czy nauczycielami w sprawie szkodliwości nadużywania smartfonów łączy się z kosztami. Do tego dochodzi konieczność sfinansowania wydruku materiałów informacyjnych, a tych, wraz ze zwiększającym się zainteresowaniem, potrzebujemy coraz więcej.
Dlatego bardzo proszę Państwa o wsparcie naszych działań w walce o dobrą edukację i w obronie dzieci i młodzieży przed lewicową indoktrynacją dobrowolnym datkiem w wysokości 50 zł, 100 zł czy 200 zł lub innej, którą uznają Państwo za odpowiednią.Wspieram walkę o dobrą edukację!Aby działać w tej sprawie skutecznie, musimy przede wszystkim zbudować silny front sprzeciwu wobec „deformy”. Niezbędne są więc spotkania informacyjne, rozmowy z rodzicami i przekonywanie ich, że – choć mami się ich twierdzeniami, że to wszystko dla dobra ich dzieci – nie tędy droga.
Tylko przekonanie jak największej liczby Polaków o tym, że planowane zmiany to tak naprawdę koń trojański, który zdewastuje polskie szkoły, pozwoli nam wywierać skuteczną presję na polityków.
Wykorzenienie tradycji, historii, postaw patriotycznych nie może skończyć się dobrze. Zakłamywanie przeszłości jest tylko wstępem do budowania opartej na fałszu przyszłości.
Do budowania społeczeństwa zależnego, biernego, poddającego się z pocałowaniem ręki ideologom „nowego, wspaniałego świata”.
Ale jestem pewien, że nie o taką Polskę walczyli Żołnierze Niezłomni, których pamięć czcimy.
Serdecznie pozdrawiam

Dyplom MBA w 20 dni dla drogich Wybrańców. Proceder na Collegium Humanum, uczelni Ogólnoświatowej.[dr h.c. mult.]

Dyplom MBA w 20 dni dla eksperta Dudy. Tak wyglądał proceder na Collegium Humanum

3.03.2024 KM nczas/dyplom-mba-w-20-dni-dla-eksperta-dudy-proceder-na-collegium-humanum

Studenci uczelnia studia
Studenci. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

Nie milkną echa afery związanej z uczelnią Collegium Humanum, która w ekspresowym tempie wystawiała dyplomy MBA ułatwiające zatrudnienie w spółkach skarbu państwa. Jak ustaliło Radio ZET, ekspert zasiadający w prezydenckiej Narodowej Radzie Rozwoju uzyskał taki dyplom w… 20 dni.

Niepubliczna uczelnia Collegium Humanum powstała w 2018 roku. Oferuje studia na różnych kierunkach i poziomach. Ma siedzibę główną w Warszawie oraz filie w kilku innych miastach w Polsce i za granicą.

Popularność uczelni niekoniecznie wynikała z jakości kształcenia, lecz szybkości, w jakim wydawała dyplomy MBA – studiów dyplomowych dla kadry menedżerskiej. W normalnym trybie uzyskanie dyplomu zajmuje dwa lata. Na Collegium Humanum ścieżka była znacznie przyspieszona.

To sprawiało, że uczelnię wybierało wiele osób z pierwszych stron gazet – celebryci, sportowcy, osoby związane z branżą szeroko rozumianej kultury. Dyplomy na uczelni uzyskały także dziesiątki osób z polityki lub ściśle powiązanych z polityką, dzięki czemu spełniały one warunki konkursowe przy rekrutacji na stanowiska państwowe.

Na przykład Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia, dyplom MBA uzyskał w 2020 roku. Jak pisał „Fakt”, „w tym samym roku (w czerwcu i w lipcu) dołączył do rad nadzorczych trzech spółek: Regionalnego Centrum Gospodarki Wodno–Ściekowej w Tychach, Spółki Koleje Dolnośląskie z siedzibą w Legnicy i Śląskiego Centrum Logistyki z siedzibą w Gliwicach”.

Jacek Sutryk. / Fot. PAP

—————————————

Dyplom Collegium Humanum w 20 dni

Radio ZET opisuje, jak wyglądał proceder przyznawania dyplomów MBA. Jedną z głównych ról odgrywał współpracujący z Collegium Humanum Zbigniew D. To do niego trafiały osoby zainteresowane przyspieszonym trybem „nauki”. Za odpowiednią opłatą ustanawiano „indywidualny tok studiów”.

Z takiej opcji skorzystał np. Marek S., ekspert Rady do spraw Ochrony Zdrowia Narodowej Rady Rozwoju działającej przy prezydencie Andrzeju Dudzie. Według ustaleń Radia ZET, zapłacił Zbigniewowi D. 10 480 złotych. Dokumenty rekrutacyjne otrzymał 7 czerwca 2021 roku, a już 27 czerwca, czyli 20 dni później, miał dyplom ukończenia studiów MBA. Wg jego zeznań, był zapewniany, że w żadnych zajęciach uczestniczyć nie musi. Na dyplomie widniała liczba 286 godzin zajęć, które rzekomo odbył Marek S.

Zbigniew D. miał przekonywać Marka S., że w taki sam sposób uzyskało dyplomy Collegium Humanum wiele osób z ministerstw i wielu czołowych polskich polityków.

Radio ZET podaje, że Zbigniew D. nie był jedyną osobą, która organizowała cały proceder. „Naganiaczem” miał być również Józef H., który do 27 lutego br. był komendantem głównym Służby Ochrony Kolei. Zarzuty ciążą także na Pawle Cz., czyli rektorze Collegium Humanum oraz kilku innych osobach.

==================================

prof. dr hab. Paweł Czarnecki, MBA, dr h.c. mult. – Rektor

[więcej o osiągnięciach Uczelni tu: https://humanum.pl/ md]

studia MBA, DBA, DPH, DPA, LL.M., LL.D

.==============================

Collegium Humanum jest uczelnią o międzynarodowym wymiarze kształcenia.

Prowadzimy studia w siedzibie w Warszawie, w Filiach w Poznaniu, Rzeszowie, Wrocławiu, LublinieSzczecinie, Kielcach, Gdańsku i Katowicach

Jesteśmy obecni także w Czechach (Filie w Pradze oraz Frydku-Mistku), na Słowacji (Filia w Bratysławie), w Uzbekistanie (Filia w Andiżanie) i Austrii (Filia w Wiedniu).

Filia w Andiżan

[to w Dolinie Fergańskiej, jeździliśmy tam na zsyłce, z kołchozu pod Namanganem, po uruk. MD]

=================================

mail:

A doktoraty – to po ile? I czy dyplom będzie złocony?

=============================

mail od prof.dr hab:

A co to znaczy?: dr h.c. mult.

Bo nie wiem, a google jedynie oświecają:

SŁOWA, KTÓRE RYMUJĄ SIĘ ZE SŁOWEM DR. H. C. MULT.

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie.

Lewica ustami pani minister oświaty zapowiedziała oprócz
podwyższenia płac nauczycieli likwidację prac domowych.
Propozycja ta wpisuje się w program kokietowania nieletnich.
W niższych klasach zamiast ocen rysuje się uśmiechnięte lub
smutne buźki, wiele szkól wprowadziło samocenę uczniów nie
rozumiejąc że realizują w ten sposób koncepcje
wychowawcze niejakiego Makarenki, a obecnie chce się
zwolnić uczniów od pracy własnej. Oczywiście projektodawcy
planują obciążenie nauczycieli dodatkową pracą z uczniem w
szkole. Pomijam problem przekupywania nauczycieli
obiecywanymi i chyba tylko obiecywanymi podwyżkami. Jako
wieloletni doświadczony belfer z całą odpowiedzialnością
stwierdzam – zadawanie prac domowych jest koniecznością,
bo niezbędna jest praca własna uczniów. Moim uczniom
zawsze tłumaczyłam. Przeczytaj sobie podręcznik konnej
jazdy, wszystko jest zrozumiałe więc siądź na konia i wygraj
Wielką Pardubicką albo nawet zwykłą gonitwę płaską na
Służewcu. Bez treningu nawet podczas przejażdżki
rekreacyjnej w lesie spadniesz ze spokojnego konia na
pierwszym zakręcie. Albo przeczytaj podręcznik narciarstwa,
wszystko wydaje ci się jasne więc zjedź z Kasprowego. Albo
przeczytaj podręcznik żeglarski i weź rumpel do ręki przy
silnym wietrze. Prawie pewne, że wywrócisz łódkę. Teoria
teorią ale operowanie łódką, samochodem czy skuteczne
jeżdżenie konno lub na nartach wymaga wielu godzin własnej
pracy, wielu godzin treningu. Specyficzna pamięć mięśniowa
umożliwia unikanie przy uprawianiu tych dyscyplin
podstawowych i groźnych w skutkach błędów. Podobny efekt

istnieje przy praktykowaniu na przykład matematyki.
Zrozumienie tematu nie daje sprawności rachunkowej.
Obecnie uczniowie, a nawet studenci, mają problemy z
przekształcaniem wzorów, robią błędy przy sprowadzaniu
wyrażeń wymiernych do wspólnego mianownika, mają
kłopoty z jednostkami. W czasie lekcji nauczyciel najczęściej
sam rozwiązuje zadania na tablicy, więc bez rozwiązywania
zadań w domu uczeń nie ma szans na nabranie niezbędnej
sprawności rachunkowej.
Oczywiście organizacja współczesnej szkoły pozostawia wiele
do życzenia. Wśród uczniów popularne jest bliskie prawdy
stwierdzenie: „kiepskie liceum nie uczy i nie wymaga, dobre
liceum nie uczy ale wymaga”. Stąd rozwinięty rynek
korepetycyjny. Powszechny jest pogląd, że za większe
pieniądze nauczyciele prywatnie uczą skutecznie dzieci i
młodzież tego czego nie są w stanie czy nie chcą nauczyć ich
w szkole. Stąd mylne przeświadczenie, że wystarczy
nauczycielom dobrze zapłacić aby poziom szkoły poszybował
w górę. Mylne, gdyż za czasów realnego socjalizmu
nauczyciele byli jedną z najgorzej uposażonych grup
społecznych, a poziom oświaty był relatywnie wyższy. Mówię
tu o przedmiotach przyrodniczych i matematyce. Historia była
oczywiście zakłamywana a literatura kastrowana. Pisałam o
tym wielokrotnie i wiem, że się powtarzam, ale to ważne. Jak
pisałam w poprzednim tekście większość zadań ze zbioru
zadań do matematyki dla klasy V-VI szkoły podstawowej
Tadeusz Korczyca i Jerzy Nowakowskiego zdecydowanie
przerasta możliwości maturzysty wybierającego obecnie
maturę na poziomie podstawowym. Należy zadać sobie

pytanie jak to się stało, że w ciągu ostatnich lat przeciętny
maturzysta osiągnął poziom niższy od ucznia V klasy szkoły
podstawowej w PRL? Za PRL istniał wśród uczniów kult
olimpiad fizycznych i matematycznych. Większość nazwisk
wybitnych obecnie naukowców można odnaleźć na listach
nagrodzonych w tych olimpiadach. Często byli to ludzie z
małych ośrodków, którzy swój sukces zawdzięczali
prawdziwemu talentowi i uczciwej pracy. Nauczyciele z
oddaniem przygotowywali swoich uczniów do olimpiad. W
liceum Żmichowskiej znanym, świetnym nauczycielem fizyki
był pan Piotr Halfter organizator olimpiad fizycznych. Halfter-
jak głosiła wieść gminna- nie był wcale fizykiem lecz
matrosem. Nie wiem czy to prawda. Jego żona uczyła
rosyjskiego. Nie bardzo się lubiliśmy bo były to zaciekłe
komuchy, ale uczyli świetnie. Przeciętni nasi uczniowie, którzy
wyjeżdżali za granicę, byli tam uważni niemal za geniuszy.
Poziom nauczania w Polsce był o wiele wyższy niż w szkołach
publicznych we Francji czy w Stanach pomimo niskich
zarobków nauczycieli. Nie oznacza to bynajmniej, że nie
należy nauczycielom dobrze płacić. Oznacza tylko, że nie ma
korelacji dodatniej pomiędzy wysokością pensji nauczyciela a
poziomem oświaty. To jeden z tych mitów, podobnie
fałszywych jak słynny bon oświatowy, który miał wprowadzić
polską szkołę na wyżyny. Płacić trzeba dobrze, bon oświatowy
można stosować, lecz wysoki poziom nauczania może
zapewnić wyłącznie wysoki etos zawodowy nauczyciela i
wytężona praca własna ucznia. Rezygnując z pracy własnej
ucznia będziemy kształcić zbieraczy szparagów dla Niemiec.

Izabela Brodacka-Falzmann