Pierwszy rok Nawrockiego

Pierwszy rok Nawrockiego

Przemysław Piasta

„Interesem Polski jest to, żeby Ukraina i żołnierze ukraińscy radzili sobie jak najlepiej z postsowiecką Federacją Rosyjską i jak najdalej trzymali ich od Polski. To oczywiste, taka jest strategia państwa polskiego. Niech sobie mordują tych sowietów tam, gdzie ich napadli i w ogóle nas Polaków to nie boli. W tym zakresie zawsze mogą na nas liczyć, bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga, nawet jak nie bierze udziału bezpośrednio w tej wojnie. Taki jest strategiczny interes Polski” – powiedział podczas przemówienia z okazji pierwszej rocznicy swojego zaprzysiężenia prezydent Karol Nawrocki. Te wyjątkowo nieroztropne słowa, wypowiedziane prostackim, wręcz knajackim językiem są najlepszym podsumowaniem tej prezydentury.

Rzecz jasna Nawrocki nas nie zaskoczył. Dobrze wiemy, że obecny lokator Pałacu Prezydenckiego wywodzi się z wyjątkowo szkodliwej tradycji politycznej. Jego obóz ideowy trafnie charakteryzował Dmowski jako tych, którzy nad umiłowanie Polski przedkładają nienawiść do Rosji. Dla nich wyznacznikiem racji stanu nie jest realizacja interesu państwa i narodu polskiego, ale działanie na niekorzyść naszego potężnego wschodniego sąsiada. Reszta to już prosta wypadkowa tych założeń. Groteskowy kundlizm wobec amerykańskiego protektora czy karmienie nienawidzącej nas i zwalczającej nas na każdej płaszczyźnie Ukrainy to dwa bodaj najbardziej widowiskowe rezultaty tej postawy.

Wobec powyższego oskarżenia padające z obozu rządowego o rzekomą prorosyjskość Nawrockiego brzmią szczególnie kuriozalnie. Paradoksalnie utwierdzają one jednak prezydenta w jego radykalnie rusofobicznym kursie. To zła wiadomość dla Polski. Każda wojna kiedyś się kończy. Gdy końca dobiegnie wojna o Ukrainę, niezależnie od jej rezultatów, przyjdzie czas na normalizację stosunków także z Rosją. Obawiam się, że obecna głowa naszego państwa,  nie jest zdolna do udźwignięcia takiej odpowiedzialności.

Czy pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego miał w ogóle jakieś jasne punkty? Paradoksalnie tak, nawet kilka. Na plus należy odnotować prezydentowi odebranie przywódcy Ukrainy, Wołodymirowi Zełeńskiemu, Orderu Orła Białego. Pomimo słabego stylu, przepełnionego kunktatorstwem i hamletyzowaniem, była to zasadniczo słuszna decyzja, która zapewne mimowolnie stała się pierwszą kostką domina prowadzącą do racjonalizacji stosunków z Ukrainą.

Słuszne było także zawetowanie niektórych spośród uchwalonych przez parlament ustaw. Karol Nawrocki podpisał 255 a zawetował 41 spośród 296 ustaw. Co prawda to swoisty rekord, zauważmy jednak, że prezydent 86,1% ustaw podpisał. Liczby nie rozstrzygają, czy konkretne weto było słuszne, jednak, nie wdając się w szczegóły, w większości przypadków pozostaje zgodzić się z prezydentem. Zresztą trudno nie odnieść wrażenia, że część rządowych projektów ustaw konstruowana jest jakby pod weto prezydenta. W końcu nic nie napędza tak popularności dwóch głównych politycznych plemion jak medialna awantura o sprawy drugorzędne.

Pewną, choć nieprzesadnie wielką, korzyścią z prezydentury Nawrockiego jest także blokowanie niektórych nominacji personalnych obecnego rządu, na przykład sędziowskich, ambasadorskich czy generalskich. Choć w logice ustrojowej Rzeczypospolitej Polskiej zakres kompetencji prezydenta niweluje potrzebę pozytywnej kohabitacji, to nawet te ograniczone działania należy ocenić w większości jako korzystne dla państwa i obywateli.

Na koniec warto odnotować, że Nawrocki jest znacząco lepszym prezydentem niż jego poprzednik. Choć tutaj poprzeczka była zawieszona ekstremalnie wręcz nisko. Wiceprezydent Ukrainy Andrej Dudenko, jak złośliwie nazywali poprzedniego strażnika żyrandola kontr-systemowi publicyści, był postacią jednocześnie nijaką i operetkową. Jego jedynym zapamiętanym dokonaniem pozostanie firmowanie  bezrefleksyjnie ukrainofilskiej polityki Polski.

Jeśli miałbym ocenić pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego w skali szkolnej, wystawiłbym mu słabe trzy na szynach. Nie da się tej oceny określić mianem pozytywnej, czy tym bardziej zadowalającej, jednak nie jest to też ocena niedostateczna. Przywołując jednak klasyka, pamiętajmy, że mężczyznę ocenia się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym jak kończy.

Przemysław Piasta

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

=============================

A ja daję cztery. Czy wiesz, wyobrażasz sobie, jak trudno tam balansować?? md

O roztropności w polityce zagranicznej. Kilka uwag do przemówienia Prezydenta

O roztropności w polityce zagranicznej. Kilka uwag do przemówienia Prezydenta

magnapolonia.org/o-roztropnosci-w-polityce-zagranicznej-kilka-uwag-do-przemowienia-prezydenta

O roztropności w polityce zagranicznej. Kilka uwag do przemówienia Prezydenta

6 sierpnia 2026 roku, w pierwszą rocznicę zaprzysiężenia, Prezydent Rzeczypospolitej Karol Nawrocki wygłosił przemówienie, w którym sporo miejsca poświęcił polityce zagranicznej i bezpieczeństwu Polski. Przyjrzyjmy się tym fragmentom w świetle nauki Świętego Tomasza o roztropności.

W polityce zagranicznej dobre intencje i mocne słowa nie wystarczą. Potrzebny jest trafny sąd, umiejętność przewidywania skutków i zabezpieczenia własnego państwa. Zobaczmy więc, czy tej miary w przemówieniu dochowano.

Święty Tomasz mówi o szczególnej prudentia regnativa – roztropności właściwej rządzącemu. Człowiek stojący na czele państwa odpowiada nie za własną korzyść, lecz za dobro całej wspólnoty, dlatego musi umieć patrzeć dalej niż na doraźny zysk. Do części roztropności Tomasz zalicza między innymi memoria – pamięć doświadczenia, providentia – przewidywanie, circumspectio – ogląd wszystkich istotnych okoliczności oraz cautio – ostrożność wobec możliwego niebezpieczeństwa. Władcy szczególnie potrzebne są zaś dwie cnoty: roztropność i sprawiedliwość.

Polska posiada przy tym rzecz bezcenną – doświadczenie. Zapłaciliśmy za nie tak wysoką cenę, że nierozumnie byłoby z niego nie korzystać.

Wspieraj Fundację Magna Polonia! 🇵🇱

W sierpniu potrzebujemy: 16 500 zł, zebraliśmy: 1351 zł.

Państwa wsparcie jest niezbędne dla funkcjonowania Fundacji Magna Polonia.

8%

30 zł50 zł100 złInna kwota

Zobacz kto wparł nas tym miesiącu: Tutaj

A zatem przypatrzmy się, jak ta nauka wygląda w zetknięciu z konkretnymi słowami Prezydenta.

  1. „Ze szczytu w Ankarze wróciliśmy z zagwarantowaniem jedności sojuszniczej i przez Amerykanów, i przez wszystkich członków Sojuszu Północnoatlantyckiego”.

Błąd: zbyt wielka pewność wobec rzeczy, która z natury pozostaje zależna od cudzej woli.

Nie ma nic nierozumnego w szukaniu sojuszników. Przeciwnie, państwo położone między większymi potęgami powinno ich mieć. Prezydent słusznie zabiega też o dobre stosunki regionalne (pytanie czy z wszystkimi) i o silną pozycję Polski wobec Stanów Zjednoczonych. Problem zaczyna się wtedy, gdy polityczna deklaracja sojusznika zaczyna w języku państwowym nabierać cech pewnika. W przemówieniu obok „jedności sojuszniczej” pojawia się przecież również stała obecność wojsk amerykańskich i projekt Fortu Trump.

Tutaj Święty Tomasz postawiłby przed Prezydentem memoria. Bo pamięć wg. św. Tomasza nie jest  sentymentalnym oglądaniem dawnych fotografii. Jest doświadczeniem, z którego trzeba wyciągać wniosek dla przyszłości. Św. Tomasz pisze wprost, że przeszłość jest potrzebna do dobrego radzenia o rzeczach przyszłych.

W 1939 roku konwencja wojskowa z Francją przewidywała rozpoczęcie ofensywy głównymi siłami w ciągu piętnastu dni od mobilizacji. Polskie rachuby wojenne uwzględniały tę pomoc. Rzeczywistość okazała się inna. Potem Polacy przez lata bili się u boku aliantów, a w Jałcie o przyszłości Polski rozmawiali Roosevelt, Churchill i Stalin.

Nie wynika z tego, że sojusz jest nic niewart. Wynika z tego  coś dojrzalszego: sojusz jest narzędziem polityki polskiej, a nie fundamentem istnienia Polski. Państwo może korzystać z cudzej siły. Nie wolno mu pod żadnym pozorem własnego losu powierzyć cudzej woli.

  1. Interesem Polski jest to, aby Ukraina i żołnierze ukraińscy […] jak najdalej ich trzymali od Polski, taka jest strategia państwa polskiego”.

Błąd: zbyt prosty obraz naszego położenia i brak pełnego oglądu okoliczności – circumspectio
Polska już graniczy z Federacją Rosyjską. Lądowa granica z obwodem królewieckim liczy 210 kilometrów. Od wschodu, na odcinku 430 kilometrów, graniczymy również z Białorusią – bliskim sojusznikiem Rosji, z którą tworzy ona Państwo Związkowe i pozostaje ściśle związana w dziedzinie obronności. Oba państwa tworzą wspólną przestrzeń obronną, a na terytorium Białorusi działa wspólne regionalne zgrupowanie wojsk. Ukraina może wiązać rosyjskie siły i osłabiać rosyjski potencjał wojskowy, ale nie jest ścianą oddzielającą Rzeczpospolitą od Rosji. Rosja już stoi przy naszej granicy, a kierunku białoruskiego nie sposób rozpatrywać w oderwaniu od rosyjsko-białoruskiego układu wojskowego.

Circumspectio oznacza właśnie spojrzenie na całość. Roztropny władca nie może oprzeć bezpieczeństwa własnej wspólnoty na jednym korzystnym układzie okoliczności. Musi brać pod uwagę również jego zmianę: załamanie frontu, pokój rosyjsko-ukraiński, zmianę władzy w Kijowie, zmianę polityki Waszyngtonu, odbudowę rosyjskich sił. Polska ma być bezpieczna także wtedy, gdy Ukraina przestanie „trzymać Rosjan daleko od Polski”.

Pełny ogląd wymaga także uwzględnienia genezy obecnej wojny. Konflikt rosyjsko-ukraiński trwa od 2014 roku. Jeszcze w 2008 roku NATO przyjęło perspektywę przyszłego członkostwa Ukrainy, a po 2014 roku państwa NATO szkoliły ukraińskie siły zbrojne; Jens Stoltenberg wymieniał między innymi szkolenia prowadzone przez Amerykanów, Brytyjczyków i Kanadyjczyków w Jaworowie. Te fakty nie rozstrzygają jeszcze, kto miał rację w całym sporze ani jak należy rozłożyć odpowiedzialność za jego kolejne etapy. Pokazują jednak, że obecna wojna nie rozpoczęła się w politycznej próżni. Polski przywódca nie jest od prostych opowieści o świecie. Jest od rozumienia całej gry. Powinien przede wszystkim zapytać: skoro Rosja jest naszym bezpośrednim sąsiadem, jak silna jest sama Polska i ile zrobiliśmy, aby nasze bezpieczeństwo nie zależało od tego, kto akurat walczy na Ukrainie?

  1. „Niech mordują Sowietów, którzy ich napadli, a nas, Polaków, to w ogóle nie boli”.

Błąd: pomieszanie mordu z zabiciem przeciwnika w sprawiedliwej walce oraz odejście od recta intentio.

Tu Święty Tomasz zatrzymałby Prezydenta od razu.

Mord i zabicie przeciwnika w sprawiedliwej wojnie to nie jest to samo. Mord jest niesprawiedliwym odebraniem życia i zawsze jest złem. Żołnierz, który w sprawiedliwej wojnie, działając z rozkazu prawowitej władzy, zabija w walce żołnierza przeciwnika, nie popełnia przez sam ten fakt morderstwa

Jeśli więc Ukraińcy rzeczywiście „mordują Sowietów”, katolik nie może tego pochwalać. Jeżeli natomiast zabijają rosyjskich żołnierzy w ramach sprawiedliwej obrony, należy mówić o zabijaniu w walce, a nie o mordowaniu.

Święty Tomasz stawia wojnie sprawiedliwej trzy warunki: prawowitą władzę, sprawiedliwą przyczynę i recta intentio – prawą intencję. Nawet wojna prowadzona w słusznej sprawie może zostać moralnie skażona, gdy zaczyna nią rządzić żądza odwetu, pragnienie zadawania szkody czy nieprzejednana wrogość. Tomasz, idąc za św. Augustynem, mówi o tym jasno.

Prezydent Polski może uznać osłabienie i klęskę rosyjskich sił za korzystne dla Rzeczypospolitej. Nie powinien jednak zacierać granicy między sprawiedliwą walką a mordem ani mówić o śmierci przeciwnika tak, jakby sama w sobie była czymś dobrym.

Katolicka polityka zna miecz. Święty Tomasz nie był pacyfistą. Miecz ma jednak służyć sprawiedliwości. Wolno zabić przeciwnika w sprawiedliwej walce. Nie wolno mordować. Wolno chcieć odparcia agresora. Nie wolno cieszyć się z jego śmierci dlatego, że jest przeciwnikiem.

  1. „W tym zakresie zawsze mogą liczyć na naszą pomoc”.

Błąd: Prezydent udziela odpowiedzi, zanim postawi najważniejsze pytanie.

A tym pytaniem jest: dlaczego Polska w ogóle ma pomagać Ukrainie?

Nie jest to pytanie cyniczne. Jest to pytanie dokładnie należące do prudentia regnativa. Święty Tomasz przypomina, że rządzącym powierzona została troska o rzeczpospolitą i jej obrona przed zagrożeniami zewnętrznymi. Władca ma odpowiadać za dobro wspólnoty, którą mu powierzono.

Ukraina, owszem toczy wojnę, więc udzielenie jej pomocy może być moralnie godziwe. Ale z tego jeszcze nie wynika bezwarunkowy obowiązek państwa polskiego dostarczania pieniędzy, broni czy innych zasobów.

Najpierw trzeba odpowiedzieć: co konkretnie Polska przez tę pomoc osiąga? Czy środek jest proporcjonalny do celu? Czy nie osłabiamy własnych możliwości? Czy ten sam cel można osiągnąć mniejszym kosztem? Jak długo istnieje zbieżność interesów?

Dopiero po takim rachunku przychodzi „tak” albo „nie”.

Słowo „zawsze” w polityce jest nierozważne. Państwa zmieniają interesy, rządy i sojusze. To, co dziś służy Polsce, jutro może jej szkodzić. Prezydent nie może więc z góry przyrzekać Ukrainie pomocy niezależnie od tego, jaka będzie sytuacja Rzeczypospolitej.

  1. Tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga”.

Błąd: Rosja zostaje uczyniona kompasem polskiej polityki.

To nie jest racja stanu. To jest odruch historycznej niechęci ubrany w język geopolityki. Polski interes nie może zależeć od tego, kto akurat bije Moskala.

U Świętego Tomasza sprawiedliwość wojny nie zależy od narodowości przeciwnika. Gdyby jutro jakieś państwo bezprawnie napadło Federację Rosyjską, fakt, że „bije Moskala”, nie dawałby Polsce najmniejszej podstawy moralnej do jego wspierania. O wojnie rozstrzygają sprawiedliwa przyczyna, prawowita władza i prawa intencja.

Polska polityka nie powinna więc działać według mechanizmu: Rosja jest naszym historycznym przeciwnikiem, zatem każdy, kto z nią walczy, staje się naszym naturalnym partnerem.

Wróg naszego przeciwnika pozostaje przede wszystkim państwem mającym własną rację stanu. Ukraina prowadzi politykę ukraińską. I słusznie. Dziwne byłoby tylko, gdyby Polska w odpowiedzi nie prowadziła równie stanowczo polityki polskiej. Czy prowadzi?

  1. „Strategicznym interesem Polski jest też to, żeby […] nie powiewały banderowskie flagi”.

Błąd: Prezydent dostrzega problem, ale oddziela go od zasadniczego rachunku pomocy.

Zaraz po zapewnieniu Ukrainy o pomocy Prezydent sam porusza problem banderowskiej symboliki i mówi o konieczności stawiania wymagań. Problem w tym, że nie chodzi już tylko o uliczną flagę. Niespełna dwa miesiące wcześniej, sam obóz prezydencki wszedł w poważny spór z Kijowem po nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA”; Kancelaria Prezydenta określała tę decyzję jako niedopuszczalną gloryfikację formacji odpowiedzialnej za zbrodnię wołyńską.

Circumspectio każe włączyć tę sprawę do całego rachunku politycznego, a cautio – wyciągnąć z niej praktyczne konsekwencje.

Jeżeli Wołyń, kult UPA i polska pamięć są rzeczywiście częścią interesu Rzeczypospolitej, muszą mieć realne miejsce w politycznym rachunku. Nie można oznajmić Kijowowi, że dana sprawa jest dla Polski fundamentalna, a zarazem zapewnić, że niezależnie od niej pomoc będzie trwała.

W przeciwnym razie wymaganie przestaje być warunkiem. Staje się życzeniem.

Państwo polskie ma obowiązek pamiętać także wtedy, gdy pamięć staje się dla dyplomacji niewygodna. Wołyń, kult UPA i stosunek władz ukraińskich do polskich ofiar nie są dodatkiem do polityki zagranicznej. Są częścią polskiej racji stanu. Jeżeli uznajemy je za sprawy poważne, muszą wpływać na nasze decyzje. Inaczej słowa o pamięci pozostają tylko pustymi słowami.

  1. „Naszym interesem jest to, żeby bili się jak najdłużej i jak najsprawniej”.

Błąd: pomylenie korzyści ubocznej z celem polityki.

Jeżeli rosyjska armia traci na Ukrainie potencjał (choć roztropnie byłoby rozważyć, czy rzeczywiście go traci), Polska może uznać ten fakt za strategicznie korzystny. Ale z tego nie wynika, że polskim interesem jest, aby sama wojna trwała możliwie długo

Święty Tomasz mówi jasno: wojna ma doprowadzić do sprawiedliwego pokoju. Nie wolno więc czynić z jej przedłużania celu polityki. Jeśli Prezydent mówi, że naszym interesem jest, aby walczyli „jak najdłużej”, odwraca porządek celu i środka.

Tutaj szczególnie potrzebna jest providentia. U Tomasza jest ona najważniejszą spośród integralnych części roztropności, ponieważ pozwala właściwie podporządkować dzisiejsze środki przyszłemu celowi.

Polski przywódca powinien więc pytać nie tylko, ile rosyjskich czołgów zostanie zniszczonych tego lata. Powinien zapytać, jaki porządek pozostanie po tej wojnie. Jaką Rosję będziemy mieli za granicą? Jaką Ukrainę? Jak silne będzie państwo ukraińskie, jaka będzie jego ideologia państwowa, jego armia, jego stosunek do Polski? I wreszcie – czy sama Polska wykorzystała te lata, aby wzrosnąć w siłę?

Polskim interesem nie jest długa wojna sąsiadów. Polskim interesem jest taka siła Rzeczypospolitej, aby długość ich wojny nie rozstrzygała o naszym bezpieczeństwie.

  1. „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”.

Zasada słuszna, jeśli rozumieć ją we właściwym porządku.

Święty Tomasz nie wymaga od rządzącego jednakowej troski o wszystkie narody. Władcy powierzono konkretną wspólnotę i za jej dobro odpowiada w pierwszej kolejności. Polski prezydent odpowiada więc przede wszystkim za Rzeczpospolitą, a nie za Ukrainę, Rosję czy jakiekolwiek inne państwo.

Z tego zdania powinny jednak wynikać konkretne konsekwencje. Jeżeli naprawdę „po pierwsze Polska”, to każdą pomoc dla obcego państwa trzeba mierzyć polskim dobrem wspólnym. Można odmówić. Można ograniczyć pomoc. Można i należy postawić warunki. Można ją zakończyć, kiedy przestaje służyć Polsce albo zaczyna jej szkodzić.

Tu pojawia się sprzeczność z wcześniejszym zapewnieniem, że Ukraina „zawsze może liczyć na naszą pomoc”. Jeżeli pomoc jest „zawsze”, to Polska nie jest już pierwsza. Pierwsze staje się zobowiązanie złożone Ukrainie.

Po Tomaszowemu kolejność jest odwrotna: najpierw dobro Rzeczypospolitej, potem ocena okoliczności, a dopiero na końcu decyzja, czy i w jakim zakresie pomagać.

  1. „Nie ma innego wyznacznika w polityce międzynarodowej niż dbanie o interes własnego państwa”.

Błąd: interes państwa zostaje podniesiony do rangi najwyższego prawa.

I tu Święty Tomasz też nie zgodziłby się z Panem Prezydentem.

Rządzący ma obowiązek troszczyć się o dobro własnej wspólnoty, ale nie wolno mu czynić interesu państwa jedyną miarą działania. Nad interesem państwa stoi sprawiedliwość, prawo naturalne i prawo Boże.

Państwo może mieć interes w czymś niesprawiedliwym. Może odnieść korzyść z niedotrzymania umowy, oszustwa, krzywdy słabszego czy niesprawiedliwej wojny. Sama korzyść nie czyni jednak takiego działania dobrym.

Dlatego katolicka racja stanu nie brzmi: „dobre jest wszystko, co służy Polsce”. Brzmi: „rządzący ma służyć Polsce wszystkimi środkami, na które pozwalają sprawiedliwość i prawo moralne”.

Całą tę część przemówienia można ostatecznie osądzić przez cztery pojęcia, które Święty Tomasz zalicza do roztropności.

Memoria – pamięć. Polska ma z czego czerpać. Rok 1939, zawiedzione rachuby na realną pomoc sojuszników, później Jałta i decyzje podejmowane ponad naszymi głowami – to nie są tylko rozdziały historii. To doświadczenie państwowe. Naród, który za tę naukę zapłacił krwią, powinien umieć z niej korzystać.

Providentia – przewidywanie. Polityka nie kończy się na tym, co daje korzyść dzisiaj. Trzeba pytać, jaki będzie skutek za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Ilu rosyjskich żołnierzy i ile rosyjskiego sprzętu ubyło na Ukrainie, to jeden rachunek. Ważniejszy brzmi: jaka Polska, jaka Ukraina i jaka Rosja wyjdą z tej wojny.

Circumspectio – ogląd całości. Rosję trzeba oceniać bez złudzeń. Ukrainę tak samo. Podobnie Stany Zjednoczone i każdego innego sojusznika. Wszystkie te państwa mają własne interesy i będą ich broniły. Polski rządzący ma obowiązek dostrzegać nie tylko wspólnego przeciwnika, ale również rozbieżność interesów, własne położenie, własną siłę, Wołyń, kult UPA, sytuację wewnątrz Polski i to, co może nastąpić po zakończeniu wojny.

Cautio – ostrożność. To, co dzisiaj przynosi Polsce korzyść, jutro może mieć swoją cenę. Święty Tomasz przypomina, że w sprawach ludzkich dobro bywa zmieszane ze złem. Roztropny władca korzysta więc z tego, co służy państwu, ale równocześnie zabezpiecza je na wypadek zmiany okoliczności. Dlatego w polityce tak niebezpieczne jest słowo „zawsze”.

Sojusze mogą wzmacniać Polskę, lecz nie zastąpią własnej siły. Pomoc obcemu państwu może być słuszna, ale najpierw trzeba wiedzieć, jakiemu polskiemu celowi służy i gdzie leży jej granica. Wspólny przeciwnik może na pewien czas zbliżyć interesy dwóch państw, lecz nie tworzy wiecznej przyjaźni. Wojna sąsiadów może przynieść Polsce doraźną korzyść strategiczną, ale jej przedłużanie nie może stać się celem polskiej polityki. Polska racja stanu obowiązuje Prezydenta, lecz sama pozostaje pod władzą sprawiedliwości i prawa moralnego.

Prezydent Rzeczypospolitej nie został postawiony na straży tego, by ktoś możliwie długo bił za nas Rosjan. Został postawiony na straży Rzeczypospolitej.

Dopiero państwo, które pamięta, przewiduje, widzi całość i zawczasu zabezpiecza się przed zmianą cudzych interesów, może z pełnym prawem powiedzieć:

„Po pierwsze Polska”.

Panie Prezydencie, prosimy wrócić do Świętego Tomasza!

=================================================

Lenka I. Miler – nauczycielka, socjoterapeutka i doktorantka nauk o rodzinie. Bada rozwój moralny w ujęciu św. Tomasza z Akwinu oraz jego znaczenie w pracy wychowawczej i socjoterapeutycznej z młodzieżą. Wraz z mężem prowadzi wydawnictwo Pod Chorągwią Matki Bożej Łysieckiej.

Teksty Świętego Tomasza, do których odwołuję się w artykule

Wszystkie wskazane niżej teksty Świętego Tomasza przywołuję według tekstu edycji Leoniny udostępnionego w serwisie Corpus Thomisticum. Dostęp do podanych stron: 10 sierpnia 2026 roku.

O roztropności rządzącego:
Święty Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, IIa–IIae, q. 50, a. 1, in corp.; ad 1um et 2um. Tomasz przedstawia tam prudentia regnativa jako szczególną postać roztropności właściwą temu, kto kieruje wspólnotą polityczną. W ad 1um wskazuje, że roztropność i sprawiedliwość są dwiema cnotami szczególnie właściwymi rządzącemu, natomiast w ad 2um wyjaśnia, że pod nazwą regnativa obejmuje także inne prawidłowe formy rządów.
Thomas de Aquino, Summa Theologiae, IIª-IIae q. 47-56

O pamięci, przewidywaniu, oglądzie okoliczności i ostrożności:
Święty Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, IIa–IIae, q. 49, pr.; a. 1, in corp. et ad 3um; a. 6, in corp. et ad 1um; aa. 7 et 8, in corp. Tomasz wyjaśnia tam znaczenie pamięci przeszłych doświadczeń dla namysłu nad przyszłością, właściwego podporządkowania środków celowi, uwzględniania istotnych okoliczności oraz ostrożności wobec zła, które w sprawach ludzkich bywa zmieszane z dobrem lub przybiera jego pozór. Providentia zostaje przez niego określona jako główna spośród wszystkich części roztropności.
Thomas de Aquino, Summa Theologiae, IIª-IIae q. 47-56

O wojnie sprawiedliwej:
Święty Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, IIa–IIae, q. 40, a. 1, in corp.; ad 3um. Tomasz wymienia trzy warunki wojny sprawiedliwej: prawowitą władzę, sprawiedliwą przyczynę oraz prawą intencję (intentio bellantium recta). Za św. Augustynem przestrzega zarazem przed żądzą szkodzenia, okrutną zemstą i nieprzejednanym usposobieniem. W ad 3um wyraźnie wskazuje, że także prowadzący sprawiedliwą wojnę zmierzają do pokoju.
https://www.corpusthomisticum.org/sth3034.html

O władzy publicznej i przykładzie żołnierza działającego z jej upoważnienia:
Święty Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, IIa–IIae, q. 64, a. 3, in corp.; ad 1um. W in corp. Tomasz wyjaśnia ogólną zasadę, że użycie władzy karzącej dla ochrony dobra wspólnego należy do tych, którym powierzono władzę publiczną, nie zaś do osoby prywatnej. W ad 1um posługuje się przykładem żołnierza zabijającego nieprzyjaciela z upoważnienia władcy: miles interficit hostem auctoritate principis.
corpusthomisticum

========================================

https://www.magnapolonia.org/men-nie-walczy-z-religia

Nawrocki w butach Piłsudskiego?

Nawrocki w butach Piłsudskiego?

Jan Engelgard 

Słuchając przemówienia Pana Prezydenta na dziedzińcu Pałacu Namiestnikowskiego dniu 6 sierpnia, kiedy raczył był poinformować naród o swoim stosunku do wojny na Ukrainie – i kiedy wykrzyczał: „Niech sobie mordują tych sowietów tam, gdzie ich napadli i w ogóle nas Polaków to nie boli. W tym zakresie zawsze mogą na nas liczyć, bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga, nawet jak nie bierze udziału bezpośrednio w tej wojnie. Taki jest strategiczny interes Polski” – nasunęła mi się taka scena z listopada 1919 roku.

Wysłannik Józefa Piłsudskiego na rozmowy z Rosja radziecką, hr. Michał Kossakowski, podczas rozmowy w Belwederze, zapytał go – jaki jest właściwie cel polskiej polityki na Wschodzie. Poirytowany Piłsudski odrzekł: „Zarówno bolszewikom, jak i Denikinowi jedno jest tylko do po­wiedzenia: Jesteśmy potęgą, a wyście trupy. Mówiąc inaczej języ­kiem żołnierskim: dławcie się, bijcie się, nic mię to nie obchodzi, o ile interesy Polski nie są zahaczone (…) Lekceważę, pogardzam wami. Jesteście pogrążeni w rękach Żydów i junkrów niemieckich, nie wierzę wam, waszemu gatunkowi ludzkiemu”.

Kosssakowski był wstrząśnięty, zapisał w dzienniku: „Pogarda i lekceważenie zarówno bolszewików, jak też Denikina, czyli całej Rosji… czy można mieć program polityczny redukujący się do słów: „pogarda, lekceważenie”? Czy w rzeczywistości nic więcej od Rosji nie potrzebujemy…”.

Nie wiem, czy Nawrocki inspirował się tą wypowiedzią Piłsudskiego. Być może, przecież praktycznie cała polska „klasa polityczna” to właśnie jego i jego koncepcje wschodnie bierze za wzór. Tyle tylko, że zapomina się, albo chce się zapomnieć o jednym – ta polityka zakończyła się klęską i Polska tylko cudem uratowała swój świeży niepodległy byt. Ta polityka pogardy i lekceważenia wszystkich na Wschodzie – sprawiała, że byliśmy znienawidzeni nie tylko przez „Moskali” (czerwonych i białych), ale także przez Ukraińców, nawet tych od Petlury, którzy niby byli naszymi sojusznikami. Polacy ciężko zapłacili ze tą bezrozumną fanfaronadę i skrajną megalomanię podczas II wojny światowej.

Jaka jest wobec tego różnica między Piłsudskim i Nawrockim? Ano taka, że ten pierwszy przyznał się do tego, że jego ukraiński plan zakończył się fiaskiem, zweryfikował stanowisko wobec Moskwy, był w latach 30. gotów do rozważenia taktycznego a może nawet strategicznego sojuszu z nią przeciwko Niemcom, wreszcie przestał grać kartą ukraińską. Tymczasem Nawrocki jest na etapie przeżuwania i podniecania się retoryką Piłsudskiego z roku 1919, tyle tylko, że Piłsudski głęboko skrywał swoje emocje i ujawnił je tylko sam na sam z Kossakowskim, a Nawrocki wykrzyczał je na cały świat. W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak skierować do Pana Prezydenta i jego otoczenia słów tegoż właśnie Piłsudskiego: „Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”.

Jan Engelgard 

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

„Zabijaj” – piąte przykazanie w nowym brzmieniu, w „katolickim” przekazie prezydenta Polski

„Zabijaj” piąte przykazanie w nowym brzmieniu, w „katolickim” przekazie prezydenta Polski

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz h

„Niech sobie mordują tych sowietów (…) bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga (…) niech sobie mordują … i w ogóle nas Polaków to nie boli” jeśli wystąpienie prezydenta wzbudziło, w początkowej fazie, we mnie cień sympatii do niektórych kwieciście i patetycznie wygłoszonych wynurzeń (a wzbudziło, mimo patosu i jedwabiu na słówkach) to zlikwidował prezydent ten cień tym właśnie co sobie zostawił na koniec. I nie, nie tym: „Niech Bóg błogosławi Polsce niech żyje Polska”, bo tak;  niech Bóg błogosławi Polsce, ale niech chroni ją przede wszystkim przed szaleńcami owładniętymi skazą/ genem(?) nienawiści dla samej nienawiści (jak sztuką dla sztuki) i tak „Niech żyje Polska”, ale niech żyje wolna od serwilistów- podżegaczy wojennych na usługach wszelkiego i wszechobecnego geo-global- draństwa.

W tym ostatnim, jak prezydent mówił, punkcie omówienia swojej rocznej pracy na urzędzie, postanowił pan Nawrocki wykluczyć mnie z zaszczytu bycia Polakiem, tak wiem, jestem Polką, a on mówił o Polakach ( „i w ogóle nas Polaków to nie boli”) więc może kobiet to nie dotyczy, ale jednak postanowił wykluczyć mnie, bo mówiąc również, jak domniemać się ośmielam, w moim imieniu, wszak prezydentem nas wszystkich twierdzi, że jest, dokonał nadużycia kompetencji, wyraził w moim imieniu (nie pytając mnie o zdanie) tezę, że mnie nie boli, gdy sobie jedni drugich MORDUJĄ. Bo jeśli prezydent, jak rozumiem,  klasyfikuje przynależność do narodu skalą: – mordowanie (wskazanych do likwidacji) nie boli, to czuję się wykluczona, tak mam, czy się prezydentowi podoba, czy się nie podoba, że mnie mordowanie jednych przez drugich boli, a nakazywanie mi, iż ma mnie nie boleć (bo są warci i niewarci bólu) jest pogwałceniem moich praw to raz, a dwa, moja niezgoda z tym nakazem jest próbą  wykluczenia mnie z przynależności do narodu, z którego moje korzenie! Na to mojej zgody nie ma i nie będzie!

Bo nie takiego chcę świata, który przyzwala na mordowanie w ogóle, a już na pewno nie takiego, który przyzwala, a wręcz zachęca, czy oferuje pomocnictwo w mordowaniu kogokolwiek i to w imię geo-global- zwyczajnego draństwa, chciejstwa, maccartyzmu, czy innego -yzmu/izmu, hegemonii, czy wreszcie globalizmu.

I nie, nie będę rozwodzić się nad tym skąd korzenie wyrastają wojny na Ukrainie, każdy kto ma przynajmniej odrobinę rozeznania i trzeźwego spojrzenia na  geo-global  trendy, dążenia, procesy, doskonale wie czym jest wojna na Ukrainie i że to „proxy wojna”, i wie w czyim interesie, na czyje zamówienie. Bibliografii i poważnych nazwisk omawiających te procesy jest wystarczająco wiele, wystarczy sięgnąć. Kto natomiast nie wie, bo zwyczajnie nie chce wiedzieć, bo bezrefleksyjnie przyjmuje to co mu wiedzieć wyrobnicy, politycy, słudzy globalistów etc. itd. każą,  ten pewnie przyklaśnie prezydentowi na jego „niech sobie mordują” i nie będzie go to bolało, a dodatkowo może i poprosi Boga o błogosławieństwo w tym „dziele”, a ja wstrzymam się przed ocenami takich postaw, ja tylko pod rozwagę, przewrotnie ( wielu powie jak śmiem zrównywać – ano śmiem i nie zrównuję, a mechanizm wskazuję)  zapytam:  A co jeśli w  imię jakichś tam swoich „racji” (a ponoć mieli je uprawnione- tak przynajmniej tłumaczą)  tam na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej, na Polesiu i Lubelszczyźnie Ukraińcy  tak właśnie tłumaczyli bandytów z UPA  „ niech sobie mordują tych Polaków, bo tam, gdzie się bije Polaka, tam Ukrainiec pomaga  i w ogóle nas Ukraińców to nie boli” , to te „racje” były wystarczające do aktów morderstw, do pomocnictwa, do podżegania? To i może te „racje” są dziś do obrony? Dlaczego nie?!

A co jeśli  w  imię jakichś tam swoich „racji” (a ponoć mają je uprawnione- tak przynajmniej tłumaczą)  tam w Gazie, na Zachodnim Brzegu Jordanu ,w Libanie, w strefach przygranicznych z  Syrią i w Iranie, rząd Izraela tak właśnie tłumaczy: „ niech sobie mordują tych Palestyńczyków, Libańczyków, Syryjczyków, Irańczyków…, bo tam, gdzie się bije Palestyńczyka, Libańczyka, Syryjczyka, Irańczyka, tam Izrael pomaga  i w ogóle nas Żydów to nie boli” to te „racje” są wystarczające do aktów morderstw, do pomocnictwa, do podżegania? To i te „racje” są dziś do obrony? Dlaczego nie?!

I można by jeszcze wiele, wszak „racji” w świecie ile państw,  tylko po co, a raczej czemu to ma służyć?! I co gorsze, dlaczego ma nie boleć?!!!

Że niby w polskich realiach, w ramach zwyczajnej, bezrefleksyjnej rusofobii i tych wszystkich „racji”, które każą pielęgnować ją, karmić nią społeczeństwo jak tlenem, zatruwać nią ogląd na real geo-global draństwa, by tłumaczyć i przykrywać nią hipokryzję oszalałych z chęci dominacji nad światem posiadaczy fortun, że niby nam wolno więcej? I to w imię i z błogosławieństwem (na wezwanie) Boga?!

I, że mnie tę, z rodu Polaków, która hołduje zasadzie „nie ma drogi do pokoju, to pokój jest drogą” i drugiej „nie czynić nikomu tego co mi samej niemiłe”, ma nie boleć, że ktoś namawia kogoś do mordowania człowieka tylko dlatego, że jakiś -izm nas różni, jakaś ideologia i jakieś „racje”?

Otóż Panie prezydencie mnie, Polkę, z krwi i kości takie podejście boli, mord boli, mord dla mordu szczególnie boli, tak jak boli iż Prezydent mojej Ojczyzny pochwala, zezwala, podżega i obiecuje pomocnictwo w zwyczajnym zezwierzęceniu. Gdyby zamiast „mordują” padło słowo zabijają też uznałabym za szczucie, ale to mieści się w kanonie ; jest wojna, ludzie się wzajemnie zabijają (pominę, że czynią to na polecenie tych, którzy mają swoje „racje”, a ludzkie życie mają za nic ). Padło wyraźnie „niech sobie mordują” (wspomnę, że na widowni widziałam księży- bili. o zgrozo – brawo).  Domagać się śmierci, nakłaniać do mordu na kimś wskazanym do tego, by go powszechnie (delikatnie mówiąc) nie lubić, a dosadnie na wskazanym do tego, wytypowanym, by go nienawidzić, to panie  Prezydencie  zwyczajny moralny upadek … i nie, nie tych, których się do przestępstwa wzywa (nawet jeśli psychologia tłumu tłumaczy w danej chwili aplauz), to upadek moralny wzywającego – to zwyczajne zezwierzęcenie. (Coś Pan wspominał o Wołyniu … zachęcam do spojrzenia w lustro).  Był czas i momenty, że prezydent Nawrocki zyskał nić mojej sympatii, a i za niektóre decyzje nić szacunku. Pękły jak mydlana bańka, myślę, że bezpowrotnie.

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz

Prezydent Nawrocki odebrał order Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu

Prez. Nawrocki podjął decyzję ws. Orderu Zełenskiego. Opublikowano nagranie prezydenta Polski [VIDEO]

19.06.2026 nczas/prezyudent-nawrocki-podjal-decyzje-ws-orderu-zelenskiego

===========================================================

Wołodymyr Zełenski oraz Karol Nawrocki
NCZAS.INFO | Wołodymyr Zełenski oraz Karol Nawrocki. / foto: PAP

Prezydent Karol Nawrocki poinformował w piątek, że wobec zgody prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych nazwy „Bohaterów UPA”, po konsultacji z Kapitułą Orderu Orła Białego podjął decyzję o odebraniu tego odznaczenia Zełenskiemu.

O odebraniu Orderu Nawrocki poinformował w nagraniu zamieszczonym na platformie X.

– Prezydent Rzeczypospolitej jest wielkim mistrzem Orderu Orła Białego i ma obowiązek stać na straży honoru, tego najwyższego odznaczenia państwowego. Obowiązek ten spoczywa również na Kapitule Orderu Orła Białego. Dlatego wobec zgody prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy Bohaterów UPA po konsultacji z Kapitułą podjąłem decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy – powiedział Nawrocki.

Prezydent podkreślił, że ta decyzja „nie jest przeciwko narodowi ukraińskiemu” i „nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa”. Dodał, że „nic się nie zmieniło” w kwestii wsparcia Ukrainy w walce z Rosją.

https://twitter.com/prezydentpl/status/2068027427788333081/video/1

==============

POPiSowy teatrzyk „walki” z banderyzmem

Waćkowski: POPiSowy teatrzyk „walki” z banderyzmem 

Kamil Waćkowski myslpolska/wackowski-popisowy-teatrzyk-walki-z-banderyzmem

Naród polski od wielu lat tkwi w anomii społecznej. Oddawanie hołdu banderowcom i melnykowcom przez kijowski reżim obudziło trochę moich rodaków. 

Słuszne oburzenie Polaków ma swój wydźwięk w wydarzeniach politycznych. Niestety jesteśmy świadkami kolejnego teatrzyku w wykonaniu POPiS i przystawek, mającego uśpić czujność Polaków.

Order zdewaluowany 

Nadanie jednostce sił zbrojnych Ukrainy imienia bohaterów UPA, a także ponowny pogrzeb nazistowskiego kolaboranta Andrija Melnyka, wywołały reakcje szkolonego przez Jankesów prezydenta Polski Karola Nawrockiego. Nawrocki zapowiedział, że rozważy odebranie Orderu Orła Białego byłemu prezydentowi Ukrainy Władimirowi Zełenskiemu. Czas mija, póki co nie podjął decyzji, pewnie czeka co mu powie jankeski oligarcha i prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump  (los orderu komika z Krzywego Rogu zależy od tego, czy przed rozmową Nawrockim jankeski prezydent porozmawia na temat orderu z kimś związanym z Marco Rubio, sekretarzem Stanu, zwolennikiem wspierania kijowskiego reżimu, czy z J.D. Vance’m – wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki, politykiem mniej skłonnym do wspierania kijowskiego reżimu). Warto zwrócić uwagę, że Order Orła Białego ma wiele antypolskich kreatur. Ma go także przyjaciel „wielkiego” prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a mianowicie Wiktor Juszczenko, neobanderowiec, były prezydent Ukrainy. Juszczenko klęczał na ponownym pogrzebie Melnyka. Order Orła Białego ma też właściciel Banderomobilu, neobanderowski oligarcha, były prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Ma go także Valdas Adamkus (w młodości nazistowski kolaborant, obywatel Stanów Zjednoczonych Ameryki i były prezydent Litwy). Warto zwrócić uwagę, że na Adamkusa nie głosowali praktycznie w ogóle Polacy na Litwie. Order Orła Białego posiada także Dalia Grybauskaitė, była prezydent Litwy popierana przez Związek Ojczyzny – najbardziej antypolską partię na Litwie. Jakoś tym ludziom Nawrocki nie zamierza zabierać odznaczenia. 

Wizytacja Budanowa 

Parę dni po burzy związanej z deklaracją Nawrockiego przybył do Warszawy Kiriłł Budanow. Budanow, podobnie jak Nawrocki i jego „konkurent” Donald Tusk, był szkolony przez Jankesów. To zdeklarowany neobanderowiec, terrorysta, zbrodniarz, od 5 sierpnia 2020 roku do 2 stycznia 2026 szef Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, a od 2 stycznia 2026 roku szef gabinetu Zełenskiego. Budanow spotkał z Marcinem Przydaczem. Przydacz to atlantycki prymus, związany z różnymi atlantyckimi ośrodkami. Pełnił różne funkcje w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy.

Przydacza, jak widać Nawrocki dostał w spadku po Dudzie. Pełni funkcję szefa Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta. Budanow spotkał się także z ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem – Kamyszem. Szef PSL co prawda nie należy do PO czy PiS, jednak de facto działa jakby był członkiem obydwu tych partii naraz. Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku PSL wziął na listy partię Polska 2050 (aczkolwiek prawidłowa nazwa tej partii powinna brzmieć „Wukraina 2050”). Polska 2050 jest najbardziej proukraińską partią, nawet bardziej niż POPiS. W Polska 2050 byli ludzie z Atlantic Council. PSL jest rozpatrywany w rożnych wariant koalicyjnych zadowalających Stany Zjednoczone Ameryki i namiestnika Thomasa Rose’a. Politycy PSL już latem ubiegłego roku byli namawiani na wejście w koalicję z PiS i częścią Konfederacji Wolność i Niepodległość. PSL wspiera program SAFE, na mocy którego Polacy będą spłacać kredyt, który będzie dozbrajał kijowski neobanderowski, neonazistowski reżim.

Jest opozycja niebanderowska 

Gdyby Nawrocki chciał na poważnie realizować interesy Polaków, to mógłby na przykład napisać, że z chęcią przeczyta planowaną książkę Julii Mendel, byłej rzecznik Zełenskiego. Karol Nawrocki mógłby się spotkać z politykami ukraińskimi, którzy są przeciwnikami Zełenskiego, a jednocześnie nie są neobanderowcami. Takim politykiem jest na przykład Dmytro Razumkow. Jego ojciec Ołeksandr Razumkow, był doradcą prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, a także założył ośrodek badania opinii publicznej. Razumkow był członkiem Partii Regionów, należał do jej liberalnej, prounijnej frakcji. Razumkow-junior został liderem partii Sługa Ludu. Od 29 sierpnia 2019 roku do 7 października 2021 roku był przewodniczącym Rady Najwyższej Ukrainy (Razumkow został odsunięty, gdy sprzeciwił się represjom wymierzonym w Wiktora Miedwiedczuka i innych polityków Opozycyjnej Platformy za Życiem). Razumkow nie jest neobanderowcem, nie ma też związków z Moskwą, ma poparcie społeczne. Gdyby Nawrocki był człowiekiem o wysokich horyzontach lub otaczał się ludźmi myślącymi po polsku, a nie różnymi nudziarzami z atlantyckich ośrodków, to by wiedział jak wywrzeć wpływ na kijowski reżim. 

Obóz bezkrytyczny

W naszej ojczyźnie nikt nie podważa legalności Zełenskiego, nie mówi się o aferach jego i jego otoczenia. Poza państwami bałtyckimi, obłąkańcami ze Skandynawii, Holandią, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, kanclerzem republiki federalnej i byłem menadżerem funduszu inwestycyjnego BlackRock Friedrichem Merzem, nikt już nie chce finansować kijowskiego, skorumpowanego, neobanderowskiego, neonazistowskiego reżimu. Do grona państw nie wspierających wysiłku militarnego Kijowa w ostatnich dniach dołączyła Bułgaria. W naszej ojczyźnie POPiS i przystawki nie mówią nic o wstrzymaniu wsparcia dla Kijowa.

Nie dajmy się nabrać

Możemy w dalszym ciągu spodziewać się teatrzyku robionego przez POPiS i przystawki. Nawrocki będzie prężył muskuły, Tusk – kolega Nawrockiego ze szkoleń w Stanach Zjednoczonych Ameryki, będzie robił pokazowe deportacje mężczyzn z obywatelstwem Ukrainy za sikanie pod płotem (kijowski reżim w końcu ma braki kadrowe, a Tusk może upiec dwie pieczenie na jednym ogniu). Zełenski z racji tego, że jakikolwiek rozejm / pokój /zawieszenie broni oznacza dla niego rozliczenia, będzie prowadził wojnę cały czas. Dla niego najważniejsze są pieniądze (to wnuk żołnierza Armii Czerwonej; były prezydent Ukrainy jest rosyjskojęzycznym Żydem). Dla podtrzymania władzy będzie w coraz większym stopniu szedł w stronę oficjalnego neo-banderyzmu. Z drugiej strony Zełenski nie ma innego wyjścia, bowiem służby, wojsko są przesiąknięte neo-banderyzmem. Przy okazji ostatnich wydarzeń żaden z nadwiślańskich politykierów z POPiS i przystawek nie poszedł po rozum do głowy i nawet między wierszami nie powiedział, żeby wykonać może telefon do Moskwy. Patrzmy na ręce nadwiślańskim politykierom i nie dajmy się nabrać na tanie gesty. 

Kamil Waćkowski 

Wielobiegunowość kłamstwa. Fałszywa racja stanu

Wielobiegunowość kłamstwa. Fałszywa racja stanu

Autor: CzarnaLimuzyna, 30 maja 2026

Wielobiegunowość to rozproszenie dominacji i wpływów na kilku hegemonów. Ogromna część układów dwubiegunowych, a także wielobiegunowych wpisana jest w zasadę fałszywych alternatyw.

Postanowiłem w kontekście planowanego odebrania orderu Orła Białego prezydentowi banderowskiej Ukrainy wykazać fałszywość narracji Tuska reprezentującego opcję niemiecką oraz poddać krytyce narrację Nawrockiego, również fałszywą.

————————————————————-

Wypowiedź Tuska

Każdy naród ma prawo do swoich interpretacji.

Jeżeli każdy naród, to również Niemcy, Rosjanie i Żydzi, nieprawdaż?

Dalsza część wypowiedzi Tuska brzmiała tak:

Dla Polski i dla Ukrainy nasza przyjaźń i współpraca, sojusz wobec zagrożenia rosyjskiego, to było coś i jest coś bezcennego. Mogliśmy i ciągle mamy szansę przełamać ponure fragmenty naszej historii, które ciążyły nad naszymi relacjami, ale to wymaga wyobraźni i wrażliwości – i od jednego, i od drugiego – powiedział dziennikarzom w Sejmie Donald Tusk. – Oczekiwałbym od obu prezydentów, żeby raczej potrafili wznieść się ponad te historyczne emocje i próbować jednak budować tę trudną, ale konieczną przyjaźń i współpracę polsko-ukraińską – dodał.

Premier podkreślił, że bez umiejętności współpracy stracą obie strony, na czym najbardziej skorzysta Rosja. – Mam nadzieję, że obaj prezydenci zrozumieją wagę i powagę sprawy – oświadczył. /link/

Wypowiedź Nawrockiego

– Prezydent Ukrainy nadaniem ukraińskiej jednostce imienia “Bohaterów UPA” dostarczył najlepszego materiału i wiele tlenu rosyjskiej propagandzie. Oceniam tę decyzję bardzo krytycznie – powiedział Karol Nawrocki.

Nawrocki nie ograniczył się jedynie do krytyki samej decyzji. W piątek stwierdził, że działania władz w Kijowie podważają europejskie aspiracje Ukrainy. – Niestety prezydent Zełenski udowodnił, że Ukraina pod względem mentalnym, gloryfikowania bandytów, morderców z Ukraińskiej Powstańczej Armii nie jest gotowa do tego, aby być częścią rodziny europejskiej – powiedział.

Dodał, że “w rodzinie europejskiej nie można gloryfikować bandytów i morderców, którzy mordowali kobiety i dzieci, mordowali Polaków”. /link/

Ruchomy wektor nienawiści

Widać gołym okiem, że obydwaj politycy są zakładnikami narracji u podstaw której leży założenie, że Polska musi angażować się po którejś ze stron. Jest to fałszywa alternatywa ponieważ ani ze względów moralnych ani z powodu politycznej strategii – dwa byty: postsowiecka Rosja i banderowska Ukraina nie są warte naszych dotychczasowych strat, nie mówiąc już o kontynuacji dalszego okradania Polski i jej niszczenia przez dywersję niemiecką, rosyjską i ukraińską.

Ruchomy wektor nienawiści jakim jest banderyzm działał i działa tylko na dwóch kierunkach: antypolskim i antyrosyjskim. Z tego powodu polską racją stanu jest upadek banderowskiej Ukrainy z zachowaniem ukraińskiego buforu oddzielającego nas w sposób przynajmniej częściowy od Rosji.

Na szali jest ocalenie Polski

W tym momencie mogę po raz kolejny przypomnieć pogląd Marka Chodorowskiego, że każde ograniczenie lub zaniechanie realizacji trzech najbardziej ohydnych projektów Bestii jakimi są: Izrael, Unia i Ukraina może w znaczącym stopniu pomóc Polsce w uzyskaniu podmiotowości.

Karol Nawrocki uprawiający ględę o „rodzinie europejskiej” najprawdopodobniej jest mało bystrym obserwatorem, nie widzącym, że nie ma już „rodziny europejskiej”, która została zniszczona przez antyeuropejską Unię.

Prezydent trzeciej eRP nie radzi sobie również z wątkiem historiozoficznym na poziomie rozróżnienia cywilizacji żydowskiej i turańskiej od łacińskiej, której zgodnie z deklaracją zobowiązał się bronić, i która nigdy nie zintegruje się w sferze wartości z dwiema pierwszymi, chyba że w formie stręczonego od lat uwiądu pod nazwą „Ukropolin”.

Znowu tu narobił! Nawrocki podpisał złą ustawę

Znowu to zrobił! Nawrocki podpisał złą ustawę

Autor: Redakcja, 21 lutego 2026

Po buńczucznych zapowiedziach, wbrew propagandzie Ośrodka Prezydenckiego, Nawrocki podpisał ustawę o cudzoziemcach, która jest niekorzystna z punktu widzenia polskiego interesu narodowego.

Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę wygaszającą specustawę ukraińską. Najważniejsze narzędzia pomocy nie znikają – zostaną przeniesione do ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony. /WP.pl/

Komentarz

Jednym z wielu narzędzi jakie daje Wojna na Ukrainie jest niszczenie demograficzne Polski poprzez osiedlanie obcych cywilizacyjnie Ukraińców oraz innych nacji z terenów wschodnich, a także towarzyszący temu nieustanny drenaż finansowy. Czy Karol Nawrocki tego nie widzi?

Brednie Karola Nawrockiego podczas spotkania z marionetką Starmerem

Brednie Karola Nawrockiego podczas spotkania z marionetką Starmerem

Autor: CzarnaLimuzyna, 13 stycznia 2026

Przy Downing Street 10 odbyło spotkanie pełniącego funkcję prezydenta Karola Nawrockiego z premierem Potwornej Brytanii, Keirem Starmerem.

„Polska i Wielka Brytania są bliskimi sojusznikami od dziesięcioleci” – stwierdził Nawrocki wyrażając wdzięczność za stacjonowanie prawie 150 żołnierzy brytyjskich w naszym kraju. Dodał też, że „podzielamy te same wartości”.

Nie wiem co miał na myśli Karol Nawrocki mówiąc o „tych samych wartościach.” Czy chodziło mu o Polskę czy o III RP, bo jeżeli nie o Polskę tylko trzecią eRP, to być może rzecz dotyczy zamordyzmu czego wyrazem jest poniższe zestawienie.

Byłoby to jednak dziwne, bo prezydent Nawrocki deklarował się jako przeciwnik działań Tuska i Żurka, wetując ostatnio ustawę o cenzurze.

Na spotkaniu z dziennikarzami, Nawrocki powiedział:

Konstytucja jest łamana, więc jeśli Pan redaktor mnie pyta, czy wszyscy mogą liczyć na sprawiedliwy proces w Polsce, szczególnie za sprawą decyzji ministra Żurka o pozakonstytucyjnej zmianie systemu losowania sędziów, to tak nie jest. Są w Polsce osoby, które nie mogą liczyć na sprawiedliwy proces…

Przypominam także, że odpowiedzialność za wartości wolnego świata, tego świata, do którego tak blisko jest Polsce, którego Polska jest w istocie częścią. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo w zasadniczej mierze bierze Sojusz Północnoatlantycki na czele ze Stanami Zjednoczonymi…

Było to bardzo dobre spotkanie odbywające się w dobrej, przyjaznej atmosferze. Państw, które są w istocie sojusznikami i przyjacielami.

Karol Zelig ?

Karol Nawrocki jako polityk przypomina ostatnio specyficzną odmianę bohatera filmu Zelig, który miał zwyczaj upodabniać się do otoczenia, w którym przebywał. W Częstochowie, wśród kibiców wygłasza patriotyczne przemówienia, a “chwilę potem”, na spotkaniu w Londynie, mówi zgodnie z obowiązującą poprawną narracją jakby nie znał historii relacji pomiędzy Polską a Zdradliwą Brytanią będącą na dodatek narzędziem „Bestii”.

Tradycyjne wartości wolnego świata o których wspomniał Nawrocki nie są na pewno wartościami państwa na Wyspach Brytyjskich, które ostatnio stoczyło się do poziomu totalitaryzmu. Nie są też wartościami unijnymi, które zostały nazwane przez Ursulę von der Leyen “wartościami Talmudu”.

Wartościami do których Polska powinna aspirować są wartości cywilizacji łacińskiej, cywilizacji niszczonej przez sojusz UE i W. Brytanii. Czy Karol Nawrocki o tym nie wie czy może udaje, prowadząc grę? Przypominam, że już mieliśmy takiego, który rzekomo prowadził grę, a dziś, post factum, jest nazywany przez wielu „zwykłym idiotą”.

Prezydent: Oddajemy historii okrągły stół. Cała, nie obcinana wypowiedź Prezydenta Nawrockiego

historii

Prezydent: Oddajemy okrągły stół historii

18 grudnia 2025 prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/prezydent-oddajemy-okragly-stol-historii

Dzień dobry, witam Państwa serdecznie w dniu ważnym dla Pałacu Prezydenckiego, dla polskiego Prezydenta, dla całej Kancelarii, dla tego gmachu.

Drodzy Państwo, przy okrągłym stole, który – jak widzicie – jest zwijany i wynoszony z Pałacu Prezydenckiego, 36 lat temu siedziały różne osoby reprezentujące różne interesy. Jedni za sprawą siedzenia przy tym meblu – przy okrągłym stole – chcieli przenieść komunistyczne wpływy polityczne, wpływy partyjne, wpływy finansowe do Polski, która była w czasie transformacji, miała być Polską suwerenną, niepodległą i demokratyczną, a ci, którzy siadali po jednej stronie okrągłego stołu, chcieli sprawić, aby Polska po roku 1989 była hybrydą: z jednej strony demokracja, z drugiej strony układy systemu komunistycznego. Drudzy siadali z dobrymi intencjami, aby na okrągły stół patrzeć jak na punkt strategiczny, pewien taktyczny moment w drodze do tego, aby Polska w istocie w krótkim czasie miała niezależne, w pełni wolne wybory i by była państwem suwerennym i niepodległym, odciętym od systemu komunistycznego.

Więc byli tacy, którzy siadali przy okrągłym stole, patrząc na to jak na moment strategiczny, na moment taktyczny. Byli też tacy, którzy wprawdzie przed 1989 rokiem byli przez system komunistyczny represjonowani, byli ofiarami systemu komunistycznego, ale niejako w efekcie tych negocjacji i tych rozmów pojawił się syndrom sztokholmski, w którym wybaczono wszystkie zbrodnie systemu komunistycznego i nadal wspierano tych – w wymiarze symbolicznym, partyjnym i politycznym – którzy mordowali Polaków; a jesteśmy w czasie obchodów rocznicy wprowadzenia stanu wojennego i masakry Grudnia roku 1970.

Niezależnie od tego, drodzy Państwo, jak oceniamy Okrągły Stół, bo przecież dyskusje akademickie, naukowe, kolejne publikacje wciąż się pojawiają – z całą pewnością Pałac Prezydencki nie jest miejscem, w którym nadal powinien stać okrągły stół. Miejscem, w którym okrągły stół powinien się znaleźć, jest Muzeum Historii Polski. Mówimy o historii – oddajemy okrągły stół historii. Od roku 2027 będą go mogli jako eksponat historyczny podziwiać zwiedzający Muzeum Historii Polski. Wokół Okrągłego Stołu nadal będą się mogły odbywać debaty naukowe, akademickie, natomiast w najważniejszym gmachu w Rzeczypospolitej – w Pałacu Prezydenckim – okrągły stół nie powinien być symbolem, który będzie opowiadał o naszej przyszłości przede wszystkim.

Bo dziś, w XXI wieku, drodzy Państwo, młodzi Polacy – ci urodzeni w latach 90., w latach 2000., ale też moje pokolenie – nie muszą iść na żadne układy z byłymi dyktatorami, komunistami czy z postkomunistami. My nie chcemy ich w Polsce XXI wieku ani nie potrzebujemy. Myśląc o naszej przyszłości, o naszym sukcesie ekonomicznym, o naszym sukcesie gospodarczym, o rozwoju naszych technologii, nie musimy, drodzy Państwo, wsłuchiwać się w głos nie tylko dyktatury czasów komunistycznych i w głos tych, którzy mordowali, ale także nie możemy, drodzy Państwo, kolejnych pokoleń Polaków infekować przaśnością systemu komunistycznego.

Dziś wolną, niepodległą, suwerenną, ambitną Polskę stać na dużo więcej niż idealizowanie Okrągłego Stołu. Okrągłego Stołu nie można, drodzy Państwo, zapomnieć – bo jest to ważny element dyskusji historycznej i nim pozostanie – ale nie można go także idealizować, oddając mu hołd w Pałacu Prezydenckim.

Na sam koniec, drodzy Państwo, chciałbym może zacytować, a bardziej trawestować pewne słowa z roku 1989. Wprawdzie przedwcześnie, ale jedna z aktorek teatralnych i filmowych w roku 1989 z entuzjazmem, z dumą powiedziała w programie telewizyjnym: „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 skończył się w Polsce komunizm”. Te słowa były wypowiedziane przedwcześnie, bowiem, jak wiemy, komunistyczni bohaterowie i komunistyczne elity, funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa po roku 1989 odgrywali ważną rolę.

Ja – trawestując słowa tej aktorki z roku 1989 – chciałbym z dumą powiedzieć, i mam nadzieję, że nie przedwcześnie: Dziś, szanowni Państwo, skończył się w Polsce postkomunizm.

Niech żyje wolna Polska. Dziękuję.

Przekazanie Okrągłego Stołu do Muzeum Historii Polski

Przekazanie Okrągłego Stołu do Muzeum Historii Polski

prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/przekazanie-okraglego-stolu-do-muzeum-historii-polski,

001_Prezydent_Karol_Nawrocki_Okragly_Stol_przekazanie_Muzeum_Historii_Polski_20251218_MB1_9975.jpg

18 grudnia 2025

Okrągły Stół z Pałacu Prezydenckiego zostanie przekazany w użyczenie do Muzeum Historii Polski. Kancelaria Prezydenta RP nadal pozostanie jego właścicielem. – To bardzo ważny dzień dla polskiego Prezydenta, całej Kancelarii i tego gmachu – powiedział Karol Nawrocki.

Okrągły Stół będzie eksponatem stałej wystawy w Muzeum Historii Polski. Otwarcie wystawy planowane jest w 2027 roku.

002_Prezydent_Karol_Nawrocki_Okragly_Stol_przekazanie_Muzeum_Historii_Polski_20251218_MB1_0012.jpg

003_Prezydent_Karol_Nawrocki_Okragly_Stol_przekazanie_Muzeum_Historii_Polski_20251218_MB1_0028.jpg

008_Prezydent_Karol_Nawrocki_Okragly_Stol_przekazanie_Muzeum_Historii_Polski_20251218_MB1_0456.jpg

– Niezależnie od tego, jak oceniamy Okrągły Stół, Pałac Prezydencki nie jest miejscem, gdzie nadal powinien stać. Miejscem, w którym powinien się znaleźć jest Muzeum Historii Polski, od roku 2027 będzie go można podziwiać jako eksponat historyczny. Wokół Okrągłego Stołu nadal będą mogły odbywać się debaty akademickie, naukowe – poinformował Prezydent.

Jak dodał: – Dzisiaj, myśląc o naszym sukcesie gospodarczym, rozwoju naszych technologii, nie musimy wsłuchiwać się w głos dyktatury czasów komunistycznych i tych, którzy mordowali, ale także nie możemy kolejnych pokoleń Polaków infekować przaśnością systemu komunistycznego.

Dziś wolną, suwerenną, niepodległą, ambitną Polskę stać na dużo więcej niż idealizowanie Okrągłego Stołu. Nie można go ani zapomnieć, bo to ważny element dyskusji historycznej, ale nie można go idealizować, oddając mu hołd w Pałacu Prezydenckim.

CAŁA WYPOWIEDŹ >>

004_Prezydent_Karol_Nawrocki_Okragly_Stol_przekazanie_Muzeum_Historii_Polski_20251218_MB1_0075.jpg [1,001.37 KB]

Sala Okrągłego Stołu została zaaranżowana w 2004 roku podczas prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego (otwarcie ekspozycji nastąpiło 30 sierpnia 2004 r.). Pierwotna koncepcja zakładała ekspozycję stołu wraz ze sprzętem nagłośnieniowym i tabliczkami z nazwiskami uczestników obrad. Inicjatywa dotycząca realizacji stałej ekspozycji stołu wyszła ze strony ówczesnej redakcji dziennika „Życie Warszawy”.

◊ Podczas prezydentury Lecha Kaczyńskiego na północnej ścianie Sali umieszczono fotografie dokumentujące obchody 20. rocznicy obrad z udziałem Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

◊ Od 2009 roku w Sali Okrągłego Stołu odbywały się lekcje historii dla młodzieży. Inicjatywę rozpoczęła akcja pt. „Dotknij historii!” – z okazji 20. rocznicy obrad. W ramach akcji młodzież ze szkół z całej Polski (głównie z Warszawy) uczestniczyła w godzinnych lekcjach od lutego do kwietnia 2009 r.

„Najbardziej ponura Chanuka” Agaty Passent. Co się stało?

„Najbardziej ponura Chanuka” Agaty Passent. Co się stało?

Anna Nowogrodzka-Patryarcha

https://pch24.pl/najbardziej-ponura-chanuka-agaty-passent-co-sie-stalo

Zakończenie „wieloletniej tradycji” obchodów Chanuki w Pałacu Prezydenckim przez Karola Nawrockiego wywołało w Polsce falę komentarzy. Wśród krytycznych opinii w mediach społecznościowych szczególnie zwraca uwagę wpis Agaty Passent, dziennikarki i felietonistki żydowskiego pochodzenia, która w instagramowym wpisie stwierdziła: „Z wielu powodów trwa dla mnie najbardziej ponura Chanuka od dekad”. Co stało się powodem takiego jej odczucia?

Nie milkną echa decyzji Karola Nawrockiego o rezygnacji z wieloletniej [??? md] tradycji obchodów Chanuki w prezydenckiej rezydencji. W debacie publicznej nie zabrakło głosu przedstawicieli rodzimej lewicy, którzy w innych okolicznościach z uporem maniaka propagują ideę świeckości państwa. Wyjątkowo nieprzychylnie do aktu woli prezydenta Nawrockiego odniósł się na kanale Polsat News europoseł Robert Biedroń, argumentując, że Chanuka jest „świętem upamiętniającym zwycięstwo dobra nad złem”. Trudno ocenić, czy w pełni rozumiał sens wypowiadanych słów. Oznaczałoby to, że ceni sobie wartości takie jak: walka o wiarę czy odwaga stawania w obronie własnej tożsamości. Wygląda jednak na to, że wspomniane kategorie Biedroń uznaje jako pozytywne jedynie w kontekście dążeń narodu żydowskiego, ale już niekoniecznie w odniesieniu do najgłębszych aspiracji chrześcijan.

Krytyce działań przywódcy państwa towarzyszyła – a jakżeby inaczej – przestroga przed ich możliwym wpływem na szerzenie się postaw antysemickich. W podobnym duchu, choć w zdecydowanie delikatniejszy sposób, wypowiedział się urzędujący w Polsce ambasador USA. Praktykujący judaizm Thomas Rose wyraził jedynie ubolewanie z powodu zerwania z tradycją obchodów Chanuki w Pałacu Namiestnikowskim. Wskazał jednocześnie na głębsze znaczenie żydowskiego święta. Przy tym właśnie ostrzegł przed negatywnymi konsekwencji pewnych postaw na życie wyznawców religii mojżeszowej, odnosząc się do niedawnej strzelaniny na australijskiej plaży, w wyniku której śmierć poniosło kilkunastu świętujących Chanukę Żydów.

W otwartym tonie sprawę skomentowała żydowskiego pochodzenia polska germanistka, dziennikarka i felietonistka, Agata Passent. Na instagramomowym koncie udostępniła wpis, w którym czytamy: „Z wielu powodów trwa dla mnie najbardziej ponura Chanuka od dekad. Wiadomo, że mizerna nisza obchodzi to święto w Polsce, więc nigdy nie miałam złudzeń, że ktoś zauważa tę mniejszość wśród innych Polaków. Lecz jestem kompletnie zaskoczona, że pan Prezydent odwołał zapalanie chanukowych świec w pałacu. Po pierwsze to mężczyzna wysportowany, postawny – na trudne czasy, gdy liczą sie też argumenty siły. Tymczasem przestraszył się malutkiego gaśniczego. Po drugie miał być patriotą stawiającym opór rosyjskiej agresji. Szybko poszło. Na szczęście jestem optymistką i wierzę, że oliwy nam jeszcze starczy na wieki. Nie ma co się obrażać – duży chłop nie zawsze równa się odważny i uczciwy. Trzymajmy się naszych światełek” (cyt. w oryg.).

Niezmiernie trudno zrozumieć wewnętrzny smutek autorki przywołanych słów. To tak, jakby chrześcijanie mieszkający w Izraelu nie mogli cieszyć się Bożym Narodzeniem, tylko dlatego, że przedstawiciel władz państwowych nie zapalił symbolicznych świec adwentowych w swojej rezydencji. Dziwić może też „kompletne zaskoczenie” Passent na wieść o decyzji Karola Nawrockiego. Jeszcze jako kandydat na urząd głowy państwa Nawrocki zadeklarował dystans wobec zwyczaju zapalania chanukowych świec. Owo „kompletne zaskoczenie” należy zatem odczytywać w bardziej zniuansowanym znaczeniu: gest urzędującego prezydenta pokazał, że traktuje on poważnie słowa wypowiedziane w czasie kampanii, co mogło wprowadzić niektóre wpływowe środowiska w stan podwyższonej gotowości.

Na tym etapie prezydentury Karola Nawrockiego nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy decyzja o rezygnacji z obchodów żydowskiego święta w Pałacu Prezydenckim jest ukłonem w stronę prawicowego elektoratu, czy mamy do czynienia z człowiekiem respektującym nauczanie Kościoła. W świetle ukazanych w Nim prawd, Chrystus jest prawdziwą Świątynią, a Jego Wcielenie – prawdziwym poświęceniem Świątyni. Nie potrzebujemy więc zewnętrznych rytuałów, aby celebrować chanukę: Eucharystia, modlitwa, dobre uczynki i sprawiedliwe działania w świecie wypełniają tę samą funkcję, co Chanuka dla Żydów – to jest przynoszą poświęcenie i światło w ciemności. Warto wiedzieć, że przyjęcie takiej perspektywy w kwestii uczestnictwa w żydowskich obrzędach wiąże się automatycznie z nieprzychylną – mówiąc oględnie – reakcją środowisk skupionych wokół ruchu chasydzkiego spod znaku Chabad-Lubawicz, współorganizatorów pierwszych ceremonii zapalania chanukowych świec w Sejmie, stąd rodzi się pytanie o rzeczywiste motywy omawianej decyzji Karola Nawrockiego.

Wydaje się bardziej prawdopodobne, że za deklarowaną przez Prezydenta „powagą w traktowaniu wartości chrześcijańskich” stoi decyzja o rezygnacji z gestów, które mogą być odbierane jako symboliczny ukłon wobec środowisk żydowskich. Może to wynikać zarówno z chęci budowania spójnego wizerunku polityka realizującego swoje zapowiedzi, jak i przyciągnięcia, utrzymania, a tym samym powiększenia grupy przyszłych wyborców. Niewykluczone, że takim działaniom przyświeca autentyczna potrzeba zachowania wewnętrznej integralności i wierności własnym przekonaniom. Jednak do sytuacji, w której najważniejszy urząd w państwie polskim sprawuje człowiek kierujący się w swoich poczynaniach autonomią, wpływowe środowiska różnych nacji nie są przyzwyczajone.

Być może z tego właśnie powodu Agata Passent obchodzi w tym roku „najbardziej ponurą Chanukę od dekad”. Już wiadomo, że Karol Nawrocki pod pewnymi względami nie będzie przywódcą na wzór poprzedników. Czas jednak pokaże, czy kierowane pod adresem pierwszego obywatela RP słowa Passent: „to mężczyzna wysportowany, postawny – na trudne czasy, gdy liczą się też argumenty siły” były typową dla frustratów złośliwością, czy trafnym opisem stylu urzędowania nowego prezydenta.

Anna Nowogrodzka-Patryarcha

Demontaż Okrągłego Stołu. Na razie tylko w Pałacu Prezydenckim…

Demontaż Okrągłego Stołu.

Na razie tylko w Pałacu Prezydenckim

[VIDEO]

18.12.2025 nczas/demontaz-okraglego-stolu-na-razie-tylko-w-palacu-prezydenckim

Karol Nawrocki
NCZAS.INFO | Karol Nawrocki. / foto: PAP

W Pałacu Prezydenckim trwa demontaż Okrągłego Stołu. Jak podkreślił prezydent Karol Nawrocki, jego miejsce jest gdzie indziej. Historyczny mebel ma trafić do muzeum.

Z całą pewnością to nie jest miejsce, w którym nadal powinien stać Okrągły Stół, miejscem tym jest Muzeum Historii Polski – wskazał prezydent Karol Nawrocki, który wygłosił oświadczenie, podczas gdy w tle pracownicy demontowali Okrągły Stół.

– Z całą pewnością Pałac Prezydencki, to nie jest miejsce, w którym nadal powinien stać Okrągły Stół. Miejscem, w którym Okrągły Stół powinien się znaleźć jest muzeum – Muzeum Historii Polski.

Mówimy o historii. Oddajemy Okrągły Stół historii. Od roku 2027 będą go mogli, jako eksponat historyczny, podziwiać zwiedzający Muzeum Historii Polskipowiedział prezydent.

Dodał, że „wokół Okrągłego Stołu będą mogły nadal odbywać się debaty naukowe i akademickie”.

Natomiast w najważniejszym gmachu w Rzeczpospolitej, w Pałacu Prezydenckim, Okrągły Stół nie powinien być symbolem, który będzie opowiadał o naszej przyszłości przede wszystkim, bo dziś, w XXI wieku młodzi Polacy (…), ale też moje pokolenie Polaków, nie musi iść na żadne układy z byłymi dyktatorami, komunistami, czy z postkomunistami – powiedział Nawrocki.

Chciałbym z dumą powiedzieć, i mam nadzieję, że nie przedwcześnie – dziś, Szanowni Państwo, skończył się w Polsce postkomunizm. Niech żyje wolna Polska powiedział prezydent.

W mediach społecznościowych Kancelarii Prezydenta pojawiło się nagranie z demontażu stołu. Widać na nim toczące się prace.

==================================

„W Pałacu Prezydenckim rozpoczął się proces przeniesienia Okrągłego Stołu do Muzeum Historii Polski” – oświadczono w poście.

Okrągły Stół do tej pory znajdował się w Sali Okrągłego Stołu w Pałacu Prezydenckim. To właśnie przy nim toczyły się negocjacje komunistów od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 r., dotyczące tzw. „zmian ustrojowych” w Polsce.

Prezydent Nawrocki u Stanowskiego. Bardzo ciekawy wywiad.

Nawrocki u Stanowskiego. Prezydent „chętnie władowałby” Żurkowi? „Ziobro nie może liczyć na…” [VIDEO]

7.12.2025 https://nczas.info/2025/12/07/nawrocki-u-stanowskiego-prezydent-chetnie-wladowalby-zurkowi-ziobro-nie-moze-liczyc-na-video/

karol nawrocki
NCZAS.INFO | Karol Nawrocki / fot. X / OficjalneZero

Prezydent Karol Nawrocki wystąpił w mikołajkowym programie Kanału Zero. W rozmowie z Krzysztofem Stanowskim poruszono wiele tematów, m.in. kwestię wet oraz kryptowalut. Pojawiło się także pytanie o ułaskawienie Zbigniewa Ziobry. Były też lżejsze kwestie, jak spowiedź Stanowskiego czy też komunikat od żony prezydenta.

Krzysztof Stanowski powiedział, że „na pewno” ogląda program żona Karola Nawrockiego, „bo poprosiła, żeby poprawił pan sobie koszulę, bo się źle układa”. Po tych słowach prezydent spoważniał na twarzy i zaczął poprawiać ubiór.

– Macie kontakt z moją żoną? – zapytał prezydent.

– Nie wiem, jak to się stało, dostałem na słuchawkę taką informację – odpowiedział Stanowski.

– Okej, to kto rządzi w tym kraju? Moja żona nadaje na słuchawkę do Stanowskiego – zażartował Nawrocki.

Nawrocki o wetach

W dalszej części prezydent Nawrocki mówił o swoich wetach. Jak przekonywał, „nie ma woli, by trzymać za gardło” rząd.

– Natomiast chciałbym, żeby urząd prezydenta Polski wybranego przez naród był szanowany przez stronę rządową. I przypominam jeszcze raz ten psychologizm, w którym się znaleźliśmy. Ja byłem takim underdogiem w czasie kampanii wyborczej, że od stycznia rząd po prostu myślał, że przygotowują rozwiązania legislacyjne dla zupełnie innego prezydenta. A ja nie mogę zostać prezydentem, złożyć obietnic wyborczych, mieć swojego planu 21 i nagle podpisać największe głupoty większości parlamentarnej – mówił Nawrocki.

– Wśród tych wet, które podjąłem […] są tak czasami absurdalne rzeczy, że mojego podpisu pod nimi nikt nie znajdzie. Ja to i zapowiadałem i mówiłem w czasie procesu legislacyjnego. Też do części tych ustaw w ogóle podchodziłem w sposób objęty głębokim dialogiem – przekonywał.

– Ja zapraszałem inicjatorów tych ustaw na etapie drogi parlamentarnej mówiąc, co jest dla mnie do zaakceptowania, a w którym momencie tej ustawy nie podpiszę. Tak samo toczą się dyskusje wokół statusu osoby najbliższej. Moja kancelaria jest cały czas w dialogu i są dyskusje, czego prezydent na pewno nie podpisze, a gdzie możemy dojść do porozumienia – twierdził prezydent.

https://twitter.com/i/status/1997396306898153550

Prezydent „chętnie władowałby” Żurkowi?

Stanowski zapytał Nawrockiego, co sądzi o wypowiedzi ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, „że wsadzi pana za kraty”, „przynajmniej doprowadzi przed Trybunał Stanu”.

– W ogóle się nie obawiam pana ministra Żurka, to po pierwsze. Po drugie, jestem zaniepokojony tym, że pan minister Żurek nie zna konstytucji i wyroków TK. Ostatnio widziałem człowieka, który jak aligator albo jak bohater stał w gronie kobiet z ręką w kieszeni i mówił nawet, że jest gotowy do tego, żeby się ze mną zmierzyć, w sensie fizycznym. Myślę, że my mamy do zajęcia się dużo poważniejsze z ministrem sprawiedliwości sprawy… – mówił Karol Nawrocki, na co wtrącił się prowadzący.

– Ale chętnie by mu pan władował, no powiedzmy sobie szczerze – powiedział Stanowski.

– Ale panie redaktorze, mamy dużo ważniejsze sprawy… – mówił Nawrocki, na co znów przerwał mu Stanowski.

– Ale w wolnym czasie – zachęcał prowadzący.

– Powtórzę jeszcze raz: Mamy dużo ważniejsze sprawy z ministrem sprawiedliwości, niż moje szybkie zgaszenie światła panu ministrowi sprawiedliwości. To nie o to chodzi. Tylko musimy trzymać się pewnego… przede wszystkim musimy trzymać się konstytucji – mówił prezydent Nawrocki.

———————————————

Nawrocki wyjaśnia weto ws. kryptowalut

Pojawił się też temat weta ws. kryptowalut.

– Analizując to prawo… zresztą wokół tego prawa doszło do tego mechanizmu, o którym mówiłem. Do konfrontacji ludzi o różnych stanowiskach. Ja nie wiedziałem przez długi czas, słuchając ekspertów, czytając analizy, rozmawiając z moimi ministrami, jaką podejmę dyskusję [zapewne chodziło o decyzję – red. nczas]. Więc doprowadziłem do dyskusji, do konfrontacji ludzi, którzy mają zupełnie odmienne poglądy na ten temat. I ta konfrontacja przekonała mnie do tego, że dobre dla Polski, dla rozwoju Polski, dla rozwoju start-upów nie jest wprowadzanie nadregulacji w zakresie implementacji prawa Mika. Bo jest to próba zupełnej rezygnacji państwa polskiego z usystematyzowania pewnej rzeczy, która staje się domeną naszych sąsiadów. Radzą sobie z tym inne państwa – wyjaśnił Nawrocki.

– Przecież należy ścigać przestępców. I tych, którzy płacą gotówką… – kontynuował, na co wtrącił się Stanowski.

– Wspomniani Czesi to w kryptowaluty jako państwo inwestują. Tymczasem u nas w ostatnich dwóch dniach z osób inwestujących w kryptowaluty zrobiło się niemalże przestępców – podkreślił.

„Nie walczy się z gotówką”

– I to jest przerażające, że tylko przez inercję państwa [niechęć, bierność – red. nczas], przez inercję polskiego rządu, przez brak umiejętności przygotowania dobrego prawa chce się załatwić sprawę pozwalając KNF na wyłączanie stron internetowych decyzją administracyjną bez możliwości odwoływania się do sądu, chce się po prostu wyeliminować całą branżę. Ja jestem prezydentem XXI wieku. Chcę, żeby start-upy, żeby kwestie technologiczne, także kryptowaluty i kryptoaktywa się rozwijały w Polsce. Ale nie chcę być obojętny wobec przestępców także w tym środowisku – powiedział prezydent.

Następnie przedstawił analogię do innych środków płatniczych.

– Czy dochodzi do opłacenia przestępstw za sprawą gotówki? – zapytał Nawrocki.

– Oczywiście, że tak – odpowiedział Stanowski.

– No to zlikwidujmy gotówkę. Czy dochodzi do przestępstw czy do regularnego finansowania wojny za sprawą transakcji bankowych? Dochodzi. No to zlikwidujemy banki i przelewy rachunkowe? No to jest rzecz, która pokazała zupełną inercję polskiego rządu. Jest problem wokół kryptoaktywów, bo jest… nie poinformowano mnie o tym, służby mnie o tym nie poinformowały. Ale jak rozumiem, za kilka dni będzie jakaś afera wokół kryptowalut, kryptoaktywów czy tych firm, w związku z tym państwo polskie nie ma odwagi właściwego wyregulowania tych kwestii. Tylko skoro tam są przestępcy, ale jest też wielu ludzi młodych, start-upów, ludzi sprawiedliwych, którzy prowadzą swoje biznesy i się realizując w kwestii XXI wieku i cyberwaluty, to wyrzućmy po prostu w przestrzeń całą tą branżę – mówił prezydent Karol Nawrocki.

– Tak się nie robi. Skoro gotówką ktoś płaci za przestępstwo, to nie walczy się z gotówką, tylko walczy się z przestępcą – wyjaśnił.

W programie pojawił się też wątek spowiedzi Krzysztofa Stanowskiego.

– Był pan redaktor w ogóle u spowiedzi?

– Byłem. Dałem słowo, byłem. Było ciężko, było długo – … i dodał, że „schudł ze stresu”.

Nawrocki o Ziobrze i ułaskawieniu

Padło też pytanie o Zbigniewa Ziobrę, który za granicą ukrywa się przed polskim wymiarem sprawiedliwości.

– W przyszłości ułaskawi pan Zbigniewa Ziobrę? – zapytał prowadzący program.

– Nie wiem tego, nie ma takiego wniosku, nie mogę ułaskawić osoby, która nie została skazana, więc w ogóle nie ma dzisiaj, nie ma takiego tematu, nie dokonałem jeszcze żadnego ułaskawienia. Jeśli chodzi o Zbigniewa Ziobrę, to nie ma o czym rozmawiać, to nie jest osoba skazana – odpowiedział Karol Nawrocki.

– Ale może być […]. Podobno to jest szef grupy przestępczej – dopytywał Krzysztof Stanowski.

– No tak, oczywiście mamy świadomość jak wygląda kwestia łamania polskiej konstytucji i prawa. Mówiliśmy o tym, że nie mamy legalnie działającego w Polsce prokuratora generalnego. Minister sprawiedliwości zmienił sobie system losowania łamiąc konstytucję w kilku miejscach. Dlatego zgłosiłem to do TK, a szef mojej kancelarii Zbigniew Bogucki do prokuratury. Więc z całą pewnością Zbigniew Ziobro nie może liczyć na sprawiedliwy proces – przekonywał prezydent Nawrocki.

– Jak patrzy się na te zarzuty, część z nich jest zupełnie z kosmosu – kontynuował.

Poniżej cały program.

youtube/nawrocki

Źródło:X / YT / nczas.info

Och, Karol…

Och, Karol…

Jerzy Karwelis

muzg to

6 grudnia, wpis nr 1384 https://dziennikzarazy.pl/6-12-och-karol

Mamy do czynienia z pierwszą rysą na wizerunku prezydenta Nawrockiego. Mówię to oczywiście o grupie popierającej prezydenta w wyborach oraz tych, co to zrobili jako zwyczajowy w III RP „elektorat zaciśniętych zębów”. Jest to potrzebne rozróżnienie, gdyż dla grupy, mówiąc delikatnie, jego nie-zwolenników wizerunek Nawrockiego jest porysowany na amen już przez sam fakt startu przeciwko wymuskanemu kandydatowi, który miał system domknąć do końca. O dziwo, wydawać się mogło, że więcej rys nie da się już zmieścić na portreciku rysowanym przez mainstream, ale okazało się, że można. Obecnie eskalowany konflikt premier-prezydent, czy kwestionowanie korzystania z konstytucyjnych prerogatyw tego ostatniego jako działań niekonstytucyjnych, dowodzi jednego – można zawsze jeszcze dopalić, choć ukazuje się dno, zawsze można zapukać od dołu, co dowodzi, że piekło zapiekłego szaleństwa dna właściwie nie posiada. Ale Nawrocki zaczyna zawodzić swój elektorat.

Patrz na swój elektorat

Pal licho, że zawodzi głosujących na niego z przymusu „wyboru mniejszego zła”. Wszak to jemu zawdzięcza swoje zwycięstwo, to te ponad 3 miliona głosów usypało mu ścieżkę do Pałacu, ale wiadomo – wdzięczność polityków, zwłaszcza tuż po wyborach na pstrym koniu jeździ. Ale takie kalkulacje oznaczają jedno – wejście w buty PiS-u, który po wygranej broi przeciwko głównym grupom swego elektoratu, zaś w dniu wyborczym pokazuje, że nie ma na kogo porządny człowiek zagłosować. Tyle „wyborcy zaciśniętych zębów”. Ale oni pamiętliwi są, jak każdy kto poparł z musu brak alternatywy – bacznie przygląda się co z jego wypożyczonym głosem zrobił składany zwycięzca. I tu dla tego elektoratu potwierdzają się powoli obawy, że to pisowczyk, żadne tam nowe otwarcie.

Ale, jako się rzekło – pal licho warunkowych popieraczy. Od PiS-u odchodzi jego twardy elektorat, gdyż Kaczyński nie był w stanie zdyskontować zwycięstwa swego faworyta. Zaraz po prezydenckich wyborach mówiło się o szybkim odwojowaniu władzy, przyspieszonych wyborach, nowej Polsce i takich tam. I wszystko poszło w piach, ale nie pora tu o tym, nie o PiS-ie wszak mówimy tu dziś.

Mówimy o Nawrockim. Otóż jak Nawrocki będzie szedł w buty Kaczyńskiego, a właściwie Dudy, to ten proces przeniesie się na Pałac. A więc jak rozgrzani zobaczą, że nie ma szans na żadne nowe polityki, reformę i otwarcie PiS-u przez Pałac, żadnego tam ośrodka władzy u Nawrockiego, to zrobią to samo co robią teraz z PiS-em. Pójdą sobie gdzie indziej, tam gdzie już uciekają od PiS – do Konfederacji, a zwłaszcza do Brauna. To stamtąd Braunowi rośnie, bo wzrosty (niewielkie) Konfederacji mają swe źródła raczej w sierotach po Polsce 2050.

Przypadki czy znaki?

Podejrzenia, że nadzieje elektoratu na zmianę są naiwne pojawiały się już wcześniej. Wprawne ucho łowiło sygnały, ale te zakłócało bardzo dobre PR-owsko wejście Nawrockiego w pierwszym pół roku jego rządów. Szczególnie zasmucił skład kancelarii – żadnych nowych twarzy, paru pilnowaczy z Nowogrodzkiej, zbiórka ludzi z kancelarii Dudy i zaufane grono lojalnych z IPN-u. Słabo. Teraz zaczynają spływać dowody, nie poszlaki.

Gruchnęło z tą decyzją o odwołaniu spotkania w cztery oczy z Orbanem. Potworny błąd, bo zobaczmy jak rozkłada się bilans korzyści i strat. Właściwie bilans jest łatwy, bo to same straty. Jeżeli jest tak, jak przecieka Kancelaria, że Nawrocki zrobił to, by nie mieć kompromitujących zdjęć z Orbanem, który chwilę wcześniej rozmawiał z piekłoszczykiem Putinem, to jest fatalnie. Bo to chyba jedyna korzyść (?) z tego grubiańskiego gestu. Przy tej skali korzyści lądujemy znowu w pałacu… Dudy. Czyli polityce chwiejnej, nijakiej, skierowanej na dogadzanie wszystkim, z Unią i polskim salonem włącznie. To udeckie takie, to znaczy że i w nowym pałacu będą się oglądać na Michników i wargi wzdęte wyższościową kpiną sączoną przez mainstreamowe media. Wielu myślało, że Nawrocki ma większe cohones, a tu takie drobiazgi stanęły mu na drodze do spotkania z Orbanem, szerzej – uprawiania polityki różnicującej od priorytetów Unii.

Popatrzmy na to jak kancelaria tłumaczy odwołanie spotkania z Orbanem – tam jest wszystko. Oczywiście nie jest tam napisane, że Nawrockiemu było niewygodnie medialnie spotykać się z Orbanem. Jest jeszcze gorzej – jakieś typki z kancelarii zaczęły coś bełkotać o tym, że Nawrocki wysłał Orbanowi coś w rodzaju upomnienia, prawie, że ostrzeżenia. Tak? Ale najlepszy był lapsus dotyczący oficjalnego kontekstu tego afrontu. Z tweeta kancelaryjnego gościa od polityki międzynarodowej pana Marcina Przydacza (który – co znamienne – przeszedł do Nawrockiego z kancelarii Dudy, gdzie prowadził miękiszonowską politykę podobania się wszystkim – znać tu tę samą rękę), otóż z tweeta …. czytamy:

Toż to bełkot: skoro PKN „konsekwentnie opowiada się za szukaniem realnych sposobów zakończenia wojny na Ukrainie wywołanej przez Federację Rosyjską” to jak to zrealizować nie spotykając się z Putinem? To znaczy, że PKN już się nigdy nie spotka z Trumpem? Ten gada przecież co chwila z piekłoszczykiem z Kremla, a więc mamy tu podwójne standardy? Putin już dawno wyszedł z fragmentarycznej izolacji i gada ze wszystkimi. Zaraz będzie gadał z europejskimi przywódcami, którzy wychodzą ze skóry, by się z nim spotkać, a już na pewno będą pielgrzymować do Moskwy po zawarciu rozejmu, co może nastąpić dość niedługo. Czyli kto się zbliży na odległość głosu do Putina, to nasz prezydent go zbojkotuje? W ten sposób, przy takiej nowej polityce, zostaniemy jeszcze bardziej sami na arenie międzynarodowej. Będziemy wysadzać pociągi w zakończonej wojnie, co grozi tym, że ugadane strony wspólnie założą nam kaftan bezpieczeństwa i dadzą pod międzynarodowy nadzór.

Dziecięce dylematy

To przypomina bajanie nagrzanych dziennikarzy, tyle, że w wymiarze polityki Pałacu. Z jednej strony mówi się o konieczności natychmiastowego zawarcia pokoju – z drugiej, że broń Boże nie rozmawiać o tym z władcą Kremla. To jak? Putin tej wojny co najmniej nie przegrywa, a więc nie jest to, pamiętane chyba tylko z filmów, bezwarunkowe poddanie się przegranych hitlerowców aliantom, tylko jakieś jednak warunki trzeba będzie uzgodnić, a jak tu uzgodnić takie warunki jak trzeba by zniżyć się i usiąść do stołu z ludobójcą. Nie siada się więc (znaczy się my nie siadamy, bo gdyby Putin gwizdnął tylko na zachodnich przywódców, to ci by się zlecieli na wyprzódki), czyli de facto przedłuża się ukraińską rzeźnię. Piękna faryzeuszowska postawa – wreszcie możemy poczuć się jak we wrześniu 1939 zachodni sojusznicy nasi, kiedy to myśmy się wykrwawiali, oni zaś słali nam dobre rady i wyrazy poparcia.

Nawrocki głosem swego urzędnika wspomina coś o tym, że odwołał spotkanie z Orbanem z powodu jakiegoś „kontekstu” wizyty Orbana u Putina. Zobaczmy jakiż to kontekst, czyli po co pojechał Orban do Putina? Otóż Orban pojechał do Putina zagwarantować Węgrom dostawy gazu i ropy na zimę. Czyn jakże szczytny, zwłaszcza, że Węgrzy, tak jak i Słowacy wiszą w tym względzie na Putinie, głównie ze względów logistycznych, ale i cenowych. Unia handluje ile wlezie z Putinem, zaś dlatego, że Orban chce to robić oficjalnie, nie przez Kazachstany i innych dealerów jak pouczająca go Europa, wydaje się go pod pręgierz obłudy szczekaczy. Węgry i Słowacja w kwestiach surowcowych załatwiły sobie zwolnienie z przyłączenia się do zabójczych dla nich sankcji na Putina.

Tak się gra panowie – dla własnego interesu zagrozili Unii wetem, pogadali z Trumpem i ugrali co chcieli. My – gdzież tam: w pierwszym szeregu walki o droższe i mniej bezpieczne dostawy gazu LNG. Wiadomo – rurociągami płynie nie ropa/gaz tylko ukraińska krew. Ale nasze gesty do niczego nie prowadzą, oprócz prymusowania w wątpliwym towarzystwie. Unia handluje z Putinem na boku, a wszyscy płacą drożej (my idziemy na rekord, ale my dbamy o prawidłowy „kontekst”, nawet za cenę koszmarnych podwyżek, którymi futrujemy naszych odwiecznych przyjaciół znad Potomaku). Nie jest to też (na dłuższą metę, ale to dla nas się ona będzie dłużyć bardziej) zbyt zjadliwe dla Putina, bo ten się obrócił na rynki południowe i może poczekać aż Europejczycy zamarzną i z takimi cenami energii w przemyśle osuną się do regionu niszowego, który jeszcze sobie dokłada do tego zielono-ładowe szaleństwo.

Skoro taka postawa Orbana nie podoba się Nawrockiemu z powodu „kontekstu” to znaczy, że Nawrocki by tak nigdy nie zrobił. A to niespodzianka dla niektórych jego wyborców. Ci bowiem mogli mieć do tej pory nadzieję, że nasz prezydent pojedzie choćby i do piekła, byle by Polacy nie marzli, by się przemysł kręcił, zaś w kieszeniach rodaków zostało więcej kasy. Okazuje się jednak, że priorytety są gdzie indziej – w wizerunkowych pierdołach robionych pod media, salon czy Brukselę. Żeby co? Żeby tak nie szczekali? I to ma być ten nasz silny człowiek? Słabo panie prezydencie. Jeśli Pana porwali i tak robić kazali, to niech Pan na najbliższej konferencji mrugnie dwa razy, to jakoś Pana uwolnimy…

Skórka za wyprawkę

Wyszliśmy od iluzorycznych korzyści tego gestu, a widać, że trzeba było się mocno namęczyć by coś tam znaleźć. Teraz pójdziemy do strat, a tu już łatwiutko, bo to nie słoń stojący w kącie salonu, którego udają, że nie widzą inni. To cała armia żołnierzy z terrakoty, która stoi na dziedzińcu i patrzy w okna Pałacu. Zacznijmy od najprostszych:

Salon, Sikorski czy Tusk otworzyli butelki szampana: nasz ci on jest. To się po więziennemu nazywa – przecwelony. Raz wystarczy, dostałeś pieczątkę, teraz już nie obronisz się pod żadnym politycznym prysznicem. I jeszcze satysfakcja jest skierowana do zawiedzionych zwolenników Nawrockiego – widzicie? Znikąd nadziej – będzie i tak po naszemu. Dziś odpuścił Orbana, jutro puści któreś z wet. I nawet nie o to chodzi, że tak się stanie, nie. Chodzi o to, że nikt już po stronie prawej nigdy już nie będzie pewien, że się tak kiedyś stać nie może.

Media poczuły „siłę i czas”. Wychodzi, że wystarczy Nawrockiego tylko postraszyć wstydem, podkampanić nienawiścią i najwięksi twardziele się złamią. I teraz można się zabawić w sadystyczne zapraszanie do mainstreamu geniuszy z kancelarii PKN, by się tłumaczyli przed ludem w pokrętnych hołubcach, że tak trzeba było, że Orban fe, że tak się nie godzi, przyłączając się do narracji obozu, przeciwko któremu głosowali wszyscy zwolennicy nowego prezydenta.

I jak tu się nie dziwić, że Braunowi rośnie – jeszcze parę takich numerów i niedługo Nawrockiemu przyjdzie zaprzysięgać jednookiego Grzegorza na premiera. Może to i dobrze, byłoby nawet fajnie, gdyby to był dwupiętrowy, chytry plan… Nawrockiego. Ale nie jest.

Co ciekawe – po ruchu prezydenta nie tylko strzeliły tuskowe korki od szampana, ale i w Brukseli, mało tego… na Kremlu. W Brukseli, wiadomo – rozsprzęga się tandem Polska-Węgry, naruszony rusofobiczną i proukraińska polityką Kaczyńskiego jeszcze z roku 2022, kiedy PiS jeszcze rządził na całego.

A dla Brukseli taka parka to było jak dwaj komandosi w środku walki, oparci plecami o siebie, mogący się nawzajem ubezpieczać: kiedy Bruksela dobierała się do Budapesztu – wetować mogła Warszawa, i na odwrót. Teraz Polska poszła do starszych i mądrzejszych, na szczęście dla Orbana w tę rolę weszła Słowacja, a mogła (po zmianach w Pradze) wejść i cała Grupa Wyszehradzka. I tu pojawia się Putin: ten się też musi cieszyć, bo ruch polskiego prezydenta rozsadza od razu potencjał nowego w Grupie Wyszehradzkiej, a ta mogła być platformą do trzymania się Europy Środkowej razem, poza orbitą szaleństw europejskich.

Putin chce takiej słabej Europy jaką ma dziś – pogrążonej w szaleństwie połączenia ideologii z butą niewybieralnych elit, z Ukrainą w jej środku, co już kompletnie rozwali resztki potencjału Starego Kontynentu. Dlatego dla Kremla Ukraina w UE – tak, zaś w NATO – broń Boże. A więc popatrzmy – cóż za cudo upichcił prezydent, że zadowoleni są i polscy uśmiechnięci, i europejscy p…nięci i Putin. No, cudo, panie prezydencie…

Andrzej 2.0?

Cały ten ruch osłabia do reszty Polskę na arenie międzynarodowej. Ratunkowe zeznania kancelarii prezydenta, będące wyrazem rozpaczliwego tłumaczenia na siłę ruchu Nawrockiego, który – uwaga – twierdzi (znowu ustami swych urzędników), że owszem, z Putinem można rozmawiać, ale może to czynić jako jedyny „przedstawiciel wolnego świata”, czyli Donald Trump, pokazują stan naszej racji stanu. Czyli należy rozumieć, że również o polskich sprawach będzie rozmawiał z Putinem Trump, a my o tym, co w naszej sprawie ustalono dowiemy się z mediów. I to ma być ta nowa jakość, panie Prezydencie? Jak słusznie wspomniał redaktor Lisicki, myśmy już kiedyś złożyli w ręce przedstawicieli „wolnego świata” nasze losy. W Jałcie.

Same szkody, samiutkie. Po drugiej stronie co? Przychylność mediów? Wyście się tam szaleju najedli? Przychylność mediów waszych zaciekłych wrogów? Przecież oni pójdą dalej, teraz jak przyjdzie okazja do zmiany postawy Nawrockiego, to oni będą wyli, że Nawrocki już tylko za blisko stał Orbana, kiedy się fotografowali na Grupie Wyszehradzkiej. Za blisko Orbana, który jeszcze ma na rękach ślady po uścisku dłoni Putina, który ma ręce zbrudzone zbrodniami ukraińskimi i pewnie zaraża na odległość putinizmem i onucyzmem. Takie to „korzyści” mamy po drugiej stronie. Nie dość, że kompletnie nierównoważne, to kompletnie naiwne.

Mamy więc wielki zawód i zgrzyt na rosnącej ścieżce popularki Nawrockiego. Wyraźny skłon w kierunku miękkiego Dudy, co to chciał podobać się wszystkim, w związku z czym nie podobał się nikomu. Ja rozumiem – nawet tak źle obliczone, takie ruchy Nawrockiego przed wyborami za pięć lat, ot tak, żeby (uwaga, uwaga!) nie podpaść liberalnym mediom, choć to naiwność. Ale chodzić na takie kompromisy z samym sobą i własnym, składanym elektoratem, zaraz na początku kadencji, kiedy ma się plusy dodatnie za wyraziste pierwsze pół roku, a na karku warunkowe poparcie od Mentzenów i Braunów i bagaż nadziei na zmianę? I z tym potencjałem wchodzić w buty… Dudy?

Mało tego, że Dudy – wykazywać się powrotem do zgranej przegranej polityczki PiS-u z 2022 roku? Ukraińskich gestów i poczynań w nadziei, że nas (choćby i medialnie) poklepią kiedyś po plecach? No to nas klepią, tyle, że po twarzy. Te wszystkie nadzieje, że Nawrocki odnowi oblicze PiS-u, tego PiS-u, ze stworzy jakiś obóz aktywizujący dla gnuśniejących kolejnych wersji bezwzględnych popleczników Kaczyńskiego, który wyraźnie się zakiwał – to wszystko legło w gruzach. Nie dość bowiem, że Duda 2.0, to jedziemy z pisowska agendą i to na poziomie populistycznym.

Otóż prezydent Nawrocki podpisał ustawę o zakazie hodowli zwierząt futerkowych. To jakieś szaleństwo potwierdzające, że nie tylko PiS, ale i prezydent odcinają sobie kolejną grupę, której zawdzięczają władzę. W nagrodę przedsiębiorcy, którzy zwrócili się do PiS-u w latach wyborczych 2015 i 2023 dostali Nowy Ład, to rolnicy – następna grupa popierająca PiS – dostali od niego piątkę dla zwierząt, którą teraz klepnął i Donald, i okazuje się, że Nawrocki. Tak jak z tym Orbanem – jak się cieszą z czegoś dotychczasowi wrogowie, to znaczy, że mamy tu albo porozumienie ponad podziałami, albo wykorzystywanie ewidentnych błędów adwersarza wojny polsko-polskiej i pchania go w zgubną taktykę.

Futrowanie Polski

Te futerka to ewidentne szaleństwo – argumentacja para-humanitarna tego ruchu może bowiem dotyczyć (i będzie dotyczyć jak się patrzy na sekwencje zachodnie w tej sprawie) każdego rodzaju zwierzaka. Zaczynamy od milusińskich futerkowych, bo to na zasadzie bambizmu, szkoda takiego milaka, mięciutki w dotyku, oczka szkliste, ogonek fikuśny, w kreskówkach występuje. Ale co ze świnką z klasą, Bebe? Co z cielaczkiem Burbusiem, kaczką-dziwaczką, kurką dziobodziurką? A czym się różnią ich prawa od uratowanych (bo już nigdy nienarodzonych, w Polsce dodajmy, bo w zacofanej Danii to już tak) szynszyli? Niczym. A więc wykonaliśmy przełomowy pierwszy krok, który prowadzi nas do konsumpcji robali, które (uwaga – na razie!) praw swoich gwarantowanych nie mają.

Ale nie to u Nawrockiego poraża, że to klepnął. Poraża jego tłumaczenie tej decyzji: mamy tu dwa argumenty. Pierwszy to taki, że będą rekompensaty dla tych co stracą. Czyli za te kompletne fanaberie zapłaci podatnik i… wszystko ok. Nawet dla Nawrockiego – zniszczy się jedną z ostatnich dziedzin gospodarki i rolnictwa, w której przewodzimy (-śmy), inni to wezmą (ale nie my będziemy mordować futrzaki, tylko inni, coś jak z Zielonym Ładem w Chinach), rozwali się firmy ludziom co to robili całe życie, wysadzi w powietrze cały ekosystem żywieniowy, paszowy, przetwórczy, produkcyjny zaś koszty takich szaleństw pokryje obywatel. Pewnie nawet i ten – bo tak chodzą podatki – którego właśnie wysadziliśmy w powietrze, czyli właściciel farmy, producent pasz, czy producent futer. Coś jak z reparacjami, które według Tuska – mamy sobie sami wypłacić.

Drugi argument jest argumentem ostatecznym. Otóż chodzi o to, że Nawrocki swą decyzję uzasadnił tym, że dwie trzecie Polaków chce tej zmiany. Już nawet nie będę mówił jak takie badania opinii publicznej wyglądają, nawet nie będę się wyżywał nad stopniem świadomości ludzi, dla których mięso bierze się z zaplecza Biedronki, coś jak przekonanie dzieci, że prąd bierze się ze ściany.

Ale pokazuje to na ewidentny populizm argumentu Nawrockiego – lud tak chciał. A więc wychodzi na to, że politycy nie są od tego, by prowadzić politykę przydatną dla wykorzystanie potencjału kraju, którym rządzą, ale są od robienia badań i wcielania ich wyników w życie. A wtedy nie rządzi wbrew pozorom lud, tylko… ten co ustala pytania. Ich ważność, istnienie – bo niektórych pytań można nigdy nie zadać, omawiać wyniki jak się chce i wcielać te rezultaty jak się chce.

Skoro mamy mieć takie ciągłe „referenda opinii publicznej” w formie badań i wcielania tego w życie, to po co nam politycy? Wystarczy skromny ChatGPT, nawet ten w formie dostępnej za darmo. I to ma być, panie prezydencie, ta nowa jakość w polityce? Przecież to nawet krok do tyłu, populizm w czystej postaci, bo będziemy mówili ludowi tylko to co chce usłyszeć. A on chce raz tak, raz śwak. By wszyscy byli szczęśliwi, oprócz tego drugiego plemienia, zdrowi i bogaci. Z moich doświadczeń z marketingu pamiętam grupy fokusowe, gdzie ja siedziałem za lustrem weneckim i obserwowałem jak moi potencjalni klienci oceniają badaną wersję produktu. Po pierwsze głównym problemem było to, że ich oceny nie były wyrazem ich indywidualnej opinii, ale dynamiki grupy. Patrzyli się na siebie, pojawiali się samorzutni liderzy grupy, wypada-nie wypada i człowiek niczego się nie dowiadywał zza tego lustra.

Druga rzecz jest już tylko konsekwencją tej pierwszej. Z takich badań nie wynika jaki zrobić dla nich produkt. Wynikają tylko – jak wdać zakłócone i zniekształcone – opinie klientów (w polityce – rządzonych). I taka jest rola polityka, że musi on zaproponować w końcu jakiś produkt, oparty na takich wątpliwych danych. A więc i jest to kwestia intuicji, nie kalkulacji, i jest to kompletnie oddzielone od – w dodatku rozstrzelonych – gustów badanych. A więc co się robi? Wali się produkt z góry upatrzony, co nam zalega na magazynach, innego nie umiemy/możemy zrobić i wmawia się ludowi, że sam tak chciał, o niczym innym nie marzył, i że mamy na to badania. I, że jak ci się wydaje, że może być inaczej, to znaczy, że chcesz by mordowano futrzanych milusińskich. Gnoju.

Wreszcie pomysł na Polskę

Skoro rządzą opinie suwerena, to mam taki pomysł, panie prezydencie – idźmy dalej. Zróbmy takie oto badanie: zapytajmy się Polaków czy należy karać karą śmierci za urzędnicze malwersacje publicznego grosza i wcielmy ustawą w życie rezultat takiej opinii publicznej. Bo nie dopuszczam takiej myśli, że w jednej sprawie pan prezydent słucha się ludu, a akurat w tej –  nie słucha. Gdyby tak zrobić, zbadać i wcielić w życie rezultaty tego badania, to – uwaga, w świetle prawa! – wiele spraw w Polsce rozwiązałoby się szybko, c’nie?

Ale mam jeszcze szybszy sposób na rozwiązanie polskich spraw. Ostatnio na pewnym seminarium rozważaliśmy przypadek AI, która wspierała wojskową operację roju dronów na froncie. Pomagała ludzkiemu jak najbardziej centrum dowodzenia. Otóż w trakcie misji sztuczna inteligencja zaatakowała… centrum dowodzenia, jako element spowalniający całą akcję, w dodatku najeżony błędnymi decyzjami. To typowe dla myślenia maszynowego, które eliminuje bezwzględnie wszystkie przeszkody na drodze do wykonania zadania, nawet swego szefa i stwórcę.

Otóż mam propozycję. Zróbmy tak – wyszykujmy rój uzbrojonych dronów z misją naprawy Polski. Zarządzających tą misją najwyższych rangą polityków z całej sceny politycznej – wszak to dziejowa misja racji stanu i muszą w niej konsensusowo uczestniczyć wszyscy – posadźmy wszystkich powiedzmy w Sejmie, dajmy joysticki do ręki, podłączmy sztuczną inteligencję i niech się wszyscy zajmą tą misją. Niech drony wystartują, znajdą i wyeliminują wszelkie przeszkody w realizacji misji naprawy Polski. Jestem pewien, że drony (w przeciwieństwie do głosujących Polaków) zrobią co trzeba. I to może być dziejowy wkład Polski w wykorzystanie sztucznej inteligencji. Aplikowalny w dodatku pod każdą szerokością geograficzną. Ale pewnie prezydent by to zawetował…

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Trump, Xi Jinping i Modi [premier Indii], Polska będzie ich bojkotować?

istotny fragment z: https://nczas.info/2025/11/30/mentzen-reaguje-na-decyzje-nawrockiego-bedziemy-ich-teraz-wszystkich-bojkotowac

Jak poinformował w niedzielę szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, prezydent Nawrocki ograniczy program swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu.

Przydacz zaznaczył, że stało się tak w związku ze zrealizowaną przez premiera Węgier Viktora Orbana wizytą w Moskwie i jej kontekstem.

„Odwołując się w swej polityce do dziedzictwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który podkreślał, że bezpieczeństwo Europy zależy od solidarnego działania, także w dziedzinie energii, w związku ze zrealizowaną przez Premiera Viktora Orbana wizytą w Moskwie i jej kontekstem, Prezydent K. Nawrocki zdecydował się ograniczyć program swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu” – podał Przydacz.

Do decyzji Nawrockiego odniósł się Sławomir Mentzen. „Z Putinem w ostatnim czasie oprócz Orbana spotkali się Trump, Xi Jinping i Modi, przywódcy najpotężniejszych państw na świecie” – zaznaczył na początku. [Narendra Modi – Premier Indii.md]

„Będziemy ich teraz wszystkich bojkotować? Czy zbojkotowalibyśmy też rozmowy pokojowe z Rosją, gdyby ktoś jakimś cudem zaprosił nas do stołu?” – pyta jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość.

Mamy z Orbanem trochę wspólnych interesów i warto o nie dbać. Nie rozumiem tego demonstracyjnego odwołania spotkania z nim. Jeżeli nawet z Węgrami nie będziemy rozmawiać, to z kim w tej Unii możemy się dogadać?” – zakończył Mentzen.

Pałac Prezydencki czy Ministerstwo Głupich Kroków? A może Dudenstein 2.0?

Pałac Prezydencki czy Ministerstwo Głupich Kroków? A może Dudenstein 2,0?

Autor: CzarnaLimuzyna, 30 listopada 2025

Przyznam się szczerze, że od samego początku nie byłem pewien czy Karol Nawrocki ma zamiar zostać prezydentem „wszystkich Polaków” czy może odważy się spróbować drugiej opcji i stać się prezydentem Polaków normalnych.

Ostatnie kroki prezydenta belwederskiego, Nawrockiego skłaniają niektórych komentatorów do obaw, że za chwilę ujawni się nam, w pełnej krasie, kolejny polityczny Frankenstein w wersji “Dudenstein 2,0”.

Zerknijmy jeszcze na to, co opublikował na X sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, Marcin Przydacz

Prezydent Karol Nawrocki konsekwentnie opowiada się za szukaniem realnych sposobów zakończenia wojny na Ukrainie wywołanej przez Federację Rosyjską. Odwołując się w swej polityce do dziedzictwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który podkreślał, że bezpieczeństwo Europy zależy od solidarnego działania, także w dziedzinie energii, w związku ze zrealizowaną przez Premiera Viktora Orbana wizytą w Moskwie i jej kontekstem, Prezydent K. Nawrocki zdecydował się ograniczyć program swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu. (…)

Odwoływanie się, po raz kolejny, do dziedzictwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zdrajcy lizbońskiego, nie wróży niczego dobrego dla Polski. Oznacza to chorobliwą fiksację blokującą racjonalne myślenie, a tym samym możliwość rozwinięcia samodzielnej, patriotycznej polityki nazywanej przez antypolskich politruków, w zależności od epoki, ale zawsze fałszywie: w latach 1944-56. – proimperialistyczną i proamerykańską, a dziś prorosyjską.

Ciekawe, czy pan Przydacz tylko udaje niewiedzącego czy naprawdę, z jakiś nieodgadnionych do dziś, tajemniczych powodów nie wie, że wojnę proxy na Ukrainie zainicjowały USA w 2014 roku, a atak wojsk rosyjskich w 2022 nie był jej początkiem, lecz kolejnym, tragicznym etapem?

Zwracam uwagę również na to sformułowanie: „także w dziedzinie energii”. Wtedy rzeczywiście mieliśmy problem z uzależnieniem energetycznym od Rosji, a dziś metodą “z deszczu pod rynnę” problem zwiększył się w dwóch aspektach. W formie uzależnieniu od droższych dostawców oraz w formie zakazu korzystania z tradycyjnych, tanich źródeł. I kto tu z kogo robi idiotę? Odpowiedzią na pytanie niech będzie poniższa grafika przedstawiająca Olaków.

AIX

W niewoli „dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego”

W niewoli „dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego”

Jan Engelgard https://myslpolska.info/2025/11/30/w-niewoli-dziedzictwa-lecha-kaczynskiego

„Odwołując się w swej polityce do dziedzictwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który podkreślał, że bezpieczeństwo Europy zależy od solidarnego działania, także w dziedzinie energii, w związku ze zrealizowaną przez Premiera Viktora Orbana wizytą w Moskwie i jej kontekstem, Prezydent K. Nawrocki zdecydował się ograniczyć program swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu” – napisał na profilu X Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta w „uzasadnieniu” odmowy spotkania z Viktorem Orbanem.

Na pana ministra posypał się grad negatywnych opinii wyrażanych przez zwolenników Nawrockiego. Oto kilka z nich: 

Niestety bardzo zła decyzja, pokazująca, że w Kancelarii Prezydenta nikt nie patrzy realistycznie na zakończenie wojny na Ukrainie, tylko dalej wierzy się w mrzonki o zwycięstwie Ukrainy. Orban to przyjaciel Polski,  Zełenski wróg.  I taka jest rzeczywistość”;

Żenujące. Andrzej Duda 2.0? Szybko się auto-degraduje Pan Prezydent. Wielka szkoda. Wpływ nawiedzonego rusofoba z małym rozumkiem-Cenckiewicza, czy już toksyczne ukąszenie polityczna poprawnością Gazety Wyborczej?”;

Bardzo, ale to bardzo zła decyzja… Przyjacielem się jest nie za coś, lecz pomimo czegoś. Zachowanie małego człowieka, zwyczajnie nam nie przystoi, tym bardziej jeżeli Polska ma być liderem Grupy Wyszehradzkiej i powinna dążyć do dialogu, a nie demonstrować focha”.

—————————————-

Pomimo tego, że Kancelaria wie, jakie są nastroje elektoratu Karola Nawrockiego – nie po raz pierwszy zachowuje się tak, jak w tym przypadku. Prezydent wydał już dwa oświadczenia zgodne z oczekiwaniami Donalda Tuska i Radosław Sikorskiego – potępiając „rosyjską” dywersję, mimo tego, że nie było żadnych dowodów na to, kto ją zlecił i przyłączając się do obłudnej kampanii po śmierci 7-letniej Amelki z Tarnopola, sugerując, że Rosja celowo zabija dzieci.

Z czego wynikają te posunięcia Nawrockiego i Kancelarii? Po pierwsze, jego otoczenie, zaplecze eksperckie i on sam to zbiorowisko ideologicznych rusofobów, niezdolnych do jakiejkolwiek zmiany myślenia o konflikcie na Ukrainie.

Po drugie, otoczenie Prezydenta panicznie boi się ataku ze strony rządowej propagandy już uznającej Nawrockiego za narzędzie Moskwy. Ten strach i takie a nie inne poglądy sprawiają, że Nawrocki traci szansę na sformułowanie innych priorytetów polityki polskiej jaką dają mu rządy Donalda Trumpa, przykład Węgier Viktora Orbana i zmiana nastrojów społecznych w Polsce.

Rację ma J. D. Vance, wiceprezydent USA, uważając że Polska razem z krajami skandynawskimi i bałtyckimi jest skrajnie rusofobiczna i nie jest przydatna dla Ameryki w jej wysiłkach zmierzających do zakończenia wojny. Rację ma także jeden z publicystów mainstreamu, że dopóki na czele PiS stoi Jarosław Kaczyński polityczna i ideologiczna rusofobia pod płaszczykiem „dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego” będzie kontynuowana.

PS: Nie wiem czy podczas wizyty w Budapeszcie Nawrocki, pod jakimś pretekstem, nie spotka się z Viktorem Orbanem, być może nawet to oświadczenie Przydacza jest jakąś formą „zasłony” dymnej – nie zmienia to jednak faktu, że Pan Prezydent wlecze się w ogonie Globalistycznej Partii Wojny.

Jan Engelgard

Komentarz ten ukaże się także w najnowszym papierowym numerze Myśli Polskiej (nr 49/50/2025)

Sejm blokuje ustawy prezydenta. Licznik zamrażarki bije, a kluczowe projekty czekają

Sejm blokuje ustawy prezydenta.

Licznik zamrażarki bije,

a kluczowe projekty czekają

29.11.2025 https://www.tysol.pl/a150282-sejm-blokuje-ustawy-prezydenta-licznik-zamrazarki-bije-a-kluczowe-projekty-czekaja

Od ponad stu dni prezydenckie inicjatywy czekają w Sejmie na jakiekolwiek procedowanie. Projekty dotyczą bezpieczeństwa, rodzin, energii, zdrowia i rozwoju państwa, jednak izba niższa nie kieruje ich nawet do prac komisji.

Na stronie prezydent.pl, uruchomiono również licznik tzw. zamrażarki sejmowej pokazujący, ile dni projekty czekają na rozpoczęcie procedowania.

Karol Nawrocki

Karol Nawrocki / Mikołaj Bujak KPRP

Wizja państwa przedstawiona w orędziu

W orędziu inauguracyjnym z 6 sierpnia prezydent Karol Nawrocki zapowiedział budowę Polski „suwerennej, bezpiecznej, praworządnej i normalnej, a także Polski dobrobytu i dużych inwestycji”. Jak przypomniano na stronie prezydent.pl, realizacja tej wizji odbywa się poprzez kierowanie do Sejmu kolejnych inicjatyw ustawodawczych.

Dlaczego projekty trafiają do zamrażarki

W Kancelarii Prezydenta przygotowano regulacje mające przyspieszać rozwój państwa, wzmacniać rodzinę, chronić polskie rolnictwo i wspierać ratowanie służby zdrowia.

Podkreślono, że inicjatywy te często odpowiadają na problemy, wobec których rząd nie przedstawia rozwiązań, a ich powstanie jest realizacją zobowiązań z kampanii popartych przez 10,6 mln wyborców.

Koalicja nie realizuje własnych obietnic

Zaznaczono, że obecna większość sejmowa nie tylko nie wdraża własnych zapowiedzi, lecz także utrudnia wprowadzanie prezydenckich regulacji.

Wskazano, że sam marszałek Sejmu zapowiedział obstrukcję wobec inicjatyw prezydenta, choć jego rolą jest organizowanie pracy nad wszystkimi projektami.

Jak napisano, rządzący krytykują stosowanie weta przez głowę państwa, podczas gdy własnym politycznym wetem obejmują wszystkie przedłożenia prezydenta.

Apel o rzetelną debatę

Prezydent zwrócił się do marszałka Sejmu, ugrupowań rządzących i całego parlamentu o podjęcie uczciwej debaty nad przesyłanymi projektami, z pełnym poczuciem odpowiedzialności za przyszłość kraju.

Ponad sto dni zwłoki. Lista zablokowanych inicjatyw

Jak przypomniano na prezydenckiej stronie, złożone w pierwszych dniach prezydentury projekty od ponad stu dni zalegają w izbie niższej. Obywatele czekają na ich rozpatrzenie. Na liście znajdują się:

  • Tak dla CPK – 07.08.2025
  • PIT Zero. Rodzina na Plus – 08.08.2025
  • Ochrona polskiej wsi – 09.08.2025
  • Mrożenie cen energii – 21.08.2025
  • Ustawa ukraińska – 25.08.2025
  • Technologie Przełomowe – 29.08.2025
  • Stop Banderyzmowi – 26.09.2025
  • Obywatelstwo polskie – 26.09.2025
  • Tak! Dla Polskich Portów – 17.10.2025
  • Godna Emerytura – 03.11.2025
  • Tani prąd –33 proc. – 07.11.2025
  • Prawo o ruchu drogowym – 07.11.2025
  • Fundusz Medyczny – 18.11.2025

Jak napisano, na stronie prezydent.pl, uruchomiono również licznik tzw. zamrażarki sejmowej pokazujący, ile dni projekty czekają na rozpoczęcie procedowania.

Minister: Sejm blokuje, a my nie możemy nawet uzasadnić projektów

Pokazujemy jak długo czekają prezydenckie inicjatywy ustawodawcze na rozpatrzenie ich przez Sejm

– wyjaśniał prezydencki minister Rafał Leśkiewicz, wskazując, że wiele z nich nie znajduje uznania u marszałka i posłów, a tym samym nie trafia pod obrady.

Nie mamy szans na to, aby zaprezentować merytoryczne uzasadnienie, dlaczego prezydenckie są dobre – dodał.

Nawrocki stawia ultimatum Tuskowi. Wojna?

Nawrocki stawia ultimatum Tuskowi. Szykuje się polityczna wojna

28.11.2025

karol nawrocki donald tusk
Karol Nawrocki i Donald Tusk / fot. PAP / Paweł Supernak

Karol Nawrocki postawił Donaldowi Tuskowi ultimatum w sprawie służb specjalnych. Dopóki premier nie zezwoli szefom służb na spotkanie z prezydentem, dopóty nominacje oficerskie i odznaczenia nie będą wręczane funkcjonariuszom. Szef rządu nie zamierza jednak ustąpić głowie państwa.​

Konflikt narastał przez kilka tygodni, a opinia publiczna usłyszała o nim, gdy prezydent Nawrocki odmówił podpisania wniosków dotyczących awansów dla młodych funkcjonariuszy służb specjalnych na pierwszy stopień oficerski. W odpowiedzi premier Donald Tusk oskarżył głowę państwa o sabotaż wymierzony w bezpieczeństwo państwa i próbę przejęcia kompetencji rządu.​

Prezydent Nawrocki odpowiada, że to premier podjął decyzję o zakazie spotkań szefów służb specjalnych z głową państwa. Odwołano cztery spotkania prezydenta z szefami służb, podczas których miały być omawiane kluczowe kwestie bezpieczeństwa oraz podejmowane decyzje dotyczące nominacji oficerskich. Nawrocki zarzucił również, że odmówiono udzielenia istotnych informacji przedstawicielowi prezydenta podczas posiedzenia Kolegium ds. służb specjalnych, co miało być kolejnym przypadkiem wykorzystania służb specjalnych w walce politycznej.​

Służby formalnie podlegają premierowi, ale dotychczas nikt nie robił większych problemów z organizacją spotkań z prezydentem. Nawrocki i jego otoczenie wychodzą z założenia, że prezydent może oczekiwać bezpośrednich raportów o stanie bezpieczeństwa państwa.

Nie wygląda na to, by któraś ze stron w najbliższym czasie odpuściła. Jak wynika z ustaleń Wirtualnej Polski, Kancelaria Premiera pozostaje w tej sprawie nieprzejednana. Tusk i spółka nie zgodzą się na spotkanie szefów służb specjalnych z Nawrockim.

A prezydent odpowiada, że skoro tak, to on nie podpisze nominacji dla osób wskazanych przez tzw. uśmiechniętą koalicję. Klincz będzie trwał.