KPO – Kasa Platformy Obywatelskiej
Izabela BRODACKA
Tak tłumaczą dowcipnisie i to wyjątkowo trafnie skrót KPO. Tylko najstarsi z nas dobrze pamiętają czasy Edwarda Gierka i fatalne zadłużenie kraju, które nie tylko zrujnowało na całe lata naszą gospodarkę lecz uruchomiło mechanizm FOZZ i inne metody rabunku finansów Polski.
Nie wszyscy jednak pamiętają, albo raczej nie chcą pamiętać, zachwytu jaki wśród wielu obywateli naszego kraju wywołały pierwsze posunięcia Gierka. Szczególnie dotyczyło to kadr technicznych. Niektórzy inżynierowie otrzymali znaczące podwyżki, tu i ówdzie kupiono na Zachodzie dla resortowych instytutów zaawansowaną naukową aparaturę, w sklepach pojawiły się banany i cytrusy, a na produkowanego w Polsce małego fiata zwanego powszechnie „maluchem” można było dostać talon. Żyć nie umierać.
Pamiętam naszą zażartą nocną kłótnię przy ognisku podczas wakacyjnego rejsu po Bugu jachtem Ramblerem. Kłótnię tak zażartą, że dołączył do naszej dyskusji pastuch wypasający gminne krowy na nadbużańskich łęgach. Ja, jako osoba zachowawcza i wychowywana według staroświeckich zasad, twierdziłam, że nie pożycza się pieniędzy na konsumpcję, a przede wszystkim nie pożycza się pieniędzy gdy nie ma z czego ich zwracać. Znajomi zarzucali mi zwykłą zazdrość. Byłam tylko belfrem a nauczyciele nie dostali wówczas podwyżek. Podwyżki dostali – jak twierdzili moi przemądrzali znajomi – ludzie wybitni, potrzebni, zasłużeni dla rozwoju kraju.
„Durnie, nie rozumiecie, że jeszcze wasze prawnuki będą to wszystko spłacać” –podsumował naszą dyskusję pastuch.
Podobne dyskusje dotyczą obecnie UE. Uważam, że lemingoza czyli myślenie życzeniowe jest permanentnym stanem umysłu naszych rodaków, szczególnie ze sfer naukowych i artystycznych. Bardzo często słyszę na przykład zwrot „ Na to czy tamto pieniądze dała Unia”.
Kiedy tłumaczę, że Unia nic nie daje, a tylko zwraca „po uważaniu” wpłacone na jej konto pieniądze budzi to na ogół oburzenie i zgorszenie. Unia postrzegana jest jak dobra ciocia, która za swoje własne pieniądze buduje nam drogi, baseny i szkolne boiska. Kiedy odmawiano Polsce wypłaty środków z KPO większość nie chciała sobie uświadomić, że to tylko pożyczka i trzeba ją będzie spłacać. Gorzej- że pieniądze z KPO dostaną wybrani a spłacać długi będziemy my wszyscy i to przez długie lata. W najśmielszych marzeniach zwolennicy UE nie przewidzieli chyba jednak, że dotacje otrzymają tak szacowne, ważne dla wizerunku kraju i niezbędne dla jego rozwoju instytucje jak kluby swingersów. Nazywajmy rzeczy po imieniu – zwykłe burdele.
Słyszałam argument, że ewentualne błędy w przydzielaniu dotacji wynikły z faktu, że rozdawano pieniądze pospiesznie, żeby je wykorzystać, żeby się nie zmarnowały. Dobrze pamiętam jak w latach osiemdziesiątych, w liceum w którym pracowałam, pod koniec roku kupowano palmy i kaktusy do gabinetu dyrektora, oraz zbędne wazoniki i obrazki na ścianę argumentując, że jeżeli nie wykorzysta się dotacji przysługującej szkole to w następnym roku rozrachunkowym będzie ona zmniejszona.
Centralne zarządzanie zawsze powoduje niegospodarność – jak wiadomo zbyt łatwo wydaje się cudze pieniądze. Zdumiewające było więc dla mnie, że po doświadczeniach realnego socjalizmu, po gospodarczym zawaleniu się Związku Sowieckiego ludzie chcieli wejść do UE czyli ponownie znaleźć się w wielkiej ponadnarodowej strukturze, która będzie brać od jednych a rozdawać innym. Dotacje z KPO dla klubów swingersów czyli zwykłych burdeli powinny przejść do historii jako signum temporis, jako znak naszych czasów.
Rabowały nas zainstalowane na sowieckich tankach elity władzy, rabowali nas uwłaszczani na majątku narodowym komunistyczni aparatczycy. Teraz nie tylko się nas rabuje, teraz się z nas bezczelnie drwi.
Tusk przechwala się, że wywalczył KPO dla Polski. To akurat by się zgadzało. Tusk nazywany jest Anty-Midasem bo wszystko czego dotknie zamienia się w guano i Anty-Janosikiem bo zabiera biednym a rozdaje bogatym.
Odmówiono dotacji z KPO szpitalom w tym szpitalom onkologicznym, natomiast luksusowe jachty otrzymali krewni i znajomi partyjników z PO i ich koalicjantów. Nas czeka przedłużenie wieku emerytalnego, likwidacja 800+, podatek katastralny a Oni będą sobie fundować solarium w pizzerii czy pizzerię w solarium.
Trudno to zapamiętać, bo tak absurdalne są projekty, a właściwie preteksty na które otrzymała kasę – jak ją nazwał Ziemkiewicz – tuskowa nomenklatura II komuny czyli nowa klasa próżniacza. Klasa próżniacza (leisure class) to termin wprowadzony przez Thorsteina Veblena w wydanej w 1899 roku książce „Teoria klasy próżniaczej”. To zbiorowość ludzi nastawionych na ostentacyjną konsumpcję, a dostęp do wyrafinowanych form tej konsumpcji traktująca jako legitymację do sprawowania władzy. Jak profesor Król, który twierdził, że upodobanie do ostryg i wina wyróżnia go i jego środowisko pozytywnie od reszty społeczeństwa i daje im prawo do władzy.
Zdaniem Veblena klasa próżniacza wytworzyła szereg nieproduktywnych instytucji podtrzymujących jej rolę w społeczeństwie. Zalicza do nich przede wszystkim uniwersytety instrumentalnie traktujące wiedzę. Myśl Veblena kontynuował Milovan Dzilas były wiceprezydent Jugosławii. Kilkakrotnie więziony i pozbawiony stanowisk za krytykę komunistycznej władzy, w książce „Nowa klasa” poddał krytycznej analizie system rządów komunistycznej oligarchii. W Polsce jego poglądy cieszyły się wielkim powodzeniem wśród dysydentów systemu komunistycznego samozwańczo uważających się za opozycję. Również typowy dla tej kawiorowej czy kontraktowej opozycji jest fakt, że bywała karana wysłaniem za granicę. Dzilas uzyskał zgodę władz jugosłowiańskich na opuszczenie kraju w 1968 roku. W tym samym czasie za próbę opuszczenia komunistycznego raju ludzie ginęli zastrzeleni na berlińskim murze albo w ubeckich katowniach.
Nieodmiennie aktualne jest to co o stosunku każdej komuny, zarówno poprzedniej jak i tej aktualnej do społeczeństwa pisał Szpotański : „bo trzeba doić, strzyc to bydło, a kiedy padnie − zrobić mydło”.