ŻYDZI A HANDEL NIEWOLNIKAMI. Rękopisy jednak nie płoną. Nawet w postępowym internecie.

04.05.2013.
ŻYDZI A HANDEL NIEWOLNIKAMI

[W 2026 r. nie mogłem znaleźć w internecie NIC na ten temat. Owszem, same zaprzeczenia. Spróbujcie… Zajrzałem jednak do – chyba cudem uratowanego – mego Archiwum z portalu sprzed katastrofy. I jest..
Spróbujcie zapytać o to Groka. Ja niezmiennie dostaję odpowiedź: „Grok nie był w stanie odpowiedzieć. Coś poszło nie tak. Odśwież, aby ponownie nawiązać połączenie lub spróbuj ponownie”. M. Dakowski]

[Przypominam, że dr. Dariusz Ratajczak sam przyjechał w dwa tygodnie po swej śmierci na parking przy super-markecie w Opolu – i tam ciało znaleziono w zamkniętym samochodzie. Tak oceniła policja i prokuratura. MD]   [pani Hani – dumnej ze swych świeżo odnalezionych „korzeni”. MD] 
DARIUSZ RATAJCZAK http://www.koreywo.com/Ratajczak/zydzi_a_handel_niewolnikami.htm   [ w 2026: „This domain is for sale: $1,595” ]
============================================================

Gdybym miał sporządzić ranking najhaniebniejszych profesji wykonywanych przez setki i tysiące lat przez istoty ludzkie, bez wahania wskazałbym na handlarzy niewolników. Niemal słyszę już łaskawsze słowa „postępowców” stwierdzających, że niżej podpisany- niegdyś reakcyjny kłamca i „tak zwany historyk z Opola”- nawrócił się na jedynie słuszną ideologię. Błąd moi mili. Tym większy, że dzisiaj zajmę się sprawą nadzwyczaj drażliwą: dominacją przedstawicieli Wielce Czcigodnego- skądinąd- „Narodu Wybranego” w ogólnoświatowym handlu „żywym towarem”. Żeby nie być posądzonym o stronniczość, niniejszy tekst opieram głównie na pracach historyków żydowskich.
Ponad 50 lat temu Jacob Marcus, być może najznamienitszy historyk  żydowski połowy XX w., stwierdził w „Encyclopaedia Britannica” : „ W wiekach ciemności (dla autora to średniowiecze- DR) handel zachodniej Europy pozostawał głównie w ich (Żydów-DR) rękach, szczególnie handel niewolnikami…” Wspierał tym samym nieco wcześniejszą uwagę S.Grayzela poczynioną w książce „Historia Żyda: od Wygnania Babilońskiego do końca II Wojny Światowej” (Filadelfia 1948): „Żydzi byli najważniejszymi handlarzami niewolników…” Zauważali to dużo wcześniej chrześcijańscy pisarze starożytni i średniowieczni. Nie mogło być inaczej. Żydowscy handlarze, posiłkując się biciem i- nazwijmy rzecz eufemistycznie- molestowaniem seksualnym, dostarczali z Europy na Bliski Wschód tysiące urodziwych jasnowłosych kobiet i dzieci. Była to rynkowa odpowiedź na preferencje śniadych, kruczoczarnych i przede wszystkim bogatych klientów z Azji oraz północnej Afryki. Możemy tylko domyślać się co czuli wyrwani z ognisk domowych młodzi ludzie, jakie dramaty rozgrywały się na niewolniczych szlakach. Możemy również współczuć, chociaż uczucie to zwykle rezerwujemy dla ofiar znanych z autopsji lub opowiadań żywych świadków historii.
Naturalna wybiórczość oraz skończoność ludzkiej pamięci zawsze wpędzają mnie w przygnębienie. Podobnież – okrutna anonimowość zbiorowego cierpienia ludzi żyjących w dawno minionych epokach. Jestem jednak realistą: dzisiaj oni- pojutrze my. Przytoczone wyżej fakty nie mogą budzić większego poruszenia. Basen Morza Śródziemnego był przecież naturalnym rejonem działania żydowskich handlarzy „żywym towarem”. Natomiast współczesne pokolenia wychowane na filmach „made in Hollywood”, w których handlarzami czarnych nieszczęśników z Afryki są niezmiennie anglosaskie typy spod ciemnej gwiazdy (exemplum: „Amistad” Stevena Spielberga), za niespodziankę przyjmą twierdzenie, iż Żydzi- niezbyt przecież liczni w angielskich (brytyjskich) koloniach w Ameryce Północnej- dominowali również wśród handlarzy  na amerykańskich trasach niewolniczych. Oddajmy w tym miejscu głos żydowskiemu historykowi Marcowi Raphaelowi („Żydzi i judaizm w Stanach Zjednoczonych: historia dokumentalna”, t.14, N. Jork 1983) : „ Żydowscy kupcy odgrywali wiodącą rolę w handlu niewolnikami. Rzeczywiście we wszystkich amerykańskich koloniach, czy to francuskich (Martynika), brytyjskich lub holenderskich, żydowscy kupcy często dominowali. Twierdzenie to odnosi się także do kontynentu północnoamerykańskiego, gdzie w XVIII w. Żydzi uczestniczyli w <trójkątnym handlu> polegającym na tym, że niewolników przywożono z Afryki do Indii Zachodnich, tam wymieniano na melasę, którą następnie zabierano do Nowej Anglii, gdzie następowała wymiana na rum, który z kolei wywożono na sprzedaż do Afryki. Od 1750 r. do wczesnych lat 70-tych XVIII w., żydowski handel na kontynencie zdominowali Isaac Da Costa z Charlestonu, David Franks z Filadelfii i Aaron Lopez z Newport”.
W Ameryce Północnej głównym punktem handlu niewolnikami był Newport (Rhode Island). Miasto to stanowiło „osiowe” centrum „trójkątnego biznesu”. Stąd wywożono rum i melasę do Afryki, by powrócić z „żywym towarem” do Indii Zachodnich oraz kolonii na stałym lądzie. Zapewne nie jest dziełem przypadku, że Newport szczycił się  najstarszą synagogą na kontynencie oraz największą i najlepiej prosperującą społecznością żydowską w amerykańskich koloniach Wielkiej Brytanii.
Zarabiano ogromne pieniądze kosztem zdrowia i życia „hebanowego ładunku”. Wspomniany mieszkaniec Newport Aaron Lopez, potomek portugalskich marranów, był w II połowie XVIII w. jednym z najpotężniejszych handlarzy niewolników w obu Amerykach. Jego licząca dziesiątki statków flota bez przerwy krążyła po wodach Atlantyku. Warunki, jakie zapewniano przewożonym pod pokładami niewolnikom wołały o pomstę do nieba. Z zachowanego sprawozdania z dwóch podróży statku „Cleopatra” (własność Lopeza) wynika, iż wojaży nie przeżyło 250 Murzynów. A mówimy tylko o jednym statku i zaledwie dwóch jego „kursach”. Jeżeli nie nazwiemy tego ludobójstwem, to co to słowo właściwie oznacza?! Żydzi zdominowali handel niewolnikami nie tylko w amerykańskich koloniach, ale i w całym Nowym Świecie. W fundamentalnej pracy autorstwa S.B.Liebmana „ Żydostwo Nowego Świata,1492-1825: Requiem dla zapomnianych” (N.Jork 1982) czytamy: „ Przypływali statkami z Afrykańczykami, których sprzedawano w niewolę.
Handel niewolnikami był królewskim monopolem, a Żydów często mianowano królewskimi agentami ich sprzedaży… W całym regionie Karaibów flota handlowa była głównie żydowskim przedsięwzięciem. Statki były ich własnością, obsadzały je żydowskie załogi, żeglowały pod rozkazami żydowskich kapitanów”. Inny żydowski badacz przeszłości, Arnold Aharon Wiznitzer („ Żydzi w kolonialnej Brazylii”, 1960), dodaje nie bez pewnej dumy: „ Kompania Zachodnioindyjska, która zmonopolizowała import niewolników z Afryki, sprzedawała ich na publicznych aukcjach za gotówkę. Tak się składało, że gotówkę przeważnie posiadali Żydzi. Kupcy, którzy pojawiali się na aukcjach byli prawie zawsze Żydami. Z powodu braku konkurencji mogli oni nabywać niewolników po niskich cenach ( a potem odstępować plantatorom na kredyt ściągany przy następnych zbiorach w cukrze- DR)…. Jeżeli zdarzało się , że data danej aukcji pokrywała się z żydowskim świętem- odraczano ją. Tak było w piątek, 21 października 1644 r.”. Żydzi byli także posiadaczami niewolników w Ameryce Północnej. Wspomniany Jacob Marcus napisał w innej książce („Żydostwo Stanów Zjednoczonych. 1776-1985”, Detroit 1989) : „ Przez cały wiek XVIII, aż do początków XIX w., Żydzi na Północy mieli własnych czarnych służących (niewolników- DR) ; na Południu kilka plantacji żydowskich opierało się na pracy niewolniczej. W 1820 r. ponad 75% żydowskich rodzin z Charlestonu, Richmond i Savannah posiadało niewolników zatrudnionych w charakterze służby domowej ; ponad 40% żydowskich właścicieli gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych posiadało 1 lub więcej niewolników… Bardzo mało Żydów w USA protestowało z pobudek moralnych przeciwko…niewolnictwu”.
Dodam do tego wywodu tylko tyle, że mniej niż 10% pozostałych białych Amerykanów było w tym czasie posiadaczami niewolnej siły roboczej. Solidne publikacje przedstawione powyżej były przede wszystkim adresowane do żydowskiego czytelnika zainteresowanego historią własnego narodu. Jednak w momencie gdy tematem zajęli się mniej lub bardziej „medialni” nie – Żydzi, rozpoczął się – trwający do dnia dzisiejszego – proces umniejszania, wręcz minimalizowania roli Żydów w haniebnym procederze handlu niewolnikami. Wyrazem tego trendu były liczne publiczne wypowiedzi żydowskich naukowców, wzmiankowany film „Amistad” oraz poświęcone mu artykuły na łamach ‘Time’a” czy „Newsweek’a”.  Natomiast słynna  „Liga Antydefamacyjna” (ADL) zastosowała jedyną znaną jej taktykę wobec adwersarzy: oskarżenie o propagowanie antysemityzmu. Przyznaję, że zupełnie tego nie rozumiem. Podobno historia jest tylko historią…

Arabscy i murzyńscy handlarze niewolnikami. „Zapomniane ludobójstwo”

Arabscy handlarze niewolnikami. „Zapomniane ludobójstwo”

30.05.2026 :Bogdan Dobosz nczas/arabscy-handlarze-niewolnikami-zapomniane-ludobojstwo

NCZAS.INFO | Mer miasta Saint-Denis Bally Bagayoko.
NCZAS.INFO | Mer miasta Saint-Denis Bally Bagayoko. / Foto: Télé Matin, CC BY 4.0, Wikimedia Commons

Francuski mer miasta Saint-Denis Bally Bagayoko, z partii Zbuntowana Francja (LFI), obarcza Francję winą m.in. za lata kolonializmu i handel niewolnikami. Otrzymał jednak ciekawą ripostę od eurodeputowanej prawicy Maron Marechal, która stwierdziła, że „Bally Bagayoko jest bardziej prawdopodobnym potomkiem właścicieli niewolników niż np. ja”. Polityk wskazała, że sam Bally Bagayoko twierdzi, że należy do malijskiej rodziny powiązanej z kastą „kowali”, którą przedstawia jako potomków afrykańskiej „szlachty”.
Jeszcze 26 marca Bally Bagayoko w wywiadzie dla Radia Nova mówił, że należy do malijskiej rodziny związanej z bogatą kastą, a jego wuj pełnił funkcję gubernatora Mali. Rodzina miała powiązania z Soninke, ludem zachodnioafrykańskim, mieszkającym m.in. w Mali, a ta społeczność ma długą historię zaangażowania w handel niewolnikami i zarabiania na procederze dostarczania na statki „tego typ „towaru”.

Marion Maréchal podkreśliła, że „pamięć o niewolnictwie, które jest ohydą, nie powinna dotyczyć wyłącznie win Europejczyków i Francuzów”. Bally Bagayoko nie jest pierwszym „aktywistą antyrasistowskim”, który został skonfrontowany ze swoim rzekomo „niewolniczym” pochodzeniem. W 2022 roku autorka i aktywistka Rokhaya Diallo, głęboko zaangażowana w tzw. kwestie „dekolonializmu”, Francuzka pochodzenia fulanickiego, również została zapytana o swoje pochodzenie. Okazało się, że plemię Fulani ma na sobie znacznie więcej krwi niewolniczej niż przeciętny, rdzenny Francuz.

Riposta Marion Marechal miała związek z nagonką medialną na prawicowego mera miasta Vierzon, który odwołał uroczystości upamiętniające zniesienie niewolnictwa zaplanowane tam na 10 maja. Eurodeputowana wyjaśniła, że ona sama takie wydarzenie by zorganizowała, ale wspominając wszystkie aspekty niewolnictwa. Świat np. dziwnie zapomniał o arabsko-muzułmańskim handlu niewolnikami, czy takim procederze wewnątrzafrykańskim. Cała wina spada na cywilizację zachodnią, która pod wpływem zasad religii chrześcijańskich jako pierwsza z tego procederu się jednak wyzwoliła i nawet narzuciła zniesienie niewolnictwa innym cywilizacjom.

Arabsko-muzułmańscy handlarze

W tej samej sprawie zabrał głos także deputowany Zjednoczenia Narodowego Julien Odoul, który wezwał do przypomnienia i zbadania zbrodniczego handlu niewolnikami między Arabami i muzułmanami. Jego zdaniem to „zapomniane ludobójstwo”, długo przemilczane w debacie publicznej i w zbiorowej pamięci Francji. Odul skrytykował też „ciszę otaczającą arabsko-muzułmański handel niewolnikami”.

Okazją było tu wyznaczone na 12 maja odsłonięcie przez przewodniczącą parlamentu Yaël Braun-Pivet pięciu tablic pamiątkowych na Dziedzińcu Honorowym Palais Bourbon. Upamiętniają one abolicjonistów – Victora Hugo, Alphonse’a de Lamartine’a, Louisy’ego Mathieu, Victora Schœlchera i Alexisa de Tocqueville’a. Odul pochwalił inicjatywę, ale wskazał, że jednoczesne przemilczanie niewolnictwa arabskiego buduje w świadomości słabo znających historię młodych ludzi, fałszywy obraz tego procederu, który wskazuje Francję jako główną winowajczynię takiego procederu.

„Niech jednak nikt, rozpamiętując po raz setny własną winę, nie myśli, że wyczerpał pamięć o niewolnictwie. Francja je zniosła, Republika umieściła Schoelchera w Panteonie i przez sto siedemdziesiąt osiem lat biczowała się z pokutną regularnością. Stworzono pułapkę, kiedy ta nieustanna samokrytyka kończy się wymazywaniem czynów innych narodów i tego, co działo się gdzie indziej”.

Odul przypomina, że „były też inne rodzaje handlu niewolnikami”, których Republika nie upamiętnia i za które „nie ponosi żadnej odpowiedzialności”. Czyżby tylko winy Europejczyków zasługiwały na tablicę pamiątkową, a zbrodnie innych były jedynie regionalnym folklorem? – pyta poseł.

13 wieków zbrodni

Tymczasem niewolnictwo arabskie trwało trzynaście wieków i przyniosło siedemnaście milionów ofiar. I chociaż „arabsko-muzułmański handel niewolnikami spustoszył kontynent afrykański, to jednak do dziś jest tematem tabu i pozostaje niewidoczny”.

„Atlantycki handel niewolnikami, o którym naucza się we wszystkich naszych szkołach i który Francja uznała za zbrodnię przeciwko ludzkości w 2001 roku, trwał cztery wieki, doprowadzając do deportacji od dziewięciu do jedenastu milionów Afrykanów do Ameryki. Ci mężczyźni i kobiety przetrwali jako naród: dziś mają około siedemdziesięciu milionów żyjących potomków, którzy kontynuują ich pamięć, ich cierpienie, ich literaturę i ich muzykę. Arabsko-muzułmański handel niewolnikami, zarówno transsaharyjski, jak i wschodni, trwał nieprzerwanie od VII do XX wieku. Siedemnaście milionów Afrykanów zostało porwanych i deportowanych do Maghrebu, Egiptu, na Półwysep Arabski, na Ocean Indyjski i do Imperium Osmańskiego. Dziś żyje tam tylko milion ich potomków”.

Odul wyjaśnia ten paradoks: „Cztery stulecia, jedenaście milionów deportowanych, siedemdziesiąt milionów potomków i trzynaście stuleci, siedemnaście milionów deportowanych i milion spadkobierców. Zapytaj dowolnego francuskiego ucznia gimnazjum lub liceum: gdzie się podziało brakujące szesnaście milionów? Odpowiedzią jest kastracja. Kastrowano ich. Nożem. Bez znieczulenia, bez uznania, że są istotami ludzkimi. Ponieważ prawo islamskie zabraniało muzułmanom samodzielnego wykonywania operacji, zlecano ją chirurgom chrześcijańskim lub żydowskim. Co najmniej połowa zmarła w wyniku amputacji z powodu wykrwawienia, ocaleni kończyli jako eunuchowie w haremach, strażnicy kobiecych kwater swoich panów lub niewolnicy w kopalniach soli. Żaden z nich nie ustanowił linii rodowej. Trzynaście wieków przymusowej sterylizacji. W każdym słowniku nazywa się to ludobójstwem”.

I dalej apeluje: „niech nikt nie próbuje nam wmówić, że to lokalne zaniedbanie, nieco prymitywny, stary zwyczaj, handel z innej epoki, jak każdy inny. Arabsko-muzułmański handel niewolnikami był przestudiowany i UDOWODNIONY przez uczonych, i to przez najwybitniejszych z nich. Ibn Chaldun, XIV-wieczny tunezyjski filozof, wykładany dziś na Sorbonie, w Sciences Po i na Harvardzie jako ojciec i twórca socjologii, napisał w swoim głównym dziele, Al-Mukaddimie: „większość czarnoskórych ludzi pada ofiarą niewolnictwa, ponieważ mają niewiele wspólnego z tym, co jest w istocie ludzkiej, a ich cechy są bliskie cechom niemych zwierząt”. Deputowany retorycznie dodaje – „wyobraź sobie przez chwilę, że XIV-wieczny europejski teolog napisałby dokładnie to samo i ujawniono by to obecnie. Jego pomnik zostałby obalony następnego dnia, jego nazwisko usunięte z podręczników, a media miałyby dwa tygodnie nieprzerwanego oburzenia onego programu”.

Temat tabu i islamofobia

Odul zauważa, że kiedy „we Francji w 2026 roku masz nieszczęście ujawnić takie udokumentowane fakty, to jesteś nazywany »islamofobem«. Ten »leksykalny dar« Bractwa Muzułmańskiego stał się odruchem Pawłowa francuskiej debaty historycznej”. Tu warto wspomnieć, że gdy w 2002 roku historyk Olivier Pétré-Grenouilleau, w „Les Traites négrières” („Handlu niewolnikami”) odważył się użyć liczby mnogiej i przypomnieć, że było kilka rodzajów niewolnictwa, w tym najdłuższy i najbardziej śmiercionośny arabsko-muzułmański, to został oskarżony w 2005 roku na podstawie ustawy Taubiry za „fałszowanie historii”. Dopiero w obliczu protestów wielu historyków do skazania naukowca nie doszło.

Poseł Odul przypomniał, że zmarły w 2025 roku historyk Tidiane N’Diaye był pierwszym afrykańskim badaczem, który udokumentował i oszacował skalę arabskiego handlu ludźmi. Był też byłym podoficerem Francuskiej Legii Cudzoziemskiej i laureatem nagród historycznych. Nie ma jednak tablicy pamiątkowej, nie uczcił go parlament „minutą ciszy”, nie ma swojej ulicy, bo „odważył się napisać prawdę historyczną”.

Za takim traktowaniem historii stoi lewicowa ideologia. Duży odsetek historyków to nadal szkoła marksistowska, a przez ostatnie dwadzieścia lat część francuskiej lewicy i „ruchu praw rdzennej ludności” uczyniła sobie z wyłącznego potępienia białego rasizmu i zachodniego niewolnictwa ważny punkt swojego programu. Arabsko-muzułmański handel niewolnikami komplikuje im ideologiczną narrację. Rynek jest zarzucony opracowaniami o przeładowaniu muzułmanów, francuskim kolonializmie w Algierii, de-kolonialnej emancypacji ludów globalnego Południa, o handlu niewolnikami itp.

To paliwo dla aktywistów lewicy i ich tez o „Afryce wiecznie prześladowanej przez Europę” czy „europejskich rasistach”, co usprawiedliwia negatywne strony „wielokulturowości” i wspiera masową imigrację z Afryki. Tymczasem, jak przypomina Odul, właśnie grupy etniczne z Sahelu „były przez wieki dostawcami i pośrednikami dla transsaharyjskich handlarzy”. „Żadna religia, żadna kultura, żadna cywilizacja nie powinny być zwolnione z pamięci. Nie ma śmierci drugiej kategorii. Najwyższy czas ujawnić wszystkie zbrodnie przeciwko ludzkości!” – kończy swój esej Julien Odoul.


Temat handlu niewolnikami, ale na terenach słowiańszczyzny, w okresie wczesnego średniowiecza, opisaliśmy szczegółowo w książce Tomasza Szkopka pt. „Niewolnictwo Słowian”. Ten zapomniany handel żywym towarem, w kontekście obecnych terenów Polski, prowadzili żydowscy kupcy, tzw. radanici, przy współpracy władców germańskich, ruskich i czeskich. Odbiorcą niewolników były zaś kraje islamskie leżące zarówno na zachód, jak i na wschód od Polski. Publikacja opisuje także wspomniane w tekście p. Dobosza barbarzyństwo odbiorców niewolników. Zdecydowanie polecamy tę przełomową lekturę!

Wielki Kapitał nie przetrwa bez niewolników

Wielki Kapitał nie przetrwa bez niewolników

Jan Żbik salon24/wielki-kapital-nie-przetrwa-bez-niewolnikow


Niewolnictwo istnieje, ale w wersji nowoczesnej jako „słodkie niewolnictwo” – jesteśmy zakładnikami banków, korporacji i polityków. Zadłużają nas, wywłaszczają i posyłają na śmierć! Czynią to w sposób wyrafinowany, głosząc paradoksalnie, że to dla naszego dobra i bezpieczeństwa.

Struktura świata, którą można nazwać Wielkim Kapitałem – globalnym systemem finansowym, korporacyjnym i bankowym – trwa wyłącznie dzięki istnieniu człowieka zredukowanego do funkcji użytkowej. Innymi słowy, potrzebuje niewolnika. Nie w sensie antycznym, lecz nowoczesnym: pozbawionego realnej własności, zakorzenienia, tożsamości i transcendencji.

Żyjemy w świecie, w którym proces ograniczania ludzkiej autonomii nie ma charakteru przypadkowego. Jego mechanizmy są ekonomiczne i polityczne, a zarazem kulturowe. Aby jednostkę uczynić zależną, należy podkopać materialne podstawy jej niezależności. Kluczowe jest zniszczenie lub przejęcie środków produkcji – fabryk, kopalń, stoczni, warsztatów – wszystkiego, co umożliwia samodzielne wytwarzanie dóbr. Człowiek, który nie produkuje, lecz wyłącznie konsumuje, staje się podatny na kontrolę.

Drugim krokiem jest uzależnienie społeczeństwa od scentralizowanych źródeł żywności i dóbr pierwszej potrzeby. Gdy produkcja zostaje skorporatyzowana, a handel zawłaszczony przez wielkie sieci, jednostka traci możliwość wyboru opartego na lokalności i samowystarczalności. W konsekwencji wspólnota ekonomiczna zostaje rozbita, a jej miejsce zajmuje relacja klient–korporacja.

Kolejny etap to ograniczenie własności. Własność prywatna – rozumiana nie jako abstrakcyjny tytuł prawny, lecz jako realne dysponowanie zasobami – jest fundamentem wolności. Człowiek posiadający ziemię, warsztat czy choćby oszczędności w gotówce nie jest całkowicie zależny od systemu. Nadmierne opodatkowanie, reglamentacja, inflacyjne osłabianie pieniądza czy eliminacja gotówki prowadzą do sytuacji, w której kontrola nad zasobami przechodzi w ręce scentralizowanych instytucji finansowych. Wirtualizacja pieniądza oznacza pełną transparentność obywatela wobec systemu, przy jednoczesnej nieprzejrzystości systemu wobec obywatela.

Jednak ekonomia to tylko połowa procesu. Niewolnik doskonały nie posiada silnych więzi. Dlatego osłabieniu ulega tradycyjna rodzina jako podstawowa wspólnota solidarności i przekazu wartości. Rodzina tworzy sieć wsparcia, która ogranicza zależność od państwa i rynku. Jej erozja zwiększa atomizację jednostek, a atomizacja sprzyja sterowalności.

Podobny los spotyka kulturę i religię. Kultura wysoka, zakorzeniona w tradycji, buduje tożsamość i wprowadza hierarchię wartości. Religia natomiast wskazuje na porządek wyższy niż ekonomiczny. Jeżeli człowiek uznaje, że istnieje autorytet przekraczający władzę pieniądza, staje się wobec niej krytyczny. Z tego powodu sekularyzacja, relatywizm i redukcja kultury do rozrywki nie są zjawiskami neutralnymi. W miejsce transcendencji pojawia się konsumpcja, a w miejsce wspólnoty – spektakl medialny.

Demoralizacja nie musi oznaczać jawnej deprawacji; wystarczy przesunięcie akcentów. Jeśli prokreacja staje się anachronizmem, a odpowiedzialność długofalowa zostaje zastąpiona natychmiastową przyjemnością, społeczeństwo traci orientację przyszłościową. Człowiek skupiony wyłącznie na teraźniejszości nie buduje trwałych struktur – ani rodzinnych, ani narodowych. Staje się mobilnym, wymiennym elementem rynku pracy.

W tym kontekście warto przywołać analizę kapitalizmu przedstawioną w „Kapitał” Karola Marksa. Marks dostrzegał, że kapitał istnieje wyłącznie poprzez wyzysk pracy najemnej. Różnica między jego diagnozą a omawianą tu tezą polega na rozszerzeniu pola eksploatacji: nie chodzi już tylko o wartość dodatkową wytwarzaną w fabryce, lecz o całokształt życia człowieka – jego czas wolny, dane, uwagę, relacje społeczne. Współczesny system finansowy nie ogranicza się do produkcji; kolonizuje sferę kultury i świadomości.

Dlaczego zniewolenie jest warunkiem trwania Wielkiego Kapitału? Ponieważ kapitał, aby się pomnażać, potrzebuje przewidywalności i kontroli. Wolny człowiek – posiadający własność, rodzinę, kulturę, religię i ojczyznę – jest bytem zakorzenionym. Ma lojalności, które nie podlegają rachunkowi zysków i strat. Może odmówić, może wycofać się, może tworzyć alternatywne struktury. Niewolnik natomiast nie ma dokąd wrócić ani czego bronić. Jego tożsamość jest płynna, a zależność – całkowita.

Doskonały niewolnik nie posiada więc rodziny, bo rodzina daje oparcie. Nie ma własności, bo własność daje niezależność. Nie ma kultury ani religii, bo one dają sens wykraczający poza konsumpcję. Nie ma ojczyzny, bo ojczyzna rodzi solidarność i gotowość do sprzeciwu wobec zewnętrznej dominacji.

Jeżeli przyjmiemy tę perspektywę, to obserwowane przemiany – ekonomiczne, obyczajowe i technologiczne – można interpretować jako etapy przekształcania obywatela w zarządzalny zasób. Nie chodzi o pojedyncze decyzje polityczne, lecz o systemową logikę: koncentracja kapitału wymaga koncentracji władzy, a koncentracja władzy wymaga redukcji podmiotowości.

W tym sensie pytanie nie brzmi, czy Wielki Kapitał potrzebuje niewolników, lecz czy społeczeństwa są gotowe zrezygnować z fundamentów swojej wolności w imię wygody, bezpieczeństwa i pozornej stabilności. Filozoficzny spór dotyczy więc nie tylko ekonomii, ale antropologii: kim jest człowiek – autonomicznym podmiotem czy funkcją systemu? Odpowiedź na to pytanie zdecyduje, czy pozostanie obywatelem, czy stanie się zasobem.

Niewolnictwo istnieje, ale w wersji nowoczesnej jako „słodkie niewolnictwo” – jesteśmy zakładnikami banków, korporacji i polityków. Zadłużają nas, wywłaszczają i posyłają na śmierć! Czynią to w sposób wyrafinowany, głosząc paradoksalnie, że to dla naszego dobra i bezpieczeństwa.

Struktura świata, którą można nazwać Wielkim Kapitałem – globalnym systemem finansowym, korporacyjnym i bankowym – trwa wyłącznie dzięki istnieniu człowieka zredukowanego do funkcji użytkowej. Innymi słowy, potrzebuje niewolnika. Nie w sensie antycznym, lecz nowoczesnym: pozbawionego realnej własności, zakorzenienia, tożsamości i transcendencji.

Żyjemy w świecie, w którym proces ograniczania ludzkiej autonomii nie ma charakteru przypadkowego. Jego mechanizmy są ekonomiczne i polityczne, a zarazem kulturowe. Aby jednostkę uczynić zależną, należy podkopać materialne podstawy jej niezależności. Kluczowe jest zniszczenie lub przejęcie środków produkcji – fabryk, kopalń, stoczni, warsztatów – wszystkiego, co umożliwia samodzielne wytwarzanie dóbr. Człowiek, który nie produkuje, lecz wyłącznie konsumuje, staje się podatny na kontrolę.

Drugim krokiem jest uzależnienie społeczeństwa od scentralizowanych źródeł żywności i dóbr pierwszej potrzeby. Gdy produkcja zostaje skorporatyzowana, a handel zawłaszczony przez wielkie sieci, jednostka traci możliwość wyboru opartego na lokalności i samowystarczalności. W konsekwencji wspólnota ekonomiczna zostaje rozbita, a jej miejsce zajmuje relacja klient–korporacja.

Kolejny etap to ograniczenie własności. Własność prywatna – rozumiana nie jako abstrakcyjny tytuł prawny, lecz jako realne dysponowanie zasobami – jest fundamentem wolności. Człowiek posiadający ziemię, warsztat czy choćby oszczędności w gotówce nie jest całkowicie zależny od systemu. Nadmierne opodatkowanie, reglamentacja, inflacyjne osłabianie pieniądza czy eliminacja gotówki prowadzą do sytuacji, w której kontrola nad zasobami przechodzi w ręce scentralizowanych instytucji finansowych. Wirtualizacja pieniądza oznacza pełną transparentność obywatela wobec systemu, przy jednoczesnej nieprzejrzystości systemu wobec obywatela.

Jednak ekonomia to tylko połowa procesu. Niewolnik doskonały nie posiada silnych więzi. Dlatego osłabieniu ulega tradycyjna rodzina jako podstawowa wspólnota solidarności i przekazu wartości. Rodzina tworzy sieć wsparcia, która ogranicza zależność od państwa i rynku. Jej erozja zwiększa atomizację jednostek, a atomizacja sprzyja sterowalności.

Podobny los spotyka kulturę i religię. Kultura wysoka, zakorzeniona w tradycji, buduje tożsamość i wprowadza hierarchię wartości. Religia natomiast wskazuje na porządek wyższy niż ekonomiczny. Jeżeli człowiek uznaje, że istnieje autorytet przekraczający władzę pieniądza, staje się wobec niej krytyczny. Z tego powodu sekularyzacja, relatywizm i redukcja kultury do rozrywki nie są zjawiskami neutralnymi. W miejsce transcendencji pojawia się konsumpcja, a w miejsce wspólnoty – spektakl medialny.

Demoralizacja nie musi oznaczać jawnej deprawacji; wystarczy przesunięcie akcentów. Jeśli prokreacja staje się anachronizmem, a odpowiedzialność długofalowa zostaje zastąpiona natychmiastową przyjemnością, społeczeństwo traci orientację przyszłościową. Człowiek skupiony wyłącznie na teraźniejszości nie buduje trwałych struktur – ani rodzinnych, ani narodowych. Staje się mobilnym, wymiennym elementem rynku pracy.

W tym kontekście warto przywołać analizę kapitalizmu przedstawioną w „Kapitał” Karola Marksa. Marks dostrzegał, że kapitał istnieje wyłącznie poprzez wyzysk pracy najemnej. Różnica między jego diagnozą a omawianą tu tezą polega na rozszerzeniu pola eksploatacji: nie chodzi już tylko o wartość dodatkową wytwarzaną w fabryce, lecz o całokształt życia człowieka – jego czas wolny, dane, uwagę, relacje społeczne. Współczesny system finansowy nie ogranicza się do produkcji; kolonizuje sferę kultury i świadomości.

Dlaczego zniewolenie jest warunkiem trwania Wielkiego Kapitału? Ponieważ kapitał, aby się pomnażać, potrzebuje przewidywalności i kontroli. Wolny człowiek – posiadający własność, rodzinę, kulturę, religię i ojczyznę – jest bytem zakorzenionym. Ma lojalności, które nie podlegają rachunkowi zysków i strat. Może odmówić, może wycofać się, może tworzyć alternatywne struktury. Niewolnik natomiast nie ma dokąd wrócić ani czego bronić. Jego tożsamość jest płynna, a zależność – całkowita.

Doskonały niewolnik nie posiada więc rodziny, bo rodzina daje oparcie. Nie ma własności, bo własność daje niezależność. Nie ma kultury ani religii, bo one dają sens wykraczający poza konsumpcję. Nie ma ojczyzny, bo ojczyzna rodzi solidarność i gotowość do sprzeciwu wobec zewnętrznej dominacji.

Jeżeli przyjmiemy tę perspektywę, to obserwowane przemiany – ekonomiczne, obyczajowe i technologiczne – można interpretować jako etapy przekształcania obywatela w zarządzalny zasób. Nie chodzi o pojedyncze decyzje polityczne, lecz o systemową logikę: koncentracja kapitału wymaga koncentracji władzy, a koncentracja władzy wymaga redukcji podmiotowości.

W tym sensie pytanie nie brzmi, czy Wielki Kapitał potrzebuje niewolników, lecz czy społeczeństwa są gotowe zrezygnować z fundamentów swojej wolności w imię wygody, bezpieczeństwa i pozornej stabilności. Filozoficzny spór dotyczy więc nie tylko ekonomii, ale antropologii: kim jest człowiek – autonomicznym podmiotem czy funkcją systemu? Odpowiedź na to pytanie zdecyduje, czy pozostanie obywatelem, czy stanie się zasobem.

Jan Żbik

Niewolnik w Rzymie miał lepiej od podatnika w Polsce?

Niewolnik w Rzymie miał lepiej od podatnika w Polsce? Korwin-Mikke liczy.

Na podst.: https://nczas.com/2022/09/25/niewolnik-w-rzymie-mial-lepiej-od-podatnika-w-polsce-korwin-mikke-liczy-foto

Czytając o historii tak bardzo potępiamy niewolnictwo, a tymczasem Janusz Korwin-Mikke udowadnia, że obecnie podatnicy w Polsce mają gorzej od niewolników w Rzymie.

Niewolnictwo (servitudo) w starożytnym Rzymie było zjawiskiem zupełnie powszechnym. Niewolnikiem (servi) można było zostać przez urodzenie, jako jeniec lub zdobycz wojenna. Można było również zostać sprzedanym do niewoli przez własną rodzinę lub stać się niewolnikiem przez niespłacanie długów.

Dzisiaj, gdy nie potrafimy wyobrazić sobie takiego systemu, przyjęło się uważać, że niewolnicy żyli w strasznych warunkach, a ich sytuacja była niezwykle ciężka. Może w przypadku osób pracujących przy wyjątkowo wymagających fizycznie zadaniach tak, ale jeśli chodzi o niewolników prowadzących warsztaty, będących nauczycielami, fryzjerami etc. to mogli oni sobie pozwolić na życie na całkiem niezłym poziomie.

Co więcej – nie jest prawdą, że pracowali za darmo. Niewolnik dostawał pieniądze za swoją pracę i z czasem mógł się nawet wykupić od swojego pana.

JKM przekonuje, że niewolnicy w Rzymie mieli lepiej od podatników w Polsce. Liczy, ile sługa musiał oddawać swojemu panu, a ile Polacy muszą oddawać państwu.

„Niewolnik pracujący poza domem musiał oddać swemu panu aż 90% zarobku (pewno oszukiwali…). Dziś podatki wynoszą tylko 85%, ale Rzymianin musiał niewolnikowi zapewnić jedzenie, odzież i łóżko. I nie kazał mu na ośle jeździć w zapiętych pasach. I mógł się wykupić, a my nie bardzo”.

Ponad milion białych ludzi było niewolnikami w Afryce. O tym mówić dziś nie wolno!

https://pch24.pl/ponad-milion-bialych-ludzi-bylo-niewolnikami-w-afryce-o-tym-mowic-dzis-nie-wolno/

Nowożytne niewolnictwo to bezwzględna dominacja białego człowieka nad czarną populacją Afryki” – taką narrację od dekad słyszymy w Ameryce. Tymczasem problematyka jest bardziej złożona, a niewolnictwo – które dopiero po wielu tysiącleciach zostało wykorzenione – również w okresie od XVI do XIX wieku dotykało ludzi białych, jak przypomina konserwatywny pisarz i publicysta Matt Walsh.

Ponad milion białych zostało zniewolonych w Afryce Północnej między XVI a XIX wiekiem, większość z nich została uprowadzona i sprzedana przez muzułmańskich piratów. Afrykanie przez setki lat najeżdżali Europę w poszukiwaniu niewolników. System szkolny całkowicie wymazał ten fakt z historii – pisze Walsh na Twitterze.

To fakty, o których nie chce pamiętać dzisiejsza poprawna politycznie edukacja w USA, ponieważ nie pasowałyby one do forsowanej przez rządzącą lewicę neomarksistowskiej ideologii zwanej krytyczną teorią rasy, w której biały człowiek występuje jako „suprematysta” od wieków krzywdzący Murzynów. Jeden z komentujących post Matta Walsha zwrócił uwagę, że takich treści jego dziecko nie poznaje w szkole publicznej.

Oczywiście biali ludzie byli brani do niewoli również w innych częściach Afryki i na całym świecie przez wieki. W tym w Ameryce Północnej, gdzie białych „sług” wysyłano do kolonii tysiącami – kontynuuje autor filmu Kim jest kobieta?, w którym rozprawia się również z ideologią gender. I dodaje: Niewolnictwo w Ameryce nie zaczęło się w 1619 roku. Wcześniej w koloniach porywano i sprzedawano do niewoli białe dzieci. I oczywiście niewolnictwo istniało w obu Amerykach przez setki lat, zanim Europejczycy postawili tutaj stopę. Wszystkie plemiona indiańskie praktykowały niewolnictwo.

Walsh oczywiście „Ameryki nie odkrył”, bo wiadomo, że niewolnictwo było powszechne od starożytności. Niemniej współcześni hunwejbini cancel culture chcieliby zawęzić rozumienie pewnych zjawisk, aby móc eskalować konflikt społeczny, podobnie jak antyklerykałowie próbują przypisywać Kościołowi winę za zjawiska, które stanowiły nieodłączną część danej epoki, a nieraz po prostu jeszcze niewykorzenioną spuściznę pogaństwa.

Niewolnictwo utrzymywało się w krajach niezachodnich długo po tym, jak zostało zniesione na zachodzie. Niewolnictwo było akceptowaną instytucją w Afryce i Azji przez tysiąclecia i wydaje się, że żadnemu z tych społeczeństw nigdy nie przyszło do głowy, że może być coś nie tak z tą praktyką – zauważa komentujący.

I oczywiście afrykański handel niewolnikami był głównie dostarczany przez Afrykanów [chodzi o Arabów – muzułmanów i murzynów. MD] , którzy chwytali innych Afrykanów i sprzedawali ich w niewolę. Afrykański handel niewolnikami został zniesiony przez Zachód, a nie przez Afrykę. Niewolnictwo pozostawało legalne w niektórych częściach Afryki aż do XX wieku – kwituje.

—————-

Matt Walsh jest katolikiem i konserwatystą, z wykształcenia biologiem oraz autorem czterech książek, w których porusza m. in. tematykę zamachu neomarksistów na świat tradycyjnych wartości i tchórzostwa osób wierzących wobec ideologicznej agresji strony przeciwnej. Jest on wyjątkowo nielubiany i szykanowany przez liberalne media, ponieważ celnie, z dystansem i poczuciem humoru punktuje absurdy lewicowego kreowania rzeczywistości.