Bruksela chce zrabować 10 bilionów euro oszczędności Europejczyków

Bruksela bierze na cel 10 bilionów euro oszczędności Europejczyków

oszczędności Europejczyków

Bruksela bierze na cel 10 bilionów euro oszczędności Europejczyków utrzymywanych na rachunkach bankowych. Ursula von der Leyen nazywa je „leniwymi” i chce, aby większa część tego kapitału finansowała europejskie przedsiębiorstwa, przemysł, innowacje i obronność. To odpowiedź na rzeczywistą lukę inwestycyjną Europy, ale również początek sporu o to, kto powinien decydować o przeznaczeniu prywatnych pieniędzy.

„Europa ma oszczędności. Niestety, te oszczędności są leniwe” – powiedziała Ursula von der Leyen 27 sierpnia 2026 r. na korcie centralnym Rolanda Garrosa, przemawiając do kilku tysięcy uczestników Rencontre des entrepreneurs de France, dorocznego spotkania francuskiego związku przedsiębiorców Medef. Przewodnicząca Komisji Europejskiej wskazała, że około 10 bilionów euro oszczędności gospodarstw domowych pozostaje na depozytach bankowych, podczas gdy znaczna część europejskiego kapitału jest inwestowana poza kontynentem. „Europa musi teraz oddać je na służbę swoim przedsiębiorstwom” – dodała.

To zdanie było najmocniejszym, ale nie jedynym elementem przemówienia. Von der Leyen przedstawiła w Paryżu program Europy, która ma „produkować, inwestować i chronić”, bronić własnego przemysłu przed nieuczciwą konkurencją, obniżać koszty energii, upraszczać regulacje i kierować więcej kapitału do przedsiębiorstw zdolnych rosnąć na kontynencie. Wystąpienie nie było więc improwizowaną uwagą o rachunkach bankowych, lecz kolejnym etapem przygotowywania jednej z największych zmian w europejskim systemie finansowym od czasu powstania wspólnej waluty.

Bruksela patrzy na 10 bilionów euro

Plan nosi nazwę Unii oszczędności i inwestycji. Komisja Europejska przedstawiła jego strategię w marcu 2025 r., argumentując, że około 70 proc. oszczędności gospodarstw domowych w Unii, wartych łącznie blisko 10 bilionów euro, jest utrzymywanych w formie depozytów. Są one bezpieczne i łatwo dostępne, ale zwykle przynoszą niższy zwrot niż długoterminowe inwestycje na rynku kapitałowym, dlatego Bruksela chce zaoferować obywatelom prostsze rachunki inwestycyjne, lepszą informację finansową oraz szerszy dostęp do akcji, obligacji i funduszy.

Ursula von der Leyen przedstawiała wówczas projekt jako sposób, by „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu”. Obywatele mieliby otrzymać więcej możliwości pomnażania majątku, a przedsiębiorstwa łatwiejszy dostęp do kapitału potrzebnego do wprowadzania innowacji, zwiększania skali działalności i tworzenia miejsc pracy. Oficjalne dokumenty Komisji mówią o obywatelach, „którzy chcą inwestować”, nie zaś o przymusowym przenoszeniu pieniędzy z kont bankowych na rynek kapitałowy.

Kierunek został jednak wyznaczony wcześniej. Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w styczniu 2025 r. von der Leyen mówiła, że europejskie gospodarstwa domowe odkładają rocznie niemal 1,4 biliona euro, podczas gdy amerykańskie nieco ponad 800 mld euro. Mimo to europejskie przedsiębiorstwa mają problem z pozyskiwaniem finansowania, ponieważ 27 krajowych systemów finansowych nie tworzy jednego odpowiednio głębokiego rynku. „Nie brakuje nam kapitału. Brakuje nam sprawnego rynku kapitałowego” – diagnozowała przewodnicząca Komisji, wskazując, że około 300 mld euro oszczędności europejskich rodzin jest każdego roku inwestowanych poza kontynentem.

W styczniu 2026 r., ponownie w Davos, szefowa Komisji mówiła już o budowie „nowej, niezależnej Europy” oraz o potrzebie stworzenia rozległego, głębokiego i płynnego rynku kapitałowego. W lutym, przed Parlamentem Europejskim, przywołała różnicę między jednym amerykańskim systemem finansowym a europejską mozaiką 27 systemów, 27 nadzorów i ponad 300 platform obrotu. Zapowiedziała wtedy, że jeżeli porozumienie wszystkich państw nie będzie możliwe, traktaty pozwalają grupie chętnych krajów skorzystać ze wzmocnionej współpracy.

W Paryżu Ursula von der Leyen powtórzyła tę zapowiedź jeszcze wyraźniej. Komisja chce do końca 2026 r. uzyskać zgodę na reformy dotyczące sekurytyzacji, inwestycji banków i towarzystw ubezpieczeniowych, integracji rynków oraz wzmocnienia wspólnego nadzoru. Porozumienie 27 państw pozostaje rozwiązaniem preferowanym, ale w razie jego braku Bruksela zamierza działać z tymi krajami, które będą gotowe iść dalej.

Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” ten kierunek został opisany już w tekście „Dokończenie UE” głównym celem Ursuli von der Leyen. Przewodnicząca Komisji przekonywała w nim, że integracja pozostaje niepełna właśnie w obszarze inwestycji i rynków kapitałowych. W materiale „Bruksela szuka pomysłów na większą konkurencyjność Europy” przywoływaliśmy natomiast wcześniejszą wypowiedź von der Leyen o 300 mld euro europejskich oszczędności trafiających każdego roku przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych.

Europa oszczędza więcej, lecz inwestuje słabiej

Za planem Komisji stoi rzeczywisty problem gospodarczy. Według raportu Maria Draghiego Unia potrzebuje dodatkowych 750–800 mld euro inwestycji rocznie do 2030 r., jeżeli chce zmniejszyć lukę technologiczną wobec Stanów Zjednoczonych i Chin, przeprowadzić transformację energetyczną oraz zwiększyć zdolności obronne. Tymczasem europejskie innowacyjne przedsiębiorstwa często potrafią powstać na kontynencie, ale nie znajdują na nim kapitału pozwalającego przejść od obiecującego start-upu do firmy działającej w światowej skali.

Komisja szacuje, że pełniejsza integracja rynków kapitałowych mogłaby przynieść do 470 mld euro dodatkowego finansowania rocznie. Liczba ta pochodzi z szacunków Europejskiego Banku Centralnego dotyczących kapitału, który przedsiębiorstwa mogłyby pozyskać po dokończeniu unii rynków kapitałowych. Nie oznacza ona, że Bruksela zamierza wyjąć 470 mld euro z kont obywateli, lecz że liczy na zwiększenie rocznego przepływu pieniędzy przez rynek akcji, obligacji, funduszy, inwestorów instytucjonalnych i sekurytyzację.

Skala odpływu kapitału jest jednak realna. Raport makroekonomiczny Komisji wskazuje, że od 2015 r. ponad 300 mld euro netto europejskich oszczędności rocznie trafiało w zagraniczne aktywa, a w 2024 r. było to 437 mld euro. Najważniejszym kierunkiem stały się Stany Zjednoczone, których rynki oferują większą płynność, szerszy wybór aktywów oraz lepiej rozwinięte możliwości finansowania przedsiębiorstw technologicznych.

Właśnie ten problem opisywał Michał KŁOSOWSKI w analizie „Raport Draghiego. Europa budzi się przerażona”. Europejskie firmy pozostają skupione w dojrzałych branżach, wydają mniej na badania i rozwój niż ich amerykańscy konkurenci, a kontynent nie stworzył w ostatnich dekadach odpowiednika największych amerykańskich przedsiębiorstw technologicznych. Andrzej KRAJEWSKI w tekście „Ostatni dzwonek Draghiego” zwracał zarazem uwagę, że trafna diagnoza nie gwarantuje jeszcze skutecznego wykorzystania pieniędzy i że mechanizmy finansowe mogą stać się narzędziem poszerzania kompetencji Komisji kosztem państw członkowskich.

„Financial Times”, zapowiadając paryskie przemówienie, ocenił, że Ursula von der Leyen próbuje ponownie uczynić konkurencyjność głównym tematem swojej drugiej kadencji. Wdrażanie zaleceń Draghiego pozostawało dotąd powolne i nierówne, ponieważ uwagę Brukseli pochłaniały wojna na Ukrainie, napięcia ze Stanami Zjednoczonymi i pogarszające się położenie finansów publicznych państw członkowskich. Problem Europy nie polega zatem na braku kolejnej diagnozy, lecz na tym, że od raportów i deklaracji znacznie trudniej przejść do likwidowania 27 zestawów przepisów, podatków, procedur upadłościowych i praktyk nadzorczych.

Czy pieniądze na rachunkach naprawdę są leniwe?

Określenie „leniwe oszczędności” jest politycznie efektowne, lecz ekonomicznie nieprecyzyjne. Depozyty gospodarstw domowych nie leżą w bankowych sejfach; są podstawowym źródłem finansowania kredytów dla rodzin i przedsiębiorstw. Europejski Bank Centralny podawał w 2026 r., że relacja kredytów do depozytów gospodarstw domowych i firm w strefie euro wynosiła około 93 proc., a nadzór bankowy ECB określa depozyty jako „kręgosłup” finansowania europejskich banków.

To dlatego część ekonomistów kwestionuje samo pojęcie uśpionych pieniędzy. Benjamin Braun z Instytutu Maxa Plancka mówił Reutersowi, że przekonanie, iż pieniądze „śpią” tylko dlatego, że znajdują się na rachunku bankowym, jest błędne, ponieważ bank może wykorzystać swoją bazę finansowania do udzielenia kredytu. Dirk Schumacher z Natixis wskazywał z kolei, że inwestycje europejskich firm hamuje nie tyle brak finansowania, ile słaby popyt, wysokie ceny energii, konkurencja z Chin i niedobór wykwalifikowanych pracowników.

Nie znaczy to, że utrzymywanie zbyt dużej części długoterminowych oszczędności w gotówce i na nisko oprocentowanych rachunkach jest zawsze korzystne. Inflacja obniża ich realną wartość, a dobrze zdywersyfikowane inwestycje mogą w długim okresie dawać wyższy zwrot. Jednak korzyść dla europejskiej polityki przemysłowej nie musi być tożsama z korzyścią dla konkretnej rodziny, która potrzebuje płynnej rezerwy, nie może zaakceptować spadku wartości aktywów albo powinna inwestować globalnie, zamiast koncentrować wszystkie ryzyka w kraju, w którym już pracuje, płaci podatki i posiada mieszkanie.

Właśnie tu zaczyna się najważniejszy spór. Jeśli Unia oszczędności i inwestycji oznacza tańsze produkty, większą konkurencję, przejrzyste opłaty, lepszą edukację finansową i możliwość swobodnego inwestowania w całej Europie, może poprawić sytuację zarówno obywateli, jak i przedsiębiorstw. Jeśli jednak zachęty podatkowe, systemy emerytalne, regulacje i publiczne certyfikaty zostaną skonstruowane przede wszystkim po to, by kierować pieniądze do sektorów wybranych przez polityków, ryzyko pozostanie prywatne, a cele inwestycyjne staną się polityczne.

Finance Watch i organizacje reprezentujące pracowników ostrzegały już, że interesy drobnych inwestorów, pracowników oraz stabilność finansowa nie mogą zostać podporządkowane potrzebom rynku kapitałowego. Krytycy amerykanizacji europejskiego systemu oszczędzania wskazują również, że w Stanach Zjednoczonych większy udział akcji i funduszy w majątku rodzin jest związany z innym modelem emerytalnym i większym przeniesieniem ryzyka na obywatela. Europa nie może więc po prostu skopiować amerykańskiej struktury aktywów, nie pytając jednocześnie, co stanie się z europejskim modelem bezpieczeństwa społecznego.

Europa chce produkować, inwestować i chronić

Francuskie media odczytały przemówienie w znacznie szerszym kontekście niż sama mobilizacja oszczędności. Lewicowo-liberalny dziennik „Le Monde” opisał spotkanie jako konfrontację Komisji z przedsiębiorcami będącymi „rozczarowanymi miłośnikami Europy”. Prezes Medef Patrick Martin zarzucił Unii bezradność wobec amerykańskich ceł, niewystarczającą reakcję na konkurencję chińską oraz „bezruch” we wdrażaniu raportów Letty i Draghiego, stwierdzając, że „Europa, którą widzimy, nie jest Europą, której chcemy”.

Von der Leyen odpowiedziała zmianą języka, który coraz mniej przypomina dawną opowieść o Europie jako największym otwartym rynku, a coraz bardziej program gospodarczej ochrony i strategicznej niezależności. Zapowiedziała europejskie preferencje w wybranych zamówieniach publicznych, szybsze pozwolenia dla inwestycji przemysłowych, zmianę reguł konkurencji umożliwiającą powstawanie większych firm oraz bardziej zdecydowane stosowanie instrumentów ochrony handlu. EFE zwróciła uwagę na jej deklarację, że przyszły budżet Unii ma stać się „finansowym r

mieniem naszej niezależności”, a ponad 450 mld euro z planowanego Europejskiego Funduszu Konkurencyjności i programu Horyzont Europa ma wspierać drogę od badań i prototypu do produkcji przemysłowej.

Najostrzejszy przekaz został skierowany do Chin. Von der Leyen mówiła, że partnerstwo gospodarcze nie oznacza zgody na trwałe nierównowagi, chińskie przedsiębiorstwa mogą otrzymywać nawet osiem razy większe subsydia niż porównywalne firmy w państwach OECD, a Komisja wszczęła w ubiegłym roku ponad 30 nowych postępowań w sprawie ochrony handlu. Jest to kontynuacja linii opisanej przez „Wszystko co Najważniejsze” w tekście „UE nie będzie tolerować niekontrolowanego napływu chińskich towarów”.

Ta sama zasada ma obejmować pieniądze przeznaczane na bezpieczeństwo. Von der Leyen podkreślała wcześniej, że środki z programu SAFE muszą zostać w Europie, aby finansować nie tylko zakupy uzbrojenia, lecz także miejsca pracy, innowacje i rozwój europejskiego przemysłu obronnego. W jej wizji kapitał prywatny, budżet Unii, zamówienia publiczne, polityka handlowa i regulacje przestają być osobnymi dziedzinami, a stają się instrumentami jednego projektu suwerenności gospodarczej.

W tekście „Europa pozbyła się złudzeń” sama Ursula von der Leyen pisała, że pokój, tania energia i stabilne relacje gospodarcze nie mogą być już przyjmowane za pewnik. Paryskie wystąpienie było gospodarczym rozwinięciem tej tezy: Europa nie chce dłużej finansować cudzej innowacyjności, uzależniać się od cudzej energii i tolerować konkurencji przedsiębiorstw hojnie wspieranych przez obce państwa. Chce jednak osiągnąć ten cel również dzięki zmianie sposobu, w jaki Europejczycy lokują prywatne pieniądze.

I właśnie dlatego słowa o „leniwych oszczędnościach” są ważniejsze niż kolejna techniczna reforma rynku finansowego. Ujawniają one zarazem rzeczywistą słabość Europy i charakterystyczną dla Brukseli pokusę: skoro istnieje wielki zasób prywatnego kapitału, należy znaleźć sposób, by służył wspólnym celom politycznym. Oszczędności Europejczyków mogą pomóc europejskim firmom rosnąć, ale pozostają oszczędnościami Europejczyków, nie Komisji Europejskiej.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Żydzi poza kontrolą. Żołnierze masowo rabują mienie cywilne w Libanie i Strefie Gazy

Żydzi poza kontrolą.

Żołnierze masowo rabują

mienie cywilne

w Libanie i Strefie Gazy

4 maja 2026 pch24/zydzi-poza-kontrola-zolnierze-masowo-rabuja-mienie-cywilne-w-libanie-i-strefie-gazy

74351a20-12a5-4ce8-9895-75b3d85f67d6_medium.webp
Easy-Peasy.AI

Armia Izraela „nie radzi sobie” z falą grabieży mienia cywilnego przez żołnierzy w Libanie i Strefie Gazy – informuje izraelski portal Ynet. Z relacji rezerwistów wynika, że rabunek opuszczonych domów odbywa się rutynowo, a dowództwo nie podejmuje działań dyscyplinarnych.

Według relacji publikowanych przez izraelskie media – zarówno liberalny i niszowy dziennik „Haarec”, jak i najbardziej popularny izraelski portal Ynet – żołnierze wynoszą z libańskich wiosek niemal wszystko.

Na listach skradzionych przedmiotów znajdują się telewizory, motocykle, dywany, obrazy, sofy, pościel, a także sprzęt kuchenny, taki jak lodówki, tostery, czajniki, miksery, a nawet filiżanki.

Jeden z żołnierzy rezerwy opisał, że widział jednostki ładujące na pojazdy całe zestawy mebli oraz biżuterię, a w innym wyznaniu pojawiła się informacja o kradzieży sztabek złota, koców oraz prywatnych zdjęć.

Żołnierze wypowiadający się anonimowo dla izraelskich mediów opisują proceder jako jawny. – Każdy, kto coś bierze – telewizory, papierosy, narzędzia – po prostu wkłada to do swojego pojazdu. Nikt tego nie ukrywa, wszyscy to widzą i rozumieją – relacjonuje jeden z mundurowych w „Haarecu”.

​​- W Strefie Gazy ktoś wsiadł do ciężarówki z kanapą, doszło tam do szalonej bójki. (…) Siedem miesięcy temu każda jednostka umeblowała sobie pomieszczenia wspólne sprzętami ze Strefy, całymi kompletami wypoczynkowymi – powiedział inny żołnierz portalowi Ynet.

Podczas wojny w Strefie Gazy zjawisko grabieży miało osłabnąć – według źródeł Ynetu – jednak nie z powodu zaostrzenia rozkazów, lecz dlatego, że „zostało mało do zabrania”.

Szef Sztabu Generalnego, Ejal Zamir, pod koniec kwietnia potępił rabunki, nazywając je „moralną plamą”, jednak mimo tych deklaracji, żołnierze twierdzą, że dyscyplina nie jest egzekwowana. Choć niektórzy dowódcy niższego szczebla próbują interweniować – grożąc m.in. usunięciem z jednostki – większość ma przymyka oko na zachowanie podwładnych – wynika z raportu Ynet.

„Haarec” podkreśla, że dowódcy obawiają się wyciągania surowych konsekwencji wobec rezerwistów, by nie zniechęcać ich do służby, w czasie, kiedy armia odczuwa braki kadrowe. W efekcie, punkty kontrolne na granicy z Libanem, które miały zapobiegać wywożeniu łupów do Izraela, w wielu miejscach zostały zlikwidowane lub działają jedynie fasadowo.

Żołnierze tłumaczą swoje zachowanie na kilka sposobów. Wielu uważa, że skoro domy i tak zostaną zburzone lub zbombardowane, zabranie z nich mienia nie stanowi realnej szkody, inni postrzegają grabież jako formę „rekompensaty” za trudy wojny i osobiste koszty, jakie ponoszą jako rezerwiści.

Komentatorzy zauważają, że zjawisko grabieży to nie jest nowe w historii wojen toczonych przez Izrael. Podobne incydenty odnotowywano podczas konfliktów w 1948, 1956, 1967 roku oraz podczas pierwszej wojny libańskiej w 1982 roku. Zdaniem „Haareca” obecny problem wyróżnia się systemową biernością państwa. Rząd, choć oficjalnie nie zachęca do grabieży, nie podejmuje też realnych kroków, by je powstrzymać.

Oficjalne dane wojska mogą budzić wątpliwości co do skuteczności śledztw – w 2024 roku wpłynęło jedynie dziewięć zgłoszeń dotyczących grabieży w Strefie Gazy, z czego tylko jedno zakończyło się aktem oskarżenia – podał Ynet.

Operacja Izraela w Strefie Gazy rozpoczęła się po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku, a od października 2025 roku obowiązuje kruche zawieszenie broni między Hamasem a Izraelem.

Z kolei trwająca obecnie izraelska inwazja na Liban jest związana z szerszą eskalacją po atakach USA i Izraela na Iran 28 lutego, po których libański Hezbollah włączył się do walk po stronie Teheranu.

Źródło: PAP / Joanna Baczała

„Niech kradną, ale nie z naszych pieniędzy”. Słowa przewodniczącego parlamentu. Rabusie oburzeni. Pełny tekst przemówienia.

„Niech kradną, ale nie z naszych pieniędzy”.

Burza po słowach przewodniczącego parlamentu.

Ukraińcy oburzeni

[pisałem o tym, ale to ważne, dodaję całe życzenia md]

3.01.2026 nczas/niech-kradna-ale-nie-z-naszych-pieniedzy-burza-po-slowach-przewodniczacego-parlamentu-ukraincy-oburzeni/

Tomio Okamura.
NCZAS.INFO | Przewodniczący czeskiej Izby Poselskiej Tomio Okamura. / Fot. PAP/CTK

Przewodniczący czeskiej Izby Poselskiej Tomio Okamura wywołał polityczną burzę. Noworoczne wystąpienie, w którym w kontekście Ukrainy powiedział m.in. „niech kradną, ale nie z naszych pieniędzy”, a rządzących tam ludzi określił mianem „złodziei budujących złote toalety”, spotkało się z wielkim oburzeniem Kijowa i czeskiej opozycji.

W opublikowanym noworocznym orędziu lider Ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) nie przebierał w słowach. Okamura skrytykował militarną pomoc dla Kijowa, nazywając wojnę „całkowicie bezsensowną”. Jego zdaniem środki publiczne powinny trafiać do czeskich emerytów, osób niepełnosprawnych i rodzin, a nie być marnowane na zbrojenia pod dyktando „prowojennej propagandy”.

Polityk przekonywał, że nie można rozdawać pieniędzy czeskich obywateli cudzoziemcom, a zachodnia pomoc służy jedynie firmom zbrojeniowym produkującym „mało skuteczną broń”, niszczoną przez Rosjan „jeszcze przed dotarciem na front”.

Najostrzejsze oskarżenia padły jednak pod adresem ukraińskich władz. Przewodniczący czeskiej izby niższej parlamentu mówił o „juncie Zełenskiego” i „ukraińskich złodziejach”, którzy budują sobie złote toalety. Okamura sformułował tezę, że Czechy muszą „wyskoczyć z brukselskiego pociągu”, który – jego zdaniem – zmierza w kierunku trzeciej wojny światowej. Podsumował swoje wywody stwierdzeniem, że Ukraińcy mogą kraść, „ale już nie z naszych pieniędzy”, dodając, że taki kraj nie powinien należeć do Unii Europejskiej.

Reakcja strony ukraińskiej była błyskawiczna. Ambasador Ukrainy w Pradze Wasyl Zwarycz określił te słowa mianem niegodnych, całkowicie niedopuszczalnych i – a jakże – ukształtowanych pod wpływem rosyjskiej propagandy. Dyplomata wyraził oczekiwanie, że czeskie władze oraz społeczeństwo odpowiednio ocenią postawę polityka pełniącego tak wysoką funkcję państwową. Do krytyki dołączył również przewodniczący ukraińskiego parlamentu Rusłan Stefanczuk.

Minister spraw zagranicznych Czech Petr Macinka przekazał agencji CTK, że nie uważa za stosowne, aby ambasador obcego państwa publicznie oceniał wypowiedzi jednego z najwyższych przedstawicieli czeskiego państwa. Jeśli jakakolwiek misja dyplomatyczna ma zastrzeżenia lub pytania, istnieją standardowe kanały dyplomatyczne. Polityka czeska jest sprawą obywateli Czech i ich demokratycznie wybranych przedstawicieli – zaznaczył Macinka.

Oburzona jest także czeska „opozycja”. Obywatelska Partia Demokratyczna (ODS) zapowiedziała zainicjowanie procedury odwoławczej. Padają określenia o „hańbie całych Czech”, a nawet o „kolaboranckich wypowiedziach” Okamury.

Manlio Dinucci; Ukraina: Mamy dowody, wcześniej schowane.

Manlio Dinucci; Ukraina: Dowody usunięte

Poniżej znajduje się opis fazy przygotowawczej wojny, zaczerpnięty z książki „L’altra faccia della Storia” („Druga strona historii”), wydanej przez Byoblu.

DR IGNACY NOWOPOLSKI DEC 13

W świetle dominującej narracji politycznej i medialnej, przedstawiającej Rosję jako państwo podżegające do wojny i agresywne – podczas gdy USA, NATO, UE i Ukraina deklarują chęć zakończenia wojny – po raz kolejny przedstawiamy prawdziwą perspektywę poprzez odcinki programu Grandangolo z ostatnich kilku lat.

Odcinki te zawierają niezbite dowody, przemilczane przez media głównego nurtu, że rzeczywistość jest dokładnie odwrotna od tego, co wam wmawiano.

Od 1991 roku, kiedy Ukraina stała się niepodległą republiką po rozpadzie ZSRR, NATO rozwija sieć powiązań w ukraińskich siłach zbrojnych. Jednocześnie neonazistowscy bojownicy są rekrutowani, finansowani, szkoleni i uzbrajani za pośrednictwem CIA i innych agencji wywiadowczych. Dokumentacja fotograficzna przedstawia młodych ukraińskich neonazistów z UN-UNSO (Organizacji Narodów Zjednoczonych Ukrainy) szkolonych w Estonii w 2006 roku przez instruktorów NATO, którzy uczyli ich technik walki w terenie zurbanizowanym oraz użycia materiałów wybuchowych do sabotażu i ataków.

To właśnie ta neonazistowska struktura paramilitarna wkracza do akcji: 20 lutego 2014 roku na Majdanie w Kijowie, podczas demonstracji politycznej między zwolennikami a przeciwnikami przystąpienia Ukrainy do UE. Podczas gdy uzbrojone i zorganizowane grupy szturmowały budynki rządowe, „nieznani” napastnicy (później zidentyfikowani jako snajperzy zrekrutowani w Gruzji) używali tych samych karabinów snajperskich do strzelania do demonstrantów i policji, co spowodowało dziesiątki ofiar śmiertelnych. Tego samego dnia, w którym doszło do próby zamachu stanu na Majdanie, Sekretarz Generalny NATO zwrócił się do ukraińskich [legalnych] sił zbrojnych w tonie rozkazującym, ostrzegając je przed „poważnymi negatywnymi konsekwencjami dla naszych stosunków”. Porzucony przez naczelnych dowódców sił zbrojnych i znaczną część aparatu rządowego, [legalny] prezydent Janukowycz został zmuszony do ucieczki.

Po zamachu stanu na Majdanie nastąpił natychmiastowy atak na Rosjan z Ukrainy i Ukraińców zaprzyjaźnionych z Rosją. Była to fala terroru, zorganizowana z drobiazgową precyzją: splądrowano siedziby Komunistycznej Partii Ukrainy i innych ruchów politycznych, linczowano przywódców, torturowano i mordowano dziennikarzy; bojowników spalono żywcem w budynku związków zawodowych w Odessie; nieuzbrojonych mieszkańców pochodzenia rosyjskiego ze wschodniej Ukrainy wymordowano w Mariupolu, a w Słowiańsku, Ługańsku i Doniecku zbombardowano białym fosforem. W obliczu tej ofensywy przeciwko Rosjanom z Ukrainy, Rada Najwyższa Republiki Krymu – terytorium rosyjskiego, które stało się częścią Ukrainy w 1954 roku w czasach sowieckich – opowiedziała się za secesją z Kijowa i zażądała reintegracji z Federacją Rosyjską. Decyzja ta została potwierdzona w referendum powszechnym, w którym zagłosowało 97% wyborców. 18 marca 2014 roku prezydent Putin podpisał traktat o przystąpieniu Krymu do Federacji Rosyjskiej i nadaniu mu statusu republiki autonomicznej.

Podczas gdy w Donbasie, samozwańcze Doniecka i Ługańska Republika Ludowa, zamieszkane przez ludność rosyjską, stawiają opór atakom Kijowa, które pochłonęły 14 000 ofiar w ciągu ośmiu lat, program współpracy techniczno-wojskowej NATO-Ukraina z 2015 roku w pełni integruje siły zbrojne i przemysł zbrojeniowy z sojuszem NATO pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych. Formacje neonazistowskie są włączane do Gwardii Narodowej, szkolonej przez setki amerykańskich instruktorów ze 173. Brygady Powietrznodesantowej, którzy zostali przeniesieni na Ukrainę z Vicenzy wraz z innymi oddziałami NATO.

Kijów na Ukrainie staje się wylęgarnią odrodzenia narodowego socjalizmu w sercu Europy. Neonaziści przybywają do Kijowa z całej Europy (w tym z Włoch) i USA, rekrutowani głównie przez Prawy Sektor i Batalion Azow, którego nazistowskie godło zostało skopiowane z emblematu Dywizji SS „Das Reich”. Po przeszkoleniu i przetestowaniu w operacjach wojskowych przeciwko ukraińskim Rosjanom w Donbasie, są oni zobowiązani do powrotu do ojczyzny z ukraińskim zezwoleniem na podróż dołączonym do ukraińskich paszportów. Jednocześnie ideologia narodowosocjalistyczna szerzy się wśród młodszych pokoleń na Ukrainie. Dotyczy to również Batalionu Azow, który organizuje szkolenia wojskowe i obozy indoktrynacji ideologicznej dla dzieci i młodzieży, ucząc ich przede wszystkim nienawiści do Rosjan.

W wyborach na Ukrainie w 2019 roku aktor Wołodymyr Zełenski – znany z serialu telewizyjnego o korupcji politycznej, w którym grał profesora przypadkowo wybranego na prezydenta republiki – faktycznie został prezydentem Ukrainy. Podczas kampanii Zełenski obiecał zakończyć wojnę w Donbasie i oczyścić zdominowany przez oligarchów system władzy, oskarżając bogatego prezydenta Poroszenkę o ukrywanie fortuny w zagranicznych rajach podatkowych. Jednak po wyborze Zełenski zrobił wszystko, co w jego mocy, aby podsycić de facto wojnę pod przewodnictwem NATO z Rosją.

Jeśli chodzi o jego drugą obietnicę, eliminację korupcji, a w szczególności eksport kapitału do rajów podatkowych, fakty udokumentowane w śledztwie „The Guardian” mówią same za siebie: Zełenski jest współwłaścicielem trzech firm z siedzibą i kapitałem w Belize i Brytyjskich Wyspach Dziewiczych (Ameryka Środkowa), a także na Cyprze. Za pośrednictwem tych firm otrzymał ponad 40 milionów dolarów od nieznanych finansistów. Dokument śledczy w reżyserii Scotta Rittera – zawodowego oficera piechoty morskiej USA specjalizującego się w wywiadzie, który w latach 1991–1998 dowodził inspektorami ONZ w Iraku – pokazuje luksusową willę, którą Zełenski posiada w Miami (wartość tej willi wynosi 34 miliony dolarów), a także inne w Izraelu, Forte dei Marmi we Włoszech, Londynie, Gruzji, Grecji i innych krajach.

Krótkie podsumowanie międzynarodowych doniesień prasowych na temat Grandangolo z piątku 5 grudnia 2025 r. na włoskim kanale telewizyjnym Byoblu.

Manlio Dinucci

Pranie pieniędzy zrabowanych z darowizn na „obronę”? Ukraińska firma buduje przy granicy z Polską ogromny ośrodek narciarski. Ponad 6 mld zł.

Ukraińska firma buduje przy granicy z Polską ośrodek narciarski. Inwestycja warta ponad 6 mld zł

Patrycja Malik 19 lutego 2025, fakt/przy-granicy-z-polska-ukrainska-firma-buduje-osrodek-narciarski

W Karpatach Zachodnich, tuż przy granicy z Polską, ukraińska firma prężnie rozwija projekt, który ma przekształcić region w magnes dla międzynarodowej turystyki. W planach jest stworzenie nowoczesnego narciarskiego ośrodka wypoczynkowego. Z kompleksu będzie można korzystać o każdej porze roku.

Ośrodek narciarski powstanie w pobliżu wsi Wołosianka w obwodzie lwowskim, zaledwie 50 km od granicy z Polską. Góry w tym rejonie, jak zauważa „Rzeczpospolita”, osiągają wysokość niewiele ponad 1200 m nad poziom morza. Przypomina też, że choć wojna Rosji z Ukrainą trwa od trzech lat, to „w regionie Karpat nie odnotowano rosyjskich ataków rakietowych i dronów”. [Bo widocznie nie ma tam zachodniej broni i „specjalistów”, co tak gnębi Jaworów króla Jana Sobieskiego. md]

Wizja Wasyla Danylaka, prezesa Grupy Okko, to nie tylko sezonowe atrakcje dla narciarzy, ale całoroczne centrum rekreacji, które ma przyciągnąć gości z całego świata. Pierwszym krokiem w realizacji tej ambitnej koncepcji jest budowa kompleksu hotelowego, który zapoczątkuje transformację regionu. O sprawie poinformowała Niemiecka Agencja Prasowa, a opisał ją „Die Zeit”.

Przy granicy z Polską powstanie ośrodek narciarski. Buduje go ukraińska firma

Założenia projektu są imponujące: w perspektywie najbliższych 15 lat ma powstać 25 hoteli z ponad 5 tys. pokojów. Ośrodek, rozciągający się na 127 hektarach, będzie wyposażony w nowoczesne wyciągi narciarskie i stoki, umożliwiające aktywny wypoczynek o każdej porze roku.

Finansowanie przedsięwzięcia zostało już zaplanowane – jak podaje firma, całkowity koszt inwestycji to ponad 1,45 mld euro (około 6,25 mld zł). Struktura finansowania zakłada, że jedną trzecią środków na realizację projektu Grupa Okko pokryje z własnego kapitału oraz pożyczek, natomiast pozostałą część środków planuje pozyskać od inwestorów.

Ta inicjatywa to nie tylko krok w stronę wzmocnienia pozycji Ukrainy na turystycznej mapie Europy, ale także znaczący impuls dla lokalnej gospodarki, który może przyczynić się do rozwoju całego regionu. Oczekuje się, że nowy ośrodek wypoczynkowy stanie się jednym z kluczowych elementów atrakcyjności turystycznej.

Źródło: „Rzeczpospolita”, „Die Zeit”

===============

mail:

Wszystko tak na rympał, na wiwat ? Nie mają gdzie szmalu wyprać? Ciekawe, jaki udział ma Włodymyr?

Rabunek mienia chcą wpisać do konstytucji

Rabunek mienia chcą wpisać do konstytucji:

https://www.sejm.gov.pl/sejm9.nsf/druk.xsp?nr=3180

[Bold w tekście – MD]

===========================================

Druk nr 3180Sprawozdanie Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektu ustawy o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej o poselskim projekcie ustawy o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Data pisma: 2023-04-27
Data doręczenia druku: 2023-05-08

Liczba stron : 2 Data : 23-5-18 Nazwa pliku : 1

IX kadencja/druk 2263

USTAWA

z dnia

o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej

Art. 1. W Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. (Dz. U. poz. 483, z 2001 r. poz. 319, z 2006 r. poz. 1471 oraz z 2009 r. poz. 946) wprowadza się następujące zmiany:

1) w art. 216 ust. 5 otrzymuje brzmienie:

„5. Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto. Przy obliczaniu relacji państwowego długu publicznego do wartości rocznego produktu krajowego brutto nie wlicza się zaciągniętych pożyczek ani udzielonych gwarancji i poręczeń finansowych służących finansowaniu potrzeb obronnych Rzeczypospolitej Polskiej. Sposób obliczania wartości rocznego produktu krajowego brutto oraz państwowego długu publicznego określa ustawa.”;

2) po rozdziale XI dodaje się rozdział XIa w brzmieniu:

„Rozdział XIa

ZAGROŻENIE BEZPIECZEŃSTWA PAŃSTWA

Art. 234a. 1. W razie zbrojnej napaści na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub zbrojnej napaści na terytorium innego państwa powodującej bezpośrednie, zewnętrzne zagrożenie Rzeczypospolitej Polskiej lub jej porządku publicznego majątek, który znajduje się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, może zostać przejęty przez Skarb Państwa z mocy prawa i bez odszkodowania, w przypadku gdy można domniemywać, że majątek ten jest wykorzystywany lub może być wykorzystany w jakiejkolwiek części do finansowania lub wspierania w innej formie tej napaści lub działań z nią związanych, w szczególności ze względu na osobiste, organizacyjne lub finansowe powiązania właściciela majątku z podmiotem dokonującym napaści.

2. Majątek przejęty przez Skarb Państwa przeznacza się na wsparcie osób dotkniętych skutkami napaści zbrojnej.

3. Szczegółowy zakres, sposób i tryb przejęcia majątku, w tym zakres domniemania, o którym mowa w ust. 1, i okoliczności wyłączające przejęcie, a także sposób wykorzystania przejętego majątku określa ustawa.”.

Art. 2. Ustawa wchodzi w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia.

Maseczki i Maski opadły. Ręce też… Druzgocący raport NIK kontroli programu „Polskie Szwalnie”. Ponad ćwierć miliarda złotych…

Maseczki i Maski opadły. Druzgocący raport NIK kontroli programu „Polskie Szwalnie”. Ponad ćwierć miliarda złotych…

maski-opadly

Na początku ogłoszonej pandemii koronawirusa z pompą poinformowano, że w Stalowej Woli powstanie wielka szwalnia maseczek. Ostatecznie nie było niczego. Sprawę prześwietliła Najwyższa Izba Kontroli. Wnioski są druzgocące.

====================

Z rządowych planów i zapowiedzi wynikało, że Polskie Szwalnie będą produkować 30 mln maseczek miesięcznie. Ubrano to w piękne słowa o wspieraniu polskich firm, zwiększonym zatrudnieniu itp.

Za wykonanie wzięła się Agencja Rozwoju Przemysłu. W otwarciu hali produkcyjnej wziął udział nawet prezydent Andrzej Duda.

Prez. Duda ma maseczkę z papierowego ręcznika, spiętą recepturkami.

———————————

ARP zakupiła nowoczesne linie produkcyjne, pieniądze płynęły szerokim strumieniem i… na tym się skończyło.

Projektem „Polskie Szwalnie” zajął się NIK. Jakie są wnioski? „Na 13 umów zawartych przez Agencję Rozwoju Przemysłu w ramach programu 'Polskie Szwalnie’, w przypadku 10, nie było jakichkolwiek śladów umożliwiających wskazanie kto, kiedy i na podstawie jakich kryteriów zdecydował o ich zawarciu” – czytamy w raporcie NIK.

Delegatura NIK w Szczecinie przeprowadziła kontrolę w związku z doniesieniami medialnymi, według których program „Polskie Szwalnie” kosztował ponad ćwierć miliarda złotych, w jego ramach wytworzono miliony sztuk maseczek nie nadających się do użytku, a fabryka w Stalowej Woli nie wyprodukowała ani jednej maseczki – mówi Łukasz Pawelski, rzecznik prasowy NIK.

Izba nie może wszystkimi ustaleniami podzielić się z opinią publiczną, bowiem niektóre informacje są chronione tajemnicą przedsiębiorstwa.

„W ramach programu uruchomionego w związku z pandemią COVID-19 Agencja dostarczyła Kancelarii Premiera ok. 105 mln maseczek medycznych i ok. 67 mln maseczek niemedycznych za kwotę ponad 313 mln zł. Poważne wątpliwości NIK wzbudziła rzetelność nadzoru nad ich jakością.

Z kolei zupełnym fiaskiem zakończył się realizowany także przez Agencję projekt 'Stalowa Wola’, w ramach którego, mimo zakupu dziewięciu linii produkcyjnych, poza produktami testowymi nie wyprodukowano ani jednej maseczki” – ustaliła Najwyższa Izba Kontroli.

„Mimo że Agencja poniosła znaczne koszty w związku z realizacją projektu „Stalowa Wola”, produkcja maseczek nie została uruchomiona i zakończyła się na etapie testowym” – taka jest konkluzja NIK. Cały raport dostępny w tym miejscu.