Dekonstrukcja po katolicku: „Życzenie śmierci” – czy obywatel może wziąć sprawiedliwość w swoje ręce?

Dekonstrukcja po katolicku: „Życzenie śmierci” – czy obywatel może wziąć sprawiedliwość w swoje ręce?

25 maja 2024 Filip Obara pch24/dekonstrukcja-po-katolicku-zyczenie-smierci-czy-obywatel-moze-wziac-sprawiedliwosc-w-swoje-rece

death-wish-charles-bronson-poster-e1715943098677.jpg
„Życzenie śmierci” – fragment plakatu

Życzenie śmierci to pięcioczęściowa saga z legendarnym Charlesem Bronsonem w roli głównej. Powstała w czasach, gdy film zadawał jeszcze poważne pytania moralne. Czy obywatel może sam wymierzać sprawiedliwość w przypadku, gdy państwo przestaje funkcjonować? Katolicka teologia moralna udziela zaskakującej odpowiedzi na to pytanie!

Seria filmów powstawała w latach 70-90., natomiast dziś jej przesłanie powraca z niesłychaną aktualnością. Widzimy tam bowiem lewicowe miasta, jak Nowy Jork, Boston czy Los Angeles, w których dochodzi do niekontrolowanej fali przestępczości, a władza nie może nic z tym zrobić, bo ma ręce związane przez własną ideologię i przez skutki rozbrojenia obywateli. Dokładnie z tym samym mamy do czynienia dzisiaj, gdy największe miasta rządzone przez Demokratów przemieniają się w noclegownie dla ćpunów, a normalnemu człowiekowi strach wyjść na ulicę…

Człowiek, który chciał normalnie żyć

Death Wish (1974) opowiada o architekcie, Paulu Kersey’u, którego ojciec zmarł podczas polowania, a on – choć już jako dziecko opanował sztukę strzelecką, a potem służył w Korei jako sanitariusz – jest pacyfistą przyjmującym wielkomiejskie obostrzenia jako normę.

Nie ma sensu rozpisywać się nad fabułą, gdyż jest ona banalnie prosta i to właśnie jest jej największą zaletą: bandyci zabijają żonę głównego bohatera, a on – widząc bezradność wymiaru sprawiedliwości – bierze sprawiedliwość w swoje ręce. Ale najpierw, aby po śmierci żony odetchnąć od nowojorskiego zgiełku, wyjeżdża zrealizować zlecenie w Tucson w Arizonie, gdzie słyszy od miejscowego inwestora: Nie znam tu nikogo, kto chodziłby bez broni, a bandyci wiedzą, że nie mogą się wychylać, bo ich odstrzelimy. Wyjeżdżając dostaje paczuszkę z prezentem pożegnalnym. Gdy wraca do swego apartamentu w Nowym Jorku, okazuje się, że jest tam rewolwer. Tak zaczyna się saga, która emocjonowała widzów kin, a potem telewizji i VHS-ów, przez kolejne co najmniej trzy dekady.

Saga filmów z Bronsonem jest esencjonalnie anty-lewicowa. To apoteoza zdrowego rozsądku i bezpardonowa krytyka zamordystycznej wielkomiejskiej degrengolady, która zabija amerykańskiego ducha i otwiera szeroko wrota dla najgorszych zbrodni i dewiacji. Protagonista, ku zdumieniu znajomych, zaczyna zadawać z pozoru oczywiste pytanie: Dlaczego się nie bronimy? I nie mija wiele czasu, a widzimy, jak wyciąga praktyczne konsekwencje ze swojego olśnienia.

Paul Kersey pod osłoną nocy oczyszcza ulice Nowego Jorku z najgorszej szumowiny, a burmistrz i policja, choć udają, że go ścigają, tak naprawdę są wdzięczni, że rozwiązuje problem, z którym oni sami nie mogli się uporać. Okazuje się, że przestępczość spadła o połowę, bo uliczne rzezimieszki boją czy nie trafią na tajemniczego mściciela.

W kolejnych częściach zmieniają się pobudki do zemsty oraz miasta, ale motyw przewodni pozostaje ten sam. W moim subiektywnym odczuciu ukoronowaniem serii pozostaje część III, w której mamy do czynienia nie tylko z najbardziej brawurową masakrą, ale także z dwoma wątkami, które czynią tę część wyjątkową:

Po pierwsze, Kersey otrzymuje od komendanta policji wolną rękę do rozprawienia się z dzielnicowym gangiem, a więc działa w majestacie prawa i tym razem bez żadnego dylematu moralnego (choć oczywiście nieoficjalnie). Mamy tu de facto do czynienia z typowo amerykańskim modelem zastępcy szeryfa, który nie potrzebuje żadnej oficjalnej nominacji potwierdzonej na papierze, bo wystarczy, że prawowity stróż prawa rzuci mu gwiazdkę i tym samym uczyni go uczestnikiem swego własnego urzędu.

Po drugie, mamy do czynienia z przebudzeniem ducha w lokalnej społeczności – powoli wychodzącej z cienia strachu pod wpływem tajemniczego lokatora, który nagle zaczyna strzelać do bandytów. W końcu mieszkamy w Ameryce – mówi nasz bohater, w którego słowach odbija się gorzka refleksja nad tym, jak lewicowa ideologia zabiła w ludziach dwumian odwagi i zdrowego rozsądku, który jest narodową cnotą Amerykanów. Nagle okazuje się, że sąsiedzi znajdują na dnie szuflad pistolety, a jeden z nich wygrzebuje nawet z szafy dwa ciężkie karabiny maszynowe z czasów II wojny światowej.

Życzenie śmierci 3 w spektakularny sposób pokazuje lokalny zryw, który jawi się niczym powstanie narodowe. Motyw ten jest prawdziwym ciosem między oczy dla ówczesnych, jak i dzisiejszych neomarksistów.

Życzenie śmierci a katolicka doktryna polityczna

Pan jest władcą życia i śmierci i udziela tej swojej prerogatywy władzom ziemskim w zakresie wymierzania sprawiedliwości. Choć samo pojęcie władzy może być płynne, bo może ją sprawować król, rząd, wódz plemienia, ale także głowa rodziny, to jednak jasne jest, że wymierzanie sprawiedliwości pozostaje w rękach władzy. Pytanie w tym kontekście brzmiałoby: Czy poszczególny człowiek może partycypować w tej prerogatywie?

Problem, nad którym się pochylamy, zakłada kryzys władzy nieradzącej sobie z utrzymaniem porządku i powstrzymaniem zła. Na przykładzie prawa do obalenia władzy niesprawiedliwej św. Tomasz z Akwinu mówi, że „przeciwko okrucieństwu tyranów powinno się występować nie na podstawie prywatnego przeświadczenia, ale publicznego autorytetu”. Oznacza to, że przywódcą takiego powstania powinny być osoby, które partycypowały wcześniej we władzy i nabyły potrzebnych konsekwencji.

Ale z takim ujęciem mamy problem, gdyż odwoływanie się do oficjalnego autorytetu byłoby w tym wypadku bez sensu. To właśnie skorumpowana władza na wszystkich jej szczeblach jest źródłem kryzysu. Z drugiej strony „wyłonienie” takiego autorytetu poprzez powołanie jakiegoś społecznego „komitetu” zostałoby natychmiast spacyfikowane przez władze miejskie (widzimy scenę jak policjanci odbierają „nielegalną” broń praworządnemu obywatelowi, a na dodatek żydowi, dla którego jest to jedyna obrona przed chuliganami). W takiej sytuacji okazuje się, że jedyny skuteczny sposób przeciwstawienia się złu, to sposób „pokątny” i w pojedynkę, niczym w westernach.

Tu dochodzimy do innego pytania, które po części jest odpowiedzią: Czy samozwańczo partycypując w prerogatywach władzy obywatel nie działa niejako metodą faktów dokonanych, tworząc tym samym zalążek nowej władzy? Jak widać w części III, tworzy się właśnie zalążek takiej siły społecznej, coś jakby poruszenie tej obszaru, w którym wśród członków społeczeństwa konstytuuje się zdolność do pełnienia władzy. Akwinata mówi o tym, że wspólnota, która ma moc wybrania władcy, ma też moc obalenia go – i znów pytanie, czy ta wspólnota, choć nie obala władzy, ma moc przejęcia części jej uprawnień?

Innym ujęciem będzie wskazanie na aspekt czysto moralny. Co jest bowiem alternatywą dla działalności samozwańczego mściciela? Jeszcze większy chaos i jeszcze większe zło. Stwierdza to nowojorski policjant, który wcześniej ścigał Paula Kerseya, a potem spontanicznie stanął po jego stronie. Na pytanie dlaczego, udzielił odpowiedzi rozbrajająco prostej: Albo ty albo oni. Po czym dodaje: Dorwij za mnie tych s…

Jeżeli obojętność wobec zła skutkuje jeszcze większym złem, które dotyka większości ludzi, a samosąd mniejszości skutkuje dobrem (większym bezpieczeństwem), z którego korzysta większość, to czy samosąd nie jest roztropnym wyborem? To pytanie zadaję ze świadomością jego makiawelicznego ładunku i nie ośmielam się udzielać na nie jednoznacznej odpowiedzi.

Cofnijmy się wreszcie do wspólnoty bardziej pierwotnej, w której władza państwowa we właściwym znaczeniu jeszcze nie istnieje bądź istnieje w zalążku, zbyt słabym, by poradzić sobie z przestępczością. Z jednej strony możemy wyobrazić sobie wspólnotę prymitywną (która powołuje radę, sąd albo coś w tym stylu), a z drugiej mamy archetyp samotnego mściciela z westernów, do którego ewidentnie nawiązuje saga z Charlesem Bronsonem. Kwestia władzy będzie tu niesamowicie płynna.

Kościół w legitymizowaniu władzy kierował się nieraz faktami dokonanymi, zgodnie z prostą logiką: istnieje w kraju władza legalnie wybrana, ale stała się ona tyrańska, dlatego lepsza będzie nowa władza (choć jej geneza jest nielegalna), ale moralnie lepsza i lepiej dbająca o dobro wspólne. Jest w tym ogromny realizm i roztropność Ale znów powstaje pytanie, czy istnieje stan pośredni, to znaczy sytuacja, w której nie tworzymy nowej władzy, ale sami wyręczamy nieudolną władzę?

Właściwa odpowiedź: CNOTA EPIKEI

Próbując udzielić katolickiej odpowiedzi na pytanie, czy bohater serii Życzenie śmierci miał prawo na własną rękę rozprawiać się z bandytami – jak widać wyżej – wikłamy się w pytaniach bez jednoznacznej odpowiedzi… Ale jest jeszcze jedna doktryna obecna w katolickiej teologii moralnej – bardzo mało dziś znana, a niesłychanie pomocna w rozwiązaniu tytułowego dylematu.

Chodzi mianowicie o cnotę epikei (czytaj więcej tu). W pojęciu tym zawiera się pełnokrwista dawka roztropności i zdrowego rozsądku, wolna od strachliwej kazuistyki. Co ono oznacza?

Epikeia bywa tłumaczona jako cnota słuszności albo nadprawość, czy też bardziej precyzyjnie w kontekście naszych rozważań: nadprawność.

Chodzi o to, że prawo może nie przewidywać pewnych sytuacji, które wystąpią w rzeczywistości, a obywatel może – jak wskazuje Arystoteles – na podstawie rozumowego osądu domniemywać jaka była intencja prawodawcy i działać zgodnie z tą intencją, choć niezgodnie z literą prawa.

W praktyce: Jeżeli prawo zostało napisane po to, by zapewnić bezpieczeństwo, a właśnie bezpieczeństwo nie może być zapewnione inaczej, jak poprzez złamanie tego prawa, to zgodne z duchem prawa pozostaje działanie, które nie jest zgodne z jego literą. Epikeia to kierowanie się sprawiedliwością, nawet jeżeli wymaga to złamania przepisów.

Oczywiście, nie rozwiązuje to dylematu indywidualnego (bo ten zależy od sumienia i intencji osoby, która bierze sprawiedliwość w swoje ręce), ale wyznacza ramy problemu wywiedzione z filozofii realistycznej i doktryny tomistycznej.

Cnota słuszności nie jest obca amerykańskiej tradycji – również prawnej. Wystarczy przywołać sprawy ojców, którzy zatłukli na śmierć pedofilów, po czym albo byli uniewinnieni przez sąd albo już na etapie prokuratorskim nie dochodziło nawet do postawienia zarzutów. Z filmów opartych na tym motywie należy wymienić Taksówkarza z Robertem DeNiro. Bywa też ukazywana w krzywym zwierciadle, czego przykładem będzie Upadek z Michaelem Douglasem.

Jeszcze innym ważnym – i również dziś zapomnianym – kontekstem jest prawo obyczajowe. Czyż nie o tym są Chłopi Reymonta? Lokalna społeczność – niezależnie od naszej oceny sytuacji – diagnozuje problem, jakim jest niemoralne postępowanie jednej z kobiet, a na końcu dokonuje samosądu, w czym objawia się wola zbiorowości i de facto sankcja prawa obyczajowego mająca na celu przywrócenie dobra wspólnego i uniknięcie dalszego zła, jakim jest romansowanie przez mężczyzn z tą kobietą.

Gdy pracowałem na tym tekstem, kolega opowiedział sytuację ze swojej rodziny. Otóż, zdarzyło się, że mąż zdradził żonę i przeprowadził się do kochanki, a na końcu jeszcze unikał płacenia alimentów. Zamiast zastanawiać się nad prawnymi sposobami rozwiązania problemu, życzliwi sąsiedzi po prostu co jakiś czas spuszczali łomot niewiernemu mężowi. Można to potraktować jako przykład zarówno samosądu, jak i prawa obyczajowego, skoro zważymy, że uczynkiem miłosierdzia jest dbanie o wdowy i sieroty.

Należy mieć oczywiście na uwadze całe zniuansowanie zagadnienia, a także odpowiedzialność, jaka spoczywa na nas, gdy snujemy tego typu rozważania. Wszak nie znamy sumienia osoby i powinniśmy przewidywać skutki jej działań, a także fakt, że może znaleźć naśladowców, którzy nie będą równie etycznie traktowali zasad wynikających z epikei. Dlatego, choć św. Tomasz wspomina nawet o tyranobójstwie, to jednak zawsze mówi o tym z pewną ostrożnością, a jednocześnie wskazuje bardzo konkretne i dość restrykcyjne warunki, które musimy spełnić, by sięgnąć po nadzwyczajne środki.

Czy Paul Kersey miał prawo zabijać?

Na koniec nie uchylę się od odpowiedzi na tytułowe pytanie: Czy postać grana przez Charlesa Bronsona miała prawo zabijać bandytów?

Przesłanka 1: System prawny nie działa, a władza nie jest w stanie zatrzymać zła.
Przesłanka 2: Pobudką jest nie tylko zemsta, ale troska o dobro wspólne (bohater wyraźnie zastanawia się nad problemem w kategoriach szerszych niż jego osobista sprawa).
Przesłanka 3: Bohater kieruje się roztropnością i nie ulega niskim instynktom, lecz zachowuje zimną krew; krótko mówiąc, nie jest świrem (o czym świadczy choćby fakt powierzenia mu zaufania przez komendanta w III części).
Przesłanka 4: Stoi za nim prawo obyczajowe (amerykańska tradycja) oraz stanowione (II Poprawka do Konstytucji); oba te prawa są pogwałcone przez lokalnych ustawodawców, ale bohater może uznać, że obowiązują go one w sumieniu.
Przesłanka 5: Bohater nie łamie innych przepisów prawa, lecz działa „punktowo” i wykazuje się dużą skutecznością w zmniejszaniu fali przestępczości, co potwierdzałoby, że kieruje się cnotą epikei w odniesieniu do intencji prawodawcy, jaką jest bezpieczeństwo.

Na podstawie powyższych przesłanek należałoby odpowiedzieć twierdząco, jakkolwiek odpowiedź ta może wydać się szokująca.

Ale – skoro tekst jest częścią cyklu „dekonstrukcja po katolicku” – to zwróćmy uwagę na jedną słabość filmu. Otóż, Paul Kersey jest katolikiem (Charles Bronson był Polakiem z Litwy, stąd też motywy katolickie pojawiają się wszystkich częściach), ale ani razu nie widzimy, żeby przystępował do spowiedzi. Niekorzystanie z sakramentów (a więc i niekonfrontowanie swego sumienia ze spowiednikiem) rzuca cień na jakość pobudki bohatera, podobnie jak fakt, że jego refleksja na temat tego, co robi, krąży wokół bardzo ogólnego pojęcia sprawiedliwości oraz dobra i zła, a nie dotyka wprost prawa Bożego wyrażonego w Dekalogu.

To, że katolicyzm został potraktowany wyłącznie jako tło jest niepowetowaną stratą, ale także utrudnieniem w ostatecznie jednoznacznym potwierdzeniu, czy Paul Kersey miał prawo zabijać. To wiedziałby tylko Pan Bóg, gdybyśmy mówili o prawdziwym przypadku, nie zaś o fikcji ekranu.

Niemniej, jak pokazała ta analiza, seria Death Wish nosi w sobie ogromny potencjał do rozważań natury moralnej i uświadamia nam o prawdach, o których władza nie chce, byśmy pamiętali.

Filip Obara

A sprawiedliwość i tak po naszej stronie… MEM-y VI.

—————————–

———————-

——————————————

—————————————-

—————————————

——————————————

———————————————

——————————————-

Wtargnięcie policji do klasztoru! Nie możemy na to pozwolić !!

Czas na natychmiastową dymisję Adama Bodnara! 

Wtargnięcie policji do klasztoru! Czy możemy na to pozwolić?

„Filip Marinov, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

To, co wydarzyło się w Lublinie, przerasta wszelkie wyobrażenia.

Sześciu zamaskowanych funkcjonariuszy szturmujących na polecenie prokuratury klasztor dominikanów – wdzierających się na teren poświęcony modlitwie i kontemplacji. Ich rzekomy cel? Były wiceminister Marcin Romanowski, który w rzeczywistości przebywał na Węgrzech, gdzie otrzymał azyl polityczny.

Taki pokaz siły nie jest jednorazowym incydentem. Za rządów ministra sprawiedliwości Adama Bodnara nadużycia władzy powtarzają się coraz częściej. 

Przypomnij sobie sprawę księdza Olszewskiego: przez siedem miesięcy przebywał w areszcie, mimo że nie przedstawiono przeciwko niemu żadnych wiarygodnych dowodów. Jego jedyną „winą” były bezpodstawne oskarżenia.

Te działania nie mają nic wspólnego z demokratycznym państwem prawa. Bardziej przypominają metody komunistycznego reżimu, który opierał się na ucisku i przemocy. 

Nalot na klasztor to rażące naruszenie, którego nie wolno tolerować w żadnym cywilizowanym społeczeństwie. Święte miejsca są bezczeszczone, a sprawiedliwość sprowadzana do roli narzędzia politycznego nacisku.

Czas ucieka. Teraz jest nasza szansa, aby zażądać rozliczenia winnych i bronić tego, co święte i sprawiedliwe.

Podpisz petycję, w której wzywamy Premiera RP, Donalda Tuska do odwołania Adama Bodnara z funkcji Ministra Sprawiedliwości. 

Żaden z zakonników w dominikańskim klasztorze nie zetknął się nigdy z Marcinem Romanowskim. Mimo to uzbrojeni funkcjonariusze przeszukali klasztorne cele i kaplicę, naruszając przestrzeń modlitwy i spokoju – wszystko bez cienia wiarygodnych dowodów.

Wyobraź sobie, że poprzednio do podobnej akcji doszło tutaj w czasie II wojny światowej.

To przerażające przypomnienie, że historia wciąż ostrzega nas przed skutkami niekontrolowanej władzy i wzywa do natychmiastowej reakcji, zanim takie policyjne „interwencje” staną się normą.

Rząd Donalda Tuska po raz kolejny łamie prawo i depcze nasze święte wartości. Tak właśnie wygląda ich „przywracanie rządów prawa”.

Musimy jasno pokazać, że nie pozwolimy na naruszanie świętych miejsc i domów modlitwy. Każdy z nas ma prawo do wolności i szacunku dla przestrzeni duchowej – nie pozwólmy, by te fundamenty były lekceważone.

Dołącz do nas w walce o rozliczenie winnych. Panie Premierze, nadszedł czas na natychmiastową dymisję Adama Bodnara! 

Jeżeli się w tej sprawie nie zjednoczymy, pozwolimy na stworzenie niebezpiecznego precedensu, w którym świętość religii i prawa konstytucyjne będą mogły być naruszane bez żadnych konsekwencji, narażając tym samym inne instytucje religijne oraz obywatelskie na podobne nadużycia.

Jeżeli bodnarowcy mogą nasłać policję na klasztor bez dowodów i uzasadnienia, to co ich powstrzyma przed przeszukaniem twojego domu pod równie fałszywym pretekstem?

Minister Bodnar musi odpowiedzieć za swoje działania. Jeśli presja opinii publicznej będzie wystarczająco silna i trwała, premier Tusk nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko zareagować.

To przełomowy moment: w Polsce trwa kampania prezydencka, a kandydat Tuska, Rafał Trzaskowski, ryzykuje utratę dużej części społecznego poparcia, jeśli takie postępowanie zostanie zignorowane.

Dlatego musimy działać już teraz – z pełną determinacją. 

Każdy głos, każdy podpis i każde działanie mają ogromne znaczenie. Wspólnie możemy przywrócić sprawiedliwość i zapobiec kolejnym nadużyciom władzy.

Zażądaj od premiera Donalda Tuska natychmiastowej dymisji Adama Bodnara, podpisując naszą pilną petycję! 

Dziękuję za Twoją determinację w walce o sprawiedliwość,

Filip Marinov z całym zespołem CitizenGO

===========================

PS To nie jest tylko sprawa bezpieczeństwa dominikańskich mnichów – chodzi o nas wszystkich, w tym Ciebie, Twoją rodzinę i Twoje dzieci. 

Podpisując petycję, opowiadasz się za wolnością, poszanowaniem świętych miejsc i własnym bezpieczeństwem. Działaj teraz, aby chronić to, co naprawdę ważne! 

Więcej informacji:

Chcieli wszystko załatwić „po cichu” a jest medialny skandal. Prokuratura znowu tłumaczy się z nalotu na klasztor dominikanów

https://pch24.pl/chcieli-wszystko-zalatwic-po-cichu-a-jest-medialny-skandal-prokuratura-znowu-tlumaczy-sie-z-nalotu-na-klasztor-dominikanow

Przeszukanie w klasztorze dominikanów. Policja zabrała głos

https://dorzeczy.pl/kraj/672202/romanowski-i-przeszukanie-w-klasztorze-policja-zabrala-glos.html

Dominikanie będą domagać się wyjaśnień od „bodnarowców”! Przeor: Przeszukania to radykalny środek. Nie znamy pana Romanowskiego

https://wpolityce.pl/kosciol/716987-dominikanie-beda-domagac-sie-wyjasnien-od-bodnarowcow

Dominikanie komentują przeszukanie lubelskiego klasztoru

https://www.niedziela.pl/artykul/108295/Dominikanie-komentuja-przeszukanie-lubelskiego-klasztoru

Za chodzenie po ulicy w Prudniku – dwa lata więzienia? Czy litery Z i V są zbrodnicze?

Za chodzenie po ulicy w Prudniku – dwa lata więzienia? Czy litery Z i V są zbrodnicze?

popierajacych-agresje-rosji-na-ukraine-grozi-mu

49-latek miał używać „symboli popierających agresję Rosji na Ukrainę”. Grozi mu więzienie

Prokuratura w Prudniku przedstawiła zarzuty mężczyźnie, który chodził po ulicach miasta w mundurze z symbolami rosyjskiej agresji na Ukrainę. Jak powiedział Stanisław Bar, rzecznik Prokuratur Okręgowej w Opolu, „mężczyźnie grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności”.

W połowie maja na ulicach Prudnika przechodnie zobaczyli mężczyznę w wojskowym uniformie, na którym były symbole używane przez wojsko rosyjskie po napaści na Ukrainę – litera „Z” i stosowana przez wagnerowców litera „V”.

Poinformowani przez świadków policjanci zidentyfikowali i znaleźli podejrzanego.

– Zatrzymano 49-letniego Macieja K., któremu przedstawiono dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy występku polegającego na używaniu symboli popierających agresję Rosji na Ukrainę. Drugi dotyczy nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym na dwóch profilach społecznościowych, przy czym wpisy antyukraińskie zamieszczane były od kilku lat – powiedział prokurator Bar.

Podejrzany nie przyznał się do winy. Jest pod nadzorem policji. Za zarzucane mu czyny grozi do dwóch lat więzienia.

============================

mail:

Już Jaruzel bardzo nie lubił litery V.

Twierdził, że żadne słowo w polskim języku nie zaczyna się na taką literę.

========================================

mail:

Podczas swojego pobytu na Watykanie prezydent Vładimir Zelenski otrzymał 
pamiątkową gałązkę oliwną wykonaną ze srebra.
Na tabliczce dedykacyjnej napisano łacińskimi literami imię i nazwisko 
prezydenta.
Pierwsze litery imienia i nazwiska, czyli „V” i „Z” były wydrukowane na 
czerwono.

Maestria watykańskiej dyplomacji.

Budowa zamku w Stobnicy będzie kontynuowana. Sąd uchylił decyzję nadzoru budowlanego. „Prawo” a SPRAWIEDLIWOŚĆ.

Decyzja ws. budowy zamku w Stobnicy uchylona. Brakuje niezbędnych  dokumentów - tvp.info

Prace na zamku w Stobnicy będą kontynuowane. Kontrowersyjna budowa powstająca na sztucznej wyspie może trwać do czasu wydania prawomocnego wyroku.

https://www.salon24.pl/newsroom/1203696,budowa-zamku-w-stobnicy-bedzie-kontynuowana-sad-uchylil-decyzje-nadzoru-budowlanego

Budowa tzw. zamku w Stobnicy jest prowadzona na obszarze Natura 2000. Inwestorem jest poznańska spółka D.J.T.

[Nikt przez te lata bezczelnego łamania prawa i logiki -nie podał, DLA KOGO to się robi.. M.Dakowski]

O inwestycji zrobiło się głośno latem 2018 r. Wówczas CBA rozpoczęło badanie prawidłowości wydanych decyzji w związku z jej realizacją. W sierpniu 2018 r. minister środowiska polecił Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska (GDOŚ) wszczęcie pilnej kontroli procesu wydania decyzji ws. budowy. Sprawa została też skierowana do prokuratury.

Budowa może mieć negatywny wpływ na środowisko [ależ MA !! md]

Decyzja wojewody w sprawie „zamku” w Stobnicy do 30 listopada

W sierpniu 2021 r., po rozpatrzeniu odwołań Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Poznaniu oraz inwestora, GINB stwierdził nieważność decyzji starosty obornickiego z 2015 r. udzielającej pozwolenia na budowę tzw. zamku w Stobnicy i uchylił zaskarżoną w tej sprawie decyzję wojewody wielkopolskiego z 2020 r.

GINB uznał, że budowa zalicza się do przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko, dlatego inwestor był zobowiązany, by wraz z wnioskiem o pozwolenie na budowę przedłożyć decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach przedsięwzięcia. Ponieważ inwestor nie uzyskał takiego dokumentu, GINB uznał, iż jest to przesłanka do stwierdzenia nieważności zgody na budowę. Od decyzji GINB odwołała się firma prowadząca inwestycję.

Według ustaleń PAP 12 stycznia na posiedzeniu niejawnym, prowadzonym w trybie uproszczonym, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (WSA) uchylił zaskarżoną decyzję GINB unieważniającą pozwolenie na budowę tzw. zamku w Stobnicy oraz wcześniejszą decyzję wojewody wielkopolskiego w tej sprawie.

Pod koniec listopada 2020 r. ówczesny wojewoda wielkopolski Łukasz Mikołajczyk uznał ważność zgody na budowę w Stobnicy, jednocześnie wskazując, że przeprowadzone postępowanie wykazało, iż decyzja starosty obornickiego w tej sprawie została wydana z naruszeniem prawa. Po tej decyzji zaufanie do wojewody utracił szef MSWiA; w połowie grudnia 2020 r. Mikołajczyk został odwołany z funkcji. Postępowanie wojewody zostało wszczęte po wniesionym przez prokuraturę sprzeciwie wobec wydania zgody na przeprowadzenie inwestycji.

Inwestor może kontynuować budowę

Zastępca kierownika sekretariatu Wydziału Informacji Sądowej Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie Dominik Niewirowski przekazał PAP, że z uwagi na fakt, iż sprawa decyzji GINB była rozpoznawana przez WSA na posiedzeniu niejawnym, poznanie motywów rozstrzygnięcia będzie możliwe dopiero po sporządzeniu uzasadnienia wyroku.

„Niezależnie od powyższego informuję, iż w przypadku uprawomocnienia się ww. wyroku organ I instancji, tj. wojewoda wielkopolski będzie zobowiązany do ponownego rozpoznania sprawy w oparciu o wytyczne sądu zawarte w uzasadnieniu do wyroku” – wskazał Niewirowski.

Rzecznik prasowy GINB Joanna Niedźwiecka stwierdziła w poniedziałek, że w świetle obowiązujących przepisów inwestor może nadal prowadzić prace budowlane w Stobnicy.

– Do czasu prawomocnego wyroku w tej sprawie inwestycja może być kontynuowana – podkreśliła.

Inwestycja poznańskiej spółki D.J.T. jest prowadzona na obszarze Natura 2000. Powstający na skraju tzw. Puszczy Noteckiej obiekt wielorodzinny ma liczyć 14 nadziemnych kondygnacji i mieć kilkudziesięciometrową wieżę. W sierpniu 2018 r. minister środowiska polecił Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska wszczęcie pilnej kontroli procesu wydania decyzji dotyczących budowy.

Pod koniec kwietnia 2019 r. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu poinformowała, że uchyliła decyzję z maja 2015 r. określającą warunki prowadzenia robót dla przedsięwzięcia polegającego na budowie tzw. zamku w Stobnicy i wniosła sprzeciw wobec jej realizacji. W 2015 r. RDOŚ uznała, że inwestycja nie będzie miała negatywnego wpływu na środowisko.

Siedem osób usłyszało zarzuty

Powodem wznowienia postępowania i uchylenia poprzedniej decyzji RDOŚ oraz wniesienia sprzeciwu wobec realizacji przedsięwzięcia, było ujawnienie w trakcie realizacji inwestycji okoliczności dotyczących powierzchni przekształconej na potrzeby przedsięwzięcia, odbiegającej od deklarowanej wcześniej przez inwestora powierzchni ok. 1,7 ha. Według RDOŚ faktyczna powierzchnia inwestycji przekroczyła 2 ha.

Regionalna Dyrekcja podkreśliła, że ma to wpływ na klasyfikację przedsięwzięcia jako „mogącego potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, dla którego wymagana jest decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach, której inwestor nie przedłożył w toku postępowania pierwotnego”.

GDOŚ 31 lipca 2019 r. utrzymał w mocy decyzję RDOŚ w Poznaniu. Inwestor odwołał się w tej sprawie do sądu. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyrokiem z 11 marca 2020 r. uchylił decyzję GDOŚ. 30 czerwca 2020 r. GDOŚ złożył skargę kasacyjną od wyroku WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

W połowie lipca 2020 r. w związku z inwestycją zatrzymano i przedstawiono zarzuty siedmiu osobom – urzędnikom i przedstawicielom firmy budującej tzw. zamek w Stobnicy. Według poznańskiej prokuratury, pozwolenie na budowę zostało wydane pomimo niezgodności projektu budowlanego z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, z przepisami techniczno-budowlanymi, a także pomimo braku wymaganych prawem budowlanym opinii, uzgodnień, pozwoleń i sprawdzeń.

Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych czynów

Pod koniec 2020 roku Prokuratura Okręgowa w Poznaniu skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko sześciu osobom związanym z budową w Stobnicy. Zarzucono im m.in. poświadczenia nieprawdy, niedopełnianie obowiązków oraz prowadzenie budowy zagrażającej środowisku i prowadzeniu jej wbrew przepisom ustawy o ochronie środowiska.

Oskarżeni, urzędnicy i przedstawiciele inwestora, nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im przestępstw. Ich proces do tej pory się nie rozpoczął, gdyż Sąd Rejonowy w Obornikach uznał, że nie jest właściwym miejscowo sądem do rozpoznania sprawy. Po rozstrzygnięciu sporu kompetencyjnego w tej materii obornicki sąd wystąpił w listopadzie 2021 r. do Sądu Najwyższego, by „z uwagi na dobro wymiaru sprawiedliwości”, przekazał rozpatrzenie sprawy zamku w Stobnicy innemu, równorzędnemu sądowi rejonowemu.