UKRAIŃSKI GŁOS W TWOIM DOMU

UKRAIŃSKI GŁOS W TWOIM DOMU

Krzysztof Baliński

„Bij Ukraińca – wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce” – już sam tytuł napawał strachem. Grozą powiało także w zapowiedzi programu: „Relacje polsko-ukraińskie ulegają wyraźnemu pogorszeniu na tle rosnącej niechęci i incydentów wymierzonych w Ukraińców. Agresja przybiera postać nasilającej się mowy nienawiści w internecie i przestrzeni publicznej, a także bezpośrednich ataków werbalnych oraz napaści fizycznych. W audycji postawimy pytanie o potencjalne wykorzystanie tych napięć w rosyjskich operacjach wpływu. Były prezes Fundacji Solidarności Międzynarodowej Rafał Dzięciołowski przedstawi zagrożenia dla obu krajów i możliwości naprawy relacji”.

Gdy Radio Wnet wyemitowało program, to okazało się, że to dzień pamięci ofiar zbrodni na Wołyniu, że to tuż po tym, gdy we Wrocławiu 18-letni Ukrainiec wszedł za 30-letnią Polką do klatki schodowej i dźgnął ją nożem, a kobieta w stanie krytycznym walczy o życie i że to dokładnie rok po tym, gdy niejaka Natalia Panczenko trafnie (i skutecznie) przewidziała plagi, jakie spadną na Polaków, gdy będą sprzeciwiać się Ukraińcom.

Bohater programu przemówił: „Rozwija się zdziczenie Polaków (…) „Zdziczały kraj bandytów, którzy dokonują samosądów”. Na koniec, łypiąc spode łba bandyckimi ślepiami zapytał lub raczej podsunął pomysł na „naprawę relacji polsko-ukraińskich”: „Dlaczego rząd polski nie weźmie tego za mordę?”. I chyba nie trzeba wyjaśniać, że przez „tego” miał na myśli nas, Polaków. A co do nienawistnych ślepiów, to trudno było odpędzić wrażenie, że takimi ślepiami łypał ukraiński rezun, gdy zarzynał Polaka.

Wyliczając krzywdy, jakie spotykają Ukraińców i złorzecząc na „polskich nienawistników”, ani słowem nie wspomniał, że „zdziczeni” ugościli w lutym 2022 roku milion jego ziomków, że do dziś zapewniają nierobom wikt i opierunek i że wydali na to kilkanaście miliardów złotych. Nie wspomniał też o tym zaproszony do programu wolontariusz Igor Tracz, bo opowiadając o niesionej Ukrainie pomocy ani słowem nie powiedział, kto ją „niesie” i kto za nią płaci. Podsumowując: uchodzące za tubę prawicowych patriotów radio, doszlusowało do akcji polowania na Polaków i przyłączyło się do ataku na „brunatną, szowinistyczną, przepełnioną nienawiścią do gości polską prawicę”.

Co to za jeden? Sam o sobie mówi: „Od zawsze zajmowałem się Polakami na Wschodzie”. My dodajmy, że jego nazwisko pojawia się, też od zawsze, we władzach wszystkich fundacji zajmujących się „pomocą Polakom na Wschodzie” i że na jego przykładzie prześledzić można, jak fundacje te, zamiast zajmować się Polakami na Wschodzie, zajmują się Ukraińcami na Ukrainie. A jeśli już „zajmują się” Polakami, to tak, jak on w Radiu Wnet.

O Dzięciołowski Radio Wnet pisze: „to były prezes Fundacji Solidarności Międzynarodowej”. Przyjrzyjmy się zatem tej fundacji. Przypomnijmy, kto ją założył i czym się zajmowała. A to było tak: Za „Pierwszego Tuska” ministrem sprawa zagranicznych zostaje Radek Sikorski. Na tym stanowisku wykazuje wielką aktywność, ale nie w sprawach dotyczących polskiego interesu narodowego i niekoniecznie najpilniejszych. Na zastępcę dobiera sobie Krzysztofa Stanowskiego, wcześniej wiceministra Edukacji Narodowej, współorganizatora  przewrotu ideologicznego w szkolnictwie, etatowego propagatora i rzecznika wdrożenia w programach szkolnych ideologii „społeczeństwa otwartego”.

Radek przydziela Stanowskiemu nadzór nad tzw. pomocą rozwojową, ale – jak się później okazało – chodziło mu o reorganizację dystrybucji takiej pomocy, poprzez wyprowadzenie przeznaczonych na nią publicznych pieniędzy poza MSZ. A to wyglądało tak: Stanowski tworzy Fundację Solidarności Międzynarodowej, odchodzi z MSZ i zostaje prezesem zarządu fundacji, która „obsługuje” dystrybucję pieniędzy. Takiej machinacji kibicuje „Gazeta Wyborcza” i to dzięki niej dowiedzieliśmy się, o co w tym wszystkim chodziło: Podstawowym działaniem Fundacji będzie wspieranie organizacji pozarządowych poprzez finansowe granty […] Fundację powołano mając na uwadze ograniczenia instytucjonalne administracji rządowej przy realizowaniu projektów pomocowych, aby dzielić się solidarnie tym, co mamy – doświadczeniem skutecznej transformacji.

W skład Rady Fundacji wchodzą Marek Borowski, Henryka Krzywonos, ks. Kazimierz Sowa i Henryk Wujec. Taki egzotyczny skład Rady nie był żadną osobliwością, bo nikogo nie dziwiło, że promocją „praw człowieka” i ich eksportem zajmuje się ferajna Michnika. W zarządzie fundacji Radek umieszcza swego rzecznika prasowego Marcina Wojciechowskiego, dziennikarza „Gazety Wyborczej”, autora filmów poświęconych dziejom Żydów polskich na Wschodzie jak również zakłamanych artykułów opisujących relacje polsko-ukraińskie, w tym rzezie na Wołyniu.

Według tego samego schematu, Stanowski dokonuje selekcji kadr dla nowo powstałej fundacji. W wywiadzie dla „Polityki” wygaduje się: „Doradztwo na Wschodzie to sprawa delikatna, także pod względem etnicznym i historycznym. Ale mamy swoje sposoby, aby dobrać właściwych ludzi do tej pracy. Już na etapie zgłoszenia patrzę, jak ktoś pisze na przykład o Ukrainie. Czy ‘sąsiedzi’, czy ‘Kresy’. Jeśli ‘Kresy’ to wiadomo, że nie ma go tam po co wysyłać. Tylko sprowokuje konflikty”.

Wśród form działalności Fundacji, czyli „Spółki Stanowski & Sikorski” jest „ a także udzielanie kredytów i pożyczek. Do odbiorców tego wsparcia i tych pożyczek wyznaczono opozycjonistów na Ukraina oraz na Białorusi (a nawet w Kazachstan).

Jednak dopiero lektura statusu Fundacji pozwala zrozumieć, po co ją powołano i że celem nie była sama pomoc, a skierowanie przeznaczonych na nią w budżecie MSZ środków na konto Fundacji Stanowskiego. Odpowiednie zapisy statutu czynią z niego organ decyzyjny w zakresie dystrybucji pieniędzy: „W przypadku państw niedemokratycznych lub o niestabilnej sytuacji politycznej” ich rozdział będzie się odbywał „bez konieczności organizowania przetargów publicznych”. A zatem Stanowski sam decydował, komu i za ile udzielić pożyczki. A jeśli konkurs był organizowany, to „ze względu na szczególne warunki polityczne w krajach, do których adresowane są wybrane projekty (a w szczególności – bezpieczeństwo beneficjentów i realizatorów projektów) zarząd Fundacji może zdecydować o niezamieszczaniu szczegółowych informacji na temat wybranych projektów”.

Nie trzeba dodawać, że takim „niedemokratycznym” krajem była wówczas Ukraina jęcząca pod jarzmem Wiktora Janukowycza. Pytany o to w Sejmie, Stanowski oświadczył: „”. Tylko w pierwszym roku działalności Spółka Stanowski & Sikorski „dofinansowała” w takim utajnionym trybie kilkadziesiąt projektów na łączną kwotę 22 mln zł.

Gdy stery Fundacji, a konkretnie jej fundusze przejmuje Rafał Dzięciołowski, szczyci się: „Opracowałem i wdrożyłem sprawny system pomocy humanitarnej, obejmujący analizę potrzeb, proces zakupowy i logistykę oraz dystrybucję na terenie Ukrainy”. Informuje też z dumą, że zorganizował ponad 50 konwojów humanitarnych do 120 hromad z obszarów wschodniej i centralnej części Ukrainy oraz zapowiada kontynuowanie pomocy „nawet na większą skalę”.

Dzięciołowski zajmuje się też Polakami na Wschodzie. Zasiada we władzach Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, która w swym statucie ma zapis „Niesienie pomocy i wspieranie Polaków zamieszkałych w krajach byłego ZSRR”, ale zajmuje się wyłącznie pomocą Ukraińcom, i to nie tylko tymi na Wschodzie, ale i tym koczującymi w Polsce. Prowadzi zbiórkę pieniędzy „na rzecz ofiar wojny w Ukrainie, dla potrzebujących przebywających zarówno po polskiej jak i ukraińskiej stronie granicy, uchodźców przebywających w Polsce oraz osób w potrzebie, które przebywają w Ukrainie”. Tak więc, zamiast Polakom na Wschodzie, pomaga ciemiężycielom Polaków na Wschodzie. Nic też dziwnego, że tamtejsi Polacy pytają, czy nie powinna nosić nazwę „Fundacja Nękania Polaków na Wschodzie”.

Ale to nie wszystko – na swojej witrynie internetowej szczyci się: „Przy dystrybucji pomocy korzystamy z rozgałęzionej sieci kontaktów z organizacjami polskiej mniejszości narodowej, polskimi szkółkami i parafiami rzymskokatolickimi”. Tak, więc, zamiast służyć Polakom na Wschodzie przerabia tamtejszych Polaków na sługi narodu ukraińskiego.

Przez władze fundacji „pomagającej Polakom na Wschodzie” przewijają się rotacyjnie osobnicy, których łączy jedno: Nie są Polakami. Przyjrzyjmy się bliżej Elizie Dzwonkiewicz. To była konsul generalny RP we Lwowie, „Nie mogę już dłużej milczeć. Z miłości do własnej Ojczyzny. Nie mogę udawać, że nie widzę tych hańbiących Polskę działań na granicy polsko-ukraińskiej. Przepraszam Was, drodzy ukraińscy Przyjaciele. To, co się dzieje, nie może być dziełem moich rodaków. Hańba i wstyd” – takimi pogardliwymi słowami wyzwała tych, którzy protestowali przeciw zalewaniu Polski ukraińskim zbożem.

Gdy Ukraina zablokowała tranzyt pociągów jadących do Polski z Chin, ta sama Dzwonkiewicz milczała. Gdy z okazji rocznicy śmierci Romana Szuchewycza ulicami Lwowa przeszedł marsz ku czci składającej się z ukraińskich ochotników dywizji SS Galizien, która spaliła żywcem tysiąc kobiet i dzieci w Hucie Pieniackiej, też milczała. Dlaczego na placówkę wymagającą najwyższych kompetencji, wysłano dyletantkę? Bo posiadła podstawową kwalifikację – jest Ukrainką. No i wcześniej pracowała w Ośrodku KARTA, wówczas gdy przejęli go Ukraińcy i niszczyli zdeponowane tam archiwa dokumentujące zbrodnie UPA na Polakach.

Rafał Dzięciołowski nie poprzestał na „pomocy” Polakom na Ukrainie. Zabrał się też za Polaków na Litwie. Wziął czynny udział w bitwie z polskością na Litwie wytoczonej przez sitwę wyznającą doktrynę, że przeszkodą w budowaniu dobrych relacji z sąsiadami na Wschodzie są tamtejsi Polacy i liderzy organizacji zrzeszających Polaków. Sekundowała mu ambasador RP w Wilnie Urszula Doroszewska. Nawiasem mówiąc, zadanie takie nikt nie mógł wykonać lepiej niż była aktywistka KOR i współpracowniczka Kuronia, zwolennika depolonizacji Kresów przekształcenia tamtejszych Polaków w grupy folklorystyczne i autora słów: „Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest miastem ukraińskim”.

W antypolskiej akcji brała udział Maria Przełomiec, sekretarz Rady inkryminowanej fundacji, która określiła lidera Polaków na Litwie mianem „łobuza”, a równocześnie chełpiła się „przyjaźnią” z hołubionym przez Geremka i Michnika największym antypolskim draniem Vytautasem Landsbergisem, pogromcą polskich samorządów na Litwie i autorem polityki dyskryminacji Polaków. Nawiasem mówiąc Radek Sikorski, którego zasługi na polu pomocy Polakom na Wschodzie są nie do przecenienia, nadał Przełomiec odznakę Bene Merito („za działalność wzmacniającą znaczenie Polski na arenie międzynarodowej”), a odznaczeniem „Zasłużony dla kultury polskiej” wyróżnił ministra kultury Litwy, mimo że ten popierał rugowanie języka polskiego ze szkół.

Wszyscy, zamiast wspierania rodaków na Wileńszczyźnie, kolaborowali z litewskimi nacjonalistami. Nieprzychylne dla polskich szkół projekty uzgadniali (za plecami Polaków) z władzami Litwy. Nie protestowali, gdy mer Wilna odrzucił pomysł, by w wileńskiej katedrze mogła być odprawiana msza w j. polskim. Tolerowali politykę historyczną Litwy o „zbrodniach polskich okupantów”. Akceptowali judaizowanie pamięci zbrodni na Polakach w Ponarach. Uznawali reprezentację Polaków na Litwie za „ruską agenturę”.

Doszło do tego, że organizacje Polaków na Litwie zwróciły się do Andrzeja Dudy z apelem o odwołanie Dzięciołowskiego z Narodowej Rady Rozwoju. W apelu pisali o haniebnych atakach Dzięciołowskiego na polskie organizacje i ich liderów, o jego nieskrywanie wrogiej i nienawistnej postawie wobec Polaków na Wileńszczyźnie i w ogóle na Kresach, z pełną premedytacją wykonującego działania o charakterze rozbijackim. W apelu widnieje zdanie: „Urzędnik kilku centralnych fundacji, na eksponowanych stanowiskach w centralnych fundacjach w Polsce, które z definicji powinny wspierać Kresy i Kresowiaków, ma na swoim koncie kilka co najmniej wysoce niestosownych, a wręcz hańbiących dokonań w rozdzielaniu publicznych środków finansowych na projekty polonijne”.

Lidera Związku Polaków na Litwie zaatakował także Mikołaj Falkowski, dziś prezes Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, a wówczas prezes Fundacji Wolność i Demokracja/WiD, która podobnie jak wszystkie wcześniej wymienione ma we władzach Dzięciołowskiego i ma w statucie zapis: Organizacja pozarządowa działająca w obszarze pomoc Polakom i polskim mediom na Wschodzie i niesienie pomocy oraz wspieranie Polaków zamieszkałych w krajach byłego ZSRR. Tymczasem zajmuje się wyłącznie pomocą dla Ukraińców, tych na Ukrainie i tych koczujących w Polsce. Na swojej internetowej witrynie epatuje: wyekspediowaniem 100 TIR-ów z pomocą humanitarną dla Ukrainy; ewakuacją 7,2 tys. ukraińskich rodzin z kompleksowym wsparciem rzeczowym i finansowym; pomocą dla kilkunastu ukraińskich szpitali wojskowych. A fundacja ma z czego „wspomagać”, bo płynie do niej rzeka rządowych pieniędzy, tylko w latach 2017-21 otrzymała 64 mln dotacji.

Członkiem Rady programowej WiD jest oczywiście nasz dobry znajomy Rafał Dzięciołowski. Z innych osób związanych z fundacją wymienićtrzeba Roberta Czyżewskiego. Ten wprost chwali się ukraiński pochodzeniem. To wnuk ministra spraw wewnętrznych Ukraińskiej Republiki Ludowej. Poza chwaleniem się ukraińskimi korzeniami, Czyżewski w wywiadzie dla „Monitora Wołyńskiego” (dwujęzycznego pisma finansowanego przez WiD a redagowanego przez Ukraińców) ogłosił: „Może my, Polacy, powinniśmy zgrzytnąć zębami, niech im ten Bandera stoi, skoro się uparli. Bandera, człowiek, który walczył o wolną Ukrainę, zabijał polskich polityków. Przykro nam, Polakom? No przykro, ale w ostateczności nie on bezpośrednio mordował, ale wydawał rozkazy tak jak Hitler […] Jak się Ukraińcy uparli stawić mu pomniki, to może my powinniśmy odpuścić. Może niech przez polskie gardło przejdzie, że ten cel ukraiński jednak był słuszny. Strona polska również nie jest bez winy, bo reakcja polska była brutalna i również naznaczona akcjami o charakterze zbrodni wojennych”.

Wróćmy do Fundacji Solidarności Międzynarodowej. Znamienny jest skład jej władz: Władysław Teofil Bartoszewski – sekretarz stanu w MSZ (odpowiada za relacje z diasporą żydowską), którego ściga sąd za zdefraudowanie kilkunastu milionów złotych; Marcin Bosacki – były dziennikarz „Gazety Wyborczej” i przewodniczący Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej;  Aleksandra Uznańska-Wiśniewska – wiceprzewodnicząca Polsko-Tajskiej Grupy Parlamentarnej (co zrozumiałe, z uwagi na jej korzenie etniczne) oraz członkini sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą (co mniej zrozumiałe, bo Polonii w Tajlandii nie ma, chyba że za taką uznamy seksturystów, czego pokłosiem jest zresztą ona sama), też wiceprzewodnicząca Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej (i jako jedyna w Sejmie nie poparła uchwalenia 11 lipca Dniem Pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej). Prezeską Zarządu jest Justyna Janiszewska, która współpracowała z Fundacją Batorego i działa w zarządzie koalicji 55 organizacji pozarządowych zarejestrowanym pod nazwą Grupa Zagranica, sponsorowanych przez Fundację Batorego (czyli Sorosa) i Fundację Adenauera.

Rafała Dzięciołowskiego w Wikipedii nie ma, ale media piszą o nim: Dziennikarz, w latach 80. działacz Federacji Młodzieży Walczącej, kolporter wydawnictw podziemnych. Ale nie piszą, żeDzięciołowski i jego ferajna są niezwykle elastyczni: Przedwczoraj byli za partią Geremka, wczoraj za PiS a dziś są we frakcji kaszubskiej. Za PRL byli w Federacji Młodzieży Walczącej, a dziś są w Związku Ukraińców w Polsce. i tylko w takiej atmosferze możliwa jest sytuacja, że w Warszawie uchodzą za gorących polskich patriotów, a we Lwowie podają się za banderowców.

A co do kwalifikacji dziennikarskich, to przypomnijmy, że gdy na kijowskim Majdanie, w cieniu czerwono-czarnych flag UPA Jarosław Kaczyński, wyglądając spod pachy banderowca Kliczki i Oleha Tiahnyboka, szefa antypolskiej partii Swoboda, wygłosił przemówienie, kończąc je banderowskim pozdrowieniem „Sława Ukrainie”, to poniżającą dla Polaków scenę w sposób egzaltowany relacjonował z Kijowa Rafał Dzięciołowski, wówczas dziennikarz „Gazety Polskiej” (a wkrótce potem prezes Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie).Dzięciołowski jest również członkiem rady fundacji „Niezależne Media”, założonej przez Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego ukraińskiej gazeta dla Polaków. Nawiasem mówiąc taką gazetą jest też wydawany przez Radio Wnet „Kurier Wnet”, na łamach którego często głos zabiera Dzięciołowski.

Na koniec kilka pytań:

– W co grają i dlaczego w tej grze karty rozdają Ukraińcy? Dlaczego los Polaków na Wschodzie złożyli na ołtarzu (lub raczej na stosie) sojuszu z Ukrainą i popierają żywioły nieprzyjazne Polakom?

– Kto pozwolił, aby sprawy Polaków na Wschodzie wzięła w łapy jednorodna etnicznie ekipa potomków tych, którzy mordowali Polaków na Wschodzie oraz na to, że gdy przejmują jakąś polską instytucję to dokonują wśród zatrudnionych w niej Polaków czystki etnicznej i że dotyczy to nawet sprzątaczek?

– Czy promując Dzięciołowskiego i jego nienawistną mowę, Radio Wnet nie wpisuje się w zamysł rządzącej Polską szajki mający na celu likwidację polskości na Kresach?

Krzysztof Baliński