Romantyzowanie ludobójstwa, czyli po co Netflix wyprodukował serial „Fauda”

Romantyzowanie ludobójstwa, czyli po co Netflix wyprodukował serial „Fauda”

Przez Agnieszka Piwar 2026-09-19 piwar/romantyzowanie-ludobojstwa-czyli-po-co-netflix-wyprodukowal-serial-fauda

Tym wyznaniem zapewne zaskoczę Czytelników śledzących moje publikacje, w których stanowczo i bezkompromisowo krytykuję Izrael. Otóż zanim zabrałam się za zbieranie materiału do książki „Holokaust Palestyńczyków”, zawierającej wstrząsające relacje ofiar Izraela, oglądałam – z wypiekami na twarzy – izraelską propagandę. Co więcej, robię to nadal.

Wychodzę z założenia, że trzeba poznać metody wroga. Syjoniści – zakała ludzkości – to nie tylko wrogowie Palestyńczyków, ale całego cywilizowanego świata. Wejdan Abu Shammala, dziennikarka z Gazy, powiedziała mi, że „milczenie świata to współudział w zbrodni”. Dlatego uważam, że demaskowanie kłamstw Izraela to obowiązek każdego, kto jest świadomy popełnianych przez nich okrucieństw.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jestem na beznadziejnej pozycji, bo w przeciwieństwie do syjonistów nie dysponuję środkami finansowymi, nie mam dostępu do mediów głównego nurtu oraz platform streamingowych, nie steruję algorytmami, ani nie trzymam na smyczy polityków i dziennikarzy większości krajów świata.

Mimo to, robię swoje na miarę skromnych możliwości. Kiedy żydowscy zbrodniarze kłamią, że walczą z terrorystami, ja odpowiadam spisanymi relacjami naocznych świadków, którzy przedstawiają dowody, że Izrael morduje przede wszystkim bezbronnych cywilów, w tym kobiety i dzieci.

Kiedy zbrodniarze – oraz ich słudzy pokroju prezydenta Karola Nawrockiego – twierdzą, że „Izrael ma prawo do samoobrony”, ja wykazuję, że Izrael jest okupantem Palestyny i bezwzględnym agresorem. Kiedy ignorant premier Donald Tusk publicznie oświadcza, że „Polska była, jest i będzie po stronie Izraela w jego konfrontacji z islamskim terroryzmem”, ja mu odpowiadam listem otwartym, w którym łopatologicznie tłumaczę, że nie byłoby Hamasu, gdyby nie Izrael.

MANIPULACJA WIDZAMI

To właśnie wspomniany Hamas jest głównym antagonistą izraelskich żołnierzy jednostki specjalnej – bohaterów propagandowego serialu „Fauda” (z arabskiego „chaos”). Głośna produkcja platformy Netflix koncentruje się na konflikcie izraelsko-palestyńskim, pomijając jednak kluczowe fakty dotyczące jego źródła.

W realnym życiu zaczęło się od tego, że żydowscy najeźdźcy ukradli ziemię Palestyńczykom i jako pierwsi odpalili szereg brutalnych działań. Serial „Fauda” oczywiście to przemilczał.

Przypominam więc o Nakbie w 1948 roku, kiedy żydowscy przybysze z innych krajów zmusili do ucieczki od 700 tysięcy do miliona Palestyńczyków. Generalnie powstanie państwa Izrael wiąże się z konfiskatą palestyńskiej ziemi, niszczeniem palestyńskich wiosek, wyburzaniem palestyńskich domów, przymusowymi przesiedleniami czy ograniczaniem swobody przemieszczania się Palestyńczyków.

Do tego dochodzi fizyczna przemoc żydowskich osadników wobec Palestyńczyków, w tym brutalne porwania i aresztowania, bezpodstawne przetrzymanie w więzieniach cywilów, z kobietami i dziećmi włącznie, poniżanie, torturowanie i zabijanie.

Jest więc naturalne, że po takim traktowaniu – trwającym od dekad – Palestyńczycy zaczęli się buntować. Z definicji taki bunt nazywa się ruchem oporu, czyli tajną i zorganizowaną działalnością ludzi, którzy walczą z okupantem lub z niesprawiedliwą władzą. Tym więc właśnie jest Hamas, który zresztą powstał nie bez inspiracji Izraela, chcącego mieć pod kontrolą także buntowników.

Tego całego kontekstu brakuje w produkcji Netflixa, która opowiada o konflikcie, pomijając jego faktyczne przyczyny. Ktoś powie, że to przecież tylko fabuła, a nie dokument, więc autorzy mają prawo tworzyć scenariusz według własnego widzimisię.

Problem w tym, że Lior Raz i Avi Issacharoff – pomysłodawcy i twórcy serialu „Fauda” – twierdzą, iż scenariusz został zainspirowany ich własnymi doświadczeniami wojskowymi i dziennikarskimi oraz prawdziwymi wydarzeniami. Nie wątpię, że po części tak było. Jednak bez kluczowego kontekstu dotyczącego faktycznych źródeł konfliktu zbyt wielu widzów uwierzyło w kłamstwo, że Izraelczycy są ofiarą, a Palestyńczycy agresorem zasługującym na śmierć.

MORDERCY Z LUDZKĄ TWARZĄ

Perfidia twórców serialu ma wiele wymiarów. Całkowicie pominięto chociażby obrzydliwy rasizm syjonistów, na którym oparto państwo Izrael. Tymczasem główna postać „Faudy” – Doron Kabilio (w tej roli współtwórca Lior Raz) – choć zabija Palestyńczyków na potęgę, to bywa przy tym wrażliwy i uczuciowy wobec okupowanego narodu.

Dla przykładu, w 1., 2. i 4. sezonie Doron szczerze zakochał się w palestyńskich kobietach, które wykorzystywał w ramach operacji specjalnych, by dorwać ich krewnych powiązanych kolejno z Hamasem i Hezbollahem. Następnie dzielnie próbował je ochronić. W 3. sezonie miał romans z żydowską koleżanką z pracy, ale ani wobec niej – ani wobec żydowskiej żony, którą zdradzał – nie był już taki sentymentalny jak do Palestynek.

Innym razem dręczyły go wyrzuty sumienia, gdy cynicznie oszukiwał młodego niewinnego Palestyńczyka, żeby w ramach tajnej misji rozpracować członków jego rodziny powiązanych z Hamasem. Doron jest Izraelczykiem pochodzenia irackiego, więc świetnie mówi po arabsku, dzięki czemu łatwo przenika na stronę przeciwnika, udając jednego z nich.

Tamta akcja skończyła się katastrofą. Gdy palestyński chłopak poznał prawdę, poczuł się zdradzony. Dodatkowo dotknęła go hańba, że dał się podejść izraelskiemu agentowi. Palestyńczyk musiał więc się „oczyścić” i zemścić. Zradykalizował się, co w konsekwencji doprowadziło do krwawej jatki. „Fauda” pokazuje więc czasem, że Izraelczycy również popełniają błędy, co ma uwiarygodnić propagandową serię.

Dzięki tym sprytnym zabiegom nawet i ja mam swój ulubiony wątek w serialu. Dzieje się to w 4. sezonie, kiedy Gabi Ayub (w tej roli Itzik Cohen), dowódca izraelskiej jednostki do zadań specjalnych, zostaje porwany przez Hezbollah.

We wcześniejszych sezonach bezwzględnie przesłuchiwał palestyńskich więźniów, w tym kobiety, by ich złamać, wydobyć informacje i zmusić do zdrady swoich. Kiedy sam trafił w niewolę bojowników Hezbollahu, kapitan Ayub pod wpływem tortur „wyśpiewał” dosłownie wszystko, łącznie z nazwiskami i adresami zamieszkania izraelskich agentów, którymi dowodził. Ta „słabość” kosztowała życie części z nich.

„Ludzkie oblicze” izraelskich bohaterów „Faudy” – którzy na co dzień zajmują się bezwzględnym zabijaniem – przewija się przez całą serię. Pokazywane są ich słabości, walka w wewnętrznymi demonami, trudności z normalnym funkcjonowaniem, rodzinne dramaty, cierpienie po stracie przyjaciół z jednostki, którzy zginęli podczas akcji.

Widząc to wszystko, nawet zatwardziały przeciwnik Izraela – a za takiego się uważam – może poczuć jakieś współczucie wobec głównych postaci „Faudy”. Dlatego uważam, że jest to świetnie zrealizowany serial propagandowy. Oczywiście piszę to nie bez żalu i obrzydzenia wobec twórców, którzy najmocniej przegięli w najnowszym 5. sezonie.

KŁAMSTWO DLA ŚWIATA

Nie byłam zaskoczona, że ostatni sezon „Faudy” – który miał premierę we wrześniu 2026 roku i był zrealizowany po dłuższej przerwie – koncentruje się wokół wydarzeń 7 października 2023 roku, kiedy Hamas zaatakował Izrael. To przełomowy moment w historii konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który i mnie „pchnął” do wzmożonej aktywności dziennikarskiej w tym temacie, w wyniku czego powstała książka „Holokaust Palestyńczyków”.

5. sezon obejrzałam z największymi emocjami, bo w pamięci miałam rozmowy z Palestyńczykami – świadkami trwającego w Strefie Gazy ludobójstwa – którzy opowiadali o izraelskich bombardowaniach zrównujących z ziemią szpitale, szkoły, całe osiedla. Wiem też o celowym ostrzeliwaniu przez Izrael karetek pogotowia czy atakowaniu zagranicznych wolontariuszy próbujących dostarczyć leki i żywność dla konających cywilów. To wszystko pomija produkcja Netflixa.

Jest za to Eli, który powołuje się na „Boga zemsty”, bo Hamasowcy zabili w kibucu żonę i dzieci. Nie zdążył ich ocalić, bo zatrzymały go akcje zbrojne Hamasu wzdłuż granicy z Gazą. Nie zdążył też Doron, bo w międzyczasie ruszył z pomocą izraelskiej młodzieży, zaatakowanej przez Palestyńczyków podczas festiwalu.

Najbliżsi Eliego zginęli tragicznie, a ich ostatnie chwile, kiedy próbowali przetrwać w obliczu brutalnego zagrożenia, budzą u widza współczucie. Znaczna część fabuły skupia się na ogromnym uczuciu łączącym tę żydowską rodzinę. Chodzi o to, aby odbiorca – wzruszony cierpieniem romantycznego żołnierza – dał mu niejako prawo do krwawej zemsty.

Dwa lata później, kiedy Eli poznaje nazwisko i adres zabójcy, wyrusza do Marsylii we Francji, by pomścić rodzinę. Dołącza do niego Doron, zmagający się zespołem stresu pourazowego. Oprócz prywatnej zemsty, mają za zadanie udaremnić kolejny atak na Izrael, tym razem z udziałem pro-palstyńskich działaczy z Europy.

Ale jak to? Ktoś z oświeconej Europy popiera tych złych Palestyńczyków? Spokojnie, na to syjoniści mają „argument”. Do obsady „Faudy” dołącza blondwłosa Francuska (Mélanie Laurent), której serce zdobył bojownik Hamasu. Izrael znalazł więc sobie „wytłumaczenie”: jeśli ktoś opowiada się po stronie Palestyńczyków, to znaczy, że ślepe zakochanie odebrało temu komuś rozum i rozeznanie.

Tak mniej więcej poprowadzono ten wątek w „Faudzie”, ale nie tylko. Sama wielokrotnie czytałam o sobie komentarze w Internecie – prawdopodobnie produkowane przez izraelskie boty – sugerujące, że w życiu prywatnym musiałam być uwiedziona przez jakiegoś muslima, skoro opisuję Palestyńczyków jako ofiary.

I wreszcie, zmagający się z traumami po 7 października bohaterowie „Faudy” wciskają widzom Netflixa ściemę, że Izrael dał się zaskoczyć. Nic bardziej mylnego. Przed szykowanym przez Hamas zamachu ostrzegała chociażby egipska bezpieka. Poza tym Izrael ma doskonały wywiad, śmiem przypuszczać, że najlepszy na świecie. Moim zdaniem atak był wręcz Izraelowi na rękę.

Według oficjalnych danych (strach pomyśleć, co kryje się za nieoficjalnymi) wydarzenia zapoczątkowane 7 października 2023 roku przyniosły 61,5 razy więcej ofiar śmiertelnych po stronie palestyńskiej niż po stronie izraelskiej. Od trzech lat trwa metodyczne ludobójstwo na narodzie palestyńskim w Gazie.

Zbrodni Izraela nie da się już ukryć, bo Palestyńczycy mają telefony z kamerami. Skoro więc nie da się ukryć niewygodnych faktów, można próbować zagłuszyć je innym przekazem. Uważam, że właśnie taką funkcję pełni serial „Fauda” – ma odwracać uwagę od okrucieństw Izraela i faktycznych powodów konfliktu. A żeby lepiej się to sprzedało, fabułę podlano sosem romantycznych uniesień.

Agnieszka Piwar

PS Dwa dni po premierze „Faudy”, podczas 83. Festiwalu Filmowego w Wenecji, miał światową premierę w konkursie głównym dokument „NAZA” Yuvala Abrahama i Rachel Szor, poświęcony systemowi izraelskich ataków w Gazie i ich skutkom dla ludności cywilnej. Projekcję zakończyła ponad 24-minutowa owacja na stojąco, co stanowi rekord w historii festiwalu. Film otrzymał następnie Nagrodę Specjalną Jury.

Od tamtej pory algorytmy w mediach społecznościowych pokazują mi niezliczoną ilość postów i przerobionych przez AI filmów oczerniających twórców nagrodzonego dokumentu. Jak długo żyję, nie widziałam tak potężnej nagonki jak ta wobec tych odważnych izraelskich filmowców, którzy zdemaskowali zbrodnie dokonywane przez ich państwo.

Fot. Netflix

tutaj można postawić mi kawę