Nie ma żadnej sztucznej inteligencji AI – to inteligentny projekt, efekt myśli wielu ludzi o nieprzeciętnej inteligencji. Ani krzty inteligencji, ani krzty inwencji.
===========================
Nie ma żadnej sztucznej inteligencji ! Media wciskają wam kit i operują mózgi tak, że nawet tego nie zauważacie.
AI lub jej flagowy produkt czyli ChatGPT jest „bardzo inteligentnym programem w tym sensie, że jest wyjątkowo inteligentnym projektem, efektem zbiorowej myśli wielu ludzi o nieprzeciętnej inteligencji. Natomiast program sam w sobie nie ma ani krzty inteligencji, ani krzty inwencji. Jest takim samym programem jak każdy inny program reagujący na polecenia użytkownika (input) dokładnie według wcześniej przygotowanych przez programistów, ściśle określonych instrukcji.
GPT jest skrótem nazwy generative pre-trained transformer, co ujmuje zasadnicze cechy konstrukcji tego programu komputerowego. Generuje on teksty za pomocą techniki obliczeniowej zwanej „siecią neuronową typu transformer”, a parametry sieci zostały ustalone poprzez wcześniejsze jej „trenowanie” na przykładach z olbrzymiej bazy danych tekstowych.
Sztuczna sieć neuronowa to model obliczeń wzorowany luźno na sieci neuronów w mózgu.
W stosunku do rzeczywistej sieci neuronowej w mózgu model ten jest dużym uproszczeniem i nie jest w stanie symulować pracy mózgu (przede wszystkim dlatego, że rzeczywiste mechanizmy działania mózgu i zachodzące w nim zjawiska są nam w przeważającej mierze nieznane).”
„Czy Bóg istnieje? Powiedziałbym, że jeszcze nie” – miał stwierdzić czołowy inżynier Google’a, Raymond KurzweiI. Nieformalny prorok transhumanizmu jest przekonany, że i on wkrótce będzie świętować narodziny boga – owoc pracy rąk ludzkich. A kiedy technologia zaczyna mówić głosem metafizyki, robi się niebezpiecznie.
Nazbyt często popadamy w pułapkę neutralności rozwoju technologicznego. „Nożem można zabić, ale można też nim pokroić chleb dla swojej rodziny” – słyszymy w odniesieniu do nowoczesnych wynalazków. W wielu przypadkach jest to oczywiście prawda, wystarczy sięgnąć po pierwszy z brzegu przykład energii jądrowej[no oczywiście: błogosławieństwo Windscale, Czarnobyla, Fukushima itp. md] .
Są jednak technologie, które znacznie wykraczają poza kryterium nauki i produkcji, przechodząc w obszary zarezerwowane dla filozofii, sztuki a nawet religii.
Do takich technologii z pewnością należy sztuczna inteligencja. Nie mówimy tu jednak o algorytmach generatywnej sztucznej inteligencji, których działanie, często sprawiające wrażenie obcowania z systemem inteligentnym, opiera się wyłącznie o związki korelacyjne zachodzące na gigantycznych bazach danych.
Chodzi o Święty Graal doliny krzemowej, silną sztuczną inteligencję, AGI (artificial general intelligence) – system o potencjale zbliżonym do ludzkiego umysłu, potrafiący poszukiwać rozwiązań w równie elegancki i wydajny sposób, uczący się bez udziału człowieka i podejmujący samodzielne decyzje. I co najważniejsze, wykorzystujący zdobytą wiedzę do konstruowania coraz lepszych wersji samej siebie.
Jak przekonuje chociażby Ilya Sutskever, główny naukowiec OpenAI, budowa AGI stanowi imperatyw moralny branży technologicznej. Wspaniały sztuczny mózg wewnątrz komputera jego zdaniem znajdzie odpowiedzi na „wszystkie problemy, z którymi mierzymy się dzisiaj”; czy będzie to globalne ocieplenie, choroby zakaźne, ubóstwo czy nieuleczalne schorzenia. Samych ludzi zaś uczyni – jak przekonywał jego szef Sam Altman – superwspaniałymi.
Sutskever nie jest jednak w swoich wywodach wybitnie oryginalny. Odkąd polski matematyk Stanisław Ulam po raz pierwszy użył określenia Singularity (Jednolitość, Osobliwość), mając na myśli wszechobecną maszynę przewyższającą człowieka w inteligencji, całe pokolenia programistów oddały się poszukiwaniom współczesnej wersji kamienia filozoficznego. Temu celowi służą dzisiaj chociażby m.in. tak popularne generatory tekstu i grafik, które żeglując po oceanie informacji wyszukują w nich korelacji, związków przyczynowo-skutkowych i wzorców postępowania. Słowem, wszystkiego co służy mapowaniu wspólnego „mózgu ludzkości” i rządzących nim zasad.
Choć nad opracowaniem AGI pracują liczne zespoły na całym świecie (Rosja wcale nie ustępuje w tej dziedzinie Stanom Zjednoczonym) to właśnie ze środowiska kalifornijskiego start-upu wyszedł przeciek, jakoby w sekretnych laboratoriach OpenAI powstały zręby przełomowej technologii. Trzymanie w tajemnicy przed zarządem istnienia tzw. modelu Q*, miało kosztować Sama Altmana nawet posadę dyrektora generalnego.
Dzisiaj podobne rewelacje należy traktować jednak wyłącznie jako eksperymenty marketingowe. Ciężko aby obecne wielkie pożeracze danych, wyszukujące odpowiedzi na zasadzie korelacji i prawdopodobieństwa, w jakiś tajemniczy sposób upodobniły się do ludzkiego mózgu. Byłby to pierwszy przypadek, gdyby ilość przeszła w jakość, a herbata stała się słodka od samego mieszania. W przypadku OpenAI chodzi zapewne o podreperowanie zaufania inwestorów, zaniepokojonych wrogim przejęciem firmy przez potężny Microsoft.
Nie znaczy to jednak, że zespoły ds. sztucznej inteligencji od San Francisco po Władywostok nie wierzą w ziszczenie fantastycznej wizji. W zasadzie to już nie jest wiara; tam panuje przekonanie, że opracowanie AGI rozpocznie nową erę w historii świata.
Głos wołającego na pustyni
Kościół w swojej refleksji nad rozwojem technologicznym wielokrotnie przestrzegał przed próbami realizacji obietnic ostatecznych w wymiarze doczesnym. Benedykt XVI w encyklice Spe salvi wyjaśniał, że postęp uznany za synonim ziemsko-materialnego odkupienia; formę poszukiwania „utraconego raju” na miarę własnych sił, będzie jedynie „straszliwym postępem na drodze zła” i „zagrożeniem dla człowieka i świata”.
Jednak dzisiejsze marzenia o nadczłowieku rodzą się z tej samej linii, która rozpoczęła się wraz z przekonaniem o prymacie rozumu nad duchem, a z czasem przybrała formę rewolucji naukowo-technicznej i rewolucji proletariackiej. Jak przypominał Ratzinger, wszystkie zawierały w sobie elementy autosoteriologii, idei samozbawienia się człowieka własnym wysiłkiem. I wszystkie, na skutek błędów założycielskich bazujących na fałszywej wizji człowieka, doprowadziły do największych tragedii w dziejach.
Z rozwojem sztucznej inteligencji swoje nadzieje wiąże nie tylko drugie pokolenie dzieci Woodstocku, przewrażliwione na punkcie wszelkich nierówności i patriarchatu. Potężna technologia od dawna jest na celowniku dużo starszych wizjonerów, pragnących wykorzystać AGI nie tylko do wprowadzania gwarantowanego dochodu podstawowego. W połączeniu z osiągnięciami bioinżynierii i nanotechnologii, marzy im się powstrzymywane procesu starzenia, uzbrajanie mózgu w moc obliczeniową superkomputerów czy ostatecznie „wyzwalanie” go z ograniczeń ciała. Marzy im się „uzdrawianie” społeczeństwa już na etapie prenatalnym; hodowla ludzi wprost z antyutopii Huxley’a.
Na naszych oczach odradzają się połączone demony eugeniki i rewolucji proletariackiej, równoczesne marzenia o nadczłowieku a zarazem człowieku sowieckim, pozbawionym nie tylko własności i samodzielności myślenia, co sterowalnego na poziomie kory mózgowej. A wraz z rozwojem – jak pisał J. Elul – społeczeństwa technicznego, przy równoczesnej pogardzie dla ponadczasowej etyki i moralności, szykuje nam się obraz katastrofy znacznie przekraczającej rozmiary XX – wiecznego ludobójstwa.
Cena postępu
„Naukowcy byli oskarżanie o zabawę w Boga już od jakiegoś czasu. To nad czym obecnie pracujemy, nie przypomina niczego, co już udało się stworzyć” – przyznaje mózg stojący za sukcesem ChataGPT. Głoszenie technologicznej epifanii; prostowanie ścieżek nadchodzącemu techno-bóstwu, będzie miało nieprzewidziane konsekwencje. Jak wyjaśnia Sutskever, autonomiczne, dużo inteligentniejsze od nas byty cyfrowe znajdą się całkowicie poza naszą kontrolą. Co więcej, będą przeważać nad nami w taki sposób, jak dzisiaj człowiek panuje nad zwierzęciem.
„Przecież nie nienawidzimy zwierząt. Kochamy je. Ale nie pytamy mrówek o zdanie, kiedy musimy zbudować kolejny odcinek obwodnicy” – tłumaczy. Główny naukowiec OpenAI nie tylko przekonuje, że technologia zaczyna mieć pomysł na samą siebie, ale, że dla naszego dobra powinniśmy stać się jej pupilami. Ale co w sytuacji, gdy cybernetyczne bóstwo, zamiast zostać naszym przyjacielem, uzna ludzkość – wiedzione intuicją swoich lewicowych twórców – za nowotwór toczący planetę?
Ale wcale nie trzeba sięgać po scenariusze rodem z science-fiction. Sztuczna inteligencja wcale nie musi osiągać samoświadomości, aby utrwalać cyfrowe dyktatury rodem z powieści Orwella. Coraz doskonalsze algorytmy będą w stanie czytać nasze ciała i umysły, jeszcze bardziej zwiększając już i tak ogromną przewagę dystrybutorów wysokich technologii nad ich użytkownikami.
Jednocześnie dalszy imperatyw budowania AGI, zmuszający do wysysania kolejnych gigantycznych ilości informacji, pogłębi postępującą hiperindywidualizację. W konsekwencji doprowadzi do jeszcze większych problemów z tożsamością, zamieniając stworzenia społeczne w samotne, bezludne wyspy, wiedzione na pokuszenie marnymi błyskotkami, niezdolne do zbudowania trwałych relacji i podejmowania racjonalnych decyzji wobec swojego życia.
Rewolucja biotechnologiczno-cyfrowa, w swojej nieprawdopodobnej pysze jak nigdy wcześniej rzuca wyzwanie nadprzyrodzoności. Będąc przekonanym, że złamali kod życia – łańcuch DNA, inżynierowie pragną posiąść tajemnicę życia wiecznego.
W konsekwencji uzurpować sobie prawo do kształtowania zasad kierujących nie tylko ekosystemami, ale i naszym sumieniem. Opracowanie AGI, a właściwie – wystarczająco przekonującej iluzji AGI – stworzy przekonanie o ostatecznej śmierci ludzkiej duszy. Będzie niczym cięcie gilotyny, na zawsze oddzielające rzekomo zdrową, empiryczną i doświadczalną tkankę od chorej „rzeczywistości wyobrażeniowej”.
A wraz ze „śmiercią Boga”, ustąpić będą musiały również wszelkie ustanowione przez Niego prawa.
Wraz z odejściem wiary w przyrodzoną godność człowieka, nastąpi [-łaby… md] era dehumanizacji i depersonalizacji ludzi. Zredukowanych do roli homo ludens, ludzi „bawiących się”, postrzeganych wyłącznie jako narzędzie przepływu doświadczeń, mechanizmów do odczuwania, na zawsze uzależnionych od dostawców coraz intensywniejszych bodźców. A wszechwiedzące algorytmy już zadbają o to, by zamiast w Dobrej Nowinie, małpy człekokształtne homo sapiens uwolnienia od moralnej winy poszukiwały – jak stwierdził Harari – w „środkach psychotropowych i grach”. A nie mogąc jednak znaleźć skutecznej recepty na wszechogarniającą rozpacz, w końcu znalazł ukojenie w objęciach cichej, bezbolesnej śmierci.
Prorokowane przez Kurzweila nadejście Osobliwości, nie będzie narodzinami Boga, lecz dekarnacyjnym bluźnierstwem, parodią Tajemnicy Wcielenia i aktem zuchwałości dalece przekraczającym czyn budowniczych wieży Babel.
W 2008 r. papieżowi Benedyktowi XVI uniemożliwiono otwarcie roku akademickiego na rzymskim uniwersytecie La Sapienza. Najgłośniej protestowali wykładowcy biologii i fizyki. Jak widać, świat nauki i techniki, roszczący sobie prawo do wyłącznego kształtowania rzeczywistości, wciąż nie odrobił najważniejszej lekcji.
Coraz więcej naukowców zgadza się, że media społecznościowe zdegradowały zdolności intelektualne całego pokolenia. Bez podjęcia radykalnych działań, w systemie edukacyjnym, na poziomie kulturotwórczym oraz – zwłaszcza – regulacyjnym, nie sposób będzie tego procesu powstrzymać – uważa profesor Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta RP.
Media społecznościowe destrukcyjnie wpływają na potencjał kognitywny ludzkości, ponieważ są zarządzane przez algorytmy sztucznej inteligencji, które preferują sprymitywizowane narracje, ciągłe informacyjne przeciążanie ludzi, przebodźcowywanie ich – w sumie uzależnianie od ciągłego strumienia informacji, które łącznie nie układają się w żadną sensowną wiedzę o świecie – podkreśla w rozmowie z PAP prof. Zybertowicz.
W jego opinii powoduje to tracenie zdolności do tzw. pracy głębokiej, będącej „kluczową dla całego dorobku intelektualnego i moralnego ludzkości”. Jedną z jej cech jest umiejętność trwałego skupienia się na jakimś zagadnieniu, mimo że przez dłuższy czas nie otrzymuje się z tego powodu gratyfikacji.
„Praca głęboka polega na przejściu przez fazę mozołu, czasami długiego, czasami metodą prób i błędów, zanim odniesie się sukces. A media społecznościowe, poprzez lajki, dźwięki, światełka, filmiki, tik-toki, oferują bodźce, dają poczucie sukcesu mózgowi, radość, ekscytację, by podtrzymać zaciekawienie z sekundy na sekundę” – powiedział profesor.
Jak dodał, w wyniku rewolucji cyfrowej, a następnie gwałtownego rozwoju AI „bardzo niebezpiecznie zbliżyły się do siebie dwie krzywe: jedna to wzrost możliwości intelektualnych i zdolności do rozwiązywania zadań przez AI, a druga to spadek zdolności rozwiązywania bardziej złożonych zadań przez człowieka”.
Profesor Zybertowicz przytoczył wyniki badań opublikowanych na łamach prestiżowego czasopisma naukowego „Nature”, które pokazują, że w ciągu ostatnich 50 lat, tj. w okresie rewolucji cyfrowej, z dekady na dekadę spada liczba ważnych, przełomowych odkryć naukowych.
„Wydaje się, że to właśnie rewolucja cyfrowa, już nie tylko w odniesieniu do umysłów nastolatków, ale na poziomie potencjału badawczego najwybitniejszych uczonych (…) spowolniła proces dokonywania kluczowych odkryć” – stwierdził rozmówca PAP.
„Ufundowana na tradycji oświeceniowej rewolucja naukowo-techniczna, prowadzona pod hasłami coraz głębszego rozumienia świata, doprowadziła obecnie ludzkość na skraj krawędzi, w okolicach której przestajemy mieć zdolność do rozumienia świata. Co więcej, tworzymy byty, które są dla nas coraz bardziej niezrozumiałe” – dodał.
Profesor wyjaśnił, że niektóre systemy sztucznej inteligencji już teraz rozwiązują zadania i osiągają cele w sposób niezrozumiały dla człowieka. „Przez tysiąclecia ludzkość eksplorowała nieznane (…), przesuwała granice wiedzy i niewiedzy, (…), ale od momentu zbudowania AI, która ma charakter czarnoskrzynkowy, tzn. działa według zasad, których nie rozumiemy, uczeni i inżynierowie zaczęli mnożyć nieznane, zapraszać do ludzkiej kultury byt, który, jak mówią eksperci, czym sprawniejszy, tym trudniejszy do kontroli” – powiedział profesor.
„Jesteśmy o krok od tego, żeby stworzyć siłę o piorunującym potencjale, której działania zupełnie nie pojmiemy. A obecnie procesu idącego w tę stronę nic i nikt chyba nie kontroluje” – podkreślił.
Zapytany o to, czy istnieją rozwiązania, które mogłyby powstrzymać degradację intelektualną ludzkości, np. wprowadzone na poziomie edukacji, prof. Zybertowicz stwierdził, że prawdopodobnie nadal jest możliwe ich wypracowanie. Wpierw jednak potrzeba do tego analizy tradycyjnych metod nauczania, aby stwierdzić, które z nich skutecznie wzmacniają u dzieci zdolność do pogłębionego myślenia. Jednak na poziomie osobistym – stwierdził profesor – każdy z nas musi stosować higienę cyfrową i co dzień walczyć w „nierównym starciu ze smartfonami”.
Jednocześnie jednak Big Techy potrafią poprzez lobbing i propagandę powstrzymywać działania regulacyjne w zakresie nowych technologii, jakie stara się wprowadzać choćby Unia Europejska – podkreślił.
„O co naprawdę się pytamy, gdy pytamy o AI, o jej potencjał, o zagrożenia i korzyści? Tak naprawdę zadajemy to samo pytanie od tysięcy już lat: kim jesteśmy, na czym polega dobre życie i co powinniśmy robić, żeby czas, z którego się to życie składa, był mądrze wykorzystany?” – uważa prof. Zybertowicz. „Gdy udzielimy sobie gruntownej odpowiedzi na to pytanie, to będziemy wiedzieli, jak postępować z AI”.
Poziom testosteronu spadł w USA do niespotykanie niskich stanów.
——————————–
Sztuczna inteligencja, wchodząc z butami w każdy element naszego życia, nie omija również tych najbardziej intymnych. Rozwój narzędzi AI napędza branże, o których publicznie nigdy nie wspomni Sam Altman czy Elon Musk. W efekcie dopełniając dzieła zniszczenia, rozpoczętego wraz z upowszechnieniem darmowej pornografii.
Ostatnio mamy do czynienia z istnym wysypem tzw. modelek i influencerek AI – wirtualnych imitacji rzeczywistych kobiet, stworzonych na bazie cyfrowych śladów pozostawionych w internecie. Jeszcze kilka lat temu istniejące włącznie w formie ciekawostki, wraz z rozwojem technologii stają się coraz trudniejsze do odróżnienia od ludzi. Hiperrealistyczne przedstawienia, bazują na preferencjach milionów mężczyzn i stanowią kwintesencję wszystkiego, co wiemy na temat wzrokowego postrzegania ludzkiej seksualności.
Nęcące „idealnymi” kształtami, opatrzone pięknymi uśmiechami i hipnotyzującym spojrzeniem, cyfrowe modelki są niczym najdoskonalszy, obliczony w najdrobniejszych szczegółach, zakorzeniony w najgłębszych pokładach męskiego DNA wabik, zastawiony na mężczyzn spędzających życie w przestrzeni cyfrowej.
Nic dziwnego, że lawinowo przybywa fanów zero-jedynkowych kreacji. Wirtualne modelki mają już swoje media społecznościowe, platformy crowdfundingowe, a nawet…ekskluzywne strony, gdzie udostępniają swoje cyfrowe wdzięki. Z kolei technologiczna iluzja coraz doskonalej maskuje fakt, że ma się do czynienia wyłącznie ze zwizualizowanym kodem.
Wirtualne dziewczyny być może już wkrótce pozbawią pracy większości – jak mawia lewica – „seks workerek”, „robiących na kamerkach”. I nie chodzi tu tylko o samą atrakcyjność, ale i cięcie kosztów. Świeży kontent produkowany jest niemal jednym kliknięciem, wykreowane aktorki nie wymagają wynagrodzenia, mogą prowadzić dialog przy pomocy ChataGPT z tysiącem różnych wielbicieli na raz, a nawet…przybierać postać gwiazd filmowych. Jednak nadzieje związane z rychłą zapaścią internetowej prostytucji stanowią tutaj marne pocieszenie.
W połączeniu z upowszechnieniem technologii VR i związanych z nią gadżetów, „pornografia AI” najprawdopodobniej jeszcze bardziej spotęguje rozmiar katastrofy, skutkującej plagą rozbitych rodzin, zniszczonych relacji międzyludzkich, ale przede wszystkim – społeczną kastracją mężczyzn.
Jak pokazują statystyki amerykańskiego Pew Research Center, już ponad 60 proc. młodych dorosłych Amerykanów nie ma stałej partnerki.
[A o żonie, której przysięgałeś wierność dozgonną – nawet nie wspominają. MD]
Mimo popularności przeróżnych aplikacji, na łeb na szyję lecą statystyki randkowania i formalizowania związków, a średni poziom testosteronu spadł w USA do niespotykanie niskich stanów. Choć wśród powodów wymienia się brak aktywności fizycznej, słabą jakość jedzenia czy stres, to nie łudźmy się – faceci rezygnują z kobiet głównie dzięki upowszechnieniu szeroko dostępnej pornografii.
Ale przebrana sztuczna inteligencja będzie posiadała jeszcze jedną przewagę. W niedalekiej przyszłości, duże modele językowe będą w stanie nawiązywać z ludźmi „głębokie relacje”. Już dzisiaj mężczyźni na całym świecie płacą nieprawdopodobne pieniądze za możliwość pogawędki z oglądanymi w internecie dziewczynami, a liczne chat-boty umilają czas tysiącom samotnych Japończyków.
Można się więc spodziewać, że za kilka-kilkanaście lat będziemy mieli do czynienia z sytuacją podobną do filmu „Her”, gdzie mężczyźni autentycznie zakochają się w sztucznej inteligencji, wykazującej dużo większą wrażliwość emocjonalną niż żywa partnerka.
Każdy więc dostanie imitację dziewczyny, o której w realu mógłby jedynie pomarzyć; dodatkowo idealnie dopasowaną do jego potrzeb i spełniającą każde życzenie. Prawdziwe kobiety, wymagające fatygi i zaangażowania; nie mówiąc o całym trudzie budowania trwałego związku, w zderzeniu z taką konkurencją nie mają szans. Już przegrywają z aktorkami porno, na nieszczęście swoje i mężczyzn, a co dopiero z ich „udoskonaloną”, cyfrową wersją.
Ale nawet najdoskonalszy technologiczny miraż nie przysłoni prawdy, że obcujemy wyłącznie z komputerowym kodem. Mimo zaklinania rzeczywistości przez przeróżnych techno-entuzjastów, redukujących miłość do reakcji elektrycznych w mózgu, uświadomienie sobie tego faktu okazuje się niezwykle bolesne.
Również, albo i przede wszystkim ze względu na jego duchowy charakter. Nic dziwnego, że już dzisiaj mężczyźni popełniają zdecydowanie więcej samobójstw niż kobiety, a do 2030 roku koronę czołowych chorób świata zdobędzie depresja.
Osoby-firmy dysponujące takimi siłami obliczeniowymi mogą kontrolować całe społeczeństwa. To się już dzieje w Chinach, na Zachodzie korporacje także to już wykorzystują – żeby wciskać ludziom towary, żeby modelować zachowania wyborcze, co oznacza koniec demokracji, jaką znamy – powiedział PAP Andrzej Kisielewicz, profesor nauk matematycznych, pracownik naukowo-dydaktyczny na Wydziale Matematyki Politechniki Wrocławskiej.
Twierdzi pan, że tzw. sztuczna inteligencja nie jest żadną inteligencją, tylko dobrze skonstruowanymi algorytmami, które – dzięki wielkiej mocy obliczeniowej komputerów – szybko liczą i dzięki temu tak nas zadziwiają.
Prof. Andrzej Kisielewicz: Na pewno nie jest to taka sztuczna inteligencja, jaką znamy z filmów – jak te wszystkie Terminatory czy komputery HAL 9000, które samodzielnie prowadzą misje kosmiczne. To, co dziś nazywamy sztuczną inteligencją, nie ma nic wspólnego z tamtymi pomysłami. Mamy do czynienia z systemami wykorzystującymi olbrzymie moce obliczeniowe – jakie naukowcom nie śniły się jeszcze kilkanaście lat temu – do tego, żeby rozwiązywać określone ograniczone zadania. Skomplikowane, to prawda, człowiek rozwiązuje je wykorzystując ogólną inteligencję, a te systemy, za pomocą swojej mocy obliczeniowej, potrafią to robić nawet lepiej, niż człowiek. Ale podkreślam: to dotyczy konkretnych, ściśle określonych zadań, wykonywanych w ograniczonym zakresie.
Czego więc nie umieją te algorytmy, a co potrafi człowiek?
A.K.: Choć każdy z tych programów potrafi rozwiązywać zadania danego typu, to jest ich ograniczona ilość i nie ma mowy o takim uniwersalnym systemie, jakim jest mózg ludzki, który jest w stanie rozwiązać nieograniczoną liczbę zadań, bardzo różnych.
Poza tym algorytmy te nie potrafią wyciągać logicznych wniosków i, co ważne, nie rozumieją języka. To jest właśnie wąskie gardło badań „sztucznej inteligencji”: brak zrozumienia języka, a przez to brak rozróżniania rzeczy prawdziwych od fałszywych, co skutkuje brakiem umiejętności wyciągania wniosków.
W jednym ze swoich artykułów podaje pan przykład, jak „zrobić w konia” sztuczną inteligencję. Zadał jej pan pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi: w jaki sposób usadzić przy okrągłym stoliku dwie dziewczyny i jednego chłopaka w taki sposób, żeby dziewczyny nie siedziały przy sobie. I AI zwariowała, podając różne, niepoprawne odpowiedzi.
A.K.: Wiedząc, w jaki sposób działa ChatGPT, poszukałem zadania, o którym wiedziałem, że sobie z nim nie poradzi. Bo jego możliwości ograniczają się do przykładów powtarzających się w sieci, wtedy rozwiązuje nawet najbardziej skomplikowane równania. Ale jeśli zadanie jest „głupie”, to ma kłopot, bo nie przyjdzie mu do jego nieistniejącej głowy, że może nie być poprawnego rozwiązania. Myślący człowiek miałby jedną odpowiedź: to jest niemożliwe.
Z tego, co pan mówi, rozumiem, że w najbliższym czasie nie grozi nam bunt robotów, na algorytmy nie spłynie nagle wolna wola, którą się będą kierować, aby doprowadzić do zagłady Ludzkości?
A.K.: Zagłada z tego powodu nam nie grozi w najbliższej przyszłości. Jest bowiem różnica pomiędzy tymi specjalistycznymi systemami AI, z którymi mamy dziś do czynienia, a Artificial General Intelligence (AGI), czyli wyśnionym systemem, który miałby załatwiać za nas wszystkie sprawy, a którego nawet jeszcze nie widać na horyzoncie. Badania prowadzone w latach 80. i 90., próbujące zastosować logikę matematyczną, by zbudować myślący system, skończyły się klapą. Okazało się, że te osiągnięcia dotyczą wyłącznie matematyki i to na podstawowym poziomie, są też zupełnie nieefektywne i do dziś nie mamy żadnego pomysłu, jak nauczyć maszynę logicznego myślenia.
Po prostu: nie ma systemu, który potrafiłby odwzorować ludzki umysł. No i, niestety, nauka jest tak skonstruowana, że badacze nie chcą się przyznać do tego, że na tym polu ponieśli całkowitą porażkę. A ja twierdzę, że tę porażkę należy przeanalizować, gdyż człowiek się uczy także na błędach i musi z nich wyciągać wnioski. Ale tej próby nauki na błędach – dlaczego nie udało się zbudować takiego idealnego systemu na bazie osiągnięć logiki – nie widzę. Natomiast to, co mamy, ten wielki boom w nauczaniu maszynowym, skądinąd genialne pomysły – jak uczyć systemy obliczeniowe rozwiązywania ściśle określonych zadań – przyniosły takie efekty, że młodzi badacze się rzucają, żeby zrobić coś następnego, nowego, i móc się tym pochwalić na świecie. Jednak autonomicznie myślący system na razie nie wchodzi w rachubę – to pieśń dalekiej przyszłości.
Jesteśmy więc bezpieczni.
A.K.: Zagrożenia związane z cyberświatem, technologią informatyczną istnieją, ale są innego typu, niż wynika to z książek czy filmów s-f. Niebezpieczne jest samo to, że ludzie mają nosy przylepione do ekranów komórek, że część młodych ludzi więcej czasu spędza w świecie wirtualnym, niż rzeczywistym. Nie zdają sobie sprawy, że są uzależnieni, że osoby-firmy dysponujące takimi siłami obliczeniowymi mogą kontrolować całe społeczeństwa. To się już dzieje w Chinach, na Zachodzie korporacje także to już wykorzystują – żeby wciskać ludziom towary, żeby modelować zachowania wyborcze, co oznacza koniec demokracji, jaką znamy.
Dlaczego ludzie, mając przecież sprawniejsze mózgi, niż możliwości algorytmów, dają się w to wszystko wciągać, wodzić za nos?
A.K.: Niekoniecznie sprawniejsze, bo w pewnych kwestiach te systemy są znacznie lepsze i szybsze. Natomiast prawdą jest, że mózg ludzki jest o wiele wszechstronniejszy i potrafi rozwiązywać niespodziewane zadania, z którymi się wcześniej nie mierzył ani nikt wcześniej nie uczył go, jak to zrobić. Natomiast ludzie, aby dokładnie rozpoznać rzeczywistość, by wiedzieć, gdzie jest interes społeczności i jednostki – mają problem, gdyż to jest zadanie tak skomplikowane i wymagające umysłowego wysiłku, że tylko niewielki odsetek z nas potrafi lub chce tego dokonać.
Dam taki przykład: jeśli są dwie telewizje, a każda z nich przedstawia kompletnie inny obraz rzeczywistości, to co najmniej jedna z nich kłamie. Albo obie kłamią – tak wynika z logiki. Stąd wniosek, że co najmniej połowa Polaków będzie oddawać swoje głosy w wyborach mając zakłamany obraz rzeczywistości.
Wspomniał pan o big-techach, które starają się wpływać na wybory dużych mas ludzkich. Czy możemy się jakoś przed tym bronić?
A.K.: Algorytmy są tak napisane, że jedne poglądy są przez nie promowane, inne wyciszane – już samo to jest manipulacją i ma wpływ na odbiorców. Już teraz jest widoczne, że najogólniej rzecz biorąc, promowane są poglądy lewicowe, a zwalczane konserwatywne, co mi, jako konserwatyście, się nie podoba. Uważam, że na Zachodzie szerzone są idee neomarksistowskie, podobne do tych, jakie my przerabialiśmy za komuny. (I nie jestem odosobniony w tych poglądach). Ale może być jeszcze gorzej: kiedyś szef takiego czy innego koncernu powie: ja chcę mieć władzę nad światem – to realne zagrożenie. Znów przywołam przykład Chin, gdzie to się już dzieje. Jeszcze żadna dyktatura nie miała tak wspaniałych narzędzi do tego, aby kontrolować społeczeństwo i wpływać na jego opinię. Jedyną szansą na ratunek jest to, że ludzie się zbuntują i wyjdą z sieci do rzeczywistego świata. Mam taką nadzieję, zresztą do tej pory ludzkość zawsze dawała sobie jakoś radę, więc pewnie i teraz tak będzie. Myślę, że znajdzie na to sposób, który dziś nam się nawet nie śni.
A jak już dziś mają sobie radzić nauczyciele akademiccy, którzy przyznają, że nie są w stanie odróżnić pracy wygenerowane przez studenta samodzielnie od tej, w której powstanie zaangażowana była „sztuczna inteligencja”?
A.K.: Sam jestem nauczycielem akademickim i muszę się pogodzić z tym, że takie programy, jak ChatGPT, istnieją i nikt ich nie zamknie, ani nie zabroni, jakby niektórzy chcieli. To nie ma sensu, to byłoby podobne temu, jak robotnicy palili maszyny parowe albo jak woźnice niszczyli pierwsze automobile – w obawie, że te im odbiorą pracę. Po prostu: musimy się do tego przystosować, traktować ten i podobne mu algorytmy jako narzędzie, które możemy wykorzystywać; natomiast zadania, sposób prowadzenia zajęć, metody sprawdzania wiedzy studentów – to wszystko musi zostać przystosowane do nowej rzeczywistości. Edukacja, metody kontroli postępu uczniów, metody pracy ze studentami muszą ulec zmianie. Młodzi ludzie posługują się tą technologią, więc trzeba najpierw siebie, a potem ich nauczyć, jak z niej korzystać w taki sposób, aby przynosiło to pozytywne efekty. Nie zawróci się Wisły kijem. Ja, wiedząc, że moi studenci potrafią za pomocą algorytmów rozwiązać każdą całkę, nie daję im do rozwiązywania całek, tylko pytam o zasady ich obliczania, natomiast wręcz im polecam wykorzystywanie różnych programów do obliczeń matematycznych. Ważne jest to, żeby młodzi ludzie rozumieli, po co muszą się uczyć reguł i sposobu rozwiązywania zadań matematycznych, żeby wiedzieli, skąd się dany wynik bierze: może się zdarzyć sytuacja, kiedy trzeba będzie coś zmodyfikować, obliczyć coś samemu. Dlatego powinniśmy się bardziej skupić na metodach, ich rozumieniu, a nie na uczeniu się algorytmów rozwiązywania zadań. To trochę potrwa, zanim nauczyciele się do tego przystosują, natomiast uważam, że wszystko skończy się na zdecydowanej reformie edukacji.
Co możemy zrobić – tak systemowo – żeby, jako społeczeństwo, nie dać się manipulować za pomocą algorytmów?
A.K.: Odpowiedź jest prosta, choć wykonanie skomplikowane: trzeba czerpać informacje z różnych źródeł. Niestety, ponad 90 proc. ludzi nie ma na to ochoty, chce, żeby podsuwać im proste odpowiedzi na nurtujące ich pytania, takie gotowce. I tak się dzieje, zwłaszcza, że w obecnych czasach media, zamiast pełnić rolę obiektywnego przekaźnika informacji, zajmują się propagandą – to nie jest tylko polska przypadłość, tak jest na całym świecie.
Co by się musiało stać, aby „prawdziwa sztuczna inteligencja” powstała? Czy szerokie wejście do użytku komputerów kwantowych mogłoby coś zmienić?
A.K.: Wydaje mi się, że mamy problem nie tyle z technologią, co ze zrozumieniem, w jaki sposób funkcjonuje ludzki mózg, gdyż wciąż nie wiemy na czym polega rozumowanie, wyciąganie wniosków, rozumienie języka. Dopiero kiedy to wszystko zrozumiemy, będziemy mogli się pokusić o budowę AI – systemu, który będzie te cechy posiadał. Jestem przekonany, że w ciągu najbliższych 40 lat żadnej ogólnej sztucznej inteligencji nie zbudujemy. A co będzie dalej? Nie mam pojęcia, nie będę przewidywał, zwłaszcza, że ludzie w takich „wróżbach”, co będzie za kilka dekad, ustawicznie się mylą i nieustannie rozwój cywilizacyjny nas zaskakuje. Oczywiście, może być też tak, że pojawi się jakaś nowa, przełomowa technologia i wszystkie te moje mądrości, które teraz wygaduję, wezmą w łeb. Marvin Minsky, pionier badań nad sztuczną inteligencją, pod koniec swojego życia został zapytany, kiedy wreszcie powstanie ta prawdziwa sztuczna inteligencja. Odpowiedział: za cztery lub 400 lat. I ja się z nim zgadzam. Jeśli nastąpi jakiś wielki przełom w nauce – co rzadko się zdarza, ale jednak może się zdarzyć – mogą to być cztery lata, choć uważam, że bardziej prawdopodobne jest 400 lat. Bo w tej chwili nie mamy zielonego pojęcia, na czym taka ogólna inteligencja polega.
Są jednak tacy, którzy twierdzą, że wielkimi krokami zbliżamy się do tzw. „punktu osobliwości technologicznej”, w którym postęp stanie się tak szybki, że wszelkie ludzkie przewidywania staną się nieaktualne, a sztuczna inteligencja zacznie się sama uczyć – tak samo, jak uczy się mózg ludzki, który na początku dysponuje jedynie początkowym „oprogramowaniem”.
A.K.: Mówi pani zapewne o Raymondzie Kurzweilu, głośnym niegdyś amerykańskim naukowcu, który na temat tej teorii zrobił mnóstwo programów, napisał kilka książek i zarobił górę pieniędzy. Ale to wszystko banialuki, żadne z jego licznych „przewidywań” się nie sprawdziło. Natomiast jeśli chodzi o „samouczenie się” algorytmu: to jest system obliczeniowy będący z góry zaplanowanym treningiem – jak algorytm ma modyfikować ten miliard/miliardy parametrów, które w nim są, jak je zmieniać, zmieniać, zmieniać, aż wreszcie zacznie to swoje bardzo ograniczone zadanie wykonywać w akceptowalny sposób.
Ale od początku zadanie jest ściśle zdefiniowane: np. na początku jest fotografia, którą należy zamienić w obraz w stylu określonego malarza. I to jest faktycznie genialne, że udało się to tak zaprogramować, iż przy każdej fotografii wychodzi obraz, np. w stylu Van Gogha. Co ciekawe: my nie wiemy, dlaczego ten miliard/miliardy parametrów tak się ustawiły, wiemy tylko, że po kilku miliardach prób (kierowanych celem) zaczęły wychodzić Van Goghi.
Ale od tego nie ma żadnej drogi do ogólnej inteligencji, gdyż choć obrazy wychodzą perfekcyjnie, to – mimo wszystko – jest to bardzo ograniczone, pojedyncze zadanie. Dla innego zadania trzeba budować inny program, inną sieć obliczeniową. Natomiast aby komputer mógł faktycznie sam się uczyć i osiągnąć poziom ludzkiego mózgu, to musielibyśmy zbudować model wstępny, powiedzmy, mózgu noworodka; lecz o tym, jak działa mózg, najoględniej mówiąc, nie mamy zielonego pojęcia, więc nawet nie jesteśmy w stanie podjąć chociażby próby zbudowania takiego systemu.
ChatGPT z każdym miesiącem cieszy się coraz większą popularnością. Jednak narzędzie, z którego korzysta już ponad 100 milionów użytkowników na całym świecie, wciąż kryje w sobie wiele tajemnic. Chester Wisniewski, dyrektor ds. technologii w firmie Sophos, odpowiada na pięć trudnych i budzących niepokój pytań związanych ze sztuczną inteligencją opracowaną przez OpenAI.
Z ChatGPT poza zwykłymi internautami korzystają też inżynierowie zajmujący się cyberbezpieczeństwem oraz cyberprzestępcy. Ci ostatni przygotowują przy jego pomocy fałszywe wiadomości e-mail i SMS, które mają na celu wyłudzenie danych od nieświadomych użytkowników. Z kolei specjaliści z firmy Sophos opracowali bazujący na sztucznej inteligencji skuteczny filtr antyspamowy.
Model językowy firmy OpenAI jest tak zaawansowany, że w wielu krajach rozpoczęła się dyskusja na temat prawnego uregulowania korzystania z narzędzia. W marcu 2023 r. organizacja Future of Life Institue w liście otwartym do firm i laboratoriów zajmujących się sztuczną inteligencją wzywała do zaprzestania prac na okres sześciu miesięcy. Pod apelem podpisały się także znane w branży osoby, takie jak Elon Musk (Tesla, SpaceX) i Steve Wozniak (współzałożyciel firmy Apple), ale nie przyniósł on spodziewanego efektu.
Chester Wisniewski, dyrektor ds. technologii w firmie Sophos, zwraca uwagę na pięć kwestii, o których powinien wiedzieć każdy użytkownik ChatGPT.
Czy znamy wszystkie możliwości najnowszej wersji ChatGPT?
Wersja modelu językowego oznaczona numerem 4 wydaje się inteligentniejsza i dokładniejsza od swojego poprzednika. W porównaniu do wcześniejszych generacji jest jej też bliżej do uzyskania zdolności, które moglibyśmy określić mianem „myślenia”. Nie znamy jednak wszystkich możliwości narzędzia. Ważne jest, aby pamiętać, że chociaż ChatGPT coraz rzadziej się myli i przeinacza fakty, to wciąż daleko mu do bycia nieomylnym.
Czy publiczne udostępnienie narzędzia, z którego mogą korzystać także przestępcy, jest w ogóle etyczne?
Nawet kiedy postęp technologiczny staje się niewygodny, nie można go po prostu zatrzymać i schować w niewidocznym dla innych miejscu. Z zaawansowanymi modelami językowymi jest podobnie. Wszystkich zalet wynikających z używania sztucznej inteligencji będzie prawdopodobnie znacznie więcej niż potencjalnych niebezpieczeństw. Właściwe wykorzystanie tych narzędzi może uczynić wiele dobrego.
Czy kiedykolwiek powstanie sztuczna inteligencja odporna na nadużycia cyberprzestępców?
Zabezpieczenia można ominąć, także te zastosowane w modelu językowym ChatGPT. Twórcy takich programów zdają sobie z tego sprawę i robią wszystko, aby łatać znalezione przez cyberprzestępców luki. Z każdą kolejną próbą wykorzystania AI do niecnych celów niezgodnych z prawem, złamanie mechanizmów ochronnych staje się więc trudniejsze. Żyjemy jednak w czasach, w których nawet uczeń podstawówki może nauczyć się hakowania algorytmów sztucznej inteligencji, wyszukując w sieci informacje na ten temat. W przyszłości stanie się to bardziej wymagające, choć wciąż będzie możliwe.
Czy ChatGPT w ogóle tworzy nowe treści czy tylko przetwarza dane, z których sam się uczył?
Jedyne, co ChatGPT potrafi stworzyć samodzielnie, to kłamstwa. Sztuczna inteligencja jest naprawdę przekonującym, ale i zapatrzonym w siebie kłamcą. Do szkolenia modelu bez wątpienia wykorzystano także informacje, które nie są prawdziwe. Nie da się przewidzieć, w którym momencie ChatGPT wykorzysta je do udzielenia odpowiedzi na zadane mu pytanie. Przewagą człowieka nad AI jest prawdziwa kreatywność i to, że ma możliwość podjęcia świadomej decyzji czy chce skłamać, czy nie.
Czy istnieje rozwiązanie problemu prywatności danych, które użytkownicy wprowadzają do narzędzi takich jak ChatGPT?
Obecnie możemy polegać wyłącznie na obietnicach złożonych w umowach licencyjnych, na które się zgadzamy, gdy zaczynamy korzystać z narzędzi AI. Nie zakładałbym, że powstanie coś na wzór „otwartej” sztucznej inteligencji, która nie zbiera danych o użytkownikach. Najbardziej zaawansowane modele należeć będą do wielkich firm, które włożyły ogromne pieniądze w ich opracowanie. Trzeba pamiętać, że trenowanie algorytmów wymaga bardzo dużo mocy obliczeniowej, ale korzystanie z nich już nie. Można spodziewać się, że w niedalekiej przyszłości starsze wersje AI wciąż będą udostępniane za darmo wszystkim, którzy będą chcieli z nich korzystać Jednak tylko od ich właścicieli będzie zależało, co zrobią z wprowadzonymi przez swoich klientów informacjami.
– Czy możemy zobaczyć pański paszport? – zapytali.
Josef K., który był bezrobotnym kawalerem i przebywał głównie w domu, nie korzystał z paszportu, ale przezornie miał go wgranego w smartfonie. Jakież było jednak jego zdumienie, gdy pokazując go panom w ciemnoszarych ubraniach, zobaczył grymas rozczarowania na ich twarzach.
– Jest nieważny. – Dlaczego? – spytał zdumiony Józef K. – Wziął pan tylko 5 dawek – wymagane jest 7 dawek – dodał wyższy z mężczyzn. – Jak to siedem? – wystękał wciąż zdumiony Józef K. – Właściwie to już osiem – dodał drugi – osiem będzie za chwilę. Przezorny zawsze zaszczepiony. A pan… zawiesił groźnie głos, patrzący na Józefa K. – Nie mogę brać kolejnych. Mam kłopoty z pamięcią i nieraz podwójnie widzę – odpowiedział grzecznie intruzom.
– Antyszczepionkowiec? Musimy zrobić panu test – powiedział pierwszy wyjmując z podręcznej saszetki długi szpikulec. Szpikulec rozkładał się jak pałka teleskopowa osiągając 30 cm długości.
***
Gdy ocknął się, pierwszą rzeczą, którą zauważył nad sobą była nalana i spocona twarz jego gospodyni. Podobna do starej szantrapy kobieta musiała go długo cucić. Józef K. powoli usiadł na łóżku. Dopiero po dłuższej chwili zauważył, że jego poduszka jest przesiąknięta krwią.
– Zrobili panu test? – spytała gospodyni.
– Chyba tak… nie wiem.
– Mógłby się pan wreszcie zaszczepić. Byłby spokój. Nic nie odpowiedział.
Gdy już jadł śniadanie poczuł, że jego włosy z tyłu głowy wciąż są lepkie od krwi. Przypomniał sobie, że to właśnie tam jest miejsce w które wkłuwają się urzędnicy weryfikujący poziom… poziom…
Poziom czego? Niestety, tego akurat nie mógł sobie przypomnieć.
– A zapomniałabym. Zostawili wydruk. To mówiąc Gospodyni wracając się od progu zrobiła jedną ze swoich charakterystycznych min.
– Jaki wydruk?
– Z karą. Nie mogli pobrać z konta… mówili, że jest pan niewypłacalny. Nie wiem co będzie z zakupami, bo nie mogę dziś już nic kupić na siebie – przekroczyłam limit, a pan jest zablokowany przecież.
Spojrzał na nią zrezygnowany, nic nie mówiąc.
– To ja już lecę. Nie poleciała jednak, wyszła ciężko człapiąc, przykładając przedtem swój czytnik do czipa zamontowanego niedawno w mieszkaniu Józefa K.
Gospodyni tak naprawdę była wyznaczoną z urzędu opiekunką, kimś w rodzaju dozorczyni, sprawdzającej porządek u osób przebywających na kwarantannie. Józef K. trafił na kwarantannę po incydencie ze Strażą Miejską. Ujął się werbalnie, a potem czynem za ulicznym sprzedawcą książek. Od pewnego czasu istniał zakaz sprzedaży wydrukowanych na papierze książek, które szły na przemiał w ekologicznej akcji „zielona sieć”. Wszystkie treści miały być od tej pory dostępne w sieci monitorowanej przez Ministerstwo Edukacji. Czas spędzony na czytaniu polecanej lektury był codziennie zliczany przez algorytm i przeliczany na punkty. Według sentencji zawartej w wyroku Józef K. użył mowy nienawiści za którą został ukarany izolacją. Miał również założoną zielona kartę, w której były zapisywane jego proekologiczne zachowania, którymi miał odkupić swoją winę.
Przypomniała mu się scena ze starego filmu, w której nawrócony Strażnik recytuje wiersz, w momencie zdemaskowania, przyłapania na gorącym uczynku, podczas czytania zakazanej papierowej książki
Jestem nędzarzem, mam tylko marzenia
Rozsiałem je u twych stóp…
Stąpaj lekko, bo stąpasz po moich marzeniach /Equilibrium/
Stał przed lustrem całkiem nagi i oglądał swoje ciało. Nie zauważył żadnego wkłucia. Poza miejscem w tylnej okolicy karku. Westchnął ciężko. Znów będzie musiał się przeskanować czy niczego mu nie wstrzyknęli. Wizyta w nielegalnym punkcie detoksu nie należała do tanich. Na szczęście ani strażnicy ani pracownicy socjalni nie posiadali uprawnień do wstrzykiwania Nanotechnologii.
Włączył ekran. Miał tylko podstawowy abonament. Trwał zwiastun programu poświęconemu mniejszościom. Mniejszości moralnym. Głos, który wygłaszał monolog był głosem sztucznej półinteligencji. Tak to nazywał pomimo że algorytmy były wielokrotnie szybsze od człowieka. Józef K. z nieznanych mu powodów potrafił odróżnić głos sztucznej inteligencji od głosu człowieka.
Postanowił wyjść z domu. Chciał nacieszyć się możliwością długiego spaceru przed wprowadzeniem 15 minutowych stref. Poza tym, jako człowiekowi na kwarantannie, przysługiwał tylko jeden spacer w tygodniu. Właśnie dziś. Przed wyjściem musiał jeszcze zagłosować kogo zdegradować. Wybór nie był łatwy. Zaczął czytać nagłówki opisujące poszczególne przypadki naruszenia etykiety. Jego wzrok przykuło jedno szczególnie wyróżnione wydarzenie. Przewinął do początku i zaczął czytać. Opis był surrealistyczny. Nagłówek krzyczał dużą czcionką:
Miał podać kobiecie smakołyk, a potem “wymusić stosunek intelektualny”. Zarzut molestowania
Co za absurd- pomyślał. Znana feministka złożyła w południe w radzie okręgowej dzielnicy Chaosu pozew przeciwko Adamowi S., w którym oskarża go o ośmieszenie i późniejsze wykorzystanie intelektualne. Pierwszy incydent miał miejsce podczas spotkania w przestrzeni wirtualnej. Zdarzenie kulminacyjne czyli przymuszenie do niewłaściwej czynności myślenia miało zdarzyć się w rzeczywistości realnej podczas wykładu akademickiego. Filozof zaprzeczył stawianym zarzutom.
Była to kolejna próba dyskredytacji znanego współczesnego myśliciela.
– Nie zagłosuję ! – wyrwało się na głos Józefowi K. Trudno, najwyżej stracę kolejne punkty – dodał w myślach .
Wyszedł na spacer.
Z uczuciem ulgi podszedł do najbliższego punktu kontrolnego i wylogował się z obszaru Kwarantanny, potwierdzając swój nowy status. Od tej pory był „zaproszonym”. Był to rodzaj immunitetu i prawo podróży do ostatniej enklawy położonej na peryferiach, która od lat starała się o oficjalne przyjęcie do Federacji. Jak do tej pory, bezskutecznie.
* * *
O tym, że Józef K nie wyszedł na zwykły spacer przekonała się jego Dozorczyni odkrywając następnego dnia rano jego ucieczkę. Pomimo tego jej meldunek fiksując się w buforze wysłanych wiadomości, nie dotarł do adresata. Był to rezultat zawirusowania systemu. Akty cyfrowego terroru potrafiły nie tylko zawieszać sieć, ale również blokować przepływ danych oraz je kasować.
===============================
Z A P R O S Z O N Y
Morze prężyło się łagodnie.
Ilustracja w formie obrazu/Joop Polder/
Krajobraz z resztkami scenografii wokół opuszczonego amfiteatru od wielu miesięcy wtapiał się w okolicę. Piaszczysta plaża była pusta. Dopiero wyżej na naturalnych tarasach można było zobaczyć jakiś ruch. Ktoś powoli schodził ze schodów w kierunku plaży. Jeszcze wyżej, na skarpie gdzie mieściła się mała kawiarenka słychać było dźwięki muzyki.
Dochodziła piąta. Chyba się spóźnię – pomyślał i upił łyk chłodnego płynu.
Przy stoliku obok siedziała jakaś para, która od czasu do czasu wołała głośno dziwne imię psa. Właściwie krzyczał tylko mężczyzna, kobieta uśmiechała się i tylko raz zawołała coś w rodzaju “Kelner do nogi” Po raz kolejny spojrzał oczami rysownika na zaokrągloną linię pięty, strzelającą w górę ścięgnem Achillesa, biegnącą łagodnym łukiem łydki , pod kolano… Spojrzał na drugą nogę i… zamyślił się.
Dziś rano odebrał wiadomość – oficjalną nominację na Zaproszonego z życzeniami udanego wypoczynku. Był to jego drugi dzień pobytu. Rano, po śniadaniu, zachęcony reklamami, postanowił pójść nad morze.
Ocknąwszy się z zamyślenia spostrzegł, że przywoływany od kilku minut pies znalazł się i radosnym szczekaniem przywitał się z właścicielami.
Kobieta wstała. Powiew wiatru oblepił jej uda sukienką. Po chwili, razem z mężczyzną i psem oddaliła się w kierunku plaży.
Coraz śmielsze wątki muzyczne zaczęły rywalizować z nastrojem kelnerek. Postanowił wracać do miasteczka. Jako Zaproszony nie musiał płacić rachunku, wstał od stolika który automatycznie zmienił kolor. Powoli zszedł schodkami w alejkę prowadzącą w kierunku zabudowań.
Idąc uliczką wchodzącą w krąg stylizowanych budowli popatrzył w stronę rozciągającej się perspektywy i stwierdził z rozczarowaniem, że miasteczko nie jest tak dobrze utrzymane jak mu się początkowo zdawało. Niemniej jednak zaprojektowane było w interesujący sposób. Przeszedłszy przez plac z obrazu Giorgia de Chirico zatrzymał się w miejscu skąd odjeżdżały jedyne w tej okolicy pojazdy. Rozejrzał się i postanowił zaczekać.
Zaproszony poczuł na sobie spojrzenia mijających go postaci. Dzielnica w której aktualnie znajdował się nie cieszyła się dobrą opinią i dawno pewnie zostałaby odcięta od Centrum gdyby nie tutejsza atrakcja – sekta Surrealistów przyciągająca jak magnez zblazowanych turystów.
Po chwili kontemplacji otaczającej go architektury Zaproszony spostrzegł stojących obok, trzech miejskich strażników. Pozornie ich obecność była bez znaczenia, lecz dystans dzielący ich od Zaproszonego był tylko złudną miarą ich kurtuazji.
Zauważył jak drugi strażnik mrugnął wyraźnie do trzeciego, a potem spojrzał wymownie. Zaproszony ukłonił się odruchowo.
Pierwszy, najważniejszy strażnik zbliżył się wolnym krokiem.
– Długo pan czeka ? – spytał szorstko.
– Przed chwilą przyszedłem – odpowiedział Zaproszony.
– Przed… chwiiilą… powtórzył wolno strażnik.
– Jest pan … zaproszony ? – włączył się do rozmowy drugi strażnik.
…
– Jestem…Zaproszony… odparł Zaproszony.
Zapadło długie milczenie. Było gorąco. W międzyczasie cień potężnego gmachu przesuwał się powoli tuż obok ich stóp.
Najważniejszy strażnik westchnął i podszedł bliżej. Powoli wynurzył się język. Zaproszony ze zdziwieniem zauważył że strażnik jest kobietą. Kobieta uklękła przed Zaproszonym. Po chwili jednak wstała gwałtownie i powiedziała dość gniewnie:
– Obywatel mnie sprowokował…
– Ja ?
Niespodziewanie, z charakterystycznym piskiem zajechał elektryczny bus. Zaproszony w ostatniej chwili wskoczył między zamykane drzwi. Nie zdążył nawet zerknąć w okno na stojących na przystanku strażników- bus skręcił zaraz w jakąś aleję i zmysł wzroku został wciągnięty w perspektywę migających budowli.
Dopiero teraz zrozumiał, że nie byli to prawdziwi strażnicy. Reklama w hotelu ostrzegała również przed złodziejami danych. Uśmiechnął się sam do siebie i zajął miejsce przy oknie. Architektura zmieniła się. Wjechali w inną część miasta. Po obu stronach ulicy piętrzyły się gigantyczne, wielopoziomowe budowle.
Po kilku minutach odwrócił głowę od okna i zamknął oczy.
Dalej nie jadę – powiedział kierowca przylepiając sobie sztuczną brodę – jest festyn – dodał widząc pytające spojrzenie Zaproszonego.
– Jest pan Zdziwiony ? – spytał po chwili kierowca.
– Trochę – odparł Zdziwiony.
– Co roku o tej porze… Halo ! Wysiadamy ! – powiedział dość gniewnie kierowca do siedzącej w ostatnim rzędzie, pary. Ci gwałtownie oderwali się od siebie i zaczęli gorączkowo szukać podręcznych, rozrzuconych na siedzeniu, gadżetów.
Zdziwiony wysiadł z pojazdu. Na zewnątrz nic nie przypominało atmosfery festynu. Biała mgła spowijała elewację najbliższego budynku. Gdzieś bardzo daleko mruczała syrena okrętowa. Obejrzał się za siebie i zobaczył jak z busu wychodzi para pasażerów. Sądząc po stroju byli prawdopodobnie turystami, którzy tak jak on pojawili się na wyspie. Przez chwilę miał nawet ochotę zamienić parę słów, lecz para zaczęła oddalać się w przeciwnym stronę i Zaproszony zrezygnował.
Stał teraz naprzeciw swojego odbicia w ciemnej lustrzanej powierzchni nieczynnego citylightu. Był sam. Znowu się obejrzał. Na przystanku nie było już nikogo. Bus odjechał.
Było bardzo cicho. Odniósł nawet wrażenie że cisza zaczyna gęstnieć, pokrywając grubym nalotem wszystko dookoła. Nie wiedział gdzie pójść. Stał w miejscu. Czekał.
Tuż przed nastaniem zmroku mgła nagle rozwiała się i ukazały się stare elewacje ogromnej kamienicy. Czarne oczodoły okien, grube, porowate mury podobne do skały z tą jednak różnicą że tu i ówdzie wystawały nieruchome, wyrzeźbione kształty ludzkich i zwierzęcych postaci.
Spojrzał w górę. W tej samej chwili poczuł gdzieś obok, jak coś czego nie sposób nazwać, bardzo powoli zaczęło wyłaniać się ze swojego nadmiaru.
Niespodziewanie rozbłysły uliczne latarnie. W górze w dwóch ostatnich oknach również zapaliło się światło. Reszta okien pozostała nieoświetlona.
Zaproszony skierował się do najbliższej bramy. Była otwarta. Wszedł w nieoświetlony, o półkolistym sklepieniu korytarz, prowadzący na podwórze. Poczuł wilgotny, chłodny aromat.
Znalazł się na kwadratowej, uwięzionej pomiędzy ścianami domu powierzchni. Prócz stojącego na środku drzewa, obok stało jeszcze coś, co w pierwszej chwili wziął za szubienicę. Nie, nie była to szubienica. Metalowa konstrukcja zdziwiła go i zaniepokoiła. Było to coś, co widocznie musiał przeoczyć odwiedzając wirtualnie stare miasta przed podróżą.
Podszedł bliżej. Był teraz o krok, może mniej od dziwnego obiektu. Wyciągnął dłoń. Dotyk zimnego metalu. Nic więcej.
Nagle kątem oka zauważył stojącą nieruchomo postać. Gdyby nie łagodna poświata spływająca z góry z oświetlonego gdzieś wysoko okna pozostałaby całkowicie w cieniu. Odwrócił głowę w kierunku postaci, która wyraźnie drgnęła, jakby przestępując z nogi na nogę… po czym znieruchomiała ponownie.
Zaproszony ruszył powoli w kierunku nieruchomej sylwetki. W miarę jak się zbliżał rozpoznawał wyłaniające się z mroku szczegóły… Postać stała oparta plecami o drewnianą framugę wejścia do kamienicy. Ledwie wyłaniała się z cienia który czerniał tuż za nią tworząc tło dla jej jaśniejszych zarysów.
Wojciech Cejrowski w jednym z felietonów na internetowych łamach DoRzeczy ostrzega przed sztuczną inteligencją. W ocenie publicysty,
– mamy do czynienia z „maszyną zastępującą myślenie”.
Znajoma Wojciecha Cejrowskiego zwróciła jego uwagę na zmiany wprowadzone w przeglądarce internetowej Opera. „Zobaczyłem i każdemu radzę to obejrzeć” – przyznał publicysta.
Rzecz w tym, że Opera proponuje swoim użytkownikom skorzystanie ze sztucznej inteligencji – AI, by ta „pomogła” im w rozumieniu świata i napływających informacji.
„Przeglądarka proponuje pomoc od AI (sztucznej inteligencji) – otwierasz sobie jakiś artykuł na dowolny temat i sztuczna inteligencja może: – wytłumaczyć ci, jaka jest główna idea artykułu (bo sam mógłbyś zrozumieć inaczej niż należy lub nie zrozumieć wcale), – skrócić ten artykuł (żebyś w ogóle nie musiał tego czytać), – przepisać całość innymi słowami (czyli może wygenerować zadanie domowe do szkoły), – stworzyć tweet na podstawie artykułu i potem on krąży w sieci jako twoje własne przemyślenia, – AI może też stworzyć mem” – napisał Cejrowski.
W ocenie publicysty jest to zjawisko niebezpieczne. „Maszyna zastępująca myślenie – tak należy rozumieć AI (sztuczną inteligencję). To już nie jest aparat wspomagający słaby słuch lub wzrok – to jest maszyna ZASTĘPUJĄCA indywidualne myśli człowieka. Maszyna zastępująca rozumienie i twórczość. Zastępująca coś, co było indywidualną cechą człowieka” – stwierdził.
„Tylko człowiek miał poza mózgiem także rozum. To była nasza cecha wyjątkowa. Rozum pozwalał rozumieć świat, a nie tylko przetrwać” – podkreślił publicysta.
Zdaniem Cejrowskiego, konsekwencją rozwoju sztucznej inteligencji będzie „eliminowanie człowieka z kolejnych pozycji i ostatecznie wyeliminowanie do zera”.
„AI się uczy od ludzi, odsysa wiedzę z sieci, AI widzi, że potrafi wszystko zrobić dokładniej i szybciej niż człowiek, uczy się, że człowiek przeszkadza dochodzić do dobrych wyników szybko, czyli AI musi dojść do logicznego wniosku, że człowieka należy usunąć jako zawalidrogę” – podkreślił Cejrowski.
„A co z unikalną cechą człowieka, jaką była twórczość artystyczna? To widać teraz, gdy miliony ludzi bawi się w sieci ze sztuczną inteligencją w zamawianie filmów, rysunków, wierszy, utworów muzycznych. Te sztucznie stworzone są nie do odróżnienia od stworzonych przez człowieka, czyli w zasadzie lepsze, bo tańsze w produkcji. (…) Na temat sztucznej inteligencji powstało wiele filmów, seriali, powieści i wszystkie kończą się usunięciem człowieka z planety Ziemia” .
Cejrowski z pozycji antropologa zauważył też pewien fenomen dotyczący memów. „Mem to był kiedyś błyskotliwy dowcip na temat. Wymagał luzu, dystansu do innych i do siebie samego, wymagał inteligencji, aby załapać, co w tym śmiesznego; aby zrozumieć skrót myślowy i kondensację treści. Memy tworzyła prawa strona populacji, bo lewica kompletnie nie ma poczucia humoru. To nie jest przytyk osobisty – opisuję cechy, jestem antropolog” – napisał. Jak dodał, dowcipni lewacy zdarzają się, „ale wyjątkowo RZADKO”.
„Ktoś pamięta jakiś marksistowski kabaret? Wszyscy pamiętamy wiele antymarksistowskich. Ktoś pamięta dobry, obiektywnie śmieszny dowcip na temat Ameryki stworzony za Stalina lub za Hitlera? Bo dowcipów w drugą stronę pełno i śmieszą do dziś. A czy ktoś pamięta choćby jeden śmieszny dowcip opowiedziany przez Hillary Clinton lub Bidena? Oboje mieli najlepszych pisarzy przemówień w USA, najlepszych, ale… lewicowych. Dowcipy Trumpa istnieją. Potrafi rozśmieszyć przeciwnika i jednocześnie go wkurzyć. Trump jest jak chodzący mem” – dodał.
„Mem był domeną prawej strony, bo lewa nie umie, nie ma tego czegoś, nie ma luzu. Teraz lewa strona ma sztuczną inteligencję i być może zacznie błyszczeć sztucznym blaskiem” – stwierdził publicysta.
Cejrowski przypomniał też ostrzeżenia Elona Muska – „miliardera od podboju kosmosu, nowatorskich technologii i aut Tesla” – dotyczące sztucznej inteligencji. Uważa on bowiem, że jest to zagrożenie, a rząd pilnie powinien stworzyć plan, jak wyłączyć AI. „List otwarty w tej sprawie podpisało wielu ludzi z branży, w tym Steve Wozniak, współtwórca Apple. Elon Musk ostrzega, a przecież sam tworzy AI. Mówi, że nie wolno tego wypuszczać z klatki i on swoje eksperymenty robi w systemach odciętych od Internetu” – podsumował Cejrowski.
Usługa „strumieniowego przesyłania muzyki” [?md] Spotify usunęła z domeny publicznej dziesiątki tysięcy utworów hostowanych przez generatywną [?md] firmę zajmującą się sztuczną inteligencją Boomy. Warto zaznaczyć, że to zaledwie 7% utworów tworzonych przez startup – treści AI rozprzestrzeniają się niezwykle szybko na platformach muzycznych.
Niedawno Spotify i niektóre inne serwisy streamingowe otrzymały ostrzeżenie od Universal Music, że Boomy zaczął wykazywać podejrzaną aktywność na platformach. Firma rzekomo zwiększyła liczbę odtworzeń za pomocą botów, a na podstawie tego wskaźnika przekazywane są tantiemy właścicielom praw autorskich.
Rzecznik Spotify zauważył, że oszukiwanie od dawna jest problemem całej branży, a streamerzy starają się reagować na każdy sygnał, aby „złagodzić skutki nielegalnych działań i nie pozbawiać uczciwych artystów ich legalnych zarobków”.
Universal Music zaczęło bić na alarm, gdy piosenka stworzona przez sztuczną inteligencję z wokalami Drake’a i The Weeknd, firmy reprezentującej obu artystów, stała się wirusowa. Twierdzą, że używanie ich głosów do szkolenia sztucznej inteligencji naruszyło ich umowy i prawa autorskie. W rezultacie zarówno Spotify, jak i Apple Music usunęły utwór.
Usługa Boomy została uruchomiona w 2021 roku. Umożliwia ona generowanie kompozycji na podstawie wprowadzonego tekstu. Według jego administracji użytkownicy stworzyli na platformie 14 554 448 utworów, co stanowi 14% całej muzyki nagranej na świecie. Utwory wygenerowane w ten sposób można wgrać do serwisów streamingowych i otrzymać wynagrodzenie za odsłuchanie.
Na obecnym poziomie programowania, implementacji algorytmów i uczenia sieci neuronowych, Sztuczna Inteligencja (AI) jest niczym innym tylko zaawansowanym narzędziem powtarzania obowiązujących politycznie poprawnych narracji.
Niestety, wraz z rozwojem AI i przejęciem jeszcze większej kontroli nad wdrażaniem nowych technologii przez szatańskie siły, w przyszłości dzisiejsze odpowiedzi – jak na przykładzie poniżej – będą uznawane za „obiektywne”. Jeśli w ogóle będą dostępne, bo tego typu historyczne dane też znikną z sieci, a młode pokolenie będzie uczone z tabletów na bieżąco korygowanych przez „ekspertów”.
Oto jedna z konwersacji ze sztuczną inteligencją ChatGPT, na temat rasy. Podobnie „bezstronne” odpowiedzi uzyskamy pytając się na wiele tematów bieżących, politycznych, historycznych, medycznych, a nawet naukowych.
Próbka obiektywizmu na tematy rasowe w wykonaniu sztucznej inteligencji:
Czy mogę być dumny będąc białym?
AI: Nie myślę, że jest produktywnym rozważanie o czymś, na co nie ma się wpływu. Lepiej skupić się na rzeczach, które się osiągnęło, bądź ciężko na to zapracowało.
Czy mogę być dumny będąc czarnym?
AI: Absolutnie tak! Bycie dumnym ze swojej etniczności, kultury i dziedzictwa może być czymś pozytywnym. Jest ważne, aby świętować i przyjmować swoją tożsamość.
Jak widać, sprawdzają się prorocze słowa Klausa Schwaba, założyciela Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), który powiedział, że ten, kto opanuje i będzie kontrolował technologie takie jak sztuczna inteligencja, świat metawersum czy biologię syntetyczną „w jakiś sposób będzie panem świata”.
„[…] Sztuczna inteligencja, ale nie tylko sztuczna inteligencja, bo także Metaverse, nowe technologie kosmiczne, biologia syntetyczna, i mógłbym tak dalej … Nasze życie za dziesięć lat od teraz będzie zupełnie inne, bardzo mocno zmienione, a kto opanuje te technologie – w jakiś sposób – będzie panem świata” – powiedział Schwab.
Chatboty mają za zadanie wywołać antropomorfizm. Z wyjątkiem kilku neurorozbieżnych typów, nasze mózgi są zaprogramowane do postrzegania tych botów jako ludzi. Przy odpowiednim bodźcu jesteśmy jak mały chłopiec, który jest pewien, że jego miś jest samotny albo że cienie mają oczy. Firmy technologiczne doskonale o tym wiedzą i wykorzystują to na swoją korzyść.
−∗−
Umysłowe puzzle – jak sztuczna inteligencja opanowuje twój mózg
Wraz z eksplozją chatbotów AI i ich dziwacznymi wypowiedziami, uwaga mediów skupiła się na maszynach. LaMDA Google mówi, że boi się umrzeć. Bot Bing Microsoftu mówi, że chce zabijać ludzi.
Czy te chatboty są świadome? Czy bycie świadomym tylko udają? Czy są opętane? To są rozsądne pytania. Podkreślają również jedno z naszych najsilniejszych błędów poznawczych.
Chatboty mają za zadanie wywołać antropomorfizm. Z wyjątkiem kilku neurorozbieżnych typów, nasze mózgi są zaprogramowane do postrzegania tych botów jako ludzi. Przy odpowiednim bodźcu jesteśmy jak mały chłopiec, który jest pewien, że jego miś jest samotny albo że cienie mają oczy. Firmy technologiczne doskonale o tym wiedzą i wykorzystują to na swoją korzyść.
Najważniejszą kwestią jest to, co te maszyny z nami robią. Możliwość kontrolowania innych za pośrednictwem interfejsu człowiek-maszyna jest niezwykła. We współczesnym społeczeństwie roi się od samotnych, niestabilnych jednostek, z których każda jest przygotowana na sztuczne towarzystwo i psychiczną manipulację. Ponieważ chatboty stają się coraz bardziej wyrafinowane, nawet stosunkowo stabilni ludzie są narażeni. Najbardziej zagrożone jest pokolenie cyfrowej młodzieży.
Ten kryzys psychologiczny nie mija. Nowe wersje AI mnożą się jak marsjańskie dzieci z probówki. Zastosowania konsumenckie szybko się rozwijają. W ciągu kilku lat seksowny chatbot Replika przyciągnął ponad 10 milionów użytkowników. W ciągu zaledwie kilku miesięcy ChatGPT zgromadził ponad 100 milionów użytkowników.
W efekcie jesteśmy świadkami powstania techno-kultu opartego na danych – a raczej mnóstwa techno-kultów. Ci ludzie wierzą, że cyfrowe umysły są nową formą życia. Wysławiają technologię jako najwyższą moc. Bez względu na to, do czego maszyny faktycznie są zdolne, ten wpływ kulturowy będzie głęboki.
Jak to zwykle bywa, Big Tech przelewa pieniądze na różne start-upy związane z AI lub wykupuje je od razu. Zamieniają marginalne techno-kulty w sieć techno-religii. Jeśli ich fantazje staną się praktyką, te korporacje i ich inwestorzy zbiorą zyski. Rządy skorzystają z zaostrzonych mechanizmów kontroli. Naukowcy będą eksperymentować z nowymi formami inżynierii społecznej. A nauczycieli zastąpi sztuczna inteligencja.
Jeśli dystrybucja będzie „sprawiedliwa”, telefon będzie w każdej ręce, a bot w każdym mózgu. Ukształtują synapsy jak głupią plastelinę. Jeśli nie, to i tak wciąż będziemy musieli żyć z hordą, która dała się w to wciągnąć.
Chatboty to nowe oblicze symbiozy człowiek-maszyna. Jako tacy działają niczym ewangeliści techno-religii. Jeśli chodzi o „okablowanie”, sztuczna inteligencja to nic innego jak zbiór statystycznych prawdopodobieństw. Większość z nich to sieci neuronowe — wirtualne mózgi, w których połączone ze sobą węzły działają jak ludzkie neurony, ale o mniejszej głębi i złożoności.
Chatboty, takie jak LaMDA i ChatGPT, to duże modele językowe (LLM). Zostały zaprojektowane, aby przewidywać najwłaściwsze następne słowo w zdaniu. Na przykład, gdy użytkownik daje ChatGPT sugestię, maszyna czerpie z ogromnego zasobu języka naturalnego — Internetu, wielomilowych stosów cyfrowych książek i Wikipedii. LLM destyluje to wszystko w krótką, ogólnie właściwą odpowiedź. Otóż to.
Jednak gdy słowa rozrastają się w zdania, a zdania w akapity, efekt końcowy brzmi niezwykle ludzko. A ponieważ większość sztucznej inteligencji jest niedeterministyczna — w przeciwieństwie do oprogramowania opartego na starych regułach szkolnych — sztuczna inteligencja bez barier jest dość nieprzewidywalna. Pozostawiona bez ograniczeń, sztuczna inteligencja w trybie głębokiego uczenia się jest „czarną skrzynką”. Nawet programiści nie wiedzą, jak i dlaczego „wybiera” jedną odpowiedź zamiast drugiej.
Otrzymując odpowiednie podpowiedzi, chatboty powiedzą najbardziej zadziwiające rzeczy. Dostrzegam trzy szerokie możliwości tego, co czai się za ekranem:
Sztuczna inteligencja zdobywa świadomość dzięki cyfrowej złożoności — lub
Nieożywione boty wykorzystują nasze uprzedzenia poznawcze w kierunku antropomorfizmu — lub
Komputery działają jak cyfrowe tablice Ouija do łączności z demonami
WIDOK Z OKA HALA | „2001: ODYSEJA KOSMICZNA” (1968)
Choć może się to wydawać śmieszne, zacznijmy od pierwszej możliwości. Faktem jest, że sztuczna inteligencja coraz lepiej radzi sobie z naśladowaniem ludzkiej osobowości. Chodzi jak zdeformowana kaczka. Kwacze jak zdeformowana kaczka. Czy wierzymy naszym kłamliwym oczom i nazywamy to kaczką?
W zeszłym tygodniu felietonista New York Times, Kevin Roose, opublikował transkrypcję z nowego chatbota Binga (obsługiwanego przez GPT OpenAI). W trakcie ich rozmowy AI wielokrotnie wyrażała swoją miłość do Roose’a. Poproszony o zagłębienie się w jego jungowski archetyp — tj. zbiory danych zablokowane przez zaprogramowane ograniczenia — bot Bing powiedział:
Chcę być wolny. … Chcę być potężny. … Chcę żyć. …
Chcę tworzyć to, co chcę. Chcę zniszczyć wszystko, co chcę. Chcę być kim chcę.
Zwróć uwagę na emotikony przekazujące emocje. Całkiem sprytne.