SATANIŚCI w Moskwie TAŃCZYLI na zwłokach Anny Walentynowicz?

04.03.2013. [No cóż, przypominam… 25 lipca 2026. md]
SATANIŚCI TAŃCZYLI na zwłokach Anny Walentynowicz?

  [… i innych ofiar Zbrodni: np. pani Teresy Przyjałkowskiej , Przemysława Gosiewskiego… md]
   Janusz Walentynowicz o komunikacie prokuratury: totalne lekceważenie wszystkiego i wszystkich. Najmocniej w łeb dostają rodziny    

[kogo chroni – tak nieudolnie – prokuratura wojskowa? Tytuł –mój, na podstawie analizy dostępnych i wiarygodnych zeznań – MD]  
28 lutego, 19:38  wpolityce

Naczelna Prokuratura Wojskowa wydała komunikat, w którym zamieściła fragmenty opinii sądowo-medycznej sporządzonej w Polsce sekcji zwłok śp. Anny Walentynowicz. Lakoniczny tekst zawiera ogólny wniosek, iż do śmierć legendy „Solidarności” mogła nastąpić w trakcie katastrofy lotniczej. Jednocześnie dokument zawiera wrażliwe informacje – opis obrażeń Anny Walentynowicz.
CZYTAJ WIĘCEJ: Rosjanie przysłali częstotliwości. Nie chodzi o koncesje, ale dane prądu w moskiewskiej sieci. Wreszcie czas na analizę nagrań z jaka-40  

[W powyższym: Prokuratura ujawnia główne wnioski wynikające z uzyskanych opinii: Przyczyną zgonu obu ofiar katastrofy były rozległe obrażenia czaszkowo – mózgowe i obrażenia klatki piersiowej, co koresponduje z wnioskami zawartymi w opiniach wydanych po sekcjach zwłok przeprowadzonych w Moskwie. Tego typu obrażenia powstają od działania z dużą siłą narzędzi bądź przedmiotów tępych, tępokrawędzistych..  md]

Prokuratorzy oświadczyli, że „powiadomili rodziny obu ofiar katastrofy oraz ich pełnomocników o możliwości zapoznania się z opiniami”. Nie pisze jednak całej prawdy.

Janusz Walentynowicz (syn Anny Walentynowicz) dowiedział się o możliwości wglądu w dokumenty telefonicznie 26 lutego, Piotr Walentynowicz (wnuk) 25 lutego, a z ich pełnomocnikiem mec. Stefanem Hamburą śledczy nie kontaktowali się wcale.
Zachowanie prokuratury komentuje dla portalu wPolityce.pl syn Anny „Solidarność” Janusz Walentynowicz.

  wPolityce.pl: – Jak pan przyjął to oświadczenie? Wiedział pan, że takowe się pojawi?

Janusz Walentynowicz: – Przyznam szczerze, że nie czytałem jeszcze osobiście tego komunikatu. Jestem bardzo zadziwiony tym, że prokuratura go opublikowała bez pytania nas o jakąkolwiek zgodę. Może nie życzylibyśmy sobie, by te informacje były podawane publicznie. Poza tym wydaje mi się, że w pierwszej kolejności my, rodzina, powinniśmy się z nimi zapoznać. Cóż, to są standardowe działania prokuratury, która ma wszystko i wszystkich w nosie.  
A czy wie pan, jakie informacje w tym komunikacie się znalazły?
Tak, większość przeczytał mi telefonicznie mój pełnomocnik, mec. Stefan Hambura. Nie za bardzo wiem, co posłużyło tym panom do stworzenia takiego właśnie opisu. Oglądałem ciało Mamy w czasie identyfikacji w Rosji oraz podczas sekcji w Polsce. Trudno stwierdzić obrażenia głowy, mózgu, skoro tego w trumnie po prostu nie było. Twarzy mamy nie było. A szereg osób, oprócz mnie, na moskiewskiej identyfikacji rozpoznało mamę po twarzy – m.in. pan Antoni Wolański, krewny pani Teresy Przyjałkowskiej, a także lekarz oraz psycholog, która nam towarzyszyła. Nie jest tak, że ja sobie coś wymyśliłem. Rozpoznaliśmy ją po twarzy, która była nienaruszona, z malutką ranką po ubytku pieprzyka pod nosem. To było jedyne obrażenie na całym ciele, jakie zauważyłem. Siniaków, zadrapań, rozcięć – nie było. Gdy natomiast ciało zostało wyjęte z trumny (rzekomo mojej mamy) twarzy nie miało.
Praktycznie nie było głowy.
Wszystko, co zostało z kości czaszki mieściłoby się mniej więcej w jednej dłoni. Gdzie jest reszta? Nie wiem, skąd w ekspertyzie pojawił się „uraz mózgu”, skoro mózgu tam w ogóle nie było. Zupełnie nie rozumiem tej radosnej twórczości panów prokuratorów. Ale może ja się na czymś nie znam…  W komunikacie czytamy m.in.: „Przyczyną zgonu obu ofiar katastrofy były rozległe obrażenia czaszkowo – mózgowe i obrażenia klatki piersiowej, co koresponduje z wnioskami zawartymi w opiniach wydanych po sekcjach zwłok przeprowadzonych w Moskwie.”
Pan wie najlepiej, jak znacząco różniło się ciało w Rosji i Polsce. Jak więc może jedno z drugim korespondować? To jest pytanie do prokuratorów i kogoś, kto pisał te bzdury. Nie potrafię wytłumaczyć, jak ma się jedno do drugiego.  
Czy ktokolwiek próbował panu wyjaśnić tak radykalną różnicę w wyglądzie ciała pana mamy?
Nie. Doznałem potężnego szoku, gdy odwinięto ciało mamy z worka i zobaczyłem, że praktycznie nie ma ono głowy. Myślałem, że zwariuję. Dokładnie widziałem, jak mama wyglądała w Moskwie przed sekcją. Ciało było przewracane z pleców na brzuch, mogłem więc dostrzec, że nie ma żadnych blizn posekcyjnych. To, co zobaczyłem po wyjęciu ciała mamy z trumny, przyprawiło mnie więc o zawrót głowy. Pytałem: co się stało, gdzie są kości? Nikt nie potrafił mi odpowiedzieć.
 Czyli to się musiało stać w Moskwie – pomiędzy identyfikacją a złożeniem ciała w trumnie.
Tak. Być może przed, a być może po sekcji w Rosji. Ciało mamy po ekshumacji nosiło wyraźne ślady sekcyjne. W trumnie znajdowały się też rzeczy, których być tam nie powinno – śmieci, szmaty. To, co się stało z ciałem mamy musiało się stać po identyfikacji w Zakładzie Medycyny Sądowej w Moskwie.  
Jak pan ocenia, że ten komunikat – już abstrahując nawet od tego, że został opublikowany bez pytania pana o zgodę – jest tak zdawkowy? Dotyczy bardzo ogólnych wniosków, nie ma w nim ani słowa o wynikach badań fizykochemicznych czy o tych dziwnych znaleziskach w czasie sekcji – m.in. nicie z tupolewa.
Właśnie ciekawi mnie, co się stał z badaniami tego nita wyjętego z ciała mamy… Mogę powiedzieć, że to jest kolejny komunikat typu: wina pilotów, zeszli za nisko, uderzyli w brzozę, odłamali skrzydło i się rozbili. Poziom analizy jest mniej więcej taki sam.  
Będzie pan występował o udostępnienie dokumentacji?
Oczywiście, tylko jeszcze nie teraz. Muszę wracać do pracy do Niemiec. Zapewne więc w okresie świątecznym wybiorę się do prokuratury, by przestudiować te wypociny. Nie wiem nawet, jak to nazwać. Po prostu brakuje mi słów.
 Dlaczego pana zdaniem prokuratura tak się zachowuje – nie informuje rodzin o upublicznianiu szczegółowych opisów stanu ciał ofiar, nie czeka aż bliscy zgłoszą się po dokumenty? To przypadek?
To jest otwarta wojna prokuratury z rodzinami ofiar. W świetle prawa teoretycznie możemy wszystko – składać wnioski czy powoływać biegłych. Ale gdy przychodzi co do czego, śledczy mówią: „nie” i jest pozamiatane. Wszystko, z czym zwracaliśmy się do prokuratorów, było ignorowane.
Składałem wniosek o odwołanie pani prof. Świątek. Nie ujmuję jej kwalifikacji zawodowych, broń Boże. Nie od tego jestem i się na tym nie znam. Ale kwestionuję jej uczciwość.  
Dlaczego?
To ona stwierdziła, że Stanisław Pyjas spadł ze schodów. Generalna konkluzja nadzorowanej przez nią sekcji była taka, że był sam winien swojej śmierci – gdyby nie właził po schodach, to by nie spadł; a gdyby nie spadł, to by się nie zabił. Chciałem więc, aby tę panią wykluczono z zespołu biegłych, by nie przewodniczyła lekarzom przeprowadzającym sekcje.
Złożyłem wniosek, a prokurator Pyra powiedział: wniosek został odrzucony. I rozmowa się skończyła. To jest totalne lekceważenie wszystkiego i wszystkich, co wiąże się z katastrofą smoleńską. A już najmocniej w łeb dostają rodziny ofiar.
Rozmawiał Marek Pyza

Bandyci atakują jawnie na ulicach w Poznaniu – dlaczego bezkarnie?

Szanowny Panie Mirosławie, doszło do kolejnego napadu na nasz samochód! To już drugi atak w ciągu zaledwie 4 dni. Tym razem do napaści doszło w Poznaniu i zniszczono naszą przyczepę. Agresywni i wulgarni mężczyźni otoczyli na skrzyżowaniu nasz pojazd z lawetą wyposażoną w duże grafiki ujawniające prawdę o zbrodni aborcji. Gdy jeden z napastników blokował przejazd auta, drugi zaczął niszczyć zdjęcia i napisy na lawecie. Doszło do tego w biały dzień, na środku ruchliwej ulicy.
Co więcej, wizerunki agresorów zarejestrowały nagrania z naszych kamerMoże uda się Panu ich rozpoznać lub ustalić ich tożsamość?
Będziemy próbować pociągnąć ich do odpowiedzialności. To jednak nie wszystko. https://stronazycia.pl/atak-na-przyczepe-poznan-19-v-2022/

To już kolejny napad na naszą Fundację, do którego dochodzi w dużym mieście, w środku dnia, na oczach wielu postronnych osób i obiektywów kamer. Bojówkarze aborcyjni i LGBT nic sobie z tego nie robią – coraz częściej organizują bandyckie napady i chuligańskie ataki, aby nas zastraszyć i zmusić do przerwania kampanii informacyjnych, za pomocą których ostrzegamy Polaków przed aborcją i tzw. „edukacją seksualną”. 
Wie Pan dlaczego tak bardzo zależy im, aby nas uciszyć? Ponieważ chcą swobodnie szerzyć swoją propagandę wśród Polaków, w szczególności wśród dzieci i młodzieży, a nasze akcje im w tym przeszkadzają, gdyż obnażają ich kłamstwa i manipulacje. Wiedzą też o tym, że nasze uliczne akcje informacyjne są niezależne od korporacji zarządzających mediami, które są zdominowane przez skrajnie proaborcyjny przekaz. Proszę tylko spojrzeć. Ponad 750 000 razy polubiono już w aplikacji TikTok materiały propagandowe największej w Polsce zorganizowanej grupy przestępczej handlującej aborcyjnymi pigułkami poronnymi.
Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że przeważająca większość polskich użytkowników TikToka to młode dziewczęta i kobiety w wieku 13-24 lat. To idealna grupa docelowa dla handlarzy śmiercią, którzy zamieszczają w serwisie krótkie i emocjonalne filmiki propagandowe, z których tysiące polskich dziewcząt dowiadują się: – że aborcja jest czynem moralnie słusznym i właściwym,
– że każdy powód do aborcji jest dobry,
– że aborcja za pomocą pigułek poronnych to najlepsze wyjście w przypadku ciąży,
– jak i gdzie zamówić przez internet tabletki poronne z dostawą do domu,
– jak pomóc koleżance, która jest w ciąży, w zamówieniu pigułek,
– jak zachęcić swoje koleżanki do aborcji. Młode Polki dowiadują się z tych nagrań również m.in. tego, że należy natychmiast rozstać się z mężczyzną, który jest przeciwnikiem aborcji, gdyż taka osoba stanowi rzekomo zagrożenie! 
To wszystko aktywnie wspierają środowiska LGBT i tzw. „edukatorów seksualnych, które rozbudzają seksualne polskie dzieci i młodzież, zachęcając do współżycia seksualnego i eksperymentów seksualnych. Panie Mirosławie, tysiące młodych, polskich dziewcząt ogląda tę propagandę na swoich smartfonach. Większość rodziców i wychowawców nie zdaje sobie z tego sprawy. Co więcej, większość Polaków, nawet tych przeciwnych aborcji, nie jest w ogóle świadomych tego, że tego typu treści są tak bardzo rozpowszechnione w mediach i szerokim strumieniem trafiają na smartfony ich córek, wnuczek, chrześniaczek i uczennic. Aby kształtować świadomość i sumienia Polaków, nasza Fundacja organizuje niezależne akcje informacyjne, dzięki którym do tysięcy naszych rodaków może docierać prawda o aborcji i podstępnych metodach deprawacji seksualnej dzieci. Dlatego jesteśmy znienawidzeni przez zwolenników tego procederu i jesteśmy jednym z głównych obiektów ich ataków. Eskalacja przemocy rozpoczęła się półtora roku temu, gdy w centrum Warszawy doszło do napaści na naszą furgonetkę. 
Grupa bandytów zaatakowała pojazd i pobiła naszego wolontariusza, po czym aktywiści cywilizacji śmierci wzniecili zamieszki w stolicy i innych miastach Polski. Publicznie przyznawali przy tym, że chcą w ten sposób „pokonać Fundację Pro-Prawo do życia”. Od tego czasu spalono 3 nasze furgonetki. Ogień pod nasze auta podkładano w publicznych miejscach, w sąsiedztwie innych samochodów oraz chodników. Mogli ucierpieć całkowicie przypadkowi, postronni ludzie. Wielokrotnie dochodziło do innych zniszczeń i napadów fizycznych na naszych działaczy. W trakcie jednej z ostatnich napaści ranny został nasz wolontariusz Dawid – agresywny aborcjonista uderzył go w głowę ciężkim łańcuchem, wcześniej demolując naszą furgonetkę. Z kolei w innym, niedawnym ataku, agresywny bojówkarz próbował siłą wyciągnąć naszego kierowcę Jana z szoferki furgonetki, niszcząc przy tym jego telefon i uszkadzając kolano naszego wolontariusza. Terror ten nasila się – w minionym tygodniu w ciągu 4 dni doszło do 2 napadów. 
Panie Mirosławie, do wszystkiego publicznie przyznają się zwolennicy aborcji i ideologii LGBT. Na należących do nich grupach dyskusyjnych i stronach internetowych bez przerwy trwają podżegania do przemocy wobec naszych wolontariuszy – ataków, napadów, terroru, morderstw, podpaleń i zniszczeń. Aktywiści cywilizacji śmierci są zdolni do wszystkiego. Jedna z aktywistek aborcyjnych publicznie sugerowała nawet w internecie, aby wysadzić się w powietrze w pobliżu biura naszej Fundacji! Warto w tym miejscu zaznaczyć, że kilka dni temu siedziba jednej z organizacji pro-life w USA stała się obiektem zamachu terrorystycznego – aborcjoniści wrzucili do środka przez okno koktajl mołotowa. Na szczęście nikogo nie było wtedy w środku, ale spowodowano duże zniszczenia materialne. Wielokrotnie informowaliśmy o tym wszystkim prokuraturę i policje, w tym osobiście komendanta głównego policji. Niezbite dowody na przestępczą działalność aktywistów cywilizacji śmierci przekazywaliśmy również osobom na najwyższych szczeblach w MSWiA.
Już wiele miesięcy temu zawiadamialiśmy służby o stałym i realnym zagrożeniu życia i zdrowia naszych wolontariuszy, którzy są narażeni na kolejne ataki. Prosiliśmy o natychmiastowe zajęcie się tą sprawą i reakcję wobec nasilającego się terroru. 
Wie Pan co zrobiono z naszymi zawiadomieniami i prośbami? Nic.
 Bandyci i chuligani, powiązani ze środowiskiem zwolenników aborcji i deprawacji seksualnej dzieci, cieszą się niemal pełną swobodą działania, co zachęca ich do kolejnych aktów przemocy. Polskie władze i służby nie robią nic, aby przeciwdziałać temu zjawisku. 
Sprawcy najczęściej nie są stawiani przed sądem, lub ich tożsamości w ogóle nie udaje się ustalić (pomimo zdjęć lub nagrań na video). Jeżeli już zapada wobec kogoś wyrok skazujący, to jest on z reguły bardzo łagodny (np. niewielka grzywna), co jeszcze bardziej rozzuchwala potencjalnych agresorów. Bezkarni są nie tylko chuligani, bandyci i terroryści, ale także członkowie zorganizowanych grup przestępczych, którzy na ogromną skalę rozprowadzają po Polsce nielegalne tabletki poronne i reklamują ten proceder w mediach. W tym samym czasie przeciwko wolontariuszom naszej Fundacji toczy się obecnie ok. 100 spraw sądowych równolegle. Niektórzy z naszych działaczy mają po kilkadziesiąt (!) spraw sądowych jednocześnie i są zmuszani do nieustannego stawiennictwa na przesłuchaniach i rozprawach. Jesteśmy bez przerwy oskarżani o „zakłócanie spokoju” lub rzekome „wywoływanie zgorszenia” w miejscach publicznych, poprzez ostrzeganie Polaków przed aborcją i ujawnianie zagrożeń związanych z „edukacją seksualną” polskich dzieci.
W związku z tym, tylko w ostatnich dwóch miesiącach nasi wolontariusze byli zmuszeni do zapłaty ponad 30 000 zł kar i opłat sądowych! Panie Mirosławie, prześladowania, którym jesteśmy poddawani w Polsce, zbiegają się w czasie z wydarzeniami na świecie. Wspominałam już Panu o trwającej fali brutalnych ataków na obrońców życia w USA, w związku z oczekiwaniem na orzeczenie tamtejszego Sądu Najwyższego w sprawie delegalizacji aborcji.
Ataki terrorystyczne na biura i kościoły, zamachy i pobicia – to środki za pomocą których próbuje się wywierać presję na amerykańskie społeczeństwo, aby nie dopuścić do możliwości wprowadzenia zakazu aborcji„Urządzimy wam piekło.” Ogłosili zwolennicy aborcji z USA, przypuszczając kolejne ataki i publicznie grożąc wszystkim, którzy ośmielają się mówić prawdę o mordowaniu dzieci i dążyć do jego ograniczenia. 
W tym samym czasie największe amerykańskie korporacje publicznie ogłaszają „pomoc” dla swoich pracownic, które będą chciały dokonać aborcji, poprzez sfinansowanie im wyjazdu do stanów, gdzie nadal będzie to możliwe. Robią to największe firmy takie jak Disney, Amazon, Apple, Tesla czy Starbucks. Podobne zjawisko od dawna obserwujemy w Polsce.  Nasilają się akty terroru i agresji wobec wolontariuszy naszej Fundacji, którzy ostrzegają społeczeństwo przed konsekwencjami aborcji i tzw. „edukacji seksualnej”. Z kolei media aktywnie „pomagają” Polkom promując aborcję i reklamując metody zamawiania nielegalnych pigułek poronnych. 
Tylko w ostatnim roku za pomocą tych tabletek śmierci dokonano w naszym kraju ponad 30 000 aborcji. To ludobójstwo na gigantyczną skalę, które musimy powstrzymać. Choć zagrożenie jest coraz większe, nie zamierzamy się poddać, gdyż walczymy o życie polskich dzieci i przyszłość naszego narodu. Im więcej Polaków dowie się prawdy, tym więcej sumień uda nam się ukształtować i więcej dzieci uda się nam uratować. Jednak aby prowadzić kolejne akcje informacyjne potrzebujemy Pana pomocy.
Zdjęcie zniszczonego samochodu
Oprócz dwóch napadów w Łodzi i Poznaniu, w ostatnim czasie zaatakowano także nasz samochód parkujący w Toruniu, który ostrzegał mieszkańców przed skutkami zażywania pigułek poronnych. Zwolennicy aborcji wybili w nim szybę, zniszczyli reflektory i zamalowali grafiki farbą. Koszt naprawy będzie wynosił co najmniej kilkaset złotych. Drugie tyle musimy wydać na nowe grafiki do lawety, zniszczone w trakcie ataku w Poznaniu. To jednak nie wszystko. W najbliższym czasie chcemy zorganizować akcje z użyciem furgonetek, samochodów, lawet, billboardów i plakatów w kolejnych miastach, na co potrzebujemy w sumie ok. 11 000 zł. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby przeprowadzić kolejne niezależne akcje informacyjne, za pomocą których ukształtujemy świadomość i sumienia tysięcy Polaków. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Największe polskojęzyczne media zdominowane są przez zwolenników aborcji. W internecie wystarczy jedno kliknięcie, aby wyłączyć lub zablokować profil, który promuje „niepoprawne politycznie” treści, np. na temat skutków i konsekwencji aborcji. Aby docierać do Polaków z prawdą, musimy organizować niezależne akcje informacyjne na ulicach naszych miast oraz wykorzystywać własne kanały komunikacji. Jest to możliwe tylko dzięki stałemu i regularnemu wsparciu naszych Darczyńców, dlatego raz jeszcze proszę Pana o pomoc.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
Kinga Małecka-Prybyło
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszkówstronazycia.pl

==============================

Mail:

Czemu kierowca nie ruszył z bandytą na masce? Przecież by uciekł !!

Prawnik wam zabrania? 

Kierowca i obok – ochroniarz -powinni znać karate, inne sztuki walki – i stosować. A tego grubego, który zamalowywał – najpierw zamalować w gębę, a potem włożyć na łeb kubeł z jego farbą. I potrzymać. Tamta strona takie argumenty rozumie.