Narracja „rosyjskiej wojny hybrydowej”: dowody, ataki i strategia napięcia

Narracja „rosyjskiej wojny hybrydowej”: dowody, ataki i strategia napięcia

28 października 2026 przez dr. Petera F. Mayera tkp-at/das-narrativ-vom-russischen-hybridkrieg-belege-anschlaege-und-die-strategie-der-spannung


W Europie nie ma dnia bez alarmu o dronach, pożaru lub awarii zasilania przypisywanych Rosji. Przedstawiciele UE i NATO mówią o nieustającej „wojnie hybrydowej”: naruszeniach przestrzeni powietrznej, sabotażu, podpaleniach, cyberatakach i zakłóceniach w nawigacji.

7 października 2026 roku włoski publicysta Thomas Fazi przedstawił najpełniejszą jak dotąd analizę krytyczną . Jego pytanie nie dotyczy tego, czy Moskwa realizuje swoje interesy lub utrzymuje służby wywiadowcze. Chodzi o to, czy dowody potwierdzają narrację – czy też sama narracja stanowi pole działań.

„Ostatnio w Europie prawie nie ma dnia bez alarmu dronowego, pożaru lub awarii zasilania, z których odpowiedzialność spada na Rosję” – pisze Fazi. „Mówi się nam, że te incydenty są częścią nieustającej »wojny hybrydowej«, którą Rosja toczy przeciwko Europie. […] Czy dowody potwierdzają tę narrację? Czy raczej wskazują na »wojnę hybrydową« – kampanię wojny psychologicznej – którą sam establishment UE-NATO prowadzi przeciwko własnej ludności?”

Liczby bez wspólnej definicji

Jako dowód skoordynowanej kampanii przytaczane są bazy danych i raporty ośrodków analitycznych: Europejskie Repozytorium Cyberincydentów , zbiór danych Uniwersytetu w Lejdzie , Centrum Soufana , analizy Associated Press , CSIS , IISS i GLOBSEC .

Zakresy są ogromne. „W zależności od tego, który raport czytasz, Rosja przeprowadziła od 52 do 255 ataków hybrydowych w Europie po lutym 2022 roku – pięciokrotnie więcej niż w przypadku rzekomo tej samej kampanii” – pisze Fazi. „Centrum Soufana, które obejmuje tylko sześć krajów – dwa z nich, Mołdawię i Gruzję, spoza UE – odnotowuje więcej incydentów w samym 2025 roku niż CSIS w ciągu trzech lat na całym kontynencie”. Nowsze dane z Kijowa, takie jak dane z systemu śledzenia Centrum Bezpieczeństwa Sahajdacznyj, wskazują na ponad 500 incydentów „przypisanych lub zgodnych ze schematem” od 2022 roku; przedstawiciel NATO powiedział National Security News, że liczba niezgłoszonych incydentów w 2026 roku jest jeszcze wyższa.

Różnica tkwi w definicji. Samo IISS przyznaje, że wojna hybrydowa to „termin amorficzny”. Wysokie liczby wynikają z obserwacji dronów, które w większości przypadków zostały później zdementowane; większość raportów je pomija, mimo że podsycają publiczne oburzenie. „Poza tymi doniesieniami, dowody na to, że Rosja stała za konkretnym incydentem, zazwyczaj sprowadzają się do artykułu prasowego informującego o podejrzeniach ze strony urzędników” – mówi Fazi. „Ostatecznie większość tropów prowadzi do tego samego zbioru doniesień medialnych o oficjalnych twierdzeniach – w większości przypadków o „możliwym” lub „prawdopodobnym” zaangażowaniu Rosji”.

Sprawy, które rozpadły się pod wpływem kontroli

Alert GPS dotyczący Ursuli von der Leyen we wrześniu 2025 roku jest najwyraźniejszym przykładem. „Financial Times” doniósł, że Rosja „bezmyślnie” zagłuszyła GPS jej samolotu nad Bułgarią; piloci musieli krążyć przez godzinę i lądować, korzystając z papierowych map. Politico udokumentowało późniejszy upadek tej historii.

Flightradar24 ustalił, że transponder nadawał wartość dokładności nawigacji wskazującą na brak zakłóceń przez cały lot, a samolot wylądował z dziewięciominutowym opóźnieniem, a nie godzinnym. Minister transportu Bułgarii Grozdan Karadżow oświadczył, że według danych władz cywilnych i wojskowych „nie ma ani jednego faktu” uzasadniającego celowe tłumienie sygnału GPS. Pierwsi reporterzy nie przedstawili szeroko zakrojonej korekty.

W listopadzie 2024 roku uszkodzenia kabli na Morzu Bałtyckim przypisano Rosji, w tym ówczesnemu ministrowi obrony Niemiec . Później okazało się, że szkody spowodowały statki pływające pod banderami Hongkongu i Chin; Pekin przyznał się do wypadku z udziałem gazociągu . Szwecja nie znalazła dowodów na działanie umyślne. Fińska agencja wywiadowcza SUPO wskazuje , że uszkodzenia kabli na Morzu Bałtyckim są typowe i zazwyczaj spowodowane przez kotwice i sprzęt holowniczy.

W tym samym miesiącu w Wilnie rozbił się samolot transportowy DHL. Minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock publicznie wyraziła wątpliwość , czy był to incydent hybrydowy. Litewskie śledztwo z marca 2025 roku wskazało błąd pilota jako przyczynę; korekta nie objęła jednak całego zakresu, jaki obejmował pierwotny raport. Pożar w podstacji, który sparaliżował lotnisko Heathrow w marcu 2025 roku, również został zaklasyfikowany jako incydent hybrydowy. Kilka miesięcy później ustalono, że przyczyną była niewystarczająca konserwacja przez sprywatyzowanego operatora sieci.

Fala dronów jesienią 2025 roku przebiegała według tego samego schematu. Holenderski dziennik Trouw przeanalizował prawie 60 kolejnych obserwacji i stwierdził „dużą panikę i praktycznie brak dowodów rosyjskiego zaangażowania”. Tam, gdzie rosyjskie drony ewidentnie wkraczały w przestrzeń powietrzną NATO, prawie zawsze miało to miejsce w pobliżu granicy z Ukrainą podczas ataków na cele ukraińskie – według Fazi, był to efekt uboczny wojny toczącej się tuż za rogiem, a nie odrębna kampania przeciwko Europie. Jeśli chodzi o incydent w Lipsku/Halle, najbardziej znaczący politycznie z całej serii, niemiecki rząd, według Fazi, nie przedstawił jeszcze żadnych publicznie weryfikowalnych dowodów rosyjskiego zaangażowania.

Rumunia to wyjątkowy przypadek w polityce informacyjnej. W listopadzie 2024 roku Trybunał Konstytucyjny unieważnił pierwszą turę głosowania, po tym jak zwyciężył kandydat Călin Georgescu, krytykujący UE i NATO, powołując się na kampanię na TikToku o rzekomo rosyjskim podłożu. Nie przedstawiono żadnych publicznie dostępnych dowodów na kontrolę państwa. Samo unieważnienie głosowania stało się dowodem na istnienie postrzeganego zagrożenia.

Co pozostaje po odjęciu spekulacji

„Wiele z najbardziej nagłośnionych przypadków domniemanej rosyjskiej „wojny hybrydowej” – zagłuszony samolot von der Leyen, kable na Morzu Bałtyckim, katastrofa DHL w Wilnie, pożar na lotnisku Heathrow, fala dronów, która przetoczyła się przez Europę jesienią 2025 roku, rumuńska kampania na TikToku – okazało się spekulacjami podsycanymi przez media, które upadły pod wpływem prostej analizy, a gdy już się pojawiły, pojawiły się sprostowania, które przyciągnęły jedynie ułamek uwagi ze strony pierwotnych zarzutów” – pisze Fazi.

Pozostają pojedyncze przypadki sabotażu, zakończone wyrokami skazującymi. Na przykład Polska skazała 14 członków siatki, która planowała wykolejenie pociągów z pomocą humanitarną na Ukrainę w 2023 roku, a trzech Ukraińców w 2025 roku za przynależność do grupy sabotażowej. „Łącznie te przypadki pokazują, że doszło do pewnych rzeczywistych aktów sabotażu, ale podczas gdy służby wywiadowcze w stolicach zachodnich zazwyczaj przypisują te hybrydowe działania Rosji, dowody faktycznie badane w sądach europejskich często ujawniają znacznie mniej realne fakty operacyjne: płatne pełnomocnictwa, anonimowe dowództwo cyfrowe i niejasne operacje, które rzadko wykazują udowodnione powiązania z państwem rosyjskim. W żadnym przypadku nie zidentyfikowano rosyjskiego urzędnika, nie mówiąc już o postawieniu go przed sądem”.

Nawet jeśli każdy z tych przypadków przypisać Moskwie, według Faziego liczba incydentów sięga kilkudziesięciu rocznie, żaden z nich nie jest śmiertelny, a szkody ograniczają się do pojedynczych obiektów. „Być może jest to realny problem wywiadowczy, o ile jest realny; ale trudno to porównać do egzystencjalnego zagrożenia czy trwającej totalnej wojny hybrydowej, na którą rutynowo powołują się europejscy przywódcy – i nie da się tego nawet w przybliżeniu porównać do trwającej kampanii ataków dronów, którą państwa NATO umożliwiają głęboko w Rosji, w tym na cele cywilne, zapewniając Ukrainie rozpoznanie i wsparcie satelitarne, a coraz częściej również drony, a także pociski dalekiego zasięgu”.

Funkcja narracji

Fazi wyciąga wniosek leżący u podstaw tekstu: toczy się wojna hybrydowa – prowadzona przez establishment UE-NATO przeciwko własnej ludności, jako strategia napięć. Seria bezpodstawnych lub nieuzasadnionych twierdzeń podtrzymuje oczekiwanie zbliżającej się wojny, uzasadnia zbrojenia, wyjątkowe uprawnienia i marginalizację stron sprzeciwiających się, a także zapewnia polityczną osłonę dla przemysłu, który żyje z zagrożenia. Helsing , najwyżej ceniony europejski startup zbrojeniowy, reprezentuje materialny aspekt tego zjawiska.

Głosy sprzeciwu w NATO pozostają cichsze. Prezydent Finlandii Alexander Stubb zaapelował do swoich europejskich kolegów o zachowanie spokoju. Wewnętrzne oceny NATO wielokrotnie wskazywały na brak bezpośredniego zagrożenia konwencjonalnego. Jednocześnie duńskie i bałtyckie służby wywiadowcze ostrzegają przed testem w nadchodzących miesiącach, a Ministerstwo Spraw Zagranicznych określa serię ataków jako nową, bardziej niebezpieczną fazę. Dyskurs publiczny nie rozróżnia tych dwóch poziomów analizy.

Fazi nie zaprzecza, że ​​Rosja prowadzi cyberoperacje, handluje wpływami i korzysta z pośredników. Zaprzecza, że ​​publicznie przedstawione dowody potwierdzają narrację o egzystencjalnej wojnie hybrydowej i że sprostowania mają taki sam zakres jak alarmy. Dopóki w relacjach nie zostaną rozróżnione atrybucje, orzeczenia sądowe i późniejsze obalenia, strategia napięcia pozostaje bardziej przekonującym rezultatem niż kampania, którą ma dokumentować.

Kijów w panice, gdy rosyjskie drony zaczynają przecinać kable magistralne. Mosty i energetyka.

Kijów w panice,

gdy rosyjskie drony

zaczynają przecinać

kable magistralne

Symplicjusz simplicius/kiev-in-panic-as-russian-drones-begin

Niedługo po tym, jak opublikowaliśmy wczorajszy raport, Rosja ponownie rozpoczęła ataki na Most Południowy w Kijowie. Wczoraj widzieliśmy drony, które prawdopodobnie chybiły celu i uderzyły w samą jezdnię mostu, ale dziś drony uderzyły w podpory linowe, które najwyraźniej były celem ataku:

Przypomnijmy, że Rosja podobno używa nowej serii dronów Geran-4 ze specjalnymi ładunkami kumulacyjnymi typu „przecinacz drutu”. Drony te najwyraźniej próbują uderzyć w liny nośne, aby je przeciąć i wymusić zawalenie się mostu, a przynajmniej jego degradację.

Zdjęcia z bliska pokazują, że w niektórych miejscach kable są uszkodzone lub wręcz przecięte:

Eksperci, proszę, wypowiedzcie się w komentarzach: czy most wiszący tego typu można zawalić, uszkadzając lub przecinając wystarczającą liczbę lin? Czy kolejne uderzenia rakietowe musiałyby w jakiś sposób „dokończyć” jego konstrukcję?.

Nastrój w Kijowie natychmiast przerodził się w ponurą panikę, gdy korki sparaliżowały miasto po zamknięciu mostu dla ruchu samochodowego.

—————————-

Mer Kijowa Witalij Kliczko był wzburzony:

https://www.bbc.com/news/articles/c6wyv44y4ywjo

„Mówimy o przetrwaniu” – powiedział Kliczko na piątkowym spotkaniu rady obrony z udziałem najwyższych rangą urzędników kijowskiego wojska, służb bezpieczeństwa, służb nadzwyczajnych i policji.

„Chcą zniszczyć nasze mosty… nasze centra danych, internet, sieci komórkowe, szpitale, przedszkola, szkoły, uniwersytety – wszystko. Chcą, żeby ludzie uciekli ze swoich miast”.

Zełenski również uważa, że ​​Rosja chce, aby Kijów został opuszczony i dlatego atakuje miasto 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu:

————————-

Wszystkie większe ukraińskie media nagle poczuły się bardzo zaniepokojone:

https://www.kyivpost.com/post/85928

Ruch uliczny w Kijowie został w piątkowy poranek, 2 października, niemal sparaliżowany po tym, jak rosyjskie ataki zmusiły władze do zamknięcia lub ograniczenia kilku kluczowych mostów na rzece Dniepr.

Zamknięcia spowodowały ogromne korki w całej stolicy, z poważnymi utrudnieniami w ruchu w Peczersku, wzdłuż Nabrzeża Dnieprowskiego i na trasach łączących oba brzegi. Niektórzy mieszkańcy Kijowa porzucili swoje pojazdy i kontynuowali podróż pieszo, podały lokalne media.

FT donosi o nowych „głęboko niepokojących informacjach wywiadowczych”, rzekomo przechwyconych z Rosji, które sugerują, że Putin tej zimy zamierza naprawdę odciąć Ukrainę od świata jak nigdy dotąd:

Christopher Miller@ ChristopherJM

Więcej z mojego wywiadu @FT z prezydentem Zełenskim i o informacjach wywiadowczych przechwyconych przez Kijów na temat planów rosyjskiego ataku zimowego. To głęboko niepokojące. Ataki skoncentrowały się na Kijowie, Charkowie, Odessie i Lwowie. Cel: odizolować ich, zniszczyć morale, siać chaos, wywołać nową powódź…

10:00 · 2 paź 2026 · 95 tys. wyświetleń


48 odpowiedzi · 428 repostów · 783 polubienia

=====================================

NYT podaje więcej szczegółów na temat tego „wycieku dokumentu”:

https://www.nytimes.com/2026/10/02/world/europe/rossia-ukraine-winter.html

Według doniesień „tajny rosyjski plan” zakłada wykorzystanie do 1000 pocisków rakietowych, które Rosja gromadzi – biorąc pod uwagę, że Iskandery nie były w ostatnich tygodniach zbyt często używane – w celu sparaliżowania ukraińskiej sieci energetycznej:

Według relacji osób, pan Szmyhal opisał dokument jako przechwycony rosyjski plan doprowadzenia do załamania systemu energetycznego poprzez metodyczne ataki. Plan, którego kopię uzyskał „The New York Times”, opisuje kampanię uderzeniową z użyciem do 1000 pocisków, dronów i bomb. Miałyby one na celu atak na szeroką gamę obiektów, w tym podstacje elektryczne, elektrownie wodne i cieplne oraz kotłownie.

Twierdzą nawet, że Rosja zamierza odłączyć ukraińskie elektrownie jądrowe:

Co najbardziej alarmujące, w dokumencie czytamy, że Rosja zamierza zmusić trzy działające elektrownie jądrowe na Ukrainie – filar ukraińskiej infrastruktury energetycznej – do zamknięcia, ostrzeliwując rakietami rozdzielnie elektryczne, które łączą je z siecią. Rozdzielnie znajdują się niecałą milę od reaktorów.

Plan rzekomo zakłada również zniszczenie ukraińskich systemów wodnych, o czym krążyły pogłoski już wiele miesięcy temu:

Plan zakłada również, że Moskwa zaatakuje ukraiński system wodny, w tym stacje pomp i oczyszczalnie ścieków, dziesiątkami pocisków balistycznych i bomb szybujących. Rosja nigdy wcześniej nie atakowała takich obiektów na dużą skalę. Ukraińscy urzędnicy prywatnie wyrazili obawy, że kraj dysponuje ograniczonymi planami awaryjnymi na wypadek poważnych przerw w dostawach wody.

Niektóre ukraińskie kanały telewizyjne podają również, że Putin oficjalnie zniósł ograniczenia dotyczące takich ataków:

Przypomnijmy, że Ukraina stoi obecnie w obliczu katastrofy budżetowej, z poważnym deficytem finansowania zarówno wojny, jak i gospodarki. Tej zimy Ukraina będzie musiała ponieść ogromne inwestycje w naprawę infrastruktury, na które po prostu nie będzie stać, a UE odrzuca obecnie najnowsze umowy pożyczkowe, dopóki Ukraina nie wprowadzi kolejnych „reform” – globalistycznego hasła oznaczającego niewolę.

https://newsukraine.rbc.ua/news/eu-rejects-ukraine-s-request-for-urgent-loan-1790882388.html

NEXTA@ nexta_tv

Kraje zachodnie przygotowują plany przeniesienia swoich ambasad z Kijowa. Ma to związek z systematycznymi atakami Rosji na stolicę Ukrainy, pisze The Guardian. Misje dyplomatyczne mogą tymczasowo przenieść się do Lwowa lub na wschód Polski. Na razie ambasady pozostają w…

NEXTA @ nexta_tv

Rosyjskie drony ponownie zaatakowały Most Południowy w Kijowie. Tym razem atak trafił w górną część mostu. Most jest obecnie zamknięty dla transportu naziemnego i metra. Był już kilkukrotnie atakowany przez drony, co ograniczyło ruch między brzegami rzeki. https://t.co/zypNZbYRwB

20:03 · 2 paź 2026 · 19,9 tys. wyświetleń

===========================

Wracając jednak do kwestii mostu, oto pouczająca analiza z rosyjskiego kanału na temat możliwych skutków ataków:

Wygląda na to, że liny (odciągi) Mostu Południowego zostały uszkodzone.

Władze Kijowa właśnie ogłosiły, że przygotowują się do uruchomienia metra przez Most Południowy. Kilka godzin później doszło do kolejnego strajku. Na nagraniu z ukraińskich kanałów widać ciemną chmurę bezpośrednio nad szczytem pylonu, nad punktem zakotwiczenia lin. Uszkodzenia odciągów widoczne są po prawej stronie pylonu.

Główne przęsło o długości 271 metrów wisi nad Dnieprem bez ani jednej podpory pośredniej. Jest podtrzymywane przez stalowe liny (odciągi) zakotwiczone do 133-metrowego pylonu. W każdej z dwóch płaszczyzn znajdują się 72 odciągi: połowa podtrzymuje przęsło, a druga połowa działa jako napinacz, zapobiegając przechyleniu pylonu w kierunku rzeki. Pojedynczy odciąg może pęknąć pod obciążeniem około 350 ton.

Most może wytrzymać awarię jednego podciągu, ponieważ sąsiednie podciągi przejmą obciążenie, a wbudowano w to margines bezpieczeństwa. Wydaje się jednak, że górne podciągi – najdłuższe i najbardziej obciążone – zostały uszkodzone. Podciągi te podtrzymują dalszy koniec przęsła lub, jeśli są napinaczami, podtrzymują sam pylon. Oznacza to, że tor mógłby teoretycznie zacząć się skręcać, a sąsiednie liny byłyby poddawane obciążeniom przekraczającym ich projektową nośność. Gdyby napinacze uległy uszkodzeniu, pylon zostałby pociągnięty w kierunku wody, przęsło by się ugięło, a tory metra nie tolerowałyby nawet niewielkiej niewspółosiowości.

Rozważmy teraz pierwotny stan mostu. Most Południowy został zbudowany z myślą o obsłudze 80 000 pojazdów dziennie, ale obecnie przewozi 110 000. Od 2021 roku jest oficjalnie klasyfikowany jako „ograniczonej sprawności” – jest bezpieczny w użytkowaniu, ale z zachowaniem ostrożności. Podciągi do mostu zostały wyprodukowane za granicą w czasach ZSRR. Nowego podciągu nie można zamówić z katalogu; Musi zostać zaprojektowany, wyprodukowany, dostarczony, a następnie wymieniony na wysokości 130 metrów, bez odciążania sąsiednich podwieszeń.

Ten proces trwa miesiące… O ile nic nie stanie na przeszkodzie.

I jeszcze jedno:

Co by się stało, gdyby liny mostu Południowego zostały przecięte i na ile realne jest takie rozwiązanie?

Konstrukcje wantowe są bardzo wytrzymałe. Jeśli kilka lin pęknie, obciążenie natychmiast przeniesie się na sąsiednie liny i na stalowo-żelbetową belkę podtrzymującą jezdnię. Przęsło doświadczy lokalnego ugięcia, dylatacje się rozejdą, a ruch ciężkich pojazdów będzie musiał zostać wstrzymany, ale przęsło się nie zawali.

Jeśli jednak znaczna liczba połączeń zostanie zerwana (na przykład 30-40% lin po jednej stronie), belka podpierająca może nie wytrzymać własnego ciężaru i pęknąć. Teoretycznie doprowadziłoby to do upadku fragmentu przęsła do rzeki i wytworzenia ogromnego momentu zginającego na samym pylonie, co doprowadziłoby do powstania krytycznych pęknięć konstrukcyjnych.

Lina to wiązka drutu stalowego o wysokiej wytrzymałości, o średnicy zaledwie 10-25 centymetrów. Z powietrza wygląda jak cienka nić. Optyczny lub radarowy system naprowadzania pocisku po prostu nie miałby na czym „namierzyć” celu w przypadku tak małego obiektu. Z tego powodu prawdopodobnie używane są drony z „antenami” i, przypuszczalnie, nową głowicą tnącą.

Jeśli to się nie powiedzie, jedynym skutecznym sposobem zniszczenia przęseł wantowych pociskami nie jest celowanie w same kable w powietrzu, ale w punkty kotwiczenia, w których kable łączą się z jezdnią lub pylonem. Jednak punkty kotwiczenia na pylonie są zintegrowane z solidną, żelbetową konstrukcją i przebicie ich jednym pociskiem może być niemożliwe. Wymagałoby to wielu precyzyjnych trafień ciężkimi głowicami penetrującymi w to samo miejsce.

Wygląda na to, że użycie szeregu tanich dronów Geran do przecinania kabli jeden po drugim nie jest w teorii złym pomysłem.

—

Ostatnią porcją ciekawych informacji jest fakt, że od trzech dni Rosja prowadzi w Czelabińsku ćwiczenia wojskowe Centrum-2026. W ćwiczeniach, organizowanych przez Centralny Okręg Wojskowy, uczestniczyły jednostki wojskowe Tadżykistanu, Mongolii, Białorusi, Chin, Pakistanu i Kirgistanu.

Zaobserwowano kilka zdumiewających widoków. Najbardziej godne uwagi były filmy demonstrujące skuteczność rosyjskiego systemu Arena-M na czołgu T-90M w walce z różnymi rodzajami dronów. Miesiąc temu widzieliśmy niewyraźne nagranie z pola bitwy, na którym T-90M podobno odbijał ukraiński FPV za pomocą nowego systemu Hard-Kill. Ale teraz po raz pierwszy mamy zbliżenia dowodzące skuteczności systemu.

Oto T-90M z walcami minowymi niszczący większy bezzałogowy statek powietrzny OWA:

Wielkie wieści i wielki dowód!

T-90M z systemem Arena-M z powodzeniem przechwycił drona FPV!

Miało to miejsce podczas ćwiczeń Center-26.

To niezaprzeczalny dowód na to, że Arena-M rzeczywiście potrafi przechwytywać drony FPV, a dodatkowym atutem jest to, że T-90M wyposażone w ten system są już w służbie.

Inny kąt:

Następnie zobaczyliśmy prototyp systemu szturmowego Sturm. To bezzałogowy czołg z automatami ładującymi i skróconą lufą, oparty na podwoziu T-72/T-90, przeznaczonym do operacji szturmowych. Jest on kontrolowany przez żołnierzy siedzących w oddzielnym , bezwieżowym pojeździe dowodzenia, który znajduje się w pobliżu i przekazuje mu sygnał radiowy:

Materiał filmowy przedstawiający bezzałogowy czołg szturmowy STURMw akcji podczas ćwiczeń „Centrum-2026” na poligonie Czebarkul.

Koncepcja bezzałogowego czołgu szturmowego jest interesująca, ale pokazany prototyp ma kilka oczywistych wad. Po pierwsze, sterowanie bezzałogowym czołgiem wymaga oddzielnego, załogowego pojazdu dowodzenia, który jest w zasadzie podwoziem innego czołgu, ale bez wieży. Po drugie, zasięg i stabilność sygnału zdalnego sterowania pozostają problemem.

Powstanie stabilnej grupy „Zaria” (Świt) mogłoby rozwiązać te problemy – oddzielny czołg do sterowania czołgiem głównym mógłby okazać się zbędny ze względu na zwiększony zasięg sygnału, a sam sygnał stałby się bardziej stabilny.

Ćwiczenia ujawniły kilka innych, nigdy wcześniej niewidzianych systemów. Przypomnijmy słynne rosyjskie pociski LMUR wprowadzone do SMO, odpalane przez śmigłowce szturmowe i sterowane bezpośrednio przez drugiego pilota do celu.

Teraz Rosja po raz pierwszy zaprezentowała naziemną wersję pocisku LMUR, który wystrzeliwany jest z ciężarówki i, podobnie jak pocisk Spike NLOS, może być precyzyjnie kierowany przez operatora:

—————————————-

Wersja wyrzutni lądowej systemu rakietowego Ch-39 LMUR.


Naziemny system wyrzutni LMUR, oznaczony jako „Produkt 347”, został zademonstrowany podczas ćwiczeń „Centrum-2026”. Do tej pory był to wyłącznie pocisk rakietowy odpalany ze śmigłowca.

Deklarowany zasięg wynosi do 20 km.

Ciekawe, że zasięg wersji naziemnej wzrósł w porównaniu z wersją powietrzną (zwykle jest odwrotnie)🔹Ustalony pocisk śmigłowcowy jest dość pokaźną bronią — waży około 105 kg, przenosi głowicę bojową o masie około 25 kg, a zasięg wystrzeliwania z powietrza wynosi zwykle około 14,5 km. Wykorzystuje głowicę elektrooptyczną/termowizyjną wraz z dwukierunkowym łączem danych. 🔹Produkt347 nie jest zatem zwykłym Ch-39 przykręconym do ciężarówki. Rosyjskie Ministerstwo Obrony nazywa broń używaną przez Produkt 347 „zmodyfikowanym lekkim wielozadaniowym pociskiem kierowanym”.Ta modyfikacja ma sens, ponieważ pocisk wystrzeliwany z ziemi traci wysokość i prędkość postępową zapewnianą przez śmigłowiec.Jednak deklarowany zasięg w rzeczywistości wzrasta:— Wystrzeliwany z powietrza pocisk LMUR/Produkt 305: ~14,5 km— Wystrzeliwany z ziemi pocisk LMUR/Produkt 347: oficjalnie do 20 km (niektóre źródła podają 25 km)➡️ Oznacza to pewne modyfikacje napędu, profilu lotu lub konfiguracji pocisku. Dokładne zmiany nie zostały jeszcze ujawnione publicznie.












Podobno widziano także wyrzutnię naziemną nowego pocisku rakietowego Banderol:

Inne ogólne materiały filmowe z ćwiczeń, które warto obejrzeć. Pokazuje to absolutnie futurystyczny charakter obecnego pola bitwy, zademonstrowany przez siły rosyjskie, w tym pokaz rojów dronów:

ROSJA CENTRUM-2026: DRONY OGIEŃ, RAKIETY ATAKUJĄ, ROBOTY DOŁĄCZAJĄ DO SZTURMU

A dla zainteresowanych dłuższa wersja, prezentująca zarówno ćwiczenia sił powietrznych, jak i rozmieszczenie robotycznych statków powietrznych:

Could not load video.

Podsumowując, możemy powtórzyć słowa z poprzedniego artykułu: Rosja zmierza ku takiej ewolucji pola bitwy, że siły manewrujące będą mogły znów wyjść poza obecną, powolną, stopniową meta-walkę.

W szczególności wykorzystanie nowych czołgów bezzałogowych jest interesujące z jednego ważnego powodu: wcześniej rosyjskie bezzałogowe pojazdy bojowe, takie jak słynny Uran-9, używane jeszcze w Syrii, borykały się z poważnymi problemami komunikacyjnymi z powodu braku możliwości utrzymania stałego połączenia radiowego z kontrolerem na chaotycznym polu bitwy, gdzie występuje mnóstwo przeszkód terenowych. Jednak wraz z pojawieniem się systemów satelitarnych Rassvet, problem ten może zostać całkowicie rozwiązany, ponieważ każdy bezzałogowy pojazd może mieć własne, niezniszczalne łącze satelitarne, dające możliwość sterowania nim z dowolnego miejsca, bez konieczności przebywania „pojazdu dowodzenia” w pobliżu lub w pobliżu.

W połączeniu z nowymi, twardymi technologiami, takimi jak Arena-M, i lepszymi osłonami przeciwdronowymi, na które ostatnio narzekali czołowi ukraińscy politycy, tacy jak Prokopenko z Azowa, możemy w przyszłości ponownie zaobserwować odrodzenie się broni pancernej. Bezzałogowe czołgi sterowane za pomocą łączy satelitarnych, wyposażone w kinetyczne systemy twardej obrony, które zestrzeliwują drony partiami, sprawią, że natarcia pancerne znów będą opłacalne.

Oczywiście, można argumentować, że do tego czasu produkcja FPV będzie tak ogromna, że ​​nawet takie systemy nie miałyby szans na przetrwanie przy samym nasyceniu. Ale do obsługi tych systemów potrzebni są ludzie, a jeśli Ukraina będzie nadal doświadczać masowych strat kadrowych, operatorów dronów może być coraz mniej.

Tak czy inaczej, pole bitwy wyraźnie się zmienia. Rosja dostosowuje swoją taktykę, co widać po nowych atakach na most w Kijowie – choć nie wiemy jeszcze, jak skuteczne one będą.

Również Ukraina przygotowuje „projekt Manhattan” dla robotów, jak twierdzi były minister obrony Fiodorow, który zapowiedział, że chce, aby w ciągu najbliższego roku przeprowadzono pełny atak piechoty robotów:

Mychajło Fiodorow powiedział dla Defense News, że chce, aby w ciągu sześciu miesięcy na polu bitwy pojawiły się roboty przypominające humanoidy, a w ciągu roku – szturm bez udziału piechoty.

https://www.defensenews.com/unmanned/2026/09/30/były-minister-obrony-na-Ukrainie-uruchamia-projekt-robotów-zabójców-na-Manhattanie/

Nawiązuje to do marzeń Załużnego sprzed ponad dwóch lat o podziemnych robotach laserowych, które miały pokonać Rosję. Problem pozostaje: Ukraina nie może znaleźć funduszy na utrzymanie nawet obecnego poziomu działań wojennych. Czy naprawdę może sobie pozwolić na to marzenie o robotach? Niektórzy będą argumentować, że Europa zrobi wszystko, co w jej mocy, aby zapewnić jej na to środki, ale na tym etapie jest to raczej wątpliwe przypuszczenie.


An-drony atakują !! MEM-y IV.

———————————-

————————————

——————————–

—————————-

———————————

No, zdecyduj się!!

————————————

———————————————————-

—————————–

————————

Rosyjski dron K5 ignoruje zagłuszanie sygnału. Nowy system nawigacji zmienia zasady gry

Rosyjski dron K5 ignoruje zagłuszanie sygnału. Nowy system nawigacji zmienia zasady gry

[Jak od tysiącleci: Wyścig miecza i tarczy. md]

zmianynaziemi/rosyjski-dron-k5-ignoruje-zagluszanie-sygnalu-nowy-system-nawigacji-zmienia-zasady-gry

Rosyjskie siły zaczęły stosować zmodyfikowaną wersję odrzutowego drona uderzeniowego Geran-5, oznaczaną jako Geran-5 K5. Według ukraińskich źródeł monitorujących oraz wypowiedzi rosyjskiego korespondenta wojennego aparat wyposażono w autonomiczny system nawigacji optycznej nazywany Susanin. Dzięki niemu dron ma być w stanie kontynuować lot nawet wtedy, gdy zagłuszony zostanie sygnał satelitarny lub utracone połączenie z operatorem. (en.defence-ua.com/weapon_and_tech/russia_equips_new_geran_5_dro…)

Rodzina Geran to rosyjska ewolucja irańskich dronów Shahed. Od wersji śmigłowych, przez pierwsze odrzutowe Geran-3, aż po Geran-4 i Geran-5, konstrukcja stale się zmieniała. Geran-5, używany bojowo od początku 2026 roku, jest już konstrukcją zbliżoną do małej pocisku manewrującego. Według ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) jego masa startowa wynosi około 850 kilogramów, prędkość przelotowa 450–600 km/h, a szacowany zasięg dochodzi do 950–1000 kilometrów. Głowica bojowa waży około 90 kilogramów. Napęd stanowi chiński silnik turboodrzutowy Telefly TF-TJ2000A. Dron może latać na pułapie do 6 kilometrów, choć w praktyce operacyjnej zwykle utrzymuje się niżej. (https://forsal.pl/swiat/bezpieczenstwo/artykuly/11320227,rosja-uderza-w…)

Nowa odmiana K5 ma zmieniony kadłub. Silnik przeniesiono do wnętrza konstrukcji, co zmniejsza opór aerodynamiczny i może poprawić prędkość oraz zasięg. Kluczową nowością jest jednak system Susanin. Działa on na zasadzie DSMAC (Digital Scene Matching Area Correlation) – cyfrowego porównywania obrazów terenu. Kamera na pokładzie rejestruje rzeczywisty krajobraz pod maszyną, a komputer porównuje go z wcześniej wgranymi zdjęciami referencyjnymi, zazwyczaj satelitarnymi. Na tej podstawie korygowana jest pozycja i trasa lotu.

(https://united24media.com/war-in-ukraine/russia-reportedly-starts-using…)

To nie jest nowa technologia. Analogiczne rozwiązania stosowano wcześniej na rosyjskich pociskach manewrujących Ch-101 (system Otblesk-U) oraz na amerykańskich Tomahawkach. W przypadku Geran-5 K5 system ma pełnić rolę zapasową. Główna nawigacja nadal opiera się na odpornym na zagłuszanie module Kometa-M12 i układzie inercyjnym. Susanin ma pozwolić utrzymać kurs, gdy GPS i GLONASS zostaną zakłócone. (https://defence-ua.com/weapon_and_tech/chomu_novi_rosijski_geran_5_mozh…)

Dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej ma to konkretne znaczenie. Przez długi czas skuteczną metodą odchylania tanich dronów było zagłuszanie sygnału satelitarnego. Dron lecący wyłącznie po współrzędnych GPS mógł zejść z kursu, spaść lub ominąć cel. System optyczny sprawia, że ta taktyka traci część skuteczności. Maszyna „widzi” teren i porównuje go z mapą zapisaną w pamięci, więc nie musi stale polegać na satelitach ani na łączności z operatorem.

Nie oznacza to jednak, że dron stał się niewrażliwy. DSMAC ma istotne ograniczenia. Dokładność zależy od oświetlenia, pory roku, kąta padania słońca i długości cieni. System działa wyraźnie lepiej w dzień niż w nocy. Po zmroku, bez dodatkowego oświetlenia lub zaawansowanego przetwarzania obrazu, skuteczność spada. Precyzja jest też niższa niż w przypadku nawigacji satelitarnej, dlatego eksperci traktują Susanin jako system uzupełniający, a nie pełne zastępstwo GPS. (https://en.defence-ua.com/weapon_and_tech/russia_equips_new_geran_5_dro…)

Geran-5 i tak stanowi już większe wyzwanie niż starsze, wolne Geran-2. Wyższa prędkość skraca czas reakcji obrony, a konstrukcja zbliżona do pocisku manewrującego utrudnia identyfikację. Pojawiają się doniesienia, że nowsze warianty bywały mylone z innymi środkami uderzeniowymi. Jednocześnie Rosja zwiększa skalę produkcji maszyn odrzutowych. Szacunki mówią o tysiącach dronów miesięcznie w całym programie Geran, choć konkretne liczby dla samej wersji K5 pozostają niepotwierdzone.

Ewolucja tych aparatów pokazuje szerszy trend. Wojna na Ukrainie przyspieszyła rozwój tanich, masowo produkowanych środków uderzeniowych, które łączą cechy drona i pocisku manewrującego. Z jednej strony pojawiają się kamery, elementy sztucznej inteligencji, sieci mesh i odporniejsze anteny. Z drugiej – obrona musi stale dostosowywać zagłuszanie, systemy wykrywania i środki kinetyczne. Doradca prezydenta Ukrainy ds. technologii obronnych Serhij Beskrestnow („Flash”) wielokrotnie wskazywał, że ukraińska obrona powietrzna nie nadąża za tempem zmian po stronie rosyjskiej. (https://voennoedelo.com/en/posts/id20351-geran-5-k5-gets-optical-trajec…)

Informacje o Geran-5 K5 pochodzą głównie z kanałów monitorujących i relacji korespondentów. Oficjalne potwierdzenie ze strony ukraińskich służb wywiadowczych dotyczące dokładnego oznaczenia K5 i pełnej implementacji DSMAC na tej konkretnej wersji wciąż jest ostrożne. Część ustaleń opiera się na analizie wraków. To typowa sytuacja w wojnie technologicznej: nowe rozwiązania pojawiają się na polu walki szybciej, niż można je w pełni zweryfikować.

Niezależnie od ostatecznej skali wdrożenia, kierunek jest jasny. Rosja stara się uniezależnić tanie drony uderzeniowe od łatwo zagłuszanych sygnałów satelitarnych. Nawigacja optyczna nie rozwiązuje wszystkich problemów i działa gorzej w ciemności, ale podnosi próg skuteczności środków walki elektronicznej. Dla Ukrainy oznacza to konieczność dalszego rozwijania warstwowej obrony: radarów, środków kinetycznych, systemów optycznych i taktyk wykorzystujących ograniczenia kamer terenu.

Konflikt pokazuje, że tani, masowo produkowany dron z silnikiem odrzutowym i zapasową nawigacją wizyjną może zbliżyć się możliwościami do znacznie droższego pocisku manewrującego. To zmienia rachunek ekonomiczny obrony powietrznej i wymusza kolejne adaptacje po obu stronach. Geran-5 K5 jest kolejnym etapem tej spirali, a nie jej końcem.

Źródła:

https://militarnyi.com/en/news/russian-forces-begin-using…

https://www.theinteldrop.org/2026/09/28/russias-geran-5-g…

https://euromaidanpress.com/2026/09/28/russia-is-launchin…

https://ua.news/en/war-vs-rf/rosiia-viprobovuie-geran-5-z…

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Gwiazdy, ptaki, zakłócenia: Oto czego obawiała się Europa, myląc to z rosyjskimi dronami

Gwiazdy, ptaki, zakłócenia:

czego obawiała się Europa,

myląc to z rosyjskimi dronami

Litwa zamknęła lotnisko w Wilnie po tym, jak pomyliła stado ptaków z niezidentyfikowanymi dronami. W celu przeciwdziałania wyimaginowanemu zagrożeniu poderwano myśliwiec NATO. Do incydentu doszło 13 września 2026 roku. To nie pierwszy raz, kiedy europejscy urzędnicy ds. bezpieczeństwa zostali w ten sposób skompromitowani. Rosja zazwyczaj jest z góry pociągana do odpowiedzialności. TASS wyjaśnia, co „straszy” Europę w powietrzu i dlaczego.Redaktorzy strony internetowej TASS

17 września, tass-ru./mezhdunarodnaya-panorama

© Jens Schlueter/Getty Images

Co to było?

„Ptaki i drony pozostawiają na radarach pozornie identyczne ślady” – wyjaśniło Litewskie Narodowe Centrum Zarządzania Kryzysowego , komentując odlot myśliwca spowodowany stadem ptaków.

Podobny incydent miał miejsce we wrześniu 2024 roku na Łotwie. Stado ptaków na granicy z Białorusią skłoniło NATO do rozmieszczenia myśliwców przechwytujących.

Tymczasem drony wystrzeliwane przez Ukrainę są częstymi gośćmi na niebie państw bałtyckich. Przelatują nad terytorium, rozbijają się, eksplodują i powodują zniszczenia. Na przykład 7 maja 2026 roku dron uszkodził skład ropy naftowej w Rzeżycy na Łotwie. Incydent ten „zniszczył” łotewski rząd: 14 maja premier Evika Siliņa ogłosiła swoją rezygnację , a kilka dni wcześniej minister obrony  Andris Spruds podał się do dymisji .

W 2025 roku Dania dołączyła do „histerii dronów”. Agencja Reuters, powołując się na duńską policję , poinformowała , że ​​tylko we wrześniu w ciągu jednego dnia na niebie kraju odnotowano ponad 500 zgłoszeń o dronach. 26 września władze na krótko zamknęły lotnisko Billund, drugie co do wielkości w Danii. Policja przyznała później, że pomyliła jasną gwiazdę z dronem.

W marcu 2025 roku grupa medialna Deutsche Welle (uznana za agencję medialną działającą pod przykrywką i niepożądaną organizację w Rosji) poinformowała o przelocie podejrzanego rosyjskiego drona nad Wspólnym Centrum Badawczym (JRC) Komisji Europejskiej w północnych Włoszech. Media twierdziły, że takie loty nie były odosobnione. Włoska prokuratura wszczęła śledztwo. „Trwa wojna hybrydowa. Jest równie niebezpieczna, co tajna, uporczywa i dusząca” – powiedział wówczas włoski minister obrony Guido Crosetto, nie wymieniając konkretnych krajów. „Obejmuje ona połączenie ukierunkowanych cyberataków… kradzieży technologii wojskowych i przemysłowych oraz patentów, a także szereg innych wrogich działań prowadzonych przez liczne podmioty państwowe i niepaństwowe”.

Jednak pod koniec roku, według agencji Reuters, włoska prokuratura zażądała umorzenia śledztwa. Funkcjonariusze organów ścigania stwierdzili, że 21 domniemanych przelotów dronów było spowodowane zakłóceniami w systemie bezpieczeństwa JRC spowodowanymi przez pobliską wieżę telefonii komórkowej.

Obwiniaj Rosję za każdą niejasną sytuację

W sierpniu 2024 roku gazeta Berliner Morgenpost doniosła o groźbie ataku na bazę lotniczą NATO w Geilenkirchen w zachodnich Niemczech, gdzie stacjonują samoloty wczesnego ostrzegania AWACS. Powołując się na agencję prasową DPA, gazeta zarzuciła Rosji udział w potencjalnym incydencie. Jednak agencja Reuters, powołując się na źródła, zaprzeczyła tym zarzutom. „Słowo »Rosja« nigdy nie padło. Rozmawialiśmy o zagrożeniu ze strony dronów” – powiedziała agencja, cytując rzecznika NATO w bazie lotniczej.

W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2025 roku w Niemczech odnotowano kilkaset niezidentyfikowanych lotów dronów nad ważnymi obiektami, w tym bazami wojskowymi, ale ich operatorzy zostali zidentyfikowani tylko w ośmiu przypadkach. Śledztwo nie wykazało ani nie wykluczyło udziału państw obcych w tych incydentach.

W listopadzie 2024 roku drony były wielokrotnie obserwowane nad kilkoma bazami lotniczymi Sił Powietrznych USA w Wielkiej Brytanii, gdzie wcześniej w tym samym miesiącu wylądowały trzy amerykańskie bombowce strategiczne B-52 Stratofortress. Wojsko nie było w stanie namierzyć miejsca startu ani zagłuszyć sygnałów sterujących dronów, co sugeruje, że bezzałogowe statki powietrzne nie były zwykłymi urządzeniami powszechnego użytku. Brytyjski dziennik „The Times” zacytował źródło w amerykańskim wywiadzie, które stwierdziło, że „nie ma twardych dowodów na udział Rosjan”. Dodał jednak, że amerykańskie agencje wywiadowcze mają powody, by sądzić, że Rosja była zaangażowana w te starty.

W Belgii w 2024 roku zarejestrowano ponad 31 000 niezidentyfikowanych dronów w pobliżu obiektów wojskowych i infrastruktury krytycznej. Na początku listopada 2025 roku „duże drony” zauważono nocą w pobliżu bazy lotniczej Kleine Brogel, gdzie przechowywana jest amerykańska taktyczna broń jądrowa. Policja ruszyła w pościg z helikopterem i kilkoma pojazdami, ale wkrótce zgubiła cele. Zachodnie media, powołując się na źródła, tradycyjnie oskarżają Rosję o udział w tych incydentach.

Drony niezgody

Jedno z ostatnich głośnych oskarżeń o udział Rosji w incydentach z udziałem dronów pojawiło się w sierpniu 2026 roku. Na początku tego miesiąca na płycie lotniska Lipsk/Halle w Niemczech, w pobliżu ukraińskiego samolotu transportowego, odkryto drona z ładunkiem wybuchowym . Został on później rozbrojony . Inny samolot, obsługiwany przez DHL, globalną firmę zajmującą się ekspresowym transportem towarów i dostarczaniem dokumentów, zderzył się z dronem w pobliżu lotniska, odnosząc niewielkie uszkodzenia.

24 sierpnia 2026 roku biuro prasowe Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji (SWR) wydało oświadczenie o wszczęciu cichego śledztwa w sprawie ukraińskiego związku ze sprawą bezzałogowego statku powietrznego, powołując się na nadzieję Ukrainy, że relacje medialne wokół tej sytuacji wskażą na „rękę Moskwy”, a niemieccy politycy i europejskie media już uznały winę Rosji. „Kijów świętuje: operacja zakończyła się sukcesem” – zauważyła SWR. „Europejczycy zostali „pobudzeni” przez nowe „fakty dotyczące agresywnej i wrogiej polityki Rosji”.

Na początku września niemieckie władze zidentyfikowały podejrzanych zamieszanych w incydent – ​​rzekomo byli to obywatele Rosji i Litwy – i obwiniły Rosję za tę sytuację. Magazyn „Der Spiegel”, powołując się na źródła , twierdził , że Niemcy obwiniły Rosję o donos od zagranicznego wywiadu. Doprowadziło to do podjęcia środków zaradczych, w tym zamknięcia Domu Rosyjskiego w Berlinie, Konsulatu Generalnego Rosji w Bonn oraz zaostrzenia kontroli wjazdowych dla Rosjan.

Prezydent Rosji Władimir Putin nazwał antyrosyjskie decyzje Niemiec kolejnym poważnym błędem władz kraju, sprzecznym z interesami narodu niemieckiego. „Biorąc pod uwagę spadające notowania i zbliżające się kampanie wyborcze, w tym na przykład w Saksonii, naturalnie pojawia się pytanie o polityczną przyszłość niemieckich elit rządzących” – powiedział. „Myślę, że jest to przede wszystkim z tym związane”. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow uznał oskarżenia Niemiec za „w istocie początek prawdziwej wojny”, a rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa oświadczyła , że ​​Rosja postrzega działania Niemiec jako zaplanowany manewr eskalacyjny.

Kto na tym korzysta?

Włoski dziennikarz Marco Travaglio, redaktor naczelny gazety Il Fatto Quotidiano, zakwestionował wyniki śledztwa w sprawie incydentu na lotnisku w Lipsku. Zauważył, że dron nie eksplodował, podczas gdy Ukraina ponosi odpowiedzialność za zbombardowanie gazociągu Nord Stream, a „Kijów dostaje za to tylko więcej pieniędzy i broni”. Co więcej, konstrukcja drona pozwalała na sterowanie nim za pośrednictwem sieci komórkowej z dowolnego miejsca na świecie. Dziwne może się również wydawać to, że jeden z bezzałogowych statków powietrznych z materiałami wybuchowymi w Lipsku leciał tak nisko i wolno, że został schwytany przez pracownika kontroli naziemnej lotniska, bez żadnych oznak użycia specjalnego sprzętu.

W innym artykule w „Il Fatto Quotidiano” przypomniano, że większość incydentów związanych z rzekomymi prowokacjami rosyjskich dronów przypisuje się „standardowym operacjom” lub ingerencji ukraińskich urządzeń zagłuszających. Oskarżenia te, podsycane przez media, a następnie obalane w toku śledztw, „tworzą atmosferę strachu niezbędną do remilitaryzacji Europy”.

„W ten sposób ciągle wymyślają fake newsy, żeby siać strach i forsować wojnę!” Florian Philippot, lider francuskiej partii Patriots, odpowiedział w mediach społecznościowych na lot myśliwca, który miał spotkać się ze stadem ptaków nad Litwą 13 września 2026 roku.

Wiktor Bodrow

Dron „zestrzelony” gołymi rękami. Pod fałszywą flagą? – ukraiński dziennikarz podważa oskarżenia Berlina wobec Rosji.

Obraz symbolu za pośrednictwem depositphotos.com

Pod fałszywą flagą? – ukraiński dziennikarz podważa oskarżenia Berlina wobec Rosji, przedstawiając szokujące zeznania.

Rząd niemiecki obarcza Rosję odpowiedzialnością za próbę zamachu bombowego na lotnisku Lipsk/Halle i podejmuje działania dyplomatyczne. Jednak ukraiński dziennikarz, powołując się na pracownika lotniska, opisał ciąg zdarzeń, który podważa publicznie przedstawioną wersję wydarzeń. Jeśli ta wersja wydarzeń okaże się prawdziwa, cały łańcuch dowodowy związany z tym incydentem będzie musiał zostać ujawniony i ponownie oceniony.

1 września rząd niemiecki oświadczył, że Rosja stoi za próbą ataku dronów na lotnisko Lipsk/Halle w sierpniu. W odpowiedzi Berlin ogłosił między innymi zamknięcie rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn i Domu Rosyjskiego w Berlinie. Moskwa zaprzecza tym oskarżeniom. To, co zaczęło się jako śledztwo, które nie było jeszcze w pełni transparentne dla opinii publicznej, przerodziło się w kryzys polityki zagranicznej.

Ukraiński dziennikarz Anatolij Szarij podważa tę wersję wydarzeń. W artykule opublikowanym 6 września cytuje anonimowego pracownika lotniska, który twierdzi, że był naocznym świadkiem incydentu. Relacja tego pracownika różni się w kluczowych punktach od narracji prezentowanej dotychczas przez polityków i media.

Według doniesień dron został „zestrzelony” gołymi rękami.

Według źródła, do zdarzenia doszło w nocy podczas załadunku i rozładunku samolotu transportowego na płycie postojowej nr 2. Obsługiwane są tam m.in. samoloty DHL; na terenie lotniska stacjonują również samoloty Antonow.

Pracownicy lotniska wielokrotnie obserwowali drony w tym rejonie, szczególnie w pobliżu drogi S8a, biegnącej wzdłuż terenu lotniska. Znajduje się tam wyjście awaryjne oraz obszar z widokiem na pas startowy, gdzie obserwatorzy samolotów okazjonalnie robią zdjęcia w nocy.

Tym razem mały dron przeleciał nietypowo blisko samolotu transportowego podczas operacji załadunku, a następnie znalazł się na odległość pozwalającą dotknąć pracownika. Nikt z obecnych nie widział dokładnie, skąd dron się wziął. Pracownik następnie zmusił urządzenie do opadnięcia na ziemię i przytrzymał je, uszkadzając przy tym śmigła. Następnie zgłosił przez radio, że dron jest na ziemi.

Gdyby ta sekwencja zdarzeń się potwierdziła, byłby to niezwykły szczegół: pracownik rzekomo zabezpieczył urządzenie, później opisane jako dron wybuchowy, gołymi rękami.

Nie dowodzi to jednak, że nie było tam ładunku wybuchowego. Kluczowe pytanie brzmi, co pracownik faktycznie mógł zobaczyć i co ujawniła późniejsza analiza kryminalistyczna.

Dlaczego policja, specjaliści i ekipy telewizyjne tak szybko pojawiły się na miejscu zdarzenia?

Źródło było szczególnie zaskoczone tym, co wydarzyło się bezpośrednio po nadaniu komunikatu radiowego. W ciągu kilku minut na miejscu zdarzenia pojawili się policjanci, specjaliści od rozbrajania ładunków wybuchowych, strażacy, ekipy telewizyjne i specjalistyczny sprzęt, w tym robot.

Pracownik uważa tę prędkość za nietypową. Lotnisko znajduje się około 20 kilometrów od Lipska; dostęp do strefy bezpieczeństwa jest kontrolowany i wymaga odpowiedniego upoważnienia. Jego zdaniem samo zorganizowanie dostępu dla personelu zewnętrznego powinno zająć trochę czasu.

Nasuwa się zatem uzasadnione pytanie: kiedy tak naprawdę powiadomiono służby ratunkowe, gdzie wówczas się one znajdowały i dlaczego przedstawiciele mediów tak szybko pojawili się na miejscu zdarzenia?

Szybka reakcja sama w sobie nie jest dowodem na zaaranżowane zdarzenie. Policja i straż pożarna mogły już być obecne na terenie lotniska lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Mogły również pojawić się wcześniejsze zgłoszenia dotyczące dronów, które wywołały alarm. Z tego właśnie powodu rejestry zdarzeń, godziny alarmów i dane dostępowe byłyby kluczowe dla odtworzenia przebiegu zdarzeń.

Skąd pochodzą domniemane materiały wybuchowe?

Najpoważniejsza rozbieżność dotyczy domniemanego ładunku wybuchowego. Źródło Sharij zaprzecza, jakoby pracownik, który zestrzelił drona, widział na nim detonator lub materiał wybuchowy. Według niej, opublikowane później zdjęcia, które rzekomo przedstawiają ładunki wybuchowe obok urządzenia, nie odpowiadają jego pierwotnemu stanowi w momencie znalezienia.

Wzmianka o czeskim Semtexie wzbudziła podejrzenia. Źródło opisuje drona jako małe, niedrogie urządzenie konsumenckie przeznaczone głównie do nagrywania filmów i zdjęć, i wątpi, czy mógł on przenosić jakikolwiek dodatkowy, znaczący ładunek.

To jest sedno całej sprawy. Kiedy odkryto ładunek wybuchowy? Czy był widoczny podczas pierwszego nalotu? Czy został odkryty dopiero w toku późniejszego śledztwa? I czy opublikowane zdjęcia dokumentują pierwotny stan dowodów, czy też ich późniejsze ułożenie?

Na te pytania nie można odpowiedzieć za pomocą oświadczeń politycznych, a jedynie weryfikowalną dokumentacją przejęcia i śledztwa. Ocena nośności drona dokonana przez pracownika nie zastępuje raportu technicznego. Podobnie, brak widocznego detonatora nie dowodzi, że na lub w urządzeniu nie znajdował się ładunek wybuchowy.

Incydent bezpieczeństwa prowadzi do eskalacji polityki zagranicznej.

Sprawa zyskuje na znaczeniu ze względu na swoje reperkusje polityczne. Rząd niemiecki publicznie pociągnął Rosję do odpowiedzialności i zapowiedział sankcje dyplomatyczne. Oznacza to, że nie chodzi już tylko o potencjalny incydent bezpieczeństwa na lotnisku, ale o oskarżenie mające poważne konsekwencje dla relacji między oboma państwami.

Właśnie z tego powodu standardy muszą być szczególnie wysokie. Jeśli rząd oskarża inne państwo o próbę zamachu bombowego, opinia publiczna powinna przynajmniej być w stanie zrozumieć istotę tego oskarżenia. Obejmuje to rodzaj materiału wybuchowego, parametry techniczne drona, zabezpieczone dowody oraz sposób, w jaki na ich podstawie ustalono powiązanie z Rosją.

Wyniki wywiadu nie zawsze mogą zostać w pełni opublikowane. Nie zwalnia to jednak rządu z obowiązku przedstawienia weryfikowalnych uzasadnień swoich wniosków, w miarę możliwości.

Wcześniejsze naruszenie ogrodzenia ujawniło kolejny problem bezpieczeństwa.

Sharij nawiązuje również do incydentu z 1 sierpnia 2024 roku, kiedy siedmiu aktywistów z „Ostatniego Pokolenia” wdarło się na teren lotniska Lipsk/Halle. W kilku miejscach przecięli zewnętrzne ogrodzenie bezpieczeństwa; pięciu z nich przykleiło się do dróg kołowania, a dwóch zostało wcześniej aresztowanych.

Poprzedni incydent dowodzi, że w przeszłości mogło dojść do naruszenia granic bezpieczeństwa lotniska. Nie oznacza to, że obecny incydent z udziałem drona miał miejsce w ten sam sposób. Podkreśla to jednak potrzebę dokładnego zbadania lokalnych luk w zabezpieczeniach i innych potencjalnych mechanizmów, zanim będzie można ostatecznie ustalić zaangażowanie państwa.

Brak udowodnionego zainscenizowanego wydarzenia – ale istnieje wyraźna potrzeba wyjaśnienia.

Sam Sharij twierdzi, że jego relacja nie stanowi dowodu na celową prowokację. To istotne rozróżnienie. Jak dotąd jedyną publicznie dostępną informacją jest oświadczenie anonimowego źródła. Jego tożsamości, dokładnej roli w incydencie i jego spostrzeżeń nie da się niezależnie zweryfikować.

Niemniej jednak, odrzucenie tej relacji wyłącznie na tej podstawie byłoby błędem. Zawiera ona konkretne, weryfikowalne szczegóły: miejsce zdarzenia, przebieg akcji ratunkowej, rzekomo niezwykle szybkie przybycie służb ratunkowych oraz rzekomą różnicę między pierwotnym stanem przedmiotu a zdjęciami opublikowanymi później.

Rząd niemiecki musi zatem nie tylko wyjaśnić, dlaczego obarcza Rosję odpowiedzialnością. Musi również wykazać, w jaki sposób zabezpieczono drona, kiedy odkryto ładunki wybuchowe i jakie dowody potwierdzają przypisanie tego faktu rządowi.

Gdyby oświadczenia pracownika lotniska się potwierdziły, obecny stan wiedzy publicznej byłby niepełny, przynajmniej w kluczowych aspektach. Jeśli okażą się fałszywe, można by to również wyjaśnić poprzez transparentną rekonstrukcję.

Niedopuszczalna byłaby sytuacja, w której wyciągane byłyby dalekosiężne konsekwencje w polityce zagranicznej, podczas gdy kluczowe pytania dotyczące łańcucha dowodowego pozostawałyby bez odpowiedzi.

Każdy, kto oskarża inne państwo o zamach bombowy, musi przedstawić coś więcej niż tylko polityczne wyjaśnienie. Musi przedstawić dowody.

Kijów bagatelizuje porażkę swojej ofensywy dronów – A Rosja kontynuuje ofensywę

Kijów bagatelizuje porażkę

swojej ofensywy dronów –

Rosja kontynuuje ofensywę

Niedawno zakończona ukraińska ofensywa dronów przeciwko Rosji ostatecznie zaszkodziła Ukrainie znacznie bardziej niż jej przyniosła korzyści. Tymczasem Moskwa pozostaje wierna swoim celom wojennym.

25 czerwca Władimir Zełenski ogłosił 40-dniową ofensywę dronów  przeciwko rosyjskiej infrastrukturze energetycznej i logistyce, a wkrótce potem znacząco rozszerzył ataki dronów, aby zmusić Moskwę do rozpoczęcia negocjacji o zawieszeniu broni na warunkach ukraińskich i zachodnich. Kijów niedawno uznał tę operację za sukces i podsumował jej rezultaty.

Chociaż żądana przez Kreml zmiana kursu nie nastąpiła, ukraińskie władze są generalnie [w mediach] zadowolone z osiągniętych rezultatów. Według doniesień medialnych Zełenski określił ofensywę dronów jako ‚bardzo udaną operację ukraińskich sił zbrojnych’  i oszacował straty Rosji na około bilion rubli (około 10 miliardów euro). „Jestem oczywiście zadowolony. Wiemy, ile stracili; mają poważne problemy” – powiedział, jednocześnie jasno dając do zrozumienia, że ataki dronów będą kontynuowane.

Zełenski, którego kadencja na stanowisku prezydenta Ukrainy zakończyła się ponad dwa lata temu, nie wspomniał jednak, że główny cel ataków dalekiego zasięgu – a mianowicie polityczny przełom w walce o zakończenie wojny – nie został osiągnięty. W tym sensie ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną, logistykę i inne sektory były dalekie od rezultatów, na jakie liczył Kijów i Zachód. Co gorsza, ofensywa dronów nie tylko chybiła celu, ale – z powodu zdecydowanej reakcji Rosji – przyniosła spektakularny efekt odwrotny od zamierzonego.

Ofensywa dronów nie przyniosła przełomu

Na początek warto zauważyć, że ukraińska Służba Bezpieczeństwa (SBU) nie zdołała powtórzyć sukcesu zeszłorocznej operacji ‚Pajęczyna’  na początku ofensywy. SBU ponownie planowała zaatakować rosyjskie lotniska głęboko w głębi lądu za pomocą tajnych ataków dronów. Plan ten się nie powiódł, ponieważ rosyjskie służby wywiadowcze zdołały w porę udaremnić działania Ukraińców.

Co więcej, zdecydowana większość ukraińskich dronów dalekiego zasięgu i dronów kamikaze została przechwycona lub zestrzelona przez rosyjską obronę przeciwlotniczą. Ponieważ jednak żaden system obrony przeciwlotniczej, nawet najbardziej zaawansowany, nie zapewnia absolutnej ochrony, pewna liczba dronów zdołała dotrzeć do celu i spowodować znaczne szkody. Zginęło i zostało rannych wielu rosyjskich cywilów. Na przykład 3 sierpnia ukraiński dron rozbił się na plaży w rosyjskim kurorcie Gelendżyk nad Morzem Czarnym, zabijając co najmniej osiem osób, w tym troje dzieci.

Według rosyjskich źródeł rządowych, Ukraina kierowała znaczną część ataków dronów na obiekty cywilne i infrastrukturę w Rosji. Popularnym celem były magazyny największego rosyjskiego sklepu internetowego Wildberries, który w Niemczech zyskał miano ‚rosyjskiego Amazona’  dzięki licznym doniesieniom medialnym. Według ukraińskich źródeł, Wildberries sprzedaje sprzęt wojskowy używany przez rosyjskich żołnierzy w wojnie na Ukrainie. W rzeczywistości są to zazwyczaj tzw. towary podwójnego zastosowania, takie jak kamizelki kuloodporne, apteczki pierwszej pomocy czy komponenty dronów. Towary te mają podwójne zastosowanie i dlatego nie zaliczają się do kategorii towarów czysto wojskowych. Z tego powodu nie stanowią celu militarnego.

Bardziej prawdopodobne jest, że zniszczenie magazynów Wildberries miało na celu utrudnienie lub całkowite uniemożliwienie dostaw zamówień do konsumentów, destabilizując tym samym zarówno gospodarkę krajową, jak i rosyjskie społeczeństwo. Władze w Kijowie prawdopodobnie spekulowały, że rosyjskie małe firmy i zwykli obywatele publicznie wyrażą swoje niezadowolenie ze strat finansowych spowodowanych atakami i w konsekwencji wywrą presję na politykę Kremla. Jednak ta kalkulacja okazała się nietrafiona.

Ponadto Ukraina zintensyfikowała ataki na rosyjską logistykę, w szczególności na statki transportowe na Morzu Czarnym i poza nim. Podczas ofensywy siły ukraińskie chwaliły się uszkodzeniem lub zniszczeniem kilkudziesięciu statków transportowych na Morzu Azowskim i Morzu Czarnym. Kijów celowo pomija fakt, że utrudniło to również eksport pszenicy i innych ważnych zbóż, z których jedna czwarta trafia do odbiorców końcowych na całym świecie, z czego Rosja transportuje przez Morze Czarne.

Głównym celem ataków dronów były jednak dostawy paliw do Rosji, mające na celu wywołanie niedoborów na stacjach benzynowych. W związku z tym ataki były skierowane głównie na rafinerie ropy naftowej, ich infrastrukturę i szlaki transportowe. Na samym początku ofensywy przeprowadzono masowe ataki na Krym, paraliżując tamtejszą logistykę i powodując dotkliwy niedobór paliwa na półwyspie.

Następnie nastąpiła seria ataków na instalacje naftowe w Moskwie i innych regionach. Chociaż w przeliczeniu na całkowite rosyjskie zużycie paliw doprowadziło to jedynie do niewielkiego deficytu benzyny i oleju napędowego, wywołało to panikę wśród wielu kierowców, prowadząc do kryzysu paliwowego w wielu regionach. W 80 rosyjskich regionach wprowadzono państwowe racjonowanie i ograniczenia, z których wszystkie – z wyjątkiem Krymu – zostały później zniesione. Ukraińcy z pewnością odnieśli jednak sukces medialny, biorąc pod uwagę długie kolejki na stacjach benzynowych w wielu częściach Rosji.

Zaciekłe ataki odwetowe Rosji

W odpowiedzi na ukraińską kampanię dronową, Rosjanie rozpoczęli znacznie poważniejszą ofensywę dronów i rakiet przeciwko ukraińskim dostawom paliw i logistyce. Rosyjskie ataki na infrastrukturę ukraińskich portów nad Morzem Czarnym i transport morski były szczególnie dotkliwe. Już w połowie lipca niezliczone rakiety i drony sparaliżowały porty w Odessie, Mikołajowie i Czernomorsku, uszkadzając dziesiątki statków i skutecznie blokując ukraiński handel morski. Kijów i Zachód mogły nie przewidywać, że Moskwa spełni swoją groźbę odcięcia Ukrainy od morza.

Skutki rosyjskiego ataku rakietowego w Odessie

Skutki rosyjskiego ataku rakietowego w Odessie

Porty nad Morzem Czarnym mają obecnie kluczowe znaczenie dla przetrwania ukraińskiej gospodarki. Około 80–90 procent ukraińskiego eksportu – głównie produktów rolnych – jest zazwyczaj obsługiwane przez Morze Czarne. Blokada tych portów morskich może obecnie kosztować państwo ukraińskie ponad 25 miliardów euro z tytułu dochodów z eksportu. Ponadto zaatakowano również ważne porty naddunajskie: Izmaił i Reni. W sumie odnotowano kilkadziesiąt ataków na infrastrukturę portową i statki w tych rejonach.

Rosyjskie wojsko przeprowadziło również ataki na cele wojskowe i logistyczne, a także na infrastrukturę paliwową i energetyczną Ukrainy. Wielokrotnie atakowano obiekty przemysłu zbrojeniowego, infrastrukturę kolejową, szlaki transportowe i zaopatrzeniowe armii ukraińskiej oraz stacje benzynowe. Przede wszystkim poprzez zakłócanie dostaw paliw i logistyki Ukrainy w pobliżu linii frontu w Donbasie, rosyjskie wojsko stara się ułatwić sobie natarcie na ostatnią ukraińską twierdzę w regionie, obszar miejski Słowiańsk-Kramatorsk, i tym samym uzyskać pełną kontrolę nad tym obecnie strategicznym odcinkiem frontu. Siły rosyjskie znacznie zbliżyły się do tego celu po zdobyciu Konstantynowki na początku lipca i dziesiątek innych miejscowości w Donbasie w ostatnich tygodniach.

Należy więc zaznaczyć, że wojna dronów zaszkodziła samej Ukrainie znacznie bardziej niż Rosji. Nie przyniosła ona żadnej zmiany w konflikcie, a zamiast tego wywołała jeden z najzacieklejszych rosyjskich ataków odwetowych od początku działań wojennych. Dla Ukrainy ten rozwój sytuacji jest katastrofalny pod wieloma względami: dla przebiegu wojny oznacza to, że załamanie się ukraińskiej obrony w Donbasie jest tylko kwestią czasu, a rosyjskie postępy najprawdopodobniej będą kontynuowane bez przeszkód.

Na poziomie politycznym panowanie Zełenskiego zbliża się powoli, ale nieuchronnie ku końcowi. To, jak długo będzie on u władzy, zależy w dużej mierze od tego, czy decydenci na Zachodzie nadal wierzą, że może on zapobiec upadkowi Ukrainy, a przynajmniej go opóźnić.

alexmaenner1986kiew-redet-seine-misslungene-drohnenoffensive

Napisał: Alex Männer

Opracował: Zygmunt Białas

Banderowcy usprawniają metodę prowokacji militarnych w Polsce

Banderowcy usprawniają metodę prowokacji militarnych w Polsce!

msn.com/plniebezpiecznedoniesienia-z-ukraińskich-mediów-ws-polski-mają-związek-z-rosją

Dr Ignacy Nowopolski Aug 3

Według doniesień polskojęzycznych mediów, nasi „ukraińscy przyjaciele”, poinformowali władze okupacyjne Unii Europejskiej w Warszawie, o zawłaszczeniu przez „zbrodniczych Rosjan”, banderowskich dronów. Mają one być używane jako „rosyjska prowokacja” przeciw Polsce.

Użycie ukraińskich dronów przez „przebiegłych Rosjan”, na sugerować banderowską prowokacje przeciw nam.

Tak więc, jeśli od dziś na Polskę nalatywać będą ukraińskie drony, Polacy powinni brać odwet na Rosji, a nie na „sojuszniczych” banderowcach.

Nie wiem czy polskie społeczeństwo osiągnęło już taki poziom debilizmu, by w tą historię uwierzyć, ale „nasi władcy” z Warszawy, zaakceptują ja z otwartymi rękami.

Ile to bowiem wysiłków „rządu polskiego” poszło na marne z powodu trudności udowodnienia „rosyjskiego sprawstwa” w „agresji” przeciw Polsce!

Po masowym nalocie banderowskich dronów na Polskę, wystarczy tylko wezwać do MSZ Ambasadora RF & zerwać stosunki dyplomatyczne z Rosją, po czym niezwłocznie wysłać „Wojsko Polskie” na rosyjsko-banderowski front.

Na dowódcę proponuję „generała” Polko, który od zawsze toczy pianę z pyska, na każde wspomnienie „Moskali”.

Ta farsa, którą od trzydziestu z górą lat odgrywa niezmiennie agenturalna „polska władza”, przestała już dawno być śmieszną. Staje się natomiast coraz bardziej niebezpieczną, zagrażając samemu biologicznemu przetrwaniu Polskiego Narodu.

Może więc już czas zacząć sprzątanie tego chlewa?

Czy Rosjanie w końcu zajmą Odessę

Czy Rosjanie w końcu zajmą Odessę

Zygmunt Białas zygmuntbialas/czy-rosjanie-w-koncu-zajma-odesse

Glenn Diesen, zajmujący się geopolityką, przeprowadził 30-minutową rozmowę o wojnie rosyjsko-ukraińskiej z uznanym na świecie ekspertem, prof. Johnem Mearsheimerem.

Ukraińcy, wspierani przez państwa NATO, dokonali ostatnio wielu ataków na Rosję – mówi Glenn Diesen. – Celami są już nie tylko rafinerie, lecz także obiekty cywilne. Ma to spowodować niezadowolenie społeczne w Rosji.

Tak, ukraińskie ataki przysparzają Rosjanom wielu problemów – odpowiada John Mearsheimer. – Trzeba tu sobie zadać dwa pytania: a) Co robi rosyjski rząd? b) Jaki wpływ będą miały te ataki dronowe na wynik wojny?

– A więc Kreml w odwecie nasilił ataki na obiekty militarne w Kijowie i innych miastach i unieruchomił porty w Odessie, Ukraina jest teraz krajem śródlądowym, co dla kijowskiego reżimu jest katastrofą gospodarczą. Ukraińskie ataki dronowe nie wpłyną na wynik wojny. Następuje przyspieszenie terminu klęski Ukrainy.

G. Diesen: Dziwne więc wydają się być ukraińskie ataki na statki na Morzu Czarnym. Jaki będzie teraz ruch ze strony Kijowa i NATO?

J. Mearsheimer: Pytaniem głównym jest, ile terytorium Ukrainy zajmą Rosjanie. Myślę, że w końcu zajmą Odessę. Rosjanie nie są w stanie odnieść zdecydowanego zwycięstwa i podbić całej Ukrainy. Zrobiliby zresztą błąd, gdyby zaanektowali zachodnią część tego państwa.

Tak więc końcowym rezultatem będzie powstanie kadłubowego państwa ukraińskiego. Ukraińcy przegrają, bo nie mają odpowiedniej ilości żołnierzy na froncie. W Kijowie w kręgach decyzyjnych panuje kompletny chaos. Zełenski pozbył się Syrskiego, głównodowodzącego armią oraz ministra obrony. Załamuje się ukraińska linia frontu.

G. Diesen: Zachodnie media opowiadają o militarnych sukcesach Zełenskiego. Wydaje się, że udało się tę narrację ‚sprzedać’  Trumpowi, który podjął się współpracy. Ale dynamika pomocy osłabła. Wsparcie Zachodu staje się coraz bardziej problematyczne.

W kijowskim metrze podczas rosyjskich bombardowań

J. Mearsheimer: Niełatwo dziś powiedzieć, jak to się skończy i kiedy, a przyczyną tego są drony. Bez dronów kijowski reżim przegrałby już dawno temu. Mówi pan, że Trump uwierzył, iż Ukraina zepchnęła Rosję do defensywy, więc pytam: I co z tego? Czy Trump da Zełenskiemu więcej broni? – Nie da, będzie udzielał tylko wsparcia wywiadowczego. A Europa? Czy zamierza przekazywać więcej pieniędzy? – Jedyne, co Zachód robi, to przyczynia się do utraty coraz większych obszarów Ukrainy i do strat ludzkich. Państwo staje się podmiotem całkowicie dysfunkcyjnym.

G. Diesen: W Europie zakłada się, że USA mają nieograniczone możliwości; jeśli uda się nakłonić Amerykanów do wsparcia Kijowa, to sprawa będzie załatwiona. A ci mają ograniczone zasoby pocisków. Wszystko wygląda jak prostacki teatr. Nie wiem, jaki miałby być tego cel. I chciałbym zapytać, czy jest jakieś powiązanie wojny na Ukrainie i w Iranie.

J. Mearsheimer: O tyle są powiązane, że USA zużyły ogromne ilości broni w Iranie i teraz nie ma jej dla Ukrainy. Chodzi przede wszystkim o Patrioty. Amerykanie zużyli 2/3 tych pocisków, a ich produkcja trwa długo.

G. Diesen: Kiedy Rosja zdobędzie Słowiańsk i Kramatorsk? Kiedy runie narracja o sukcesach Kijowa? – Gdy to nastąpi, pozostaną dwie opcje: eskalacja albo dyplomacja. Czy USA i Europa będą działać wspólnie?

J. Mearsheimer: Dodajmy, że w Europie i w pewnej części USA panuje przekonanie, że Rosja stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie, więc w przypadku zwycięstwa byłaby ona w lepszej pozycji, by zagrozić Europie. Ja w to nie wierzę, ale wielu na Zachodzie tak myśli. I co znaczy eskalacja? Czy NATO przystąpi do wojny? – Nie sądzę, Zachód nie ma takich możliwości. Europejskie armie są w większości żałosnymi siłami bojowymi, zwłaszcza armia brytyjska i niemiecka. I przede wszystkim: Rosjanie mają broń nuklearną. Wątpię, by Zachód zakładał jakąś opcję militarną. Trzeba będzie negocjować własną porażkę, czyli uznać, że jest się pokonanym.

Zygmunt Białas

Faktyczne koszty ukraińskich dronowych ekscesów

Faktyczne koszty ukraińskich dronowych ekscesów

Bojan Stanisławski

Od początku czerwca Ukraina systematycznie rozszerzała kampanię uderzeń dronowych na cele położone w głąb terytorium Federacji Rosyjskiej, co wywołało to falę niebywałej ekscytacji w Polsce i na Zachodzie. Czy rzeczywiście mają się z czego cieszyć? 

3 czerwca, w dniu rozpoczęcia Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu ukraińskie drony uderzyły w terminal naftowy oraz infrastrukturę portową Petersburga. Był to przede wszystkim cios o wymiarze politycznym i wizerunkowym; wymierzony w taki sposób, by spowodować spektakularny efekt pirotechniczny w trakcie trwania elitarnego konwentyklu biznesowego, mający pokazać zagranicznym gościom, że nie są bezpieczni.

W kolejnych tygodniach kampania zaczęła nabierać tempa. 12 czerwca ukraińskie drony uderzyły w kompleks petrochemiczny TANECO w Niżniekamsku w Tatarstanie – jedną z największych rafinerii w Rosji. 16 czerwca zapłonęła rafineria Gazprom Nieft w południowo-wschodniej części Moskwy – największy dostawca paliw dla regionu stołecznego. Dwa dni później, ponownie trafiono ten obiekt. Początek lipca przyniósł kolejne uderzenia – 1 i 2 lipca zaatakowano zakłady Basznieft w Baszkortostanie oraz rafinerię w Kstowie pod Niżnym Nowogrodem, 6 lipca płonęły rafinerie w Omsku i Jarosławiu, a w kolejnych dniach pojawiły się doniesienia o trafieniach między innymi w Saratowie, Moskwie, Ilskim, Syzraniu, Afipskim i Saławacie. Kampania stopniowo ewoluowała od uderzeń w sektor paliwowy i przemysł ciężki do ataków wymierzonych również w rosyjską logistykę cywilną.

18 lipca ukraińskie drony uderzyły w centra logistyczne największej rosyjskiej platformy handlu internetowego Wildberries w Kotowsku – mieście położonym około 475 kilometrów na południowy wschód od Moskwy, w obwodzie tambowskim – oraz w Elektrostali, przemysłowym mieście około 50 kilometrów na wschód od stolicy Rosji. W samym Kotowsku zginęło siedmiu pracowników nocnej zmiany, a 25 osób zostało rannych. W Elektrostali obrażenia odniosły kolejne 24 osoby. Tego samego dnia ukraińskie drony doprowadziły również do pożaru bazy paliwowej w Nogińsku, około 35 kilometrów na wschód od Moskwy. W wyniku tego ataku ranne zostały dwie osoby, a z pobliskiego szpitala położniczego ewakuowano pacjentów

A i na tym nie koniec. 22 lipca celem stały się kolejne centra logistyczne Wildberries w Krasnodarze i Niewinnomyssku, a 24 lipca płonęły magazyny w obwodzie leningradzkim pod Petersburgiem. 29 i 30 lipca doszły następne uderzenia – między innymi na magazyny w Riazaniu, Penzie, Sarapule i Permie, równolegle z atakami na Riazańską Rafinerię Nafty i inne zakłady przemysłowe.

Według właścicielki Wildberries Tatiany Kim od 18 lipca ukraińskie drony zniszczyły ponad tuzin centrów logistycznych należących do jej przedsiębiorstwa. Reuters podaje, że w całej kampanii śmierć poniosło co najmniej dziewięć osób, a z użytku wyłączono około 10 proc. zdolności logistycznych największej rosyjskiej platformy handlu internetowego. Wildberries rozpoczęło wypłatę odszkodowań rodzinom ofiar i osobom rannym, zapowiedziało również rekompensaty dla tysięcy sprzedawców, których towary spłonęły w magazynach. Według rosyjskich mediów spółka prowadzi rozmowy z władzami na temat szerokiego programu wsparcia – obejmującego między innymi ulgi podatkowe oraz pomoc finansową dla przedsiębiorców korzystających z platformy. Tatiana Kim przyznała, że firma przebudowuje całą sieć logistyczną, aby utrzymać ciągłość dostaw, a państwowe banki mają uczestniczyć w finansowaniu działań naprawczych.

Trudno dziś oszacować ostateczny koszt tej kampanii dla rosyjskiej gospodarki. Wiadomo jednak, że Wildberries należy do największych prywatnych przedsiębiorstw w Rosji, obsługuje miliony zamówień dziennie, współpracuje z gigantyczną siecią podwykonawców i jest jednym z największych płatników podatków w rosyjskim sektorze handlu elektronicznego. Dlatego skutki ataków wykraczają z pewnością dalece poza same zniszczone magazyny.

Na całym Zachodzie, w mediach i na platformach anty-społecznościowych wybuchła euforia. Masowo pojawiły się stare zaklęcia: „Ukraina wygrywa”, „Rosja dłużej tego nie udźwignie”, itp. 

Czy ktokolwiek przytomny naprawdę wierzy, że klientka Wildberries, platformy kojarzonej przede wszystkim ze sprzedażą damskich kosmetyków, galanterii i innych produktów codziennego użytku, która nie dostanie na czas zamówionej szminki, balsamu, torebki czy sukienki, nagle zwróci swój gniew przeciwko Putinowi? A może opóźniona dostawa zakupów stanie się impulsem do jakiejś masowej politycznej reorientacji?

Dokładnie tę samą logikę słyszeliśmy już na początku 2022 roku, gdy Zachód nakładał kolejne pakiety sankcji. Wówczas również przekonywano opinię publiczną, że wystarczy odciąć Rosjan od zachodnich marek, elektroniki użytkowej i odebrać im dostęp do artefaktów społeczeństwa konsumpcyjnego, a społeczne niezadowolenie ni chybił, jak raz, zwróci się przeciwko Kremlowi.

Szyderczym komentarzom przy wycofaniu się z Rosji sieci McDonald’s czy koncernu Apple nie było końca. Polski komentariat ryczał wówczas o „resowietyzacji” i przydawał sobie wszelkich przewag gdyż „u nas” można wszak wydać majątek na najnowszy model iPhone’a i zjeść kawałek sprasowanego ścierwa w syntetycznej bułce, której skład przypomina mąkę przetopioną z foliową torebką.

Minęły ponad cztery lata. Rosja nadal prowadzi wojnę, a żadna z tych prognoz się nie spełniła. Nie doszło ani do cywilizacyjnej implozji, ani do społecznego buntu, ani nawet do poważnego obniżenia wskaźników zaufania do Putina i jego administracji.

Czy aby rachunek zysków i strat rzeczywiście wygląda tak korzystnie, jak przedstawiają go najbardziej entuzjastyczni komentatorzy?

W odpowiedzi Rosja drastycznie podniosła intensywność ataków. Uderzenia stają się coraz bardziej niszczycielskie, a ukraińskie miasta tracą krytyczną infrastrukturę, zakłady przemysłowe, magazyny i zaplecze transportowe. Kolejne fale rakiet i dronów zamieniają całe obszary przemysłowe w ruiny, uszkadzają obiekty wojskowe, podwójnego zastosowania i cywilne. Każdy taki atak to fabryki, magazyny, drogi i linie kolejowe, centra zaopatrzenia w paliwo, rozdzielnie energii elektrycznej, hangary, lokomotywownie, garaże, a nawet stacje benzynowe, które przestają istnieć.

Już w nocy z pierwszego na drugi czerwca Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków. Setki dronów i dziesiątki rakiet spadły między innymi na Kijów, Dniepropietrowsk i Charków. Według ukraińskich władz zginęły co najmniej 23 osoby, a około 130 zostało rannych. Celem były przedsiębiorstwa przemysłu obronnego, natomiast zniszczenia objęły również budynki mieszkalne i infrastrukturę miejską.

Najbardziej niszczycielskie uderzenie na Kijów nastąpiło jednak miesiąc później, w nocy z pierwszego na drugi lipca. Rosja użyła setek dronów oraz dziesiątek pocisków manewrujących i balistycznych. Zginęło co najmniej 30 osób, rannych zostało ponad 90, a uszkodzeniu uległo ponad 150 budynków.

Kolejne masowe uderzenia następowały praktycznie przez cały lipiec. Pod koniec ub. miesiąca, w nocy z 29 na 30 lipca Rosja uderzyła w Kijów, Lwów, Krzywy Róg i kilka innych miast. Zaś z 30 na 31 lipca nastąpił ponowny atak na Kijów i jego okolice. Według relacji samego Wołodymyra Zełenskiego Rosja wystrzeliła 35 rakiet, w tym 27 balistycznych, oraz 185 dronów. Ukraińska obrona zdołała przechwycić zaledwie jedną rakietę balistyczną. Zginęło co najmniej 10 osób, uszkodzonych zostało 18 budynków mieszkalnych, szkoła, ambasada Litwy i infrastruktura w siedmiu dzielnicach stolicy. Najciężej ucierpiały dzielnice Darnycka i Sołomiańska.

Osobną tragedią jest sytuacja ukraińskich portów czarnomorskich. Od początku lipca Rosja niemal codziennie prowadziła operacje wymierzone w infrastrukturę portową Odessy, Czarnomorska i Piwdennego, a także w statki zmierzające do ukraińskich portów albo z nich wypływające. 13 lipca rosyjski atak na port w obwodzie odeskim trafił w zacumowany statek pod banderą Togo, przewożący nawozy. 19 lipca zaatakowany został płynący z Czarnomorska statek „Golden Leo”, przewożący kukurydzę w kierunku Rumunii. Zginęło dziewięciu członków załogi, kolejnych ośmiu udało się uratować. Uszkodzony statek zatonął tydzień później u wybrzeży Odessy. Dwa dni później, już w pobliżu rumuńskich wód, trafiony został statek pod banderą Liberii, który płynął z Egiptu do ukraińskiego portu Reni.

22 lipca Rosja poinformowała o kolejnych uderzeniach na Odessę i Czarnomorsk. Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony zniszczono infrastrukturę przeładunkową, zbiorniki paliwowe, magazyny oraz kilka statków handlowych, których załogi Moskwa oskarżała o transport zaopatrzenia wojskowego.

Trudno na obecnym etapie o wiarygodną ewidencję strat. Strona ukraińska potwierdza, że cztery spośród 13 dużych terminali zbożowych wstrzymały zakupy, a Kernel – największy ukraiński eksporter zbóż – zawiesił działalność w porcie Czarnomorsk. Również duński koncern Maersk wstrzymał obsługę tego portu i zaczął przekierowywać część ładunków do Rumunii.

22 lipca ukraiński minister rolnictwa poinformował, że tego dnia do czarnomorskich portów Ukrainy nie wpłynął ani jeden statek handlowy. Formalnie porty pozostawały otwarte, ale armatorzy odwoływali rejsy ze względu na ryzyko kolejnych uderzeń i reakcje ubezpieczycieli. Ukraińska międzynarodowa żegluga handlowa została sparaliżowana. Dla państwa, które ponad 90 proc. eksportu zbóż i olejów roślinnych realizowało właśnie przez porty obwodu odeskiego, oznacza to potężną strategiczną stratę.

W tym kontekście doprawdy zdumiewa zaskoczenie ludzi, którzy jeszcze wczoraj z entuzjazmem udostępniali nagrania płonących magazynów i rafinerii w Rosji, a dziś z oburzeniem i żalem utyskują na podłość Rosjan, którzy mieli czelność odpowiedzieć na ukraińskie zaczepki falą zmasowanych nalotów.

Wojna ma swoją oczywistą logikę. Eskalacja rodzi eskalację; nie trzeba być Johnem Mearsheimerem czy Robertem Papem żeby to stwierdzić. Każda ze stron stara się zwiększać koszty ponoszone przez przeciwnika, odpowiadać mocniej i sięgać głębiej. Można oceniać to moralnie, ale nie można jednocześnie „jarać się jak ruSSkie rafinerie” i udawać kompletne zaskoczenie, kiedy druga strona odpowie pięknym za nadobne.

Dla przeciętnego polskiego cymbała z internetu płonące silosy z paliwem w Rosji są dowodem skuteczności i powodem do satysfakcji. Eksplodujące magazyny amunicji na Ukrainie zaś dowodem barbarzyństwa. Tymczasem oba obrazy są elementami tego samego mechanizmu – spirali wojennej eskalacji, która z każdym kolejnym tygodniem, miesiącem czy rokiem przynosi coraz więcej pożogi i śmierci.

Wszystkim tym, którzy z takim podnieceniem oglądali spektakularne pożary w Moskwie, Petersburgu i rosyjskich zakładach przemysłowych, wszystkim zachwyconym utrudnieniami, jakie ukraińskie drony spowodowały klientom Wildberries, ani przez chwilę nie przyjdzie oczywiście do głowy, żeby racjonalnie zastanowić się nad rezultatem tych śmiałych działań.

Ukraina nie zaczęła z tego powodu „wygrywać wojny”. Sytuacja na froncie nie uległa odwróceniu. Wojska rosyjskie nadal, bardzo powoli, lecz systematycznie, posuwają się naprzód. Rosyjskie społeczeństwo nie zmieniło swoich poglądów, nie pokochało Zachodu i nie porzuciło Putina. Doszło natomiast do drastycznej intensyfikacji rosyjskich ataków, której skutki ponosi Ukraina – jej szczątkowa i potwornie nadwyrężona przez wojnę gospodarka, infrastruktura portowa, przedsiębiorstwa oraz mieszkańcy wielkich ośrodków miejskich. Giną ludzie, płoną zakłady, niszczone są magazyny, porty i kolejne elementy infrastruktury krytycznej. Państwo, które już wcześniej funkcjonowało na granicy swoich możliwości, ponosi następne miliardy strat.

Taki jest realny bilans tej kampanii. Nie „rewolucja” w Rosji, nie bunt konsumentów, nie załamanie frontu i nie żadne wielki strategiczny przełom. Po jednej stronie kilka widowiskowych pożarów i kilka tygodni triumfalistycznej ekscytacji, po drugiej – jeszcze mocniejszy uderzenia w ukraińskie miasta, porty, przemysł i ludzi.

Bojan Stanisławski

Kraje bałtyckie i Finlandia otworzyły swoją przestrzeń powietrzną dla ukraińskich ataków dronów na Rosję

Thomas Röper  anti-spiegel.ru/die-baltenstaaten-und-finnland-haben-ihre-luftraeume-fuer-angriffe-ukrainischer-drohnen-auf-russland-geoeffnet

Czasami sto dronów na noc

Kraje bałtyckie i Finlandia otworzyły swoją przestrzeń powietrzną dla ukraińskich ataków dronów na Rosję.

W niektóre dni ponad sto ukraińskich dronów przelatuje nad krajami bałtyckimi i Finlandią, atakując Rosję. Jest to jawny udział tych krajów w wojnie, o czym niemieckie media nie mówią, starając się odwrócić uwagę od rządów tych krajów.

Anti-Spiegel 13 czerwiec  2026

Stałym czytelnikom „Anti-Spiegla” udało się już przeczytać obszerne informacje o tym, jak od końca marca państwa bałtyckie i Finlandia otwarcie udostępniły swoją przestrzeń powietrzną ukraińskim dronom atakującym Sankt Petersburg i otaczający go obwód leningradzki, niszcząc infrastrukturę cywilną, przemysł naftowy i porty. Ostatnio odnotowano przypadki ataków stu lub więcej ukraińskich dronów w ciągu jednej nocy.

Stanowi to jawny udział tych krajów w wojnie z Rosją, fakt, który niemieckie media ignorują, podczas gdy rządy tych krajów próbują uspokajać swoje społeczeństwa oświadczeniami, że nie zezwoliły Ukrainie na wykorzystywanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Te puste słowa – a nawet okazjonalne demonstracyjne zestrzelenia pojedynczych dronów – nie mogą ukryć ich zaangażowania w wojnę, ponieważ wszystko, co deklarują, aby temu przeciwdziałać, ma charakter czysto symboliczny. Nie podejmuje się żadnych poważnych prób przechwytywania dronów i nie wywiera się presji na Kijów, aby zaprzestał ataków z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw członkowskich NATO i UE.

Co więcej, rosyjskie dane radarowe i doniesienia o obserwacjach lub zderzeniach dronów z tych krajów jasno wskazują, że najwyraźniej korzystają one z tras przelotów koordynowanych przez NATO, przebiegających nad słabo zaludnionymi obszarami, aby zminimalizować szkody spowodowane zderzeniami dronów.

W TASS opublikowano artykuł podsumowujący kluczowe fakty dotyczące tego otwartego zaangażowania militarnego, który przetłumaczyłem (https://tass.ru/armiya-i-opk/27707869).

Bałtycka brama. Dlaczego sąsiedzi Rosji nie zestrzeliwują ukraińskich dronów?

Francuskie myśliwce Sił Powietrznych, biorące udział w misji patrolowania przestrzeni powietrznej NATO, zestrzeliły nieznanego drona nad Łotwą. Tymczasem ukraińskie drony regularnie latają nad krajami bałtyckimi, celując w Rosję, ale doniesienia o ich przechwyceniu są rzadkie. Eksperci, rozmawiający z agencją TASS, są przekonani, że Łotwa, Litwa i Estonia wspierają Kijów w atakach – co najmniej zapewniając korytarz powietrzny. Przyjrzyjmy się sytuacji.

Ukraińskie samoloty naruszają przestrzeń powietrzną innych państw od pierwszego dnia Specjalnej Operacji Wojskowej (SMO). 24 lutego 2022 roku ciężki myśliwiec wielozadaniowy Su-27 Sił Powietrznych Ukrainy przekroczył granicę z Rumunią , gdzie został przechwycony przez parę F-16 lokalnych Sił Powietrznych, po czym wylądował w bazie lotniczej w Bacău. Uszkodzony samolot powrócił na Ukrainę. We wrześniu 2025 roku kilka ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych zostało zestrzelonych nad terytorium Polski.

Drony z Morza Bałtyckiego

Ukraińskie drony również „odwiedziły” niebo nad krajami bałtyckimi. W lipcu 2025 roku niezidentyfikowany dron został zauważony nad Wilnem. Litewskie dowództwo wojskowe uznało, że chodzi o ukraińskiego drona, który przyleciał z Białorusi. W sierpniu tego samego roku dron, prawdopodobnie ukraiński, eksplodował na polu w południowo-wschodniej Estonii. W obu przypadkach władze uznały, że drony zostały przekierowane z powodu zakłóceń ze strony rosyjskich środków przeciwdziałania elektronicznego.

Rankiem 23 marca 2026 roku kilka rosyjskich regionów zostało zaatakowanych przez drony Sił Zbrojnych Ukrainy. Ponad 60 z nich zostało zestrzelonych nad obwodem leningradzkim, ale zbiornik paliwa w porcie Primorsk został uszkodzony i zapalił się. Wcześniej pojedyncze ukraińskie drony zostały zniszczone w Zatoce Fińskiej. Zmasowany atak został powtórzony w nocy z 24 na 25 marca 2026 roku. Uszkodzone zostały obiekty w porcie Ust-Ługa i kilka obszarów zaludnionych. Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało wówczas o zestrzeleniu 56 bezzałogowych statków powietrznych. Kolejny atak miał miejsce w nocy z 30 na 31 marca 2026 roku i ponownie zaatakowano port nad Zatoką Fińską .

Odpowiedzialność krajów bałtyckich

6 kwietnia 2026 roku rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa przypomniała państwom bałtyckim, że Moskwa zamierza podjąć działania odwetowe, jeśli otworzą one swoją przestrzeń powietrzną dla sił ukraińskich. Według niej, kraje te otrzymały już ostrzeżenie. W odpowiedzi ministrowie spraw zagranicznych Litwy, Łotwy i Estonii wydali wspólne oświadczenie, w którym odmówili udzielenia Kijowowi takiej pomocy.

13 kwietnia Nikołaj Patruszew, doradca prezydenta Rosji i szef Kolegium Marynarki Wojennej, oświadczył w wywiadzie dla „Rossijskiej Gazety”, że państwa bałtyckie i Finlandia ponoszą odpowiedzialność za zapewnienie Ukrainie przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję. Argumentował, że ustanowienie korytarza powietrznego stanowi udział państw NATO w atakach na terytorium Rosji. Patruszew zwrócił uwagę na odległość – ponad 1400 kilometrów – między północnymi regionami Ukrainy a obwodem leningradzkim w Rosji, która wymaga co najmniej koordynacji tras lotu dronów.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Siergiej Szojgu przypomniał państwom bałtyckim i Finlandii o prawie Rosji do samoobrony, jeśli świadomie udostępniają swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Służba prasowa Rady Bezpieczeństwa Rosji poinformowała o przechwyceniu ponad 240 bezzałogowych statków powietrznych nad obwodem leningradzkim od początku 2026 roku.

Ukraińskie drony „zestrzeliły” łotewski rząd.

Kolejny powód do spekulacji na temat udziału państw bałtyckich w atakach na Rosję pojawił się 7 maja 2026 roku. Wtedy to rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne wykryły na Łotwie sześć dronów, jak i myśliwce Rafale i myśliwce F-16. Według rosyjskiego wojska, pięć z nich zaginęło we wschodniej Łotwie, a szósty został zestrzelony po wejściu w rosyjską przestrzeń powietrzną.

Tego samego dnia dron rozbił się w pobliżu składu ropy naftowej w łotewskim mieście Rzeżyca, uszkadzając cztery puste zbiorniki. Kijów przyznał, że dron był ukraiński. Nie powstrzymało to Łotwy przed obwinianiem Rosji za incydent.

10 maja łotewski minister obrony Andris Spruds zrezygnował ze stanowiska , „aby chronić łotewską armię przed wciągnięciem w kampanię polityczną”, a później premier Evika Siliņa również zrezygnowała ze stanowiska .

Maria Pawłowa, doktorantka historii i starsza badaczka w Instytucie Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych (IMEMO) Rosyjskiej Akademii Nauk, uważa, że ​​incydent z dronem był katalizatorem kryzysu w rządzie republiki. „Łotewska koalicja rządząca jako całość znajduje się w stanie półrozpadu co najmniej od lata 2025 roku” – zauważyła. „Następnie jej notowania – w przededniu czerwcowych wyborów samorządowych – spadły do ​​poziomu krytycznego: poniżej 30%”. Jej zdaniem ukraińskie drony, które zaatakowały skład ropy naftowej, pokazały mieszkańcom kraju bałtyckiego nieskuteczność znacznych inwestycji w obronę narodową. Pośrednie potwierdzenie tego faktu można znaleźć w oświadczeniu właściciela uszkodzonego składu ropy, firmy East-West Transit, która zdecydowała się go zamknąć z powodu braku możliwości zagwarantowania bezpieczeństwa swoim pracownikom.

Incydenty trwają

19 maja 2026 roku biuro prasowe Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji (SWR) opublikowało komunikat , w którym wskazano, że Kijów przygotowuje się do ataków z państw bałtyckich. „Oczekuje się, że taka taktyka znacznie skróci czas dotarcia do celów i zwiększy skuteczność ataków terrorystycznych” – czytamy w komunikacie.

„Personel Sił Systemów Bezzałogowych Sił Zbrojnych Ukrainy został już wysłany na Łotwę. Stacjonuje w łotewskich bazach wojskowych: Ādaži, Selija, Lielvārde, Daugavpils i Jēkabpils” – dodało biuro prasowe SWR. Zaznaczono, że współrzędne miejsc startu bezzałogowych statków powietrznych można odzyskać z ich wraków. Podobne doniesienia dotarły wcześniej do GRU w sprawie prób ataku dronów na rosyjską rezydencję prezydencką w grudniu 2025 roku.

Ukraińskie drony nadal były wykrywane na niebie nad krajami bałtyckimi. 23 maja niezidentyfikowany dron rozbił się w jeziorze w południowo-wschodniej Łotwie. W dniu otwarcia 29. Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu (SPIEF), 3 czerwca 2026 roku, drony Sił Zbrojnych Ukrainy zaatakowały różne obszary Sankt Petersburga. Nagranie przedstawiające domniemanego ukraińskiego bezzałogowego statku powietrznego zbliżającego się do miasta nad Zatoką Fińską z krajów bałtyckich jest komentowane w mediach i mediach społecznościowych .

Pseudo-przechwycenia?

3 maja 2026 roku nad terytorium Finlandii zauważono dwa bezzałogowe statki powietrzne, później zidentyfikowane jako ukraińskie . Fińskie Siły Zbrojne nie zestrzeliły ich jednak, powołując się na bliskość granicy z Rosją.

W maju tego roku estońskie siły obrony powietrznej, według ministra obrony kraju, po raz pierwszy samodzielnie zniszczyły drona w swojej przestrzeni powietrznej. Dron prawdopodobnie pochodził z Ukrainy. Podobny incydent miał miejsce 8 czerwca: francuskie myśliwce NATO zniszczyły drona nad Łotwą. Jego pochodzenie nie zostało określone.

Aleksandr Stepanow, ekspert wojskowy z Instytutu Prawa i Bezpieczeństwa Narodowego przy Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Rosji (RANEPA), powiedział agencji TASS, że doniesienia o przechwytywaniu ukraińskich dronów nad państwami bałtyckimi stanowią medialną przykrywkę dla faktycznego udziału państw bałtyckich w organizowaniu ukraińskich ataków na terytorium Rosji i „absolutnie jednoznacznego skoordynowanego zapewnienia im przestrzeni powietrznej”.

„Przechwycenia i wszelkie publiczne oświadczenia o rzekomo spadających dronach stanowią nieuniknioną ofensywę informacyjną, której celem jest kształtowanie zarówno krajowej opinii publicznej na temat braku zaangażowania przywódców wojskowo-politycznych krajów bałtyckich w eskalację konfliktu, jak i, szerzej, zademonstrowanie pseudo-neutralności na arenie międzynarodowej” – powiedział.

Ekspert zauważył, że państwa te są w pełni zdolne do przechwytywania bezzałogowych statków powietrznych (BSP) atakujących ich przestrzeń powietrzną, zwłaszcza biorąc pod uwagę powstający „mur dla dronów” – wielowarstwowy zautomatyzowany system obrony powietrznej wdrożony przez kilka krajów europejskich. „Ale, jak już wspomniałem, jest to pojedyncza jednostka z centrum koordynacyjnym w Dowództwie Europejskim NATO, gdzie Pentagon zarządza całym procesem. Zatem poprzez te formaty i te tajne instrumenty, de facto następuje rozszerzenie strefy eskalacji” – podsumował Stiepanow.

Podobną opinię wyraził wcześniej Aleksandr Michajłow, szef Biura Analiz Wojskowo-Politycznych. „Jest mało prawdopodobne, aby Łotysze, Litwini czy Estończycy odważyli się sami z siebie przeprowadzić naloty na Rosję z własnego terytorium, wykorzystują w tym celu Ukrainę” – powiedział. „W końcu zapewnienie przestrzeni powietrznej i przeprowadzenie nalotów to dwie zupełnie różne rzeczy”. Ekspert dodał, że Kijów wykorzystuje to, aby bezpośrednio wciągnąć państwa NATO w konflikt.

Tymczasem 8 czerwca w Mołdawii eksplodował kolejny dron . Ministerstwo Spraw Zagranicznych tego kraju oświadczyło , że pochodził z Ukrainy. Jednak według mołdawskich dyplomatów „niezależnie od pochodzenia drona, odpowiedzialność za każdy bezzałogowy statek powietrzny, który dotrze na terytorium Mołdawii, spoczywa na Rosji”. [Brawo ta logika !! md]

Czego możemy się dowiedzieć o zaangażowaniu UE w wojnę z incydentu z dronem w Rumunii

Thomas Röper anti-spiegel.ru/was-wir-aus-dem-drohnenvorfall-in-rumaenien-ueber-die-kriegsbeteiligung-der-eu-lernen

Czego możemy się dowiedzieć o zaangażowaniu UE w wojnę z incydentu z dronem w Rumunii.

W piątek w Rumunii rozbił się dron, a Zachód twierdzi, że był to dron rosyjski. Reakcje UE po raz kolejny potwierdzają moją tezę, że UE od dawna jest stroną wojny z Rosją.

Anti-Spiegel 30 maj 2026

W piątek katastrofa drona w Rumunii trafiła na pierwsze strony gazet. Rumunia twierdzi, że był to rosyjski dron i stanowczo reaguje. UE oferuje Rumunii wsparcie i ostro krytykuje Rosję.

Dlaczego ten incydent jest dla mnie kolejnym potwierdzeniem, że UE od dawna jest stroną konfliktu z Rosją? Aby to wyjaśnić, musimy przyjrzeć się temu, co się wydarzyło; wtedy wszystko stanie się jasne.

Incydent

W piątek rano dron rozbił się o dom we wschodniorumuńskim mieście Gałacz, niedaleko granic z Ukrainą i Mołdawią. Dron spadł na dach budynku mieszkalnego, powodując pożar. Dwie osoby zostały lekko ranne, a około 70 mieszkańców musiało opuścić budynek podczas akcji gaśniczej.

Oświadczenie rumuńskiego Ministerstwa Obrony w sprawie incydentu rozpoczyna się od słów: „W nocy z 28 na 29 maja Federacja Rosyjska wznowiła ataki dronów na cele cywilne i infrastrukturalne na Ukrainie w pobliżu granicy rzecznej z Rumunią”. W dalszej części oświadczenia opisano sam incydent, zaznaczając, że dron był „śledzony przez systemy radarowe aż do miasta Gałacz na południu”. Został więc wcześnie wykryty, ale nie zestrzelony.

Rumuńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych stwierdziło, że incydent stanowił „poważną i nieodpowiedzialną eskalację ze strony Federacji Rosyjskiej”. Bukareszt poinformował Sekretarza Generalnego NATO Rutte i „zaapelował o podjęcie działań mających na celu przyspieszenie przekazania Rumunii zdolności w zakresie obrony przed dronami”.

Wszystkie doniesienia wskazują, że był to rosyjski dron, ale nie przedstawiono żadnych dowodów ani zdjęć wraku drona, które by to potwierdzały.

Reakcja Rumunii

Rumuński rząd zareagował natychmiast, a wczesnym rankiem pełniący obowiązki premiera ogłosił, że w Bukareszcie odbywa się posiedzenie Najwyższej Rady Obrony, dodając:

„Obecnie działamy na trzech frontach. Pierwszym jest front dyplomatyczny, a dziś rano uzgodniliśmy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych démarche, które zostanie przedstawione na posiedzeniu Najwyższej Rady Obrony w celu nałożenia sankcji na rosyjskich dyplomatów w Bukareszcie”.

Wkrótce później ujawniono szczegóły démarche. Rząd Rumunii podjął decyzję o zamknięciu rosyjskiego konsulatu generalnego w Konstancy i uznaniu konsula generalnego za personę non grata.

Co to oznacza

Niedawno opublikowałem obszerny artykuł na temat incydentów z udziałem dronów w państwach bałtyckich w maju, gdzie ukraińskie drony niemal codziennie, dziesiątkami, wykorzystywały przestrzeń powietrzną państw bałtyckich do ataków na cele w Rosji. Drony również wielokrotnie rozbijały się w tych krajach. Ponieważ mieszkańcy dotkniętych incydentem państw wiedzą, że oznacza to de facto udział ich krajów w wojnie, niosąc ze sobą ryzyko rosyjskiej odpowiedzi, wzrosła nerwowość.

W związku z tym na początku maja państwa bałtyckie zaczęły z coraz większą stanowczością twierdzić, że nie zezwoliły Ukrainie na korzystanie z ich przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję. W ramach demonstracji siły, kilka odizolowanych ukraińskich dronów zostało nawet zestrzelonych.

W moim artykule, a także w niedawnej audycji w programie Tacheles, gdzie szczegółowo omówiliśmy ten temat – stwierdziłem, że jest to jedynie pokazówka, mająca na celu zasugerowanie mieszkańcom dotkniętych incydentem państw, że Ukraina nie ma pozwolenia na korzystanie z ich przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję, podczas gdy w rzeczywistości ataki są dozwolone i nic się z nimi nie robi poza symbolicznymi gestami.

W audycji „Tacheles” zapytałem, czy państwa bałtyckie zareagowałyby z taką samą powściągliwością, gdyby drony, o których mowa, były rosyjskie i zmierzały w kierunku Ukrainy, czy też reakcja byłaby bardziej zdecydowana. Ta różnica w reakcjach mogłaby ujawnić, czy państwa bałtyckie rzeczywiście sprzeciwiają się wykorzystywaniu swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Incydent w Rumunii dał nam odpowiedź, ponieważ państwa bałtyckie mogły zareagować na obecność ukraińskich dronów w ich przestrzeni powietrznej gwałtownymi protestami, zamknięciem ukraińskich konsulatów i wydaleniem ukraińskich dyplomatów. Zablokowanie unijnej pomocy finansowej dla Kijowa do czasu zakończenia przelotów dronów również byłoby możliwe. Państwa bałtyckie jednak nic takiego nie zrobiły, co pokazuje, że przyzwalają na ukraińskie ataki na Rosję z wykorzystaniem ich terytorium.

Reakcja zachodnich mediów również wiele mówi. Sam „Der Spiegel” poświęcił dwa artykuły piątkowemu incydentowi w Rumunii, jednocześnie przemilczając niezliczone incydenty z udziałem dronów, które miały miejsce w krajach bałtyckich w samym maju.

W ten sposób reakcja UE na incydent w Rumunii nieumyślnie pokazuje, w jakim stopniu państwa członkowskie UE są już współwinne wojnie z Rosją.

Czy to w ogóle był rosyjski dron?

Oczywiście, możliwe jest, że rosyjski dron zboczył z kursu i rozbił się w Gałaczu, leżącym praktycznie na granicy z Ukrainą. Ale są pytania.

Pierwszym znakiem zapytania jest fakt, że dron nie wyrządził praktycznie żadnych szkód. Rozbił się na dachu budynku mieszkalnego i wzniecił niewielki pożar. Zdjęcia ukraińskich dronów uderzających w budynki w Rosji wyglądają inaczej, ukazując skutki eksplozji, które powodują znaczne zniszczenia w dotkniętych blokach mieszkalnych. Wygląda to niemal tak, jakby dron, który rozbił się w Gałaczu, nie miał głowicy bojowej, a raczej, że pożar został spowodowany przez paliwo znajdujące się na pokładzie.

Kolejną osobliwością jest to, że w piątek miał miejsce jeszcze co najmniej jeden kolejny incydent z udziałem drona, który wleciał w rumuńską przestrzeń powietrzną, o czym media nie wspomniały w swoich artykułach na temat incydentu w Rumunii. Rumuńska agencja prasowa Mediafax, powołując się na Reuters, poinformowała o kolejnym dronie, który rozbił się w Rumunii, ale nie miał on głowicy bojowej.

Przypomina mi to incydenty z dronami w Polsce we wrześniu 2025 roku. Wtedy około 20 dronów z Ukrainy wleciało w polską przestrzeń powietrzną, a media twierdziły, że były to drony rosyjskie. Było to jednak niemożliwe, ponieważ drony typu Geranium, które rzekomo brały udział w tym incydencie, po prostu nie miały wystarczającego zasięgu, aby dotrzeć do Polski.

Cała ta sprawa była w rzeczywistości ukraińską prowokacją, w której przechwycone rosyjskie drony zostały naprawione, a następnie wysłane do Polski. Żaden z dronów nie miał głowicy bojowej, ale oczywiście zachodnie media nie zwróciły na to uwagi, ponieważ wtedy byłoby jasne, że nie mogły to być drony rosyjskie.

Władze Ukrainy chcą wciągnąć NATO, a przynajmniej UE, w wojnę z Rosją. Dlatego, podczas gdy świat oczekuje kolejnych rosyjskich ataków odwetowych za ukraiński atak na akademik w obwodzie ługańskim, Kijów ma motyw, by sfabrykować doniesienia o rzekomych incydentach z udziałem rosyjskich dronów w krajach UE.

Ale podobnie jak w przypadku incydentów z udziałem dronów w Polsce we wrześniu ubiegłego roku, zachodnie media nie zadają krytycznych pytań, a gdy później okaże się, że wstępne doniesienia o rosyjskich dronach były fałszywe, nie poinformują o tym swoich czytelników.

Atak na amerykańską bazę Barksdale: Roje dronów paraliżują bazę najpotężniejszych bombowców.[uzup.]

Atak na amerykańską bazę nuklearną: Roje dronów paraliżują bazę najpotężniejszych bombowców w Ameryce

Obraz symbolu (C) Report24/KI

Po raz pierwszy od II wojny światowej amerykańska baza lotnicza została ubezwłasnowolniona w przypadku wojny. I to nie gdzieś na Bliskim Wschodzie, ale w sercu Stanów Zjednoczonych.

W środku gorącej fazy „Operacji Epickiej Furii” przeciwko Iranowi, Baza Sił Powietrznych Barksdale w Luizjanie – centrum nerwowy amerykańskiej floty bombowców nuklearnych i centrum dowodzenia Global Strike Command – przez wiele dni była oblegana przez najnowocześniejsze roje dronów. Potężnie bombowce B-52 musiały odwołać swoje starty, wojskowi uciekli do bunkrów.

Przerażająca rzecz w tym incydencie: Supermoc była całkowicie bezradna wobec napastników. Barksdale nie ma własnej obrony przeciwlotniczej. Nie ma tam myśliwców, które mogłyby ściągnąć najeźdźców z nieba. A elektroniczne zagłuszacze, które powinny wyciąć GPS i połączenia danych? Kompletna porażka całkowita. Drony naśmiewały się z amerykańskiej obrony: W falach od 12 do 15 urządzeń krążyły nad bazą do czterech godzin każdego dnia – i przy włączonym oświetleniu! Chcieli być widziani. Przeciwstawiły się wszystkim próbom ingerencji, działały autonomicznie i inteligentnie unikały środków obronnych.

======================================

===============================================

Eksperci ds. bezpieczeństwa alarmują: Te samoloty są znacznie bardziej zaawansowane niż wszystko, co wiemy z wojny na Ukrainie, i znacznie przekraczają możliwości Iranu. Wszystko wskazuje na Chiny. Technologia przewyższa prawie wszystko, co USA mają w swoim arsenale. Czy to zemsta Pekinu za zestrzelony balon szpiegowski z 2023 roku? Założenie jest oczywiste: Chiny nie tylko dostarczają Iranowi broń, ale teraz również dostarczają mułłom najbardziej intymnych tajemnic amerykańskiej wojny w czasie rzeczywistym.

==================================
To jest zupełnie absurdalne. Przecież wystarczyło przywieźć ze dwie baterie sprzężonych ckm-ów przeciwlotniczych i zestrzeliwać te drony jak kaczki. Można było też wziąć helikopter ze stalową siecią i złowić czy wyłowić wszystkie jak karpie. A jeśli były sterowane online, to przecież nie trudno namierzyć skąd i złapać tych facetów. md]

==============================

Konsekwencje tego ataku są znaczące. Bombowce B-52 z Barksdale miały zrzucić masowe bomby „Bunker Buster” (GBU-57) na irańskie obiekty jądrowe, takie jak Taleghan-2, gdzie reżim mułłów majstruje przy detonatorach nuklearnych. [a to bzdura; propagandowa. Nie ma żadnych „detonatorów nuklearnych” ani w Iranie [MAEA potwierdza] – ani w podobnym miejscu. md]

Poprzez przymusowe opóźnienia startowe w USA Iran otrzymał cenny czas na zapewnienie transportu krytycznych zasobów w bezpieczne miejsce. Co gorsza, nie jest jasne, czy drony nie przechwyciły nawet tajnych planów wojennych i danych komunikacyjnych od Amerykanów.

Jednak Barksdale to tylko wierzchołek góry lodowej. Bezprecedensowa seria inwazji dronów wstrząsa obecnie najbardziej wrażliwymi obiektami w USA:

  • Ucieczka odrzutowców F-22: Nad Bazą Sił Powietrznych Langley w Wirginii roje dronów pojawiały się przez wiele tygodni. Niektóre urządzenia miały ponad sześć metrów długości i ścigały się w bazie z prędkością 160 km/h. Zagrożenie było tak ogromne, że USA musiały ewakuować swoje najdroższe odrzutowce F-22 stealth!
  • Szpiegowanie „Skunk Works”: Nad legendarnym rusznikarzem w Palmdale w Kalifornii, gdzie Lockheed Martin i Boeing pracują nad ściśle tajnymi projektami, niezidentyfikowane drony również krążyły.
  • Cel rządu USA: absolutny szczyt śmiałości, czy bezczelności miał miejsce w marcu 2026 roku w Waszyngtonie. Drony przeleciały nad Fort McNair – dokładnie tą bazą, w której mieszkają minister spraw zagranicznych Marco Rubio i minister obrony Pete Hegseth. Jednoznaczne zagrożenie ze strony wrogów Ameryki bezpośrednio pod adresem amerykańskiego przywództwa!

USA nie mają obecnie funkcjonującej obrony krajowych dronów. Chociaż powstają nowe bronie mikrofalowe, te ogromne systemy nie zostały jeszcze zintegrowane z obroną przestrzeni powietrznej. Dopóki Ameryka nie będzie mogła ponownie chronić własnej przestrzeni powietrznej, miną lata. Pojawia się jednak również pytanie, ile czasu może potrwać irańskie uśpione komórki, aby wykorzystać tę słabość do masowych ataków na amerykańskie bazy wojskowe bezpośrednio na amerykańskiej ziemi.

Namnożyło się przypadkowych zbieżności! Ujemne i dodatnie plusy ruskiej prowokacji

Namnożyło się przypadkowych zbieżności!

Ujemne i dodatnie plusy ruskiej prowokacji

26.09.2025 Autor:Stanisław Michalkiewicz https://nczas.info/2025/09/26/namnozylo-sie-przypadkowych-zbieznosci-ujemne-i-dodatnie-plusy-ruskiej-prowokacji/

Stanisław Michalkiewicz.
Stanisław Michalkiewicz. / foto: screen YouTube

Ale się namnożyło tych przypadkowych zbieżności! Ledwo tylko w naszym nieszczęśliwym kraju rozpoczęły się ćwiczenia wojskowe pod tytułem „Żelazny Obrońca”, które polegały na tym – co sam widziałem, jadąc 6 września w strugach deszczu z Warszawy w kierunku Pomorza Zachodniego – że sznury pojazdów wojskowych przemieszczały się tu i tam. W tych samych strugach deszczu na terytorium naszego nieszczęśliwego kraju, naruszając przedtem naszą przestrzeń powietrzną, runęło 19 ruskich dronów.

A runęło dlatego że – jak poinformowało DORSZ, czyli Dowództwo Rodzajów Sił Zbrojnych – trzy spośród nich zostały chwalebnie zestrzelone przez naszą niezwyciężoną armię, podczas gdy reszta zwyczajnie spadła tu i tam, gdzie zlokalizowali je przypadkowi przechodnie albo i służby, które oczywiście zaraz zostały zmobilizowane, żeby nikt, a zwłaszcza zimny ruski czekista Putin sobie nie pomyślał, że ktokolwiek może naruszać przestrzeń powietrzną naszego nieszczęśliwego kraju bez odpowiedniej, to znaczy – „adekwatnej” reakcji służb. To znaczy większość została zlokalizowana, podczas gdy mniejszość nadal jest energicznie poszukiwana,– ale oczywiście zostanie znaleziona, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości („nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania…”) – bo wiadomo, że na czym jak na czym, ale na naszych niezawodnych służbach można polegać jak na Zawiszy, więc wystarczy tylko trochę poczekać i wszystko będzie gites tenteges.

„Nie dotykać!”

Zaraz tedy w nienależnych mediach głównego nurtu zaczęły pokazywać się poradniki dla obywateli, jak mianowicie mają się zachować, kiedy tylko usłyszą nadlatującego ruskiego drona. Broń Boże, go nie dotykać ani się do niego nie zbliżać, tylko od razu poszukać ukrycia, najlepiej najbliższego, przygotowanego zawczasu przez troskliwe służby, no a potem zadzwonić na alarmowy numer 112 i czekać na przybycie służb, które z ruskim dronem zrobią – jak to się mówi – porządek i po krzyku. To znaczy niezupełnie po krzyku, bo na ostentacyjną ruską prowokację, zaraz energicznie odpowiedziała partia i rząd. Rząd, słodszymi od malin ustami wicepremiera i ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza, co to jeszcze niedawno obiecywał, że każdy żołnierz będzie miał w plecaku własnego, osobistego drona – oświecił nas i uspokoił, że „państwo” tym razem „zdało egzamin” – bo podobno wszystkie drony były od samego początku śledzone i tylko przed upadkiem zniknęły z ekranów (to dlatego niektórych do dzisiaj nie można znaleźć) – ale to dlatego, że musiały lecieć za nisko. Ze mnie żaden ekspert, ale w czynie społecznym doradzałem, żeby za pośrednictwem Stolicy Apostolskiej, która dla pokoju gotowa jest na wszystko, zwrócić się do zimnego ruskiego czekisty Putina, żeby sprawił, by drony nadlatywały trochę wyżej, a wtedy nasza niezwyciężona armia nie tylko śledziłaby je aż do momentu upadku, ale, kto wie? – może nawet by niektóre zestrzeliła? Wygląda jednak na to, że pan prezydent Karol Nawrocki podczas wizyty w Watykanie najwyraźniej o tym zapomniał – no i w rezultacie mamy to, co mamy.

Natychmiast uruchamiać!

Oczywiście w naszym fachu nie ma strachu i obywatel Tusk Donald natychmiast zażądał uruchomienia art. 4 traktatu waszyngtońskiego, który został niezwłocznie uruchomiony. Dotyczy on rozkazu, by państwa NATO natychmiast zaczęły się ze sobą konsultować – co się zaczęło i trwa aż do dnia dzisiejszego. Niezależnie do tego nasz nieszczęśliwy kraj zażądał zwołania posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ, w której Rosja ma prawo weta – no i takie posiedzenie wkrótce podobno się odbędzie. Co z tego wyniknie – trudno zgadnąć, bo ruscy szachiści twierdzą, że Polska nie przedstawiła „wiarygodnych dowodów”, że drony były ruskie i w ogóle. Oczywiście nie ma co słuchać tych kłamstw, bo wiadomo, że Rosjanie nic tylko kłamią, podczas gdy my – w odróżnieniu od nich – mówimy prawdę, więc jak jest rozkaz, że drony były ruskie, to były i n’en parlons plus.

Ta wskazówka jest tym ważniejsza, że obywatel Tusk Donald od razu ostrzegł, iż każdy, kto będzie rozpowszechniał ruską dezinformację i nie wierzył w zatwierdzoną wersję wydarzeń, gorzko tego pożałuje. Co konkretnie się z nim stanie, tego taktownie już nie powiedział, ale i bez tego nietrudno się domyślić, że obywatel Żurek Waldemar od razu umieści takiego delikwenta w areszcie wydobywczym, gdzie będzie jęczał i szlochał, niechby i 3 lata – jak Mateusz Piskorski – dopóki go stamtąd nie wypuści niezawisły sąd, nawet nie przedstawiając mu zarzutów. Niech się cieszy, że żywy, zdrowy, jak to w demokratycznym państwie prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

A czas po temu był najwyższy, bo na mieście zaczęły pojawiać się fałszywe pogłoski, że te wszystkie drony to były takie wabiki. Chodzi o to, że ruscy szachiści, zanim zaatakują demokratyczną Ukrainę, to najsampierw puszczają chmary tych wabików, które są skonstruowane ze sklejki i tylko motor mają żelazny. Na radarach wyglądają tak samo jak drony bojowe, więc ukraińska niezwyciężona armia natychmiast otwierała do nich ogień z kosztownych kartaczy, z których każdy kosztuje ciężkie dolary – no a potem, kiedy już nadlatywały drony właściwe, tych kosztownych kartaczy już nie miała, więc po staremu strzelała bez prochu. Tak było do tej pory. Ale w nocy z 9 na 10 września Ukraińcy nie strzelali do wabików, tylko pozwolili im przelecieć bez przeszkód aż do naszego nieszczęśliwego kraju.

Część z nich leciała nad Białorusią i podobno Białorusy nawet ostrzegali Polskę – ale kto by tam wierzył Białorusom, którymi kieruje znienawidzony Aleksander Łukaszenka, podczas gdy my, jeśli już komuś wierzymy, to tylko pani Swietłanie Cichanouskiej, z którą jeszcze pan prezydent Duda zabawiał się w mocarstwowość. Nawiasem mówiąc, pan Andrzej Duda, jak tylko przestał być prezydentem naszego nieszczęśliwego kraju, zaraz nabrał odwagi i między innymi przyznał, że w Przewodowie to spadła ukraińska rakieta, co to zabiła dwóch obywateli – ale prezydent Zełenski surowo przykazał mu mówić, że to rakieta ruska, dzięki czemu rodziny ofiar nie dostały żadnego odszkodowania – bo od kogo?

Teraz już prezydent Zełenski panu Andrzejowi Dudzie żadnych rozkazów chyba nie wydaje – ale przecież na Andrzeju Dudzie orszak naszych dygnitarzy się nie kończy, więc z tym akurat nie ma problemu. Toteż ukraiński minister, jak tylko nastał poranek dnia pierwszego, zaraz przypomniał, że Ukraina od samego początku wojny domagała się, by państwa za jej zachodnią granicą zestrzeliwały ruskie drony nad Ukrainą i w ten sposób wciągały się do wojny z Rosją, odciążając ukraińskich oligarchów od nadmiernych kosztów. Jak tam teraz będzie, tak tam będzie; zawsze jakoś będzie, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – mawiał dobry wojak Szwejk.

Kto pożałuje?

Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy – co podkreślam, zwłaszcza w świetle deklaracji obywatela Tuska Donalda, że każdy, kto będzie rozpowszechniał ruską dezinformację, gorzko tego pożałuje. Nawiasem mówiąc, przy pozorach wojny na wyniszczenie, jaką niby prowadzą przeciwko sobie obydwa nasze polityczne gangi, jak tylko przychodzi co do czego, to okazuje się, że bez słów porozumiewają się ponad podziałami. Oto Naczelnik państwa Jarosław Kaczyński, którym specjalnie wstrząsnęła ruska prowokacja, jako że dokonała się ona w momencie, gdy zdrowe siły przygotowywały się do uroczystych obchodów kolejnej miesięcznicy smoleńskiej, nieubłaganym palcem wskazał, że ta ruska prowokacja z dronami jest wodą na młyn tych wszystkich antypolskich sił, którym uroczyste obchody kolejnych miesięcznic smoleńskich się nie podobają. Niby si duo dicunt idem, non est idem, ale przecież nietrudno zauważyć, że Naczelnik Państwa, co prawda swoimi słowami, mówi jednym tekstem z obywatelem Tuskiem Donaldem, który przecież też jest nieugiętym sługą narodu ukraińskiego, dla którego oddałby ostatnią koszulę, ściągniętą z polskiego podatnika. Okazuje się, że zimny ruski czekista Putin, który w swoim czasie z dnia na dzień zlikwidował epidemię zbrodniczego koronawirusa, jest dobry na wszystko.

Nie tylko na ładną, niewinną panienkę, ale nawet na zakończenie w naszym nieszczęśliwym kraju wojny polsko-polskiej, dzięki czemu teraz zarówno siły zdrowe, jak i te niezdrowe, zwrócą się ku wspólnemu wrogowi, czyli wszystkim Konfederacjom. Czegóż chcieć więcej?

Ujemne i dodatnie plusy ruskiej prowokacji

Ujemne i dodatnie plusy ruskiej prowokacji

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  25 września 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5899

Ale się namnożyło tych przypadkowych zbieżności! Ledwo tylko w naszym nieszczęśliwym kraju rozpoczęły się ćwiczenia wojskowe pod tytułem „Żelazny Obrońca”, które polegały na tym – co sam widziałem, jadąc 6 września w strugach deszczu z Warszawy w kierunku Pomorza Zachodniego – że sznury pojazdów wojskowych przemieszczały się tu i tam, w tych samych strugach deszczu – zaraz na terytorium naszego nieszczęśliwego kraju, naruszając przedtem naszą przestrzeń powietrzną, runęło 19 ruskich dronów. A runęło dlatego, że – jak poinformowało DORSZ, czyli Dowództwo Rodzajów Sił Zbrojnych – trzy spośród nich zostały chwalebnie zestrzelone przez naszą niezwyciężoną armię, podczas gdy reszta – zwyczajnie spadła – tu i tam – gdzie zlokalizowali je przypadkowi przechodnie, albo i służby, które oczywiście zaraz zostały zmobilizowane, żeby nikt, a zwłaszcza zimny ruski czekista Putin – sobie nie pomyślał, że ktokolwiek może naruszać przestrzeń powietrzną naszego nieszczęśliwego kraju bez odpowiedniej, to znaczy – „adekwatnej” reakcji służb. To znaczy – większość została zlokalizowana, podczas gdy mniejszość nadal jest energicznie poszukiwana – ale oczywiście zostanie znaleziona, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości („nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania…”) – bo wiadomo, że na czym, jak na czym – ale na naszych niezawodnych służbach można polegać, jak na Zawiszy, więc wystarczy tylko trochę poczekać i wszystko będzie gites tenteges.

Zaraz tedy w nienależnych mediach głównego nurtu zaczęły pokazywać się poradniki dla obywateli – jak mianowicie mają się zachować, kiedy tylko usłyszą nadlatującego ruskiego drona. Broń Boże go nie dotykać, ani się do niego nie zbliżać, tylko od razu poszukać ukrycia, najlepiej najbliższego, przygotowanego zawczasu przez troskliwe służby – no a potem zadzwonić na alarmowy numer 112 i czekać na przybycie służb, które z ruskim dronem zrobią – jak to się mówi – porządek – i po krzyku. To znaczy niezupełnie po krzyku, bo na ostentacyjną ruską prowokację, zaraz energicznie odpowiedziała partia i rząd.

Rząd, słodszymi od malin ustami wicepremiera i ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza,, co to jeszcze niedawno obiecywał, że każdy żołnierz będzie miał w plecaku własnego, osobistego drona – oświecił nas i uspokoił, że „państwo” tym razem „ zdało egzamin” – bo podobno wszystkie drony były od samego początku śledzone i tylko przed upadkiem zniknęły z ekranów ( to dlatego niektórych do dzisiaj nie można znaleźć) – ale to dlatego, że musiały lecieć za nisko. Ze mnie żaden ekspert – ale w czynie społecznym doradzałem, żeby za pośrednictwem Stolicy Apostolskiej, która dla pokoju gotowa jest na wszystko, zwrócić się do zimnego ruskiego czekisty Putina, żeby sprawił, by drony nadlatywały trochę wyżej – a wtedy nasza niezwyciężona armia nie tylko śledziłaby je aż do momentu upadku, ale — kto wie? – może nawet by niektóre zestrzeliła? Wygląda jednak na to, że pan prezydent Karol Nawrocki, podczas wizyty w Watykanie, najwyraźniej o tym zapomniał – no i w rezultacie mamy to, co mamy.

Oczywiście w naszym fachu nie ma strachu i obywatel Tusk Donald natychmiast zażądał uruchomienia art. 4 traktatu waszyngtońskiego, który został niezwłocznie uruchomiony. Dotyczy on rozkazu, by państwa NATO natychmiast zaczęły się ze sobą konsultować – co się zaczęło i trwa aż do dnia dzisiejszego. Niezależnie do tego nasz nieszczęśliwy kraj zażądał zwołania posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ, w której Rosja ma prawo weta – no i takie posiedzenie wkrótce podobno się odbędzie. Co z tego wyniknie – trudno zgadnąć, bo ruscy szachiści twierdzą, że Polska nie przedstawiła „wiarygodnych dowodów”, że drony były ruskie i w ogóle.

Oczywiście nie ma co słuchać tych kłamstw, bo wiadomo, że Rosjanie nic, tylko kłamią, podczas gdy my – w odróżnieniu od nich – mówimy prawdę, więc jak jest rozkaz, że drony były ruskie, to były i n’en parlons plus. Ta wskazówka jest tym ważniejsza, że obywatel Tusk Donald od razu ostrzegł, iż każdy, kto będzie rozpowszechniał ruską dezinformację i nie wierzył w zatwierdzoną wersję wydarzeń, gorzko tego pożałuje. Co konkretnie się z nim stanie – tego taktownie już nie powiedział – ale i bez tego nietrudno się domyślić, że obywatel Żurek Waldemar od razu umieści takiego delikwenta w areszcie wydobywczym, gdzie będzie jęczał i szlochał, niechby i 3 lata – jak Mateusz Piskorski – dopóki go stamtąd nie wypuści niezawisły sąd, nawet nie przedstawiając mu zarzutów. Niech się cieszy, że żywy, zdrowy – jak to w demokratycznym państwie prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

A czas po temu był najwyższy, bo na mieście zaczęły pojawiać się fałszywe pogłoski, że te wszystkie drony, to były takie wabiki. Chodzi o to, że ruscy szachiści, zanim zaatakują demokratyczną Ukrainę, to najsampierw puszczają chmary tych wabików, które są skonstruowane ze sklejki i tylko motor mają żelazny. Na radarach wyglądają tak samo, jak drony bojowe, więc ukraińska niezwyciężona armia natychmiast otwierała do nich ogień z kosztownych kartaczy, z których każdy kosztuje ciężkie dolary – no a potem, kiedy już nadlatywały drony właściwe, tych kosztownych kartaczy już nie miała, więc po staremu – strzelała bez prochu. Tak było do tej pory – ale w nocy z 9 na 10 września Ukraińcy nie strzelali do wabików, tylko pozwolili im przelecieć bez przeszkód – aż do naszego nieszczęśliwego kraju. Część z nich leciała nad Białorusią i podobno Białorusy nawet Polskę ostrzegali – ale kto by tam wierzył Białorusom, którymi kieruje znienawidzony Aleksander Łukaszenka, podczas gdy my, jeśli już komuś wierzymy, to tylko pani Swietłanie Cichanouskiej, z którą jeszcze pan prezydent Duda zabawiał się w mocarstwowość?

Nawiasem mówiąc, pan Andrzej Duda, jak tylko przestał być prezydentem naszego nieszczęśliwego kraju, zaraz nabrał odwagi i między innymi przyznał, że w Przewodowie to spadła ukraińska rakieta, co to zabiła dwóch obywateli – ale prezydent Zełeński surowo przykazał mu mówić, że to rakieta ruska, dzięki czemu rodziny ofiar nie dostały żadnego odszkodowania – bo od kogo?

Teraz już prezydent Zełeński panu Andrzejowi Dudzie żadnych rozkazów chyba nie wydaje – ale przecież na Andrzeju Dudzie orszak naszych dygnitarzy się nie kończy, więc z tym akurat nie ma problemu. Toteż ukraiński minister, jak tylko nastał poranek dnia pierwszego, zaraz przypomniał, że Ukraina od samego początku wojny domagała się, by państwa za jej zachodnią granicą zestrzeliwały ruskie drony nad Ukrainą i w ten sposób wciągały się do wojny z Rosją, odciążając ukraińskich oligarchów od nadmiernych kosztów. Jak tam teraz będzie – tak tam będzie; zawsze jakoś będzie, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – mawiał dobry wojak Szwejk.

Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy – co podkreślam, zwłaszcza w świetle deklaracji obywatela Tuska Donalda, że każdy, kto będzie rozpowszechniał ruską dezinformację, gorzko tego pożałuje. Nawiasem mówiąc, przy pozorach wojny na wyniszczenie, jaką niby prowadzą przeciwko sobie obydwa nasze polityczne gangi, jak tylko przychodzi co do czego, to okazuje się, że bez słów porozumiewają się ponad podziałami. Oto Naczelnik państwa Jarosław Kaczyński, którym specjalnie wstrząsnęła ruska prowokacja, jako, że dokonała się ona w momencie, gdy zdrowe siły przygotowywały się do uroczystych obchodów kolejnej miesięcznicy smoleńskie, nieubłaganym palcem wskazał, że ta ruska prowokacja z dronami jest wodą na młyn tych wszystkich antypolskich sił, którym uroczyste obchody kolejnych miesięcznic smoleńskich się nie podobają. Niby si duo dicunt idem, non est idem, ale przecież nietrudno zauważyć, że Naczelnik Państwa, co prawda swoimi słowami, mówi jednym tekstem z obywatelem Tuskiem Donaldem, który przecież też jest nieugiętym sługą narodu ukraińskiego, dla którego oddałby ostatnią koszulę, ściągniętą z polskiego podatnika. Okazuje się, że zimny ruski czekista Putin, który w swoim czasie z dnia na dzień zlikwidował epidemię zbrodniczego koronawirusa, jest dobry na wszystko. Nie tylko na ładną, niewinną panienkę, ale nawet na zakończenie w naszym nieszczęśliwym kraju wojny polsko-polskiej, dzięki czemu teraz zarówno siły zdrowe, jak i te niezdrowe, zwrócą się ku wspólnemu wrogowi, czyli wszystkim Konfederacjom. Czegóż chcieć więcej?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Zdradzieckie drony. Stanisław Michalkiewicz

Zdradzieckie drony

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  21 września 2025

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5897

Kiedy wydawało się, że jedyną wojną, która zagraża naszemu nieszczęśliwemu krajowi, jest wojna polsko-polska, jaka ze zmiennym szczęściem i rozejmami toczy się od co najmniej 20 lat między obozem zdrady i zaprzaństwa, z Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda na czele, a obozem „dobrej zmiany” z Prawem i Sprawiedliwością Naczelnika Państwa Kaczyńskiego Jarosława, w nocy z 9 na 10 września, kiedy to „wszyscy patrioci” przygotowywali się do uroczystych obchodów kolejnej miesięcznicy smoleńskiej ku czci prezydenta Lecha Kaczyńskiego – zimny ruski czekista Putin dopuścił się zbrodniczej prowokacji. Jak zarządziła nasza niezwyciężona armia, prowokacja polegała na wystrzeleniu w polską przestrzeń powietrzną 19 dronów-wabików, z których trzy zostały zestrzelone viribus unitis Paktu Atlantyckiego, a pozostałe spadły na ziemię, z wyjątkiem jednego, który miał spaść na dach i go uszkodzić.

Energiczne śledztwo grupy prokuratorów, którzy zlecieli się na miejsce niczym ruskie drony, co prawda ustaliło, że dach wcześniej zniszczyła zbrodnicza wichura, ale jeśli nawet, to wichura była też sprokurowana przez Putina, a poza tym – wyjątki potwierdzają regułę. Skoro padł rozkaz, że to ruska prowokacja, to obywatel Tusk Donald natychmiast ostrzegł ludność cywilną, że jeśli ktoś będzie powielał ruską „dezinformację”, to będzie z nim brzydka sprawa. I rzeczywiście – jak tylko pan red. Lisicki, naczelny redaktor „Do Rzeczy”, wyraził pogląd, że cała ta historia mogła być następstwem przypadkowego zbłądzenia dronów, zaraz został ofuknięty jako ruska onuca przez zapomnianego trochę dzisiaj pana red. Piotra Zarembę, który zarazem ujawnił, że takie wypowiedzi wzbudzają sprzeciw „ekspertów i publicystów” – oczywiście publicystów posłusznych, co to słuchają rozkazów swoich oficerów prowadzących.

Co prawda identyczny pogląd wyraził był też amerykański prezydent Donald Trump, ale – co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie – a poza tym Wielce Czcigodny Giertych Roman od razu go zdemaskował: „Trump nas zdradził. Kto w Polsce wspiera Trumpa, należy do zdrajców.” Jak to pisał w „Towarzyszu Szmaciaku” Janusz Szpotański? „Depesza pędzi już do Gnoma. Donald Trump – zdrajca. Punkt i koma.”

Wprawdzie na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, że te całe drony, to właśnie wabiki, skonstruowane ze sklejki. Kosztują grosze – ale na radarach wyglądają tak samo, jak te bojowe, więc dotychczas Ukraińcy zestrzeliwali je przy użyciu drogich kartaczy, z których każdy kosztował ciężkie dolary. Aliści właśnie tej nocy przestali je zestrzeliwać, wskutek czego wleciały one do Polski, niektóre nawet przez Białoruś, która Polskę o nich ostrzegła. Coś mogło być na rzeczy, bo już następnego dnia ukraiński minister spraw zagranicznych przypomniał, że Ukraińcowie od dawna domagali się, by państwa NATO, przede wszystkim Polska, zestrzeliwały ruskie drony nad Ukrainą i Białorusią. Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie może być słowa prawdy, bo prawdę, to głoszą „eksperci” i zaangażowani publicyści w rodzaju pana red. Zaremby, a nie jakiś tak Trump Donald. Jeśli chodzi o penetrowanie prawdy, to nasz, tubylczy Donald jest lepszy od amerykańskiego Donalda, ale Donald to jeszcze nic w porównaniu z Księciem-Małżonkiem. Od pewnego czasu mówi się, że Książę-Małżonek szykowany jest na stanowisko premiera rządu – gdyby obywatel Tusk Donald się zaśmierdział – a w perspektywie – nawet na prezydenta naszego bantustanu – żeby Żydowie, za pośrednictwem Pierwszych Dam – mogli kręcić głową państwa.

Toteż ruska prowokacja najwyraźniej stała się dla Księcia-Małżonka prawdziwym darem Niebios. Zaraz pośpieszył do Kijowa, gdzie wysłuchał zbawiennych pouczeń prezydenta Zełeńskiego i już wiedział, że Donald Trump nie miał racji mówiąc o ruskiej pomyłce – gdy to była prowokacja. Kogo słucha ten cały Donald Trump, komu on właściwie służy? Jakby słuchał Księcia-Małżonka, to od razu spenetrowałby prawdę, a Wielce Czcigodny Giertych Roman nie miałby żadnego powodu, by go demaskować, jako zdrajcę. Toteż i Książę-Małżonek zaraz załatwił był w Kijowie, że polscy żołnierze pojadą na Ukrainę, gdzie przez Ukraińców będą szkoleni w zakresie zestrzeliwania ruskich dronów i to nie tylko nad Polską – ale również nad Ukrainą i Białorusią.

Wywołało to w części opinii publicznej zaniepokojenie, bo spełnienie ukraińskich oczekiwań oznaczałoby wciąganie Polski w wojnę z Rosją i to w sposób nie pociągający za sobą żadnych zobowiązań ze strony NATO. Chodzi o to, że słynny art. 5 traktatu waszyngtońskiego przewiduje możliwość uruchomienia procedur sojuszniczych, nawiasem mówiąc – bez żadnego automatyzmu – ale tylko „w razie zbrojnej napaści” na państwo członkowskie. Jeśli natomiast ono samo włączy się do konfliktu, który się toczy od kilku lat, to warunek „zbrojnej napaści” nie jest spełniony. Z uwagi na te obawy, „eksperci” musieli wytłumaczyć Księciu-Małżonku, że chociaż oczywiście chce dobrze, to znaczy – pragnie wciągnąć Polskę w wojnę, to trochę się zagalopował.

W rezultacie Książę-Małżonek sprecyzował swoje poprzednie stanowisko zarówno w kwestii szkolenia polskich żołnierzy w zwalczaniu ruskich dronów – że owszem, będą szkoleni – ale w Polsce, a nie na Ukrainie, a po drugie – w kwestii zestrzeliwania ruskich dronów nad Ukrainą i Białorusią – że decyzja w ten sprawie musi zapaść w kierowniczych gremiach NATO. Z uwagi na to, że o żadnym awansie na stanowisko premiera Książę-Małżonek nie może nawet marzyć bez poparcia Niemiec, zwłaszcza w sytuacji, gdy ma szlaban do Białego Domu, zanim jeszcze pan prezydent Nawrocki przyjedzie do Berlina, już zaczął przekonywać kanclerza Merza do koncepcji zestrzeliwania. Jestem pewien, że kanclerz Merz nie będzie miał nic przeciwko temu, bo z punktu widzenia Niemiec, wkręcenie również Polski w maszynkę do mięsa byłoby prawdziwym darem Niebios.

Z Polski przekręconej przez maszynkę do mięsa, można by zrobić wszystko, nawet dokończyć proces zjednoczenia Niemiec i to nie według granicy z 1937 roku, tylko według granicy z roku 1914. Czegóż chcieć więcej? Jeśli tedy Książę-Małżonek już nie może doczekać się wojenki, to od razu widać, że najlepiej nadaje się i na premiera rządu, a potem – na prezydenta. W dodatku robi dywersję prezydentowi Nawrockiemu, który uparł się na te całe reparacje – a tymczasem, dzięki Księciu-Małżonku – Niemcy poczęstują prezydenta Nawrockiego ofertą „gwarancji bezpieczeństwa” dla Polski. To znakomite wyjście, bo jeśli Niemcy gwarantowałyby Polsce bezpieczeństwo, to znaczy – iż to one w razie czego miałyby tytuł do negocjowania z Putinem. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Książę-Małżonek dostanie od Niemców jakiś Ritterkreuz.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Grzybiarze: Piękny wysyp dronów; nie robaczywe !

Grzybiarze znaleźli kolejne drony? Służby zabezpieczaj teren

21.09.2025 https://nczas.info/2025/09/21/mazowieckie-grzybiarze-znalezli-kolejne-drony-sluzby-zabezpieczaj-teren/

W niedzielę rano w miejscowości Wodynie w pow. siedleckim w lesie grzybiarze ujawnili części obiektu przypominającego drona – podała mazowiecka policja. Dodała, że również szczątki podobnego obiektu odnaleziono w lesie w powiecie białobrzeskim. Także w miejscowości Sulmice w woj. lubelskim grzybiarz znalazł leżący na ziemi obiekt odpowiadający kształtem dronowi. Można powiedzieć, że mamy wysyp dronów.

Mazowiecka policja przekazała na portalu X w niedzielę, że części obiektu przypominającego drona zostały odnalezione tego dnia rano przez grzybiarzy. Natrafiono na nie w lesie na odcinku kilkudziesięciu metrów, około 1 km od zabudowań.

„Dziś około godz. 9 w m. Wodynie w pow. siedleckim w lesie na odcinku kilkudziesięciu metrów, około 1 km od zabudowań, grzybiarze ujawnili części obiektu przypominającego drona. Policjanci zabezpieczyli elementy oraz miejsce ich odnalezienia” – podała Policja Mazowsze. Dodała, że powiadomione zostały inne służby, m.in. Żandarmeria Wojskowa oraz prokurator z Prokuratury Rejonowej w Siedlcach.

Kilka minut później na tej samej platformie mazowiecka policja przekazała, że także po godz. 9 w lesie w powiecie białobrzeskim mężczyzna zauważył szczątki obiektu przypominającego drona.

„Odległość do najbliższych zabudowań w m. Biała Góra to ok. 6 km. Policjanci we wskazanym miejscu zabezpieczyli ten obiekt oraz miejsce jego odnalezienia. Powiadomione zostały inne służby, m.in. Żandarmeria Wojskowa oraz prokurator z Prokuratury Rejonowej w Grójcu” – dodała.

Znalezisko także w Lubelskiem

W niedzielę około godz. 10 w miejscowości Sulmice w woj. lubelskim grzybiarz znalazł leżący na ziemi obiekt odpowiadający kształtem dronowi – poinformowała na platformie X lubelska policja.

„Dziś około godz. 10 w miejscowości Sulmice gmina Skierbieszów powiat zamojski, grzybiarz ujawnił leżący na ziemi obiekt odpowiadający kształtem dronowi. Teren leśny, odległość ok 1500 metrów od zabudowań” – napisała lubelska policja w komunikacie w serwisie X.

Dodano, że policjanci zabezpieczyli elementy oraz miejsce odnalezienia obiektu oraz powiadomione zostały inne służby, m.in. Żandarmeria Wojskowa oraz Prokuratura Rejonowa w Zamościu.

Wcześniej mazowiecka policja poinformowała, że w niedzielę rano w miejscowości Wodynie w pow. siedleckim w lesie grzybiarze znaleźli części obiektu przypominającego drona; szczątki podobnego obiektu odnaleziono również w lesie w powiecie białobrzeskim.

Marco Travaglio: Polski samo-atak z bibelotem na królikarni w tle

Polski samo-atak z bibelotem na królikarni w tle

18 settembre 2025 Babylonianempirepolski-samo-atak-z-bibelotem-na-krolikarni-w-tle

Autor: Marco Travaglio (włoski dziennikarz mainstreamowy)

Standardowi imbecyle myślą, że zajmujemy się atlantyckimi fake newsami mówiącymi o zbliżającym się lub nawet trwającym już ataku Rosji na Europę, ponieważ jesteśmy tzw. putinistami.

Od samego początku pisaliśmy, że rosyjska inwazja na Ukrainę jest bezpodstawnym międzynarodowym przestępstwem, chociaż została sprowokowana przez NATO. Ale wystarczy zestawić oświadczenia i decyzje zdychających lub zagrożonych (polityczną śmiercią) przywódców europejskich, aby zdać sobie sprawę, że chcą ocalić własne fotele, wciągając nas w III wojnę światową z Rosją.

Codziennie wymyślają więc fałszywe preteksty, podejmując wspólne przedsięwzięcia z Kijowem i coraz częściej z Warszawą.

Rosyjskie rakiety w Polsce były ukraińskie. Rosyjski atak na gazociągi był ukraiński. Rosyjski atak na budynek rządowy w Kijowie był pożarem, którego żadne dowody nie łączą z rosyjskimi dronami. Rosyjski sabotaż samolotu Von der Leyen był mistyfikacją. Rosyjski zabójca ukraińskiego nazisty Paribija był Ukraińcem.

A teraz podwójny rosyjski atak dronów na Polskę w dniach 10 i 13 września również zaczyna się rozsypywać. Premier Tusk błyskawicznie stwierdził: „Nigdy nie byliśmy tak blisko konfliktu od czasów II wojny światowej”. Następnie, powołując się na artykuł 4 NATO, uzyskał militaryzację wschodniej granicy poprzez operację „Eastern Sentinel”. Ponieważ drony nie zabiły ani nie raniły, rząd powiedział, że jeden z nich uderzył w dom pod Lublinem, rozbijając jego dach i parking.

Obecnie, gazeta Rzeczpospolita, powołując się na dane wywiadowcze, obala to: dom został trafiony nie przez rosyjskiego drona, ale przez amerykański pocisk AIM 120, wystrzelony z polskiego F16, który na szczęście nie eksplodował.

Praktycznie rzecz biorąc, z powodu awarii systemu celowniczego, Polska zbombardowała się sama. Prezydent Nawrocki domaga się od rządu „pilnych wyjaśnień w sprawie incydentu. Nie ma zgody na zatajanie informacji. W warunkach dezinformacji i wojny hybrydowej przekaz kierowany do Polaków powinien być sprawdzany”.

Tusk odpowiada, że to i tak wina Moskwy. Ale w międzyczasie, dowództwo operacyjne Sił Zbrojnych RP również zaprzecza drugiemu przypadkowi naruszenia przestrzeni powietrznej 13-go: „Podjęte działania nie potwierdziły wskazań systemów radarowych, a w konsekwencji naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej”. Fałszywy alarm mógł być spowodowany „warunkami pogodowymi”, podobnie jak ten w Rumunii.

Jak do tej pory – zauważa Gian Andrea Gaiani na portalu Analisi Difesa – nie ma ani krzty dowodu na rosyjski atak na Polskę: wręcz przeciwnie, zdjęcia patchworkowych dronów (szczególnie tego mitycznego, spoczywającego niczym bibelot na dachu królikarni) upoważniają do wysuwania najgorszych podejrzeń.

Czy pojęliście przed kim musimy się bronić?

– Przed tymi, którzy powinni nas bronić.

INFO: https://www.ilfattoquotidiano.it/in-edicola/articoli/2025/09/18/lautoattacco-polacco/8130520/

=============================================

Nie żyje szef sztabu bazy dronów. Zmarł dwa dni po wtargnięciu „rosyjskich” dronów. Miał 45 lat.

Nie żyje szef sztabu bazy Sił Powietrznych. Zmarł dwa dni po wtargnięciu rosyjskich dronów. Miał 45 lat.

18.09.2025 https://nczas.info/2025/09/18/nie-zyje-szef-sztabu-bazy-sil-powietrznych-zmarl-dwa-dni-po-wtargnieciu-rosyjskich-dronow-mial-45-lat/

=========================================

Nie żyje szef sztabu 12. Bazy Bezzałogowych Statków Powietrznych w Mirosławcu podpułkownik Konrad Barnaś. Wojskowy zmarł 12 września w wieku 45 lat. Uroczystości pogrzebowe zaplanowano w Czarnej na piątek.

„Nie umiera ten, kto trwa w sercach i pamięci naszej” – takimi słowami ppłk. Barnasia pożegnali koledzy z jednostki, oddając mu tym samym szacunek i zapewniając pamięć o zasługach i oddaniu służbie.

Ppłk. Barnaś był szefem sztabu 12. Bazy Bezzałogowych Statków Powietrznych w Mirosławcu. To jednostka powstała 1 stycznia 2016 r. podporządkowana Dowódcy 1. Skrzydła Lotnictwa Taktycznego.

Baza ta gromadzi, analizuje i interpretuje informacje rozpoznawczo-wywiadowcze oraz zajmuje się przekazywaniem ich do władz polityczno-wojskowych. Ponadto Zabezpiecza też funkcjonowanie lotniska na potrzeby Sił Zbrojnych RP oraz Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Podczas misji w Afganistanie w 2011 r. był Dowódcą Klucza BSR w Grupie Rozpoznawczej Polskich Sił Zadaniowych. Ppłk. Barnaś był także spadochroniarzem.

Holenderski samolot cysterna wleciał do Polski, zanim wleciały drony…

Drony nad Polską. Skalik wskazał na jeden fakt. „Nowe, ciekawe wątpliwości”

14.09.2025 https://nczas.info/2025/09/14/drony-nad-polska-skalik-wskazal-na-jeden-fakt-nowe-ciekawe-watpliwosci-video/

Wciąż aktualny pozostaje temat naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez drony, które wleciały do Polski w nocy z wtorku na środę. Poseł Konfederacji Korony Polskiej Włodzimierz Skalik zwrócił uwagę na jeden szczegół, który budzi wątpliwości.

– Odnośnie ostatniej akcji dronowej z upływem czasu pojawiają się coraz to nowe, ciekawe wątpliwości. Jak podaje SkyNews, holenderski samolot cysterna wleciał do Polski, zanim drony wleciały w przestrzeń powietrzną naszego kraju. Pierwszy dron miał przekroczyć granicę polsko-ukraińską około godz. 1:50. Airbus A330 wystartował z Eindhoven dwie godziny wcześniej, bo już o 23:45. Po przylocie nad Polskę rozpoczął krążenie nad Lublinem i oczekiwał ponad godzinę, aż pierwszy bezpilotowiec przekroczy granicę – podkreślił Skalik.

– Pytanie, jak to możliwe, by użycie tego samolotu cysterny wyprzedziło napad dronów o kilka godzin, bo trzeba było jeszcze ten lot zorganizować i przygotować samolot? – zauważył.

– O rakiecie w Przewodowie też na początku twierdzono, że była to rosyjska rakieta, a później okazało się, że wystrzelili ją Ukraińcy. W świetle tego, co niedawno mówił Andrzej Duda, była to ukraińska próba wciągnięcia Polski do wojny – przypomniał poseł Konfederacji Korony Polskiej.

– Jesteśmy za wzmacnianiem zdolności obronnych Wojska Polskiego. Ostatnie wydarzenia wskazują, że Wojsko Polskie nie ma kompletnie systemu obrony przeciwdronowej. Potrzebuje go natychmiast. Zachowajmy spokój, nie podżegajmy do wojny – zakończył Włodzimierz Skalik.

Jego słowa skomentował na portalu X lider Konfederacji Korony Polskiej i polski poseł do PE Grzegorz Braun.

„Fakt niezwykle istotny dla uświadomienia rozmiarów prowokacji, jakiej podlegamy. Istotny również dla identyfikacji prowokatorów. Nota bene: czy służby MON, Sztab Generalny Wojska Polskiego, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego informowały, czy dezinformowały w tej sprawie Naród i Prezydenta RP?” – napisał.