Kościoły(z wyjątkiem tych, w których odprawia się liturgię tradycyjną)pustoszeją, wierni znikają, organizacje religijne zamierają; Kościół traci wiarygodność, ludzie zapomnieli o dziesięciu przykazaniach, szerzą się herezje, katolicy w wielu częściach świata są prześladowani, wiara w Realną Obecność staje się coraz bardziej odległym wspomnieniem, a co robi papież? – Poświęca swoją pierwszą encyklikę sztucznej inteligencji. Oczywiście papież ma prawo zajmować się tym, czym chce, nie ma co do tego wątpliwości.
Ale czy jesteśmy pewni, że z punktu widzenia Kościoła Katolickiego sztuczna inteligencja jest dziś priorytetem?
To jasne, że problem istnieje i że słowo papieża w tej sprawie może pomóc w zrozumieniu tego zjawiska. Ale czy namiestnik Chrystusa nie powinien przede wszystkim, zwłaszcza w tej chwili, zająć się innymi sprawami? – Zapytacie, jakimi? – Cóż, powiedziałbym na przykład kryzysem powołań, zapaścią życia zakonnego, postępującym spadkiem frekwencji na mszach świętych, a także zanikiem przekonania, że zbawienie można znaleźć wyłącznie w Kościele Katolickim.
Może porozmawiajmy o relacjach wewnętrznych, między katolikami? – Istniele totalny podział, a różnice są coraz poważniejsze, do tego stopnia, że może się zdarzyć, iż bracia w wierze nie rozumieją się. Pomimo tego papież zajmuje się sztuczną inteligencją. Czyżby sądził, że z pomocą systemu informatycznego uda się ponownie nawiązać dialog i zrozumieć się nawzajem? – A może znalazł algorytm, który rozwiązuje wszystkie problemy?
Encyklika została podpisana przez papieża w 135-lecie „Rerum novarum”LeonaXIII, więc wszyscy komentują: widać wyraźny związek między dokumentem, który położył podwaliny pod społeczną doktrynę Kościoła, a tym, który ma je położyć w dziedzinie technologii. Tak, ale jest tu jeden “drobny” szczegół, którego nie należy lekceważyć. „Rerum novarum” nie była pierwszą z osiemdziesięciu sześciu encyklik Leona XIII, lecz czternastą. A jakimi tematami zajmował się papież Pecci, zanim napisał czternastą?
Cóż, takimi “drobiazgami” jak Kościół Boży i zbawienie dusz, zagrożenia związane z rozprzestrzenianiem się „sekty tych, którzy pod różnymi, niemal barbarzyńskimi imionami nazywają się socjalistami, komunistami i nihilistami”, „dokładniejsza i szersza wiedza o rzeczach, w które się wierzy”, lepsze zrozumienie tajemnic wiary, małżeństwo katolickie, ewangelizacja ludów słowiańskich, pomoc dla świętych misji, kwestia wrogów Kościoła we Włoszech i tak dalej. Krótko mówiąc, Leon XIII z pewnością przekształcił doktrynę społeczną, ale najpierw poświęcił się umacnianiu metafizycznych, teologicznych i moralnych podstaw wiary. A była to epoka, w której podstawy te były nieskończenie solidniejsze niż są dzisiaj.
Leon XIV natomiast sprawia wrażenie, jakby zaczynał budowę od dachu. Co z pewnością przysporzy mu oklasków ze strony świata, ale zadajmy sobie pytanie: czy my, katolicy, naprawdę potrzebujemy analizy sztucznej inteligencji, choćby była ona jak najlepiej przeprowadzona? – Coraz bardziej zagubieni, coraz mniej utwierdzeni w wierze, czyż nie potrzebowalibyśmy czegoś innego w tym tak burzliwym okresie i po pontyfikacie Bergoglia, który był katastrofalny z punktu widzenia doktryny, moralności i teologii?
25 maja 2026 odbędzie się prezentacja encykliki, o której mowa, i wystarczy przejrzeć listę prelegentów, by dostać pokrzywki.
W kolejności: niesamowity pan prefekt Dykasterii ds. Doktryny Wiary – Tucho «Besame Mucho»; kardynał jezuita Michael Czerny – prefekt Dykasterii ds. Służby na rzecz Całościowego Rozwoju Człowieka, a także bliski współpracownik Bergoglia; Anna Rowlands – wykładowczyni „Teologii politycznej i etyki teologicznej migracji ludzkich”, która wniosła swój wkład jako zaufana konsultantka w tworzeniu encykliki Bergoglia „Fratelli tutti”;Christopher Olah – współzałożyciel firmy zajmującej się sztuczną inteligencją Anthropic i zagorzały ateista. Ostatnią prelegentką będzie Leocadie Lushombo – wykładowczyni „Teologii politycznej i katolickiej myśli społecznej” na Jesuit School of Theology przy Uniwersytecie Santa Clara w Kalifornii, badaczka znana przede wszystkim ze współpracy z Bergogliem w kwestiach “sprawiedliwości społecznej”. Wystąpienia zamknie sekretarz stanu Parolin, a na zakończenie błogosławieństwo udzieli Leon XIV. Wydaje się, że na imprezie nie będzie androidów. Ale czy można być tego pewnym?
Aha, przy okazji. Wiecie, co powiedział Philip Dick, autor między innymi powieści „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”(powieści, która stała się inspiracją dla filmu „Blade Runner”, skupiającej się na granicach między człowieczeństwem a sztuczną inteligencją)? – Powiedział, że „podstawowym narzędziem manipulacji rzeczywistością jest manipulacja słowami”. Zastanówcie się nad tym, ludziska.
Czy nauczanie Kościoła katolickiego dopuszcza możliwość nowej, pozytywnej oceny homoseksualizmu? Tak sugeruje synodalny raport z Watykanu. A jednak dokumenty nauczycielskie Kościoła mówią coś innego – i to w kategorycznym tonie.
5 maja Sekretariat Generalny Synodu Biskupów opublikował rewolucyjny raport na temat homoseksualizmu. Synodalna Komisja Studyjna nr 9 ogłosiła około 30-stronicowy tekst opatrzony dwoma aneksami, który prezentuje możliwość dokonania pozytywnej oceny teologiczno-moralnej aktów homoseksualnych.
Wśród katolików rozgorzała dyskusja, czy tego rodzaju raport jest zgodny z nauczaniem Kościoła katolickiego. Zwolennicy raportu twierdzą, że tak, bo nauczanie kościelne na temat homoseksualizmu miałoby być opatrzone skazą historyczności i uwarunkowań kulturowych.
Przeciwnicy wskazują, że nie, bo nauczanie Kościoła jest w tej kwestii niezmienne i oparte na podstawach biblijnych, co potwierdza wiele dokumentów i wypowiedzi nauczycielskich. Poniżej prezentujemy obszerny wybór takich wypowiedzi, których lektura – jak można sądzić – prowadzi do jasnego wniosku o głębokiej niezgodności raportu synodalnej Komisji Studyjnej nr 9 z autentycznym nauczaniem Kościoła katolickiego.
Zróbmy to razem!
25 zł
50 zł
100 zł
200 zł
500 zł
Tradycyjne ujęcie przedmiotu Stary Testament jednoznacznie potępia akty płciowe między osobami tej samej płci. Podobnie czyni Apostoł Narodów.
Stary Testament określa akty płciowe między mężczyznami między innymi mianem obrzydliwości, którą karać należy śmiercią (Kpł 18, 22; 20, 13); zob. także historię mieszkańców Sodomy (Rdz 19, 1-11).
Św. Paweł pisze z kolei: „Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie (Rz 1, 26-27); jak zapewnia, mężczyźni współżyjący z sobą nie odziedziczą Królestwa Bożego (1 Kor 6, 9-10), a ich zachowanie jest grzeszne (1Tm 1, 10).
Stąd nauczanie Kościoła katolickiego na temat homoseksualizmu ma bardzo mocne fundamenty. Dał temu wyraz św. Tomasz z Akwinu, wskazując, że akty jednopłciowe są jednym z najcięższych grzechów przeciwko naturze.
Św. Tomasz pisał, powołując się na św. Augustyna: „Porządek zdrowego rozumu jest pochodzenia ludzkiego, a porządek natury jest od samego Boga. Dlatego w grzechach przeciw naturze, w których gwałci się sam porządek natury, jest wyrządzana krzywda samemu Bogu, tego porządku Twórcy”. Jak wskazywał, spośród występków przeciw naturze „najcięższym […] jest grzech bestialstwa, jako stosunek z odmiennym gatunkiem. […] Po tym idzie grzech sodomski, w którym nie zważa się na właściwą płeć” (zob. Summa teologiczna, 2-2, zag. 154, art. 12).
W roku 1568 święty papież Pius V ogłosił bullę Horrendum illud scelus. W dokumencie tym przypomniał, że to właśnie z powodu grzechu homoseksualizmu Bóg zniszczył Sodomę i Gomorę. Grzech sodomski określił mianem ściągającego śmierć na duszę, a tych którzy go praktykują, nazwał przepadającymi w otchłani. Każdego katolickiego kapłana przyłapanego na podejmowaniu aktów płciowych z mężczyzną nakazał pozbawiać wszelkich duchownych przywilejów i godności i oddawać na śmierć w ręce świeckich urzędników.
Najnowsze Magisterium. Kongregacja Nauki Wiary za kard. Franjo Šepera W naszych czasach występność aktów homoseksualizm podkreślała wiele razy sama Stolica Apostolska. W 1975 roku Kongregacja Nauki Wiary kierowana przez kard. Franjo Šepera potwierdziła nauczanie o grzesznym charakterze aktów jednopłciowych w deklaracji Persona humana.
Święte Oficjum odrzuciło twierdzenie, jakoby skłonność homoseksualistów miała być „tak bardzo naturalna, iż usprawiedliwia uprawianie przez nich stosunków homoseksualnych w ramach podobnej do małżeństwa szczerej wspólnoty życia i miłości, jeżeli wydaje się im, że nie są w stanie prowadzić życia samotnego” (pkt. 8).
Jak pouczyła według „obiektywnego porządku moralnego stosunki homoseksualne są pozbawione niezbędnego i istotnego uporządkowania”, dodając, że akty jednopłciowe „są wewnętrznie nieuporządkowane i w żadnym przypadku nie mogą zostać zaaprobowane” (pkt. 8).
Kongregacja Nauki Wiary za kard. Josepha Ratzingera Już pod przewodnictwem kard. Józefa Ratzingera ta sama Kongregacja w 1986 roku poświęciła problemowi homoseksualizmu i właściwego podejścia duszpasterskiego do osób nim dotkniętych cały list „Homosexualitatis problema”.
Nawiązując do recepcji Persona humana stwierdzono tam między innymi:
„W dyskusji powstałej po ogłoszeniu Deklaracji zostały jednak zaproponowane interpretacje nadmiernie przychylne samej skłonności homoseksualnej, do tego stopnia, że niektórzy posunęli się do zdefiniowania jej jako obojętnej lub, co więcej, jako dobrej. Należy natomiast sprecyzować, że szczególna skłonność osoby homoseksualnej, chociaż sama w sobie nie jest grzechem, stanowi jednak słabszą bądź silniejszą skłonność do postępowania złego z moralnego punktu widzenia. Z tego powodu sama skłonność musi być uważana za obiektywnie nieuporządkowaną” (pkt. 3).
Święte Oficjum sprzeciwiło się poglądowi, jakoby nauczanie Pisma na temat homoseksualizmu było „tak uwarunkowane kulturowo i historycznie, że nie mogłyby być już stosowane do życia współczesnego” (pkt. 4).
Kongregacja pouczyła, że „osoba, która zachowuje się w sposób homoseksualny, działa niemoralnie”, a „wybór aktywności seksualnej z osobą tej samej płci jest równoznaczny z odrzuceniem bogatego symbolizmu i znaczenia, nie mówiąc już o celach i zamyśle Stwórcy odnośnie do rzeczywistości płciowej” (pkt. 7).
„Aktywność homoseksualna nie wyraża komplementarnej jedności, zdolnej do przekazywania życia, i dlatego zaprzecza powołaniu do istnienia przeżywanego w formie dawania siebie, które według Ewangelii stanowi istotę życia chrześcijańskiego” – dodawał urząd Ratzingera (pkt. 7).
Kongregacja stwierdzała, że „aktywność homoseksualna przeszkadza w realizacji siebie i szczęściu, ponieważ sprzeciwia się stwórczej mądrości Boga”, tak samo, jak ma to miejsce „w każdym innym przypadku nieporządku moralnego” (pkt. 7).
Praktyka homoseksualna „poważnie zagraża życiu i dobru wielu ludzi” – pisano dalej (pkt. 9).
Dokument zwracał też uwagę na „zwodniczą propagandę”, która wdziera się nawet do samego Kościoła, a która jest inspirowana przez ideologię materialistyczną i grupy spoza Kościoła dążące do zmiany jego nauczania (pkt. 8-9).
Dokument sprzeciwił się twierdzeniu, według którego „zachowanie homoseksualne osób homoseksualnych zawsze podlegałoby przymusowi i dlatego pozostawałoby bez winy” (pkt. 11). W tekście wskazuje się też, że istnieją różne okoliczności zmniejszające lub powiększające winę; trzeba w każdym razie uznawać „ową podstawową wolność, która charakteryzuje osobę ludzką i nadaje jej szczególną godność”, a która pozwala z łaską Bożą powstrzymać się człowiekowi od aktywności homoseksualnej (pkt. 11).
Wreszcie Kongregacja wezwała homoseksualistów, by naśladowali Chrystusa, biorąc swój krzyż. „Dla wierzącego krzyż jest owocną ofiarą, ponieważ z tej śmierci pochodzi życie i odkupienie. Nawet jeśli każde wezwanie do niesienia krzyża lub do takiego chrześcijańskiego rozumienia cierpienia stanie się prawdopodobnie przedmiotem szyderstwa, należałoby przypomnieć, że jest to droga zbawienia dla wszystkich, którzy idą za Chrystusem” – podkreślono (pkt. 12).
„Osoby homoseksualne, jak inni chrześcijanie, są powołane do życia w czystości” – konstatowała Kongregacja (pkt. 12).
Dokument zakazał też jakiegokolwiek rozmywania nauczania Kościoła przez nowinkarskie praktyki duszpasterskie, mogące stwarzać wrażenie aprobaty dla grzechu:
„Żaden autentyczny program duszpasterski nie powinien włączać organizacji, w których zrzeszają się osoby homoseksualne, bez jasnego określenia, że aktywność homoseksualna jest niemoralna” (pkt. 15).
Jeszcze raz Kongregacja Nauki Wiary za kard. Josepha Ratzingera Kongregacja Nauki Wiary zajęła się tym samym tematem raz jeszcze, publikując w roku 1992 krótkie „Uwagi”. Urząd w części dotyczącej samego rozumienia problematyki homoseksualizmu powtórzył dosłownie nauczanie własnych dokumentów z lat 1975 i 1986.
Zaznaczył też, że dyskryminacja ze względu na skłonności homoseksualne jest sprawiedliwa, na przykład gdy idzie o „adopcję dziecka lub powierzenie go opiekunom, zatrudnienie nauczycieli lub trenerów sportowych, służbę wojskową” (pkt. 11). Choć zasadniczo wszyscy ludzie mają te same prawa, pisała Kongregacja, to mogą one zostać „słusznie ograniczone ze względu na obiektywne nieuporządkowane zachowania zewnętrzne”.
Katechizm Kościoła Katolickiego Najważniejszym wszakże dla oceny fenomenu homoseksualizmu tekstem pozostaje oczywiście opublikowany w 1992 roku Katechizm Kościoła Katolickiego (paragrafy 2357-2359; 2396). Katechizm szedł tu wiernie za nauczaniem wyrażonym przez Kongregację. Katechizm wskazuje, że akty homoseksualne są „z samej swojej wewnętrznej natury nieuporządkowane” (par. 2357). KKK przypomina, że są „sprzeczne z prawem naturalnym” i „wykluczają z aktu płciowego dar życia” (par. 2357).
Stąd „nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej” (par. 2357). „W żadnym wypadku nie będą mogły być zaaprobowane”, dodaje Katechizm (par. 2357). Również samą skłonność homoseksualną KKK ocenia jako „obiektywnie nieuporządkowaną” (par. 2358). Wzywając do szacunku wobec osób dotkniętych tym fenomenem, Katechizm zachęca je do „złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji” (par. 2358) oraz wzywa je do czystości (par. 2359).
Potępienia Jana Pawła II Akty homoseksualne potępił też osobiście św. Jan Paweł II w roku 1994, nawiązując do przyjętej nieco wcześniej przez Parlament Europejski rezolucji. „Wyrozumiałość wobec tych, którzy grzeszą i nie są w stanie uwolnić się od tej skłonności, nie jest przecież równoznaczna ze złagodzeniem wymogów normy moralnej. Parlament w sposób nieuprawniony nadał walor prawny zachowaniom dewiacyjnym, niezgodnym z zamysłem Bożym: wiemy, że człowiek ulega słabościom, ale parlament w ten sposób poparł ludzkie słabości” – mówił papież podczas modlitwy Anioł Pański z 20 lutego tamtego roku.
Z kolei w przemówieniu do uczestników zebrania Plenarnego Papieskiej Rady ds. Rodziny z 24 marca 1999 powiedział: „Związki faktyczne między homoseksualistami to godne ubolewania wypaczenie tego, czym powinna być komunia miłości i życia między mężczyzną i kobietą, prowadząca do wzajemnego oddania się otwartego na życie”.
Zakaz wyświęcania homoseksualistów na księży W kolejnych latach Stolica Apostolska nie zajmowała się już szczegółowo tematem homoseksualizmu. Nie było po temu istotnego powodu, bo wszystko, co ważne, zostało już powiedziane.
Jedynym wyjątkiem jest kwestia wyświęcania homoseksualistów na księży. Przeciwko temu wystąpili konsekwentnie Benedykt XVI i Franciszek. 4 listopada 2005 roku Kongregacja Wychowania Katolickiego – kierowana przez Polaka, kard. Zenona Grocholewskiego – wydała instrukcję, w której zakazuje przyjmowania do seminariów homoseksualistów. Przypomniano tam o „głębokim nieuporządkowaniu” skłonności homoseksualnych i stwierdzono, że homoseksualiści „znajdują się w istocie w sytuacji, która poważnie utrudnia im nawiązywanie właściwych relacji z mężczyznami i kobietami” a ich wyświęcanie mogłoby mieć „negatywne konsekwencje”.
Zakaz dopuszczania homoseksualistów do seminariów i święceń podtrzymano w dokumencie Kongregacji ds. Duchowieństwa z 2016 roku za pontyfikatu Franciszka. Papież z Argentyny wypowiedział się krytycznie o związkach homoseksualnych w „Amoris laetitia”, pisząc w punkcie 251: „W trakcie dyskusji na temat godności i misji rodziny, Ojcowie synodalni zauważyli, że odnośnie do projektów zrównywania związków osób homoseksualnych z małżeństwem, nie istnieje żadna podstawa do porównywania czy zakładania analogii, nawet dalekiej, między związkami homoseksualnymi a planem Bożym dotyczącym małżeństwa i rodziny”.
Problem lat 2013 – 2025 Oczywiście, zarazem to ten sam papież szereg razy wypowiadał się w sposób dwuznaczny, sugerując na przykład lekką ocenę moralną aktów homoseksualnych, co uczynił już w 2013 roku, wypowiadając słynne słowa: „Kim jestem, żeby osądzać?”. Twierdził też, że grzechy seksualne mają drugorzędne znaczenie moralne, co uczynił na przykład w książkowym wywiadzie „Otwieranie drzwi” z 2019 roku. Szczególnym momentem stała się publikacja deklaracji „Fiducia supplicans” z 18 grudnia 2023 roku. W tekście Dykasterii Nauki Wiary, który sygnował prefekt kard. Victor Manuel Fernández, podtrzymano negatywną ocenę moralną aktów i związków homoseksualnych. Zgodzono się jednak na to, by błogosławić „pary jednopłciowe”, byleby spontanicznie i poza liturgią. Dokument podtrzymując tradycyjną naukę Kościoła stworzył nową praktykę duszpasterską, która łatwo może być mylnie rozumiana jako gest aprobaty dla związków jednopłciowych.
Konkluzja W nauczaniu Kościoła katolickiego nie sposób znaleźć niczego, co w jakikolwiek sposób uprawniałoby do pozytywnej oceny moralnej aktów homoseksualnych.
Takie akty są grzeszne, co jest stałym nauczaniem Kościelnym, zakorzenionym w Piśmie Świętym, nauce Ojców i Doktorów Kościoła oraz w najnowszym Magisterium.
Dlatego jakiekolwiek próby podważenia tej nauki – takie jak te, które podjęto w dokumentach synodalnej watykańskiej Komisji Studyjnej nr 9 – trzeba ocenić jako par excellence rewolucyjne, czyli podważające ustaloną naukę kościelną.
5 listopada w Rzymie „katolicy” i chrześcijanie innych denominacji podpisali odnowioną Kartę Ekumeniczną. Zawiera skandaliczne sformułowania dotyczące ekumenizmu – i stosunku Kościoła do Żydów.
Pierwszy raz taki dokument podpisano w 2001 roku. Teraz postanowiono nadać mu nową treść, wychodząc od 1700. rocznicy Soboru Nicejskiego.
Ze strony katolickiej Kartę Ekumeniczną podpisał abp Gintaras Grušas, przewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE), Litwin. Wiceprzewodniczącymi rady są Węgier kard. Ladislav Nemet oraz Luksemburczyk kard. Jean-Claude Hollerich, obaj wyraziście progresywni. Polska, tak samo jak inne kraje europejskie, jest członkiem CCEE. Odnowioną Kartę Ekumeniczną podpisano również w naszym imieniu – czy nam się to podoba, czy nie.
Ze strony niekatolickiej Kartę podpisał Nikita, prawosławny arcybiskup Tiatyry i Wielkiej Brytanii. Nikita podlega władzy Ekumenicznego Patriarchatu Konstantynopola. Jest przewodniczącym Konferencji Kościołów Europejskich.
Karta zawiera wiele typowych wypowiedzi na temat ekumeniczny. Są na tyle charakterystyczne dla języka dialogowego wykształconego w Kościele katolickim po II Soborze Watykańskim, że w zasadzie nie ma nawet sensu szerzej tego omawiać. Podkreśla się istniejące różnice, nad którymi się ubolewa, ale twierdzi się, że to, co łączy katolików i chrześcijan niekatolickich jest większe, z czego wyprowadza się konieczność prowadzenia ścisłej współpracy, organizowania wspólnych modlitw etc. Do jednego wątku wrócę dopiero na sam koniec artykułu, bo zacznę od żydów.
Głębokie zastanowienie budzi punkt 8 Karty, poświęcony „wzmacnianiu relacji z Żydami i judaizmem”.
Przytoczę tu całość tego punktu:
„Jesteśmy związani z Żydami wyjątkową wspólnotą. Relacje żydowsko-chrześcijańskie pozostają ważną częścią tożsamości każdego chrześcijanina. Żydzi są ludźmi Przymierza, którego Bóg nigdy nie odrzucił. Wciąż są «umiłowani» i wybrani; «bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne» (Rz 11, 29). Są naszym żywym i podtrzymującym nas korzeniem (Rz 11, 18; 28-29). «[…] z nich również jest Chrystus według ciała» (Rz 9, 5). Naród żydowski nie został nigdy zastąpiony przez Kościół chrześcijański, hebrajska Biblia nie została nigdy zastąpiona przez Nowy Testament, pierwsze Przymierze nie zostało nigdy zastąpione przez nowe.”
Kościół katolicki nigdy nie głosił takiego nauczania. Ojcowie i Doktorzy, sobory i papieże, mówili zawsze, że Kościół katolicki jest Nowym Izraelem – nowym Ludem Bożym.
Stare Przymierze zawarte przez Boga z żydami nie może funkcjonować bez zmian, bo Bóg przyszedł w Chrystusie Jezusie, a żydzi Go nie rozpoznali i odrzucili. Przymierze zawarte przez Boga w sensie formalnym oczywiście nie zostało zerwane czy nawet nie wygasło – tylko zostało „zaktualizowane” w Kościele katolickim. Po prostu – to Kościół katolicki jest aktualnie stroną przymierza z Bogiem. Można powiedzieć, jest „prawnym spadkobiercą” narodu dawniej wybranego.
Naród wybrany istnieje – jest zawsze ten sam; to ci, którzy wyznają prawdziwą wiarę. Przed Chrystusem tę wiarę wyznawali żydzi, po Chrystusie wyznają ci, którzy wierzą w Chrystusa. Mogą to być żydzi w sensie pochodzenia – a mogą to być Słowianie, Germanie albo Etiopczycy. Ethnos nie ma znaczenia. Liczy się wiara.
Od czasów II wojny światowej forsuje się jednak nową teorię, zgodnie z którą Nowe Przymierze w Kościele katolickim nie zastępuje wcale Starego. Dorozumianą implikacją tej teorii jest nauka o dwóch drogach – odrębnej drodze chrześcijan i odrębnej drodze żydów. Aktywne nawracanie żydów staje się niemożliwe. Bo jak nawracać kogoś, kto – jakoby – jest już w przestrzeni prawdziwej wiary? W Polsce głównym eksponentem tej teorii jest metropolita Łodzi, kardynał Grzegorz Ryś. Według jego słów Kościół katolicki całkowicie odrzucił teologię zastępstwa.
Problem w tym, że nie ma żadnejfaktycznejpodstawy dla takich twierdzeń.
Nauka o przejściu Starego Przymierza w Nowe Przymierze bazuje ma autorytet całej Tradycji – wiary Kościoła, który odczytywał z daną mu prze Boga mocą Pismo i który był i jest prowadzony przez Ducha Świętego. Nowa nauka nie ma żadnego autorytetu.
Jedynym głosem, który wydaje się ją wspierać, jest dość marginalny dokument wypracowany w ramach jednego z urzędów Kurii Rzymskiej, Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. W 2015 roku pracująca w tej Radzie Komisja ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem ogłosiła tekst pt. „Bo dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne”. W dokumencie przyznaje się, że teologia zastępstwa jest zgodna z Tradycją.
„Wśród wielu Ojców Kościoła stale znajdowała uznanie tak zwana teoria zastępstwa lub zastąpienia, stanowiąc w średniowieczu obiegową podstawę teologiczną relacji z judaizmem: obietnice i zobowiązania Boga nie mają już zastosowania do Izraela, ponieważ nie rozpoznał on Jezusa jako Mesjasza i Syna Bożego, ale zostały przeniesione na Kościół Jezusa Chrystusa, który od tej pory stał się prawdziwym «nowym Izraelem», nowym narodem wybranym Boga” – głosi dokument Komisji.
W to miejsce dokument próbuje wprowadzić następujące nauczanie:
„Bezpodstawna się staje teologia zastępstwa czy zastąpienia przeciwstawiająca sobie dwa odrębne podmioty, Kościół pogan i odrzuconą Synagogę, której miejsce zajmuje”.
Dokument argumentuje wyłącznie z jednego źródła autorytatywnego – „Nostra aetate” II Soboru Watykańskiego. Problem w tym, że „Nostra aetate” nie mówi nic na temat odrzucenia teologii zastępstwa. Dokument soborowy stwierdza tylko, że Żydzi są „ze względu na swych przodków” nadal „bardzo drodzy Bogu”. To zdanie bardzo jasno wiąże miłość Boga wobec współczesnych Żydów z ich przodkami. Innymi słowy, nie ma w dzisiejszym judaizmie nic, co prowokowałoby tę szczególną miłość Bożą – taka prowokacja znajduje się u przodków.
Co więcej, dokument „Nostra aetate” mówi następnie wprost: „Kościół jest nowym Ludem Bożym”.
Innymi słowy, twierdzenie dokumentu Komisji dotyczące rzekomej „bezpodstawności” teologii zastępstwa są bardzo wątpliwe. Piszę: „bardzo wątpliwe”, a nie „całkowicie nieprawdziwe”, bo można podjąć próbę jego częściowej – podkreślam, częściowej – obrony na gruncie bardzo dosłownej, literalnej lektury.
Przeczytajmy je jeszcze raz:
„Bezpodstawna się staje teologia zastępstwa czy zastąpienia przeciwstawiająca sobie dwa odrębne podmioty, Kościół pogan i odrzuconą Synagogę, której miejsce zajmuje”.
W tym zdaniu „bezpodstawna” teologia zastępstwa jest ściśle dookreślona. To oznacza, że nie „każda” teologia zastępstwa jest bezpodstawna, a jedynie taka teologia zastępstwa, która spełnia to dookreślenie. Jakie jest dookreślenie? „Bezpodstawna” jest teologia zastępstwa, która prezentuje Kościół pogan i Synagogę jako przeciwstawne, a Synagogę jako odrzuconą. Można, jak sądzę, argumentować, że to zdanie stara się w części opisać rzeczywistość. Nie wiem wprawdzie, co miałoby oznaczać, że Kościół pogan i Synagoga nie są sobie przeciwstawne – to niejasne wyrażenie. Można jednak zgodzić się, że w sensie formalnym Synagoga – czyli współczesny judaizm – nie zostały „odrzucona” przez Boga, bo raczej sama się od Boga odcięła. Zatem to nie Pan Bóg jest „stroną porzucającą” – to Synagoga porzuca Stwórcę. W takim zawężonym kontekście można częściowo bronić zdania dokumentu Komisji – co pokazuje zresztą tym bardziej, jak skrajnie absurdalne i bezpodstawne są twierdzenia, jakoby Kościół „odrzucił” teologię zastępstwa.
Dodajmy: nawet gdyby dokument Komisji rzeczywiście ogłosił, że ją odrzuca… to nie miałoby to większego znaczenia. Z jednej strony – autorytet Ojców i Doktorów, soborów i papieży. Z drugiej – autorytet komisji, która pracuje dla rady, która pracuje dla kurii, która pracuje dla papieża. Widać różnicę?
Wróćmy teraz do Karty Ekumenicznej. W Karcie stwierdza się prosto i kategorycznie, że Żydzi są po prostu nadal wybrani i umiłowani; że to oni podtrzymują Kościół; że naród żydowski nie został zastąpiony przez Kościół. Są to kłamstwa, bo nikt tego w Kościele nigdy autorytatywnie nie nauczał. Nie ma tego nawet w nieszczęsnym dokumencie komisji rady, a już na pewno w faktycznym nauczaniu Kościoła. Karta Ekumeniczna, podpisana również w imieniu Polaków, głosi zatem oczywisty fałsz.
Chyba, że… no tak, przecież – to oczywiste! Jest jednak w porządku. „Naród żydowski nie został nigdy zastąpiony przez Kościół chrześcijański”. To zdanie jest przecież prawdziwe! Jak to możliwe? To proste. Nie ma czegoś takiego, jak Kościół chrześcijański. Jest Kościół katolicki – oraz różne schizmatyckie i/lub heretyckie wspólnoty. Skoro „Kościół chrześcijański” nie istnieje, to faktyczne – nie mógł nigdy niczego zastąpić. To tylko autorzy Karty Ekumenicznej wypowiadają się tak, jakby zamiast Kościoła katolickiego i wspólnot schizmatyckich i/lub heretyckich był jakiś „Kościół chrześcijański”.
Oczywiście ironizuję. Bo jeżeli Karta Ekumeniczna głosi istnienie nie-istniającego Kościoła Chrześcijańskiego, który nie zastąpił narodu żydowskiego – to głosi nie tylko błąd w sprawie judaizmu, ale przede wszystkim poważny błąd ekumeniczny.
Takie to, drodzy Państwo, podpisuje się w naszym imieniu dokumenty.
Przed 60 laty biskupi zgromadzeni na Soborze Watykańskim II wydali słynną deklarację o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich – „Nostra aetate”. Od tego czasu w łonie „dialogu międzyreligijnego” zdążyło się zrodzić wiele błędów, uderzających w kluczowe zadanie Kościoła – głoszenie religii Chrystusowej całemu światu. Z pochwałą wielości religii oraz twierdzeniami o ciągłości Starego Testamentu spotykamy się dziś przecież nagminnie. Oba te podejścia nasuwają ten sam praktyczny wniosek: nawracać już nie trzeba – a przynajmniej stale rozszerza się katalog ludzi, którym prawda objawiona potrzebna nie jest. Sześć dekad po publikacji soborowej deklaracji trzeba zastanowić się nad źródłami tego kryzysu.
Pochwała innych religii?
W 2022 roku na stronie internetowej Konferencji biskupów Anglii i Walii pojawił się przedrukowany z portalu Vatican News artykuł, omawiający znaczenie soborowej deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich. Już sama grafika, jaką opatrzono publikację, zasługuje na uwagę. Widać na niej wizerunek globu z narysowanymi na nim symbolami większych ruchów religijnych. Krzyż Pański ma swoje miejsce między półksiężycem, gwiazdą Dawida i znakiem buddyzmu.
W treści publikacji przypomniano skrótowo zapisy deklaracji „Nostra aetate”, a następnie wymieniono co bardziej popularne przykłady papieskich wypowiedzi z uznaniem i sympatią odnoszących się do innych wyznań. Pojawił się zatem Paweł VI z jego słowami hołdu dla „islamskich wyznawców” z podróży do Ugandy. Trzykrotnie wspomniano również różne okazje, przy których gesty serdeczności względem wyznawców innych religii składał Jan Paweł II. Artykuł przywoływał m.in. papieską „Mowę z Casablanki”, w której Karol Wojtyła kontrowersyjnie stwierdzał, że chrześcijanie i muzułmanie „wierzą w Tego samego Boga. To słowa o tyle zastanawiające, że islam w żadnym wypadku nie uznaje Trójcy świętej. Co więcej – otwarcie odmawia Chrystusowi boskiej natury…
Najistotniejsze w całym tekście jest jednak zakończenie. Wskazano w nim na „świeży” dorobek „dialogu międzyreligijnego” w Kościele – a jakże – z czasów pontyfikatu papieża Franciszka. Chodzi o „Deklarację o ludzkim braterstwie”, podpisaną przez Franciszka w Abu Zabi wspólnie z imamem Ahmadem Al-Tayyebem. Przedrukowany z watykańskich mediów tekst wskazywał, że dokument nawiązuje do „Nostra aetate”, która przecież również o braterstwie wszystkich ludzi wspomina.
To nawiązanie zostawia nas z istotnym pytaniem. Na ile współczesny dialog międzyreligijny, który zniechęca do głoszenia wiary i jest oparty na fałszywych założeniach, powiązać można z Soborem Watykańskim II i jego deklaracją „Nostra aetate”? Zasadność obawy o taki kształt współczesnego dialogu międzyreligijnego potwierdza jeden z zapisów Deklaracji z Abu Zabi. Chodzi o punkt, w którym sygnatariusze stwierdzili, że różnorodność religii na świecie porównać można do wielości ras, czy języków, przypisując ją tym samym niejako boskiemu aktowi stwórczemu i aprobując jej istnienie – czego jeszcze w 2020 roku w słynnym „Dominus Iesus” Kongregacja Nauki Wiary zabraniała. Słowa papieża Franciszka z wizyty w Singapurze w 2024 roku, według których spory o prawdziwość którejś z konkretnych religii są jałowe, bo wszystkie prowadzą ku Bogu -tylko dobitniej unaoczniają powagę kryzysu.
Trwanie Starego Przymierza – relatywizacja obowiązku wiary
Z samym „Nostra Aetate” wiąże się jeszcze jeden pogląd, zniechęcający Kościół do realizowania posłania, jakie dał mu boski Mistrz. Mowa o przekonaniu, że ten soborowy dokument stwierdza, że Stary Testament wciąż obowiązuje.
Czempionem tego przekonania jest kardynał Grzegorz Ryś. Hierarcha z Łodzi przekonuje, że soborowa deklaracja „mówi”, że Żydzi „dalej są narodem wybranym” i nawet nie przyjmując Chrystusa trwają w jakieś formie przymierza z Bogiem.
Czy taki zapis, lub inne formy relatywizacji konieczności głoszenia wiary, rzeczywiście w Deklaracji padają? Zacznijmy od fragmentów dokumentu poświęconych judaizmowi:
„Zagłębiając tajemnicę Kościoła, święty Sobór obecny pamięta o więzi którą lud Nowego Testamentu zespolony jest duchowo z plemieniem Abrahama. Kościół bowiem Chrystusowy uznaje, iż początki jego wiary i wybrania znajdują się według Bożej tajemnicy zbawienia już u Patriarchów, Mojżesza i Proroków. Wyznaje, że w powołaniu Abrahama zawarte jest również powołanie wszystkich wyznawców Chrystusa, synów owego Patriarchy według wiary, i że wyjście ludu wybranego z ziemi niewoli jest mistyczną zapowiedzią i znakiem zbawienia Kościoła. Przeto nie może Kościół zapomnieć o tym, że za pośrednictwem owego ludu, z którym Bóg w niewypowiedzianym miłosierdziu swoim postanowił zawrzeć Stare Przymierze, otrzymał objawienie Starego Testamentu i karmi się korzeniem dobrej oliwki, w którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodów. Wierzy bowiem Kościół, że Chrystus, Pokój nasz, przez krzyż pojednał Żydów i narody i w sobie uczynił je jednością”.
Exodus figurą zbawienia w Kościele i wypełnienie Starego Testamentu w chrześcijaństwie… Tu pochwały judaizmu w myśl przekonań kardynała Rysia nie ma z pewnością. Może dalej?
„Według świadectwa Pisma świętego Jerozolima nie poznała czasu nawiedzenia swego i większość Żydów nie przyjęła Ewangelii, a nawet niemało spośród nich przeciwstawiło się jej rozpowszechnieniu. Niemniej, jak powiada Apostoł, Żydzi nadal ze względu na swych przodków są bardzo drodzy Bogu, który nigdy nie żałuje darów i powołania. Razem z Prorokami i z tymże Apostołem Kościół oczekuje znanego tylko Bogu dnia, w którym wszystkie ludy będą wzywały Pana jednym głosem i służyły Mu ramieniem jednym (Sf 3,9). Skoro więc tak wielkie jest dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom, święty Sobór obecny pragnie ożywić i zalecić obustronne poznanie się i poszanowanie, które osiągnąć można zwłaszcza przez studia biblijne i teologiczne oraz przez braterskie rozmowy. A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym. Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma świętego. Niechże więc wszyscy dbają o to, aby w katechezie i głoszeniu słowa Bożego nie nauczali niczego, co nie licowało z prawdą ewangeliczną i z duchem Chrystusowym”.
Chrystus w swoim Nowym Przymierzu czyni więc z Żydów i pogan jeden lud chrześcijański. Żydzi jako tacy z racji swojej tożsamości przeklęci nie są, a Bóg nie żałuje im darów, ani powołania, Kościół zaś oczekuje na ich nawrócenie, jako Nowy Lud Boży. Tak streścić można dosłowne twierdzenia, jakie padają w soborowym tekście. O trwałości Starego Przymierza nie ma tu mowy. Zresztą – jak mogłaby być, skoro treścią Starego Przymierza było jego przejście w Nowe po przyjściu Mesjasza? Nigdzie sobór tego odwiecznego nauczania nie próbował odrzucić, sugerując, że Żydom wiara w Chrystusa jest zbędna. Przeciwnie „Nostra Aetate” wskazuje, że ma on obowiązek głosić Zbawiciela.
„Chrystus przy tym, jak to Kościół zawsze utrzymywał i utrzymuje, mękę swoją i śmierć podjął dobrowolnie pod wpływem bezmiernej miłości, za grzechy wszystkich ludzi, aby wszyscy dostąpili zbawienia. Jest więc zadaniem Kościoła nauczającego głosić krzyż Chrystusowy jako znak zwróconej ku wszystkim miłości Boga i jako źródło wszelkiej łaski”, czytamy w soborowym dokumencie.
A na ile soborowa deklaracja może być źródłem pochwały różnorodności religii rodem z czasów pontyfikatu Franciszka? Najlepiej w tej kwestii przywołać opis „Nostra Aetate”, jakim z wiernymi podzielił się sam papież Paweł VI. W przemówieniu na Anioł Pański w dniu 17 października 1965 roku ojciec święty opisywał tekst przyjęty przez ojców soborowych, mówiąc:
„Potwierdza się tam, że jest tylko jedna religia prawdziwa i że jest nią ta, którą mamy szczęście i obowiązek praktykować; ale równocześnie uznaje się, że powinniśmy mieć szacunek względem innych religii ze względu na to, co dobrego i prawdziwego zawierają, oraz że powinniśmy dobrze traktować i kochać ich wyznawców. Prawo miłości stosuje się do wszystkich […]”.
Jednostronność i wybrakowanie
Widać więc, że w samej treści „Nostra Aetate” relatywizacji obowiązku głoszenia wiary, czy prawdziwości chrześcijaństwa nie znajdziemy. A mimo to wypaczenia Dialogu Międzyreligijnego zewsząd rzucają się w oczy. Wydaje się, że soborowy dokument – choć nie literalnie – to w pewien sposób do obecnej katastrofy się przyczynił.
W jaki? W odpowiedzi na to pytanie pomaga powrót do wątku żydowskiego Deklaracji. W szerokim opracowaniu dokumentu w ramach cyklu omówienia dokumentów SW II na łamach magazynu „Christianitas” Paweł Milcarek wskazywał istotne kulisy powstania „Nostra Aetate”:
„Punktem wyjścia w powstaniu tej deklaracji była intencja wyrażenia pozytywnego odniesienia Kościoła do Żydów. Jednak w okresie przygotowań do Soboru intencja ta nie wyraziła się w żaden sposób w szerokich konsultacjach, które Komisja Przed-przygotowawcza podjęła ze wszystkimi biskupami Kościoła katolickiego, z przełożonymi zakonów, z uniwersytetami i wydziałami katolickimi oraz, last but not least, z dykasteriami Kurii Rzymskiej: mimo że w ramach tych konsultacji wskazywano na mnóstwo różnych kwestii wymagających podjęcia, nie było tam żadnej wzmianki o kwestii żydowskiej”.
Trzeba zwrócić uwagę na ten aspekt. Intencją towarzyszącą wydaniu Deklaracji nie było pełne przedstawienie prawdy o tym, czym z perspektywy chrześcijańskiej jest innowierstwo. Chodziło o wyrażenie pozytywnego stosunku względem doświadczonych w czasie II Wojny Światowej Żydów. Jak pisał dalej Paweł Milcarek:
„Wszystko wskazuje na to, że nie myślał o tym również początkowo Jan XXIII. Myśl o wprowadzeniu sprawy żydowskiej jako osobnego punktu w agendzie soborowej powstała w nim dopiero w trakcie odbytej 13 czerwca 1960 roku dwudziestominutowej rozmowy z Julesem Isaakiem, który prosił Papieża o oczyszczenie myśli katolickiej z „pogardy” dla Żydów. Jan XXIII obiecał mu działania w tej sprawie, równocześnie prosząc swego rozmówcę o skontaktowanie się z kard. Augustinem Beą SJ, którego kilka dni wcześniej mianował przewodniczącym nowo tworzonego Sekretariatu ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Kontakt ten nastąpił, a jego efektem był wniosek kard. Bei o podjęcie kwestii żydowskiej na Soborze – wniosek zaakceptowany przez Papieża”.
Pomijając dalszą część tego ważnego opracowania, odnajdujemy tu kluczowy problem. Choć „Nostra Aetate” błędnowierstwa, ani judaizmu samych w sobie nie aprobuje, to okazuje się tekstem skrajnie jednostronnym. Wynika to z celu jego publikacji. Miała ona ocieplić stosunku z innowiercami i wyrazić pochwałę tego, co jest dobre, w innych religiach. Jednocześnie to, co złe, czyli, fakt, że stanowią one zafałszowanie prawdy o Bogu i ich wyznawców utrzymują w błędzie religijnym, nie zostaje nawet wspomniane. A przecież trudno nie zauważyć, że w wypadku np. muzułmanina, który odrzuca Ewangelię zostając przy Mahomecie, islam jest buntem przeciwko boskiej prawdzie i źródłem zagrożenia potępieniem wiecznym.
Z powodu „wizerunkowego” celu publikacji Deklaracji nie znajdujemy w niej w pełni wyrażonego stosunku do innych religii, a jego wyidealizowany obraz. Za to wskazania, które zdaniem Pawła VI „potwierdzają, że tylko jedna religia jest prawdziwa” mają wydźwięk delikatny i możliwy do zrelatywizowania.
Kościół musi być konkretny
Powszechne dziś w Kościele błędy „dialogu międzyreligijnego” i zamęt panujący w tym zakresie wydaje się zatem ważną przestrogą…Pisanie dokumentów Urzędu Nauczycielskiego pod dyktando pewnej polityki wizerunkowej to pomysł nie najlepszy. Ich zadaniem jest bowiem podawać katolicką prawdę, a nie stanowić narzędzie polepszania odbioru chrześcijaństwa przez zsekularyzowany świat i wyznawców fałszywych doktryn religijnych. Zamęt jest koniecznym owocem odejścia od tej zasady. A odwrócić go… trudno.
Dowodzi tego fakt, że w zeszłych dekadach papieże ostrzegali przed „postępowym” rozumieniem stosunku chrześcijaństwa do innych religii. Mimo, że Paweł VI uwrażliwiał w „Ecclesiam Suam”, by Kościół w „dialogu” nie uległ pokusie relatywizacji prawdy; Mimo, że Jan Paweł II w „Redemptoris Missio” zauważył, że błędne interpretacje teologiczne po SW II doprowadziły do spadku zapału misyjnego; Mimo deklaracji Dominus Iesus, która jednoznacznie przypomniała o „jedyności i powszechności zbawczej Chrystusa i Kościoła” błędy dialogu międzyreligijnego mają się świetnie. Progresistom dano w ręce kluczowe narzędzie – szansę na powoływanie się na soborowy autorytet przy jednoczesnym rozwadnianiu doktryny. Siejące zamęt wypowiedzi papieży i ich udział w międzyreligijnych zlotach oczywiście sprawie nie pomógł. Nie sposób wieczne mówić o tym, „co dobre” w innych religiach i oczekiwać, że ludzie nie uznają, że w takim razie dobre są one same…
Globalne przywództwo zamiast Christianitas
Wizerunkowe intencje, które wzięły górę nad doktrynalnymi w publikacji „Nostra Aetate” są, jak się zdaje, wynikiem pewnej znaczącej zmiany. Po tym, jak Rzym stracił przewodnictwo cywilizacyjne wraz z rewolucją i sekularyzacją Christianitas Paweł VI, Jan XXIII i bliskie im koła chciały na nowo uczynić go duchowym autorytetem ludzkości – ale tym razem już globalnej, międzynarodowej i wieloreligijnej „cywilizacji praw człowieka”. Pozytywne odniesienie do innowierstwa dla zaangażowania Kościoła w projekt rodem z „Pacem in Terris” Jana XXIII, czy „Populorum Progressio” Pawła VI było koniecznym narzędziem. Wydaje się, że prawda o konflikcie chrześcijaństwa z fałszywymi religiami stała się tu swego rodzaju zakładnikiem…
Chęć wykucia międzyreligijnego przymierza wokół spraw społecznych – promocji praw człowieka, czy ochrony klimatu – dziś pozostaje nie mniej silna, niż wtedy. Pytanie zatem, czy w tym dążeniu Kościół[?? to masoni w Watykanie.. md] aby na pewno się nie pogubił… W końcu jego cel jest przede wszystkim nadprzyrodzony: to zaprowadzenie świętej religii aż po krańce ziemi i sprawowania na całym globie świętych sakramentów. Jeżeli społeczne dążenia mają wyznaczać temu pierwszemu ramy i narzucać mu jakąś cenzurę, to należy jest z całą pewnością zrewidować. Inaczej czeka nas więcej bolesnych przypomnień, że Civitas Dei i Civitas Terrana współistnieć zgodnie nie mogą.
Bycie Kościołem synodalnym oznacza uznanie, że prawdy się nie posiada, ale szuka się jej wspólnie, pozwalając się prowadzić sercu niespokojnemu i zakochanemu w Miłości. Papież Leon XIV/X
Papież LEON XIV Pisze, że Kościół (synodalny) nie posiada prawdy, ale wspólnie (nie pisze z kim) jej szuka. Kościół Katolicki POSIADA PRAWDĘ, całą i w pełni. Czy Kościół synodalny to już nie Kościół Katolicki?/Dawid Mysior/X
Przez fakt ustanowienia wolności wszystkich kultów bez rozróżnienia, prawda jest pomieszana z błędem, a święta i niepokalana Oblubienica Chrystusa, Kościół, poza którym nie ma zbawienia, zrównany jest z heretyckimi sektami, a nawet z żydowską wiarołomnością. Pius VII /Przedsoborowo na każdy dzień/X
Sergiusz Muszynski/X napisał: Stolica Apostolska zapowiada zorganizowanie w dniu 28 X spotkania międzyreligijnego z okazji 60-lecia deklaracji Nostra Aetate II Soboru Watykańskiego. Rzym opisuje wydarzenia jako świętowanie „60 lat dialogu, przyjaźni i współpracy między wyznawcami religii całego świata”. Udział w niej wezmą przywódcy i przedstawiciele judaizmu, islamu, hinduizmu, dżinizmu, sikhizmu, buddyzmu, zoroastryzmu, konfucjanizmu, taoizmu, szintoizmu oraz – jak to opisano – „tradycyjnych religii afrykańskich”.
Program obejmuje muzykę, osobiste świadectwa oraz występy kulturalne, które mają „celebrować jedność pośród różnorodności”. Punktem kulminacyjnym ma być przemówienie Leona XIV oraz „modlitwa o pokój”. Zwięzła zapowiedź zawarta w komunikacie prasowym Watykanu budzi u mnie skojarzenia ze skandalicznym spotkaniem międzyreligijnym w Asyżu, które w 1986 roku zorganizował Jan Paweł II. Spotkaniem, które stało się symbolem posoborowego indyferentyzmu oraz fałszywego ekumenizmu.
Podkreślmy, że zadaniem Kościoła nie jest dbanie o „jedność w różnorodności”, braterstwo wszystkich religii ani fałszywy pokój, oparty o naturalistyczne podstawy.
Tak swoje cele definiowało wolnomularstwo, a nie Kościół Chrystusowy. Kościół został bowiem powołany do nawracania żydów, heretyków i pogan – a nie do utwierdzania ich na drodze do piekła lub zapraszania do składania hołdów swym fałszywym bożkom.
Jednoznacznie podkreślił to Pius XI w encyklice Mortalium Animos, w której napiętnował fałszywy ekumenizm oraz spotkania międzyreligijne. Stwierdził, że stoi za nimi z jednej strony fałszywe przekonanie o rzekomym braku jedności Kościoła (to w odniesieniu do heretyków), a z drugiej chęć „zjednania w braterstwie” wszystkich religii – co oczywiście papież z całą mocą potępił. Nic dziwnego, ponieważ – jak stwierdziłem wyżej – tak swój cel mogłaby opisać masoneria, a nie Kościół. Papież podkreślił, że takie spotkania łatwo prowadzą do indyferentyzmu i modernizmu – „ani Stolica Apostolska nie może uczestniczyć w ich zjazdach, ani też wolno wiernym zabierać głosu lub wspomagać podobne poczynania”.
Podobnie nauczał św. Pius X, który potępił Sillon, m. in. za bycie „międzywyznaniowym stowarzyszeniem na rzecz reformy cywilizacji”. Potępił jego cel, czyli „rządy sprawiedliwości i miłości” z ludźmi wyznającymi wszystkie religie. Określił sillonizm jako chęć budowy religii, która będzie „bardziej uniwersalna niż Kościół katolicki, łącząca wszystkich ludzi, którzy w końcu stali się braćmi i towarzyszami w «Królestwie Bożym»”. Tymczasem – jak naucza święty papież – jedność może zrealizować się wyłącznie przez katolicką miłość bliźniego i prawdziwą wiarę. Odstępcy mają obowiązek ją przyjąć. Nie może być przecież żadnego pokoju bez Księcia Pokoju, jakim jest Jezus Chrystus, a więc bez jednoczenia wszystkich ludzi w prawdzie, której wyłącznym depozytariuszem jest Kościół.
Przypomnijmy, że zgodnie z normami prawa kanonicznego z 1917 roku, communicatio in sacris z innowiercami skutkowało popadnięciem w stan podejrzenia herezji z mocy samego prawa./Sergiusz Muszynski/X
Ekumenizm przybiera w Kościele katolickim coraz bardziej kuriozalne oblicza. Do Watykanu przybył król Anglii, Karol III – w momencie największego chyba upadku wspólnoty anglikańskiej.
Schizmy anglikańskiej być może nie byłoby, gdyby nie kwestia rozwodu. Henryk VIII poprosił papieża o dyspensę na małżeństwo pomimo faktu zawarcia małżeństwa już wcześniej. Król takiej zgody oczywiście nie otrzymał i w efekcie wypowiedział Rzymowi posłuszeństwo. Został w efekcie ekskomunikowany – ostatecznie, wszystko zaczęło się właśnie od sprawy rozwodu…
Od tego czasu angielski król, stojący formalnie na czele schizmatyckiej wspólnoty anglikańskiej, nie gościł u Ojca Świętego. Teraz zmieniło się to wraz z wizytą króla Karola III.
Problem w tym, że Karol III wziął ze sobą… Kamilę, swoją „drugą żonę”. W 1996 roku Karol rozwiódł się z Dianą. Diana zmarła w 1997 roku; ale nowa „żona” Karola III też miała wcześniej męża… Można byłoby powiedzieć, że przyjazd akurat tego króla do papieża jest swoistym chichotem historii – gdyby nie fakt, że nie chodzi tu o ślepy los, ale ludzkie decyzje. Tak właśnie wygląda dziś ekumenizm.
A przecież na tym jeszcze nie koniec. Wizyta zwierzchnika tzw. Kościoła Anglii w Rzymie odbywa się krótko po ogłoszeniu, że najważniejszą „duchowną” pozycję w anglikanizmie będzie mieć kobieta, pani Sarah Mullally. Niedawno mianowano ją tzw. „arcybiskupem Canterbury”.
W odpowiedzi na tę decyzję około 80 proc. anglikanów na świecie zerwało z Londynem, uznając, że Anglicy odeszli od biblijnej tradycji. Kościół katolicki nie uznaje sukcesji apostolskiej u anglikanów, co ogłosił papież Leon XIII w 1896 roku; niemniej jednak powierzenie urzędu tzw. arcybiskupa Canterbury właśnie pani Mullally dość jasno pokazuje, że dialog ekumeniczny z anglikanami nie skończy się żadną jednością. Trzeba pamiętać, że Mullally demonstrowała też swoją przychylność wobec legalnej aborcji. Poparła też w roku 2023 zgodę na błogosławienie pseudo-małżeństw homoseksualnych w ramach anglikańskiej liturgii.
Leon XIV spotkał się zatem z dawniej rozwiedzionym królem Anglii w momencie, w którym anglikanie znajdują się nieledwie na samym dnie gdy idzie o ich zerwanie z katolicką tradycją. Sama Sarah Mullally nie towarzyszyła królowi, bo formalnie obejmie urząd w Canterbury dopiero w przyszłym roku. Był za to tzw. arcybiskup Yorku, Stephen Cottrell – zresztą wielki zwolennik osadzenia w Canterbury właśnie pani Mullally.
Z okazji wizyty króla Karola zorganizowano wspólne katolicko-anglikańskie nabożeństwo w Kaplicy Sykstyńskiej. Na jednym tronie siedział biskup Rzymu, papież, Wikariusz Chrystusa, najwyższy zwierzchnik autentycznego Kościoła Chrystusowego. Na drugim – król schizmatyckiej Anglii i przywódca heretyckiego pseudo-kościoła, wraz ze swoją nieprawowitą żoną. Powiedziałoby się: gorszące, i to jak gorszące! Ale czy nas coś jeszcze dziś gorszy?…
Watykan wysłał życzenia „szczęśliwego Diwali”. To hinduistyczne święto poświęcone pogańskim bóstwom. Katolickie media podkreślają, że w życzeniach nie ma w nich słowa o Jezusie.
Watykańska Dykasteria ds. Dialogu Międzyreligijnego opublikowała list z „najlepszymi życzeniami” dla wyznawców hinduizmu przygotowującymi się do obchodów święta „Diwali”. To hinduistyczny nowy rok połączony z ichnią wiarą.
Hinduistyczny nowy rok opiera się na mitologii i zachęca do świętowania zwycięstwa prawdy nad fałszem, światła nad ciemnością, życia nad śmiercią i dobra nad złem.
„List Watykanu nie wykorzystuje okazji, by wskazać hinduistom jedynego i wielkiego zwycięzcę prawdy nad fałszem, światła nad ciemnością, życia nad śmiercią i dobra nad złem – Jezusa Chrystusa” – podkreśla lifesitenews.com.
List podpisali prefekt Dykasterii, kardynał George Jacob Koovakada i sekretarz ks. prałat Indunil Janakaratne Kodithuwakku Kankanamalage.
„Ani razu nie wspominają imienia Jezusa ani nie wskazują na Niego jako na jedynej 'drogi, prawdy i życia’ (Ewangelia według św. Jana 14,6)” – zaznaczyła redakcja LSN.
Diwali łączy się z rytualnymi modłami do hinduistycznych bóstw, przez katolików uznawanych za pogańskie i fałszywe. Wśród nich są „Maa Lakszmi, bogini bogactwa i dobrobytu i Pan Rama”, którego „triumf nad złem jest centralnym punktem obchodów Diwali”, jak wskazuje California Family Council (CFC).
„Do innych bogów należą Sita, bogini płodności i oddania; Hanuman, bóg małp; Kali, bogini mocy i zniszczenia” – zauważa CFC.
„Catholic Answers” wskazuje, że hinduizm naucza fałszywej równości religii.
„Hinduizm jest popularny, ponieważ, podobnie jak buddyzm, unika konfliktów, wierząc, że wszystkie tradycje religijne to różne ścieżki do tego samego celu” – napisał Anthony Clark w artykule z 2012 roku.
„Ale, jak zobaczymy, jest to sprzeczność: Twierdzenie, że dwa sprzeczne stanowiska są w rzeczywistości korelatywne, jest nie tylko irracjonalne, ale i nieprawdziwe” – wyjaśnił.
„Katolicyzm jest 'jedyną prawdziwą wiarą, opartą na naturalnych i objawionych pewnikach danych przez Jedynego Boga’, a zatem 'nie może on, za pomocą zdrowego rozumowania, wpasować się w ideały pluralizmu religijnego’” – wyjaśnił Clark.
We wspomnianym artykule przytoczono też katolickiego apologetę Petera Kreefta. Zwrócił uwagę na problemy dotyczące tzw. mistyki Wschodu.
– Według mistycyzmu Wschodu indywidualność jest iluzją. Nie chodzi o to, że nie jesteśmy realni, ale o to, że nie jesteśmy odrębni od Boga ani od siebie nawzajem – mówił Kreeft.
Jak widać, Watykan za Leona XIV brnie za Franciszkiem w herezję wspierania wielu religii.