Premier Leszek Miller o Romanie Dmowskim. „Dziedzictwo”.

Premier Leszek Miller o Romanie Dmowskim

Pozostając niezmiennie politycznym fanem premiera Leszka Millera – jak określił mnie jeden z radykalnych kolegów – wybrałem się do Nowej Huty. Tam właśnie w Klubie Technika odbyło się spotkanie z byłym premierem zorganizowane przez Kolegę Romana Jedynaka. Premier promował książkę „Alfabet Millera”.

Dzwonią po spotkaniu liczni Koledzy i pytają – jak było? Prawdę pisząc nic nowego. Premier wszedł i pozamiatał – stałość stanowiska, wiedza, klasa i dowcip. Zgruzował „zorganizowaną grupę idiotów” udających lewicę jak również bezrozumną politykę rządu względem Ukrainy. To poziom styl znacznie przewyższający czynnych polityków w III RP. Jak zauważyły obecne na sali panie – 80-letni premier ma formę zdrowego 50-latka.

Jak wiecie byłem jakiś czas temu na spotkaniu w Będzinie z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Kolega poprosił, bym porównał te dwa spotkania. Nie ma czego porównywać – bo to jak zderzenie Pałacu Kultury i Nauki ze sławojką. Tu nie idzie nawet już o nieporównywalną wiedzę i wynikającą z niej troskę o dobro wspólne, ale nawet zwykłą kulturę wypowiedzi.

Dla mnie jako endeka miodem na serce były słowa premiera Leszka Millera o przywódcy narodowej demokracji Romanie Dmowskim. To drugi po Józefie Oleksym premier o lewicowym rodowodzie, który docenia działalność przywódcy narodowej demokracji. Niewielu – również stronników idei narodowej – dziś pamięta, że to premier Józef Oleksy w imieniu SLD rekomendował Sejmowi przyjęcie uchwały uznającej wielkie zasługi Romana Dmowskiego.

Premier Leszek Miller na moje pytanie o stosunek do autora „Upadku myśli konserwatywnej” odpowiedział:

„Dmowski jest jednym z ojców naszej niepodległości. Cieszę się bardzo, że jest jego pomnik. Cieszę się bardzo, że jest jego pomnik. Wprawdzie skromny, ale zawsze jak idę Alejami Ujazdowskimi to mijam ten pomnik. Po drugiej stronie zresztą stoi pomnik, równie skromny Daszyńskiego. Dmowski będąc w Paryżu, uczestnicząc w wielu narach, konferencjach, dyskusjach bardzo się przyczynił do wzmocnienia pozycji Polski. Do tego, że Polska niepodległość odzyskała. A więc ci wszyscy ludzie, którzy dezawuują postać Dmowskiego, którzy robią sobie szyderkę z tego i tak dalej i tak dalej … najczęściej nie wiedza po prostu z kim mają do czynienia. Nie znają żadnej historii.

Jest kilka książek Dmowskiego, między innymi, bardzo ciekawa książka „Myśli nowoczesnego Polaka” (…) Mnie wśród wielu cytatów, które zapamiętałem, podoba się taki. Nie wiem czy go przytoczę wiernie, ale sens jest taki – Dmowski powiedział – że jest w Polsce wielu Polaków, którzy bardziej nienawidzą Rosję, niż kochają Polskę. To można dedykować wielu Polakom, którzy tak właśnie postępują. Ich nienawiść do Rosji, jest ważniejsza niż miłość do ojczyzny”.

To jest różnica między lewicą a lewactwem. Porównajcie wyważony język premiera Leszka Millera z tym co bredzi Czarzasty, Żukowska, Biedroń, Śmiszek i całe stado tych dziwacznych kobiet o podwójnym nazwisku.

Myślę, że czas by spotkać się w Katowicach …

Łukasz Jastrzębski

=================================

audiobook Roman Dmowski „Dziedzictwo” – tę wspaniałą pracę wykonał Marek Miśko, dzielnie walczący o Polskę i prawdę, świetnie się sprawdził jako lektor

 https://www.youtube.com/watch?v=AUTfpZATC74&list=PLLp73yq2lwunkjetMa78MG2S4rl4zyvsk)

Dziedzictwo

Dziedzictwo

Roman Dmowski, Kazimierz Wybranowski

25,20 zł

Dziedzictwo

„Dziedzictwo” to świetna powieść autorstwa Romana Dmowskiego – wybitnego polskiego polityka XX wieku – napisana pod pseudonimem Kazimierz Wybranowski. Ta wydana blisko 100 lat temu kontrowersyjna (nawet dzisiaj) książka jest interesującym świadectwem historycznym i pasjonującą lekturą. Autor genialnie łączy różne wątki w jedną spójną całość. Możemy więc znaleźć tutaj wątek kryminalny, wątek zdrady, zemsty, miłości, polityki. Bohaterowie są doskonale przedstawieni pod względem psychologicznym, ale znajdziemy też kwintesencję charakterystyki narodu polskiego i żydowskiego.

Bardzo obszernie został ukazany proces demaskowania działalności wolnomularstwa, werbowania do jego szeregów nowych adeptów i odkrywania, kto tak naprawdę stoi ponad tym tajnym stowarzyszeniem. Roman Dmowski kilkukrotnie sam otrzymał propozycje wstąpienia do tego „Związku uczynnych grabarzy”, zatem z pewnością wiedział o czym pisał. Język, którym się posługuje jest, tak jak w jego pracach politycznych, oszczędny, ale także dosadny i precyzyjny niczym skalpel.

Autor potrafi budować napięcie i utrzymywać czytelnika w ciągłej niepewności, dzięki czemu trudno oderwać się od lektury. Książka ta, mimo że została wydana w 1931 roku, jest wciąż aktualna w dzisiejszej Polsce. [Sezar, lubimyczytac.pl] Rewelacyjna książka! Wciągająca akcja, napisana wartko i ciekawie, bez poprawności politycznej, bez zbędnych opisów, z niesamowicie intrygująca fabułą, która prawdopodobnie opiera się na doświadczeniach samego pisarza. Przeczytałem jednym tchem! [Aztor, lubimyczytac.pl] Interesująca i przenikliwa ocena minionych czasów. Podwójna treść dla tych którzy potrafią czytać między wierszami. Polecam! [mmtte, lubimyczytac.pl] Świetna historia, mocni bohaterowie, ponadczasowe wartości – klasyka rodzimej literatury. Szczerze polecam. [Bitel, lubimyczytac.pl] Dmowski przedstawił w powieści kilka istotnych wątków, które bezpośrednio wiążą się z ówczesną sytuacją i położeniem Narodu Polskiego.

Odbiciem tego złożonego położenia jest walka głównego bohatera, Zbigniewa Twardowskiego z podstępnym mecenasem Culmerem, który reprezentuje interesy międzynarodowego żydostwa i masonerii. Twardowski stara się rozwikłać zagadkę śmierci swego stryja, za którą odpowiedzialność ponosi Culmer. Rozpoczyna się rywalizacja dwóch indywidualności wyznających dwa odmienne systemy wartości, które autor szczegółowo naświetla. Twardowski to postać utożsamiająca pragnienia Narodu Polskiego, to postać mówiąca językiem Polskiego Obozu Narodowego, z kolei Culmer, to przebiegły i skorumpowany adwokat, to osoba dla której osiągnięcie zamierzonych celów usprawiedliwia naruszanie wszelkich granic, nie cofnie się on przed niczym, nawet przed zbrodnią. [tylna strona okładki, Ostoja 2020]

Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane redakcji.

O AUTORZE. Roman Dmowski (1864-1939) – jeden z ojców niepodległej Polski, polityk, publicysta polityczny. Poseł na Sejm Ustawodawczy II Rzeczypospolitej (1919-1922). Minister spraw zagranicznych (1923) Główny ideolog polskiego nacjonalizmu. Współzałożyciel, pod koniec XIX wieku, Narodowej Demokracji (endecji). Przeciwnik polityczny Józefa Piłsudskiego.

W roku 1919 wraz z Ignacym Paderewskim reprezentował Polskę na konferencji pokojowej w Wersalu, której rezultatem był powrót naszego kraju na mapę Europy po 123 latach zaborów. Po dokonanym w 1926 roku przez Józefa Piłsudskiego zamachu majowym, Dmowski powołał w Obóz Wielkiej Polski, organizację narodową, która stopniowo stała się najsilniejszym ruchem politycznym w Polsce; organizacją najpierw represjonowaną a następnie zdelegalizowaną przez rządy sanacyjne w 1933 roku.

Druga prowokacja Zełenskiego. Budanow.

Druga prowokacja Zełenskiego

Leszek Miller myslpolska/miller-druga-prowokacja-zelenskiego

Jeśli uznać decyzję prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” za świadomą prowokację, to wysłanie gen. Kyryła Budanowa do Warszawy było jej logiczną kontynuacją.

Budanow należy do ścisłego kierownictwa państwa ukraińskiego, które konsekwentnie rehabilituje tradycje OUN i UPA. Wielokrotnie publicznie wychwalał UPA, a kilka tygodni temu – uczestnicząc w uroczystości ponownego pochówku Andrija Melnyka – oddał hołd jednemu z liderów OUN, kolaborantowi nazistowskich Niemiec. Budanow nie wykonał żadnego gestu pojednawczego. Przekazał natomiast jasny sygnał: „rozmawiamy, ale nie zamierzamy rezygnować z gloryfikacji naszych bohaterów”.

Takie działania wzmacnia brak zdecydowanej reakcji Zachodu, a przede wszystkim Polski. Po uroczystym sprowadzeniu i państwowym pochówku szczątków Melnyka protest zgłosił jedynie Izrael. Tymczasem wypowiedzi niektórych polskich polityków w stylu „nie będziemy meblować Ukrainie historii” tylko zachęcają Kijów do kolejnych prowokacji.

Decyzja Zełenskiego nie jest wyjątkiem – to reguła stosowana od lat.

Prezydenci Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski i Andrzej Duda odznaczyli Orderem Orła Białego prezydentów Ukrainy: Wiktora Juszczenkę, Petra Poroszenkę i Wołodymyra Zełenskiego. Wszyscy trzej aktywnie uczestniczyli w procesie wybielania zbrodni UPA, uznawaniu jej członków za „bohaterów i kombatantów walki o niepodległość”, przyznawaniu im przywilejów oraz nagradzaniu ich działań zbrojnych. W Polsce przez długi czas panowało w tej sprawie kłopotliwe milczenie.

Na tym tle postawa prezydenta Karola Nawrockiego zasługuje na szacunek. Po raz pierwszy od wielu lat mamy wrażenie, że polskie państwo realnie stoi na straży pamięci o ukraińskim ludobójstwie na Wołyniu i w Galicji Wschodniej i domaga się prawdy historycznej bez oglądania się na polityczną poprawność.

Strona ukraińska często powtarza, że UPA „walczyła przede wszystkim z Sowietami”. Fakty są jednak inne. Według dostępnych danych z rąk UPA zginęło około 8340 żołnierzy i funkcjonariuszy radzieckich. Jednocześnie ukraińscy nacjonaliści wymordowali ok. 100–150 tysięcy bezbronnych polskich cywilów – w tym dziesiątki tysięcy kobiet, dzieci i starców.

Gdy ktoś twierdzi, że UPA „bohatersko walczyła z Sowietami”, warto zadać proste pytanie: dlaczego z rąk tej formacji zginęło ponad dziesięciokrotnie więcej polskiej ludności niż radzieckich żołnierzy i funkcjonariuszy KGB? Ta dysproporcja najlepiej pokazuje prawdziwą naturę działań UPA i jej zbrodniczy charakter.

Leszek Miller

Fot. Kancelaria Prezydenta RP (X)

Miller: Czarzasty i kot Behemot

Miller: Czarzasty i kot Behemot

Włodzimierz Czarzasty pokazał się w Kijowie jak kurier, który przywozi dobrą „nowinę w imieniu całej demokratycznej Europy.” Ta nowina to obietnica szybkiej integracji Ukrainy z UE, którą Ukraińcy słyszeli już setki razy, ale po raz pierwszy od osoby tak charyzmatycznej i prawdomównej.

Szczerze mówiąc śmiałe oświadczenie marszałka było aktem odwagi graniczącym z metafizyką. Nie wiadomo bowiem, czy w Brukseli i w stolicach państw unijnych już o tym wiedzą. Osobiście uważam, że Czarzasty uległ mistycyzmowi Bułhakowa, o co w Kijowie jest nie trudno, a zwłaszcza urokowi kota Behemota, który miał w zwyczaju grać w szachy i częstować damy czystym spirytusem. Jestem pewien, że wizerunek ogromnego czarnego czworonoga o błyszczących, dzikich, żółto-zielonych oczach skłaniał Czarzastego do wygłaszania tyrad, które jednych wprawiały w osłupienie, a innych w czarną rozpacz ku nieukrywanej radości przewrotnego kocura.

Zostawiając kota na boku trzeba zaznaczyć, że Polska pod Czarzastym zaczęła się liczyć. Decyduje, kto dostanie (a raczej nie dostanie) Nobla, kogo przyjmą do Unii, a kto ma jeszcze poczekać w przedsionku historii. Wreszcie ktoś przełamał te traktaty i kryteria kopenhaskie, uciążliwe procedury, jednomyślności i rozdziały negocjacyjne. Po co nam żmudne acquis communautaire, skoro mamy elokwencję i dobre serce?

Problem polega na tym, że nikt nie upoważnił pana Czarzastego do wygłaszania takich deklaracji. Nie jest szefem rządu, nie jest prezydentem, nie reprezentuje Rady Europejskiej ani Komisji. Ale to drobiazg. W polityce najważniejsze jest przecież poczucie misji. Kompetencje są przereklamowane.

Samo wystąpienie w Kijowie było pokazem infantylizmu i pustych uprzejmości. Poziom lewicowej małolatki na szkolnej akademii. Dużo miłości, zero konkretu. Żenujące wyznania uczuć i moralne uniesienia. Ani słowa o twardych interesach Polski.

I wreszcie frazes: „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. A wolnej Ukrainy nie może być bez wolnej Polski”. Brzmi wzruszająco. Ma rodowód sięgający 1920 roku i romantyczną aurę wspólnego zmagania z bolszewizmem. Problem w tym, że historia Europy Wschodniej nie była wyłącznie poematem o wzajemnej wolności.

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia, których ideowi i polityczni spadkobiercy rządzą dziś na Ukrainie nie operowały logiką „wzajemnej wolności”. Ich program zakładał suwerenną i czystą etnicznie Ukrainę także kosztem konfliktu z Polską – i w praktyce oznaczał walkę z polską obecnością na wielu obszarach. Tak narodziły się rzezie wołyńskie określone w oficjalnej uchwale Sejmu jako ludobójstwo. To słowo jest obecne w polskiej pamięci państwowej, ale nie w słowniku polskich polityków.

W słowniku marszałka Sejmu też go nie ma. Jest za to banderowski okrzyk: „Chwała Ukrainie” którym Czarzasty posłużył się przemawiając w Radzie Najwyższej.

To szczególnie hańbiące, jeśli zważyć, że te właśnie słowa słyszeli jako ostatnie Polacy zarzynani przez banderowskich zbirów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Jeżeli ktoś kto mieni się Polakiem nie rozumie co znaczą słowa wypowiadane nad dołami śmierci, ten igra z pamięcią własnego narodu. Jeśli ktoś nie rozumie ciężaru tych słów, to znaczy, że bardziej zależy mu na oklaskach za granicą niż na pamięci własnego narodu.

Leszek Miller