Postęp: Brytyjskie sklepy z narkotykami na głównych ulicach

Brytyjskie sklepy z narkotykami na głównych ulicach

Tymoteusz Bojczuk


salon24/tymoteuszbojczuk/brytyjskie-sklepy-z-narkotykami-na-glownych-ulicach

Nie ma miłości na tym świecie. Ale są łatwo dostępne substancje twarde i miękkie. Ekstazyjne i tajemnicujące. Jest nawet gaz rozweselający, który może uszkadzać mózg. W pełni rozwinięty kapitalizm, prowadzony przez wybitnie uzdolnioną ludność kolorową. Reportaż autorstwa lewicowego BBC — BBC, które już porzuciło złudzenia.

„”

Z pozoru to zwykłe osiedlowe mini-markety oferujące gazowane napoje, słodycze i artykuły pierwszej potrzeby. W rzeczywistości – prężnie działające punkty dystrybucji narkotyków kontrolowane przez zorganizowane grupy przestępcze. Najnowsze dziennikarskie śledztwo brytyjskiego nadawcy z użyciem ukrytej kamery obnaża brutalną prawdę o upadku tamtejszych ulic handlowych (High Streets), gdzie kokaina, marihuana i leki na receptę są sprzedawane równie łatwo jak puszka coli.

Dziennikarze BBC przeprowadzili prowokację w czterech sąsiadujących ze sobą miasteczkach w regionie West Midlands. To, co odkryli, przypomina sceny z gangsterskich filmów, a jedno z anonimowych źródeł w organach ścigania opisało sytuację na tamtejszych ulicach krótko: „bezprawie”. Legitymujący się uczciwi przedsiębiorcy skarżą się na zastraszanie przez gangi i bycie świadkami przemocy z użyciem noży i broni palnej.

Problem nie jest jednak lokalny.

Według National Crime Agency (NCA) oraz brytyjskiej inspekcji handlowej (CTSI), zorganizowane grupy przestępcze w całym kraju przejmują witryny sklepowe, by zyskać przyczółek do handlu nielegalnymi substancjami. Od Bideford w hrabstwie Devon, przez Great Yarmouth w Norfolk, aż po Belfast w Irlandii Północnej – powiązano już ponad 70 sklepów z handlem m.in. heroiną i metamfetaminą.

„Mam zioło, koks, wszystko. Cokolwiek zechcesz”

W Cradley Heath, po doniesieniach sygnalisty o tym, że gangi narkotykowe wymknęły się spod kontroli na 300-metrowym odcinku głównej ulicy, dziennikarze pod przykrywką odwiedzili sklep o nazwie Cradley Market. Wystarczyło zaledwie kilka sekund, by mężczyzna za ladą sprzedał badaczowi 3,5 grama marihuany za 30 funtów. Transakcja odbyła się na zapleczu, tuż za półkami z pieluchami i napojami.

Gdy dziennikarz zapytał o kokainę, sprzedawca (przedstawiający się jako Akwa) wykonał jeden telefon. Kilka godzin później gram kokainy został dostarczony do sklepu i sprzedany za 95 funtów. Na tym jednak nie koniec – sprzedawca pokazał na telefonie zdjęcia dostępnych leków na receptę, w tym pregabaliny (leku stosowanego w leczeniu stanów lękowych i padaczki, którego nadużywanie prowadzi w UK do gwałtownego wzrostu zgonów), zachęcając do robienia zdjęć i polecania towaru znajomym.

Sklepy pod okiem „czujek” i gaz rozweselający dla dzieci

Sytuacja wygląda równie dramatycznie w sąsiednim Dudley. Kuldeep Maan, szef lokalnej inspekcji handlowej, przyznaje, że skala problemu jest najgorsza od 20 lat. W ciągu zaledwie 12 miesięcy zamknięto tam 39 sklepów za sprzedaż nielegalnych papierosów, ale podczas nalotów rutynowo znajdowano w nich marihuanę, kokainę, podrobione leki i podtlenek azotu (gaz rozweselający).

Zorganizowane grupy nie działają w próżni. Przed sklepami stoją tzw. „czujki” (spotters), wypatrujące ewentualnych nalotów policji. Ekipa BBC była nawet śledzona i fotografowana przez pracowników sklepów na Dudley High Street.

Dziennikarze obnażyli również przerażający proceder sprzedaży gazu rozweselającego, który jest niezwykle popularny wśród brytyjskiej młodzieży, a jego rekreacyjne wdychanie jest nielegalne i może powodować uszkodzenia mózgu. W centrum Dudley, w sklepie Dawood Grocery, dziennikarz poprosił o butle z gazem. Otrzymał reklamówkę z balonami (służącymi do wdychania) i polecenie, by poczekać na rogu ulicy. Kilka minut później zakapturzony mężczyzna bez słowa wymienił kanister z gazem na 25 funtów w gotówce. Okoliczni przedsiębiorcy potwierdzają, że regularnie widzą osoby wdychające gaz kupiony w tym właśnie miejscu.

W innym mieście, Brierley Hill, obsługa sklepu skierowała kupujących bezpośrednio do mieszkania na piętrze, gdzie z powodzeniem zakupiono marihuanę. Ekipa BBC musiała jednak w pewnym momencie wycofać się ze względów bezpieczeństwa, gdy w mieszkaniu pojawiły się dwa duże psy w typie pitbulla bez obroży i smyczy.

Co na to władze?

Kiedy sprawa wyszła na jaw (część nagranych sprzedawców po fakcie wszystkiemu zaprzeczyła), politycy zaczęli bić na alarm. Liam Byrne, poseł Partii Pracy i przewodniczący Komisji Biznesu i Handlu, wezwał rząd do pilnego działania. „Nie odbudujemy naszych High Streets, dopóki nie wytniemy tego raka, jakim jest zorganizowana przestępczość” – stwierdził stanowczo.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (Home Office) oraz lokalna policja w West Midlands zapowiedziały podjęcie „najsurowszych możliwych działań”. Pytanie jednak, czy walka z przestępczością, która zdążyła już wrosnąć w tkankę miejską i ukryć się za witrynami sklepów spożywczych, nie została podjęta o kilka lat za późno. Brytyjskie ulice handlowe, niegdyś wizytówka tętniących życiem miast, dziś w wielu miejscach stają się strefami zdominowanymi przez gangi, w których kupno twardych narkotyków jest równie proste, co poranne wyjście po bułki i mleko.

bbc.com/news/articles

Szalom Azulai powinien dostać Nobla – głosi rabin Szalom Ber Stambler. Za handel narkotykami i pranie brudnych pieniędzy, ok. 3 mld zł.?

Szalom Lior Azulai oskarżony o handel narkotykami i pranie pieniędzy.

Rabin Szalom Ber Stambler twierdzi, że [ten drugi Szalom] jest pobożny i powinien dostać Nobla

21.02.2026 nczas/szalom-lior-azulai-oskarzony-o-handel-narkotykami-i-pranie-pieniedzy-rabin-twierdzi-ze-jest-pobozny-i-powinien-dostac-nobla

szalom lior azulai
NCZAS.INFO | Szalom Lior Azulai / prnt scrn polsatnews.pl

Dwóch obcokrajowców zostało oskarżonych o pranie brudnych pieniędzy na terenie Polski. Jeden z nich to Żyd Szalom Lior Azulai [w 2022 roku zgodził się na publikację wizerunku – red.], który przekonuje, że jest niewinny.

Gigantyczne środki pochodzące z obrotu narkotykami, ok. 3 mld zł, poddawane były tzw. praniu pieniędzy, czyli ich legalizacji. Jedna ze spółek, która była „operatorem” tych transferów, działała na terenie Polski. Rachunki obsługiwał bank w Skierniewicach – powiedział po wczorajszym posiedzeniu sądu prokurator Marcin Kucharski i dodał, że jest to „absolutnie nietypowa sprawa”. W obronie Żyda staje rabin Szalom Ber Stambler, który naciska, by Szalom Lior Azulai mógł wyjechać z kraju.

„Onet” podkreśla, że jest to „największe zabezpieczenie środków w historii polskiej prokuratury”.

„Śledczy z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu już w 2018 r. zabezpieczyli na kontach Banku Spółdzielczego w Skierniewicach 1,4 mld zł. Postępowanie było prowadzone w kierunku handlu narkotykami i prania brudnych pieniędzy” – czytamy.

Sprawa sięga jeszcze czasów rządów PiS. Ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przekazał informację o „największym w historii prokuratury” przejęciu brudnych pieniędzy.

Prokuratura ustaliła, że mafia, którą miał kierować Szalom Lior Azulai przemycała do 100 kg kokainy miesięcznie. Ukrywana była ona w generatorach prądu. Wartość nielegalnego interesu łącznie przekroczyła 3 mld zł.

Pieniądze prano przez kryptowaluty oraz sieć spółek pośredniczących. Spółkami zarządzał Iwan M. L. Obaj oskarżeni twierdzą, że są niewinni.

W piątek w Sądzie Okręgowym w Warszawie zjawili się obaj oskarżeni. Obrońca Szaloma Liora Azulaaia, adw. Ryszard Kalisz złożył wniosek o zniesienie środka zapobiegawczego w postaci zakazu opuszczania kraju.

„Przypomnijmy, że Azulai, obywatel Izraela, w 2022 r. opuścił areszt po wpłaceniu kaucji. Od tamtego czasu sąd nie pozwala mu wyjeżdżać z Polski. Mężczyzna ma rezydencję w Panamie. Prokuratura obawia się, że jeśli opuściłby Polskę, to już by nigdy do niej nie wrócił” – podaje onet.pl.

Sąd ma podobne obawy, co śledczy.

– Według sądu nie można uchylić tego środka, ponieważ postępowanie w sprawie nadal się toczy, a argumentacja obrońcy dyskredytuje zebrany materiał dowodowy praktycznie w całości. O ile obrońca jak najbardziej ma do tego prawo, o tyle sąd nie może sobie pozwolić na tym etapie na takie potraktowanie materiału – powiedziała sędzia prowadząca.

– Sąd rozumie, że postępowanie toczy się długo, że oskarżony z całą pewnością cierpi, będąc rozłączony ze swoją rodziną i środowiskiem, ale zarzuty stawiane oskarżonemu w tej sprawie są na tyle poważne, że dalsze stosowanie środków zapobiegawczych jest niezbędne. Uchylenie tego środka miałoby taką konsekwencję procesową, że dalsze kontynuowanie postępowania bez oskarżonego nie byłoby możliwe – dodała.

Głos zabrał rabin Szalom Ber Stambler. Wygłosił on „świadectwo” na temat oskarżonego.

– Poznałem go, odkąd wyszedł na wolność. Muszę powiedzieć, że znam go głęboko. Jestem jego opiekunem duchowym. Kiedy go przedstawiam innym, to mówię, że on powinien dostać nagrodę Nobla – przekonywał rabin.

– On przez 1,5 roku jest zupełnie sam w Polsce. Jest odizolowany od rodziny i to wytrzymuje. Pojawia się u nas na modlitwie trzy razy dziennie, bez względu na pogodę i humor. Ja widzę, jak bardzo mu jest ciężko. Jego 6-letni syn bierze udział w konkursie wiedzy biblijnej i zaraz wybiera się na finał do Nowego Jorku. Jego żona złapała tego syna, jak czytał w wyszukiwarce Google o swoim tacie. I w ten sposób dopiero dowiedział się, jakie zarzuty są stawiane jego ojcu – kontynuował.

W przerwie posiedzenia prokurator, który sformułował akt oskarżenia w sprawie powiedział, że zarówno handel narkotykami jak i pranie brudnych pieniędzy miały miejsce z udziałem obu głównych oskarżonych.

– W mojej ocenie istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo popełnienia tych czynów. W ramach postępowania ustaliliśmy, że gigantyczne pieniądze pochodzące z obrotu narkotykami, ok. 3 mld zł, poddawane było tzw. praniu pieniędzy, czyli ich legalizacji. To już odbywało się m.in. na terenie Polski. Jedna ze spółek, która była „operatorem” tych transferów działała na terenie Polski. Rachunki tych spółek obsługiwał bank w Skierniewicach – powiedział „Onetowi” Marcin Kucharski z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu.

Dodał, że prokuratura wykonała ogromną pracę, a sprawa jest „absolutnie nietypowa”.

– Sposób zabezpieczania się grup przestępczych, żeby to nie wyszło, jest bardzo skomplikowany. Służby polskie działały w naprawdę znakomitej kooperatywie ze służbami amerykańskimi, izraelskimi, belgijskimi, czy np. śledczymi z Chile. To pozwoliło na połączenie tych nitek i doprowadziło do nietypowego aktu oskarżenia – podkreślił Kucharski.

Sam Żyd w rozmowie z „Onetem” zapewnia, że „absolutnie w żaden sposób nie jest związany ze sprawą”.

– To jest nagonka i budowanie sprawy na podstawie zeznań jednego funkcjonariusza z USA. Od samego początku próbuję tłumaczyć, że w żaden sposób nie jestem z tym związany. Na ostatniej rozprawie w grudniu 2025 r. również potwierdziłem, że nie mam z tym nic wspólnego. To stwarzanie sprawy, która nie ma żadnych podstaw prawnych – głosił Szalom Lior Azulai.

Kolejna rozprawa ma odbyć się 27 marca. Zeznawać ma jeden z biegłych z zakresu kryptowalut.

=============

mail:

mail:

Słuszna inicjatywa pana rabina. Jednak myślę, że 3 mld. to za niski próg: Takich jest pełno. Zacząłbym od 20 miliardów, ale z 10% prowizji dla Komitetu Noblowskiego co nie??

Ukraińskie i meksykańskie kartele. Narkobiznes w Polsce rośnie

Ukraińcy i meksykańskie kartele.

Narkobiznes w Polsce rośnie

przez imigrantów

23.01.2026 nczas/ukraincy-i-meksykanskie-kartele-narkobiznes-w-polsce-rosnie-przez-imigrantow/

Rekordową ilość 29 ton narkotyków przejęło w ubiegłym roku CBŚP, z tego większość pochodziła z nielegalnych fabryk w kraju. „Ale narkobiznes zmienia oblicze – do gry wchodzą cudzoziemskie grupy przestępcze, w tym z Meksyku” – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”.

„Rodzimy czarny rynek na dobre zawojowały 'kryształy’, zwane 'kokainą dla ubogich’ – w ubiegłym roku policjanci CBŚP przechwycili ich dwukrotnie więcej niż rok wcześniej” – wskazują dane, które poznała „Rz”.

– Zdecydowana większość, ponad 20 ton narkotyków zabezpieczonych przez policję w ubiegłym roku, została wyprodukowana w Polsce, w nielegalnych laboratoriach należących do zorganizowanych grup przestępczych – powiedział gazecie podinsp. Michał Aleksandrowicz, naczelnik Wydziału do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Narkotykowej Centralnego Biura Śledczego Policji.

CBŚP odebrało gangom w minionym roku łącznie 29 ton narkotyków – to więcej o 7,3 tony niż w 2024 r. i o drugie tyle niż dwa lata temu, gdy było to 14 ton. Spadł popyt na marihuanę i haszysz, a kokainy przejęto 3,8 tony, czyli o blisko pół tony mniej.

Boom dotyczył narkotyków syntetycznych – to tzw. kryształy, do których zalicza się klefedron, klofedron czy Alfa PVP (narkotyki z grupy katynonów). Działają podobnie jak kokaina, są niebezpieczne, ale nieporównanie tańsze.

„Przejęto ich aż 18 ton, rok wcześniej – 9,7 tony. Z kolei ilość mefedronu z rodzimych fabryk wzrosła pięciokrotnie – ze 111 kg do 560 kg” – informuje „Rzeczpospolita”.

„Kryształy” powstają w krajowych laboratoriach – w ubiegłym roku CBŚP rozbiło 58 z nich, rok wcześniej – 60. Tyle że obecne są większe, bardziej profesjonalne, działające z rozmachem.

– Często z jednego rozbitego laboratorium zabezpieczamy narkotyki o czarnorynkowej wartości od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych – powiedział gazecie Aleksandrowicz.

Zmienia się profil narko-przestępców – w proceder wchodzą cudzoziemcy. Echem odbiło się pierwsze w historii CBŚP rozbite laboratorium metadonu w Polsce, które założyli Ukraińcy.

Produkcja czy przemyt narkotyków są zdominowane przez rodzime grupy przestępcze, jednak są również grupy rosyjskojęzyczne, a w ostatnim czasie pojawili się Meksykanie powiązani z jednym z największych karteli w Ameryce Północnej.

– Na wczesnym etapie ich laboratoria zostały rozbite, a oni zatrzymani – powiedział „Rz” Aleksandrowicz.