Szczyt NATO w Ankarze – szantaż w celu odnowienia relacji wasalskich

Szczyt NATO w Ankarze – szantaż w celu odnowienia relacji wasalskich

Deklaracja końcowa ze szczytu NATO w Ankarze pisze Thomas Röper na swym portalu – jest najkrótsza od co najmniej ćwierćwiecza. Składa się zaledwie z sześciu punktów, podczas gdy deklaracje ze szczytów NATO zazwyczaj zawierały kilkudziesiąt akapitów rozciągniętych na wiele stron. Po raz pierwszy w deklaracji nie wspomniano również o dacie ani miejscu kolejnego szczytu.

Pierwotnie kolejny szczyt NATO miał się odbyć w Albanii w przyszłym roku, ale ponieważ rząd albański naraził się Trumpowi, Albania nie jest już wspominana. Co więcej, doniesienia wskazują, że kolejny szczyt NATO może w ogóle nie odbyć się w przyszłym roku. Aby uniknąć trudnych spotkań z Trumpem, Europejczycy podobno rozważają organizowanie szczytów NATO co dwa lata, a nie co roku.

W związku z tym, zamiast zwyczajowo podać miejsce i datę kolejnego szczytu NATO, deklaracja kończy się następująco: „Dziękujemy Turcji za jej hojną gościnność. Z niecierpliwością czekamy na nasze kolejne spotkanie”.

Jako że omówienie tych sześciu punktów nie wniesie nam nic nowego i nie wydaje się być czytelniczo interesujące, zamieszczę tu artykuł Sevim Dagdelen. Pisze ona:

NATO świętowało w Ankarze ataki USA na Iran i kontynuowało przygotowania gruntu pod bezpośrednią wojnę z Rosją. Pod wpływem otwartego szantażu Donalda Trumpa europejscy wasale posłusznie oddają się w ręce wroga – finansowo, militarnie i egzystencjalnie.

Na szczycie NATO w dniach 7 i 8 lipca 2026 roku w Ankarze sojusz wojskowy postawił sobie za cel ponowne, gruntowne zdyskredytowanie mitu wspólnoty wartości i obrony. Podczas gdy prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan nakazał aresztowanie setek naukowców i dziennikarzy przed spotkaniem sojuszu wojskowego, aby prewencyjnie stłumić protesty, sekretarz generalny NATO Mark Rutte określił niedawne ataki największego członka NATO, Stanów Zjednoczonych, na Iran jako ‚absolutnie konieczne’.

Szantaż USA i wasalstwo Europy

W świetle narastających sprzeczności w NATO, wynikających z przeciążenia zasobów i społecznych kosztów remilitaryzacji, należy podkreślić stałą wasalną relację między europejskimi członkami NATO, w tym Turcją i Kanadą, a Stanami Zjednoczonymi. Za prezydenta USA Donalda Trumpa szantaż stał się taktyką stosowaną do odnawiania tej wasalnej relacji. Podczas gdy prezydent Trump grozi – na przykład ponowną groźbą aneksji Grenlandii lub wycofaniem ochrony USA – Europejczycy muszą zadać sobie pytanie, jak zadowolić Trumpa. Tymczasem Stany Zjednoczone bezkompromisowo narzucają Europejczykom swoje zasadnicze żądania.

Recep Tayyip Erdogan, Karol Nawrocki, Donald Trump

Rekordowe wydatki na zbrojenia i przygotowania do wojny

Znaczny wzrost wydatków wojskowych europejskich członków NATO okazuje się prawdziwą licencją na dodruk pieniędzy dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, a także dla amerykańskich funduszy inwestycyjnych, takich jak BlackRock, które posiadają znaczące udziały w niemieckich fabrykach broni, takich jak Rheinmetall. Niemcy, na przykład, odnotowują w tym roku rekordowe wydatki wojskowe na rzecz NATO w wysokości prawie 125 miliardów euro. Rząd niemiecki zamierza zwiększyć tę kwotę do 140 miliardów euro do 2027 roku. Ponad jedna trzecia budżetu federalnego jest przeznaczana na zbrojenia, a w ciągu kilku lat ma to być prawie połowa. Czy jednak można nadal mówić o zbrojeniach w kraju, który połowę swojego budżetu przeznacza na wojsko, czy raczej o przygotowaniach do wielkiej wojny?

Jest faktem, że Stany Zjednoczone również odniosły całkowitą przewagę w stosunkach z Rosją i Ukrainą. NATO w Ankarze obiera kurs na wojnę z Rosją. Jednak to Europejczycy zostaną wysłani do walki z potęgą atomową, Rosją. Uzgodniono wcześniej, że Ukraina otrzyma 140 miliardów euro w ciągu najbliższych dwóch lat na kontynuację wojny. Podczas gdy Stany Zjednoczone wycofały się z finansowania, Niemcy stały się największym sponsorem Kijowa.

Stopień, w jakim wojna zastępcza NATO na Ukrainie przerodziła się już w wojnę NATO z Rosją, był również widoczny w wypowiedzi sekretarza generalnego NATO Ruttego podczas spotkania z premierem Ukrainy Zełenskim: „To naprawdę wspaniale. Udaje wam się uderzyć w rosyjską infrastrukturę energetyczną i obronną, głęboko na terytorium Rosji”. To są ataki, które byłyby niemożliwe bez aktywnego wsparcia NATO. W Ankarze NATO zamierza podjąć kolejny krok, kurczowo trzymając się niebezpiecznej iluzji, że może zmusić mocarstwo nuklearne, Rosję, do kapitulacji.

Wykorzystywanie europejskich sojuszników

Polityka szantażu Trumpa wynika z pragmatyzmu: upadek USA można powstrzymać, wykorzystując ich europejskich sojuszników. Podczas gdy Stany Zjednoczone osiągnęły już swój cel w stosunkach z Rosją, zachęcają Europejczyków, a zwłaszcza Niemców, do wojny z Moskwą, Trump dąży też do większego zaangażowania europejskich członków NATO w Azji Wschodniej i Zachodniej przeciwko Chinom i Iranowi. Zamierza wykorzystać swoje groźby, aby zapewnić sobie większy udział Europy w wojnach z Teheranem oraz w działaniach przeciwko Pekinowi.

Wszystkie dotychczasowe doświadczenia pokazują, że Stany Zjednoczone mogą ostatecznie odnieść w tym sukces, nawet jeśli będzie to kosztować Europejczyków ich istnienie.

Napisała: Sevim Dagdelen

Opracował: Zygmunt Białas

NATO zmieniło mandat misji Baltic Skies Guard na misję bojową

NATO zmieniło mandat misji Baltic Skies Guard na misję bojową.

Od 2004 roku myśliwce państw członkowskich Sojuszu stacjonują rotacyjnie w litewskiej bazie lotniczej Zokniai.

8 lipca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

WILNO, 8 lipca. /TASS/. Kierownictwo NATO zmieniło mandat misji nadzoru przestrzeni powietrznej państw bałtyckich z patrolowego na bojowy. Prezydent Litwy Gitanas Nausėda poinformował agencję BNS:

„Jednym ze znaczących rezultatów szczytu NATO w Ankarze jest decyzja o przeklasyfikowaniu misji patrolowania przestrzeni powietrznej NATO na misję obrony powietrznej” – agencja cytuje słowa głowy państwa.

Sojusznicy NATO sprawują kontrolę nad przestrzenią powietrzną państw bałtyckich, które nie posiadają własnych sił powietrznych. Od 2004 roku myśliwce państw członkowskich sojuszu stacjonują rotacyjnie w bazie lotniczej Zokniai na Litwie. Od kwietnia 2014 roku druga część misji stacjonuje w bazie lotniczej Ämari w Estonii.

Policja powietrzna monitoruje przestrzeń powietrzną, podobnie jak policjanci dbają o porządek publiczny na ulicach. To nie jest misja wojskowa. Format wojskowy pozwoli myśliwcom sojuszu uczestniczyć w operacjach bojowych i zintegrować się z planami obronnymi Litwy.

Ostateczna deklaracja szczytu NATO jest najkrótsza w historii

=====

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-abschlusserklaerung-des-nato-gipfels-ist-die-kuerzeste-in-der-geschichte

Ukraina, Iran i Rosja

Ostateczna deklaracja szczytu NATO jest najkrótsza w historii

Ostateczna deklaracja szczytu NATO jest najkrótsza od bardzo dawna i zawiera zaledwie sześć punktów. Co dokładnie ogłosiło NATO, a czego nie?

Anti-Spiegel 8 lipiec  2026

Deklaracja końcowa szczytu NATO w Ankarze jest najkrótsza od co najmniej ćwierćwiecza. Składa się zaledwie z sześciu punktów, podczas gdy deklaracje szczytów NATO zazwyczaj składają się z kilkudziesięciu akapitów rozciągniętych na wiele stron. Po raz pierwszy w deklaracji nie podano również daty ani miejsca kolejnego szczytu.

Pierwotnie kolejny szczyt NATO miał się odbyć w Albanii w przyszłym roku, ale ponieważ rząd albański naraził się Trumpowi, Albania nie jest już wspominana. Co więcej, doniesienia wskazują, że kolejny szczyt NATO może w ogóle się nie odbyć w przyszłym roku. Aby uniknąć trudnych spotkań z Trumpem, Europejczycy podobno zamierzają organizować szczyty NATO co dwa lata, a nie co roku.

W związku z tym, zamiast zwyczajowo podać miejsce i datę kolejnego szczytu NATO, deklaracja kończy się następująco:

„Dziękujemy Turcji za jej hojną gościnność. Z niecierpliwością czekamy na nasze kolejne spotkanie”.

„Zagrożenie ze strony Rosji”

W swojej deklaracji przywódcy NATO podkreślają, że Rosja stanowi „długoterminowe zagrożenie” dla wspólnoty euroatlantyckiej:

„Aby przeciwdziałać długoterminowemu zagrożeniu, jakie Rosja stwarza dla bezpieczeństwa i stabilności euroatlantyckiej, a także stałemu zagrożeniu terroryzmem, Sojusznicy wdrażają zobowiązania podjęte na szczycie w Hadze”.

Chociaż europejskie media i politycy z entuzjazmem donoszą, że Stany Zjednoczone „wracają do walki” z Rosją, co ciekawe, Rosja jest wymieniona w deklaracji tylko raz. Słowo „Rosja” nie pojawia się również w części poświęconej wsparciu dla Ukrainy.

Nawiasem mówiąc, w przeciwieństwie do poprzednich deklaracji końcowych NATO, w tym roku Chiny nie są w ogóle wspomniane.

Pomoc dla Kijowa

Państwa NATO przekażą Ukrainie 70 miliardów euro w 2026 roku i zobowiążą się do wspierania kraju na tym samym poziomie w 2027 roku:

„Ukraina wnosi istotny wkład w bezpieczeństwo transatlantyckie, a Sojusznicy są zjednoczeni w swoim niezachwianym wsparciu dla Ukrainy i obronie jej wolności, suwerenności i integralności terytorialnej. (…) Do 2026 roku Sojusznicy zobowiązują się do przekazania Ukrainie 70 miliardów euro na sprzęt wojskowy, wsparcie i szkolenia oraz potwierdzają swoje suwerenne zobowiązanie do utrzymania tego wsparcia co najmniej na równoważnym poziomie do 2027 roku. W tym kontekście z zadowoleniem przyjmujemy decyzję Unii Europejskiej o udzieleniu Ukrainie wieloletniego finansowania w ramach Pożyczki na Wsparcie dla Ukrainy”.

Fragment, który wstawiłem w cytacie, zawiera kluczowy element, który chciałbym zacytować osobno:

„Europejscy sojusznicy i Kanada finansują obecnie większość wsparcia bezpieczeństwa dla Ukrainy, zarówno dwustronnego, jak i wielostronnego. Sojusznicy podkreślają, że to wsparcie musi być sprawiedliwe, przewidywalne i zrównoważone w perspektywie długoterminowej”.

Mówiąc wprost, ten punkt dotyczący Ukrainy oznacza, że ​​chociaż państwa NATO zobowiązały się do przekazania Ukrainie 70 miliardów euro, nie ma wiążącego porozumienia co do sposobu podziału tych środków. Każdy kraj sam decyduje, czy i ile przekaże Ukrainie. Ciekawe zatem, czy pieniądze rzeczywiście zostaną przekazane i kto ostatecznie ile wniesie.

Sformułowanie to jest zatem słabym kompromisem, ponieważ państwa europejskie, takie jak Niemcy, nalegały na uwzględnienie kwoty 70 miliardów euro w deklaracji, podczas gdy inne państwa europejskie – takie jak Węgry, które nawet pod rządami nowego rządu odmawiają dostaw broni dla Ukrainy – nie chcą w tym uczestniczyć i z pewnością nie chcą być do tego zobowiązane. To samo dotyczy oczywiście Stanów Zjednoczonych, które nie udzielają już Ukrainie żadnej pomocy, a jedynie czerpią zyski ze sprzedaży broni.

Co więcej, deklaracja nie zawiera żadnej wzmianki o przyjęciu Ukrainy do NATO. Kwestia ta jest ewidentnie nieaktualna.

Iran

Deklaracja stwierdza, że ​​Iran nie może utrudniać swobody żeglugi w Cieśninie Ormuz ani rozwijać broni jądrowej. Nie nakłada ona na europejskie państwa NATO obowiązku udzielania USA pomocy w sprawach Iranu ani w usuwaniu min z Cieśniny Ormuz. O Iranie wspomniano jedynie pobieżnie.

Jednak, jak zwykle, Sojusznicy podkreślają swoje zobowiązanie do przestrzegania Artykułu 5 dotyczącego obrony zbiorowej. Każdy, kto zapoznał się z Artykułem 5, wie jednak, że w rzeczywistości do niczego on nie zobowiązuje. To stwierdzenie jest jednak standardem w deklaracjach końcowych NATO.

Miliardy z Europy do USA

Najwyraźniej dążąc do zadowolenia Trumpa, deklaracja końcowa szczegółowo podkreśla, ile pieniędzy Europejczycy i Kanada już wydają na obronność i zamierzają przeznaczyć na nią w przyszłości:

„W 2025 roku europejscy sojusznicy i Kanada zwiększyli swoje inwestycje w obronę jądrową o ponad 139 miliardów dolarów. Nasze inwestycje zapewniają niezbędne możliwości, jednocześnie wzmacniając naszą bazę przemysłową i naszą odporność. Dzisiaj w Ankarze ogłaszamy nowe zakupy o wartości ponad 50 miliardów dolarów i zobowiązujemy się do rozbudowy wspólnych mocy produkcyjnych oraz współpracy z przemysłem w celu przyspieszenia innowacji”.

Ważne jest, aby zrozumieć, że chodzi tu przede wszystkim o zakup broni od Stanów Zjednoczonych i utworzenie zakładów produkcyjnych amerykańskiej broni w Europie. Nawet jeśli część tej broni będzie w przyszłości produkowana w Europie, amerykańscy wykonawcy zbrojeniowi otrzymają oczywiście lwią część finansowania.

To po raz kolejny pokazuje, czym NATO jest przede wszystkim: Amerykańskim instrumentem kontroli Europejczyków, a przede wszystkim instrumentem mającym na celu przekazywanie funduszy z Europy do kieszeni amerykańskich producentów broni. I nadal działa znakomicie.

Ukraina i koniec NATO

Scott Ritter: Ukraina i koniec NATO

Scott Ritter: Zostałem zaproszony do wygłoszenia przemówienia na konferencji w Stambule pt. „Bezpieczeństwo globalne a konferencja NATO”, zorganizowanej przez Centrum Badawcze Inicjatywy Globalnych Cywilizacji. Oto moje przygotowane wystąpienie.

W związku z tym, że konflikt między Rosją a Ukrainą wkracza w piąty rok, nadszedł najwyższy czas, aby państwa członkowskie NATO dokonały oceny sytuacji i zastanowiły się, co to oznacza dla przyszłości sojuszu transatlantyckiego. Zachodnie media głównego nurtu i ich platformy w mediach społecznościowych propagują narrację skupioną na ‚zmęczeniu Rosji’, odporności Ukrainy i determinacji Zachodu, wyraźnie czerpiąc przyjemność z podkreślania argumentów opartych na stworzonej przez Rosję sytuacji, która ciągnie się już dłużej niż Wielka Wojna Ojczyźniana z lat 1941–1945. Ta narracja jest zgodna z oficjalnym stanowiskiem większości państw członkowskich NATO, co nie dziwi, biorąc pod uwagę bliskie powiązania między mediami kontrolowanymi przez korporacje a rządami, które utrzymują z tymi korporacjami relacje typu ‚drzwi obrotowe’.

Ten obraz jest celowo mylący, ponieważ nie ma odzwierciedlać prawdy opartej na faktach, lecz raczej rozpowszechniać fikcję, mającą na celu manipulowanie opinią publiczną w sposób umożliwiający podtrzymywanie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego aż do zamierzonego końca – strategicznego pokonania Rosji. Cel ten jest oficjalnym stanowiskiem NATO i jego kluczowych państw członkowskich i był wielokrotnie potwierdzany od czasu jego pierwotnego sformułowania w maju 2022 roku. Koncepcja opiera się na trzech filarach: załamaniu gospodarczym Rosji spowodowanym sankcjami gospodarczymi, wyczerpaniu militarnym Rosji w wyniku niekończącej się wojny finansowanej przez zbiorowość Zachodu oraz rozpadzie rosyjskich struktur społecznych, co ma doprowadzić do obalenia rosyjskiego rządu prezydenta Władimira Putina.

Jednak ta koncepcja ma poważną wadę: jest nieskuteczna. Rosyjska gospodarka rośnie, zamiast się kurczyć, i udało jej się znaleźć równowagę między potrzebami ekonomicznymi społeczeństwa konsumpcyjnego a masową ekspansją przemysłu zbrojeniowego – do tego stopnia, że Rosja prześciga obecnie swoich zachodnich konkurentów w produkcji broni krytycznej. Rosyjska armia staje się silniejsza, a nie słabsza, i odnosi sukcesy na skomplikowanym polu bitwy – pomimo wysiłków całego Zachodu, by ją osłabić poprzez pozornie niekończącą się wojnę zastępczą z Ukrainą. Co więcej, rząd prezydenta Rosji Władimira Putina nadal cieszy się poparciem nie tylko większości rosyjskiego społeczeństwa – frustrując tych, którzy marzą o sprowokowaniu ‚moskiewskiego majdanu’ – ale także świata poza wąskimi ramami wspólnoty transatlantyckiej.

Te same filary, które plan działania NATO ma na celu zdemontować w Rosji, w rzeczywistości kruszą się w samym NATO. Kryzys energetyczny, wywołany przez dobrowolne odcięcie się Europy od rosyjskich dostaw energii i zaostrzony wojną na Bliskim Wschodzie, doprowadził kilka dużych europejskich gospodarek na skraj załamania.

Siła militarna NATO znacznie zmalała w latach od upadku Związku Radzieckiego, do tego stopnia, że żaden z członków NATO nie jest w stanie skutecznie prowadzić na dużą skalę bitew lądowych w Europie, takich jak te, które obecnie toczą się między Rosją a Ukrainą.

Koszty związane z rozbudową sił NATO do poziomu niezbędnego do konfrontacji i pokonania armii rosyjskiej są zaporowo wysokie, co stanowi nieosiągalne cele dla większości, jeśli nie wszystkich, krajów europejskich, biorąc pod uwagę ogólnie opłakany stan europejskiej gospodarki. Ostatecznie elity polityczne i gospodarcze, które przejęły i utrzymały władzę w Europie w ciągu ostatnich trzech dekad, same są odsuwane na boczny tor. Wielka Brytania miała czterech premierów w ciągu czterech lat. Rząd niemiecki stoi na krawędzi upadku, podobnie jak rząd francuski. Krótko mówiąc, te same cele, które NATO zamierzało narzucić Rosji, są realizowane – nieumyślnie, ale skutecznie – w samych państwach członkowskich NATO.

Najbardziej szokującym aspektem obecnej sytuacji jest to, że nie jest to produkt uboczny krótkoterminowej błędnej kalkulacji, lecz rezultat dekad polityki. Jeszcze przed oficjalnym powstaniem NATO Stany Zjednoczone i Wielka Brytania planowały uczynić z terytorium Europy Środkowej, które obecnie obejmuje Ukrainę, ‚truciznę’  dla idei Wielkiej Rosji. Zarówno Jałta, jak i Poczdam posłużyły do odcięcia Rosji od terytoriów należących do Ukrainy w 2021 roku. CIA otwarcie współpracowała z byłymi pracownikami i organizacjami nazistowskiego wywiadu, budując antyrosyjski ruch oporu na Ukrainie, rekrutując jego członków z najgorszych zachodnich ukraińskich organizacji nacjonalistycznych, w tym tych kierowanych przez Stepana Banderę i Andrieja Melnyka.

Nawet po tym, jak Związek Radziecki zmiażdżył resztki tych pronazistowskich sił w latach 1954–1955, USA i NATO nadal fantazjowały o współpracy z ocalałymi elementami ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Amerykańskie siły specjalne planowały utworzenie rodzimych ruchów oporu na terytorium ZSRR, podczas gdy CIA propagowała odrażającą ideologię ukraińskiego nacjonalizmu poprzez bezpośrednie finansowanie i wsparcie szkoleniowe – praktyka ta trwała nieprzerwanie do 1990 roku.

Po zakończeniu zimnej wojny NATO współpracowało ze Stanami Zjednoczonymi w celu destabilizacji Rosji, pomagając w instalowaniu w Kijowie antyrosyjskich, proukraińskich rządów. Rozszerzenie NATO odbywało się w tajemnicy; prawdziwe motywy były ukrywane przed opinią publiczną przez tych, którzy postrzegali Rosję jako słabą i podatną na zwodnicze narracje. NATO było wspierane przez różne organizacje pozarządowe, które przeznaczały pieniądze i zasoby na realizację planu mającego na celu uczynienie wojny z Europą i NATO nieuniknioną.

W 1993 roku George Soros, który w dużym stopniu zaangażował się w zmianę reżimu w Rosji, opublikował artykuł, w którym pisał o nieuchronności i konieczności przemocy między NATO a Rosją. Soros otwarcie przyznał jednak, że NATO jako instytucja nie byłoby w stanie przetrwać konfliktu, w którym ciała setek tysięcy żołnierzy zostałyby odesłane do domu w workach na zwłoki. Zamiast tego, argumentował Soros, NATO musiałoby dostarczyć swój arsenał wojskowy wschodnioeuropejskiemu, nienależącemu do NATO państwu, które walczyłoby z Rosją jako pełnomocnik NATO.

Ten pełnomocnik zawsze był jednoznacznie identyfikowany jako Ukraina. Pomarańczowa rewolucja z 2004 roku była wspieraną przez NATO i finansowaną przez Sorosa operacją, mającą na celu zastąpienie prorosyjskiego Wiktora Janukowycza ukraińskimi nacjonalistami, takimi jak Wiktor Juszczenko, który otwarcie podzielał ideologię Stepana Bandery. Osiągnęła sukces.

Po politycznym powrocie Janukowycza w 2010 roku NATO wsparło wysiłki USA i UE zmierzające do przeprowadzenia w lutym 2014 roku brutalnego zamachu stanu, który obalił Janukowycza i zastąpił go ukraińskimi nacjonalistami – celowo stwarzając wydarzenia, które doprowadziły Rosję do rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku.

Współudział NATO w tej operacji jest oczywisty – NATO utworzyło na Ukrainie centra szkoleniowe, których misją było zbudowanie ukraińskiej armii zdolnej do przeciwstawienia się armii rosyjskiej. Działanie to jest dosłowną realizacją wizji Sorosa z 1993 roku, dotyczącej armii wschodnioeuropejskiej wyposażonej w sprzęt NATO.

I jest to sedno dzisiejszej sytuacji militarnej między Ukrainą a Rosją, gdzie miliony Ukraińców i miliardy dolarów z ukraińskich zasobów zostały poświęcone, aby umożliwić NATO nie do końca tajną wojnę z Rosją. Wojnę, którą NATO przegrywa z dużą przewagą.

Jak wiadomo, pierwszy Sekretarz Generalny NATO, Lord Ismay, stwierdził, że misją NATO jest „trzymanie Rosjan na dystans, Amerykanów w środku, a Niemców pod kontrolą”. Dziś widzimy NATO, z którego Amerykanie się wycofują, w którym Niemcy odzyskują siły, a Rosjanie są zmuszani wbrew swojej woli do bezpośredniej konfrontacji z NATO, które aktywnie dąży do wojny z Rosją do końca dekady.

Należy zauważyć, że NATO nie może sobie pozwolić na zbudowanie sił zbrojnych niezbędnych do zwycięstwa w bezpośrednim konflikcie z Rosją, a jakakolwiek wojna między NATO a Rosją nieuchronnie doprowadziłaby nie tylko do gospodarczej ruiny państw członkowskich, ale także do fizycznego zniszczenia społeczeństw, dla których ochrony NATO rzekomo zostało powołane.

W przyszłym miesiącu NATO zbierze się w Ankarze, aby omówić przyszłość organizacji, która straciła legitymację wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i może usprawiedliwić swoje istnienie jedynie poprzez ożywienie zagrożenia ze strony Rosji poprzez prowokowanie Moskwy za pomocą wojny zastępczej na Ukrainie. W obecnej sytuacji planowana przez NATO konfrontacja z Rosją jest dosłownie paktem samobójczym. Doprowadzi ona do klęski NATO i prawdopodobnego zniszczenia Europy. Szczyt w Ankarze może okazać się ostatnim szczytem NATO w historii. Europa zachowuje się dziś jak wściekły pies, a jedynym sposobem, aby społeczność mogła się przed nim obronić, jest zastrzelenie psa. Rosja przygotowuje się do zastrzelenia europejskiego psa.

Zapobieganie wojnie musi być priorytetem NATO w przyszłości. Wymaga to zaakceptowania gorzkiej prawdy, że zwycięstwo Rosji nad Ukrainą jest nieuniknione i że każda próba NATO, by osiągnąć alternatywny wynik poprzez eskalację konfliktu między Rosją a Ukrainą, doprowadzi jedynie do bezpośredniego konfliktu z Rosją, którego NATO nie może wygrać – a który prawdopodobnie wywoła wojnę nuklearną, która na zawsze zakończy eksperyment europejskiej cywilizacji.

NATO gra w niebezpieczną rosyjską ruletkę, gdzie każda komora nabojowa jest załadowana, a wynik jest pewny. Chyba że przestanie grać w tę grę. Wybór jest jasny – życie albo śmierć dla Europy i sojuszu transatlantyckiego. A decyzja zapadnie w przyszłym miesiącu w Ankarze. Dokonajmy mądrego wyboru.

Operacja Barbarossa – 85 lat później wrogowie Rosji znów rosną w siłę

© Zdjęcie: SCF

Operacja Barbarossa – 85 lat później wrogowie Rosji znów rosną w siłę.

Z kultury strategicznej

Zachodni imperializm i jego natowska broń, pełnomocnicy i media znów działają.

W tym tygodniu przypadała 85. rocznica inwazji nazistowskich Niemiec na Związek Radziecki – największej agresji w historii ludzkości. Również w tym tygodniu niemieckie czołgi, noszące nieomylne Żelazne Krzyże, przetoczyły się w kierunku granicy z Rosją wraz z innymi partnerami NATO w ramach ćwiczeń wojskowych cynicznie nazwanych „Operacja Tarcza Wolności”.

Naprawdę szokujące jest, jak historia powtarza się na tak kryminalną skalę – bezczelnie i pozornie przy obojętności społeczeństwa.

22 czerwca 1941 roku nazistowskie Niemcy rozpoczęły największą w historii inwazję militarną. W operacji Barbarossa uczestniczyły trzy miliony żołnierzy niemieckich oraz jednostki z krajów sprzymierzonych. Ten blitzkrieg zapoczątkował największy teatr II wojny światowej, znany w Rosji jako Wielka Wojna Ojczyźniana. Zginęło co najmniej 27 milionów obywateli radzieckich, w większości cywilów. Wyraziste nagrania z tamtego okresu pokazują rzędy ludzi rozstrzeliwanych i grzebanych w masowych mogiłach. W słynnej zbrodni we wrześniu 1941 roku ponad 33 000 cywilów zostało straconych w ciągu zaledwie dwóch dni w Babim Jarze, wąwozie niedaleko Kijowa.

Cztery lata później Armia Czerwona zepchnęła nazistowski Wehrmacht do Berlina, gdzie został ostatecznie pokonany.

Każda rosyjska rodzina była zszokowana horrorem i nieludzkim cierpieniem. Pamięć o tej katastrofie jest głęboko zakorzeniona w świadomości narodowej. Inwazja nazistowska była wojną na wyniszczenie, w której nie było litości dla mężczyzn, kobiet ani dzieci. „Ostateczne rozwiązanie” obejmowało systematyczną eksterminację Słowian, Żydów, komunistów, Romów i innych osób uważanych za „podludzi” zgodnie z nazistowską ideologią rasową. Niemiecki Wehrmacht i Einsatzgruppen były wspierane przez faszystowskie siły pomocnicze na Litwie, w innych krajach bałtyckich i na Ukrainie.

Dokładnie 85 lat później, 22 czerwca 2026 roku, na Litwie rozpoczęły się manewry NATO pod dowództwem armii niemieckiej. To właśnie w Probradė, miejscu odbywających się w tym tygodniu ćwiczeń wojskowych NATO, około 15 kilometrów od granicy z Białorusią, doszło do masakr dokonanych przez nazistów i ich kolaborantów.

Konsekwencje operacji Barbarossa są przerażająco głośne i wyraźne. Niemiecki minister obrony, Boris Pistorius, przewodził w tym tygodniu ćwiczeniom wojskowym NATO. W zachodnich mediach nie było ani wstydu, ani zażenowanych komentarzy.

Niemożliwe, żeby ta data była głupią pomyłką. To była celowa prowokacja. Niemiecki militaryzm znów rośnie w siłę i werbalnie atakuje Rosję. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosił cel uczynienia z Niemiec największej potęgi militarnej w Europie. Dowódcy NATO bezmyślnie rozważają atak na terytorium Rosji za pomocą pocisków dalekiego zasięgu i dronów.

Podobnie jak w czasie II wojny światowej, Litwa, państwa bałtyckie i Ukraina są pośrednikami agresji przeciwko Rosji.

W ostatnich latach kraje te ożywiły tendencje faszystowskie, oddając hołd wojskowym kolaborantom nazistowskich Niemiec. Pomniki ku czci brygad Waffen-SS odsłonięto na Litwie, Łotwie, w Estonii i na Ukrainie. Zaledwie w zeszłym miesiącu osławiony ukraiński przywódca nazistowski z czasów wojny, Andriej Melnyk, został oficjalnie pochowany w Kijowie z pełnymi honorami państwowymi, w obecności marionetkowego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Wywołało to ostry spór z Polską, ponieważ Melnyk i jego ukraińskie oddziały paramilitarne były odpowiedzialne za zamordowanie ponad 100 000 Polaków. Co godne uwagi, stolice europejskie i NATO starają się zatuszować tę kontrowersję, ponieważ obnaża ona prawdziwe, odrażające oblicze reżimu kijowskiego. Ujawnienie reżimu, co to mówi o NATO i UE? Podważyłoby to ich twierdzenia o „obronie ukraińskiej demokracji” przed Rosją i o tym, że Ukraina jest rzekomo bastionem dla reszty Europy.

Gloryfikacja ukraińskich kolaborantów nie jest zjawiskiem marginalnym i przypadkowym. W całej Europie wśród klasy politycznej powszechna jest tendencja do przepisywania historii II wojny światowej i tuszowania potwornej agresji na Związek Radziecki. Działania te wynikają z obecnego odrodzenia się rusofobii, która leży u podstaw polityki UE i NATO. Amerykańscy i europejscy przywódcy, zwani „kolektywnym Zachodem”, kierują się strategicznym celem pokonania Rosji, aby eksploatować jej ogromne zasoby naturalne. Ten sam cel przyświecał nazistowskim Niemcom i ich europejskim wspólnikom.

Tak jak w 1941 roku, propaganda NATO dziś wypacza rzeczywistość, oskarżając Rosję o stwarzanie bezpośredniego zagrożenia, przed którym należy się bronić. Cała Europa jest mobilizowana i militaryzowana, czemu towarzyszą ostrzeżenia o konieczności przygotowania się do wojny z Rosją. Bębny wojenne biją wściekle. Społeczeństwa europejskie są niszczone przez ten bezlitosny militaryzm, marnotrawstwo zasobów gospodarczych i obsesyjną wrogość wobec Rosji.

Założone w 1949 roku NATO kontynuuje działania tam, gdzie nazistowskie Niemcy poniosły porażkę. Posługuje się tymi samymi propagandowymi kliszami, aby przedstawić Rosjan jako barbarzyńców, których należy pokonać w imię pokoju i bezpieczeństwa.

Amerykańskie, brytyjskie, niemieckie, francuskie i inne natowskie rakiety i drony atakują głęboko w Rosji, zabijając cywilów i niszcząc kluczową infrastrukturę. Podobnie jak w przypadku operacji Barbarossa, wróg obiera sobie za cel Moskwę.

Niewiarygodne jest, że przerażające zbrodnie nazistowskich Niemiec przeciwko narodowi rosyjskiemu powtarzają się za naszych czasów.

Niesamowite jest też to, jak rażąco powtarza się historia.

Jak mogło dojść do takiej niesprawiedliwości? To zasługa propagandowej siły kontrolowanych przez Zachód mediów.

Wojna z Rosją jest przedstawiana jako pokój. Agresja jest przedstawiana jako obrona. Te same media ukrywają rehabilitację nazistów na Ukrainie i w krajach bałtyckich.

Kiedy niemieckie czołgi i artyleria, odznaczone Krzyżem Żelaznym, zbliżają się do granic Rosji, zachodnia opinia publiczna powinna być głęboko zaniepokojona tym, co się dzieje. Niestety, zbyt mało osób zdaje sobie sprawę z zagrożenia, ponieważ system propagandowy znany jako media informacyjne systematycznie kłamał. Prawda jest taka: europejscy i amerykańscy przywódcy napędzają wojnę światową, która pochłonie miliony ofiar.

Ambicje nazistowskich Niemiec, by podbić Rosję, wynikały z imperialistycznych celów, ideologii hegemonii i propagandowych kłamstw. Zachodni imperializm i jego natowska broń, partnerzy i media znów działają.

Źródło: Operacja Barbarossa, 85 lat później wrogowie Rosji znów się ruszają

Perspektywa wojny NATO – Rosja

Perspektywa wojny NATO – Rosja

28. czerwca 2026 Marek Wojcik world-scam/perspektywa-wojny-nato-rosja

Jeśli Rosja będzie kontynuować tę „wojnę na wyczerpanie” przez kolejne lata, zamiast szybko i zdecydowanie ją zakończyć, to około 2030 roku będzie bardziej niż kiedykolwiek narażona na zagrożenia inwazyjne ze strony „kordonu sanitarnego”, co zmusi ją albo do kapitulacji, albo do użycia broni jądrowej w obronie własnej. Tak napisał Andrzej Korybko na swoim blogu korybko.substack.com w czwartek w artykule: Jakie jest prawdopodobieństwo starcia NATO z Rosją około 2030 roku? Źródło.

Więcej czołgów, więcej samolotów, więcej okrętów podwodnych i większa liczebnie armia NATO – tak argumentują natowscy stratedzy szanse zwycięstwa podczas wymarzonego przez nich konfliktu z Rosją. Skrzętnie przy tym przemilczają znacznie większą przewagę koalicji USraela nad Iranem i rezultaty ich agresji. Ta nieodpowiedzialna kryminalna awantura skończyła się bezwarunkową kapitulacją USA.

Jedynie Izrael pomimo katastrofalnej sytuacji, pomimo porażki wobec ponoć słabszego Hezbollah, uparcie dąży do samounicestwienia. Premier Izraela wraz z małżonką zostanie, w momencie zakończenia działań wojennych kierowanego przezeń kraju, skazany za korupcję na wieloletnie więzienie.

Ten parasol „ochronny” USA jest stanowczo przeceniany.

Pojawiają się głosy, że Trump celowo rozpoczął wojnę w Zatoce Perskiej, żeby pozbyć się Netanjahu. Kolejna teoria wielowymiarowej gry szachowej. Chciałbym zwrócić uwagę, że w tej grze mistrzami świata są znacznie częściej Rosjanie, niż obywatele Stanów Zjednoczonych.

Historia pokazuje, że marionetki wybierane na przywódców, wykonują polecenia sponsorów, bez zawracania sobie głowy taką abstrakcją jak dobro narodu. Tak to funkcjonuje w Europie – stąd te prowojenne hasła, bez jakiegokolwiek pokrycia w realnym życiu. Polscy polskojęzyczni politycy, błagają Waszyngton o wzmocnienie, lub przynajmniej pozostawienie okupacyjnych baz wojskowych w celu ochrony przed spreparowaną agresją Rosji.

Domyślam się, że Putin napadnie Europę w celu wykradzenia patentu na trwałe przytwierdzanie plastikowych korków do butelek. Trudno byłoby dostrzec inny cel. No, chyba że odebranie rosyjskich pieniędzy zrabowanych przez Zachód.

Kolejny dowód na wsparcie teorii ewolucji.

Można powiedzieć, że tematem miał być konflikt NATO – Rosja, a ja piszę o Iranie i szachach. Słusznie, tylko że to są przykłady wyjaśniające bezsensowne zachowanie się podżegaczy wojennych. Ich działanie wyraźnie pokazuje, do jakich celów dążą globaliści.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Wojna wnika coraz głębiej w Rosję: Ile jeszcze ukłuć szpilką może znieść Moskwa?

Wojna wnika coraz głębiej w Rosję:

Ile jeszcze ukłuć szpilką

może znieść Moskwa?

Atak na rosyjską rafinerię ropy naftowej w obwodzie tiumeńskim, ponad 2000 kilometrów od granicy z Ukrainą, może oznaczać nowy punkt zwrotny w wojnie na Ukrainie. Nawet zachodnie media donoszą, że ukraińskie drony docierają do celów, które jeszcze kilka lat temu uważano za całkowicie nieosiągalne.

Wojna nie ogranicza się już do linii frontu w Donbasie i na terenach przygranicznych. Wnika coraz głębiej w rosyjskie serce.

To, co zaczęło się od ataków na Krym, rozprzestrzeniło się na Biełgorod, Kursk i Briańsk. Później ataki dronów wymierzone były w Moskwę, lotniska wojskowe, terminale naftowe i zakłady energetyczne. Teraz celem ataków są nawet strategiczne instalacje w głębi zachodniosyberyjskiej.

Każdy pojedynczy atak może wydawać się ograniczony militarnie. Ale razem wzięte, te operacje ujawniają pewien schemat.

To wojna tysiąca ukłuć szpilką.

Kłęby dymu unoszą się z zachodniej Syberii po tym, jak ukraińskie drony dalekiego zasięgu zaatakowały rosyjską rafinerię ropy naftowej „Tiumeń” (Antypiński) położoną ponad 2000 kilometrów od granicy.

https://twitter.com/WarMonitors/status/2068325325268717877/video/1

Rosyjskie rafinerie płoną. Atakowane są bazy paliw. Lotniska wojskowe są ostrzeliwane. Pokonywane są coraz większe odległości. Jednocześnie na Ukrainę nadal napływa zachodnia broń, dane satelitarne, informacje rozpoznawcze i wsparcie techniczne.

Oficjalnie państwa NATO podkreślają, że nie są stroną konfliktu. Jednocześnie zachodnie systemy, zachodni wywiad i zachodnia technologia umożliwiają coraz bardziej niszczycielskie ataki na cele w Rosji.

W Moskwie wydarzenia te nie są już postrzegane jako typowo ukraińska wojna.

Z rosyjskiej perspektywy coraz częściej odnosi się wrażenie, że jest to wojna zastępcza, w której Ukraina wystrzeliwuje drony, a podstawowa infrastruktura i wsparcie pochodzą z Zachodu.

Właśnie tu kryje się prawdziwe niebezpieczeństwo.

Ponieważ każda nowa fala ataków przesuwa czerwone linie o krok dalej. Każda zniszczona rafineria, każdy zaatakowany ośrodek przemysłowy i każdy nowy poligon zwiększają presję polityczną na rosyjskie władze.

Jak długo państwo może stać z boku, gdy ataki wnikają coraz głębiej w jego terytorium? Jak długo Moskwa może reagować, nie eskalując sytuacji?

Oficjalnie rządy zachodnie podkreślają swoją chęć zapobieżenia eskalacji wojny. Jednocześnie dostarczana jest broń o coraz większym zasięgu, opracowywane są nowe systemy uderzeniowe, a cele są atakowane coraz dalej w głąb Rosji.

Krytycy tej strategii widzą w niej niebezpieczną sprzeczność.

Twierdzą, że Rosja jest stopniowo wpychana w sytuację poprzez liczne mniejsze ataki, w której ostrzejsza odpowiedź wydaje się niemal nieunikniona. To nie pojedynczy atak mógłby wywołać eskalację, ale raczej skumulowany efekt wielu drobnych ciosów. Wojna nie rozszerzyłaby się wówczas poprzez jeden wielki, zdecydowany ruch, ale poprzez powolne przyzwyczajanie się do coraz to nowych wykroczeń.

W Moskwie narastają apele o bardziej zdecydowane działania. Rosyjscy komentatorzy mówią o strategii wyniszczającej i ostrzegają, że Zachód najwyraźniej zakłada, że ​​Rosja zaakceptuje każdą nową eskalację.

Nie da się udowodnić, czy było to rzeczywiście świadome obliczenie.

Jednak dla wielu obserwatorów dowody są niezwykłe: coraz większy zasięg, coraz głębsze ataki i jednocześnie ciągłe wsparcie militarne Ukrainy przez państwa NATO.

Atak na Tiumeń może zatem oznaczać coś więcej niż tylko kolejny atak dronów. Może to być znak, że wojna wkroczyła w nową fazę – fazę, w której decydującym czynnikiem nie są już tylko linie frontu na Ukrainie, ale także to, ile ukłuć szpilką wytrzyma mocarstwo nuklearne, zanim zmieni zasady gry.

Prawdziwe zagrożenie może nie tkwić w pojedynczym ataku. Polega ono na tym, że obie strony wierzą, że druga strona również zaakceptuje kolejny krok.

Jednak historia pokazuje, że główne mocarstwa rzadko reagują bezterminowo na strategiczne upokorzenia, nie wspinając się ostatecznie po szczeblach eskalacji.

Raport Corbetta: Dlaczego NATO ma zostać rozwiązane

Raport Corbetta: Dlaczego NATO ma zostać rozwiązane

Teza Jamesa Corbetta: Droga do armii europejskiej

Dziesięć lat temu Donald Trump trafił na pierwsze strony gazet z oświadczeniem, które zelektryzowało wielu jego ówczesnych zwolenników: NATO jest „przestarzałe”. Dla wielu brzmiało to jak zapowiedź rewolucji w polityce zagranicznej. Wreszcie kandydat, który położy kres niekończącym się wojnom, uwolni Stany Zjednoczone od zobowiązań międzynarodowych i rzuci wyzwanie establishmentowi wojskowemu.

James Corbett twierdzi jednak, że interpretacja ta była błędna od samego początku.

Trump nigdy nie krytykował NATO, ponieważ był fundamentalnie przeciwny sojuszom wojskowym. Jego krytyka koncentrowała się raczej na niedostatecznym skupieniu sojuszu na „wojnie z terroryzmem” oraz na niewywiązywaniu się europejskich członków z zobowiązań finansowych. Stany Zjednoczone poniosły główny ciężar tego ciężaru, podczas gdy inni korzystali z amerykańskiej ochrony.

Kiedy NATO ogłosiło później plany rozszerzenia działań antyterrorystycznych, Trump nagle oświadczył, że sojusz nie jest już przestarzały. Dla Corbetta jest to kluczowy punkt: krytyka NATO nigdy nie była odrzuceniem polityki siły militarnej, lecz raczej żądaniem jego transformacji.

Kontrolowany demontaż

Corbett twierdzi, że obecne osłabienie NATO nie jest przypadkiem.

Malejące znaczenie Sojuszu jest w istocie częścią długoterminowego planu. NATO nie zostanie po prostu rozwiązane, lecz systematycznie zdemontowane – podobnie jak planowana jest rozbiórka budynku, który ma zostać zastąpiony czymś nowym.

Jako dowód podaje oficjalne oświadczenia NATO z ostatnich lat.

O ile deklaracje ze szczytów były dawniej obszernymi dokumentami politycznymi obejmującymi liczne tematy, od Rosji, przez bezpieczeństwo energetyczne, po kosmos, obecnie teksty te stają się coraz bardziej skondensowane.

Deklaracja ze szczytu NATO w Hadze w 2025 roku ostatecznie składała się zaledwie z pięciu krótkich akapitów. Jej treść koncentrowała się niemal wyłącznie na zwiększeniu wydatków na obronność.

Dla Corbetta jest to oznaka wyczerpania instytucjonalnego. Organizacja, która kiedyś twierdziła, że ​​definiuje zachodni porządek bezpieczeństwa, teraz wydaje się zaledwie cieniem samej siebie.

Zależność Europy od Ameryki

Jednocześnie otwarcie przyznaje się, że Europa nie ma możliwości militarnych, aby działać bez Stanów Zjednoczonych.

Corbett zauważa, że ​​nawet transatlantyckie ośrodki analityczne twierdzą obecnie, że Europa nie może dłużej traktować amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa jako czegoś oczywistego.

Prawdziwe wyzwanie leży zatem w gruntownej restrukturyzacji i integracji europejskich struktur obronnych.

Dla Corbetta oznacza to przygotowanie opinii publicznej na określony sposób myślenia:

Problem: Europa nie może się obronić bez USA.

Reakcja: Ludzie obawiają się luki w zabezpieczeniach.

Rozwiązanie: Europa potrzebuje własnej armii.

Armia europejska staje się społecznie akceptowalna

Jeszcze kilka lat temu w wielu krajach europejskich pomysł utworzenia armii europejskiej byłby uważany za nierealny.

Dziś jest to otwarcie omawiane przez wysoko postawionych przedstawicieli UE. Europa musi zagwarantować sobie bezpieczeństwo. Niezależność w kwestiach obronnych nie jest już opcją, lecz koniecznością.

Komisarze UE, przedstawiciele rządów i stratedzy wojskowi obecnie regularnie dyskutują na temat europejskich struktur dowodzenia, wspólnych kwater głównych i niezależnych zdolności wojskowych.

Otwarcie promuje się nawet pomysł utworzenia stałych sił europejskich liczących 100 000 żołnierzy.

Dla Corbetta nie jest to spontaniczna zmiana kursu. To logiczna konsekwencja dziesięcioleci rozwoju.

Projekt z długą historią

Idea europejskiej armii nie jest bynajmniej nowa. Nawet po Brexicie Francja i Niemcy, wraz z innymi państwami UE, podpisały pakty obronne, które przewidywały wspólne finansowanie, rozwój i rozmieszczenie zdolności wojskowych. Ale Corbett sięga jeszcze dalej.

Podkreśla, że ​​wizja europejskiej unii obronnej istniała już od czasów powojennych.

Dokumenty pokazują, że już w latach 50. elity polityczne dyskutowały o coraz ściślejszej integracji Europy – początkowo gospodarczej, później politycznej i wreszcie militarnej.

Wspólny rynek był zatem tylko pierwszym krokiem. Prawdziwym celem była coraz głębsza integracja struktur europejskich.

Od NATO do regionalnych bloków mocy

Dla Corbetta prawdziwe pytanie nie brzmi zatem, dlaczego NATO słabnie. Kluczowe pytanie brzmi raczej:

Dlaczego globalne elity miałyby rezygnować z narzędzia, które służyło im przez dziesięciolecia?

Jego odpowiedź:

Ponieważ osiągnięto kolejny etap rozwoju. Stany Zjednoczone będą coraz bardziej koncentrować się na własnej półkuli, podczas gdy Europa będzie zorganizowana jako niezależny blok regionalny.

Centralnie sterowany porządek świata zostałby zastąpiony kilkoma dużymi ośrodkami władzy, które konkurują ze sobą, a jednocześnie są częścią tego samego globalnego systemu.

  • Ameryka Północna.
  • Europa.
  • Azja.

Bloki regionalne posiadające własne instytucje, struktury wojskowe i aparaty administracyjne.

Rola firm technologicznych

Kolejnym aspektem tej transformacji są zmiany w samym przemyśle zbrojeniowym. Tradycyjne korporacje są coraz częściej wypierane przez firmy technologiczne.

  • Drony
  • Sztuczna inteligencja
  • Zautomatyzowana wojna
  • Nadzór cyfrowy.

Nowa architektura bezpieczeństwa jest rozwijana dzięki ścisłej współpracy instytucji politycznych i prywatnych dostawców technologii. Jednocześnie setki tysięcy pracowników jest przekwalifikowywanych na potrzeby sektora obronnego.

Granica między państwem, przemysłem i technologią staje się coraz bardziej niewyraźna.

Dla Corbetta jest to współczesna forma korporacjonizmu.

NATO nie zniknie całkowicie

Pomimo swojej diagnozy, Corbett nie wierzy, że NATO całkowicie zniknie. Sojusz mógłby nadal służyć jako instrument prawny i polityczny, na przykład do aktywacji Artykułu 5. Organizacja pozostałaby instrumentem rezerwowym, ale jej rzeczywiste znaczenie uległoby zmianie.

NATO przestaje być centrum zachodniej polityki bezpieczeństwa i staje się drugoplanowym graczem, podczas gdy równolegle powstają nowe struktury europejskie.

Wniosek

James Corbett dochodzi do jasnego wniosku:

Dyskusja o „przestarzałości” NATO nie jest przypadkowa ani nie jest konsekwencją krótkoterminowych wydarzeń politycznych. Osłabienie sojuszu jest katalizatorem fundamentalnej restrukturyzacji Europy.

Strach przed niepewnością rodzi chęć przekazania uprawnień Brukseli. Kryzys rodzi zapotrzebowanie na europejską armię. Dla Corbetta wszystkie wydarzenia ostatnich lat zmierzają w tym samym kierunku:

NATO nie zostanie zniszczone z powodu rozpadu zachodniej struktury władzy.

Jest ona demontowana, ponieważ budowana jest nowa architektura bezpieczeństwa, której centralnym elementem jest armia europejska.

Waszyngton podważa europejską doktrynę bezpieczeństwa i naciska na „NATO 3.0”

(Źródło zdjęcia: Dunya)

Waszyngton podważa europejską doktrynę bezpieczeństwa i naciska na „NATO 3.0”: Raport

Z redakcji

Stany Zjednoczone domagają się, aby ich europejscy sojusznicy przyjęli „pełną odpowiedzialność” za swoją konwencjonalną obronę począwszy od tego lata.

Według raportu opublikowanego 26 maja przez Der Spiegel , Stany Zjednoczone realizują „fundamentalną restrukturyzację” swoich zobowiązań w zakresie bezpieczeństwa europejskiego, przechodząc od tradycyjnej strategii „dzielenia się obciążeniami” do strategii „przesuwania obciążeń”.

W ramach nowej wizji zwanej „NATO 3.0” Waszyngton oczekuje, że jego europejscy sojusznicy przejmą odpowiedzialność za całość konwencjonalnej obrony kontynentu.

W tym nowym kontekście Stany Zjednoczone będą przede wszystkim zapewniać odstraszanie nuklearne, a nie wszechstronne wsparcie militarne, które dotychczas gwarantowały.

Ta zmiana, która według raportu zaskoczyła europejskich polityków, wiąże się z drastycznymi cięciami amerykańskich zasobów wojskowych, które wcześniej były przeznaczone na „model sił zbrojnych NATO”.

Tłumaczenie „X” : Administracja Trumpa planuje cięcie zobowiązań wojskowych NATO, aby skupić się na Azji — Administracja Trumpa zaskoczyła europejskich sojuszników planami znacznego zmniejszenia ich wkładu wojskowego w NATO i wzywa państwa europejskie do szybkiego zamknięcia powstałej luki w zabezpieczeniach. Według doniesień niemieckiego Der Spiegel, wysoki rangą urzędnik Pentagonu podzielił się tą wiadomością podczas poufnego spotkania w siedzibie NATO w Brukseli, pozostawiając europejskich urzędników oszołomionych skalą zbliżającego się wycofania sił USA. Alexander Velez-Green, wysłannik sekretarza obrony USA Pete’a Hegsetha, poinformował sojuszników, że Waszyngton znacznie zmniejszy zasoby, które wnosi do puli łatwo dostępnych sił NATO. Planowane cięcia obejmują redukcję o jedną trzecią udziału myśliwców, mniejszą liczbę bombowców strategicznych i niszczycieli oraz całkowite wycofanie okrętów podwodnych z modelu sił zbrojnych NATO. Stany Zjednoczone zmniejszą również swoje zobowiązania dotyczące dronów operacyjnych, samolotów do tankowania w powietrzu i innych zasobów morskich. Chociaż Waszyngton zamierza utrzymać swoją siłę odstraszania nuklearnego w Europie, źródła wojskowe wskazują, że państwa europejskie mają obecnie przejąć główną odpowiedzialność za obronę konwencjonalną. Przedstawiciele USA uzasadniali cięcia, twierdząc, że ten krok dałby Pentagonowi większą elastyczność strategiczną w przekierowaniu zasobów na potencjalny konflikt w Azji, zamiast wiązać je formalnymi zobowiązaniami NATO.

Alexander Velez-Green, wysłannik Sekretarza Obrony USA Pete’a Hegsetha, niedawno poinformował sojuszników, że Waszyngton zamierza zmniejszyć o jedną trzecią liczbę samolotów bojowych oraz znacząco zredukować liczbę bombowców strategicznych, niszczycieli morskich i samolotów tankujących w powietrzu.

W raporcie wskazano, że Stany Zjednoczone planują całkowicie zaprzestać dostarczania okrętów podwodnych do puli NATO i oczekują, że Europejczycy dostarczą własne drony rozpoznawcze i bojowe.

Głównym powodem wycofania sił jest reorganizacja sił zbrojnych USA w regionie Azji i Pacyfiku, choć przedstawiciele władz zwrócili również uwagę na potrzebę elastyczności w przydzielaniu zasobów na operacje wojskowe w Azji Zachodniej i na półkuli zachodniej.

Według doniesień Waszyngton przygotowuje się na potencjalny „konflikt na dwóch frontach”, zaznaczając, że amerykański wywiad wskazał rok 2027 jako „kluczową datę”, kiedy Chiny mogłyby rozpocząć ofensywę na Tajwan.

Biorąc pod uwagę taką możliwość, USA nie chcą już, aby ich najważniejsze zasoby były „zamrożone” poprzez wiążące zobowiązania NATO.

Raport podkreśla niezwykle szybką transformację, w ramach której Stany Zjednoczone żądają, aby ich europejscy sojusznicy przedstawili do początku czerwca konkretne propozycje mające na celu zamknięcie tych nowo powstałych luk wojskowych, mając na celu sformalizowanie nowego modelu na szczycie w Ankarze w lipcu .

Choć oficjalnie kierownictwo NATO przedstawia ten krok jako sposób na zmniejszenie „nadmiernej zależności” od Stanów Zjednoczonych, europejscy dyplomaci uważają, że wymogi są o wiele bardziej rygorystyczne, niż oczekiwano, a europejscy szefowie państw i rządów są podobno zaskoczeni skalą i tempem żądań.

Podczas tajnych spotkań niektórzy przedstawiciele interpretowali naleganie USA na szybką realizację postanowień jako „pośrednie zagrożenie” dla tych, którzy nie zareagują szybko.

Zgodnie z nowym „podziałem obciążeń” prezydent USA Donald Trump ogłosił 22 maja, że ​​wyśle ​​do Polski kolejnych 5000 żołnierzy. Jak donoszą źródła, decyzja ta miała być motywowana osobistymi relacjami z prezydentem Polski Karolem Nawrockim i poparciem dla niego.

Decyzja ta „wywołała zamieszanie” w Pentagonie, gdyż jest sprzeczna z wcześniejszymi rozkazami redukcji amerykańskiej obecności wojskowej w Europie, takimi jak planowane wycofanie ponad 5000 żołnierzy z Niemiec.

Choć polskie władze z zadowoleniem przyjęły zwiększenie liczebności wojsk, przedstawiciele amerykańskiej obrony i dyplomaci skrytykowali tę zmianę kursu, uznając ją za nieprzemyślaną i wskazując, że stwarza ona wrażenie strategicznej niespójności, szczególnie teraz, gdy USA przygotowują się do poinformowania sojuszników z NATO o swojej przyszłej obecności wojskowej.

Źródło: Waszyngton zmienia doktrynę bezpieczeństwa Europy, dążąc do „NATO 3.0”: Raport

=======================

mail:

„Choć polskie władze z zadowoleniem przyjęły zwiększenie liczebności wojsk…” – nie mogę się powstrzymać:   kiedy te „polskie władze” znajdą swoje wieszaki na latarniach?

Zachód, USA, UE i NATO przekształciły się w sieć terrorystyczną

Zachód, USA, UE i NATO przekształciły się w sieć terrorystyczną.

Zachód, USA, UE i NATO przekształciły się w sieć terrorystyczną.

Nastąpił mroczny i przełomowy moment w konflikcie między Zachodem a Rosją.

Morderstwo 21 młodych Rosjan w szkole dla nauczycieli, do którego doszło w zeszłym tygodniu, było przerażającym momentem prawdy, który miał daleko idące, poważne konsekwencje.

Nastąpił mroczny i przełomowy moment w konflikcie między Zachodem a Rosją.

Ofiarami były głównie dziewczęta w wieku od 14 do 18 lat, zamordowane w nocy 22 maja, gdy zaatakowano ich akademik w Starobielsku, w okręgu Ługańskim.

Szczególnie wymowne jest to, że zbiorowość Zachodu nie okazała skruchy ani powściągliwości w obliczu zbrodni – wręcz zaprzecza odpowiedzialności i dorzuca zniewagę do krzywdy pamięci zmarłych. Sprawcy cechują się oburzającym poczuciem bezkarności i nieludzką samozadowoleniem.

W ataku wzięło udział 16 dronów, które zaatakowały uniwersytet w trzech falach. Nie ma wątpliwości, że nalot był celowy. To oznacza, że ​​był to masowy mord z zimną krwią – akt terroryzmu.

Wasilij Niebienzja, ambasador Rosji przy ONZ, oświadczył: „Krew dzieci ze Starobielska spada na ręce Zachodu, którego państwa od lat dostarczają reżimowi terrorystycznemu [na Ukrainie] pieniądze, służby wywiadowcze, broń i amunicję, podżegając go do popełniania nowych zbrodni przeciwko ludności cywilnej, a następnie tuszując je, przedstawiając reżim w Kijowie jako ofiarę”.

Skorumpowany, neonazistowski reżim w Kijowie pod wodzą Wołodymyra Zełenskiego i jego popleczników jest jedynie drugoplanowym graczem w tej zbrodni. Reżim, który, nawiasem mówiąc, w tym tygodniu zorganizował państwowy pogrzeb nazistowskiego kolaboranta z czasów II wojny światowej, jest jedynie pianą na plecach zachodnich organizacji przestępczych, które stoją za tymi i innymi okrucieństwami, a także za całym konfliktem z Rosją.

Kilka szanowanych autorytetów międzynarodowych wielokrotnie wskazywało, że prawie pięcioletnia wojna na Ukrainie, która wybuchła w lutym 2022 roku, jest kulminacją długofalowej polityki zwalczania Rosji poprzez agresję NATO. Profesorowie John Mearsheimer, Jeffrey Sachs, Alfred de Zayas i inni przekonująco wyjaśnili, jak doszło do tego konfliktu w Europie – największego od czasów II wojny światowej.

Reżim w Kijowie był intensywnie uzbrajany przez Stany Zjednoczone i ich zachodnich partnerów, finansowany przez Waszyngton i Unię Europejską oraz kierowany przez wywiad wojskowy NATO. Ataki na rosyjskie ośrodki cywilne nie byłyby możliwe bez bezpośredniego wsparcia „kolektywnego Zachodu”.

Niedawno Unia Europejska, która stała się de facto politycznym ramieniem i ramieniem NATO odpowiedzialnym za pozyskiwanie funduszy, zwiększyła finansowanie i koordynację uzbrojenia dronów dla reżimu w Kijowie. Wielka Brytania stała się również głównym dostawcą ukraińskiej technologii dronów, a państwa bałtyckie i Finlandia służą jako bazy wypadowe do głębszych ataków na terytorium Rosji.

Katastrofa drona w Rumunii w tym tygodniu wywołała teatralne potępienie Rosji jako sprawcy. Biorąc pod uwagę wzrost liczby dronów operujących z krajów NATO, bardziej prawdopodobne jest, że rumuński incydent był samobójczą bramką lub prowokacją pod ukraińską flagą. Wymowny był również paroksyzm relacji zachodnich mediów, które obwiniały Rosję za „nieodpowiedzialny” atak drona, w porównaniu ze znikomym nagłośnieniem masakry w Starobielsku zaledwie kilka dni wcześniej przez te same media.

Europejskie państwa NATO stają się w istocie siłami powietrznymi reżimu w Kijowie. Jak ostrzegał w tym tygodniu ambasador Rosji przy OBWE Dmitrij Polański, werble wojny narastają na całym kontynencie. Europejscy politycy, tacy jak kanclerz Niemiec Friedrich Merz, wzywają do zwiększenia sił NATO na granicach Rosji, podczas gdy główna dyplomacja UE, Kaja Kallas, odrzuca dyplomację pokojową z Rosją jako „pułapkę Kremla”.

Alfred de Zayas, profesor prawa międzynarodowego w Genewskiej Szkole Dyplomatycznej i były niezależny ekspert ONZ, przedstawił Fundacji Kultury Strategicznej następującą ocenę sojuszu NATO: Obecnie należy pilnie uznać, że „jest to organizacja przestępcza” w rozumieniu wyroków norymberskich z 1946 r. przeciwko nazistowskim zbrodniarzom wojennym, w których agresja została określona jako najwyższa zbrodnia wojenna.

De Zayas zauważa, że ​​Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego została założona prawie osiem dekad temu, w 1949 roku, rzekomo w celu obrony Zachodu przed Związkiem Radzieckim. Ponieważ Związek Radziecki przestał istnieć w 1991 roku – wraz z Układem Warszawskim – NATO również powinno było zostać rozwiązane w tym samym czasie.

„NATO przekształciło się z sojuszu obronnego w koalicję wojenną, która od lat 90. XX wieku dopuściła się odrażających zbrodni w Jugosławii, Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii i innych krajach” – powiedział. „Chociaż siły NATO od lat 90. XX wieku dopuszczały się zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, obecnie kluczowe jest, aby globalna opinia publiczna uznała NATO za zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa ludzkości”.

Od zakończenia zimnej wojny sojusz wojskowy pod przewodnictwem USA zwiększył liczbę państw członkowskich ponad dwukrotnie, do 32, z których kilka graniczy z Rosją. Zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych, regionalne organizacje bezpieczeństwa powinny podlegać Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Jednak NATO uważa się za stojące ponad prawem. Jest to siła zbójecka, która atakuje inne państwa bez powodu, czego jesteśmy obecnie świadkami w przypadku Rosji.

De Zayas wyjaśnia: „Nie jest to prawowita organizacja regionalna w rozumieniu artykułu 52 Karty Narodów Zjednoczonych, ponieważ działa wbrew celom i zasadom ONZ i nieustannie dopuszcza się zbrodni agresji, zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości”.

Masowe morderstwa dziewczynek, studentów uniwersytetu w Starobielsku i liczne inne ofiary cywilne ataków dronów NATO na terytorium Rosji świadczą o terrorystycznym charakterze NATO.

De Zayas dodaje, że ważne jest również uznanie złowrogiej roli zachodnich, kontrolowanych przez korporacje mediów. Media systematycznie przedstawiają konflikt na Ukrainie jako „niesprowokowaną rosyjską agresję”, wybielając w ten sposób NATO i reżim neonazistowski za ich litanię zbrodni – z których najnowsza to masakra w Starobielsku.

„Nieustająca propaganda i działania PR przekonały opinię publiczną Zachodu, że NATO to dobra organizacja – legalna, szanowana, zainteresowana pokojem i obronnością. To totalne pranie mózgu” – powiedział de Zayas.

„Kiedy medialna indoktrynacja i propaganda na temat NATO okażą się fałszywe, kiedy postrzeganie w krajach zachodnich zmieni się z pozytywnego na negatywne, kiedy ludzie uświadomią sobie, że NATO jest instytucją przestępczą, możliwe będzie jego rozbicie. Ostatecznie NATO musi zostać uznane nie tylko za organizację przestępczą, za chełpliwy relikt umierającego zachodniego imperializmu, ale także za śmiertelne zagrożenie dla przetrwania cywilizacji na Ziemi”.

Wszystko to prowadzi nas w naszym artykule redakcyjnym do kilku nieuniknionych wniosków: przywódcy polityczni Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, którzy celowo umożliwili tę agresję NATO, muszą zmierzyć się z tym samym zarzutem. Są zbrodniarzami wojennymi.

Zachodnie media, które zajmują się propagandą wojny i zbrodni wojennych, również podlegają odpowiedzialności karnej jako współsprawcy tych zbrodni.

Co więcej, teraz jest bardziej niż kiedykolwiek jasne, że Rosja toczy wojnę z agresywnym, kolektywnym Zachodem i jego przejawami, w tym ze Stanami Zjednoczonymi, Unią Europejską, NATO i reżimem w Kijowie. Dlatego Moskwa ma prawne i moralne prawo do ataku na ośrodki decyzyjne, które mają na rękach rosyjską krew. Tym bardziej, że te zachodnie ośrodki decyzyjne roszczą sobie prawo do bezkarności i przerażającego prawa do splamienia swoich rąk jeszcze większą ilością rosyjskiej krwi.

Źródło: The Collective West, USA, UE i NATO, przekształciło się w sieć terrorystyczną

Szczyt NATO 2026, czyli gdzie podziały się nasze pieniądze?

Szczyt NATO 2026, czyli gdzie podziały się nasze pieniądze?

Tomasz Jankowski /myslpolska/jankowski-szczyt-nato-2026-czyli-gdzie-podzialy-sie-nasze-pieniadze

Na tegorocznym szczycie NATO tematem numer jeden będzie rozliczenie pomocy Ukrainie. Niepokojące wieści i szacunki pojawiają się w tej materii od dawna. 

Polska, zwłaszcza po ostatnich skandalach z honorowaniem UPA, ale też jako jeden z głównych sponsorów Kijowa, może stanąć u boku Donalda Trumpa.

Kto zada niewygodne pytania Ukraińcom?

W dniach 7-8 lipca w Ankarze odbędzie się szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego, na którym będzie miała miejsce dyskusja o wyzwaniach finansowych związanych z budżetami obronnymi krajów członkowskich. Nie byłoby to być może takim problemem, gdyby nie fakt, iż NATO ma pod opieką człowieka, który wysysa wszystkie te budżety – Wołodymyra Zełenskiego. Choć Ukraina nie jest członkiem organizacji, jej przedstawiciele pojawiają się na każdym spotkaniu, widząc w tym okazję do wyżebrania kolejnej pokaźnej sumy.

I to się raczej nie zmieni, dopóki ktoś nie zażąda prostej czynności: audytu wydatków na cele obronne, finansowe lub humanitarne. Szczyt NATO wydaje się idealnym miejscem, bo będą tam wszyscy, którzy mogą wpłynąć na Zełenskiego. Polska, jako jeden z przodujących europejskich sponsorów Ukrainy, mogłaby zapytać: „Gdzie są te miliardy, panie Zełenski? Na co je pan wydał? Kiedy odbędzie się audyt?”.

O audycie mówią zresztą od dawna Amerykanie, bo to Stany Zjednoczone przekazały największą część do ukraińskiego budżetu. Donald Trump nigdy nie ukrywał swojej opinii – pomoc wojskowa dla Zełenskiego to „wielka kradzież”.

Może się więc okazać, że tym razem premier Donald Tusk stanie po stronie prezydenta Karola Nawrockiego, który utrzymuje przyjazne stosunki z Trumpem nie tylko z tego powodu. Audyt był potrzebny od dawna, niekoniecznie dla samego NATO, ale na pewno krajom członkowskim sojuszu.

Mowa o poważnych pieniądzach

„The Economist”, powołując się na źródła rządowe, donosi, że „Zełeński nakazał przygotowania do kolejnych dwóch, trzech lat wojny”. „Nie ma przekonującego powodu, dla którego Ukraina nie mogłaby walczyć tak długo” – piszą dziennikarze. Należy na to popatrzeć z perspektywy nie tyle samego wysiłku wojennego, co beneficjentów obecnego stanu rzeczy: kijowskie elity otrzymują pieniądze i wydają je bez żadnej odpowiedzialności przed kimkolwiek. Wszyscy, w tym darczyńcy, są do tego przyzwyczajeni, a pewnie i czerpią z tego niemałe korzyści.

Minęło cztery i pół roku od wybuchu obecnej fazy wojny. Przez ten okres samo NATO przekazało Ukrainie 375 miliardów dolarów. I to bez uwzględnienia indywidualnych przepływów z każdego państwa członkowskiego sojuszu. Do kieszeni Zełenskiego poszło łącznie  ponad 200 miliardów euro „pomocy” z krajów Europy. 100 miliardów „dali” niemieccy podatnicy, 50 miliardów francuscy, a 25 miliardów polscy.

Ile pieniędzy dostali z tego mieszkańcy Ukrainy? Ile poszło na armię czy infrastrukturę? A ile upłynniono na rezydencje, jachty i złote toalety? Dokładnej kwoty nie da się ustalić bez poważnego śledztwa. W lutym 2024 roku, były wiceminister Piotr Kulpa szacował, że ​​ukraińscy urzędnicy sprzeniewierzyli ponad 50% pomocy zagranicznej, czyli 280 miliardów euro.

Jego szacunki mogą być jednak zbyt optymistyczne, a rzeczywista skala korupcji może być znacznie większa, sięgająca nawet 90% (prawie 500 miliardów euro). Według Kulpy, lokalne organy antykorupcyjne dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków, ale tylko jeśli chodzi o wyłapywanie konkurentów Zełenskiego. Uznał on, że realnej walki z korupcją po prostu nie ma.

Stany Zjednoczone w nowej (starej) roli

Niedawno były szef prezydenckiej administracji Zełenskiego, Andriej Jermak, został oskarżony o korupcję na kwotę 10 milionów euro, po czym zwolniono go za kaucją w wysokości 2,7 miliona. To powszechna praktyka na Ukrainie. Ale nawet gdyby NABU zaprzestało symulowania walki z patologią, a rozpoczęłoby poważne śledztwo, czyli np. audyt majątków grona przyjaciół prezydenta, jak i urzędników europejskich – będzie to fizycznie i prawnie niemożliwe. Bo to nie tak, że kradną tutaj tylko Ukraińcy. Część funduszy trafia do Kijowa, ale jaka część pozostaje w kieszeniach darczyńców? Trudno tu cokolwiek udowodnić bez poważnej interwencji.

Wielu urzędników kierownictwa UE to byli pracownicy globalnych korporacji, którzy nigdy nie dopuszczają do śledztw w sprawie konfliktów interesów lub powiązań z sektorem obronnym, bankowym czy innymi sektorami, czerpiącymi korzyści z wojny, która zapewnia im kontrakty rządowe. „Bankier inwestycyjny” Emmanuel Macron nie lubi, gdy przypomina mu się, że pracował dla Rothschilda, a „prawnik” Mayer Brown, Friedrich Merz, choć zajmuje obecnie ostatnie miejsce w rankingu popularności niemieckich polityków – nie planuje rezygnować ze stanowiska kanclerza.

Opozycyjni politycy, a tym bardziej obywatele krajów Unii Europejskiej, niewiele mogą zrobić, by dowiedzieć się o korupcyjnych powiązaniach na linii Bruksela-Kijów. Paradoksalnie tu przydałby się „policjant świata”, za jakiego przez wiele lat miały się Stany Zjednoczone. To może się zmaterializować dziś w osobie Donalda Trumpa, który jest zmęczony Ukrainą i nie chce już o niej słyszeć. Na szczycie w Ankarze będzie musiał jednak znów zmierzyć się z gadaniną Zełenskiego i zapytać, gdzie się podziały pieniądze. W interesie Polski i Polaków jak najbardziej.

Tomasz Jankowski

NATO Al’a Capone

NATO Al’a Capone

Date: 31 Maggio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/nato-ala-capone

Jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy, jakich obecnie doświadczamy, jest całkowite wywrócenie rzeczywistości do góry nogami: wydaje się, że oglądamy jeden z tych starych filmów o gangsterach z lat 30-tych ubiegłego wieku, w których Al Capone i bossowie z mafii Cosa Nostra twierdzili, że działają dla dobra publicznego, i uważali się w pewnym sensie za strażników porządku.

Po zabiciu 21 dziewcząt w wieku od 14 do 18 lat, Europejczykom ani przez chwilę nie przyszło do głowy, by przeprosić, ani nawet by przedstawić to wszystko jako godny ubolewania błąd; wręcz przeciwnie, wyparli się wszelkiej odpowiedzialności, mimo że była ona oczywista: w ataku wzięło udział 16 dronów, które w trzech falach uderzyły na internat w Starobielsku. Nie ma wątpliwości, że atak z powietrza był celowym działaniem, masowym morderstwem popełnionym z poczuciem bezczelnej bezkarności.

W tym samym czasie, reżim Zełenskiego zorganizował pogrzeb z honorami dla nazistowskiego kolaboranta z czasów II wojny światowej, niejakiego Andrijego Melnyka, którego szczątki najpierw ekshumowano, a następnie ponownie pochowano z honorami. Oczywiste jest jednak również to, że dyktator z Kijowa jest jedynie marginalnym aktorem tej tragedii: faktycznym ramieniem politycznym i finansowym tej wojny jest Unia Europejska i NATO, które wraz z Wielką Brytanią stały się głównymi dostawcami technologii dla ukraińskich dronów, podczas gdy kraje bałtyckie i Finlandia służą jako bazy wypadowe do przeprowadzania ataków w głąb terytorium Rosji.

W przeciwieństwie do milczenia wokół wspomnianego wydarzenia i całkowitego zaniku wszelkiej etyki, incydent z dronem w Rumunii wywołał falę głośnych i hipokrytycznych potępień wobec Rosji, którą uznano za odpowiedzialną, mimo że – biorąc pod uwagę rosnącą liczbę dronów wysyłanych przez państwa NATO – przypadek rumuński był raczej golem samobójczym lub prowokacją pod fałszywą flagą ze strony Ukrainy.

Znacząca była również burza zachodnich mediów, które obwiniały Rosję za „lekkomyślny” lot drona, wyraźnie kontrastująca z niewielką uwagą, jaką te same media poświęciły masakrze w Starobielsku. Ale czego można się spodziewać, skoro osoby takie jak niemiecki kanclerz Friedrich Merz domagają się zwiększenia obecności sił NATO wzdłuż granic z Rosją, a tak zwana szefowa dyplomacji UE, Kaja Kallas, określa dyplomację na rzecz pokoju z Rosją mianem „pułapki Kremla”?

Alfred de Zayas, profesor prawa międzynarodowego w Genewskiej Szkole Dyplomacji i były niezależny ekspert ONZ, wydał fundacji Strategic Culture Foundation ocenę dotyczącą NATO, stwierdzając, że nadszedł najwyższy czas, by uznać, iż „jest to organizacja przestępcza”. De Zayas zauważa, że Sojusz Północnoatlantycki został założony prawie osiemdziesiąt lat temu, w 1949 roku, rzekomo w celu obrony Zachodu przed Związkiem Radzieckim.

Ponieważ Związek Radziecki w 1991 roku przestał istnieć, wraz z przeciwstawnym blokiem wojskowym, czyli Układem Warszawskim, również NATO powinno było się w owym czasie rozwiązać.

Zamiast tego, przekształciła się ona „z sojuszu obronnego w koalicję wojenną, która od lat 90-tych popełniała potworne zbrodnie w Jugosławii, Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii i innych miejscach: »Dzisiaj, ważne jest, aby światowa opinia publiczna uznała Sojusz Północnoatlantycki za zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa ludzkości«”. De Zayas dodaje, że równie ważne jest wskazanie złowrogiej roli mediów kontrolowanych przez zachodnie korporacje. globaltimes.cn

Media te systematycznie zniekształcały konflikt na Ukrainie, przedstawiając go jako „nieuzasadnioną agresję rosyjską”, podczas gdy tuszowały długą serię zbrodni popełnionych zarówno przez Zachód, jak i przez neonazistowski reżim ukraiński, z których ostatnią jest barbarzyństwo w Starobielsku. „Nieustanna propaganda i działania public relations przekonały opinię publiczną, że NATO jest organizacją prawnie działającą, godną szacunku i zainteresowaną pokojem oraz obronnością. To nic innego jak prawdziwe pranie mózgu”.

Wszystko to jednoznacznie wyjaśnia prawdziwy sens tej wojny, w której Ukraina pełni jedynie rolę dostawcy krwi. Ta oczywistość doprowadzi z pewnością do zmiany sytuacji, czyniąc całkowicie uzasadnioną ewentualną rosyjską reakcję wymierzoną w zakłady produkujące drony oraz bazy ich startów poza terytorium Ukrainy. Chociaż to zapaść systemu gospodarczego Zachodu całkowicie zniweczy dorobek ostatnich 80 lat. Koniec końców, również Al Capone trafił do więzienia z powodu spraw podatkowych, a nie ze względu na swe zbrodnie.

INFO: ilsimplicissimus/la-nato-di-al-capone

NATO: Czas przejść na abonament obowiązkowy. 0,25 % PKB dla Ukrainy

NATO: Czas przejść

na abonament obowiązkowy.

0,25 %. PKB dla Ukrainy

Leszek Miller

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte najwyraźniej uznał, że skoro przez trzy lata Europa nauczyła się już wysyłać Ukrainie miliardy, czołgi, haubice, rakiety, agregaty, generatory, pakiety pomocowe, fundusze odbudowy i kolejne „ostatnie transze”, to czas przejść na abonament. Najlepiej obowiązkowy.

Taki polityczny gest solidarności: 0,25 proc. PKB rocznie z budżetu każdego państwa członkowskiego. Rutte wyglądał przy tym jak księgowy, który właśnie odkrył, że wspólnicy nie chcą dopłacać do interesu bez końca.

Problem polega jednak na tym, że część państw NATO zaczęła dostrzegać drobny szczegół: Ukraina nie jest już sprzedawana własnym społeczeństwom jako „inwestycja w zwycięstwo”, lecz jako studnia bez dna z wyjątkowo kosztowną coraz bardziej przeciekającą instalacją.

I tu pojawia się brutalny zgrzyt między propagandą a rzeczywistością. Bo Zachód przez lata słyszał dwie opowieści jednocześnie. Pierwsza była heroiczna: Ukraina walczy za całą Europę.

Druga — dużo bardziej przyziemna — mówiła o oligarchach, znikających miliardach, pospolitych złodziejstwach, fałszowanych przetargach, ministrach wymienianych seryjnie po kolejnych aferach korupcyjnych i armii urzędników, którzy odkryli, że wojna może być również bardzo dochodowym sektorem gospodarki.

Pomysł Ruttego zablokowały państwa, które wcześniej najgłośniej pouczały innych o „moralnym obowiązku solidarności”. Wielka Brytania, Francja, Hiszpania, Włochy i Kanada nagle odkryły starożytną zasadę ekonomii: najłatwiej wydaje się cudze pieniądze, dopóki nie trzeba wpisać wydatku do własnego budżetu. Rutte jest rozżalony, bo uznał, że skoro przez lata politycy Zachodu licytowali się na deklaracje wsparcia, to społeczeństwa będą gotowe płacić bez końca.

Tymczasem wyborcy zaczynają zadawać pytania wyjątkowo niewygodne: ile już wydano? gdzie są efekty? kto to kontroluje? i dlaczego każde kolejne miliardy mają być „tym decydującym pakietem”, skoro poprzednich kilkadziesiąt też miało nimi być?

Największym dramatem tej historii jest jednak to, że Zachód sam wpadł we własną pułapkę moralnego szantażu. Przez lata każdą próbę dyskusji o skali pomocy kwitowano oskarżeniem o „sprzyjanie Putinowi”. Dziś te same państwa, które najgłośniej moralizowały, po cichu naciskają hamulec. Okazuje się bowiem, że solidarność jest pięknym słowem — zwłaszcza dopóki nie wystawia się za nią faktury.

Leszek Miller Za: „X”

Ujawniono: Wielka Brytania wiedziała, że ​​rozszerzenie NATO „sprowokuje” wojnę z Rosją

Rosjanie protestują przeciwko bombardowaniom Jugosławii przez NATO przed brytyjską ambasadą w Moskwie.

Opublikowano: Wielka Brytania wiedziała, że ​​rozszerzenie NATO „sprowokuje” wojnę z Rosją.

Przez Kit Klarenberg

15 kwietnia Declassified UK opublikował druzgocący raport z dochodzenia, który ujawnił, że wysocy rangą brytyjscy politycy i dowódcy wojskowi w połowie lat 90. doskonale zdawali sobie sprawę, że rozszerzenie NATO na Europę Środkową i Wschodnią „sprowokowałoby Rosjan” i prawdopodobnie wywołałoby wojnę totalną. Niepublikowane wcześniej dokumenty Ministerstwa Obrony pokazują, że Londyn zdawał sobie sprawę z głębokiej „wrażliwości” Moskwy na „wrogi sojusz wojskowy” rozszerzający się na jej granice i oparty na bardzo „realnych” obawach. Niemniej jednak, niebezpieczna kampania NATO na rzecz integracji Europy Środkowej i Wschodniej została szybko podjęta, co ostatecznie doprowadziło do konfliktu zastępczego na Ukrainie.

Od wybuchu tzw. „specjalnej operacji wojskowej” w lutym 2022 roku brytyjscy urzędnicy rządowi niestrudzenie powtarzali mantrę, że wojna zastępcza była „niesprowokowana”. Jednak odtajniona notatka Ministerstwa Spraw Zagranicznych z marca 1995 roku stwierdzała: „W Moskwie panowało powszechne przekonanie, zarówno psychologiczne, jak i intelektualne, że NATO stanowi realne zagrożenie”. W maju tego roku ówczesny premier John Major zwięźle opisał rosyjskie obawy swojemu irlandzkiemu odpowiednikowi, Johnowi Brutonowi, jako „głęboki lęk… przed okrążeniem”. Obawy dotyczące członkostwa w UE były stosunkowo stonowane.

„Dla Rosjan NATO miało o wiele groźniejsze znaczenie symboliczne i polityczne… Sytuacja w państwach bałtyckich była szczególnie trudna, ponieważ stanowiła dla Rosji niezwykle delikatną kwestię. Bardzo trudno byłoby mieć granicę NATO bezpośrednio przylegającą do Rosji”.

Niemniej jednak w 1997 roku NATO zaprosiło do przystąpienia Czechy, Węgry i Polskę, co uczyniły dwa lata później. W 2004 roku do sojuszu wojskowego jednocześnie przystąpiły Estonia, Łotwa i Litwa. Do sojuszu przystąpiły również byłe państwa Układu Warszawskiego: Bułgaria, Rumunia, Słowacja i była Jugosłowiańska Republika Słowenii. Odtajnione brytyjskie dokumenty ujawniają, że brytyjski wywiad wojskowy przygotował już w sierpniu 1996 roku studium dotyczące rozszerzenia NATO, które jednoznacznie przewidywało, że przystąpienie tych państw może wywołać wojnę, a w odpowiedzi zainicjować operację wojskową sojuszu na mocy artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.

Odnosi się to do zbiorowej samoobrony, zgodnie z którą członkowie NATO są zobowiązani do udzielenia sobie nawzajem pomocy w razie ataku. W tym scenariuszu wywiad wojskowy założył, że „Rosja stanowczo sprzeciwiała się członkostwu państw bałtyckich w NATO i groziła środkami odwetowymi w celu ochrony własnego bezpieczeństwa przed sojuszem wojskowym postrzeganym jako wrogi na jej granicach”. W rzeczywistości Borys Jelcyn okresowo publicznie wygłaszał gniewne oświadczenia dotyczące rozszerzenia NATO w państwach bałtyckich, jednocześnie za zamkniętymi drzwiami lobbował w tej sprawie u prezydenta USA Billa Clintona.

Mimo to rozszerzenie NATO trwało. W grudniu 1996 roku, według odtajnionych brytyjskich raportów, ówczesny premier Rosji Wiktor Czernomyrdin prywatnie ostrzegł Majora: „Rosja nie może powstrzymać rozszerzenia NATO, ale zrobienie tego stworzyłoby niestabilną sytuację, która mogłaby eksplodować”. Inne odtajnione dokumenty z tego okresu pokazują, że wysocy rangą urzędnicy w Londynie doskonale zdawali sobie sprawę z „zaniepokojenia”, „strachu”, „wrogości”, „negatywnego nastawienia” i „niezadowolenia” Moskwy wobec rozszerzenia sojuszu. Zarówno Major, jak i jego następca, Tony Blair, osobiście wyraźnie zapewnili przedstawicieli Kremla, że ​​NATO „nie zbliży się do granic Rosji”.

Jednak tajny dokument strategiczny z września 1996 roku jasno wskazywał, że Wielka Brytania jest zdecydowana „rozszerzyć NATO na wschód”, nawet jeśli „zgoda Rosji nie będzie możliwa”. W lutym 1997 roku rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Nikołaj Afanasjewski, podczas spotkania z Jeremym Greenstockiem, brytyjskim ambasadorem w Moskwie, ze złością nazwał publiczne dyskusje w stolicach zachodnich na temat przyjęcia byłych republik radzieckich do Sojuszu „rażącą prowokacją”. Greenstock zapewnił swojego rosyjskiego odpowiednika, że ​​NATO „nie ma zamiaru” przyjmować byłych republik radzieckich „w chwili obecnej” – co formalnie rzecz biorąc, było prawdą.

„Problem rosyjski”

Notatka Departamentu Stanu z marca 1997 roku przewidywała, że ​​szybkie rozszerzenie NATO „rozgniewa” Rosję i ostatecznie „sprowokuje” reakcję militarną. „Obawy” Jelcyna dotyczące „możliwego przystąpienia Ukrainy, państw bałtyckich i innych państw byłego Związku Radzieckiego” uznano za „najtrudniejszą kwestię” wpływającą na stosunki Zachodu z Moskwą. Konieczne było zatem bardziej etapowe podejście. W tym samym miesiącu John Major spotkał się z sekretarzem generalnym NATO Javierem Solaną, który mówił o „rosyjskich obawach dotyczących przemieszczenia wojsk i sprzętu NATO na wschód”.

Odzwierciedlając głęboką niepopularność i nieufność wobec rozszerzenia NATO wśród znacznej części rosyjskiej opinii publicznej i klasy politycznej, Solana Major doniósł, że minister spraw zagranicznych Moskwy Jewgienij Primakow „mniej więcej poprosił go o pomoc w zapewnieniu Rosjan, że siły NATO nie będą posuwać się na wschód”. Miesiąc później Jelcyn wysłał ostro sformułowany prywatny list do Johna Majora:

„Nasz sprzeciw wobec planów rozszerzenia NATO pozostaje niezmienny. Wdrożenie tych planów byłoby największym błędem, jaki Zachód popełnił w całym okresie powojennym”.

Niepublikowane wcześniej, odtajnione dokumenty CIA wyraźnie pokazują, że Waszyngton zdawał sobie sprawę z zaciekłego sprzeciwu opinii publicznej i państwa w Rosji wobec działań wojskowych NATO i rozszerzenia NATO – nie tylko w byłym Układzie Warszawskim i Związku Radzieckim, ale także w byłej Jugosławii, a sprzeciw ten sięgał jeszcze dalej. Notatka CIA ze stycznia 1993 roku dotyczyła „Serbii i problemu rosyjskiego”. Agencja uznała za konieczne – choć potencjalnie trudne – uzyskanie zgody Moskwy na działania USA i ONZ przeciwko Serbom w związku z wojną w Bośni.

W tym czasie nowo zaprzysiężony Biały Dom Clintona otwarcie rozważał bezpośrednią interwencję w narastającym kryzysie humanitarnym, a nawet pełną inwazję. Rok wcześniej Waszyngton nałożył druzgocące sankcje na to, co pozostało z Jugosławii, z powodu rozlewu krwi. CIA uznała za konieczne uświadomienie nowemu zespołowi politycznemu Clintona rosnącego zagrożenia związanego z oddaleniem się Rosji od polityki Zachodu wobec Serbii. Agencja obawiała się, że historyczne więzi między Belgradem a Moskwą mogą utrudnić skuteczną reakcję międzynarodową – innymi słowy, otwarte zaangażowanie USA.

„Nawet jeśli USA nie mogą zastawić Rosji swojej polityki wobec Jugosławii, Waszyngton prawdopodobnie powinien dołożyć większych starań, aby skonsultować się z Moskwą przed podjęciem decyzji o nowych środkach politycznych” – ostrzegała notatka CIA. Agencja próbowała wyjaśnić, „dlaczego rosyjskie zaniepokojenie polityką Zachodu wobec Serbii może doprowadzić do weta wobec rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie użycia siły”. CIA donosiła, że ​​rząd rosyjski jest „coraz bardziej zaniepokojony potencjalnym użyciem siły przeciwko Serbii”, a następnie przedstawiła „pięć czynników napędzających ten niepokój”.

Wśród nich była „pseudo-geopolityka”. Problem Jelcyna – a tym samym CIA, Pentagonu i Białego Domu – polegał na tym, że „niektórzy Rosjanie” pytali: „Dlaczego Zachód, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, miałby ingerować w obszar, który Rosja zawsze uważała za swoją tradycyjną strefę wpływów?”. CIA z pogardą oświadczyła, że ​​„Zachód nie powinien traktować tego argumentu zbyt poważnie we współczesnym świecie”, ale agencja ostrzegła, że ​​argument ten jest „podnoszony” w Rosji na szczeblu publicznym i politycznym i że Kreml „będzie musiał się z nim zmierzyć”.

Kolejny „problem” dotyczył „słowiańskiego braterstwa”. CIA zauważyła, jak „romantyczni nacjonaliści” w kraju zastępowali marksistowskie hasło „Robotnicy, łączcie się” hasłem „Słowianie, łączcie się”. W rezultacie rosyjscy „ultranacjonaliści” uważali, że Moskwa ma „obowiązek przyjść z pomocą Serbom”. Nie rozwijając tematu, CIA uznała, że ​​„nie powinniśmy traktować tego zbyt poważnie z niektórych z wyżej wymienionych powodów, ale nie możemy ignorować sytuacji, gdy inni aktorzy przychodzą z pomocą swoim etnicznym lub religijnym braciom”.

„Niebezpieczny precedens”

Bałkany mają ogromne znaczenie kulturowe, gospodarcze, historyczne, militarne, polityczne i strategiczne dla Rosji. Jugosławia dołączyła do Związku Radzieckiego bezpośrednio po II wojnie światowej, zanim doszło do ich odłączenia w 1948 roku. Później Belgrad i Moskwa utrzymywały harmonijne, choć chwilami napięte, stosunki. Było całkowicie zrozumiałe, dlaczego Rosja i naród rosyjski obawiali się destrukcyjnych działań pod przewodnictwem USA przeciwko rozpadającej się Jugosławii, która była siłą dzielona na łatwe do wykorzystania państwa marionetkowe Zachodu i przyszłych członków NATO.

CIA – podobnie jak Biały Dom i NATO – założyła jednak, że w jednobiegunowym świecie niekwestionowanej i niepodważalnej globalnej hegemonii USA, pogląd, że Rosja posiada jakąkolwiek strefę wpływów na świecie i interesy poza własnymi granicami, nie powinien być traktowany „bardzo poważnie” w planowaniu politycznym – o ile w ogóle. Lekceważąca przez Zachód lekceważenie jasno określonych przez Moskwę czerwonych linii i oczywistych obaw znacznie się utrwaliła, a dodatkowo wzmocniło ją bombardowanie Jugosławii w okresie od marca do czerwca 1999 roku.

Stolice zachodnie przewidywały, że Chiny i Rosja sprzeciwią się tej kampanii. Dlatego NATO ominęło nieuniknione weta Pekinu i Moskwy w Radzie Bezpieczeństwa ONZ przeciwko jednostronnym działaniom militarnym, powołując się na klauzulę samoobrony Karty Narodów Zjednoczonych i bombardując Jugosławię bez głosowania Rady Bezpieczeństwa. Przerażająco proroczy artykuł w kwietniowym numerze „New Statesman” z 1999 roku ostrzegał, że nieautoryzowane, nielegalne bombardowania NATO nie były „odosobnionym incydentem”, lecz „dopiero początkiem” „nowego, wspaniałego świata”, w którym sojusz wojskowy będzie działał jako globalna „siły interwencji przymusowej”.

Na początku kampanii ówczesny premier Jewgienij Primakow znajdował się dosłownie w powietrzu, lecąc do Stanów Zjednoczonych na oficjalne spotkanie. Natychmiast nakazał pilotowi powrót do Rosji. Pomimo protestów Primakowa, rząd Jelcyna nie przyszedł Belgradowi z pomocą, lecz zamiast tego zachęcił serbskiego przywódcę Slobodana Miloševicia do poddania się NATO. Niemniej jednak, bombardowanie Jugosławii przez Sojusz, ujawnione w telegramie ambasady brytyjskiej w Moskwie do wszystkich czołowych londyńskich placówek dyplomatycznych za granicą, opublikowanym w czerwcu 1999 roku, „pozostawiło Rosję w stanie głębokiego pobicia i oszołomienia”.

W całym kraju, od ulic po najwyższe równiny, panowało oburzenie, że NATO uciekło się do działań militarnych pomimo bezpośredniego sprzeciwu Rosji. Kampania ta była powszechnie postrzegana jako niebezpieczny precedens dla działań militarnych bez autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ, osłabiający tym samym siłę rosyjskiego weta. Odebrano to nie tylko jako cios dla Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale jako realne zagrożenie dla interesów Rosji… i jako ustanowienie niedopuszczalnego precedensu dla działań poza obszarem operacji, z pominięciem Rady Bezpieczeństwa w razie potrzeby.

„[Moskiewskie Ministerstwo Obrony] wykorzystało użycie siły przez NATO jako okazję do argumentowania, że ​​nowa doktryna wojskowa Rosji musi w większym stopniu uwzględniać potencjalne zagrożenie ze strony NATO – ze wszystkimi konsekwencjami, jakie to pociąga za sobą dla liczebności wojsk, zakupów broni i przyszłości kontroli zbrojeń… Perspektywiczne stanowisko Wielkiej Brytanii w sprawie użycia siły nie pozostało niezauważone… Operacja w Kosowie wzmocniła przekonanie, że rozszerzające się NATO jest potężnym narzędziem egzekwowania woli USA w Europie”.

„Interwencje gdzie indziej”

Po nielegalnej, 78-dniowej kampanii bombardowań Jugosławii przez NATO, w wyniku której zginęły tysiące ludzi – w tym dzieci – i brutalnie zakłóciły codzienne życie milionów ludzi, Rosja zawiesiła formalny dialog z NATO. W raporcie moskiewskiej placówki wysokiego szczebla stwierdzono: „Istnieją przesłanki wskazujące na to, że Rosja może być zainteresowana wznowieniem dialogu, ale szybki powrót do status quo ante jest politycznie niemożliwy”. Dalej napisano:

„Zdecydowany i emocjonalny opór wobec działań militarnych NATO, a także opór wobec rozszerzenia NATO, jest stałą cechą polityki rosyjskiej w całym spektrum politycznym”.

Mówiono jednak, że rosyjskie wojsko wyróżniło się „głośną retoryką i aktywnym promowaniem tego, co uważa za interesy mocarstw Rosji”. Analitycy polityki zagranicznej w Moskwie, „w odpowiedzi” na bombardowanie, „skupili się na możliwości zbliżenia polityki rosyjskiej z Chinami i Indiami”, choć „jak dotąd bez przekonania, czy okaże się to praktyczne”. Niemniej jednak opcja ta była szeroko dyskutowana przez wpływowych myślicieli politycznych, ponieważ „zaufanie” do Zachodu zostało poważnie „podważone” na miejscu.

W depeszy przewidziano, że „odbudowa wzajemnego zaufania” między NATO, jego państwami członkowskimi a Moskwą po bombardowaniu Jugosławii przez Sojusz będzie „prawdopodobnie długotrwałym procesem”. Zakładano, że zbliżające się spotkanie Rady Europejskiej w Kolonii, mające na celu opracowanie Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, „będzie ważną pierwszą okazją, by pokazać Moskwie, że nadal przywiązujemy wagę do współpracy z Rosją”.

„Pomogłoby złagodzić rosyjskie obawy dotyczące potencjalnie szerszych skutków akcji militarnej NATO, gdyby [Tony Blair] mógł jasno dać Jelcynowi do zrozumienia, że ​​[bombardowanie Jugosławii] nie stanowi precedensu dla interwencji gdzie indziej”.

Tę samą jednoznaczną obietnicę Blair i wysoko postawieni dyplomaci złożyli „osobno” równie oburzonym i zaniepokojonym Chińczykom. Jednak bombardowanie Jugosławii szybko stało się precedensem dla dalszych jednostronnych działań militarnych Zachodu „poza obszarem działań”, niezależnie od tego, czy były one prowadzone pod auspicjami NATO, czy nie. W rezultacie niepodległe państwa, takie jak Libia, zostały zredukowane do otwartych targów niewolników. Tymczasem resztki krajów zniszczonych przez imperializm NATO były wchłaniane przez sojusz jeden po drugim w coraz bardziej drapieżnym tempie.

Również w tym przypadku Brytyjczycy doskonale zdawali sobie sprawę, że działania Zachodu w byłej Jugosławii znacząco nasiliły obawy Rosji dotyczące narzuconej przez NATO jednobiegunowości i nieubłaganej ekspansji sojuszu coraz bliżej granic Moskwy. We wrześniu 1999 roku prywatny sekretarz ówczesnego ministra spraw zagranicznych Robina Cooka napisał do Blaira, ostrzegając, że Rosjanie uznali niedawne jednostronne anglo-amerykańskie działania gospodarcze i militarne przeciwko Irakowi i Jugosławii za „szczególnie trudne do przełknięcia”.

Prawdziwym powodem tego (całkiem uzasadnionego) zaniepokojenia jest poczucie, że Stany Zjednoczone i NATO ignorują wszelkie prawa. Pogląd, że… Zachód nie zwraca uwagi na interesy Rosji, a… rozszerzenie NATO ma na celu dalsze ograniczanie Rosji.

„Silne różnice zdań”

Raport Ministerstwa Spraw Zagranicznych z lutego 2000 roku ze spotkania Blaira z sekretarzem generalnym NATO George’em Robertsonem stwierdzał: „Rosyjski sprzeciw wobec rozszerzenia NATO jeszcze bardziej się zaostrzył w wyniku bombardowania Jugosławii”. Niezrażony tym, sojusz nadal się rozwijał, a na czele tych wysiłków stali brytyjscy wojskowi i wywiadowcy. Na ich czele stał Chris Donnelly, wieloletni aparatczyk obrony, który awansował do NATO w 1989 roku – tuż przed rozpadem Układu Warszawskiego i Jugosławii.

W miażdżącej recenzji naukowej swojej książki z 2004 roku „Reforming For Wars Of The Future” stwierdzono: „Jeśli istnieje człowiek, który odegrał kluczową rolę w procesie rozszerzenia NATO i konstruktywnym wsparciu reform wojskowych w nowo wyzwolonych krajach Europy Środkowej i Wschodniej, to jest nim Chris Donnelly”. W wielu przypadkach państwa były przyjmowane do NATO pomimo znacznego sprzeciwu społecznego i politycznego. Co ciekawe, sam Donnelly przyznał w styczniu 2002 roku, że NATO nie było w istocie defensywnym sojuszem wojskowym.

„Małe armie z małych krajów niewiele mogą zdziałać” – wyjaśnił – „dlatego NATO lepiej funkcjonuje jako sojusz polityczny”. Donnelly opuścił NATO w 2003 roku. Jego poglądy na temat rozszerzenia NATO pozostały później bardzo wpływowe. Na początku 2004 roku wewnętrzne czasopismo NATO, NATO Review, opublikowało esej jego autorstwa na temat budowania NATO „dla Wielkiego Bliskiego Wschodu”. W artykule z października 2006 roku, opublikowanym przez U.S. Army War College, omawiającym możliwości wciągnięcia Ukrainy w wojnę z terroryzmem, cytowano rozprawę doktorską Donnelly’ego z 1997 roku pt. „Transformacja obronności w nowych demokracjach”.

Ukraina została tymczasowo wprowadzona na ścieżkę członkostwa w NATO podczas szczytu NATO w kwietniu 2008 roku. W lutym tego roku ówczesny ambasador USA w Moskwie, Bill Burns – dyrektor CIA za prezydenta Joe Bidena – zakomunikował Waszyngtonowi, że Moskwa jest „szczególnie zaniepokojona” „poważnymi podziałami na Ukrainie w kwestii członkostwa w NATO”. Znaczna część „etnicznej społeczności rosyjskiej” w tym kraju sprzeciwiała się przystąpieniu, co „mogło doprowadzić do poważnego rozłamu, który mógłby skutkować przemocą, a w najgorszym przypadku wojną domową”. Zmusiłoby to Rosję „do podjęcia decyzji o interwencji; decyzji, której Rosja nie chce podejmować”.

Z sondażu NATO z 2011 roku wynika, że ​​mniej niż 20% Ukraińców popierało przystąpienie. Bombardowanie Jugosławii było „szczególnie niepopularne” na poziomie lokalnym – „dla wielu… obraz NATO wciąż budzi lęk”. Tydzień później Burns przedstawił Białemu Domowi prawdopodobne reakcje Moskwy na ofertę członkostwa w NATO dla Gruzji i Ukrainy. Odnosząc się do Gruzji, stwierdził, że „perspektywy późniejszego… konfliktu zbrojnego są wysokie” – w sierpniu 2008 roku wybuchła wojna rosyjsko-gruzińska. Tymczasem spostrzeżenia Burnsa na temat Ukrainy brzmią teraz jak klątwa proroka, która tragicznie się spełniła.

„Dla rosyjskich elit (nie tylko Putina) przystąpienie Ukrainy do NATO jest absolutnie nieprzekraczalną czerwoną linią. W ciągu ponad dwóch i pół roku rozmów z kluczowymi rosyjskimi aktorami – od radykałów z mrocznych głębin Kremla po najbystrzejszych liberalnych krytyków Putina – nie spotkałem się jeszcze z nikim, kto postrzegałby członkostwo Ukrainy w NATO inaczej niż jako bezpośrednie wyzwanie dla rosyjskich interesów… Oferta członkostwa byłaby postrzegana jako strategiczne wypowiedzenie wojny… Rosja odpowie”.

Źródło: Odtajnione: Wielka Brytania wiedziała, że ​​rozszerzenie NATO „sprowokowałoby” wojnę z Rosją

Z psychiatryka: NATO rozważa bezpośrednią interwencję wojskową przeciwko Iranowi

 

 

 NATO rozważa bezpośrednią interwencję wojskową przeciwko Iranowi

Zygmunt Białas zygmuntbialas/nato-rozwaza-bezposrednia-interwencje-wojskowa-przeciwko-iranowi

Spirala eskalacji na Bliskim Wschodzie wciąż się nakręca – i tym razem NATO może być bezpośrednio zaangażowane w konflikt. Według raportu Bloomberga, zachodnie kręgi wojskowe i rządowe otwarcie dyskutują o możliwości rozmieszczenia sił NATO w Cieśninie Ormuz, jeśli najważniejszy strategicznie szlak naftowy świata nie zostanie ponownie otwarty do lipca. To przybliża scenariusz, który jeszcze kilka miesięcy temu uważano za nie do pomyślenia: bezpośrednią interwencję wojskową sojuszu zachodniego przeciwko Iranowi w imię ‚ochrony globalnego handlu’.

Oficjalnie celem jest ochrona statków handlowych. W rzeczywistości jednak debata pokazuje, jak daleko Zachód jest obecnie gotów się posunąć, aby zabezpieczyć globalne dostawy energii i swoją dominację gospodarczą. Cieśnina Ormuz to nie byle jaki szlak wodny – przepływa przez nią około jedna piąta światowego handlu ropą naftową. Jeśli Iran nadal będzie blokował lub poważnie ograniczał przepływ, nieuchronnie nastąpi gwałtowny wzrost cen energii, brak ciągłości dostaw i globalny wstrząs gospodarczy.

Bloomberg donosi, że NATO poważnie rozważa obecnie opcje militarne, w tym misje ochrony morza i potencjalne operacje eskortowe dla tankowców. Za zamkniętymi drzwiami trwają przygotowania do scenariusza, w którym zachodnie okręty wojenne ponownie będą operować bezpośrednio u wybrzeży Iranu. Ta sytuacja pokazuje przede wszystkim jedno: Zachód prze coraz głębiej do globalnej konfrontacji, której konsekwencje wydają się niemal niemożliwe do opanowania. Podczas gdy opinia publiczna oficjalnie wciąż słyszy o ‚deeskalacji’, przygotowania do kolejnego kroku militarnego trwają już za kulisami.

Wymiar geopolityczny jest szczególnie wybuchowy. Interwencja NATO przeciwko Iranowi dotknęłaby nie tylko Teheran. Rosja i Chiny od dawna uważają Iran za partnera strategicznego. Każda bezpośrednia konfrontacja w Cieśninie Ormuz może rozpalić cały Bliski Wschód i jeszcze bardziej zdestabilizować i tak już kruchy porządek światowy. Do tego dochodzi rzeczywistość gospodarcza: Europa już pogrążona jest w kryzysie energetycznym, łańcuchy dostaw na całym świecie są pod presją, a wiele zachodnich gospodarek zmaga się z ogromnymi długami i inflacją. Eskalacja działań militarnych w Ormuz może wywołać dokładnie tę globalną katastrofę energetyczną i handlową, przed którą analitycy ostrzegają od miesięcy.

Krytycy postrzegają to jako kolejny przykład starego schematu zachodniej polityki zagranicznej: pod pretekstem ‚bezpieczeństwa, ochrony handlu i stabilności’  przygotowywane są interwencje wojskowe, które ostatecznie niszczą całe regiony i jeszcze bardziej eskalują konflikty. Kluczowym pytaniem nie jest już to, czy Zachód może interweniować militarnie, ale raczej to, jak blisko świat jest bezpośredniej konfrontacji między NATO a Iranem.

uncutnews.ch/der-westen-ruestet-fuer-hormus-nato-erwaegt-direkte-militaerintervention-gegen-iran

** * * * * *

ZB: Już od kilku lat żyjemy w atmosferze wojennej podsycanej przez totalną propagandę płynącą z zachodnich ośrodków. Wygląda na to, że nie obejdzie się bez wojny. I nie tylko idzie o kontrolę nad Cieśniną Ormuz, lecz są także inne punkty zapalne: Ukraina, jak i terrorystyczne akcje kijowskiego reżimu w państwach bałtyckich skierowane przeciw Federacji Rosyjskiej. Biuro Prasowe Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji informuje opinię światową i ostrzega równocześnie:

Według uzyskanych danych Kijów nie zamierza ograniczać się do korzystania z korytarzy powietrznych udostępnionych Siłom Zbrojnym Ukrainy przez państwa bałtyckie. Planowane jest również wystrzeliwanie dronów z terytorium tych państw. Taka taktyka ma na celu znaczne skrócenie czasu dotarcia do celów i zwiększenie skuteczności ataków terrorystycznych.

Blok mieszkalny w Moskwie po ataku ukraińskich dronów

Pomimo obaw strony łotewskiej przed atakiem odwetowym Moskwy, władze w Kijowie przekonały Rygę do zgody na operację. Ukraińcy podkreślali, że ustalenie dokładnego miejsca startu drona będzie niemożliwe. W rezultacie skrajna rusofobia obecnych przywódców Łotwy okazała się silniejsza niż ich zdolność krytycznego myślenia i priorytetowego traktowania własnego bezpieczeństwa. Ukraińskie Siły Zbrojne wysłały już wojska na Łotwę. Stacjonują one w łotewskich bazach wojskowych: Adazi, Celia, Lielvarde, Dyneburg i Jēkabpils.

Można tylko współczuć naiwności łotewskich przywódców. Nowoczesne narzędzia wywiadowcze pozwalają na wiarygodne ustalenie współrzędnych miejsca startu bezzałogowego statku powietrznego. Wiarygodne dane można również uzyskać badając wraki dronów, jak to miało miejsce w przypadku próby ataku dronów na rezydencję prezydenta Rosji przez Ukrainę w grudniu ubiegłego roku. Warto zauważyć, że współrzędne ośrodków decyzyjnych na terytorium Łotwy są powszechnie znane, a członkostwo tego kraju w NATO nie uchroni wspólników terrorystów przed sprawiedliwym odwetem.

Opracował: Zygmunt Białas

NATO organizuje zamknięte spotkania z twórcami filmowymi i telewizyjnymi

NATO organizuje zamknięte spotkania

z twórcami filmowymi i telewizyjnymi

NATO Flag – Close-up photo of waving original and simple NATO flag. NATO is an intergovernmental military alliance based on the North Atlantic Treaty which was signed on 4 April 1949.

=====================================================

Date: 5 Maggio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/nato-organizuje-zamkniete-spotkania-z-tworcami-filmowymi-i-telewizyjnymi

Dwie „prywatne rozmowy” przeprowadzono ze scenarzystami, reżyserami i producentami, a trzecia jest zaplanowana na czerwiec.

Jak ustalił “Guardian”, NATO organizuje zamknięte spotkania z twórcami filmowymi i telewizyjnymi – scenarzystami, reżyserami i producentami – w całej Europie i USA. Wywołuje to oskarżenia, że sojusz próbuje wykorzystać sztukę do tworzenia „propagandy” na własną korzyść.

Sojusz przeprowadził już trzy spotkania z profesjonalistami z branży filmowej i telewizyjnej w Los Angeles, Brukseli i Paryżu. Kolejne z cyklu „prywatnych rozmów” odbędzie się w przyszłym miesiącu w Londynie, ze scenarzystami – członkami brytyjskiego Gildii Pisarzy (Writers’ Guild of Great Britain, WGGB).

Planowane spotkanie w Londynie wywołało konsternację wśród części zaproszonych, którzy poczuli, że prosi się ich o „przyczynienie się do propagandy na rzecz NATO”.

Tematem rozmowy podczas spotkania (odbywającego się na zasadach reguły Chatham House, czyli anonimowości uczestników) będzie „zmieniająca się sytuacja w zakresie bezpieczeństwa w Europie i poza nią”. Były rzecznik NATO James Appathurai, obecnie zastępca sekretarza generalnego ds. hybrydowych, cyber i nowych technologii, prawdopodobnie weźmie w nim udział wraz z innymi urzędnikami Sojuszu.

W e-mailu WGGB widzianym przez “Guardiana” zasugerowano, że spotkania zaowocowały już „trzema oddzielnymi projektami” w fazie rozwoju, które są „zainspirowane, przynajmniej częściowo, tymi rozmowami”. Napisano również, że NATO jest „zbudowane na przekonaniu, iż współpraca, kompromis oraz pielęgnowanie przyjaźni i sojuszy to droga naprzód”, a „nawet tak proste przesłanie, jeśli trafi do jakiejś przyszłej historii, będzie wystarczające” – według organizatorów wydarzenia.

Alan O’Gorman, scenarzysta filmu “Christy” (nagrodzonego na Irish Film & Television Awards w 2026 r.), nazwał planowane spotkanie „oburzającym” i „czystą propagandą”. „Uznałem, że to niesmaczne i szalone przedstawiać to jako jakąś pozytywną okazję. Wiele osób, w tym ja, ma przyjaciół, rodzinę lub sami pochodzi z krajów, które nie są w NATO i które ucierpiały w wojnach, w które NATO wchodziło i które propagowało” – powiedział. Uważa, że spotkania są próbą „wpuszczenia przez NATO swoich przekazów do filmów i telewizji”. „Myślę, że w całej Europie panuje straszenie, że nasze obrony są osłabione. Widzę to w kontekście irlandzkim, gdzie poprzez część mediów i rząd następuje promowanie pozytywnego wizerunku NATO i bliższego sojuszu z nim. Sądzę, że Irlandczycy w większości nie chcą mieć nic wspólnego z wojnami na obcych ziemiach” – dodał.

Wydatki Irlandii na obronę wzrosły do rekordowego poziomu po inwazji Rosji na Ukrainę, co uzyskało poparcie wszystkich partii i szeroką aprobatę społeczeństwa, choć poparcie dla akcesji do NATO pozostaje niskie. Według sondażu Ipsos z zeszłego roku, w przypadku zjednoczenia Irlandii 49% wyborców w Republice Irlandii jest przeciwnych dołączeniu do Sojuszu, 19% jest za, a 22% nie wie.

O’Gorman powiedział, że inni scenarzyści zaproszeni na spotkanie byli „dość oburzeni, że sztuka miałaby być wykorzystywana w sposób wspierający wojnę” i czuli, że prosi się ich o „przyczynienie się do propagandy na rzecz NATO”.

Faisal A Qureshi, scenarzysta i producent z ponad 20-letnim stażem, zgłosił się na spotkanie, „by zobaczyć z pierwszej ręki, jak to jest”, ale musiał zrezygnować z powodu konfliktu terminów. Stwierdził, że „ryzyko dla każdego twórcy, który wkracza w ten niejawny świat wywiadu lub wojskowych briefingów, polega na tym, że może dać się uwieść myśleniu, iż posiada tajemną wiedzę. Że istnieje świat odcieni szarości, w którym moralność jest rozciągana, a łamanie praw człowieka jest akceptowalne, jeśli robi się to dla wyższego dobra”. Qureshi pyta, czy twórca będzie wystarczająco „kwestionował lub badał” informacje przekazane mu na takich spotkaniach. „Właśnie otrzymali coś, co ma pozór prawdy nadany przez autorytet, który rzadko obcuje z opinią publiczną, a sam dostęp daje poczucie przywileju” – powiedział.

Zwolennicy NATO opowiadają się za większymi relacjami ze środowiskami artystycznymi. Ośrodek analityczny Centre for European Reform opublikował w tym roku raport wzywający rządy do angażowania liderów kultury (w tym scenarzystów i producentów filmowych) w celu budowania poparcia społecznego dla większych wydatków na obronność i „lepszego opowiedzenia historii, dlaczego te inwestycje w obronę są potrzebne”.

W 2024 r. ośmiu scenarzystów (w tym scenarzysta i producent wykonawczy serialu „Przyjaciele”) zostało zaproszonych do kwatery głównej NATO w Brukseli przez waszyngtońskie Center for Strategic and International Studies, aby uczyć się o polityce bezpieczeństwa. Grupa (w skład której wchodził też scenarzysta długoletniego serialu „Prawo i bezprawie” oraz producent komediowego serialu detektywistycznego „High Potential”) spotkała się w trakcie wyjazdu z ówczesnym sekretarzem generalnym Sojuszu, Jensem Stoltenbergiem.

Przedstawiciel NATO powiedział: „Wspomniana inicjatywa to czwarta z serii sesji dla twórców fikcji w branży rozrywkowej (w tym scenarzystów, showrunnerów i autorów). Wynika ona z zainteresowania wyrażonego przez przedstawicieli branży, by dowiedzieć się więcej o tym, czym jest NATO i jak działa. Wydarzenia te obejmują spotkania z przedstawicielami NATO, społeczeństwa obywatelskiego i środowiska think tanków”.

Rzeczniczka WGGB powiedziała: „Jako związek zawodowy reprezentujący scenarzystów otrzymujemy zaproszenia od organizacji zewnętrznych na wydarzenia, które mogą być przydatne zawodowo lub interesujące dla naszych członków. Te interakcje nie oznaczają automatycznie poparcia dla tych organizacji. Zaproszenie, które przekazaliśmy od NATO naszym członkom-scenarzystom, dotyczyło wydarzenia oferującego dwustronną rozmowę, podczas której pisarze mogą zadawać własne pytania, swobodnie rozmawiać i wynieść ze spotkania wszystko, co uznają za użyteczne. Nasi członkowie są myślącymi samodzielnie – to cenna i istotna umiejętność, którą wykorzystują w swoim rzemiośle”.

INFO: theguardian/nato-meets-tv-and-film-makers-causing-concerns-it-seeks-propaganda

Igranie z ogniem. Litwa, Łotwa i Estonia „zboczyły z kursu” ??

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-baltischen-staaten-stellen-der-ukraine-ihren-luftraum-fuer-angriffe-auf-russland-zur-verfuegung

Igranie z ogniem

Kraje bałtyckie otwierają swoją przestrzeń powietrzną dla Ukrainy w celu przeprowadzenia ataków na Rosję

W ostatnich dniach ukraińskie drony bez wątpienia przelatywały nad krajami bałtyckimi i Finlandią podczas ataków na rosyjski region Petersburga. Państwa NATO najwyraźniej oficjalnie otworzyły swoją przestrzeń powietrzną w celu przeprowadzenia ataków na Rosję, co stanowi jawny udział w wojnie.

Anti-Spiegel  29 marca 2026

Fakt, że państwa NATO – Polska [?? md] , Litwa, Łotwa i Estonia – zezwalają Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków dronów na rosyjski region Petersburga, jest kwestią niezwykle delikatną, ponieważ oznaczałoby to bezpośredni udział tych państw w wojnie – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dlaczego Rosja nie miałaby odpowiedzieć odwetem i zaatakować celów w tych krajach, skoro uczestniczą one w atakach na Rosję, zezwalając na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej?

Ponieważ ten temat jest dla wielu nieznany, najpierw przedstawię tło, a następnie przejdę do bieżących doniesień.

Kontekst

Pod koniec lata 2024 roku otrzymałem informację z rosyjskich źródeł bezpieczeństwa, że ​​ukraińskie drony wlatywały w rosyjską przestrzeń powietrzną z państw bałtyckich podczas ataków na Petersburg. Nie poinformowałem o tym wówczas, ponieważ była to informacja poufna. Rosyjskie media przymykają na to oko, ponieważ cokolwiek innego oznaczałoby wojnę z NATO. A przynajmniej z UE, ponieważ Stany Zjednoczone prawdopodobnie nie wezmą w niej udziału, biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy.

Ataki na Petersburg nie są zatem tematem rosyjskich mediów; w najlepszym razie pojawiają się jako krótkie wzmianki. Tak jest również teraz, mimo że Petersburg jest atakowany każdej nocy od ponad tygodnia przez dziesiątki dronów. W Rosji doniesienia te pojawiają się jedynie drobnym drukiem.

Pierwsze oficjalne rosyjskie oświadczenia w tej sprawie pojawiły się w lipcu 2025 roku, kiedy wpływowy rosyjski parlamentarzysta poruszył tę kwestię w mediach społecznościowych, ostrzegając, że kraje, z których Rosja jest atakowana, muszą zrozumieć, że gdy Rosja otrzyma „stuprocentowy dowód na to, że są zaangażowane w ataki na Rosję”, „odwet jest nieunikniony”. Stwierdził, że państwa bałtyckie to nie Ukraina i mogą zostać podbite w ciągu tygodnia.

Od co najmniej końca sierpnia 2025 roku praktycznie nie da się zaprzeczyć, że państwa bałtyckie zezwalają Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Sankt Petersburg. W tym czasie rosyjska rafineria w Ust-Łudze, niedaleko granicy z Estonią, została zaatakowana i uszkodzona przez drony. Tej samej nocy z krajów bałtyckich donoszono o obserwacjach dronów, dokładnie wzdłuż trajektorii, którą musiałyby obrać drony z Ukrainy. Jeden z dronów rozbił się w Estonii.

Rosyjskie media również „przeoczyły” to wówczas; nie było to wydarzenie warte uwagi mediów, a jedynie rosyjscy blogerzy donieśli o tym za pośrednictwem Telegramu.

Obecna eskalacja

Od tygodnia w Petersburgu obowiązuje codzienny alarm dronowy. Każdej nocy dziesiątki dronów przelatują z krajów bałtyckich w kierunku aglomeracji Petersburga; jednej nocy doniesienia wskazywały na zestrzelenie ponad 50 dronów. Rosyjskie media jak dotąd informowały o tym jedynie drobnym drukiem, o ile w ogóle, i unikały wzmianki o pochodzeniu dronów z krajów bałtyckich.

Ataki są wymierzone przede wszystkim w Ust-Ługę, gdzie znajduje się rafineria i główny port przeładunkowy ropy naftowej i gazu; Kronsztad z ważną bazą morską; oraz port Primorsk. Najwyraźniejszym celem jest zniszczenie infrastruktury energetycznej i portowej, a także stoczni. Oczywiście NATO gromadzi kluczowe dane, ponieważ takie ataki dają możliwość poznania funkcjonowania obrony powietrznej kraju, którego atak dotyczy, jego struktur dowodzenia itd.

W środę, 25 marca, drony rozbiły się również w krajach bałtyckich. Odnotowano również obserwacje dronów, które rosyjski kanał Telegram naniósł na mapę, wskazując w ten sposób trasę ich lotu. To zainspirowało jeden z nielicznych artykułów w Rosji poruszających ten temat. RT-DE przetłumaczył artykuł.

Zmasowany atak w środę, obserwacje dronów w krajach bałtyckich i katastrofa jednego z ukraińskich dronów w Estonii skłoniły Der Spiegel do pierwszej wzmianki o tym, że Ukraina korzysta z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich do ataków na region Petersburga. Wkrótce omówimy, co Der Spiegel powiedział swoim czytelnikom na ten temat; najpierw przyjrzyjmy się, jak państwa bałtyckie to wyjaśniły.

Zajęło im to kilka dni, ale 27 marca estoński minister obrony Hanno Pevkur oświadczył w wywiadzie, że Estonia nie zestrzeliła dronów, które wleciały w jej przestrzeń powietrzną, aby zapobiec konfliktowi z Rosją. Powiedział, że kraj myślał, że dron pochodzi z Rosji i „nie miał interesu w dawaniu Rosji pretekstu do oskarżenia Estonii o rozpoczęcie wojny”.

To oczywiście kłamstwo, ponieważ ataki na przestrzeń powietrzną państw bałtyckich trwały już od kilku dni, a NATO ściśle monitoruje tamtejszą przestrzeń powietrzną. Wiadomo już było, że drony wystrzeliwane z północno-zachodniej Ukrainy atakowały Rosję przez kilka dni po przelocie nad Polską i państwami bałtyckimi. Co więcej, podobne katastrofy dronów miały miejsce na Litwie i Łotwie w poprzednich dniach, a litewskie władze poinformowały, że dron wystrzelony z Ukrainy rozbił się na Łotwie w poniedziałek wieczorem.

Państwa te prowokują wojnę z Rosją i posługują się tak bezczelnymi kłamstwami, aby odwrócić uwagę. To z pewnością uciszy większość społeczeństwa, ponieważ mało kto zwraca uwagę na nieliczne doniesienia medialne na ten temat. Media zaś biorą udział w tej grze, publikując jedynie krótkie artykuły, które odwracają uwagę od niebezpieczeństwa wojny z Rosją, sprowokowanej przez państwa bałtyckie, zamiast informować czytelników o niebezpiecznej sytuacji, w jakiej znajdują się te państwa.

W piątek fińskie siły zbrojne ogłosiły zaostrzenie środków bezpieczeństwa w związku z incydentami z udziałem ukraińskich dronów w państwach bałtyckich. Finlandia posiada wielowarstwowy system obrony powietrznej i jest przygotowana do zwalczania dronów, które wkraczają w fińską przestrzeń powietrzną, celowo lub przypadkowo. Obecnie tego typu działania mają miejsce w południowo-zachodniej Finlandii i we wschodniej części Zatoki Fińskiej. Dotyczy to Sankt Petersburga, położonego na wschodnim krańcu Zatoki Fińskiej.

„Zabłąkane” drony

Jak wspomniano, Der Spiegel po raz pierwszy doniósł o tym temacie w zeszłym tygodniu, popisując się wyczynem wzmianki o ukraińskich dronach w bałtyckiej przestrzeni powietrznej, nie odnosząc się do kwestii, czy stanowi to udział państw bałtyckich w wojnie, a zamiast tego obwiniając Rosję.

Po masowym ataku i katastrofie dronów nad państwami bałtyckimi, Der Spiegel po raz pierwszy poinformował o tym incydencie w środę, 25 marca, pod tytułem „Agresywna wojna Rosji – ukraińskie drony w bałtyckiej przestrzeni powietrznej – uderzenie w elektrownię w Estonii”. Absurdalność tego „doniesienia” była widoczna już od samego wstępu:

„Dwa ukraińskie drony wojskowe zabłądziły w Estonii i na Łotwie. Jeden zderzył się z kominem, drugi rozbił się. Władze obwiniają Rosję”.

To nie jest „doniesienie”, to z definicji propaganda. A Der Spiegel musi uważać swoich czytelników za niewiarygodnie głupich, bo rzut oka na mapę wystarczyłby, by zrozumieć, że ukraińskie drony nie tylko „zabłądziły” w Estonii i na Łotwie, ale celowo wybrały tę trasę, by zaatakować cele w pobliżu Sankt Petersburga.

W artykule brzmi to jednak zupełnie inaczej i nagle nie ma mowy o „zabłąkanych” dronach, bo już w pierwszym akapicie dowiadujemy się:

„Dwa ukraińskie drony wojskowe wleciały dziś rano z Rosji w przestrzeń powietrzną państw NATO: Estonii i Łotwy. Jeden z nich rozbił się w kominie elektrowni w Estonii, a drugi na Łotwie, jak poinformowały rządy dwóch krajów bałtyckich. Drony były częścią większego ukraińskiego ataku na cele w Rosji, wyjaśniły władze”.

Der Spiegel wspomina również o katastrofach dronów z poprzednich dni w innych krajach bałtyckich:

„Według źródeł litewskich, w poniedziałek dron rozbił się w jeziorze w tym kraju. (…) Prezydent Łotwy Edgars Rinkevics również potwierdził, że dron, który rozbił się w jego kraju, był ukraiński”.

Dowiadujemy się również, dlaczego Rosja rzekomo ponosi winę za incydenty z udziałem ukraińskich dronów:

„Wojna sprowokowana przez agresora, Rosję, doprowadziła nas do punktu, w którym drony spadają na terytoria wszystkich trzech państw bałtyckich w ciągu 48 godzin” – powiedział litewski minister obrony Robertas Kaunas. „Oczywiste jest, że obrona powietrzna stanowi wyzwanie nie tylko dla Litwy, ale dla całego NATO”.

Obrona powietrzna przed ukraińskimi dronami nie stanowiłaby problemu; wystarczyłoby po prostu zakazać Ukrainie korzystania z przestrzeni powietrznej NATO do ataków na Rosję. Jednak te państwa tego nie robią, ponieważ nie było ani jednego protestu skierowanego pod adresem Kijowa.

„Zboczyły z kursu”

W niedzielę 29 marca Der Spiegel opublikował artykuł pochwalny zatytułowany „Ataki na przemysł naftowy – Ukraina ponownie podpala rosyjski port eksportowy ropy”, w którym stwierdzono również, że ataki są przeprowadzane nad państwami bałtyckimi. Rosyjski port naftowy Ust-Ługa, niedaleko Sankt Petersburga i granicy z Estonią, ponownie został zaatakowany – a artykuł w Spiegelu brzmiał bardzo entuzjastycznie. … Ale każdy, kto uważnie przeczyta i pomyśli krytycznie, zda sobie sprawę, że Der Spiegel w swoim artykule po raz kolejny potwierdza, że ​​Ukraina wykorzystuje przestrzeń powietrzną państw bałtyckich NATO (oraz Polski, która leży między Ukrainą a państwami bałtyckimi) do ataków na Rosję, ponieważ Der Spiegel pisze:

„Ukraińskie drony zostały ostatnio zauważone w krajach sąsiednich Rosji, a niektóre z nich rozbiły się tam. Finlandia zgłosiła w niedzielę podejrzenie naruszenia jej przestrzeni powietrznej przez drony w południowo-wschodniej części kraju. Ministerstwo Obrony poinformowało o wykryciu kilku małych, wolno lecących obiektów na niskiej wysokości. Rozbiły się dwa drony. Siły Powietrzne poderwały myśliwiec w celu przeprowadzenia rozpoznania. Katastrofy dronów odnotowano również niedawno w Estonii, Łotwie i Litwie. Podobno były to ukraińskie drony, które zboczyły z kursu podczas ataków na rosyjskie instalacje eksportu ropy naftowej na wybrzeżu Bałtyku”.

Nie, drony nie zboczyły z kursu. Nawiasem mówiąc, żadne oficjalne źródło tego nie potwierdza; Tylko Der Spiegel i inne media wysuwają takie twierdzenia. Jednak ten dodatek ujawnia, że ​​niektórzy w redakcjach rozumieją niebezpieczną grę, w którą grają te kraje, prowokując otwartą wojnę z Rosją i stają się stroną konfliktu, udostępniając swoją przestrzeń powietrzną dla tych ataków.

Strategia medialna?

Podejście mediów przypomina mi eskalację na Morzu Bałtyckim. Dziś media donoszą o porwaniach statków handlowych przewożących rosyjskie ładunki, jakby to było coś zupełnie normalnego, podczas gdy w rzeczywistości jest to piractwo i jawna prowokacja militarnej odpowiedzi Rosji.

Kilka tygodni temu przedstawiłem chronologię eskalacji na Morzu Bałtyckim w artykule, który ilustruje, jak powstały narracje o uszkodzonych kablach podmorskich i rzekomo niebezpiecznej „flocie cieni”, co sprawiło, że czytelnicy mediów uważają teraz te pirackie metody za całkowicie normalne.

Sposób, w jaki media traktują te ataki dronów z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw NATO i UE, przypomina mi to podejście. Dla wszystkich jest oczywiste, że stanowi to jawny udział tych państw w wojnie, ale przyzwyczajając się do tych wydarzeń poprzez doniesienia medialne na przestrzeni czasu, ludzie tracą ten fakt z oczu i uważają takie zachowanie za całkowicie normalne.

Te państwa europejskie ewidentnie próbują sprowokować Rosję do oddania pierwszego strzału, zamykając Morze Bałtyckie dla statków handlowych zmierzających do Rosji, co w efekcie blokuje port w Sankt Petersburgu, co samo w sobie jest aktem wojny. Co więcej, prowokują Rosję, pozwalając Ukrainie na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Celem jest sprowokowanie Rosji do oddania pierwszego strzału, co nieuchronnie doprowadzi do wojny między Rosją a większością państw UE, podczas gdy Stany Zjednoczone wydają się nie ingerować w ten konflikt. Czy decydenci w stolicach europejskich w ogóle zdają sobie sprawę z konsekwencji?

Trump żąda wysłania okrętów do Cieśniny Ormuz i grozi upadkiem NATO. Odp: WAŁA.

Donald Trump żąda

wysłania okrętów

do Cieśniny Ormuz

i grozi upadkiem NATO

16/03/2026 zmianynaziemi/trump-zada-wyslania-okretow-do-ciesniny-ormuz-i-grozi-upadkiem-nato

Donald Trump postawił sojusznikom ultimatum, które brzmiało jak rozkaz. Jeśli kraje NATO nie wyślą okrętów do Cieśniny Ormuz, czeka je „bardzo zła przyszłość”. Prezydent USA liczył na szybką mobilizację europejskich flot. Zamiast tego otrzymał milczenie, a w niektórych przypadkach jasne „nie”. To pierwszy sygnał, że tradycyjny model sojuszu atlantyckiego może się kruszyć.

Wszystko zaczęło się od decyzji Trumpa, którą podejmował bez konsultacji z Kongresem i sojusznikami. Amerykańskie siły powietrzne zbombardowały irańskie instalacje naftowe w Zatoce Perskiej. Świat obserwuje to z niedowierzaniem i złością. A teraz Waszyngton oczekuje, że Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Kanada i Norwegia wyślą swoje okręty na patrol w tej niestabilnej strefie. Odpowiedź światowych potęg jest jednoznaczna.

Wielka Brytania, choć od lat stara się odbudować relacje z USA po brexicie, wyraźnie powiedziała „nie”. Premier Keir Starmer wydał oświadczenie, w którym zaznaczył, że jego kraj nie będzie wrzucać najnowocześniejszych lotniskowców w strefę aktywnego konfliktu. HMS Queen Elizabeth i Prince of Wales zostają w bazie w Portsmouth. Brytyjskie media już mówią o największym kryzysie w sojuszu od lat.

Francja poszła jeszcze dalej. Emmanuel Macron, znany z gry na dwie strony, mówi o rozważeniu wsparcia, ale nie teraz. Najpierw powinna nastąpić deeskalacja. To oznacza zero okrętów, zero samolotów, zero pieniędzy. Francuski Charles de Gaulle, jedyny lotniskowiec Francji, stoi w Tulonie. Paryż boi się, że zaangażowanie w konflikt z Iranem zamrozi handel ropą, a Francja importuje ponad 40 procent surowca z Zatoki Perskiej. Macron woli być mediatorem niż uczestnikiem wojny.

Niemcy zajmują stanowisko jeszcze bardziej ostrożne. Minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock wprost stwierdziła, że Berlin nie wejdzie aktywnie w konflikt, który zaczął się bez wiedzy i zgody Niemiec. Bundeswehra nie ma nawet zdolności do szybkiego przerzutu fregat do Zatoki, ale nawet gdyby miała, rząd nie zamierza ryzykować. Niemiecka opinia publiczna od lat jest antywojenną, a po doświadczeniach z Ukrainą społeczeństwo jest zmęczone angażowaniem się w cudze konflikty. Kanclerz Scholz milczy, co oznacza jasne „nie”.

Kanada i Norwegia nawet nie odpowiedziały na apel Trumpa. Ottawa dysponuje zaledwie jedną fregatą zdolną do operacji oceanicznych i nie widzi sensu w wysyłaniu jej do Zatoki. Norwegowie, choć posiadają nowoczesne fregaty typu Fridtjof Nansen, wolą pilnować Arktyki. Ich minister obrony stwierdził lakonicznie: to amerykańska sprawa.

Australia natychmiast odcięła się od pomysłu. Minister transportu Catherine King powiedziała wprost: nie wyślemy żadnego okrętu do Cieśniny Ormuz. Sydney boi się, że Iran odpowie na blokadę atakami na tankowce. Australia eksportuje do Azji 80 procent swojej ropy i gazu.

Japonia, która kupuje prawie 90 procent ropy z Zatoki, również milczy i nie chce prowokować Teheranu.

Trump grozi, że sojusz może nie przetrwać, jeśli kraje nie posłuchają. To klasyka jego stylu: jeśli nie po jego myśli, to grozi rozwiązaniem całej struktury. Tym razem jednak nikt się nie przestrasza. Europa widzi w tym nie zagrożenie, ale szantaż. Stany Zjednoczone same rozpoczęły konflikt bez mandatu ONZ i bez konsultacji. Dlaczego więc europejskie kraje miałyby płacić rachunki za amerykańską awanturę?

Iran zapowiedział zamknięcie Cieśniny na 48 godzin, co wystarczy, aby cena ropy skoczyła o 30 procent. Europa i Azja szukają alternatyw, ale bez okrętów NATO nie będzie efektywnej blokady. I nie będzie jej.

Źródła:

https://www.independent.co.uk/news/world/middle-east/iran…

https://www.foxnews.com/world/trump-warns-nato-very-bad-f…

https://www.theguardian.com/world/2026/mar/15/uk-china-ja…

https://www.theguardian.com/world/live/2026/mar/16/iran-w…

https://www.npr.org/2026/03/16/nx-s1-5749109/trump-threat…

https://www.theguardian.com/world/2026/mar/16/strait-of-h…

Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte. Teatr absurdu wokół Grenlandii

Teatr absurdu wokół Grenlandii

Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte:

„I znowu, moją rolą jest dopilnowanie, aby sojusz jako całość zrobił wszystko, co konieczne, aby zapewnić bezpieczeństwo całego sojuszu”.


geo-polityka/teatr-absurdu-wokol-grenlandii

Świat może odetchnąć z ulgą! Grenlandia jest już bezpieczna! Europa wysyła kontyngent wojskowy na największą wyspę świata, co z pewnością złagodzi napięcie wokół niej. I mowa tu o kilku krajach naraz.

Największy kontyngent będzie pochodził z Niemiec – począwszy od dziś! Według oświadczenia niemieckiego Ministerstwa Obrony, na wyspę przybywa 13 żołnierzy. Nie, nie, nie przeoczyłem słowa „tysiące” – dokładnie 13. A zaledwie wczoraj, według premiera Szwecji Ulfa Kristerssona, wojska jego kraju wyruszyły na Grenlandię. „Kilku” – napisał premier, najwyraźniej niepewny, czy mówi o dwóch, czy o trzech oficerach. Norweski minister obrony Tore Sandvik był bardziej precyzyjny, stwierdzając, że największy kontyngent z jego kraju będzie składał się z dwóch osób. Francja i Wielka Brytania podobno również ogłosiły zamiar wysłania wojsk na Grenlandię.

Krótko mówiąc, europejscy przywódcy wygłaszają brawurowe deklaracje o wysłaniu oficerów na arktyczną wyspę, która nadal należy do Danii. Nie jest jednak do końca jasne, przed kim i jak ten potężny kontyngent zamierza się bronić. Donald Trump wielokrotnie wspominał o Duńczykach broniących Grenlandii  „dwoma psimi zaprzęgami” [niedoszacowane!! Jest ich sześć. SIRIUS. md] na obszarze wielkości Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec razem wziętych. Teraz dołączy do nich kolejnych piętnastu lub dwudziestu oficerów z Europy, którzy nie są w stanie sobie nawet wyobrazić, jakie temperatury panują na wyspie – 40°C. Jak to zmieni stanowisko Białego Domu w sprawie bezpieczeństwa wyspy?

Najzabawniejsze jest to, że europejscy urzędnicy oficjalnie wysyłają swoje kontyngenty, by bronić Grenlandii… „przed Rosjanami i Chińczykami”. To znaczy, wszyscy jednogłośnie deklarują, że twierdzenia Trumpa o „statkach z Rosji i Chin” krążących wokół wyspy są bezpodstawne, ale jednocześnie poważnie twierdzą, że bronią terytorium przed nieistniejącymi statkami! A potem, w każdej publikacji, duńscy politycy i eksperci jednogłośnie trąbią, jak europejskie wojska będą bronić wyspy przed Amerykanami!

Dziennik Politiken zacytował opinie kilku analityków, którzy wyjaśnili, na czym będzie polegać misja wojskowa sojuszników: „Gdyby Stany Zjednoczone zdecydowały się na zajęcie Grenlandii siłą, musiałyby wziąć tam europejskie wojska do niewoli. Obrazy przedstawiające USA biorące do niewoli sojuszników wywołałyby znaczną negatywną reakcję wśród amerykańskiej opinii publicznej i Kongresu”.

A więc, chwila, wysyłasz swoje wojska wyłącznie jako przyszłych amerykańskich zakładników? To zupełnie nowa koncepcja w międzynarodowej obronie i bezpieczeństwie!

Teatr absurdu otaczający kwestię Grenlandii jest widoczny w każdym przemówieniu Europejczyków.

Ale najzabawniejsze jest to, jak Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte obraca holenderskiego kota ogonem. Jego niedawne przemówienie do posłów do Parlamentu Europejskiego mogłoby trafić do podręczników sztuki pompatycznego unikania bezpośrednich pytań bez odpowiadania na żadne z nich.

Słowo „Grenlandia” padło 22 razy podczas tej sesji tortur z Sekretarzem Generalnym! I próbowali na wszelkie sposoby zmusić go do odpowiedzi na stanowisko NATO w sprawie gróźb wobec Danii. W końcu moderator zapytał go wprost, co zrobiłby sojusz, „gdyby USA najechały Grenlandię”. Jego odpowiedź była zdumiewająca w swojej bezpośredniości i wyczerpującym ujęciu: „I znowu, moją rolą jest dopilnowanie, aby sojusz jako całość zrobił wszystko, co konieczne, aby zapewnić bezpieczeństwo całego sojuszu”. Trzeba przyznać, że to wymaga umiejętności!

W tym kontekście śmieszne jest czytanie duńskiej prasy, która twierdzi, że Europa wysyła „wojska NATO” na Grenlandię. Tymczasem, jak widać, NATO po prostu umywa ręce i nie ma nic wspólnego z tą wyjątkową operacją wojskową.

Formalnie kwatera główna, której zadaniem będzie koordynacja działań powstającego europejskiego kontyngentu, będzie mieścić się w Kopenhadze. Nikt jeszcze nie potrafi sobie wyobrazić, co dokładnie będzie koordynować. Być może będzie walczyć o godne warunki dla europejskich żołnierzy w niewoli. Zalecam, aby natychmiast wydrukowali notatkę dla swoich oficerów na temat: „Jak prawidłowo poddać się Amerykanom, nie niszcząc sobie fryzury ani munduru”.