Odrodzenie banderyzmu. Haniebna rola PAN.

Raźny: Odrodzenie banderyzmu

Jednym z najbardziej sprzecznych z polskim interesem narodowym działań elity w ostatnich latach była afirmacja odrodzenia ukraińskiego nacjonalizmu w jego nazistowskiej formie, określanej mianem neobanderyzmu.

Jego pierwszych świadectw szukać należy już w  momencie rozpadu ZSRR i powstaniu Ukrainy jako suwerennego państwa, dla którego jej politycy szukali gwałtownie mitu założycielskiego i stojących na jego straży bohaterów narodowych. W sukurs ich poszukiwaniom przyszła głosząca kult Stepana Bandery zachodnia ukraińska diaspora z żyjącymi jeszcze członkami ludobójczych formacji OUN-UPA – troskliwie uratowanymi przez aliantów przed sądowym rozliczeniem ich zbrodni przeciwko ludzkości na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Polskie władze i elity nie tylko ten probanderowski zwrot Ukrainy afirmowały, ale również wspierały na różne sposoby, m. in. poprzez przemilczanie ukraińskiego ludobójstwa i wyciszanie, a nawet represjonowanie tych osób i środowisk polskich, które domagały się upowszechnienia prawdy historycznej na ten temat. Za trwające od dziesięcioleci nieosądzenie tego ludobójstwa – brak drugiej Norymbergi – nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również na poziomie instytucji międzynarodowych odpowiadają zarówno władze PRL, jak i III RP.

W służbie neobanderyzmu

Jednocześnie należy mówić o odpowiedzialności elit za ten stan rzeczy – nie tylko mediów i centrów opiniotwórczych, ale również środowisk akademickich, kulturotwórczych, edukacyjnych. Nie należy pomijać odpowiedzialności kręgów kościelnych, reprezentowanych przez Konferencję Episkopatu Polski, która do tej pory ani razu nie podjęła kwestii osądzenia ukraińskiego nazizmu jako ideowego podłoża dokonywanych na Polakach czystek etnicznych w latach II wojny światowej. Nie odniosła się również do gwałtownego jej odrodzenia w świadomości współczesnych Ukraińców po rozpadzie ZSRR w 1991 roku.  Warto w tym miejscu przywołać opartą na historycznej analizie religijno-kulturowej krytykę KEP, przedstawioną przez ks. prof. Andrzeja  Kobylińskiego w „Dzienniku Polski” w związku z odebraniem przez  Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego Wołodymirowi Zełenskiemu – za nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterów UPA”. Zdaniem księdza profesora pojednanie polsko-ukraińskie ma charakter nade wszystko moralny. „Dotyczy pamięci, sumienia, winy, grzechu, rozumienia dobra i zła. Dlatego podstawą autentycznego pojednania jest wymiar moralno-religijny. Dopiero później przychodzą elementy polityczne, gospodarcze czy militarne” [i].

Dlatego – według tego duchownego i zarazem filozofa oraz etyka – podpisane w 2023 roku przez przewodniczącego KEP abp. Stanisława Gądeckiego oraz zwierzchnika ukraińskiego Kościoła Greko-katolickiego abp. Światosława Szewczuka oświadczenie   Przebaczenie i pojednanie  było pustym gestem. Nie było bowiem przygotowane merytorycznie – w oparciu nie tylko o fakty historyczne dotyczące ukraińskiego ludobójstwa, ale również w oparciu o wymienione kategorie religijno-antropologiczne oraz moralne. Wypracowanie gotowości duchowej, religijnej, moralnej czy wreszcie politycznej do pojednania musi obejmować obydwa narody. Może trwać dłuższy czas –  nawet kilkanaście i więcej lat – gdyż musi obejmować przemianę przenikniętej neobanderyzmem świadomości Ukraińców – z jednej strony. Z drugiej wyzwolenie świadomości Polaków z pęt narzuconej przez rodzime elity afirmacji tej ideologii dehumanizującej współczesny świat.

Nie boją się odpowiedzialności

Debanderyzacji Ukrainy musi towarzyszyć debanderyzacja polskiej polityki i kształtujących ją polskich elit.  Elity bowiem – nie tylko polityczne i opiniotwórcze, ale również naukowe, edukacyjne, artystyczne – odmówiły nam prawa do prawdy o ukraińskim ludobójstwie i wywołanej nim traumy narodowej, a także prawa do ekshumacji jego ofiar oraz godnego ich pochowania. Odmówiły prawa do osądzenia wciąż jeszcze żyjących sprawców tej zbrodni przeciwko ludzkości, a nade wszystko jej ideologii – której odrodzenie zagraża  nie tylko Polsce, ale również Europie. Elity, które promowały wszechstronną i bezzwrotną pomoc neobanderowskiej Ukrainie będą bronić swych antypolskich pozycji i szukać wszystkich sposobów, aby zdyscyplinować wymykające się spod ich kontroli umysły polskiego społeczeństwa, które nie tylko poparło – 74% – odebranie przez prezydenta Nawrockiego Orderu Orła Białego Zełenskiemu, ale oczekiwać będzie zwrotu długów zaciągniętych przez Ukrainę u Polski. Kijów 35 lat temu wybrał probanderowski kurs i nie ma zamiaru z niego zrezygnować, a to oznacza, że Polsce coraz bardziej zagraża nie Rosja – jak nam to wmawiały oderwane od polskiego społeczeństwa elity – ale Ukraina.

Jak się to stało, że dopiero odebranie polskiego odznaczenia Zełenskiemu ujawniło skalę tego autentycznego zagrożenia? Wina polskich elit politycznych jest tu bezsporna. Trzeba jednak zacząć mówić o winie środowisk opiniotwórczych – z elitami naukowymi na czele. To utytułowane pojedyncze osoby i całe gremia, które przez długie lata III RP nie tylko rugowały z problematyki naukowej prawdę o ukraińskim nazizmie i ukraińskim ludobójstwie, ale również nie dopuściły do jej przekazywania w programach szkolnych i uniwersyteckich, a także w debacie publicznej. Jak się to stało, że nie oni, ale wypowiedzi byłego premiera Polski Leszka Millera otworzyły oczy większości Polaków na prawdę o relacjach polsko-ukraińskich, dodały odwagi politykom Konfederacji i zmusiły PiS do „korekty” probanderowskiej polityki. Kiedy wyalienowane elity polskiej nauki dokonają takiej „korekty”? I tutaj będą się liczyć nie jakieś wymuszone zaistniałą sytuacją obietnice, ale konkretne działania. Parafrazując tytuł znakomitego radzieckiego filmu Moskwa nie wierzy łzom – musimy głośno powtarzać: Polacy nie uwierzą łzom – ani PiS-u, ani PO i ich przystawek partyjnych, ani antypolskich środowisk opiniotwórczych.   Polacy czekają na uznanie ich winy politycznej i moralnej.

Szkodzą Polsce i Polakom

Dlatego musimy kuć żelazo póki gorące – wykorzystać zaistniałą sytuację, aby zdetronizować elity i wskazać im miejsce w szeregu – za nami. Współtwórcy „Myśli Polskiej” od pomarańczowej rewolucji na Ukrainie przestrzegali decydentów w Polsce – w sferze polityki, nauki, kultury, religii – przed neobanderowską Ukrainą. Teraz, gdy coraz większe i coraz bardziej realne staje się zagrożenie naszego państwa i narodu ze strony tak ukształtowanego wrogiego nam sąsiada, mamy nie tylko obowiązek, ale również moralne prawo pisać o polskich „sługach Ukrainy”. Mamy moralne prawo i patriotyczny obowiązek oskarżać o działalność wspierającą jej nazistowskie ukształtowanie tych wszystkich, którzy nie tylko odmawiali nam prawa do pisania prawdy o jej przeszłości i teraźniejszości, ale również piętnowali nas publicznie jako wrogów ludzkości, agentów Putina, „ruskie onuce”.  Nie kieruje nami żaden resentyment wobec naszych probanderowskich wrogów Polsce, ale konieczność dawania świadectwa walki, jaką „sługi Ukrainy” prowadziły i prowadzą nadal z obrońcami polskiej racji stanu, polskiego honoru i polskich interesów.

Gdy Komisja Historycznoliteracka, a także Komisja Słowianoznawstwa PAN – Oddział w Krakowie potępiły mój artykuł  Ukraina – wojna cywilizacji, opublikowany w „Myśli Polskiej” w 2022  roku – po wkroczeniu wojsk rosyjskich na Ukrainę – krakowskie władze PAN zgodziły się na bezprecedensowe od czasów stalinizmu działanie: umieszczenie na głównej stronie internetowej Oddziału potępienia wymienionego artykułu, jego autora oraz „Myśli Polskiej”, która go opublikowała. Artykuł mówi, że rozpoczęta wówczas druga po euromajdanie faza wojny Zachodu z Rosją jest wojną z cywilizacją chrześcijańską, chronioną przez Federację Rosyjską i Moskiewski Patriarchat Cerkwi Prawosławnej. Przebieg tej wojny potwierdza zawartą w artykule tezę. Potępienie przez środowisko PAN tego tekstu i jednocześnie „Myśli Polskiej”  widniało w internecie – tak długo, aby odpowiednie służby mogły zająć się nami, a ukraińscy wyznawcy banderyzmu mogli wciągnąć do spisu pod tytułem „rizat’ Lachiw”. Nagonkę  na nas rozpoczęła  „Gazeta Wyborcza”, w której pastwił się nad nami prof. Grzegorz Przebinda, domagając się m.in. postępowania prokuratorskiego za wyrażone w tekście poglądy. To, że gazeta Adama Michnika i jej środowisko są antypolskie, wie każdy Polak. Ale ludzie PAN?

Za stalinowskie działanie krakowskiego Oddziału z 2022 roku odpowiadają nade wszystko jego władze ówczesnej kadencji: prezes – prof. Andrzej Jajszczyk, wiceprezesi – prof.  Barbara Bilińska,  prof. Ryszard Nycz, członkowie prezydium Oddziału – prof. Jerzy Lis,  prof.  Wiesław W. Pawlik. Odpowiadają również władze kolejnej kadencji (2022 – 2026), które nie odcięły się od tego donosu.
To w większości nowy skład osób popierających probanderowską politykę swoich poprzedników: prezes – prof. Karol Życzkowski, wiceprezesi – prof. Barbara Bilińska, prof. Ryszard Nycz, członkowie prezydium – prof. Grażyna Stochel, prof. Małgorzata Witko, prof. Stanisław Nagy. Jaki był skutek firmowanego przez te gremia donosu na nas?

W dużej mierze „dzięki niemu”  na opublikowanej 16 kwietnia 2025 roku przez „Gazetę Wyborczą” liście 25 osób, którą Komisja ds. Badania Wpływów Rosyjskich w Polsce skierowała do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego znalazły się nazwiska: Jana Engelgarda, Przemysława Piasty, Anny Raźny. Figurowała na niej również sama „Myśl Polska” jako pismo pozostające pod owymi wpływami.  Na szczęście 31 lipca 2025 roku ta kuriozalna komisja została rozwiązana.

Bez honoru i godności

Powyższe personalne informacje są ważne z wielu powodów, nade wszystko dlatego, że ci sami ludzie – podobnie jak władze innych oddziałów PAN w Polsce – firmowali stworzenie  dla Ukrainy i ukraińskich naukowców długoterminowego programu bezzwrotnej pomocy – o nazwie LPT – opiewającej na wiele milionów złotych wypłacanych z naszego budżetu.

I  choć w programie tym uczestniczy w roli partnerów 7 zagranicznych akademii, ciężar jego realizacji spoczywa na PAN. Warto przytoczyć opublikowane w 2025 roku w internecie  „efekty” probanderowskich  działań PAN. * „355 naukowców z Ukrainy objętych pomocą indywidualną, * 88 naukowców z Ukrainy finansowanych w ramach 18 projektów długoterminowego programu wsparcia LTP Ukraina (LTP) o łącznym budżecie ponad 8 mln USD, pozyskanych od partnerów zagranicznych, w tym Narodowej Akademii Nauk Stanów Zjednoczonych (NAS), * około 40 mln PLN przeznaczonych łącznie na rzecz naukowców z Ukrainy, w większości pozyskanych od ponad 40 zagranicznych sponsorów, * 15 wydarzeń naukowych i popularno-naukowych zorganizowanych lub współorganizowanych na terytorium Ukrainy od początku wojny, * udział ponad 700 naukowców z Ukrainy w szkoleniach stacjonarnych lub online zorganizowanych przez PAN, * 28 jednostek naukowych PAN zaangażowanych w doraźne działania pomocowe.” [ii].

Te dane nie wymagają żadnych dodatkowych objaśnień. Potwierdza je bezprecedensowa wypowiedź prezesa PAN, z 12 września ubiegłego roku: „Podejmujemy nowe inicjatywy. Konferencja, podczas której łączymy siły z niemiecką nauką, pokazuje, że nie składamy broni. W okolicznościach wskazujących na przedłużanie się konfliktu chcemy pozyskiwać źródła finansowania i umożliwiać utrzymanie potencjału naukowego Ukrainy. (…) Głównie będzie nam zależało na podtrzymaniu zespołów badawczych, które już istnieją. (…) Kontynuowane będą też rozmaite szkolenia i działania z zakresu doradztwa. Do tej pory ponad 700 naukowców z Ukrainy wzięło udział w szkoleniach stacjonarnych lub online zorganizowanych przez PAN. (…)  Nasza pomoc służy nie przejęciu, tylko uchronieniu potencjału naukowego Ukrainy. Pomagamy z myślą o tym, że wszyscy Ci, którym udzieliliśmy pomocy wrócą do kraju” [iii].

To jawne świadectwo probanderowskiej działalności PAN. Przy niedoinwestowaniu nauki polskiej ma ona charakter jej sabotażu. Jest także świadectwem realizowanego przez elity moralnego credo: dyskryminacji pozytywnej – dyskryminacji większości czyli polskiego społeczeństwa i jego interesów – dokonywanej przez mniejszość czyli wyalienowane elity na rzecz społeczeństwa wyznającego banderyzm. Dla takiej moralności nie ma miejsca w naszej cywilizacji, ukształtowanej przed wiekami przez chrześcijaństwo.

Prof. Anna Raźny

[i] Ks. prof. Kobyliński: Pojednania polsko-ukraińskiego nie da się zbudować na pustych gestach, „Dziennik Polski” nr 140 (24917), 19.06.2026.

[ii] https://pan.pl/projekty/ukraina/Te dane nie wymagają żadnych [dost. 25.06.2026].

[iii] https://nauka wpolsce.pl/aktualności/news52C109497%2Cprezes-pan-chcemy-kontynuowac-programy-wsparcie-ukrainskiej-nauki. [dost. 25.06.2026].

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

Akademia Nauk im. Pawki Morozowa?[PAN ! pam, pam…]

Za Stalina (“za Stalina – dyscyplina”) jednym z niezliczonych gierojów Związku Radzieckiego był Pawlik Morozow. Gierojem został z tego powodu, że za namową matki, która chciała zrobić na złość mężowi – złożył donos na własnego ojca, który miał pomagać uciekinierom z łagrów.

Stanisław Michalkiewicz https://prawy.pl/118299-stanislaw-michalkiewicz-akademia-nauk-im-morozowa-felieton/

——————————

…Ojciec oczywiście nie przeżył tego eksperymentu, ale oprócz plusów dodatnich miało to też plus ujemny – bo bez męża matka nie była w stanie utrzymać rodziny. Ale ten plus ujemny został przez Pawlika Morozowa przekuty w plus dodatni. Zaczął mianowicie regularnie donosić na chłopów ukrywających zboże – ale już za pieniądze, jako tzw. “seksot” (skrót od rosyjskich słów: siekrietnyj satrudnik, czyli tajny współpracownik). Z tego powodu został zabity i jako męczennik za świętą sprawę socjalizmu został gierojem, w którym upodobał sobie sam Ojciec Narodów.

Kiedy po II wojnie światowej Polska została przez swoich sojuszników (“niech żyją nasi sojusznicy, Amerykanie i Anglicy!), oddana Józefowi Stalinowi, co to “usta słodsze miał od malin”, po etapie oswajania, Polska wkroczyła w etap ostrej sowietyzacji.

Jednym z jej elementów było zlikwidowanie Polskiej Akademii Umiejętności i Warszawskiego Towarzystwa Naukowego, na miejsce których partia w 1951 roku utworzyła Polską Akademię Nauk. Celem tej instytucji było utrzymywanie w ryzach naukowców oraz ustalanie i podawanie do wierzenia prawd, które musiały być przyjmowane “powszechnie i bez zastrzeżeń”. Pierwszym prezesem PAN był biolog Jan Dembowski, który w normalnych, przedwojennych czasach, był profesorem Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Po zajęciu miasta przez Sowietów, zaczął duraczyć tam studentów marksizmem-leninizmem, po wojnie został attache naukowym przy ambasadzie polskiej w Moskwie, zaś od 1952 roku – prezesem PAN, gdzie oddawał się m.in. popularyzowaniu łysenkizmu. Łysenkizm, podobnie jak marksizm-leninizm, był to rodzaj pseudonaukowego szamaństwa, w którym właśnie z tego powodu Józef Stalin szczególnie sobie upodobał, a które tacy stalinowcy, jak np. członek PAN Kazimierz Petrusewicz propagowali aż do lat 60-tych, chociaż Stalin już nie żył, więc wcale nie musieli.

Potem, to znaczy w latach 1957-1962 prezesem PAN był filozof Tadeusz Kotarbiński, sportretowany przez Janusza Szpotańskiego w postaci “Teofoba Doro”; “Teofoba” – bo prof. Kotarbiński był zapamiętałym ateistą. Toteż w “Pleplutkach Teofoba Doro” pisze m.in: “Widząc jak Piotra męczy starość i zgrzybiałość, ogarnia Jana litość i serdeczna żałość. Więc powiada do niego: Piotrze, masz sklerozę. Czas po temu, byś zażył cyjankali dozę. Tako rzekłszy, z uśmiechem wręcza mu ampułkę. Lecz Piotr mu nie dowierza; kładzie ją na półkę, potem przez roztargnienie wyrzuca ją w wodę. Tak i sobie nie ulżył i zatruł przyrodę.”

W pleplutce zatytułowanej “Pognębienie krytyka”, czytamy z kolei: “Pewien krytyk zawistny, w którym żółć się kwasi, powiedział, żem jest głuptak i że mózg mam ptasi. Atoli zmilkł, gdym spytał: Zali to jest fraszka, wejść między profesory, gdy się ma mózg ptaszka?”

W tamtych czasach wszystko było jednak możliwe; ludzie rośli wraz z krajem i np. Jan Olszewski wspomina, jak to wybitnym naukowcem i działaczem państwowym został znakomicie ukorzeniony dawny lwowski szewc. Takie były szybkie ciężki awansu społecznego.

W miarę jednak gdy komunizm zaczął coraz głębiej zapadać na uwiąd starczy, Polska Akademia Nauk zwolna powracała do normalności – oczywiście jak na garbatego, bo partia i bezpieka nigdy nie przestały jej nadzorować. Po sławnej transformacji ustrojowej proces ten nawet jakby przyspieszył, ale historia, jak wiadomo, się powtarza tym bardziej, że po okresie pieriedyszki, w rewolucji komunistycznej znowu zaczynamy wchodzić w etap surowości, ze wszystkimi jego atrakcjami. Proces ten nie omija Polskiej Akademii Nauk, która najwyraźniej zaczyna wracać do swoich korzeni i najwyraźniej staje w awangardzie komunistycznej rewolucji.

Właśnie mój Honorable Correspondant nadesłał mi “Regulamin przyjmowania i wyjaśniania zgłoszeń w zakresie naruszeń prawa Unii”, stanowiący załącznik do zarządzenia Dyrektora Zakładu Historii Nauki PAN nr 2, z dnia 20 stycznia 2022 roku. Jest tam zawarty wokabularz, wyjaśniający znaczenie terminów nowej politgramoty.

Na przykład “Operator”. “Jest to osoba fizyczna lub prawna, świadcząca na rzecz Instytutu obsługę wewnętrznego kanału zgłoszeń”. Oczywiście “operator” sam niczego nie zgłasza, tylko – jak to w bezpiece – prowadzi “działalność operacyjną”. A w działalności operacyjnej wykorzystuje się konfidentów. To znaczy – tak było do niedawna, bo od niedawna konfidentów już nie ma, a na ich miejsce zjawili się “sygnaliści”. Toteż “Regulamin” precyzyjnie definiuje, kto jest “sygnalistą”. Otóż jest to “osoba fizyczna dokonująca zgłoszenia, która zgłasza lub ujawnia publicznie informacje na temat naruszeń, uzyskane w kontekście związanym z wykonywaną przez nią pracą, w szczególności, pracownik Instytutu, osoba, z którą rozwiązana została umowa o pracę lub uczestniczyła w procesie rekrutacji do pracy, a także osoba która świadczy pracę na podstawie innej, niż stosunek pracy, w tym na podstawie umowy cywilnoprawnej na rzecz Instytutu.

Z kolei w następnym dokumencie, to znaczy – w “Informacji na tablicę ogłoszeń, stronę internetową oraz dla pracowników” zawarty jest gorący apel do “sygnalistów”: “Sygnalisto! W Instytucie Historii Nauki im. Ludwika i Aleksandra Birkenmajerów Polskiej Akademii Nauk, funkcjonuje wewnętrzny kanał dokonywania zgłoszeń dotyczących naruszeń prawa Unii Europejskiej. Jeśli masz wiedzę lub podejrzenia na temat nieprawidłowości, które posiadłeś w związku z pracą wykonywaną na rzecz Instytutu lub jego podwykonawców, albo dążeniem do zawarcia umowy, masz możliwość zgłoszenia tego. Otrzymasz gwarancje poufności oraz ochrony, jaka należy się sygnalistom (ochrona o której mowa w dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2019/1937 a dnia 23 października 2019 roku w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii). (…) Zgłoszenia możesz dokonać na dwa sposoby: listownie, na adres Instytut Historii Nauki im. Ludwika i Aleksandra Birkenmajerów Polskiej Akademii Nauk, ul. Nowy Świat 72, 00-330 Warszawa z dopiskiem “Sygnalista” umieszczonym na wierzchniej części koperty bez konieczności wskazywania nadawcy lub osobiście, po wcześniejszym umówieniu się za pośrednictwem poczty elektronicznej (sygnalista.ihn@bims.info).

Autorem zarządzenia, z którego wynikają wspomniane “regulaminy” jest pan prof. Dr hab. Jacek Soszyński – co podaję do wiadomości, ażeby prawdziwa cnota i gorliwość w służbie praworządności i służbie bezpieczeństwa sygnalistów nie pozostała bez nagrody.

A my się tak kokosimy z tym izraelskim “Pegasusem”!