Bandera czyli Putin i kwestia papuaskich astrofizyków

Bandera czyli Putin i kwestia papuaskich astrofizyków

Człowiek jest jednak kompletnym kretynem. Zna przecież perfidię ruskich a jednak nie domyślił się, jak ten spisek daleko sięga. Dzisiaj mnie olśniło, dzięki niezawodnej zawsze w takich sytuacjach „Gazecie”. A jeszcze bardziej dzięki jej przenikliwym czytelnikom, którzy oznajmili „od razu wiedziałem, że to ruska robota”. A co nią było?

Okazuje się bowiem, że to rosyjski wywiad płacił Ukraińcom za propagowanie banderyzmu i wychwalanie UPA na terenie Polski. Z tekstu dowiaduje się, że osiemnastoletni Ukrainiec został oskarżony o pracę dla ruskiego wywiadu. Na jego zlecenie miał malować na murach hasła gloryfikujące Ukraińską Powstańczą Armię i Stepana Banderę. Pomagał mu młodszy kolega.

Przyznaje się – myślałem przez lata, że na całej Ukrainie z szczególnym wzmożeniem zaś na jej zachodniej części, kwitnie banderyzm. I nie wpadłem na to, ze to robota Rosjan. Wraży wrogowie wolnego świata nocami po cichutku nazwali ulice mianem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Dżdżystymi rankami, gdy uczciwi Ukraińcy siedzą w domach chytrusy przemianowali nazwy placów i skwerów na Jewhena Konowalca. Okrutniki jedne bez cienia skrupułów postawili potajemnie na całej Ukrainie rozliczne pomniki Stepana Bandery. Niepostrzeżenie wybudowali Muzeum Romana Szuchewycza we Lwowie. Cichaczem nadali w 26 miastach honorowe obywatelstwo Banderze. Urządzali marsze ku czci 14 Dywizja Grenadierów Waffen SS i uznali tych z UPA za ukraiński ruch wyzwoleńczy. Nieświadomych staruszków oblekali w mundury banderowskie i pomawiali im, że służyli w UPA. Po czym porozwozili pod pomniki i cyknęli tysiące zdjęć. I jeszcze sobie pogwizdują „Tam na łące czerwona kalina”.

Kremlowscy z całą pewnością również podszyli się pod Bogu ducha winnych Ukraińców i stworzyli organizację Myrotworeć, która tworzy jakieś „listy wrogów Ukrainy”. I zapisały te kawiorojady na tą listę różnych Polaków od prezydenckiego Boguckiego, przez Sokołowską po Korwina-Mikke. I my bezmyślne ameby łyknęliśmy taką propagandę. Matko! A przecież wiadomo, że to Rosjanie. Bo przecież Ukraińcy, by nam przykrości nie zrobili.

Ale szczytem szczytów ruskiej perfidii było sprowadzenie ciupasem do kraju trupa kolaboranta III Rzeszy Andrija Melnyka i pochowanie go z honorami na Cmentarzu Wojskowym w Kijowie. Przebrali się za greckokatolickich duchownych i odprawili msze żałobną w katedrze Patriarchalnego Soboru Zmartwychwstania Pańskiego. Był tam co prawda widziany Władimir Zełenski, Wiktor Juszczenko, i Kyryło Budanow, ale zapewne to na pewno byli przebierańcy. Pod maskami krył się być może sam Władimir Putin, Dmitrij Miedwiediew i Siergiej Ławrow. A jak nie to jakieś Nocne Wilki lub handlarze lat 90-tych z bazaru Różyckiego. One tak robią.

Pozostaje sprawa nadania jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA” przez Wołodymyra Zełeńskiego. Ja myślę, że one zmyliły tego wielce szlachetnego i uczciwego człowieka. Zełeński był zapewne przekonany, że idzie o inne UPA na przykład Unię Papuaskich Astrofizyków. Ci uczeni papuascy nigdzie wcześniej nie byli honorowani. I on z dobroci swojego serduszka chciał docenić. I masz babo placek a Orła Białego kazali odesłać.

Perfidia tych ruskich jest ogromna. W przeszłości przechodzili operacje plastyczne upodabniające ich do polityków z Polski, by się wydzierać Sława Ukrajini i fotografować się na tle czerwono-czarnej-flagi. Bo przecież żaden polski polityk by tego nie zrobił. A my głupki wsiowe nie zauważyliśmy tej prowokacji mającej udowodnić, ze niby istnieje jakiś banderyzm. Ale co my małe żuczki. Taki premier Leszek Miller, też się dał nabrać na ten neobanderyzm na Ukrainie. I to mnie jedynie w tym wszystkim pociesza.

Odrodzenie banderyzmu. Haniebna rola PAN.

Raźny: Odrodzenie banderyzmu

Jednym z najbardziej sprzecznych z polskim interesem narodowym działań elity w ostatnich latach była afirmacja odrodzenia ukraińskiego nacjonalizmu w jego nazistowskiej formie, określanej mianem neobanderyzmu.

Jego pierwszych świadectw szukać należy już w  momencie rozpadu ZSRR i powstaniu Ukrainy jako suwerennego państwa, dla którego jej politycy szukali gwałtownie mitu założycielskiego i stojących na jego straży bohaterów narodowych. W sukurs ich poszukiwaniom przyszła głosząca kult Stepana Bandery zachodnia ukraińska diaspora z żyjącymi jeszcze członkami ludobójczych formacji OUN-UPA – troskliwie uratowanymi przez aliantów przed sądowym rozliczeniem ich zbrodni przeciwko ludzkości na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Polskie władze i elity nie tylko ten probanderowski zwrot Ukrainy afirmowały, ale również wspierały na różne sposoby, m. in. poprzez przemilczanie ukraińskiego ludobójstwa i wyciszanie, a nawet represjonowanie tych osób i środowisk polskich, które domagały się upowszechnienia prawdy historycznej na ten temat. Za trwające od dziesięcioleci nieosądzenie tego ludobójstwa – brak drugiej Norymbergi – nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również na poziomie instytucji międzynarodowych odpowiadają zarówno władze PRL, jak i III RP.

W służbie neobanderyzmu

Jednocześnie należy mówić o odpowiedzialności elit za ten stan rzeczy – nie tylko mediów i centrów opiniotwórczych, ale również środowisk akademickich, kulturotwórczych, edukacyjnych. Nie należy pomijać odpowiedzialności kręgów kościelnych, reprezentowanych przez Konferencję Episkopatu Polski, która do tej pory ani razu nie podjęła kwestii osądzenia ukraińskiego nazizmu jako ideowego podłoża dokonywanych na Polakach czystek etnicznych w latach II wojny światowej. Nie odniosła się również do gwałtownego jej odrodzenia w świadomości współczesnych Ukraińców po rozpadzie ZSRR w 1991 roku.  Warto w tym miejscu przywołać opartą na historycznej analizie religijno-kulturowej krytykę KEP, przedstawioną przez ks. prof. Andrzeja  Kobylińskiego w „Dzienniku Polski” w związku z odebraniem przez  Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego Wołodymirowi Zełenskiemu – za nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterów UPA”. Zdaniem księdza profesora pojednanie polsko-ukraińskie ma charakter nade wszystko moralny. „Dotyczy pamięci, sumienia, winy, grzechu, rozumienia dobra i zła. Dlatego podstawą autentycznego pojednania jest wymiar moralno-religijny. Dopiero później przychodzą elementy polityczne, gospodarcze czy militarne” [i].

Dlatego – według tego duchownego i zarazem filozofa oraz etyka – podpisane w 2023 roku przez przewodniczącego KEP abp. Stanisława Gądeckiego oraz zwierzchnika ukraińskiego Kościoła Greko-katolickiego abp. Światosława Szewczuka oświadczenie   Przebaczenie i pojednanie  było pustym gestem. Nie było bowiem przygotowane merytorycznie – w oparciu nie tylko o fakty historyczne dotyczące ukraińskiego ludobójstwa, ale również w oparciu o wymienione kategorie religijno-antropologiczne oraz moralne. Wypracowanie gotowości duchowej, religijnej, moralnej czy wreszcie politycznej do pojednania musi obejmować obydwa narody. Może trwać dłuższy czas –  nawet kilkanaście i więcej lat – gdyż musi obejmować przemianę przenikniętej neobanderyzmem świadomości Ukraińców – z jednej strony. Z drugiej wyzwolenie świadomości Polaków z pęt narzuconej przez rodzime elity afirmacji tej ideologii dehumanizującej współczesny świat.

Nie boją się odpowiedzialności

Debanderyzacji Ukrainy musi towarzyszyć debanderyzacja polskiej polityki i kształtujących ją polskich elit.  Elity bowiem – nie tylko polityczne i opiniotwórcze, ale również naukowe, edukacyjne, artystyczne – odmówiły nam prawa do prawdy o ukraińskim ludobójstwie i wywołanej nim traumy narodowej, a także prawa do ekshumacji jego ofiar oraz godnego ich pochowania. Odmówiły prawa do osądzenia wciąż jeszcze żyjących sprawców tej zbrodni przeciwko ludzkości, a nade wszystko jej ideologii – której odrodzenie zagraża  nie tylko Polsce, ale również Europie. Elity, które promowały wszechstronną i bezzwrotną pomoc neobanderowskiej Ukrainie będą bronić swych antypolskich pozycji i szukać wszystkich sposobów, aby zdyscyplinować wymykające się spod ich kontroli umysły polskiego społeczeństwa, które nie tylko poparło – 74% – odebranie przez prezydenta Nawrockiego Orderu Orła Białego Zełenskiemu, ale oczekiwać będzie zwrotu długów zaciągniętych przez Ukrainę u Polski. Kijów 35 lat temu wybrał probanderowski kurs i nie ma zamiaru z niego zrezygnować, a to oznacza, że Polsce coraz bardziej zagraża nie Rosja – jak nam to wmawiały oderwane od polskiego społeczeństwa elity – ale Ukraina.

Jak się to stało, że dopiero odebranie polskiego odznaczenia Zełenskiemu ujawniło skalę tego autentycznego zagrożenia? Wina polskich elit politycznych jest tu bezsporna. Trzeba jednak zacząć mówić o winie środowisk opiniotwórczych – z elitami naukowymi na czele. To utytułowane pojedyncze osoby i całe gremia, które przez długie lata III RP nie tylko rugowały z problematyki naukowej prawdę o ukraińskim nazizmie i ukraińskim ludobójstwie, ale również nie dopuściły do jej przekazywania w programach szkolnych i uniwersyteckich, a także w debacie publicznej. Jak się to stało, że nie oni, ale wypowiedzi byłego premiera Polski Leszka Millera otworzyły oczy większości Polaków na prawdę o relacjach polsko-ukraińskich, dodały odwagi politykom Konfederacji i zmusiły PiS do „korekty” probanderowskiej polityki. Kiedy wyalienowane elity polskiej nauki dokonają takiej „korekty”? I tutaj będą się liczyć nie jakieś wymuszone zaistniałą sytuacją obietnice, ale konkretne działania. Parafrazując tytuł znakomitego radzieckiego filmu Moskwa nie wierzy łzom – musimy głośno powtarzać: Polacy nie uwierzą łzom – ani PiS-u, ani PO i ich przystawek partyjnych, ani antypolskich środowisk opiniotwórczych.   Polacy czekają na uznanie ich winy politycznej i moralnej.

Szkodzą Polsce i Polakom

Dlatego musimy kuć żelazo póki gorące – wykorzystać zaistniałą sytuację, aby zdetronizować elity i wskazać im miejsce w szeregu – za nami. Współtwórcy „Myśli Polskiej” od pomarańczowej rewolucji na Ukrainie przestrzegali decydentów w Polsce – w sferze polityki, nauki, kultury, religii – przed neobanderowską Ukrainą. Teraz, gdy coraz większe i coraz bardziej realne staje się zagrożenie naszego państwa i narodu ze strony tak ukształtowanego wrogiego nam sąsiada, mamy nie tylko obowiązek, ale również moralne prawo pisać o polskich „sługach Ukrainy”. Mamy moralne prawo i patriotyczny obowiązek oskarżać o działalność wspierającą jej nazistowskie ukształtowanie tych wszystkich, którzy nie tylko odmawiali nam prawa do pisania prawdy o jej przeszłości i teraźniejszości, ale również piętnowali nas publicznie jako wrogów ludzkości, agentów Putina, „ruskie onuce”.  Nie kieruje nami żaden resentyment wobec naszych probanderowskich wrogów Polsce, ale konieczność dawania świadectwa walki, jaką „sługi Ukrainy” prowadziły i prowadzą nadal z obrońcami polskiej racji stanu, polskiego honoru i polskich interesów.

Gdy Komisja Historycznoliteracka, a także Komisja Słowianoznawstwa PAN – Oddział w Krakowie potępiły mój artykuł  Ukraina – wojna cywilizacji, opublikowany w „Myśli Polskiej” w 2022  roku – po wkroczeniu wojsk rosyjskich na Ukrainę – krakowskie władze PAN zgodziły się na bezprecedensowe od czasów stalinizmu działanie: umieszczenie na głównej stronie internetowej Oddziału potępienia wymienionego artykułu, jego autora oraz „Myśli Polskiej”, która go opublikowała. Artykuł mówi, że rozpoczęta wówczas druga po euromajdanie faza wojny Zachodu z Rosją jest wojną z cywilizacją chrześcijańską, chronioną przez Federację Rosyjską i Moskiewski Patriarchat Cerkwi Prawosławnej. Przebieg tej wojny potwierdza zawartą w artykule tezę. Potępienie przez środowisko PAN tego tekstu i jednocześnie „Myśli Polskiej”  widniało w internecie – tak długo, aby odpowiednie służby mogły zająć się nami, a ukraińscy wyznawcy banderyzmu mogli wciągnąć do spisu pod tytułem „rizat’ Lachiw”. Nagonkę  na nas rozpoczęła  „Gazeta Wyborcza”, w której pastwił się nad nami prof. Grzegorz Przebinda, domagając się m.in. postępowania prokuratorskiego za wyrażone w tekście poglądy. To, że gazeta Adama Michnika i jej środowisko są antypolskie, wie każdy Polak. Ale ludzie PAN?

Za stalinowskie działanie krakowskiego Oddziału z 2022 roku odpowiadają nade wszystko jego władze ówczesnej kadencji: prezes – prof. Andrzej Jajszczyk, wiceprezesi – prof.  Barbara Bilińska,  prof. Ryszard Nycz, członkowie prezydium Oddziału – prof. Jerzy Lis,  prof.  Wiesław W. Pawlik. Odpowiadają również władze kolejnej kadencji (2022 – 2026), które nie odcięły się od tego donosu.
To w większości nowy skład osób popierających probanderowską politykę swoich poprzedników: prezes – prof. Karol Życzkowski, wiceprezesi – prof. Barbara Bilińska, prof. Ryszard Nycz, członkowie prezydium – prof. Grażyna Stochel, prof. Małgorzata Witko, prof. Stanisław Nagy. Jaki był skutek firmowanego przez te gremia donosu na nas?

W dużej mierze „dzięki niemu”  na opublikowanej 16 kwietnia 2025 roku przez „Gazetę Wyborczą” liście 25 osób, którą Komisja ds. Badania Wpływów Rosyjskich w Polsce skierowała do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego znalazły się nazwiska: Jana Engelgarda, Przemysława Piasty, Anny Raźny. Figurowała na niej również sama „Myśl Polska” jako pismo pozostające pod owymi wpływami.  Na szczęście 31 lipca 2025 roku ta kuriozalna komisja została rozwiązana.

Bez honoru i godności

Powyższe personalne informacje są ważne z wielu powodów, nade wszystko dlatego, że ci sami ludzie – podobnie jak władze innych oddziałów PAN w Polsce – firmowali stworzenie  dla Ukrainy i ukraińskich naukowców długoterminowego programu bezzwrotnej pomocy – o nazwie LPT – opiewającej na wiele milionów złotych wypłacanych z naszego budżetu.

I  choć w programie tym uczestniczy w roli partnerów 7 zagranicznych akademii, ciężar jego realizacji spoczywa na PAN. Warto przytoczyć opublikowane w 2025 roku w internecie  „efekty” probanderowskich  działań PAN. * „355 naukowców z Ukrainy objętych pomocą indywidualną, * 88 naukowców z Ukrainy finansowanych w ramach 18 projektów długoterminowego programu wsparcia LTP Ukraina (LTP) o łącznym budżecie ponad 8 mln USD, pozyskanych od partnerów zagranicznych, w tym Narodowej Akademii Nauk Stanów Zjednoczonych (NAS), * około 40 mln PLN przeznaczonych łącznie na rzecz naukowców z Ukrainy, w większości pozyskanych od ponad 40 zagranicznych sponsorów, * 15 wydarzeń naukowych i popularno-naukowych zorganizowanych lub współorganizowanych na terytorium Ukrainy od początku wojny, * udział ponad 700 naukowców z Ukrainy w szkoleniach stacjonarnych lub online zorganizowanych przez PAN, * 28 jednostek naukowych PAN zaangażowanych w doraźne działania pomocowe.” [ii].

Te dane nie wymagają żadnych dodatkowych objaśnień. Potwierdza je bezprecedensowa wypowiedź prezesa PAN, z 12 września ubiegłego roku: „Podejmujemy nowe inicjatywy. Konferencja, podczas której łączymy siły z niemiecką nauką, pokazuje, że nie składamy broni. W okolicznościach wskazujących na przedłużanie się konfliktu chcemy pozyskiwać źródła finansowania i umożliwiać utrzymanie potencjału naukowego Ukrainy. (…) Głównie będzie nam zależało na podtrzymaniu zespołów badawczych, które już istnieją. (…) Kontynuowane będą też rozmaite szkolenia i działania z zakresu doradztwa. Do tej pory ponad 700 naukowców z Ukrainy wzięło udział w szkoleniach stacjonarnych lub online zorganizowanych przez PAN. (…)  Nasza pomoc służy nie przejęciu, tylko uchronieniu potencjału naukowego Ukrainy. Pomagamy z myślą o tym, że wszyscy Ci, którym udzieliliśmy pomocy wrócą do kraju” [iii].

To jawne świadectwo probanderowskiej działalności PAN. Przy niedoinwestowaniu nauki polskiej ma ona charakter jej sabotażu. Jest także świadectwem realizowanego przez elity moralnego credo: dyskryminacji pozytywnej – dyskryminacji większości czyli polskiego społeczeństwa i jego interesów – dokonywanej przez mniejszość czyli wyalienowane elity na rzecz społeczeństwa wyznającego banderyzm. Dla takiej moralności nie ma miejsca w naszej cywilizacji, ukształtowanej przed wiekami przez chrześcijaństwo.

Prof. Anna Raźny

[i] Ks. prof. Kobyliński: Pojednania polsko-ukraińskiego nie da się zbudować na pustych gestach, „Dziennik Polski” nr 140 (24917), 19.06.2026.

[ii] https://pan.pl/projekty/ukraina/Te dane nie wymagają żadnych [dost. 25.06.2026].

[iii] https://nauka wpolsce.pl/aktualności/news52C109497%2Cprezes-pan-chcemy-kontynuowac-programy-wsparcie-ukrainskiej-nauki. [dost. 25.06.2026].

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

4 lipca Marsz Pamięci i sprzeciwu wobec banderyzmu

4 lipca Marsz Pamięci i sprzeciwu wobec banderyzmu

Dlaczego należy być 4 lipca w Warszawie?

Fundacja Wołyń Pamiętamy organizuje, tak jak w ubiegłych latach obchody poświęcone Polakom wymordowanym przez Ukraińców. W dniu 4 lipca w Warszawie o godz. 15-stej wyruszymy z Placu Trzech Krzyży w kierunku Grobu Nieznanego Żołnierza.

Mamy jako świadomi Polacy mamy obowiązek pamiętać o pomordowanych przez Ukraińców naszych rodakach. Niezwykle istotne jest to, by w Warszawie stawić się w tym roku tłumnie i pokazać neobanderowcom i fałszerzom historii, że nam Polakom nie jest wszystko jedno.

Będziemy maszerować ulicami Warszawy, która pamięta potworne czasy powstania, w tym niesłychanej zbrodni jaką była rzeź na Woli. Pójdziemy dla naszych polskich sióstr i braci, wymordowanych na utraconych polskich Kresach. Ku pamięci niemowlaków, dzieci, kobiet, starców, mężczyzn – w tym żołnierzy i księży. Idziemy bo pamiętamy o tych rodakach, których ostatnim przed oczami obrazem – była zbliżająca się siekiera lub ostrze kosy ukraińskiego sąsiada. Idziemy dla tych, cichych męczenników, którzy przed bestialską śmiercią zdążyli usłyszeć tylko okrzyk „Sława Ukrajini – Herojam sława!”. Idziemy dla dla polskich żołnierzy i funkcjonariuszy, którzy już w powojniu broni polskich chat i poświecili swoje życie, w walce z szowinistycznymi bandziorami.

Marsz Pamięci jest jednocześnie marszem naszego sprzeciwu i żądań. Nie zgadzamy się na medialne wybielanie banderyzmu, intelektualne wygibasy pseudointeligentów, nie zgadzamy się na rozmywanie win, nie zgadzamy się na fałszywy slogan o tym, że „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – bo żadne winy się tutaj nie mogą równoważyć. Będziemy szli również dlatego, że radykalnie nie zgadzamy się z ślamazarnym tempem ekshumacji naszych rodaków pomordowanych przez Ukraińców. Nie możemy się zgodzić na tolerowanie w przestrzeni medialnej negacjonizmu ze strony szowinistycznych ugrupowań ukraińskich, które pragną przeinaczać bieg historii.

Domagamy się bardziej polskiej postawy od władz w naszym Kraju. Bardziej asertywnej postawy stosunku do władz ukraińskich. Domagamy się od Kościoła w Polsce postawy prymasa Stefana Wyszyńskiego, którzy sprzeciwiał się beatyfikacji Andrzeja Szeptyckiego. Domagamy się natychmiastowego zakazu propagowania banderyzmu na terenie Polski. Żądamy nadania w Stolicy godnemu miejscu nazwy upamiętniającej wszystkich Polaków wymordowanych przez Ukraińców w latach 1939-1947.

To szczególny Marsz Pamięci. Odbywa się w czasie haniebnym. Ludzie upominający się o pamięć o wymordowanych Polakach, o zniszczone zabytki naszej kultury, o majątki wypracowywane pokoleniami, o interes Polski – są ciągani po sądach. I to w czasie gdy na Ukrainie jednostce wojskowej nadaje się imię „Bohaterów UPA”! Czy może być coś bardziej upokarzającego dla Polaka? Idziemy również dlatego, że nie godzimy się na takie traktowanie tych, którzy wiedzą, że są Polakami i mają obowiązki polskie! Bo jesteśmy z nich dumni i mamy wobec nich ogromny dług wdzięczności.

Nie dajmy sobie wmówić, że antybanderyzm jest to postawa antyukraińska. Sprzeciw wobec niemieckiego nazizmu i domaganie się uczczenia ofiar niemieckiego narodowego-socjalizmu nie było antyniemieckie! Było polskim interesem narodowym! Tak też jest w tej sprawie. Nie dla fałszerzy historii i stronników milczenia! Nie dla banderyzmu i neobanderyzmu! Cześć Pamięci Pomordowanych Polaków!

Widzimy się 4 lipca w Warszawie!

Popis banderyzmu

Popis banderyzmu

Autor: AlterCabrio , 22 czerwca 2026 ekspedyt

Czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności

Zdjęcie tytułowe: LINK

Popis banderyzmu

No i stało się. Banderyzm wybił niczym szambo, a przyczynkiem było odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego, przyznanego Żeleńskiemu, w reakcji na nadanie przez Żeleńskiego imienia bohaterów upa jednej z jednostek wojskowych.

Na razie wybiło to z ust najwyższych przedstawicieli reżimu kijowskiego, ale jest tylko kwestią czasu, gdy zwykli Polacy, żyjący sobie dotąd spokojnie, nieświadomi postępującej podmiany ludności przekonają się, jak objawia się ta cecha charakteru w codziennym obyciu. Bo banderyzm to stan umysłu, nikt się co prawda takim nie rodzi, ale niektórzy się takimi stają. Dotąd myśleliśmy, że co prawda nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, ale za to każdy banderowiec jest Ukraińcem.

Trzeba zweryfikować to mniemanie. Skąd bowiem tak wielu sympatyków banderowskiej Ukrainy w rządzie III RP i wśród tzw. elit naszego kraju? Skąd wzięło się tyle ukraińskich flag, wiszących na publicznych budynkach w Polsce? Kto je tam wiesza? Czemu cieszą się szczególną ochroną władz? kto nadaje te wszystkie polskie ordery tuzom Nowej Chazarii? Musimy sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania: o relację ukraińskości do banderyzmu, i relację osób w Polsce do interesów ukraińskich.

Pytanie pierwsze brzmi: czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności, co jest jednym z warunków budowy Pan-Europy, czyli realizacji planu żydomasońskiego.

Nawet językowo ukraińskość nie jest dokładnie określona, skoro nawet kagan kijowski uczył się tego języka dopiero, gdy został prezydentem. Ta niejasna świadomość miejsca pochodzenia, skojarzona z niejasną kwestią językową rzucona jest na kolejną niejasność, mianowicie na niejednolitość etniczną ludności Ukrainy. Część to Rusini, przez Rosjan traktowani jako Małorusy, w większości zamieszkująca Ukrainę Wschodnią, część to mieszanina, zwana czernią, w większości zamieszkująca Ukrainę Zachodnią, a poza tym Rosjanie, Polacy, Żydzi i inne nacje. To nie jest więc naród, ani nawet narodowość, lecz ludność. Jej świadomość jest nieuformowana i brak tam wspólnych idei. Na początku Specjalnej Operacji Wojskowej wspólnym łącznikiem była wrogość wobec Rosji, połączona ze zjednoczeniem się pod wspólną flagą, którą uosabiał rząd w Kijowie.

Teraz zaś nie ma nawet tego, co pokazuje masowy exodus Ukraińców z Ukrainy w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Jedyną ideą, jaka istnieje na Ukrainie, używaną do cementowania różnych elementów ludności jest banderyzm, wykorzystywany przez reżim kijowski jako ideologia państwowa. W pierwszej kolejności banderyzm jest antypolski, w drugiej antyrosyjski, w trzeciej antyludzki. Jeśli więc ktoś chciałby w przyszłości uważać się za patriotę ukraińskiego, będzie musiał przyjąć banderyzm za swe życiowe credo.

Dziś więc większość Ukraińców nie jest świadomymi banderowcami, ale może się nimi stać, jeśli będzie chciała być lojalna wobec reżimu w Kijowie, czyli Nowej Chazarii. Banderyzm bowiem to pewna szczególna dyspozycja intelektualno-moralna, zbliżona do nazizmu, oparta na wzorach talmudycznych, która każe mordować wszystkich, których uważa za wrogów, zachowując przy tym skrajną butę, pogardę i nienawiść dla swoich dobroczyńców. Wrogiem jest ten, który zagraża samostijnej Ukrainie, i zawsze wskazuje go władza. Tak się składa, że wrogiem banderyzmu zawsze jest naród i państwo polskie, i to stanowi fundament banderyzmu i nigdy się nie zmieni. Jeśli więc dziś nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, to w przyszłości już nieodległej reżim kijowski zmusi do banderyzmu wszystkich, których ma pod władzą.

Pytanie drugie brzmi: dlaczego w Polsce tak wielu jest obrońców interesów ukraińskich, mimo że Ukraińcy zgotowali Polakom okrutne krwawe rzezie? Odpowiedzi jest kilka. Po pierwsze, głupota, połączona z propagandą proukraińską. Po drugie, kwity, jakie służby ukraińskie mają na polityków w Polsce, głównie związane z korupcją i nieletnią prostytucją. Po trzecie, nie są to Polacy, ale Ukraińcy, udający Polaków, mający sympatie banderowskie. W Polsce pod rządami popisu występują wszystkie trzy sytuacje, można więc powiedzieć, że rządzi nami ukraińsko-banderowska klika.

Jedynie tak można wytłumaczyć butę, arogancję i bezczelność polityków i funkcjonariuszy ukraińskich wobec Polski i Polaków, panoszenie się służb ukraińskich w Polsce, liczne pożary, finansowanie przez państwo polskie reżimu kijowskiego pomimo zniewag, narażanie bezpieczeństwa narodowego w imię interesów banderowców. Tak więc spora część polityków w Polsce to banderowcy funkcjonalni. Można więc zidentyfikować nową jednostkę choroby politycznej: banderyzm funkcjonalny.

To stwierdzenie jest konieczne, aby opracować plan działania. Skoro rządzą nami banderowcy, to będą robić rzeczy dla Lachów skrajnie niekorzystne. Jeśli dalej przyjrzymy się politykom i ich formacjom politycznym, zobaczymy, że problem ten dotyczy całego popisu, czyli frakcji magdalenkowej. Idąc dalej, to oni pozwolili na rozwijanie się banderyzmu na Ukrainie i nie zrobili niczego, aby to zatrzymać, a mogli dużo, gdyż reżim kijowski zależny jest od Polski w sposób egzystencjalny. To politycy popisu pozwolili na przesiedlenie milionów Ukraińców do Polski, dali im przywileje i ograbili państwo i naród z pieniędzy i innych dóbr, aby przekazać je banderowcom. Robią zresztą to nadal.

Musimy wyciągnąć z tego praktyczne wnioski. Po pierwsze, rozwój banderyzmu na Ukrainie jest pewny, wraz z konsolidacją władzy przez reżim kijowski. Po drugie, banderyzm jest dla Polaków zagrożeniem śmiertelnym, zarówno dla państwa, jak i narodu. Po trzecie, jeśli nadal będą trwały rządy popis, banderyzm będzie ideologią władzy również w Polsce. Po czwarte, banderyzm reaguje tylko na brutalną i bezwzględną siłę, więc dogadywanie się z banderowcami możliwe jest z użyciem środków przymusu. Tak więc dalsze trwanie obecnego układy władzy w Polsce daje nam duże prawdopodobieństwo powtórki z rzezi Lachów.

Aby uniknąć rzezi lub łagodniejszych, acz zawsze przykrych skutków banderyzmu w Polsce, należy wyeliminować jego przyczyny, a są one dwie: wewnętrzna i zewnętrzna. Przyczyna wewnętrzna eskalacji banderyzmu w Polsce są banderowskie rządy, czyli popis. Z tym można sobie poradzić, wybierając Konfederację Korony Polskiej, a następnie banderowców, udających Polaków ukarać sprawiedliwie, czyli przykładnie i surowo.

Przyczyną zewnętrzną banderyzmu na Ukrainie jest system geopolityczny, objawiający się w postaci NATO i UE, który na szczęście trzeszczy i rozpada się. Tu rada na banderyzm jest prosta: zawiązać sojusz antyterrorystyczny z tymi państwami, które również zagrożone są banderowskim terroryzmem, czyli co najmniej z Białorusią, Rosją, Czechami, Słowacją, Węgrami, Rumunią. Reżim kijowski powinien zostać spacyfikowany, winni ukarani sprawiedliwe, czyli surowo, a tzw. państwo ukraińskie wzięte w zarząd powierniczy białorusko-rosyjsko-polski.

Oznacza to obalenie dotychczasowego mitu, jakoby Ukraina walczyła za Polskę i Europę. To fałsz, Ukraina walczy za interesy Wielkiej Brytanii, USA, Niemców i Żydów, a pierwszą ofiarą jest ludność Ukrainy. Ktokolwiek zakończyłby Nową Chazarię, ten wyrządziłby ludowi Ukrainy wielką przysługę.

Cała nadzieja w Lechitach, że będą potrafili dogadać się z Rosjanami, aby rozgromić Chazarię jak w 956 r., dla dobra Rusinów, Europy i całego świata, po złości Żydom.

=============================================================

Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

____________________

Popis banderyzmu, Bartosz Kopczyński, 22 czerwca 2026

Ganianie banderowskiego króliczka

Rękas: Ganianie banderowskiego króliczka

Konrad Rękas

Kolejna ustawa niby to mająca doprowadzić do zakazania w Polsce tego, co i tak jest zabronione – to tylko prymitywna sztuczka mająca odwrócić uwagę od podpisania przez prezydenta Karola Nawrockiego kolejnej ustawy przedłużającej przywileje podatkowe i socjalne ukraińskich nachodźców w Polsce.

Skończył się czas kampanii wyborczej i zachodni mocodawcy każą Polakom dalej płacić i za kontynuowanie wojny, i za utrzymywanie Ukraińców, którym fundujemy opiekę zdrowotną, świadczenia rodzinne i emerytury. Na pociechę zaś możemy się trochę połudzić, że czegoś kijowianom możemy zabronić lub coś nakazać. O prezydencie Andrzeju Dudzie mówiono, że jest ukraińskim wiceprezydentem (i sekretarzem stanu syjonistów). Prezydent Nawrocki płynnie wszedł w tę samą rolę. To jest ICH prezydent.

Banderyzm jest nazizmem

Do znudzenia też trzeba przypominać, że w polskim Kodeksie karnym istnieje zapis o brzmieniu: „Art.  256. [Propagowanie nazizmu, komunizmu, faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego] §  1.  Kto publicznie propaguje nazistowski, komunistyczny, faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. §  1a.  Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje ideologię nazistowską, komunistyczną, faszystowską lub ideologię nawołującą do użycia przemocy w celu wpływania na życie polityczne lub społeczne. §  2.  Karze określonej w § 1 podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, zbywa, oferuje, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 lub 1a albo będące nośnikiem symboliki nazistowskiej, komunistycznej, faszystowskiej lub innej totalitarnej, użytej w sposób służący propagowaniu treści określonej w § 1 lub 1a.”.

Banderyzm JEST NAZIZMEM. Nie trzeba go dodatkowo zakazywać. Wystarczy ścigać i tępić – stawiać przed sądem, deportować, aresztować nazistów, ukraińskich czy każdych innych. To jest takie proste. To kwestia WOLI politycznej, nie zapisów. Tylko, że tej woli nie ma.

Polska pod okupacją

Współczesna Polska jest pod banderowską okupacją. Partyjne gierki tego nie zmienią. PiS i PSL przypominają sobie o zbrodniach ukraińskich szowinistów tylko, gdy są w opozycji i potrzebują głosów Kresowian. Nawet lider Konfederacji, Sławomir Mentzen, zagłosował ostatnio przeciw dodatkowej penalizacji banderyzmu, mętnie tłumacząc to swoim… amerykańskim podejściem do wolności słowa.

Tymczasem ważniejszy był zapewne telefon z amerykańskiej ambasady, ostrzegający, że bez popierania Kijowa Mentzen ani nikt z jego kręgu nie może liczyć na wejście na salony, na które nadal obowiązuje podwójna przepustka, sprowadzająca się do popierania obu nazizmów, tego w Kijowie i tego w Tel Awiwie.

Banderyzm był, jest i będzie w III RP propagowany jawnie i bezkarnie, bo gdyby nawet jakaś rzekomo antybanderowska ustawa została uchwalona – rząd, prokuratura, policja, ani sądy nie będą jej stosować, a następnie przegłosowane niesłusznie przepisy zostaną szybko usunięte, tak jak robiono to poprzednio, w 2019 r. decyzją PiS-owskiego Trybunału Konstytucyjnego. Bo przecież dla narodów Europy Wschodniej „są też dobre nazizmy” i bez wątpienia należy do nich banderyzm, jak kiedyś napisała Ann Applebaum, żona ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego, prawdopodobnie następnego kierownika anglosaskiego zarządu powierniczego nad Polską.

Nie mamy polskiego prezydenta

Nie znaczy to jednak, że nie można pograć zakazem banderyzmu w imię mikrogierek III RP i podtrzymania polaryzacji, bez której partyjna polityka państwa z dykty już dawno rozleciałaby się w pył. Dlatego właśnie PKN [Nawrocki] jedną ręką podpisuje ustawę sankcjonującą wydawanie kolejnych miliardów z budżetu państwa, a drugą macha świstkiem nie mającym już nawet większego znaczenia propagandowego. W końcu cóż szkodzi obiecać!

Skądinąd zresztą o wecie PKN do pierwszej ustawy o finansowaniu Ukraińców w Polsce dowiedzieli się wszyscy, bo naiwna blogosfera szlochała „Mamy wreszcie polskiego prezydenta!”.  O tym, że PKN ostatecznie ustawę podpisał nie dowie się nikt, bo ci wcześniej rozradowani teraz ze wstydu się nie odezwą, a uwagę reszty może da się odwrócić pozorowaniem antybanderyzmu.  

Co przy tej okazji zaś szczególnie zabawne, w usprawiedliwieniach dla podpisania przez PKN ustawy o dalszym utrzymywaniu ukraińskich nachodźców czytamy ostatnio rozbrajające “No bo przecież inaczej musieliby 1. października wracać do siebie!”. Pomijając, że to niestety nieprawda (bo obowiązują przecież ogólne zasady pobytu, pracy i świadczeń dostępnych dla cudzoziemców), to podstawowe pytanie brzmi na takie dictum: No i co? Gdzie jest słaby punkt? To nie o to chodzi, żeby wrócili do siebie?

Rozwiązałoby to wszak oba problemy na raz. Nie musielibyśmy już za nich płacić składek i nie miałby kto w Polsce propagować banderyzmu (no, może poza garstką funkcjonariuszy PiS i PO). A co z nazizmem i oligarchią na Ukrainie – to już i tak przecież zapewne zostanie załatwione za nas i oby bez naszego czynnego udziału.

Konrad Rękas